Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zdumiewacze to ludzie obdarzeni wyobraźnią
tak potężną, że potrafią zmieniać świat.
Przynajmniej własny.
A to znakomity początek.
Występują
Zdjęcia
Muzyka
Scenariusz
Reżyseria
Syrena z paryża
a teraz, panie i...
Panie, specjalnie dla was we flowerburger boat człowiek-śnieg,
który nigdy nie topnieje, nawet przy paryskich ślicznotkach.
Przed państwem gaspard snow i barberetki!
Duchy moich wspomnień siedzą oparte o bar.
Oczywiście. Tędy proszę.
- Cześć, Henri. - Miło cię widzieć.
Kocham cię! Rock and roll!
Jak zawartość mojej skarbonki z dzieciństwa.
Tyle że teraz masz 40 lat.
To była kurka z porcelany. Uwielbiałem ją.
Wciąż ją mam.
Nie potrafisz się z niczym rozstać.
Z wyjątkiem dziewczyn!
Dostałem propozycję.
Propozycję?
Sieć restauracji chce nas wykupić.
Już o tym rozmawialiśmy.
Tutaj są duchy.
Wspomnienia.
Wspomnienia duchów, wszystko jedno.
Nie wszystko można zachować.
Barberetki,
kwiaty do burgerów,
- audiobudka... nie da się. - Dlaczego?
- Nikt już tego nie używa. - Ja używam.
To ją zabierz. Pomogę ci ją wnieść.
Jej miejsce jest tutaj.
Zamawiała ją firma i zostaje w firmie.
Wyglądasz jak zombi.
Idź się przespać.
Przykro na ciebie patrzeć.
Znasz zombi, które kładzie się spać?
Zombi na wrotkach to rzadki gatunek, który potrzebuje snu.
Dobry wieczór!
Przestraszyła mnie pani.
Nieładnie tak mówić. Czy ja straszę?
Nie to miałem na myśli.
Połów się udał?
Nie.
Proszę.
Zawsze, kiedy wracam bez pary, dostaję jajko.
To środek zapobiegawczy.
Żeby nie został pan Sam, jak ja.
Dobranoc.
Miłych snów.
Uwaga, zły kot
Mój Johnny cash.
Podoba ci się?
Jaki miły.
- Pan śnieg? - Tak.
Audiobudka.
Dlaczego to zrobiłeś?
Twoja babcia i mama nie żyją.
One by walczyły o flowerburgera!
Myślisz, że mnie to zwisa?
Moich wspomnień jest tu więcej!
Wynoś się!
Proszę pani!
O cholera.
Przepraszam.
Proszę pana...
Znalazłem ją nieprzytomną na nabrzeżu. Można do szpitala?
Proszę!
Stać!
Muszę ją zawieźć do szpitala.
Szukałaś mnie.
- Przystojniak. - Ślicznotka.
Nie chcę, źle się czuję.
- Co ci jest? - Nie wiem.
Od rana mam mdłości.
Mdłości?
Właśnie.
- Poważnie? - Poważnie.
- Tam jest coś mojego? - Tego nie powiedziałam.
- Może zaszkodził mi sernik. - To nie sernik.
Wieczorem zrobię test.
- Mamy pacjenta w delirium. - Zaraz przyjdę.
Muszę wracać.
- Mam już iść? - Zaczekaj chwilę. Wrócimy razem.
Bardzo się cieszę.
Nie ruszaj się. Zaraz wracam.
Nagły przypadek.
Mam w tuk-tuku nieprzytomną osobę. Znaczy, w aucie.
- Jak długo? - Co jak długo?
Jak długo jest nieprzytomna?
Nie wiem, znalazłem ją.
Karta ubezpieczenia.
Co?
- Ma pan jej kartę ubezpieczenia? - Mogę dać swoją.
Zna pan datę urodzenia?
Nie. Ale data śmierci niechybnie będzie dzisiejsza.
Bez karty nie mogę panu pomóc.
Ja mam kartę i czekam cztery godziny!
A to jeszcze nie koniec.
Słyszy mnie pani?
Słyszy mnie pani?
I zostawił mi te śmieci!
W porządku?
Tutaj się nie pali.
Kiepsko się czuję.
Też jadłeś sernik?
Widziałem na parkingu syrenę.
A ja mijałam w korytarzu jednorożca.
Galopującego.
O mało mnie nie nadział na róg.
Nie zaśpiewałeś jej montanda?
Gdy wyjeżdżaliśmy rankiem...
Co się dzieje? Co ci jest?
Cholera.
Spokojnie, kotku.
Może być ten?
Nie za ciepła?
Cześć.
Ja gaspard.
Śnieg.
Głodna?
Mniam mniam?
Jeść?
Kładę to tutaj.
Zaraz wracam.
Nie ruszaj się.
Gdzie jesteś? Są już pierwsi klienci.
Dzisiaj nie przyjdę.
Jeszcze się gniewasz?
Jest u mnie znajoma, źle się czuje.
To ta znajoma tak śpiewa?
Nie, to kot.
Jasne.
Muszę kończyć.
Przywieź tę swoją śpiewaczkę.
Tłumy schodzą się oglądać wysoką falę.
Jeśli chcesz ratować lokal, to teraz.
- Jesteś tu potrzebny. - Nie mogę. Buziaki.
Boli?
Zaraz to naprawię.
W dzieciństwie chciałem być weterynarzem.
Leczyłem tylko chomiki, ale mam rękę do zwierząt.
Nie mówię o tobie.
Spokojnie!
Uwaga...
W porządku?
Trochę boli, wiem.
Jak się nie będziesz wiercić, powinno się trzymać do jutra.
Nie ruszamy się.
Lula.
Słucham?
Mam na imię lula.
Umiesz mówić?
Mniej niż Ty, ale tak.
Wszystko dobrze?
Lepiej się uspokój.
Musisz odpocząć.
Zrobiłem jedzenie.
Paryska ryba.
Świetna.
Mrożona, ale dobrej jakości.
Pycha.
Jedz.
Dobre.
Lepsze z cytryną, ale nie mam.
Smakuje?
Chcę do domu.
Lepiej poczekać, aż rana się podgoi.
Jeśli za dwa wschody słońca nie wrócę do wody, umrę.
To jeszcze zdążysz przespać noc.
Zabierz mnie teraz.
Do rana możesz umrzeć.
Tak staro wyglądam?
Nie zmocz opatrunku.
Gdyby coś, wołaj.
Jutro przed pracą cię odwiozę. Dobrze?
Zostawić światło?
Światło?
Zapalone...
Czy zgaszone?
Zgaszone.
Zapalone.
Zgaszone.
Dobranoc.
Ten głos...
Nigdy takiego nie słyszałem.
Przepraszam.
Nie miał żadnych specyficznych objawów?
Nie.
Majaczył.
Najpierw myślałam, że się wygłupia. Uwielbia mnie podpuszczać.
Ale nie. Był jak zahipnotyzowany.
Miał bardzo wysoki poziom azotu.
Jak przy narkozie azotowej - ekstazie głębin.
Proszę wracać do domu.
Będę panią informował.
Przepraszam, że obudziłem. Lepiej się czujesz?
A Ty?
Co ja?
Boli cię serce?
Skądże.
Często tak śpiewasz?
Czasami. A co?
Jesteś marynarzem?
Nie. Śpiewam tylko w łazience.
Mangusta!
Tam!
To Johnny cash.
Uwielbia muzykę country.
Jest bardzo miły.
Mężczyźni, którzy słyszą mój głos,
tak się we mnie zakochują, że pęka im serce.
Nie śmiej się.
Też umrzesz, jak wszyscy inni.
- Wszyscy? - Tak.
Już dawno pękło mi serce.
Pękło?
Nie raz.
Nic już nie czuję.
Koniec z miłością.
Ono pęknie.
Tym razem na zawsze.
Zmienić ci wodę?
Odwieź mnie.
W tym stanie?
Nie boję się, jestem uodporniony.
Zaopiekuję się tobą.
A jak już staniesz na nogi, że tak powiem...
To cię odwiozę.
Można?
Słucham?
Z Kim?
Numer jest w lewym górnym rogu.
- Nie widziała pani wczoraj nic dziwnego? - Widzę codziennie.
Czy z victorem ktoś był?
Nie.
Wcześniej był tu jakiś nerwus w skarpetkach.
Coś zostawił.
Będziesz zachwycona.
Zaraz wracam.
Kino objazdowe, specjalnie dla ciebie.
Mam!
Zaraz wracam.
Widzisz coś?
Działa?
Proszę. Taka jak Ty.
Muszę uciekać.
Tylko śpiewaj po cichutku.
Nie chciałbym mieć martwego sąsiada na wycieraczce.
- Po cichutku? - Tak.
Po cichutku.
Albo cichusieńko.
Po cichutku, cichusieńko.
Miłego oglądania.
Witam sąsiada!
- Co słychać? - Wszystko dobrze.
- Gratuluję. - Czego?
Jak to czego?
Widziałam, jak pan wraca ze ślicznotką przebraną za rybę.
To tylko znajoma.
Mam nadzieję, że nie piosenkarka. Koniec z piosenkarkami! Gratuluję!
Dziękuję!
Po co tak pędzi? Przewróci się.
Byłem tu wczoraj. Znalazła pani może taką książkę?
Karta ubezpieczenia?
Skąd ta melodia?
Od wczoraj chodzi mi po głowie.
Coś przede mną ukrywasz. Ze mną możesz pogadać.
A gdyby przydarzyło ci się coś niezwykłego, o czym nie mógłbyś mówić?
Powiedziałbym najlepszemu kumplowi.
Od tego ma się przyjaciół.
Coś dobrego
- czy złego? - Po prostu niezwykłego.
Jestem rossy, sąsiadka gasparda.
Kąpie się pani w ubraniu?
Ładny kostium syrenki. Jak prawdziwy.
Nowa dziewczyna gasparda?
Piosenkarka?
Do tego tajemnicza.
Może z panią pójdzie mu lepiej.
Gaspard ma obsesję na punkcie piosenkarek.
- Ostatnia o mało go nie zabiła. - Ja też próbowałam.
Jaka dowcipna.
- Naprawdę? - I to bardzo.
Poznaliście się we flowerburgerze?
Bajeczne miejsce do zakochania.
Wieczorki.
Przekąski jedzone, gdy kończy się dzionek.
Żeby zrozumieć gasparda, trzeba znać historię flowerburgera.
Lokal założyła jego babcia, sylwia snow, na początku lat 40.
Niezwykła kobietka o nazbyt wielkim sercu.
Kapitanka, poetka, pokerzystka, czarodziejka.
Na początku ukrywała tam członków ruchu oporu.
To dla nich wynalazła audiobudkę.
Żeby mogli wysyłać zaszyfrowane wiadomości.
Sama też nagrywała w niej wyznania miłosne,
wiersze
i piosenki.
Flowerburger był niczym arka noego dla żądnych życia -
dla pragnących rozmawiać, ocaleć,
cieszyć się wszystkim w jednym miejscu i czasie.
Każdy tam robił...
Nie tak.
Musisz umieć żyć inaczej, kiedy jesteś zdumiewaczem.
Kim?
Zdumiewacze - tak nazywano aktywnych członków flowerburgera.
Nawet,
a może zwłaszcza w czasach wojny garstka osób spotykała się w tam,
by wyznawać poezję - jak wyznaje się religię.
Urządzali naloty czystej poezji.
Roznosili pod płaszczami zakazane książki.
Ukrywali dziwne, wyprodukowane przez siebie zabawki: Jednorożce, smoki...
Syrenki?
Możliwe. Nie wszystko pamiętam.
Flowerburger book.
W książce tej zawarte jest wszystko.
Ich największe wyczyny, opowieści, rysunki.
Sylwia przed śmiercią dała ją gaspardowi.
"Kiedyś ją, wnusiu, przeczytasz i napiszesz ciąg dalszy".
Było to tajne stowarzyszenie, którego członkowie czcili upojną radość i sznyt.
Sznyt...
Co to znaczy?
Właśnie w tym tkwi sedno!
To znaczy robić wszystko pięknie.
Duch przygody!
Sztuka zadziwiania!
Wyobraźnia,
przyjaźń, humor i, co najważniejsze,
miłość.
Po co pani mi to mówi?
Bo bez miłości gaspard jest stracony.
Flowerburger to jego silnik, ale paliwem jest serce.
Trzeba mu pomóc na powrót stać się sobą.
Pani też jest zdumiewaczką?
To już przeszłość.
Uciekam.
Co to za zapach?
Okropny!
Nie mów gaspardowi, że tu byłam.
Mogę ci doradzać, jak go uwieść. Wiem o nim wszystko.
Mieszkam tuż obok.
Ten niebieski płyn to krew.
Osocze nie da się porównać z niczym innym. Ta krew należy do nieznanej istoty.
To krew nowego gatunku.
Niebieskie krwinki przenoszą bardzo niewielką ilość tlenu.
To stworzenie nie przeżyje długo z dala od morskich głębin.
Robię same głupoty.
Zgubiłem księgę zdumiewaczy.
To znak, że czas iść naprzód.
Jak możesz tak mówić?
Tam są ręcznie pisane wiersze mamy.
Wiele potrafisz,
ale nie umiesz przeżyć żałoby.
Z tobą na tym polu nie wygram.
Trzeba wiedzieć, jak walczyć.
Kiedy rzuca cię kobieta, odrzucasz miłość.
Gdy statek nabiera wody, odmawiasz powrotu do portu.
- Nie umiesz przegrywać. - A Ty nie masz sznytu.
Sznytem jest przyjąć porażkę i odżyć, a nie uciekać przed rzeczywistością.
To jest idea zdumiewaczy.
Chrzanić książkę.
Chrzanić książkę?
Szybko! Pańskie mieszkanie się pali!
Widziałaś?
Syrena w paryżu?
W porządku, szefie?
Posłuchaj...
Ten dym jakby śpiewał.
Powinien pan odpocząć. Chodźmy już.
- Są strażacy. - Co się stało?
- Nie ma jej. Pewnie się schowała. - Gdzie?
Idź pan!
Dzień dobry.
Ma pan szczęście, cały budynek mógł spłonąć.
Proszę uważnie gasić papierosy.
- Albo rzucić palenie. - Ja nie palę.
Powodzenia.
Nie do wiary...
Nic ci nie jest?
Co się stało?
Zostawiam cię w wannie i zastaję pożar!
Co jest grane?
Zabieram cię do rossy.
Tam jest wanna.
- Ale dlaczego? - Dlatego.
O cholera.
- Łazienka zamyka się na klucz? - Tak.
Ona nie może stąd wyjść. Mam parę pilnych spraw.
- Potem wrzucę ją do wody. - Do wody?
Strasznie pan blady.
Nic mi nie jest.
Liczę na panią.
Czas rzucić palenie.
To nie trzeba palić, żeby być zdumiewaczem?
To dodaje stylu, ale znajdziesz sobie coś innego.
Zostawię was.
Przepraszam.
Nie zostało ci dużo czasu.
Raczej tobie.
Jak tam rana?
Trochę ciągnie, ale jest lepiej.
Rzuciłam palenie.
Odwiozę cię.
Tak będzie lepiej.
Na co masz ochotę przed wyjściem?
Na paryską rybę?
Poszukam.
I na łazienkową piosenkę.
Zaraz wracam.
Musimy nagrać płytę.
Płotę?
Płytę.
Z takim głosem jak twój będzie zabójcza.
Gotowa.
To będzie przebój.
Co się dzieje?
Zakochujesz się we mnie.
Wcale nie.
Podpaliłaś mi mieszkanie.
I nie jesteś w moim typie.
Masz piękny głos, ale skończyłem z piosenkarkami.
Zresztą co Ty wiesz o miłości?
Jak się czuje miłość?
Jak radość.
Miłość kłuje.
Kłuje?
Bardzo mocno.
Ten głos...
Nigdy takiego nie słyszałem.
Jaki głos?
Gdzie pan go słyszał?
Niech pan odpowie!
Sama się uspokój!
Znajdę ją. Zjemy sobie smażoną rybkę.
Super, uwielbiam ryby.
Okonia, solę, doradę.
Nawet sardynki. Też są dobre.
Mam propozycję.
Pojedziemy do flowerburgera. To po drodze. O północy wrzucę cię do wody.
- Naprawdę? - Obiecuję.
To będzie wieczór pożegnalny.
Coś jak miesiąc miodowy, tylko na odwrót.
Miesiąc miodowy?
Po ślubie.
Wody?
Opera.
Wszystko dobrze?
Cieszę się.
Zaczekasz? Zaraz wracam.
Wystawiasz mnie, a potem zjawiasz się jak kwiatek w burgerze?
Kochany synek!
Chociaż dzisiaj się zachowuj.
Niepełnosprawna śpiewaczka? Brawo.
- Najlepszy stolik dla państwa! - Już zajęty.
Radź sobie.
Mój tata.
Nie przedstawisz mnie?
Mój tata. Lula.
Tego się nie je.
Nie znałem tej sztuczki. Znakomita.
Dwa amerykańskie pstrągi. Nasza specjalność.
Spust iście olimpijski. Niczym w kitzbþhel.
Dwa kissburgery.
- To burger w Sam raz do pocałunku. - Tato, błagam.
Cudowna.
Co to jest pocałunek?
Dobre pytanie.
Dzięki, tato.
To wyraz miłości. Można całować i bez niej, ale lepiej kochać.
To kłuje?
Zależy.
Kitzbþhel!
Miła jesteś.
Próbowałam cię zabić.
Miło, że uprzedziłaś.
Możesz tu śpiewać.
Z syrenką na scenie co wieczór mielibyśmy komplet.
- O czymś zapomniałeś. - O czym?
Kiedy śpiewam, wszyscy umierają.
To nie byłaby dobra reklama.
Zgodnie z rodzinną tradycją sprawdzimy, co lula ma w sercu.
To najstarszy zwyczaj zdumiewaczy!
Jak ją walnie, będzie wściekła.
Dawaj!
Przyłóż się!
Celuj!
Ma dobre serce.
Możesz się spokojnie zakochać.
Miłego wieczoru!
Cóż, rodzina.
Dobry wieczór.
Nie jest prawdziwa.
Już nie przeszkadzam.
Niezły spust. Mogę?
Kitzbþhel!
Kiedy łapię się w sieci rybaków, to po ich śmierci wypijam im alkohol.
Żaden nie przeżył?
Żaden.
Ludzie od zarania dziejów nastawali na nasze życie.
Gdy zginęła moja matka, ogarnęła mnie żądza zemsty.
Co się stało?
Jakiś marynarz chciał mi wyrwać trochę łusek.
I przebił mi płetwę.
Mama wpadła w szał.
Rzuciła się na niego
i ugryzła go do krwi.
Wbił jej nóż w serce.
Przykro mi.
Ty też straciłaś matkę.
Gdybym zaśpiewała, uratowałabym ją.
Jestem ostatnią żyjącą syreną.
Śpiew to moja jedyna broń.
Ilu marynarzy zabiłaś?
Powiedz.
Czterdziestu trzech, czterech.
- Aż tylu? - Aż tylu.
Miałem mniej więcej tyle ukochanych.
Aż tyle?
Aż tyle.
Niektóre z nich były ważniejsze niż inne.
Cieszę się, że na ciebie nie działam.
Piękne wyznanie niemiłości.
Piosenka-hasło.
"Wita was flowerburger.
Tutaj jak woda płynie czas.
W każdym burgerze kwitnie kwiat.
Duchy moich wspomnień siedzą oparte o bar...
To tam.
Proszę ze mną.
Jak pani na imię?
Milena.
Sznycel milena?
- Proszę nie zwracać uwagi. - Żartuję. Podajemy takie sznycle.
Zna pan jej właściciela?
Wiem, kto się ucieszy.
Mamy pół godziny.
Jeszcze możesz mnie zaskoczyć.
To twoja specjalność, prawda?
Słusznie.
Jesteś najlepszym zdumiewaczem, jakiego znam.
A znasz wielu?
Nie.
Ale...
Ty jesteś najlepszy.
- Stanowczo. - Dziękuję.
Zaraz dojdziemy.
Uwaga.
Późno już.
Nawet sowy mają zmęczone oczy.
Trzeba wracać.
Nie chcesz popływać?
Miało być o północy.
Miało.
Szkoda, że musisz odejść.
Byłem uodporniony.
Mój drogi,
mój piękny...
Czas odpłynąć.
A gdybyś ze mną została?
Co?
Zamieszkaj ze mną. Zaopiekuję się tobą.
Wiesz, co cię czeka.
Już dawno bym umarł.
Za duże ryzyko.
Starałaś się, to prawda.
Tęsknił nie będę.
Zrobię dla ciebie wszystko.
Jeśli zatęsknisz za domem, zawiozę cię nad dowolny ocean.
Nauczę się nurkować i popłynę z tobą.
Ostatnia niespodzianka.
To nie rafa koralowa, ale przy odrobinie wyobraźni...
Można zmieniać świat, przynajmniej własny. A to znakomity początek.
Dewiza zdumiewaczy.
Wiesz, co bym chciała?
Prawdziwą rybę. Znajdziesz mi?
Znajdę, choćbym miał napaść na chińską knajpę.
Daj mi kwadrans.
Jestem, kochana. Potrzebujesz czegoś?
Jakie piękne!
Niesamowite.
Dzięki tobie gaspard znów jest zdumiewaczem.
Cudo!
Pomóż mi uciec.
Uciec?
Od niego?
Dlaczego?
Nie może mnie widywać, Bo umrze.
Co Ty opowiadasz?
W życiu nie był taki szczęśliwy.
Przed chwilą niemal frunął po schodach.
Jeśli ci na nim zależy, zabierz mnie stąd, zanim wróci.
O co chodzi? Co ci jest?
Zabierz mnie stąd.
Co tu robicie?
- Gdzie lula? - Już nikogo nie skrzywdzi.
Gdzie ona jest?!
- Spokojnie. - Gdzie?!
Jest pan pod jej urokiem. Ona pana zabija, jak zabiła victora.
Gdzie ona jest?!
Syrenko moja w łazience, bogini gumowej kaczuszki.
Powiedz mi szeptem do uszka, dlaczego tak dobrze mi.
Zabierz mnie...
Co pani robi?
Pobieram krew, póki nie jest za późno.
Chcę wiedzieć, co to za toksyny.
W tym stanie pobieranie krwi może ją zabić.
Najwyżej umrze.
Przestań!
Wyjdź!
Co z gaspardem?
Umiera.
Jak wszyscy, do których się zbliżyłaś.
To nie jego wina.
Victor też nie był winny.
Pani doktor! Proszę przyjść.
Mamy kolejny zawał. Pacjent słyszy głosy.
Już idę.
To ja. Znikamy stąd.
- Gdzie moja pacjentka? - Jaka pacjentka?
Henri i twój ojciec to zbudowali, ja wlałam słoną wodę.
Ludzie obdarzeni tak potężną wyobraźnią potrafią zmieniać świat.
Szybko! Nad sekwanę!
Zawiozę ją znacznie dalej.
Dokąd jadą?
- Bo co pani zrobi? - Zapobiegnę kolejnym nieszczęściom.
Pani znajomy umrze!
Umrze.
Wiezie ją nad wodę.
Na nabrzeże. Koło flowerburgera.
Dziękuję.
Jasne, pędź.
Zero wyobraźni.
Flowerburger...
Mamy zgłoszenie. Widziano pojazd holujący wannę.
- Gdzie? - Droga numer 613, za starym dębem.
Jeszcze to.
A to za paliwo. Reszta dla pana.
Żeby ze mną rozmawiać, naciśnij. Będę miał drugi.
Słyszysz mnie?
Kłuje.
Bardzo mocno.
Mówi Pierre Martin, biolog ze szpitala świętego andrzeja.
Zbadałem te dziwne koraliki, należące do luli.
Dostał pan słoiczek, prawda?
To macica perłowa o niezrównanej czystości.
A w niej zatopione złoto i diamenty.
Uznałem, że należą się panu.
To za panem wylano te łzy. Życzę powrotu do zdrowia.
Płyń!
Katarzyna wojsz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.