Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Siadamy. Lucille.
Z muzyką.
Ale spóźnienie, Marfil.
Beze mnie sobie nie radzisz?
- Jasne. - Musisz się usamodzielnić, Tami.
Słuchaj i… Nie!
Małe skoki!
- Jak idzie? - Masakra.
Fonteyn ma dziś zły humor.
Coś nowego.
Boże, widziałam słonie z większą gracją.
Stop. Na miejsce.
Marfil Cortés.
Dopiero przyszłaś?
Nie. Byłam tu od początku, prawda?
Tak.
Więc zakładam, że bez problemu zaprezentujesz to ćwiczenie, zgadza się?
Oczywiście.
Nie pamiętam kroków.
Że co?
Nic do poprawy?
Nic. Poza twoim nastawieniem.
Koniec na dziś.
To było okrutne, nie sądzisz?
Nie. Nie może tak traktować ludzi.
- Ktoś musi ją ustawić. - Laska.
Nie mówię o Fonteyn.
Hej, Lu.
Pomóc ci z dzisiejszym układem?
Nie jest taki trudny. Słowo.
Może dla ciebie.
Jesteś córką primabaleriny Baletu Moskiewskiego.
No weź.
Nie chcesz zobaczyć miny Fonteyn, jak dasz czadu?
Wiem, że chcesz.
Dobra.
- Spoko. - Chodź.
SZKOŁA BALETOWA FONTEYN
NA PODSTAWIE POWIEŚCI MERCEDES RON
Do wozu z nią!
UWIKŁANI: MARFIL
Tato?
Marfil.
Tato.
Jak się czujesz?
Dobrze. Nie wiem…
Skarbie.
Ale mnie przestraszyłaś.
Co się stało?
Zaginęłaś dwa dni temu.
Wieczorem ktoś cię przywiózł na SOR.
- Co? - Już dobrze.
Połóż się.
Pani Cortés.
Policja czekała, aż się obudzisz.
Nie zajmę pani długo.
Posterunkowy Rivera.
Powie mi pani, co się stało? Cokolwiek pani pamięta.
Tak.
Ktoś zaszedł mnie od tyłu.
Widziała pani twarz napastnika?
Nie. Ja tylko…
Pamiętam tylko słowa:
„Do wozu z nią”.
Panie Cortés, czy ktoś kontaktował się z panem w sprawie okupu?
Nie.
Więc to nie porwanie.
Nie?
To co?
Mój syn też studiuje.
Czasami dzieciaki tracą kontrolę, za dużo wypiją,
wezmą coś, czego nie powinni, i źle na tym wychodzą.
Logan.
Napędziłaś nam niezłego stracha, Marfil.
Jak się czujesz?
Dziwnie. Chcę wrócić do domu i do normalności.
Dobrze. Jedźmy.
Zmieniłem zamki.
O której lot?
Mamy tylko pięć minut. Nie powiedziałeś jej jeszcze.
Marfil, zanim wyjdę, muszę ci coś powiedzieć.
Wychodzisz?
Nie zostaniesz na noc?
Posłuchaj mnie.
Po czymś takim nie zostawię cię samej.
Załatwiłem ci ochroniarza.
Nie. Nie ma mowy.
Nie.
Nie rozumiesz powagi sytuacji.
To było ostrzeżenie. Chcieli przekazać wiadomość.
Jaką?
Że mogą w każdej chwili cię dopaść.
Kto? Jacy „oni”?
Jeszcze nie wiemy.
Dopóki tego nie ustalimy,
chcę, żeby ktoś nad tobą czuwał.
Potrafię o siebie zadbać.
Bez dyskusji.
Nie lubię ochroniarzy. Nie i już.
Wybacz, Logan. Nie lubię.
Przypominają mi, że może stać się coś złego.
Nie chcę powtórki z Central Parku.
Marfil.
Stało się coś złego. Dopóki nie ustalimy, co z tym zrobić…
To tylko na jakiś czas.
Dopóki nie wymyślimy…
Marfil.
Marfil.
Marfil.
To twój ochroniarz.
Sebastian Moore.
Miło mi.
Marfil.
Wybacz mojej córce.
Ma temperament po matce.
- Nie szkodzi. - Sebastian będzie cię pilnował.
Proszę cię.
Chcę, żebyście żyli ze sobą w zgodzie.
Zamieszka ze mną?
Ma cię chronić przez całą dobę.
Będzie chodził ze mną na zajęcia?
Przechodzisz na nauczanie online.
Więc mam zmienić całe swoje życie.
Nie do wiary.
- Tak będzie najlepiej. - Dla kogo?
- Marfil. - To konieczne?
Powierzam ci życie mojej córki.
Nie zawiedź mnie.
Nic jej się nie stanie.
To tymczasowe.
Logan.
Jesteś w dobrych rękach.
Prześpij się.
Mogę spytać, jakie rozkazy dał ci mój ojciec?
„Rozkazy”?
Mam cię chronić i na bieżąco informować pana Cortésa.
Muszę cię znosić we własnym domu.
Wyjaśnijmy coś sobie.
Twój ojciec wynajął mnie do ochrony, a nie do słuchania twoich żalów.
Nie.
Przydzielił mi goryla, bo gówno go obchodzi,
kto się mną zajmuje, byle on nie musiał.
Dobra.
Nie zauważysz mnie, słowo.
Zapewniam, że zauważę.
Panienko.
Panienko.
Zaprowadzisz mnie do sypialni?
Rozumiem, że to ci się nie podoba.
Ale jest jak jest.
Więc przywyknij do mojej obecności.
To ty masz przywyknąć do mnie.
Nie sypiasz?
Właśnie szedłem spać.
Może jakiś uśmiech?
Ale gbur.
Marfil.
Jeśli mamy razem mieszkać, ustalmy jakieś zasady
wspólnego życia.
Przez ten ręcznik?
Taki nawyk. Wczoraj mieszkałam sama.
To się zmieniło.
Jak byś się czuła, gdybym ja tak chodził?
Spróbuj. Przekonamy się.
GABRIELA – NIEODEBRANE
Kurde.
Potrzebuję pomocy.
O co chodzi?
Moja młodsza siostra,
Gabriela, mieszka w Londynie.
Nie powiedziałam jej o tym całym porwaniu i…
Martwię się o nią.
Jest w szkole z internatem. Nie wyjdzie.
Ale jeśli by wyszła i…
Zapewnię jej ochronę.
Mam kolegę w Londynie.
Zadzwonię i spytam.
Spoko?
- Dzięki. - Nie ma za co.
- Słyszałeś, Ray? - Głośno i wyraźnie.
Skontaktuj się z Wilsonem.
Z twoim kumplem? Tym z marines?
Powiedz, że potrzebuję pomocy. Zgodzi się.
Więc uległeś jej w tej kwestii.
Nie zaszkodzi, jeśli jej w tym pomogę.
Pod drzwiami czeka jakaś laska. Kolejne ustępstwo?
Co jest, kurwa?
Hej. Co jest grane?
- Co robisz? Hej! - Co jest?
- Co ona tu robi? - To kumpela.
Nie mogę wychodzić, ale…
Żadnych wizyt bez pytania. To niebezpieczne.
To siedzenie tu z tobą cały dzień takie jest.
Oszaleję i ciebie też doprowadzę do szaleństwa.
Dobra.
Kochana!
- Tęskniłam, małpo. - Ja też! Serio…
O kurde.
Mój ochroniarz Sebastian.
- Ochroniarz? - Wyjaśnię.
Muszę zobaczyć pani…
Dowód, jasne.
Znam zasady.
Mój tata.
- Proszę. - Dziękuję.
„Salazar”? Córka meksykańskiego dyplomaty?
Zgadza się. Pokazać panu torbę?
- Nie trzeba. - Po co tak formalnie?
I tak jest już dziwnie.
- Miło mi. - Mnie też.
Będę u siebie.
Mieszka z tobą?
Co to ma być, imprezka?
Mój przyjaciel. Żadne zagrożenie.
- Co tam, piękna? - Skarbie!
- Kopę lat. - Tęskniłem.
- Ja też. - Cześć.
Ktoś tu się nawali!
Jasne. Żadnych imprez.
Coś ty za jeden?
Chwila, więc Sebastian będzie z tobą mieszkał,
dopóki nie znajdą porywaczy?
Tak.
Ale coś mi tu nie gra.
Po co porwali mnie na jeden dzień i nie zażądali okupu?
Nie przekminiaj. Spójrz na pozytywy.
Nie musisz chodzić do szkoły.
To, co się stało, jest do dupy, ale przynajmniej coś z tego masz.
Nie żartujmy z tego.
- To poważna sprawa. - Nie żartowałem.
Coś z tego mam?
Oni też muszą coś z tego mieć.
Ojciec nie zapłacił okupu, ale może coś zrobił.
To bez znaczenia. Liczy się to, co cię spotkało.
Chodźcie.
Czasami coś sobie przypominam.
Byłam w jakimś ciemnym, zimnym miejscu.
Był tam wąski materac.
Byłam zmęczona, słabo widziałam.
Ale czułam na sobie czyjś wzrok.
Mówiłaś Sebastianowi?
Nie. Nie ufam mu.
Pracuje dla taty. Jeśli tata coś ukrywa, to on też.
Chcesz, żebyśmy zostali na noc?
- Nie chcę cię z nim zostawiać. - Nie, luz.
- Podwieźć cię? - Od kiedy jesteś taki miły, Liam?
Przez to całe porwanie trochę się boję.
Dobra, zaoszczędzę na taksówce.
Dzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała.
Kocham cię.
Ja ciebie też.
Słyszałeś?
Tak.
- Upewniłeś się, że śpi? - Tak, Ray.
- Na pewno śpi? - Tak, Ray.
Sprawdziłeś światło?
Masz rację. Pewnie teraz tańczy.
Żartowniś z ciebie, co, dupku?
Mówiłem, żeby dać kamery do sypialni.
Nie jesteśmy podglądaczami.
Nie podoba mi się to.
To co mam robić?
Zdobądź jej zaufanie, stary.
To nie takie trudne.
Możesz tam iść, a ja posiedzę tutaj.
Na początek spuść z tonu
i bądź trochę milszy.
Uśmiechaj się.
Co to?
Śniadanie.
Wstałem wcześniej i zrobiłem je dla ciebie.
- Czemu? - A czemu nie?
Dziwnie się zachowujesz.
Ja? Próbuję być miły.
Na pewno.
To co, zjesz czy…
Nie. Idę pobiegać przed zajęciami.
Zakładam, że ty też.
Przebiorę się.
Co robisz? Dawaj.
Muszę się napić.
Powinnaś zmienić nawyki.
Robienie w kółko tego samego bywa groźne.
Zawsze tu przychodzisz, prawda? Po balecie.
Powiedziałeś tacie?
Nie.
Czemu to ukrywasz?
Moja mama była baletnicą.
Po jej śmierci tata przestał pochwalać mój taniec.
Nie woził mnie na zajęcia, nie przychodził na występy.
Postanowił to zakończyć i wysłał mnie do szkoły z internatem.
Przykro mi.
Porozmawiaj z nim.
To nic nie zmieni.
Znasz mojego ojca.
Skontaktuj się z Rosjanami.
Umów spotkanie z Kozelem.
Alejandro, rozumiem, że się boisz. Ja też.
Nie mam wyboru.
- Porwali ją przeze mnie. - Musiały być konsekwencje.
- Podłożyłeś mu bombę w samolocie. - Okazja była idealna.
Miesiącami śledziłem Rosjan i znałem wszystkie ich plany podróży.
Miał być w tym samolocie.
Z Kozelem nic nie jest pewne.
Nikt go nie widział.
Jego ludzie wolą umrzeć, niż go zdradzić.
Tylko jedno jest pewne.
Jest niebezpieczny.
I ty wiesz o tym najlepiej.
Nie ja zacząłem tę wojnę.
WIELKA BRYTANIA
Kiedy tata ci powiedział?
Wczoraj. Wolałabym dowiedzieć się od ciebie.
Wiem, przepraszam.
Nie chciałam cię martwić. Wszystko gra.
- Mam ochroniarza… - Wiem.
Ciacho?
Spadaj, Gabriela.
Ciekawi mnie, czy jest przystojniejszy od mojego.
Głuptas.
Jak wam idzie? Nie daj mu za bardzo popalić.
Coś ty. Ma na głowie moje koleżanki.
Kto wysyła ochroniarza do szkoły z internatem dla dziewcząt?
Wiem.
A wam jak idzie?
Na początku był trochę chamski, ale zrobił się milszy.
Powoli się przyzwyczajam.
Zaszłaś mu już za skórę?
Wystarczająco.
Co to?
Nie wiem. Sprawdzę.
Zadzwonię za jakiś czas. Pa.
Czekaj, Marfil.
Mam bardzo ważne pytanie.
Przystojny jest?
Troszkę, jasne?
Wiedziałam.
Dobra.
Powiesiłeś worek bez pytania?
Przepraszam.
Mogę go zdjąć.
- Nie trzeba. - Dzięki.
Ciężko mi tu siedzieć w zamknięciu.
Czasem muszę
rozładować emocje.
Serio?
Mam na myśli trening.
No dobra, a poza boksowaniem,
jak rozładowujesz emocje?
Znam inne techniki.
Nauczysz mnie?
To raczej kiepski pomysł.
Czemu?
Bo to strata czasu.
„Strata czasu”?
Boisz się?
Daj spokój.
Boisz się mnie?
Ciebie?
No mów.
Nie dotykaj mnie.
- Boisz się… - Dość.
- …że spuszczę ci łomot? - Daj spokój, Marfil.
Mów.
Jakiej zabójczej techniki użyjesz, żeby się przede mną obronić?
- Gadaj. - Wystarczy.
Mam przestać?
Dobra…
Przepraszam.
Powtórzysz to?
Wtedy dam ci spokój.
Teraz ty.
Spodziewałeś się mnie?
Obcasy.
Dobry słuch.
Przypomniałam sobie, że mam imprezę.
- Pewnie idziemy razem. - To zły pomysł.
Dobra, to zaproszę znajomych tutaj.
Chyba że ich nie wpuszczę.
- Powodzenia. - Dobra.
Sebastian, no weź.
Nie na długo.
Muszę wyjść i się rozerwać.
Proszę.
Dobra, ale tylko parę godzin.
Kiedy się ogarniesz?
Za dwie minuty.
- Czekam w salonie. - Chwila.
Ma być kameralnie.
Trzymaj się mnie.
Marfil.
Nic nie odwalaj.
Hej! Co tam?
- Hej, laska. - Ślicznie wyglądasz.
Ty też!
Odwiesisz mój płaszcz?
I zamów mi piwo. Poczekam tu.
- Przepraszam… - A to kto?
A kuku!
- Siema! - Laska!
Cześć. Postawisz mi drinka?
Widzę, że przyszłaś z tym wesołkiem.
Biedaczyna. Nie jest ci go żal?
Nie. Świetnie się bawi.
Pewnie. A ty się z nim droczysz.
Jak to mówią, kto się czubi,
ten w końcu ląduje ze sobą w łóżku.
Jak wy dwoje?
Nie podwozi się dziewczyny, na którą się nie leci.
A ty zawsze wracałaś sama.
Idę się napić.
- Śmiało. - Dobra.
Dokąd to? Liam?
Już nie uważasz go za playboya i imprezowicza?
Nadal uważam go za playboya i imprezowicza,
ale niespodziewanie coś zaiskrzyło i zaczęliśmy się spotykać…
Szalejesz za nim.
- Nie. - Szalejesz.
- Wcale nie szaleję. - Co za hit.
Ty głuptasie.
Jesteś niemożliwa.
Widziałaś się już z Lisą?
- Co? - Widziałaś się z Lisą?
Nie, a gdzie jest?
Częstowała tam wszystkich shotami.
Nawaliła się.
Chodźmy do niej.
Co robisz?
Jebana świnia.
Wszystko gra?
Co jest, kurwa?
Hej! Przyszłaś.
Chodźmy do łazienki, dobrze?
Tak.
Nie zamulaj, Marfil.
Jest tak zalana, że nie wie, gdzie jest.
Jak wszyscy.
Jest impreza. Skoro ma słabą głowę, niech tyle nie pije.
Pierdol się.
Chętnie.
Co ty odpierdalasz? Odbiło ci?
Nie dotykaj mnie.
To nie ubieraj się jak zdzira.
Co, do chuja?
Jesteś cała?
Co ty odwalasz, gościu?
Za dużo wypił.
Weź torebkę. Już.
- Co z Liamem? - Czekaj tu.
- Wpierdolę ci! - Nic nie zrobiłem!
Co chcesz zrobić? Sebastian!
Wolę ochrzan niż to milczenie.
Nie ochrzanię cię za pomoc koleżance.
Ale na przyszłość stosuj ten chwyt,
żeby uniknąć kłopotów, nie na odwrót.
- Nie wiedziałam, że tak zareaguje. - Na co liczyłaś?
Gdybyś była sama…
Był dwa razy większy od ciebie. Nie miałabyś szans.
Brakuje ci siły i techniki.
A gdybym je miała?
To nie takie proste. To nie magia.
To mnie naucz.
Nauczyłem cię jednego chwytu i źle się to skończyło.
Gdybym umiała się bić, pomogłabym.
Dzięki.
Śmiej się do woli. Ale jak mi poszło?
Nie poddajesz się, co?
W końcu mnie poznajesz.
Prawdę mówiąc, byłaś bardzo szybka.
Zrobiłaś to tak, jak ci pokazałem.
Mam dobrą pamięć.
Jak słonie.
Dobra.
Ale nie będę cię trenował za darmo.
- Zapłacę. - Nie.
Chcę trzy godziny dla siebie.
Poza mieszkaniem.
Kiedy ty będziesz tu siedzieć.
Nie wolisz kasy?
Dobra. Trzy godziny.
Zaczynamy jutro o szóstej.
Super.
Rano.
Tylko minuta.
Trenowałaś coś poza baletem?
Jeżdżę konno.
A sporty kontaktowe?
Zdefiniuj „kontaktowe”.
Skup się.
Nie ułatwiasz mi tego.
Co?
Nic. Mam nadzieję, że pójdzie łatwo, bo jestem zaspana.
Skoro tak cwaniakujesz,
prędzej czy później czeka cię walka wręcz, tak jak wczoraj.
Pokażę ci parę sztuczek.
Sztuczki w walce wręcz?
Ja też znam parę sztuczek.
Mówisz po rosyjsku?
Tak, mama była z Rosji.
Dobra.
Jesteś drobnej budowy,
więc musisz precyzyjnie uderzać
w konkretne miejsca, żeby szybko powalić przeciwnika.
Przywalić i zwiać, jak cykor.
Raczej jak ktoś rozsądny.
Pamiętaj, wrażliwe punkty są tu, tu, tu…
i tu.
Sposób uderzenia jest kluczowy.
To musi być szybki cios z całej siły.
Raz.
Dwa.
Całkiem nieźle, ale bez pary.
Jak długo trenujesz balet?
Od małego.
Dasz radę tu kopnąć?
Dobra. A tu?
- Świetne nogi. - Dzięki.
Dobra. Nauczę cię paru technik samoobrony.
No wiesz, przywalić i zwiać.
A jeśli nie mogę zwiać?
Nie chcę uczyć się uciekać. Chcę wiedzieć, jak walczyć.
Jesteś cała?
Coś cię boli?
Wszystko gra.
Przy piątym upadku już wiesz, jak lądować.
Spróbuj mnie powalić.
Zawsze pamiętasz wszystkie ruchy.
Jak słonie.
Koniec na dziś, co?
Jasne.
Ale najpierw dziesięć minut z workiem.
Serio?
Mówiłem, że będzie ciężko.
Ale jeśli wymiękasz…
„Mówiłem, że będzie ciężko”.
Dzień dobry.
Pan Cortés już czeka.
Wiem.
Zgodzili się na spotkanie, ale bez Kozela.
Musi tam być.
Po akcji z samolotem…
Zaoferuj mu szlaki.
- Słucham? - Tylko tak go przekonamy.
- Niech myśli, że mu je dam. - Co?
Jeśli Kozel zwęszy podstęp, pozabija nas.
Nie zapominaj się, Logan.
Umów spotkanie.
Kiedy go zobaczą, będzie po nim. A my będziemy za granicą.
Sprowadź moje córki. Chcę im to przekazać osobiście.
O świcie, kiedy złote światło zalewa afrykańską sawannę,
cichy olbrzym budzi się do życia.
Słoń afrykański, architekt dziczy.
Każdym swoim krokiem rzeźbi krajobraz.
Odbieram moje trzy godziny.
Zjadłbyś burgera z knajpy na rogu?
Z Manhattanu?
Tak.
Najlepsze są na Brooklynie.
To kup po drodze.
- Nie będę tak daleko. - A gdzie będziesz?
Narka, słonico.
Miałem być milszy.
Ale nie tarzać się z nią po podłodze.
Poprosiła o pomoc.
To najlepszy sposób, żeby zatrzymać ją w domu.
Ona mi kogoś przypomina.
Jest zdyscyplinowana, ale zadziorna, uparta…
Jest z tych, do których nic nie dociera.
Brzmi znajomo?
Dupek.
Myślisz, że podejrzewa coś o działalności ojca?
Nie sądzę.
Cortés trzymał ją na dystans.
To jasne po tym, co zrobili jej matce.
Alejandro nalega na spotkanie z Marcusem Kozelem.
Myślisz, że się zgodzi?
Nie wiem.
Nikt nigdy nie widział tego drania.
A kto go widział, nie przeżył, by się tym pochwalić.
Muszę lecieć. Coś jeszcze?
Trzymaj dystans.
Wiem, co mam robić.
Nie jestem nowicjuszem.
Za kogo mnie masz?
Sierpowy… Blok. O tak.
Lepiej. Spokojnie.
- Czekaj. - Dobra.
KOZEL ZGODZIŁ SIĘ NA SPOTKANIE.
Sebastian, w tej chwili weź zimny prysznic.
Dobra, ale…
To nie jest trzymanie dystansu.
Nie wiem, co sobie wyobrażasz…
Robisz ze mnie głupka.
Wyglądam ci na idiotę?
Koniec tych bzdur z trenowaniem.
Narobisz sobie kłopotów.
Lecisz na nią.
A ona na ciebie.
Nawet o tym nie myśl. Przestań.
Za dwa dni lecą do Hiszpanii. Jeśli dobrze pójdzie, to się skończy.
Ona zacznie nowe życie, a ty zajmiesz się swoim. Osobno.
- Jasne? - Spoko. Wyluzuj, stary.
Dogadujemy się, ale to nic nie znaczy.
Nie spieprzę tego.
Sebastian.
Mam cię na oku.
Jeszcze nie śpisz?
Tata każe mi lecieć w weekend do Hiszpanii. Wiesz coś?
Tylko tyle, że mam lecieć z tobą.
- Dokąd idziesz? - Do łóżka.
Kiedy wychodzisz…
odwiedzasz rodzinę?
Kogoś znajomego?
Jasne, naładuj baterie. Jutro skopię ci tyłek.
Właśnie.
Koniec treningów.
Czemu?
Bo już przekazałem ci wszystko, co potrafię.
Jasne.
Tak. Szybko to opanowałaś.
Jestem…
bardzo dumny.
Dobranoc.
Ostatnia lekcja.
Na pożegnanie.
Dobrze.
Ale później to koniec.
Wcześnie wstałaś.
Co nie?
Chcesz powtórzyć coś konkretnego?
Co chcesz robić?
Chcę twoich trzech godzin.
Wywalczę je.
Co?
Jedna runda.
Jeśli wygram…
Stanie się cud, jeśli chociaż mnie uderzysz.
Spoko.
Jeśli raz cię uderzę,
spędzisz dziś ze mną swoje trzy godziny.
Ale ochroniarz zostanie tutaj, a my pójdziemy na miasto.
W dziwny sposób zapraszasz mnie na randkę.
Nie zapraszam. Gdybym to zrobiła, odmówiłbyś.
Więc chcę to wywalczyć.
Co będę z tego miał?
Robi się ciekawie.
A czego chcesz?
Żebyś trzymała dystans.
Dobra.
Czekam, słonico.
Koniec cwaniakowania.
Miała być tylko jedna ręka.
Zmieniłem zdanie.
Dawaj.
Wygrałam, Sebastian.
Na to wygląda.
Te trzy godziny są moje.
Długo tu stoisz?
Na tyle długo, żeby zauważyć, że to nie balet.
Nieładnie tak szpiegować.
- Chodźmy. Czeka cię długi wieczór. - Dobra.
Ale jak tylko wrócimy do mieszkania, to koniec randki.
Pewnie. Ustalone.
Ja prowadzę.
Nawet o tym nie myśl.
Chciałam wyjść z tobą, nie z moim ochroniarzem.
Może się przejdziemy?
Manhattan nie jest taki duży.
Kto powiedział, że tu zostajemy?
Czemu Brooklyn?
Zjemy najlepsze burgery w Nowym Jorku.
Zapamiętałaś, nieźle.
Słonie nie zapominają.
Nigdy.
Skąd wiedziałaś, że lubię ten lokal?
Też mam swoje sekrety.
Niesamowite.
Co?
Wyluzuj. Do twarzy ci z ketchupem.
Ale myślałem, że wolisz lżejsze jedzenie niż kanapki.
Lubię tylko jedną kanapkę. Taylor Ham.
Taylor Ham? Z New Jersey?
Taka dziewczyna?
Myślałem, że wolisz coś bardziej…
wyrafinowanego.
„Wyrafinowanego”, czyli „burżujskiego”?
- Dużo zakładasz. - Nie masz pojęcia.
Dobra, teraz na serio.
Co chciałbyś robić w życiu?
W przyszłości.
Cóż, studiuję ekonomię,
bo w pewnym momencie będę musiała pracować w firmie ojca.
Moja rodzina zawsze miała statki, samoloty.
Później budowali lądowiska.
Tata stoi za każdym szlakiem transportowym.
Mówisz o swoim tacie.
Ale czego chcesz ty?
Czego tak naprawdę chcesz?
Ja…
Nie wiem.
Ale na pewno chcę innego życia.
A mam wrażenie, że tata zawsze decydował o moim życiu.
O tym, gdzie mieszkam, co studiuję, co robię.
Dlatego nie powiedziałam mu o balecie.
Chcę sama podejmować decyzje.
I robić coś wartościowego.
Żeby moje życie miało sens.
Musimy już jechać.
A koktajl mleczny?
Nie, spóźnimy się. Chodź.
- Dokąd się tak spieszymy? - Potańczyć.
Potańczyć?
Żartuję. Nie chcę stracić palców.
Ale ja umiem tańczyć.
Ty?
Szkoda, że dopiero mówisz.
Po kolei.
Nie. To niemożliwe.
Idziemy do kina?
Chcę coś z tobą obejrzeć.
BODYGUARD TYLKO DZIŚ
Bodyguard?
- Spadam. - Przestań.
Chodź tu.
Serio? Nie ma nic innego?
Jest Oficer i dżentelmen, ale wolę to.
Uwielbiam jedną scenę.
Rachel ma odlecieć prywatnym samolotem,
a Frank patrzy na to z oddali.
Ale w ostatniej chwili ona każe zatrzymać maszynę i wysiada.
On biegnie w jej objęcia i całują się,
a w tle leci najpiękniejsza piosenka miłosna.
Zaraz nas przez ciebie wywalą.
Nie zgrywaj twardziela.
- To było zabawne. - Nie.
Jak to nie?
- Śmiejesz się. - Nie.
Przecież widzę.
- Śmiejesz się. - Przestań.
- Widzę. Nie kłam. - Przestań.
Co?
Jeszcze nie weszliśmy. Randka wciąż trwa.
Koniec randki.
Przepraszam.
Co się stało?
Nie mogę, wybacz.
Przed chwilą mogłeś.
Spójrz na mnie.
Czemu tak się zachowujesz? Co z tobą?
Zachowuję się normalnie.
- Pogadamy o tym, co się stało? - Nic się nie stało.
- Pocałowałeś mnie. - Dość.
Z rana wyjeżdżamy.
Idę spać. Jasne? Dzięki.
Sebastian, przestań. Proszę.
Idź do siebie.
Jeśli pójdziesz ze mną.
Czego tak się boisz?
Nie boję się.
Chcę, żebyś trzymała dystans. Mówiłem ci.
Dobra, już sobie idę.
Ale zostawię otwarte drzwi.
Przyjdź albo trzymaj się z dala.
Na zawsze.
HISZPANIA
- Marfil! - Słonko ty moje!
Tak bardzo tęskniłam.
- Pięknie wyglądasz! - Ty też!
- Moja siostrzyczka. - Jak tam?
Dobrze. Padam z nóg.
- To ten twój ochroniarz? - Tak, to on.
Całkiem niezły.
- Co my tu robimy? - Spędzamy razem czas.
Fajnie, prawda?
Tak, ale dlaczego?
Bo chcę, żebyśmy się pożegnali
z domem, w którym byliśmy szczęśliwi.
Sprzedajesz dom?
Dziewczyny, co powiecie na Buenos Aires?
- Buenos Aires? - Co?
Czemu nie? Inne otoczenie, ludzie, perspektywy.
To przez porwanie?
- Bo zostałam porwana. - Nie.
Dostałem dobrą ofertę za firmę.
Sprzedajesz firmę?
O to cię poprosili?
Zrobiłeś to, żeby mnie wypuścili.
Dobiłeś z nimi targu?
Dość tego, Marfil! Wygadujesz głupoty.
Ostatnio wysłałeś mnie za granicę po śmierci mamy.
To jest drugi raz.
Co się dzieje, tato?
Już powiedziałem. Przeprowadzamy się.
Lepiej się z tym pogódź.
TEREN PRYWATNY ZAKAZ WSTĘPU
Dobry konik.
Panie Cortés.
Wszystko gotowe na jutro?
Podpięliśmy się pod kamery na torze.
W końcu zobaczymy Marcusa Kozela.
- Musi się tylko zjawić. - Zjawi się.
Zaoferowałem mu moje szlaki. Kończę naszą wojnę.
Gdybyś nie pomścił Natashy, nie byłoby czego kończyć.
Zamordowali ją, Logan.
Marcus Kozel zamordował moją żonę.
I prawie córkę.
Marfil z nią była?
Uszkodzili hamulce w jej aucie i wjechała w ciężarówkę,
kiedy odbierała Marfil z baletu.
Natasha odbiła i przyjęła uderzenie,
a Marfil nic się nie stało.
Aż do porwania.
W Stanach miała być bezpieczna.
Z dala od tego drania.
Gdybym go wykończył, nie porwałby Marfil.
I nie musiałbym prosić o waszą pomoc.
Ktoś musi tu zostać i pilnować moich córek.
Marfil wie, że coś ukrywam. Nie chcę niespodzianek.
Zostanę z nimi.
Rosjanie nie mogą nabrać podejrzeń.
Nie masz pojęcia, do czego są zdolni.
Mój kochany.
Chciałam się przejechać. Nie odjechałam daleko.
Nie po to tu jestem.
- Podobno wyjeżdżacie do Argentyny. - Będziesz miał swój dystans.
Chciałem nam oszczędzić problemów.
Dla mnie to nie problem.
Marfil, to niemożliwe.
Nie widzisz tego?
- Żyjemy w różnych światach. - No i?
Rozumiem, że jesteś zła, ale tak będzie lepiej.
Kiedyś zrozumiesz.
Rany.
Jakie dojrzałe sformułowanie.
Typowe dla gnojków z uczelni. Myślałam, że jesteś mądrzejszy.
Daliby ci to, czego pragniesz.
Nie wiesz, czego pragnę.
Wiem, że ci tego nie dam.
Więc co to miało być?
Zwykły pocałunek.
Serio? A czemu mnie pocałowałeś?
Nie wiem. Nie myślałem.
- Nie myślałeś. - Nie.
Kłamiesz.
Dałeś się uderzyć, żeby ze mną wyjść.
Nie oszukasz mnie ani siebie.
Marfil?
Już idę! Chwileczkę!
Ojciec czeka z kolacją.
Sebastian pomógł mi wprowadzić Yaco.
Skończyliście?
- Nie. Musimy posprzątać… - Spokojnie.
Zajmę się tym.
- Co powiesz Wilsonowi? - Że śpisz,
- bo źle się czujesz. - Świetnie.
A jeśli się dowie?
Powiedz, że skłamałam.
Nie chcę, żebyś miała kłopoty.
- Tata zabronił nam wychodzić. - Mam to gdzieś.
Muszę wiedzieć, co ukrywa.
Idziemy prosto do loży?
- Wszystko gra? - Tak.
- Jestem cały. - Na pewno?
- A pani? - Też.
Przepraszam, zagapiłem się na wyścig.
Powodzenia w obstawianiu.
Nie obstawiam. Kupuję konie.
Kilka sobie upatrzyłem. Bardzo podobają mi się konie Cortésa.
Kupi pan konie mojego ojca?
- Jesteś córką Alejandra Cortésa? - Tak.
Nie do wiary.
No cóż, jestem Iván.
- Marfil. - Miło mi. To piękne imię.
- Dziękuję. - Możemy to omówić.
Sprawę z końmi. Jeśli chcesz.
Na przykład przy drinku.
- Chyba że nie masz czasu. - Nie.
Mam czas. Idziemy?
Dobrze. Chodźmy.
- Jeździsz? - Już nie tak często.
Już są.
Cortés.
Kozel. W końcu.
Tak.
Podjąłeś bardzo dobrą decyzję.
Dla ciebie i twojej rodziny.
Dla każdego.
No dalej.
Jest. Miło mi, panie Kozel.
Szkoda, że musisz już iść. Było miło.
Wiem. Też tak uważam.
Może kiedyś to powtórzymy.
Masz kogoś?
Zawsze walisz prosto z mostu?
Jeśli czegoś chcesz, musisz po to sięgnąć.
Ambitne przekonanie.
Trzeba być ambitnym, kiedy warto.
Nie. Nikogo nie mam.
A dasz mi swój numer?
Przeprowadzam się do Buenos Aires.
Buenos Aires?
Co za beznadziejna wymówka. Słyszałem dużo lepsze.
- Ta jest najgorsza. - To prawda.
Ojciec sprzedaje dom, konie…
Dużo podróżuję. Mogę cię odwiedzić.
Pewnie.
A gdybym ci powiedział, że już chcę cię znów zobaczyć?
Wciąż tu jestem.
A gdybym ci powiedział,
że przez cały czas chciałem cię pocałować?
Co byś powiedziała?
Ray, masz go?
Mamy go, stary.
Dzięki.
To była przyjemność, Marfil.
- Dokąd jedziesz? - Chcę być sama.
Jadę z tobą.
Nie, Gabi. Zostań tu.
Co? Miałyśmy spędzić razem dzień.
Zmieniłam zdanie.
- Co tam się stało? - Już mówiłam, że nic.
Sebastian, Marfil odjeżdża!
Kurde.
Dawaj.
Co ty robisz?
Nie możesz tak uciekać Wilsonowi.
Co robiłaś na wyścigach?
To był zwykły pocałunek.
Nie o to pytam.
Myślisz, że nie wiem, że coś ukrywacie?
Coś się dzieje i nikt nic nie mówi.
To nie jest zabawa. Nie możesz robić, co ci się podoba.
Muszę przywyknąć. Niedługo pozbędę się niańki.
I co ciebie to obchodzi?
Obchodzi mnie, bo się o ciebie martwię.
Mówisz to jako mój ochroniarz czy Sebastian?
To i to. Jasne?
Możesz zwolnić?
O cholera.
- Co jest? - Hamulce nie działają.
- Co robić? - Skup się.
- Co mam robić, Sebastian? - Wyprostuj.
Tak trzymaj.
- Dwa auta. Co robić? - Na mój znak odbij w lewo.
Teraz!
Cholera!
Uwaga!
Roboty drogowe!
- Co chcesz zrobić? - Zaufaj mi.
Wilson, byliśmy w aucie Alejandra.
Próbowali go zabić.
Musicie wyjechać.
Jasne, wywiozę Gabrielę.
Uważaj na siebie.
- Tato. - Nic ci nie jest?
Nie, spokojnie.
To było lekkie uderzenie. Jesteśmy cali.
Wracaj do Nowego Jorku. Odbiorę cię i polecimy do Buenos Aires.
Musisz mi zaufać.
Jestem ci winien wyjaśnienia.
Wszystko ci powiem, słowo.
Marfil…
Kocham cię, skarbie.
NOWY JORK
Wilson zabrał mnie do Londynu. Co się dzieje?
Gabi, zrób coś dla mnie.
Co?
Trzymaj się Wilsona.
Nie opuszczaj internatu.
A jeśli ochrona internatu zawiedzie?
- Albo Wilson? Co wtedy? - Przyjadę cię obronić.
Nie pozwolę cię skrzywdzić.
Nigdy.
Obiecuję.
Wszystko dobrze?
Będzie lepiej, jak to wezmę.
Chciałem podziękować.
Odbiłaś, żeby przyjąć na siebie uderzenie.
Zrobiłam, co musiałam.
Ja też się o ciebie martwię.
Stałeś mi się bliski.
Choć to ci się nie podoba.
Co się patrzysz?
Co ty wyprawiasz?
Nie.
BRAK SYGNAŁU
Do kurwy nędzy.
Podoba mi się to.
Że stałem ci się bliski.
Lubię cię.
Myślałem, że będziesz nieznośna.
Rany.
Mówienie o uczuciach ci nie idzie.
Ale nie jesteś.
Jesteś piękna.
Inteligentna.
Dzielna. Zdeterminowana i…
Musimy się szykować.
Nie chcę jechać.
Tam będziesz bezpieczna.
Zaczniesz z czystą kartą.
Zaczekam na ciebie.
Te miesiące z tobą były wspaniałe.
Będę bardzo tęsknić.
W końcu o mnie zapomnisz.
Słonie nie zapominają.
Logan!
Wyjeżdżamy!
Kozel.
Nie jestem Marcus Kozel.
Chodzi ci o mnie.
Witaj, Alejandro.
Pewnie przywykłeś do interesów z moim ojcem.
Szkoda, że go zabiłeś, wysadzając jego samolot.
Ale teraz ja dowodzę.
Podobno chciałeś mnie wykiwać.
Nie lubię być okłamywany.
Nie wiem, co takiego słyszałeś, ale to nieprawda.
Poznałem Marfil.
Masz boską córkę.
Jest piękna.
- Gotowa? - Prawie.
Co to?
Należała do mamy.
Spójrz.
Piękna.
Sebastian.
Nie!
- Żyjesz? Dostałeś! - To nic.
- Oddychaj. - Dobrze.
- Biegnij do drzwi. Osłaniam cię. - Nie zostawię cię.
Nie możemy iść razem.
- Na pewno? - Zaufaj mi. Będę za tobą.
Dobra.
W porządku.
- Idą tu. - Tędy.
Chodź.
Tędy.
Ostrożnie.
Tędy.
Dawaj.
Co ty robisz? Nie do niej! Mamy sprowadzić ją żywą.
Pójdę pierwsza. Do mnie nie strzelą.
Sebastian!
Idź za mną!
Nie ma mowy. Zwariowałaś?
Nie podchodzić!
Stać!
- Ostrożnie! - Ruchy!
Stać! Nie ruszać się!
Do wozu z nią!
Do wozu z nią!
Do wozu z nią!
Do wozu z nią!
Szybko.
Jesteś cały? Jak ramię?
To nic poważnego. Bez obaw.
Co ty odwalasz?
- Pamiętam cię. - Marfil.
- „Do wozu z nią”. - Marfil.
Ty to powiedziałeś.
Do ciebie.
Porwaliście mnie.
Kim jesteście?
Jaki związek ma z tym wszystkim FBI?
Czemu mnie porwaliście?
- Żeby nastraszyć twojego ojca. - Czemu?
Żeby poprosił o pomoc.
Zrobił to i dobiliśmy targu.
Targu?
- Informacje za ochronę. - Przed kim?
Twój ojciec robi niebezpieczne interesy. Ma groźnych wrogów.
Robicie z niego przestępcę, a nim nie jest.
Mój tata to uczciwy człowiek. Na wszystko sam zapracował.
- Nie wiecie, co… - To jego sprawka.
Próbował zamordować wspólnika, Marcusa Kozela.
Wysadził jego samolot, ale nie udało mu się go zabić.
Zginęło 20 jego ludzi.
Musiał doczekać się konsekwencji.
Tak, porwaliśmy cię.
Ale gdyby nie my, stałoby się coś gorszego.
Nie, Sebastian.
Niech to przetrawi.
Gdzie ten Cortés?
Ona musi wyjechać!
Odezwie się, kiedy wyląduje.
Niech się streszcza, bo mamy przesrane.
To mój tata. Odbierze mnie. Wysłał mi lokalizację.
- Gdzie? - Na Times Square.
- Mam być sama. - Nie.
- Coś tu nie gra. - Stary, myśl.
Jeśli nie wylecą do Buenos Aires,
może stać się coś gorszego.
Nieważne, co mówisz. Idę. Muszę go zobaczyć.
Dobrze.
Ale będę tuż za tobą.
Gdyby coś się działo,
zabiorę cię stamtąd. Jasne?
Najważniejsze, żebyś miała przy sobie telefon.
Tylko tak możemy cię namierzyć.
Gotowe.
Nie wygląda jak mikrofon.
I o to chodzi.
Potrzebujemy hasła.
Żebym wiedział, że coś ci grozi.
„Heban”?
Ebony and Ivory. Piosenka Wondera i McCartneya.
Czego wy słuchacie? Reggaetonu?
Z braku laku – „heban”.
Dobra.
Sprawdzę, czy nie ma mnie gdzie indziej.
Wybacz mi.
Nie mogłem wyjawić, że jestem z FBI.
Marfil.
Tylko nasze uczucie było prawdziwe
i to ono nadało sens tej pracy.
Mówisz to, bo już się nie zobaczymy.
Obejmą nas ochroną świadków.
Dlatego musimy wyjechać z kraju.
Skoro to pożegnanie, wiedz…
Nie, proszę. Nie mów tego.
Tylko to chcę usłyszeć.
Jeśli to powiesz, nie pozwolę ci wyjechać.
Żegnaj, Sebastianie.
Żegnaj, słonico.
Dobra. Jestem na pozycji.
Ray.
Widzę ją.
Ray, mów do mnie.
Daj mi chwilę.
Ktoś się zbliża.
- Alejandro? - Nie.
Marfil!
Logan?
Wspaniale cię widzieć.
Dobrze, że jesteś cała.
Logan? Co on tam robi?
Idę po nią.
Czekaj. Zobaczmy, co się stanie.
Gdzie tata?
- Zabiorę cię do niego. Idziemy? - Dobrze.
- Kurwa. - Są na skrzyżowaniu 44. i siódmej.
Mam ich.
Kurwa!
Zgubiłem ich, Ray.
Gdzie oni, kurwa, są?
Czekaj, to nie takie łatwe.
Gdzie oni są?
Ja pierdolę.
Namierzyłem ich.
Przesyłam ci lokalizację jej telefonu.
Idą na parking
między 43. i szóstą.
Czemu tata nie przyszedł?
Bo to zbyt niebezpieczne.
Wyjaśnię ci po drodze.
Chodź.
Jeszcze 100 metrów. Szybko.
Przechwycę kamery na parkingu.
- Tata tu czeka? - Nie.
- Miałeś mnie do niego zabrać. - Tak. Chodź.
Najpierw mi powiedz, gdzie on jest.
Widzę. Dziesięć metrów.
Ray, które piętro?
- Ray. - Kamery nie działają. Kurwa.
Musiał uciec.
Co? Czemu?
Jego interesy nie są tak legalne, jak mogłoby się wydawać.
Miał układ z FBI, ale nas zdradzili.
Co ten skurwiel plecie?
Nie podoba mi się to. Pospiesz się!
Kurwa.
Jeśli teraz nie wyjedziemy, możesz go już nie zobaczyć.
Też jesteś w niebezpieczeństwie.
I tylko jedna osoba może nam pomóc.
Ray, nie słyszę cię.
Stary!
Cześć, Marfil.
Iván?
Co za Iván?
On nam pomoże. Wsiadaj, proszę.
Ray, to pułapka.
Co się dzieje? Gdzie mój tata?
Wkrótce się dowiesz.
Logan, co jest grane?
Logan!
Pozwolisz, Marfil?
Jedźmy.
Powiesz coś?
Heban.
Stać!
Coście za jedni?
- Na kolana! - Coście za jedni?
CIĄG DALSZY NASTĄPI
Napisy: Maria Plicner
Nadzór kreatywny nad tłumaczeniem Krzysztof Wollschlaeger
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.