Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Szanowny panie, długo wahałam się, czy napisać ten list.
Wydaje mi się, że go kocham, ale z drugiej strony, jeśli to miałaby być ta
ogromna, romantyczna i prawdziwa miłość... Nie, nie tak.
Szanowny panie doktorze, od dwóch lat mam chłopaka.
Poznaliśmy się na uniwersytecie.
Oboje kończymy studia i on w zeszłym miesiącu oświadczył mi się.
Moja mama była zachwycona.
Zgodziłam się, ale teraz nie jestem pewna, czy chcę, żeby to było wszystko,
co mi się w życiu wydarzy.
Kocham Piotra, ale ciągle mam wrażenie, jak gdybym to nie ja decydowała o
własnym życiu.
Data ślubu wyznaczona, więc niech pan odpisze szybko.
Anna.
A, tak, tak, tak.
Zosiu, to musi wejść do najbliższego numeru. Pisz.
Droga Anna.
Poważnych decyzji nie podejmuje się pochopny. Jeśli nie jesteś pewna, czy
chcesz wyjść za mąż, a nie zachodzą okoliczności, które mogłyby lub miałyby
przyspieszyć daty ślubu, poczekaj. Nie spiesz się.
Zbliżają się wakacje.
Wyjedź gdzieś, poznaj nowych ludzi.
Nie, nie, nie, nie. Kres, kres. Jeszcze raz po słowach. Nie spiesz się.
Gdyby to była miłość, na którą czekasz, poznałabyś od razu.
Jeśli się wahasz, to znaczy, że jeszcze nie znalazłaś. Ale kiedy najdziesz,
zapewniam cię.
Zrozumiesz, że warto było czekać.
Dopiero wtedy poczujesz, że żyjesz. A na razie, im szybciej skończysz ten
związek, tym lepiej.
Powiedz nie.
Nie.
Anka!
Niech się on zaczeka, zaraz wrócę.
Niech wszyscy zaczekają!
Mówiłam ci, że nocy poślubnej nie spędza się przed ślubem. I co, kupuje się kota
w worku?
Nie bądź naiwna, mamo, żyjemy ze sobą od roku.
Tym bardziej.
Co ja teraz powiem temu biednemu chłopakowi? On jest kompletnie załamany.
Ty wiesz, ile trudu go kosztowało urządzenie tego mieszkania?
Świetnie. Będzie miał gdzie mieszkać.
Mężczyzna w jego wieku potrzebuje niekrępującego konta.
Mamo, proszę cię, pozwól mi się spakować.
Nie wiem, co mnie odstąpiło.
Gdybym mogła coś dla ciebie zrobić, ale ona jest uparta jak koza.
To po ojcu.
Czy ty nie widzisz, jak on się męczy? Nie można tak igrać uczuciami. A co,
może miałam wyjść i za nas spać jak ty?
Zrobić sobie dziecko i rozwieść się, tak?
Ja to co innego.
Spotkałam Ludwika i zakochałam się.
Przecież znasz go, to zupełnie wyjątkowy człowiek.
A zresztą, gdybym została z twoim ojcem, od 10 lat byłabym już wdową. A chyba nie
chcesz, aby twoja matka była wdową? W tym wieku?
Skoro zakochałaś się w Ludwiku, to znaczy, że nie kochałaś ojca. Owszem,
kochaliśmy się.
Ale myśmy byli bardzo młodzi.
A ja co jestem?
Stara? Rób co chcesz, nigdy mnie nie słuchałaś.
Masz tu zostać i uregulować swoje życie z Piotrem.
Do mojego domu nie masz już wstępu.
Dlaczego?
Przecież... Przecież nie kochasz. Mówię, że to rany.
Ale on mnie nie zna.
Jak może radzić ci cokolwiek, jeżeli on mnie w ogóle nie zna?
A ty masz zaufanie do niego? Kąd jest jakiś cokolwiek?
Rewolucja seksualna niewątpliwie zamaskowała u nas ciemne obszary
kołtynizmu. Niewątpliwie ciemne obszary kołtynizmu zamatkowała.
Przepraszam. Ja jeszcze tutaj, bo będzie się pan błyskał.
Dziękuję. Dziękuję bardzo.
Jeszcze chwileczkę.
Przepraszam. Mógłby mi się pan wpisać? Proszę bardzo.
Proszę.
Dziękuję bardzo.
Tak, rewolucja seksualna dotarła do nas niewątpliwie i zamaskowała ciemne
obszary kołtunizmu. Tak jak Rosja poprzez rewolucję...
przeszła od feudalizmu wprost do socjalizmu bez etapu pośredniego. Tak i
my próbujemy się jakoś znaleźć w tej nowej obyczajowości. Ale również i my
będziemy musieli przejść przez okres seksualnych błędów i wypatrzeń.
A zatem twierdzi pan, że do rewolucji seksualnej nie jesteśmy przygotowani.
Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, że jesteśmy młodym małżeństwem i żyjemy w
małym miasteczku.
Jeżeli będę wychodził na spacer z panią, sąsiedzi powiedzą, że jestem
pantoflarzem. Jeśli wyjdę, Z koleżanką, powiedzą dziwkarz.
Wyjdę z kolegą, powiedzą pederasta.
Wyjdę sam, powiedzą onanista albo impotent. Jeśli nie będę wychodził w
ogóle, powiedzą siedzi w więzieniu za gwałt.
Trzeba wybrać, proszę Pani. Albo żyjemy dla siebie, albo dla sąsiadów. Prowadzi
Pan najpopularniejszą rubrykę porad sercowych. Jest Pan autorytetem.
Jak Pan myśli, skąd się bierze ten Pana sukces?
Próba nie wiem.
Bo ja niczego nikomu nie radzę.
Generalnie mówię, nie naśladujcie nikogo, róbcie co chcecie, bądźcie sobą.
Co ja mówiłem w telewizji? Że każdy człowiek jest odrębną indywidualnością.
Ale ja byłam wtedy w łazience!
Słuchaj, jestem impotentem.
Nie mogę do ciebie przyjść, bo jakby to wyglądało, żebym ja przychodził do
psychoanalityka. Jeszcze by mnie ktoś zobaczył w poczekalni.
Poza tym musiałbym ci zapłacić.
Naprawdę nie chodzi o pieniądze, ale akurat...
Mam pacjenta, który płaci, więc nie wypada, żeby czekał.
Zadzwonię do ciebie później.
Nie możesz do mnie zadzwonić, bo ja nie dzwonię z domu.
Tak, do tego doszło, że nie mogę zadzwonić z własnego domu, bo zawsze
zagnieździ się jakaś baba.
Ja ci poradzę.
Jesteś za miękki.
Jeden inżynier napisał do mnie, że jest impotentem, bo panicznie boi się płaczu
kobiet. A u mnie w domu siedzi jedna taka i płacze.
Ktoś czeka na pana.
Kobieta! Mówiłem, żeby nie wpuszczać! Bardzo miłe państwo.
W razie czego pan czeknie, a zaraz przylecę. A ty się zamknij, stary. Co?
On to się Boga nie boi. Tyle bab bałam uczyć.
Gonię pan, goń te baby.
Za moje.
Bardzo przepraszam.
Chciałbym przejść.
Chwileczkę.
Co pan ma do mnie?
Nie podoba mi się?
Przepraszam, ale ja pana nie znam, a tą panią też pierwszy raz. No boż, skąd pan
wie, że jej nie nadaje się na jej męża?
A nie, tego to ja nie wiem. Ale pan to nawet... A, no skoro pańska narzeczona
zwróciła się do mnie, znaczy ma jakieś wątpliwości, a skoro ma wątpliwości, to
już jest niestety pańska wina. Wahała się?
Wahała się? A wie pan, co to jest ruch wahadłowy, co?
W jedną i w drugą stronę. A pan przeważał szalę!
Proszę mnie do tego nie mieszać.
A skąd wymać mój adres? Jego dziadka pracuje w telewizji. W kasie był na
rachunku.
Czas z tym skończyć.
Poradzę wam bardzo dobrego psychoanalityka.
Świetny ma chobiec.
Musi wam pomóc. Co? Nie, nie, nie, nie, nie. Tak łatwo to się pan nie wymiga.
Odszczekasz tam!
Szymon, ja widzę, że ty jesteś niezrównoważony. W naturze panuje
harmonia. Musisz więc swoje życie uczuciowe wzorować na przyrodzie.
On mnie tak męczy już cały dzień. To szczęście, że pan przyszedł.
No tak, tak, no to się narobiło. O Boże, trzeba dzwonić w pogotowie.
Nie trzeba, nie trzeba. W tym trzymałem witaminę C.
Za to w tym trzymałem whisky.
No! Nie!
Nie rycz, nic się nie stało. Mam jeszcze zapas witaminy C.
Jak pan może cynik bez serca, widzisz?
A ty słuchasz takiego faceta?
No proszę, nie wszystko jeszcze stracone. Ten pan ci współczuje. A od
współczucia to już tylko jeden krok do prawdziwej miłości. No może dwa kroki.
Ten pan też jest nieszczęśliwy.
Może znajdziecie w sobie ukojenie. Ale ja mam narzeczoną. To trochę za dużo
powiedziane. No proszę, jaki świat jest piękny.
Odprowadź panią do taksówki. A dlaczego ja? No proszę cię, bądź dobrym chłopcem.
Uważaj, bo się wywróci.
Nie, nie, nie. To jak ty traktujesz kobiety? A jak mam traktować?
No widzieliście, że nasza żona cię nie chce. Po prostu jest zarobiem.
No. Może teraz dowiem się, o co chodzi, co?
Ja przepraszam pana, ja... Ja wiem, że przychodzenie tutaj było bez sensu, ale
to on się uparł. Ciągle ma nadzieję, że zmieni zdanie.
A zmieni pani?
Po tym, co mi pan napisał? Nigdy.
A co ja napisałem?
Może to nie jest ważne, co ja napisałem?
Jak to nieważne?
Pan jeden, jedyny obcy człowiek, a potraktował mnie jak przyjaciel.
No właśnie, co ja robię? No co ja robię? No co ja robię? Ja nic nie robię. Mam
optymalne warunki do pracy. Ja nic nie robię.
Wszystko jest, proszę spojrzeć, zautomatyzowane. Nawet z łóżka nie
trzeba wstawać pod warunkiem, że ma się ochotę w nim zostać. Nie sprawia pan
wrażenia, że nie ma pan ochoty zostać w łóżku. Nie, pozory. Ja nie tylko nie mam
ochoty, ale... W każdym razie ja nie po to tutaj przysłam.
Gadanie. No nie.
Pan ma jakąś obsesję oszalał, pan. Ja oszalałem, tak?
To wyście oszalały.
Wszyscy przychodzicie tutaj po to samo. O, przepraszam, nie przeszłam tutaj z
własnej woli. To on mnie przyprowadził. Tere, fere, zresztą mniejsza z tym.
Dziewczyny przychodzą tu, bo albo mają problemy, albo wyobrażają sobie nie
wiadomo co. Pcha się taka jedna z drugą do łóżka.
Ja mam oczywiście słabą, silną wolę.
Oddaję się, chociaż wcale nie mam ochoty. Zmuszam się.
Wtedy ona stwierdza, że z narzeczonym było jej dużo lepiej.
Ale żadna nie spojrzy na mnie jak na człowieka.
Żadna. Nie zapyta, jak sobie daje radę sam.
Nie zaproponuje. Może panu wyprać koszulę, żeby nie musiał kupować nowej
za każdym razem, kiedy mam program w telewizji. Do lodówki też żadna nie
zajrzy, obiadu nie ugotuje.
Ja od trzech dni nie jadłem nic porządnego.
A w restauracji za byle świństwo trzeba płacić nie wiadomo ile.
A wy wykorzystać i wyrzucić na śmietnik. Tak.
Zresztą po co ja to wszystko mówię?
To dzieje, ta lodówka.
Ja przecież nie jestem brzydka.
Dlaczego mnie nikt nie kocha?
Przecież jestem blondynką, a mężczyźni wolą blondynki.
Mam duży biust, a mężczyźni wolą duże biusty.
W dodatku nie jestem z kamienia, od razu się zakochuję.
Może za szybko?
Tak myśli?
Ale... Ty jesteś dobry, prawda?
Ty byś mnie nie skrzywdził.
Niech was dotrzyma, ja wysiadam.
Nie trzeba płakać.
Mężczyźni to dranie.
Ale na całe szczęście nie wszyscy są podli.
Tak wszyscy, wszyscy.
Odwiozłem ją.
To dobrze.
Co to ugotowałeś, Panie? A co innego można było zrobić tak szybko? Zresztą
niewiele było w lodówce.
Nie ma komu robić zakupów.
Ja bym chętnie pana zaprosił, ale pan się na pewno stwierdził.
Anno, idziemy.
O nie, muszę jeszcze pozmiewać, a poza tym jest kupa prania.
Przecież matka czeka na ciebie.
Musimy wreszcie porozmawiać, to już trzeba w końcu postanowić. Ty chcesz,
żeby znowu wszyscy stali nade mną i przekonywali mnie, że źle robię? Jak ja
w takich warunkach będę decydować o własnym życiu? O nie, ja tutaj zostaję.
Jak to tu?
Z nim? Przecież nie możesz zostać z nim.
Mogę, pan doktor Paśkonik właśnie szuka go z bośni. No, słyszałeś malutki,
zmykaj stąd.
Za mało ostre.
Było bardzo dobre.
To... To może mogłam tu jednak zostać?
Nie, nie, nie, nie. Co to nie? Nie, nie ma mowy. A pranie?
Nie, no z tym praniem to ja trochę przetadziłem. Mam pranie w podwórku.
Ale ja naprawdę nie mam dokąd pójść.
Słuchaj, ty wiesz, że ja dostaję listów tygodniowo i w każdym jest jakiś
problem.
Myślałam, że jest pan moim przyjacielem.
Dobrze.
Pośle cię do sióstr.
One prowadzą taki pensjonat dla zagubionych owieczek.
Imienia Marii Konopczyńskiej.
No, kochany.
Musisz pracować nad backhandem.
Daj spokój, stary.
W ogóle nie mogę się skupić, dlatego ciągle przegrywam.
To jest kwestia treningu.
Jeżeli będziesz się zastanawiał nad każdą piłką, to do żadnej nie zdążysz.
To musimy iść automatycznie.
Tęk w tym, że nie nauczę się reagować automatycznie. Nie odzwyczaję się od
myślenia. To jest tak, jak w twoim fachu. Widzisz panią dziewczynę?
Staje ci.
Zupełnie bezmyślnie, prawda?
I to samo na korcie. Widzisz przeciwnika przy piłce i już się odbierasz.
Zanim zdążysz pomyśleć.
Nie, to nie dla mnie, to nie dla mnie, stary. Z kobietami nie jest tak ładnie.
No, no, no, już ty nie narzekaj.
Wolny jak ptak, bracie.
A ja co?
Żona, dzieci, śmieci.
Bracie tu wiotna. Ty bierzesz każdą jak twoją.
Biorę. Biorę albo nie biorę.
Masz elekcję?
O nie.
Już od ponad pół roku nie miałem.
Jak to możliwe?
Słuchaj, chyba sam wiem. Jestem lekarzem.
Organizm to sam reguluje. Czasami miewam sny erotyczne.
I podczas snu?
Tak. No jednak coś.
Znaczy, twoje funkcje biologiczne nie ustały. To tylko blokada psychiczna.
W takim razie śnij dalej.
Zmariowałeś! Przecież ja też chcę mieć coś z życia.
Zresztą rano nie pamiętam, czy to mi się śniło.
Szkoda.
Musiałbym zanalizować twoje sny, żeby ci pomóc.
Pomóc mi, ty?
To dobro. Przecież tobie nie udało się jeszcze nikogo wyleczyć.
Przynajmniej z tych pacjentów, których ja do ciebie przysłałem.
Sam sobie muszę pomóc. Ty mi jesteś potrzebny, bo jak do kogoś mówię,
łatwiej mi formułować i analizować.
A ciebie przynajmniej obowiązuje tajemnica lekarska.
A może ty już tego nie potrzebujesz?
Może twoje lataniny wyczerpałeś swój limit.
A jak gadasz jak amator, w tych sprawach nie ma limitu. Im więcej ciupciasz, tym
bardziej tego potrzebujesz. Co najwyżej możesz się odzwyczaić. No to
odzwyczaiłeś się.
Nie, a moja reputacja zawodowa, przecież to mi zrujnuje karierę. Nie przesadzaj,
nie jesteś kurwą.
Nie, kurwą może nie, ale zawód mam pokrewny.
Odkąd stałem się sławny, wszystkie przychodzą do mnie jak do znakora.
Wyobrażają sobie, że moja...
Wiedza teoretyczna bierze się z bogatej praktyki. Nie pamiętają o tym, że już
Kant potępił empiryzm. A ja za każdym razem czuję się, jakbym zdawał egzamin z
wychowania fizycznego.
Przeklinam dzień, w którym Masters i Johnson ukazali mi się we śnie.
Mówią, synu, chodź z nami.
A może nie próbujesz zbyt często? Może ten uraz skaże się omijać sytuację? Nie
tak. Nie dalej jak wczoraj. Była u mnie śliczna blondyneczka. Tak na około 20
lat. Zabieram się do badania.
Muzyka, drinki, rutynowe działania. Chcę ją pocałować, a ona się zrywa. Nie chcę.
Mówię ci, kamień spadnie z serca.
Spróbuj sobie znaleźć jakąś kobietę niepodobną do innych.
Jakąś wyjątkową.
Pewien mądry człowiek powiedział, nie ma nic bardziej podobnego do pudla niż
drugi puder. To samo tyczy się kobiet.
Ale masz tyle pacjentek.
Powinieneś znaleźć taką, której seks nie interesuje.
Udawaj, że się w niej zakochałeś. Ona niczego od ciebie nie będzie chciała.
Inni się odczepią. Twoja reputacja będzie uratowana.
Ty wiesz, że o tym nie pomyślałem?
No.
Zaraz, zaraz.
Co to za harmider?
Dzień dobry, siostro Celino. O, pan doktor.
Dobrze, że pan przyszedł.
Siostra przełożona dwa razy pytała, kiedy pan odda za indyki, co przysłała
do domu przed świętami. Nie mam, nie mam pieniędzy. Wie siostra, ile to żre
paliwa. A ja ciągle muszę jeździć do pacjentów. Wiem, wiem.
Samarytanizm kosztuje dzisiaj.
Tak, a siostra przełożona mogłaby okazać trochę miłosierdzia. Chciałem zapytać,
czy ta dziewczyna, którą przywiozłem do was onegdaj, jest jeszcze tutaj?
Jest, jest.
Miła osoba, chociaż trochę niezrównoważona. Ale minie jej to. Teraz
jest w odosobnieniu. Ja chciałbym z nią porozmawiać. A nie?
Broń Boże, nie wolno przerywać medytacji. Tak, ja rozumiem, tylko
wiesz, siostra, ja pomyliłem się w diagnozie.
Ona... Jezus Maria!
No, jak się pani czuje?
Dziękuję, dobrze, upokoiłam się.
A wie pani, to świetnie, bo ja przemyślałem pani propozycję i doszedłem
do wniosku, że potrzebny jest mi ktoś taki jak pani.
Wie pani, ja mam pracę, ja nie mam kiedy dając się domem.
Wszystko na niezwanym. Ale to mi jest bardzo dobrze. Plotę sobie koszyki,
piszę wiersze, mam wiele czasu na myślenie.
Ale nie może pani tu długo zostać. Siostry nie zgodzą się. Ale siostra
przełożona mówiła. A, mówiła, mówiła. To ja powiedziałem. To znaczy, one zawsze
na początku są bardzo miłe, uśmiechnięte, nie narzucają się, nawet
nie każą się mówić.
Chcą, żeby się pani przyzwyczaiła.
Z czasem zaczęła robić świat.
Ale kiedy zorientują się, że nie ma pani zamiaru wstąpić do zakonu, nie będą tu
pani trzymać.
Do jakiego zakonu? O tym nie było mowy. A, na razie, na razie. Nie chcą pani
płoszyć.
Boże.
Nie będzie pani miała dużo do roboty.
Będziemy chodzić do teatru, kina, na spacer.
Pomoże mi pani wprowadzenie kartoteki, a co do pensji? Ja nie mogę dużo płacić.
Nie, nie, pieniądze są mi niepotrzebne, byle jakiś kont. A, to świetnie, miejsca
jest dosyć.
Po południu we wtorek wracam do domu na obiad. Zdarza się, że odwiedzają mnie
pacjentki. Ostatnio to raz bardziej. Ale gdyby się tak zdarzyło, pamiętaj, pod
żadnym pozorem nie wychodź od siebie z pokoju.
Nawet gdybym musiała iść do łazienki? Do łazienki? Za nic w świecie. To mogłoby
je wystraszyć. A przestrach w trakcie zabiegu mógłby spowodować nieodwracalne
zmiany hipolibidymiczne. Hipo co?
Nieważne, możesz mi wierzyć na słowo.
Następnie po południu w środę siedzę cały czas i piszę, bo...
Kiedy on mnie prześladuje tą miłością?
Wszystkich przyciągną na swoją stronę. Matkę, całą rodzinę, nawet mnie.
Ocknęłam się w ostatniej chwili. Daj mu trochę czasu, niech się oswoi z tą
myślą. A może ja źle robię? Może to egoizm?
Przecież nie kocham nikogo innego. Ja go bardzo lubię.
Sobie też daj trochę czasu. Co nagle, to po diable.
Znalazłaś się w nowej sytuacji, w nowym środowisku.
Spotykasz nowych ludzi, obserwuj, myśl.
Ludzie zwykle idą za głosem serca albo rozumu.
Ja zwykle idę za głosem serca.
To znaczy, że nie mam rozumu.
Któregoś dnia nie będziesz miała takich problemów, tak jak ja. A jednak ci
zazdroszczę.
Pan jest bardzo mądry.
Sama nie potrafiłabym sobie z tym wszystkim poradzić.
W tym sensie, że kiedy człowieka zaprzątają emocje, trudno mu zrozumieć
cokolwiek. Ja też mam wiele do przemyślenia.
Z Tobie będę bezpieczny. Kiedy rozniesie się, że mieszkasz u mnie, te wszystkie
baby dadzą mi spokój i wytłumaczą to sobie po swojemu. No ale jak to się
rozniesie?
Jasne. Urządzimy przyjęcie.
Potrafisz robić przyjęcie?
Jasne. Co ty opowiadasz? Gdybyś na przykład znał życie prywatne Marii
Konopnickiej. Sądzę, że dlatego pisała o krasnoludkach. A, jak miała 50 lat,
zastrzelił się dla niej 20-letni młodzieniec.
Czasami łatwiej zdawić się dla kobiety, niż przeżyć z nią całe życie.
Nie zabijaj się.
Masz jeszcze ze mną do przeżycia kilkanaście lat.
Prowadzę właśnie sprawę rozwodową. Ona 2021.
Po raz pierwszy spotkali się w łóżku w noc poślubną.
Od tej chwili nie mogą na siebie patrzeć. Słuchajcie, nie moglibyśmy
rozmawiać o czymś innym. Na przykład sport.
No więc najmniej seksownym sportem jest kobieta piłka nożna.
Czy mógłbym wam przynieść kibice gwina?
Nawet gdybym się miał.
Czołga cię.
Czego on od ciebie chce?
Wygocia wszystko i prawdopodobnie dostanie.
Co to masz na życiu? O czym ty mówisz?
A cóż ja mam do stracenia? I tak się ze mną nie ożelisz.
Ten stary... Przepraszam cię, Ludwik, to zdaje się twoje miejsce. Tak, tak,
kochany, moje, moje.
Olgierd, poczekaj.
Może mogłem ci dopomóc. Tak? A w jaki sposób?
No wiesz, przypadki osięgłości płciowej u kobiet. A, tak.
Może mogłem cię tutaj dajać.
Jestem amatorem, ale mam dobre wyniki.
A, tak.
Leczę przez dotyk.
A może pan nie wie, co pan traci? Przepraszam, nie myślcie, że ze mną jest
tak łatwo. Ja muszę iść najpierw do parku, posiedzieć, porozmawiać.
Na ławce. Tylko nie mów mi żadnych głupstw. Wszystkie moje koleżanki coś z
tobą miały.
Kiedy byłem młody, podobały mi się starsze kobiety.
A teraz na odwrót.
Ech, bracie.
Ile ja bym dał, żeby teraz móc leżeć w łóżko bohaterki i niech ona mówi.
Co chcę? Trzy godziny.
Rozdziel się. Nie mogę.
Bóg widzi, chciałbym. Nie mogę.
Zresztą muszę mieć dom.
Kocham Dorotę, dzieci.
W takim razie się nie rozchodzi.
Dziękuję, dziękuję.
Słuchaj, dam ci adres mojego psychoanalityka. Bardzo dobry fachowiec,
dr Faberstein.
Na pewno ci pomoże. Mam 10% od każdego pacjenta, którego mu przyślę. Ja też coś
z tego będę miał.
Psychoanalityk to jest dobre dla Amerykanów. Zresztą ich problemy w ogóle
nie wychodzą poza teorię snu Freuda.
W takim razie dam ci adres wróżki. Z kart albo z ręki. Wywróży ci najbliższą
przyszłość. Zaspokoi twoje metafizyczne pragnienia. Ale jak ci już wywróży, nie
będziesz miał odwrotu.
Val Diabli. Dasz mi adres?
Proszę pana, czy już mogę podać kawę?
Poczekaj, aż Maryla skończy jeździć. Ona zawsze długo je bogata.
Coś niesamowitego. Gdzieś ty ją znalazł.
Dałem ogłoszenie, że posługuję gospodyni.
Dobra, dobra. Tysiąc razy dawaliśmy takie ogłoszenie z Dorotą i dokładnie
wiem, kto się zgłasza. Wąsate baby z chrutem.
Słuchaj, więc ja ci powiem, ale to musi zostać między nami.
Stary, nie obrażaj mnie.
No więc zakochałem się. Po raz pierwszy w życiu zakochałem się naprawdę.
Ale sam wiesz, że ja nie mogę pozwolić tej na trwały publiczny romans. To by mi
zaszkadzało pracy. Te wszystkie baby przestałyby do mnie przychodzić, lepić
się na oziębłość płciową. Dlatego musi to zostać tajemnicą.
Rozumiesz? Ty masz łeb. I to przyjęcie.
Dobra. Niech ci będzie.
Następne pięć razy z rzędu ja płacę za kort.
Co, plotkojecie? Zupełnie jak baby.
Ale nigdy dwa razy na ten sam temat.
Przepraszam, muszę iść do kuchni.
Słuchaj, jak coś ci powiem, to nie uwierzysz.
Tylko tajemnica.
Pasiek o nich mnie prosił.
Założy się, że teraz o nas plotkują. Za bieło ze swoją żoną. Wszyscy o nas
plotkują. Tak wyglądasz, że nikt nie wierzy, że jesteś mą gosposią. Tak,
trudno. To nie moja wina, to wina pańskiej reputacji.
Dramat, dramat.
Pamiętaj, gdyby cię ktoś zapytał, zaprzecz. Już mnie pytał. Co?
Ten blondem z kosmykiem.
I co on powiedział?
Powiedziałam prawdę, że jestem pana gosposią.
Chodź, chodź, możesz mi coś poradzić?
Uczciwie mogę poradzić ci tylko u siebie w biurze. W prywatnych nie mogę być
obiektywnych, a mnie rozumiesz, Zosiu, prawda?
Co ty chcesz, żeby mi serce pękło? Mam bardzo dobrego kardiologa, mogę ci
polecić. Co byśmy bez ciebie zrobiły? W dzisiejszym świecie nikt już nie potrafi
ująć się za kobietą. Znam taką jedną, co ma na niego monopol.
Nie, nie, nie, to są ploty. Nie wierzcie w to, dziewczęta, to są ploty.
Przepraszam bardzo.
Zaprzeczę. A więc to wszystko prawda.
Może wyjdziemy na taras.
Dobrze.
No, no, dosyć tych obowiązków. Możemy zatańczyć.
Buzi! Niedobrze mi się robi, a ja muszę patrzeć kogo ja poję, karmię, a jeszcze
jak tysiące o czym oni rozmawiają.
Najlepiej byłoby to wszystko oddać środkom do domu dziecka. Szczególnie te
dwie skrzynki wina, ucieszyłyby się środki. A dlaczego nie? To po co pan
urząd zada przyjęcie?
Po co?
Po co? Ty wiesz, kto tutaj jest. Mój mecenas, mój redaktor na scenę, mój
wydawca i te wszystkie bawole, które ciągle mnie zapraszają.
Wcale pan nie jest od nich lepszy.
Niestety, kochany, ale musimy już iść. No, a jeśli dzieci zostaną z panem? Nie,
wyjdziecie, wyjdziecie, wy zostańcie. Moi najlepsi przyjaciele, niech inni
dopilnować waszych dzieci.
Przepraszam, pan do mnie?
Oj, to nie dzisiaj. Przepraszam, nie dzisiaj.
Tu są listy z ostatnich dwóch dni.
Odwołaj wszystkie dzisiejsze spotkania. Jestem chory.
Grypa? Nie, John Walker.
Ale tam ktoś na pana czeka.
Kobieta?
Mężczyzna. Całe szczęście babę bym nie zniósł.
Dzień dobry.
Dzień dobry, słucham pana.
Żebro, jestem lekarzem. Chciałem u pana otworzyć przewód doktorski.
Mam list polecający.
Przydałby się asystent.
Ale tu profesor pisze, że ledwo pan dyplom zrobił. Wie pan, chciałbym na
ginekologię, ale... jakoś nie mam śmiałości do kobiet. Nie ma pan
śmiałości do kobiet? To trzeba było iść na pediatrię.
Nie, ale liczę na to, że ja się u pana uśmielę.
Zamiast asystenta będę miał pacjenta.
Niech pan to zabiera. Nie ma o czym mówić.
Do widzenia się z panem.
Nie, nie, nie.
Ja naprawdę bym chciał... Ja bym chciał tak jak pan, wie pan? Ja naprawdę, ja...
Pana podziwiam. Ja oglądam pana w telewizji, słucham w radio, czytam. Ja
nawet wysiadam pana niektóre fotografie z gazet.
Biorę pana na asystenta.
A wie pan, co to bardzo trachny wybór?
Doktor Rud, pan z Nowego Jorku. Czek przysłała?
To nie ma mnie.
Czy ty nie przesadzasz z tą kobiecością?
Do teatru się wybiera.
I niech pani zrobi dwie kawy.
A idź bo jak cię...
Cała nasza druga A śmieje się ze mnie, że jestem jeszcze dziewicą, a ja nie
mogę się zdecydować. Błagam o radę, czekam na odpowiedź. To niech się
przeniesie do drugiej B.
Niech się przeniesie do drugiej B.
Droga Klaro, jesteś jeszcze bardzo młoda i proces tego rozwoju emocjonalnego
dopiero trwa.
Dlatego trudno ci się zdecydować.
Jeśli nie możesz sobie poradzić presją opinii publicznej, w tym wypadku twojej
klasy, najlepiej...
Najlepiej przenieść się do drugiej B.
Aha, dzwonił Lewacki.
Czego chciał?
Od pana nic. A mnie pytał, czy jak już tu wszystko posprzątam i ugotuję, jak
nie poszłabym z nim na tańce.
Z Lewackim na tańce?
Przecież on nie umie tańczyć.
No chyba jednak umie, bo mnie już raz prosił do tańca.
Nie wiesz mu, on przestał tańczyć, jak twist wyszedł z mody. A poza tym to jest
Playboy, Lovellas i Babiarz. Tak, a mnie się wydał bardzo miły.
Słuchaj, to ja go znam, a nie ty. I kiedy ja mówię, że on nie jest miły, to
znaczy, że nie jest miły.
A kiedy chciałbyś się zabrać na tę tańce?
Jutro.
Jutro to jest niemożliwe. Jutro wybieram się na wernisaż.
Cześć. To jest właśnie Teresa, o której ci opowiadałem. A to jest Ania, mojego
starsza.
Ten drak, można powiedzieć, się podciągnął.
Gratuluję. Bardzo mi się podobało. Dziękuję.
Podobało się.
Dziękuję bardzo.
Zapraszam.
Muszę o nią dbać. O dobrą gosposię. Dzisiaj bardzo trudno. Mam znajomych,
którzy dla swojej gotują różne smakołyki.
A pan swoją zabiera na wystawy sztuki?
A nie. Po pierwsze, nie sztuki, tylko pędraka. A po drugie, Ania ma dzisiaj
wychody.
Według teorii doboru seksualnego Gausa Leitnera, my z Romanem nie jesteśmy
dobrani. Ja zresztą też nie byłam dobrana z moim poprzednim mężem, bo on
był bardzo męskim grunetem, natomiast ja jestem ruda, to znaczy mam taki
naturalny kolor włosów, mam 175 centymetrów wzrostu i niestety
potrzebuję 40 minut, żeby osiągnąć orgazm. Teraz co?
Wiesz, jak mi imponuje twoja nowoczesność, ale być może Anna...
Uspokój się, ja rozmawiam z fachowcem. No więc, jeśli chodzi o te sprawy, to
Roman jest dla mnie... stanowczo zbyt niecierpliwy.
Tereso, ciągle za bardzo cię kocham.
A według teorii doboru Gaussa-Leitnera, mój typ to jest satyn, średniego
wzrostu, wrażliwy o żywym umyśle.
Przepraszam bardzo, ale...
Teoria Gaussa i Leitnera odnosi się do prymitywnych szczepów Nowej Kaledonii.
To nie ma żadnego znaczenia. Czy my w tych sprawach nie jesteśmy ciągle jednak
prymitywni? To ciekawe, bo na przykład moje pokolenie jest już zupełnie inne, o
wiele bardziej romantyczne.
Ach, romant, to jest jakaś emocja zupełnie infantylna.
Romantyzm zawsze pachnie jakimś kalekim erotyzmem.
Pójdę już, wrócę w aksówku. Poczekaj.
Przygotuję panu kąpiel.
Lekarz kazał moczyć panu korzonki w gorącej wodzie.
Poczekaj, ja cię odwiozę.
Jest już późno i tak długo nie posiedzimy.
Może spotkamy się w przyszłym tygodniu? Tak miło się z nami rozmawia, a Roman w
dyskusji jest strasznie detensywny.
Słuchaj, coś się tam naplotło o tych moich korzonkach. Oni gotowi pomyśleć, z
jakich tary jestem, czy schorowany. Trzeba było zostać i wykazać swoją dobrą
formę. Przecież to ty chciałeś wyjść.
Nie musimy wychodzić razem. Nie jesteśmy małżeństwem. Ja tylko u pana pracuję.
A mało pana nie zjadłam.
Ty nie opowiadaj takich bzdur, dobrze? To jest narzeczona mojego przyjaciela.
No nie wyglądało to, żeby był w stanie czegokolwiek jej zabronić.
Nie mów tam. Nie masz prawa tak mówić. Ty jesteś kasparkata, a to są dorośli
ludzie. W ogóle jakim prawem wszystkich dookoła oceniasz?
To nie są twoje sprawy. Ale ja w takich warunkach zupełnie nie mogę się skupić.
Słuchaj, jesteś kobietą, więc nie wymagam od ciebie logiki.
Co to ma wszystko do twojego skupienia?
Ale w tańcu zblewackim potrafiłabyś się skupić.
Kotku, nie trzaskaj tak. Tutaj jedne drzwi kosztują więcej niż mały siat.
Umyj samochód z rana, panie profesorze.
Wie pan co?
Wszystko jest.
A co się pan martwi?
Kobiety.
Miłość, panie profesorze.
Spokojne życie i małżeństwo. Te trzy rzeczy nigdy nie idą ze sobą w parze.
Jest tak. Zasada pierwsza. Nie dziwić się niczego. Tak jest.
Zasada druga.
Żaden z pacjentów nie jest bardziej chory niż pan czy ja. Każdy z nas ma
jakieś idiosynkrazje seksualne. Nie traktować nikogo protekcjonalnie tylko
dlatego, że jest na przykład... ...nipotentem.
Dzwoniła doktor Ruth z Nowego... z Nowego Jorku. Nie ma mnie. Zosiu,
wprowadź doktora, żeby robił nasze tajemnice.
Wszystkie? No czyś ty zgłupiała.
Panowie, powiedziałem w przyszłym tygodniu. No.
Panie doktorze, panie doktorze, bardzo mi nawet nie wyobrażam, co się stało.
Panie doktorze, krzesełko.
Proszę bardzo, proszę.
Panie doktorze, panie doktorze, a pani Kosidowska szczytowała dzisiaj.
Czy to prawda?
Nareszcie po dziewięciu latach?
Proszę, niech pan nie opowiada.
Ja, ja, ja opowiem.
Nie, nie, proszę pozwolić opowiadać żonie. W końcu to ona miała orgazm. Pan
Kasinowski też miał orgazm. No co?
Widziałem.
Proszę. No więc to było tak, jak pan kazał, to znaczy, zamknęłam oczy,
skupiałam się w sobie i zaczęły mi się przypominać szkolne lata, obóz
harcerski, ognisko. A ja nic nie pytałem, tak jak pan kazał.
Wyciekałem odpowiedni moment i od razu.
Od razu.
No i tak się zapadałam.
Zapadałam. No i się zdało.
Brawo, brawo.
Za dwa dni powtórzyć, nie forsować.
Dobrze.
Kto dzisiaj jest dyżurnym?
Ja. A, to świetnie.
Od jutra będziemy pracować w dobrym asycie. Panie doktorze, czy my możemy
razem spróbować?
Nie wiem tylko, co na to pańska żona.
Ja? Mnie to nie przeszkadza.
A to proszę.
Proszę przygotować pomoce naukowe do nowych zajęć.
Proszę nie dyskutować, proszę zapisać za przyszły tydzień.
Zosiu, połóż mnie z domem.
Słucham. Wypych.
Doktor Pasikonik, słucham. Macie państwo jakieś problemy?
Panie doktorze, nie mamy dzieci, a już pięć lat po ślubie.
A, nie, nie. To trzeba zrobić badania specjalistyczne. To nie u nas.
Po co teraz badania?
Może my coś nie tak robimy.
Doktorze Żebrów, proszę wziąć pana na konsultację. Tak, proszę.
Proszę. Pan?
Wypych. Żebro.
Moja żona.
Wypych. Żebro.
To ja proszę pana ze mną.
Poczekaj. Proszę bardzo.
Proszę. Proszę.
Aniu, dzień dobry.
Będę o trzeciej na obiedzie.
Co?
Nie zrobiłeś zakupów?
To trzeba było iść do sklepu.
Nie, nie, no dobrze, dobrze.
Pójdziemy razem, no, co ty.
No, nie ma się co dąsać.
Zjemy coś w mieście.
A może byśmy poszli do kina, co?
W Palladium leci retrospektywa Dobrzenki.
Ale mnie to interesuje i wiele osób to interesuje.
Dobrze, pójdę sam.
No.
No cześć, pa, pa.
Lubię, Katarzyna Iwanowna.
Nie trzeba, Alosza.
Ustatkowałem się.
Mam spokój, baby przestały mnie nękać.
No więc uporałeś się z sytuacją stresową i niebawem będziemy mogli zacząć się
leczyć. Leczyć?
Czyż ja nie jestem chory?
Ilekroć przypomnę sobie, jak wyglądało kiedyś moje życie, wydaje mi się, że
właśnie teraz jestem zdrowy.
A jednak nie można żyć bez sfery erotycznej.
Nie można, a właśnie, że można.
A poza tym, co ja mam zrobić?
Nie wyobrażasz sobie, że wezmę udział w terapii grupowej.
To są zbyt intymne sprawy.
Potrzebny jest spokój.
I tylko spokój. Na szczęście masz go w domu.
Właśnie nie jestem pewien. Sam fakt, że mieszkam pod jednym dachem z kobietą,
wydwala we mnie pantoflaża.
Ciągle tłumaczę się.
Dzwonię, że spóźnię się na obiad, że mi coś wypadło.
To nie jest przyjemne, ale to taki odruch.
No, to już jakiś postęp.
Honorarium możesz uiścić u Panny Tekli. W potawalni.
Jakie honorarium? Co ty myślisz, że ja mam pieniądze, żeby wyrzucać na
psychoanalityka? Poza tym jesteśmy winien 10% za tego ekskibicjonistę, co
ci go przysłałem w zeszłym tygodniu.
Ekskibicjonista grosza nie zapłacił. Przyszedł, pokazał i wyszedł.
No przestań wreszcie, psujesz mi cały dzień.
A czy pan myśli, że kobiecie łatwo żyć w nieszczęściu? Niektóre kobiety
uwielbiają być nieszczęśliwe. Jeśli tylko są szczęśliwe, od razu tak
komplikują sobie życie, żeby były nieszczęśliwe.
Wtedy cierpią. Jak je coś boli w środku, to są przekonane, że to dusza.
Pan jednak nie lubi kobiet, a to dziwne w pana zawodzie.
Czy ty wiesz, co to jest życie erotyczne człowieka?
Bagnie. Od razu wyszliśmy z jaskini. Mamy w tym kłopot.
Popęd seksualny jest motorem wszelkiego działania. Mężczyźni do dziś siedzieliby
na drzewach, gdyby nie chcieli zaimponować swoim kobietom.
Walka o dupę zawsze była ważniejsza niż walka o ogień.
Byłoby więc naturalne, żeby gatunek ludzki zmierzał w swoim rozwoju do
zharmonizowania tej sfery życia. A tymczasem co? Okazuje się, że od tysięcy
lat jest to temat wstydliwy, zabroniony, że najlepiej udawać, że go w ogóle nie
ma.
Najwyższym autorytetem moralnym jest ksiądz na ambonie. To jest tak, jakby
kurs dla kierowców prowadził facet bez prawa jazdy.
Dopóki się tego nie odkręci, ludzie będą mieli problemy, kompleksy, pokręcone
życie.
Ty myślisz, że twoje problemy są ważne. One są śmieszne w porównaniu z tymi, z
którymi ja spotykam się na co dzień. Ale ja na co dzień spotykam się tylko do
twoich. A?
No dobrze, sama tego chciałaś. Już ja cię wyleczę.
Dzisiaj mamy zajęcia praktyczne z psychoterapii seksualnej dla grupy
Ejakulatio Precox. Na kogo dzisiaj kolej? Na mnie.
Proszę iść do kabiny.
Przygotować się do zabiegu. Tak jest.
Anna jest dzisiaj z nami po raz pierwszy. Będzie chciała nam powiedzieć
o swoich problemach.
No, mów, Anno.
Ale o czym mam mówić?
No jak to o czym?
O wszystkim.
Opowiedz, jak to było za pierwszym razem.
Tak przy wszystkich?
To jest pierwszy stopień wtajemniczenia.
Trzeba się nauczyć mówić.
Fałszywy wstyd jest powodem zahamowań.
Kiedy mój wstyd jest prawdziwy.
No to w takim razie może ktoś opowie o sobie, żeby ośmielić Annę.
Proszę. Ja też byłem nieśmiały i gdybym w porę powiedział żonie, że lubię, a nie
biję, to... A teraz go mogę lać godzinami i nic.
Wszystkie nieporozumienia biorą się z niedomówień.
Ja na przykład lata całe zmuszałem swoją żonę do współżycia, chociaż się broniła.
Doktor Pasikol nikt mi wytłumaczył, że jeżeli ja nie mam przyjemności, to ja
mogę mieć przyjemność z tego, że daję przyjemność ukochanej osobie.
Przestała się opierać, zmieniła się, a ja zrozumiałem, że to jej opór mnie
podnieca. No i leci się dalej na impotencję.
No, Anno, słucham.
Nie, nie mogę.
To się na nic nie zgadza. To nie jest metoda. Ale dlaczego?
Tak.
Będzie pan dozował elektrod wczasu.
Przygotować aparaturę.
Tęsno. Temperatura.
Cisnienie.
Prąd.
Stymulacja.
Tęsno.
Umyć tam ochot?
Umyć, umyć. Co pan z nią zrobił?
Stanąć. To gdzie ona jest?
No mów, gdzie ona jest? Chodzi po mieście, spaceruje. Ale miał pan jej
pilnować, zaufałem panu.
Jak pan mi chwilę, to ma jeszcze trwać miesiąc.
Chce pan, żebym się zabił albo pana, albo ją?
Słuchaj, gówniarzu, jeżeli jeszcze raz cię tutaj zobaczę, to tak ci przyłożę,
że nie wyjdziesz ze szpitala. Nie będziesz musiał się zabijać. Ale ja
czekam i czekam. Nie zucznie.
Kochamy się. Ja kocham ją, ona kocha mnie.
Za miesiąc ślub, rozumiesz?
Wiedziałem, że to się tak skończy.
Nie ma czego rozpatrzać, nie ma co żałować mleka rozlanego razem z kąpielą.
Dobry wieczór.
Gdzie ty się włóczysz o tej porze?
Przepraszam, już nie będę sprawiać kłopotu. Proszę bardzo.
Proszę bardzo, żeby mi się to więcej nie powtórzyło. W końcu to ja za ciebie
odpowiadam. Tak? A przed kim pan za mnie odpowiada? A chociażby przed twoim
narzeczonym, który tu dzisiaj był, pytał o ciebie, a ja stałem jak palant i nawet
nie byłem w stanie powiedzieć, gdzie ty jesteś.
Dlaczego?
Dlaczego on mnie wciąż prześladuje? Przecież to wszystko przez niego. Przez
niego nie mogę wrócić do domu.
Ja już nawet nie mam domu.
Już nie opowiadaj, nie opowiadaj. To co jest? Nie jest dom?
Siedzę panu na karku.
Nie mam dla siebie miejsca, a... a ta cała sytuacja jest co najmniej
dwuznaczna.
Przecież to do niczego nie prowadzi.
Pan jest dobry, ale... ale ja właściwie nie wiem, czego pan ode mnie chce.
A te wszystkie plotki też nie są przyjemne.
No już, już.
Nie płacz.
Nie mogę patrzeć, jak babie płacą.
Tyle lat w zawodzie, jeszcze się nie przyzwyczajam.
Słuchaj, zrozum, przecież ja niczego od ciebie nie żądam. Jesteśmy tu i jest tak
jak jest, jest dobrze.
Co ty myślisz?
Że co, że ja nie mam zmartwień?
Też jestem nieszczęśliwy.
Myślisz, że ja mam życie usłane różami, sława, popularność, pieniądze?
A nie jest tak?
Tylko ja bym chciał, żeby... A co ja tam będę mówił?
No, co się panu stało?
Panu, panu.
Oleje ten.
My tu sami córeczko, jak sieroty.
Niech się pan już przestanie marzyć.
To niczym nie pomaga.
Ugotujemy sobie chińską kolację, dobrze?
Tak.
Ja cały dzień nic nie jadę.
Jest pan od niej grubo starszy.
Przecież Anna ma dopiero 19 lat.
Proszę pani, to już nie moja wina, tylko pani.
To nie jest pora na żarty. Ja jestem tym bardzo poważnie zaniepokojona.
Właśnie dlatego jestem tutaj. Ależ, pan Musiu, mówiłam ci, że to nieprawda. Do
ciebie już straciłam zaufanie. Ten pan sam przyznał się Piotrowi.
A więc to o to chodzi. A ja myślałem, że już dotarły do pani jakieś plotki. A są
jakieś plotki?
Proszę pani.
Powiedziałem Piotrowi, że mamy zamiar z Anną się pobrać tylko dlatego, żeby
przestał nas nachodzić. Jego wizyty stały się męczące. Anna potrzebuje
spokoju. Uczy się, pracuje. Pomaga mnie w pracy. Ja prowadzę bardzo poważne
badania naukowe. Żyjemy tutaj jak rodzina.
Przyzwyczaiłem się do tego dziecka, bo przecież Anna to jeszcze dziecko.
Chociaż niewątpliwie wyrośnie na piękną kobietę.
Paganini.
Grałeś dziś piękniej niż kiedykolwiek.
Dzień dobry.
A gdzie Zabioło?
Wyjechał na weekend z żoną i z dziećmi.
Już znalazłeś sobie pocieszyciela?
To mój student.
On się fantastycznie zna na operze i chodzimy sobie czasem razem do teatru.
Ach tak.
A pani ciągle ma wychodne.
Doktor Pasikonik ma nawracające bóle głowy. Lekarz nie pozwolił mu wychodzić
z domu bez opieki aż do końca fazy primakterium.
Ma wspaniałe poczucie humoru, za to ją tak lubię.
Słuchaj, zadzwoń do mnie któregoś dnia.
Kłopoty sercowe w ogóle nie wchodzą w rachubę. Ja mam serce jak ze spiżu. Ale
musisz mi wyjaśnić swój pogląd na Gaussa Leitnera.
Z przyjemnością.
To pa.
Jeżeli już musisz coś powiedzieć, to się dobrze zastanów. Czasem głupi żart może
zepsuć całkiem udany wieczór.
Mamusiu, czy ty musisz?
Zawsze mówiłam, że kiedy Pan Bóg rozdawał ludziom rozumy i serca,
Olgielkowi przypadły dwa serca. Kiedy czasy się zmieniły, nawet chciałam, żeby
się kształcił, skoro doszliśmy już do tego, że praca nie hańbi.
Chociaż wuj Emil był innego zdania. No ale wuj Emil brzydził się zarabianiem
pieniędzy. On wolał je wydawać.
I cóż, Olgierdek został lekarzem.
Ale jaki on lekarz? Przecież on nikogo nie leczy. Ja bym do niego nawet z
Katarem nie poszła.
No, ale są sprawy, w których jest ekspertem. To się pani może wdać
nieważne, ale... Pewnie, pewnie. Za moich czasów było to nie do pomyślenia.
Dla nas mężczyzna był tajemnicą.
Miłość była czymś niepoznawalnym.
groźnym, brocznym i pociągającym. A teraz wszystko wywleka się na światło
dzienne. No do czego to podobne? Mamusiu, co mamusia opowiada?
Seksuologia jest nauką, która walczy o to, żeby ludzie żyli normalnie, a nie w
zacofaniu. Żeby się kochali najlepiej, jak potrafią. Żeby ciemnota nie
prowadziła do tragedii. To myśmy dali kobietom prawo do orgazmu. Co?
Mój synu.
Żeby nam dali, myśmy mogli nie wiedzieć, jak to się nazywa.
I bardzo dobrze.
Jak się zwał, tak się zwał.
A ten mi tu orgazm.
No, da, da. U nas tylko kobiety leczą się.
Mężczyzny u nas zdrowi.
Komplikacji u nich nie ma.
U nas w Zalbachstadt opracowano zupełnie nową metodę leczenia napięć seksualnych.
Udało mi się w ciągu miesiąca wyleczyć 23
pacjentów ejakulacją preko.
Zaleca się pacjentom przy stosunku zachowanie tego samego rytmu i
to z pomocą metronomu. Natura lubi
porządek.
The American Congress passed the amendment to the Constitution giving
women rights to the orgasm, the same as to the men.
I like the way they dress.
It makes me feel at home.
Oh, yes, come on, come on with me, bitte, bitte. Don't you have problems
with erections? Never. In America the man is dominated so much by the woman
that he cannot refuse to not have an erection.
It's the opposite in my country.
I would like to learn more about the socialist concept of erection.
Długo mam jeszcze czekać?
Miałeś zadzwonić.
No tak, tak, wiesz, ale w tym kieracie trudno znaleźć wolną chwilę.
Na przykład teraz mamy delegację Międzynarodowego Związku Seksuologów. Ja
nikomu nie robię takich propozycji.
A już na pewno nie dwa razy.
Słuchaj, ale ja musiałbym się przygotować.
Nawet nie bardzo pamiętam Gaussa i Leitnera. W każdym razie nie ze
szczegółami. Nie bądź idiotą.
Chcę iść z tobą do łóżka.
Wiem, że coś z tego będzie.
Działasz na mnie jak nikt.
Od dawna.
A ja się nigdy nie mylę.
Czekam na ciebie wieczorem.
In our country impotence is no problem. It's a matter of concentration.
Zaraz Państwa pokażę.
Dziękuję, narkotyków nie używam.
Dobre nawet.
Musisz dać Annie przepis.
Wybrałam ciebie, bo jesteś królem.
Jesteś silny, ale uległy.
Ustanawiasz prawa, które ja diktuję, bo ja zrodziłam twojego ducha.
I dlatego we mnie szukasz bezpiecznej kryjówki. Więc ja cię pochłonę,
żeby ani zimno, ani ziemska troska nie miały do ciebie dostępu.
Bo ja nie wymagam leczenia.
Nieszczęsna kobieta. Na żetony zdradza ją na prawo i lewo. I jeszcze wmawia
jej, że mężczyzna przed ślubem powinien się wyszumieć.
Ktoś ty jej odpisał?
Nie pamiętam. Chyba, żeby zmieniła narzeczonego.
Zosiu, co ja napisałem?
Coś takiego.
Odpowiedź standardowa. E16.
To k... Niech pani poszuka tej odpowiedzi.
Iwona ze Słupska.
Mam szukać?
Niech pani pisa.
Droga pani, kobieta ma takie samo prawo, by sumieć się przed ślubem jak
mężczyzna.
Natura często obdarza kobietę większym temperamentem, a możliwości ma
praktycznie...
Nieogranicone. Mam pisać?
Tak, pisz, pisz. Może z tego wyjdzie coś zabawnego.
W czasach prehistorycznych jedna kobieta grupowała wokół siebie wielu tanców,
tworząc wspólnotę ogniska.
Ale oczywiście, że żyję. No, trudno, że żyję.
Wiem, że nie dzwoniłem. A co, miałam dzwonić po nocy?
Przejdźmy z tym już dorosłym mężczyzną. Nie muszę się ze wszystkim opowiadać.
Słuchaj, Aniu, posłuchaj, Aniu. Będziemy mieli gościa na kolacji. A nie, to
niespodzianka.
Zobaczysz, moje życie zmieniło się diametralnie.
Może jeszcze sałatki?
Nie dziękuję, nie będę więcej jadła. Ja też dziękuję.
Anna świetnie gotuje, prawda?
Mam jeszcze wiele innych zalet.
Tak, to miła dziewczyna.
Taka prosta.
No ja wiedziałem, że się od razu polubicie.
Wy dwie tak bardzo się od siebie różnicie, że aż macie wiele wspólnego.
Obawiam się jednak, że z wiekiem charakter może zacząć mi się
komplikować. To naturalny proces, nie ma się czego obawiać.
Ale myślę, że męża powinnam sobie znaleźć teraz, kiedy mam jeszcze same
zalety. Potem może być za późno, świat jest pełen samotnych,
czterdziestoletnich kobiet.
Poczytaj sobie Simone de Beauvoir, drogie dziecko.
A dowiedz się, że kobieta jest naprawdę wolna dopiero wtedy, kiedy
dokładnie wie, czego chce.
I przejmuj się, Ania zaraz podprząta.
Anna jeszcze poda kawę i położy się spać.
Nie, dziękuję za kawę.
Kawa to jedyna rzecz, która wprawia moje serce w niepokój.
Pójdę już.
A dlaczego było tak przyjemnie?
Przyjemności też trzeba dostawać.
Mleko.
Chcesz się zaziębić?
Cukier.
Czy to już wszystko? Mogę iść pod prysznic?
Tak.
Ale nie choć tak.
Kobieta lubi, żeby w niej widzieć kobietę.
A to, co demonstrujesz, to są zewnętrzne oznaki kobiecości. To, co w kobiecie
najważniejsze, to dusza.
Dusza?
Dusza.
Dusza.
Słuchaj, czy ja ty czegokolwiek bronię?
Niepotrzebnie siedzisz w domu i zamarciasz się.
Idź gdzieś, z Lewatkiem na tańce, czy z Piotrem do kina, albo na spacer.
Rusz się trochę!
Jesteś aniołem. Chyba podwyższę ci pensję. Przecież nie płaci mi pan żadnej
pensji.
Ta?
To tym bardziej ci podwyższę.
Już umyłem, panie profesorze.
Wpuściłem do środka, bo mi rycało na podwórku jak wół do karety. A na górę
nie dałem iść. Bardzo dobrze, jeszcze by tego brakowało. Co jest?
Zostawił mnie.
Wykorzystał i zostawił.
Kto?
Taksówkarz. Oddał mu wszystko, a on mnie zostawił.
To już nie moja wina. Wysłałem cię z Piotrem.
Tak, ale kazał mu patrzeć dźwięk do taksówki.
Słuchaj się śpieszy, gdzie cię zawieść?
Nie wiem.
Musi mi pan pomóc.
Musi mu pan jakoś wytłumaczyć. A może cię zawieść na postój, co? Ja nie wiem.
A jeszcze odmyśl, jak ja mam mu wytłumaczyć? Co ja mam mu wytłumaczyć?
Przeceniasz moją siłę perswazji. To tobie trzeba wytłumaczyć.
Co ty jesteś taki wściekły?
Ciągłe kłopoty z erekcją? Co ty mówisz o korekcjach?
Nadal jesteś impotentem? Ja nigdy nie byłem impotentem.
Miałem okres niechęci do kobiet, przyznaję, spowodowanych pewnym
przesytem, ale to było chwilowe. O żadnej impotencji nie mogło być mowy.
Uważaj tą swoją terminologią.
To jest twoja nowa pacjentka. Możesz ją przyjąć?
Tak, ale dopiero za godzinę. To jest niemożliwe. Za pięć minut muszę być na
korcie, za który już zapłaciłem. To dobra dziewczyna. Ja niestety nie mogę
jej pomóc. To jest przypadek z twojej specjalności.
Tylko nie zdzieraj z niej.
Nie mogę, stary, nie mogę.
No co jest, kochany, co jest?
Graj. Ja dzisiaj jestem w formie. Nie mogę grać. Nerwy. Musisz mi pomóc.
Co to znaczy, że nie możesz grać? To ja przyjeżdżam, odwołuję ważne spotkanie,
płacę za korb, a ty mówisz, że nie możesz grać? A to dupy z takim
partnerem. Stary, przepraszam cię, ale jestem roztrzęsiony. Kłębek nerwów.
Musisz mi pomóc. A dlaczego ja mam wszystkim pomagać? Ja sam potrzebuję
pomocy. Ale jesteś fachowcem.
Rozumiesz? Rzuciła mnie.
Kto znowu? Żona.
Zabrała dzieci i pojechała do matki. Boże, jakież to banalne.
O nie, kochany. To już ja ci nic nie poradzę. Sam musisz sobie pomóc.
Słuchaj, zaprojektowałem ty kominek.
Musisz z nią porozmawiać.
A ty, zwariowałeś? Mam jechać do matki?
Nie z Dorotą, z Teresą. Powiedz jej, że rozstałem się z żoną i że nareszcie
jestem wolny. Sami to powiedz.
Nie mogę.
Bóg widzi. Nie mogę.
Byłem u niej za trzastem Amidżi przed nosem.
No widzisz, długo nie mogłeś się zdecydować i teraz zostałeś na lodzie.
Byłeś u wróżki?
Byłem. Powiedziała mi, że się ożenię z Murzynką.
Nie masz się co przejmować. Żadna z nich nie jest Murzynką.
Słuchaj, musisz do niej iść. Albo nie.
Najlepiej pójdziemy razem. Ona ma do ciebie zaufanie.
Zawsze mówiła, że nie jesteś taki durny, na jakiego wyglądasz. Co to znaczy, na
jakiego wyglądam? Nie w tej muzyce, ono... O wszystkich źle mówi, a jeszcze
o tobie stosunkowo najlepszy. Człowieku, jeśli teraz wrócisz do Teresy, to nie
masz odwrotu.
Padniesz w łapkę, tego chcesz?
Wiesz, jakby ci to powiedzieć, ono mnie fascynuje, bracie.
Osobowością, sposobem widzenia świata, dobrym smakiem artystycznym.
Co ty nazywasz dobrym smakiem artystycznym? To orientalny fiuk, ździu?
Przecież to cholerny kicz.
Nie, nie, nie, nie, kochany.
U niej to jest naturalne. To nie jest żaden kicz.
A skąd ty wiesz o tym orientalnym?
No jak to? Przecież przy tobie mówiła.
No przy tobie mówiła, że jest zakochana Persji.
No? Przy mnie?
No widzisz? No widzisz, tak byłeś zajęty flirtowaniem z Anną, że nawet nie
zauważyłeś Teresy. A teraz się dziwi, że ona cię nie chce przyjąć.
No tak. No racja.
Dobra, wracamy na kort.
Dołożę ci w trzech fetach, a potem się zobaczy.
Krzyś to oszalała.
Zaraz zapali się światło. Ktoś może zobaczyć. No i co? I tak wszyscy
plotkują.
Plotkują. Właśnie potrzebny jest jeszcze jakieś głupie plotki.
Nie, nie, to jest niemożliwe.
Ja jeszcze muszę coś załatwić. O tej porze? Tak, Zabiełło prosił mnie, żebym
porozmawiał z Teresą w jego imieniu. On ma nadzieję, że ona jeszcze do niego
wróci. Chcesz z Teresą porozmawiać?
A co w tym dziwnego? Mogę sobie wybrać, jakie środki perswazji zastosujesz. O
Boże, jaki ty jesteś zakłamany.
Proszę? Ja zakłamany?
Ja, który walczę z zakłamaniem? No nie, to przechodzi ludzkie pojęcie.
Zostaję obrzucony takim epitetem. Czy ty czasem w ogóle wiesz, co ty mówisz?
Powinnaś się dobrze nad sobą zastanowić. Najlepiej teraz.
Pojedziesz do domu, posiedzisz, pomyślisz. A jutro pogadamy.
I nie pszatkaj tak drzwiami, dobrze?
Aniu! Czekałem.
Mama mówiła, że... że to nieprawda, że ty chyba się konit.
Naprawdę nie rozumiem, co się stało.
Chyba jestem zmęczony.
Dziś pierwszy raz w życiu coś takiego mi się zdarzyło.
Może jestem chory?
Inna sprawa, że trochę nieswojo się czuję.
W końcu to mój najlepszy przyjaciel.
Zabieło prosił mnie o przysługę, a ja nieźle mu się przysługuję.
Nie dałem mu nawet żadnej szansy. Nie pochlepiaj sobie.
Roman i tak już nie ma u mnie żadnej szansy. I to wcale nie z twojego powodu.
Możesz spokojnie leżeć.
Leżę, właśnie spokojnie leżę, właśnie leżę. O niczym innym nie marzę, tylko
żeby leżeć spokojnie.
Naprawdę potrzebowałaś aż tyle czasu? Przecież w miesiące moglibyśmy być
małżeństwem.
Wy jesteście jak dzieci, nieważne czy duży, czy mały.
Zupełnie nie zdajecie sobie sprawy, co to znaczy wziąć odpowiedzialność za
drugiego człowieka. Ja nie zdaję sobie sprawy, przecież... przecież ja cię
kocham.
A ty?
Co ja?
To już nie wystarczy twoja miłość?
Jestem przy tobie, prawda?
Czy to mało?
Nie, nie mogę, nie mogę.
Ta pretensjonalna otoczka rozprasza mnie.
Nie przejmuj się.
Ja rzadko chodzę do łódka dwa razy z tym samym mężczyzną.
Nawet jeśli jest mężczyzną.
Ach tak, więc ja nie jestem mężczyzną, tak?
Ja nie jestem mężczyzną. Może gdybyś mi zagrała na flecie melodię z Akina czy
Bęży, wtedy poczułbym się mężczyzną, tak? W końcu to ja znam się na
mechanizmach seksualnych zespołów zachowań. Może ciebie to stymuluje, a
może ty masz jakieś fetyszystyczne zboczenia.
Posłuchaj, ekspercie.
Powinieneś sam siebie poprosić o poradę.
Drogi panie Pasikonik, jestem impotentem. Co robić?
Podpisane.
Pasikonik.
Wiesz, co ja sobie napisał? Wiesz, co ja sobie napisał? Drogi panie Pasikonik,
niech pan zmieni partnerkę. Widocznie pan jej nie kocha.
Zna pan taką piosenkę? Nie ma namiętności bez miłości.
To co pan tu jeszcze robi?
Ma pan w domu świetną dziewczynę, a traci pan czas.
W haremie.
... ... ...
Na rodzinie zginie, nawet jeśli mnie zabraknie.
Nie płacz, głupia.
Ale kiedy ja płaczę ze szczęścia, ja nie mogę się od wczoraj uspokoić. Ja cały
czas się szepię.
Czy to nie jest sens?
Tak bardzo chciałeś, żeby mi ktoś dokopał?
Nawet w tym stanie wydaje ci się, że tylko ty budzisz w kobietach prawdziwe
emocje. Oburza mnie to.
Właściwie powinienem być ci wdzięczny.
Wdzięczna ja na to.
Za tych kilku pacjentów?
Oświadczyłem się, Elidzie, i dostałem przyjęcie.
Co?
O nie!
A gdzie moje 10%?
Dzień dobry.
Pomyliłeś pokoje. Zapięło leży piętro niżej.
A nie, nie. To dla pana.
Pan... Panie... Panie wspaniały, pan...
Pan jest najmądrzejszy. Pan wie wszystko o kobietach.
Zapisz to. Ja nie wiem, o czym on mówi, ale ma rację.
A gdzie Anna?
Przeprasza, że nie mogła przyjść, ale ma urwanie głowy.
Wie pan... Jutro ślub.
Jaki ślub?
Naprawdę pan ją przekonał.
Pańska kuracja jest... wspaniała.
Chcieliśmy pana poprosić na świadka, ale w tym stanie trudno wymagać.
Jeszcze raz dziękujemy.
Dziękuję.
Dziękuję jeszcze raz za wszystko.
Dziękuję.
Dokąd? Nie będę gnij w łóżku, kiedy inni są szczęśliwi i się kochają.
Dokąd to?
Odchodzę. Nie możesz teraz odejść.
Zdecydowałam się.
Takich decyzji nie można podejmować pochopnie. Nie możesz mnie zostawić
samego. Znajdziesz sobie nową gosposię do ogłoszenia.
A ja nie chcę nowej gosposi.
Ale on mnie kocha.
Kocha, to poczeka.
Miłość, jeśli jest prawdziwa, wytrzyma każdą próbę.
Jutro ślub.
Nie możesz wyjść za mąż.
To była wojna rozsądna.
Po pierwsze, on jest za młody, a po drugie, dlatego, że ty go nie kochasz.
Wasze małżeństwo nie miałoby żadnych szans.
Jeśli chcesz wiedzieć, według teorii Gauss i Leitnera... Teoria Gauss i
Leitnera odnosi się do ludów prymitywnych.
No tak.
Więc co chcesz, żebym powiedział?
Było nam dobrze razem, prawda?
Tak, ale to nie jest prawdziwe życie.
Nie zostawiaj mnie samego.
Nie jest pan sam. Wywalczył pan sobie Teresę.
Z czyśćby wariowała.
Przecież tam to już nie istnieje.
Boże, pan ciągle coś mu się udawać.
No więc dobrze.
Kocham cię.
Tego chciałeś, to chciałeś usłyszeć?
Może i chciałam.
Jeszcze tydzień temu.
Niech pan przyjdzie na ślub.
Zosiu, zamów w kwiaciarni duży kosz róż.
Pięćset.
Pięćset?
Pan wie, po ile są róże?
Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
I niech się ręka boska broni, żebyś mi pokazała rachunek.
Zamartwiłbym się podwójnie.
Wysłać czy sam pan zawiezie?
Wysłać, wysłać.
Noga moja tam nie powstanie. Ferry to by mi pękło.
Ja myślę.
Tyle róż.
Takie majątek.
Dobrze, że dr Rut przysłała ten czek.
Co mi tam czek?
A co słychać w klinice?
W porządku.
Pani Kosidowska szpytowała. I to dwa razy.
Profesor Hochzeit zostawił metronom.
Ambasada upominała się już przedwczoraj, ale pan Piotruś wziął do domu.
I po co te kwiaty? I tak zwiędną.
Nie lep jakiś konkretny prezent?
Piżamkę, koszulkę nocną, bieliznę pościelową.
Też wymyśliła.
Koszulkę pościelową.
Pięćset róż.
No więc dobrze, panowie, słucham.
Panie doktorze, bo my jesteśmy bliźniaki dwujajowe.
Aha. I ja mam oba.
Anno, czy chcesz dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek
małżeński z Tymotą Piotrem? Czy chcesz wytrwać w tym związku
zdrowiu, chorobie, dobrej, złej doli, aż do końca życia?
Nie! Nie!
dziś na kolację?
Miałem dziś mówić o nowych metodach leczenia zaburzeń seksualnych, ale ja o
tym mówić nie mogę.
Nie podwale mnie to moja uczciwość zawodowa.
Ostatnie badania, jakie przeprowadziłem osobiście, doprowadziły mnie do
diametralnej zmiany poglądów na terapię seksualną.
Jedynym, niezawodnym.
Lekarstwem wszelkich zaburzeń jest miłość.
Nie przeszkadzaj, no!
Rozumiecie? Miłość.
Kochający i wyrozumiały partner, a nie fizyczne ćwiczenia zwane życiem
seksualnym człowieka. Ty mnie kochasz!
Nie kocham cię!
Nie kochasz mnie!
Spadaj! Kochajcie się.
A dopiero potem... zacznijcie się kochać.
Słyszałem, że nie ma miłości bez miłości!
Ale dlaczego ty go właściwie nie słuchasz? Skąd wiesz, co to jest za
facet? To jest bardzo mądry facet!
Rozumiesz?
Zaraz, zaraz.
Chwileczkę. Chwileczkę, nie tak impulsywnie.
Uspokój się!
Proszę pani, proszę pani!
Tak, do pani mówię.
Do mnie?
Tak.
Przecież ja nie twierdzę, że zawsze mam rację.
W kieszeniach spodni
noszę jazz.
Co krok potykam się o rytm.
Więc jeśli ci pozwala czas, niech nas
zastanie razem świt.
Saksofon, trąbka, bęben, bas.
Kapeli serca mego składz.
Nad głową niebo pełne gwiazd.
Jazzu moralny we mnie łaz.
Nie szukaj prawdy, gdzie jej brak To nie ta knajpa,
nie ten bar To tylko trąbka z wodzita
Pijany blues dla pięciu par
I wszystkie
saksofony świata
I ten, co dla nas żewniołka.
I gość, co pije długie lata.
Bo coś mu każe pić do dna, do dna, do dna.
Patrzę z tobą jak do noc.
I chociaż dżest przeszkadza iść.
Po każdej nocy będzie świt.
Więc czemu serce łamie rytm?
Czy miłość z tego wyjdzie nam?
Czy serca zgodnie będą bić?
Pomyślę o tym, gdy już sam.
Ze swoim jazzem będę już.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.