All language subtitles for The Mongoose (2026) [1080p] [WEBRip] pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam Download
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian Download
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

OSTATNI WSCHÓD SŁOŃCA

Moje ciało stało się moim wrogiem.

A jednak wciąż jestem częścią tej Ziemi.

Ocean pozostaje niewzruszony na chorobę, życie czy śmierć.

Nie obchodzą go nasze zmagania, ból

ani to, że oddałabym wszystko

za jeszcze jedno takie lato.

Ostatni wschód słońca…

z nim.

TRZY MIESIĄCE WCZEŚNIEJ HOUSTON, TEKSAS

Ry.

Ry!

Odsuń się! Zajmę się nią.

Oddychaj, Ry. Musisz oddychać, złotko.

Oriah, na tym etapie stanowczo zalecałbym operację.

Istnieje szansa na usunięcie guzów,

co powstrzyma ataki.

Ale równie dobrze mogę stracić pamięć.

Zapomnę ludzi i miejsca. Przestanę chodzić, tańczyć, żyć.

Stanę się inną osobą.

To kwestia twojego życia.

Właśnie, mamo. Mojego.

Możemy zwiększyć dawkę leków,

ale przez to nasilą się skutki uboczne.

Musisz je przyjmować regularnie, inaczej nie podziałają.

Dasz radę?

Ry.

Wiem, że źle się po nich czujesz.

Poprawka – nic po nich nie czuję.

Lena, zarezerwuj kierowcę.

- Ma ją wozić, gdzie zechce. - Okej.

Dwie ulice od hotelu jest apteka.

Wykupisz tam jej leki.

Poza tym pamiętamy o ważnych rzeczach przy epilepsji.

Dobry sen, unikanie stroboskopów, zero stresu i alkoholu.

Zapowiada się szalone lato z zakonnicami.

Przez pierwsze cztery dni masz spotkania z kierownikiem lokacji i prawnikami.

- Próbowałam zwolnić ci grafik, ale… - Miałyśmy spędzać czas razem.

Obiecałaś pokazać mi rodzinne strony.

Skarbie, spędzimy wspólnie mnóstwo czasu.

Mamy aż sześć tygodni.

Będzie super. To Majorka.

Jeśli tylko dotrzymasz obietnicy.

NA PODSTAWIE POWIEŚCI ANNY TODD

Dziękuję.

Zerknijmy na ten grafik.

- Hola. - Witamy.

- Czekaliśmy na panią, pani Pera. - Wystarczy Isolde.

Witamy.

Dziękuję. To moja córka, Oriah. Skarbie?

- Cześć. - Ma jet lag.

- Cześć. - Spotkamy się na miejscu.

Mam szybką telekonferencję.

Nasz zespół konsjerżów już na państwa czeka.

Witamy w naszym hotelu.

- Witam. - Jak lot?

- Ujdzie. - Rozumiem.

Sorki, ale masz coś na…

Widziałam na TikToku. Zajęło mi 20 minut.

Tak szczerze, warto poświęcić czas jeszcze na drugie oko?

Czas pracy? Zawsze warto.

Lubię cię. Chodźmy.

Pokażę ci pokój. Tędy.

- Jestem Amara. - A ja Ry.

Dobrze. Oto nasz hol.

Zawsze mnie tu znajdziesz.

Co cię sprowadza do hiszpańskiego raju?

Mama domyka zakup nieruchomości.

Jej firma chce wybudować nowy hotel.

Kolejny hotel. Super. Tubylcy będą zachwyceni.

- Byłaś tu już kiedyś? - Nie. Pierwszy raz.

Nie wychylam nosa poza Teksas.

O rety, Teksanka. Pełna egzotyka.

Powiedz, Ry, jak lubisz spędzać wolny czas?

Lubię wylegiwać się na plaży albo przy basenie.

To podstawa, ale mamy tu dużo więcej możliwości.

- Lubisz jaskinie? - Jaskinie?

Jesteś singielką?

- Tak. - Tubylcy to same hotówy.

Obłędny miks Kartagińczyków z Rzymianami

oraz Katalończykami z Francji i z Hiszpanii.

Do wyboru, do koloru. Szwedzki stół szybkich numerków.

I nie zdziw się na widok kóz na drzewach.

- Kóz na drzewach? - Tak właśnie.

Czyli ogólnie czeka cię niezapomniane lato.

Pokój mamy jest po drugiej stronie,

a ten jest twój.

Jej firma stworzyła niezwykłe miejsce.

O tak.

Wybacz.

WEŹ LEKARSTWA

Rozgość się.

W razie czego dzwoń na recepcję.

Auf Wiedersehen. Pa.

Dzięki, Amara.

Jakie masz plany na jutro?

Same spotkania i planowanie imprezy.

Jakiej?

Zbiórki.

Poza uzyskaniem zgody na budowę hotelu w dowód dobrej wiary

stawiamy centrum sztuki dla dzieci z Majorki.

Milutko.

Wszystko gra?

Od zespołu. Chcą się upewnić, czy wrócę na jesień.

Wrócisz, prawda?

Przez lato odpoczniesz,

a potem zakasujesz rękawy.

Jasne.

Wieczorem świętujemy zakończenie sezonu.

Szkoda, że bez ciebie.

Jak się trzymasz? Nowy lek coś pomaga?

Muszę się do niego przyzwyczaić.

Bardzo się o ciebie martwimy.

Proszę, nie róbcie tego.

Czuję się dobrze.

Mama zaplanowała cały dzień.

- Pokaże mi swoje rodzinne strony. - Jest nieoceniona.

Cofam tamto. Szkoda, że to nas nie ma z tobą.

Daj znać, jak dorwiesz Hiszpana.

- Dobrze? - Okej.

- Na pewno. - Kochamy cię. Dzwoń.

Kochamy cię, Ry!

Też was kocham. Pa.

WEŹ LEKARSTWA

Będzie około 150 gości.

Ładna.

Wolisz kolor skorupki jajka czy owsianki?

Nazwy tych kolorów wymyślał jakiś głodomór?

Możliwe.

Może idź się rozerwać i wróć do nas później?

- Planowałam wbić na plażę. - Doskonale.

Wezwij kierowcę.

I weź dodatkowe leki.

I wodę. I nasmaruj się kremem.

- I, Ry… - Uważaj na siebie?

Baw się dobrze.

Kokosowy wygrywa.

Widzisz? Tylko udaje, że jej nie zależy.

- Cześć. - Cześć.

Miałaś czas rano?

- Co? - Twoje oczy.

- Świetny eyeliner. - Dzięki.

Gdzie się wybierasz?

Przyszłam zapytać, czy polecisz mi jakąś dobrą plażę.

Znam idealną miejscówkę.

Ukryta perełka.

- Dzięki. - Miłego.

Idealnie.

KOCHAM MAJORKĘ

Coś nie tak?

Nie.

- Nie wypada się gapić. - Ja nie…

Nie gapiłam się, tylko…

Patrzyłam za ciebie.

Jest na co popatrzeć.

- Pójdę już sobie. - I dobrze.

- Co, proszę? - Mówię, że dobrze zrobisz.

- Masz jakiś problem? - Tak, mam.

To plaża dla tubylców.

Nie lubimy, gdy turyści gapią się na nas.

Wybacz. Myślałam, że to zwykła plaża.

Chciałam popływać.

Myślę, że w basenie hotelu Mares & Mar będzie ci wygodniej.

Skąd…

Co jest? Rozpraszam cię?

Nie.

Pójdę już.

Witam. Hola. Ma pani…

Rozumiem.

Hola. Proszę wybaczyć.

Zna pan angielski?

Mam szeroki wybór obrazów.

Potrzebuję… Ma pan ładowarkę?

Może w prawo? Albo pod górkę?

Potrzebuję…

Przepraszam.

Przepraszam. Miłego dnia. Gracias.

- Boże. - Cabrón.

Przepraszam.

Naprawdę.

Słuchaj, señorita.

Patrzeć możesz, ale dotykać już nie.

Dzwonić po policję?

Daruj sobie. Wracam do domu.

Wybacz, ale powinnam iść.

Nie tędy.

Tędy też nie.

Zgubiłaś się, Miss America?

W życiu.

Podziwiam sobie te kręte uliczki.

Możesz ściemniać

albo przyznać się i poprosić o pomoc.

Poradzę sobie.

Serio. Dzięki.

A ty co? Stalkujesz mnie?

Ano. Tak strasznie mnie obczajałaś na tamtej plaży,

że musiałem ruszyć za tobą.

- Zawsze jesteś takim creepem? - Ja?

Martwiłem się o ciebie,

ale jestem bardzo zajęty,

więc moja oferta pomocy wygaśnie za dziesięć sekund.

Dobra.

W porządku.

Trasa do hotelu Mares & Mar.

Trzymaj.

Upewnisz się, że nie chcę cię zamordować.

- Tędy. - Czyli dobrze szłam.

Przystojniacy mordują kobiety.

Ale zwykle są też uroczy, więc ty do nich nie należysz.

Czyli jestem przystojny?

Poza tym nie gapiłam się na ciebie.

Obserwowałam.

- Ludzi. - No tak.

Nowy gatunek nagich mężczyzn

pojawił się na piaszczystych plażach Majorki.

- W Teksasie nie ma plaż nudystów. - Serio?

To liczę, że dowiedziałaś się czegoś nowego o ludzkiej anatomii.

Chcesz?

- Nie, dzięki. - Widzę, jak ci ślinka cieknie.

Nie bądź uparta.

Nie jestem.

Spróbuj.

Nazywamy to ensaïmada.

Jest trochę jak croissant.

- Ale lepsze. - Znacznie.

Faktycznie byłam głodna. Dzięki.

Jak chcesz, to możemy skoczyć coś zjeść.

Prosisz mnie na randkę?

Nie.

Najesz się w hotelu.

Liczę, że podoba ci się trawa wokół hotelu.

Nawet z trawą masz jakiś problem?

Owszem.

Ta trawa jest tak zieleniutka dzięki środkom,

które zatruwają nasze ryby w wodach.

Ale skoro turyści są zadowoleni,

to problemu nie ma.

Jakby to turyści byli całym złem tej wyspy.

A kto niby kupuje koszulki „Kocham Majorkę” i breloczki?

Dobrze, że znasz potrzeby naszych obywateli.

Kiedy przyjechałaś?

Wczoraj. Ale moja mama stąd pochodzi.

Naprawdę?

Wybacz, że wątpiłem w twoją wiedzę.

Dobranoc, panienko.

Pa.

Hej.

Szybko zmieniłeś zdanie.

Nie wytrzymałeś nawet kilku minut?

Nie, chcę tylko odzyskać telefon.

No tak. Masz.

Przynajmniej poznajesz język.

Gdzie byłaś? Wszystko gra?

Tak. Wybacz, poszłam na plażę i padł mi telefon.

Jak to padł?

Ma być naładowany.

Przegapiłaś leki?

Wzięłam ze sobą dodatkowe. Wszystko gra.

Dobrze, wybacz.

Martwię się.

Świetnie wyglądasz. Promieniejesz.

Widzę błysk w twoich oczach.

Mów. Co robiłaś?

Chillowałam.

„Chillowałam”? Tylko tyle? Nic więcej?

Chillowałam, mamo.

Jestem padnięta przez leki. Idę spać.

Ta dawka mnie dobija.

W porządku. Pogadamy rano.

Ale słuchaj…

Cieszę się, że tu jesteś.

Że jeszcze tu jestem?

Bez takich. Nigdy z tego nie żartuj.

Dobrze, wybacz.

Do jutra. Kocham cię. Odpocznij.

- Ja ciebie też. Dobranoc. - Dobranoc.

Jak było na plaży?

Zapomniałaś mnie ostrzec.

- Przed czym? Sekundka. - Byli tam nago.

Przecież o to w tym chodzi. Podobało ci się?

- Plaża i morze były piękne. - A co ze zwierzyną?

Nie wiem.

- Był tam taki jeden. Julián. - O tak.

Ogromny kutas z niego.

- Sorki, miał ogromnego… - Nie o to chodzi. Tak. On…

Nie wiem, bo nie patrzyłam.

- Jasne. - Był chamski.

- Co zrobił? - No wiesz…

Odprowadził mnie do hotelu, bo padł mi telefon.

Kupił mi żarcie.

Fakt, totalny łajdak.

- Uwierz mi na słowo. - Żartuję.

Znam Juliána i wiem, że czasami bywa humorzasty,

a teraz akurat ma sporo na głowie.

- To ty go znasz? - To mała wysepka, bejbe.

Ale widzę po twojej minie, że powinnaś dać mu drugą szansę.

Idzie dziś ze mną i ekipą do klubu.

- Dołącz. - Do klubu?

Tak. Takie duże, głośne i gra tam muzyka.

I będą ubrani ludzie. W większości.

- Mogę to jeszcze przemyśleć? - No problemo. Daj znać.

Będzie fajnie. Ale kowbojów nie mogę ci obiecać.

Zapraszam.

- Dzień dobry. - Witamy w naszym hotelu.

Ta praca nie ma końca.

Ale zabawa.

Dziś ogarniam zezwolenia.

Dobra, mów.

Jak ci się tu podoba?

Jest pięknie.

Wyobrażam sobie,

jak za dzieciaka biegałaś po tej wyspie.

Dorastanie tu było wspaniałe.

Czemu wyjechałaś?

Gdy mama odeszła, nie czułam się tu już jak w domu.

No wiesz…

Miałam zbyt wielkie marzenia na wysepkę.

Dla mnie tu był jej dom i chciałam znaleźć sobie własny.

Ile ci to zajęło?

Jakieś pięć lat i dziewięć miesięcy.

Czyli gdy doczekałaś się pociechy?

Nie, kiedy urodziłam ciebie.

- Jestem taka zabawna. - Racja, mamo.

POLUBIONE PRZEZ JULIANGAARCIA

WEŹ LEKARSTWA

ALARMY 8.00 – 13.00 – 18.00 – 22.00

AMARA Idę z wami.

Ale nie mam się w co ubrać.

Hurra!

Pędzę z Sofią do twojego pokoju.

Hit czy kit?

Z tyłu jest sexy.

- Ry. - Nie.

Nie.

Może mogę ją przewiązać.

- Nie to miałam… - Spoko.

- Co powiesz na… - To…

- Ta jest całkiem ładna. - W życiu.

A ta… Wyzywająca.

Nie. Nie podoba mi się.

Tak, Ry!

Boże święty!

I o to chodziło!

Dobra!

Tak jest, bejbe! Dawaj.

Zostaję.

Leki mnie dobiły.

Chciałam zamówić trzy.

- O rany! - Tak jest!

- Poćwicz hiszpański. - Walimy szoty!

Zdrówko.

- Boże! - Julián!

Wypij szota! Ry zamówiła za dużo.

Hej, dziewczyny.

Hej, krezusko.

Kocham ten kawałek.

- Kto tańczy? - Ja!

Ry?

- Chodź, chica. - Pokaż, co potrafisz, Miss America.

Dawaj, bejbe.

Pójdę z wami.

Olej go!

Przestań!

Zabieraj łapska!

Hej.

Już dobrze.

Jesteś cała?

- Tak. - Tak?

Tak, po prostu…

nie mogę pić tequili.

- Może coś ci dosypali. - Nie, nic mi nie jest.

To dobrze, bo zwijamy się.

- Co? - Załóż to.

- Uciekamy przed kimś? - Wyjaśnię.

- Nigdy nie jechałam motorem. - Serio?

Będziesz zachwycona.

Wszystko gra?

Tak.

Zabiorę cię gdzieś.

Jesteś rybakiem?

To rodzinny biznes.

Wychowałem się na wodzie. Mam to we krwi.

Kiedyś przejmę po ojcu interes.

Oby.

Czemu „oby”?

Tutejsze rybołówstwo podupada przez turystów,

a wielkie firmy wyniszczają wyspę.

Ale z drugiej strony to dzięki nim ten kraj jeszcze zipie.

Już wiesz, dlaczego nigdy nie kupię tej koszulki „Serce Majorkę”.

Więcej ludzi to większy postęp.

Wyniszczanie rodzinnych biznesów trudno nazwać progresem.

Dość o mnie.

Co na ciebie czeka w Teksasie?

Jestem tancerką.

Na rurze?

- Tańczę w zespole. - Rozumiem.

Ale…

nie wiem, czy do tego wrócę.

Czuję, jakby moje życie tam odbywało się w jakimś zapętleniu.

Tylko taniec nadaje mu sensu

i daje wolność.

- To czemu nie wrócisz? - Los zadecyduje.

Wybacz, masz większe problemy.

Wcale nie. Krezuski też mogą się smucić.

- Dajmy to na koszulkę. - Jak najbardziej.

Co ty odwalasz?

Wskakuj. Nauczę cię pływać.

Umiem pływać.

Widzisz? Jestem świetna.

Chciałem, żebyś tym razem to ty się rozebrała.

Dobra, rozejm. Rozejm.

- Dobra. - Pokój.

Pokój.

Jest ekstra.

Postanowiłam próbować nowych rzeczy.

Jakby to miało być moje ostatnie lato.

I tak trzeba żyć.

Co masz na liście?

Zaśnięcie bez mycia zębów?

Nigdy.

Brak warzyw do obiadku?

Może.

Dorwać przystojnego tubylca?

Nie pochlebiaj sobie.

AMARA NIEODEBRANE POŁĄCZENIE

AMARA Jest OK. Jestem z Julianem.

- Wszystko gra? - Tak.

Jesteś piękna.

A ty nie tak humorzasty.

Co?

Amara wspominała.

Chodź. Powinienem cię odwieźć.

Tak.

Wybacz.

Zepsułam ci humor.

To przez stres.

I pracę. Mam teraz sporo na głowie.

Wiem.

Mogę dać ci numer?

Oczywiście.

Cena za podwózkę.

Wymiana. Trzymaj.

Masz.

Zadzwonię.

Dobrze.

Dobranoc, Oriah.

Dobranoc.

Nie dałeś jej całusa.

Nie mam jeszcze dla ciebie kasy, okej?

Ale będę miał.

Dostaniesz ją.

Pewnie, że dostanę,

bo jak nie,

to wezmę ją od dziewuchy.

Jest dziana, skoro nocuje w takim hotelu.

Finalizuję umowę z właścicielem ziemi,

ale hotel na pewno powstanie.

Teraz pomówmy o tobie. Wzięłaś tabletki rano?

Ciągle przyzwyczajam się do tych nowych leków.

Wiem, współczuję.

Wyszłam na miasto z tą Amarą z recepcji.

- Rozumiem. - I z jej znajomymi.

Obyś tylko nie zabujała się w jakimś Hiszpanie.

Już to zrobiłaś?

Okej, nawet nie pytam.

Ale może uda ci się odstawić go na parę dni.

Jesteś mi potrzebna.

Niech twoi ludzie pogadają z moimi i coś ogarniemy.

Tak zrobię.

Cały czas.

Pyszny ten karczoch.

Martwię się…

Ten mi się podoba.

Niesamowite!

Boże. Teraz my.

Dawaj, mamo!

Dzięki Bogu. Jesteś.

Wybierzesz się ze mną na randkę z Tindera?

Nie. Tylko bym przeszkadzała.

Ocalisz mnie, jeśli okaże się seryjną morderczynią.

Albo będziesz trzecią na doczepkę i utworzymy trójkąt.

Ale jak przejdziemy do konkretów, to nie podzielę się nią.

Przebierz się. Opowiesz mi o Juliánie.

Leć.

- Co to za laska? - Prisha.

Studentka medycyny. Przyleciała z Londynu.

- Jak długo tu będzie? - Chyba trzy tygodnie.

Krótko. A jeśli coś do niej poczujesz?

Nawet jak coś nie trwa wiecznie,

to i tak warto tego doświadczyć.

A poza tym to jest wyspa turystyczna.

Ludzie są tu przejazdem.

Też nie będziesz tu wiecznie, a i tak lizałaś się z J.

Wiedziałam! Namiętne całowanie z łajdakiem.

Tylko jeden całus.

I do tej pory milczy.

Aż tak źle całujesz?

Nie.

Ale żeby jeden całus i tyle?

Bez języka?

Za dużo języka?

Boże!

Widziałaś go nago, więc wiesz, na co się piszesz.

Okej.

Jest tam.

- Mam obserwować z oddali? - Nie, może być groźna.

Po prostu…

- Prisha? - Amara.

- Hej. - Cześć.

To Ry, moja kumpela z Teksasu.

- Miło mi poznać. - Ciebie też.

Sorki, ale wzięłam ją, bo nie ma żadnych znajomych.

- Chciałam cię porwać, ale… - Widzisz?

- No cóż. - Rozumie to. Drinka?

Chętnie.

- Też chcesz, Ry? - Tak, dzięki.

- Na co macie ochotę? - Na margaritę.

- Jestem gorąca. - Super.

Hej, możemy prosić trzy margarity?

Oczywiście.

Kocham tę nutę!

Jesteście piękne.

- Uwiecznijmy to. - Okej!

Selfie.

- Boże. - Wszystko gra?

- Ślicznie. - Tak.

- Serio? - Tak.

- Ale jesteście sexy. - Boże. Nie. To ty jesteś.

Czyli jesteś wrażliwa na migające światła?

Tak.

Można tak powiedzieć. Mam epilepsję.

Rozumiem.

- Taką do opanowania? - Nie.

Nie, to poważna sprawa. Chcą mnie operować,

ale istnieje duże ryzyko, że stracę pamięć,

a leki mnie całkowicie otępiają.

Dlatego ich nie biorę.

Wiem, że z tą chorobą zmaga się wiele osób.

Nie wiem, czemu ci to mówię.

Wiesz jako pierwsza.

Przed obcym łatwiej się wygadać.

Dziękuję.

Patrz, kto dał serduszko naszej focie.

- Komuś spodobał się widok. - Ten ktoś mnie zghostował.

- Zghostował cię? - No.

- No co? - Ry, proszę.

Nie chce przyznać, że się w nim zakochała.

Dobra, skoczę do łazienki.

Ale kaloryfer.

Jest świetna.

Zapraszam na moją łódź.

Dziękuję.

- Zrób to. - Jutro.

Frajer to typ, co myśli, że jest gość

A każdy ma go już serdecznie dość

Ciągle nawija o swoich pragnieniach A spłukanej dupy nie ruszy z siedzenia

Nie, nie chcę twojego numeru

Nie, nie dam ci też mojego

Nie, nie chcę się z tobą widzieć

Nie, nie chcę zajmować ci czasu

Nie, nie chcę frajera

Frajer to gość Który nie zazna mojej miłości

Dajesz, bejbe!

Z bryki kumpla Łeb nagle wystawia

I się do mnie przystawia

- Szybko. Wbijaj na drugi wers. - Amara!

Z wyglądu zwykły obdartus Ten gołodupiec nie ma do mnie podjazdu

Nie, nie chcę twojego numeru

Nie, nie dam ci też mojego

Nie, nie chcę się z tobą widzieć

Nie, nie chcę zajmować ci czasu

Ry. Ry, zaczekaj.

Wybacz, że nie dzwoniłem.

Czekaj, co…

Wszystko gra?

Co się stało?

Carlos.

Kto to?

Lichwiarz.

Wisisz mu kasę.

Tak.

- Mogę… - Nie obrażaj mnie, oferując pomoc.

Nie dzwoniłem, bo nie chciałem cię narażać.

Dopóki nie oddam Carlosowi, to…

Musisz zachować ostrożność, dobrze?

Nie martw się.

Tak łatwo nie pękam.

Lubię cię, Oriah.

Długo tu nie zabawię.

To nie marnujmy czasu.

Ale piękna.

Fakt.

Bardzo.

Straszne tłumy.

Mówimy na nich guiris.

- Czyli? - Turyści.

- Czyli tłumy guiris. - Tak.

Też zaliczam się do guiris?

Tak. Jesteś guiri.

- Wszystko gra? - Tak. Co ty robisz?

O Boże.

To dopiero wejście.

Popłyniemy tam?

Niewiarygodne.

Czemu musiałeś pożyczyć kasę?

Nie miałem wyjścia.

Inaczej tata podpisałby umowę z deweloperem.

Z deweloperem?

- Co będą z tego mieli? - Chcą naszych doków.

Bardzo naciskają na ojca.

A nam kończą się opcje.

Spora odpowiedzialność.

Ciężar stuletniego biznesu spoczywa

na ramionach ojca.

I moich.

Uważaj.

- Tu mieszkasz? - Tak.

I to od bardzo dawna.

Już ciężko mi nawet zasnąć, gdy nie buja mnie morze.

A co z twoją mamą?

Zmarła, gdy miałem osiem lat.

Przykro mi.

Idzie mój staruszek.

Chodź.

Poznaj Oriah.

Witaj, Oriah.

Syn dużo o tobie opowiadał.

- Po angielsku, tato. - Wybacz.

- Jestem Mateo. - Ry. Miło mi poznać.

Znamy się? Przypominasz mi kogoś.

Nie sądzę. Jestem tu pierwszy raz.

Nie świruj. Mieliśmy już wypływać.

- Okej. Bawcie się dobrze. - Dzięki.

Gotowa na robotę?

Robotę?

- Tak jest, szefie. - No to w drogę.

Słuchajcie.

To jest Oriah.

Będzie nam dziś pomagać, dobra?

Nigdy nie sprowadziłeś tu laski.

- Co powiedział? - Nic.

Do roboty.

- Małe odrzucaj, okej? - Okej. Przyjęłam.

Niech żyją, skoro ich nie zjemy.

Masz dryg.

Dobra robota.

Jeszcze nigdy tak nie śmierdziałam.

To się wykąpmy.

Wskakuj! Woda jest idealna.

A są rekiny?

Oczywiście. W końcu to morze.

Wskakuj. Myślałem, że łatwo nie pękasz.

Przynosisz dumę swojemu ojcu.

Pora skosztować owoców naszej pracy.

Nigdy nie jadłaś lepszej ryby.

- Boże, przepyszna. - Mówiłem?

- Słodka i maślana. - I też dobra dla ciebie.

Kochasz swoją pracę, nie?

Czego tu nie kochać?

Mogę mieszkać na morzu,

pracować z rodziną, pływać i łowić ryby.

Składam hołd mojemu tacie

i dziadkowi.

Ja nie znałam ojca.

- Naprawdę? - Tak.

Teksański biznesmen, który miał mnie gdzieś.

Za to moja mama jest cudowna.

Opuściła Majorkę w poszukiwaniu amerykańskiego snu.

Przyjechała do Stanów z niczym,

ale latami harowała jak wół i…

To niesamowite, co osiągnęła.

Odniosła ogromny sukces.

- No co? - Wybacz, ale…

Czasami zaskakuje mnie, jak Amerykanie definiują sukces.

W sensie?

Chodzi mi o to, że wy tylko ciągle pracujecie,

wyjeżdżacie na wakacje,

kupujecie więcej i więcej, a…

Spójrz, jak my żyjemy.

Nie jest różowo, ale potrafimy cieszyć się z tego, co mamy.

Czego chcieć więcej? Nawet sama Miss America wylądowała u mnie.

Czasami warto doceniać to, co się ma,

póki można.

Gadam od rzeczy?

Wręcz przeciwnie.

Wyjazd…

To miejsce, to lato…

Dały mi do myślenia, gdzie chcę być.

Wiesz,

to jedyne miejsce na Ziemi, w którym chciałbym teraz być.

Pokażesz mi pokój?

Dobra. Czyli szykuje się praca w weekend…

Spoko. Dałabyś radę…

- Cześć. Jak się czujesz? - Świetnie.

- Promieniejesz ze szczęścia. - Zgadza się.

Dobra. Nie chcę wiedzieć, o ile zachowujesz ostrożność.

Uważaj na Hiszpanów.

Gdybym tu została, miałabyś teraz masę rodzeństwa.

Mamo, proszę cię.

Chciałabym pogadać z tobą o zespole tanecznym.

No tak.

Wybacz… Nie podoba mi się…

- Ten. - Okej, zmieniam.

Chwila. Znasz rodzinę Garcia?

To firma, którą wykupujemy.

Ale wykupiłaś już ziemię.

Garcia ma jedne z najcenniejszych doków na wyspie.

Jak ich nie wykupimy, nici z hotelu.

Spotykasz się z jego synem?

Z Garcią?

- Lena, zostawisz nas? - Tak.

Możecie udać się za mną do…

- Złotko, ja… - Mamo, nie rób tego.

- Znam ich sytuację. - Tak będzie najlepiej.

Ich biznes jest już… martwy.

Czekają na kredyt. Daj im czas.

Kolejną?

Niedługo nie wyjdą z długów.

Daję im niezależność, okej?

Uwalniam ich z niewoli podupadającego biznesu.

Nie są zniewoleni. Oni to kochają.

Kochają to, co robią.

Dla nich to nie…

kwestia pieniędzy.

O wiele cenniejsze są dla nich rodzina, dziedzictwo…

Wiem. Znam rodzinę Garcia

i współczuję im.

Naprawdę.

Ale zaoferowałam im dwa razy tyle, ile wart jest ich biznes.

Robię im przysługę.

Mateo Garcia nie przepracuje już ani dnia.

- Jego syn też. - Zrozum.

To ich uszczęśliwia.

Daje im cel w życiu.

Słuchaj. Łatwo być idealistką, okej?

Ale biznes to biznes. Nic osobistego.

Proszę.

Zrób to.

Dla mnie.

Postaram się, ale nic nie obiecuję.

Możemy o czymś pogadać?

Możemy spędzić razem dzień, w którym zapomnimy o wszystkim?

Proszę?

W porządku.

Ry, kochanie, jesteś tu?

Hej.

Mam dziś same spotkania, ale chciałam się z tobą przywitać.

Uzupełniłaś leki?

Kupiłam ci dwie sukienki. Zieloną i różową.

Daj znać, którą założysz na zbiórkę.

Wymyśliłaś coś w sprawie Garciów?

Jeszcze nie, ale pracuję nad tym.

- Spóźnimy się. - Tak.

Słuchaj.

To może nadrobimy czas jutro przy śniadaniu?

Wszystko gra? Jesteś blada.

Wszystko gra.

Dobrze. Kocham cię.

Do zobaczenia.

Boisz się ciemności?

Ufasz mi?

Tak.

Zgaś światło.

Dobrze.

Uwielbiam to uczucie.

Spajam się z całym otoczeniem.

Nabieram tu sił na walkę z problemami.

Warto stawiać czoła lękom, Oriah.

Inaczej ich nie pokonasz.

Tu się poznaliśmy.

Zostań.

Mogę nauczyć cię pływać.

WIECZÓR DLA SZTUKI

Hej.

Wyglądasz, jakbyś kogoś puknęła.

Dobra, gadaj mi tu wszystko.

Powiedzmy, że sporo się wydarzyło.

Co się dzieje na wyspie? Śpiewaj.

Chyba się zakochałam.

- I to tak po uszy. - Tak po usz…

Podmienili cię tam czy co?

Dobra, jaki masz plan? Wracasz do domu za kilka dni?

Nie wiem.

O rany. Czyli to coś poważnego?

Jak Romeo i Julia.

Jedno z nich chyba umarło, nie?

- Hej, tu Lena. - Muszę lecieć.

- Pogadamy później. Dzwoń. - Tak?

Hej. Mama nie wpadnie na śniadanie.

Jest zabiegana przez dzisiejszą zbiórkę.

Wiem, że nie ja powinnam ci tego mówić,

ale…

Garcia klepnął sprzedaż.

REDWYN domyka formalności.

- Jak to? - Wybacz, Ry…

Muszę lecieć.

O nie.

Julián!

Julián, co się stało?

Kto to zrobił?

Carlos. Był tu dziś w nocy.

Dla ojca…

to było już zbyt wiele.

Sprzedał dok REDWYN.

To moja wina.

Nie.

Nie twoja.

Moja mama pracuje dla REDWYN.

- Wybacz. Nie wiedziałam… - Idź stąd, Ry.

- Co? Ale ja… - Idź!

Idź sobie.

Mamo?

Mamo, co jest?

Dasz nam chwilę? Dzięki.

Obiecałaś, że im pomożesz.

Pomogłam. Ich biznes tonął, a ja rzuciłam im koło ratunkowe.

Czyli mają kasę, ale nie mają dumy i korzeni – jak ty.

- Co to ma znaczyć? - Że wszystko wyceniasz.

Kochasz władzę. Obnosisz się z nią.

Przywiozłaś mnie w rodzinne strony, a nie wystawiasz nosa z hotelu.

Czemu w ogóle to robisz?

Czemu?

Czemu to robię? Robię to dla ciebie.

Nie widzisz?

Myślisz, że lubię być zabiegana?

Chcę spędzać z tobą czas.

Ale też codziennie dziękuję Bogu,

że mam tę pracę, w której wymiatam,

bo dzięki temu mogę zadbać o ciebie, Ry, pod każdym względem.

Nadajesz sens mojemu życiu.

Dobrze? Więc…

Gdyby to było możliwe, postąpiłabym inaczej z Garciami.

Wierz mi, naprawdę.

A teraz weź głęboki oddech

i szykuj się na galę.

To będzie bardzo ważna noc.

Zostało nam tu kilka dni i potrzebuję cię.

Nie chcę przerywać

tego twojego pojedynku na spojrzenia z odbiciem,

ale daję znać,

że jesteś hotówą.

I nie obwiniaj się za tamto.

Tak już jest na tym świecie.

Jak nie wy, to ktoś inny by ich wykupił.

Ktoś brzydszy.

Julián zmieni zdanie.

Obiecuję.

Nie.

Jebane chemikalia.

Czego chcesz?

No wiesz,

twój chłopak wisi mi sporo hajsu.

A skoro tak ci się podoba jego buźka,

to sprawisz, że jej nie przestawię.

- Dostaniesz kasę. - Wyluzuj, reina.

Nie zawsze musi chodzić o kasę.

Są cenniejsze rzeczy.

- Jedzenie, wino, kobiety. - Odwal się.

Tknij ją, a zginiesz.

Zrozumiano?

Masz swoją kasę.

Szkoda. Zabawilibyśmy się.

Wypierdalaj stąd.

Nie masz już po co się do nas zbliżać.

Jasne. Do następnego.

- Jesteś cała? - Tak.

- Na pewno? - Na pewno.

Jestem cała.

Niezły liść.

Lepiej cię nie wkurzać.

Przepraszam, że nie wspomniałam o mamie.

- Chciałam to naprawić. - Nie szkodzi.

To nie twoja wina.

Sukienka jest do wyrzucenia.

Przekazywałam twoją skargę ekologiczną.

Tę na temat trawy, chemikaliów i…

O rany.

Pragnę cię.

Zdrowia.

Mój pokój. Potrzebujemy cię!

O tak.

Niesamowite, co bogacze potrafią tu zostawić.

Można się nieźle obłowić.

Jak wyglądam?

Dobrze.

Widzimy się na dole.

Może jest jakiś sposób.

Niestety jest już za późno.

Gotów?

Do dzieła.

Mamo?

Chcę ci przedstawić Juliána Garcię.

Miło mi poznać, Señora Pera.

Dużo o tobie słyszałam.

Skoczę po drinki.

Mówiłaś mu, kim jestem i co mnie łączy z REDWYN?

Tak.

A wspomniałaś o epilepsji?

Buenas noches, dobry wieczór.

Dziękujemy państwu za przybycie

i świętowanie nowego, ekscytującego rozdziału dla Majorki.

Z dumą pragniemy przedstawić państwu centrum sztuki,

które utrwali kulturową tożsamość tej przepięknej wyspy.

Niektórzy już wiedzą, że wychowywałam się tutaj,

więc cieszę się, że mogę teraz spłacić ten dług.

Nie tylko wspaniałym centrum sztuki,

ale też światowej klasy kurortem, który wybudujemy na Majorce.

Unieśmy więc kieliszki

i wznieśmy…

I wznieśmy toast na cześć Majorki.

- Za Majorkę! - Za Majorkę!

Mateo.

Dobrze cię widzieć.

Nie sądziłem, że cię zobaczę.

Kopę lat.

Tak.

Pamiętaj, wykup nie był osobistą sprawą.

Isolde,

wszystko między nami jest osobiste.

Chcę tylko wyjaśnić moje intencje.

Nie musisz niczego wyjaśniać. Masz rację.

Wyspa się zmienia, a ja nie dotrzymuję tempa.

Choć próbowałem.

Robiłem wszystko, by zachować firmę.

Ale w końcu…

- Chcę cię tylko prosić o jedno. - Słucham.

Gdy będziesz budować hotel, kształtując przyszłość,

nie zapominaj o przeszłości.

Nie zrobiłabym tego.

Przynajmniej wyjdzie z tego jakieś dobro.

Może oni będą mieli to, czego my nie mogliśmy.

Chodźmy.

W garniaku czuję się jak w kaftanie.

Idź z tatą. Wpadnę potem do waszego doku.

- Do zobaczenia. - Pa.

A mówiłaś, że historie z twojej młodości mnie zanudzą.

Mateo Garcia.

Pierwsza miłość.

Poznaliśmy się za dziecka,

a jako nastolatkowie byliśmy już nierozłączni.

Był powietrzem, którym oddychałam, i wodą, w której pływałam.

Ciągle tylko snuliśmy plany na przyszłość, a potem…

wszystko się zmieniło.

Zmarła ci mama.

Nigdy nie doświadczyłam tak ogromnego bólu.

Każdy skrawek wyspy mi o niej przypominał.

Musiałam z niej wyjechać i poprosiłam go…

by do mnie dołączył.

Błagałam.

Ale nie chciał zostawiać swojej rodziny i biznesu.

Przez lata pisaliśmy listy,

ale nawet to w końcu ustało.

Dlatego, gdy dowiedziałam się,

że budujemy hotel i wykupujemy ziemię,

od razu chciałam mu pomóc.

Mogłaś mi powiedzieć.

Wiem.

A teraz jestem tylko twarzą, która skradła jego rodzinie marzenia.

Nie. Wcale nie.

Robiłaś, co mogłaś, mamo.

I on to wie.

Możemy zarwać nockę?

Nigdy nie widziałam wschodu.

Wschodu słońca?

Ale że z wody?

Skądkolwiek.

No wiesz,

mogę załatwić ci najlepsze miejsce w domu.

Spójrz.

Dzięki, że przeżyłaś ze mną pierwszy wschód.

Dla ciebie mam wszystko, co pierwsze i ostatnie.

Mamo, wszystko gra?

Kiedy przestałaś brać leki?

Kilka dni po przyjeździe.

Otępiały mnie.

Chciałam coś poczuć tego lata.

Idiotka ze mnie. Powinnam cię pilnować.

- Nie. - Upewniać się,

- byś brała leki! - Nie, to była moja decyzja.

Pewnie pogorszyłaś tylko swój stan!

Mam to gdzieś. Naprawdę.

- A ja nie. - Ja tak.

- Dobra. - Co robisz?

- Wyjeżdżamy. - Nie ma mowy.

- Pakuj się. - Nie.

Widziałam dziś swój pierwszy wschód słońca.

Serio? Brawo ty.

Bez leków mogę czuć dotyk Juliána

i morską wodę obmywającą skórę.

To rzeczy warte zapamiętania.

Chcę tu zostać.

Chcę żyć.

Chcesz zostać?

Teraz ci się zachciało żyć?

Jak długo, Ry? Jak długo zamierzasz żyć?

Wyjeżdżamy. Kazałam Lenie przebukować lot.

Nie.

- Spakuj się i w drogę. - Nie, mamo!

- Nie. - Ry!

Ry!

Ry, gdzie uciekasz?

Ry!

Z drogi!

Ry!

Hej. Już dobrze. Wszystko gra, skarbie.

Nic ci nie jest. Jestem przy tobie.

Będzie dobrze.

Znów jesteś z nami.

SZPITAL SJD SANT JOAN DE DÉU

- Cześć. - Hej.

W samą porę. Pójdę po kawę.

- Dobrze. - Zaraz wracam.

Jest i ona.

Laska, byłam w opór zmartwiona.

Wpadłabym wcześniej, ale szef kazał mi pracować.

Nie pisnęłaś ani słówka.

Epilepsja i guzy.

Mimo że nie nowotworowe, to i tak brzmi to fatalnie.

Wybacz za te sekrety.

Rozumiem cię.

Szukałaś rozrywki, dlatego ciągnęło cię do mnie.

À propos rozrywki, przyszłaś z Prishą?

Nie.

Wszystko, co dobre, szybko się kończy.

Wróciła do domu.

No tak. Ale czy było warto?

I to jak, bejbe.

Musimy porozmawiać. Spotkamy się?

Co się stało?

Jesteś ranna?

Mam stwardnienie guzowate.

Powoduje epilepsję.

Mam je od urodzenia.

Co możemy zrobić? Da się to leczyć?

I tak, i nie.

Leki pomagają, ale nie do końca.

Po przyjeździe przestałam je brać.

Dlaczego?

Bo mnie otępiały.

Nie chcę już czuć tego otępienia.

- Operacja wchodzi w grę? - Tak, ale jest zbyt ryzykowna.

Mogę stracić pamięć.

Więc…

to byłoby gorsze?

Wyzdrowiałabyś.

Utraciłabym wszystko, co znam.

Czemu nic mi nie powiedziałaś?

Bo chciałam to przemyśleć.

Sama.

Po co żyję.

A żyję dla chwil tutaj.

Kiedy mogę…

obserwować, jak mama robi to, co kocha.

Kiedy mogę ocenić trend makijażowy Amary.

Kiedy siedzę z tobą w jaskini.

Bo wtedy nie boję się nawet ciemności.

Utrata tych wspomnień lub…

możliwości tworzenia nowych…

jest gorsza niż śmierć.

Kocham cię, Oriah.

Ja ciebie też.

Ry?

Ry.

Oriah! Ry!

Kurwa.

Ry.

Ry, proszę.

Słaby puls.

- Na miejscu przestała oddychać. - Jestem przy tobie.

Będę tutaj, dobrze?

Trzyma się, ale stan jest ciężki.

Obrazowanie wykazuje progresję.

To pani decyzja, ale stanowczo zalecamy operację.

- Nad czym tu myśleć? - Ry nigdy nie chciała operacji.

Latami ją przekonywałam, ale kazała mi przysiąc.

Możemy ją ustabilizować i zapewnić komfort,

ale bez operacji jej stan będzie się pogarszał.

To tylko kwestia czasu.

Isolde.

Rozumiem ryzyko,

a Oriah mówiła mi, czego chce.

Ale póki jest jeszcze szansa na ocalenie jej

i na to, by normalnie żyła,

błagam cię, byś z niej skorzystała.

Martwiła się, że utraci najlepsze, co ma w życiu.

Ale jeśli się uda,

najlepsze będzie dopiero przed nią.

Moja matka miała tę chorobę.

Przykro mi, Izzy.

Wie o tym?

Że przekazałam jej okropieństwo, które ją wykańcza?

Nie, nie wie.

Nie obwiniałaby cię.

Nigdy nie planowałam dzieci.

Miałam inne plany.

Wiem.

Jeśli dobrze pamiętam, chciałaś mieć willę, trzy auta i kucyka.

Kucyka nie miałam.

Gdy dowiedziałam się o ciąży, czułam, jakby moje życie nabrało sensu.

Bardzo jej pragnęłam.

Chciałam dla niej jak najlepiej.

Wychowałaś silną młodą kobietę i podarowałaś jej cudowne życie.

Dlatego cokolwiek się stanie, nie masz się czego wstydzić.

Naprawdę.

- Dzięki, że jesteś. - Jasne.

Mamy sporo do zrobienia.

Jest kilka możliwości, ale są dość złożone.

Poproszę jedną.

To wspaniała wiadomość, dziękuję.

- Julián. - Hej.

Cześć. Usiądź.

Ja…

Mam coś, co należy do ciebie.

Gdy miałem osiem lat,

znalazłem listy ojca do jego pierwszej miłości.

Głowiłem się, do kogo je pisał.

A teraz już wiem, kim była ta cała Izzy.

Cześć.

- Hej. - Co mówił lekarz?

Ja… Nie…

Jej stan jest nadal bez zmian, ale…

za to tutaj poczyniliśmy postępy.

Znalazłaś nową działkę pod budowę hotelu.

Wiem, że żyłeś tym biznesem.

Myślałam, że jest już za późno, ale…

Nigdy nie jest.

Miałeś rację. Tu jest mój dom.

I powinnam go chronić.

Dlatego…

zainwestujemy w twój biznes.

Tego chciałaby Ry.

I ja też.

Chyba musimy kupić ci taką koszulkę.

Dziękuję, Izzy.

Rwę się do pracy z tobą.

Łódź mi się podoba.

Porządna.

Sekundkę.

Tak.

Natychmiast.

Wybudziła się!

Witaj, skarbie.

Ry.

Wspomnienia wracają do mnie jedno po drugim.

Czuję, jakbym mogła go dotknąć.

Kogoś, kogo znałam.

Zastanawiam się…

czy los dosięgnie mnie nawet tutaj.

To, co miało być moim ostatnim latem,

pierwszym i ostatnim wschodem słońca,

okazało się początkiem mojego życia.

Jestem Julián.

OSTATNI WSCHÓD SŁOŃCA

Napisy: Piotr Stefanowski

Nadzór kreatywny nad tłumaczeniem Maciej Kowalski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.