Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Przy wsparciu CNC, ta renowacja została przeprowadzona w 2015 roku z
oryginalnego negatywu 35mm przez Eclair Grupy dla obrazu i L. E. Diapason dla dźwięku.
(Brakujące tłumaczenie tekstu na język polski.)
NOC I MGŁA
Nawet spokojny krajobraz...
nawet łąki w czasie żniw, z krukami krążącymi na niebie i z płonącymi trawami...
nawet droga, po której przejeżdżają samochody, chłopi i zakochani...
nawet wiejskie uzdrowisko, z kościelną wieżyczką i targowiskiem
może prowadzić do obozu koncentracyjnego.
Struthof, Oranienburg, Auschwitz,
Neuengamme, Belsen, Ravensbruck, Dachau -
wiele jest takich nazw na mapach i w przewodnikach.
Krew wyschła, języki zaniemówiły.
Teraz jedynym odwiedzającym baraki jest kamera filmowa.
Dziwna trawa pokrywa dziś ścieżki, którymi kiedyś podążali więźniowie.
Przez zasieki nie płynie już prąd.
Nie słychać żadnych kroków poza naszymi własnymi.
1933.
Machina wkracza do akcji.
Naród musi być w pełni zgodny.
Żadnych skarg i kłótni.
Naród bierze się do pracy.
Obóz koncentracyjny buduje się w zwyczajny sposób, zupełnie jak hotel czy stadion:
przy udziale biznesmenów, z wyliczeniami, przetargami,
bez wątpienia łapówkami też.
Nie ma sprecyzowanego stylu - wszystko jest kwestią wyobraźni:
Styl alpejski.
Styl garażowy.
Styl japoński.
Bezstylowy.
Architekci w spokoju projektują bramy przeznaczone do przejścia tylko w jedną stronę.
Tymczasem Berger, niemiecki robotnik,
Stern, żydowski student z Amsterdamu,
Szmulski, kupiec z Krakowa,
oraz Annette, uczennica z Bordeaux, żyją jak gdyby nigdy nic,
nie wiedząc o miejscu przygotowanym specjalnie dla nich, oddalonym o tysiące kilometrów.
Pewnego dnia ich baraki są już gotowe.
Brakuje tylko ich samych.
Pochwyceni w Warszawie,
deportowani z Łodzi, Pragi
Brukseli, Aten,
Zagrzebia, Odessy czy Rzymu,
internowani w Pithiviers,
złapani w Vel-d'Hiv,
członkowie ruchu oporu spędzeni do Compiegne -
masy, porwane z zaskoczenia, przez pomyłkę lub z przypadku
rozpoczynają swoją podróż do obozów.
Wagony zapieczętowane i zaryglowane.
Setka ludzi wciśnięta do jednego wagonu.
Nie ma dnia, nie ma nocy. Głód, pragienie, duszność, szaleństwo.
Kartka z wiadomością spada na ziemię. Czy ktokolwiek ją znajdzie?
Śmierć zbiera pierwsze żniwo.
Drugie zbiera po przybyciu, w nocy i we mgle.
Dziś, na te same tory świeci słońce.
Powoli podążamy wzdłuż nich - ale czego właściwie szukamy?
Śladów ciał upadających na ziemię w chwili otworzenia drzwi wagonów?
Czy może tych ciągniętych do obozu nieopodal wieżyczek strażniczych,
pomiędzy szczekającymi psami, w snopie świateł reflektorów,
z widocznymi w oddali płomieniami krematorium,
podczas jednej z tych nocnych scen, tak bliskich sercu nazisty.
Pierwsze spojrzenie na obóz. To inna planeta.
ŁAŹNIA i DEZYNFEKCJA
Pod pretekstem troski o higienę,
za jednym zamachem nagość pozbawia więźniów wszelkiej dumy.
Ostrzyżeni.
Wytatuowani.
Ponumerowani.
Wtłoczeni w jakąś niezrozumiałą hierarchię,
ubrani w biało-niebieskie pasiaki,
czasami zaklasyfikowani według dekretu, znanego pod nazwą "Nacht und Nebel -"
"noc i mgła."
Więźniowie polityczni, oznaczeni czerwonym trójkątem, spotykają oznaczonych zielonym trójkątem -
pospolitych przestępców, wyższych stopniem.
Na czele stoi kapo,
prawie zawsze pospolity przestępca.
Jeszcze wyżej: esesmani, nietykalni, do których trzeba się zwracać z odległości 3 metrów.
Na samym szczycie: komendant, nadzorujący obozowe procedury.
Udaje, że nic nie wie o obozie.
Kto wie cokolwiek?
Obozowa rzeczywistość, pogardzana przez tych, którzy ją stworzyli,
niepojęta dla tych, którzy w niej przetrwali -
jakie mamy szanse, by uchwycić prawdę?
Drewniane baraki, gdzie ludzie spali trójkami na jednej pryczy,
nory, w których się kryli
i jedli w strachu przed odkryciem,
w których nawet sen stanowił zagrożenie -
żaden opis, żaden obraz nie potrafi oddać prawdziwego wymiaru:
niekończącego się, nieprzerwanego strachu.
Potrzebowalibyśmy słomianych materacy, pełniących jednocześnie rolę spiżarni i skrytki,
zażarcie wydzieranych koców, słów potępienia i przekleństw,
rozkazów, szeptanych z ust do ust,
nagłego pojawiania się esesmanów,
gorliwie przeprowadzających wyrywkową selekcję, płatających figle.
W tych murowanych dormitoriach i udręczonych snach
możemy pokazać jedynie zewnętrzną powłokę, namiastkę.
A oto sceneria:
budynki, które swobodnie można by uznać za stajnie, garaże czy pracownie.
Jałowa ziemia, dziś leżąca odłogiem.
Obojętne jesienne niebo.
Pozostało nam jedynie wyobrazić sobie noc rozbrzmiewającą przenikliwym płaczem,
wyszukiwanie wszy, szczęk zębów.
Spróbujcie szybko zasnąć.
Pobódka o świcie, potykacie się jeden o drugiego
w poszukiwaniu przedmiotów ukradzionych w nocy.
5:00 - niekończące się zbiórki na placu apelowym.
Nocna śmierć ujawnia swoje rozmiary.
Orkiestra grająca marsz z jakiejś operetki;
więźniowie podążający do kamieniołomu lub fabryki.
Pracują w śniegu, który szybko zamienia się w lodowate błoto.
Pracują w sierpniowe upały, wyniszczeni przez pragnienie i dyzenterię.
3 tysiące Hiszpanów zginęło budując te schody,
prowadzące do kamieniołomu Mauthausen.
Pracują w podziemnych fabrykach.
Dzień w dzień ryją, zakopują, ukrywają, zabijają.
Mają kobiece imiona: Dora, Laura.
Ale ci dziwni, 26-cio kilogramowi robotnicy nie są godni zaufania.
Esesmani obserwują ich i nadzorują.
Grupują, kontrolują i przeszukują przed powrotem do obozu.
Rustykalny drogowskaz każdego zaprowadzi do domu.
Kapo musi jeszcze tylko zsumować ofiary dzisiejszego dnia.
Więźniowie kolejny już raz zajmują się swoją nieustanną obsesją -
jedzeniem.
Zupa.
Każda łyżka jest bezcenna.
Jedna łyżka mniej - jeden dzień życia krócej.
2 lub 3 papierosy wymienia się na talerz zupy.
Wielu jest zbyt słabych, by bronić swoich racji przed złodziejami.
Czekają, aż błoto i śnieg w końcu odbiorą im życie.
Gdzieś upaść, byle gdzie, i umrzeć w samotności.
Latryny i ich otoczenie.
Szkielety z nabrzmiałymi brzuchami przychodzą tu 7, 8 razy w ciągu jednej nocy.
Zupa okazała się być moczopędna.
Biada temu, kto w świetle księżyca wpadnie na pijanego kapo.
Więźniowe spoglądają na siebie w przerażeniu,
poszukując dobrze znanych objawów:
cieknąca krew oznacza rychłą śmierć.
Czarny rynek - potajemne kupno, sprzedaż, mordowanie.
Mogli spotkać przyjaciół, podzielić się nowinami i plotkami,
zorganizować grupy oporu.
Społeczność stopniowo przybiera formę, wyrzeźbioną przez terror i strach,
lecz w mniejszym stopniu obłąkaną, niż rzeczywistość esesmańska i jej slogany:
"Czystość to zdrowie."
"Praca czyni wolnym."
"Każdemu jego należność."
"Wesz to śmierć." W takim razie co powiedzieć o oficerze SS?
Każdy obóz ma swoje niespodzianki:
Orkiestra symfoniczna.
Zoo.
Szklarnie, w których Himmler uprawiał rzadkie okazy roślin.
Dąb Goethego w Buchenwaldzie.
Dookoła zbudowali obóz, ale dąb pozostawili nietknięty.
Sierociniec, tymczasowy, ale wiecznie przepełniony.
Barak dla inwalidów.
Przez cały ten czas świat prawdziwy, świat przeszłości,
ze swoimi spokojnymi pejzażami zdawał się być tak odległy.
Ale dla więźnia był już tylko iluzją.
Jego światem było to zamknięte, samowystarczalne uniwersum,
osaczone wieżyczkami strażniczymi,
z których żołnierze obserwowali,
mierzyli z broni,
i okazjonalnie, z nudów, zabijali wieźniów.
Wszystko jest pretekstem do szyderstwa, karania
i upokarzania.
Odczytywanie listy obecności mogło ciągnąć się godzinami.
Niestarannie uporządkowane posłanie oznaczało 20 uderzeń pałką.
Nie zwracaj uwagi na siebie. Nie wznoś modlitw do bogów.
Mają swoje szubienice, swoje święte przybytki.
To podwórze to Blok 11, odizolowany od otoczenia,
specjalnie zaarażowany do przeprowadzania egzekucji.
Ściany miały chronić przed rykoszetami.
Hartheim, skąd odjeżdżały pociągi z zaciemnionymi szybami,
wiozące pasażerów, których nikt już nie zobaczy.
"Czarne transporty" wyjeżdżające nocą, o których wszelki słuch zaginął.
Lecz człowiek jest elastyczny.
Chociaż ciało jest wyeksploatowane, umysł funkcjonuje dalej.
Ręce owinięte bandażami pracują -
robią łyżki, lalki, które później ukrywają.
Potwory.
Pudełka.
Zdobywają się na pisanie, sporządzanie notatek.
Zachowują jasność umysłu, marzenia wciąż żyją.
"Langusta po baskijsku."
Zwracają swe myśli ku bogu.
Nawet tworzą organizacje polityczne,
stawiają czoła przestępcom, by nie zaburzali obozowej rutyny.
Opiekują się przyjaciółmi, którzy podupadli na zdrowiu.
Dzielą się z nimi jedzeniem, pomagają sobie wzajemnie.
W ostateczności, z udręczonym sercem,
przychodzi im umrzeć w obozowym szpitalu.
Budynek stwarza iluzję prawdziwego szpitala,
daje nadzieję na znalezienie prawdziwego łóżka,
ale śmierć może nastąpić po ukuciu strzykawki.
Leki pozostają w sferze pobożnch życzeń. Ubrania to zwyczajny papier.
Ta sama maść jest używana do leczenia każej dolegliwości i choroby.
Zdarza się, że głodujący zjadają własną odzież.
W końcu każdy więzień wygląda następująco -
ciało w nieokreślonym wieku, martwe, z szeroko otwartymi oczami.
To jest blok operacyjny.
Przez chwilę może wam się wydawać, że jesteście w prawdziwej klinice.
Doktor SS.
Przerażająca pielęgniarka.
Ale co kryje się za fasadą?
Bezsensowne operacje, amputacje,
eksperymentalne okaleczenia.
Kapo, zupełnie jak esesmańscy chirurdzy, próbują swoich sił.
Wielkie koncerny farmaceutyczne przysyłają do obozów próbki toksyn
lub też kupują zestawy więźniów do przeprowadzenia testów na miejscu.
Kilka z tych królików doświadczalnych przetrwało -
wykastrowanych,
poparzonych fosforem.
Ciała niektórych zostały naznaczone na całe życie,
pomimo, iż uda im się wrócić do domu.
Administracja fotografuje więźniów zaraz po ich przybyciu.
Nazwiska także zostają zanotowane, nazwiska pochodzące z 22-óch krajów.
Wypełniają setki ksiąg rejestrowych, tysiące pików dokumentów.
Na czerwono skreślono nazwiska zmarłych.
Więźniowie sporządzają te obłąkańcze i nigdy wystarczająco dokładne księgi
pod czujnym okiem esesmanów lub uprzywilejowanych kapo.
Ci natomiast są hersztami, obozową elitą.
Kapo ma swój własny pokój, w którym może gromadzić zapasy
i wieczorami gościć młode wybranki.
Nieopodal stoi willa komendanta,
w której jego żona dokłada wszelkich starań, by wieść godne życie rodzinne,
zupełnie jak w każdym miasteczku garnizonowym.
Choć może jest już tym nieco znużona -
wojna jakoś nie chce się skończyć.
Na szczęście kapo mają swój burdel.
A w nim lepiej odżywione kobiety, lecz, jak każde inne, skazane na śmierć.
Czasami wypadnie zza okna kawałek skórki od chleba dla towarzyszy z zewnątrz.
Zatem SS starało się stworzyć wrażenie prawdziwego miasta,
ze szpitalem, dzielnicą uciech, dzielnicą mieszkaniową,
oraz, tak, zgadza się, nawet więzieniem.
Nie sposób opisać co działo się w tych celach.
W klatkach skonstruowanych specjalnie tak, by nie można było w nich ani stać, ani leżeć
mężczyźni i kobiety są metodycznie torturowani aż do nadejścia śmierci.
Przewody wentylacyjne nie były dźwiękoszczelne.
1942.
Wizyta Himmlera.
"Musimy niszczyć, ale produktywnie."
Pozostawiając kwestie produktywności swoim ekspertom,
Himmler koncentruje się na destrukcji.
Studiują plany.
Modele.
Urzeczywistniają je. Więźniowie własnoręcznie pomagają w pracy.
Z zewnątrz krematorium wygląda jak obrazek z pocztówki.
Dziś turyści robią sobie przed nim zdjęcia.
Deportacje ogarniają całą Europę.
Składy kolejowe gubią się, zatrzymują, potem znowu ruszają,
zostają zbombardowane, w końcu docierają na miejsce.
Niektórych śmierć już dopadła.
Dla reszty nadejdzie niedługo.
Ci po lewej będą pracować, podczas gdy ci po prawej...
Te zdjęcia zostały zrobione na chwilę przed eksterminacją.
Zabijanie gołymi rękoma zabiera czas.
Zamówiono beczki z Cyklonem B.
Komora gazowa niczym nie różni się od zwykłego baraku.
Wnętrze, wyglądające jak łaźnia, powitało nowo przybyłych.
Zamknięto drzwi.
Postawiono straż.
Jedyny ślad - musicie o tym wiedzieć -
pozostawiły paznokcie drapięce sufit.
Nawet żelbeton da się zarysować.
Gdy krematoria okazały się za mało wydajne, utworzono stosy.
A przecież piece mogą poradzić sobie z tysiącami ciał dziennie.
Nic się nie zmarnuje.
Oto wojenne rezerwy nazistów.
Oto ich magazyny.
Nic tylko kobiece włosy.
W cenie 15-stu fenigów za kilogram, używane do wyrobu ubrań.
Z kości...
nawozy... przynajmniej próbowali.
Z ciał... Słowa nic tu nie dadzą.
Z ciał robili mydło.
Co się tyczy skór...
1945.
Obozów coraz więcej, są przepełnione.
Stutysięczne miasta, zaludnione do granic możliwości.
Przemysł ciężki żywo interesuje się tą nieskończenie odnawialną siłą roboczą.
Fabryki mają swoje własne obozy, niezależne od SS.
Steyer, Krupp, Henkel,
I. G. Farben, Siemens, Hermann Goering rekrutują w nich swoich pracowników.
Naziści mogą wygrać wojnę.
Te nowe miasta stanowią część ich ekonomii.
Ale przegrywają wojnę.
Dla krematorium nie ma już węgla, dla więźniów nie ma już chleba.
Ulice obozów usłane są trupami.
Tyfus.
Kiedy alianci otwierają bramy...
Wszystkie bramy...
więźniowie patrzą bez zrozumienia.
Czy zostali wyzwoleni? Czy poznają jeszcze normalną codzienność?
"Nie ponoszę odpowiedzialności," mówi Kapo.
"Nie ponoszę odpowiedzialności," mówi oficer.
"Nie ponoszę odpowiedzialności."
W takim razie kto jest odpowiedzialny?
Podczas gdy przemawiam do was, ruiny i chłodna woda stawów
przykrywa doliny masowych grobów,
woda lodowata i mulista, mroczna, jak nasza pamięć.
Wojna drzemie sobie spokojnie,
ale jedno oko ma zawsze otwarte.
Trawa znów zdobi tereny zbiórek przy barakach.
Opuszczona przestrzeń, wciąż przepełniona grozą.
Krematoria już nie pracują.
Nazistowska przebiegłość dziś jest tylko żartem.
9 milionów umarłych nawiedza te okolice.
Kto spośród nas czuwa na tej dziwacznej wieży strażniczej
by ostrzec przed przybyciem przyszłych katów?
Czy ich twarze aż tak bardzo różnią się od naszych własnych?
Gdzieś pośród nas szczęśliwym kapo udało się przeżyć,
oficerów i donosicieli przywrócono na stanowiska.
Są też tacy, którzy nie mogą uwierzyć, lub uwierzyli tylko na krótką chwilę.
Szczerze przyglądaliśmy się tym ruinom,
zupełnie, jakby były starym potworem, pogrzebanym na zawsze pod zwałami gruzu.
Jak tylko przywołujemy obrazy z przeszłości, wciąż żywimy złudną nadzieję,
na to, że raz na zawsze wyzbyliśmy się plagi obozów.
Udajemy, że zdarzyło się to tylko raz, w określonym miejscu i czasie.
Jesteśmy ślepi na to, co nas otacza -
jesteśmy głusi na odwieczny krzyk człowieczeństwa.
Napisy wykonał, i przypisem opatrzył MATSUNAGA, tłumaczenie w oparciu o tekst angielski i ze słuchu.
Korekta i dopasowanie napisów do filmu: Unflappable
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.