All language subtitles for Duration movie 0.33.05,858 (23.976 fps)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przy wsparciu CNC, ta renowacja została przeprowadzona w 2015 roku z

oryginalnego negatywu 35mm przez Eclair Grupy dla obrazu i L. E. Diapason dla dźwięku.

(Brakujące tłumaczenie tekstu na język polski.)

NOC I MGŁA

Nawet spokojny krajobraz...

nawet łąki w czasie żniw, z krukami krążącymi na niebie i z płonącymi trawami...

nawet droga, po której przejeżdżają samochody, chłopi i zakochani...

nawet wiejskie uzdrowisko, z kościelną wieżyczką i targowiskiem

może prowadzić do obozu koncentracyjnego.

Struthof, Oranienburg, Auschwitz,

Neuengamme, Belsen, Ravensbruck, Dachau -

wiele jest takich nazw na mapach i w przewodnikach.

Krew wyschła, języki zaniemówiły.

Teraz jedynym odwiedzającym baraki jest kamera filmowa.

Dziwna trawa pokrywa dziś ścieżki, którymi kiedyś podążali więźniowie.

Przez zasieki nie płynie już prąd.

Nie słychać żadnych kroków poza naszymi własnymi.

1933.

Machina wkracza do akcji.

Naród musi być w pełni zgodny.

Żadnych skarg i kłótni.

Naród bierze się do pracy.

Obóz koncentracyjny buduje się w zwyczajny sposób, zupełnie jak hotel czy stadion:

przy udziale biznesmenów, z wyliczeniami, przetargami,

bez wątpienia łapówkami też.

Nie ma sprecyzowanego stylu - wszystko jest kwestią wyobraźni:

Styl alpejski.

Styl garażowy.

Styl japoński.

Bezstylowy.

Architekci w spokoju projektują bramy przeznaczone do przejścia tylko w jedną stronę.

Tymczasem Berger, niemiecki robotnik,

Stern, żydowski student z Amsterdamu,

Szmulski, kupiec z Krakowa,

oraz Annette, uczennica z Bordeaux, żyją jak gdyby nigdy nic,

nie wiedząc o miejscu przygotowanym specjalnie dla nich, oddalonym o tysiące kilometrów.

Pewnego dnia ich baraki są już gotowe.

Brakuje tylko ich samych.

Pochwyceni w Warszawie,

deportowani z Łodzi, Pragi

Brukseli, Aten,

Zagrzebia, Odessy czy Rzymu,

internowani w Pithiviers,

złapani w Vel-d'Hiv,

członkowie ruchu oporu spędzeni do Compiegne -

masy, porwane z zaskoczenia, przez pomyłkę lub z przypadku

rozpoczynają swoją podróż do obozów.

Wagony zapieczętowane i zaryglowane.

Setka ludzi wciśnięta do jednego wagonu.

Nie ma dnia, nie ma nocy. Głód, pragienie, duszność, szaleństwo.

Kartka z wiadomością spada na ziemię. Czy ktokolwiek ją znajdzie?

Śmierć zbiera pierwsze żniwo.

Drugie zbiera po przybyciu, w nocy i we mgle.

Dziś, na te same tory świeci słońce.

Powoli podążamy wzdłuż nich - ale czego właściwie szukamy?

Śladów ciał upadających na ziemię w chwili otworzenia drzwi wagonów?

Czy może tych ciągniętych do obozu nieopodal wieżyczek strażniczych,

pomiędzy szczekającymi psami, w snopie świateł reflektorów,

z widocznymi w oddali płomieniami krematorium,

podczas jednej z tych nocnych scen, tak bliskich sercu nazisty.

Pierwsze spojrzenie na obóz. To inna planeta.

ŁAŹNIA i DEZYNFEKCJA

Pod pretekstem troski o higienę,

za jednym zamachem nagość pozbawia więźniów wszelkiej dumy.

Ostrzyżeni.

Wytatuowani.

Ponumerowani.

Wtłoczeni w jakąś niezrozumiałą hierarchię,

ubrani w biało-niebieskie pasiaki,

czasami zaklasyfikowani według dekretu, znanego pod nazwą "Nacht und Nebel -"

"noc i mgła."

Więźniowie polityczni, oznaczeni czerwonym trójkątem, spotykają oznaczonych zielonym trójkątem -

pospolitych przestępców, wyższych stopniem.

Na czele stoi kapo,

prawie zawsze pospolity przestępca.

Jeszcze wyżej: esesmani, nietykalni, do których trzeba się zwracać z odległości 3 metrów.

Na samym szczycie: komendant, nadzorujący obozowe procedury.

Udaje, że nic nie wie o obozie.

Kto wie cokolwiek?

Obozowa rzeczywistość, pogardzana przez tych, którzy ją stworzyli,

niepojęta dla tych, którzy w niej przetrwali -

jakie mamy szanse, by uchwycić prawdę?

Drewniane baraki, gdzie ludzie spali trójkami na jednej pryczy,

nory, w których się kryli

i jedli w strachu przed odkryciem,

w których nawet sen stanowił zagrożenie -

żaden opis, żaden obraz nie potrafi oddać prawdziwego wymiaru:

niekończącego się, nieprzerwanego strachu.

Potrzebowalibyśmy słomianych materacy, pełniących jednocześnie rolę spiżarni i skrytki,

zażarcie wydzieranych koców, słów potępienia i przekleństw,

rozkazów, szeptanych z ust do ust,

nagłego pojawiania się esesmanów,

gorliwie przeprowadzających wyrywkową selekcję, płatających figle.

W tych murowanych dormitoriach i udręczonych snach

możemy pokazać jedynie zewnętrzną powłokę, namiastkę.

A oto sceneria:

budynki, które swobodnie można by uznać za stajnie, garaże czy pracownie.

Jałowa ziemia, dziś leżąca odłogiem.

Obojętne jesienne niebo.

Pozostało nam jedynie wyobrazić sobie noc rozbrzmiewającą przenikliwym płaczem,

wyszukiwanie wszy, szczęk zębów.

Spróbujcie szybko zasnąć.

Pobódka o świcie, potykacie się jeden o drugiego

w poszukiwaniu przedmiotów ukradzionych w nocy.

5:00 - niekończące się zbiórki na placu apelowym.

Nocna śmierć ujawnia swoje rozmiary.

Orkiestra grająca marsz z jakiejś operetki;

więźniowie podążający do kamieniołomu lub fabryki.

Pracują w śniegu, który szybko zamienia się w lodowate błoto.

Pracują w sierpniowe upały, wyniszczeni przez pragnienie i dyzenterię.

3 tysiące Hiszpanów zginęło budując te schody,

prowadzące do kamieniołomu Mauthausen.

Pracują w podziemnych fabrykach.

Dzień w dzień ryją, zakopują, ukrywają, zabijają.

Mają kobiece imiona: Dora, Laura.

Ale ci dziwni, 26-cio kilogramowi robotnicy nie są godni zaufania.

Esesmani obserwują ich i nadzorują.

Grupują, kontrolują i przeszukują przed powrotem do obozu.

Rustykalny drogowskaz każdego zaprowadzi do domu.

Kapo musi jeszcze tylko zsumować ofiary dzisiejszego dnia.

Więźniowie kolejny już raz zajmują się swoją nieustanną obsesją -

jedzeniem.

Zupa.

Każda łyżka jest bezcenna.

Jedna łyżka mniej - jeden dzień życia krócej.

2 lub 3 papierosy wymienia się na talerz zupy.

Wielu jest zbyt słabych, by bronić swoich racji przed złodziejami.

Czekają, aż błoto i śnieg w końcu odbiorą im życie.

Gdzieś upaść, byle gdzie, i umrzeć w samotności.

Latryny i ich otoczenie.

Szkielety z nabrzmiałymi brzuchami przychodzą tu 7, 8 razy w ciągu jednej nocy.

Zupa okazała się być moczopędna.

Biada temu, kto w świetle księżyca wpadnie na pijanego kapo.

Więźniowe spoglądają na siebie w przerażeniu,

poszukując dobrze znanych objawów:

cieknąca krew oznacza rychłą śmierć.

Czarny rynek - potajemne kupno, sprzedaż, mordowanie.

Mogli spotkać przyjaciół, podzielić się nowinami i plotkami,

zorganizować grupy oporu.

Społeczność stopniowo przybiera formę, wyrzeźbioną przez terror i strach,

lecz w mniejszym stopniu obłąkaną, niż rzeczywistość esesmańska i jej slogany:

"Czystość to zdrowie."

"Praca czyni wolnym."

"Każdemu jego należność."

"Wesz to śmierć." W takim razie co powiedzieć o oficerze SS?

Każdy obóz ma swoje niespodzianki:

Orkiestra symfoniczna.

Zoo.

Szklarnie, w których Himmler uprawiał rzadkie okazy roślin.

Dąb Goethego w Buchenwaldzie.

Dookoła zbudowali obóz, ale dąb pozostawili nietknięty.

Sierociniec, tymczasowy, ale wiecznie przepełniony.

Barak dla inwalidów.

Przez cały ten czas świat prawdziwy, świat przeszłości,

ze swoimi spokojnymi pejzażami zdawał się być tak odległy.

Ale dla więźnia był już tylko iluzją.

Jego światem było to zamknięte, samowystarczalne uniwersum,

osaczone wieżyczkami strażniczymi,

z których żołnierze obserwowali,

mierzyli z broni,

i okazjonalnie, z nudów, zabijali wieźniów.

Wszystko jest pretekstem do szyderstwa, karania

i upokarzania.

Odczytywanie listy obecności mogło ciągnąć się godzinami.

Niestarannie uporządkowane posłanie oznaczało 20 uderzeń pałką.

Nie zwracaj uwagi na siebie. Nie wznoś modlitw do bogów.

Mają swoje szubienice, swoje święte przybytki.

To podwórze to Blok 11, odizolowany od otoczenia,

specjalnie zaarażowany do przeprowadzania egzekucji.

Ściany miały chronić przed rykoszetami.

Hartheim, skąd odjeżdżały pociągi z zaciemnionymi szybami,

wiozące pasażerów, których nikt już nie zobaczy.

"Czarne transporty" wyjeżdżające nocą, o których wszelki słuch zaginął.

Lecz człowiek jest elastyczny.

Chociaż ciało jest wyeksploatowane, umysł funkcjonuje dalej.

Ręce owinięte bandażami pracują -

robią łyżki, lalki, które później ukrywają.

Potwory.

Pudełka.

Zdobywają się na pisanie, sporządzanie notatek.

Zachowują jasność umysłu, marzenia wciąż żyją.

"Langusta po baskijsku."

Zwracają swe myśli ku bogu.

Nawet tworzą organizacje polityczne,

stawiają czoła przestępcom, by nie zaburzali obozowej rutyny.

Opiekują się przyjaciółmi, którzy podupadli na zdrowiu.

Dzielą się z nimi jedzeniem, pomagają sobie wzajemnie.

W ostateczności, z udręczonym sercem,

przychodzi im umrzeć w obozowym szpitalu.

Budynek stwarza iluzję prawdziwego szpitala,

daje nadzieję na znalezienie prawdziwego łóżka,

ale śmierć może nastąpić po ukuciu strzykawki.

Leki pozostają w sferze pobożnch życzeń. Ubrania to zwyczajny papier.

Ta sama maść jest używana do leczenia każej dolegliwości i choroby.

Zdarza się, że głodujący zjadają własną odzież.

W końcu każdy więzień wygląda następująco -

ciało w nieokreślonym wieku, martwe, z szeroko otwartymi oczami.

To jest blok operacyjny.

Przez chwilę może wam się wydawać, że jesteście w prawdziwej klinice.

Doktor SS.

Przerażająca pielęgniarka.

Ale co kryje się za fasadą?

Bezsensowne operacje, amputacje,

eksperymentalne okaleczenia.

Kapo, zupełnie jak esesmańscy chirurdzy, próbują swoich sił.

Wielkie koncerny farmaceutyczne przysyłają do obozów próbki toksyn

lub też kupują zestawy więźniów do przeprowadzenia testów na miejscu.

Kilka z tych królików doświadczalnych przetrwało -

wykastrowanych,

poparzonych fosforem.

Ciała niektórych zostały naznaczone na całe życie,

pomimo, iż uda im się wrócić do domu.

Administracja fotografuje więźniów zaraz po ich przybyciu.

Nazwiska także zostają zanotowane, nazwiska pochodzące z 22-óch krajów.

Wypełniają setki ksiąg rejestrowych, tysiące pików dokumentów.

Na czerwono skreślono nazwiska zmarłych.

Więźniowie sporządzają te obłąkańcze i nigdy wystarczająco dokładne księgi

pod czujnym okiem esesmanów lub uprzywilejowanych kapo.

Ci natomiast są hersztami, obozową elitą.

Kapo ma swój własny pokój, w którym może gromadzić zapasy

i wieczorami gościć młode wybranki.

Nieopodal stoi willa komendanta,

w której jego żona dokłada wszelkich starań, by wieść godne życie rodzinne,

zupełnie jak w każdym miasteczku garnizonowym.

Choć może jest już tym nieco znużona -

wojna jakoś nie chce się skończyć.

Na szczęście kapo mają swój burdel.

A w nim lepiej odżywione kobiety, lecz, jak każde inne, skazane na śmierć.

Czasami wypadnie zza okna kawałek skórki od chleba dla towarzyszy z zewnątrz.

Zatem SS starało się stworzyć wrażenie prawdziwego miasta,

ze szpitalem, dzielnicą uciech, dzielnicą mieszkaniową,

oraz, tak, zgadza się, nawet więzieniem.

Nie sposób opisać co działo się w tych celach.

W klatkach skonstruowanych specjalnie tak, by nie można było w nich ani stać, ani leżeć

mężczyźni i kobiety są metodycznie torturowani aż do nadejścia śmierci.

Przewody wentylacyjne nie były dźwiękoszczelne.

1942.

Wizyta Himmlera.

"Musimy niszczyć, ale produktywnie."

Pozostawiając kwestie produktywności swoim ekspertom,

Himmler koncentruje się na destrukcji.

Studiują plany.

Modele.

Urzeczywistniają je. Więźniowie własnoręcznie pomagają w pracy.

Z zewnątrz krematorium wygląda jak obrazek z pocztówki.

Dziś turyści robią sobie przed nim zdjęcia.

Deportacje ogarniają całą Europę.

Składy kolejowe gubią się, zatrzymują, potem znowu ruszają,

zostają zbombardowane, w końcu docierają na miejsce.

Niektórych śmierć już dopadła.

Dla reszty nadejdzie niedługo.

Ci po lewej będą pracować, podczas gdy ci po prawej...

Te zdjęcia zostały zrobione na chwilę przed eksterminacją.

Zabijanie gołymi rękoma zabiera czas.

Zamówiono beczki z Cyklonem B.

Komora gazowa niczym nie różni się od zwykłego baraku.

Wnętrze, wyglądające jak łaźnia, powitało nowo przybyłych.

Zamknięto drzwi.

Postawiono straż.

Jedyny ślad - musicie o tym wiedzieć -

pozostawiły paznokcie drapięce sufit.

Nawet żelbeton da się zarysować.

Gdy krematoria okazały się za mało wydajne, utworzono stosy.

A przecież piece mogą poradzić sobie z tysiącami ciał dziennie.

Nic się nie zmarnuje.

Oto wojenne rezerwy nazistów.

Oto ich magazyny.

Nic tylko kobiece włosy.

W cenie 15-stu fenigów za kilogram, używane do wyrobu ubrań.

Z kości...

nawozy... przynajmniej próbowali.

Z ciał... Słowa nic tu nie dadzą.

Z ciał robili mydło.

Co się tyczy skór...

1945.

Obozów coraz więcej, są przepełnione.

Stutysięczne miasta, zaludnione do granic możliwości.

Przemysł ciężki żywo interesuje się tą nieskończenie odnawialną siłą roboczą.

Fabryki mają swoje własne obozy, niezależne od SS.

Steyer, Krupp, Henkel,

I. G. Farben, Siemens, Hermann Goering rekrutują w nich swoich pracowników.

Naziści mogą wygrać wojnę.

Te nowe miasta stanowią część ich ekonomii.

Ale przegrywają wojnę.

Dla krematorium nie ma już węgla, dla więźniów nie ma już chleba.

Ulice obozów usłane są trupami.

Tyfus.

Kiedy alianci otwierają bramy...

Wszystkie bramy...

więźniowie patrzą bez zrozumienia.

Czy zostali wyzwoleni? Czy poznają jeszcze normalną codzienność?

"Nie ponoszę odpowiedzialności," mówi Kapo.

"Nie ponoszę odpowiedzialności," mówi oficer.

"Nie ponoszę odpowiedzialności."

W takim razie kto jest odpowiedzialny?

Podczas gdy przemawiam do was, ruiny i chłodna woda stawów

przykrywa doliny masowych grobów,

woda lodowata i mulista, mroczna, jak nasza pamięć.

Wojna drzemie sobie spokojnie,

ale jedno oko ma zawsze otwarte.

Trawa znów zdobi tereny zbiórek przy barakach.

Opuszczona przestrzeń, wciąż przepełniona grozą.

Krematoria już nie pracują.

Nazistowska przebiegłość dziś jest tylko żartem.

9 milionów umarłych nawiedza te okolice.

Kto spośród nas czuwa na tej dziwacznej wieży strażniczej

by ostrzec przed przybyciem przyszłych katów?

Czy ich twarze aż tak bardzo różnią się od naszych własnych?

Gdzieś pośród nas szczęśliwym kapo udało się przeżyć,

oficerów i donosicieli przywrócono na stanowiska.

Są też tacy, którzy nie mogą uwierzyć, lub uwierzyli tylko na krótką chwilę.

Szczerze przyglądaliśmy się tym ruinom,

zupełnie, jakby były starym potworem, pogrzebanym na zawsze pod zwałami gruzu.

Jak tylko przywołujemy obrazy z przeszłości, wciąż żywimy złudną nadzieję,

na to, że raz na zawsze wyzbyliśmy się plagi obozów.

Udajemy, że zdarzyło się to tylko raz, w określonym miejscu i czasie.

Jesteśmy ślepi na to, co nas otacza -

jesteśmy głusi na odwieczny krzyk człowieczeństwa.

Napisy wykonał, i przypisem opatrzył MATSUNAGA, tłumaczenie w oparciu o tekst angielski i ze słuchu.

Korekta i dopasowanie napisów do filmu: Unflappable

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.