All language subtitles for Bestia.(Jerzy.Domaradzki.1979).WEBRip.576p

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Można lepiej.

Lata studiów w Szwajcarii, to nie dość długo?

To za radość wracać do domu, do Anny. Tak by mi z każdą minutą teraz

przybywało siły.

Po Szwajcarii nasz krajobraz będzie wydać panu. To dlaczego serce mi tak

bije? Córka wspomniała, że pragnie pan na stałe osiąść na majątku. Popieram.

Tak. Mowy nie ma o powrocie.

Można lepiej?

Proszę. Cieszę się, że tak pan postanowił.

Ustaliliśmy z Anną, że po moim powrocie weźmiemy ślub.

Na rybcie w domu. Płacić.

Mogę Pawle zabrać pana ze statu, moim samochodem. Dziękuję, wuj będzie na mnie

ciętał.

Wiem, że często do Poznania w interesach.

Dobrze, żeśmy się spotkali.

Można było... Spokojnie porozmawiać. Tak, i podróż się nie dłużyła.

Co to jest?

Polityczny dziedzin.

Rusacy przekażą go na granicę ochranie.

Zresztą... Nie pierwszego i nie ostatniego.

Co cię tak przetraszyło?

Czekamy na ciebie, zwłaszcza Anna.

No to do zobaczenia.

Trzeba mu pomóc.

Pani Gabroński, od dziś zaczynamy pracę w kancelarii o 5.30.

Trochę wcześniej.

Co pan mówił?

Nic, nic. Ja wydam specjalne dyspozycje.

No.

Czy gdzie jest plan na przyszły tydzień?

To dopiero w środę, panie Pawle. No to co z tego?

Chcę, żeby mi pan dostarczył dokładny rozkład prac, panie Gablenie. Proszę

bardzo.

Za dużo tu wszędzie bałaganu.

To też trzeba zmienić.

Proszę bardzo.

Dlaczego do diabła nie wysypią żwiru?

Góry można zgubić w tym błocie. Bo teraz wysypali.

Głoto cięgiem żłazi na wierzch. Oddatnia nawet ojciec pana.

Wiem, co chce mi pan powiedzieć. Ojciec mój nie mógł sobie z tym wszystkim

poradzić, ale ja poradzę sobie, panie Gawroński.

Pana pomocą, mam nadzieję.

W przeciwnym razie będziemy musieli się rozpoznać.

Tak, przecieka.

Ale mieliśmy naprawiać.

A to już smelc.

A w dodatku nigdy nie było pieniędzy na remonty. Ot, jakoś tak.

Co się da, trzeba będzie doprowadzić do porządku.

Od tego będziemy zaczynać.

Zamówiłem u Cegielskiego nowe maszyny. Proszę bardzo.

Zamierzam gospodarować ekonomicznie i nowocześnie.

Proszę bardzo.

Jakie pan każe używać nawozy? No nie ma nic lepszego jak obornik. Będziemy

używali nawozy sztuczne.

Superfosfat, kainit, tomasówkę.

Czemu oni stoją?

Niech pan porozdziela pracę.

Coś, Agapice!

Za roboty!

Pobłogosław, Panie Boże, nas i te dary, które z Twojej sprawodliwości spożywać

mamy. Przed Chrystusa, Pana naszego.

Amen.

Źle wygląda, prawda?

Pawelek?

Nigdy lepiej nie wyglądał.

Będziesz musiała wypocząć.

Nie, ani jednego dnia zwłoki, mamo.

Wszystko przemyślałem. Ile tutaj pracy? Wiele zamiaram zmienić. Może najpierw

należałoby się naradzić?

Nad czym?

Uważam, że majątek należy sprzedać.

Oczywiście w dobre polskie ręce.

Twoja matka.

Ty, Zosiu, jesteś tego samego zdania.

Ty, mamo?

Byłam pewna, że myślałeś o karierze naukowej. W Berlinie?

Albo w Szwajcarii?

Pawełku, wielki świat.

Już tam byłem.

Nie zamierzam tam wracać.

Nie ma innego wyjścia niż sprzedaż majątku.

Nie jest nadzwyczajnym znawcą problemów politycznych.

Tak tamte. Nie przerywaj mu, niech skończy.

Dobrze, przepraszam.

Słucham, wuju.

Zaczynamy żyć w epoce, w której najlepiej będą mieli ci.

którzy najmniej posiadają.

Pajątko nie sprzedam.

Zrobisz, jak będziesz uważał.

No, nie mogłbym żyć inaczej.

A tylko ty mi nie mów tutaj o powolaniu, jeśli łaska.

Ani o historycznym obowiązku.

Najpierw rozejrzyj się dookoła.

Musicie się kluczyć.

Nie mam na to najmniejszej ochoty.

Nieznośny. Czasami trudno z nim wytrzymać.

Mężczyźni w jego wieku, wiesz, najczęściej. Mamo, ty naprawdę myślałaś,

że ja sprzedam majątek?

Myślałam, że tak będzie lepiej.

Nie wierzysz, że podołam.

Rozmawiałem w pociągu z Lipkowskim.

Stwierdzi, że dobrze robię.

No, to na pewno wpływany.

W każdym razie on mi pomoże. Proszę ziemniaki. Ale ja ci też pomogę. Tylko

powiedz mi, co ja mam tu robić.

Anna nie da sobie rady bez ciebie, mamo.

To mądre i dobre dziewczyny.

Czekaj.

Pokażę ci prospekty Tygielskiego.

Jego maszyny i siewniki są lepsze niż niemieckie.

Ten człowiek mnie fascynuje.

Zaczynał od zera, a w tej chwili jest znany w całej Europie.

O, popatrz.

Twój. Te lokomobile chcę kupić.

Nudzę cię.

Miałeś nie mówić o sobie.

Kiedy nie mam to, jechałem z myślą, że najważniejsze zdarzy się tu.

Przepraszam, że umiosłem się podczas kolacji.

Wiesz, mam rację. Nie nadajemy się do prowadzenia majątku. Ale to jest dziś,

tu w Poznańskim, nasz jedyny polski obowiązek. Twoja matka. Ja również.

Naleźli sobie miejsce, no.

Kto im pozwolił wchodzić do ogrodu? Nie denerwuj się.

Przecież to piękne.

Zwierzęta.

Obrzydliwe.

Cudowne.

Ale jeszcze mamy nową branżerię.

Anna przywiozła.

To wyspiański? Tak.

Kupiłem, bo Anna mówi, że to wież śpiewki.

A jednak wolę obrazy historyczne. Ale naprawdę to jest wspaniałe.

Dlatego kupiłem. Zabieram pana Pawła.

Idę z wami.

Zostań, będziesz bawić panią. Ja pokażę panu Pawłowi gospodarstwo.

Ale to nie potrwa długo.

Anna często mnie odwiedza.

Przywozi mi wszystkie nowości książkowe.

Ach, za dużo. Czyta z tego tylko same kłopoty.

Nieprawda. Mama po prostu nie może sobie wyobrazić, że może mnie jej nie

przynosić kłopota.

Trzeba się nad tym zdecydować. Nie wolno się rozdradzać.

Najważniejsze, żeby wybór był najwłaściwszy.

Rusa chce nam wskoczyć do gardła. Każdy błąd na tej gospodarce wykorzysta

bezwzględnie. I mają w tym poparcie swojego rządu? Tak.

Moja gorzenia daje mi więcej niż wszystkie sprzedane ziemniaki.

Dla mnie najważniejsza w tej chwili jest pożyczka.

Czy nie starania?

Silne starania. Chwala bym, żeby moja córka wysłała za ciebie, Pawle, dopiero

po uporządkowaniu swojego majątku.

Gdybym uzyskał kredyty... Tak, Anna mi mówiła.

Przy takich zadłużeniach nie otrzymasz kredytów.

Chyba, że ktoś odpowiedzialny udzieli gwarancję.

A to robię to dla Ciebie, Pawle Zgadza.

Nie zawiedzisz się na mnie, ojcu.

Robię to tylko dla Anny.

Polegałem, żebym wyraził zgodę na Wasz związek.

Robię wszystko, żeby Anna była szczęśliwa, ojcze. Panie Litwowski!

Panie Litwowski!

Szepetskiego szukają.

Wyśle Rzepetkiego do ciebie. Kto to jest?

Rzepetki? Szuka go ta policja bródka.

Chyba ci nie wezwania, bo tak zawsze jest. Proszę.

Rzepetkiego znowu szukają.

Sprowadzi na nas nieszczęście.

Proszę o owoce.

z grubinowym odkiem. Jaka? Ożycióla Boga?

No, przecież sama mama mówiła. Ja przepraszam, ja zabiorę Pawła.

Przepraszam bardzo. Nie jest pan ciekawy dalszej treści?

Nie. Dalsza.

Dalsza.

Dalsza. Dalsza.

Dlaczego?

Wszystki listy, które przysłałeś do mnie w ciągu pięciu lat.

Popatrz. To jest pierwszy rok studiów.

A tu, w 1912 roku napisałeś do mnie największy list.

Pamiętasz? Ta kartka chyba z falury. Nie.

Z falury jest po pierwszą kościuszki. Zobacz.

Popatrz.

Rysowałeś nawet dla mnie rysunki.

Pamiętam. Aniu, zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.

Mój rodzic nigdy nie był szczęśliwy.

Szanowaliśmy je z Kaliradą, ale... nie byli szczęśliwi.

Anioł, my jesteśmy innymi rodzicami.

Kochamy się inaczej.

Myślimy inaczej.

Będziemy żyli inaczej.

Lipkosy są bardzo mili.

Chciałabym, żeby Anna jak najszybciej zamieszkała u nas.

Nic nie stoi nam w przeszkodzie.

Kochamy się.

Pobieramy.

Ojciec był bardzo szczęśliwy.

On zawsze pragnął, żebyś pożył.

Dlatego właśnie wróciłem.

Coraz więcej wojska. Nie zapowiada to nic dobrego.

Jak zawsze mają pietnie manewry.

Tak, tak, to na pewno manewry.

Dwa tygodnie jesteśmy już spóźnieni z siewami, panie Gawroński.

Ja tam nigdy przed świętym Józefem w pole nie wychodzę.

Do tego widać najbliższej książkowej mądrości.

Widoczność. Tak, zamiast wywodów piętych, niech pan poczyta kalendarz

rolników.

A jak w nocy wszystko wymrozi?

Co pan mówi?

Proszę bardzo.

Co to za fundamenty?

A te, to jeszcze pański ojciec zaczął stawiać. Mój Gawroński mówił, zbuduję

gospodę bez alkoholu. Dom ludowy.

Tak budują na Śląsku.

Tam zaczął budować?

Wszystkie okoliczni ludzie obiecali to pomóc.

Ale pan wie, jak to z obietnicami bywa.

Obiecanki, sacanki, a pieniędzy nie było.

Trzeba to dokończyć.

Chciałbym radził rozebrać.

Ludziom się wełbię, bo przewracę bez alkoholu.

Kończę tam.

Bez niczyjej pomocy.

Co on tak pogania tym Gawrońskim?

O piątnej rano już ściąga ludzi z pościeli.

No cóż, przywoluje ich do porządku.

Czy on się lepiej zna nad tym wszystkim od Gawrońskiego?

Nie zapominaj, że jest właścicielem.

Wiesz, że jest mało praktyczny?

Nie.

A ja powiedziałbym, że jest więcej niż niepraktyczny.

No nie gniewaj się. Zwie, jakiemu to przejdzie.

Uważam, że postępuje słusznie. A mnie się zdaje, że szybko się tym znudzi.

Przepraszam, spóźniłem się.

Od dziś obiecuję poprawę.

O, świetnie wyglądasz, mama. Dziękuję.

A ty jak spałeś?

Ja?

Śpię zawsze dobrze.

A ty masz zamiar zawsze wstawać o piątej rano? Zawsze.

Edison nie spał dłużej jak pięć godzin. A wstawał o czwartej rano.

A ja nie mogę zupełnie spać.

Śniło ci się coś?

Ja mam zawsze ten sam sam.

Jakaś poczekalnia. Ja oczekuję na przyjęcie przez kogoś bardzo ważnego,

ale... Nigdy nie wiem, kto to jest.

Symbolika cenna.

E, funta klaku, nie warta ta cała teoria. A jednak coś w tym jest.

Mi się śniło, że nie mogłem zapalić świecy.

To?

Zapałki gasły, a płomień nie chciał się pokazać.

Czegoś mi na tym bardzo zależało.

To niedobry sen.

Przeciwnie. Świetny sen.

Dobry jak każdy inny.

Piękny dzień mały.

Pogoda jakby wreszcie się ustaliła.

Mąż ma dostać zawrotu głowy?

Dostałem pożyczkę z banku kasy Miodowskiego.

A kto za to poręczył? Mój przyszły teś i wkłodki.

Proszę bardzo.

Dobre zbiory, postawią nas na nogi. Rod jest urodzajny.

Mówią, że lata urodzajne to lata wojny.

Niech się pan czymś zajmie.

Proszę bardzo.

Czekaj, moja śliczna.

Czekaj, zapię cię, nie uciekaj.

Czekaj, dam ci wszystko, czego ty to zapragniesz.

Czekaj, czekaj.

Proszę.

Co się tutaj dzieje?

No przecież widzisz.

O co ci chodzi, Pawełku? Wyjdź stąd!

Czemu się denerwujesz?

Jak ci nie wstyd.

Proszę, żeby się więcej nie powtórzyło to w moim domu.

W twoim domu?

Nie podkreślałbym tego tak bardzo.

Chłopi z całej wsi skarżą się na ciebie.

Pewnie się nudzą.

Dajmy temu lepiej spokój.

Jesteś obrzydliwy.

Przesadzasz.

Powtarzam. Mówię poważnie. Jesteś obrzydliwy.

A o sobie nie pomyślałeś?

Nie rozumiem.

Chciałem z tobą porozmawiać. Może niech to, ale też nie będzie okazji. Chciałem

ci weźmie powiedzieć to zaraz po przyjeździe.

Musisz mnie dobrze zrozumieć.

Twoja matka była zawsze bardzo dobra. Dla mnie jest bardzo dobra, ale ja co?

Duszę się.

Po prostu nie mogę tu żyć.

Nigdy nic się nie dzieje od tego bezruchu.

Stanę w jakimś niepokoju.

Nudzisz się.

To nie to.

Mógłbyś mi pomóc.

Nie żartuj.

Nigdy nie umiałem pomagać takim jak ty.

A poza tym czuję się zmęczony.

Matka powiada, że to starość.

Może? Nie, nie, nie. To jest co innego.

Nie potrafię ci tego wytłumaczyć.

I żal. Jakieś dojmujące pragnienie.

Podoba ci się film?

Kto?

Nieudawek.

Kręcą się wszędzie.

Otóż powziąłem pewne postanowienie.

Chcę wyjechać. Dokąd?

Daleko. Do Włochy.

A skąd weźmiesz pieniądze?

Liczę, że mnie splacisz.

Proszę bardzo.

A drugi pan?

No zdrały, proszę bardzo.

Nie, niech patrzy.

Męczy się.

I pan.

W Szwajcarii przywykłem.

No nie jestem mnichem, no.

No nie rozumie pan.

A co trzeba było od razu powiedzieć?

No można, no proszę bardzo.

Tylko musi pan powiedzieć, która.

Nieszpetna i zdrowa. Rozumiem.

Jest tutaj dobry kąsek.

Jesieniu wydać ją za chmur, a on nic nie może zrobić.

Nie, nie.

Nie chcę, wie pan, na rzadka do... Nie chcę mieć kłopotu.

Mam. Będzie pan zadowolony.

Ja jej mówię godzino, a ona powie już.

Jutro, jak pan przyjdzie do tej starej władzy.

Dziękuje.

Dzień dobry, Aniu.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Przywitam książkę, o której mówiłyśmy, o powstaniu styczniowym.

Proszę spojrzeć.

Dzięki Tobie, Anna, mam najciekawsze książki. O, to jest ta fotografia, ta, o

której mówiłam ostatnio. Może... Nie,

nie, nie. To znaczy,

że Pan nie ma do nas zaopania.

A Pan, Panie Pawle?

Przepraszam. Nie słyszałem. Czy pan by wsiadł razem z nami do tego automobilu?

Tak, umiem prowadzić auto.

Zamkniętymi oczyma?

Które znamy pani tego życia?

Słyszałaś? On nawet patrzeć na ciebie nie chce.

Proszę, dostałem panu.

Panie Anno, pani nie wie, co się z nim zrobiło. To liberal, apostoł nowego

ladu. Dajże spokój, na starość robisz się nieznośnym gadu.

Gdybym nie słyszał własnego głosu, całłbym się już w grobie.

Chodźmy na podwiecie.

A jesieni rozpoczną się już pierwsze odczyty.

Czy ta dala powinna być taka duża?

Czy może dzielić ją na dwie mniejsze?

Nie wiem.

Ale ja się nad tym nie znam. Ja się nie wiem. Bez ciebie.

A bez moich pieniędzy.

Nie, ja nie mam nic przeciwko takim budowom. Naprawdę.

Wiesz, matka uważa mnie za socjalistę.

Przyjaźniłem się z nimi w szajtarii.

Ostrożnie. Ich idea wydawały mi się porywające, ale... nierealne.

Dlaczego uważasz, że to nierealne? Ja dużo o tym czytałam.

Obca mi jest potrzeba burzenia.

A może to konieczne?

Nie wiem.

Najważniejsze, żeby była polska.

I to nie jaka ona będzie, ale żeby w ogóle była.

Ale nie chcę o tym mówić. Nie, nie.

Poczekaj, mów, mów dalej.

To za ważne, za wielkie, żeby tak sobie mówić od razu.

Przypominają mi się gazety.

Słuchaj,

słuchaj, u nas mówi się tyle o Polsce, ale tak jakby ona żyła tylko w

marzeniach. A ci twoi chłopcy, których tu sprowadzasz... Słuchaj, on mnie

imponuje. A ktoś, kto ma być moim mężem, musi wszystkim imponować.

Podstawimy ten budynek, może sama będę to się robiła. Strasznie mi należy, żeby

ci pomóc, naprawdę.

Cieszę się, że nie mógłbym sobie bez ciebie poradzić.

Naprawdę myślisz, że bez mnie... Powinienem cię pocałować. Ale naprawdę

myślisz, że... Powinienem cię pocałować.

Dzięki.

Cześć.

Maszyna nigdy nie zawiedzie. Co?

Maszyna nie zawiedzie. A tyle pieniędzy.

Co tam pieniądze?

Para koni też nie zawiedzie.

Zwierzę po zwierzę, ale trochę człowieka zrozumie. Ale to zastąpi nie dwa, a

tuzin koni. To ja mówię trzy tuziny koni.

No co,

panie Gabroński, zmienia się coś najlepsze, co?

Proszę bardzo.

Ciekawe, jak to pracuje, panie Pawle.

Nie ma obawy, pracuje niezawodnie.

To też ludzie nie wymyślą.

Proszę bardzo.

Może jakaś inna?

Rozduchwali się... Wykluczone, nie.

Działa mi ten Niemiec na nerwy. Może by wyszkolić jakiegoś wystrego chłopaka,

co?

Najlepiej Franka. Ma smykałkę do mechaniki.

Łam, czego rozum nie złamie.

Młodości, orla tych lotów potęga, jako piorun twoje ramię. Hej, ramię do

ramienia, wspólnymi łańcuchy opasny, ziemskie kolisko.

Zetrzelmy myśli w jedno ognisko i w jedno ognisko duchy. Dalej, bryłot, poza

świata, nowymi cię pchniemy tory, aż opleśniałej zbywszy się kory zielone

przypomnisz lata.

W krajach ludzkości jeszcze noc głucha, żywioły chęci jeszcze są w wojnie. Oto

miłość ogniem zionie, wyjdzie z zamętu świat ducha, młodość go pocznie na swoim

łonie, a przyjaźń wieczne skojarzy w pojnie.

Spryskają nieczułe lody i przecądy światło ćmiące.

Witaj, Jutrzenko z Pobody!

Zbawienia za Tobą, Słońc!

Adam Mickiewicz.

No dobrze, teraz podćwiczymy strzelanie.

To jest rewolwer systemu Colt.

Kaliber 45, przekres stołowy.

Wyprostuj rękę.

Płynnie naciskaj stół.

Dobrze.

Kto następny?

No.

Który następny?

No?

Dzwonią w kościele.

No to co?

Ksiądz się będzie złościł. My się zawsze w niedzielę spóźniamy.

Jak wam się spieszy, to idźcie.

Nie, nie, nie.

Koniec na dzisiaj.

Zajmijcie warty.

Lepiej, że wam w kościele idzie.

Chodź szybko.

Ksiądz widzą nieśmielony.

Moja siostra jest mistrzynią w tworzeniu odpowiedniego nastroju.

Wraz przeciwny.

Chcę uprzedzić księdza, że przynajmniej w kilku sprawach mogę zostać uznany za

heretyka. Można spytać, jakie to sprawy?

To nie konfesjonal.

Wpowiadać można się wszędzie.

Co to, to nie.

Jeśli będzie okazja, pomówimy również o spowiedzi.

Mam nadzieję, proszę pana.

Czy to aby nie pogróżki?

Dużo o panu słyszałem.

Witam, księdza Dobrodzieja.

Czekamy na ciebie. Proszę mnie wybaczyć, ale tyle zajęć.

Tak.

Nawet w niedzielę. No, czasami w niedzielę.

Słyszałem, że pan wiele modernizuje ulepsa.

Godna pochwały, Gordibor. Ksiądz także modernizuje to i owo.

Obowiązek, panie Pawle.

My nie musimy być nierobami.

Nie odmówi ksiądz udziału w podwyczarku.

Niestety, proszę pani.

Mam pilne zajęcia.

Odprowadzę księdza.

Nie lubi nas.

Może księdza podwieźć?

Nie, dziękuję.

Szkoda, że ksiądz nie ma czasu.

Ja też jestem stale zajęty, a przydałoby się od czasu do czasu porozmawiać z kimś

takim jak ksiądz.

W końcu mało jest tutaj ludzi, z którymi można na pewne tematy pomówić.

Jakie tematy?

O duszy.

O duszy.

Może wdam się księdzu zarozumiałym, ale... wiem, czego mogę od siebie

oczekiwać. I to ważniejsze, na co mnie stać.

Pan jest człowiekiem pewnym własnej siły.

Przesada. Przekonałem się, że człowiek zdolny bywa do rzeczy wielkich.

Najważniejsze, jak sobie tę wielkość wyobraża.

Wiem, jak do niej zmierzać.

Jak?

Walce.

Walce z obojętnością, z nawykami, z przesądami.

A o sobie pan myśli?

Bezustannie. A o tych młodych ludziach, którzy do pana przychodzą? Przecież nie

odrywam ich od zajęć, jakie ksiądz nimi prowadzi.

Czego pani chce nauczyć?

Przelania.

Tym czatem przelania.

Mamy czekać?

Trzeci raz nie przychodzi.

Będziemy czekać.

Nie ma!

Nie ma!

Nigdzie nie ma pana Pawła!

Nigdzie nie ma pana Pawła!

Jak to nie ma?

Nie ma.

Wszędzie szukałem.

Co robimy?

Czekamy.

Przyszli do roboty. Nie możemy ich przyjąć.

To nie teście.

Galicji, papiery, momy.

To wszystko nielegalnie.

Będzie ich wokół.

Pracy teraz nie ma, dopiero we żniwa.

No dobrze, możecie zostać, pomagać, ale uprzedzam, tylko zanim wyjedziecie.

Nazywam się Rzepet. Rzepet?

Przepraszam, nie poznałem.

Sława bądź.

No nie dziwię się, że nie mogą pana złapać.

Nie też pytaliście, czy pan się tu nie kręci?

Teraz jest porę znikam.

Jest pan już bardzo znany.

Przypominam spiskowca sprzed stu lat.

Ciągle jest tu, nie ma dobrze działających konspiracji.

Ale też jednak.

Proszę bardzo.

Dziękuję.

Coś robimy.

No niewiele, a i to chaotyczna robota.

Czy pan jeszcze uczy tych młodych chłopców strzelania?

Tak.

Chciałbym, żeby pan im to poczytał.

Co to jest?

Karna księga wydana we Lwowie.

Znajdzie pan tam nazwiska wszystkich Polaków, którzy spaprali ze współpracą z

Polsakami.

Niestety trzeba będzie wydać i drugą.

Ale co ja mam z tym wspólnego?

Nic. Na szczęście nic.

W najbliższym czasie będziemy tędy przemycali ludzi w Skordon.

Uprzedzał mnie Lipkowski.

Mamy przygotowane przejście. To świetnie. Wie pan, to bardzo

odpowiedzialne zadanie. Pan czeka na kogoś?

Nie.

Nie.

Może pan liczyć na moją pomoc?

Chciałbym jeszcze jedno zapytać.

Chodzi mi o pana.

I tych młodych ludzi też.

Co ja tak właśnie nim zajmować?

Przepraszam pana.

Znowu coś od Cegielskiego? Samochód. Tak.

Chcę go kupić. Ile kosztuje?

No, nie, niestety. O wiele więcej niż posiadam.

To już mi coś przypomina.

Co takiego?

Twojego ojca.

A co ma wspólnego z tym ojciec?

Zabrakło mu szczęścia.

Za bardzo ufał ludziom.

Dajcie spokój. Nie lubię takich rozmów.

Przepraszam.

Przyniesę ci szalę. Robi się chłodno.

I co? Mylę się?

Pięknie odpowiedzialny.

Przejdź teraz do parku.

Wystarczał mi instynkt i byłem zupełnie szczęśliwy.

Nie mogłeś być szczęśliwy.

Instynkt wyklucza uczucie.

Jakie to dziwne, kiedy słyszy się coś młodzi to rozumie. Kto?

Paweł i Anna.

O mocy człowieka, jego potędze, niekończonych możliwościach.

Przecież to nie jest nic innego, moja droga.

Jak tylko narzucenie drugiemu człowiekowi swojej woli.

O czym mówicie?

A, o nadczłowieku i jego nieograniczonej wolności.

Ale to nicze, mamo.

Piękny księżyc.

Jest w tym świetle coś niesamowitego. I znowu przegrałem.

Pospacuję trochę.

I tak nie mogę spać.

Chodzę, dretam.

Pięknie taki sam.

Tak. Chcesz do siebie, odprowadź mnie.

Dobrze.

Co wy? Co wy?

Co wy?

Co to jest?

Prezent dla Anny.

Piękny.

Byłeś w szpitalu. Tak.

No i co?

Mów, że... Czuję się lepiej.

A dlaczego nie chciał, żebym go odwiedził?

Nie wiem. Może jest jeszcze słaby.

Prosił, żeby przyjechał do niego ten młody ksiądz.

Ksiądz?

Nie, nie lękaj się. Nie ma żadnego niepokoju.

Po prostu chciał z nim porozmawiać.

A dlaczego zrobili mu taką krzywdę?

Nie wiem.

Może jakieś porachunki?

Nie, przecież Kazimierz to dobry człowiek.

Dobry, że wszystko się wyjaśni.

Więc jednak zdecydowałeś się.

Wyjeżdżasz?

Pawle, chciałem cię pozdrowić.

Mnie? Tak.

Niech cię moja historia czegoś nauczy.

Ja to zbyt późno sobie uprzytomnię.

O czym mówisz?

O tobie.

Nie traktuj się o mnie.

Spójrz na tego księdza.

Pogardza mną.

Uważa, że spotkała mnie zasłużona kara.

Prosiłeś, żeby się tobą zajął. Prosiłem.

Prosiłem właśnie dlatego, że czuł do mnie wstręt.

Nazywajmy rzeczy po imieniu. Ja to także lubię.

Wiesz, co o tym wszystkim myślę?

Myśl o sobie.

Zobacz, jak ten ksiądz nam się obu przygląda.

Chce w nas zobaczyć diabla.

Mógłby go dojrzeć w tobie.

Nie, nie wujku, nie ma diabła. Ty oszalałeś.

Pawełku.

Będę się modlił o ciebie.

Dziękuję księdzu, czego ksiądz odprowadził.

Nie ma za co, prosił mnie o to.

To mój obowiązek.

Obawiam się, że ten wyjazd nie wyjdzie mu na dobro.

A nie wspominał panu, czego pan powinien obawiać się bardziej.

Czy coś się stało?

Wspaniale wyglądasz, mój mężu.

Spokój.

Naprawdę wspaniale.

Popatrzcie na moje ręce.

To nic.

Chodź. Jestem głodny. Wracam.

Uważam, że się przewróci.

Boże, Boże, zamordować arcyksięcia Ferdynanda i jego żonę. Oni muszą być

bandytami. Bandyci nie walczą o wolność, mamo. A Serbowie o nią walczą, podobnie

jak my.

Podnieść rękę na przyszłego cesarza. Straszna zbrodnia.

Trzeba jednak zrozumieć, dlaczego im to robią.

No więc ich odgrzeszasz? Staram się ich zrozumieć.

Chodź, pokażemy mamie nasze zdjęcia z Zakopanego.

Jest bardzo zdenerwowana tymi wydarzeniami w Sarajewie.

Mamo zachowuje się jak wszyscy ci, którzy w takiej panice wyjeżdżali z

Zakopanego.

Wszędzie piszą, że należy się spodziewać wydarzeń. Mama, nie będzie żadnej wojny.

Jeszcze nie, to tylko pokaz siły z obu stron.

Tak bym chciała nie wierzyć w swoje przeczucie.

Zobacz, tutaj mieszkaliśmy.

Widzisz?

A tutaj chodziliśmy razem na spacery.

Tam była taka droga za tym domem.

A tego pana byłem zazdrosny. Och nie, to jest nasz znajomy z zakopanego, pan

Korzeniowski. Przyjechał z Anglicynami, podobno.

Pisze książki po angielsku. A tu pamiętasz?

Mieliśmy wybrać się na Giewont.

Ale co to było?

Złe się poczułaś, tak? I musieliśmy wracać.

Musisz na siebie teraz uważać.

Ja twierdzi zupełnie dobrze.

Tak cieszę się, że wróciłam do domu.

Będziesz musiała sobie teraz dobrać służbę.

Wasza sypialnia już jest gotowa. Podoba się wam? Tak.

Muszę już iść.

Te gablenki mitne, urwanie głowy.

Tymur, poczekaj.

Musimy porozmawiać o Pawle.

Znam go dobrze.

Lepiej niż kto inny.

Wymaga specjalnych opieków.

Mamo... Ja chciałabym, żeby wszystko było dobrze.

Proszę to wytrzepać i zanieść na górę, do pokoju pani młodej. O, mamatku!

Widzisz, zmęczony jesteś.

Trochę. Miałem dużo pracy w Polsce.

A mówiłam ci, żebyś zostawił to Gawrońskiemu. Pamiętaj, że mamy grek

preferata. O nie, musimy to odłożyć, przecież mamy z nim.

Paweł, Paweł, pamiętaj, że musisz ustalić miejsce gości. Paweł, słyszysz?

Mamo, co trzeba zrobić z tymi rzeczami, buja? No po prostu zapakujemy je do

kosza. Mogą mu się przydać. Czy można ustawić na tarasie stoły?

Naturalnie.

O, panie Gabroński!

Słuchałem pana.

Wie pan... Widzi pan, ta dziewczyna...

Ta kobieta... Rozumiem.

Proszę bardzo.

Nie, nic pan nie rozumie.

Otóż ja myślę, że trzeba jej dać pieniądze.

Wie pan, byleby jej ty nie było.

Proszę bardzo.

Ale jakże ją tak odsunąć?

Dokąd ona pójdzie?

Nie wiem.

Do miasta, na służbę, gdziekolwiek.

Ale po co to? Kto ona przeszkadza?

Nie rozumie pan, że dla żony to będzie straszne, jak się dowie? A kto jej

powie? Jakże tu żyć?

W takim strachu?

Czas narew wspomina temu oko wyłup.

Lepiej będzie...

Jak sobie stąd pójdzie?

Niech pan jej da te pieniądze i niech jej pan coś tam powie.

Niech pan.

Proszę bardzo.

że w powiatach położonych dalej od granicy, przeprowadzonych w pobór. To

może oznaczać tylko wojnę.

Miejmy nadzieję.

Dla Bóg, że do niej dojdzie.

A my co mamy robić?

Przerwać na razie ćwiczenia strzeletkie, zbyt niewytwierdzone. A tak, pan Paweł

też dawno z nami ćwiczył. Na razie trzeba obserwować koncentrację i ruchy

oddziałów nad granicą. A jak będą brać do wojska?

Bo możecie uciekać do Krakowa. Do Krakowa? Tak, tam organizują się polskie

drużyny szewckie. Panie Paweł.

Panie panie!

Proszę. Pan musi być gotowy.

Tędy przez bagna będziemy przemycali ludzi za koronę.

Czy jest jasne?

To jest prawda.

Możecie liczyć na mnie.

Przepraszam, muszę wyjść. Chuj do spanem.

Otrzymałem list od pańskiego wuja. Jest już w Rzymie. Nie pokoimy się o niego.

Teraz już chyba nie ma powodu.

Polubił księdza?

Wątpię. Otóż wuj pisze w tym liście, że ten tragiczny wypadek powinien spotkać

pana. Co takiego?

Że to pana zamierzono wygastrować.

Mam nadzieję, że księdz nie mówi tego popażnie. Nie.

Przyglądam się.

Każdy też.

Wynoś się stąd! Nie chodź tu!

Nie byłeś tutaj.

Stało się, że nie byłeś.

Ten człowiek tak daleko odszedł do mnie.

Kto?

Mój mąż.

Porozmawiasz ze mną o przycynach?

Może ksiądz mógł mi powiedzieć, dlaczego tak się dzieje.

Tego nikt ci nie wyjaśni.

A czy mam szukać zmienić sobie?

Nie wiem.

Mówi, chciałbym coś wiedzieć.

Powinienem. A to nie to samo.

Ale co mam robić?

Modlić się.

Wybaczyć się. A co wybaczyć?

Szkłości.

Wszyscy jesteśmy słabi.

Czują się bezbronni.

Nie potrafimy panować nad sobą. Nie potrafimy walczyć ze sobą.

Nie mamy sił moralnych. Wtedy oczekujemy pomocy. A dla mnie nic pomocy nie

oczekuje. Niż ufać temu, kto nas

doświadcza.

On zna granice wytrzymałości i nie poddaje nas próbom.

Nie, nie.

Możemy tylko tyle.

Ja przodę spowiedzi wierzę, że dostanę pomoc.

Ja nie mogę.

Porozmawiaj ze mną.

Porozmawiaj ze mną, proszę Cię.

Czego chcesz? Proszę Cię. No proszę Cię.

Ja czekam na Ciebie. Nie ma Ciebie. Nie patrzysz na mnie, nie rozmawiasz. No

proszę, porozmawiaj.

Nie widzę Cię.

Aniu, przepraszam Cię.

Aniu, kochanie.

Zaczekaj, Aniu.

Co się tu dzieje?

No przecież wiesz, że ona jest w ciąży.

No to co, że w ciąży?

Może powiesz spać w kabinecie.

Anno?

Co się stało?

A gdzie Paweł?

Paweł śpi.

Dobranoc.

Czekałem na ciebie.

Przyszedłeś.

Zacznijmy pasę tego Kazimierza Rusańska.

Widzicie, jak się ten wadzbój zmienił? Żeby uzyskać dla całej rodziny

błogosławieństwo w godzinę śmierci, własnoręcznie podpisane przez papieża

Fiusa X.

Ten młody ksiądz miał jednak na niego wpływ,

żeby... Tak się zmienił.

Dzisiaj Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji.

O Boże.

Sprawdziły się moje przeczucia.

Pawle, słyszysz?

Pawle, wojna!

Trzeba się zastanowić.

Jesteśmy w strefie przegranicznej.

W razie czego wyjedziemy stąd. Na jakiś czas.

Paweł, po Milosiaku trzeba jak najszybciej wysłać zakordon.

Bo inaczej zostaną wywiezieni do niebie.

To obozu dowiedzie. Tuż idziesz?

Słyszysz mnie?

Kto tam?

Rzepecki.

Ja Ciebie też od razu.

O co chodzi?

Zdajmy się, panie Piotrku. Co mógłby mi robić?

Trzeba iść przeprowadzić tę granicę.

Tak? Tak, tak, najszybciej.

Dziękuje.

Siadaj. Po błogosław, Panie Boże, nasi tydary.

No nie krępuj się.

Bierz serwetę.

Przecież nie możesz poprawić sukni.

Tam jest widelec.

Jemy wino.

Ulubione wino mojej mamy.

Chodź.

Wspaniale.

Zdrowie mamy.

Soski py.

U Lipkowskich poszulimy psami.

Soski py.

Rakuj się kto może.

Paweł, proszę w tej chwili otworzyć drzwi.

Słyszysz?

Paweł, proszę otworzyć. Jeżeli w tej chwili nie otworzysz drzwi, to każę jej

rozwalić.

Rozwalić, rozwalić.

Dziękuje za oglądanie!

Panie Pawle.

Panie Pawle, tu jadę wojsku.

Wojsko zajęło dwór.

Proszę pana widzieć.

Koń się myśliła, będzie można muczyć.

Wojska matka nikt nie pochodzi.

Zapraszam bardzo.

A zobaczcie, prosił do Pana jak najszybciej przeprowadził ludzi przed

kordon.

Później. Jest to bardzo pijne, panie Pawle.

Panie Pawle! To ja, Kawroński!

Panie Pawle!

Niech pan otworzy!

Musi mnie pan puścić!

Nie ma panu dwagi spojrzeć mi w oczy?

Niech pan skręci!

Proszę bardzo.

Proszę.

Proszę, nic nie odwiedzam.

Teraz już pan chyba wszystko wie, prawda?

Złapali ich.

Tych, których pan uczył strzelania. Uciekali do Krakowa. Miał ich pan

przeprowadzić przez granicę. Jest siedmiu zabitych. To?

Ale przecież to miało być dzisiaj.

A dlaczego poszli wcześniej?

Dlaczego mnie nie uprzedzili? Nie, ja nie rozumiem. Coś mieli... Ja nie

rozumiem, ja nie wiem.

Siebie pan nie oszuka.

Zabieram się.

Jestem niewinny. Tak, niewinny. To wszystko przez Ciebie.

Pomóż mi, mój Boże.

Wiesz przecież, że chciałem jak najlepiej.

No śmi.

O, pan dzieci!

Dzięki Bogu, że pan wystrowiał.

Zartwiliśmy się u pana.

Zostały same baby, chłopów wzięli do wojska.

Młócimy teraz leżawek, Boże. Dlatego wszystko idzie jakoś wolniej.

Tak.

Ile tych leżałych chłopów?

O, pewnie jakieś pięć. Pięć wozów.

Jak skończymy młudzić, każe pan zaczynać następne starty, czy poczekaj do jutra.

To pan mówi?

Jak skończymy młudzić, każe pan zaczynać nowe starty, czy poczekaj do jutra. Do?

Do jutra.

Proszę bardzo.

Niech wszystko będzie w porządku, panie Pawle. Niech się pan nic nie martwi.

Ruszać się, nie zdążymy.

Nie, ja nie przypadkiem.

Chciałem ją zabić.

Nie ma Boga.

Nie ma Boga.

Jest tylko diabeł.

Zabijem diabła.

Zabijem diabła.

Proszę mnie aresztować.

Zabiłem ją.

Ale

ja

zabiłem!

Aresztujcie mnie!

Musicie mnie aresztować! Ja zabiłem!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.