Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
THE WONDERFOOLS
BIBLIA
Radzisz sobie?
Dzięki tobie jest w porządku.
Podobno nie rozstajesz się z Biblią.
Odnalazłeś Boga?
Religie to tak naprawdę oszustwa, które kontrolują ludzkie lęki.
Zwodnicze, pełne hipokryzji słowa.
Osładzają i wychwalają śmierć.
Karmią nas fałszem i wrogością.
Ale…
ja jestem inny.
Naprawdę stworzyłem to dziecko.
I gdzie ono teraz jest?
To znaczy?
Skoro Dziecko wieczności istnieje,
udowodnij mi to.
To twoja ostatnia szansa,
byś mógł warunkowo stąd wyjść.
„Wiara zaś jest podstawą tego, czego się nie spodziewamy,
dowodem tego, czego nie widzimy”.
Ten, kto uwierzy we mnie, zostanie zbawiony.
Ale…
Dziecko Wieczności było chłopcem.
Spokojnie, nie mogę umrzeć.
Muszę się przekonać.
Gdzie ona? Tylko ja jej nie widzę?
Nagle zniknęła?
Rany.
Chae…
ODCINEK 3 BRUTALE I PECH CHODZĄ STADAMI
To był on.
Numer 3972.
Jesteś pewien?
Znasz go?
Pal-ho go nienawidził. Nie pamiętasz?
Ojciec skupił się na nim, gdy zyskał swoją moc.
Wystarczy.
To nie może być przypadek.
Nie pytałeś go, dlaczego wrócił?
Cisnął mutantką.
Szukał czegoś.
Co myślicie?
- Czy ojciec… - Na pewno nie.
Nie wezwałby innych, nie mówiąc nam.
A może?
Słyszałaś coś?
Zbadam temat, tylko przestańcie o tym gadać.
O czym?
Pojawił się nowy mutant, ojcze.
To co tu robicie? Przejmijcie go.
Tak jest.
Coś tu nie gra.
Wstałaś?
Spałaś jak zabita.
Co to takiego?
- Co się stało? - Nie rzuciłem mocno.
Jakim cudem puszka przebiła ścianę?
Co tu robię?
Son cię przywiózł. Znalazł cię pod szklarnią.
Wydaje mi się…
Ja nie otarłam się o śmierć ani nie przeniosłam się w czasie.
No jasne. To niemożliwe.
To była teleportacja.
Wszystkie dostawy gotowe. Przestań się gniewać.
Doręczyłeś bukiet urodzinowy, kiedy było już po przyjęciu.
Będzie na kolejne urodziny.
Wstrzymuję się, bo chcę, by Cheong miała ojca,
ale ja też mam granice.
Naprawdę zamierzałem dostarczyć wszystko na czas,
ale zmarł ojciec mojego przyjaciela.
Przecież ty nie masz przyjaciół.
Jakim cudem tym zmyślonym kumplom wciąż umierają kolejni ojcowie?
Pochodzą z łączonych rodzin, więc mają po dwóch ojców.
Idziesz?
Za chwilę.
Chcę to wytrzeć.
Cholera.
No dalej!
Cholera jasna.
Niech to szlag!
Nie skończyłem. Zapomniałaś czegoś?
Pojawił się nowy mutant.
Muszę wiedzieć, co się dzieje.
Zadzwoń.
USUŃ
Czego chcecie?
Dzieje się coś dziwnego, prawda?
Pieprzenie.
Widziałeś dziurę w ścianie u Ro-bina?
A ja wciąż znikam.
W okamgnieniu przenoszę się z miejsca na miejsce.
Wpadacie tu i wygadujecie bzdury.
Nie mam na to czasu. Wynoście się!
Muszę umyć doniczkę.
Przysięgam, że prawie zginęłam na środku oceanu.
Zobacz, dziura po kuli.
Nie dzieje się z tobą nic podejrzanego?
Jestem tak normalny, że bardziej się nie da.
Nie wrzucajcie mnie do wora z takimi jak wy.
Nic a nic nas nie łączy!
Ki cholera?
Utknąłeś?
Jakby cię przykleiło.
Przestań!
Zmieniłeś się w lep na muchy?
Nie jestem żadnym…
Coś się z nami dzieje.
Może to przez jakieś pestycydy.
Albo zostaliśmy przeklęci.
Niektórzy nazwaliby to…
supermocami.
Nie!
Nazywajmy tą klątwą.
To ten cholerny fenol.
Przeklęła nas rewolucja przemysłowa.
To nie supermoce!
Dość! To supermoce.
To jedyne wyjaśnienie.
Jakiś obłęd.
Wiedziałem, że coś jest nie tak, gdy zobaczyłem oczy tego gołębia.
Nie rób tak!
Macie o tym nikomu nie mówić.
Pod żadnym pozorem.
Czemu?
Porwaliby nas do eksperymentów?
Nieźle, co?
I tak wyzywają mnie od cholerników, bo zadaję się z wami.
Co by sobie pomyśleli, gdyby zobaczyli, jak się kleję?
Moja córka Cheong.
Moja kochana Moon Mi-hui.
Jestem ojcem Cheong i głową rodziny!
Ich bezpieczeństwo to mój priorytet.
A czy ktoś tutaj życzy im źle?
Wy, głąby!
Dlatego macie nikomu o tym nie mówić!
Co zobaczyłeś?
O czym ty mówisz?
Strasznie świrujesz.
Co cię tak przeraziło? Co zobaczyłeś?
- No mów! - Hej.
Bo wszystkim wygadamy.
Ten cholernik Son stał się lepem na muchy!
Puszczaj!
Prawie umarłaś!
Ten dziwak chciał cię zabić.
Rany, zbierają się ciemne chmury.
W filmach w takich chwilach dzieje się coś strasznego.
Proszę wziąć bilecik…
Co panią sprowadza?
Naprawdę mam mówić?
Proszę.
To, co zrobiłeś w porzuconej szklarni.
Chciałam wezwać policję,
ale najpierw cię wysłucham.
Nie wiem, o czym mowa.
No to doprecyzuję.
Mowa o tym, czym mnie potraktowałeś.
Su…
per…
Przykro mi. Nie pomożemy pani.
Następny!
Następny!
Pomożemy mu?
Ten wykolejeniec to dla niego za wiele.
To jego próba.
Stanie się mistrzem skarg, jeśli sobie z nią poradzi.
Panie Yang.
- Przygotować salę główną? - Zrobimy to później.
A kontrola psich odchodów?
Pan Lee z zespołem się tym zajmą.
No to czyszczenie ulicy?
Dopiero w piątek. Trzeba zebrać zespół.
Jedna osoba sobie nie poradzi.
Zobacz!
Cały personel ma dziś wolne?
Jest skarga na smród w Haedeul-ri.
Nie mamy wolnych pojazdów, a komunikacja jeździ tam rzadko.
Poradzę sobie.
Zamknięte czy co?
Tak traktujecie obywateli?
W porządku.
Trzeba znaleźć źródło smrodu. Pospiesz się.
- No leć! - Dobrze.
NIECZYNNE
Chae-ni nic nie grozi?
Za dużo tam osób. Niczego nie zrobi.
Szybko, odpalaj auto!
Chwila!
- Nic ci nie jest? - Zaatakował cię?
Sprawdź, czy masz wszystkie palce.
Czemu puściłeś mnie samą, skoro się tak martwisz?
Mówiłem, ale chciałaś iść sama.
I co powiedział?
Przyznał się, że ma supermoce?
Czy to jakaś choroba?
Mogłaś spytać, czy jesteśmy na to zdani.
Albo czy rząd przewiduje jakieś odszkodowania.
Dlatego musimy za nim jechać!
Dobra.
Szybko, jedź!
Gazu!
Zadzwoniliśmy do pani, bo jego rodzina jest za granicą.
Znaleźliśmy list pożegnalny.
Adresatką była pani.
List pożegnalny?
Dyrektor Choi popełnił samobójstwo?
Proszę.
DO KIM JEON-BOK
Doktor Ha Won-do jest niewinny.
Był szanowanym uczonym.
To wy zgrzeszyliście.
Błagajcie doktora o wybaczenie.
Dyrektorze.
Spytam po raz ostatni.
Gdzie jest Dziecko Wieczności?
Proszę odpowiedzieć.
Do syta…
Pani King.
Dziś rano doszło do wybuchu w sierocińcu w Hwaseong.
Na miejsce wysłano straż pożarną,
ale ogień był trudny do ugaszenia.
W trakcie przeczesywania zgliszczy strażacy oraz policjanci…
Dzieci odnalezione w laboratorium przebywają w szpitalu
i są pod opieką rządową.
Szef laboratorium to dr Ha Won-do, specjalista regeneracji komórek.
Prawdopodobnie poddawał dzieci nielegalnym badaniom klinicznym.
Wszystkim zaangażowanym badaczom zostaną postawione zarzuty.
Prosimy o kilka słów!
Doktorze!
BIBLIA
Dzień dobry.
Jak mogę pomóc?
Chodzi o zaginięcie.
Nawet w rodzinie trudno o zgodę, gdy członkowie są różnej wiary.
Ale żebyśmy kogoś więzili?
To jakiś absurd.
Każdy przychodzi tu z własnej woli.
Musimy to zweryfikować. Dziękujemy za zrozumienie.
Rozejrzyjcie się.
Ogromne miejsce.
- Dzięki za współpracę. - Oczywiście.
Jest tu piwnica?
Chcecie zajrzeć?
Rany boskie.
Kim Bong-pal.
Nie oddałem ci 5000 wonów.
Policja!
Panie władzo!
Tutaj! Ratunku!
To miejsce odpoczynku dla wiernych.
To musiało kosztować fortunę.
Te rybki też wyglądają na drogie.
Znam je z książki z dzieciństwa.
Tak, jestem tutaj.
Zabierzcie mnie stąd!
Panie władzo!
Tutaj!
Hej!
Zabierzcie mnie stąd!
Tak, tutaj.
Tutaj!
Tu jestem.
Na co się gapisz? Wołam cię!
Właśnie.
Pomocy.
Tutaj.
Pomocy. Co jest?
Zabierzcie mnie stąd! Proszę!
Chcą panowie zobaczyć coś jeszcze?
Hej!
Nie, wystarczy już.
- Chodźmy. - Tak jest.
W porządku.
Nie odchodźcie!
Pomocy!
Hej!
Pomocy!
Następny autobus dopiero za dwie godziny.
Tak, a ma dziś podać.
Zbierają się chmury.
Za to ja zaleję cię pytaniami.
O zatrucie fenolem.
Utknęliśmy z tym na zawsze?
Możemy liczyć na jakieś odszkodowanie od rządu?
Mamy mnóstwo czasu. Pogramy w akrostychy?
- Jasne. - Dobra.
No to mów.
- Su! - Supercykor!
Per!
Perfekcyjne moce!
Moc!
Mocarne kłopoty!
Nieźle. Uważaj z nożem.
Teraz ja. Dawaj, Ro-bin.
Su!
Superstresik?
Per!
Perspektywa, że wiemy o mocach?
Moc!
Mocarne kłopoty.
Nie machaj tym nożem.
Bo zrobisz komuś krzywdę.
Piątka!
Co? Znów strzelisz we mnie wiązką?
Nie prowokuj, bo zmiecie cię z planszy.
Śmiało. Nigdzie się nie wybieramy.
To ja pójdę.
Pani Eun Chae-ni! Moja torba! Hej!
Oddajcie mi…
Panie Kang Ro-bin!
Co wy sobie…
KOŚCIÓŁ WIECZNEGO ZBAWIENIA
Dobrze, że się udało.
Lepiej nie mieć od czynienia z tymi grupami religijnymi.
Co ty masz na sobie od wczoraj?
Nic, po prostu strasznie się pocę.
To nie pot! Jesteś czymś umazany!
To pot.
- Może coś zjadłem. - Jedźmy.
- Nagle wyzdrowiałam. - Też mogę mieć supermoc?
- Już będę zdrowa? - Magik Uri Geller…
- Porwą nas? - Stracimy moce?
- Zgarnął fortunę. - Skąd to zdrowie?
W tych czasach…
- Nie rozumiem… - Chwilkę.
Nie rozumiem ani słowa.
Wszyscy mówicie naraz.
Od początku mówimy, że nabyliśmy supermoce.
Son się klei, on przebija ściany,
a ja się teleportuję.
Wciąż nie rozumiem.
Naprawdę myślisz, że nie widziałem?
Tego twojego…
Jesteś dziwakiem z mocami.
I masz nad nimi kontrolę.
Naucz nas przynajmniej, jak mamy kontrolować swoje.
Proszę, pomóż nam. Nic nam nie grozi?
Jestem przerażony.
Zobacz.
Myślałam, że użyjesz swojej mocy.
Nie jesteś taki szybki.
Po prostu chciałaś tym rzucić.
No dobra. Nie będę prosić o demonstrację.
Ale powiedz, co się dzieje.
Wtedy zapomnę o tym, co mi zrobiłeś.
Mogę cię nawet nazywać „mistrzem”.
Nie wiem, co sobie wmówiliście,
ale nie pomogę wam z tą skargą. Przykro mi.
Czyli musimy rozgryźć to sami.
Tak.
Wynocha!
Porwaliście mnie. Nie wyrzucajcie mnie w…
Gdzie jesteśmy?
Gdzie jesteśmy?!
Przykro mi. Nie pomogę ci z tą skargą.
Co robisz, Ro-bin? Gość nie chce się poddać.
Ale silny.
Co do…
Hej, Gyeong-hwan!
Co z tobą?
Otrząśnij się!
Gyeong-hwan!
- Dymi się. Uwaga na szkło. - A jak wybuchnie?
- Trzy, dwa, jeden. - Szybko!
Pomóżmy mu.
Pospieszmy się!
Jest przytomny?
Chyba nie. Szybko!
Idźcie.
Ale ciężki.
Pana ręka! Nie dosięgam.
Ro-bin, chodź tu!
Boże, to straszne.
Proszę pana!
Proszę się obudzić.
Żyje pan?
Czemu ma taką rękę?
- Złamana? - Ale spocona.
Co to jest?
- Proszę pana! - Ratujmy go.
Szybko!
Od drugiej strony.
Ogień!
Chodźcie! To niebezpieczne.
Co teraz?
Głąby nigdy nie słuchają.
Pchaj!
Co robisz? Nie pomożesz nam?
Naprawdę nie pomożesz?
Czemu tak skąpisz mocy? Kupisz sobie za nią dom?
Masz ją w ogóle?
Chodźcie! Zaraz wybuchnie!
Zaraz przyjedzie pomoc. Chodźcie!
Chcecie się popisać swoją lekkomyślnością?
Naprawdę nie mogę cię już zdzierżyć!
Skombinuj wodę, by ugasić ogień!
Niby skąd?
Robię to dla dobra publicznego, a nie ciebie, jasne?
Muszę się rozejrzeć.
Ani drgnie.
Chae-ni, odzyskałem moc!
W końcu…
W końcu jestem przydatny!
Dzięki tej mocy jestem przydatny!
Faktycznie!
Jesteś niesamowity!
Dalej używaj swojej mocy!
Dobra.
Nikt nie nauczył jej szacunku?
Ja cię kręcę!
Uratuję pana!
Czemu jest taki śliski?
Żyje pan, prawda?
Oby tak! Proszę nie umierać!
A nawet jeśli…
Jest pan poważnie ranny. Co teraz?
Dobra robota.
To było zajebiste.
Karp!
Ludzie!
Widziałem karpia! Czemu ma takie ręce?
Gaś ten ogień!
Ten karp…
Był wielki jak ja.
Spojrzał na mnie i zniknął.
Właśnie uniosłem auto.
Mówię poważnie! Widziałem wielkiego karpia!
Miał nawet rzęsy!
Jakoś tylko ty je widzisz.
Co za traf.
Nazywasz mnie kłamcą?
Nigdy nie skłamałem. Jak śmiesz…
Co jest?
Teraz?
Akurat teraz?
Co robisz? Puść mnie!
Bardzo bym tego chciał!
Przykleiły się?
Niemożliwe!
Teraz?
Cholera!
Szybko! Oderwij ją!
Niby jak?!
No oderwij się!
Nie!
Puszczaj.
Zrób coś.
Zaraz się usmażą!
Serio, zrób coś, Son!
Coś ty właśnie zrobił? Zrób to, jak należy!
Naprawdę masz tę supermoc?
No dalej! Ogień się rozprzestrzenia!
Uwolnij ich stamtąd.
A ja?
Son!
Uciekaj!
A co z tobą?
Nie umrę tu! Nie ma mowy!
Uciekaj stąd, gówniarzu!
Nigdy nie słuchasz.
Son.
Niemożliwe.
Naprawdę umrze?
Niemożliwe. Po wszystkim, co zrobił?
Nie pozwolę.
Skoro umrzesz, to z moich…
Son!
Uciekaj!
Uciekaj!
Wezwij kogoś na pomoc.
Szybko. Leć po pomoc!
Wcześniej dałem radę.
Miałem supermoc!
Zaraz obaj umrzemy!
Czemu akurat ty?
Czemu jesteś tu w takiej chwili?
Jesteś najbardziej bezużyteczną osobą na świecie.
Miałeś nie być taki wredny!
Jeszcze raz.
Ogień!
Odetnijmy mu rękę!
Żyjesz?
Hej, ty żyjesz!
Kang Ro-bin,
ty właśnie…
Zgadza się.
Uratowałem ci życie.
Też zatrułeś się fenolem.
To na pewno fenol…
Uratowaliśmy ich?
Rany.
Jesteśmy zajebiści, co nie?
Ale się pali.
Woda.
Jakieś wieści?
Dom dyrektora miał monitoring,
ale nagrania usunięto.
Ktoś je ukradł.
Nie wiedzą, kto za tym stoi?
Nie ma śladów ani odcisków. Policja jest w kropce.
Powinna pani zamknąć bar i na jakiś czas się ukryć.
Nie żyją już cztery osoby zamieszane w sprawę.
Rachunek.
Oczywiście.
KWIATY
Co się stało temu gliniarzowi?
Zmiana w galaretę to też supermoc?
Nie jesteśmy jedyni.
Gołębie, karpie,
a nawet gliniarze.
To dowód, że zaraziło się całe miasto.
Co teraz?
Czemu pytasz mnie?
Widzieliśmy swoje supermoce.
Jesteśmy zespołem.
- Zespołem? - Zespołem?
Współpracowaliśmy i uratowaliśmy policjantów.
Niepotrzebnie ryzykowaliśmy życie.
Chwila.
Myślicie, że dadzą nam nagrodę?
Nagroda pieniężna!
To boli.
Podzielimy kasę na czwórkę. Co powiesz, urzędniku?
Nie, podziękuję.
Sami sobie z tym poradzicie.
Nie wiem, czego ode mnie chcecie.
Zresztą nie mogę wam pomóc.
I nie zamierzam.
Czemu jest dla nas taki oziębły i bezduszny?
Nie polubił nas.
A kto by polubił?
Gęba mniej do wykarmienia.
W takim razie nagrodę podzielimy między naszą trójkę.
Działamy?
PLANY ODWODNIENIA
PLAN GYEGO-1-DONG
PLANY HAEDEUL-RI
SKRZYDŁO OPOROWE KANALIZACJI
„Haedeul-ri 13”.
Haedeul-ri 13…
Haejeon-eup 13.
KOŚCIÓŁ WIECZNEGO ZBAWIENIA
- Nie ma ich? - Jak to?
Po prostu.
Nie przywieziono dziś żadnych policjantów.
Siostro Eom!
Już idę!
Mieli ich zabrać do szpitala Hwaseong.
A jednak ich tu nie ma.
Jak to nic nie wiecie?
Zgłaszaliśmy to.
Był wypadek, przyjechała karetka
i zabrała rannych policjantów do szpitala Hwaseong.
To jakaś pomyłka.
Nie mieliśmy zgłoszeń z Haedeul-ri.
Ani wypadków z udziałem radiowozu.
Co się dzieje?
Kim byli ci sanitariusze, skoro nie było zgłoszenia?
I gdzie zniknęli tamci gliniarze?
Pewnie porwali ich ludzie, którzy chcą to zatuszować.
Czyli nas też porwą, jeśli odkryją nasze moce?
Dokąd?
A jeśli nas gdzieś wywiozą i zrobią nam wiwisekcję?
Cholera. Niech nas chociaż uśpią.
Strasznie się boję.
OBIEKTY RELIGIJNE
To nie ma związku ze mną.
Wstęp tylko dla pracowników.
No cóż,
ludzie się czasami gubią.
Chodzą tam, gdzie nie powinni.
Szukają tego, czego nie powinni.
Nieświadomi, że stawką jest życie.
Prawda, 3972?
Tutaj?
Byłoby dużo ofiar.
Chcesz tego?
Pan Lee Un-jeong!
Tu jesteś! Co za wyczucie czasu.
Ustaw ścianki w głównym holu.
Ja muszę przygotować się na jutrzejsze spotkanie.
Dobrze.
Świetnie.
Gdzie Lee Sang-min?
Pan Lee Un-jeong?
Przejdę do rzeczy. Masz, co robić.
Czemu wróciłeś do Hwaseong?
Jestem tylko urzędnikiem.
Jadę tam, gdzie mnie wyślą.
Czy to Ojciec…
cię wezwał?
Ojciec?
Wciąż nazywasz go „Ojcem”?
Oczywiście. To on mnie stworzył.
Byłem słaby,
bezużyteczny,
i niechciany jako numer 4885.
Ale on mnie zmienił.
Poczułem się potrzebny.
Silny.
Zrobił z ciebie potwora i wykorzystał cię.
Wtedy.
I teraz.
Nie chcę wiedzieć, co robisz tu z doktorem Ha Won-do.
Nie chcę mieć z wami do czynienia.
Ale czy nie sądzisz, że tworzenie kolejnych mutantów
to zła droga?
Spokojnie.
Po cichu zbieramy tych wadliwych.
Zbieracie?
Oczyścimy świat z brudów.
Obaj wiemy,
że jesteśmy tacy sami.
Wadliwi.
Nie!
Wcale nie.
Dlaczego nazwał nas Wunderkinder?
Jesteśmy cudami, nie porażkami!
Cudownymi dziećmi!
Idź już.
Nie chcę cię więcej widzieć.
Chcę żyć w spokoju.
DARMOWE PORADY PRAWNE
Przestań o tym myśleć.
To nie moja sprawa.
To nie moja sprawa.
Przyjechałam ze szpitala.
Ci policjanci zniknęli.
Tyle ryzykowaliśmy, a oni zniknęli.
Ślad po nich zaginął.
O co chodzi? Wiesz, co się dzieje, prawda?
Pracuję. Idź już sobie.
My też znikniemy?
Rozpłyniemy się w powietrzu,
jak ci policjanci?
Dokąd nas porwą?
To sprawka agencji rządowej?
Czekają nas tortury i wiwisekcja?
Nie wychylajcie się, to was nie znajdą.
W trójkę jesteście na widoku.
Powiedz mi coś.
Czy ta moc…
ma datę ważności?
Może nie umarłam, ale byłam bardzo blisko.
Od tego czasu jestem zdrowa.
Nie tracę tchu, nie mam siniaków, nie choruję.
Gratuluję. Miłego dnia.
Czym dokładnie jest ta moc?
Dlaczego ją mam i jak mam jej używać?
Nie mogę nikogo spytać. Pomyślą, że zwariowałam.
I czy jeśli stracę tę moc,
tym razem umrę?
Nie znasz Wunderkinder?
A ty znowu o tej knajpie?
Stworzyli magiczny wonton na bulionie drobiowym?
Myślałam, że żyję…
a jestem kurczakiem?
Nic nie stworzyli. To była porażka.
I efekt uboczny.
Lee Un-jeong.
Kim Na-yeong z wydziału spraw socjalnych.
Gdzie jesteś?
Idź już.
Najpierw powiedz, o co chodzi z tą knajpą.
Jestem kurczakiem?
Nie jesteś.
Nie powiem nic więcej. Pytaj gdzie indziej.
Dobrze.
No to zapytam się jej.
Może coś mi wyjaśni, skoro gość z supermocami milczy.
- Un-jeong? - Nie wierzysz mi?
Ten gość…
Nie tylko ja miałbym kłopoty.
Jesteś taka durna?
Durna?
- Puść mnie. - Cicho.
Lee Un-jeong?
Tu jesteś.
Pan Yang przysłał mnie do pomocy.
Obędzie się. Już kończę.
Co ci się stało w twarz?
Rumienię się.
To rumieńce.
Miałam ochotę ci pomóc.
Nigdy nie przychodzisz na spotkania dla pracowników.
Nie mieliśmy okazji porozmawiać.
Wypatrywałam cię na ostatnim.
Musimy je po prostu poustawiać?
Tak.
A właśnie.
W piątek pomagasz w sprzątaniu ulicy?
Macie już zespół? Jeśli nie, mogłabym…
Już kończę. Zobaczymy się na piątkowym sprzątaniu.
Zobaczymy się?
A będziesz na późniejszym spotkaniu?
Oczywiście.
To do zobaczenia.
Pomożesz mi zejść?
Czemu ukrywasz coś takiego?
Mistrzu!
Nie ma daty ważności.
Na początku też prawie umarłem.
A potem…
zyskałem moc.
Nie umrzesz.
Dzień dobry wszystkim!
Już nie umieram!
Cholera.
Tak?
To ja.
Co tam, Mistrzu?
No cóż…
Masz czas w piątek?
Nawet nie pytam po co. Cały piątek będę twoja.
To już lekka przesada.
Posprzątamy ulicę.
Potrzebuję zespołu.
Naprawdę? Gdzie jesteś, Mistrzu?
Nie ruszaj się. Zaraz tam będę!
Nie mów…
że uratowałeś mutantkę.
Owszem.
Cholera.
RATUSZ
To mój strój?
Myślałam, że będzie lepszy.
Do twarzy mi w żółtym?
Mrugnij raz na tak.
Świetnie!
- Nie dotykaj… - Fascynujące.
No tak, drugie śniadanie. Podstawa.
Jedzenie jest gratis?
Będę stołować się w ratuszu!
Ale podobno karmią marnie. Co lubisz, Mistrzu?
Opowiadaj.
Babcia ugotuje, co zechcesz.
Jestem Eun Chae-ni, wnuczka właścicielki Do syta!
Macie tu kijek do masażu. Pewnie bolą was ramiona.
Tu siedzisz?
Gdzie jesteś, Eunie?
Cały dzień nie odbierasz! Chcesz mnie wkurzyć?
Byłam zajęta. Wybacz.
Nic takiego.
Znalazłam robotę w ratuszu.
Co ty pleciesz?
Czekaj.
Mistrzu, chodź!
- To pilne! - O kim ona mówi?
Powiedz babci, że mam pracę.
- Ale… - Szybko.
Powiedz, że mam pracę.
Tak, dzień dobry.
Lee Un-jeong z biura ds. skarg w ratuszu miasta Hwaseong.
No tak!
Moja wnuczka jest twoja!
Co?
To nie tak.
Chciałem tylko potwierdzić, że Eun Chae-ni ma tymczasową posadę.
- Mów dalej. - Moja Chae-ni?
- Nie tak krótko. - Naprawdę ma pracę?
Co jeszcze? Sama gadaj.
Pracuję, więc jestem zajęta. Zadzwonię potem.
Moja Eunie trafiła do budżetówki?
Dobry.
Dobry.
Dzień dobry.
Wróżby przepowiadały jej karierę rządową.
Dzień dobry!
Dobry!
Dobry wszystkim!
Moja wnuczka dostała pracę!
Dzień dobry!
Niesłychane!
Dzień dobry wszystkim!
Dostała pracę!
DO SYTA
Ha-na, Du-na, Won-ju, Sang-ju!
Wstawiajcie ryż. Świętujemy!
Nasza Chae-ni pracuje dla rządu!
Co tak stoicie?
Kazałam namoczyć ryż.
Ma pani gości.
Nie zmieniłaś się, pani King.
Zamknij bar, Won-ju.
Napisy: Krzysztof Zając
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.