Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Chodź, dupku! - Za nim!
- Szybciej! - Ręce do góry!
O 4.47 zadzwonił nieznany Serb,
zapewne czetnik.
Mają Forssa, Stranda, Babica i Kilpinena.
- Chcą coś w zamian. - Co?
Nie powiedział.
Pod ścianę.
KONTYNGENT
Dzień pierwszy
Ty! Chodź!
Ja pójdę.
- Pójdę za niego. - Chodź!
Idź!
- Co z tobą? - Źle się czuję.
Wejdź. Siadaj.
Siadaj.
Chwileczkę. Pułkowniku, telefon!
- Andreasson. - Chcę rozmawiać z pułkownikiem.
To ja. Z kim rozmawiam?
Z Michaelem Jacksonem. Mam waszych ludzi.
Chcemy dostać czołg pełen broni, paliwa i sto tysięcy dolarów.
Tak odzyskasz ich żywych.
- Muszę wiedzieć, co z nimi... - Tu Forss.
- Jesteś cały? - Tak.
- Wiesz, gdzie jesteś? - Nie do końca...
- Angielski! Gnojek. - Halo?
- Przemyślał pan propozycję? - Mają być zdrowi i cali.
- Odmawia pan? - Negocjujmy, ale żadnej broni...
- Rozłączył się. - Szlag.
Pięć gwiazdek? Wygodnie.
Nie zarobią na porwaniu szwedzkich żołnierzy.
- To jak ich uwolnimy? - Ustal, gdzie są serbscy więźniowie.
- Dokonamy wymiany. - A jeśli się nie zgodzą?
Wtedy zdecydujemy. Kapitanie, do roboty!
Gorąco wam? Jest woda?
- Okropnie wyglądasz. - Daj mi wody.
Dziękuję.
- Znasz szwedzki? - Jesteś ze Szwecji?
Nie znam szwedzkiego, ale wasz kumpel jest odwodniony.
- Doktor Palić z Vareš. - Danilo.
- Danilo? - Żołnierze UNPROFOR ze Szwecji.
- Mój ojciec jest Serbem. - Wasi wiedzą, że tu jesteście?
- To niebawem stąd wyjdziemy. - Długo siedzicie?
Nazywają nas mudżahedinami, ale sam widzisz.
Mówią, że wymienią nas na żołnierzy.
- On jest tu... Ile? - Sześć miesięcy.
- Co mówią? - Wielu z nich siedzi tu od pół roku.
Nie rób głupstw. Zawiadom dowództwo i ministerstwo.
Mam większe zmartwienia.
Dzień drugi
- Nie wezmę. - Musisz jeść.
- Nie wiesz, jak długo tu będziesz. - Dziękuję.
Szwedzi! Powoli.
Szwedzi. Wiecie, jaki jest szwedzki film akcji?
- Nie. - Nie?
Dobra.
Dziadku, wstaniesz? Pomóc?
Dobrze. Do góry.
Podejdź.
Świeża dupka. Dla ciebie.
- Zgwałć ją. - Nie zmuszaj mnie.
- Może być moją wnuczką. - Zaczekaj na zewnątrz.
Spokojnie. Wdech...
Chodź, już dobrze. Wdech...
- Co się stało? - Kazali mu ją zgwałcić.
Proszę, nie...
- Nie rób tego! - Na kolana.
Co tam?
Błagam! Nie rób tego!
Minęły trzy dni. Może zawiadomimy rodziny?
Tak szybciej odbijemy żołnierzy?
A jeśli dowiedzą się z innego źródła?
- Musimy powiadomić ministerstwo. - Jeszcze nie.
Może on coś zrobi? Zwróci się do niego...
I porozmawia z paramilitarnymi ekstremistami? To proponujesz?
Pora, żebyś zachowywał się jak podpułkownik!
Połącz z ministrem obrony, Erlandem Forssem.
- Masz gorączkę. - Muszę do toalety.
- Mój kolega musi do ubikacji. - W nocy robicie do wiadra.
Dzień czwarty - Zdjąć kaptury!
Kto podniesie wzrok, dostanie kulkę w łeb. Jasne?
Patrzeć na trawę!
Do roboty! Pracować!
- Teraz jecie. Muuu... - Muuu...
Wiecie, dlaczego tu jesteście?
Powiedz im.
- W czasie drugiej wojny światowej... - Po angielsku.
Chorwaccy ustasze...
Walczyli po stronie Hitlera. Z ich winy...
Doszło do eksterminacji Serbów.
Chorwaci zabili milion Serbów!
Teraz muzułmanie przejmują władzę nad światem.
Tylko Serbowie się im postawili. Ale uważacie ich za ofiary.
- Nawet nie umiem się modlić. - Kto pozwolił ci mówić?
Otwórz usta.
Otwieraj.
Żuj. Żuj.
Jestem Serbem.
Później dokończymy. Dalej!
Patrz na mnie. Kim jesteś?
- Ojciec z Sarajewa, matka Szwedka. - Z której dzielnicy?
- Z Koszewa. - Jak i ja. Wstań.
- Nazwisko ojca? - Rade Babić.
Syn Rade?
- Zoran, to syn Rade! - Wisi mi to.
Przestań! Rade Babić przemycał papierosy.
Wszystkim rządził. Chodźmy.
Szluga?
Dobre, co?
Nie przejmuj się. Takie zasady. Sam wiesz.
- Serio? - Przejdziemy się.
- Znasz go? - Dbał o nas, gdy byliśmy dziećmi.
Alma wie, że tu jesteśmy?
Zakochałeś się?
Jest miła.
- Tak. - Grunt, że się zabawiłeś.
Czy wy...
Czyli tak?
Też umrzesz prawiczkiem? Doskonale tu.
Ciemno.
Gram w rządowej drużynie unihokeja.
Ale pół sezonu przesiedziałem na ławce.
Bo Svante jest szybszy od ciebie.
- Na jakiej pozycji grasz? - Lewa ławka?
Lewa ławka...
Danilo! Chodź tu!
Na dziś. Syn Rade nie powinien spać na betonie.
Dziękuję. Slobodanie...
Dziś są urodziny mojej mamy. Mógłbym złożyć jej życzenia?
To by wiele dla niej znaczyło.
Nie obiecuję, ale spróbujemy.
Widzę, że zachowałeś ducha Kosewa.
- Coś ty? - Co się dzieje?
- Tu położę. - Żartujesz?
Możesz ze mną leżeć przez kwadrans.
Dzień szósty
- Ilu Serbów możemy wyciągnąć? - Najwyżej dwudziestu.
To dobrze.
Pułkowniku... Minister obrony Erland Forss.
- Panie ministrze. - Od razu przyleciałem.
Spełnimy ich żądania. Chłopcy muszą natychmiast wrócić do domu.
Chcą dostać czołg pełen broni i sto tysięcy dolarów.
Sto tysięcy... Myślałem, że znacznie więcej.
Zapłacimy i sprawa załatwiona.
- Z całym szacunkiem to błąd. - To jak należy postąpić?
Jak długo będą uwięzieni przez tych... Jak oni się tam zwą.
- Czetnicy. - Pracujemy nad wymianą więźniów.
Nie wierzę w płacenie okupu.
Trzyma się pan zasad, ale w tym przypadku...
Znów będziemy musieli ustąpić i narazimy batalion na porwania.
Daje pan przykład, a to mój syn.
Odpowiadam za batalion jako pułkownik i dowódca.
Jeśli coś złego spotka tych czterech żołnierzy,
to koniec pańskiej kariery w wojsku. Oby pan to rozumiał.
Przepraszam, panie ministrze, ale mamy nawał pracy.
Niech pan zadzwoni i powie, że dostaną, co chcą.
- Rolfie, powiedz. - Nie.
Pavić.
Dokończymy robotę. Ty i ja.
Dobrze?
Pozwolimy im to zrobić? Co to ma być?
Musimy ich powstrzymać! Puść mnie!
Spokojnie...
Nie! Przepraszam.
Mój tata jest ministrem obrony Szwecji. Zapłaci wam, da co chcecie.
Babić... nie okłamiesz mnie?
Sam sprawdź. Erland Forss, to jego tata.
Przekonamy się.
Ministrze, idziemy!
Tak. To Micke.
- Cześć, Micke. Micke. - Cześć, tato.
Nie wiem, czy słyszałeś, ale schwytano mnie z trzema kolegami.
Chcemy stąd wyjść.
Wkrótce was wyciągniemy. Mogę porozmawiać z jednym z nich?
- Ministrze. - Jestem ojcem tego młodzieńca.
Zapłacę sto tysięcy dolarów za odzyskanie naszych żołnierzy.
Stare dzieje. Skoro mamy syna ministra obrony,
cena wzrosła. 400 tysięcy.
- Zgodziliśmy się na sto tysięcy. - 400 tysięcy albo pożałujesz.
Nie mam tyle pieniędzy.
To się pożegnajcie.
Oddaj mi syna. Sto tysięcy dolarów za niego.
- Zapłacisz tylko za syna? - Tak.
Pozostałych uwolnicie, gdy znajdziemy pieniądze.
Oddaj mi syna, zapłacę sto tysięcy dolarów.
- Umowa stoi. - Nie bij go...
- Dzwoń do banku i załatw. - Tak jest.
Do zobaczenia.
I co twój ojciec?
- Teraz chcą sto tysięcy od głowy. - Ma tyle pieniędzy?
Obiecał... zapłacić za mnie...
Na początek.
Dzień siódmy
Włóż i wyjdź.
Babić, o co chodzi?
Zadzwonisz do mojej mamy? I powiedz, że ją kocham.
- Uważaj. - Chodź!
- Moja skarbonka. - Przeginasz.
- Oszukali cię. - Co?
- Oszukali. - Czekaj.
Mogłeś dostać 400 tysięcy, a zgodziłeś się na sto?
Ciesz się, że wychodzisz.
I przestaną się przejmować tamtymi żołnierzami.
- Jeśli zostanę... - Stul pysk!
- Dostaniesz więcej. I wygrasz. - Czekaj.
- Dużo więcej. - Stul pysk!
- Szwed oszalał. Bierzmy kasę. - Czekaj.
Chłopak ma rację. Za łatwo się poddaliśmy.
To dużo forsy. Nie płacą mi od trzech miesięcy.
Jak się podzielimy, będzie po parę groszy. Jego stary jest dziany.
Może ma nawet 400, ale na pewno ma sto tysięcy. Niech nam zapłaci.
To marne grosze. Rozumiesz? Byle co.
Odprowadź gnojka do tamtych. Idź.
Chcesz wrócić? To marsz!
Za to zerżnę twoją matkę!
- Dostaniemy forsę. - Odwal się!
Co się stało?
To nie fair. Odmówiłem.
Umowa była inna!
Pułkowniku, potrzebują pana.
- Co się stało? Złamali słowo? - Sierżant Forss się sprzeciwił.
Albo wszyscy wyjdą, albo żaden.
Słuchaj... tamci jedzą.
Mamy szansę. Chodź.
Strand? Zabrali Babicia.
Masz minutę. Jasne? Dzwoń.
- Pułkownik Andreasson. - Mamo, sto lat. Tu Danilo.
- Babic? - Czuję się dobrze.
Wpadłem na znajomego taty.
Wychowali się w dzielnicy Sarajewa, Koszewie.
- Jak się nazywa? - Slobodan Panić.
- Wyciągniemy was. Obiecuję. - Muszę kończyć. Kocham cię.
Slobodan Panić, Sarajewo, Koszewo.
Ustalcie gdzie mają bazę. Wszystko!
Co się stało?
- No, co? - Zadzwoniłem do pułkownika.
Podałem nazwisko strażnika. Może tak nas znajdą.
Proszę usiąść.
- Coś się stało mojemu mężowi? - Nie.
Nic. Daję słowo.
- Chce z panią pomówić. - Dlaczego mnie zabraliście?
- Proszę porozmawiać. - Ale dzieci...
- Mów. - Halo?
- Mogę ze Slobodanem? - Już podchodzi.
- Nata, po co dzwonisz? Co się stało? - Coś ty narobił, draniu?
Czemu UNPROFOR ściga mnie w nocy, jakbym była przestępcą?
- Uspokój się. Kto cię zabrał? - Siły ONZ.
- Otworzyłam im w koszuli nocnej. - Gdzie jesteś?
Tu pułkownik Andreasson. Jadę po moich ludzi.
Jeśli mają choćby jedno zadrapanie, w kwaterze mudżahedinów
zostawię twoją żonę, żony twoich kamratów i ich rodziny.
Zrozumiałeś?
- Załatwię drania. - Wstawaj!
Wstań! Teraz umrzesz, synu Rade.
Nie waż się ruszyć palcem.
Umrzecie.
Na kolana.
Na kolana, mówię.
Przeszukać pomieszczenia i raportować. Jasne?
- Andreasson. Jak pojedziemy? - Naszymi wozami, ale pan zostaje.
- Żadnych cywilów. - Mówimy o moim synu.
On się do tego nie nadaje. Jest zupełnie inny.
To żołnierz. Wsiadać!
Patrz na mnie.
- Dość tego. Patrz na mnie. - Babić, patrz na mnie.
- Młody, otwórz usta. - Zerżnę wasze matki.
To moja wina.
Wjechałem do rowu, bo wziąłem morfinę.
Cholerny ćpun.
Rozwiązać ich!
Wiecie, gdzie jest Alma? Alma!
Tekst: Danuta Dowjat
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.