All language subtitles for Kariera Nikosia Dyzmy [FHD ⁄ 2002] - Polska Komedia Akcji ⁄ Film Polski ⁄ Filmy Polskie ⁄

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Spokój gra baza, wszystko będzie dobrze.

Siódma dziesięć, pas chlebowy w barze,

łukanie w głowę, wszystko będzie dobrze.

Dobre chęci,

Ładne widoki, spojrzenie w górę, wszystko będzie

dobrze.

Paprol w oku, układ słoneczny

niedaleko pada.

Śmierć jest pewna, tylko godzina jest niepewna, a twoja godzina wybiła o 15

.30.

W święto naszej patronki, królowej Polski, świętej Jadwigi, którą czciłeś w

sposób godny, jest napisane, kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci

kamień. Więc czyż ten policjant, który napisał w protokole o czterech promilach

we krwi, sam był bez winy? Nie!

Dlatego powiadam, nie sądźcie, byście nie byli sądzeni.

I choć słusznie naucza święty Augustyn, Czy nic nie przynosimy na ten świat. I

nic z tego świata nie możemy wynieść. To jednak nasz szanowny zmarły wyniósł z

tego świata. Pytacie mnie co?

Odpowiem.

Nasz podziw.

A ciebie Jadwigo uczynił wdową w dniu tego święta. W dniu święta twojej

patronki. Dlatego dziś żegna się z tobą Jadwigo. Ze swymi bliskimi.

Bo przed nim już tylko cisza.

I spokój.

Znowu żeś nikoś pięknie mówił. Potrafisz w człowieku kurna wzruszenie

wzbudzić. Że ty kurna nie poszłeś na księdza.

I pismo święte znasz. Ja to mówię z książki.

Panowie!

Ktoś pod sobie się uwieńce.

Nie widzieliście kto?

A kto miał widzieć? Jak tym razem w prawie odgorzał oślep.

Już ziemię do grobu po łomacku wrzuca łopatą na węch.

Co ty żrasz, żeś taki dowcipny? Ja nie żra, a piję i dlatego długo żyję. A

ludzie teraz za dużo żrą i są coraz ciężsi.

Ciężsi? Ciężsi.

No też mówię, no. Słaby jesteś. Cienki.

Cienka to jest kasa, panie kierowniku.

No co?

Zrzuca. Kurde, Pateczek, ja się normalnie kiedyś żywcem pochowam.

Te, nie mraby, dawaj te pół litra z lodówki. Jeszcze się nie zabroziłaś.

Taką wypijam. Dawaj, mówię. Nie lubię ciepłej wódki.

No kup sobie zabrażarkę, to będziesz pił zbrożono, prajerze.

Tak?

Człowiek zarabia tylko w dni powszednie, a traci cały tydzień. Tak mówi pismo.

Chyba od komornika.

Żeby tak się stało, żebym nie musiał ciepłej pić.

Już klejecie?

Kto powiedział fajrand?

No kto powiedział fajrand?

A co?

Umarł ktoś?

Klient umarł. Trzeba go wsadzić do karawanu i przywieźć do kaplicy.

A kto poprowadzi karawan, jakby już wszystkie w dupę pianę?

Ledwo dwunasta.

Ile wam do głowy wkładam, że dżentelmen nie pije przed południem? Kto w dupę

pijany? Dopiero pierwszą flagę obalamy, nie?

A który gwiniarz będzie taki odważny, żeby zatrzymać karawanę?

Ty masz piechotą, w dół wejdzie.

Lewandowski? No właśnie pojechał. A kiedy wróci?

Nie wróci.

Aj, kurczę. Mam podpisek.

I temu też dalej.

Twoje zdrowie, Janek.

Nikość nie pijesz? Znowu ciepła.

Życie jest zasrane, to i wódka jak wysrana.

Przynajmniej ten, cośmy go chowali, to se pożył jak człowiek.

A ty skąd wiesz?

Mówił ci?

Posłuchajcie, jaka kultura.

Jego ekscelencja, ambasador Don Juan Carlos Alameda de Aquilera zaprasza na

pożegnalny bankiet w pałacu Sorellego wstrój wieczorowy rswp.

Nic nie rozumiem. Normalnie co do mnie mówisz. Pokaż to.

Faktycznie jest zaproszenie. Po co wisiłeś?

Nie, podfitowałem.

Bierz fraka, dymaj na przyjęcie, Nikuś.

Ja? A co ty, gorszy jak jakiś Don Juan? Raz zimniej wódy się lepisz, człowieku.

Weź się.

Don Juan się mówi.

Jeśli czasy są dobre, do wódka jesteś zdrowa.

Jeśli człowiek jest mocny, niech dobrze się chowa.

Człowiek piękny jak pięć złotych, gdy przemawia.

A ty goń, goń, goń swego pawia.

On jest piękny jak pięć złotych, gdy przemawia.

A ty goń, goń, goń swego pawia.

Dzień dobry, panie

prezydencie.

Dziękuję.

banki będą mogły... Uważaj pan, kurwa, pana Macie.

Przepraszam pana.

Jestem taki za maszysty, wie pan.

Co? Panie premierze, chodźmy.

Przepraszam.

Wpuścić chamstwo na salony!

Pani uważa.

Pan pozwoli, że się z panem nawiję?

Aleś pan zasadził tego Czarkowskiego.

Należało mu się. Dawno mu się należało. To bedlak.

Bedlak. Zupełnie.

Całkowicie się z panem zgadzam.

Po trupach do kary.

Wie pan, odkąd został wicepremierem, dawnych przyjaciół nie poznaję.

Wicepremierem? Tak. Od prywatyzacji.

No wie pan, tam, gdzie się można najwięcej obłowić.

Ale się go pan rugnął bezlitośnie.

Wyleczyłeś go pan z tej buty jak najlepszy doktor.

Pan pozwoli gracz.

Dyzma Nikodem.

Oposól, kochany, że ci przedstawię doktor Nikodem Dyzma, minister

jarzuński. Słyszałem, słyszałem, to pan usadził Terkowskiego. Pan jest lekarzem?

Nie no, broń Boże. A, więc doktor ekonomii, no.

Najrozsądniejszy dzisiaj zawód.

Gdybym ja miał doktorat z ekonomii, to już dawno byłbym premierem, a nie jakimś

głupim ministrem rolnictwa.

Ale wszyscy o fanu mówią, jest on bohaterem wieczoru.

Tak to jest. A Terkowski?

Zero podniesione do n-ty potęgi zawsze pozostanie?

Zerem. Tak, to wiemy z matematyki, prawda, panie kolego?

Terkowski, chuj, szkola samotny.

Dobrze powiedziane pomysły.

Terkowski, chuj.

Terkowski, chuj.

Sałatki. Szkoda.

Z czego się tak śmiejesz?

Pozwól, że ci przedstawię. Mój przyjaciel dr Dyzma, a to kochany pani

senator Walewska.

Dyzma. Wiesz co on powiedział?

Terkowski.

Ale sałatki.

Szkoda.

Szałam bohater wieczoru.

Niechże pan do mnie zadzwoni, któregoś dnia, najlepiej w środę po 19.20.

Musi mi pan o sobie opowiedzieć.

Uuu, spodobałeś jej się.

Tylko nie zapomnij zadzwonić. To mściwa bestia. Trzęsie przenadką Komisją Spraw

Zagranicznych. Nie zapomnę. Tak.

Musi się przewieszyć.

Poczekaj.

Wszelkie!

Wszyscy posłuchajcie!

Ja zaraz wracam!

Dobro!

Będziesz pan żygał?

Czego? No, pawiował.

To znaczy, czy będzie pan łaska wpuszczać pawia? Bo jeżeli tak, to ja

przytrzymam panu marynarkę, dobrze?

Cześć, chyba nie.

Ja nie zjadłem wcześniej tej sałatki.

No, bo jeżeli nie, to ja mam dla pana propozycję.

Ja jaką?

Oto moja wizytówka.

Wie pan, ja mam firmę, ona się bardzo dobrze rozwija.

O Roman Kiliński? Tak, po Tomek Jana w prostej linii.

Ja bym pana wziął do mojej rady naddorczej.

A co jemy robić?

No jak to co? No wie pan, no nic, no doradzałby mi pan. Wie pan, mam coś do

załatwienia w jednym, w drugim ministerstwie. No to pan już by na pewno

wiedział, co, gdzie i jak załatwić. A ja bym wiedział.

No niechże pan nie żartuje zgodnego Romka. No to już dopiero przed chwilą

czołował się pan z ministrem skarbu.

Wciskał się pan z prezesem głównego urzędu CEU.

Pani senator o mało pana nie zjadła.

No a wicepremiera, no to już żeś pan tak opierdolił jak burą sukę. No to kto

załatwi coś jak nie pan?

No to co, graba?

No.

gra w barze, wszystko będzie dobrze.

Siódma dziesiąt, czas chlebowy w barze, pukanie w głowę,

wszystko będzie dobrze.

Dobre chęci, ładne widoki, spojrzenie w górę,

wszystko będzie dobrze.

Paprok wokół, układ słoneczny, niedaleko pada.

Wszystko będzie dobrze.

Kompletna korozja.

Co ty się kurna zastanawiasz?

A czy ty w ogóle masz jakieś wyjście?

I co z ciebie jest za pożytem?

Każe ci iść na bajkę, to ty sam kurna mordę zaklewasz, a głupom nawet flaszki

piwa nie wyniesiesz?

To teraz masz ostatni szansę.

Zapieprzaj do tego biznesmena i wykryj na parę złotych. Bo zima idzie.

A niemrawy nie ma nawet paletka.

I bucików.

I bucików.

Ale on chce, żeby mu coś załatwił. Ja.

Ja mu mogę najwyżej mowę pogrzebową wygłosić. A mnie to leży martwym bykiem.

Kasę masz zawadzić.

Bo jak nie, to nie pokazuje się, że wy nas pytacie.

o tym cudownym człowieku, którego obecność

czyniła możliwym do znalezienia twórczego naszego istnienia.

Nie rozumiem. Musi pamięć o tym cudownym... Kurde, co za bełkot.

A pustka!

Po nim, których trzech agarni,

szachar, trzech ogarniają, tak!

Spokój dam zboczeńcu, Jedenikio!

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Dysma jest.

Jemu mówimy z panem prezesem?

Chwileczkę.

Romek? Jakiś ludy facet do ciebie.

Jakże się cieszę, jakże ja się cieszę, że pan przyszedł. No, co pijemy?

Koniak, whisky, gin? A może wino, co?

Dżentelmen nie pije przed południem.

Co pan to wie? Nie wiedziałem.

No to może whisky, co?

Mam bardzo dobrą, osiemnastoletnią. Proszę bardzo.

Proszę.

Oj, chyba nie smakuje.

Ciut za stara.

Mam rację. Ja też wolę młodsze.

Osiemnaście lat to jest górna granica. Chodźmy.

Pokażę panu fabrykę.

Proszę bardzo.

No.

Boję.

Wszystko kurwa boję.

A wie pan od czego zaczynałem?

Tak. Tak? Tak się chyba się zastanawiam. No niech pan zgadnie. Proszę pana,

czego? Skąd pan wie?

Chcesz panu o mnie opowiadać? Niech pan w nic nie wierzy.

Co pan tutaj produkuje?

Klej. Nie, to żywność.

Co pan?

Życie panu niemiłe.

Powiedział pan, że to żywność. Mówiłem, że żywność, ale nie mówiłem, że do

jedzenia. To jest za gęsta.

Rozumiem. Przybyło gęste? Tak, no i to sprzedaje.

Potrzebuje pana.

Mnie? To pan to robi z ludzi?

Ale z pana z grymus.

No bo popatrz pan na mnie, no.

No popatrz pan na mnie.

No patrzę. No i kogo pan szanowny widzi, co?

Pana szanownego widzę.

Ja panu powiem, kogo pan widzi. Hama pan widzi, wie pan?

Hama z hamów pan widzi.

Tutaj to już pan przesadziłeś, co? Pan się śmieje z mojego nieszczęścia. Osiem

skończyłem i to dobrze, że się udało.

Proszę pana, matka piła, wy się zbiły, wujek się przytypili.

No to ja nie mogłem wyjść na dół. No nie mógł pan, no to niemożliwe. Ale

wyszedłem. Cud.

Coś pan robił.

Wigilię osiemdziesiątego trzeciego, co?

Nie pamiętam.

Kartiarz jest pan w pierdalowie, pan.

A ja pod Pewexem stałem.

I w osiemdziesiątym czartem stałem. W osiemdziesiątym piątym stałem. Wszystkie

te pieprzone lata.

Piątek, świątek, pogodza czy mróz. Change money, good price, żeby dać

ludziom to, czego potrzebują. I wie pan co?

Żadnych w dziedzinności, wie pan, nic, kurwa.

Byle głupko stawiają pomniki, a mnie nie chcą dać jednego małego papieru.

Jednego, kurwa, małego zwolnienia z matury.

Oczywiście, że ja chciałem zapłacić. No ja przecież, ja wiem, że nie ma nic za

darmo. Ale wie pan, że moje pieniądze to im śmierdzą.

Bo ja nie jestem skór.

Cennego pan doktor.

Proszę pana, to na podstawowe wydawnictwo.

Nie, ja wiem, ja wiem, że mi się to opłaci.

No a tutaj do konsultacji, dobra?

No to co, panie doktorze?

Mogę wnieść do pana małą prośbę?

Każdą, kurde, każdą.

Tu jest wszystko coś nie tak.

Facet mi nagle daje kupę kasy, wiesz?

Są tacy ludzie, tak zwani szczęściarze i im się takie rzeczy zdarzają. Portfel

znajdą na ulicy albo wiąże ciotka z Ameryki.

Ja to nigdy fartu nie miałem.

Jak woziłem dżinsy do ruskich, to mnie zamknęli we Lwowie na dwa miesiące,

rozumiesz?

Mniej jednego na milion ludzi.

A Niemcy na granicy kazali mi wypalić 20 tysięcy fajek.

Dobrze, że zemdlałem przy piątej pasce.

Jedyny spekulant na naszym osiedlu, jakiego złapali, jakby stan wojenny, to

też byłem ja.

Robiłem wtedy w papierze toaletowym.

No mówię ci, całe życie jak krew z nosa pod górkę.

O, w życiu nie byłeś taki przystojny.

Dzień dobry.

Nie dresie.

To jest dyzma, mówi Nikoś.

No.

Nie.

To mi jest miło.

Panie jest łaskawa jak cholera.

Od trzech dni czekam na telefon od ciebie.

Ty niedobry. Przepraszam, nie widziałem.

Chodź, chodź, chodź.

Potem mi wszystko opowiesz.

że tak gramolisz?

Włazisz na mnie?

A na kogo mam władzić? Chwileczkę, chwileczkę. Nie tak obce sobą.

Nie no, zdjąłem buty.

No powiedz, kto cię tak nauczył władzić na kobiety?

A jest napisane w piśmie.

W niej idziesz w nią i napełnisz nasieniem swoim, a kiedy z niej

zejdziesz, obmierz ciało swoje od niej czystości.

To jest przestarzałe. Tłumaczenie księdza wujka.

To zwykłe niedopatrzenie.

Panie kandydat, całe szczęście, że pani się na czas była szkoda zadzwonić.

Osobiście przejrzałem wszystkie dokumenty i według mnie przedsiębiorstwo

pana Romana Kilińskiego spełnia wszelkie kryteria zakładu pracy chronionej i jako

takie podlega zwolnieniu z podatku VAT oraz zwrotowi podatku nadpłaconego.

Ja tam pamiętliwy nie jestem. Dawaj pan to pismo.

Tu jest oryginał zwolnienia podatków.

No, to pańskie.

Co pańskie?

No gabinet pański.

No wie pan, ja wiem, że bywają ładniejsze, ale wie pan, to taka

prewizorka jest, wie pan. W przyszłym tygodniu tutaj zainstaluje się jacuzzi,

marmurową łazienkę, wie pan, żeby mógł pan w jakichś ludzkich warunkach

dyktować sekretarce.

Ja bym nie byli.

Pracować w tym gabinecie? Ale broń Boże, pracować! Wie Pan, pracują to woły, a

Pan, taki geniusz ekonomii, to tylko sobie siedzi i myśli, a jak on coś już

wymyśli, to wykonuje taki jeden ruch, taki jak Pan wczoraj wykonał w mojej

sprawie, no i już, no to po co pracować?

Wie Pan, ja dwa lata chodziłem w tej sprawie i nic, a Pan, ciach, dwa dni i

załatwione. No i co, napracował się Pan?

No, trochę, ale to przyjemna robota.

Wie Pan, przyjemna robota...

Przyjemna zapłata.

To co, zostanie pan u mnie prezydentem Rady Nadzorczej?

Na początek 80 tysiączków.

Ile?

Ma pan rację.

100.

100 tysięcy?

Ja wiem, że pan jest dobry z ekonomii i pan to już wszystko wyliczył, że z

samego zwrotu podatku dostanę ze cztery banki 110.

No.

Do tego samochód służbowy, wie pan, fundusz reprezentacyjny, zwrot kosztów.

No to co?

Pasuje?

Nie jestem grymaśny.

Grawa, to rozumiem. No to co, brudzia?

Kromek!

Ciepła.

Zaszka!

Kurwa, ja zaraz kogoś wytwierdolę z tej roboty, no!

Ciepłą budkę.

Pan prezes lubi ciepłą.

Od dzisiaj nie lubię.

Moi wspólnicy, mój dział kadr, moja strata przemysłowa, słowa bracia

sajkowscy. Nikodem, mowy pogrzebowe.

Nie mówiłem, że jest grywus? Słuchu.

Stanisław.

Mieczysław. Bliźniaki, cele jajowe.

Panowie, dzisiaj jest wielki dzień. Pan doktor załatwił zwolnienie.

i został jednogłośnie wybrany prezesem Rady Nadzorczej. Teraz Wołomin może mnie

połechtać w dżindzele, wiecie?

No, Nikoś, dobierz sobie kolorek.

No, śmiało.

No, nie wiem, nie wiem.

Nie ma co kaprysić. Wszystkie mają papiery jak nowe.

Ja nie mam prawo jazdy.

Gliny zabrały?

Zaraz każę w zębach przynieść. Nie, bo nie był im potrzebny. A, rozumiem. U

mnie też będziesz miał kierowcę.

Jasne.

Czy ktoś się przyzna, że w nim jest dyzma?

Bo taki jest czas, ile dyzmy w nas.

Czy ktoś się przyzna?

Że w nim jest dyzma Bo taki jest czas Ile dyzmy w nas Jak

ja miałem wyjść na ludzi Ojciec pił i matka też Wujek pił i wszyscy pili

Każdy ret czerwony jest Tyle wielkich pytań dziś Odpowiedzi żadnej

Mnie wystarczy tylko być Jakie to genialne Czy ktoś się przyzna?

że w nim jest dyzma, bo taki jest czas, ile dyzmy w nas.

Czy ktoś się przyzna, że w nim jest dyzma, bo taki jest czas,

ile dyzmy w nas.

Czy ktoś się przyzna,

Teraz pojedziemy na cmentarz. To jakiś pieniec trzeba by kupić. Żeby ukradli.

Co jest, Nico?

Ktoś nie tak odpierdolił, jak stróż w Boże ciało.

Pogrzeb dopiero jutro.

Dato się pojebały, czy jak? Baranie jeden?

Nic mi się nie pojebało.

I sam pan jest wybarany.

I to mi przyszedłeś powiedzieć?

Tak.

I może coś jeszcze?

A jak?

A co?

Ja pana dymam.

Tak?

Tak. Jesteś pan ostatnim chamem, mędą i jełopem. Masz pan mniej mózgu od

niemrawego i w ogóle ja pana dymam cię, chamie jeden.

Jesteś zwolniony.

Gówno. Ja się zwolnię.

Stój, Nikoś.

Stój, mówię.

Nikoś, stój.

Przecież jutro pogrzeb. Nikoś, proszę cię. Musisz wypołosić mowę.

Nikoś, dlaczego?

Bo każdy człowiek ma prawo do szczęścia.

O!

Jaka jest pańska wiedza na temat automobilizmu w skali od 1 do 10?

Jeden.

No dobra. To jest samochód.

Kierownica, pedały, radio.

Pojedziemy.

Przepraszam, choroba lokomocyjna. Ile?

Siedemnaście strąconych.

Ile, kto je prawo jadł?

No.

Nie no, dołupie nam.

A, bo czekaj.

Dzień dobry, czy to jest telefon zaufania?

Mówię pani, bo ja mam taki problem.

Nie, nie chcę popełnić samobójstwa.

Aha. No to znaczy, jeszcze się nie zdecydowałem.

No ale jak mi pani odpowie na parę pytań, to może nie popełnię.

Nazywam się Miściuszatek i mieszkam w Pacanowie.

Pani się głupio pyta, ja głupio odpowiadam.

Nie, nie mam problemów alkoholowych.

Też nie.

A co to jest, co pani pyta?

Nie, to na pewno nie.

Pani, ale ja nie mam czasu na pierdoły, powiem pani, czy nie.

No, no więc wpierw, to co to jest amortyzacja?

Bo to mi pani poszuka kogoś, kto skończył ekonomię, a poczekam.

Albo się powieszę.

Powieszę się, kiedy będę chciał, a nie kiedy mi pani każe.

A ja ciebie, gruba pądro!

Halo?

Roznieczulicia normalnie.

No i?

Sprawa jest trudniejsza niż myślałeś. Tyle to ja wiem.

Jak myślisz, wygryzą nas w rynku, czy nie?

Przy uwzględnieniu trendów długookresowych, przejawiających się w

dynamicznych zmianach poziomu amortyzacji, dotyczy oczywiście netto,

który po zbilansowaniu... Jak to mnie, jak walczerowicz, dobra? Mów to mnie

normalnie, po ludzku.

No bo jeżeli niemiecki zagęszczarz jest dwa razy tańszy od mojego, a na dodatek

nie robią go ze śmieci.

Jaki niemiecki zagęszczarz?

Jak, nie czytałeś kwiców?

A do tego akurat nie doszedłem.

Słuchaj, jakiś twajnak, rozumiesz, wymyślił, że zamiast kupować mój

zagerczacz, można wprowadzać niemiecki i to dwa razy tańszy.

O,

to to zezwolenie nie było potrzebne.

To mam ci oddać?

Nie, kurwa!

Pieniądze zarobiłeś! Ale teraz, Nikusi, musisz mi pomóc.

Słuchaj, nie może tak być. Nie może tak być, żeby solidny polski przedsiębiorca

musiał znowu walczyć pod Grunwaldem z jakimiś krzyżakami.

No przecież Amerykanie w nich...

40 lat forsę pompowali, a w nas ruskie Marksa i Lenina.

To jak ja mam, kurwa, z nimi konkurować?

Tak wiele pytań, a żadnych odpowiedzi.

Powinni zrobić tak, żeby było dobrze.

Właśnie. A dobrze, Nikuś, będzie wtedy, jak na ten niemiecki zagęszczacz jebną

takie cło, żeby nikt, kurwa, tego nie kupował. Rozumiesz?

I wtedy ochronią to, co polskie.

Bo inaczej, Nikuś, leży Mikwiczyn.

Widzisz? I tak doszliśmy do litery K.

Ale najpierw zrobimy sobie kanapki, bo K to jest ciężka sprawa.

No to tak.

Na początku po krakowsku, później na kogucijka i to jest najtrudniejsze.

Po kozacku. Jeśli dobrze pójdzie, to do wiosny przelecimy cały alfabet. Wiesz,

że mi się to jeszcze nie zdarzyło żadnym facetem?

Za mną też ci się może nie uda.

Co ty też mówisz, koguciku?

Mam kłopoty. Do wiosny mogę stankurować.

A od czego kogucik ma swoją kurkę?

Kurka wiedziałby kłopoty.

Byłem umówiony z panem ministrem Jaszuńskim. Pan? Ja. Pana godność.

Dyzma. Dyzma. Pan minister prosi.

Witam, witam serdecznie. Gdzie pan się ukrywał, panie doktorze? Ładnie tak nie

odzywać się do przyjaciół.

Może koniaczek? Nie, popieram polski monopol spirytusowy od koniaku, bo ale

mnie głowa... No, z pewnością pana rozumiem, ale my w ministerstwie nie

możemy częstować wódeczką rozporządzenie pana premiera.

Huch po tym nie jest realny, ale proszę, niech pan siada i pozytywnie zastąpi

dobrej rozmowy. W cztery okny.

Jak tam sedacie? Dogadają się? Czy rozpierducha?

No. Na dwoje babka wróżyła. Ciągle to samo.

Skowron gryzie po kostkach.

Gryzie kundel.

Kundel. Dobrze pan to określił.

Mieszanie z dupy kopanej różowo-zieloną. Ale zrobimy porządek. Tylko wy tam

musicie wiedzieć, że jeżeli koalicja padnie w komisji senackiej, to ją tutaj

też szlak trafi.

Trzeba, jak to mówią, nadstawić drugi policzek.

Ale pani senator mówi, że drugi policzek to już nastawili. Teraz to mogą nastawić

tylko dupę. Ach, ta nasza pani senator i jej zdrowie. Długo się znacie?

Już dość długo.

Byliśmy razem w podziemiu. Piękne czasy.

To było grubo przed panem, więc mogę panu powiedzieć, że doszedłem z nią do

litery M.

A potem serce wysiadło.

Serce nie sługa. Ale pan ma poczucie humoru.

Maria też śmieję się z tego całego styropianu.

Nasza młodość, górna i chmurna.

Ale opłaciło się.

A pan, co pan wtedy robił?

Kiedy? Po osiemdziesiątym.

A, dużo podróżowałem. Do Rajchu, do Sojuza. We Lwowie mnie przyskrzynili.

Przeemekcja. Wiem, chłopaki mówili o jednym takim pistolecie, co Ukraińcom

powielace woził.

No, to tym chcę je mniej poznać.

Delegacja nie zająć, nie ucieknie.

Ja tu mam ważne spotkanie.

Teraz takie czasy, że trzeba znowu ruski wiatr. Cary, czy Krzyś, możecie coś

zrobić? Jak mi nie kupią cukru, to będę musiał dwie cukrownie zamknąć.

Swołocz. Niby popuścili, a tu chyba.

To ja nie będę przeszkadzał. O żadnym przeszkadzaniu nie ma mowy.

Anna wspominała mi coś na temat ceł na zagęszczacz.

żeby ratować polski przemysł spożywczy.

Ale ja wprowadzić cła nie mogę. Bo to po pierwsze leży w gestii rządu, a po

drugie komisja europejska by nas zajebała.

To taki ważny interes społeczny, to jest zagęszczacz.

Zagęszczacz, bardzo ważny interes społeczny.

Cła zaporowe nie przejdą, ale mam pomysł.

Muszę coś wykombinować. Niech mi pan da parę dni. Może się uporać cukrem. Mamy

za dużo cukru, A rynki zagraniczne zapełnione.

Niech pan do nas wpadnie w następny weekend.

Robi takie małe spotkanie dla przyjaciół.

Wódeczka, polowanko, takie męskie sprawy.

Zmęczony?

Nie mogę.

Nie jestem królikiem.

To chodź teraz spróbujemy na pomidorka.

Na pomidorka? A jak to będzie?

Będziemy tak sobie leżeć i stykać się ogonkami.

O, to ciekawe, ale ja nie mam siły.

Połknij to.

Wiadro.

I co się stanie?

Stanie. Kocham się, kurwa!

Kocham! Kocham cię, Nikuś, kocham cię!

Co ci jest?

Żenić się chcesz? Słuchaj, Nikuś, z uwagi na panującą w niektórych krajach

europejskich epidemię pryszczycy, Ministerstwo Rolnictwa wprowadza z dniem

dzisiejszym zakaz, rozumiesz, importu artykułów spożywczych zawierających

komponenty pochodzenia odzwierzęcego, w tym żelatyny, konsert z mięsa wołowego

i, słuchaj, zagęszczaczy spożywczych. Nikuś, kurwa, mać, żyjemy, chłopie,

kurwa!

Mikuś, kurwa!

No, Romek, żyjemy.

Powiedz mi, Mikuś, ty miałeś jakieś koszty, co?

Ty musiałeś odpalić jakiś szmalet za taki numer.

Nic za nic. Załatwił po przyjacielsku. Po przyjacielsku? Po przyjacielsku to ci

dzisiaj nawet żona dupy nie da. Słuchaj, nie wziął teraz, kiedyś się upomni. Ale

należy mu się, Mikuś, za taki numer.

On teraz nie ma do tego głowy. Tam mają teraz straszny problem z cukrem. Za dużo

wyprodukowali, nie mają gdzie sprzedać. Za dużo wrodek.

Cukier? A to debile, no co to za problem?

Słuchaj, niech żeś wykupią cukier od cukrowni, zmagazynują, w ciągu roku czy

dwóch koniunktura musi się zmienić, no i wtedy sprzedadzą z dyskiem, nie?

Ale gdzie magazynować? Trzeba by magazyny budować. A na chuj budować?

Niech kupią od cukrowni, ale pod warunkiem, że to cukrownia będzie

magazynować cukier.

No, ale to trzeba mieć jeszcze za to kupić, a minister Jaszuński mówi, że oni

nie mają pieniędzy, bo mają dziurę budżetową czy coś.

No. no to niechże płacą oprocentowanymi obligacjami, rozumiesz? To się opłaci

każdej ze stron. No bo tak, cukrownia i tak nie ma innego wyjścia. A jak

cukrownia zbankrutuje, no to przecież rząd poniesie koszty bankrutu, a nie?

A, jak ty mówisz, to wszystko jest takie proste. Sami by na to wpadli.

By wpadli.

By mieli, kurwa, mózg zamiast tego pierdolonego styropianu.

A ty się nie kusi.

Słuchaj prostego.

Widzimy nas w Łodzi.

Pan pozwoli.

Moja strona.

Chyba rywalizm.

Kolega jeszcze zestropiony.

No, nareszcie ktoś w wieku poborowym, a sąd na twoich kolegów. Można by

pomyśleć, że to waszą rewolucję sami pierdziela robili.

Jak byśmy zaczynali rewolucję, to ci mnie jeszcze na śmieci... Czy

pan poluje?

Bo oni wszyscy przeciw i ten idą na polowanie.

Ja nie, ja bym muchy nie zabił.

To dobrze, jak oni pójdą polować, zabiorę pana ze sobą.

Chodź pan, pani Nikodemie, poznam pana z kolegami.

Dużo się o tobie mówiło ostatnio.

Ale pozwólcie sobie przedstawić.

Oto mój przyjaciel, doktor Nikodem Dysma.

Jak się masz, chłopie.

Witam, marszałek Gratkowski. Gratkowski, niemiło mi. To nasz senator.

Pan minister Kropiel.

Słuchaj. O tej pańskiej awanturze z Terkowskim.

Kurwencet tak się przejął.

Że się gdzieś zaszył i nie wychodzi.

Nawet nie zjawił się na skończowym posiedzeniu rządu.

Nie ma o czym mówić, dawne czasy.

To co pan odjeżdża po waluchów?

Łyski?

Kto by tam perfumy pił, wolę czystą.

Ma chłopaki, to dla mnie też troszkę czystej. Brawo, brawo. Każdy się brzydzi

tych błomy, ale wszyscy ci się przyznają, bo to nie wypada. A kolega,

widzę, ma w dupie te konwenansy. I bardzo dobrze.

Ja się też nabiję czyściuszki.

W dupie mam, a jak?

Może jakaś przegryzka? Każę coś przyjeść?

Popierwoni zakuszają!

Nikodemie, no czuj się, musimy w domu. To jest bawek.

Na kółkach.

Mówiłeś mi o swoich kłopotach z cukrem.

A ja myślałem o tym trochę.

No.

Jest wyjście.

Trzeba wykupić cukier od cukrowni pod warunkiem, że one ten cukier

przechowają, zapłacić obligacjami, a za rok, dwa, jak przyjdzie koniunktura, to

cukier się sprzeda.

Ciekawe. Nieopłacalne.

Trzeba by obligacje oprocentować wyżej od stopy kredytowej.

Ale jak cukrowie zbankrutują, to i tak koszty poniesie rząd. Ale te obligacje

będzie trzeba za dwa lata wykupić. A jak koniunktura nie przyjdzie? Za dwa lata

rządzi będzie opozycja, a nie oni się mafią.

Uważam pomysł pana Atyzmy za genialny.

Pozwolisz, że przedstawimy go razem premierowi w poniedziałek?

Oczywiście.

Cygarko?

Monte Cristo Habana?

To nie nasz.

Palić nasze!

Ja tam wolę wszystko, co nasze.

Tylko kłopot w tym, że dobre nasze to są tylko dziewczyny.

Bo jest nawet łódka, nie?

Najlepsza marka.

Nie poszło, co?

Nie wiem, co jest, ale nie nasze mi szkodzi.

Przecież każdy Polak ma polski organik. Tak, to jest powiedziane, dobra.

Jak mi się to podoba, to jest mocno powiedziane, krótko powiedziane.

Panowie,

co jest, podamy do stołaku.

Proszę. Proszę.

Panowie, proszę.

Pamiętajcie, po kolacji przebieramy się i do laku.

Nie flirtować!

Zaniś ten bigos do stajni. Ale już!

I dwie stoszynki wódki nastawić na lód.

No szybciej, szybciej, szybciej, szybciej.

Jak to dobrze, że Panie poluje. Panie zupełnie inni szkolący mojego męża.

Wszystkie Pani już od Pana pytały i obiecałam, że nawet Pana przeprowadzą.

Strasznie się ekscytują. Nawet napalę ją, bym powiedziała.

Kto wie, czy nie powinnam być zazdrosna. To pan jest gościem moim i mojego męża.

A z drugiej strony, skąd on pana wytrzasnął?

Wszyscy jego znają i to ta żołnierza. A pan młody i podobno świetny ekonomista.

Mówią, że lepszy od Balcerowicza. Że przed panem przyszła się niesamowita

kariera.

Dziękuję bardzo.

Zawsze wychodzę głodna od przejęcia.

Zanim zdążę coś jeść, pośpią teraz ze stołu.

Komu tira na komu?

Albański i bez filtra od samego ambasadora. Po dwódeczkę najlepsze.

Zupełnie jak nasze niegdysiejsze sporty.

Przypominają stare czasy. Ale chyba nie chcesz powiedzieć stare, dobre czasy,

nie? Wiesz, co stara ci powiem?

Dobre czasy były wtedy, jak byliśmy w Łodzi.

Pamiętasz te zapachy? Te kolory? Chyba masz na myśli kolory szturmówek, co?

Piedolicie i policie. Nikt mi niech mówi, że kolor jest lepszą...

Naszej starej oranżady.

Tej, wiecie, w tym, no... Krachy.

Przecież to był syf.

Normalna woda gazowana z fartką.

To bardziej jebało wątrobę niż 30 lat picia wody.

Oni nas specjalnie tym poili, żebyśmy nie doczekali emerytury.

I co, kurwa?

Pojebało cię, Gratkowski?

A ty nikodemnie, co ty o tym myślisz? Ty zakomuny, że co?

Batura robiłeś, co?

Cośmy narozrabiali, to nikt nam nie odbierze.

Byłem biedny, ale wszyscy byli biedni, to mi to nie przeszkadzało. A teraz

dookoła tyle bogactwa, a ja dalej jestem biedny. Ty też pierdolisz, Nikoś,

chociaż akurat ciebie lubię.

Wie pan co, doktorze?

W tym, co pan mówi, jest sens.

Ale ty, kurwa, kokopiel, zamknij się!

Jaki ty byłeś biedny, jak twój ojciec miał komis w Kielcach? Grześ, jak to

można, mszełko? Ale go nic.

A kto donosił w internecie do strażników?

A kto, Annie Walentynowicz, zajebał gumę do rzucia?

Balonową? Zbyłeś się, graczyk!

Się kurwa licz ze słowami.

A co mi kurwa zrobisz, co?

Zastrzeźnie? A przecież nawet strzelać nie umiecie, choć zrobiliście ministrem

służb specjalnych. A ja, pochazdu zagranicznym i co?

Zabiliście mnie głównym dziennikiem, tak?

Wstydzicie się, że mam kwalifikacje, tak?

A czemu nas rządzi armią?

Nauczyciel WF-u! A czemu jest ministrem skarbu, co?

Technik, mechanik! A kto zdrowia?

Dentysta! A ja... Trzema językami... Rumuński perwekt! Do urzędu ceł, tak?

Oj, koledzy!

Koledzy!

Jeszcze kiedyś będę premierem!

A ty kurwa zapomniałeś, jak byłeś ministrem komunikacji, co? Co się

pociągi powypierdalały, jak zreformowały drogę?

Ja na trzeźwę jeszcze nigdy mzająca nie trafiłem. A po pijaku zawsze.

Nie martw się, Grzesiu. Plotki chodzą, że masz być ministrem kultury.

Pierdolę. Całkowity nierozwojowy minister. Dlaczego?

Całkiem przyjemnie, jak wejdziemy do Unii.

Ministerstwo braku kultury.

Co wyliczę, to wyliczę.

Ale zawsze wtedy powiem, że najbardziej mi

żal.

Bo ja już dzisiaj tyle piłem.

Pan doktor, chciał pan odwiedzić nasz klub?

Jaki klub? Jak to jaki klub?

Sportowy KS. Oczko.

Najstarsza z nas na 28 lat.

Najmłodsza z naszych mężów 49.

Różnica pokolenia wynosi 21.

Czyli oczko.

Połączą nas zainteresowania sportowe. Kuki do woły.

Ogólna rekreacja.

Dlatego dołożyłyśmy tam klub. No ale przydałby nam się nowy kreser.

Nie,

ja do sportu się nie nadaję. Zawsze byłem choroszty. Ale kibicowałem. Mojej

drużynie MKS stale nie wiadomo.

Ale macie tu pana.

Nie, nie, ja uprawnień trenerskich nie mam. Jestem stratownikiem.

Chcę poczuć hemoroidę, człowieku.

Czekam na waszy telefon.

Słucham, Dyzma.

Tak jest, zrozumiałem.

Damy.

Dasz radę, Nikasi.

Dasz radę, Polska. Na ciebie liczę.

Co się stało?

Pajzaszu?

Proszę spakować moje rzeczy.

Pamiętasz ten mój pomysł z wykupieniem cukru od cukrowni?

Pamiętam.

Wypaliło.

A ja?

Aj, Romek!

Mniejszym powołuję do życia Państwową Agencję Polski Cukier.

A jej prezesem mianuję doktora Nikodema Dysme.

Gratuluję, panie prezesie. I wyrażam nadzieję, że wraz z tą...

Nominacją przed polskim cukropnictwem otwierają się perspektywy rozwoju i

powodzenia.

Nie postaram się zabić.

Cieszę się. Bardzo się cieszę, Nikuś.

Mam nadzieję, że będziemy ściśle współpracowali. Wpadaj do mnie, kiedy

masz ochotę. Ja cię też cię lubię, mówiła mi.

Jeszcze raz. No jeszcze raz.

Gratulacje, prezesie.

I kości, i kości.

Na drogę.

Serdecznie gratuluję.

No to do roboty, Dysma.

I troszczy nam postępowanie lustracyjne.

Lustracyjne? Tak, w stosunku do wyższych urzędników państwowych. Wszyscy im przez

to przeszli. Pan nie musi się niczego obawiać, pan ma czyste sumienie.

Prawie nieużywane.

Dzień dobry, panie prezesie. Pan pozwoli, że się przedstawię.

Poraziński, Klement.

Będę pańskim asystentem. Pani Wanda jest pana sekretarką.

Zapraszam do sali konferencyjnej. Dziennikarze już czekają.

Przyszedłem tu ratować polski cukier.

Mam długo.

Jestem zdenerwowany trochę.

Chociaż często występowałem publicznie i powiem Państwu, że od małego byłem tak

wychowany, że zawsze mi smakowało to, co nasze polskie, że to, co nasze, dla nas

najlepsze, czy do tego mamy przystosowany organizm, bo wszystko inne

nam szkodzi. O, najlepszy dowód, że polska wierzba płacząca uschnie nad

Gangesem, a polski kompozytor Chopin uschnie na suchoty, na imigracji.

Ja sam po zagranicznych koniakach choruję, a polska wódka smakuje mi

niezmiennie.

Czego i Państwu życzę. Do widzenia.

No, nic dziwnego, że były wszystkie stacje radiowe i wiadomości telewizyjne.

Aja, co teraz? Jedziemy zainstalować pana prezesa do nowego domu.

Jedziemy.

Salon, gabinet.

Sypialnia. Witam Pana Prezesa w jego nowym służbowym domu w imieniu Biura

Ochrony Rządu.

Przedstawiam. Ja Afrania Ogrodnik wraz z Biurem Ochrony Rządu stanowiłem

najbliższych współpracowników Pana Prezesa.

A teraz zapraszamy.

Woda, ryby, obrót.

Pokój bilardowy. Już napalone.

Panie prezesie, to tokół przejęcia.

Patryka?

Ale kije.

Co innymi wprowadzić?

Mnie nie brakuje.

Niech i wam nie zabraknie.

A ja?

Gdzie to zwalać, szefie? Poczekaj, pan, a dużo tego jest?

To jeszcze 50 skrzynek. Otwieraj nos piżamkę.

To chyba będzie z 500 litrów.

500 litry za dwóch?

Rok picia.

Nie góraj. Jeszcze ktoś zobaczy.

To po coś to przysypanie do domu? No nie ma, że chcesz się zobaczyć jak

najprędzej. Ale nie w biurze, głupca się.

Moje interesy z tobą nie mają charakteru biurowego.

No właśnie, niestety. A teraz łączą nas stosunki też służbowe. Widzisz, ja

myślę, że jest niezręcznie, żebyśmy się teraz spotykali. No przynajmniej na

początku mojej pracy w agencji.

Uszalałeś? Co za bzdury opowiadasz?

Anno.

Rozumiem. Tak będzie lepiej, naprawdę.

Chwileczkę.

Czy pan prezes daje mi do zrozumienia, że przechodzi do opozycji?

Ależ nie. Chwilowo muszę się wstrzymać od głosowania.

W takim razie czekam na telefon.

Kuba mnie w dupę mi wjechał.

Jak jedziesz? Jak jedziesz? No to pojechałeś.

Nie strzelać? Nie strzelać?

Nikoś! Pragnę Boga. Kopelat.

A co ty, bracie? Frykę zmieniłeś? To służbowa.

Policja! Na pomoc! Lopat, policja! Panie Kaziu, wszystko w porządku. Sami stoi.

Co w karetkę? Maszyny.

Maszynu pękasz.

Ja właśnie robię na stłuczkę. Nie wiedziałem, że to ty.

Mam dwóch studentów wzrostu. Pan chyba się nie gniewa, co?

Stop.

No to daj pyskę.

Dobrze, żeśmy na siebie wpadli.

Bo właśnie mam sprawę.

Wszystko to chcesz tu.

Ty przecież znasz facetów z policji, nie?

Pytanie. Można by powiedzieć, że jestem hodowcą.

Tylu ich karmię.

A takich ważnych też?

A co ciebie to dużo mówią?

Prezydent trzy razy mnie ułaskawiał.

A?

W poprzedniej epoki. SB-ków? Nie.

Zweryfikowanych? Niezweryfikowanych?

Taki, co dużo może.

Taki mi potrzebny.

Major Borewicz?

Powiedz mi.

Chciałbym, żebyście stworzyli moją kartotekę. I żeby w niej było, że ja,

doktor Byzma, walczyłem o demokrację.

Że woziłem bibułę na Ukrainę.

Że nadawał na mnie jeden agent.

W ogóle, że dużo przecierpiałem za moją niezłomną postawę.

I że mnie wsadziliście wy.

Albo Ruscy.

I że chcieliście mnie zwerbować, ale ja się nie dałem. Chociaż miałem już

kryptonim. Cegarniczka.

Powtórzyć jeszcze raz?

Ja chyba...

Nie, w dzisiejszych czasach taka teczka... Pan jest politykiem?

Powiedzmy.

Jeżeli pan liczy na jakąś poważną karierę, to powinien pan mnie poprosić,

żebym taką teczkę spalił, gdyby istniała.

Ja nie robię kariery za zasługi polityczne. Jestem fachowcem. A teczka

mi potrzebna, bo moją właśnie ktoś spalił.

Wiesz, żebyś ty nie był kumplem braci E, bym pomyślał, że w tworkach.

Zrobiłeś tę konspirację. Przecież do mnie ludzie przychodzą, żebym im

wyczyścił kartotekę. A nie zrobił.

To jest zamówienie ekstra.

Pieniądze też będą ekstra.

Moja córka wychodzi za mąż.

Gratuluję.

Za gołodówca złopu. I nie mają gdzie mieszkać. Już mają. Dostanie służbowe

mieszkanie, a ode mnie na meble.

Dobra.

Ale jakby coś, to ja z tym nie miałem nic wspólnego.

Ani ja.

Dzień dobry panie dziewczynie.

Jak dziś panu poczucie pana prezesa? Ujdzie. Co tam?

Najważniejsza to oczywiście odpowiedź w sprawie otwarcia naszych kont bankowych.

Dotacja państwowa zostanie przelana na wskazane przed nas konto. Opcje bankowe

pozwoliłem sobie przedłożyć panu prezesowi do wyboru. Opcje?

Tak jest. Są precyzyjnie określone w tym piśmie, który pozwoliłem sobie

przedłożyć panu prezesowi do oceny.

Przedłożyć mi?

Tak jest, na biurko.

Panie Poraziński, siadam.

Szanuję pana, ale jak mam ze sobą współpracować, to musimy ustalić pewne

zasady. Ja nie mogę tak tyrać.

Jak ja bym chciał czytać wszystko, co pan wkładzie na biurko, to ja bym nie

zdążył się wysikać.

Czy ja panu nie ufam? No niech mi pan powie.

No to jak ja panu ufam, to dlaczego pan nie ufa sobie?

Oczekuję od pana, że weźmie pan na siebie część odpowiedzialności za

agencję. Rozumie pan?

I niech się pan mnie trzyma, wszystko będzie dobrze. Niech pan załatwi z tymi

bankami. Jeszcze coś.

Jest bezpiecznie?

Jest bardzo bezpieczny.

Herbaty?

Przejdźmy do rzeczy.

Nie, to niepotrzebne.

Trzeba podrzucić.

Nie, to jasne, ale myślałem, że pan prezydent będzie chciał się dowiedzieć,

kim jest.

Przecież ja wiem, kim jestem.

Tardoni się muszą dowiedzieć.

A nie porobi pan tam jakichś jaj, co?

Nie, no, jest jak było umówione.

Studia w Stanach, więzienie we Lwowie, bohater opozycji, świadkowiec też

załatwieni.

Mucha zdycha z wrażenia.

Zanim usiądzie.

I nie o to chodzi, żebym ja po angielsku pisał poezję, tylko żeby wszyscy

myśleli, że ja dobrze mówię. Chwyta pan.

Tak? No.

I żebym ja też mniej więcej wszystko rozumiał. Na przykład, jak mnie ktoś

wyzywa, to żebym wiedział kiedy dać mu w mordę.

No i wicewersja.

Jak kobieta na mnie leci, to ja bym się w porę zorientował. I żeby to było

szybko. Tak za dwa miesiące, żebym już wszystko umiał. Tak jak było po

ogłoszeniu. No takiego, wie pan, są granice ludzkiej percepcji.

O, znaczy, że wy nabijacie ludzi w butelkę w tym ogłoszeniu? Nie, nie

tylko... Różni ludzie różnie przyswajają wiedzę, w różnym tempie.

A, to nie. Ja się szybko uczę, proszę.

OK.

My name is Nizma.

My Christian name is Nikodem.

Repeat, please.

Repeat, please.

Znaczy teraz ja. Tak.

Repeat, please.

My name is... Tak.

Nizma.

To spróbujemy coś łatwiejszego.

Tylko to jest najłatwiejsze. Ja już dostaję ślinotopy. Jakoś tak, nie wiem,

normalnie. Ale pan sam się chciał nauczyć przecież.

Chciał, nie chciał, musiał.

Proszę dalej.

To jest długopis. Świetnie.

Marki Red.

Nie, niech mi pan dwa razy nie mówi. Ja chwytam momentalnie.

Pan Poraziński.

Niech będzie.

Dziękuję, panie mecenasie.

Co jest, panie Poraziński?

Jakaś kompletna bzdura.

Chyba nikt nie uwierzy, że byłem grabarzem, czy jakiś cmentarny dowcip.

Tyle to ja wiem.

Tylko kto za tym stoi?

Mało to jest z idiotów na świecie.

Ktoś pana nie lubi.

Dobrze, że redaktor zadzwonił do mnie w ostatniej chwili i wstrzymał druk.

Szczęście, że to poszło do trybuny, bo jak to super, to by było przejebane.

Jaki głupi pseudonim sobie wybrał.

Ładeczek.

Mógłbym cię teraz normalnie...

Bratosław!

Jakby nie ty, to bym się utopił, Nikuś! Widzisz, widzisz, palańcie?

A donosy na mnie piszesz?

Jakie donosy?

Biografię chciałem twoją napisać.

Czego ty chcesz, Badeczek?

Ja chcę, żeby wszyscy ludzie byli równi.

Wy... Chlęty powstań ludu. Dzień dobry.

Konkretnie. Mówili o tobie w telewizji.

Widzieliśmy z Niewrałem w Super Samie.

Pogięło się?

W telewizji? A jak tam u ciebie?

Dobrze, co?

A o kolegach zapomniałeś.

No jebał ciebie z władzeczem. Ja zapomniałem? A od czego jesteś pijany,

jołopo? Od mojej wódki jesteś pijany. Od mojej wódki.

Wódkę faktycznie dałeś.

Ale ja mam ambicje.

Tak jak w tej chińskiej bajce.

Dasz biedakowi rybę, to zje rybę i dalej będzie głodny. Ale dasz mu wódkę,

tę wędkę, to sam zacznie łowić ryby.

To czego ty chcesz? Wódkę czy wędkę? Ja wędkach nie robię.

Ty jednak jesteś prostak, Nikuś. Ale serce masz dobre.

Nie kiepską posadę masz. To załatw coś, koledze.

Ja mam ambicje. Nie to, co nie murawy.

Ty sobie wyobrażasz, Nikuś, ile ty teraz będziesz mógł?

Więcej niż jakiś w dupę kopany minister.

Tu nam mogą skończyć, Nikuś!

A powiedz mi, ile ci dają na tej państwowej postawce?

Sześć. No to sierczyzna wysiliła, co?

Dają ci kieszonkowe na fajki, a zniżkę na bilety tramwajowe masz? Chodzi

przecież o służbę i honor.

Wiesz co?

W przodu honor, w tyłu goła dupa. No wiesz co, jakbym cię nie znał, to bym ci

uwierzył. Ale nie dam ci zginąć, masz mnie.

No właśnie ja do ciebie w tej sprawie.

Chciałbym ci podziękować za współpracę.

Tak?

No wiesz, niech już ja rozumiem, że nie można siedzieć na...

W dwóch stołkach, bo to niedobrze robi na hemoroidy.

Ale pamiętaj, koperta u mnie zawsze na ciebie czeka.

Tylko widzisz, ja to musiał uczciwie.

Oczywiście, że uczciwie. Nikt się nie donie.

Nie, ty mnie rozumiesz. Ja nie chcę, żebyś ty płacił mi, tylko żebyś

zatrudnił mojego kumpa.

No wiesz co, to nawet nie jest takie głupie.

Formalnie wszystko jest na niego, oba jesteśmy kryci.

Gdzie on jest?

Jest tu, czeka. Tak?

Zosia Kuba, jest tam ktoś?

No to dawaj go!

Kolega ze studiów?

Z tej samej ławki.

No, proszę, proszę, proszę.

Jan Władeczek jest biznesmen z zawodu.

Co za pieprzony pach, nie?

Wszyscy, co mieli łeb na karku, już się dawno stąd wynieśli. Weźmy na przykład

taki pusiek.

Skatował swoje i od dwóch lat klepie mużynki po dupie na antylach. Albo na

przykład jojo.

Kupił sobie rafinerię w Izraelu i mówią do niego rebe.

Rebe jojo!

A jak ten głupek, kurwa, buduje polski kapitalizm? Patriota, co?

Patriota, idiota. Patrzysz patriota?

No to ja to... to kocham ludową ojczyznę.

Nie dosyć, że patriota to jeszcze starej daty. Sprawa jest taka.

Handluję teraz butami.

Włoskie. Piękna skórka.

Ta firma, która kupuje te buty, ona w ogóle nie jest na mnie.

Ona już jest na...

Co tu jest za problem?

Problem jest taki, że chłopi przywieźli zakontraktowany cukier.

Zakontraktowany, czyli?

Który cukrownia zamówiła u nich rok temu i teraz powinna wykupić się. Ale nie ma

czym płacić, bo już rok temu kupując znalazła się na stoi bankructwa. To tego

zeszłorocznego nie sprzedała?

Był za drogi, zagraniczny jest tańszy.

To niech obniżą ceny. Nie mogą obniżyć, bo już sprzedają taniej niż zapłacili,

dlatego bankrutują.

No to niech kupią tańszy, zagraniczny.

zamienią na droższy krajowy i sprzedadzą krajowy zagraniczny. Nie.

Ja pierdolę.

że urzędaza to są ręce człowieka, który ciężko pracował na chleb, tak jak wy.

Daję tę beczkę.

Ja się nazywam prezydent.

I po to się zgodziłem być prezydentem, żeby pomagać takim ludziom jak wy.

Takim jak ja sam.

A panowie w swoich gabinetach myślą, że pozwolimy się traktować jak bydło, a ja

im mówię nigdy!

Bo my jesteśmy solą w oku tej ziemi.

Bo jest napisane w Biblii oko za oko, ząb za ząb i takiej sprawiedliwej

zapłaty będziemy żądać za wasz suger!

Jak było?

No, pan prezes jak zwykle był genialny.

Powiedział im to, co chcieli usłyszeć. A jak?

Najważniejsze, panie prezesie, że zgodzili się odroczyć termin zapłaty.

Teraz już tylko czekam na pieniądze od was. Jakie pieniądze? Jeśli wytwórnia

papierów wartościowych zdąży wydrukować, za trzy miesiące będziecie płacić

obligacjami. Potem ministerstwo utworzyło nasze objęcie.

Ale dlaczego? Przecież ja już mam załatwioną dotację.

Minister Jaszuński przyznał sześć milionów jeszcze na wiosnę. I nawet

przysłał pierwszą transzę. Z tym, że w całości poszła z powrotem do pana

ministra. No tak jak było umówione.

A plantatorom miałem płacić kolejnych rat.

Jak to poszło do pana ministra?

Zwróciliście do ministerstwa?

Gdzie do ministerstwa? Jak zwykle na konto w Luxemburgu. Znaczy to.

Za ten cukier tańszy zagraniczny.

Kochany, ja wam nie pozwalam cukier za granicą kupować.

Bo to jest do dupy.

Bardzo precyzyjnie pan prezes to ujął.

Porozmawiamy o tym w drodze pokrotnej? No.

Sprawa zatwiera, tak?

Musimy odjeżdżać. No nie wiem.

Na radzie w dyrekcji pan prezes Dyzma, człowiek, któremu premier powierzył

misję ratowania polskiego cukru. Panie prezesie, udało się panu zażegnać kąski

w Wyśmierzu? Jakimi środkami?

A takimi środkami będę bronić polski cukier, będę bronić to, co nasze i

zwalczać zagraniczną konkurencję.

Tu słyszałem od dyrektora, że cukrownia pieniądze z ministerstwa wpłaca na konta

zagraniczne do Luksemburgu.

Nie będzie takich machlojek, to mówię ja, Dyzma, prezes.

Bardzo przepraszam, ale mamy spotkanie u pana premiera.

Ja nie wiem, czy pan prezes nie postąpił zbyt pochopnie.

Ja rozumiem, że pan prezes się zdenerwował, bo sprawa wydaje się

bulwersująca, ale odkarżenia łapówki to bardzo poważny zarzut.

Zaraz, zaraz, zaraz. Kto im pan tu?

Kto kogo odkarżał o łapówki?

Bo na pewno nie ja.

chodzi, żeby dać Wiedakowi rybę. Ale o to chodzi, żeby dać jemu wędkę, a on

sobie sam tych ryb nałowi. I dlatego musimy popierać polski cukier. Musimy

popierać wszystko, co nasze i dać naszemu narodowi wódkę.

Wędkę!

Prezes Dyzma swoim charyzmatycznym wystąpieniem uspokoił zburzonych

plantatorów, obiecując, że jego agencja weźmie w obronę polskich rolników i ich

żywotne interesy. O tym, że prezes Dyzma nie żartuje i poważnie bierze się za

uzdrowienie sytuacji w cukrownictwie, przekonaliśmy się po krótkiej chwili,

kiedy to wypowiedzi dla naszej telewizji, Dyzma zasugerował, że

minister rolnictwa przyjmował wpłaty od cukrowni na swoje prywatne konto w

Luksemburgu. Tu słyszałem od dyrektora, że cukrownia...

Pieniądze z ministerstwa wpłaca na konta zagraniczne do Luxemburgu.

Nie będzie takich machlojek, to mówię jadyzma, prezes.

Jezus Maria.

Także ten mój mąż to niezła szuja, muszę ci powiedzieć. To on kazał mi się z tobą

umówić, chociaż wie, że bardzo mi się podobasz. Ale jego interesy są dla niego

najważniejsze. Mówi, idź, wypadaj, o co jemu chodzi, czemu on tak w tej

telewizji nam nie nadaje. Czy może chce swoją dolę, czy może chce zniszczyć

układ rządowej koalicji. Nie wiem, o co jemu chodzi. Dla mnie możesz na niego

mówić, co ci się rzetnie podoba. Ja go mam kompletnie w dupie.

Nie tak miał wyglądać nasze życie.

Zanim go poznałam, to mieszkałam na takiej malutkiej wsi na Mazurach, gdzie

autobus stawał raz dziennie. Rodzice mieli dwa hektary i jedną krowę. Ja

chodziłam w butach od mamy, a książki pożyczałam od koleżanek. No i pewnego

dnia on zabłądził. Przyjeżdżał limuzyną, pomylił drogę i wszedł na podwórko, żeby

spytać. A ja akurat karmiłam gęsi. A! A wtedy jeszcze był ministrem zdrowia, a

nie rolnictwa, tak że nie odróżniał kaczek od gęsi. I pyta mnie, co to za

kaczki, a ja... Śmiech. A on, że ładny uśmiech ma. I wtedy powiedział, że mogę

karmić dalej te kaczki, czyli gęsi, albo poje No i gdybym została, prawdopodobnie

miałabym dwójkę dzieci i czekał, aż szanowny małżonek wróci i zapomogą, o

ile wcześniej jej nie przepiję.

A tu jestem wolnym człowiekiem.

Bo ja się przyzwyczaiłam do tego, że jestem żoną ministra, chociaż podobno to

ma swoje złe strony, bo oni przeważnie jak mają jakąś władzę, to stają się

impotentami. A ja mam dopiero 24 lata. A wszystkie moje koleżanki tak samo mają.

A nie tylko żonę, ale ich kochankę. To już w ogóle aberracja. Mieć kochankę i

nie móc jej podupsyć.

Mówią, że władza odbiera moc w jajach.

Więc radzę cię, żebyś nie pchał się do żon...

Zjedz coś, buciustynki.

Co?

Zawsze jem zimne.

Zaprosiłem pana na rozmowę tutaj, bo my ze służb specjalnych jesteśmy

przeczuleni w kwestii podsłuchu.

A mam dobrą wiadomość.

Nasi znaleźli twoją kartotekę. Naprawdę? No popatrz.

Zadowali ją gnoje, tak jak przypuszczałem. Ale pojawił się jeden

taki skruszony. No wiesz, nie będę ci tłumaczył naszej operacyjnej roboty.

Ważne jest, że jesteś czyściuteńki jak niemowlę. Powiem więcej, masz taką

kartotekę, że aż ci bracie zazdroszczę.

Romek, kij!

I w głowę zachodzę. Jak to się stało, że myśmy się do tej pory nie spotkali?

No wiesz, ja byłem zakonspirowany totalnie. No właśnie, no właśnie.

Czytałeś dzisiejsze gazety? Nie.

Maciek, gazeta.

Spójrz na ranking najpopularniejszych polityków.

Jesteś na trzecim miejscu.

Wyprzedziłeś nawet nielota.

I dlatego właśnie mamy z tobą do pogadania.

Posłuchaj.

Musisz uzgadniać z koalicją takie akcje jak ta twoja z Jaszuńskim.

Ja rozumiem, że sprawy mogą wymknąć się spod kontroli.

Ale w polityce liczy się zespół, a nie jednostka. Ten Jaszuński ci nie

odpowiada? No to możemy go poświęcić. Ale proszę cię, pamiętaj. Premier lubi

wiedzieć pierwszy.

Od tego jest premierem.

Ale przecież jest to poważny zarzut i prokuratura wszczęła śledztwo.

Oskarżenia są bezpodstawne. Nie mam, nie miałem i nie będę miał żadnego konta za

granicą. A już tym bardziej w Luksemburgu.

Kręci.

A ty myślisz, nie kręcimy jego miejsca?

Zresztą poczekajmy na wynik śledztwa, który, jestem przekonany, potwierdzi

moją niewinność.

O,

tu pani uraziła moją dumę Polaka.

Polak nigdy nie podaje się do dymisji.

Polak trkwi na posterunku do końca.

Trzeba go będzie spuścić, niestety.

Na internowaniu.

dawała nam gorzką herbatę.

Gorzką.

Nawet gdyby tak było.

Mam takie poczucie, że po dwudziestu latach niesłodzenia należy mi się jakaś

rekompensata.

Tentyzma.

Trudno mieć do niego zaufanie.

To jakiś polityczny rozrabiaka.

I czegoż on się tak uwziął na tego Jaszyńskiego?

Zaszczuł człowieka. Tak bez powodu?

Ma powód, panie premierze.

Polityczny? Na szczęście osobisty.

Ma romans z jego żoną. A, to co innego.

No to nie ma spokoju.

Witamy serdecznie w kolejnym odcinku programu pod tytułem Ring Wolny, w

którym nasi goście komentują polityczne i społeczne wydarzenia ubiegłego

tygodnia. Dziś temat pierwszy.

Fenomen nikodemadyzmu.

Aniczu!

Przywieźłam coś do pizdia.

Panie, ja zawsze marzyłem, że jak chce się napić zimnej wódki, to ona jest.

Ale żeby ktoś mi ją podawał, to nie marzyłem nigdy.

A tak się pan nic rozmarzył, że i ja się z tego sentymentu napiję. W studiu jego

polityczni przymierzeńcy i oponenci. Wicepremier Maciej Torkowski, witam.

Dobry wieczór państwu, dobry wieczór panu. Pan przewodniczący Sławomir

Trędowaty.

I prezes Roman Graczyk. Witam serdecznie.

Typowa efemeryda polityczna. Gwiazda nawet niejednego sezonu. Moim zdaniem

Dytma zniknie z permanentu tak szybko, jak się na nim pokazał. Jest pusty jak

wydmuszka. Nie ma ani rzetelnej wiedzy, ani zaplecza politycznego. To męda

bezszelna. Popa pradzi spierdolony. Widzi frania? No jak ten kraj ma dojść

do normalności, jak takie zajebusy w nim rządzą? Nie zgadzam się z panem

Terkowskim. Pan Dytma ma zaplecze polityczne, chociażby w naszej partii.

A pan wicepremier realizuje tu bardziej osobistą niechęć do prezesa Dyzmy niż

obiektywną ocenę. Ja osobiście protestuję przeciwko takim wypowiedziom,

jak pana Terkowskiego była tu udzielona.

Są to wypowiedzi tendencyjne, a pan Dyzma jest im nie w smak, tym zdrajcą

polskiej sprawy. Bo broni wszystkiego co polskie oraz polskiego chłopa i

robotnika.

Jeśli chodzi o pana Dyzmę, to ma on zawsze miejsce na naszej liście

wyborczej. I to nawet na drugim miejscu.

Tuż zaraz zamknę. Jeżeli rząd uważa, że nie można podnieść tła na tańsze tworze

czy żywność, to rząd tak uważa, ale to nie znaczy, że naprawdę nie można.

Myśmy pokrzyczą za granicą parę miesięcy. Nic to nie szkodzi.

Ale przez ten czas polski rolnik odetchnie, a Polacy przekonają się, że

polskie znaczy lepsze, zdrowsze, smaczniejsze.

Nareszcie jakiś facet z jajami.

Bo już od tych bladych chujów to mi się rzyga.

Tam udupią go.

Jak każdego poziomego od tej pory udupili.

Nie tak, idioto. Przecież go zabijesz, zanim go nakarmisz.

Szczuciem.

Łabędzi nigdy nie karmiłeś? Co ty robisz, jak byłeś mały?

Studiowałem.

No jak byłeś taki całkiem mały?

No mówię, studiowałem. Chodziłem do szkoły muzycznej, na angielski, na

basen. I działałem aktywnie w organizacji młodych ekonomistów. Ja

cie... A w piłkę grałeś?

Tak, w wodną.

Kurde, to musiała być strasznie ciężka, bo ja grałem w taką normalną,

nadmuchiwaną.

Może wrócimy do biura, panie prezesie?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.