Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poprzednio w "The Walking Dead"...
Zaznaczy�em potencjalne miejsca z zapasami rolniczymi.
- Jak si� nazywasz? - Znajomi nazywali mnie Jezusem.
Zajuma� ci kluczyki?
Rick! Obud� si�!
Powinni�my pogada�.
I siedzimy tam, drapi�c si� po jajach po�r�d piachu.
Wida� nas z kilometra, pocimy si� jak �winie i klniemy.
Ale lepsze to ni� siedzenie na dupie i czekanie, a� nasz wielb��dzi kumpel
- wysra kluczyki do naszej fury. - Wielb��d nie zjad�by kluczyk�w.
Mylisz si�. Z�ar� je, a potem wysra�.
To �aden zasrany �art.
- G�upi jeste�. - Bez dw�ch zda�.
Nowy, wspania�y �wiat.
Nie mog� przesta� my�le� o tym, �e Maggie niebawem urodzi.
- W takim miejscu. - A dlaczego nie?
Patrz�c na to, jak sprawy si� maj� i jak mog� si� potoczy�...
Mo�e w�a�nie dlatego? Bo tak si� sprawy potoczy�y.
- Nazwa�a� mnie ju� g�upcem. - Nie musia�am.
- Do jutra. - Nie.
Wzi�am inn� zmian�. Wie�yczka na Baggarly.
- Doprawdy? - Rozmawia�am ju� z Eugenem.
Chce bardziej pomaga�. Wskoczy na moje miejsce.
- Co� takiego. - Co nie?
No to do zobaczenia.
Do zobaczenia, Abraham.
Nie �pisz?
Wiesz, �e Eugene te� b�dzie na patrolu?
Poprosi� mnie, abym nauczy�a go, jak roz�o�y� i z�o�y� bro�.
- A on zacznie uczy� mnie chemii. - Chemii nie mo�na nauczy�.
Naprawd�?
Jezusie Przenaj�wi�tszy. Istny ogie�.
�ap.
Z cysterny. Musia�am pozby� si� �wiat�a hamowania.
- Sama to zrobi�a�? - Twoja szyja wydawa�a si� samotna.
Rosito Espinozo... Jeste� chodz�cym idea�em.
Udowodnij mi to.
- Pod prysznicem. - Za chwil�.
Gdy ustawimy trelia�e, b�dziemy mogli uprawia� pionowo.
Podwoimy ilo�� pomidor�w na metr kwadratowy.
Nie mo�emy w niesko�czono�� racjonowa� po�ywienia.
Nadal nic nie wyros�o.
Skarbie. Wyrosn� idealnie.
Wszystko b�dzie dobrze.
Co robisz w naszym domu, do cholery?
Siedz� na schodach i ogl�dam sobie ten obraz.
Czekam, a� twoi rodzice si� ubior�.
Witaj. Jestem Jezus.
- Wszystko pod kontrol�. - M�wi�e�, �e powinni�my pogada�.
No to pogadajmy.
Jak si� uwolni�e�?
Jeden stra�nik nie ogarnie dw�ch wyj�� ani wszystkich okien na trzecim pi�trze.
W�z�y mo�na rozwi�za�, a zamki otworzy� wytrychem.
- Chaos powstaje z �adu, prawda? - Pewnie.
Rzuci�em okiem na wasz zapas broni. Od dawna czego� takiego nie widzia�em.
Jeste�cie �wietnie wyposa�eni, ale s�abo stoicie z prowiantem.
Bardzo s�abo jak na tylu ludzi. Jest was 54, zgadza si�?
Wi�cej.
Dzi�ki za ciastko. Podzi�kowania dla kucharza.
- Nie ma jej tutaj. - Wiem, �e �le zacz�li�my.
Ale jeste�my po tej samej stronie. Wszyscy nadal �yjemy.
Ty i Rick mogli�cie mnie tam zostawi�, ale tego nie zrobili�cie.
Pochodz� z miejsca bardzo podobnego do tego.
Szukam kolejnych osad, z kt�rymi mogliby�my handlowa�.
Ukrad�em wam ci�ar�wk�, bo moi ludzie potrzebuj� wielu rzeczy.
No i �le wam si� z oczu patrzy. Ale myli�em si�.
Jeste�cie dobrymi lud�mi. A to zacne miejsce.
- Mo�e b�dziemy mogli sobie pom�c. - Macie jedzenie?
Zacz�li�my hodowa� byd�o. Nadal przeszukujemy okolic�.
Uprawiamy w�asn� �ywno��. Od pomidor�w po sorgo.
- Dlaczego mieliby�my ci uwierzy�? - Poka�� wam to.
Mo�emy wzi�� samoch�d i jutro dotrzemy na miejsce.
Zobaczycie na w�asne oczy, kim jeste�my i co mo�emy zaoferowa�.
Chwila. Szukasz kolejnych osad?
Handlujecie ju� z innymi grupami?
Wasz �wiat lada chwila stanie si� o wiele wi�kszy.
.:: GrupaHatak.pl ::. >> Release24.pl
facebook.pl/GrupaHatak
T�umaczenie: Igloo666
�YWE TRUPY 6x11 Knots Untie Poluzowane wi�zy
Trzymaj. Ciastko owsiane domowej roboty.
- W�glowodany i kwasy t�uszczowe. - Dzi�ki, postoj�.
Zrobimy po drodze przystanek i co� za�api�.
Na przyk�ad w�cieklizn�?
To w podzi�ce za to, �e pr�bowa�em ci ogarn�� ten nap�j?
I przypominasz mi kogo�, kogo kiedy� zna�am.
Pewnie smakuje lepiej, ni� wygl�da. Bo wygl�da na totalne g�wno.
Lepsze g�wno ni� rozjechane zwierz�. Po prostu to zjedz.
- Jeste� tego pewny? - Nie.
Ale je�li m�wi prawd�, to mo�e by� dla nas nowy pocz�tek.
Chcia�em ci powiedzie� o nas, ale dopiero co do tego dosz�o.
Konkretnie zesz�ej nocy.
- To co� innego. - Nie mam nic przeciwko.
Spakuj si�. Gabriel zajmie si� Judith.
Nie jad� z wami. Kto� musi tutaj pozosta�.
B�d� pilnowa� spraw na miejscu.
A tak pokiereszowana twarz nie zrobi dobrego pierwszego wra�enia.
Jedziemy z koksem!
- Mog� ci� o co� zapyta�? - Jasne.
Gdy zacz�y si� harce, planowali�cie doprowadzi� rzecz do ko�ca?
Tak?
Obgadali�my ten temat. Dlaczego pytasz?
Zwa�ywszy na to, jak ostatnio sprawy si� maj�,
jestem pod wra�eniem, �e kto� m�g�by mie� jaja
do podj�cia takiej decyzji.
Chcemy tu co� stworzy�. Wszyscy pr�bujemy.
C�, gdy u mnie zanosi si� deszcz, od razu zak�adam kalosze.
Nie ryzykuj�.
- Co si� dzieje, Rick? - �wie�y wypadek.
To samoch�d z mojej osady.
Je�li to pu�apka, kiepsko na tym wyjdziesz.
Moi ludzie maj� k�opoty. Nie mamy zbyt wielu �o�nierzy.
Wiem, jak to wygl�da, ale dacie mi bro�?
Nie. Znalaz�em �lady.
Na pewno s� w �rodku.
- Wchodzimy tam? - Mo�e to znowu podpucha?
- A mo�e nie. - P�jdziemy po twoich ludzi.
Zostaniesz tutaj z jednym z nas.
- Nie ma innej opcji. - Zostaniesz?
- Id�cie, ale b�d�cie ostro�ni. - B�dziemy.
Po prostu si� po�pieszcie.
- Je�li zagwi�d��, zastrzel go. - Dobrze.
Wychod�cie. Nie skrzywdzimy was.
Jeste�my tu z Jezusem i zabierzemy was st�d.
- Jest was wi�cej? - Jeszcze dwie osoby.
Ruszaj si�. Jeste�my z Jezusem.
Nie mog� i�� z wami. Szukam przyjaciela.
Jest gdzie� w pobli�u. Zosta� ranny podczas wypadku.
Spadamy!
Zabierzesz go?
- Jestem Harlan. - Maggie.
- A to m�j m��, Glenn. - Wracamy z lekami.
Mo�liwe, �e uratowali�cie nie tylko nas.
- Jeste� lekarzem? - Tak.
Nie masz tam czasem witamin dla kobiet w ci��y?
Dla ciebie?
By�em wcze�niej po�o�nikiem. No i mam u was d�ug.
Trafili�cie w dziesi�tk�.
Trzymasz si�, Freddie?
Kiedy wydawa�o mi si�, �e go�� mnie...
Przed oczami stan�a mi �ona. Zgin�a, zanim �wiat poszed� w diab�y.
A gdy my�la�em, �e ju� po mnie, ponownie j� zobaczy�em.
Jakby naprawd� tam sta�a.
Cholera.
Musia�o tu nie�le la�. Utkn�li�my.
Bez obaw. Jeste�my na miejscu.
To nasza osada. Witajcie na Wzg�rzu.
- Nie rusza� si�! - Przedstawisz nas?
- Jezus, co to ma by�? - Otw�rz bram�, Cal.
Freddie jest ranny. Wybaczcie.
Nudz� si� tam ca�y dzie�, wi�c �atwo ich zdenerwowa�.
- Otworzymy bram�, gdy z�o�� bro�. - To sam j� sobie we�.
R�czymy za tych ludzi. Uratowali nas.
- Nie celujcie w nich. - Nie b�d� ryzykowa�.
- Niech ten ca�y Gregory do nas wyjdzie. - Nie.
Nie widzisz, co si� tu dzieje? Pozwol� wam zatrzyma� bro�.
Amunicja sko�czy�a nam si� wiele miesi�cy temu.
Lubi� was i wam ufam.
Pora, by�cie te� nam zaufali.
Otwieraj bram�, Cal.
Jeszcze raz dzi�ki. Wpadnij, kiedy b�dziesz chcia�a.
B�d� w przyczepie szpitalnej.
W pobli�u by� sk�ad firmy zajmuj�cej si� instalacjami elektrycznymi.
Dzi�ki temu ogrodzili�my teren.
Sporo os�b przyby�o wraz z przyczepami z obozu Agencji Zarz�dzania Kryzysowego.
- Sk�d wiedzieli�cie o tym miejscu? - To posiad�o�� Barrington.
W latach 30. w�a�ciciele domu przekazali go w�adzom stanu.
Potem przekszta�cono go w �ywe muzeum.
Zje�d�a�y si� tutaj wycieczki z ka�dej szko�y w promieniu 50 mil.
To miejsce funkcjonowa�o od bardzo dawna.
Pewnie ludzie uznali, �e b�dzie funkcjonowa� dalej.
Z tych okien mamy widok na wiele mil w ka�dym kierunku.
Zapraszam do �rodka.
Ja pierdziel�.
Wi�kszo�� pomieszcze� przystosowano do zamieszkania.
- Nawet te, kt�re nie by�y sypialniami. - Mieszkacie tutaj i w przyczepach?
Planujemy rozbudow�. Rodz� si� pierwsze dzieci.
Jezus, wr�ci�e�.
- Z go��mi. - Poznajcie Gregory'ego.
- Dogl�da wszystkich spraw. - Jestem tutaj szefem.
- Jestem Rick, a nasza osada... - Mo�e najpierw si� od�wie�ycie?
- Nie trzeba. - Jezus zaprowadzi was do �azienki.
Wr��cie potem tutaj.
- Ci�ko si� sprz�ta w takim domu. - W porz�dku.
Chod�cie.
Id� pierwsza. B�dziesz z nim gada�a.
- Dlaczego? - Lepiej, �ebym ja tego nie robi�.
Poza tym musisz wiele podpatrzy�.
Od jak dawna wed�ug ciebie Rick stuka Michonne?
Nie wiem.
My�lisz czasami nad ustatkowaniem si� z kim�?
My�lisz, �e to teraz mo�liwe?
- Gregory. - Natalie, zgadza si�?
- Maggie. - No, by�em blisko.
- Niezbyt. - Walisz prosto z mostu.
Podoba mi si� to. Porozmawiajmy.
By�em tu raz, zanim sprawy si� posypa�y.
Kiedy ten dom by� muzeum. Wys�a�a mnie tu miejscowa izba handlowa.
Uwielbiam ten obraz.
Nigdy nie s�dzi�em, �e b�dzie m�j i prosz�.
Jakby czeka� na mnie przez ca�y ten czas.
Jezus powiedzia� mi, �e uratowali�cie doktora Carsona.
Ci�ko teraz o lekarzy, wi�c bardzo wam za to dzi�kuj�.
- Uratowa� go m�j m��. - I podzi�kuj� mu za to osobi�cie.
- To miejsce istnieje od pocz�tku? - Zgadza si�.
Jak uda�o wam si� tutaj prze�y�?
W zasadzie dzi�ki mnie. Jestem dobry w te klocki.
Ale nie lubi� wdawa� si� w szczeg�y.
Wasze miejsce jest tak samo przyjemne dla oka jak Wzg�rze?
- Jest inne. - Sk�d bierzecie �ywno��?
Jezus m�wi�, �e macie dobr� gleb�, ale niczego nie uprawiacie.
- Dopiero zacz�li�my uprawy. - Czego konkretnie?
Og�rk�w, pomidor�w.
- Zak�adam, �e macie poka�ny arsena�. - Ca�kiem wystarczaj�cy.
A jak wyposa�ona jest wasza lecznica?
A wasza? Podobno mogliby�my pohandlowa�.
- Macie co� na wymian�? - Dobrze widzisz, co tu mam.
Widzisz, co uda�o mi si� zbudowa�.
Jezus wspomnia�, �e kiepsko stoicie z �ywno�ci�.
Je�li ludzie nie maj� co je��, porz�dek zmienia si� w chaos.
Darujmy sobie ceremonia�y. G�wno macie.
Ale ch�tnie wam pomog�. Uczynny ze mnie cz�owiek.
Ale nie mo�emy odda� wam czegokolwiek za darmo.
Mam propozycj�. Skoro nie macie za wiele do zaoferowania,
b�dziecie mogli zapracowa� sobie na okre�lone towary.
Ch�tnie przyjm� tu kogo� takiego jak ty. M�dr� i pi�kn� kobiet�.
A przechodz�c do sedna... Uwierz, by�aby� bardzo zadowolona.
- Pozw�l, �e przerw�. - S�uchaj, skarbie.
Daruj sobie takie wstawki. Nie macie amunicji.
- Kto ci tak powiedzia�? - Ko�cz� wam si� leki.
Obie strony maj� swoje potrzeby.
Wi�c dacie nam butelk� aspiryny i pude�ko z nabojami?
Mo�emy sobie wzajemnie pom�c.
Dzi�kuj�, Natalie. Przyjemnie si� rozmawia�o.
- Mo�emy sobie pom�c. - Radzimy sobie sami.
A wy?
Gregory chce handlowa�. Ale obecnie nie potrzebujemy amunicji.
- Jakim cudem? - Mur jest solidny.
Zdobyli�my wi�cej lek�w. Gregory chce jak najwi�cej ugra�.
- My te� czego� chcemy. - Potrzebujemy jedzenia.
Przybyli�my spor� drog� i zdob�dziemy je.
Porozmawiam z nim. Jako� si� dogadamy.
Okoliczno�ci si� zmieniaj�. Raz nam b�dzie sz�o lepiej, raz wam.
U�wiadomi� mu to. Mo�ecie mi da� kilka dni?
Dobrze.
- Co si� sta�o - Wr�cili.
Nathan, a co z reszt�? Gdzie Tim i Marsha?
Nie �yj�.
- Negan? - Tak.
- Przecie� byli�my dogadani. - Powiedzia�, �e to zbyt ma�o.
- Wys�ali�my mu za ma�o? - Nie.
- Nadal maj� Craiga. - Powiedzia�, �e go nie zabij�
i ode�l� do nas, je�li przeka�� ci wiadomo��.
M�w.
Przepraszam.
Zostawcie mnie! Musia�em to zrobi�!
Mo�e w�a�nie dlatego? Bo tak si� sprawy potoczy�y.
Nie zbli�aj si�! Inaczej m�j brat zginie!
Rzu� n�.
No co?
Nathan! Zabi�e� go!
Pr�bowa� zabi� Gregory'ego, a potem mnie.
- Nawet nie pr�buj. - Rzu� bro�!
- Nie wydaje mi si�. - S�uchajcie, to koniec!
Na tym to zako�czymy. Ethan by� naszym przyjacielem,
ale nie udawajmy, �e by� kim� wi�cej ni� tch�rzem, kt�ry nas zaatakowa�.
To on tu zawini�. A ci ludzie powstrzymali go.
- Co mog� jeszcze zrobi�? - Schowaj bro�.
Zrobi�e� ju� wystarczaj�co wiele.
Nasza sytuacja jest nieco skomplikowana.
Daj mi troch� czasu.
- Wszystko w porz�dku? - I to najlepszym.
Doktor Carson opatrzy� Gregory'ego. Cierpi, ale prze�yje.
Co teraz?
To niecodzienna sytuacja, ale sprawa zosta�a za�egnana.
Us�yszeli�my o Neganie.
Jaki� czas temu Daryl i Abraham napotkali jego ludzi.
Kim on jest?
Negan przewodzi grupie ludzi, kt�rych nazywa Zbawcami.
Zjawili si� tutaj, gdy sko�czyli�my budow� muru.
Spotkali si� z Gregorym w imieniu swojego szefa.
Us�yszeli�my sporo ��da� i jeszcze wi�cej gr�b.
A Negan zabi� jednego z nas, Rory'ego. Ch�opak mia� 16 lat.
Zosta� skatowany na �mier� na naszych oczach.
Powiedzia�, �e nowe zasady trzeba dos�ownie wbi� do g�owy.
Gregory nie potrafi si� postawi�. Nie wybra�bym takiego przyw�dcy.
Ale pom�g� stworzy� to miejsce, a ludzie go lubi�.
- Poszed� na uk�ad. - Po�owa wszystkiego.
Wysy�amy Zbawcom po�ow� zapas�w, plon�w i byd�a.
- A co otrzymujecie w zamian? - Nie atakuj� nas.
- Nie zabijaj� nas. - Nie lepiej po prostu zabi� ich?
Nawet gdyby�my mieli amunicj�, wi�kszo�� z nas nie potrafi walczy�.
- Ilu ludzi ma Negan? - Nie wiemy.
- Widzieli�my mo�e ze 20 naraz. - Nie rozumiem.
Pojawili si�, zabili tego dzieciaka i oddajecie im po�ow� wszystkiego?
Kutafonom uda�o si� was nastraszy�, a ten ich szefo to pewnie jaka� pizda.
Sk�d ta pewno��?
Miesi�c temu rozpi�dzili�my ca�y ich oddzia�.
Za�atwimy to za was.
Je�li odbijemy waszego cz�owieka i za�atwimy Negana oraz jego band�,
pomo�ecie nam z zapasami? Po�ywienie, leki i jedna krowa stykn�.
Zawsze potrafili�my si� postawi�.
Porozmawiam o tym z Gregorym.
Maj� jedzenie, kt�rego nam brakuje.
Nie mamy niczego w nadmiarze. Nie licz�c nas samych.
I naszych mo�liwo�ci.
- Na tym oprzemy nasz uk�ad. - Nie otrzymamy nic za darmo.
Gregory si� przebudzi�. Chce porozmawia�.
Z Maggie. B�dzie rozmawia� tylko z ni�.
Poradzisz sobie.
Deanna nie myli�a si� co do ciebie.
Z g�ry przepraszam. Gregory mo�e by� strasznym dupkiem.
Wiem.
Wejd�.
Wybacz ten mrok.
Podali mi antybiotyki, przez kt�re jestem wra�liwy na �wiat�o.
Istna agonia.
Jakby kto� wsadzi� mi flaki do betoniarki.
Mog�o by� gorzej. Mia�e� szcz�cie, �e tam byli�my.
- Jezus przekaza� ci nasz� propozycj�? - Owszem.
Sk�d pomys�, �e akurat wam si� uda?
Radzili�my ju� sobie z takimi jak Negan.
- Jak? - Tak, �e nie �yj�.
Odbijemy waszego cz�owieka.
Nie wiem, czy warto ryzykowa� dla Craiga.
- W ko�cu zaatakowa� mnie jego brat. - �eby ocali� blisk� mu osob�.
- Ba� si�. - A to uczyni�o go s�abym.
Nie wiem, czy chcia�bym, aby kto� z takiej rodziny przetrwa�.
M�j ojciec twierdzi�, �e przebaczenie wymaga wi�kszej si�y ni� gniew.
I chyba mia� racj�. A Craig jest niez�ym kucharzem.
�wietnie wychodz� mu pieczone jajka z zielonymi pomidorami.
W zamian za zapasy uratujemy Craiga,
a tak�e na sta�e wyeliminujemy Negana i Zbawc�w.
Wybacz, ale bawi mnie ta nasza rozmowa.
Za nic nie chcia�a� pracowa� dla nas w zamian za zapasy, ale...
czy w�a�nie tak si� nie dzieje? Wykorzysta�em swoj� przewag�.
- To nic osobistego. - Masz racj�.
Potrzebujemy jedzenia, a wy je macie. I zapracujemy na nie.
- W takim razie otrzymacie te zapasy. - �wietnie.
Porozmawiam z Jezusem, aby wszystko przygotowa�.
Sprawia mi to nawet frajd�. A� czuj� ten dreszczyk.
- Chcemy po�ow�. - S�ucham?
Po�ow� tego, co macie. Widzia�am, do czego dosz�o na zewn�trz.
Negan oczekuje kolejnych dostaw. I tak w niesko�czono��.
I je�li b�dziecie si� na to godzi�, wkr�tce nie pozostanie wam nic.
Co wtedy? Bez amunicji i �o�nierzy...
sko�czysz jako trup.
Wi�c oddasz nam teraz po�ow� albo nici z umowy.
Widzisz? Teraz ja mam przewag�.
Gratuluj�. Umowa stoi.
Chcesz co� jeszcze? Mo�e moj� nerk�?
Niekoniecznie. Ale faktycznie czego� potrzebuj�.
Nawet Negan nie dosta� tak wiele zapas�w z g�ry.
Czego chcesz?
Jezus m�wi�, �e od pocz�tku dowozicie Neganowi zapasy.
Odzyskamy Craiga.
Odzyskamy go tylko wtedy, gdy przyjedziemy z g�ow� Gregory'ego.
- Odzyskamy Craiga. - Jak?
Powiedzcie nam wszystko, co wiecie o bazie Negana.
Potrzebujemy waszej pomocy. Musicie z nami pojecha�.
Znajdzie si� miejsce dla mnie? W ko�cu wyruszacie w s�usznej sprawie.
I nadal macie moje no�e.
- Jeste� na to gotowa? - Czuj�, �e nie b�dzie �atwo.
Wygramy. Nie ma innej opcji.
Wygramy.
W nast�pnym odcinku...
Ci Zbawcy pr�dzej czy p�niej odnale�liby nas.
I spr�bowaliby nas sobie podporz�dkowa�.
Musimy zaatakowa� ich pierwsi.
I musimy wygra�. Dzi�ki temu nikt nie b�dzie tu g�odowa�.
Musimy stan�� do walki.
.:: GrupaHatak.pl ::.
.:: Napisy24.pl - Wprost od t�umaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.