Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NETFLIX PRZEDSTAWIA
Kurwa, nie rób mi tego!
- W stoczni! - Rusz się.
- Tam to ukryliśmy. - Ruszaj się, chuju.
To nie moja wina!
Uwierz mi, Padín! To nie moja wina!
- Zamknij się. - Przysięgam, wypuść mnie!
- Padín. - Cicho.
Wypuść mnie!
Morda w kubeł.
Padín...
Nie zostawiaj mnie tu, kurwa!
Proszę ścisnąć.
Mocniej.
Jeszcze.
Proszę mnie przyciągnąć.
Mocniej.
Może się pan ubrać.
Proszę mu pomóc.
Wypuścili go.
To Kike.
Gdzie jesteś?
Łapię trochę świeżego powietrza.
Słuchaj, mam pewną sprawę. Chodzi o to, że...
- Padín! - Złapaliśmy w końcu naszego ptaszka,
ale nie bardzo wiemy,
co z nim teraz zrobić. Rozumiesz?
Oczywiście.
Co sugerujesz?
A co robi się z ptaszkami, które złamały skrzydła?
Zrozumiałem.
Wypuszczają go.
Świetnie ci poszło, tato.
Santiago twierdzi, że wrócisz do domu.
Nie wrócę.
Oczywiście, że wrócisz. Uznali, że już prawie nie żyjesz.
Remont już skończony.
Zainstalowaliśmy w dużym pokoju
antypoślizgowy prysznic dla osób na wózkach.
Będziesz żył jak król.
Jeśli wyjdę, trafię do domu opieki.
O czym ty mówisz, tato? Dlaczego?
Bo taki mam, kurwa, kaprys.
Nie, Padín!
Dobrze?
Bardzo dobrze.
Jeśli coś jest nie tak...
Na pewno ci powiem.
Masz bardzo dobre ręce.
Słyszę to od ludzi każdego dnia.
Racja.
Po porodzie możemy to dalej robić, prawda?
Ale w domowym zaciszu.
- Przepraszamy. - Cisza.
Delikatnie, bez gwałtownych ruchów.
Jak przy rozsmarowywaniu masła,
które dopiero wyjęliśmy z lodówki.
Uciskajcie delikatnie, bez obaw.
W ten sposób...
Proszę o ciszę.
Proszę uciskać. Dokładnie tak.
Co jest?
To jednak prawda.
Co takiego?
Że kobiety w ciąży są piękne.
Na razie. Odbiorę cię później.
- Poradzę sobie. - Dobrze.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Co myślisz o imieniu Orlando?
Orlando? Jak Orlando Magic?
Wczoraj Mariano, dziś Orlando. Muszą być lepsze imiona.
Ciągle myślę, ale tobie nic nie pasuje.
Coś na pewno wymyślisz. Spokojnie.
Jeszcze jedna łyżka, Marcial.
- Chcesz mnie zabić, kurwo? - Marcial!
Co się dzieje, Marcial? O co chodzi?
Suka chce mnie otruć.
- Przestań. - Wypraszam sobie.
Jeśli pozwolisz się nakarmić,
to później dam ci papierosa. Zgoda?
Zgoda.
- Świetnie. - Dasz radę.
Nieźle.
Z jego pamięcią zapomni o wszystkim, zanim skończy.
Pamięć mam słabą,
ale słyszę doskonale.
Kurwa!
Dziękuję.
Mario, mamy nowego gościa.
Chce tu zamieszkać, choć rodzina jest przeciwna.
- Chodzi o pieniądze? - To nie problem.
- Mercedes? - Tak?
Woleliby mieć go w domu. To delikatna sprawa.
Dlaczego?
To Antonio Padín.
- Ten boss narkotykowy? - Tak.
Przecież był w więzieniu.
Ma chorobę degeneracyjną.
Woli być tutaj niż w domu. Pewnie chodzi o profesjonalną opiekę.
- Jeszcze to. - Dobrze.
Mógłby sobie zafundować prywatną opiekę.
Może nie chce tracić swojej fortuny. Woli być tu, niż czekać,
aż synowie zmuszą go do podpisania różnych rzeczy.
Nie będzie sprawiał problemów?
Nie sądzę.
Skoro tak twierdzisz... Kiedy przyjeżdża?
Nie róbcie mnie w chuja.
Tato, widzimy to my i Kolumbijczycy.
Może się mylisz.
- Żadnych Chińczyków. - Kurwa.
Oni i tak tu są.
Będą pracować dla nas albo dla konkurencji.
Kike ma rację. Czasy się zmieniły.
Mają grubą forsę.
Będziemy kretynami, jeśli to odpuścimy.
Są tu obcy i nie mają kontaktów.
Podzielimy się z Kolumbijczykami i już.
A jeśli Chińczycy coś spieprzą, kto za to odpowie?
Oczywiście wy.
Żebyś wiedział. Jaka jest twoja decyzja?
- Kike. - Wchodzisz w to?
- Nie dam ani grosza. - Poważnie?
Pierdolony starzec!
Kike, uspokój się.
- Nakręciłem się. - Spokój, mówię.
Na co się gapisz?
Zamknęli cię, bo kupiłeś sobie pałac.
Więc nie praw mi tu jebanych kazań.
Dzień dobry. Jak się pan czuje?
Przedstawiam panom Mario, naszego pielęgniarza.
Bardzo mi miło. Kto z nami zostaje?
Ten ponurak.
Pozwolą panowie, że oprowadzę go po hotelu.
Dobrze. Trzymaj się, tato.
Mario świetnie sobie poradzi.
Możemy teraz omówić formalności.
Świetnie.
Zmiana ćwiczenia.
Obracamy przedramieniem.
Kciuk do środka
i na zewnątrz.
Tak jest.
Jakbyśmy komuś wyciągali portfel z kieszeni.
Widzę, że ci to wychodzi.
Nie złość się, żartowałem.
Druga ręka.
Jeszcze raz.
Do środka i na zewnątrz.
Do środka.
Na zewnątrz.
Bardzo dobrze! Widzisz?
Już jest poprawa.
Wystarczyły dwie minuty.
Nie zagrasz jutro w baseball, ale będzie dużo lepiej.
Czekaliśmy w biurze.
To sala rehabilitacyjna ze sprzętem do ćwiczeń.
- Mercedes, mogę cię prosić? - Jasne.
Zostań z panami na chwilę.
Zaraz wracam.
Mogę panom pokazać nasze baseny rehabilitacyjne.
Zrobimy to z tobą lub bez ciebie.
Drzwi do naszego domu są dla ciebie otwarte.
- Lepiej się pilnuj. - Słucham?
Jeśli okażesz mojemu ojcu brak szacunku,
wrócę tu i urządzę piekło.
Rozumiemy się?
Widziałam Rosę.
Co u niej?
Do dupy. Zwolnili ją z pracy w firmie ubezpieczeniowej.
- Dlaczego? - A jak myślisz?
Przez ten strajk?
To nielegalne.
Po prostu nie przedłużą jej umowy.
- Powinna iść do sądu. - Też tak uważam.
Jeśli przyjmą kogoś na jej miejsce, wygra.
Ma zbyt dobre serce.
...bylisąsiedzi człowieka znanego jako głowa klanu Padín.
Oto co myślą na temat zwolnienia z więzienia ze względów zdrowotnych
słynnego bossa narkotykowego.
To straszne.
Wielu ludzi przez niego zginęło.
Powinien resztę życia spędzić w więzieniu.
Niektórzy odsiadują pełny wyrok
za mniejsze przestępstwa.
Mam okropnie ciężkie nogi.
- Co oglądasz? - Prognozę pogody na jutro.
Dzień dobry, Antonio.
Pora na śniadanie. Pomogę ci się umyć i zejdziemy na dół.
Nie teraz. Odejdź.
Wstawaj, Antonio.
Wypierdalaj!
- Dobrze. - Widzę, że mamy tu śpiocha.
W porządku.
Bez pośpiechu.
Ludzie są różni.
Przekonasz się tu o tym.
Przewija się tu wielu pojebanych ludzi.
Gorszych nawet od ciebie.
Znałem kogoś, kto do końca leżał w łóżku.
Niełatwo postawić stopę na ziemi,
gdy widzisz, że każdego dnia jest gorzej.
Dlatego niektórzy wolą żyć tutaj, wśród obcych.
Wśród tych, którzy mają ich gdzieś. Którzy ich nie znali, gdy było lepiej,
gdy byli królami życia.
Lepsza obojętność niż współczucie i litość, prawda?
To jednak nie znaczy,
że nie czeka cię już nic dobrego.
Jak na przykład spacer w słoneczny dzień.
Przejdziemy się?
Musisz przyznać, że mamy piękny ogród.
Skąd pochodzisz, Antonio?
A ty?
Z Cambados.
Skończ pieprzyć. Wiesz, kim jestem.
Nie mów, jesteś burmistrzem?
Sprawdźmy dzisiejsze menu.
Pyszny krem z cukinii.
Idealny zastrzyk energii po spacerze.
Pokażę ci sztuczkę.
Kładziemy łokieć na stole
i swobodnie łamiemy
zasady savoir-vivre’u.
A później...
powolutku... do ust.
Widzisz?
Nic nie spada z łyżki.
Smakuje ci?
Zimne.
Rzeczywiście.
Gotowe.
Dziękuję.
Od tego tu jestem.
Cześć, kochanie.
Mam urwanie głowy.
Jakiś dziadek źle się poczuł.
Spóźnię się. Odbierzesz mnie?
Buziaki.
Kurwa, wystraszyłeś mnie!
Wybacz. Masz coś?
Tylko dla siebie.
Jednak to twoje.
Moje zostało w barze.
Hej, ja cię znam!
Pamiętam twoją twarz.
Byłeś martwy!
Nie żyłeś.
Będę podawał leki dożylnie, by nie podrażnić gardła.
Póki ci się nie polepszy.
Dobranoc, burmistrzu.
Nareszcie!
Wybacz.
Nie dałem rady urwać się wcześniej.
- Wzięłaś moje ubrania? - Są z tyłu.
Trzęsiesz się.
To nic takiego.
Jedźmy, twoi rodzice czekają.
Nic mi nie powiesz?
Nie martw się, zaraz mi przejdzie.
- Dobrze. - Taka praca.
Chodzi o tego staruszka?
- Co o nim wiesz? - Nic. Po prostu o nim wspomniałeś.
Źle z nim?
Tak.
Chodzi o to...
że myślimy, że nad wszystkim panujemy,
ale jesteśmy niczym.
Płynami, które tu i ówdzie wyciekają. Gównem.
Chodź tu.
No chodź.
Czujesz?
Tak.
- Czujesz, jak się rusza? - Tak.
Lepiej ci?
O wiele lepiej.
Kurwa, przepraszam.
Tak?
Jasne.
Idealnie.
Zajebiście.
Możemy tak zrobić.
Nie ma sprawy.
Łapy przy sobie.
Przepraszam.
Tak.
Wielkie dzięki.
Trzymaj się.
Toño.
Wszystko dogadane, ale musimy to zrobić teraz.
Dalej! Do góry!
Kike.
Dalej!
Do góry!
Amparito, nie oszukuj, widzę cię.
Do góry!
Ręce do góry!
Do góry!
Gol!
- Gol! - Gol!
Traktują cię dobrze czy ich przycisnąć?
- Czego chcecie? - Pyta, czego chcemy.
To zwykłe odwiedziny.
Jak się czujesz?
Umieram.
Coś jeszcze?
Tak.
Nie jest jeszcze za późno, jeśli zmieniłeś zdanie.
Jasne.
Więc jak będzie?
Wchodzisz w to?
Kolumbijczycy nam ufają. Spłacimy ich, gdy zapłacą nam Chińczycy.
Rojas da nam towar bez zapłaty. Ufa nam.
Ufa mnie.
Tobie i nam. Zna nas całe życie.
Jak myślisz, z kim rozmawiał, gdy byłeś w pierdlu?
No, z kim?
Rojas myśli, że w to wchodzę.
Prawda?
Nigdy nie powierzyłby wam towaru.
Spójrz na niego.
Martwimy się o ciebie, a ty śmiejesz się nam w twarz.
Pierdol się, stary chuju.
- Kike! - No co?
Przynajmniej się trochę ożywiłeś. To dobrze.
Wiem, że we mnie nie wierzysz,
ale mam dobre przeczucia.
Miałem zajebistego nauczyciela.
Gówno się nauczyłeś.
To jest główka.
Tu jest czoło, tu nos, a tu usta.
- Będzie miał łeb nie od parady. - Albo będzie miała.
Chcecie znać płeć?
- Chcemy? - Tak.
To chłopiec.
Świetnie. To pewne?
Absolutnie.
Proszę podejść bliżej.
Tutaj mamy brzuszek,
pępowinę i woreczek żółciowy,
a tutaj, między nogami,
jest moszna i penis.
Chcecie posłuchać bicia serca?
Mario!
- Co się stało? Odleciałeś. - Nic.
- Zamroczyło cię. - Tak.
Doszło do ciebie, że to poważna sprawa?
Tak.
Jeśli chcesz, możesz się położyć.
Nie śmiej się ze mnie.
Słyszałeś? Wszystko gra.
Naprawdę się cieszę.
Trzy...
Cztery...
Pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
Ja pierdolę.
- Halo. - Cześć, co słychać?
Zajebiście.
- Masz śnieg? - Pewnie, nie ma problemu.
Pospiesz się, bo idą święta.
Odezwę się, gdy będę na miejscu.
Ręce na głowę.
Stopy razem.
Co tu tak jebie?
- Masz kosę? - Nic nie mam.
Pani Kong?
Cel ruszył. Jedźcie za nim.
Macie pozwolenie.
Jedziemy.
Cześć.
- Stać! - Policja!
Ręce na głowę!
Toño!
Toño!
Pospiesz się, człowieku!
Co się dzieje?
Kurwa mać!
Ty kurwo!
Ja pierdolę!
Stać!
Co z Marcialem?
Kontynuujemy stymulację sensoryczną. Kilka sesji tygodniowo.
Uspokaja go to.
Jest mniej agresywny.
Dobrze. Antonio Padín.
Jak on się czuje?
Dobrze się zaaklimatyzował.
Wygląda na spokojnego, ma swoją rutynę.
Nie wiem, jak długo tu będzie.
Aż tak z nim źle?
Niewyraźnie mówi, ma problemy z ruchem i przełykaniem.
Tak szybko?
Nie ma problemów poznawczych, ale ma trudności z mową.
Paraliż wpłynął na struny głosowe.
Uczymy go korzystania z tabliczek obrazkowych.
Wczoraj rozmawiałem z lekarzem, który zajmował się nim w szpitalu.
Nakreśliłem sytuację.
Nie był zaskoczony.
Powiedział, byśmy zadbali o to, by nie cierpiał.
Antonio coraz bardziej uzależnia się od Mario.
Musisz być wyczerpany.
- Julia jest już w siódmym miesiącu? - Minęło sześć i pół.
Z tego wynika, że może się to zbiec w czasie.
Andrés, od kiedy jesteś jasnowidzem?
Śmiało.
Bardzo dobrze.
Antonio!
Wszystko w porządku? Co się stało?
Już dobrze. Jesteśmy tu.
Powolutku.
Tym razem naprawdę mu dosrałeś.
Nie mają żadnych wartościowych dowodów do okazania w sądzie.
- Same poszlaki. - Zajebiście.
Wiesz coś o tej Chince?
O niej nic.
Ale wiem coś o Kolumbijczyku.
Nic mu nie grozi. Przewożą go do więzienia.
Kurwa mać.
Wyluzuj. Musimy tylko wpłacić kaucję.
Na pewno nie będzie niska.
Kiedy ją ustalą, zapłacimy i już.
Wypuszczą Kike.
Nie wiem, czy nas na to stać.
Straciliśmy kupę forsy.
Od dawna znam twojego ojca. Zawsze miał pieniądze.
On nic o tym nie wie.
Co?
Nie wszedł w to.
Pierdoleni Chińczycy.
Wszystko zabrali.
Wszystko. Towar i pieniądze.
Rojas czeka na swoją działkę.
Musimy uwolnić Kike.
Będzie draka, jeśli spotka Kolumbijczyka w pierdlu.
Trzeba wpłacić kaucję, i to szybko.
To chyba jasne.
Kurwa, to twój syn!
Powiedz coś w końcu.
Pierdol się.
- Czego słuchasz? - Niczego.
- Sprawdźmy. - To tajemnica.
- Daj posłuchać. - Nie ma mowy.
- Co? - Zostaw mnie.
- Czego słuchałaś? - Nie powiem.
- Hej. - Przyłapałem cię.
Z Julio Iglesiasa się nie żartuje.
Podoba ci się?
Jak się czujesz?
Musisz mnie wyciągnąć.
- Co się stało? - Wyciągnij mnie.
Pełno tu Kolumbijczyków, a naczelnik je im z ręki.
Pogadam z tym jebańcem.
Pogadasz?
Zapomnij o tym. Temu chujowi chodzi tylko o forsę.
Mam przejebane.
Jutro trafi tu Sánchez.
Jesteś pewny?
Nie rozumiesz? Jesteśmy w dupie!
Jeśli nie spłacimy Rojasa, odetną mi jaja.
Tobie zresztą też.
Chyba nie myślisz, że nic ci nie grozi?
Rozumiesz?
- Dobra. - Co?
Jeszcze raz z nim pogadam.
Zgoda?
- Spróbuję. - Znowu?
Gadałeś z nim i odmówił?
Stary chce nam dać nauczkę, rozumiesz?
Jeszcze nic straconego.
Naprawdę.
Wczoraj się zeszczałem.
Co?
Naszczałem w gacie.
Myślałem, że po mnie idą.
Że stoją przy celi.
Straciłem panowanie.
Zeszczałem się.
Nie może go pan dotykać.
Co powiedziałeś?
Kontakt fizyczny jest zabroniony. Przekazał mu pan coś?
- To jakieś żarty? - Pokażcie mi ręce.
Nic mi nie dał.
- Chciałem mu coś dać. - Proszę usiąść.
Chciałem dać mu wsparcie, ale jak widać, masz coś przeciwko.
Nic się nie dzieje.
Żona go nie dotyka i chce nas za to udupić.
- Świetnie. - Dość.
Lubisz traktować więźniów jak zwierzęta?
Uważaj, żeby na zewnątrz nie stała ci się krzywda.
Wyciągnę cię stąd. Pogadam ze starym i wyjdziesz.
Trzymaj się.
Wystarczy tego.
Dzień dobry, w czym panu pomóc?
Proszę pana!
Mam zrobić zakupy?
Jechać do sklepu czy po ciebie?
Będziesz musiała poczekać.
Pa.
Prawie zamarzłem.
Nie wiem, o co wam chodzi, ale...
Patrz przed siebie.
Bez wchodzenia w szczegóły. Mój ojciec musi wrócić do domu.
Słucha cię, więc musisz go do tego przekonać.
Zrozumiałeś?
Jesteś zajebistym pielęgniarzem.
Staruszkowie cię kochają.
Pewnie pamiętają o tobie w testamentach.
Chyba nie zaprzeczysz?
Nie obchodzi mnie to, ile dostaniesz od innych.
My nie damy ci złamanego grosza.
Przysięgam, że nie...
Dobra, mądralo.
Przekonasz starego, by wrócił do domu.
Rozumiesz?
Zrozumiano?
Czy mam wytłumaczyć to twojej żonie?
Jest w ciąży, prawda?
Jest czy nie?
Póki co.
Odpowiadaj, kiedy zadaję pytania, kurwa.
Będziecie mieli chłopca czy dziewczynkę?
Najważniejsze, żeby było zdrowe.
Xepas, pozbądź się tego gówna.
Znam tego gościa.
- Skąd? - Przychodził po herę.
- To było lata temu. - Nie wygląda na ćpuna.
Kiedyś było inaczej.
Cześć.
Obyś miał dobrą wymówkę, że zostawiłeś mnie samą.
Jeśli nie mogłeś przyjechać, mogłeś chociaż zadzwonić.
Nie nagrywaj się na sekretarkę.
Wygodnie ci?
Opowiem ci trochę o moim życiu.
Spójrz...
To mój brat.
Opowiadałem ci o nim?
Miał na imię Sergio.
Przedawkował 25 lat temu.
Patrzysz z żalem?
Jest ci go szkoda?
Współczujesz ćpunom?
Myślałem, że dilerzy są na to odporni.
Miał 26 lat, kiedy wstrzyknął sobie to twoje gówno.
Minęło już wiele czasu.
Ale przysięgam...
że tamtego dnia coś we mnie pękło.
Ostatnio...
spodziewając się dziecka,
zacząłem myśleć, że może...
mógłbym...
zostawić to całe gówno za sobą.
I zacząć nowy rozdział,
jak radzi mi żona.
Po prostu zapomnieć.
Dobrze mi szło,
aż pewnego dnia pojawiłeś się ty.
Jakbym oberwał młotem.
Podobno na początku to świetne uczucie.
Wiesz o tym lepiej niż ja.
Wystarczy nie przesadzić z dawką.
Spokojna głowa, panuję nad tym.
Wiesz, kto kłuł mojego brata, gdy już ledwo stał?
Zgadnij.
Był ci bardzo wdzięczny.
Tobie i twojej rodzinie.
„Nie zadzieraj z szefem”.
Powtarzał to zawsze, gdy pojawiało się twoje imię.
Zajebisty układ.
Dostawał swoje prochy,
a w zamian został twoim dilerem.
Do pewnego momentu było zajebiście.
Aż zachorował na AIDS.
Nie nadawał się już nawet na posyłki.
Spójrz na pozytywy, Antonio.
Dzięki mnie szybciej umrzesz.
Nie będziesz musiał cierpieć.
Nie mówiłem ci tego,
ale już od dawna nie dostajesz leków.
Problemy z połykaniem i bóle brzucha?
Wybielacz.
Ten okropny posmak w jedzeniu to wybielacz.
Zrelaksuj się
i ciesz się chwilą.
Dziś większa dawka z okazji urodzin.
Dobranoc, burmistrzu.
Musimy to przedyskutować.
Cześć, Mario. Pogadamy później.
Czy Andrés dzwonił, że nie przyjdzie?
Nic mi nie mówił.
Mieliśmy przeanalizować pewne raporty.
- Dzwoniłaś do jego domu? - Nikt nie odbiera.
Jeśli się zjawi, niech przyjdzie.
O co tu chodzi?
Zamknij się i słuchaj.
Jesteś lekarzem, tak?
Gdy byłem mały, mama mówiła mi, że lekarze pomagają.
Tego właśnie od ciebie oczekuję.
- Czego chcecie? - Mój ojciec ma wrócić do domu.
Podpiszesz zaświadczenie, że mu odbiło.
Czy jak to tam się nazywa po waszemu.
Wynoście się!
Siadaj, kurwa!
Xepas.
Spokojnie.
Czasem nie wyrażam się precyzyjnie. Dam ci drugą szansę.
Albo mój przyjaciel sprawi, że wszystko natychmiast zrozumiesz.
Jak będzie?
Dzwonię na policję.
Wybierasz się gdzieś?
Ja pierdolę, Xepas.
Kurwa mać!
Nie zniosę tego. Wyłącz tę muzykę!
Wyłącz tę jebaną muzykę.
Coś nie tak, Kike?
Rojas przesyła pozdrowienia.
- Cisza. - Jasne.
Morda w kubeł, chuju.
Albo będziesz żarł własne gówno.
Wychodzimy.
Gównojad.
Żryj gówno, pojebie.
- Wstań. - Coś nie tak, Kike?
- Zapłacimy ci, Sánchez, przysięgam. - Zamknij mordę, kurwo.
Szanujemy twojego ojca,
ale Rojas daje wam tydzień na spłatę długu.
Przysięgam, że zapłacimy. Rozumiesz?
Po słuchaniu tego gówna będę musiał przeczyścić uszy.
Wyślę ci rachunek.
Płać, skurwielu, albo pożałujesz.
Zapłacę!
Teraz chcesz rozmawiać?
O co chodzi?
Zobaczmy.
Nie rozumiem. Czego chcesz?
Podać koc?
Cóż...
W porządku.
Nie o to chodziło?
Nie rozumiem.
To zajmie wieki.
Tutaj?
Tu?
Dobrze...
Lampa?
Szafka?
- Szafka... - Cześć.
- Przyszedł Mario. - Co jest?
Myślałam, że chodzi o koc, ale chodziło o szafkę.
Zamienię go za Marciala.
Z deszczu pod rynnę. Potem mi powiesz, czego chciał.
Zostawię was.
Pa, Antonio.
Czego chcesz?
No powiedz.
Przedawkować środki przeciwbólowe?
- Julia. - Cześć.
- Ślicznie wyglądasz. - Prawie jak krowa.
Urodzisz olbrzyma. Szukasz Mario?
Mieliśmy iść na USG. Widziałaś go?
Jest z Antonio. Zawołać go?
Przejdę się.
- Cześć. - Jak się czujesz?
Dobrze.
Widziałyście Mario?
Może jest w ogrodzie.
Antonio i Mario w ogóle się nie rozstają.
- Wspominał o nim. Aż tak z nim źle? - Nie jest za dobrze.
Uwielbia twojego męża.
Dla mnie to dobrze.
Im mniej mam z nimi do czynienia, tym lepiej.
Nie sprawia wielu problemów.
Najgorsi są synowie.
Młodszy wylądował w więzieniu. To mówi samo za siebie.
W więzieniu?
Tak. Młodszy Padín.
Nie oglądasz telewizji?
To Antonio Padín?
Julia, źle się czujesz?
Mario! Szybko, Julia rodzi!
Co oni ci zrobili?
Kike!
Kto ci to zrobił?
To robota Sáncheza?
Pierdolony Kolumbijczyk! Obetnę mu jaja!
Zapierdolę go, słyszysz?
Załatw pieniądze. Proszę.
Spokojnie.
Nie przejmuj się, jesteśmy na miejscu.
Blok operacyjny prawie gotowy.
Musi pan tu zaczekać.
Niedługo pojawi się pielęgniarka.
Mario, co ty robisz?
- Co ci przyszło do głowy? - O co ci chodzi?
Nie zrobiłem nic złego.
Nie okłamuj mnie.
Dzień dobry.
Jak się pani czuje?
Julia Otero Cebrián, prawda?
Też mam na imię Julia.
Jak się pani czuje?
Boli coś panią?
- Tak, tutaj. - Tu?
Zaraz poczuje pani ulgę.
Musimy wszystko sprawdzić.
- Ciśnienie, temperaturę... - Tak?
- Mario? - To ja.
Przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę coś ustalić.
Nazywam się Ana González i zastępuję doktora Lozano.
Wciąż go nie ma?
- Nie. - Pierwsze dziecko?
- Tak. - Sprawdzałam kartę Antonio Padína
i nie rozumiem pewnych szczegółów.
- Ma zapisany lek na ciśnienie. - Enalpril.
Zapisana dawka jest wysoka, ale jego ciśnienie jest olbrzymie.
Doszło do pomyłki.
Doktor Lozano kazał odstawić lek,
bo obawiał się, że koliduje z innym,
który został przepisany w szpitalu.
Pewnie dlatego ciśnienie wariuje.
Rozumiem.
To moja pomyłka.
W czasie, kiedy czekaliśmy na wytyczne doktora Lozano,
powinienem napisać na karcie, że odstawiono Enalpril.
- Przepraszam. - Zajmę się tym.
- Nie zawracam już głowy. Dziękuję. - Dobrze.
Witaj, Antonio. Nazywam się Ana, jestem lekarzem i zastępuję Andrésa.
Jak się czujesz?
Bardzo dobrze.
Chyba cię polubił.
Nie rozumiem cię, Antonio.
Mario używa tego.
Tak?
Teraz to założymy.
Nie za ciasno?
Nie boli?
Tak lepiej.
Jak się czujesz?
Dobrze.
Zasnęłam?
Byłaś tak wykończona, że cię przykryłyśmy.
Możesz zdjąć kołdrę.
Przeszkadza ci?
Gdzie mój mąż?
Pilne wezwanie z pracy.
Zasnęłaś, więc...
M.
A.
R.
I.
Mieliśmy porozmawiać.
Nie odbierał telefonu.
- Nic więcej pani nie wie? - Przepraszam.
Rozmawiałam z policją.
- Widzę. - Chodzi o Andrésa.
To bardzo dziwne.
- Nie wiem, co mogło się stać. - Co u żony?
Skurcze ustały.
Jeśli nie powrócą, wywołają je dziś w nocy.
Czy to ta lekarka?
Przedstawię cię.
Ana, możesz tu podejść?
O co chodzi?
- Mario. Rozmawialiśmy przez telefon. - Zgadza się.
Nie musiałeś przyjeżdżać.
Chciałem się upewnić, że wszystko gra.
Antonio i Mario bardzo się zżyli.
Ana też zdążyła się do niego zbliżyć.
- Serio? - Tak.
- Mercedes. - Wybaczcie.
Bardzo dziękuję.
Bardzo cierpiał.
- Ma pani chwilę? - Pewnie.
Chciał mi coś powiedzieć.
- Powiedzieć? - Ana, chodź z nami.
Już idę.
- Trzymam kciuki za żonę. - Miło było poznać.
Jedź do szpitala.
Mario!
Co to za człowiek?
Ten w garniturze. Co tu robi?
Chodzi o twojego syna?
Chcesz zobaczyć tego gnoja?
Chcesz mnie udupić.
Chcesz mnie udupić?
Zobaczymy, kto kogo udupi.
To twój bilet na drugą stronę.
Decyduj.
Co mówił ten koleś?
Myślisz, że po prostu zaśniesz?
Nie, Antonio. Przedawkowanie prowadzi do przejebanej agonii.
Mario,
musisz tu natychmiast wrócić. Słyszysz?
Błagam cię.
Mario...
Kolorowych snów, burmistrzu.
Jest wyczerpany.
Stracił siły, próbując się komunikować. Gdybyś tu był, poszłoby sprawniej.
Nowe osoby go deprymują.
Kim jest ten facet?
- Który? - Ten, który był u Antonio.
To notariusz.
Notariusz?
Jest u Mercedes po zaświadczenie, że Antonio jest w pełni władz umysłowych.
Chciał je uzyskać ode mnie, ale widziałam Antonio tylko raz.
- Nie orientuję się. - To zrozumiałe.
Doktor Lozano napisał w raporcie, że kiedyś wpadł tu jego wściekły syn.
- Coś o tym wiem. - Czyli wszystko w normie.
Ale...
Martwię się o staruszka.
Powinien być w szpitalu.
Co tu robisz? Mini-Mario już na świecie?
Nie, droczy się z nami.
Woli zostać w środku.
Miło cię było poznać.
Próbki Antonio są gotowe do analizy.
Wyślemy je jutro rano.
Dzięki, Sofía.
Faktycznie jesteś pracoholikiem.
Coś w tym stylu. Uciekam.
Pozdrów Julię. Jeśli czegoś wam trzeba...
Przekażę jej.
Byliśmy umówieni następnego dnia,
ale się nie pojawił.
Nie powiedziałem ci o czymś.
Zabiłem go.
Zabiłem własnego brata.
Ważył niecałe 30 kilogramów i nie mógł mówić.
Wciąż mnie błagał,
bym skończył to raz na zawsze.
I zrobiłem to.
To był złoty strzał.
Dla nas obu.
Myślałem, że gdy nadejdzie ten moment, będę szczęśliwy.
Myliłem się.
Chcę tylko, by było po wszystkim.
Dobranoc, burmistrzu.
Co ty zrobiłeś?
Zabijesz go!
Posłuchaj mnie, Rojas.
Daj mi coś powiedzieć.
Już prawie mam twoje pieniądze.
Nie wkurwiaj mnie! Co niby robiłem przez ostatnie dwa dni?
Już udało mi się...
Rzygam już twoimi pierdolonymi groźbami.
Pierdol się, skurwielu.
Dobrze słyszałeś, pierdol się.
To nas zapierdol i będzie po wszystkim!
Pierdol się, jebany chuju!
Ty kurwo jebana!
Boże!
Skurwysyn.
Gdzie się chowasz, skurwielu?
- Kurwa. - Mam cię.
Nie odbiera.
Chcesz się zabawić, gnoju?
Kurwa!
Zatrzymaj się, chuju!
Toño.
Toño.
Bardzo dobrze. Przyj.
Jeszcze trochę.
Nie przestawaj.
Przyj mocniej.
Tak trzymaj.
Możesz chwilę odpocząć.
Odpocznij.
Oddychaj.
Głęboko.
I przemy znowu...
Mocniej.
Jeszcze trochę...
Świetnie ci idzie.
Bardzo dobrze. Tak trzymaj.
Już prawie...
Jeszcze raz.
Weź głęboki oddech.
Już prawie go mamy.
Udało się!
Jak go nazwiecie?
Sergio.
Łapy przy sobie, kurwa!
Odpierdolcie się!
Nie dotykaj mnie, chuju!
Na co się, kurwa, gapicie?
Nie dotykaj mnie, sam pójdę.
Przecież idę.
Zostaw mnie!
Mario.
Tak?
Widzieliśmy się w domu opieki, ale nie mieliśmy okazji porozmawiać.
Pan notariusz.
Alfredo Matas.
Może to nie najlepszy moment,
ale chciałem, by nasz pierwszy kontakt odbył się bezpośrednio.
Pierwszy kontakt?
Ze mną?
Dzień dobry, Enrique.
Co jest grane?
Co on tu robi?
Musi być obecny.
Chcesz mnie wyruchać?
Pan Padín miał problemy z komunikacją, ale wyraził się całkowicie jasno.
Mogę zatwierdzić, że ten dokument ma pełną moc prawną.
Zważając na okoliczności, poprosił o nagranie naszego spotkania.
To pendrive z nagraniem.
W drugim folderze znajduje się potwierdzenie,
że był w pełni władz umysłowych, podpisane przez doktora Andrésa Lozano.
Nie ma podstaw do zakwestionowania dokumentu.
TESTAMENT ANTONIO PADÍN SALGADO
Odczytam teraz testament, sporządzony przeze mnie
zgodnie z wolą pana Padína, jak widać na załączonym nagraniu.
„Spisano 23 czerwca 2018 roku
w domu opieki Argentos, w mojej obecności,
przez Antonio Padína Salgado, nr dokumentu tożsamości 35418971P”.
Odczytam teraz najważniejsze postanowienia testamentu.
Po pierwsze,
Antonio Padín Salgado wyraził wolę, by spełniono następujące postanowienia.
Głównym spadkobiercą majątku mojego klienta
zostaje dziecko pana Mario Piñeiro, pielęgniarza z domu opieki Argentos.
Po drugie, swoim synom, Antonio oraz Enrique Padínom
przekazuje tylko tyle, ile nakazuje prawo.
Czy są jakieś pytania?
Przysięgam, że o tym nie wiedziałem.
Mogę odmówić?
- Skurwysyn. - Nie jest pan spadkobiercą.
Tylko pana syn może zrzec się spadku.
Będziesz się grubo tłumaczył synkowi.
Xepas.
Sam się o to prosiłeś.
Skurwiel!
Jebany chuj!
Załatw to.
Trzymaj się.
Możesz mi obciągnąć.
Nie.
Hej!
Napisy: Tomasz Suchoń
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.