All language subtitles for FOURMI

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

M脫J MA艁Y MISTRZ

Czekam od p贸艂 godziny.

Pewnie zapomnia艂e艣. Id臋, bo si臋 sp贸藕ni臋.

Nie ma problemu.

Trzeba zaczeka膰 na Thea. Bez niego nie ma ataku.

Zast膮p go, to ich zmasakrujemy.

- Nawet w gipsie za艂o偶臋 ci siatk臋. - Akurat!

"Pi艂ka no偶na jest prosta.

Ale gra膰 prosto to najtrudniejsza rzecz na 艣wiecie".

Johan Cruijff.

To jest Antoine.

M贸j bratanek.

B臋dzie mi pomaga艂 i poznawa艂 zaw贸d trenera.

Zrobi艂em dla was czekoladowo-truskawkowe lava cake.

- Co to? - Nie wiem.

Nie ma Thea, wi臋c zmienimy schemat taktyczny.

W siedemdziesi膮tym trzecim, kiedy Ajax pokona艂 Bayern...

Przepraszam.

Zmiana wytycznych.

Diego - lewa obrona. Lassana - 艣rodkowa.

Najwa偶niejsze to czu膰 gr臋. Widzisz go?

- Tego najmniejszego? - Tak.

Najmniejszy, ale ma wyczucie.

Pi臋knie!

Dawaj, Theo!

Brawo! Idziesz z pi艂k膮!

Dawaj, Theo!

Ej, palancie!

Mam ci臋 trzasn膮膰?

Ojciec Thea si臋 obudzi艂.

Co to ma by膰?

By艂 faul!

S臋dzia-kalosz!

Nawet 艣lepy by zobaczy艂! 呕贸艂ta kartka!

Laurent, prosz臋 ci臋!

A ty nic?

Nie zaczynaj. Przyjecha艂 prezes klubu.

Tym razem sied藕 po tej stronie barierki.

Daj go na lewe skrzyd艂o.

W tym jest dobry.

Jest dobry na lewym i na prawym. To 艣wietny zawodnik.

Na lewym jest najlepszy.

To m贸j syn!

Theo!

Jeste艣 mistrzem! M贸j syn strzeli艂 gola!

Kto strzeli艂?

My. Strzelamy do tamtej, a tamci do tej.

艁obuz jeden!

Nale偶y si臋 czerwona kartka!

By艂 faul!

Patafian zasrany!

Nie zejd臋 z boiska!

Kopn臋 go w piszczel!

Przewr贸ci艂 si臋 celowo!

- Mam ciebie przewr贸ci膰? - Przesta艅 ju偶 z tym swoim g贸wniarzem.

To jest celowe?

Zwyk艂y palant.

W fabryce te偶 go nie cierpieli.

To nie pow贸d, 偶eby si臋 bi膰.

By艂 faul.

Tato, przesta艅.

Masz. Podwieczorek.

Ten baran zgni贸t艂.

Nie znosz臋 typk贸w, kt贸rzy psuj膮 atmosfer臋.

Niez艂e by艂y te wasze akcje dw贸jkowe. Bardzo skuteczne.

Rozbili艣cie ich obron臋.

Mniej si臋 daj臋 艂apa膰 na spalonym.

Ten ci膮gle tutaj? Ile to ju偶 trwa?

Trzy, cztery miesi膮ce.

Jest dla ciebie mi艂y?

A偶 za bardzo.

Cze艣膰, synku.

Mia艂em go odwie藕膰, ale nie chcia艂. "Bo mo偶e si臋 napi艂e艣".

"Mo偶e"?

Nawet raz na kiedy艣 nie umie si臋 tob膮 zaj膮膰.

Nie trzaskaj tak, 偶abciu.

Masz bu艂k臋 z czekolad膮.

- Dzi臋ki, tata przyni贸s艂 mi przegryzk臋. - Co?

- Biszkopty pomara艅czowe. - Pycha.

Kochanie, ruszaj.

- Tw贸j tata nie ma dziewczyny? - Nie.

Jak go widz臋, to si臋 ciesz臋, 偶e m贸j si臋 ulotni艂.

Tw贸j stary to wariat.

Nie zawsze taki by艂.

Chwilowo ma gorszy okres.

Chwilowo od dw贸ch lat?

To si臋 藕le sko艅czy.

M贸j te偶 mia艂 gorszy okres.

A偶 kiedy艣 znikn膮艂. I wi臋cej si臋 nie odezwa艂.

- Nie smu膰 si臋, Mr贸wa. - Nie nazywaj mnie tak.

Nie przejmuj si臋 ojcem.

Rodzice to tylko ludzie.

Jak to zrozumiesz, przestajesz oczekiwa膰 na przyk艂ad...

czegokolwiek.

I bardzo dobrze, Mr贸wa.

Ca艂kiem inaczej wygl膮dasz. Prawda, Bana艂?

Wystarczy co艣 zmieni膰 i jeste艣 inny.

Lepiej ci by艂o z brod膮.

Zrobi艂 to, co Francky, 偶eby znale藕膰 prac臋.

Francky? Fucha 80 kilometr贸w st膮d to wyzysk, nie praca.

Masz ca艂kowit膮 racj臋.

Bez brody wygl膮dam lepiej.

Akurat niekoniecznie.

Odro艣nie, spoko.

Zarost k艂uje. A ogolona twarz nie.

Z艂ota my艣l. Zanotujemy.

Mo偶emy pogada膰?

Ju偶 i tak nam ci臋偶ko bez sponsora.

Je艣li ratusz odbierze nam dotacje, koniec z klubem.

- Padnie! - Nic nie odbior膮.

Mog膮 odebra膰.

Maj膮 na pie艅ku z prezesem. A ty nam nie u艂atwiasz.

By艂 faul!

Co z tego?

S臋dzi贸w nie znam, ale znam ciebie. Nie przychod藕 wi臋cej na mecze.

Wykluczone.

- A Theo? - W艂a艣nie ze wzgl臋du na niego.

- My艣lisz, 偶e gra lepiej, kiedy 艣wirujesz? - Mam do艣膰 twoich kaza艅.

Nie pomagasz mu.

Zw艂aszcza teraz.

Co "teraz"?

Tylko nikomu nie m贸w.

Ciociu!

Nie zgadniesz, czego si臋 dowiedzia艂em.

Theo!

Chod藕!

Co tu robisz?

W przysz艂ym tygodniu Arsenal gra u nas mecz Ligi Mistrz贸w.

Dzie艅 wcze艣niej ch艂opaki z Lille przyje偶d偶aj膮 gra膰 z wami.

- 艁apiesz? - Tak.

Kto przyjedzie patrze膰, jak grasz?

Ty, jak zwykle.

G艂upi jeste艣. Skaut z Arsenalu.

Du偶e kluby pi艂karskie maj膮 ludzi,

kt贸rzy je偶d偶膮 po Europie i wyszukuj膮 nowe talenty.

Jeden z nich przyjedzie zobaczy膰 ciebie.

Zdajesz sobie spraw臋?

O艣rodek szkoleniowy Arsenalu!

Jednego z najlepszych klub贸w na 艣wiecie.

Nie rusza ci臋 to?

Rusza, ale...

nie wezm膮 mnie. Jest wielu dobrych zawodnik贸w.

Taki jak ty jest jeden!

Masz szans臋 wyrwa膰 si臋 z tego grajdo艂a!

Mnie si臋 tu podoba.

Tutaj nic nie ma. To martwa dziura.

Inni zostan膮, a ty wyjedziesz.

Masz z艂oto w nogach. To mo偶e zmieni膰 twoje 偶ycie.

Nie chc臋 jecha膰 sam do Anglii.

Pojedziesz z kim艣 z rodziny.

Mo偶e ze mn膮?

Pomy艣l tylko.

Byliby艣my panami 艣wiata.

By艂oby super.

Spadam. Je艣li mama si臋 dowie, 偶e tu by艂em, zn贸w b臋dzie afera.

Tylko buzia na k艂贸dk臋.

Nie m贸w Claude'owi.

Patrz, ju偶 jad臋 lew膮.

Dobra rozgrzewka. Koncentrujemy si臋 przed meczem.

Jak wygl膮da ten skaut?

Mo偶e to tamten?

Rzu膰 okiem.

Ciasto ze 艣liwkami.

Kim pan jest?

Cze艣膰, Claude.

Wida膰 po was kas臋.

Zawodowy autokar.

Nie usprawiedliwiaj z g贸ry swojej kl臋ski.

Macie szatni臋 po prawej.

- No i? - To nie on.

A to co?

Ciasto ze 艣liwkami.

Nie na miejscu.

Wiem, za d艂ugo piek艂em.

Przesta艅 z tym ciastem.

Pilnuj go. Nie mo偶e go by膰 wida膰.

"Ten, dla kogo zwyci臋stwo nie jest wa偶ne,

nigdy nie zwyci臋偶y".

Pele.

Cholera jasna.

Nie dzisiaj.

Przegrywamy pierwszy mecz sezonu.

Wiedzieli艣my, 偶e Lille to najmocniejsza dru偶yna mistrzostw.

I prowadz膮. Ale b臋dzie rewan偶.

Wujku...

Jaki艣 pan do ciebie.

Kto to?

Theo.

Pozw贸l prosz臋.

Co jest?

Go艣膰 z Arsenalu chce z nim gada膰. Theo idzie z t艂umaczem.

- To m贸j syn! - Nie wtr膮caj si臋.

Skauci oceniaj膮 ich dojrza艂o艣膰 i pewno艣膰 siebie.

- Poza tym cuchniesz w贸d膮. - Wcale nie. Nie pi艂em.

Co on mu m贸wi?

Sk膮d mam wiedzie膰?

S艂ysza艂 o tobie du偶o dobrego.

Naprawd臋 masz styl.

Ale uwa偶a, 偶e jeste艣 za niski.

Arsenal rekrutuje wy艂膮cznie wysokich zawodnik贸w. R贸wnie偶 junior贸w.

Urosn臋.

Messi i Griezmann te偶 s膮 niscy.

Wszyscy niscy ch艂opcy tak m贸wi膮.

Pracuj, rozwijaj sw贸j potencja艂.

Spiesz臋 si臋. Daj to trenerowi, mo偶e do niego napisa膰.

Do widzenia, Theo.

I jak?

Chc膮 mnie.

Przyjd藕 szybko. Z twoim ojcem jest 藕le.

Chod藕!

M贸j syn b臋dzie gra艂 w Arsenalu!

Bana艂, pstryknij fotk臋!

Czemu na w艂a艣ciciela m贸wi膮 Bana艂?

Bo opowiada bana艂y. Tata tak go przezwa艂.

Chod藕. Musimy pogada膰.

Nie upiek艂e艣 ciasta?

Przecie偶 m贸wi艂e艣...

Tak, ale teraz...

O co chodzi?

Wcale mnie nie wzi臋li.

Nie wybrali mnie. K艂ama艂em.

O cholera.

Chory na g艂ow臋 - tak膮 ci nadam ksywk臋.

Dlaczego to zrobi艂e艣?

Nie wiem.

Nie chcia艂em zawie艣膰 taty.

Dostaniesz za swoje, jak im powiesz.

Nie powiem.

Przynie艣 mi whisky.

Popatrz na niego.

Od lat nie by艂 taki szcz臋艣liwy.

Nie wzi臋li mnie, ale co艣 mo偶e z tego by膰.

Nic nie b臋dzie.

Skaut zawiadomi klub, 偶e ci臋 nie wybra艂. I co wtedy?

Poradz臋 sobie. Tylko nikomu nie m贸w.

Pomo偶esz mi, nie?

Dobra.

Chod藕.

Czekaj.

Jest problem.

Marny ze mnie blagier. Nie umiem k艂ama膰.

Pos艂uchaj.

Je艣li kto艣 ci臋 spyta, zr贸b g艂臋boki wdech.

Popatrz mu prosto w oczy

i rzu膰 co艣 w stylu:

"W Anglii jest super".

Jasne?

Chod藕.

W Anglii jest super.

Wracam.

Dawno nie by艂o takiej radochy.

Super impreza.

Je艣li chodzi o Angli臋...

Mama ma now膮 prac臋 i pewnie ze mn膮 nie pojedzie.

M贸g艂by艣 jecha膰 ty.

Fajnie, ale raczej nie ma szans.

Powiedzia艂e艣, 偶e chcesz.

M贸wi臋 r贸偶ne rzeczy.

A potem mamy zderzenie z rzeczywisto艣ci膮.

Widzia艂e艣 mnie?

S臋dzia musia艂by by膰 na膰pany, 偶eby wyda膰 zgod臋.

Nie powierz膮 mi opieki.

Ta dziewczyna mog艂aby pom贸c.

- Ta z opieki spo艂ecznej? - Tak.

- To dzi臋ki niej jeszcze si臋 widujemy. - To co innego.

Tamto by by艂o na sta艂e. Zreszt膮 s艂owa nie znam po angielsku.

Nauczysz si臋. Jest jeszcze czas.

Cholera, zapomnia艂em!

By艂a moja.

Torba zwyci臋zcy.

Chcia艂bym, 偶eby艣my razem pojechali.

K艂ad藕 si臋, ju偶 p贸藕no.

Ko艅cz臋 lekcje.

Nie jeste艣 chory?

Jak mecz?

Dobrze.

Nie. Przegrali艣my.

Odbijecie to sobie.

Po艂贸偶 si臋 spa膰.

Dobranoc.

Theo. Jest Max?

Zawsze jest.

Jak si臋 pani czuje?

Zm臋czona.

A on?

Nie widzia艂am go od przedwczoraj.

Ale zgodzi艂 si臋 spotka膰 z psychologiem.

- Co ona ci wciska? - Nic.

Theo, chod藕!

Popro艣, 偶eby otworzy艂 okno. Mnie zrobi awantur臋. Znasz drog臋.

M贸j obiad!

Ci膮gle zapominam o tej tacy.

Zostaw to.

Strasznie tu capi. M贸g艂by艣 wywietrzy膰.

Nic nie czuj臋.

Co robisz?

Skrakowa艂em Switcha. Pr贸buj臋 uruchomi膰 emulator.

Super.

To od pani od francuskiego. M贸wi, 偶e zdalne lekcje nie zast膮pi膮...

Czyta艂em ca艂y program w Wiki, a ona nadal to podsy艂a.

Mam co艣 dla ciebie.

Elegancki!

Xavier, Sydney, to jest...

Bernard.

Wiesz, 偶e karaluch potrafi przetrwa膰 wybuch j膮drowy?

Nie pij tego!

Chyba 偶e masz ochot臋 na moje siki.

Ale ohyda! Siki?

Gdzie艣 si臋 musz臋 odlewa膰.

- Woda czy twoja 艣lina? - Oblech.

Jasne, ja.

Mam pytanie.

- Umiesz si臋 w艂ama膰 na konto mailowe? - Zale偶y czyje.

Stosuje podw贸jne uwierzytelnienie? Jest na serwerze zewn臋trznym?

Jaki ma system?

Nie chodzi o FBI, tylko o m贸j klub.

呕eby nie dochodzi艂y do nich maile od skauta Arsenalu.

Kanonier贸w?

Umia艂by艣 wys艂a膰 z jego adresu mail do mojego klubu?

Spoko, spoofing to bu艂ka z mas艂em.

Trzeba przet艂umaczy膰 na angielski.

W necie non stop gadam po angielsku. Problem mam z francuskim.

O nic nie pytasz?

Ty mnie te偶 nie. I dobrze.

Romane!

Nie chc臋 wyje偶d偶a膰, ale to dla mnie szansa.

Nic nie 艂apiesz. Ciesz臋 si臋.

Ja te偶 bym wyjecha艂a, gdybym mog艂a.

Ale zawsze dowiaduj臋 si臋 ostatnia.

- Kto ci powiedzia艂? - Nie ty.

Usi膮d藕cie.

Theo, pozw贸l.

We藕 rzeczy.

Na przysz艂o艣膰: przyno艣 zwolnienia z wyprzedzeniem.

Ci膮gle mu powtarzam.

Prawda?

- Zwariowa艂e艣? W 艣rodku lekcji? - Co tam lekcje!

Arsenal, synu!

Co to za ubranie?

Marynarka 艣lubna. Moja.

Ruchy! Trzeba j膮 dorwa膰 przed obiadem.

Osiem miesi臋cy? Zast臋pca mera obieca艂 mieszkanie we wrze艣niu.

S艂ysza艂a艣, co powiedzia艂am?

Jest na li艣cie oczekuj膮cych.

Ma wyl膮dowa膰 z dzie膰mi pod mostem czy wr贸ci膰 do ich ojca-boksera?

Ile jest takich spraw?

Nie mo偶esz bra膰 na siebie ca艂ego z艂a 艣wiata. Bo si臋 wypalisz.

Podpis.

- Byli艣my um贸wieni? - Nie.

O ile wiem.

Tu jest samoobs艂uga?

Dzie艅 dobry.

Wyst膮pi臋 do s膮du o prawo do opieki,

pani to poprze i pojad臋 z nim do Anglii.

Skoro los si臋 u艣miechn膮艂...

Wszystko zale偶y od losu?

Los ma znaczenie.

Mo偶esz zaczeka膰 na korytarzu?

Zachowanie te偶 ma znaczenie.

Znowu si臋 pan bi艂.

Ewidentnie by艂 faul.

- Od roku pan nie przychodzi. To te偶 faul? - Mia艂em co robi膰.

Co?

R贸偶ne rzeczy.

Organizacyjne.

Pani Simonion?

Nie, to zabronione. Oddzwoni臋.

Robi艂a pani co艣 z w艂osami?

Tak.

Na czym stan臋li艣my?

呕e je艣li pomo偶e pani w s膮dzie, to my...

Nadal mieszka pan u ciotki?

Nie. U babki ciotecznej.

A praca? Nic nowego?

Nigdzie nie ma roboty.

Pa艅ska 偶ona znalaz艂a. Bo przesz艂a szkolenie.

Takim jak ja jest trudniej.

Za艂atwi艂am panu szkolenie. Nie poszed艂 pan.

Nie by艂em w formie.

Czuje si臋 pan na si艂ach, 偶eby jecha膰 z synem do Anglii?

Najpierw musi si臋 pan zaj膮膰 sob膮.

Je艣li nie b臋dzie pan mia艂 pracy ani mieszkania,

- s臋dzia nie przyzna panu opieki. - To si臋 za艂atwi.

I musi pan rzuci膰 to, przez co nie wstaje pan z 艂贸偶ka,

zawala spotkania i rwie si臋 do bitki.

Czyli pecha.

Pan Dourdet?

Nie, nie zapomnia艂am o pa艅skim zasi艂ku.

Przyjad臋 do pana.

Niech pan przestanie pi膰.

Co powiedzia艂a?

呕eby dosta膰 prawo do opieki, musz臋 mie膰 mieszkanie i prac臋.

Super!

Nie wiem, od czego zacz膮膰.

Od pracy.

Wtedy b臋dziesz mia艂 mieszkanie. A potem wyjedziemy.

Masz racj臋.

Cholera!

- Wzi膮艂em dla niej biszkopty. - Nie! Chod藕.

Masz.

Dzi臋ki.

Ty te偶 musisz si臋 przy艂o偶y膰. W Arsenalu trzeba by膰 wytrenowanym.

To graj ze mn膮. Przedtem to robili艣my.

Przed czym?

Stopniowo przyspieszamy!

Przyszed艂 mail od Anglik贸w!

Zast膮p mnie.

Arsenal napisa艂. Mo偶e naprawd臋 ci臋 wybrali?

Ten mail wys艂a艂em ja.

Znaczy, Max.

Nie wierz臋. Dzia艂asz z tym 艣wirem?

Nie jest 艣wirem. Ma jakby alergi臋.

Na co?

Ch艂opcy, biegniemy!

Na 艣wiat.

Pierwszy dostanie deser!

Odwiedzimy go w Arsenalu?

W Anglii jest super.

Chc膮 go przyj膮膰 do o艣rodka szkoleniowego.

Ten facet jedzie teraz na kongres.

Odezwie si臋 w przysz艂ym miesi膮cu.

Czyli nasz klub si臋 broni?

To teraz znajdziesz nowego sponsora.

Trzeba to obla膰.

Wiem, kto jeszcze si臋 ucieszy.

Dwukrotnie skre艣lony, odmowa zatrudnienia,

niestawianie si臋 na wezwania...

Przeniesienie fabryki, rozw贸d...

Tak, mia艂em kryzys.

A teraz?

Kwitn臋.

Na razie nie mog臋 pana przywr贸ci膰.

Trzeba si臋 zapisa膰 na spotkanie przez Internet.

Przecie偶 si臋 spotykamy.

Wst臋pnie - w celu wyja艣nienia, jak si臋 um贸wi膰 z doradc膮.

Kto jest moim doradc膮?

Ja.

Banda czubk贸w.

Chod藕, mistrzu.

Daj torb臋.

Kiedy艣 organizowa艂em tu mistrzostwa. Z ch艂opakami z fabryki.

Pami臋tam.

Serio?

Kwadrans rozgrzewki.

Potem strzelasz mi karne.

Dawaj!

Bardzo dobrze.

- Widzia艂e艣, jak strzeli艂em w okienko? - W艂a艣nie o tym m贸wi臋.

A tobie co?

Bar kibic贸w przysz艂ej gwiazdy musi jako艣 wygl膮da膰.

Czerwie艅 Arsenalu.

Mam co艣 dla ciebie.

J臋zyka najpierw trzeba si臋 nauczy膰. Korzysta艂em z tego w gimnazjum.

Dzi臋ki. Wzruszy艂em si臋.

Kolejna mina.

- Ju偶 znale藕膰 prac臋 to problem. - Po co ci praca?

Nied艂ugo b臋dziesz mia艂 kasy jak lodu.

Pyta艂em ci臋 o zdanie?

Pyta艂em?

Dobra, dobra.

T艂umok.

Dzie艅 dobry!

- Widzia艂am. - Co?

Any偶贸wk臋.

Any偶贸wka i piwo o trzeciej? Nie藕le.

Widzisz? Nie艂adnie k艂ama膰.

- Ja nie k艂ami臋. - Jasne.

Witamina C dobrze mi robi.

Prosz臋 nie pajacowa膰. Przez pana ja wychodz臋 na k艂amczuch臋.

Jak to?

Zar臋czy艂am swojej szefowej, 偶e przestanie pan pi膰.

I prosz臋.

Ju偶 nie b臋d臋 pajacowa艂.

Zapisa艂em si臋 do po艣redniaka.

Rozwa偶a艂 pan prac臋 w cyrku?

Nie lubi臋 by膰 tam, gdzie si臋 mnie spodziewaj膮.

By艂am u pa艅skiej ciotki.

"Pewnie jest w barze", powiedzia艂a. I by艂 pan w barze.

U ciotki? Po co?

呕eby podpisa艂 pan wniosek do s膮du.

C贸偶, pospieszy艂am si臋.

Pani Kargu茅?

Dzwoni艂am do Wydzia艂u Mienia Miasta i...

List z obelgami? To bardzo z艂y pomys艂.

Chwileczk臋.

Niech pan przestanie pi膰.

M臋偶czy藕ni i kobiety to dwie r贸偶ne p艂cie.

Zauwa偶y艂e艣?

- Ba艂em si臋, 偶e nie przyjdziesz. - Pud艂o.

Dawno tu nie w艂azili艣my.

Wzi臋艂am przegryzk臋.

Z kim b臋d臋 tu przychodzi膰, jak wyjedziesz?

Daj og艂oszenie.

"Szukam ch艂opaka, kt贸ry nie ma zawrot贸w g艂owy i lubi g艂upie ksywki".

B臋dzie dobrze.

Przesta艅!

Dlaczego to zrobi艂a艣?

B臋dziesz mia艂 pami膮tk臋.

- Ja... - Zamknij si臋.

Przesta艅 si臋 wyg艂upia膰.

Nie b贸j si臋.

Czasem co艣 mnie napada, ale...

Dotknij.

Wszystko gra.

Jestem z ciebie dumna, mistrzu.

Mr贸wa, daj herbatnika.

Nie nazywaj mnie tak.

To on.

Ten z torb膮.

Wszystko przez ciebie.

Dowiaduj膮 si臋, 偶e trafi艂e艣 do Arsenalu,

i nagle wszyscy chc膮 gra膰 w pi艂k臋 -

doro艣li, dzieci.

M贸j synek!

Urodziny Erica.

To jest m贸j syn, Theo.

Dzie艅 dobry.

Z kim dzi艣 grali艣cie?

To nie by艂 mecz, tylko trening.

- Nie ciebie zwerbowa艂 Arsenal? - Pomyli艂o ci si臋.

Mnie.

Widzisz?

Ten angielski klub?

Jak to?

Tw贸j syn jest niez艂y.

Widzia艂em, jak gra艂 z dru偶yn膮 mojego siostrze艅ca.

Wbi艂 im trzy gole.

Czemu mi nie powiedzia艂e艣?

Chcesz ponczu, ptysiu?

"Ponczu-ptysiu".

Chod藕.

Jak ja teraz wygl膮dam?

Dowiaduj臋 si臋 ostatnia.

Czeka艂em na informacje.

No i?

Wezm膮 mnie do o艣rodka szkoleniowego.

Na wakacje?

Nie. Na sta艂e.

Zrobi膮 ze mnie prawdziwego pi艂karza.

Nie mo偶esz tam by膰 sam.

Kto艣 musi ze mn膮 pojecha膰.

Nie dam rady, kochanie.

Eric, nowa praca...

Tata m贸g艂by.

艢wietny pomys艂.

Przy tacie zostaniesz nie pi艂karzem, tylko barmanem.

Tam poczuje si臋 lepiej. Jak kiedy艣.

Jak zwykle nie chcesz da膰 mu szansy.

Da艂am mu niejedn膮. Jak si臋 rozstali艣my...

Nie przychodzi艂, ci膮gle spa艂 i zostawi艂 mnie na stacji benzynowej.

A je艣li tam ci臋 zostawi, kto po ciebie przyjedzie?

Zadzwoni臋 do niego.

Nie. Zn贸w mu powiesz, 偶e jest do niczego.

Sk膮d. Powiem, 偶e...

Nie dzwo艅!

Dobrze.

Nie zadzwoni臋.

Musz臋 wraca膰 do go艣ci.

Dlaczego nikt z Arsenalu do mnie nie zadzwoni艂?

- Nie wiem. - Nie znam si臋 na tym, ale sprawdz臋.

Theo!

Wejd藕. Szybko.

To m贸j pok贸j!

Uspok贸j si臋. To dla twojego dobra.

Mam gdzie艣 twoj膮 rolet臋!

- Wyt艂umacz mu. Tylko ciebie s艂ucha. - Co si臋 dzieje?

Pan Vila przyszed艂 naprawi膰 rolet臋.

To tylko p贸艂 godziny.

Nic si臋 nie sta艂o.

Kop臋 lat! Jak leci?

Musz臋 ucieka膰.

Na razie.

Jak znajdziesz czwarty sezon tych zombi, pomy艣l o mnie.

B臋dzie dobrze.

Oddychaj.

Drzewa, powietrze...

troch臋 spalin...

Po co przyszed艂e艣?

Z pomoc膮 psychologiczn膮.

I 偶eby da膰 ci list.

Odkryj poczt臋 elektroniczn膮. 艢wietny wynalazek.

Nie mam zaufania.

Niekt贸rzy si臋 do niej w艂amuj膮.

Poza tym mi艂o ci臋 widzie膰.

Kropla.

Pada.

Widzisz, ile si臋 dzieje na dworze?

Oby j膮 przekona艂, 偶eby ci臋 pu艣ci艂a.

Pomy艣l: Arsenal. Ob艂臋d!

Nic ci nie...?

Kurde, zapomnia艂em.

Przyszed艂 nowy mail od Anglik贸w!

Skaut mia艂 racj臋, jeste艣 za ma艂y.

To kompleks tu偶 ko艂o stadionu.

S膮 tam klasy i wszystko, co potrzebne ch艂opcom.

W za艂膮czniku przes艂ali dokumenty i propozycj臋 kontraktu.

Do艂膮czy艂 zdj臋cia. Max jest wielki.

Co tu robicie? Nie trenujecie?

Przyszed艂 mail z Arsenalu.

Czekaj!

Nie pro艣ciej poprosi膰 ich o spotkanie?

Cze艣膰, Chlo茅.

- Mam nadziej臋, 偶e nie pi艂e艣. - Ju偶 nie pij臋.

Nie m贸wili ci?

Aha, przyszed艂em im powiedzie膰.

Anglicy napisali.

I co?

Szykuj膮 dla niego kontrakt.

Ile proponuj膮?

No tak.

O to ci chodzi? 呕eby 偶y膰 na koszt dziecka?

Mnie?

呕e niby robi臋 to dla kasy?

Grajmy zespo艂owo.

Co si臋 sta艂o?

Tato!

Pos艂uchaj!

- Cholera! - Powinni zwerbowa膰 twoj膮 mam臋.

Nie gniewaj si臋. Chlapn臋艂am bez sensu.

Nie wiem, co zn贸w wbi艂e艣 sobie do g艂owy.

W porz膮dku, Theo?

Mama mnie wnerwia.

On si臋 za艂amie. Jeszcze zn贸w zacznie pi膰.

Zacznie. Nie zmieni si臋. Zejd藕 na ziemi臋.

Prze偶yli艣my gorsze rzeczy.

Podasz?

Za艂贸偶my klub: SOS Rodzinny Stres.

Znowu ona.

Jeszcze par臋 razy i zwariuj臋. Odbierz.

Mog臋 zosta膰 na noc?

- Przeszkadzam? - Ani troch臋. Mam przerw臋.

Tata przesta艂 pi膰.

- My艣lisz, 偶e wytrzyma? - Tak. Anglia go motywuje.

Ale potrzebujemy pani.

S臋dzia najpierw rozwa偶y, czy nie powiniene艣 jecha膰 tam z mam膮.

Nie dogaduj臋 si臋 z jej facetem.

Nabija si臋 ze mnie.

Nabija?

Dla 偶artu rozbi艂 mi jajko na g艂owie.

Co?

Ma艂o zabawne.

Prosz臋 nie m贸wi膰 mamie.

Chc臋 tylko wyjecha膰 z tat膮.

Niech mu pani zaufa.

Chrupko艣膰, j臋drno艣膰 i smak kontrolowane s膮 wcze艣niej.

Tutaj odbywa si臋 kluczowy etap: pakowanie.

B臋dzie pan eliminowa艂 jab艂ka ze skaz膮, na przyk艂ad poobijane.

Na tym si臋 znam.

S膮 niejadalne?

Sk膮d偶e. Ale oburzy艂yby konsument贸w.

Zdradz臋 panu sekret.

Sama wol臋 te poobijane.

Im wi臋cej przesz艂y, tym s膮 s艂odsze.

Ale pa艅ska misja to zero skaz.

Dzi臋kuj臋.

W cyrku nikogo nie znam.

Kiedy艣 pomog艂am jej bratu.

To do roboty.

Uciekam.

Claude ci臋 prosi.

Zale偶y im na tobie. Przys艂ali prezenty.

Super! Kubek!

Mili ludzie.

Dzi臋ki.

Wyluzuj, tak si臋 robi.

Czyta艂em na blogu trenera Juventusu.

- Nie mog艂e艣 mnie uprzedzi膰? - To niespodzianka,

mia艂e艣 by膰 zaskoczony. Nie by艂e艣?

- By艂em. - No w艂a艣nie.

- Sk膮d wzi膮艂e艣 kas臋? - Wykorzysta艂em bony z Amazona.

Za tydzie艅 wy艣l臋 szaliki.

艁adne, nie?

Co to jest?

Ich kadry od rekrutacji. Zhakowa艂em adresy.

Mam nawet imiona ich 偶on - na wypadek...

Czego?

- Nie panikuj. - Jeste艣 chory na g艂ow臋!

Ja?

To ja wciskam ludziom kit, 偶e zwerbowa艂 mnie Arsenal?

Po prostu ci pomagam.

Nie o to chodzi. Ju偶 nie pomagaj.

Dzi臋ki za wszystko, ale przesta艅.

Serio?

Serio. Przestaniesz?

Jak chcesz.

B臋dziesz mia艂 przechlapane.

Tato?

W 艣rod臋?

Mi艂a ta niespodzianka?

Zapisz臋.

Tutaj! Ju偶 otwieram.

Szanowny pan pozwoli.

- No i? - Co to?

Moje mieszkanie. Przecie偶 zarabiam.

Salonik, rozk艂adana kanapa,

sk艂adzik.

Stolik na szklaneczk臋.

Kuchnia. A tam... Poka偶臋 ci.

Tw贸j pok贸j.

I jak?

Super.

To nie Ritz, ale daje rad臋.

Jak je znalaz艂e艣?

Kolega Bana艂a to zapalony kibic.

Jak si臋 dowiedzia艂 o Arsenalu, da艂 mi 艣wietn膮 cen臋.

Fajnie ci臋 go艣ci膰.

- Co艣 si臋 przypala. - Zrazy!

Gotujesz?

Trzeba zacz膮膰.

- Ju偶? - Kto to?

Zaprosi艂em babk臋 z opieki.

Niech zobaczy, 偶e wzi膮艂em si臋 w gar艣膰.

Nie ucieszy si臋 na m贸j widok.

To nie nasz dzie艅. Uzna, 偶e tu 艣pi臋.

My艣lisz?

Musimy przestrzega膰 jej zasad.

I co teraz?

Przepraszam za wystr贸j.

Dopiero powstaje.

Jak moje obecne 偶ycie.

To b臋dzie pok贸j Thea, o ile s臋dzia i pani...

Prosz臋.

To dla mnie?

Prezent na nowe mieszkanie.

Mia艂em w m艂odo艣ci kwiatek.

Mama si臋 cieszy艂a, 偶e o niego dbam.

Ale jak wysz艂o, 偶e to marihuana, to ju偶 mniej.

Co艣 chyba...?

Zrobi艂em zrazy.

- Chce mnie pan zaprosi膰 na kolacj臋? - Nie.

Znaczy, tak. Ma pani ochot臋?

Jestem w pracy.

Tego si臋 jeszcze u偶ywa?

- Przepraszam. - Prosz臋 ju偶 nie wyci膮ga膰!

Nawin臋. G艂upia jestem.

呕eby tak da艂o si臋 przewin膮膰 w艂asne 偶ycie.

Hop i od nowa. Wymazuj膮c par臋 b艂臋d贸w.

U mnie par臋dziesi膮t.

Co by pani zmieni艂a? Fryzura ju偶 zaliczona.

Prac臋, na bardziej po偶yteczn膮.

呕artuje pani?

Non stop czuj臋 si臋 bezsilna.

Ci膮gle jakie艣 przeszkody. Brak funduszy.

Pani Langlade?

Nie zapomnia艂am, tylko goni臋 dzisiaj jak wariat.

Jak wariatka.

Oddzwoni臋 za chwil臋.

Do us艂yszenia.

Musz臋 ucieka膰.

Powinna pani zwolni膰.

M贸wi pan jak moja szefowa.

"Za bardzo si臋 przejmujesz. Nie wolno przekracza膰 pewnych granic".

Zrazy to granica?

W艂a艣nie.

Wstawaj, synku.

- Do szko艂y na dziesi膮t膮. - Dzwoni艂 trener.

Mamy rozmawia膰 przez Skype'a z Arsenalem.

Za 10 minut wychodzimy.

W porz膮dku?

Nie ma si臋 czym stresowa膰.

Dobrze, 偶e wsp贸lnie om贸wicie jego przysz艂o艣膰.

Mogli przyjecha膰.

Brytyjska punktualno艣膰.

To Theo.

Cholera.

- Zostaw. - S艂yszy mnie pan?

Przepraszaj膮, maj膮 problem techniczny.

Mecz prze艂o偶ony.

Tym razem spotkamy si臋 na 偶ywo.

Ci膮gle pisali z pro艣b膮 o spotkanie. Musia艂em co艣 wymy艣li膰.

Nie uprzedzi艂e艣 mnie.

Bo kaza艂e艣 mi przesta膰.

Ale nie przesta艂e艣.

Dawno nie mia艂em tyle frajdy.

O ma艂o si臋 nie zla艂em ze strachu.

Mog艂e艣 wzi膮膰 moj膮 butelk臋.

Tak, b臋d臋 mia艂 przechlapane.

Napisa艂em jako Arsenal, 偶e jednak mnie nie chc膮.

Mam to wys艂a膰 od razu?

Nie. Powiem kiedy.

Potrzebuj臋 troch臋 czasu.

Je艣li z Arsenalem nie wypali,

b臋dziemy tu dalej przyje偶d偶a膰?

Nie b贸j si臋, wyjdzie.

Chod藕 potrenowa膰.

No chod藕.

Szuka艂a potwierdzenia, 偶e jestem z艂膮 matk膮.

Pozwala pani swoim podw艂adnym na takie zachowanie?

Prosz臋 do mnie zadzwoni膰!

Co si臋 sta艂o?

- Tw贸j ojciec zn贸w co艣 naopowiada艂. - Komu?

Pracownicy socjalnej.

Znowu palisz?

Przyje偶d偶a niby na kontrol臋,

a sugeruje, 偶e masz problem z Erikiem.

Pyta艂a o jajka. Jajka?

Od pocz膮tku jej nie lubi艂am.

To przeze mnie.

呕eby pu艣cili mnie z tat膮.

Powiedzia艂em, 偶e rozbi艂e艣 mi jajko na g艂owie.

Zwariowa艂e艣?

Tata si臋 stara.

Nie o to chodzi. Nie wolno tak zmy艣la膰.

Przepraszam.

Nie mia艂 z艂ych zamiar贸w. Prawda?

Wiecznie udajesz, 偶e nic si臋 nie sta艂o.

Sta艂o si臋!

Nie lubisz mnie, wiem. Ale rozumiem, 偶e jest ci trudno.

Tylko nie bierz mnie za idiot臋.

Nie musisz mnie ceni膰.

Ale nie opowiadaj o mnie bredni.

Zadzwonisz do niej, wyja艣nisz i przeprosisz.

Zrozumiano?

- Co to? - Ciasto gruszkowo-czekoladowe.

Dzi臋ki.

Laurent, ojciec naszego ma艂ego geniusza. Sponsor, pan Riffault.

Za p贸艂tora tygodnia na koszulkach b臋dzie pa艅skie centrum handlowe.

- Akurat na fina艂 mistrzostw. - Kt贸re mo偶ecie wygra膰.

O ile pokonamy Lille. Mamy dwa punkty mniej.

Mi艂o, 偶e przysz艂a艣.

Ten rok jest wyj膮tkowy.

Zastanowi艂a艣 si臋?

Zasi臋gn臋艂am informacji.

Wiesz, ilu ch艂opc贸w zostaje po tym szkoleniu zawodowcami?

Pi臋膰, dziesi臋膰 procent.

Reszcie pozostaj膮 zawiedzione nadzieje.

Przecie偶 b臋dzie si臋 uczy艂.

To bezwzgl臋dny 艣wiat.

A nasz ci si臋 podoba?

Tego dla niego chcesz?

Chc臋, 偶eby niczego nie 偶a艂owa艂.

Potrzebuj臋 wi臋cej czasu.

Ja te偶 si臋 boj臋.

呕e nie sprostam.

Przez lata nawala艂em.

Ale musz臋 da膰 rad臋. I dam.

Pozwolisz mi go zabra膰 na parad臋 olbrzym贸w?

Wzi膮艂by koleg贸w.

Tak robi膮 ojcowie.

Musz臋 si臋 wprawia膰.

Jeszcze troch臋!

Tak, mam telefon.

Poprosz臋 col臋.

Zaraz wracam.

Prosz臋 pana!

Chcia艂em podzi臋kowa膰.

Jestem ojcem Thea, kt贸rego wzi臋li艣cie do Arsenalu.

Nie pan, tylko ten Anglik.

Pan t艂umaczy艂.

Theo.

M贸j syn.

Tak, pami臋tam.

Przyni贸s艂 nam pan szcz臋艣cie.

Wzi膮艂em si臋 za angielski.

Jeszcze nie m贸wi臋 jak pan, ale...

Dobry mam akcent?

Chyba zasz艂a pomy艂ka. Skaut nie chcia艂 pa艅skiego syna.

S艂ucham?

Nie zwerbowa艂 go.

Jeszcze i to.

Jeste艣 sam?

Gdzie twoje trofeum?

Przysz艂e 藕r贸d艂o dochodu?

"M贸j syn".

Kl臋kajcie narody!

Stul pysk, 膰woku.

- Co? - Tak, do ciebie m贸wi臋.

Przymknij mord臋.

Tato!

To tw贸j ojciec? Wskakuj.

Wr贸cimy autobusem.

Wszystko gra?

Tak.

Chod藕.

Robimy jutro trening?

艢pij dobrze.

Cze艣膰.

Jutro mo偶e nie.

Lepiej odr贸b lekcje, poucz si臋.

My艣la艂em, 偶e szko艂a niewa偶na.

Wa偶na.

Gdyby jednak nie wysz艂o z Arsenalem.

Mog膮 zmieni膰 zdanie.

Fajnie pomarzy膰, ale nigdy nie wiadomo.

Nie uwa偶asz?

Zmykaj.

Widzimy si臋 w sobot臋 na meczu.

Tym razem zmasakrujemy Lille.

To twoje mistrzostwa.

Cze艣膰.

Cholera.

Gdzie ci臋 wci臋艂o?

Nie mog艂am si臋 wczoraj dodzwoni膰. Jak ojciec?

Napi艂 si臋.

Bi艂 si臋, ale nic mu nie jest.

A nie m贸wi艂am?

- To nie jego wina. - Wi臋c czyja?

No co?

Arsenal

mnie nie zwerbowa艂.

To by艂a 艣ciema.

Max mu pom贸g艂 wszystkich zbajerowa膰.

Theo zrobi艂 to dla ojca.

Przyg艂up!

Bardzo mi pomog艂e艣.

Czekaj!

Chcia艂e艣 pom贸c ojcu, ok艂amuj膮c go?

Nie jeste艣 odpowiedzialny za ca艂y 艣wiat!

Za ojca, dru偶yn臋, kumpli i kogo jeszcze?

Pani Grosjean te偶 popija. Chcesz ratowa膰 wszystkie ofiary losu?

Wiedzia艂em, 偶e tak zareagujesz. Dlatego ci nie m贸wi艂em.

M贸wi艂am, 偶e tw贸j ojciec nie da rady.

Zejd藕 z niego. Nie ka偶dy jest draniem, jak tw贸j.

Poczekaj!

Mo偶na?

Wiem, co pan powie.

Wszyscy gadaj膮 o blefie Thea.

On naprawd臋 pana kocha.

W sumie to lepiej.

I tak nie m贸g艂bym pojecha膰.

Zapi艂em.

O tym te偶 gadaj膮?

Tym razem b臋dzie si臋 pan bi艂.

To moja specjalno艣膰.

Niech ta akcja na co艣 si臋 przyda.

Powinien pan i艣膰 na terapi臋.

Momencik.

Przenosi si臋 pani?

Mia艂am powa偶n膮 rozmow臋 z szefow膮.

Po skardze pa艅skiej by艂ej 偶ony. Theo mi na艂ga艂, a ja uwierzy艂am.

Cholera.

Z szefow膮 mog臋 porozmawia膰.

Tylko nie to! I tak z艂o偶y艂am wym贸wienie.

Ale to nic.

Od dawna dostaj臋 propozycje ze Stowarzyszenia Lokator贸w Kwaterunku.

Theo da艂 mi impuls.

Nie mam na ciebie s艂贸w! Staniesz przed komisj膮 dyscyplinarn膮.

- Nie mamy takiej. - To si臋 powo艂a!

Id藕 do koleg贸w.

I skup si臋 przed sobotnim meczem. B臋dziesz potrzebny.

To ma by膰 sport?

W cukiernictwie przynajmniej...

Ale偶 my jeste艣my g艂upi!

Co ja powiem sponsorowi?

"呕ycie bywa okrutne.

Mo偶emy tylko podawa膰 pi艂k臋

i da膰 艣wieci膰 s艂o艅cu -

w nadziei, 偶e 艣wieci dla wszystkich".

Eric Cantona.

Nie teraz, Claude.

- Chcia艂, 偶eby za艣wieci艂o jego ojcu. - Ojcu? Nie chc臋 go wi臋cej widzie膰!

Ten bajzel to jego wina.

Otw贸rz.

Musisz w ko艅cu wyj艣膰 z pokoju.

Gdzie on si臋 podzia艂?

Theo?

Nie ma go.

Jego ojciec te偶 nie wie, gdzie jest.

Dam pani zna膰.

Wystawi艂 nas.

Niez艂y pasztet. Daj magdalenk臋!

Wiem, kogo spyta膰.

- Przepraszam, ja... - Nie mam nic do picia.

Jest u ciebie?

Mr贸wa? Powinien by膰 na meczu.

Mr贸wa?

Theo.

Na meczu go nie ma.

Wida膰 nie chce by膰.

Je艣li nie zagra, ju偶 zawsze b臋dzie 偶a艂owa艂.

Nie wiesz, gdzie go szuka膰?

Musz臋 wr贸ci膰 do sportu.

Potrenujesz mnie?

艁adnie tu, Mr贸wa.

Nie nazywaj mnie tak.

Znalaz艂a ci trafn膮 ksywk臋.

Wiesz, co robi膮 mr贸wki ogniste?

Kiedy woda zaleje mrowisko, sczepiaj膮 si臋 ze sob膮. Jak tratwa.

呕eby si臋 nie utopi膰.

Potrafi膮 tak dryfowa膰 miesi膮cami.

Solidarnie.

Naogl膮da艂e艣 si臋 film贸w przyrodniczych.

呕aden inny owad nie ma takiego poczucia wsp贸lnoty.

Dla dobra grupy wszystko.

Ta ksywka pasuje do ciebie jak ula艂.

Tak m贸wi膮 ojcowie.

Nie zaczynaj i ty.

- Jed藕my. - Za p贸藕no, ju偶 wyjechali.

Nie dotrzemy do Lille twoj膮 vesp膮.

Znajdziemy auto.

Wyprzed藕 go.

Prujemy ju偶 sto dziesi臋膰.

Szybko! S膮 w szatni po lewej.

Mowy nie ma.

On nie wchodzi. To zadymiarz.

Nie dotykaj mnie.

- Tam gra jego syn. - Takie mam instrukcje.

B臋d膮 stosowa膰 wysoki pressing. Gramy tak, jak AC Milan z Barcelon膮:

podania crossowe, pi艂ka nad lini膮 obrony.

Chc臋 gra膰. To nie k艂amstwo.

Wskakuj w korki.

- Orze艂 albo reszka - czysty traf. - I tak wygramy.

Co on tu robi?

Gdzie jeste艣?

Na boisku nieopodal.

- Zaczyna si臋. - B臋dziesz mi komentowa膰?

Wiesz, 偶e si臋 nie znam.

Daj mi t臋 ma艂膮.

Prosi ciebie.

Zdoby艂 bramk臋!

Dawaj!

Nie zniech臋caj si臋! Na miejsce!

By艂 faul?

Nasi maj膮 rzut wolny.

Ile zosta艂o?

Oko艂o minuty. Je艣li nie strzeli, tamci wygraj膮.

Gol! Mr贸wa zdoby艂 bramk臋!

W cukiernictwie nie ma takich emocji.

By艂e艣 艣wietny.

Kto艣 do ciebie.

Brawo. 艢wietny mecz.

Nie poddajesz si臋.

Tw贸j kolega pisa艂 mu, 偶e jeste艣 te偶 dobry taktycznie.

Chyba podros艂e艣.

Idziemy? Zobacz, kt贸ra ju偶 godzina.

呕eby si臋 nie sp贸藕ni艂 na samolot.

We藕 bu艂k臋 z czekolad膮. W 艣rodku jest czekolada.

- Nie mamy czasu. - Ja stawiam.

Nie r贸b takiej miny. To wielka szansa.

Nawet mama to zrozumia艂a.

Nied艂ugo us艂yszy o tobie ca艂y 艣wiat.

Doros艂e艣 ostatnio.

Ja zreszt膮 te偶.

Zgodzi艂em si臋, 偶eby pojecha艂a mama.

Po raz pierwszy podj膮艂em rozs膮dn膮 decyzj臋.

Mnie brakuje jeszcze paru centymetr贸w.

Zamkn臋艂a艣?

S膮. I to punktualnie.

Poczekaj.

Nie pojedziesz tam z wy艣wiechtan膮 torb膮.

Pi臋kna.

Dzi臋ki, tato.

Przeka偶esz to Romane?

Nie bardzo chce mnie widzie膰. Smutno jej, 偶e wyje偶d偶am.

Mog臋 zrozumie膰.

B臋d臋 t臋skni艂!

W Anglii jest super!

Good morning, Mr贸wo.

Wiem, nie lubisz tej ksywki.

Gotowy na pierwszy mecz w barwach Arsenalu?

Przez ca艂y czas b臋d臋 o tobie my艣la艂.

Chc臋 ci powiedzie膰 co艣 wa偶nego.

Nie martw si臋 ju偶 o mnie.

Dam sobie rad臋.

Zajmij si臋 sob膮.

Swoim 偶yciem.

A je艣li kiedy艣 b臋dzie ci tam 藕le, to masz po艣cielone 艂贸偶ko.

W domu.

T艂umaczenie na zlecenie Monolith Films: Katarzyna Wojsz

RE呕YSERIA

WYST膭PILI

SCENARIUSZ

ZDJ臉CIA

MUZYKA

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.