Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zaraz, czy ja dobrze rozumiem?
Nie jeste� z�a na Adama, �e wyjecha�?
�e opu�ci� kraj?
I �e nic nie powiedzia�?
Je�li chce wyjecha� i si� wy�adowa�, to okej.
Je�li uszcz�liwi go pobyt w jakiej� kolonii artyst�w w Meksyku
- nie ma sprawy.
Jestem w�ciek�a, bo powiedzia� za du�o.
Nie rozumiem.
Mieli�my wielk� k��tni� i zacz�� m�wi� jakie� rzeczy od czapy,
ale zanim znalaz�am odpowied�, ju� go nie by�o.
- Od czapy? - Na przyk�ad... Dzi�kuj�.
�e nie �yj� tak, jak powinnam albo nie pisz� zgodnie z potencja�em,
bo robi� rzeczy dla innych, zamiast dla siebie.
Dobra, ale ma jakie� podstawy?
Uwa�a, �e zrezygnowa�am z ksi��ki, bo paru osobom si� nie spodoba�a,
a gdybym w ni� wierzy�a, to bez wzgl�du na te opinie
wysy�a�abym j� do innych wydawnictw.
- Nie wiedzia�am, �e zrezygnowa�a�. - Nie zrezygnowa�am.
Jeszcze jej nie sko�czy�am. Ma wady.
Tak? Jakie?
Nie wiem, Claud. Po prostu nie chwyta.
Ludzie czytaj� i nie �api�.
Serio, inaczej by j� wydali.
Jak inaczej mam j� oceni�?
- My�lisz, �e on ma racj�? �e si� boj�? - Cicho.
Co jest?
- Chod� tu. - O Bo�e.
- �eby ci� tylko nie zobaczy�. - Co on tu robi?
- Nie wiem. Jed�my. - Dobra.
Wsiadaj i jed�my.
ICH PI�CIORO
ICH PI�CIORO
Tu jeste�.
Wydzwaniam do ciebie przez ca�y dzie�.
Dzwoni�em na domowy, na pager. Gdzie by�a�?
Zasada ekonomii, spojrzenie na cyberhandel
Ile w�a�ciwie robisz kurs�w wieczorowych?
- Tylko trzy. - Tylko trzy?
Prawd� m�wi�c,
te kursy nie s� zbyt wymagaj�ce.
Dlatego do ciebie dzwoni�em.
My�l� o powrocie na prawdziwe studia.
I tu pojawia si� pytanie.
Wiem, �e jeszcze nie podj�a� decyzji.
Ale jako �e chcesz i�� na Stanford,
a to blisko domu...
Nie chc� wywiera� presji,
ale my�la�em, �eby zdawa� tam na studia licencjackie.
- Wiem, �e mam prawie zero szans. - Wygl�da na to, �e nie b�d� tam zdawa�.
Nie w najbli�szej przysz�o�ci.
Naprawd�? Ale przecie� to oni zaproponowali ci stypendium.
Pyta�e�, gdzie dzi� by�am. Ot� z moim z prawnikiem.
Prawnikiem.
Wiesz, czego nie mo�na robi� z wiz� studenck�?
Pracowa� na pe�en etat.
A tak w�a�nie zarabiam na czynsz.
- Wi�c? - Wi�c...
Cofni�to mi wiz�.
Mog� zosta� na egzaminy,
ale potem wyje�d�am.
Wracasz do Anglii?
- Tak. - Kiedy?
Za kilka tygodni.
Ale to...
Nie, nie.
Musimy do kogo� zadzwoni�. Zrobi� co�.
Sp�dzi�am ca�y dzie� z moim prawnikiem, kt�ry robi wszystko, co w jego mocy.
To �mieszne, nie mog� mnie wyrzuci�.
Oboje to wiemy.
Tak.
Wi�c musz� wierzy�, �e to pomo�e. Musz�.
Chyba jednak chcesz wsta�.
Zobacz.
Co to?
Omlet ze szpinakiem, bu�ka ma�lana, mas�o �mietankowe,
konfitura z malin i kawa.
To jest...
- Dlaczego? - Chyba wiesz.
To wyj�tkowy dzie�.
Tak?
Pomy�l. Co si� sta�o dok�adnie rok temu?
Podpowiesz mi?
Nie wiesz? Nie masz poj�cia?
Mam. Tylko...
- Potrzebuj� podpowiedzi. -To dopiero romantyk.
- Kirsten, chwileczk�. - Nie, to nic takiego.
Rok temu zn�w si� zeszli�my, to wszystko.
Kirsten, zaczekaj.
Przepraszam.
Gdyby nie te sprawy z fabryk�
i gdybym przez ostatni miesi�c porz�dnie spa�,
pami�ta�bym o tym.
Wiem, �e to nie jest oficjalna rocznica, ale byli�my tacy zaj�ci.
Pomy�la�am, �e to dobry pretekst, �eby�my zrobili co� fajnego.
Powiem ci, co zrobimy.
Odwo�am spotkanie dzi� wieczorem
i po�wi�tujemy, co?
- Nie musisz tego robi�. - Ale chc�.
Jeste� moj� �on� i kocham ci�.
Ju� w porz�dku?
Wi�c mog� odzyska� �niadanie?
Pomy�la�am, �e dobrze b�dzie, jak porozmawiasz z Rossem,
bo mia� bardzo podobne do�wiadczenia do twoich z Charlotte.
Nie m�wi�e�, �e Tess by�a adoptowana?
Tak, ale kwestie opieki s� podobne, szczeg�lnie dla samotnych rodzic�w.
A Victor zdecydowanie jest singlem. Bo jeste�.
Znam prawnika, kt�ry specjalizuje si�
w takich przypadkach. Jeste� zainteresowany?
O tak, zdecydowanie.
Jest bardzo zainteresowany.
Musisz przesta� mnie swata� z tym nauczycielem skrzypiec.
Co? Nie swatam ci�.
Prosz� ci�. �Victor jest singlem. Victor jest zainteresowany�.
Co to by�o?
M�wi�am o tobie i Charlotte, nie o Rossie.
Ale w�a�ciwie dlaczego nie?
- Um�wcie si�, obaj jeste�cie sami. - Aha, zauwa�y�em.
Macie c�rki w tym samym wieku.
Ross jest muzykiem, ty kochasz muzyk�.
Wszyscy kochaj� muzyk�.
Nawet koty i psy.
- Ci�gle narzekasz na swoje �ycie. - Nieprawda.
Dobra, mo�e i tak. Ale to nie znaczy,
�e zakocham si� w jedynym geju poza mn�, kt�rego akurat znasz w San Francisco.
Dlaczego nie?
Bo mi�o�� tak nie dzia�a.
Tylko je�li jej na to nie pozwolisz.
Mi�o�ci nie obchodzi, co robi�. Po prostu si� przytrafia.
Nie mo�esz jej wywo�a�.
Je�li zaczniesz to robi�, to ju� nie b�dzie mi�o��,
tylko praca.
- Poza tym, nie jest w moim typie. - Dlaczego nie?
To m�j najlepszy przyjaciel. Jest m�dry i uroczy.
W�a�nie. M�dry i uroczy.
Dla mnie to...
Za urocze i za m�dre, rozumiesz?
Masz ju� co�?
Tw�j prawnik si� odzywa�?
Tak.
I?
Niedobrze. Czy dobrze?
Nie najlepiej.
Wniesie apelacj�, ale oni rzadko zmieniaj� decyzj�, wi�c...
Na razie musz� czeka�.
Czeka�? Na co?
A� b�dziesz w samolocie do Londynu? A� przepadnie twoje miejsce w Stanfordzie?
Co mam zrobi�, dzwoni� do prezydenta Clintona
czy przyku� si� do ambasady brytyjskiej?
S�uchaj...
Podowiadywa�em si� troch� o twojej sytuacji.
I mo�na to obej��.
Nie to, �e zrobiliby�my to, nie b�d�c w k�opotach.
Czu�am, �e pojawi si� ten temat.
Je�li jedyn� alternatyw� jest tw�j powr�t do Anglii...
to mo�emy to zrobi�.
Mog� to kupi�. To nie jest takie naci�gane.
Jasne, �e mog� to kupi�, ale czy naprawd� chcemy takiej presji?
Dopiero do siebie wr�cili�my.
Jakiej presji? Tylko troch� poudajemy.
Tu jest potrzebne mn�stwo udawania. Niekt�rych na tym przy�apuj�.
Mnie deportuj�, a ciebie zamkn�.
Daj� si� z�apa� tylko ci, kt�rzy si� nie kochaj�.
Albo... No wiesz...
Widzisz, ju� czujesz presj�, �eby powiedzie� co�...
- Czego chyba nie my�lisz. - Nie o to...
Lepsze to, ni� gdyby� musia�a wyjecha�.
Nie musimy z tego robi� wielkiej sprawy.
Przeniesiesz tylko do mnie ubrania i szczoteczk� do z�b�w.
Poza tym wszystko zostanie tak samo. Wci�� b�dziemy �y� w�asnym �yciem.
Wci�� b�dziemy si� widywa� tylko wtedy, kiedy chcemy.
Bez zobowi�za�, bez obietnic...
We�miemy tylko �lub.
Odebra�a� poczt�?
Halo? Ziemia do Julii.
Masz listy?
Przepraszam, zamy�li�am si�.
Chodzi o Neda, co?
Mog�am ci nie przypomina�.
Nie martw si�, Claud. Sama to robi�.
Spodziewam si� spotka� go za ka�dym rogiem.
- Wygl�dam przez okno, zanim wyjd� z domu. - Nie mo�esz tak �y�.
- Nie mo�esz tak robi�. - Wiem. Mo�e nie musz�.
Co masz na my�li?
Maggie poda�a mi jego adres.
Gdybym naprawd� chcia�a, mog�abym po prostu tam p�j��.
Czy ty...
Podjecha�am do jego mieszkania,
ale potem straci�am odwag�.
- Czyjego mieszkania? - Znajomego Julii.
To jaki� tw�j nowy ch�opak?
Nie musisz tego ukrywa�.
Chodzi o Neda.
Widzia�y�my go wczoraj na targu. Mieszka kilka przecznic st�d.
Zaraz. Tutaj?
To nic takiego. Zadzwoni�am do Maggie.
Ned ma rok przerwy, pracuje w biurze taty
i chodzi do psychiatry.
Nie przyjecha� tu, �eby mnie �ciga�.
Chcia�a� do niego p�j��?
Lepiej na niego wpa��, kiedy b�d� gotowa, a nie przypadkowo.
- Julia, nie r�b tego. - Dlaczego?
- Jeszcze pytasz? - On nie jest morderc�.
Nie zaci�gnie mnie w ciemn� uliczk�.
To dlaczego si� boisz?
Nieprawda. Nie boj� si� go... fizycznie.
Nie skrzywdzi mnie.
Pos�uchaj si�.
Ju� go usprawiedliwiasz.
Znasz jego styl. Spotkasz si� z nim i zn�w zacznie miesza� ci w g�owie.
- Nie, nie b�dzie... - Nie id� do niego. Prosz�.
Mo�esz mi to obieca�?
Hej! Przepraszam za sp�nienie.
Musia�em wyperswadowa� jednemu z klient�w tak zwan� innowacj� w projekcie.
Ale przesun��em rezerwacj� na 20, mam nadziej�, �e to...
w porz�dku.
Podoba ci si�?
Jeszcze lepiej b�dzie wygl�da� z kwiatami.
Och! Nie musia�e� kupowa� mi r�.
�artujesz?
Po dzisiejszym poranku prawie kupi�em ci kucyka.
Czyli to nie s� r�e z okazji rocznicy. Tylko r�e �nie b�d� na mnie z�a�.
- Cze��! - Daphne!
Jak si� masz? Mia�a� przyjecha� w przysz�ym tygodniu.
Niespodzianka. Patrzcie, kogo tu mam.
O Bo�e! Jaka jeste� du�a!
Jak wyros�a!
Dobrze ci� widzie�.
T�sknili�my za tob�.
Jak d�ugo mo�esz zosta�?
A nie wiem, mo�e na zawsze.
Julia.
Cze��, Ned.
Chcesz wej��?
W porz�dku. Nie chc�...
Napijesz si� czego�?
- Chcesz usi���? - Nie, nie zostan� d�ugo.
Chyba tylko...
Chcia�am ci� zobaczy�.
W porz�dku.
Wi�c chcia�a� si� tylko na mnie pogapi�?
- Gada�am z Maggie. M�wi�a mi, co robisz. - Maggie? Sk�d ona...
Pewnie rozmawia�a z moimi rodzicami.
Odchodz� z uczelni, �eby zacz�� od nowa, ale wy...
To wsz�dzie si� za mn� ci�gnie.
Napisa�am o nas ksi��k�. Wiedzia�e�?
Co zrobi�a�?
- U�y�a� mojego nazwiska? - Tak.
Dlaczego to zrobi�a�?
- �eby si� na mnie odegra�? - Nie.
�eby zrozumie�, co si� sta�o.
Ma�o ci, �e na mnie donios�a�? Praktycznie wyrzuci�a� mnie z uczelni.
Przecie� si� staram!
Ale nikt nie daje mi o tym zapomnie�.
- Przykro mi. - Tak w�a�nie uwa�asz?
Zas�uguj� na kar�?
Tak.
- Tak uwa�am. - Co?
Straci�am rok �ycia, Ned.
Boj� si� my�le� o ca�ym roku mojego �ycia i to twoja wina.
Odebra�e� mi to, Ned!
Nie przysz�am tu, �eby ci� ukara�.
Wola�abym nie spotka� ci� do ko�ca �ycia.
Niewa�ne, nie chc� z tob� rozmawia�. Nie chc� na ciebie patrze�.
Pos�uchaj...
Luke by� wspania�y, za�atwi� nam urocze mieszkanko przy bazie
i �wietnie mu idzie w pracy.
Ale?
Ale jest tak dobry w szkoleniu �o�nierzy, �e ci�gle go przenosz�,
wi�c czasem nie ma go przez tydzie�.
I co wtedy robisz?
My�l� o sobie,
�e jestem niezale�n� osob� i sama umiem si� zabawi�,
ale do najbli�szego miasteczka jest 20 minut drogi.
To bardziej post�j dla ci�ar�wek ni� miasto.
Rany.
Wi�c tym razem, kiedy wyjecha� do Karoliny P�nocnej,
postanowi�am sama si� ruszy� i odwiedzi� rodzin�.
I bardzo dobrze.
Wi�c jak wy to robicie?
- Co? - Oboje pracujecie.
Jeste�cie strasznie zaj�ci.
Ale wasze ma��e�stwo jest takie trwa�e.
Jak wam si� to udaje?
Nie wiem. Po prostu znajdujemy dla siebie czas.
Wiem, ale kiedy?
Co rano staramy si� je�� razem �niadanie.
- No, tylko nie dzisiaj. - Racja.
Staramy si� troch� porozmawia� przed p�j�ciem spa�.
Chyba �e wraca do domu o 3 nad ranem.
Kiedy nie widujesz go przez par� dni, to co robisz?
Po prostu uzbrajasz si� w cierpliwo��?
Staram si�.
No tak, ale Kirsten, jak ty to wytrzymujesz?
Nie wiem.
Paszport albo �wiadectwo urodzin, wype�niamy wniosek...
Czyli nie potrzebujemy badania krwi?
To �wietnie.
Musimy przyj�� oboje, �eby uzyska� zezwolenie.
Jak d�ugo musimy czeka�, �eby m�c legalnie...
w�dkowa�?
Na wody �r�dl�dowe czy morskie?
�wietnie. Bardzo dzi�kuj� za pomoc.
Do widzenia.
Wyja�nijmy sobie co�.
Nie trzeba robi� badania krwi, �eby p�j�� na ryby?
Okazuje si�, �e nie.
Powiesz mi to w ko�cu?
Bo tak czy owak, dobrze si� bawi�.
To nie jest to, co my�lisz.
Czyli nie �enisz si�.
To jednak jest to, co my�lisz. W pewnym sensie.
Powa�na sprawa.
W�a�nie nie.
Czyli co? Potrzebuje zielonej karty?
Zmie� p�yt�, stary.
Spr�buj chocia� przez rok nikomu si� nie o�wiadcza�.
To nie tak, Will. To tylko na pokaz.
- To nic nie znaczy. - Ul�y�o mi.
Wiem, co my�lisz.
Ale nie obudz� si� kiedy�, tkwi�c w czym�, w czym nie chc� by�.
B�dziemy tylko par�, kt�ra si� spotyka i do tego zawar�a kontrakt...
Bailey!
My�l�, �e to wspaniale.
- Naprawd�? - Tak.
Nie jeste� pewny niczego poza ni�.
Gdybym czu� to, co ty,
o�eni�bym si� z ni� w sekund�.
Victor wydaje si� �wietny.
To prawda. Jest...
�wietny.
Mo�e co� wspomina�?
W sumie nie. Pomo�esz mi z tym?
Czyli nic ju� o mnie nie m�wi�?
W�a�ciwie powiedzia�,
�e by�e� niezwykle... pomocny.
Pomocny? To wszystko?
Tak, m�wi�, �e jeste� uroczy i m�dry.
Rany, musi mnie nie cierpie�.
Nie, to nieprawda.
- Po prostu nie jeste� w jego typie. - A jaki jest jego typ?
- Victor lubi chyba impulsywnych facet�w. - Ale� nie, rozumiem. Zawsze tak jest.
Dlaczego faceci zak�adaj�, �e je�li...
Ross, nie o to chodzi.
Victor nie lubi swatania.
Nie wierzy w to.
Uwa�a, �e mi�o�� to co�...
co powinno si� zdarza� przypadkiem.
M�wi�a, �e ludzie w bazie s� �wietni, ale ich nie zna.
Rodzina Luke'a zaprosi�a j� do siebie, ale ich te� nie zna.
Wi�c w zasadzie s� tam z Dian� same.
- One �pi�. - Przepraszam.
Halo? Co si� dzieje, Sid?
Nie. W grafiku jest Yarsky.
Je�li nie przyjdzie, popro� Kennedy'ego, �eby zosta� na trzeci� zmian�.
A je�li nie, to przyci�niemy jutro.
Dzi�ki, Sid.
Dobranoc.
Mia�e� im powiedzie�, �eby nie dzwonili po p�nocy.
Tak, ale je�li jest nag�y wypadek...
Przepraszam. Co m�wi�a�?
- Martwi� si� o ni�. - Niepotrzebnie.
Mam znajomych w wojsku.
Kiedy tylko zdob�dzie pozycj�, b�dzie sam wybiera� godziny pracy.
Daphne musi by� cierpliwa.
Ale jak d�ugo ma czeka�?
Sze�� miesi�cy? Rok? Jest ca�kiem sama
z dzieckiem na jakim� wygwizdowie.
My�li o wyprowadzce i mo�e tak powinna zrobi�.
Jest tam dopiero od miesi�ca.
Luke po prostu pracuje. Czego si� spodziewa�a?
Nie wiem.
Ale je�li po powrocie chce zasta� j� w domu,
to niech lepiej co� wymy�li.
Najpierw my�la�em o ma�ej uroczysto�ci w ratuszu.
Ty, ja i urz�dnik.
Ale potem rozmawia�em z Willem.
- Z Willem? - No.
M�wi�e� mu?
Mieli�my nikomu nie m�wi�.
Dowiedzia� si� przez przypadek. Ale pomy�la�em, dlaczego nie?
Bo rozmawiali�my o tym.
Nie chcemy, �eby ta sprawa zacz�a �y� w�asnym �yciem.
Tak, Holly, spokojnie.
Wiem, �e tylko udajemy.
Ale to musi by� przekonuj�ce i realistyczne.
Mamy si� u�miecha� do kamery.
Co oznacza...
�e je�li si� rozlu�nimy i spr�bujemy dobrze si� bawi�,
to lepiej nam to wyjdzie.
I mo�e nawet b�dzie mi�o.
Tak.
Tak.
Masz racj�, nie ma powodu, �eby si� �le bawi�.
A co do miesi�ca miodowego, to my�la�em...
Miesi�ca miodowego?
...�e mo�e pojechaliby�my do Napa. Mam tam zni�k� w...
Bailey. Miesi�c miodowy?
O co pytaj� kontrolerzy na dzie� dobry?
O zdj�cia.
A kto wraca z miesi�ca miodowego bez zyliona nudnych zdj��,
na kt�rych przytulaj� si� i ca�uj�...
z zabytkami w tle?
Nikt.
Pewnie nie.
- Ned, co ty... - Spokojnie.
Nie chc� ci� widzie�.
Wybieg�a�, zanim zd��y�em odpowiedzie�.
- Mam tylko dwa s�owa. - Mam to gdzie�.
S�ucha�am ci� w zesz�ym roku. To by�y tylko s�owa.
- Masz wyj��. - Mog� tylko powiedzie�, �e przepraszam?
By�em z kim� po naszym rozstaniu.
Ma na imi� Miranda.
Przez sze�� miesi�cy.
Ale po tym, jak powiedzia�a innym o nas...
O mnie... Sp�dzi�em dwa tygodnie w wi�zieniu.
A s�dzia praktycznie plu� na mnie, odczytuj�c m�j wyrok.
Wiem, �e mam problem.
Ale nie k�ama�em.
Naprawd� si� staram.
By�em u lekarza. Chodz� do niego.
I obieca�em co�.
Nie b�d� z �adn� kobiet�,
a� b�d� pewny, �e jest bezpieczna.
Ile to potrwa?
Zanim ludzie przestan� tak mnie widzie�?
Nie wiem.
Ja tylko...
Chc� poczu� si� cz�owiekiem.
To nie ode mnie zale�y, Ned.
- Co si� dzieje? - Griffin.
Co jest?
- Wpu�ci�a� go? - To nie twoja sprawa.
- Co z tob�? - Zostaw...
- Wyno� si� st�d! Ale ju�! - Ju� id�.
Byli�my um�wieni po lekcjach.
- Mieli�my i�� do szko�y muzycznej. - Wezm� tylko r�kawic� do baseballa.
Mam zaczeka� na zewn�trz?
Nie wyg�upiaj si�. Wejd�.
Dzwoni�e� mo�e do tego prawnika, kt�rego ci poleci�em?
Postanowi�em nie i�� do s�du.
Ale dzi�ki.
- Chod�, Owen, idziemy. - Victor, nie mog� jej znale��!
Szuka�e� na podw�rku?
Cze��, co tam?
Cze��, Ross. Kompletnie zapomnia�am, �e mia�am si� z tob� spotka�.
- No jasne. - Naprawd�.
- Naprawd�. - W porz�dku, Claud.
Tylko Victor ma tu problem.
- S�ucham? - Przepraszam.
To pewnie nie by�o zbyt m�dre. Ani urocze.
Co mu powiedzia�a�?
Nie w�ciekaj si� na Claudi�. Chcia�a tylko pom�c.
- Ja te�. - Tu nie chodzi o ciebie.
Uwierz mi, wiem o tym. Nie chcesz si� ze mn� um�wi�? Spoko.
Ale �eby odrzuci� moj� pomoc w odzyskaniu c�rki...
- Co to ma wsp�lnego? - Wszystko, Victor.
Ca�a ta twoja idea mi�o�ci, kt�ra magicznie si� pojawia,
�e nie ma sensu pracowa� nad tym, �eby jej pom�c...
- Dlaczego... - S�uchaj.
Gdybym siedzia� i czeka� na mi�o��, nie mia�bym teraz c�rki.
Szuka�em wiele miesi�cy.
By�em w dziesi�tkach agencji.
I wiesz, jak si� sko�czy�o?
Dobrali mi j� prawnicy.
I wiesz co?
Nikogo na �wiecie bardziej nie kocham.
Przeze mnie jeste�my sp�nione. Pr�bowa�am si� z nim po��czy�.
Charlie pewnie te� si� sp�ni.
Ale ju� tu jest.
Gdzie idziesz, kochanie?
Tatu� jest tam.
Cze��!
Co ty tu robisz? Mia�e� by�...
Nie by�em ju� potrzebny, wi�c si� st�skni�em.
Usi�d�my. Mam ci co� do powiedzenia.
M�wi jej, �e znajdzie mieszkanie w Dallas,
�eby m�g� codziennie doje�d�a�.
Tak?
Poprosi te� o sta�� posad� w bazie, �eby nie musieli go nigdzie wysy�a�.
Sk�d to wszystko wiesz?
C�...
Troch� pomog�em.
Co? Jak?
Powiedzia�e� mu, �eby tu przyjecha� i z�o�y� te wszystkie obietnice?
To nie s� tylko obietnice.
To si� nie uda.
Daj im troch� czasu.
Nie m�wi� o nich, tylko o nas.
Co?
Charlie, ty obiecywa�e� to samo.
Powiedzia�e�, �e b�dzie �atwiej.
Ale by�o odwrotnie.
Najpierw przej��e� fabryk�, potem wzi��e� to wielkie zam�wienie,
a potem kupi�e� ten biznes od Gusa.
Kiedy b�dzie �atwiej?
- Pos�uchaj. - Sama si� na to wszystko pisa�am.
I nie twierdz�, �e k�amiesz. Ja tylko...
Nied�ugo b�d� mia�a dziecko i nie chc� by� z nim ca�kiem sama.
To si� nie stanie. Wiesz, �e do tego nie dopuszcz�.
Wiem, �e tego nie chcesz.
Ale zaczynam si� zastanawia�, ile to naprawd� znaczy.
- Kirsten... - Nie.
Nie.
Je�li chcesz co� zrobi�, nie m�w mi o tym, tylko...
Bo ja po prostu...
Nie chc�...
s�ucha� wi�cej s��w.
I co m�wi�? Usprawiedliwia� si�?
Griffin...
Jego stary go bi�?
Taki ma standardowy numer?
Chcia� mnie przeprosi�.
Jasne.
Julio, dlaczego?
- Dlaczego jeste� dla niego mi�a? - Nie by�am mi�a.
- Ale mu przebaczy�a�, nie? - Nie.
Powiedzia�am, �eby zostawi� mnie w spokoju.
To dobrze.
Ale wiesz co? Ja chc� mu wybaczy�.
- Mam nadziej�, �e potrafi�. - Dlaczego?
Nie wiem. Mo�e chc� wybaczy� sobie.
Mo�e b�d� mog�a spojrze� wstecz i powiedzie� sobie,
�e nie myli�am si� do ko�ca.
Bo ja naprawd� go kocha�am.
Co?
To po prostu g�wno prawda.
Albo jedno, albo drugie.
Wybaczenie to znak, �e to, co ci zrobi�, by�o OK.
�e je�li przeprosi
i w ko�cu to b�dzie szczere, to b�dzie w porz�dku.
- Nie to... - S�uchaj...
Mo�esz si� z tym nie zgadza�, ale takie jest moje zdanie.
Hej.
Dwie sekundy, dobra? Ju� ko�cz�.
Jeste� bardzo dziwn� osoba, wiesz?
Czy �dziwny� to w Anglii komplement?
Nie. Po prostu naprawd�...
jeste� wyj�tkowy.
Nikogo takiego nie znam.
Zaraz mnie deportuj�,
a ty nie tylko znajdujesz rozwi�zanie,
ale udaje ci si� sprawi�, �e jest fantastyczne.
I za to ci� w�a�nie kocham.
S�ysza�e�, co powiedzia�am?
Kocham ci�.
- S�ysza�em. - I chc�, �eby�...
to rozumia�, bo ja...
Chc�, �eby� wiedzia�, �e to dlatego
nie mog� za ciebie wyj��.
Zaraz.
Czy to przez ten miesi�c miodowy?
- Wystraszy�em ci� tym? - Nie.
Nie chodzi o ciebie.
To ja...
Wraca�am wczoraj z uczelni,
przechodzi�am obok sklepu i pomy�la�am,
�e potrzebuj� czego� do ubrania na �lub,
wi�c wesz�am i...
znalaz�am �wietn� sukienk�, cho� do�� drog�,
ale pomy�la�am, �e to przecie� m�j �lub.
I musia�am si� powstrzyma�, powiedzie� sobie, zaraz.
To pomy�ka.
Bo to wszystko to tylko udawanie.
A mo�e ja ci� zwodz�?
Holly, zaczekaj...
Nie chc� tak my�le� o ka�dej decyzji.
Nie chc� my�le�,
�e kiedy zostajesz na noc, udajemy ma��e�stwo
Mo�e to za wcze�nie?
- Wi�c przestaniemy. - A je�li si� nie uda?
Mo�e znajdziesz wymarzon� prac� na Alasce?
Nie chc�, �eby� my�la�, �e nie mo�emy si� rozsta�,
bo nara�a to moj� zielon� kart�.
Wiem, �e to nie jest �atwe.
Nie.
Nie mog�.
I nie zrobi�...
nam tego.
Nie mog�.
- Nie mia�a� mnie podwie�� do szko�y? - Chwilk�, mo�esz zaczeka�?
Co to?
To strona dla ofiar przemocy.
Dlaczego ty...
Prosili o listy i historie,
o podzielenie si� do�wiadczeniami.
- To twoja ksi��ka? - Tak.
Pr�buj� j� przes�a�, ale nie wiem, jak wybra� plik.
- Ca�o��? - Jasne. Czemu nie?
Nie wiem, po prostu...
My�la�am, �e nie sko�czy�a�. �e ma wady.
Bo ma.
Ale wiesz co?
Przeczyta�am j� jeszcze raz
i doda�am pos�owie o tym, jak spotka�am Neda po tym wszystkim.
Jest do�� dobra.
Odk�d to �do�� dobra� wystarcza?
Nie wiem.
Griffin powiedzia�by, �e jestem zbyt wielkoduszna,
a Ned, �e za ma�o.
Ka�dy redaktor uzna�by, �e nie jest gotowa do wydania,
a Adam, �e mam si� nie przejmowa�.
Tak naprawd� wszyscy maj� troch� racji.
Ale wiesz co? Ksi��ka jest gotowa, kiedy to ja powiem, �e tak jest.
Kliknij przycisk �Przegl�daj�
i znajdziesz to, czego szukasz.
Dzi�kuj�.
Tu jest.
- Co tu robisz? - �wicz� za rogiem.
- A ty? - Wpad�em na kaw�. To wszystko.
- Tylko to od�o��. - Dobra.
Przepraszam za t� histori� z Rossem.
Mia�e� racj�. To nie moja sprawa.
To nic, naprawd�.
Chcia�a� tylko pom�c.
Zaczekaj.
Nie odwracaj si�. To Ross.
- Naprawd�? - No.
Odwr�c� jego uwag� i b�dziesz m�g� i��.
- Jeste� tu z kim�? - Ja? Czemu?
Masz dwa kubki...
Victor?
Jeste� tu z Rossem.
- Co? - Tak.
Jeste� na randce z Rossem.
- Nie. To kawa. - Wiedzia�am.
Mia�am racj�, a ty m�wisz, �e to musi si� samo sta�.
Ale nic si� nie sta�o.
Jeszcze nie. Szczeg�lnie, je�li st�d nie znikniesz.
Poprosi, �eby� si� przysiad�a, wi�c...
Sp�ywaj!
- Co ty tu robisz? Mia�e� wr�ci� p�no? - Tak by�o, ale...
Zda�em sobie spraw�, �e musz� zrobi� co� wi�cej.
Co takiego?
�e musz� wr�ci� i �wi�towa� nasz� rocznic�.
Nasza rocznica by�a wiele dni temu.
Albo miesi�cy, je�li masz na my�li t� prawdziw�.
Wiem.
Ale ta jest inna.
Tak?
To rocznica dnia, w kt�rym przychodz� wcze�niej do domu,
�eby powiedzie� ci, �e od dzi� b�d� zawsze w domu
nie p�niej ni� o 19.
- Co? - Przynajmniej trzy dni w tygodniu.
Z opcj� na czwarty.
Wiem, �e masz dobre intencje.
Ale lepiej nie sk�adaj obietnic, kt�rych nie mo�esz dotrzyma�.
Widzisz?
Od��czam telefon.
Wy��czam kom�rk�.
Oraz m�j pager.
Zobacz: trzy nieodebrane po��czenia.
By�em zbyt zaj�ty zamawianiem jedzenia,
kt�re powinno tu by� w ka�dej chwili.
Trzy wieczory w tygodniu?
To moja wst�pna oferta.
Mo�esz j� przebi�.
Chyba...
Mam ochot� zata�czy�.
Zanim p�jdziecie,
mog� z wami przez chwil� pogada�?
Tak.
Co si� dzieje?
Le�� w ��ku w tej pralni,
patrz� w g�r� na rury
i wiecie, o czym marz�?
Poza w�asnym mieszkaniem?
Marze o tym, co macie wy.
O kim�, na kim� tak mi zale�y,
�e zaryzykowa�bym aresztowanie, �eby si� nie rozsta�,
albo przelecia�bym tysi�ce mil,
�eby ocali� ten zwi�zek.
Jeste� moim przyjacielem.
Dowiod�e� tego wielokrotnie.
W zesz�ym roku z Hannah,
w tym pozwoli�e� mi si� tu wprowadzi�.
Teraz mam szans� ci si� odwdzi�czy�.
Co tu si� dzieje?
Holly, wyjdziesz za mnie?
Powinna�.
Holly.
Przepraszam, to zbyt dramatyczne.
My�la�em, �e to b�dzie �atwiejsze.
- Will, chyba �artujesz? - Nie.
Dok�adnie to przemy�la�em.
Chc� to dla was zrobi�.
- Nie mog� ci na to pozwoli�. - Mo�esz.
Mo�esz.
Od dawna nie przydarzy�o mu si� nic r�wnie dobrego co ty.
Nie przekonacie mnie. Racja jest po mojej stronie, wi�c...
Powiedz tak.
Tak!
Czyli mo�esz zosta�.
O m�j Bo�e!
To �wietnie. Bardzo si� ciesz�.
Och, Will, bardzo ci dzi�kuj�!
Nie mog� w to uwierzy�.
To by� szok, kiedy sprawdzi�am dzi� posty i zobaczy�am twoj� ksi��k�.
Pomy�la�am, �e trzema mie� odwag�,
�eby wrzuci� tu 250-stronicowy tekst.
Potem zacz�am czyta�.
Uj�a� w s�owa to, czego nigdy nie umia�am nazwa�.
Jakby kto� opowiada� mi moj� w�asn� histori�.
Mn�stwo przyjaci� chce mi pom�c,
ale nic nie zast�pi kogo�, kto naprawd� wie, jak to jest.
Wszyscy my�l�, �e odpowiedzi� jest
patrzenie na niego, jak na jakiego� potwora.
A odpowied� brzmi �popro� o pomoc�.
Ale przede wszystkim dzi�ki za przypomnienie,
�e nie jestem sama.
Takie rzeczy si� zdarzaj�.
Nawet je�li potem trzeba zaczyna� od nowa
i nikogo przy mnie nie b�dzie, dam sobie rad�.
Bo nigdy nie jestem sama, odk�d nauczy�am si� liczy� na siebie.
Tekst polski: Pawe� Podmiotko
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.