All language subtitles for Delta Force 3 The Killing Game (1991)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese Download
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zobaczmy, co si� dzieje na kamerach 1 i 4.

No ju�. Wiem, �e gdzie� tu jeste�.

Czeka�em trzy lata, �eby ci� udupi�.

Chyba co� mamy.

Poprosz� o obraz.

To jego goryl, nigdy go nie odst�puje.

A oto i Cota.

Witamy na naszym przyj�ciu. Page, Cota wchodzi w�a�nie do �rodka.

Ma na sobie peleryn� i srebrn� mask�. Powiedz ludziom, �eby byli czujni.

Tu Page do wszystkich jednostek. Cota wchodzi do �rodka.

�ledzi� ka�dy jego ruch.

Cholera jasna!

Sala wype�ni�a si� cyckami.

Dobra, skoncentruj si� na Cocie.

l macie go wywie�� z San Carlos.

To b�dzie najs�ynniejsze aresztowanie w tym dziesi�cioleciu.

Dobra.

Wszyscy agenci s� na stanowiskach.

Page,

niech twoi agenci ruszaj�. Teraz!

Wchodzimy, powtarzam, wchodzimy.

Ramonie Cota, aresztuj� ci� za narkotykowe...

Co do...?

Kto to do diab�a jest?

O cholera.

Wrobiono nas.

Gdzie Cota? Gdzie jest Ramon Cota, do diab�a?

Nie znam was. Jak nie oka�ecie zaprosze�, b�dziecie musieli st�d wyj��.

Agencie Page,

nie nauczy� si� pan jeszcze, �e aresztowanie mnie, czy nawet

pr�ba pokrzy�owania moich plan�w s� niemo�liwe?

Mo�na mnie natomiast wkurzy�,

dlatego potraktuj� pana tak, jak potraktowa�em pana koleg�w.

Nasze �ycie mo�e by� kr�tsze, ni� si� spodziewamy,

agencie Page. Prosz� si� wi�c

nim cieszy�, dop�ki pan mo�e.

Ciao.

Za�atwi�e� tego skurwiela, tak?

- Co� nie tak? - Cze��, s�odziutka.

Chod� tu, kurwo.

- Jeste� pewna? - Przekomarza�am si� tylko.

Nasz syn b�dzie mia� kochaj�c� matk� i ojca,

i wszystko, co najlepsze.

Syn? Zdecydowa�e� ju�, �e to b�dzie ch�opiec?

Z takim ogierem jak ja? B�dzie ch�opak.

Ona mo�e by� balerin�.

- B�d� mia� dwie niesforne kobiety. - Tak mo�e si� sta�.

Oczekujesz, �e b�dziemy jedli to g�wno?

Znowu widz� to spojrzenie.

Nie b�d� z nimi walczy�.

Pos�uchaj, chi�ska mordo...

Nie powiniene� mu pom�c?

Przepraszam, panowie. Pomog� panu, panie Quon.

Nie, jest ich tylko trzech.

Ze skinami nale�y post�powa� inaczej.

- Bez obrazy, ch�opaki. - Kto ty kurwa jeste�?

Uderzenie z �okcia da�oby lepsze rezultaty.

Dupek.

Chod� tu.

Uwa�am, �e pa�skie jedzenie jest wy�mienite, panie Quon.

Ach!

A ty?

- Nie s�ysza�em. - Tak, tak.

Zap�a� i wyno� si� st�d.

Dzi�kuj�.

Czy nie m�wi� przypadkiem, �e nie b�dzie walczy�?

Nie walczy�em.

To by�o seminarium na temat motywacji.

SAN CARLOS, AMERYKA PO�UDNlOWA

T�skni�em za tob�, Miguel.

- Jak by�o w Rio? - W porz�siu.

Miguel,

potrzebne mi dane na temat dystrybucji koki.

W zesz�ym miesi�cu przechwycono osiem z naszych transport�w.

W naszych szeregach mamy szpiega.

Osobi�cie si� tym zajm�, szefie.

P�niej.

Dzi� po po�udniu polecisz do Miami spotka� si� z naszymi dystrybutorami.

Zatrzymaj si�.

Sp�jrz na tat�.

Dlaczego ta dziewczyna nie zbiera koki?

Odm�wi�a pracy. Boi si�, �e dziecko umrze z gor�ca.

Ma wr�ci� do pracy.

Daje innym z�y przyk�ad.

Dobra, we� j� do pracy.

- Oddaj mi dziecko. - Nie.

Nie.

- Jose. - Nie, prosz�.

Quiquina!

Nie! Moje male�stwo!

Nie! Zatrzymajcie si�!

Jose... Jose...

Chcesz odzyska� dziecko?

Wsiadaj do d�ipa.

Moje male�stwo... Moje male�stwo...

Zaprowad� j� do mojej sypialni.

Ale najpierw przygotuj jej k�piel.

A kiedy b�dzie si� k�pa�,

pozb�d� si� dziecka.

Przyby� genera� Taylor, pu�kownik McCoy oraz major Chavez.

- Dobrze. Popro�, �eby weszli. - Tak jest.

- Witam, pu�kowniku McCoy. - Panie generale.

Witam, majorze Chavez.

To jest George Fogerty, dyrektor Departamentu do Spraw Narkotyk�w.

- Witam, majorze. - Oraz John Page,

reprezentuj�cy Departament w San Carlos.

- Mi�o mi pana pozna�. - Przejd�my si�, panowie.

Nap�yw kokainy do Stan�w Zjednoczonych rozp�ta� wojn�.

Ten przekl�ty narkotyk trzyma nasz kraj w potrzasku.

Dlatego potrzebujemy waszej pomocy.

Prezydent uzna� t� spraw� za nie cierpi�c� zw�oki.

Mam zrobi� wszystko, co w mojej mocy, aby opanowa� sytuacj�.

To jest Ramon Cota, najbogatszy na �wiecie handlarz narkotyk�w.

1 7 kraj�w �ciga go za przemyt narkotyk�w i morderstwo.

Zawarli�my z San Carlos umow� o jego ekstradycj�,

ale Cota jest zawsze dobrze przygotowany, kiedy opuszcza kraj.

Dlaczego si� z nim tak cackaj�?

Prezydent Alcazar ma dobre intencje, ale �adnego powa�ania.

Tak naprawd� krajem rz�dzi ten facet - genera� Olmedo.

Cholerny skurwysyn.

Umo�liwia on Cocie pozostanie w San Carlos.

Otrzymuje w zamian ma�y udzia� z zysk�w w wysoko�ci

kilkuset milion�w dolar�w rocznie.

Co chcecie, aby�my zrobili?

Mamy w szeregach Coty agenta. Musicie go sk�oni� do powrotu.

S�ucham? Dlaczego my?

Od czasu masakry naszych agent�w

nie chce, aby�my si� z nim kontaktowali.

Jeden z naszych da� Cocie cynk.

Dlatego wa�ne jest, aby kto� z zewn�trz przekaza� mu informacje.

Poprosili�my wi�c o pomoc genera�a, a on wskaza� na was, ch�opaki.

Musicie mu powiedzie�, �e wracaj�c do San Carlos b�dzie nara�a� �ycie.

Jak si� z nim skontaktujemy?

Na dole czeka na was taks�wka.

Je�dzimy w k�ko ponad p� godziny. Bardziej ostro�nym by� nie mo�na.

Gdyby chodzi�o o tw�j ty�ek, te� by�by� ostro�ny.

S�uchajcie. Za cztery dni Ramon leci samolotem pasa�erskim do Szwajcarii,

aby ulokowa� w banku pieni�dze.

Oto szczeg�y. Powiedzcie Fogerty'emu, �e to mo�e by� nasza ostatnia szansa.

Od czasu Rio Ramon trzyma si� bli�ej domu.

Fogerty chce, �eby� wr�ci�. W San Carlos nie jeste� bezpieczny.

Ramon ufa mi jak bratu. Nigdy nie b�dzie mnie podejrzewa�.

Przekazujemy ci tylko to, co nam powiedzia� Fogerty.

Dzi�ki. Doceniam to.

Aha... czy ten samolot znajdzie si� w obszarze powietrznym Stan�w?

A, tak. Ale tylko na kilka minut.

Ramon wykupuje zawsze ca�� pierwsz� klas�,

b�dzie te� mia� ze sob� dw�ch goryli.

Znowu widz� to spojrzenie.

Bobby, podr�owa�e� kiedy� pierwsz� klas�?

O kurcz�.

Ta sekcja jest zarezerwowana dla pasa�er�w pierwszej klasy.

- Czy m�g�bym skorzysta� z �azienki? - Musi si� pan uda� do drugiej.

Jeste� w z�ej sekcji.

Powiedz im, �e zobacz� swego szefa za jakie� 50 lat.

Co my tu mamy?

Nie powinni�cie tego robi�.

Jestem Ramon Cota.

A wy ju� nie �yjecie.

Dobra, co teraz?

Znalaz�em. S� tu.

STRA� PRZYBRZE�NA

Mamy kontakt radarowy, generale.

Minuta do skoku.

- Zak�adaj. - Nie zamierzam.

To porwanie.

Co� w tym stylu. A teraz zak�adaj to na siebie.

Nie.

Wyskoczysz ze spadochronem albo bez niego.

Blefujesz.

Nie b�d� g�upcem. Dobrze ci zap�ac�. Co ty na to?

Dam ci miliony. Zg�d� si�,

pu�� mnie wolno.

Pu�� mnie wolno.

- Pu�� mnie wolno. - Dobra.

O cholera.

No ju�, �ap tego sukinsyna. Wiem, �e mo�esz.

Czas ucieka.

No ju�. Dasz rad�.

Cholera. Nigdy po najmniejszej linii oporu.

Musz� si� napi�.

Panie s�dzio, pogwa�cono

tyle praw mojego klienta, �e nie wiem, od kt�rego zacz��.

Prawo federalne zabrania agentom z Departamentu do Spraw Narkotyk�w

brania udzia�u w aresztowaniach poza granicami pa�stwa.

Zmierzam tu do tego, �e m�j klient zosta� porwany.

Sprowadzony na ziemi�.

Fakt, �e sprawa jest �ci�le tajna utrudnia tak�e i moj� prac�.

Ale pan Fogerty zapewni� mnie,

�e osoby, kt�re dostarczy�y pana Cot�, nie s� agentami od narkotyk�w.

S�dziowie w tym kraju nie maj� prawa kwestionowa� metod aresztowania

czy obchodzenia si� z podejrzanym przed jego wjazdem do tego kraju.

Prawa pana Coty nie zosta�y wi�c przez nas naruszone.

Wniosek o zwolnienie zostaje odrzucony.

Wyznaczam kaucj�

w wysoko�ci 10 milion�w dolar�w.

Dla tego gnoja to jak drobne.

Czy� demokracja nie jest wspania�a?

Ochrona.

Na darmo ryzykowali�my �ycie.

Prosz� o porz�dek.

Powiedzia�em, �e prosz� o porz�dek.

Panie Cota...

Panie Cota, czy chce pan zaskar�y� tego cz�owieka?

Nie, panie s�dzio. Nie �ywi� do niego urazy.

A wi�c dobrze.

Przes�uchanie zako�czone.

Czas na nas, Carlos.

Tak jest!

Wygrywamy w bara�u. A to m�j m�odszy brat.

- Gra by�a �wietna. - Tak, by�a �wietna.

Bobby, id�cie ze Scotem po pizz�. Ja i Alex nakryjemy do sto�u.

A potem zobaczymy, czy mimo tego skakania uda�o ci si� co� nagra�.

- A mo�e poskacz� z tob�? - Bobby, przesta�. Wszyscy patrz�.

A niech zazdroszcz�. Mam najpi�kniejsz� na �wiecie �on�. Zgadza si�, synu?

- Oszala�e�. - Na twoim punkcie.

Scot, zabierz go st�d. Wynocha.

S�ysza�e�, co m�wi szef, kochasiu.

Do zobaczenia w domu.

Bobby skaka� z rado�ci.

- Scot by� dumny jak paw. - Scot by� dumny? O kurcz�.

- A ja upiek�am ci ciasto. - Czekoladowe?

Tak.

- �wietnie. - Ja otworz�.

Rita, nie!

Nie!

Alex!

Kim jeste�cie?

Kim jeste�cie?

To jego �ona?

Wyno�cie si� z tego domu.

Gnieciesz pizz�, Bobby.

Co si� tu dzieje?

O, nie, Rita...

Rita...

- Prosz� st�d wyj��. - Nie, nie, nie...

Ona nie �yje, Scot.

Moja �ona nie �yje.

Moje kochanie.

Zap�aci mi za to.

Jeszcze go dopadniemy.

Nie zamierzam czeka�.

ld� go szuka�.

Nie mog� ci na to pozwoli�.

Powstrzyma�by� mnie?

Musz�.

Pos�uchaj,

mo�e na pewien czas zatrzymasz si� u mnie?

Mo�e to i dobry pomys�.

Chod�.

Porozmawiamy jutro z Foger...

Argentyna szar�uje w stron� pi�ki.

Martinez z Argentyny spada z konia.

S�dzia ko�czy gr�.

- St�j. - Dobra, odwracaj si�.

ldziemy.

Raul Salinas jest na dziewi�tej pozycji.

W zesz�ym roku zyska� tytu� Gracza Roku.

Ostateczny wynik;

San Carlos - 4,

Argentyna - 1.

Oszala�e�, Chavez?

Masz szcz�cie, �e �yjesz.

- Page, co ty tu robisz? - To niewa�ne.

Wa�ne jest natomiast to, �e masz st�d wyjecha� i nigdy tu nie wraca�.

Mog�em go mie�. By�em tak blisko.

By�e� blisko, przyjacielu.

Wszyscy byli�my blisko, ale musimy to za�atwi� jak nale�y.

Usi�d�, Miguel.

To dla mnie bardzo

przykry dzie�.

Jeden z was mnie zdradzi�.

To niemo�liwe, Ramon.

Powiedz, kim jest ta szuja.

Zarz�dz� jego egzekucj�.

Nie b�dzie to konieczne. Mam w�asne sposoby

radzenia sobie ze zdrajcami.

Miguel,

czy dowiedzia�e� si� ju�,

kto informowa� Departament do Spraw Narkotyk�w o moich dzia�aniach?

Nie, Ramon, jeszcze nie.

Dlaczego nie, bracie?

Czy to mo�liwe,

�e nie znalaz�e� tego cz�owieka,

poniewa� to ty nim jeste�?

Nie, Ramon, nie.

Kocham ci� jak brata.

Wiesz, �e umar�bym za ciebie.

Mi�o mi to s�ysze�, Miguel.

Jedynie ty

zna�e� szczeg�y mojej podr�y.

Kocha�em go.

Pomszcz� mnie, ty skurwysynu.

Umrzesz za to.

Prosz� o cisz�.

Andre, z UPl.

Czy wiemy co� na temat zak�adnik�w przetrzymywanych w San Carlos?

Wiemy tylko tyle, �e �yj�.

Lucille, z Washington Post.

Czy prawdziwe s� pog�oski, �e jeden z pa�skich komandos�w

pr�bowa� przenikn�� do organizacji Coty i zosta� przez niego zamordowany?

Nie dowodz� jednostk� komandos�w,

nic mi r�wnie� nie wiadomo o istnieniu takiej jednostki.

Generale.

Departament do Spraw Narkotyk�w zosta� mocno skrytykowany

za nieudolno�� powstrzymania fali nap�ywu narkotyk�w do naszego kraju.

Czy wierzy pan, �e armia osi�gnie lepsze wyniki?

Prosz� pos�ucha�, panie i panowie.

Niezmiernie trudno radzi� sobie z krajem takim jak San Carlos,

z kt�rego pochodzi znaczny procent kokainy na naszym rynku,

gdzie Dow�dca Si� Zbrojnych, genera� Olmedo,

sam uprawia krzewy kokainowe

na prywatnej farmie wielko�ci Rhode lsland,

gdzie narkotykowy kr�l pokroju Ramona Coty

�yje jak orientalny potentat bez obawy przed ekstradycj�,

i gdzie prezydent Alcazar nie robi nic w obawie przed zamachem stanu.

Do widzenia.

PA�AC PREZYDENCKl, SAN CARLOS

Panie i panowie,

genera� Taylor zniewa�y� ka�dego uczciwego mieszka�ca San Carlos.

Problemy narkotykowe naszego kraju s� rzecz� powszechnie znan�.

Staramy si� jednak z nimi walczy�.

Je�eli jednak Ameryka okrzykuje nas narodem handlarzy narkotyk�w,

my musimy oskar�y� Ameryk� o bycie narodem narkoman�w.

O co chodzi, generale?

Ramon przys�a� nam kaset� wideo.

Ramon pojma� trzech naszych agent�w, w��cznie z Pagem.

Dostali�my potwierdzenie.

A co z Bobbym?

Pomszcz� mnie, ty sukinsynu.

Umrzesz za to. Pomszcz� moj� �mier�.

Chcia�bym dorwa� tego drania.

Ty.

To s� zrobione wczoraj

fotografie lotnicze twierdzy Coty.

Ta forteca jest nie do podej�cia.

Na jej terenie odkryto ponad stu uzbrojonych ludzi.

Do odbicia naszych agent�w nie wystarczy jednostka infiltracyjna.

B�dziemy musieli przeprowadzi� inwazj�.

A w dodatku na szczyt prowadzi tylko jedna droga.

Wszystkie serpentyny

s� obstawione lud�mi z trzech stron.

Wi�kszo�� g�r ma cztery zbocza.

Tak.

Ale czwarte zbocze tej g�ry

to prawdziwa granitowa �ciana.

Od do�u do samej g�ry.

Podobno nie da si� po niej wspi��.

- Prosi�em, �eby mi nie przeszkadzano. - To telefon z g�ry, generale.

Za moment wracam, pu�kowniku.

To by� prezydent.

Obejrza� w�a�nie ta�m�, jak Ramon torturuje majora Chaveza.

Oszala� ze z�o�ci.

Zadzwoni� do prezydenta Alcazara w San Carlos,

gro��c wycofaniem pomocy ekonomicznej przy braku wsp�pracy.

Dobrze.

A wi�c,

dostali�my pozwolenie na wej�cie i spalenie, w ci�gu jednego dnia,

upraw i laboratori�w, jakie uda nam si� tam znale��.

A co z agentami przetrzymywanymi przez Cot�?

To, czy wydostaniemy stamt�d naszych ch�opc�w,

zale�y od nas.

Prezydent Alcazar umywa od tego r�ce.

Kiedy ruszamy?

Za tydzie�.

Zd��ymy do tego czasu zaznaczy� wszystkie pola, skoordynowa�...

B�d� gotowy. Prosz� je schowa�, zanim je pan pogubi.

Za wolno. Jeszcze raz.

Os�aniaj mnie.

Na ziemi�.

Dobrze ci posz�o. Nic ci nie jest?

Nie.

Prosz� mnie zast�pi�, majorze.

- Lepiej si� teraz czujesz? - Tak.

Oni nie.

Nasze plany wysz�y na jaw.

Ca�y �wiat wie, co planujemy. Nie wiedz� tylko, kiedy uderzymy.

- Co w takiej sytuacji robimy? - To, co zaplanowali�my.

Szkopu� w tym,

�e nasz ch�opta�, Ramon, przes�a� Fogerty'emu wiadomo��.

Poprzysi�g� egzekucj� wszystkich trzech agent�w

w momencie, kiedy ameryka�ska jednostka wyl�duje w San Carlos.

Prosz� mi pozwoli� wej�� do akcji 48 godzin przed wami.

Uwolni� naszych agent�w.

- Masz zamiar wspi�� si� na t� g�r�? - Poradz� sobie.

- Oddzia� operacyjny. - Tu genera� Taylor.

- Przygotowali�cie ju� C-130? - Tak jest, panie generale.

B�dziemy w hangarze jutro o trzeciej rano.

Alicja 1-7, tu P�ka. L�dujecie o czasie.

- Prosz� o potwierdzenie. - Odebra�em. L�dowanie o czasie.

Pojutrze o 5.30 rano rozpoczynamy niszczenie laboratori�w i p�l uprawnych.

O 7.30 rano uderzam na sk�ad amunicji Ramona.

Musisz si� do tego czasu stamt�d wynie��.

- A potem przechodz� na emerytur�. - M�wi pan tak za ka�dym razem.

Dobra. Chod�my.

Tym razem m�wi� powa�nie.

- Wszystko gotowe, pu�kowniku. - Dobrze.

Pa�skim ��cznikiem w wiosce jest ta dziewczyna.

Mo�na jej ufa�?

Ramon zabi� jej m�a, zamordowa� jej chore dziecko,

wykorzystuj�c jego cia�o do przemytu kokainy, a potem j� zgwa�ci�.

Minuta do skoku.

Lepiej �eby� o tym nie wspomina� przy waszym spotkaniu.

- To dra�liwy temat. - Chyba tak.

- Jest pan gotowy, pu�kowniku? - Tak, majorze.

- Do zobaczenia. - Pami�taj,

�e twoim celem s� zak�adnicy,

a nie Ramon Cota.

B�d� pami�ta�.

Za�o�� si�.

Nigdy si� nie zmieni.

- Nie chcia�em ci� przestraszy�... - Chod�.

Te� ci� mi�o pozna�.

- Cze��, Quiquina. - Cze��.

Quiquina. Quiquina.

To jest nasz przyw�dca. Wiedzia�, �e przyjdziesz.

- Witaj w naszej wiosce. - Dzi�kuj�. Gdzie si� mog� przebra�?

W moim domu.

- Nazywam si� Ernesto Flores. - Kto?

- Ernesto Flores. - To jest major Anderson.

Mi�o mi. Zosta�em przydzielony do pana przez prezydenta Alcazara...

- Przez kogo? - Przez prezydenta Alcazara,

w roli obserwatora oraz aby dopilnowa�, �e przestrzega pan...

- Co ma pan na my�li? - ..umowy zawartej przez prezydent�w.

Tak jest.

U�ywamy tych most�w od wiek�w.

Tego si� w�a�nie obawia�em.

Uwa�aj.

- Wyrzu� sw�j plecak, jest za ci�ki. - O, nie. B�d� go potrzebowa�.

Macie tu chyba jakich� grubas�w, kt�rzy t�dy przechodzili.

Przepraszam, majorze, co oznaczaj� te kolory?

Czerwony oznacza laboratoria, zielony pola z krzewami kokainowymi,

a niebieski pas startowy.

- A sk�d pan to wie? - Z fotografii lotniczych.

Kamery wychwytuj� ciep�o z lamp u�ywanych do wytwarzania kokainy.

Pasma promieniowania z li�ci krzew�w kokainowych s� nieregularne,

r�ni� si� od pasm kukurydzy czy pszenicy.

Szkoda, �e m�j polaroid tego nie robi.

Espinoso del Diablo.

O kurcz�.

Jeste� pewien, �e dasz rad�?

Wszystko jest mo�liwe. Tak przynajmniej mi m�wiono.

P�jd� si� troch� przespa�.

Hej, generale, co tu robi� ci �o�nierze?

S� tu w roli obserwator�w, Ernesto.

Zauwa�y�e�, �e nie maj� broni?

- Zauwa�y�e�? - Tak.

To twoja rodzina?

M�j m��

i moje male�stwo.

Wiem, co si� zdarzy�o.

Przykro mi.

B�g z tob�.

Dzi�kuj�.

Sp�jrz na map�. Ten obszar rozci�ga si� na po�udnie.

- Ten obszar? - Tak. A te na p�noc.

Hej, Ernesto...

Wygl�da na to, �e wi�ksze pola le�� na po�udnie od naszego korytarza.

Ja nie ustalam regu�, generale, jedynie ich przestrzegam.

Da si� to zauwa�y�, Ernesto.

Czy to nie jest ranczo genera�a Olmedy?

Ten olbrzymi obszar?

Znajduje si� on jakie� 10 km od posiad�o�ci Ramona, czy� nie?

Tak, to prawda.

Jak daleko st�d

jest baza powietrzna genera�a Olmedy,

Ernesto?

Jakie� 385 kilometr�w.

385.

Niech pan pos�ucha, generale.

- San Carlos jest suwerennym krajem. - Tak, wiem.

A nie marionetk� Stan�w Zjednoczonych.

- Rozumie pan? - Tak, rozumiem.

Pozostanie pan w korytarzu wyznaczonym przez prezydenta. Jasne?

Oczywi�cie.

Uspok�j si�, Ernesto.

- Przepraszam. - Nie ma za co.

Chod� na kaw�, musisz si� odpr�y�.

- Co ty na to? - Dzi�kuj�.

Jak ty si� tu dosta�e�?

Powiadomiono mnie, �e znaleziono tu w pobli�u spadochron.

Do kogo

on nale�y?

Nie zabijaj go. To nie jego wina.

By� tu w wiosce Amerykanin,

ale ju� go tu nie ma.

Je�eli Amerykanin zdo�a uciec,

b�d� musia� zabi� was wszystkich.

W�a�nie otrzyma�em wiadomo��.

Dzi� rano, o �wicie,

armia San Carlos, pod osobistym kierownictwem genera�a Olmedy,

dokona�a serii niezapowiedzianych napad�w,

niszcz�c siedem laboratori�w i pal�c 40.000 hektar�w p�l kokainowych.

- O czym ty do cholery m�wisz? - Prezydent Alcazar

powiadomi� waszego prezydenta,

�e ob�dzie si� bez ameryka�skiej interwencji,

drogi przyjacielu, generale Taylor.

Pa�ska misja zosta�a odwo�ana.

Hej, spokojnie.

Bez urazy, przyjacielu.

Spokojnie. To dla pana.

Generale, a co z uwi�zionymi agentami?

A pu�kownik McCoy?

Carlos,

zajmij si� dzi� wiecz�r bezpiecze�stwem osobi�cie.

- Strzelajcie do wszystkiego, co �ywe. - Tak jest, szefie.

- Bez wyj�tk�w. - Za�atwione.

Jakie� wie�ci od prezydenta?

Nasze rozmowy s� nadawane kodem i przekazywane przez baz� w Teksasie.

Zabiera to wi�cej czasu ni� my�la�em.

A my czasu nie mamy.

Odszyfrowali�my wiadomo�� z Waszyngtonu.

Napady armii by�y upozorowane. Spalono chaty farmer�w i pola kukurydzy.

- Prezydent jest wkurwiony. - Dostali�my pozwolenie?

Tak. 16 km od wybrze�a b�dzie na nas czeka� lotniskowiec.

Wy�lij do domu transport i za�aduj ludzi na helikopter.

Chwileczk�. Nie wyda�em panu pozwolenia.

- Musz� si� poradzi� prezydenta. - Rad� si�, kogo chcesz.

Wiem tylko, �e ja lec� - z tob� czy bez ciebie.

Generale, nie mo�e pan jeszcze lecie�. Musz� najpierw dosta� pozwolenie.

Mo�e si� z nami przelecisz, Ernesto? Moi ludzie nie s� uzbrojeni.

- Gotowi, generale? - Lecimy.

Tu Dzika Karta.

M�w, Dzika Karta.

Rozpoczynamy akcj�.

- Jestee wewn�trz. - Odebra�em.

Rozpoczynamy akcj�, ch�opaki.

A wi�c do roboty.

A teraz obserwuj.

Co? Co za ,,akcja''?

M�j Bo�e.

Co tu robi ta bro�?

Ok�ama� mnie pan, do cholery.

Helikopter jest uzbrojony.

- Co pan robi, generale? - Zbaczam z trasy.

- Nie mo�e pan tego zrobi�. - Tak, tak, wiem.

Cholera jasna.

O co tu chodzi?

Skaka�!

Skaka�!

Co ci faceci robi�?

Prostuj� nogi.

Lecimy.

Jezu Chryste.

Ostrzegam pana, generale Taylor.

Przyj��em to do wiadomo�ci.

Cel: 7 i 8. Wektor: 1-8-6.

- Skr�� na po�udnie. - Tak jest, generale.

Cze��, ch�opaki.

Pu�kownik McCoy.

By�em w�a�nie w s�siedztwie.

Czysto. ld�cie w d� zbocza. Czekaj� tam na was. l po�pieszcie si�.

Co masz zamiar zrobi�?

Chc� z�o�y� uszanowanie naszemu gospodarzowi.

Jak ci si� podoba�a lekcja?

Nie jeste� taki mocny, jak my�la�em.

Moja kolej... na dawanie lekcji.

Lekcja numer jeden.

Stra�. Stra�.

Ty sukinsynu.

Lekcja numer dwa.

Koniec lekcji.

Bardzo imponuj�ce.

Ciesz� si�, �e ci si� podoba�o.

O, tak.

Jestem pod wra�eniem.

Biedny Carlos.

My�la�em, �e jest niepokonany, ale c�,

najwidoczniej si� myli�em.

Oczy s� prawdziwie zwierciad�em duszy.

Twoje m�wi� tak wiele.

M�wi� mi, �e nie boisz si� �mierci,

tak jak ja.

Szkoda, �e jeste�my po przeciwnych stronach.

Byliby�my tak� zgran� par�.

Nie liczy�bym na to, kole�.

Jeste� tylko zasranym paso�ytem,

kt�ry �eruje na nieszcz�ciu innych.

A kiedy przyjdzie ponie�� �mier�,

b�dziesz wrzeszcza� jak niemowl�.

Zaraz si� przekonamy, kto b�dzie wrzeszcza�.

Zabra� go do komory.

Reszta z was niech znajdzie zbieg�w.

A, m�j przyjacielu,

skoro si� ju� obudzi�e�,

powiem ci o tym, czego si� nauczy�em podczas moich podr�y.

Nadej�cie �mierci mo�e by� bardzo koj�ce.

Jest jak powr�t pi�knej towarzyszki �ycia.

Jej ogie� jest mi�kki, bia�y

i delikatny.

A kiedy odchodzi,

uwalnia twoj� dusz�.

Co� mi to przypomina.

O, m�j Bo�e. Pan oszala�.

Ramon Cota jest najbardziej wp�ywowym cz�owiekiem w tym kraju.

Chce pan pope�ni� samob�jstwo?

Ognia.

Pu�kowniku McCoy.

Zaraz ci� st�d zabior�.

- Co ty tu robisz? - M�wi�em, �e si� przydam.

- Nie myli�e� si�. - Co teraz robimy?

Te schody

powinny prowadzi� do gara�u. Uruchom samoch�d. Zaraz tam przyjd�.

- Maey naszych agent�w. - Wchodzimy do akcji.

Naprz�d!

Uwa�aj!

A niech mnie wszyscy diabli. To g�wno jest kuloodporne.

To si� Ramonowi chwali.

Orze� Jeden, tu Nocny Jastrz�b. Przygotujcie si� do wej�cia na pok�ad.

Chod�cie.

No ju�. Ruszamy. Po�pieszcie si�.

Generale, brakuje Page'a i pu�kownika McCoya.

Nie mo�emy czeka�. Odlatujemy.

Tu genera� Olmedo. Gdzie jest Ramon?

Jest w limuzynie. Nie mo�emy jej zatrzyma�, bo jest kuloodporna.

Nie wydostaniecie si� st�d �ywi.

Jezu.

Ciekawe, co teraz zrobicie.

Jest tu m�j przyjaciel Olmedo.

Widzisz go?

Jest tam, pu�kowniku.

Macie zniszczy� limuzyn�.

Nie gap si� na mnie, g�upcze, tylko r�b.

Cholera. Olmedo nie �artuje.

Niez�ego masz przyjaciela, Cota.

Trzymaj si�. Trzymaj si�.

Dobra, teraz. Strzelaj.

Za nimi.

Wy dwaj, ze mn�. Po�pieszcie si�.

Nigdzie go nie wida�.

Prosz� uwa�a�, pu�kowniku.

A to sukinsyn. Zabij� go.

Ognia.

Wy�a�. No ju�.

ldziemy do wioski.

B�dzie niez�a zabawa.

- O, nie. Nie r�b tego. - �egnaj, dupku.

Nie pozw�lcie im uciec.

Ruszaj si�, Page.

Uwaga.

W g�r�.

- My�la�am, �e si� ju� nie spotkamy. - Oczy�ci� wiosk�.

Nie ma st�d odwrotu. Wszyscy musz� umrze�.

Page, zamknij go w tej chacie.

Uwa�aj.

Orze� Jeden, tu Dzika Karta.

Orze� Jeden, Orze� Jeden, tu Dzika Karta. Zg�o� si�.

Odbi�r, Dzika Karta. Gdzie ty, do cholery, jeste�?

W wiosce. Mamy k�opoty. Przyda�aby si� nam wasza pomoc.

Dzika Karta?

Nasi ludzie to profesjonali�ci.

C�... nawet dzieci b�d� musia�y umrze�.

Tak? Lepiej si� zamknij.

Bo jak nie, to rozwal� ci �eb.

Dzika Karta, podaj swoje naeiary.

- Dzika Karta. - Biegnij do chaty.

Dzika Karta.

Dzika Karta.

- Cholera jasna. - Hej, generale.

Rozkazuj� panu opu�ci� natychmiast przestrze� powietrzn� San Carlos.

Zamkniesz ty si� kurwa czy nie?

O kurcz�.

No ju�.

Dobra. Nie trafcie McCoya.

Dobra!

Ramon.

Page. Nic ci nie jest?

Nie. Ale Cota uciek�. Posz�a za nim ta lndianka.

- Przyby�a pomoc. - To dobrze.

Orze� Jeden, Page jest w chacie. Reszta wioski nale�y do pana, generale.

Dobra.

Za nimi.

ldziemy.

No ju�!

Nie strzela�.

By�a� niez�a w ��ku.

Warto by�o...

zabi� twojego m�a... i dziecko, aby mie� ciebie.

Nie... pozw�l... mu... �y�.

Prosz�...

Ty sukinsynu.

Zabij mnie,

je�li masz odwag�.

Po�pieszcie si�. Musimy lecie�. Gdzie jest pu�kownik McCoy?

Jest w d�ungli. Poszed� szuka� Coty.

Orze� Jeden, zbli�aj� si� saeoloty nieprzyjaciela. Wracajcie do rezerwatu.

Zrozumia�em.

Generale, helikoptery Olmedy s� 50 km st�d.

Dobra. Zabieramy si� st�d.

Majorze Anderson, ruszamy.

Dzika Karta,

gdzie ty do cholery jeste�?

Jakie� 2 km od wioski.

Lecicie w eoj� stron�.

Wszystko w dole wygl�da jak zielony dywan.

Nie widz� ci�.

Jeste�cie blisko mnie.

A teraz nade mn�.

Zrzu�cie dwie pary uprz�y. Mam ze sob� Cot�.

Zrzuci� uprz��.

Generale, z radaru wynika, �e helikoptery s� 30 km st�d.

Nigdy po najmniejszej linii oporu, co?

- Nie. Mo�ecie zrani� Ramona. - Dzika Karta.

Co si� tam dzieje?

Podci�gnijcie nas.

O cholera. Oberwali�my.

W g�r�. W g�r�. Zabierz nas st�d.

S� tam. Szybko.

Zabij go. Przetnij lin�.

Przetnij lin�. Przetnij lin�.

Trzymaj to pud�o prosto.

Sier�ancie, przetnij lin�.

Tutaj. Po�piesz si�. Przetnij lin�.

Podci�gn�� ich. Podci�gn��.

Cholera.

Orle Gniazdo do Or�a Jeden. Zaj�li�ey pozycj� 20 ke od wybrze�a.

Helikoptery nieprzyjaciela s� 3 ke od was. Czekaey w pogotowiu.

Helikoptery 3 km od naszej pozycji, generale.

Dobra. Lecimy w stron� morza.

Ty sukinsynu.

Ju� nie �yjesz.

Pami�tasz swojego przyjaciela i jego pi�kn� �on�?

Zabij� ci� chyba osobi�cie, tak jak ich.

Wiesz przecie�, �e nie uda wam si� mnie skaza�.

W przysz�ym roku podwoj� przerzut kokainy do Ameryki.

l b�d� tak robi� do momentu, a� kokaina b�dzie p�yn�� jak rzeka

w waszym �a�osnym kraju.

Wasz rz�d nie mo�e mnie powstrzyma�.

Widzisz, kokaina mo�e kupi� wszystko i wszystkich,

kiedy tylko zechc�.

Tak my�lisz? Co� ci powiem.

Nie dzisiaj, dupku.

Napisy dla Visiontext: Agnieszka Kopi�ska

Odwied� www.NAPiSY.info

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.