Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kupujcie pamiątki.
Jak leci?
Jesteś śliczny.
Widzisz coś, Jerry?
Co za akcja. Nic się nie dzieje.
Dziękuję panu. Bóg zapłać. Weź to. Bóg zapłać.
Służę Jezusowi.
Koniec naszej zmiany.
Czas się zbierać, przyjacielu.
Nie będzie źle. Zaczynamy nowy rozdział w życiu. I tyle.
Pomyśl tylko, ile będzie czasu. Będziemy mogli robić różne rzeczy.
Pilnuj tamburyna. Przyda nam się gotówka.
Co ty na to?
Chyba zakończymy karierę w blasku chwały.
Lecimy.
Wchodzimy tyłem. Idźcie od przodu.
Zrozumiano. Wchodzimy od przodu.
Gdzie jest wsparcie? Wchodzimy.
Jestem gliną.
Ani kroku, dupki.
Niespodzianka!
Myślisz, że puścilibyśmy cię bez pożegnania?
Gratulacje, stary.
Teraz już tylko może być gorzej.
- Piwo dla policjanta. - Dużo piwa dla policjanta.
Baw się dobrze, kochanie.
Daj buziaka.
To naprawdę niespodzianka.
Dziękuję. To bardzo miłe.
Dodam do kolekcji.
- Co to? - Piękne pudełko.
To od działu radiowozów.
Spójrz. Co ty na to?
Są też baterie, żebyś nie został bez radiowozu.
Fajnie. Pobawisz się? Zobaczcie, już się cieszy.
Jerry Lee. Patrz. Gotowy?
Dalej, złapiesz go. Uważaj, Jerry Lee.
Uważaj. Łapy.
Złapałeś. Nie połam, Jerry.
Zepsułeś.
Chodź tu.
Dobry psiak.
To od dziewczyn z centrali.
Dziękuję.
- To na obrożę Jerry Lee. - Śliczny.
Bardzo ładne. Spójrzcie.
Nasze zdjęcia.
Kocham tych ludzi. Bardzo.
Ale cieszę się, że skończyłem pracę. Koniec bycia gliną.
Koniec strzelanin. Koniec bójek.
Następnym razem, gdy ktoś mnie uderzy, ugryzie, kopnie czy skrzyczy,
to dlatego, że mam dziewczynę.
Proszę. Wszystkiego najlepszego na emeryturze.
Dobry psiak.
Czuję dokładnie to samo.
Śmierdzi ci z pyska.
Idziemy, Dooley.
- Zamykają. - Kocham cię, Petey. Naprawdę.
Jesteś najlepszym przyjacielem człowieka, oprócz psa.
Też cię kocham, ale musimy już iść.
Racja, ale jeszcze po jednym. Jerry Lee chce jeszcze jednego.
Tylko detektywi. Dalej.
Jutro ważny dzień. Pierwszy wolny dzień.
Odbiorę swój czek z emeryturą, czek z odprawą,
potem zdam samochód,
a potem z Jerry Lee wyruszę w drogę.
Wakacje? Fajnie.
Wszystko już zaplanowałem.
Od wybrzeża do wybrzeża drogą 66.
Pojedziesz, jak się wyśpisz.
- Prowadzi do Chicago. - Tam też jest plaża.
Nad jeziorem Michigan.
Co to było, do diabła?
Dobra, stary. Wyspaliśmy się.
Mam kaca, ale poradzę sobie z nim.
Poradzę sobie z emeryturą.
Jesteśmy wolni. Nie mamy pracy.
Nie mamy...
benzyny.
Nie mamy benzyny.
Nie do wiary.
Nie trzeba było rezygnować z karty pomocy drogowej. Jestem skąpy.
Mamy emeryturę i wolność, ale nie mamy benzyny.
Zadzwonię po taksówkę.
Emeryci ciągle jeżdżą taksówkami. Gdzie jesteśmy?
Podaj mi komórkę.
Emeryci mają komórki. Zadzwonimy po taksówkę.
Proszę o numer taksówek Yellow Cab.
Co się dzieje?
Jerry Lee!
Co jest grane?
Co tam masz?
O, nie.
Zobaczmy.
Takie mamy szczęście.
Dobra, stary. Gdzie oni są? Halo, nagły wypadek.
LABORATORIUM
Spokojnie. Co tam jest?
Ci goście nie żartują.
Spokojnie.
Stój.
Dobry pies.
Nie kichaj.
Chodź.
Stać! Policja! Ani kroku!
Jerry Lee!
Zaczekaj na mnie.
Bierz go.
Spadamy stąd.
Spokojnie.
- To moje, psie. - Jerry Lee! Leżeć!
Jerry Lee, do mnie.
- Wszystko w porządku? - Ani kroku.
Ręce do góry. Rzuć broń.
- Jestem gliną. - Pilnuj tego psa.
Rzuć broń.
Do nogi, Jerry.
FBI. Jesteś aresztowany.
Za co?
Już dobrze. Spokojnie.
To ten.
Zawsze aresztujecie policjantów, gdy z nimi pracujecie?
- Dobra robota. - Glina w tarapatach, a jaki pewny siebie.
Sugerujecie, że jestem w to zamieszany?
- Ty myślisz inaczej? - Opowiedz nam.
Jechałem do domu. Zauważyłem włamanie w toku.
- Zauważyłeś? - Jerry Lee coś usłyszał.
- Pies coś usłyszał? - Podeszliśmy bliżej.
Znalazłem martwego strażnika. Wszedłem do środka.
Znów martwy strażnik. Pies wytropił sprawców,
obserwowaliśmy ich, usłyszeli nas.
Uciekli, ruszyłem w pościg. Jeden zabił drugiego
i uciekł, gdy wy z całą świtą mnie aresztowaliście.
Jak wyglądał ten, który uciekł?
180 cm, 85 kilo, dobry strzelec, sprawny, powiedziałbym, że wojskowy.
- Znaki szczególne? - Miał rękawiczki i maskę.
- Wiesz, czego szukali? - Chciałem z nimi pogawędzić,
ale usiłowali mnie zabić.
O to, co ukradli, pytajcie w laboratorium.
Albo znajdźcie tego, co zwiał, a mnie dajcie spokój. Ja robiłem swoje.
- Swoje? - Nie masz pracy.
- Jesteś na emeryturze. - Jesteś cywilem.
Cywilem wplątanym w poważne śledztwo federalne.
Spokojnie.
Nie martw się o nic.
Nic na nas nie mają. Co mogą zrobić?
Wstrzymali mi emeryturę?
Masz pecha. Taka jest procedura.
Dostaniesz ją, gdy zapną sprawę na ostatni guzik.
Ci klauni nie umieją nawet zapiąć rozporka.
- Umrę, zanim zobaczę szmal. - Nic na to nie poradzę.
- Teraz to sprawa FBI. - Oni nie mają pojęcia, kto to był.
Dostanę pieniądze, jeśli sam znajdę faceta.
Nie ma mowy. Jesteś na emeryturze, Dooley.
- Nie jesteś gliną. Jasne? - Tak jest.
Idź do domu. Zapisz się na lekcje gotowania lub coś takiego.
Trzymaj się z dala od tej sprawy.
Nie ma sprawy.
Jasne. Nie ma sprawy.
Przykro nam. Jeśli możemy coś zrobić, tylko powiedz.
Możesz mi pożyczyć stówę?
Żona ma urodziny. Nie dam rady.
Petey, stary kumplu.
Pożyczysz mi dwie stówy na związanie końca z końcem?
- Ciągle spłacam łódkę. - Jasne, rozumiem.
Posłuchajcie.
Słuchajcie. Głupio mi.
To upokarzające, ale mam problemy finansowe.
Może ktoś chciałby mi pożyczyć
200 dolarów, co pomoże mi przetrwać okres przejściowy do emerytury?
To świetna okazja, by to teraz zaproponować.
Jest ktoś chętny?
Masz ciągle licencję detektywa?
- Tak. - Wykorzystaj to.
Za co będę żył w międzyczasie?
Jak się masz, koleś?
- A może zrobisz z psa reproduktora? - Być alfonsem Jerry'ego Lee?
Nie mogę. To champion, pies policyjny.
Ludzie ciągle szukają wyróżnionych rozpładniaczy jak Jerry Lee.
Słyszałem, że można dostać 1500 dolców za numerek.
1500 dolców za numerek?
Halo! Właściciele psów?
Właściciele psów?
Czy ktoś szuka psa do rozrodu?
Śliczne małe szczeniaczki? Małe futrzaczki?
Mam tu mistrza.
Tutaj jest tata, właśnie tutaj.
Prawdziwy ogier. I aż się pali, by zapładniać.
Przystojniaczku, chcesz rozpładniać?
Przepraszam, chyba mnie pan źle zrozumiał.
Mówiłem do pańskiego psa.
Przepraszam.
Maurice Charles. Zawodowy hodowca.
To Champion. Myśli, że jest dużym psem.
Hodowca? Wspaniale. Thomas Dooley. To mój pies, Jerry Lee.
Przestań. Pan Twardziel, co?
- Jest duży. - Ma znakomitą budowę.
- I cudowne cechy. - Dziękuję.
- Ma papiery? - Papiery?
- Związku Kynologicznego? - Tak. Mam papiery.
To jest wyróżniony pies policyjny.
- Odznaczony. - Niemożliwe.
- Pies hodowlany. - Powinniście do mnie wpaść.
Około trzeciej?
- Powinniście poznać moich klientów. - Świetnie.
- Idziemy na kupkę. - Dziękuję, Maurice.
Nie obchodzi mnie, co myślisz. To nie podlega dyskusji.
- Przyniosłeś procesory? - Mam je w domu, w sejfie.
Wszystkie?
Alfa też?
Zaskakujesz mnie, Frankie.
Od kiedy interesujesz się komputerami?
Od kiedy usłyszałem, że miałeś problemy w laboratorium, Thyer.
Spokojnie. Już się tym zająłem.
To dobrze, bo mój klient nie lubi ryzyka.
Masz czas do końca tygodnia. Potem odwołuję interes.
Powiedz klientowi, że dostanie mikroprocesory,
ale zapłaci podwójnie. Za brak wiary.
Pan Dooley?
Maurice, jak się masz?
Piękny dom.
Kosztował trochę, co?
Detektywie Dooley, oto Jack i Jackie von Jarvis
i ich suka Jacqueline.
Cześć. Jaki śliczny pies!
Miło...
państwa poznać.
Ile Jacqueline ma lat? Nie wtykaj mi nosa w tyłek!
- O co ci chodzi? - Przyniósł pan papiery?
Poplamiłem je kawą,
ale widać, że to pies z rodowodem.
Proszę. To jego papiery.
- Jerry Lee. Przepraszam. - Absolutnie nie.
Nie dopuścimy Jacqueline do tego nieokrzesanego samca.
Zadowoli nas wyłącznie perfekcja.
Nie podobają się nam złe psy. Nie, nie lubimy ich.
Nie lubimy złych rzeczy. Nie lubimy brudnych psów, prawda?
Nie, dziękuję.
Nie, ona mu się nie podoba.
Jeszcze jedna. Myślę, że ją pokochasz.
Przepraszam za spóźnienie. Siad, Molly. Dobra suczka.
Detektyw Thomas Dooley, Jerry Lee... Catherine Coleman i Molly.
Catherine?
Po co tobie i Molly szczeniaki?
Moja siostra ma dzieci, chciałam im dać szczeniaka.
Owczarki niemieckie są takie opiekuńcze. Miałam nadzieję, że uda się coś zrobić.
Cóż, ja...
Nie mam nic przeciw temu. Gdzie trzeba podpisać?
Partnerze. Jesteśmy w domu.
Chodź.
No dalej, chodźmy.
Co ci jest, czemu siedzisz z tyłu?
Cały dzień jesteś dziwny. Wszystko w porządku?
No już, chodźmy.
Chcesz tu zostać na noc?
Dobra. Zostań. Ja wchodzę do środka.
Chcę coś zjeść.
Pizzę, jakąś zupę.
A ty tam zostań na noc. Cześć.
Smycz?
Dobry pies.
Dostałem cię za darmo. Mogę iść do schroniska i dostać następnego za darmo.
Jak będziesz się tak zachowywał, to tak zrobię.
Masz kiepskie dziąsła.
Pizza między zębami czy co?
- To dla ciebie. - Dzięki.
Proszę wejść.
- Używa psa dla zmyłki. - Sprytne.
Bardzo sprytne.
Chodź, Jerry. Siadaj.
Dzięki. Siad, Molly.
- Dobra suczka. - Molly, to Jerry Lee.
- Czy coś jest nie tak? - Nie, nic.
Zaraz wracam.
Jerry Lee, co się z tobą dzieje?
Wiem, że się denerwujesz i dopiero ją poznałeś,
ale tak się robi w waszym świecie. Spotykacie się i to robicie.
Jakiś problem?
Myślę, że on się trochę denerwuje. Pierwszy raz to robi.
Myślę, że potrzebuje fachowej pomocy.
Może ja mu pomogę?
Pomóc mu?
- Tak, pomóc. - Porozmawiam z nim.
Słuchaj, musisz to zrobić dla zespołu, stary.
Musisz spojrzeć na dziewczynę i to zrobić.
No dalej. Potrzebujemy gotówki.
Rozumiesz? Potrzebujemy pieniędzy.
Alternatywa nie wchodzi w grę. Chcesz, żeby Maurice...
No dobra. Po prostu udawaj.
Udawaj, że to...
Nie upieraj się.
- Jesteś tego pewien? - Zaufaj mi. Jest w jego typie.
No dalej. Spójrz chociaż na nią.
Ładna, co? Podoba ci się?
Ty się jej podobasz.
Połowa teraz, a reszta, gdy się dowiemy, czy się udało. Minus moja prowizja.
- Dziękuję bardzo. - Moje zadanie wykonane.
Będę w kontakcie.
Jesteś rozpładniaczem.
Molly, przepraszam za ten strój.
Ale mówiłem, że pomoże, prawda?
- Dasz mi jednego szczeniaka? - Wybierzesz z miotu.
- Naprawdę? - Tak.
No, proszę. Jeździsz furgonetką.
- To znaczy, niewiele... - Kobiet jeździ furgonetkami.
Po prostu nie. To wszystko.
Zajmuję się ogrodnictwem... architekturą krajobrazu.
- Przydaje się. - Kocham rośliny.
I drzewa.
Klon.
Wiąz.
Wierzby.
Krzewy.
Krzewy.
Miło się z tobą robi interesy. Do zobaczenia.
Cześć.
Spójrz na to, stary. Spójrz na te pieniądze.
Wiesz co? Myślę, że musimy zainwestować w siebie.
Ogłosimy w gazecie nasze biuro detektywistyczne.
Dopóki nie dostaniemy emerytury. Ty nie możesz ich wydać.
Nie są twoje. Kupię ci za to trochę żarcia.
Spójrz.
Nie podoba mi się ten pies.
- Czemu mnie śledzicie? - Jesteś podejrzany.
- To nasza praca. - Powiedziałem wszystko.
Zabraliście mi już emeryturę.
Chcecie mi zrobić przysługę? Dajcie mi spokój do końca życia.
- Przykro mi. - Nic z tego.
Zasady to zasady.
Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś.
Pies przegryzł oponę.
Na razie.
Dobry pies.
Patrz na tego faceta.
Nie machaj do niego.
Dzień dobry, dupki.
Dość tego.
Jakie to straszne.
- Gnojki. - Nie. Szkoda garnituru.
No już.
Szkoda garnituru.
Jest, ukazało się.
,, K-9 - prywatny detektyw do twoich usług".
,, Chcesz odzyskać pożyczkę? Martwisz się o bliskich..."
Co tam robisz? Dobra. Dość tego.
Jedziemy do weterynarza.
Oto cały problem.
Jerry Lee połknął coś, czego nie powinien.
- Ma zaparcie? - Ostre.
- Co połknął? - Wiem tyle samo, co pan.
Przejdzie za kilka dni. Proszę zadzwonić. Chciałbym wiedzieć, co to.
A w międzyczasie niech pan kupi odświeżacz powietrza.
Odświeżacz powietrza?
Przestań.
Coś ty jadł, do diabła? Co połknąłeś?
Na miłość boską.
To pewnie tamte dupki.
Nie, nie możecie skorzystać z mojej...
- W czym mogę pomóc? - Przepraszam. Nie przeszkadzam?
Nie, nie.
Szukam Thomasa Dooleya.
- Prywatnego detektywa K-9. - Tak, to ja.
Proszę wejść.
Proszę. Jest czyste.
Dobrze. Zatem...
Szuka pani prywatnego detektywa?
- Nie wiem, od czego zacząć. - Po prostu od początku.
Myślę, że coś strasznego spotkało mojego narzeczonego.
Zniknął tydzień temu.
Tydzień temu?
- Czy to się wcześniej zdarzyło? - Nie, nigdy.
Byliśmy w trakcie planowania wesela.
Podczas obiadu pokłóciliśmy się o zaproszenia.
Wybiegł z restauracji. Dzwoniłam do niego na komórkę całą noc
i cały następny dzień.
Nikt nie odbierał.
Więcej już go nie zobaczyłam.
- Proszę. - Dziękuję.
Jest brudna. To znaczy, wystarczająco czysta.
Proszę posłuchać. Znajdziemy go.
Gdzieś musi być. Czy pani przyszły mąż ma jakieś nazwisko?
Kevin Wingate.
Miał jakieś długi, wrogów?
Kevin? Nie, to niemożliwe.
Zawsze był dobry, uczynny, można było na nim polegać.
Będę potrzebował bardziej szczegółowych informacji.
Ma pani numer ubezpieczenia?
Numer ubezpieczenia, numery telefonu.
Stare rachunki z karty kredytowej, e-mail. Zdjęcie z zaręczyn.
Proszę go znaleźć. Pieniądze nie grają roli.
Dobrze, że pani o tym wspomniała. To droga usługa.
100 dolarów za godzinę plus wydatki. Mogę pokazać rachunki za...
Czy 1000 dolarów zaliczki wystarczy?
Wystarczy.
Proszę go przekroczyć.
Dziękuję, detektywie. Już mi lepiej. Zwykle tak się nie zachowuję.
Jak tylko coś znajdę, zadzwonię.
Jak panią znajdę?
To moja wizytówka.
Lauro, nie martw się. Jesteś w dobrych rękach. I łapach.
- Nic mu nie jest? - Zmęczony po podróży.
Gdy odpocznie, zaraz ruszy do dzieła.
- Nie ma lepszego detektywa. - Skoro pan tak mówi.
Proszę znaleźć Kevina.
Dlaczego to robisz, gdy mam klienta?
Co ci jest? To będzie długa noc.
Kevin Wingate.
Studia w Princeton, na Harvardzie, doskonały w golfa i tenisa.
Bankier inwestycyjny. Udziały w wielkich firmach.
Śmierdzisz.
Fasola.
To ci pomoże.
Kapusta?
To cię przeczyści. Suszone śliwki?
Jedną?
Dobrze, tylko jedną.
W porządku.
Cwany pies. O, tak.
Wygląda jak olej mineralny, ale nim nie jest.
Olej mineralny.
Curry.
Ostre.
Stary. Gotowy? O, jakie dobre.
To ci pomoże.
Pizza!
Spójrz.
Jak wygląda? Chcesz?
Proszę.
Wiem, że cię to męczy.
Ale zaufaj mi. Rano mi podziękujesz.
Chcesz coś na zgagę?
Dam ci Alka-Seltzer.
Idź się załatwić.
Pośpiesz się. Kupka.
Chcesz trochę prywatności?
No już. Nie patrzę.
Dalej.
Ja posadzę swój tyłek tutaj, a ty popracuj nad swoim.
Szybko, pośpiesz się. Klejnoty mi odmarzają.
Sparky, wracaj!
Jerry Lee?
Widzisz? Nie mówiłem?
Pizza! Lepiej się czujesz?
Co to?
Co to jest?
Nie wiem, z kim się zadajesz, ale masz jakichś mądrych przyjaciół.
To schemat twego procesora.
Widzisz te wzory i dodatkowe linie kodu?
Od lat prowadzą nad tym badania, ale nikomu się nie udało.
- Do teraz? - Właśnie.
To urządzenie o lata świetlne wyprzedza wszystko, o czym kiedykolwiek czytałem.
Czyli jest coś warte.
Nazywamy to alfa. To najważniejszy mikroprocesor.
Zawiera dane umożliwiające właściwe funkcjonowanie innych.
Sądząc po tych wzorach, są jeszcze trzy procesory do kompletu.
Mając wszystkie cztery, można zrobić wszystko.
Załóżmy, że je mam. Co wtedy?
Wypuszczasz technologię na rynek, masz nową generację komputerów.
I puszczasz z torbami miliardową gałąź przemysłu.
Bingo.
Już tu nie pracujesz.
Co jest złego w rozmowie dwóch facetów o niczym?
Muszę wyjaśnić tę sprawę z FBI.
Co chcesz wiedzieć?
Dziękuję, Carlos. Potrzebuję informacji o napadzie na Al Microlabs.
Ciągle mi się wydaje, że już o tym miejscu słyszałem.
Czy to nie tam był pożar w zeszłym roku?
Pożar?
Uważają, że to było ukartowane. Ubezpieczalnie nie chciały wypłacić.
Wszyscy musieli podpisać zeznanie.
Zrobił się z tego wielki proces.
- Ktoś był podejrzany? - Dooley, co tu robisz?
Kapitan Thomas. Przyniosłem pączki.
- Chce pan? - Nie chcę pączka.
Tu mogą przebywać tylko detektywi.
- Ciągle jest jednym z nas. - Zamknij się, Timmons.
Posłuchaj. Prowadzą dochodzenie w twojej sprawie.
Nie mojej, nie wydziału. Twojej.
Dlatego nie chcę tu widzieć ani ciebie, ani Jerry'ego,
dopóki nie oczyszczą cię z zarzutów. Zrozumiałe?
Tak jest, kapitanie.
Chodź, Jerry Lee.
- Nie jesteśmy tu już mile widziani. - Co się z wami dzieje?
Nie znacie podstawowych zasad? On jest na emeryturze.
Prowadzą śledztwo w jego sprawie. Nie wolno mu tutaj przebywać.
Kiedy ostatnio byłeś na patrolu?
Rób tak dalej, a wkrótce pójdziesz.
Jeszcze raz podważysz mój autorytet,
to sam pojedziesz na wakacje.
Jerry Lee, siadaj.
Dość mam tego, że jecie posiłki przy biurkach.
Co to w ogóle jest? Pachnie jak cebulowa enchilada.
Gdy tu wrócę, chcę widzieć, jak praca wre.
LOS ANGELES
Szybciej.
Co tu robisz?
Dobry psiak.
Dzięki za ostrzeżenie.
PODEJRZANI
Idziemy. Spokojnie.
Dooley, co tu jeszcze robisz?
- Musiałem się wysikać. - Czemu ja z tobą gadam?
Sikaj gdzie indziej. Wynocha.
Nie wiem, co ten pies w nim widzi.
Cześć.
- Cześć. - Palant.
To tutaj. Tam są schody.
Dobrze.
Znacie Billy'ego Cochrana?
Billy Cochran?
Przepraszam. Wiesz, gdzie jest Billy Cochran?
Dziękuję. Nieważne.
- Chodź, tatuśku. - Nie jestem twoim tatuśkiem.
Znasz Billy'ego Cochrana?
- Kogo? - Billy'ego Cochrana.
Tak.
To jego impreza.
Wiesz, gdzie jest Billy Cochran?
- Tak. - Gdzie?
Tam.
Muszę iść.
Zaraz wracam.
Jeśli zobaczysz psa, poślij go tam.
Jerry Lee!
Co ty masz na głowie?
Co to? Zrobił się z ciebie imprezowicz?
Nie można cię nigdzie zabrać, panie Popularny.
Idziemy, mamy coś do załatwienia.
Jesteś Billy Cochran?
- Glina! - Cholera!
Bierz go.
Wolniej.
- Nie jestem gliną. - Czego chcesz?
Mam parę pytań.
Może innym razem. Idź na imprezę.
Nie mogę.
Dobry piesek.
Chcesz narkotyków? Proszę.
Tracę cierpliwość.
I oddech.
To ostatnie ostrzeżenie.
Jak chcesz, dziadku.
Teraz mnie wkurzyłeś.
Niezły strzał.
Mam klucze, papierosy,
mandat za parkowanie. To wszystko.
To wszystko.
Zabierz tego psa.
- Chce ci się pić? - Tak.
Oszalałeś?
Dobra, powiem wszystko. Tylko spokojnie, nie puszczaj.
Czemu podejrzewano cię o podpalenie Microlabs?
Wrobili mnie. Wiedzieli, że byłem karany.
Jak tysiące innych, lubisz bawić się ogniem.
- Przyszedł do mnie facet. - Jaki facet?
Nie wiem, jaki. Atrakcyjny.
- Miał fajne ciuchy. - Przystojniak.
- Frankie Paser nas poznał. - Znasz go?
Chodzi o Frankiego czy faceta?
Faceta, mądralo.
- Nazwisko. - Nie znam. To było rok temu.
Wierzysz w to, Jerry Lee?
Podobają ci się? Staromodne.
- Nie utrzymam. - O Boże.
Podaj nazwisko.
Chyba Shyer. To znaczy Thyer. Nie pamiętam.
- Imię? - Charles Thyer.
- Gadałeś z nim ostatnio? - Nie. Wziął kogoś innego.
- Kłamiesz? - Przysięgam, że nie.
- Zraniłem cię? - Nie.
Na pewno? Masz kolczyk na sutku?
- Nie. - To dobrze.
Nie możesz mnie tu zostawić.
To za "dziadka".
Popatrz. Rezultat poszukiwania.
Nie ma Charlesa Thyera.
Nie rozumiem. Nie sądzę, by Cochran kłamał.
Robił w portki ze strachu.
Połowa dla mnie.
Który kawałek? Ten?
Dobry piesek.
Powiem ci,
że ten, kogo szukamy,
przyjdzie po to.
Musimy to dobrze schować.
Może w medalionie? Tym, który dostałeś od dziewczyn.
Nie do wiary, że coś takiego może zniszczyć wielomiliardowy przemysł.
Niech nikt się do tego nie zbliża.
Nie.
Dobra, kumam. Charles Thyer nie istnieje.
W porządku, spokojnie.
Wyluzuj się. Emeryci tak nie zrzędzą.
Zajmiemy się czym innym.
Akta Kevina Wingate'a. Zgoda?
Głupia maszyna.
Tak!
WPROWADŹ DANE
Urodzony w Allentown, Pensylwania.
Technikum. Zatrudniony przez Stalownię Pittsburgh.
Wietnam?
ZMARŁ - 1995
- Co? - Detektywie?
Tu Catherine Coleman. Nie obudziłam cię chyba?
Skądże. Właśnie zmagałem się z komputerem.
Jak się ma Molly?
Doskonale.
Wydaje się zmieniona.
Miałam przeczucie, że się udało.
- Serio? - Tak. Takie drobiazgi,
ale potrafię wyczuć jej zachowanie.
Wiem, że to wydaje się głupie...
Wiem, co masz na myśli. Jerry Lee...
Zawsze wiem, kiedy jest wesoły, smutny albo wściekły na mnie.
Są jak dzieci, prawda?
Chyba tak.
Jerry Lee to mój partner, ale nie tylko.
Jest...
szczególny.
Mieliście jechać na wycieczkę.
Tak.
Muszę tylko skończyć pewne dochodzenie.
Więc jesteś prawdziwym detektywem, jak z filmów?
Coś w tym rodzaju.
- Uwielbiam stare filmy. - Ja też.
Widziałeś Pościg za cieniem? Jeden z moich ulubionych.
- I miał psa. - I był bardzo chudy.
Prawda.
Posłuchaj, Catherine.
Może ty i pies chcielibyście...
Poczekasz? Ktoś jest na drugiej linii.
Dziękuję.
- Dooley. - Detektywie, mówi Laura Fields.
Wstyd mi...
Gotowe.
- Dziękuję. - Proszę.
Mały przeciek. Trzeba naprawić.
Proszę nie jeździć bez koła zapasowego.
Pewnie to nie pora, aby o to pytać,
ale udało ci się znaleźć Kevina?
Jak długo znałaś Kevina, zanim zdecydowałaś się na małżeństwo?
- Około roku. - Mówił, czym się zajmuje?
Inwestycjami. Pakiety technologiczne.
Nieruchomości.
Nie chcę wydawać się pesymistą,
ale musisz się pogodzić z myślą, że go nie znajdziesz.
- Myślisz, że coś mu się stało? - Nie. Wprost przeciwnie.
On chyba nie chce, aby go znaleziono.
Szukał jakiegoś wyjścia.
Twój narzeczony nie był tym, za kogo go uważałaś.
Kto to?
Według dokumentów rządowych to jest Kevin Wingate.
To ma być śmieszne?
Nie. Numer ubezpieczenia, który mi dałaś, należy do tego mężczyzny.
Ale on umarł w 1995.
To nie Kevin.
Dlaczego by mi to zrobił? Dlaczego miałby kłamać?
Nie wiem. Nie mam pojęcia.
- Pomogę ci. - Nie trzeba.
Zawsze dawałam sobie radę. Nic mi nie będzie.
Dziękuję za podjęcie się sprawy.
Proszę przysłać fakturę. Ureguluję rachunek.
- Wynajęłaś mnie, by go odnaleźć. - Powiedziałeś...
Że nie jest tym, za kogo go uważasz. Ale to nie koniec sprawy.
Gdy się na coś uweźmiesz, to nie spoczniesz, prawda?
Nikt nie jest doskonały.
No już.
- Uważaj. - Zadzwonię do ciebie.
Jerry Lee, dzisiaj będziemy mieli lekcje.
Niewiele jest na świecie osób, którym ufam.
Ale ty jesteś jedną z tych osób.
Ponieważ nie jesteśmy już w policji,
nie możemy po prostu zadzwonić do centrali po wsparcie.
Więc urządzimy sobie sesję tresury.
Nauczymy się, jak pilnować sobie nawzajem tyłków.
Oto komórka. A to ołówki.
Komórka leży na ziemi. Rzucam ołówki.
Nie ruszaj się.
Gdy usłyszysz huk, leć po nie.
Bum, bum! Tak jest.
Dobry psiak. Daj tutaj.
Nie. Do telefonu. Ołówek do telefonu.
W ten sposób.
O tak, widzisz? Nie przewracaj telefonu.
Bum! Leć. Dobrze. Jakikolwiek ołówek.
Weź ołówek. Przynieś go do telefonu.
Do telefonu. Ołówek do telefonu.
Zaczynasz łapać. Do telefonu.
Nie, to nie jest zabawa.
Nie pomagasz.
Nie, to nie jest kość.
To telefon.
Jerry, daj ołówek.
Tak trzeba, widzisz?
Telefon. Tutaj.
Niektórym trudno przystosować się do życia na emeryturze.
- Ale to bije wszystkich na głowę. - Cześć, Petey.
Próbuję nauczyć Jerry'ego, jak używać telefonu.
Nie sądzę, żeby już pojął.
To jeszcze nie skończone zadanie.
Dobra, kolego. Leć po ołówek.
- Dostałem wiadomość. - Dzięki, że jesteś.
- Chyba wiem, kto dokonał podpalenia. - Poważnie?
Nie mów mi, bo będę musiał wznowić dochodzenie.
Jeśli go znajdę, dotrzemy do organizatora napadu.
Co to ma znaczyć? Chcesz, żebym też stracił pracę?
Masz szansę zostać bohaterem.
Oszczędź zachwalania. O co chodzi?
Mam nazwisko. Thyer.
Charles Thyer.
Dlaczego sądzisz, że podpalił budynek przed rabunkiem?
Powiedziałeś, że po pożarze Microlabs zmienili firmę ubezpieczeniową.
Firmy ubezpieczeniowe muszą znać wszystkie dane, zanim wystawią polisę.
Sądzisz, że miał dostęp do planów?
Doskonale znał rozkład wszystkich zabezpieczeń.
- Dobra, sprawdzę go. - Dzięki.
Ale po raz ostatni.
- Nie jesteś już gliną. - Nie. Nawet nie potrafię tego napisać.
Powodzenia z telefonem.
Dowiesz się, czy się udało. Wpisałem twój numer do pamięci.
Czasem się nad tobą zastanawiam.
- Przeważnie się nad tobą zastanawiam. - Ja też, Petey.
Nie wszystkie. Jeden ołówek.
Tylko jeden.
Łatwiej nauczyłbyś się korzystania z budki telefonicznej.
- No i co? - Jesteś pewien, że to był glina?
Tak. To na pewno był glina.
Miał kajdanki. Miał policyjną spluwę, kaliber 9 mm.
Miał wielkiego owczarka niemieckiego. Tak. To był glina.
Nie naprowadziłeś ich na mnie?
Absolutnie. Rozegrałem to po mistrzowsku.
Znasz mnie. Lojalność to dla mnie rzecz święta.
Prawda?
Spokojnie, Billy. Wszystko w porządku.
Dobra. Przysięgam, że nie pisnąłem ani słówkiem.
Nie ma sprawy.
- Tak? - Bo jak...
Nie martw się już.
- Spadaj. - Dobra.
Tak.
Masz rację, lojalność to rzecz święta.
Chodź, przyjacielu.
Co się dzieje?
Szukaj.
No dalej.
Szukaj.
Co tu się stało, u licha?
Ani kroku!
Cisza!
To ja!
- Co tu robisz? - Kevin był u mnie w domu.
- Kto? - Kevin. Lub kimkolwiek jest.
Był tam. Czekał, aż wrócę z pracy.
Wie, że go poszukiwałam. O tobie też wie.
Chciałam, by przyznał się do kłamstw, ale on oszalał.
Zaczął mi opowiadać okropne rzeczy.
A potem straszył, że mnie skrzywdzi.
Nie wiedziałam, co robić. Wsiadłam do auta. Próbowałam dzwonić,
ale nikt nie odbierał. Wystraszyłam się.
Uspokój się.
Chodź, usiądź.
Proszę. Uspokój się.
Coś ci dam.
Masz. Weź to.
W porządku?
- Przepraszam. - Nie szkodzi.
- Ciągle to robię z twoimi rzeczami. - Nie przejmuj się koszulą.
Czy on ma twoje klucze?
- Naturalnie. - Nie możesz wrócić do domu.
Powinnaś znaleźć jakiś hotel.
- Nie mogę. Jestem z Laną. - Z kim?
Z psem. Nie mogę zostawić jej w samochodzie na całą noc.
- To zostań tutaj. - To chyba nie jest dobry pomysł.
Ten bałagan posprzątam w kilka minut.
- Co się tutaj stało? - Nie wiem.
- Nie chcę się narzucać. - Nie narzucasz się.
Zrobię porządek. To zajmie tylko chwilę.
Potem pościelę ci na kanapie i będziesz mogła tutaj spać,
a rano zmienimy u ciebie zamki.
- Na pewno nie masz nic przeciwko? - Nic. Cała przyjemność po mojej stronie.
On chyba nie uważa tego za dobry pomysł.
- Da sobie radę. - Dobra, idę po nią.
- Nie zostawiaj jej w samochodzie. - Zaraz wracam.
Chodź tu.
Widziałeś te nogi?
Nieważne, jakiego ma psa,
masz być miły, grzeczny i podzielić się zabawkami.
- Jak nie, to zamknę cię w łazience. - Jesteśmy.
Zadowolony? Wejdź.
Dziękuję za pomoc w sprzątaniu.
Przynajmniej tyle mogę zrobić.
Dlaczego ktoś miałby to robić...
Czegoś szukali.
- Znaleźli to? - Tego tu nie ma.
Spójrz na nich. Powinniśmy ich zostawić samych.
- Tak sądzisz? - Nie wiem.
Tak.
Bądź czuły.
Tu jest łazienka, kuchnia.
To mój pokój. Pościel jest zawsze czysta.
Pokój dzienny. Drzwi można zamknąć,
więc będzie ci wygodnie i bezpiecznie.
Śniadanie i kawę podajemy o ósmej.
Dziękuję.
Nie planowałam tego, więc nie mam w czym spać.
Nie szkodzi.
- Mogę ci coś pożyczyć? - Jasne.
Przyniosę koszulę.
Jerry Lee i ja nie śpimy w piżamach, więc nie mamy ani jednej.
Ładna, co?
- Śliczna. - Ta jest czysta.
- Dziękuję. - Proszę.
Chcesz się przebrać? Chciałbym wyjść, gdy to robisz.
Świetnie na tobie leży. Pasuje ci.
Chciałabyś czegoś jeszcze, zanim my...
- Zanim się położysz? - Może trochę wody.
Woda już idzie.
Dziękuję.
- Wystarczy? - Tak.
Czy chcesz czegoś jeszcze?
Drinka na dobranoc, jakiś owoc. Nitkę dentystyczną?
Masz może rodzynki?
Mam rodzynki.
Tak, mam.
Rodzynki są bardzo dobre.
- Proszę. - Świetnie. Dziękuję. Uwielbiam je.
- Ja też. - Są takie smaczne.
Właściwie to są winogrona.
Używa się ich do produkcji wina,
a te, które się nie nadają, przerabiają na rodzynki.
Więc tak naprawdę jemy merlota.
Lub też gówniane rodzynki.
- Czy co tam. - Są bardzo...
Wilgotne.
I miękkie.
I mają mało cholesterolu.
Czekaj. Przepraszam.
- Muszę cię o coś zapytać. - Mam coś w sypialni.
Stare, ale data przydatności jeszcze nie minęła.
Nie. Czy to jest początek czegoś szczególnego,
czy tylko przygodna znajomość?
Chyba trochę się pospieszyliśmy.
To dzieje się za szybko.
Może porozmawiajmy o tym rano?
Jasne.
Dobranoc.
Dooley?
- W porządku? - Tak.
Cholera.
- Szukasz czegoś? - Wystraszyłeś mnie.
Szukam długopisu. Chciałam zostawić ci list.
Długopis leży na biurku.
Co powiesz na śniadanie? Robię smakowite.
Z przyjemnością, ale nie dam rady.
Mam szalony dzień w pracy, a jeszcze muszę wyprowadzić Lanę.
Ja to mogę zrobić. Idę z Jerrym do psiego parku.
- Jeden z przywilejów emeryta. - To zły pomysł. Jest wybredna.
Chodzi o wczorajszy wieczór?
Nie przejmuj się tym.
Cześć.
Zadzwonię do ciebie.
Przestań się wydurniać. Ja dokonałem wyboru.
Ty jesteś psem.
Kto się do mnie włamał? Mieliście obserwować.
- Co się dzieje? - Mieliście pilnować.
Mam już tego dość.
- To jest naruszenie prywatności. - Kapitan cię wzywa.
- Niech tylko rozprawię się z agentami. - Nie uciekną.
- Masz natychmiast być u kapitana. - Teraz?
- Coś przeskrobałem? - Wsiadaj.
Chodź, Jerry Lee. Jedziemy do miasta.
Oddychaj.
- Takie to pilne, że potrzebuję obstawy? - Siadaj i siedź cicho.
W zbiorniku wodnym znaleźliśmy ciało Billy'ego Cochrana.
Opowiesz nam o swoim związku z zamordowanym?
- Znów jestem podejrzany? - To ty mi powiedz.
Ktoś podobny do ciebie i Jerry'ego Lee wdał się z nim w strzelaninę.
I szperałeś w moim komputerze na jego temat.
- Nie zabiłem Billy'ego Cochrana. - To co kombinujesz?
To przyszło z Ministerstwa Sprawiedliwości.
To facet, o którego wypytywałeś - Charles Thyer.
To jest Nicolas Burrows. A to Kevin Wingate.
Burrows i Wingate to pseudonimy Charlesa Thyera.
FBI uważa, że jest przemysłowym terrorystą i potrafi zmienić wygląd.
Uważają, że to on włamał się do laboratorium.
Skradziono cztery mikroprocesory. Prototypy.
Jeden z nich to procesor alfa. Bez niego pozostałe nie działają.
Wiem. Gdzie jest Thyer?
Nikt nie wie. Dwa razy prawie go schwytano, ale udało mu się uciec.
- Może ma jakieś wtyki. - Cochran wsypał Thyera.
Cochran nie żyje, moja chata splądrowana.
- Myślisz, że Thyer za tym stoi? - Na pewno.
Czy ktoś może potwierdzić te przypuszczenia?
Możliwe. Frankie Paser.
- Znajdźcie go i przyprowadźcie. - Nie możecie.
Gdy Thyer się dowie, znów zniknie. Nie znajdziecie go.
Nie jesteś już gliną, Dooley.
Rozpracowujemy go z Jerrym Lee.
Znajdziemy go, ale potrzebujemy do tego Frankiego.
- Co mam zrobić? - Zostawić Frankiego.
Daj mi 24 godziny. Dostaniesz zabójcę,
federalni złodzieja, a ja emeryturę.
I już mnie nigdy nie zobaczysz.
- Tylko 24 godziny. - Ani minuty dłużej.
Tak jest.
Były detektyw Dooley.
- Witaj, Frankie. Jak makaron? - Przysparza niestrawności, tak jak ty.
Nie zaprosisz mnie do stolika?
Chcesz pogadać, przyjdź z nakazem.
Zapomniałem. Nie możesz. Nie jesteś już gliną.
W takim razie spadaj.
Dobra, idę sobie.
Przepraszam, że przeszkodziłem. Smacznego.
Czekaj, Dooley.
- Powiedz, żeby mnie puścił. - Mam się dosiąść?
Dziękuję, Frankie. Z chęcią. Smakowita fasolka.
Zdaje się, że przerzucasz gorący towar.
Nie wiem, o czym mówisz...
- Interes dobrze się kręci. - Miło mi to słyszeć.
- Bo szukam pośrednika. - Jesteś gliną.
Już nie. Zabrali mi emeryturę.
Nie ma mowy. Mam surowe zasady...
W twoim przypadku chętnie zrobię wyjątek.
- Dziękuję, Frankie. - Co masz do sprzedania?
Mikroprocesor. Słyszałeś o nim?
- Wiesz, o czym mówię? - O prototypie.
Powiedz kupcowi, żeby przyniósł pozostałe trzy.
- Ile chcesz? - Dwa miliony.
To uczciwa cena.
Ma się zjawić z pieniędzmi osobiście.
Dziś o północy w odlewni.
Dobrze.
- Chodź, Jerry. - Bez psa.
Nie ma psa, nie ma interesu.
Mój klient przyjdzie sam. Ty też możesz.
Dobra, pies zostanie w samochodzie. Ale on ma się zjawić z gotówką.
Dobra.
Zatrzymaj chleb. Ja zażywam proteiny.
Tu Kevin i Laura. Proszę zostawić wiadomość.
Laura, próbuję cię złapać. Zadzwoń do mnie, gdy to odsłuchasz.
Dobra, kolego. Jesteśmy na miejscu.
Daj mi ten procesor.
Słuchaj uważnie.
Tu masz telefon. Tutaj.
Długopis jest tutaj.
Gdy tylko coś usłyszysz, dzwoń do Peteya za pomocą długopisu.
Bum! Tak jest.
Bum! Dobrze.
Zaraz wracam.
W razie czego użyj telefonu i zadzwoń do Peteya.
Ani kroku dalej.
Czyż to nie Charles Thyer.
- A może raczej Kevin Wingate? - Czy to ważne?
Dla niektórych. Dla urzędu podatkowego. Dla twojej narzeczonej.
- Dla wypożyczalni kaset. - Detektywie, proszę odłożyć broń.
- Masz pieniądze? - Nie.
- Daj mi to. - Nie.
Następny nie spudłuje.
Spokojnie, Chucky.
- Nie nazywaj mnie Chucky. - Rozumiem.
W dzieciństwie miałeś problemy.
Pamiętasz tę lalkę z nożem? Chucky, Chucky, Chucky.
- Spokojnie. - Cofnij się.
Wiesz, co przez ciebie przeżyłem?
To nie było celowe. Nie wiedziałem, że Jerry Lee go połknął.
Nie chcesz tego wszystkiego spieprzyć.
Jeszcze jedno bum i nie wiadomo, kto to usłyszy.
Po co to tak strzelać - bum, bum, bum!
Zamknij się. Ale już!
Masz mikroprocesor. Czego jeszcze chcesz?
Od ciebie? Już niczego.
Zabiłby cię.
Musiałam go powstrzymać.
Dziękuję.
Powiedziałeś, że go znajdziesz. I znalazłeś.
Dobra jesteś.
Bardzo dobra.
Zastanawiałem się, skąd Thyer znał tak dobrze rozkład laboratorium.
Gdy odkryłem, że Charles Thyer i Kevin Wingate to ta sama osoba,
zostało tylko przyjrzeć się twojej wizytówce.
I bum! Znalazłem odpowiedź.
Wycena ubezpieczeń. Pożary, prototypy... Bingo.
Byłaś z nim w zmowie, co?
Co się stało? Dlaczego przestało cię to interesować? Co było nie tak?
Zdecydowałaś się odejść, gdy zgubił procesor?
Powtarzał, że partnerzy mogą zrobić tylko jeden błąd. To był jego.
Masz głowę na karku. To twój błąd.
Wrobiłaś mnie. Kazałaś mi szukać Wingate'a, żeby znaleźć Thyera.
Wynajęłam cię, abyś odnalazł narzeczonego. Wywiązałeś się.
Dzięki. Wystawisz mi referencje?
Dział detektywów. Słucham?
To chyba kawał. Jakiś pies dzwoni.
Dooley uczył Jerry'ego Lee wykręcać mój numer, jeśli popadnie w tarapaty.
Oddaj mikroprocesor.
Chcesz? To go sobie weź.
Musiałeś odgrywać harcerzyka.
Przynieś mój pistolet.
Dobry psiak. Gdzieś się podziewał?
Laura, daj spokój.
Laura, nie musisz tego robić.
Jerry Lee!
Spokojnie.
Uważaj.
Jerry, leć tamtędy.
Dalej.
Dobry psiak.
Daj spokój, Laura. Nie musisz tego robić.
Poddaj się i dojdziemy do jakiegoś porozumienia.
Żadnych porozumień.
Już po wszystkim.
Cholera.
Dlaczego zawsze trafiam na wariatki?
Dokąd idziesz?
Policja zaraz tu będzie. Jesteś w potrzasku.
Błagam, bądź rozsądna.
- Odwal się, Dooley. - Ładne słownictwo.
Trzymaj się.
Chwyć się. Mam cię.
Spokojnie. Trzymaj się.
Mam cię.
Jerry Lee!
- Trzymaj się. - Tylko nie puść.
Jerry?
Chodź.
Trzymaj się.
Chwyć za spodnie. O tak. Za stopę. Dobry psiak.
Ciągnij.
Jeszcze trochę.
Ciągnij, Jerry Lee.
O tak.
Dalej.
Dooley!
Tutaj!
Nic mi nie jest. Wszystko w porządku.
- Co to za jedna? - To wspólniczka Charlesa Thyera.
- Aresztujcie ją. - Trafiłam na nieodpowiedniego faceta.
- I to był twój błąd? - Nie.
Mój błąd to słabość do ciebie.
Zdarza się.
Dobra robota. Twoja emerytura jest w moim biurze.
- Gratuluję. - Dziękuję.
Zatem jesteś na emeryturze?
Tak.
Psu znów się udało.
Jerry Lee, słyszysz?
Czek z emeryturą czeka. Jesteśmy na emeryturze.
Jedziemy na wielką wycieczkę.
Przyłóż piątkę.
I gdzie się podziewałeś? Ganiałeś wiewiórki?
To było dla ciebie za proste?
Czekasz, aż jestem prawie martwy, i wtedy się zjawiasz?
Potrzeba ci dyscypliny. A wiesz, czego mnie potrzeba?
Pizzy. Jestem bardzo głodny.
Maurice.
W końcu się pan zjawił.
- Jak się masz, przystojniaczku. - Dziękuję, dobrze.
Gdzie są?
Tam. Proszę.
- Słyszałem, że byliście na wycieczce. - Przez cały kraj.
O, tutaj i... reszta zapłaty.
- Świetnie. - Lećcie. Ona czeka.
- Dziękuję, Maurice. - Proszę.
Mój Boże.
Jerry Lee, jesteś ojcem.
Chodź.
- Cześć. - Jak się masz?
- Dobrze, a ty? - Też.
Obiecałam, że będziesz mógł wybrać. Którego chcesz?
- Mogę wszystkie? - Nie. Dwa obiecałam dzieciakom siostry.
Jak się wybiera?
Spójrz, jakie są śliczne. Jerry Lee, masz szczenięta.
Chodźcie tutaj. Mam jednego. O Boże.
Jaki ładny.
Weźmiemy tego.
O Boże, Jerry Lee, popatrz.
Spójrz na tego. Czujesz swojego, co?
Taki śliczny.
Dziękuję.
To przez te szczeniaki.
Jak go nazwiemy?
Nie wiem.
- Może Nick? - Nick jest ładnie. Podoba mi się.
- A może Mike. - Mike, Nick, Peter.
Peter. Paul. Mary.
- Chyba nie potrafimy wybrać imienia. - Ale potrafimy hodować.
Może zaczniemy interes? Hodowla psów?
- To zależy od podziału. - Po połowie.
- Nic z tego. Chwileczkę. - Chwileczkę?
- Czy to zagrywka negocjacyjna? - Może.
- Masz go? - Tak.
- Zaraz stracisz kolejnego. - Spokojnie.
Negocjacje są bardzo ważne.
Jeszcze jeden. Jerry Lee, złap go.
Chyba poleciał za terierem.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.