Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Tak?
Jedziemy, zaraz będziemy.
Jak to, inna miejscówka? Było mówione, że dobijemy!
A, zabrakło picia?
Ben?
Pogadam z Marion i Fleur.
Z Marion, bo Fleur właśnie ćwiczy usta.
Braciszku?
Dziewczyny, co robimy?
Ben!
- No co?! - Znów zmieniłeś hasło do Wi-Fi?
Odwal się od mojego routera!
- Dawaj. - Małe
- Co to? - Tinder.
- Pokaż. - Rozmawiam!
Benjamin?
Wiesz, że hasło można zmienić?
Podoba mi się, moje Wi-Fi też!
- Dziwne. - Co?
- Wszędzie ten sam uśmiech. - Zgroza.
- Uważaj. - Komiwojażer?
- Zazdrościcie! - Albo psychol.
Mamo, dzwoń!
Nie odbierasz. Twój kuzyn nabałaganił mi w iPadzie.
- Nie teraz. - Staram się dla was.
Rezerwuję kolację w Biarritz.
Żałosny ten twój wirtual. Postaw na przypadek.
Caves Saint-Jean czy ChezBibi?
Nie wiem, to za trzy dni.
- Spytam twojego brata. - Bardzo dobrze.
Dzień dobry, Nicole!
Co chcecie na kolację w Biarritz?
Zjemy w Courtepaille, po drodze.
Żartujesz!
Mają basen z piłkami, mały się pobawi.
Wybieraj: Caves Saint-Jean czy ChezBibi?
- Courtepaille. - Courtepaille?
Dobrze, dobranoc.
NASZE WYMARZONE WAKACJE
Benjamin?
Marion?
Ostrożnie!
Łap łódź!
W porządku, trzymam.
Przycumować was?
- Co nam zrobić? - Przycumować, przywiązać łódkę.
Nie, odpływamy.
- Wilk morski! - Tak jakby. Ostrożnie.
Stara szkoła!
Miło cię poznać. Klasa tiszert. ESIC?
Moja uczelnia.
Stylowy.
Jaki plan? Daj pomarzyć.
Nie wiem, napijemy się...
Nieźle. Oryginalnie.
- Romain! - Uroczy uśmiech.
Zamkniesz się?
Cóż, dziękuję.
To na razie.
Dzień dobry.
Zostawiłam w barze torebkę.
Chłodnawo jak na lipiec.
Gadamy o pogodzie?
- Można. - Już milczę.
A, mam dla ciebie prezent.
- Prezent? - To, o co prosiłaś.
Leki?
Cytrynian. Potrzebowałaś go.
Przemiłe!
Chciałem się wykazać na pierwszym spotkaniu z Tindera.
- To twoje pierwsze? - Tak.
Ludzie zwykle tak mówią.
- Kłamią? - No.
A dla ciebie to pierwsze...?
- Nie? - Nie. Nie okłamałam cię.
A które?
Nie liczyłam. Trzydzieste-czterdzieste?
Nie bój się, zazwyczaj po minucie się nudzę.
Nie wiem, czy to mnie pociesza...
Zdrowie.
- Za cytrynian betainy! - Polecam cytrynowy, to hit.
- Zamiast jakiego? - Miętowego. Porażka.
Nie próbowałaś? Koszmarek. O mało ich nie skreśliłem.
Jesteś aptekarzem?
Handlowcem, ale cenię zdrowie. Noszę leki. Może dolipranu?
Skręcisz nogę - mam arnikę. Zawsze krok przed chorobą.
A ty co robisz?
Rysuję. Komiksy.
- Tym zarabiasz na życie? - Nie.
Żyję z zasiłków i szukam sponsora. Dlatego się spotykamy.
- Cholera, jasne... - Żartuję!
Tak myślałem... Biorę wszystko dosłownie.
Ale to fajnie.
Pora się zbierać. Idziemy.
Będziesz musiał się rozstać z przyjaciółką.
Zapomniałem o niej! Mam wrażenie, że jest częścią mnie.
Jakbym miał naramiennik.
Chcesz się przespacerować?
Za pól godziny mam kolejne spotkanie.
Tak?
- Ben? - Co?
Już znasz moje poczucie humoru!
No nie! Nie połapałem się!
- Płaczesz? - Nie.
Szczytujesz jak głuchoniemy.
Nie chcę przeszkadzać twojej koleżance.
A niech mnie!
Kurczę!
Tak wyglądają twoje spotkania z Tindera?
- Klatka schodowa to debiut. - Cieszę się.
Mogę Skorzystać, umyć ręce?
Chcesz siusiu?
W głębi po prawej, żółte drzwi.
Ja nie mogę!
Czad.
Przepraszam! Nie wiedziałem, wybaczcie.
W porzo, ESIC?
Tak, szukałem WC.
Nie krępuj się, nie patrzymy.
Nie, nie przy was.
Coś ty, chodź, znasz się na podatkach.
Co to jest przychód od udziałów podlegający opodatkowaniu?
Masz udziały w jakiejś spółce?
Nie, jest muzykiem eksperymentalnym.
Więc tego nie wypełniaj.
Zostawię was.
- Masz fajkę? - Nie palę. Cześć.
- Ben? - Tutaj.
- Chodź. - Gdzie jesteś?
W kuchni.
Twoi współlokatorzy... Dokąd?
- Chodź. - To para? Siedzą w wannie.
Nie. Wspólna kąpiel to nie związek.
Jasne...
- Chodź. Każde po kroczku. - Wysoko tu.
To nic, mnie się ciągle zdarza. Patrz mi w oczy.
- Nienawidzę cię. - Coś ty, uwielbiasz.
Daj rękę
- Uwielbiasz mnie? - Nie wiesz jak.
Tego mi dziś brakowało, śmiertelnego upadku z dachu.
Urlop spędzasz w Biarritz?
W Biarritz. Trzy tygodnie, od trzydziestu siedmiu lat.
- A ty? - Z tymi wariatami. W Bejrucie.
Bejrut? Milusio. O tej porze roku polecałbym Syrię.
Zabawicie się jeszcze lepiej.
Syria jest spoko, ale już znam.
Nie wiedziałem, że jesteś błękitnym hełmem.
Ależ tu dobrze! Mogłabym zasnąć.
Zdrzemniesz się?
Ben! zabrałeś płyn do ust?!
Mówiłaś, że...
Miałaś spać. Uznałem, że to dobry moment.
- Nie zaplanujesz wszystkiego! - Nie planuję.
Nie przewidziałem tej nocy, tego, że cię poznam,
seksu na wycieraczce ani łażenia po dachu.
Ale mogę zaplanować świeży oddech.
Pojedziesz ze mną?
- Słucham? - Co?
- Powiedziałem to? - Słyszałam. Coś mówiłeś.
Jejku, powiedziałem...
- Pojedziesz? - Powtórzyłeś.
Sprawa potwierdzona. Ty wyjedziesz tam,
ja gdzie indziej, każde kogoś pozna!
A ja chciałbym, żeby to troszkę potrwało.
Nieważne.
Co jest między Bejrutem i Biarritz? W połowie drogi?
Do Bułgarii?!
Dlaczego?
Ona ma jechać do Bejrutu, a ja do Biarritz.
Zobaczyliśmy, co leży pośrodku - okazało się, że Bułgaria.
Rezygnujesz z Bejrutu dla wyjazdu z ESIC-iem?
- Co z tego? - Wakacje we dwoje?
- Nie jesteśmy parą. - Przerwę ci.
Śpicie ze sobą, wyjeżdżacie razem -jesteście parą.
Z dziewczyną, której nie zna mama ani ja? Oszalałeś.
'Zgłodniałam, patrz jaka miła gospoda"!
"Zerknę w Tripadvisora"!
- Jedz tylko gotowane. - Albo jogurty.
Kościół, boskie tło!
Filtr! Status? Wakacje miłości.
Jadłabym w hotelu.
Zrezygnowaliśmy z hoteli. Wolimy pokoje u ludzi.
Nie rób tego.
- Co? U jakich ludzi? - Sympatycznych. Z Airbnb.
Co? Jak się nazywają?
To nie nazwisko, tylko apka.
Więc jadę sama z...?
- Długo się znacie? - Od piątku.
Śmiej się! Wspólny wyjazd to najcięższa próba.
Od tego zaczniesz?
Wariactwo.
To nie ma sensu.
Zsynchronizuję je, muszę mieć wszędzie to samo.
Chyba tutaj.
Dojeżdżamy.
Żałuj, że spałeś, piękna droga.
Ale odpłynąłem!
To tutaj. Poznaję ze zdjęcia.
Dziękuję panu.
Typowy bułgarski dom.
Tak... Przyjemny.
- Miał stać nad morzem? - Pewnie z drugiej strony.
Jednak nie. Jest po drugiej stronie, ale szosy.
Właśnie, wszystko się zgadza.
Nic nie zrozumiałem. Co?
Od tyłu.
Jasne.
- Pomóc ci? - Nie trzeba.
Witamy w Bułgarii!
Od razu tańce.
Nazywam się Sveltana Veselino Dobcheva.
Długie.
Mówcie mi Kuku.
Czujcie się jak u siebie.
Dziękujemy, to przemiłe.
Sympatycznie.
Dziękujemy za ciepłe przyjęcie.
- Podoba się? - Bardzo.
Ben?
Fajnie, co?
Widać koloryt lokalny.
- Co to? - Mój syn, Todor, kocha muzykę.
On tak zawsze?
To nie odpowiedź. Gdzie jest łazienka?
Tak czułem.
Jedna sprawa: pamiętajcie, żeby wystawić Kuku dobrą opinię.
Co to ma być?
- Genialne miejsce. - Tak, super.
Siusiu i zwiedzamy?
Przepraszam.
Marion, zaczekaj na mnie.
Trzeba z refleksem.
To droga śmierci, mistrz światowych rankingów.
Teraz!
Nie! Wygłupiasz się!
Będziesz zachwycony, jest wspaniale.
- Paskudnie. - Co?
Mamy odpływ? Daleko to morze, nie uważasz?
Jest pomost!
- Skoczę sobie. - Idź, dołączę.
Czekaj, już.
Zaczynamy!
Uważaj, pełno rdzy! Tężec jak w banku.
Tam jest głęboko!
- Nic ci nie jest? - Nie. Świetna woda.
- Wchodzisz? - Dla mnie za bura.
To muł. Jest boska.
Obrzydlistwo.
Nie, co one...?
Cholera jasna! Zwariował pan?
Witamy w Bułgarii.
Wlazł do wody!
Idź sobie! Nie do wiary!
- Boisz się psów? - Nie, ale to bestie do walk!
Coś ty, są przyjazne.
I jak? Zadowolony?
Ty tutaj?
Przygoda, co? Miałeś słuszność, przepięknie tu.
Ta barwa wody! Brunatna? Bura?
Racja, Biarritz jest przereklamowane.
Trafny wybór. Udanego urlopu!
Idziemy?
Ben?
Idziemy?
- Szkoda, dobrze się spało. - Rozejrzymy się.
Niech to szlag!
Siedzisz na kibelku?
Biorę prysznic.
Znalazłeś czynne gniazdko?
Spróbuj z tym dolnym przy kuchni.
Szybciej, Kuki poleca obłędną restaurację,
ale podają tylko do dziewiątej.
Namydliłem się, zaraz jestem.
Już schodzę. Wezmę komórkę.
Dobry wieczór!
Już niedaleko.
Co robisz?
Oglądam menu. Ciekawe.
Stąd?
Owoce morza, tatar z tuńczyka i tataki.
Nie jemy tu, okropne miejsce.
Pod turystów.
Jesteśmy turystami. Zerknę do Tripa.
Błagam, nie.
Mamy namiar od Kuki, ona wie lepiej.
Spójrz. Jaki tłok!
Bo dobrze karmią?
Mają naganiaczkę!
Przykro mi, innym razem.
Dla pana.
Świetny gość. Ładuje mi komórkę w ciężarówce.
Sami miejscowi. Dobry znak.
Tak, widzę.
Przepyszne!
Poważnie? Przecież to oliwa. Z ziemniakami.
Pycha. Skosztuj.
Nie mogę
- Mówię ci. - Nie mam ochoty.
Robisz błąd.
Co tam?
Matka przysyła zdjęcia. Z kuzynami.
Często esemesujecie. Jesteś zżyty z mamą.
Rozmawiamy, utrzymujemy kontakt.
Jesteście bardzo rodzinni.
Troszczymy się wzajemnie o siebie, chyba normalne?
- Nie chciałam... - Wy nie?
Mam bardzo małą rodzinę, tylko matkę.
Nie jesteśmy zbyt blisko. Nie stanowi punktu odniesienia.
Ale wszystko gra, bez obawy. Rodziną są ci, których wybieram.
Pora na rakije!
Dzięki!
Uwielbiam ją! Cudnie, spędzimy u niej pięć dni!
Pięć?
Tak.
U nas się mówi "na zdrawie".
Ja nie. Pójdę się odświeżyć.
Dziękuje!
Przepraszam!
Chodź!
- Co się dzieje? - Jest Todor.
Wiem, widziałem.
Nie mam ochoty, nie chce mi się pić.
Zapal światło.
Mocny ma ten alkohol!
Oj, mocny.
Zdejmujesz buty? Szkoda.
Nie naciskaj na brzuch, bo zaraz...
- Nie będę mógł. - Co jest?
Żołądek mnie boli.
- No co ty? - Serio. Nic z tego nie wyjdzie.
Jesteście beznadziejni!
Nie musi być kąt prosty, radzimy sobie przy 60 stopniach.
Ale tu widzę piętnaście... nie, dwa.
- Nie masz mi za złe? - Mam.
Nie, proszę cię.
Wszystko dobrze? Nic panu nie jest?
Oddycha.
Ben?
Co ci się stało? Co to?
Kurczę!
A, tak... oberwałem gałęzią w twarz.
Jaką gałęzią? Wychodziłeś?
Tak, żeby się... Wychodziłem.
W nocy?
O drugiej. Był ten, no...
Kogut?
Nie... Kotek. Miauczał.
Kotek?
Wziąłem go na ręce, powiedziałem: "uspokój się, kotku"
i wtedy pojawił się ten, jak mu? Todor? wrzeszcząc: "cat, cat"!
Po angielsku?
Nie, węgiersku. Bułgarsku.
Przestraszył mnie. Odwróciłem się i dostałem gałęzią.
Biedaku! Co on tam robił?
Nie wiem.
- Dlaczego krzyczał? - Nie mam pojęcia, był zalany.
W trupa. I miał pejcz.
- Pejcz?! - No.
- Myślisz, że bije koty? - Nie wiem, ale na pewno je zjada.
- Bredzisz. - Poważnie. Wiem, co mówię.
Poszedłem dróżką do grilla.
Widziałem tam zwęglone kłębki sierści.
Co? Grillują koty?
- Chorzy jacyś! - Co mam powiedzieć?
- Co teraz? - Znikamy stąd.
Przynajmniej ja. Nie uznaję jedzenia kotów.
Zapłaciłam z góry, muszę ponegocjować.
Nie. Ja negocjuję, to mój zawód. Robię to na co dzień.
Nie wywiązała się z umowy.
Zero intymności, ten gra rocka od samego rana...
Dla mnie wystarczy. Zaraz jej to powiem. Ty się pakuj.
Ale najpierw zęby i drobna toaleta. Dość tego cyrku.
Przykro mi, musimy wyjechać.
Marion źle się czuje, potrzebuje intymności i spokoju,
więc pójdziemy do hotelu.
Jak się podoba, to się podoba, a jak nie, to nie.
Dziękuję. Wiedziałem, że pani zrozumie.
Prosiłbym o zwrot pieniędzy.
Nie podoba się, nie mój problem. Zatrzymam je.
Dobra, trudno. Proszę bardzo.
- Załatwione. - Już?
- Oddała ci? - Jasne.
- Przelewem? - Gotówką. Popatrz.
To papier.
Nieważne. Cztery dni to raptem dwie dychy.
Nie podaruję mordercom nawet centa!
Zgłosimy to w Paryżu.
Nie, zaczekaj.
Kuku?
Zwróć pieniądze, bo rozgłoszę w Internecie, że mordujecie koty.
Co?
Mój chłopak widział w nocy, co Todor robi kotu!
Wiemy, że je jecie, widzieliśmy grill. Oto dowód!
Przyznaje się!
Robiłeś kupę w ogrodzie?
Francuskie świnie!
- Robiłeś? - W życiu!
- Zwariowałeś? - Kłamca!
- Co się stało? - Nieważne, nie teraz.
- Chcesz wody? - Nie, dzięki.
Szczurza padlina! Dość tego!
Zamierzasz się dąsać?
To szczur!
I co? Przez ciebie odeszliśmy od Kuku!
Tam było okropnie!
Wszystko ci się zawsze podoba? To syf, pokój - ohyda!
Pewnie chowa tam zmarłych! Nie śmiej się, bo to prawda.
Plaża przy szosie! Dla mnie to nie wakacje!
Potrzebuję czystego piasku i wody, która nie przypomina coli.
W hotelu działają gniazdka.
Ja nie kucam w cudzym ogrodzie!
Nie załatwię się za zasłonką!
Nie dam rady, wybacz!
Byłem o krok od zaparcia!
Nawet jako dziecko nie wypróżniłem się u ludzi.
- Kupa ludzka rzecz. - Nie znamy się.
To nasze pierwsze wakacje,
nie mam ochoty rozprawiać o defekacji.
Zachowajmy to dla siebie.
Potrzebujesz Słonecznego Brzegu.
Kurortu z leżakami, koktajlami i plażami.
Nieprawda. Też lubię przygody. Ale piszę się.
Chodźmy.
Szlag.
Francja?
Paryż!
- Skąd jesteście? - Z Hajfy, z Izraela.
- Ja jestem Almog. - A ja Yuval.
- Dokąd jedziecie? - Do Słonecznego Brzegu.
Co?
Nie tym autobusem.
Nie żartuj.
Jedziemy w Rodopy. Słoneczny Brzeg się chowa.
Znamy tam najlepsze miejsca. Przyłączcie się.
Właśnie!
Tylko coś sprawdzę.
Ben?
Mam dwie wiadomości. Dobrą i trochę gorszą.
Przestań mnie budzić w ten sposób.
Ten autobus nie jedzie do Słonecznego Brzegu.
Mówiliśmy: hotele i jacuzzi.
- No co? - To nie koniec.
Mam nowych przyjaciół: Almoga i Yuvala.
Zabiorą nas w Rodopy. Spoko, nie?
Nie jeździ się z obcymi. Nic z tego.
Spójrz na mnie. Są świetni. Mam czuja do ludzi!
I masę złej woli.
Spójrz! Nie wyglądają na miłych?
To jakieś klauny.
Może wydam się mieszczański, ale nie chcę spać w przyczepie.
- Jakie tam są pokoje? - Najlepsze pod słońcem.
- Pięciogwiazdkowe? - Sześcio.
Minimum.
Bardzo śmieszne.
Czuję, że znów będzie kibel w krzakach.
Tęskniłem za tym miejscem.
Widzisz to?
Raj!
Chyba kozi.
Jestem nieprzygotowany do tych warunków.
- Unieś głowę. - Tak, cudownie.
Pięknie, nie?
Bardzo, ale jestem nieprzygotowany.
Wszyscy mają buty trekkingowe, a ja co?
Podoba mi się tutaj.
Nie wierzę! Francuzi pod Perelikiem!
- Dzień dobry, Marion. - Philippe, z Brukseli.
Pierwszy raz tutaj? Francuzi łakną przygód.
- Tak? - Pierwsze słyszę.
- Rozejrzycie się? - Chętnie.
To kącik sanitarny.
Czasem nie ma cieplej wody, da się przywyknąć.
- Mogę do łazienki? - Wisi chustka, zajęte.
Udanych wakacji.
Przestań. Mają system chustkowy.
Kącik kuchenny, fantastyczna rzecz.
Gotuje bułgarska rodzina. Dziś ich kolej.
Karmią marnie, ale są przemili.
Posiłki przygotowujemy sami?
- Tak, po kolei. Gotujecie? - Nie.
Świetnie, nauczycie się!
To schronisko jest otwarte na tych, którzy nic nie umieją!
- Fantastycznie! - Tego szukaliśmy.
- Chodźcie z nami. - Już.
Philippe, dzięki za oprowadzenie.
- Sympatyczny. - Trochę dziwny.
To tutaj?
Wspólny pokój?
- Wspaniały, nie? - Całkiem spoko.
Wcale nie.
Mówiłem! Sześć gwiazdek.
Miałeś kiedyś takie łoże?
Nie jestem na Erasmusie, nie te lata.
Gdzie schowam portfel i laptop?!
Cześć. Nowi? Bardzo mi miło.
Jesteś śliczna!
- Tania, z Londynu. - Ben. Bardzo mi przyjemnie.
Z Paryża.
Dobra, nie psujmy innym przyjemności.
Trochę bliskości nie zaszkodzi.
Niesamowite miejsce, pokochacie je. Wszystko pro-eko.
Jedzą wyłącznie własne produkty.
Uwielbiam cię!
To znaczy, te klimaty, przepraszam.
Jedyna rzecz: ubikacja nie działa, więc kupkę robimy na dworze.
Na dworze?
Nie szkodzi.
Coś tak wyluzował?
Nie szkodzi, nie? Przecież to wakacje.
Gdzie byliście?
Spędziliśmy miesiąc w Tiranie.
Dwa tygodnie tutaj, a dalej Belgrad i Sarajewo, marzenie Jeanne.
Dlaczego?
Sarajewo jest wspaniałe! Marzę o nim.
To jeszcze nic. Dwa lata temu...
...wyjechaliśmy na 16 miesięcy do Azji.
Nie macie żadnego zajęcia? Nie pracujecie?
Mamy. Podróże absorbują i wymagają przygotowań.
Fascynujące!
- To wybór. - Styl życia.
- Świat jest wielki. - Fakt.
Wypijmy za jego urodę!
Za urodę świata!
Energio Ziemi... Ty dajesz... odbierasz i znów dajesz...
Jak w Hair.
Ależ nam tu dobrze! Prawda?
Zmieniam zdanie.
Co palisz? Skręt?
Łagodny, bio.
Zobaczmy.
Philippe uprawia na tarasie.
Ten Belg?
Kopie! Ostry towar!
Niezły ma ten taras!
Genialna para. Pełna wolność.
Nie, wolność raczej... kapitalistyczna.
Co ty gadasz?
Wynajmują swoje mieszkania w jednej z wielkich stolic Europy
tłustym kotom.
Żerują na nich, a sami jadą tam, gdzie najtaniej.
I wciskają nam humanitarny kit.
Dobre, ale dla mnie to nie wolność.
Jesteś dumny ze swojej teorii.
Trzyma się kupy.
Za to prawdziwym szacunkiem darzę Tanię.
Jasne.
Jeździ wszędzie.
Megaodważna laska, jestem z niej dumny.
- A jaka dobra! - Właśnie.
No co? Ta trawa!
- Serum prawdy. - Nawet na nią nie spojrzałem.
Są nasi Francuzi!
Gotowi na jutro?
- Co będzie jutro? - Kanioning!
Kanioning! Uwielbiam kanioning!
Przestań.
- To co, o szóstej? - O szóstej, oczywiście.
Bądźcie na czas.
Są nieziemscy.
Wystarczyłoby się wysmarkać, nie mówiliby w ten sposób.
Mój kumpel laryngolog by im pomógł.
Uwielbiasz kanioning?
A co to jest?
Jak tu trafiłem?!
- Zrób, co mówię. łaź! - Nie mogę! Umrę tu!
- Zaprzyj się i próbuj. - Zabrałaś mi miejsce.
- Myślałem, że chodzi o kajaki! - Dasz radę.
Idzie jej lepiej niż tobie!
Mam ich dość!
- Wychyl się. - To zła płaszczyzna, spadnę!
Puszczamy.
Wykurzacie mnie!
Ja wysiadam. Zostaję, będę tu spał.
- Komuś piwo? - Wszystkim!
Dzięki!
Umiesz otworzyć?
Jestem Francuzem. To pierwsze, czego się uczymy.
- Skaleczył się! - Daj rękę.
To Izraelczyk, był w wojsku.
Przyciśnij. I trzymaj.
I jak?
- Z czym? - Pokaż jeszcze tyłek.
- Jest spoko. - Wcale nie.
- Im to nie robi. - To znaczy?
- No co? - Są parą, geje.
Skąd wiesz? Ja tego nie widzę.
Dobra, są.
Ale to nie powód. Laskom coś tu klika na widok gejów.
Pokazujecie biusty,
gadacie z nimi o seksie jak z psiapsiółami. To faceci!
- Uwielbiam falafele. - Ja też.
Mamy w Paryżu restaurację "Mistrz falafela".
Wspaniała knajpka, w Le Marais. Znacie tę dzielnicę?
Nie.
Spodoba się wam. Żydowsko-gejowska, pól na pół.
Żydzi i geje. Nie?
Geje i Żydzi.
- Dobre miejsce. - W sam raz dla was.
Zapamiętuje się w tańcu.
Jest niesamowita.
- Ty nie tańczysz? - Nie. Tańczę, ale w sobie.
- Zdrówko. - Zdrowie. Zaczynam czuć w głowie.
Nie będę cię niosła!
Pić mi się chce.
Cicho, wszyscy śpią.
Mam to gdzieś. Izraelczycy śpią z otwartymi oczyma.
Znów się zerwą o szóstej.
Ja nie mogę!
Co? co się dzieje?
Zobacz sobie.
Pieprzą się!
- Łączycie? - Nie, dzięki.
- To zamknij. - Jasne, przepraszam.
Odważna ta Tania!
Ściemniali! Wcale nie są homo!
Pewnie, że nie, ubzdurałaś sobie!
Nie wierzę!
- Co robimy? - Jak to?
Chcesz?
Zwariowałeś?
Pytali, czy łączymy.
To już, skoro chcesz.
- Wchodzisz? - Tak.
- Naprawdę? - Na trzy.
Wiedziałem, że chcesz się z nimi bzykać!
Nie zamierzam cię oglądać w tym przekładańcu!
Są granice!
Chodź.
Kanioning!
Podjadasz ser?
Nie.
Tak!
Zgłodniałem.
Dobry?
- Pyszny. - Daj trochę.
Spróbujesz? Proszę.
Dobry, co? Jest też chorizo.
Uwielbiam chorizo.
Pycha!
Bardzo dobre. Trochę za słone.
- Słone. - Trochę.
Mój pierwszy seks z przekąską.
Już lepiej.
Podjedliśmy sobie.
Kiedy to się skończy?
Co?
W trzy doby wykopano nas z Airbnb,
o mało nie zginąłem na skalach,
a teraz nocujemy w owczarni,
bo izraelscy libertyni zaanektowali pokój. Grubo.
Grubo...
Przypomina mi się Fanfaron z Gassmanem i Trintignantem.
Trintignant, młody i grzeczny, poznaje Gassmana,
wyrusza z nim w podróż i przeżywa szalone przygody.
Wiem, oglądałem.
Ulubiony tytuł mojego ojca.
Uwielbiam ten film.
Nie wspomniałaś tylko, że Trintignant na końcu umiera.
- Nieprawda. - Tak.
Cholera, zupełnie zapomniałam!
Ciekawe.
Cieszę się.
Ja też.
My tam, a wy tam, wzdłuż torów, do stacji.
Jest tylko jedna, traficie.
Wystaw czoło. I zamknij oczy.
Nie patrz.
Oddychaj.
Czuję cię.
Dziękuję za wszystko, przyjacielu.
Nie zapomnę, co dla mnie zrobiłeś. Nigdy.
Jedziemy z wami!
Nawet się nie obejrzą.
Trzymajcie się, chłopaki!
Nie zapomnimy!
Olali nas.
Żyją chwilą, nie tak jak my.
Ale naprawdę mnie kupili...
Idziemy?
Ben, no coś ty?
To pot. Strasznie tu parno.
Czuję, że już ich nie zobaczymy.
Zobaczymy, w Paryżu.
Nie. Następnym razem dołączę do orgii, co mi tam.
Trzeba się dzielić.
Musimy kupić bilety.
Nie mam portfela. Dałem ci?
- Nie. Ja swojego też. - Żartujesz?
Zobacz w torbie.
Zaraz się znajdzie. Nosisz swój na wierzchu?
Wychodząc, na pewno go miałem. Tutaj. Nie tu.
Minęliśmy wzgórze...
potem było pożegnanie... Szlag!
Co?
- Co? - Obrobili nas.
- Almog i Yovan? - Na bank! Kiedy nas obściskiwali.
- Cholerne pedzie! - Właśnie!
A mimo to ich uwielbiam!
Idzie konduktor, a my bez grosza. Śpimy w celi. Słabo.
- Wstawaj. - Co?
- Schowamy się. - Pogadamy z nim, będzie dobrze.
Nie spędzę piętnastu lat w tureckim więzieniu!
Aresztują nas w Bułgarii, Turcy cię nie zgwałcą.
Zaufaj mi. Zachowuj się normalnie.
Odbiło ci.
- Co robisz? - Odwracam od nas uwagę.
Przeciwnie!
Idzie?
Co robisz?
Piętrzę przeszkody, żeby go spowolnić.
Jesteśmy otoczeni.
Ochłoń, wszystko im wyjaśnię.
Skaczemy.
Chory jesteś? Puść tę klamkę!
Skaczemy! Plecak!
Nie wyrzucaj, oszalałeś?
Widziałaś, jak skoczyłem?
Jak Jason Bourne!
Pieprzyć policję!
- Jesteśmy bandytami! - Więcej za nic nie płacimy!
Odezwij się, bo wyjdziemy na snobów.
Śmieją się z ciebie.
- Na wakacje? - Tak.
Podoba się wam nasz kraj?
Bułgaria jest super.
Pij.
- Wódka? - My nie ruscy. Rakija.
Wygląda jak siki.
Pij.
Co oni robią?
Rozluźniliśmy się, a teraz was przelecimy.
Dajcie spokój, nie róbcie tego.
Żarcik, kolo.
- To był dowcip? - No przecież.
Bardzo śmieszny.
Dzięki, panowie.
Ładny skok!
Dzięki, Bojanie.
- Pomogę ci. - Nie trzeba.
- W porządku? - Nie, to koszmar.
Pracujemy tu. W razie potrzeby pytajcie o Bojana.
Dziękujemy
Cześć, sexy.
Które z nas miał na myśli?
Dzięki ci, życie!
Zadowolony?
- W końcu czysto! - Dożyłeś.
Idę do recepcji.
Sprawdzę, czy brat przesłał mi pieniądze.
To już oficjalne: jesteśmy w raju. Same marmury!
Witamy. Zapraszam.
Pięknie.
Wszystko jest bardzo proste. Na przykład - klimatyzacja.
Chcecie jedynkę, włączacie jedynkę.
Chcecie dwójkę - dwójkę, a jak trójkę, to trójkę.
Telewizja, też proste. Włączamy tym.
L tym wyłączamy.
Będzie nas tak instruował?
Barek, także prosty w obsłudze.
Otwieramy w ten sposób, wyjmujemy jedzenie,
zjadamy i zamykamy.
A jak włączyć światło? Co mam zrobić?
Chcąc włączyć lampę, pociągamy za sznureczek.
Pociągamy jeszcze raz i gaśnie.
Łazienka. Również prosta.
Zrób coś.
Wszystko jasne, Stanislas, bardzo dziękujemy.
Nie skończyłem.
Wielkie dzięki, świetna prezentacja.
Chwileczkę. Dziękujemy za pokaz.
Jeszcze jedno: klamkę naciskam, czy tu jest inaczej?
Nie, robi pan tak i zamyka.
Miłego pobytu.
Dzięki, pa! Wariat!
20 lewów? Dużo.
Co tam, są wakacje!
Zgłodniałem, ty nie?
Zamówimy do pokoju, jak szaleć, to szaleć.
- Co za łoże! - To wszystko, na co masz ochotę?
Wspominałeś o czymś jeszcze...
O akwaparku?
Zdrzemnę się godzinkę, akwapark później.
Pośpię sobie. Z książką.
Co za plan.
W Australii znaleźli meteoryt mając 4,5 miliarda lat.
Obłęd.
Wi-Fi śmiga!
Jestem wykończony. Idziemy spać, kochanie?
Nie jesteś śpiąca?
Nie. Porysuję, przyjdę później.
To rysuj. Do muzyki.
Pójdę po jakąś wodę do pokoju.
Cudowne.
Jajecznica i oliwki, nic wielkiego.
E jak ekipa, S jak solidarność,
I jak inicjatywa i C jak czempion.
ESIC!
Szaleństwo!
- Który rocznik? - 96.
- Ja 98. - Jak mój brat.
- Nazwisko? - Arthur Dutour?
- Znasz? - A jak! Możemy się przysiąść?
Moja żona Pauline. I moja królewna, Naomi.
Śliczna. Dzień dobry. A to...
Marion.
Bardzo mi przyjemnie.
Niesamowite.
Studiowaliście razem?
Nie, ale kocham tę piosenkę.
- Długo tu jesteście? - W hotelu trzy dni.
- Pierwszy raz w Bułgarii? - Tak.
My drugi.
Tak się wam podoba?
Nie jest za ciekawa, ale trudno teraz o coś przyjemnego.
Ba!
W Hiszpanii same Szwaby, w Grecji bida, kryzys.
A w Maroku i Tunezji można zarobić kulkę na plaży.
800 euro za all inclusive, żal nie skorzystać.
Bransoletka szczęścia.
Zresztą tu wszystko jest za grosze.
Dziś zwiedzamy Nesebyr. Macie ochotę?
- Te ruiny? - Zgadza się.
Mówisz o nich od dwóch dni! Chcesz?
Nie zmuszam.
Wspaniale!
Tra ko wie
za ło ży li
Mia sto Me-sem-bria...
Robi postępy!
- Ile ma lat? - Sześć i trochę.
...w x-i-i wie-ku pne.
Przed naszą erą.
Jest za mała.
Brawo, kochanie, pięknie!
Nie skończyłam!
Doczytasz potem, oddaj pani przewodnik.
- Nie chcę! - Dasz mi?
- Nie! - No daj.
Nie dam!
Oddaj mi przewodnik.
Naomi, puść go. O, lody! Nabrałam cię!
Mnie też.
Masz brzydką bluzkę.
- Słucham? - I torbę.
Jesteś brzydka i brzydko ubrana.
Ale dała!
Zależy od punktu widzenia.
Na przykład ta różowa bransoletka jest okropna,
a tobie się podoba.
Tak, mama mi kupiła.
Ja nie cierpię różu, a ty go uwielbiasz.
To dobre dla dziewczynek.
No już. Zwiedzamy dalej?
- Kwestia gustu. - Jesteś wredna!
Daj spokój.
Nie, to ważne. Nie zrozumiałaś. To ty byłaś wredna.
Myślę, że zrozumie.
Na pewno. Umawiamy się na wieczór?
Widzimy się w hotelu.
Chcę loda!
I hamuj z lodami.
Koszmar.
Kłócisz się z sześciolatką? Oszalałaś.
Ma sześć lat, ale to jej nie usprawiedliwia.
Dałaś się sprowokować.
Po co nam ci nudziarze z niewychowaną smarkulą?
Mamy jakieś zobowiązania?
Wydali mi się sympatyczni i tyle.
- Sympatyczni? - Bardzo.
- Bojan, jak się masz? - Żyje się…
Gdzie mąż? Wyjechał?
Nie, jest. To nie mój mąż. Poszedł do spa.
Spa, jacuzzi, sauna... Nie cierpię tego.
Ja też.
Ludzie przyjeżdżają do Bułgarii i przesiadują w holu,
w szlafrokach - żałość.
Też tak to widzę!
Za dużo słońca, stary.
Jesteś czerwony!
Tak? Było przyjemnie.
Mamy dziś imprezę.
Przykro mi, zabieram żonę na kolację do dobrej restauracji.
Do Unami. Znasz?
Gratuluję. Może innym razem.
Pa, sexy.
Pa. Wkurza mnie tym "sexy".
Odkąd to jestem twoją żoną?
Trochę jesteś.
Zabieram cię w niewiarygodne miejsce.
To japońska restauracja, szef kuchni nazywa się Mamachiko
czy jakoś tak.
Pięć gwiazdek na Tripie.
Fleur!
Jak leci w krainie jogurtu?
Dobijam się do ciebie od dwóch dni, gdzie jesteś?
Popatrz!
Rom!
Tęsknię za wami.
Jest z nami Stan. Już, zaraz!
Coś ci powiem, mała.
Jak tam komiwojażer?
Nieważne, to potem.
Cześć. Pilnuj jej, bo oberwiesz!
Spoko, opiekuję się nią.
Zabiorę wam parę minut, mam dla niej niespodziankę.
Skończę i przyjdę.
To nic ważnego, zdzwonimy się.
Trzymajcie się!
Musiałeś mi przerwać?
Już kończyłaś. Mamy coś ważniejszego.
Ben!
Idziemy do łóżka, bo się wypróżniłeś,
nakremowałeś i nabrałeś ochoty?
- Trochę ostro... - Wkurzyłeś mnie!
Rozmawiałam z przyjaciółmi, dlaczego się wciąłeś?
Ubieramy się i idziemy zjeść?
Nie chcę.
Dlaczego?
W Bułgarii nie mam ochoty na sushi.
Rozumiesz? Dziwne te twoje obsesje.
Idźcie stąd.
Co?
Zaklepałam te leżaki. Idźcie sobie.
A ta co?
Zarezerwowała je.
Jak można?
Nie wiedzieliśmy, przeniesiemy się na te.
Potrzebuję pięciu.
Pod każdym jest coś mojego: kapelusz, ręcznik, a tu moje buty.
Nie zauważyliśmy.
Pani jest jedna. Nie widzieliśmy pani rzeczy pod leżakami.
Nie znacie zasad. Jestem tu co roku!
Jakich zasad, co ty chrzanisz?
W czym rzecz? Jest nas pięcioro.
Pięcioro? Widzę dwoje.
Gdzie reszta? Niewidzialna?
Nie krzyczmy.
Wzywasz leżakową policję?
Trzymaj żonę
Nie musi, nie jestem psem. Ty trzymaj swoją!
To moja mama!
Po tylu operacjach nie widać.
To czubki, idziemy stąd!
Powiedziałam, że twoja stara to wiedźma? Nie!
Co ty wyprawiasz?
Wyrzuciłam jej rzeczy?
Dość! Wszyscy spokój!
Jak on mnie traktuje?
Uspokój się!
Proszę wyjść z wody.
Palant!
- Proszę wyjść. - Już wychodzi.
Wyjdziemy oboje, bo tu sami wariaci! Wróć, proszę.
- Wal się. - Proszę cię, wyjdź.
A ty się zamknij.
Mamusiu!
Proszę wszystkich o natychmiastowe wyjście z wody.
Marion, zaczynam się martwić. Odpowiedz.
Cześć, Stanislas.
Dobry wieczór! Piękna noc, prawda?
Wybacz, szukam swojej żony.
Sprzeczka? Żar uczuć?
Pewnie patrzy w gwiazdy nad basenem.
Nie, sprawdzałem.
Może na zakupach?
Sklepy są otwarte do późna, panie to lubią.
Posłuchaj.
Nie ma jej w hotelu.
To może na dworze, rozkoszuje się świeżym powietrzem?
Dzięki, nieważne.
Moment.
Wyszła z Bojanem.
Z Bojanem?
- Na Exit Party. - Gdzie?
To bardzo proste...
Nie, tylko nie to. Wezwij mi taksówkę.
Chcesz spróbować czegoś naprawdę tradycyjnego?
Gdzie się odbywa Exit Party? Nie wie pan?
Gdzie się odbywa Exit Party? Na plaży? Dziękuję.
Jeśli chcesz, puknę cię za sto euro.
Co?
Jeśli chcesz, puknę cię za sto euro.
Nie rozumiem.
Czego? Wydajesz na hotele i drogie restauracje.
Ja jestem Bułgarią. Nic za darmo.
O co chodzi?
Jak możesz?
Ale co?
Co? Szukam cię od dwóch godzin!
Wszędzie!
Wydzwaniam do ciebie!
Aty się włóczysz z facetem, który od początku chciał cię zaliczyć!
Do niczego nie doszło! Nie muszę ci się tłumaczyć!
- Nie? - Nie jestem na twoje rozkazy!
Szanuj mnie trochę!
Wiesz, co mówisz? Chcesz mnie trzymać na smyczy?
To ja na niej biegam. "Zrobimy to, zrobimy tamto"!
- Masz wakacje życia. - Tak, owszem! Tutaj.
Uwielbiasz hotele dla starych pierdzieli!
Mamy różne gusta i tyle.
Po co przyszedłeś?
Po przeprosiny.
Nie doczekasz się.
Właściwie czego mogłem się spodziewać,
wyjeżdżając z kimś, kogo nie znam?
Udanych wakacji.
Dwa miesiące później
Cześć, nie słyszałam cię.
- Jak żyjesz, Christiane F.? - Słabo.
Już na nogach? Co robiliście?
Pracowałem.
- A ja czytałam. - Czytałaś, ty?
Rom, litości...
Przepraszam. Faktycznie...
- Omlet? - Nie, dzięki.
Ja chętnie. Dodasz tej szyneczki?
- Wiejskiej? - Tak.
- Pomóc? - W smażeniu omleta? Dam radę.
Bo mogę-
Podaj paprykę.
Śpicie ze sobą?
No coś ty!
- Przegięłaś z prochami. - Od dawna?
- Dwa tygodnie. - Miesiące.
Czemu nic nie mówiliście?
- Byłaś na wakacjach. - Dwa miesiące temu.
I od tego czasu nie daje się z tobą rozmawiać.
Jesteś wciąż podminowana. Zamknięta.
Trochę tak.
Stosujesz bierną agresję. Baliśmy się ci powiedzieć.
Tak było.
Co mianowicie?
Że jesteśmy ze sobą.
Fakt, dziko brzmi.
Dobra... Muszę to przetrawić. Za dużo naraz.
Zostań, pogadajmy.
- Położę się. - Możemy z tobą, jeśli chcesz.
Rom, to chore.
- Żeby ją pocieszyć. - Są granice.
Prezent.
Drga. Skoro nie masz faceta...
Idiotka.
Dobre?
Naprawdę tak się mnie widzi?
Jako egoistkę, która cierpi, gdy inni są szczęśliwi?
Potworne.
Nie w tym rzecz. Dla nas też sytuacja nie jest jasna.
- To Rom, nie zapominaj. - Wiem. Jak ty z nim wytrzymasz?
Nie wiem. Nie mam pojęcia.
On się nie zmieni.
Nie nauczy się wypełniać PIT-u i będzie animował brokuły,
mówiąc, że tak zarabia na życie.
Ale uważam, że to pieprzony geniusz i kocham go.
Dziwaczne...
Moim zdaniem wy razem to coś pięknego.
Zawsze uważałam, że coś was łączy.
Wiedziałaś, niby skąd?
Przymknij się
To jest instrument!
No właśnie...
Chodź z nami, zostaw tego kurczaka.
Na dwór, jesteś blada jak ściana.
Jak libertynka.
Zaczekaj.
- Co? - Przepraszam, trochę mi...
- Przyduszam cię? - Odrobinę.
Przepraszam. Może mnie dosiądziesz?
Będziesz miała powietrze.
Tylko szybciutko.
Złamiesz mi go!
Teraz dobrze, w porządku. Jak przyjemnie.
Co ty robisz? przestań.
Piersi mi zwisają, wstydzę się.
Nic z tego, przepraszam cię. Teraz mam ten obraz przed oczyma.
To co chcesz robić? Wziąć cię od tyłu?
- W pupę? - Co? Nie?
- Bo jeśli chcesz... - Nie.
- Wymyślmy coś, zanim opadnie. - Na łyżeczkę?
Chętnie.
Pośladek mi się zaklinował. O, już.
Twój pępek mnie łaskocze.
Teraz jest dobrze. Jak słodko!
- Zaczekaj! - Co?
Jak dobrze!
- Zaczekaj! Przestań! - No co?
Tylko we mnie nie skończ. Brzydzę się.
Rozłazi się to we mnie, mam wrażenie, że mnie wyżera.
Wybacz, nie gniewaj się.
Poznajemy się, normalne.
Ty chyba skończyłeś?
Tak, dla mnie fajrant.
Wezmę krem. Masz zarost. Straszne.
Jakby mi skóra pękała. Zrób z tym coś.
Broda nie, sperma nie. Super.
Jedenasty listopada, długi weekend, uzbiera się pięć dni.
W drodze do Biarritz przenocujemy w La Pétiniere, znasz?
Géraldine mi o tym mówiła.
Super miejsce, podają nieziemskie śniadania!
- Pięć dni tylko dla nas! - Mogłoby być miło.
Oczywiście. Zaczekaj, nie wsiadłam!
Pół godziny spóźnienia, profeska.
Przestań.
Nie zaczynaj.
Jak ty wyglądasz?
W nocy się śpi.
Dorośnij wreszcie.
Pierwsze wakacje. Nowa powieść graficzna Marion Ferjanne.
Sekundka.
Tu jesteś. Siedzisz na podłodze?
To ja.
- Jak to? - Ten tutaj. Popatrz.
Narysowała o was komiks?
Tak. Jest szalona.
Do bani.
Co?
Te rysunki są słabe. Do niczego.
Daj spokój. Nie pleć.
- Rusza cię to? - Pewnie, że tak. Są urocze.
Serio?
Wiesz, co cię tak drażni? Że ty tego nie doświadczysz.
Żadna kobieta nie stworzy komiksu,
żeby ci wyznać miłość.
Bo wy macie wszystko pookładane na rok z góry.
Planujecie nawet seks.
Ciszej, tu się czyta.
Przepraszamy. Wezmę to. Zapłać.
18,90.
Aż tyle? Za to?
Zgadza się.
Rom?
Mógłbyś to robić, kiedy mnie nie będzie?
Rom, przestań, do cholery! Możesz?
Siedzimy tutaj. Dziękuję. Nie dość, że muszę prasować...
Czemu to robisz?
- Co? - Prasujesz.
Pytasz, dlaczego prasuję?
Bo chodzę do pracy!
Rano wstaję, biorę prysznic i ubieram się.
Wsiadam do metra i jadę na sesje zdjęciowe i pokazy.
Nago jakoś nie wypada.
Ty na szczęście nie masz tego kłopotu.
Wstajesz, o której chcesz, nic cię nie goni,
i idziesz do studia w gaciach niezmienianych od tygodnia.
Po co? Żeby pokręcić kółkiem albo popiszczeć gumową kaczką.
Bo jesteś wolny.
A ja, głupia, muszę się męczyć z żelazkiem! Smutne.
Stało się.
Jesteście zwykłą parą kłócącą się o głupoty.
Szacun. Zazdroszczę.
Poważnie.
Najwyższy czas, żebym się wyprowadziła,
musicie zostać sami.
Nastawcie się psychicznie, myślę, że szybko wam pójdzie.
- Co pójdzie? - Nie wiem.
Marion?
Proszę cię.
Co tu robisz?
Przyszedłem do ciebie. Czekam od 50 minut.
Dlaczego nie wszedłeś?
Nie znam kodu. Ludzie znają kod tylko w filmach.
Nie mam też drabiny, bo nie jestem strażakiem.
Słucham cię.
Tęsknię za tobą.
Tęsknię!
Ty mnie zostawiłeś.
Jeszcze jedno.
Kupiłem twój komiks.
Mnie to nie bawi. Naprawdę tak mnie widzisz?
Zasługuję na to?
Oczy jak u lemura, fryz jak mycka z wykładziny?
Potworność. Jak młody Sarkozy!
Wcale nie. Podobasz mi się taki. Takiego cię kocham.
A ja ciebie taką jak teraz.
Co zrobimy?
Puścimy się na głęboką wodę?
Oklepane.
Ale niegłupie. Zapraszam na Słoneczny Brzeg.
Witamy w świecie luksusu i zmysłowości, wygód i wdzięku.
Zechce pani wejść swym kocim krokiem?
Teraz trochę kiczu: siadam za sterem.
Kierunek: przygoda! Z odrobiną komfortu.
- Umiesz tym sterować? - Naturalnie, zaraz się przekonasz.
- Dokąd płyniemy? - Nie wiem, nieważne.
- Zmieniłeś się. - Mam nawet scyzoryk w kieszeni.
Uwaga, nabrzeże!
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.