All language subtitles for Timeline.2003.1080p.BluRay.H264.AAC-RARBG

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese Download
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

LINIA CZASU

Castelgard...

Teraz!

- 250! - Gotowe 250.

Teraz!

- 300. - 300 gotowe.

Teraz!

Zmar�.

Tam jest prawie 40 stopni, a on ma odmro�one d�onie.

Pomijaj�c jego zewn�trzne rany, wszystko jest nie na miejscu.

Nawet �y�y maj� uskoki. Chwila...

Sp�jrz na serce. Aorta te� jest przesuni�ta.

A teraz kr�gos�up.

To samo. Takie same uskoki w okolicach trzeciego kr�gu.

Ten kole�... wygl�da jak torba papierowa poci�ta, a potem posklejana.

�adnego portfela, dowodu... mia� tylko to na szyi.

Jest na tym ITC, wi�c zadzwonili�my do nich.

- To oni maj� te laboratoria na pustyni? - Tak, nasi najhojniejsi darczy�cy.

Przepraszam, panowie. Frank Gordon, ITC.

Jestem tu, by odebra� cia�o Vince'a Tauba.

Jestem dr Cova. Zajm� si� papierkami.

Dzi�kuj�.

Vincent Taub, tak?

To szcz�liwy medalion Vinnnie'go. Dzi�kuj� bardzo.

To bardzo smutne, �e gdy nadchodzi tw�j czas, nie ma ci� kto odebra� poza pracodawc�.

- Przepraszam szeryfie... - Oczywi�cie.

Gordon.

Odbieram w�a�nie cia�o.

- By� sam czy z Decker'em? /- Jest tu tylko Taub.

- Wi�c zabieraj stamt�d cia�o. - A prze�wietlenia, badania?

Zabierz wszystko, dobra? Czy masz jaki� problem?

Nie ma �adnych problem�w. Byli bardzo uprzejmi.

Je�li to wyjdzie, to ITC jest zrujnowane.

Jaki� pomys� na to jak on, do diab�a, wyl�dowa� na pustyni?

Nie wiem, mo�e... mo�e u�y� markera, jak nie mia� wolnej przestrzeni.

- To mo�e by� jeden z miliona powod�w. - Nie za m�drze...

On nie �yje, Robert.

Taub nie �yje.

A, panie Gordon, tak przy okazji... co to jest Castelgard?

To jedyne s�owo, jakie powiedzia� ten kole�. "Castelgard."

Brzmi jak park rozrywki...

Dobra s�uchajcie. 4 kwiecie� 1357, Castelgard, Francja.

Armia angielska w czerwonych mundurach, okupowa�a wiosk� Castelgard.

Francuzi w mi�dzyczasie si� przygotowywali...

i pr�bowali ich stamt�d odci�gn��. Przez rzek�,...

do klasztoru i a� na sam szczyt wzniesienia.

Zostaw to tak, Chris. Zanim to ca�kowicie zniszczysz.

Armia angielska w tym czasie wycofa�a si� do zamku La Roque.

Nie�le ufortyfikowany, bardzo dobrze broniony i �wietnie zaopatrzony.

I obie strony ustawi�y si� do bitwy na du�ym obszarze.

Francuzi pr�bowali wygoni� Anglik�w z Francji od ponad stu lat.

Lord Oliver chcia� da� nauczk� Francuzom.

Mia� wi�nia. Kobiet�.

Kobiet� zamo�n� i szlachetnie urodzon�.

Siostr� komendanta Arnauta. Lady Claire.

Podczas bitwy wiesza j� na blankach, tak �eby wszyscy to widzieli.

Ale zamiast zastraszenia Francuz�w, wprawia ich w sza�.

Atakuj� zamek jak szale�cy.

I pokonuj� Anglik�w... pe�ni gniewu.

Wi�c... forteca La Roque pad�a w jedn� noc,...

z powodu �mierci jednej kobiety.

Lady Claire.

Dobra, starczy tych akademickich bzdur.

Pobrud�my sobie troch� r�ce.

Cze��, Chris.

Cze��, tato, mam no�yce Mareka.

�wietnie, Chris, dzi�kuj�. Potrzymaj to.

Mo�esz sobie poprasowa�, je�li chcesz.

- My�la�em, �e to ma by� rutynowa podr�. - Bo jest.

Daj spok�j, ostatnio jak pakowa�e� sw�j sprz�t, to sprzeda�e� dom...

i wyprowadzi�e� si� na rok do Kentucky.

- Twoja matka chcia�a zmiany otoczenia. - Dlaczego to si� zawsze mi przytrafia?

Bo jestem starszy i du�o m�drzejszy od ciebie. Napij si� piwa.

Och�odzi ci�, bo prasowanie to gor�ce zaj�cie.

Wiem, �e co� si� �wi�ci.

Ptaszki �wierkaj�, wi�c o co tak naprawd� chodzi?

Dokonujemy naprawd� niesamowitych odkry�.

Doniger daje nam za du�o wskaz�wek.

- Mo�e ma farta, tato. - Nie. Nikt nie ma takiego szcz�cia.

On co� wie, czego nam nie m�wi. Co� tu nie gra.

I zwodzi mnie. Pojad� tam i si� czego� dowiem.

Mo�e wydusz� par� dolc�w.

W�� to do mojej torby. I nie pognij jej.

I wola�bym, �eby� nikomu o tym nie m�wi�.

Szczeg�lnie Kate.

- A dlaczego mia�bym m�wi� Kate? - Masz!

Przeprasuj mi to. Czemu mia�by� m�wi� Kate?

Przyje�d�asz do mnie dwa razy do roku. I pa��tasz si� tu znudzony.

Wydaje mi si�, �e tym razem to ju� trzy tygodnie.

A mo�e po prostu zaczyna mi si� podoba� archeologia?

Oto ch�opak, kt�ry nie lubi� Wielkanocy, bo musia� szuka� jajek!

- Tak, bo ty zakopywa�e� jajka! - To nie ma znaczenia.

Jeszcze tu jeste� z powodu Kate.

Chris...

Pos�uchaj synu...

Kocham ci�. Ale przypalasz mi koszul�.

Przepraszam.

Ty i Kate pochodzicie z r�nych �wiat�w.

Widzia�e�, jaki to mia�o wp�yw na twoj� matk� i na mnie.

Tak, ale tato, bez obrazy, ja nie jestem taki jak ty.

Ale Kate jest.

Zaufaj mi. Je�li b�dzie mia�a wybiera� mi�dzy archeologi�, a tob�...

ty przegrasz.

- O kurcz�... Przepraszam. - To ja przepraszam.

Przynios�em ci piwo.

- To bardzo mi�e. - W ka�dym razie po�ow� piwa...

Po��wka piwa.

- Jak ci z tym idzie? - To s� schody.

Te, o kt�rych m�wi�a�? Jak my�lisz, gdzie prowadz�?

W tej chwili nigdzie, ale pewnego dnia zaprowadz� mnie do tunelu,...

a potem a� do La Roque.

Mo�e ci pom�c? Powiedz mi tylko, co mam robi�.

- Nie, przecie� ty tego nienawidzisz. - Nie nienawidz� tego, tylko...

Napijmy si� piwa. Musz� sobie zrobi� przerw�.

- Masz to ca�e. - S�odki jeste�.

- Zdrowie. - Zdrowie.

- Dzi�kuj�. - Prosz� bardzo.

Wi�c, my�lisz, �e p�jdziesz w �lady swojego ojca?

- Nie. - Nie?

Nie ma mowy. Tak naprawd�, ja nie jestem tak zapatrzony w przesz�o��.

Nie? A w co jeste� zapatrzony w takim razie?

Tak... chyba znam ju� odpowied� na to pytanie.

Mia�em nadziej�, �e zauwa�y�a�.

Mia�am nadziej�, �e porzucisz nadziej�, �e to zauwa�y�am.

Wi�c nic nie ma?

- Chris, ty jeste� synem szefa. - Wi�c...

co� jest?

Jest p�no, dam ju� sobie spok�j i zaczn� z samego rana. Ale dzi�ki za piwo.

- Jak tam �wiczenia? - Nie staj� si� coraz m�odszy.

- Kurcze, jak ty to lubisz... - To hobby, kt�rego nie mog� rzuci�.

Wezm� to od ciebie zanim odetniesz sobie co�, czego b�dziesz jeszcze potrzebowa�.

Wi�c, skoro ju� mowa o mi�o�ci...

- Jak ci posz�o zesz�ej nocy? - Nie posz�o.

Wi�c jak to jest by� olanym na rzecz 600-letnich ruin?

Do bani. Taka pora�ka...

Nie rozumiem was, wszyscy �yjecie w przesz�o�ci.

Wiesz czym jest dla mnie przesz�o��? Przesz�o�ci� jest rozstanie moich rodzic�w,...

przesz�o�� to jest to, do czego od dziecka by�em zmuszany.

Nikt z was archeolog�w nie patrzy w przysz�o��.

O czym ty m�wisz? Czym jest przysz�o��? To ca�y czas to samo.

Tylko wi�cej gad�et�w, wi�cej maszyn takich jak ta, na kt�rej przyjecha�e�.

To przesz�o�� si� liczy. Wiesz o co mi chodzi...

Wtedy byli ludzie, kt�rzy si� o siebie troszczyli...

- M�czy�ni byli honorowi, wiesz? - Nie, nie.

Wiesz, co to dla mnie znaczy? To jakie� bzdury o romantycznych wojownikach.

Romantycznych...

Chcesz zobaczy� co� romantycznego, to chod� za mn�.

No chod�.

Chod�!

Co tam masz?

Kolejne kamienie wystaj�ce z ziemi?

Nie, to jest 600-letni sarkofag francuskiego rycerza i jego damy.

- Sp�jrz, czy� ona nie jest pi�kna? - Tak, zwala z n�g.

Bardzo �mieszne. A sp�jrz jak trzymaj� si� za r�ce.

- To jest ca�kowicie niezwyk�e dla tego okresu. - To jest faktycznie niezwyk�e.

O Bo�e, a patrz na to. Ten rycerz ma tylko jedno ucho.

Co tam si� sta�o?

Jak to jedno ucho? Tego kawa�ka po prostu nie ma.

Pewnie gdzie� tam jest.

To ja jestem archeologiem. Zosta�o mu odci�te.

- No dobra, dobra. - Zaufaj mi.

Wi�c jak my�lisz, kim oni byli?

A co to obchodzi kogo�, kto ma to wszystko gdzie�?

- Bo to jest intryguj�ce. - Widzisz?

- To chcia�e� us�ysze�, co? - Dok�adnie.

Nas wszystkich to intryguje. Dlatego wszyscy tu jeste�my.

Nie chodzi tylko o kamienie i gruz.

Tu chodzi o tych ludzi.

Kim oni byli? Jaka by�a ich historia?

To pomaga nam zrozumie�, sk�d my si� wzi�li�my. Albo dok�d zmierzamy.

- Wiesz co lubi� m�wi�? - Wiem, wiem... "Sam tworzysz histori�."

- Tak cz�sto to m�wi�? - Ca�y czas.

Kimkolwiek oni byli,...

to stworzyli swoj� histori�...

razem.

Musisz to zrobi� bardzo wolno. Lepiej by� ostro�nym.

Szybko!

Podkop w klasztorze! /Podkop w klasztorze!

Pod�oga si� zapad�a nam pod stopami.

- Jak d�ugo jest wystawiona na dzia�anie powietrza? - Jakie� 15 minut.

Mamy 5 minut do ska�enia tlenem.

- Ruszamy. - B�d�cie ostro�ni.

- To pod tym miejscem, gdzie pracowa�am. - Sam nie wiem...

Czy wszyscy s�ysz�. B�d�cie ostro�ni.

B�d� ci� ubezpiecza�.

- Kto idzie pierwszy? - Dobra, ruszamy.

- Kto idzie pierwszy na d�? - Ja id� pierwsza...

Delikatnie i powoli.

- Daj mi radio. - Prosz� b�d� ostro�na.

- Raz, dwa, s�yszycie mnie? - Tak s�yszymy.

To dobrze. Trzymajcie j� r�wno.

- Opu��cie Kate. - Opuszczajcie mnie.

Spokojnie!

Powoli!

Zbli�am si� do pierwszego poziomu.

- Spokojnie! - Opu�cie mnie, ch�opaki.

- Jeszcze troch� Mareka. - Czujesz to?

Kate, uwa�aj tam na dole.

Jestem na dole. M�j Bo�e,to dok�adnie pod tym miejscem, gdzie pracowa�am.

Kate, wszystko w porz�dku? Co tam si� dzieje?

"W porz�dku", to chyba nieodpowiednie s�owo.

- Raz... - Poluzujcie nieco lin�.

- Troch� luzu! - No dalej, ch�opaki.

- O m�j Bo�e... - To niewiarygodne.

Jeste�my pierwszymi lud�mi w tym pomieszczeniu od sze�ciuset lat.

Te...

Te...

s� pi�kne...

- Chris, nie uwierzysz, w jakim to jest stanie. - Kate...

- Co masz? - Chod� no tu.

Nie mo�e by�... To zbyt wiele...

- Co? Co to jest? - O m�j Bo�e...

Znalaz�em stare pude�ko na dokumenty.

I to zawini�tko by�o w nim.

- Sp�jrz na stan tego! - B�d�my naprawd�... ostro�ni.

Szybko, daj torebk�.

- Nie mog� w to uwierzy�. - To b�dzie co�!

Ostro�nie, ostro�nie...

Zabierzmy to na g�r�, Kate.

O m�j Bo�e.

O m�j Bo�e!

- O cholera... - Daj mi lamp�.

- Co za... - Niesamowite.

...sukinsyn... m�g� celowo zniszczy� co� tak... pi�knego.

Najwyra�niej to nie by� archeolog.

Idziemy, idziemy!

Ch�opaki! Wychodzimy!

Wyci�gajcie! Ju�!

Lepiej jak najszybciej, dobra?

- Kate, popatrz na to. - Co robisz?

Marek, co robisz?

To zdecydowanie nowoczesne szk�o dwuogniskowe.

A szk�a dwuogniskowe nie by�y znane a� do po�owy XVII wieku.

O czym ty m�wisz? Dopiero dzi� otworzyli�my grot�.

Z ca�� pewno�ci� nie by�o tam nikogo opr�cz mnie i Kate.

Je�li my�lisz, �e to jest dziwne, to to ci si� te� spodoba.

- Co to jest? - Jeden z dokument�w, jakie dzi� znale�li�cie.

To zwyk�y spis przedmiot�w, jakie tam by�y trzymane. Nic szczeg�lnego.

A potem znalaz�em to. Sp�jrzcie.

POMӯCIE MI E.A. JOHNSTON 2 IV 1357

Profesor?

- Pom�cie mi? - E.A. Johnston?

- 2 IV 1357? - 1357...

- E.A. Johnston. - To niemo�liwe.

Zbada�em ten podpis. To zdecydowanie jego charakter pisma.

Ale jego nie ma od dw�ch dni.

Tw�j ojciec to napisa�... Ale napisa� to sze��set lat temu.

O co chodzi?

Francois szuka jego zapasowej pary. Sprawdz�, czy pasuje opisem do tego.

Chcesz mi powiedzie�, �e nale�y do profesora i ma sze��set lat?

- Stern, co� ty zn�w pali�? - Mo�e mi co� wyja�nicie?

Gdybym tylko wiedzia� jak to wyja�ni�! Atrament ma na pewno sze��set lat.

Wiem! Ju� wiem. To jest mojego ojca.

- To on i sobie z nas kpi. - Nie, Nie ma mowy,...

�eby tw�j ojciec spowodowa� ska�enie stanowiska i obr�ci� to w �art. Nie zrobi�by tego.

- Robi�e� datowanie w�glowe atramentu? - Oczywi�cie, �e zrobi�em datowanie w�glowe.

- Musi by� jakie� inne wyja�nienie... - Robi�em to trzy razy.

Tak jak powiedzia�em.

Tw�j ojciec napisa� t� notatk�.

Ale napisa� j� sze��set lat temu.

Nie obchodzi mnie polityka ITC. Jestem jego synem i chc� z nim porozmawia�.

Stern! Znalaz�em zapasowe okulary profesora!

Idealnie pasuj�, sp�jrzcie.

Chc�, �eby�cie zrobili test optyczny, �eby si� upewni�.

Nie, mam ju� do�� tego! Albo kto� mi powie, gdzie jest profesor Johnston,...

albo zg�osz� w�adzom porwanie.

Czy wyrazi�em si� jasno?

Prosz� da� zna� gdzie i kiedy.

O co chodzi?

Doniger wysy�a po nas samolot.

Jedziemy do Nowego Meksyku?

No to spakujmy si�...

Dzie� dobry,

- Steven Kramer, ITC. /- Frank Gordon, ochrona.

- Gdzie jest m�j ojciec? - Nied�ugo si� z nim spotkasz.

- Gdzie jest Doniger? - Doniger czeka w �rodku.

- Pan Kramer wam wszystko wyja�ni. - Prosz� nam powiedzie�,...

sk�d mamy sze��setletni dokument,...

- ...z pismem profesora? - Prosz�cym o pomoc.

Wyja�ni� wszystko jak tylko przejdziemy przez zabezpieczenia.

ITC nieustannie rozwija swoje badania naukowe.

30 lat temu ca�y przemys� zosta� zrewolucjonizowany przez wynalezienie maszyny,...

kt�ra mo�e przesy�a� dokumenty do ka�dego kra�ca �wiata, przez naci�ni�cie guzika.

Pan Doniger mia� wizj�, by zrobi� to samo, ale z obiektami tr�jwymiarowymi.

- Tak jak faks? - Dok�adnie.

Chwila, on chce wysy�a� sta�e obiekty z jednego miejsca w drugie?

- Zgadza si�. Prosz� za mn�. - Tak, ale to niemo�liwe!

Potrzebowa�by tysi�ce komputer�w, miliony procesor�w...

Racja, wykorzystali�my je do budowy maszyny, kt�ra "faksuje" obiekty tr�jwymiarowe.

Wyja�ni� szczeg�y p�niej. Brzmi jak szale�stwo, ale FedEx i UPS wylec� z biznesu.

- Czy uda�o wam si� to uruchomi�? - Tak.

Do innego pomieszczenia.

Ale my chcemy przesy�a� rzeczy na drugi kontynent, a nie do pokoju obok.

Wi�c zbudowali�my wi�ksz� maszyn�. To jest prototyp.

Prototyp, wi�c to, co w�a�nie min�li�my...

- Dok�adnie. - Jest prawdziwa.

Dali�my, jej tysi�ckrotnie wi�ksz� moc.

Chcieli�my wys�a� co� z laboratorium w Nowym Meksyku,...

do bli�niaczej maszyny w Nowym Jorku.

A teraz najciekawsza rzecz.

Przesy�ka nie dotar�a do swojego celu.

Kilka godzin p�niej nagle pojawi�a si� tu z powrotem.

Chwileczk�, wi�c zagin�a pomi�dzy Nowym Meksykiem, a Nowym Jorkiem.

- To gdzie by�a w tym czasie? - Zadali�my sobie to samo pytanie.

Wiec wysy�ali�my ca�y czas kamer�.

I uzyskiwali�my zdj�cia tego miejsca. Wzg�rze z drzewami.

I wtedy pan Doniger podj�� m�dr� decyzj�,...

by skierowa� kamer� do g�ry.

Kiedy uzyskali�my map� gwiezdn� nieba,...

to zdali�my sobie spraw�, �e kamera nie tylko jest w innym miejscu,...

- ...ale te� w innym czasie. - Wi�c co to znaczy?

To znaczy, �e kamera robi�a zdj�cia puszczy...

niedaleko Castelgard we Francji, w roku 1357.

Wi�c chce pan powiedzie�, �e przez przypadek odkryli�cie podr�e w czasie?

Nie, panie Stern, przez przypadek odkryli�my tunel czasoprzestrzenny.

Tunel, kt�ry jest po��czony z okre�lonym czasem i miejscem w przesz�o�ci.

1357, Castelgard.

Wi�c co to znaczy? Przefaksowali�cie okulary mojego ojca i dokumenty do XIV wieku?

Nie, Chris.

Tw�j ojciec jest w XIV wieku.

Co?

- Potrzebujemy was, by go sprowadzi� z powrotem. - Panie Robercie Doniger...

To nie ma sensu.

Tunele to bardzo wra�liwe twory. Nie mo�na przez nie przes�a� cz�owieka.

Tak, nie mo�na te� przes�a� kartki papieru po kablu telefonicznym.

Ale mo�na nada� faks.

Tak, je�li si� roz�o�y wiadomo�� na strumie� elektron�w, ale...

- O cholera. - S�uchajcie,...

osobi�cie mam gdzie� kable i tunele.

Ale obchodzi mnie m�j ojciec. Czy on wiedzia� o tym wszystkim?

My�la�em, �e mo�emy sobie nawzajem pom�c. Dawali�my mu wskaz�wki,...

o najlepszych miejscach do wykopalisk.

On mia� nam pom�c odkry� zwi�zek z tym... konkretnym miejscem i czasem.

To dlatego sponsorujecie nasze prace?

Ale profesor by� bardzo w�cibski, dali�my mu o jedn� wskaz�wk� za du�o,...

a on sta� si� podejrzliwy. Bardzo, bardzo podejrzliwy.

Jak mogli�cie go tam pos�a�? B�g jeden wie, gdzie on jest! Czy �yje!

On jest bardzo przekonuj�cym cz�owiekiem. Nalega� by si� tam uda�.

- I teraz tam utkn��. - To dlatego wy tu przyjechali�cie.

Czy my wygl�damy na fizyk�w kwantowych?

Wys�ali�cie profesora w �rodek Wojny Stuletniej?

- Zgadza si�. - Tam jest potworny ba�agan!

Potrzebujemy specjalist�w od kultury, a nie naukowc�w.

Moi ludzie nie znaj� si� na �redniowieczu.

Nie wiedz� jak rozmawia� z miejscowymi. A tego b�dziemy potrzebowa�,...

by znale�� profesora i go tu sprowadzi�.

Wi�c my go mamy sprowadzi�. To takie proste?

Mamy wej�� do waszej maszyny i przenie�� si� do 1357 po profesora?

Mamy zosta� roz�o�eni na strumie� elektron�w?

- Dlaczego niby mamy to zrobi�? - Musimy wiedzie� nieco wi�cej, zanim...

- Wiem, �e macie wiele pyta�. - Tak, wiele!

Ale profesora nie ma ju� od 72 godzin.

I z ka�d� minut� mo�e by� coraz trudniej go odnale��.

- To prawda... - Rob?

Musz� ich przygotowa� i przebra� przed wypraw�.

- Frank, ty te� si� przygotuj. - Ja nie id�.

Gomez i Baretto s� gotowi.

- Ale wola�bym, �eby� to ty poszed�. - Nie powiedzieli�my, �e idziemy...

Steve, przygotujesz wszystko.

Jasne.

Dzi�kuj�, prosz� t�dy.

Id�cie za Steve'm, on was zaprowadzi.

S�uchaj, Gomez i Beretto to moi najlepsi ludzie.

Poradz� sobie w ka�dej sytuacji, a ja wola�bym nie i��.

A ja naprawd� chc�, �eby� szed�.

A jak zobaczysz Deckera, to wiesz, co masz robi�.

Robert...

Da�e� naprawd� �wietnie przem�wienie.

Niemal sam w to uwierzy�em.

- Ale czy o czym� nie zapomnia�e�? - O czym?

Daj spok�j, sp�jrz tylko na wyniki bada� Tauba.

Przesta�, to by�a jego dziesi�ta podr�, a ich pierwsza i ostatnia.

Nie uwa�asz, �e oni zas�uguj� by wiedzie�, �e nie mamy poj�cia jak on wyl�dowa� na pustyni.

Nie s�dzisz, �e zas�uguj� by to wiedzie�?

Powiedzia�em im wystarczaj�co.

Wi�c jak m�j ojciec tam utkn��?

Doniger da� mu godzin�.

Sta�o si� niebezpiecznie i straci�em go w lesie.

- Wi�c go tam zostawi�e�? - Pos�uchaj, mieli�my ograniczony czas.

Musia�em wraca� albo obaj by�my utkn�li.

Wi�c lepiej on ni� ty, tak?

Dobra, s�uchajcie! Musimy par� rzeczy om�wi�, zanim wyruszymy.

Po pierwsze ci ludzie potrzebuj� waszych pr�bek do procesu powrotu.

Po drugie, musicie przebra� si� w tamte ubrania.

Co tylko chcecie. A rzeczy osobiste w�o�ycie do tamtych szafek.

I po trzecie chc� wam przedstawi� moich ludzi. Bill Beretto i Jimmy Gomez.

Jad� z nami. Znajomi z piechoty morskiej.

- Po co nam marines? - Na wypadek, gdyby sta�o si� co� z�ego.

Chcia�bym mie� kogo� wyszkolonego. Dobra, przebieramy si� i ruszamy!

Nie mog� poj��, �e bierzesz to na powa�nie. A rozumiesz, co ta maszyna robi?

Rozk�ada ci� do poziomu molekularnego.

Co oznacza, �e na moment naprawd� przestajesz istnie�.

- Pos�uchaj go, on ma racj�. - Zaczekajcie no!

On ma racj�. Nie potrzebuj� pani, pani Ericson, ani ciebie Chris.

- Ale potrzebuj� pana, bo zna pan ruiny. - Nikt nie zna ich tak jak ja. Ja id�.

I nie ma mowy, �ebym ja nie szed�.

M�wi�em ju�, �e ja nie id�, wi�c nie dotykaj mnie!

Dzi�ki.

Stern, nie potrzebujemy ci� tam. Jeste� fizykiem.

- Twoja wiedza by nam nie pomog�a. - Przepraszam.

Ale b�dziemy potrzebowa� ciebie, Francois.

- A po co nam on? - Bo on m�wi po francusku p�ynnie.

Mia�em francuski w liceum, ale teraz jest do bani.

- Nie r�b tego! - Potrzebujemy jego pomocy.

- B�d� ci� os�ania�. - Nie naciskaj na niego!

Francois, musisz sam podj�� decyzj�.

Tw�j ojciec by to zrobi� dla mnie. Wi�c tak, p�jd�.

- W porz�dku... - Tak!

Dzi�kuj�.

Dzi�kuj�.

- Generatory gotowe. /- Zweryfikowa�.

- Uruchomi� platform�. - Komputery gotowe, panie Doniger.

Powiedz Gordonowi, �e wyruszamy.

Sch�od�cie dla mnie par� piw, dobra?

Panie Stern... Trzymaj r�k� na pulsie, dobra?

B�dzie dobrze, Josh. Nawet nie zauwa�ysz jak wr�cimy.

- Trzymaj si�. - By�em ci winny 50 dolc�w.

Dobra ludzie, ruszamy si�.

Frank, macie 6 godzin. Zegar ju� tyka.

To s� wasze osobiste markery. Za��cie je na szyj�.

Mo�ecie u�y� ich do powrotu w ka�dej chwili.

Frank wam wyja�ni jak dzia�aj�, jak b�dziecie na miejscu.

Ale najwa�niejsze: jeden marker sprowadzi was wszystkich.

- Nie zgubcie ich. - A co z obron�, broni�?

Nic nowoczesnego nie wchodzi w rachub�. A ju� szczeg�lnie bro�.

- Markery odliczaj� od sze�ciu godzin w d�. - Odliczaj�?

- One si� wypalaj�... po sze�ciu godzinach. - A potem co?

Nie martw si�, Francois, sprowadz� ci�.

O!

Przykro mi, Francois, ale oni tego nie mieli.

Ale ja bez nich nie widz�.

Poradzisz sobie, odpu�cili�my to profesorowi.

Czuj� si� w obowi�zku poinformowa� was, �e odczujecie pewien b�l,...

kt�ry jest do�� silny, ale te� bardzo kr�tki.

Kilka sekund. Nic d�ugotrwa�ego.

Wybaczcie mi, nie chcia�em, by to wp�yn�o na wasz� decyzj�.

- No dobra, powodzenia! - Zr�bmy to.

Wygl�dacie �wietnie. Pani Ericson, wygl�da pani ol�niewaj�co.

Powodzenia.

Nie martw si�, Chris. B�dziecie w domu na obiad.

To jest nie lada gratka dla archeolog�w.

- Nie wierz�, �e to robimy. - Powoli...

Josh, zejd� na d�! I popatrz.

Prosz� zaj�� miejsca.

Uruchomi� platform�.

We�cie g��boki oddech i zrelaksujcie si�.

- Jak ustawienia? - Wszystko gotowe.

Chod� tu, Josh, zamknij drzwi.

- Powodzenia. - Sze�� godzin i odliczam.

Panie Marek? Prosz� zaj�� pozycj�.

Jak si� czujecie?

- Co my, do diab�a, robimy? - Mamy okazj� swojego �ycia.

Nie macie si�, co martwi�. Zajmiemy si� wami.

Zrelaksujcie si�. Wszystko b�dzie dobrze.

- �a�cuchy DNA. Pasuj�. - Dzi�kuj�.

- Dobra, zamknijcie monitory. - Zamykam.

- Jak d�ugo jeszcze? - Jeszcze par� sekund...

Patrz tutaj.

Zamkni�te.

Niech to...

Gdzie on jest? Francois!

- Nic ci nie jest? - Gdzie jest Francois? Francois?

- Tam jest! - Francois!

Wyci�gnij go!

A teraz czekamy.

- No dalej. - Francois, trzymaj si�.

Francois, podaj mi r�k�!

Trzymaj si�!

- Chwy� mnie za r�k�. - Nic ci nie jest?

Jeste� ca�y?

By�o blisko... Dobra.

Chod�my na to wzg�rze. Chod�cie za mn�.

- Co za pocz�tek. - Zawsze l�dowali�my na l�dzie.

- Gordon, czy to jest to? - Tak my�l�.

Tak my�lisz? Jeste�my we Francji w 1357?

To mo�e by� sad moich dziadk�w w Oregonie!

Zamknijcie si�! Zaufajcie mi, jeste�my w 1357 we Francji.

Wi�c skoro jeste�my we Francji, to ja jestem w domu.

A, wyja�ni� wam dzia�anie marker�w. Naci�ni�cie kciukiem poka�e wam czas.

�ci�niecie - zabierze was do domu. Ale nie naciskajcie.

- Dlaczego? - Bo nie znale�li�my jeszcze jego ojca.

I jeszcze jedno.

- M�wi�: "chowa� si�"! - Dobra, ruszmy si� st�d!

Schowajmy si�.

Francois, chod�.

Dobra robota, de Kere.

- Za nim! - Tak, m�j panie.

Znajd�cie pozosta�ych i sprawd�cie kim s�.

Chod�, szybko.

O Bo�e, Beretto.

Mamy uskok, oni wracaj�!

- O m�j Bo�e... - Zawo�ajcie tu lekarza.

Lekarza!

- Co to by�o? - Co?

Co to jest?

- Granat! To granat! - Na ziemi�!

O m�j Bo�e, on wr�ci�.

Na ziemi�, bo was zobaczy. Na ziemi�!

Hej, tutaj!

Chod�my!

Dobra, chod�my.

Chris!

Kate! Marek!

- Gdzie moi ch�opcy? Gdzie Marek? - Oni si� pojawili, a Beretto mia�...

On nacisn�� swojego markera... On znikn��.

Dosta� dwie strza�y. I musia� nacisn�� marker, bo znikn��.

- A gdzie jest Gomez? - Nie wiem...

O m�j Bo�e...

Nie patrz.

- Co robisz? - Cholera. Nie mog� znale�� jego markera.

Szukasz jego markera? On nie �yje!

- Francois, co robisz? - Wynosz� si� st�d.

- Nie, nie idziemy nigdzie! - Martwi nikogo nie uratujemy!

- Cisza! - Francois, nie mo�esz tego zrobi�!

Dlaczego?

Bo potrzebujesz 2 metry wolnej przestrzeni z ka�dej strony, �eby to zadzia�a�o.

- Jak to dwa metry? - Wyja�ni� wam to p�niej!

Nie zgubcie swoich marker�w. S� bardzo cenne.

Jak b�dziecie si� mnie s�ucha�, to znajdziemy twojego ojca i wr�cimy do domu. Obiecuj�.

Francois, b�dzie dobrze. Znajd�my Mareka.

- A Gomez? - Ju� mu nie pomo�emy.

Musimy i��, sp�jrz na mnie!

Cicho! �o�nierze...

Mijali�my si� w lesie. Ju� dobrze.

- Zgubili�my �lad. - Niech to!

- Postarajcie si� go odnale��. - Tak, panie!

Przeszukajcie d� rzeki.

Jezu, ty jeste� dziewczyn�...

Ju� dobrze.

Francuskie bydlaki!

Za nimi! Nie zostawia� �ywych!

Ostro�nie.

- Tu jeste�. - Nie!

Na pomoc!

Wy��cz to!

- Mieli�cie nie bra� nic nowoczesnego! - Ten sukinsyn przemyci� granat!

Nie mog� w to uwierzy�.

Platforma, platforma!

Cholera! Wiedzia�e� jakie s� zasady! �adnej broni!

- Gomez? - Linia pod��czona!

- Wi�c? - Jego marker.

- Co si� sta�o z reszt�? /- Dawa� tu lekarza!

Nie wiem.

Czy kto� pr�bowa� wr�ci� razem z nim?

Nie wiem. Wiem tyle co ty, rozumiesz?

A je�li spr�buj� wr�ci� w�a�nie teraz?

- To najwyra�niej im si� nie uda... - Nie wyci�gajmy pochopnych wniosk�w.

Nie mo�ecie tam zostawi� siedmiu ludzi!

- Powiedzcie mi, �e macie plan awaryjny! - Zamknij si�!

Nie wiem... Sam nie wiem...

Prosz�, powiedz mi, �e macie plan awaryjny.

Tak, mamy plan awaryjny.

Biegiem!

Gordon! Tu Marek! Chris!

Gordon, ta Francuzka nas zaprowadzi do Castelgardu.

To �wietnie, chod�my! No dalej!

Wioska Castelgard...

Gdzie si� wszyscy udaj�?

Chwileczk�...

- Jaka dzi� jest data? - Marek...

Jest 4 kwietnia.

- Oczywi�cie, �e jest 4 kwietnia. - 1357 roku.

- To dzie� upadku La Roque? - Chwila!

- O czym wy m�wicie? - Gordon, ty sukinsynu!

- S�ucham? - Sprowadzi�e� nas tu,

w dzie� ataku Francuz�w.

Do wieczora, to miejsce b�dzie zr�wnane z ziemi�.

To mo�e odpu�cicie sobie lekcj� historii i zaczniecie szuka� profesora.

Za mn�.

Chod�my.

Jestem fizykiem, dajcie mi co� do roboty. Mog� pom�c.

R�wnie dobrze m�g�by� by� farmaceut�.

- Zapasowe panele ju� s� w drodze. - Ile nam to zajmie?

5 godzin i 27 minut.

Sk�d, do diab�a, wiesz, �e to zajmie dok�adnie 5 godzin i 27 minut?

Bo tylko tyle czasu mamy.

Jak ju� naprawicie platform�...

i nawet jak ich markery si� wyczerpa�y, to nadal mo�emy wys�a� kogo� po nich, tak?

Josh, jedyn� rzecz�, jaka utrzymuje tunel otwartym, s� ich markery.

Tak, ale przecie� otwierali�cie i zamykali�cie go ju� tysi�c razy.

- Jak naprawicie platform�... - Pos�uchaj, my nawet nie wiemy,...

co nas ��czy z tym konkretnym tunelem czasoprzestrzennym.

To mo�e by� szcz�liwy przypadek, niekontrolowany przeciek, cokolwiek.

Ale chodzi o to, �e granat by� mo�e zniszczy� mo�liwo�ci, jakie mieli�my.

Wi�c jak ich markery si� wyczerpi�, mog� tam utkn�� na zawsze?

- To chcesz powiedzie�? - Mog�.

Ch�opaki, chod�cie tu.

T�dy, chod�cie.

Zamek La Roque /oczekuje �o�nierzy.

- M�yn. - Sp�jrz na to.

Nie mog� w to uwierzy�. W�a�nie nad tym pracowali�my.

To ca�y Castelgard.

Jest inny, zupe�nie inny. Myli�am si� co do prawej sekcji.

- Sk�d si� wzi�a ta wie�a? - M�j ojciec jest tam gdzie�.

- Tak, masz racj�. - Jak si� tam dostaniemy?

Id� �o�nierze.

Wy tam! Gdzie idziecie!

- Biegiem, biegiem! - Sta�!

Szybko. Nie wolno im uciec!

Zabra� konie z drogi!

M�j panie!

Podnie�cie go!

- Kim s�? - Z�apali�my ich we wiosce, m�j panie.

Jam jest lord Oliver. Kto za was przemawia?

- Ja, m�j panie. - Dziwna twoja mowa.

Tak, jeste�my... Szkotami.

Szkotami? Przybyli�cie nas wybi� we �nie?

Pierwej staruch, a teraz wy.

Dlaczeg� to Szkoci znale�li nasz� wiosk� tak ciekaw�?

- Musi z powodu lordowskiej go�cinno�ci. - Zaiste, musi.

Moja pani.

- Przepraszam, m�j panie... - Daj mu rzec.

- Panie, ten starzec, o kt�rym rzek�e�... - Edwardus de Johnes.

Twierdzi, �e jest magistrem.

- Jest wam znany? - Jest naszym nauczycielem, m�j panie.

- Czy z nim dobrze? - M�wi�, �e jest sam.

Zostali�my kilka dni za nim. On nie wie, �e tu jeste�my.

Kim�e� ty?

Tak, ty! Ten, kt�ry g�ow� dotyka sklepienia.

Francois, m�j panie.

Francuz...

Wstrzymajcie si�, prosz�. Jeste�my d�entelmenami.

To jest nasz t�umacz, panie.

Wybacz im. Tocz� wojn� z Francuzami. Podobnie� ze Szkotami.

Czy zapomnia�em o kim�? Hiszpanie. Mam z nimi wojn�?

Arnaut przysy�a wielu szpieg�w... pod m�j dach.

- On nie jest szpiegiem. - Doprawdy?

- To nasz przyjaciel. - Jestem pewien, i� jest...

I tak jest za wysoki jak na szpiega.

Przet�umacz.

Przet�umacz to.

- Jestem szpiegiem. - Wybacz mi, ale nie z�apa�em tego.

- To znaczy... - Spokojnie, Francois...

"Ja jestem szpiegiem."

M�j Bo�e, c� za cud! Francuz, a cichy jak mysz.

- S�yszeli�cie to? - Nie, m�j panie.

G�o�niej, ch�opcze! No dalej!

Jestem szpiegiem.

Tako �em my�la�.

- O m�j Bo�e... - Pozby� si� Francuza,...

a reszt� wsad�cie tam gdzie starca. Mo�e si� p�niej przydadz�.

Kto nast�pny?

Nie, Chris!

Nie!

Francois...

Do �rodka!

- Do g�ry! - Nie dotykaj mnie!

- Zostawcie j�! - Rusza� si�!

Cholerni Szkoci!

Id�!

T�dy, pomog� ci...

M�j marker... Zgubi�em marker!

Nie martw si�, wystarczy nam jeden marker, �eby wr�ci�.

To si� nie dzieje.

Te dranie zabi�y Francois.

Profesorze?

Profesorze!

- Kate? - Tak...

- O m�j Bo�e... - Nic panu nie jest?

Bo�e jak si� ciesz�... dostali�cie wiadomo��.

Chris, tw�j tato.

- Chris tu jest. I Marek. - Tato!

- M�j synu... - Tato!

- Chris, m�j synu... - Ciesz� si�, �e �yjesz.

O Bo�e...

Co si� sta�o?

- Straci�e� du�o krwi. - To nie moja krew.

To Francois.

Nie �yje.

Oliver kaza� go zabi�, bo by� Francuzem.

Ten facet mia� miecz... i rzuci� si� na niego...

Profesorze, co si� sta�o?

Stara�em si� unika� Anglik�w. Ale znale�li mnie w klasztorze.

Uda�o mi si� przekona� Olivera, �e jestem magistrem z Dublina.

Dajmy spok�j Szekspirowi. Kto to, do diab�a, "magister"?

- To naukowiec. - Oskar�y� mnie o szpiegostwo.

- Jak pan to prze�y�? - Obieca�em Oliverowi now� bro�.

Jak� bro�?

Ciek�y ogie�, tak mocny, �e nawet woda go nie ugasi.

Grecki ogie�. Obieca� mu pan grecki ogie�?

Czy zdaje sobie pan spraw�, co to mo�e oznacza�?

W�a�nie da� pan Anglikom powa�n� przewag� w tej bitwie.

- A oni powinni przegra� t� bitw�! - By�em zdany na siebie!

- Marek, Marek! - Przepraszam, przepraszam...

Chodzi o to, �e jak ci go�cie tu przyjd�,...

zabior� nas do La Roque i przygotuj� si� do bitwy,...

to ju� nie b�dzie ucieczki. To tak, jakby�my ju� byli martwi.

Nie, musimy teraz wraca�.

Pami�tacie to miejsce, gdzie by�y te wie�niacze chaty?

To najbli�sze miejsce, w kt�rym mo�emy u�y� markera.

- Jak tam dotrzemy? - Musimy to zrobi� szybko.

- Mamy 4 godziny. - 4 godziny to bardzo du�o.

Ja to widz� tak: mamy 650 lat przewagi nad nimi.

Jak po��czymy nasz� wiedz�, to nie ma mowy, �eby�my si� st�d nie wydostali w ci�gu 20 minut.

- No dobra. - Znajd�my jakie� wyj�cie.

Hej, tu jest du�a dziura, �eby si� przez ni� wspi��.

- Cisza! - Dobra, dobra.

By�a z tym wie�niakami, /co ich z�apali�my, m�j panie.

Dlaczego wkroczy�a� /na moj� ziemi�?

Rusza� si�.

- Co robisz? - Zejd� po tej �cianie...

i jak nikogo nie b�dzie, to was wypuszcz�.

- W porz�dku. - Nigdzie nie p�jdziesz!

Co? Jestem...

Marek! Jestem najlepszym wspinaczem! Jestem najl�ejsza!

Ona ma racj�, nawet ja powinienem i��,...

ale ten dach mnie nie utrzyma. Ani ciebie, ani ciebie, Chris.

- Nie, nie... - Zaczekaj!

Kate, to nie b�dzie �atwe.

To nie jest zabawa. Jeste� gotowa po�wi�ci� �ycie?

Zrobi�, co mam zrobi�.

Nie ma mowy. Ona nigdzie nie p�jdzie.

B�dzie dobrze.

Jest jedna rzecz gorsza ni� �mier�. �ycie tutaj.

Nie mog� si� na to zgodzi�.

Ma racj�.

Kate...

- Prosz�, prosz� uwa�aj na siebie. - To �atwe. Nic mi nie b�dzie.

Chris, potrzebuj� twojej pomocy. Chod�.

Przytrzymaj to. Niech b�dzie otwarte.

Dobra.

- Kate, uwa�aj! - Dobra, id�.

- Powoli. - Na dole s� stra�e.

Przejd� na drug� stron�.

- Tam te� jest okno. - Ale uwa�aj.

Kate, mam ci�! /Mam ci�!

Trzymaj si�! /Mam ci�, nie puszczaj mnie.

- Nic ci nie jest? - Mam oparcie dla n�g.

- Wci�gniemy ci� z powrotem przez dach. - Nie, jest dobrze.

- Uwa�aj. - Zejd� tedy!

Zagramy jak wr�c�.

Czysto!

Utrzyma� szyk.

Za du�o piwa. /Zagramy znowu jak wr�c�.

Niech b�d� cicho!

- Co do... - Teraz!

Zabierzcie bro�!

Chod�my, Chris!

Wyjdziemy t� drog�, kt�r� przyszli�my, dobra? Marek?

- Marek! - Wy id�cie,...

- ...ja was ubezpiecz�. - Chod�my!

Kate... Musimy i��.

Uwa�ajcie.

Chod�my...

Cicho!

Wy id�cie, ja do was do��cz�.

- Co ty wprawiasz? - S�uchaj...

- Zwariowa�e�? - Chod� z nami.

- Mam marker, do��cz� do was. - Chod�my.

- Gdzie on jest? - M�wi�, �e p�niej do nas do��czy.

- Robert? - Tak?

�a�cuch DNA powinien by� przywr�cony... teraz!

- Mam! - Dzia�a bezproblemowo?

- Tak! - To na pocz�tek.

- Nie ruszaj si�, nic nie m�w! - Zdrajca!

Jezu! Dlaczego mnie nie pos�ucha�e�?

Cholera!

Co?! Szkocie. To ja.

Zatrzymaj si�!

Co ty m�wisz?

Top�r. Daj mi top�r! /I uwa�aj na mury.

Rusza� si�.

- Pomocy - Z drogi kobieto!

Z drogi!

Prosz� wej��.

Rusza�.

Stra�e!

- Kim jest ten facet? - Zwie si� de Kere.

Chod�, szybko... chod�my w stron� rzeki.

Wi�cej stra�y!

- Nigdzie nie idziemy bez Mareka, - G�wno mnie obchodzi Marek!

Mia�em znale�� profesora, nie mog� si� o wszystkich troszczy�,...

Straci�em Gomeza, Baretto. Albo mnie s�uchacie, albo jeste�cie zdani na siebie!

Do rzeki! Pr�dko!

Robert, mamy uskok! Kto� wraca!

- Jak wyra�ny? - Jest minimalny.

- Co to oznacza? - To znaczy, �e oni nadal �yj�.

Sta�!

Chod� ju�...

Gdzie on jest? Gdzie jest Gordon?

Gdzie jest...

- Tam jest! Tam! - Widzia�am, chod�my!

- Czekaj, uwa�aj. - Chris! Rzu� bro�.

Dobra, teraz.

O cholera! No dalej!

Chcesz nas zostawi�, tak jak mojego ojca?

- Ludzie patrz�! - Nie mamy na to czasu!

- S�uchaj! - Wszyscy patrz�!

- B�d� cicho. - Kate, wyci�gnij markera.

Nie, ty u�yj swojego, ja nigdzie nie id� bez Mareka.

- Prosz�, u�yj markera. - Nie id� bez Mareka.

Marek ma sw�j w�asny marker!

Przeszuka� ka�d� chat� /i ka�d� zagrod�!

- O cholera... - Kate, naci�nij go.

Mo�emy wr�ci� po Mareka. Naci�nij. Jeste�my tu zbyt d�ugo!

- Naci�nij. - Nie dzia�a.

- Nie dzia�a. - Ja wiem jak to si� robi.

- Dlaczego nie dzia�a? - Nie wiem.

- Jakby dzia�a�, to ju� by�my byli w domu! - Chod�my st�d, powoli.

Znajd�my jak�� kryj�wk�.

Piechota! /Rozej�� si� i przeszuka� chaty.

Szuka� wsz�dzie i pojma�!

Tak przy okazji, nazywam si� Andre Marek.

Castelgard by� twoj� wiosk�, prawda?

- Nie martw si�, nied�ugo tam wr�cisz. - Nie.

Anglicy zr�wnaj� go z ziemi�... nim rusz� do La Roque.

- Nie, La Roque te� padnie. - Tak.

Ale wiele dusz nas opu�ci...

i wiele miesi�cy minie nim to si� stanie.

Francuzi zbudowali t� fortec�. Wiemy jak ona jest pot�na.

La Roque padnie dzi� wiecz�r.

Tylko wieszcz... lub g�upiec m�g�by co� takiego twierdzi�.

W twoim przypadku... pewnie� g�upcem?

Co ci� tak rozbawi�o?

Jeste�... zam�na?

Nie.

Walczymy z Anglikami od czas�w zanim przysz�am na �wiat.

Nie ma czasu na zam��p�j�cie.

Oczywi�cie...

A czy jeste� z... kim�?

- Czy jestem z kim�? - Tak.

Jestem z tob�.

Wiem, wiem, ale chodzi mi o to... Czy jest kto�?

Czy jest kto�, kogo widujesz?

- Widuj�? - Tak.

Nie, nikogo, ale mo�liwym jest, �e chowaj� si� na brzegu.

Albo w lesie. Mog� by� wsz�dzie.

O Bo�e. Wiesz to zabawne,...

bo m�wimy tym samym j�zykiem, ale...

ale ty nie rozumiesz nic z tego, co ja do ciebie m�wi�.

Bra� go!

Nie, nie!

Ju� dobrze, to Francuzi. Oni nam pomog�.

- Ty jeste� Lady Claire? - Lady?

Podoba mi si� to. To urocze.

Panna Claire...

Ognia!

Ognia!

Znale�� ich!

Zabi�am tego m�czyzn�.

I musz� z tym �y�.

- Tutaj! - Mamy ich!

- Znale�li�my ich, m�j panie! - Tutaj!

- Chod�cie! - Nie dajcie im zbiec!

Chod�cie!

Do �rodka!

Jed�cie dooko�a!

- Stul g�b� i chod� tu! - Ju�!

- Spal to! - Nie!

- Nie, nie mo�ecie tego zrobi�! - Zr�b to!

Chris, uciekaj stamt�d! Chris!

Chris! M�j syn tam jest! Chris, uciekaj stamt�d!

Wstrzymaj ludzi!

Nie! Nie!

Dobra, chod�my.

- Chod�. - Chris, zaczekaj.

- Chod�. - Zaczekaj.

- Claire! - Arnaut!

Siostro! Szuka�em ci� ponad tydzie�. /Gdzie �e� ty by�a?

Wszystko w porz�dku.

Kim jest ten m�czyzna?

Uratowa� mi �ycie.

To...

Andre Marek.

Jestem Arnaut.

To wspaniale, �e wr�ci�e� po siostr�.

- Jeste� Anglikiem? - Nie, Szkotem.

On ocali� jednego z twoich ludzi.

- Szkot, co? - Tak.

W takim razie nie wiem, jak mam wyrazi� m� wdzi�czno��.

Mo�esz. Pilnuj jej i zapewnij bezpiecze�stwo.

- Sama potrafi� o siebie zadba�. - To oczywiste.

Prosz�, nie spuszczaj jej z oka. Szczeg�lnie dzi� wiecz�r.

Nie martw si�, b�dzie dobrze chroniona.

Musz� odej��, musz� wr�ci� do Castelgard i poszuka� przyjaci�.

Czy m�g�bym prosi� o konia i bro�?

Nie przedrzesz si� �yw przez angielskie zasieki.

Przenosz� si� z wioski do zamku La Roque. Zaatakujemy wieczorem.

- Nie mo�esz tam wr�ci�, Marek. - Musz� spr�bowa� odnale�� przyjaci�.

Przykro mi.

Dobrze wi�c, dam ci to, o co mnie prosisz.

- Dzi�kuj�. - To ja dzi�kuj�.

- Lady Claire... - Claire.

�a�uj�, �e nie spotkali�my si� w innym czasie.

Andre Marek...

Jeste� �onaty?

Nie.

Arnaut?

Arnaut zebra� konnic�. Jest z nim jego siostra.

Dobra robota. Teraz rych�o zabij Arnaut'a i wracaj.

I niech B�g b�dzie z tob�.

Dobra. Musz� si� dosta� do La Roque i odnale�� ojca.

- Nie przedostaniesz si� przez mury. - Znajd� jak�� drog�.

Nie ma innej drogi. Zabij� ci�.

Chowaj si�.

- Nie mam wyboru. - Owszem masz.

Jest inne przej�cie.

- Ten tunel? - Tak.

Nigdy go nie znalaz�a�, nawet nie wiesz czy istnieje.

- By�a taka pog�oska. - Tak, ale to tylko pog�oska.

- Od tego zale�y �ycie mojego ojca. - Nasze �ycia zale�� od tego!

Je�li ten tunel faktycznie istnia�, to istnia� teraz, w 1357.

Wiem, �e to jest w tym klasztorze. Po prostu to wiem.

Tak samo chc� ocali� twego ojca jak ty.

Musisz mi zaufa�. Wiem, �e on tam jest.

Wiem to.

Musisz mi zaufa�.

Trzyma� szyk!

Powoli naprz�d!

�mier� Arnaut'owi!

Claire!

Claire! Claire!

Rusza�.

Chod�cie.

To Marek! Marek!

- Marek! - Nic mi nie jest.

Chodzi o Chrisa i Kate, Marek.

- Co z Chris'em i Kate? - Nie uda�o im si�.

- Oni ich zabili. - Co?

Dawno si� nie widzieli�my, co, Frank?

O m�j Bo�e...

My�la�em, �e nie �yjesz.

Jasne i dlatego wys�a�e� Tauba, �eby mnie sprz�tn��.

Nie �eby ci� sprz�tn��, tylko sprowadzi� do domu.

- Jasne, tak jak wy. - Nie, pos�uchaj...

- S�uchaj, Will. Potrzebuj� twojej pomocy. - Co to?

Tak czy siak, nie dzia�a.

Tu jest napisane, �e macie mniej ni� p�torej godziny.

- To nie dzia�a. - G�wno prawda.

Pos�uchaj, musisz mi uwierzy�. To nie by�a moja wina.

- Ja mam rodzin�. - Tak?

- Pozna�e� j�. By�e� w moim domu. - Ty masz rodzin�?

- Ty masz rodzin�... - Mam rodzin�.

- Ja te�! - Nie!

- Nie! - Nie!

- O cholera! - O m�j Bo�e!

Ostatni raz jak go widzia�em, biega� z markerem szukaj�c wolnej przestrzeni.

Ja le�a�em na ziemi. Mia�em wbite trzy strza�y.

Nazywa�em si� William Decker, pracownik ITC numer 273.

A teraz...

jestem Sir William de Kere, prawa r�ka Lorda Olivera.

Wygl�dasz dzi� imponuj�co, Marek, jak na pracownika akademickiego.

- Sk�d znasz moje nazwisko? - Znam wszystkie wasze nazwiska.

Czytali�my ka�dy wasz raport, zanim zdecydowali�my si� wyruszy�.

Ile razy tu by�e�?

Wystarczaj�co, by zna� z autopsji b��dy transkrypcyjne.

B��dy transkrypcyjne?

Doniger, ten sukinsyn. Nic wam nie powiedzia�, co?

Co to, do diab�a, s� b��dy transkrypcyjne?

B��dy w budowie DNA podczas procesu rekonstrukcji.

- To jak nadanie faksu. - Zniekszta�cenie, deformacja.

Tylko, �e te zniekszta�cenia nie dotycz� listu.

Tylko cz�ci cia�a, narz�d�w.

Przechodzi�em przez to zbyt wiele razy, nie prze�yj� kolejnej podr�y.

Te uszkodzenia mog� by� naprawione. Ale nie tutaj.

I nie w tym czasie. Musisz wr�ci�.

Dlaczego nie naci�niesz markera? Mogliby�my uda� si� do domu, co, Decker?

Nazywam si� de Kere. To jest m�j dom.

Lord Oliver czeka na sw�j ogie� grecki.

To czy prze�yjecie zale�y od waszej znajomo�ci historii.

Od tego, jakim mnie uczynicie. Je�li ja stan� si� kim�, to i wy prze�yjecie.

Je�li ja upadn�, to wy ze mn�.

Marek, gdzie tw�j marker?

De Kere, Decker, czy jak tam si� nazywa mi go zabra�.

O Bo�e...

Jeste�my znajomymi Edwarda de Johnes'a.

- Edward de Johnes. - Magistra.

To m�j ojciec.

- Czy Anglicy go pojmali? - Nie wiemy.

- Chcieli�my prosi� was o pomoc. - Tak, potrzebujemy waszej pomocy.

Chod�cie.

Musimy si� po�pieszy�. Nie mamy zbyt du�o czasu.

Lord Oliver ��da pokazu przed zapadni�ciem zmroku.

I lepiej, by�cie nie przekroczyli tego terminu.

Uda�o im si�. S� wszystkie sk�adniki.

Troch� to toporne, ale mo�e by�.

O czym ja m�wi�? Nie mog� tego zrobi�.

Nie mog� da� im ognia greckiego i wp�yn�� na bieg historii.

- Ca�kiem mo�liwe, �e ja to ju� zrobi�em. - Co masz na my�li?

Jak si� tu pojawili�my, to pomog�a nam taka dziewczyna,...

kt�ra nas zaprowadzi�a do Castelgardu.

To w�a�nie po ni� wr�ci�em, jak uciekali�my.

Okaza�o si�, �e ta dziewczyna to Lady Claire, siostra Arnaut'a.

- M�wisz powa�nie? - Tak.

Zaprowadzi�em j� do Francuz�w, �eby mieli na ni� oko.

Ona jest niesamowicie wa�na. Jej �mier� decyduje o zwyci�stwie Francuz�w.

- Nie rozumiesz tego? - Ciszej.

A teraz musimy by� po stronie Olivera, �eby prze�y�.

To dok�adnie tutaj kopa�am.

To jest to! To jest to miejsce, gdzie... To tutaj!

Co masz na my�li?

To w tej komnacie pracowa�am.

- Przepraszam, co on powiedzia�? - Armia Arnaut'a jest gotowa do ataku.

- Czas nam si� ko�czy. - To s� te schody! Jest pod nimi!

Przesun�� je tam.

To doprawdy ogromna liczba machin wojennych, m�j panie.

Czym�e jest ma�y ogie� dla tych kamiennych mur�w?

�ucznicy na front, /konnica niech b�dzie w gotowo�ci.

Witam, panowie.

Jako rzek�em, /zaatakujemy z wieczora.

Sprowad�cie machiny na prz�d.

I dopilnujcie, by je ci�gle chroniono.

- Nic tu nie ma. /- To jest to.

To jest ta komnata. Tutaj by� ten wy�om.

- My�my zeszli tutaj... - Nic tu nie ma.

Marek pracowa� tam, tutaj znalaz� to pude�ko...

O m�j Bo�e, to jest to... To jest to pude�ko.

A to jest pergamin, na kt�rym pisa�.

Okulary mojego ojca.

- Dobra, musimy i��. - Nie, nie od�� to.

Je�li tego nie znajdziemy w przysz�o�ci, to nigdy nie odnajdziemy twojego ojca.

Od�� to.

Musimy i��, musimy dosta� si� do La Roque.

Nie, ten kamienny fresk by� zniszczony. Kto� go zniszczy�.

"Co za sukinsyn zniszczy� co� tak..."

To by�am ja.

To by�am ja.

To ja by�am tym sukinsynem...

Co ona robi?

Zaczekajcie! Odsu�cie si�!

Uwa�aj.

To jest tunel!

To tunel!

Daj mi pochodni�!

Daj no j�. Kate, uwa�aj, pozw�l mi wej��.

- Sprowadzi� Arnaut'a? - Tak, sprowadzi�, Arnaut'a. Szybko!

- Prosz� si� po�pieszy�. /- Kate, chod� tu!

- Masz? - Tak, mam.

Ostro�nie, ch�opcy, to jest ogie� grecki. Mo�ecie nas wszystkich wys�a� do Piek�a.

Delikatnie i powoli, nie rozlejcie.

Tak dobrze.

Za�adujcie katapulty!

Pami�tajcie, �e walczycie w imi� sprawiedliwo�ci!

A B�g walczy /po waszej prawicy!

Ruszamy si�, ludzie! /Szybciej!

- Katapulta! - Katapulta!

- Katapulta! - Katapulta!

Cholera.

- Nic ci nie jest? - Nie, pospiesz si�, nie mamy czasu.

- Katapulty! - Katapulty!

Przynie�cie wody!

Lordzie Oliver, oto magister przeprowadzi pokaz.

Ach tak, ujrzyjmy to.

- Zrozum, panie, ja nigdy... - Poka� mi to!

- Poka�! - Oto ogie� Grek�w.

- Marek! Odpalaj! - Ruszajcie si�!

Katapulta!

Odpal to cholerstwo!

Nie mog� odpali�!

Odpal to!

- Ognia! - Gotowy, ognia!

Rozej�� si�, pu��cie mnie.

To ma by� to?

Wi�c zdradzi�e� mnie. Obieca�e� mi grecki ogie�, a tylko to dostaj�.

Powinienem ci� powiesi�. Czego?!

Z ca�ym szacunkiem, m�j panie...

Im wi�cej wody, tym wi�kszy ogie�.

Dobrze.

Coraz lepiej.

Zaprawd�, jeste� magikiem, a nie magistrem.

Chc� tego na ka�d� machin�. Ile ludzi b�dziesz potrzebowa�?

- Dwudziestu. - Dwudziestu?

- Daj mu dwudziestu moich ludzi. - Jak sobie �yczysz, panie.

T�dy... magiku.

�ucznicy na pozycje!

- �ucznicy na blanki! /- �ucznicy na blanki!

- Mamy 81%. - Nie, nie, to ju� koniec.

Nie mam zamiaru si� tak bawi� ich �yciem.

Nie zdob�dziemy stuprocentowej wydajno�ci z tych ��cznik�w.

A jakie jest minimum bezpiecze�stwa?

- Robili�my udane testy na 80%. - A m�wi�e�, �e mamy 81%.

- To by�y obiekty stabilne. - Dajcie spok�j.

- Ile czasu nam zosta�o? - 28 minut.

Nie ma tu miejsca na �adne b��dy.

- Mog� wr�ci� zdeformowani. - Czy da si� to zrobi�?

- Tak, mo�emy to zrobi�. - To zbyt ryzykowne.

My�lisz, �e pozwol� ci ich tam zostawi�?

- A my�lisz, �e tego chc�? - Nie s�dz�, by� si� tym przejmowa�.

Tam przynajmniej maj� jak�� szans�. Jakie� �ycie.

Ju� dawno straci�e� prawo do podj�cia tej decyzji!

- To ju� nie nale�y do ciebie. - Wiesz co? To moje �ycie i moja decyzja.

Przykro mi.

- Podpalcie fos�! - Tak, m�j panie.

Podpali� fos�!

- Podpalcie strza�y. /- Podpali� strza�y!

- �ucznicy, przygotowa� si�. /- �ucznicy, przygotowa� si�!

- Naci�gn��. /- Naci�gn��!

Ognia!

- Nocne strza�y. /- Nocne strza�y!

Ma�a niespodzianka dla Francuz�w.

- Gotowi! - Naci�gn��!

Ognia!

To nocne strza�y!

Wycofa� si� do okop�w.

Wycofa� si�, wycofa� si�!

Ju� jeste�my blisko, wiem to.

To �wietnie.

Dobra robota, m�j panie.

Panie Arnaut! /Rych�o prosz� uda� si� do klasztoru!

Odkryto w klasztorze /tunel prowadz�cy do La Roque.

Potrzebuj� 20 rycerzy /i naszych najlepszych �ucznik�w.

Katapulta!

Jeszcze jeden taki atak i my te� przejdziemy do historii.

O nie...

P�jdziemy. Prosto, mo�e w prawo...

Mo�e to tylko...

Albo mo�emy i�� w g�r�. Mo�emy i�� w g�r�.

- Kate... - Nie, nie r�b tego! Nie, nie!

- Kate! - Nie!

Kate...

Mo�e co� przeoczyli�my. Mo�e �le skr�cili�my.

- Mo�emy... - Jest za p�no.

Ju� jest za p�no.

Powiedzia�am, �eby� mi zaufa� i zawiod�am ci�.

I zawiod�am twojego ojca i...

- Wszystkich zawiod�am. - Nie...

- O Bo�e, tak mi przykro. - Nie zawiod�a�.

Kate, chod� do mnie.

Kate, chod� do mnie... Chod� tu, chod� tu...

Richard, wracaj na pole walki /i czekaj azali dam sygna� do ataku!

- Tak, m�j panie. /- Niech B�g ci� prowadzi.

Zamkn�� wewn�trzne wrota!

- To zaczyna si� robi� nudne! - Dziedziniec jest zabezpieczony, m�j panie.

To dobrze, ale musimy pokaza� Francuzom, gdzie jest ich miejsce!

- Ju� czas. - Kapitanie!

Ju� czas!

Robert,...

zosta�o 13 minut. Spr�bujmy ich sprowadzi�.

Zn�w zamierzasz przez to przechodzi�?

Co ty robisz?

A jak my�lisz, co robi�? Chroni� nasze interesy.

Co si� z tob� sta�o?

Ile os�b zgin�o u progu wynalezienia czego� wielkiego?

- To jest cena post�pu... - To by�y dzieciaki, a nie astronauci!

- Wiem! - Oni nie mieli poj�cia!

To nawet b�dzie gorzej, jak wr�c� zdeformowani! Wiesz jakie s� media,...

przekr�c� wszystko i og�osz� narodziny "maszyny �mierci"!

- Ona ma powa�ny b��d! - Ale ty to naprawisz!

- Nie naprawi�! - Naprawisz, tak jak dot�d to robi�e�!

- Nie. - Co?

- Nie zrobisz tego? - Nie zrobi�.

Nie mog� uwierzy�, �e odrzucasz swoje miejsce w historii.

- Ju� to zrobi�em, zmieniamy si�. - My�lisz, �e mo�esz tak odej�� za moimi plecami?!

Co?! Kramer!

Kramer?

- Przygotowa� wi�nia! /- Jaka� twoja wola, m�j panie?

- Do roboty! /- Przygotowa� blanki.

Chc� by� pewien, /�e Francuzi j� dojrz�!

Jak ka�esz, panie.

- Pozwol� twemu bratu dokona� wyboru. - O cholera...

- Zostaniesz przywi�zana do tych mur�w... - O co chodzi?

Zali on z�o�y sw� bro�...

albo te� zabije ciebie, swoj� w�asn� broni�.

Jednako idzie nam przypuszcza�, �e brat, kt�ren u�ywa siostry jako szpiega,...

ma cho� krzt� przyzwoito�ci.

Niech B�g b�dzie z tob�, Lady.

To ona.

To Lady Claire.

Ale przecie� zaprowadzi�em j� pod opiek� Arnaut'a.

- Jak Anglicy j� dorwali?! - Taka jest historia.

No to historia si� zmieni.

Oliver!

Uwolnij Lady Claire i przyprowad� j� do mnie!

Albo z pomoc� Boga zniszcz� tw�j arsena�!

- Marek! Nie! - Do diab�a, prosz� zej�� z linii strza�u! Ju�!

Sta�!

Na Boga, je�eli to wybuchnie, zabije nas wszystkich!

- Na d� z ni�! - Nie! Nie ruszajcie jej!

M�j panie, gdy on upu�ci pochodni�, tako i j� zabije. Nie o�mieli si�!

Odejd�, de Kere, czy Decker, czy jak tam si� nazywasz!

Wy�l� wasz arsena� do Piek�a!

- Nie ma wyj�cia. - Jeste�cie Anglikami.

- Nie, Nie, nie jeste�my! - Jeste�cie Anglikami! To jest pu�apka!

- Uciekaj, m�j panie! - Marek!

- Jeste�cie szpiegami Olivera! - Nie, nie jeste�my!

Zabij� was oboje!

Padnij!

Tak!

Ostro�nie, m�j panie!

�ucznicy na flanki!

Tutaj!

- Utrzyma� lini� na zachodniej wie�y! - Oliver!

Zabi� j�! Ju�!

- Arnaut! - Claire!

Musimy znale�� pozosta�ych.

Utrzyma� lini�!

Tato!

Chris, ty �yjesz! Kate, dzi�ki Bogu!

- Gdzie jest Marek? Musimy go znale��. - Nie wiem.

Tam jest Marek. Tam jest Marek.

Ju� dobrze. Ju� dobrze, Claire.

To ja, to ja, to ja...

- Co ty robisz? - Otworzy� bram�! Brama!

Chris, przesta�!

- Jest solidna. - Podsad�cie mnie. Musz� si� dosta� na g�r�.

- Dasz rad�? - Tak.

To za Francj�.

- Musimy i��! Musimy si� st�d wydosta�! - Gdzie jest Marek?

- Nie wiem. - Pomaga� Lady Claire. Tam!

Nie!

Moje ucho! Moje ucho!

To ja...

To ja!

- Nie dzia�a, nie dzia�a. - Pewnie jest zepsute.

No dobra.

- Musz� si� dosta� do Mareka. - De Kere zabra� jego marker.

- Musicie i�� na tamto pole... - Nie bez ciebie.

Kate! Biegnijcie na �rodek pola i czekajcie na nas! Zdob�d� inny marker.

- Tato, id� z ni�! Id�cie! - B�d� ostro�ny.

T�dy.

Marek!

Chris, my�la�em, �e nie �yjesz!

Tw�j marker! Musimy i��!

De Kere! De Kere ma tw�j!

Stern!

Otw�rz drzwi!

Gdzie Kramer?

Gdzie Kramer?!

Cholera!

Zabierz mnie do domu, prosz�.

Szybko!

- Dzia�a, uwa�ajcie! - Chod�, musimy i��.

- Chod�, Marek! - Id� st�d!

Mamy mniej ni� minut�! Chod�my do domu!

Chod�, Marek, czekamy!

Id�!

- Wyno�cie si� st�d! - Nie, musimy wraca� do domu!

Ja jestem w domu, Chris.

Chris, id� ju�.

Po�egnaj ich ode mnie.

B�dzie mi ciebie brakowa�o, Marek.

Mo�emy to zrobi�, mamy jeszcze minut�. 81%! Tak?

- Co on robi? - Idzie do platformy.

- Szybciej! - Tu jest dobrze.

- Zaczekajcie! - Tam jest!

- Zaczekajcie! - Szybciej! Gdzie jest Marek?

- On zostaje, zostaje! - Zaczynajmy!

- Naci�nij. - Naciskam.

Mamy uskok pola! /Kto� wraca!

Co? Nie!

Nie mam markera.

Nigdy nie wr�c� do domu.

Gdzie Marek?

A Francois?

- Hej, tato! - Tak?

Kate dzwoni�a z wyrobiska w klasztorze.

Sko�czy�a odkopywa� sarkofag i chce �eby�my tam przyjechali.

- Chcesz prowadzi�? - Tak, poprowadz�.

Zobaczcie, co odkry�am.

Gdyby Marek wr�ci� z nami do domu, to co by tu by�o napisane?

O m�j Bo�e...

"Andre Marek,..."

"i jego ukochana �ona, Claire,..."

O m�j Bo�e...

"Kochaj�cy rodzice Katherine..."

"Christophe'a..."

"i Francois." Drogi Francois...

"Moim przyjacio�om, kt�rzy mnie prze�yli."

"Wybra�em wspania�e �ycie."

"Zmar�y w 1382."

Urodzony w 1971...

Oni stworzyli swoj� histori�.

Razem.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.