All language subtitles for tt3460252-pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

Rozdział pierwszy Ostatni dyliżans do Red Rock

Znajdzie się miejsce dla jednego pasażera?

Kim jesteś do cholery, i co się stało z nimi?

Nazywam się Major Marquis Warren, kiedyś służyłem w kawalerii USA.

Obecnie pomagam wymiarowi sprawiedliwości.

Staram się sprowadzić kilku łotrów do miasta.

Mam ich papiery w kieszeni.

Zabierasz ich do Red Rock?

Zgaduje, że tam się udajesz?

Ta przeklęta śnieżyca siedzi nam na tyłkach już od trzech godzin.

Nie ma szans, żebyśmy zdążyli dojechać do Red Rock zanim nas złapie.

Więc uciekasz w połowę drogi, do sklepiku Minnie?

W rzeczy samej.

- Mogę zabrać się z tobą? - Cóż, cholercia...

jakby to zależało ode mnie, to tak.

- Ale nie zależy. - A od kogo?

Faceta w wagonie.

Facet w wagonie nie lubi towarzystwa?

Facet w wagonie zapłacił za prywatną przejażdżkę. I powiem ci...

zapłacił niezłą sumkę za prywatność. Więc jak chcesz się zabrać z nami...

- to musisz z nim pogadać. - Więc...

tak właśnie zrobię.

Chwila panie czarny!

zanim podejdziesz,

wyciągnij swoje dwa rewolwery i połóż je przy tamtym kamieniu.

Potem podnieś obie ręce wysoko ponad kapelusz.

Dopiero potem podejdź....

bardzo powoli.

Bardzo ufny facet, he?

Nie za bardzo.

Kładź je.

Podejdź.

Powiedziałem wysoko ponad kapelusz do cholery.

Teraz podejdź.

Wystarczy.

A niech mnie psami poszczują, znam cię panie czarny.

Płk. Jakiś tam Warren, tak?

Major Marquis Warren.

Ja też cię znam.

Byliśmy raz na wspólnym obiedzie w Chattanoodze.

Ty jesteś John Ruth, Wisielec.

To ja.

- Ile czasu minęło? - Od tego obiadu?

Osiem miesięcy.

Więc może wytłumaczysz mi...

co afrykański łowca nagród robi wałęsając

się w śniegu w środku Wyoming.

Staram się dowieźć kilku poszukiwanych do Red Rock.

Więc ty dalej w zawodzie?

No jasne.

Co się stało twojemu koniowi?

Wypadki zmusiły nas do obrania dłuższej trasy. Mój koń nie podołał.

Nic nie wiesz o tej tu dzierlatce?

Nie.

Nawet nie wiesz, jak się nazywa?

Nie.

No to czyni ten wagon bardzo szczęśliwym.

Na pewno mam taką nadzieję.

Majorze Marquisie Warren, to jest Daisy Domergue.

Domergue, dla ciebie, to jest Maj. Warren.

Siema czarnuchu!

Ostra sztuka, co nie?

Dziewucho, nie wiesz, że murzyni nie lubią już

jak się ich nazywa czarnuchami. Znajdują to obraźliwym.

- Mnie nazywano gorzej. - W to mogę uwierzyć.

- Nie słyszałeś o niej? - A powinienem?

Cóż, to nie John Wilkes Booth, ale...

może słyszałeś o cenie za jej głowę.

- Ile? - 10 tysięcy dolarów.

Cholera, co ona zrobiła? Zabiła Lillie Langtry?

Niezupełnie.

Te 10 tysięcy jest praktycznie w mojej kieszeni.

Dlatego nie jest chętny dawać przejażdżki.

Zwłaszcza profesjonalistom aktywnym w tym zawodzie.

Jestem w stanie całkowicie to zrozumieć. Nie mam co do niej żadnych planów.

Jeden z moich facetów warty jest cztery

tysiące, jeden trzy, a jeden tysiaka.

To mi w zupełności wystarczy.

Cóż...

Pokaż mi ich papiery.

Tak jak powiedziałem, bardzo powoli.

Cofnij się.

Słuchajcie...

Nie chce wam przeszkadzać! Ale mamy śnieżycę,

za plecami, przed którą próbujemy znaleźć schronienie!

Zdaje sobie sprawę!

Teraz się zamknij i trzymaj cholerne konie kiedy myślę!

Dobra chłopcze, spróbujemy.

Ale zostawisz rewolwery przy woźnicy.

Chyba nie zamierzasz pozwolić temu czarnuchowi jechać

w środku'? Może u góry z O.B., ale-

Jak ci się podoba dźwięk tych dzwonów, dziwko?

Naprawdę ładny, nieprawdaż?

Otworzysz jeszcze raz tą świńską mordę,

a wybije ci przednie zęby. Pojęłaś?

Ta.

Chce to usłyszeć: "Pojęłam."

Pojęłam.

Będę potrzebował pomocy, żeby przywiązać tych facetów do dachu.

Daj O.B. 50 dolarów kiedy dojedziesz do Red Rock, a ci pomoże.

Cóż, zgadzam się z O.B. Ta zawierucha mnie niepokoi.

Poszłoby znacznie szybciej, gdybyś też pomógł.

Do ciężkiej cholery, już zaczynam tego żałować!

Nie mogę ci pomóc wiązać ich do dachu z moim nadgarstkiem przywiązanym do niej.

I tak pozostanie, a

ona nie ruszy się spod mojego boku,

dopóki sam nie oddam jej w do więzienia w Red Rock! Zrozumiałeś?

- Ta, zrozumiałem. - Dobrze.

Więc co się stało z twoim koniem?

Zestarzał się.

Miałem go jakiś czas.

Kiedy pogoda się pogorszyła,

zrobił co mógł, ale nie dał rady.

- To szkoda. - Tak.

Ja i stary Lash przejechaliśmy razem wiele mil.

Można by powiedzieć, że był moim najlepszym przyjacielem,

jeśli uważałbym głupie zwierzęta za przyjaciół, czego nie robię.

Tak czy inaczej.... Będę za nim tęsknił.

Kim jest ta Daisy Domergue?

Nic nie wartą morderczą dziwką, oto kim.

Widzę, że nie masz mieszanych uczuć prowadząc kobietę na szubienicę.

- Mówiąc "kobieta", masz na myśli ją?

Nie, nie mam mieszanych uczuć.

Więc zabierasz ją do Red Rock, żeby zawisła?

- Pewnie. - Poczekasz, żeby pooglądać?

Nie inaczej.

Chce słyszeć, jak jej kark strzela na własne uszy.

Ty nigdy nie czekasz, żeby zobaczyć jak ich wieszają?

Moi nigdy nie zawiśli,

bo nigdy ich nie przyprowadzam żywych.

Nigdy?

Przenigdy.

Rozmawialiśmy o tym Chattanoodze.

Sprowadzanie zdesperowanych ludzi żywcem, to dobry sposób, żeby samemu zginąć.

Nie mogą mnie przyłapać śpiącego, jeśli nie zamykam oczu.

Nie chce pracować tak ciężko.

Nikt nie powiedział, że ta robota ma być łatwa.

Nikt też nie powiedział, że ma być trudna.

Ale właśnie dlatego młoda damo,

nazywają go "Wisielcem".

Kiedy w anonsie jest napisane, żywy lub martwy, reszta

z nas strzela ci w plecy z daleka i wysoka

a potem sprowadza cię przerzuconą przez siodło. Ale kiedy John Ruth "Wisielec" cię złapie,

nie umierasz z powodu kuli w plecach.

Kiedy łapie cię Wisielec... Będziesz wisieć.

Przeceniasz go czarnuchu.

Przyznam, ma jaja.

Ale jeśli chodzi o rozum,

to jakby skoczył na główkę z wysokiego miejsca do niskiej studni.

Daisy,

Chciałbym, żebyśmy wypracowali system komunikacji oparty na sygnałach.

Kiedy przywalę ci mocno łokciem w twarz...

to znaczy: zamknij się.

Zrozumiałaś?

Zrozumiałam.

Wiem...

Wiem, że spotkaliśmy się wcześniej tylko raz.

I nie chce bezpodstawnie sugerować między nami zażyłości, ale...

Cóż...

Nadal go masz?

Co nadal mam?

List od Lincolna?

Oczywiście.

Masz go przy sobie?

Gdzie?

O tutaj.

Słuchaj, rozumiem, że musisz być z nim ostrożny i takie tam.

Wyobrażam sobie, że nie lubisz go wyciągać

za często z koperty.

Ale jakbyś nie miał nic przeciwko,

to chciałbym go zobaczyć jeszcze raz.

Masz rację,

Nie za bardzo lubię go wyciągać z koperty.

- Tak. - Ale...

skoro ratujesz mi życie i tak dalej,

To zdaje się mógłbym ci go dać przeczytać raz jeszcze.

"Poczciwa Mary Todd's mnie woła', więc zdaje się trzeba iść już spać"

Poczciwa Mary Todd.

To mnie rusza.

Mnie też.

Wiesz co to jest, zdziro?

To list od Lincolna.

To list od Lincolna do niego.

Prowadzili korespondencje podczas wojny.

Byli przyjaciółmi korespondencyjnymi. To tylko jeden z listów.

Co do...

O.B.

Stój!

Whoa, spokojnie.

Ze wszystkich głupich...

Musiał odrywać mi łapę!

Nie ciągnąłem,

jej śmierdzącego dupska w te góry, tylko po to

żebyś jej skręcił kark na obrzeżach miasta.

To ty jej dałeś mój list.

Nie dałem go jej, tylko tobie!

Ten czarnuch chciał mi rozwalić szczękę.

Jak zniszczysz ten jego list,

ten czarnuch wgniecie ci dupsko w glebę, a kiedy to zrobi,

Będę sobie siedział na kole od wagonu, patrzał sobie i się śmiał.

Jak tam z nim?

Na pewno nie poprawiła jego stanu.

Ale jest w porządku.

To tak czarnuchy traktują swoje damy?

Ty... nie jest żadną... damą!

Hej Panie Ruth?

Co?

Na drodze jest kolejny facet idący pieszo.

Co?

Powiedziałem, że na drodze jest kolejny facet idący pieszo!

Zważając, że szaleje tutaj śnieżyca, to

to sporo ludzi sobie robi przebieżki. Zgodziłby się pan, Majorze?

Zważając, że jestem połową tych "ludzi" to, tak...

zdaje się ich być sporo.

To zmienia postać rzeczy, synu.

Osiem tysięcy to sporo pieniędzy jak na czarnucha.

Ale z partnerem, osiemnaście brzmi znacznie lepiej.

Naprawdę myślisz, że spiknąłem się z tym facetem? Albo z nią?

- Zakładaj. - Nie będę nosił kajdanek.

Zakładaj je, albo możesz przestać się martwić o całą tą sytuację.

Rozdział Drugi Skurczybyk

Oddaj broń woźnicy.

Trocheś przewrażliwiony, czy nie?

Daruj sobie żarciki, po prostu to zrób.

- Skoro tak mówisz... - Tak jest.

Dobra...

Zrobiłem to.

O.B.? Masz je?

- Mam je! - Dobra facet,

trzymaj tą lampę w jednej dłoni,

a drugą dłoń trzymaj tak, żebym ją dobrze widział.

Podejdź tam, żebym mógł ci się dobrze przyjrzeć.

A niech mnie pies ogrodnika.

To ty, Chrisie Mannix?

- Przepraszam przyjacielu, znamy się? - Niezupełnie.

- Znasz tego faceta? - Tylko przez reputację.

Tak jak mówiłem przyjacielu,

masz nade mną przewagę.

I zamierzam się jej trzymać.

Kimkolwiek pan jesteś, to zgrywasz

pan twardziela mówiąc do zdesperowanego człowieka stojącego po kolana w śniegu.

Nie chcę żadnych kłopotów.

Chce tylko byście mnie podwieźli. Zamarzam tu na śmierć.

Kim jest ten dowcipniś?

Słyszałeś o buntowniku i renegacie, Erskine'ie Mannixie?

- Maruderzy Mannixa? - To oni.

Plaga Południowej Karoliny, Maruderzy Mannixa.

To najmłodszy syn Erskine'a, Chris.

Co cię sprowadza na moją ścieżkę, Chrisie Mannix?

Więc, Panie Buźka,

Jechałem do Red Rock i moja klacz wdepnęła w dziurę stąpając po śniegu,

przez co rozpierdoliła sobie nogę, i musiałem ją dobić.

Masz jakiś interes w Red Rock?

- Tak, mam. - Jaki?

Jestem nowym szeryfem.

- Gówno prawda. - Obawiam się, że nie.

- Gdzie twoja gwiazda? - Cóż, jeszcze nie jestem szeryfem.

Kiedy tam dotrę to mnie zaprzysięgną, jeszcze do tego nie doszło.

Ale wtedy dają ci gwiazdę.

Masz cokolwiek, czym możesz potwierdzić tą historyjkę?

Tak. Kiedy dojedziemy do Red Rock.

A patrząc na tych trzech zamarzniętych zasrańców u góry,

stwierdzam, że jesteś Łowcą Nagród.

I pewnie zabierasz tych trzech truposzy do Red Rock, by otrzymać zapłatę?

Trzech martwych.

Jedna żywa.

- Kto to? - Daisy Domergue.

Kim kurwa jest Daisy Domergue?

Nic nikomu do tego, poza mną i katem.

Katem?

Niech mnie psami podwójnie poszczują.

- Ty jesteś Wisielec, Bob Ruth. - John.

A ty...

jesteś czarnuchem z głową...

Major Marquis.

Na boga, czy to naprawdę głowa Major Marquisa teraz na mnie patrzy?

Tak to naprawdę ja i to naprawdę moja głowa.

Co jest grane, macie wszyscy zlot łowców nagród?

Nieważne, zabieracie te trzy trupy

i ją do Red Rock żeby otrzymać zapłatę, tak?

Ta.

Więc...

człowiekiem w Red Rock, który ma wam zapłacić, jestem ja. Nowy szeryf.

Więc jak chcecie dostać pieniądze, to musicie mnie zawieźć do Red Rock.

Wybacz, że ciężko mi uwierzyć, że jakieś miasteczko

wybrało cię do czegokolwiek poza padnięciem trupem.

To mam zamarznąć na śmierć, bo tobie jest ciężko w coś uwierzyć?

Zdaje mi się, że nie.

Załóż je i wsiadaj do środka.

Nie.

- To zamarzniesz. - To ty zawiśniesz.

Jak to?

Woźnica!

Mógłbyś tu zejść i do nas dołączyć?

Musze trzymać konie. Stąd cię dobrze słyszę.

Słyszałeś więc, jak mówiłem temu panu, że jestem nowym szeryfem Red Rock, tak?

Tak.

Red Rock to moje miasteczko.

I mam do niego wjechać w kajdanach łowcy nagród? Co to, to nie!

Przepraszam was cwaniaczki, ale nie wjadę tak do Red Rock.

Kiedy w końcu dojedziecie do Red Rock, zdacie sobie

sprawę, że każde cholerne słowo jakie powiedziałem, było prawdą.

I oczekuje od ciebie, O.B.,

żebyś powiedział mieszkańcom Red Rock, że John

Ruth, pozwolił ich nowemu szeryfowi zamarznąć na śmierć.

Nie ma nagrody za moją głowę, cwaniaczki.

Jak pozwolicie mi umrzeć, to będzie morderstwo.

Wystaw dłonie.

O.B.

Oddaj Majorowi jego żelazo.

Jedno wiem na pewno,

ten nienawidzący czarnuchów skurczybyk się z tobą nie spiknął.

Zatem...

Ja tobie pomogę ochronić twoje osiem tysięcy,

ty pomożesz mi ochronić moje dziesięć.

Zgoda?

Czyż miłość nie jest wielka? Chcecie położyć się na ziemi i robić orzełki na śniegu?

- Coś ci powiem, Bob- - Mam na imię John.

Kiedy dotrzemy do Red Rock, stawiam tobie i Majorowi Marquisowi obiad i gorzałę.

- W ramach podziękowania. - Nie piję

z buntownikami, a już na pewno nie dziele się z nimi chlebem.

Cóż Panie Ruth,

brzmi to jakby miał pan na pieńku ze Sprawą.

Sprawą armii buntowników?

Bandy zasrańców, którym odbiło? Jasne, że mam.

Okryliście się rebeliancką flagą jako wymówkę dla zabijania i kradzieży.

I to cię powinno zainteresować Warren, w szczególności wyzwolonych czarnych.

Brzmi jak mój typ faceta.

Brzmi to jakby się pan naczytał wielu gazet, wydrukowanych w Waszyngtonie.

Tak czy siak, chce wam tylko dać znać, jakim wdzięczny.

Już było po mnie, ale mnie uratowaliście.

Chcesz mi pokazać wdzięczność...

to się zamknij!

Cholera Daisy, już ci daje.

Masz, ostatni kawałek.

Czy on wie jaki byłeś kiedyś sławny?

Nie sądzę.

Podbite oko.

Wiesz kim on jest?

Czy wiem o nagrodzie 30 tysięcy dolarów, jaką

Konfederacja wyznaczyła za głowę Majora Marquisa?

Tak.

Te wsiury poszły zapolować na czarnuchów.

ale nigdy nie dorwali tego właściwego, co?

Nie, nie dorwali.

Ale nie dlatego, że nie próbowali.

Te wsioki opuściły domy i rodziny, ściągając na tą zaśnieżoną górę

szukając mnie i fortuny.

Żaden z nich nie znalazł fortuny.

A ci o których już więcej nie słyszano,

znaleźli mnie.

Ale nie zostało 30 tysięcy do końca wojny.

Kiedy opadły emocje, to spadło do ośmiu, potem pięciu.

Ale założę się, że nawet kiedy to było pięć tysięcy,

to przerabiałeś swoją dolę wieśniaków, którzy przychodzili cię szukać?

Nie inaczej.

Czemu wystawili za ciebie nagrodę?

Konfederatom nie spodobała się moja skuteczność w zabijaniu ich.

Kiedy uciekłem z Wellenbeck,

Południe potraktowało moje ciągłe istnienie jako osobisty afront.

Więc Sprawa wystawiła nagrodę za moją głowę.

Co to...

Wellenbeck?

Nigdy nie słyszałeś o więzieniu dla jeńców w Wellenbeck, w Zachodniej Wirginii?

Nie buntowniku, nigdy nie słyszałem!

Wyrwałeś się?

Maj. Marquis zrobił więcej, niż to.

Maj. Marquis miał światły pomysł. Tak bystry...

że musisz się zastanowić, dlaczego nikt wcześniej na niego nie wpadł.

Powiedz Johnowi Ruth o swoim pomyśle.

Cóż, całe to miejsce było w zasadzie zrobione z podpałki.

Więc je podpaliłem.

Był tam regiment żółtodziobów, spędzający noc w obozie.

Czterdzieści siedem ludzi... Spalonych na wiór.

Południowa młodzież, dzieci farmerów,

- śmietanka- - I ja na to - "niech się palą".

Mam przepraszać za zabicie Johnny'ego Buntownika?

Ty dołączyłeś do wojny, by zatrzymać czarnuchów w łańcuchach.

Ja dołączyłem, żeby zabijać południowych

białasów i to znaczy każdym możliwym sposobem.

Zastrzelić ich, zadźgać, utopić, spalić...

Spuścić im wielki kamień na łeb.

Cokolwiek się dało, żeby umieścić ich w ziemi.

Po to dołączyłem do wojny i to robiłem.

W odpowiedzi na twoje pytanie, Johnie Ruth,

kiedy Major Marquis spalił 47 ludzi żywcem,

bez innego powodu, niż danie szansy czarnuchowi zwiać do lasu,

wtedy Południe wyznaczyło nagrodę za jego głowę.

I dotarłem do lasu, Mannix.

I lepiej uwierz, że nie oglądałem się za siebie, dopóki nie przekroczyłem Północnej Granicy

Ale na Północnej stronie czekała cię niespodzianka, nieprawdaż?

Widzisz, kiedy zaczęli wyciągać spalone ciała pod Wellenbeck, okazało się

że nie wszyscy chłopcy byli buntownikami.

Spaliłeś też kilku swoich, nieprawdaż Majorze?

Ilu spalonych więźniów w końcu znaleźli?

Czy ostateczna liczba zmarłych Jankesów to nie jakieś 37?

Na tym polega wojna Mannix,

ludzie umierają.

Więc według ciebie to "Piekło Wojny", tak?

Cóż, przyznaję, że ten argument ciężko zwalczyć, ale jeśli mnie pamięć nie myli,

to twoja strona tak tego nie widziała.

Myślę, że doszli do wniosku, że 37 białych za jednego czarnucha,

to nie taka świetna wymiana.

Wydaje mi się, że oskarżyli cię

o bycie szalonym, morderczym czarnuchem, który dołączył się do wojny tylko po to, by zabijać białych

a całe te Niebieskie, czy Szare barwy nie miały większego znaczenia.

I dlatego wypieprzyli twoje czarne dupsko

z Kawalerii z żółtym pasem przeciągniętym przez plecy.

Nieprawdaż, Majorze?

Gówno prawda.

Jakby to wszystko zrobił, to kawaleria by go rozstrzelała.

Nie powiedziałem, że mogli to udowodnić.

Ale na pewno dali poznać, że tak myśleli, prawda Majorze?

Ale,

Kariera wojenna Warrena była nieskazitelna i to uratowało jego tyłek.

Zabiłeś w swoim czasie sporo

czerwonoskórych, prawda Majorze?

Kawalerii zazwyczaj się to podoba.

Powiem ci co im się nie podobało.

Maruderzy Mannixa, ot co.

I fakt że mały chłopczyk Erskine'a Mannixa

mówi cokolwiek o czyimś zachowaniu podczas

wojny sprawia, że chce mi się rżeć jak koń.

Nie mów nic o moim tatusiu,

to za co walczył, to

porażka z godnością, przeciwko bezwarunkowej kapitulacji.

Nie byliśmy zagranicznymi barbarzyńcami walącymi w miejskie mury.

Byliśmy waszymi braćmi.

- Zasługiwaliśmy na godną porażkę. - Ile,

czarnych miasteczek spaliliście w w swojej walce o godną porażkę?

Kilka by się znalazło, Czarny Majorze.

Bo kiedy czarnuchy się boją, wtedy biali są bezpieczni.

Będziesz mi tu gadał dalej tak o czarnuchach,

to pojedziesz u góry z O.B.

Nie, nie, nie, przez was rozgadałem się o polityce.

Nie miałem takiej ochoty.

Tak jak mówiłem, cieszę się, że żyje.

Myślę...

Myślę, że powyglądam sobie przez okno,

pozwolę temu pięknemu powozowi ukołysać mnie do snu,

i pośnie sobie o tym, jakie mnie szczęście spotkało.

Rozdział Trzeci Sklepik z różnościami Minnie (inne znaczenie: pasmanteria)

Dalej, dalej.

Spokojnie.

Co się dzieje, do cholery?

Nie spodziewaliśmy się już dzisiaj kolejnego powozu.

Widzę, że już jeden tu macie.

Właśnie skończyłem odstawiać konie.

To nie jest normalny dyliżans, ale utknęliśmy po niewłaściwej stronie śnieżycy,

więc wygląda, że jesteście na nas skazani. Minnie i Słodki Dave są w środku?

Nie ma ich. Ja zajmuje się wszystkim do ich powrotu.

Gdzie są Minnie i Słodki Dave?

Mówi, że ich tu nie ma. On wszystkiego dogląda pod ich nieobecność.

A ktoś ty?

Jestem Bob.

Kimkolwiek jesteś, pomóż O.B. z końmi.

Zabierz je z tego mrozu, zanim śnieżyca tutaj dotrze.

Właśnie skończyłem odstawiać konie. Jak chcesz, żeby to szybko zrobić, musisz pomóc.

Dwaj moi najlepsi ludzie się tym zajmą.

Słyszeliście go darmozjady, do roboty.

Dalej, ruchy!

- Otwierać! - Wykop drzwi!

- Co? - Wykop drzwi!

Zawrzyj te drzwi, tam jest cholerna śnieżyca!

- Musisz je przygwoździć! - Musisz je przybić gwoździami!

- Trzymaj zamknięte! - Przy drzwiach są młotek i gwoździe!

Musisz je przybić gwoździami! Przy drzwiach są młotek i gwoździe!

- Daj mi młotek. - Tak.

Musisz użyć dwóch kawałków drewna! Jeden nie wystarczy!

- Dwa kawałki drewna. - To cholerstwo jest rozwalone.

Nie wystarczy jeden kawałek.

- Podaj mi ten drugi kawałek. - Tak, w porządku.

- Podaj gwóźdź. - Masz.

Jezu.

Te drzwi są przerąbane.

Co to za idiota je zepsuł? Ten Meksykaniec?

Na niebiosa,

kobieta

w tym zamarzniętym piekle. Musisz być skostniała biedaczko.

Wygląda na to, że Minnie ma pełną chatę.

Kiedyś żeście chłopy przyjechali?

Jakieś 40 minut temu.

Ten kowboj w rogu, to wasz woźnica?

Nie, to pasażer.

Woźnica odjechał, powiedział, że zamierza spędzić

zawieruchę zabunkrowany z przyjaciółką. -Szczęściarz.

Jezu Chryste, to jest okropne!

Chryste, co ten Meksykaniec zrobił, moczył stare skarpetki w dzbanku?

Myślę, że wszyscy myśleliśmy podobnie, ale byliśmy zbyt uprzejmi, żeby coś powiedzieć.

- On nie ma takiego problemu. - Gdzie jest woda ze studni?

Tam.

Więc,

wszyscy trzej zmierzaliście do Red Rock, kiedy zatrzymała was śnieżyca?

Tak, wszyscy trzej byliśmy w tym dyliżansie.

Ziarna kawy?

Tam.

Bierz mi tą łapę stąd.

Nowy szeryf Red Rock z nami podróżuje.

Szeryf Red Rock, to by dopiero był dzień.

Jak on jest szeryfem, to ja jestem wujaszkiem małpki.

Dobrze.

To możesz się dzielić bananami ze swoim kolegą czarnuchem w stajni.

Więc...

nowy szeryf Red Rock podróżuje z wami?

Nie, on kłamie

nie jest szeryfem niczego.

Jest południowym renegatem. Tylko się wyłguje od odmrożenia sobie dupy.

Co ci kurwa mówiłem o otwieraniu gęby, co?

Przyjebie ci w ryj na oczach tych ludzi, chuj mnie to obchodzi!

Nie przedstawił się pan.

John Ruth.

- Jest pan stróżem prawa? - Oddaje ją w ręce prawa.

- Jest pan łowcą nagród? - Dokładnie, Janek.

- Ma pan nakaz? - Oczywiście, że mam.

Mogę go zobaczyć?

Po co?

Ma pan go przedstawić na żądanie. Skąd mam wiedzieć, czy

nie jest pan złoczyńcą,

porywającym tą kobietę bez nakazu w pańskim posiadaniu?

Jak ci na imię Janusz?

Cóż,

na pewno nie "Janusz".

Nazywam się Oswaldo Mobray.

- Oswaldo? - Tak.

Cóż...

Mam nakaz, Oswaldo.

- Rozumiem, że ty jesteś Daisy Domergue? - Tak, to ona.

- Tu jest napisane, żywa lub martwa? - Tak jest napisane.

Transportowanie zdesperowanego, wrogiego jeńca, takiego jak ona

brzmi jak ciężki kawał chleba. Czy nie łatwiej by było,

gdyby była martwa?

Nikt nie mówił, że robota ma być łatwa.

I czemu to, że zawiśnie jest dla ciebie tak istotne?

Powiedzmy, że nie lubię oszukiwać kata. On też musi z czegoś wyżyć.

Doceniam to.

Proszę pozwolić mi się właściwie przedstawić.

Jestem Oswaldo Mobray,

Kat w tych stronach.

- Wygląda na to, że przyprowadziłem ci klienta. - Tak wygląda.

Spędziłeś kiedyś dwa lub więcej dni zamknięty z jednym ze swoich klientów?

Nie, nigdy.

Nie gadaj do mojego więźnia. Ja do niej mówię. Rozumiesz?

Rozumiem. Wspaniale.

Masz tu coś poza kawą, co pomoże nam się ogrzać?

Bar jest otwarty, za mną.

W porządku.

W porządku.

Dalej do cholery, zimno mi!

Ja nakarmię i napoję konie. Wy idźcie do środka i napijcie się ciepłej kawy.

Mam na ogniu potrawkę. Powinna niedługo być gotowa.

Chwila...

nieważne jak bardzo będzie szalała ta śnieżyca,

i tak będziemy musieli karmić konie i odwiedzić wychodek od czasu do czasu.

Więc ja i Chris pociągniemy linę

od stajni do drzwi frontowych i i od drzwi frontowych do sracza.

OK?

Dobry pomysł.

Chodź, Chris.

Pomogę ci.

Nie, nie, nie, idź do środka, ogrzej się.

Musisz odwalić robotę w stajni w środku śnieżycy, ja oferuje pomoc, a ty odmawiasz?

Masz rację, mój przyjacielu.

Wielkie dzięki.

Dobra, za mną.

Wbijamy jedną, co dziesięć kroków.

- Stąd do drzwi. - Tak! - W porządku.

Zatem, jesteś poszukiwana za morderstwo.

Na potrzeby mojego porównania, załóżmy, że to zrobiłaś.

John Ruth chce cię zabrać do Red Rock byś stanęła za to przed sądem.

I, jeśli... znajdą cię winną,

ludzie z Red Rock powieszą cię na rynku. I jako kat

wykonam egzekucję.

I jeśli wszystko to dojdzie do skutku,

to będzie to coś, co cywilizowani ludzie nazywają "sprawiedliwością".

Jednakże,

jeśli krewni i ukochani osoby, którą

zamordowałaś byli w tym momencie za tymi drzwiami

i po ich wyważeniu, wyciągnęli cię na zewnątrz

w śnieg i powiesili, to

byłaby sprawiedliwość z pogranicza cywilizacji.

Teraz, dobrą stroną tejże

jest to, że jest sycąca.

Złą stroną jest, że może być tak samo słuszna, jak i niesłuszna.

Nie w twoim przypadku. W twoim by ci się należało.

Ale innym ludziom, może niekoniecznie.

Ale koniec końców, jaka jest tak naprawdę różnica między nimi?

Prawdziwą różnicą jestem ja... Kat.

Dla mnie, nie ma znaczenia co zrobiłaś. Kiedy cię powieszę, nie

będę miał żadnej satysfakcji z twojej śmierci. To moja praca.

Wieszam cię w Red Rock i jadę do następnej mieściny, gdzie wieszam kogoś innego.

Człowiek, który pociąga dźwignię, która

łamię twój kark, będzie bezemocjonalny.

I ten brak emocji jest esencją sprawiedliwości.

Bo sprawiedliwość wymierzona bez braku emocji,

zawsze może nie być wcale sprawiedliwością.

Amen.

Bez urazy kowboju, tylko przykuwam twoją uwagę.

Tak, cóż...

przykułeś.

Co tam skrobiesz przyjacielu?

- Jedyną rzecz, o której mogę. - Czyli co?

Moją biografię.

- Piszesz swoją biografię? - Pewnie, że tak.

Jestem w niej?

Właśnie się pojawiłeś.

Skoro lubisz tak pisać historyjki to może opowiesz mi tą,

która cię tu sprowadza?

- A kto pyta? - Ja.

John Ruth. Prowadzę tą tutaj do Red Rock na stryczek.

I nie ma bata, żebym spędził parę nocy pod

jednym dachem z kimś, o kim nie wiem, kim są,

a nie wiem kim jesteś. Więc...

Kim jesteś?

- Joe Gage. - Co?

Tak mam na imię, Joe Gage.

Dobra Joe Gage, czemu zmierzasz do Red Rock?

- Nie jadę do Red Rock. - A gdzie?

- Jakieś dziewięć mil za Red Rock. - Co tam jest?

Moja matka.

Twoja matka?

Słuchaj, jestem tylko poganiaczem krów, I właśnie...

Właśnie wróciłem z długiej trasy i...

I tym razem nie byłem tylko kolejnym tyłkiem w siodle,

Byłem wspólnikiem.

Po raz pierwszy w życiu

zarobiłem niezły grosz i, eee

Przybyłem do domu spędzić święta z moją matką.

To zabawne.

Bo nie wyglądasz jak typ, który wraca na święta do domu.

Tak, cóż...

wiesz, wygląd może mylić.

Bo na pewno jestem...

typem, który wraca do domu by spędzić święta z matką.

Święta z matką. Wiesz...

to piękna rzecz.

Teraz czy to...ci wystarczy?

Johnie Ruth?

Na razie.

Trzymaj się z dala od mojego więźnia.

Cześć staruszku.

Generale.

Generale.

Jest pan panie

Hieną.

Nie mam zamiaru z panem gadać.

Gorzej mnie nazywano.

Niech panu będzie, Generale.

Przepraszam za narzucenie się.

- Musisz wykopać drzwi! - Wykop drzwi!

Już jest tu wystarczająco zimno.

Nie ma zasuwki, musisz zabić je deską.

Musisz je przybić, żeby się zamknęły!

- Młotek i gwoździe są przy drzwiach. - Tam są młotek i gwoździe!

O Boże,

- Potrzymaj to Chris. - Tutaj, tutaj.

Musisz to wbić!

Potrzeba dwóch kawałków drewna. Musicie wbić jeszcze jeden.

Jeden nie wystarczy! Zaraz go wywali!

- Cholera! - Otworzy się, jeśli ni-

- Zamknij się! - Rozumiem! Skurwysyn!

Jezu Chryste, te drzwi to dziwka!

Rozumiem, sklepik z różnościami,

to był żart.

Jak kawa?

Teraz, całkiem niezła, że sam tak powiem.

Dziękuję.

Zgadnij kim on jest?

Buffalo Bill?

Niezupełnie, nie.

- Nazywam się Oswaldo Mobray, jestem- - Jest katem w Red Rock.

- O, naprawdę? - Tak, to prawda.

Cóż. miło pana poznać, panie...?

- Mobray. - Mobray, Jestem Chris Mannix,

- nowy szeryf w Red Rock. - Naprawdę?

Gówno prawda!

- Nie zwracaj na niego uwagi. - Gówno prawda!

Facet ogrzewający się tam przy palenisku to świetny woźnica imieniem O.B.

To jedyna prawdziwa rzecz jaką powiedziałeś.

Jedziesz do Red Rock, żeby powiesić Lance'a Lawsona?

Dokładnie.

- Masz przy sobie rozkaz egzekucji? - W torbie.

- Mogę go zobaczyć? - Oczywiście.

Kim jest Lance Lawson?

Facet, który siedzi w areszcie w Red Rock od jakiegoś miesiąca.

To facet - który zastrzelił faceta - który był szeryfem przede mną.

Dokładnie.

Co ona miała na myśli, kiedy powiedziała

jego przyjaciel - czarny łowca nagród w stajni?

Ma czarnego przyjaciela łowcę nagród w stajni.

I wszystko to, żeby jej strzec?

Nie sądzę, żeby takie było zamierzenie, ale...

tak się teraz sprawy mają.

- Chcesz trochę jadu do swojej kawy? - Tak.

Pięciu?

No, no, no, zdaje się, że w sklepiku Minnie

zrobi się bardzo przytulnie przez następne kilka dni.

Tak się zdaje.

To pan ma list od Lincolna?

Co Lincolna?

List od Abrahama Lincolna?

Prezydenta Abrahama Lincolna?

- Nie prowadziliście korespondencji? - Z prezydentem?

Przepraszam, słyszałem, że ktoś w waszej grupie ma

list od Abrahama Lincolna. Założyłem, że to pan.

Nie on!

Czarny gość w stajni.

Czarnuch w stajni ma list od Abrahama Lincolna?

Ta.

Czarnuch w stajni ma list od Abrahama Lincolna?

Powtórz jak miałeś na imię?

- Bob. - Warren.

Minnie i Słodki Dave są w środku?

Minnie i Słodki Dave pojechali odwiedzić jej matkę po północnej stronie góry.

- Co? - Tak.

- Nie ma ich tu? - Tak, odwiedzają jej matkę.

- Jej matkę? - Tak.

Nie wiedziałem, że Minnie ma matkę.

Każdy ma matkę.

No tak, racja.

- I zostawiła cię u steru? - Tak.

To nie brzmi jak Minnie.

Nazywasz mnie kłamcą?

Jeszcze nie.

- Ale jednak brzmi to osobliwie. - Co brzmi osobliwie?

Cóż, po pierwsze, Minnie nigdy nie wydawała mi się sentymentalna.

Po drugie,

Nie mogę sobie wyobrazić Słodkiego Dave'a, podnoszącego swoje tłuste dupsko

ze swojego fotela na tak długo, żeby przynieść wodę ze studni,

chyba, że Minnie walnęłaby go w łeb patelnią.

A co dopiero wybierającego się na wycieczkę na północną stronę.

To brzmi coraz bardziej, jakbyś nazywał mnie kłamcą, mój czarny przyjacielu.

Tak, brzmi to coraz bardziej w ten sposób, prawda?

Ale wciąż tego nie zrobiłem.

Minnie wciąż podaje jedzenie?

- Czy uważasz potrawkę za jedzenie? - Tak. - To podajemy jedzenie.

Wciąż smrodzi tym jej tytoniem "Old Quail" kiedy pali fajeczkę?

Minnie nie pali fajki.

Skręca swoje papierosy.

"Red Apple Tobacco"

Ale mój czarny przyjacielu, myślę, że ty już to wiesz.

Tak wiem, Senor Bob.

Sprawdzam tylko, czy ty też.

- Nalej mi, O.B. - Tak.

Cholera!

Dziękuję.

Odetnijcie mi nogi i nazywajcie "Krótki"...

czy to Generał Sanford Smithers?

Masz dobre oczy, synu.

A niech mnie poszczują psami i zarażą cholerą!

Generał Sandy "Mam Wszystko w Dupie" Smithers!

Kapitan Chris Mannix, Maruderzy Mannixa.

- Chłopak Erskine'a? - Tak, proszę pana.

Mogę usiąść, proszę pana?

Według Jankesów, to wolny kraj.

Generał Sandy Smithers...

no, no...

nie mogę.

Ileż to mój tatuś o tobie mówił.

Słyszałem, że zrobiłeś tym niebieskim piekło.

My i moi ludzie zrobiliśmy swoje.

Tak jak Erskine i jego ludzie zrobili swoje.

Ano jasne, że zrobiliśmy.

- Jankeskie skurwysyny. - Nigdy nie poznałem twojego ojca, synu.

Ale zawsze szanowałem jego determinację.

Dziękuję za te słowa, Generale. Twój szacunek wiele by dla niego znaczył.

Przynieść panu trochę kawy?

- Byłoby miło. - Cóż, a może koc?

Byłoby jeszcze milej.

Wie pan co, niech pan weźmie mój.

Proszę bardzo Generale.

Więc, co sprowadza pana do Wyoming? Jeśli mogę spytać?

Mój syn.

Ma pan syna, który mieszka w Red Rock?

Mój syn, Chester Charles Smithers,

umarł tutaj kilka lat wstecz.

Proszę mi wybaczyć.

Nie ma co wybaczać, synu.

Jak powiedziałem, to było kilka lat temu.

To było po tym, jak skończył służbę.

Przybył tutaj, na wzgórza Wyoming,

by zbić swoją fortunę.

Ale nikt już nigdy o nim nie usłyszał.

Kupiłem mu symboliczny grób

na cmentarzu w Red Rock.

Jestem tu, by dać wskazówki kamieniarzowi, co do nagrobka.

A na pewno umarł?

Nie ma szans, żeby prowadził życie trapera w tych lasach?

To ciężkie życie, ale można się go nauczyć.

Gdyby ukończył to, co miał tu zrobić,

wróciłby do domu.

Zamknij je! Zamknij je!

Musisz je trzymać zamknięte kiedy ja będę przybijał gwoździe!

Serio? Co za idiota rozwalił te cholerne drzwi?

Po prostu...kurwa, trzymaj je nisko.

OK.

Trzymaj je, mój czarny przyjacielu.

Potrzebujemy dwóch kawałków drewna.

Ola mi cabron.

Masz ty skurwysynu!

- Sporo kapeluszy, Senor Bob? - He?

Biorąc pod uwagę zasadę Minnie, "żadnych kapeluszy pod dachem",

Która, jeśli dobrze pamiętam, była jedną z tych nienaruszalnych zasad

którą zapewne chciałaby, aby podtrzymano pod jej nieobecność.

To zdajesz się mieć leseferyczne podejście, jeśli chodzi o kapelusze.

Jestem winny.

Mam leseferyczne podejście jeśli chodzi o kapelusze.

Co ty na to, żebyśmy zapomnieli dzisiaj o kapeluszach,

zważywszy, że szaleje śnieżyca i tak dalej,

i zrobimy jutro "Dniem Bez Kapeluszy"?

Duży czarny pies.

Labrador.

Wiesz mój tatuś, Powiedziałem, ze mój tatuś!

Zawsze mówił, że Davis był odważnym człowiekiem.

Ale powinien ustanowić stolicę w Montgomery, a nie w Richmond.

Tak, proszę Pana. Zgadzam się, że armia w Północnej Wirginii zostałaby użyta w...

Powiedziałem, że armia Północnej Wirginii zostałaby użyta w zupełnie inny sposób.

Zamknij się!

O.B.?

Zna pan tego czarnucha?

Nie znam tego czarnucha.

Ale wiem, że jest czarnuchem.

I to wszystko, co potrzebuje wiedzieć.

Cóż, ten czarnuch nie jest zwyczajnym czarnuchem.

- Ten czarnuch jest- - Generał Sanford Smithers?

Bitwa pod Baton Rouge?

Powiedz czarnuchowi w mundurze oficera Kawalerii

że miałem pod swoją komendą dywizję Konfederatów,

w Baton Rouge.

Majorze Czarnuchu, Generał Smithers chce żebym ci powiedział... - Słyszałem go wsiurze.

Poinformuj tego starego białasa, że ja też byłem w Baton Rouge.

Po drugiej stronie.

O, to ciekawe.

Generale Smithers, powiedział, że on też był w Baton Rouge.

- Po drugiej- - Kapitanie Mannix, powiedz czarnuchowi,

że nie uznaje czarnuchów w Północnych mundurach.

Pojmał pan całe dowództwo Kolorowych tego dnia.

Ale ani jeden kolorowy żołnierz nie dotarł do obozu, prawda?

Nie mieliśmy ani czasu, ani jedzenia.

Ani chęci, by troszczyć się o Północne konie,

a już najmniej o Północnych czarnuchów!

- Wiec rozstrzelaliśmy ich tak jak stali. - Panowie,

Panowie,

Wiem, że Amerykanie nie są skorzy, aby

pozwolić takiej drobnostce jak bezwarunkowa kapitulacja przeszkodzić w dobrej wojnie.

Ale mocno sugeruję, byśmy nie próbowali odtworzyć bitwy pod Baton Rouge,

podczas śnieżycy, w sklepiku z różnościami Minnie.

Zatem, mój Nubijski przyjacielu,

mimo iż zdaje sobie sprawę, że krew się gotuje, to było jakiś czas temu.

I jeśli zastrzelisz tego nieuzbrojonego starca, to gwarantuje, że

powieszę cię za szyję, dopóki nie wyzioniesz ducha.

Kiedy dotrzemy do Red Rock.

I ja też to gwarantuje.

Tak Warren, to jest problem ze starcami.

Możesz ich skopać ze schodów i powiedzieć, że to

wypadek, ale nie możesz ich tak po prostu zastrzelić.

Panowie, jako że możemy być tu uwięzieni razem,

przez najbliższe kilka dni,

czy mogę zasugerować rozwiązanie?

Podzielimy sklepik Minnie na pół.

Część Północną i część Południową.

A stół obiadowy

będzie neutralnym terytorium.

Można by powiedzieć, że część pokoju z kominkiem,

działać będzie jako symboliczne odzwierciedlenie...

Georgii

Podczas kiedy bar będzie reprezentował...

Filadelfię!

Dopóki bar to Filadelfia, to się zgadzam.

Wciąż obowiązuje ta umowa o której rozmawialiśmy w powozie?

Ja pomagam ci ochronić twoje 8 tys., ty pomagasz mi ochronić moje 10?

Jeden z tych gości nie jest tym, za kogo się podaje.

A kim jest?

Spikniętym z nią, oto kim jest.

Jeden z nich, może nawet dwóch, jest tutaj, by wyzwolić Domergue.

I żeby tego dokonać, zabiją wszystkich tutaj.

I mają parę dni, więc wszystko co muszą zrobić, to

siedzieć na tyłku i czekać na okazję.

Wtedy uderzą,

co nie, suko?

Cokolwiek nie powiesz, John.

Na pewno nie jesteś zwyczajnie przewrażliwiony?

Naszą najlepszą szansą jest, że

ten dwulicowiec nie jest tak opanowany jak nasza Daisy.

Nie będzie miał cierpliwości, której potrzeba, by tu siedzieć i czekać.

Bo czekanie na okazję i wiedza, że to ta właściwa, nie przychodzą łatwo.

Jak sobie z tym nie poradzi, to przestanie czekać.

Postara się stworzyć sobie okazję. I wtedy pan W Gorącej Wodzie Kąpany się ujawni.

A co ty masz o tym wszystkim do powiedzenia?

Co ja mam do powiedzenia? O biadoleniu John Rutha?

Ma całkowitą rację.

Ja i jeden z tych gości się spiknęliśmy. I tylko

czekamy, żeby wszyscy poszli spać.

Wtedy was wszystkich pozabijamy.

Dobra wszyscy,

wysłuchajcie mnie.

To jest Daisy Domergue.

Jest poszukiwana, żywa lub martwa za morderstwo.

10 tysięcy dolarów.

Te pieniądze są moje, panowie.

Nie chce się nimi dzielić.

I nie stracę ich.

Jak wyjdzie słońce, zabieram tę kobietę do Red Rock, by zawisła.

Zatem...

czy jest tu ktoś...

zdeterminowany, by powstrzymać mnie...

przed zrobieniem tego?

Serio?

Nikt nie ma obiekcji?

Cóż, zdaje się, że to bardzo szczęśliwy obrót wydarzeń dla mnie.

Jednakże, mam nadzieję, że wszyscy zrozumieją, że

Nie mogę wierzyć wam na słowo.

Wypadki zmuszają mnie do zachowania pewnych...

środków ostrożności.

Kiedy mówisz o środkach ostrożności...

czemu mi się wydaje, że masz na myśli mnie?

- Ponieważ zabiorę twoją broń, synu. - Zabierzesz? - Tak zrobię.

- Nic osobistego. - Tylko moją?

Kat też ma przecież broń.

Zajmę się jego bronią, kiedy uporam się z twoją.

Trochę nago się bez niej czuję.

Spokojnie, ja wciąż mam swoją.

Obronię cię.

Robota bękarta nigdy nie jest skończona, co, Johnie Ruth?

To prawda, Joe Gage'u.

- A teraz dawaj rewolwer. - Chcesz go?

Musisz przyjść i go wzią-

Spokojnie.

Zabierz rękę z dala od broni.

Mrugnij, jeśli jesteś spokojny.

- Mrugnął? - Mrugnął.

Mrugnij, jeśli pozostaniesz spokojny.

- Mrugnął. - Zabierz jego broń.

Naprawdę mi przykro z tego powodu, synu.

Jak mówiłem, to nic osobistego. Tylko środki ostrożności.

Ładnie się zakradłeś.

Obawiam się, że to samo tyczy się ciebie, panie

Mobray.

Środki ostrożności trzeba zachować, bo życie jest zbyt słodkie, by je tracić.

Podaj mi to małe wiaderko.

O.B.?

Idź do latryny.

Weź to wiadro i wrzuć je do sracza.

Czemu ja muszę iść na zewnątrz?

Już masz ubraną kurtkę. No i tak jakoś trochę ci ufam.

Pan pierwszy, Majorze

OK.

Rozkuję cię podczas jedzenia.

Nie zaczynaj tam rozmyślać, nie rozczulam się z twojego powodu.

Podniesiesz dupsko choćby o cal z tego siedzenia,

To sprzedam ci kulkę prosto w twoje cholerne gardło.

Więc Domergue,

Zdaje się, że dla ciebie, to ta śnieżyca jest jak zbawienie?

- Nie słyszysz chyba, żebym się skarżyła? - Nie, z pewnością nie.

A co z tobą Oswaldo?

Co ze mną?

Słuchaj,

biorąc pod uwagę wszystko co zrobiłem dla pieniędzy, nie powinienem oceniać.

Ale nie czujesz się chociaż troszkę nieswojo, skoro masz powiesić kobietę?

Dopóki nie wymyślą spustu, którego kobieta nie może pociągnąć,

jeśli wieszasz mężczyzn, będziesz wieszał też kobiety.

No tak Ozzy, zdaje się, że nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób.

Kiedy chodzi o niektórych z tych wrednych drani

to jest to jedyna rzecz, która rozwiąże sprawę.

Tak naprawdę musisz wieszać tylko wrednych drani. Ale wrednych drani - trzeba wieszać.

Ty cholerny skurwysynu!

Prawie tam umarłem!

Nigdy więcej już nie wyjdę w to gówno!

W porządku, O.B.?

Nic mi nie jest.

Poradzę sobie.

Muszę się tylko ogrzać.

Chcesz trochę potrawki, O.B.?

Potrawka, później.

Jak miło.

Więc...

- jak się trzymasz, czarny Majorze?

Nie jestem w nastroju, Chrisie Mannix. Oszczędź mi swojego pieprzenia.

John Ruth mówi, że ma list od Lincolna?

Powiedziałem ci ośle, idź rżeć gdzie indziej!

To prawda, John.

- Tak powiedziałeś, co nie? - Tak powiedziałem.

Zatem...

- masz list od Abrahama Lincolna? - Tak.

Tego Abrahama Lincolna?

Tak.

Abrahama Lincolna, Prezydenta Stanów Zjednoczonych...

- Tak - Ameryki Północnej? - Tak.

- Napisał do ciebie list, osobiście? - Tak.

- Osobiście? To znaczy: "Drogi Majorze Warren"? - Nie. Osobiście, znaczy: "Drogi Marquis".

"Drogi Marquis", Abraham Lincoln Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki?

Tak.

- Mogę go zobaczyć? - Nie, nie możesz.

Ale John tak to opowiada, że nie byłeś zwykłym

przypadkowym czarnuchem na stosie listów.

John tak to przedstawia,

jakbyście prowadzili korespondencje - Tak.

John tak to maluje, jakbyście byli przyjaciółmi korespondencyjnymi?

Tak.

A przyjaciel korespondencyjny to...

praktycznie przyjaciel.

Johnie Ruth,

naprawdę myślisz, że czarnuch wypieprzony z Kawalerii

z żółtym pasem na plecach

był praktycznie przyjacielem Prezydenta Stanów Zjednoczonych?

Johnie Ruth, nienawidzę być tym, który ci to wykłada, ale nikt w sklepiku Minnie

nigdy nie prowadził korespondencji z Abrahamem Lincolnem.

A już z pewnością nie ten czarnuch.

Czy to wszystko gówno prawda?

Jasne, że tak.

Cóż, zdaje się, że to prawda co o was mówią.

Nie można ufać żadnemu słowu, jakie wychodzi wam z gęby.

Co się stało, Johnie Ruth?

Uraziłem cię?

Mówiąc szczerze, to tak.

Wiem,

że jestem jedynym czarnym skurwysynem, z jakim rozmawiałeś, więc ci odpuszczę.

Ale nie masz pojęcia, jak to jest być czarnym w Ameryce.

Czarni mogą czuć się bezpiecznie tylko wtedy,

kiedy biali czują się rozbrojeni. A ten list,

powodował, że biali czuli się rozbrojeni.

Nazywaj to jak chcesz,

Ja to nazywam brudnym kantem.

Wiesz dlaczego kłamałem odnośnie czegoś takiego, biały człowieku?

Pozwoliło mi to wsiąść na powóz, czyż nie?

Cóż, powiem ci jak Pan powiedział św. Janowi,

list od Abrahama Lincolna nie odniósłby takiego wrażenia na mnie.

- Mógłbym dać dziwce na niego naszczać. - Ja splunęłam na niego.

I dobra twoja, siostro.

Warren cholera, zostaw tego starca!

Uspokój się skurwysynu, dzieliłem z tym człowiekiem pole bitwy.

A może tego byś mi też odmówił?

Zdaje się, że też tam byłeś.

Mogę się dołączyć?

Tak, możesz.

Cholera.

Więc,

jak tam życie od zakończenia wojny?

Mam obie nogi.

Mam obie ręce.

- Nie mogę narzekać. - Masz kobietę?

Gorączka ją zmogła, zaczęła się ostatniej zimy.

Jak miała na imię?

- Betsy. - Dziewczyna z Georgii?

Z Augusty.

Chłop z Atlanty, i dziewczyna z Augusty.

Hodowałem konie rasy Kentucky.

Jej ojciec był właścicielem hodowli, gdzie kupowałem swoje kucyki.

Cholera.

Zrobiłem na niej dobry interes.

Wziąłem posag jaki mi dał i kupiłem sporo sadów brzoskwiniowych.

Dobrze się ustawiłem.

Radziłem sobie znacznie lepiej niż którykolwiek z moich bezwartościowych braci, to na pewno.

Tak, twój syn przyjechał tu kilka lat wstecz.

Też dobrze mówił o swojej matce.

Znałeś mojego synka?

Tak.

Tak znałem go.

Nie znałeś mojego chłopaka.

Jak tam chcesz.

Znałeś mojego synka?

Wiem o dniu, kiedy zginął, a ty? - Nie.

Chcesz wiedzieć, co to był za dzień?

Dzień, w którym spotkał mnie.

Przybył tu, by troszkę zapolować sobie na czarnuchów.

Wtedy nagrodą było jakieś 5 tys., i sława z zabicia mnie.

Ale wtedy dla zaprawionych w boju buntowników, 5 tys. by obciąć łeb czarnuchowi

to była niezła kasa.

Więc wspinali się na tą górę, szukając fortuny.

Ale jej tu nie było.

Znaleźli tylko mnie.

Każdy z nich opowiadał inną historyjkę, kiedy znaleźli

się na łasce czarnucha z rewolwerem

"Zapomnijmy o tym, ja pójdę w swoją stronę, ty w swoją"

- tak mówił twój synek Chester. - Kłamiesz do cholery.

"Jeśli tylko puścisz mnie do domu, do mojej rodziny, to

przyrzekam, nigdy więcej nie postawię stopy w Wyoming"

To akurat mówili wszyscy.

Błagając o życie,

Twój chłopak opowiedział mi swoją historię życia.

I byłeś w tej historii, Generale.

I kiedy dowiedziałem się, że mam syna

Krwawego Zabójcy Czarnuchów z Baton Rouge...

- To wiedziałem, że się zabawię. - Zamknij swoje czarnuchowe kłamliwe wargi!

Generale Smithers, nie słuchaj go, on nie znał twojego chłopaka!

Tylko słyszał, kiedy mówiłeś po co tu jesteś, to wszystko!

Było zimno tego dnia, kiedy zabiłem twojego chłopaka.

I nie mam na myśli: zimno jak na ośnieżonej górze w Wyoming. Było jeszcze zimniej.

I tego mroźnego dnia,

kiedy twój chłopiec znajdował się po niewłaściwej stronie mojego rewolweru.

Kazałem mu się rozebrać.

Do gołej dupy.

I kazałem mu iść przed siebie.

Kazałem mu leźć nago przez 2 godziny, zanim padł z zimna.

- Nigdy nie znałeś mojego syna? - Nie znał!

To tylko podstępny czarnuch, który próbuje cię podejść, byś sięgnął po tą broń!

Potem zaczął znowu błagać.

Ale teraz już nie błagał, by puścić go do domu.

Wiedział, że już nigdy go nie zobaczy. I nie błagał też o swoje życie.

Bo wiedział, że już przepadło.

Wszystko czego chciał...to koc.

Ale nie oceniaj swego chłopca zbyt surowo, Generale. Nigdy

nie było ci tak zimno, jak twojemu synowi tego dnia.

Byłbyś zaskoczony, co człowiek tak zmarznięty, zrobiłby za koc.

Chcesz wiedzieć, co zrobił twój synek?

Wyjąłem swojego wielkiego, czarnego kutasa ze spodni.

I kazałem mu się czołgać przez śnieg na czworakach do niego.

Potem złapałem go za te czarne włosy z tyłu jego głowy...

I wcisnąłem mojego czarnego, twardego Johnsona, prosto w jego gardło.

A było pełne krwi, więc było ciepłe.

Masz to jak w banku, że było ciepłe.

I Chester Charles Smithers,

ssał tego czarnego, ciepłego Wacka tak długo jak potrafił.

Zaczynasz to sobie wyobrażać, prawda?

Twój chłopak...

Wacek czarnego faceta w jego ustach.

On trzęsący się, płaczący,

ja śmiejący się,

a on nie rozumiejący.

Ale ty rozumiesz, prawda Sandy?

Nigdy nie dałem twojemu chłopcu tego koca.

Nawet po tym wszystkim co zrobił, a zrobił wszystko, o co poprosiłem.

Żadnego koca.

Ten koc był tylko obietnicą wierutnego kłamcy.

Trochę jak te mundury, które Unia wydawała kolorowym żołnierzom,

których ty zdecydowałeś się nie uznawać.

Więc co zrobisz starcze?

Spędzisz następne dwa czy trzy dni,

ignorując czarnucha, który zabił twojego synka?

Ignorując, jak sprawiłem, że cierpiał?

Ignorując jak kazałem mu...

oblizać, całego mojego Johnsona?

Najgłupszą rzeczą, jaką twój chłopak zrobił...

to, że powiedział mi... że był twoim synem.

Rozdział Czwarty Domergue ma Tajemnicę

Około 15 minut minęło, od kiedy zostawiliśmy nasze postacie.

Joe Gage zgłosił się na ochotnika, by wynieść martwe ciało Smithersa na zewnątrz.

Pozostali ciągnęli patyczki, by zobaczyć, kto mu pomoże.

O.B. przegrał.

Chris, John Ruth i Oswaldo,

przeprowadzili płomienną debatę, na temat legalności zabójstwa w samoobronie, jakie miało miejsce.

Marquis Warren, który jest całkowicie pewien legalności

tego co właśnie zaszło, ignorował ich,

siedząc samotnie przy stole, popijając brandy.

Kapitan Chris Mannix przywdział płaszcz martwego generała i

dołączył do Oswaldo przy zapalaniu świec i latarni.

Hej Ozzy, hej, miałeś dobry pomysł.

Oświetlmy to miejsce.

John Ruth trzymał drzwi, czekając na powrót Joe Gage'a i O.B.

Bob delektował się manzana Roja. (Czerwone jabłko)

Domergue, jednakże,

nie ruszyła się z miejsca przy wspólnym stole obiadowym, odkąd John Ruth ją rozkuł.

Johnie Ruth...

Ta?

Mogę pograć na tamtej gitarze?

Cofnijmy się trochę.

Twój chłopak, Wacek czarnego faceta w jego ustach.

Piętnaście minut temu Major Warren zastrzelił Generała Smithersa na oczach wszystkich.

Ale 40 sekund wcześniej coś równie istotnego

się wydarzyło, ale nie wszyscy to zauważyli.

Kiedy Major Warren skupił uwagę tłumu opowieściami

o czarnych fiutach i białych ustach...

ktoś...zatruł kawę.

Zrobił wszystko, o co poprosiłem. Żadnego koca.

I jedynym, który to widział...

była Domergue.

Dlatego ten rozdział nazywa się...

Domergue ma tajemnicę.

Johnie Ruth.

Ta?

Mogę zagrać na tamtej gitarze?

Tak.

Jak wrócisz z czym innym poza gitarą,

Mój rewolwer zagra inną melodię.

Marsz śmierci Domergue, łapiesz?

Tak, tak, tak. Łapię.

To tą śpiewałaś w powozie, he?

Ta.

Nawet ładna.

- Jest do niej jeszcze jakiś wers? - Tak, mam jeszcze jeden.

To dalej, zaśpiewaj.

A ty będziesz martwy za mną John, kiedy dotrę do Meksyku...

Dawaj tę gitarę!

Koniec muzykowania!

Odwróć się.

- Nie, nie, nie, nie. - Tak, tak, tak, tak, zamknij się!

Kiedy pójdziesz do piekła, John.

Powiedz im, że Daisy cię przysyła!

Mannix, kawa!

O mój boże!

Dawaj mi ten pierdolony rewolwer!

Nie sprawdzaj mnie, suko!

Wszyscy mają się ustawić pod tamtą ścianą.

Cholera-

Ruszaj się, albo nie, Joe Gage. Decyzja należy do ciebie.

- Ruszę się. - To się ruszaj.

Ty też, Senor Bob.

Wszyscy mają się obrócić i położyć łapy na tej ścianie.

Zdejmijcie te buty śnieżne.

Wszyscy zamknąć mordy i słuchać, co wam powiem.

Ktoś otworzy gębę; to dostanie kulkę.

Będziecie się nagle, albo dziwnie ruszać, dostaniecie kulkę.

Nie ostrzeżenie, nie pytanie; kulkę.

Zrozumiano?

- Chcę to usłyszeć, "Zrozumiałem". - "Zrozumiałem".

- "Zrozumiałem" - "Zrozumiałem". - Rozumiemy.

Chrisie Mannix, chodź tutaj, na moją stronę.

No chodź.

Weź ten rewolwer z mojej kabury.

Wyceluj go w nich.

Jak powiedziałem, jak który co zrobi, i mam na myśli cokolwiek,

Zabij ich.

Więc...

wreszcie zdecydowałeś, że mówiłem prawdę o byciu szeryfem Red Rock, co?

O tym nic nie wiem.

Ale nie jesteś mordercą, który zatruł kawę.

Bo prawie że sam byś ją wypił.

Ale któryś z nich, jest.

Oddawaj klucz.

Oddawaj klucz!

Ty pierdolony czarny draniu!

Zdechniesz na tej górze, a ja będę się kurwa śmiać, kiedy to się stanie!

Co mówiłem o gadaniu?

Mówiłem poważnie, co nie?

A ty musisz zrozumieć, że zabiłaś jedynego faceta tutaj,

zdeterminowanego, by dostarczyć cię do Red Rock żywcem.

Więc, jeden z was współpracuje z nią.

Albo dwoje z was z nią współpracuje.

Albo każdy z was...

ale tylko jeden z was zatruł kawę.

Więc co za wdzięki ma ta suka, by chłop stawił czoła śnieżycy,

i zabił z zimną krwią, tego na pewno nie wiem.

John Ruth usiłował powiesić twoją kobietę, więc

ty zabijasz jego... OK, możliwe.

Ale O.B. nikogo nie wieszał.

Na pewno by tego nie zrobił.

Ale na pewno teraz leży tam martwy, nieprawdaż?

To akurat jest pewne, wy sucze syny!

Tak jak każdy z nas, który wypiłby tą kawę.

Jak ja, do cholery!

Teraz, ci z was z łapami na ścianie, którzy

nie praktykują otruwania, muszą się dobrze zastanowić.

Zastanowić jak to jeden z was mógł tarzać się po tej podłodze.

O tym, jak to jeden z ludzi stojących obok was byłby za to odpowiedzialny.

I ja wiem, na kogo sam bym postawił. Tak, to prawda Joe Gage'u, patrzę w twoją stronę.

Nie tak szybko Chris. Dojdziemy do tego.

Spowolnijmy na razie.

Porządnie spowolnijmy.

Kto zrobił kawę?

On.

- Tak, zrobił, czyż nie? - Tak, zrobił, czyż nie?

Ale to potrawka wprawiła mnie w prawdziwą zagwozdkę.

Ile to mówiłeś nie ma już Minnie?

Tydzień?

Tak.

Widzicie, moja mama też robiła potrawkę.

I zawsze tak samo smakowała, niezależnie od mięsa.

I na plantacji był kolejny gość Wujek Charlie.

On też robił potrawkę i tak, jak mojej mamy...

Jadłem jego potrawkę, odkąd byłem berbeciem,

do czasu, aż wyrosłem.

I niezależnie od mięsa, zawsze smakowała, jak potrawka Wujka Charliego.

Co prawda nie jadłem potrawki Minnie od 6 miesięcy, więc żaden ze mnie spec,

ale jestem pewien, że to jej potrawka.

Więc jeśli Minnie jest po Północnej stronie, odwiedzając mamusie od tygodnia,

to jak zrobiła potrawkę tego ranka?

A to?

To... jest fotel Słodkiego Dave'a.

Kiedy wcześniej na nim siadłem, nie mogłem się nadziwić.

Nikt nie siada w fotelu Słodkiego Dave'a.

To miejsce może należeć do Minnie, ale to na pewno,

jest fotel Słodkiego Dave'a.

I jeśli...wybrał się... na północna stronę...

To jestem cholernie pewny, że ten fotel wziąłby ze sobą.

Co jest na fotelu?

Tak jak myślałem.

Cholerna krew Słodkiego Dave'a.

Więc...

oskarżasz mnie o morderstwo?

Ja to widzę tak, Senior Bob,

ktokolwiek z nią współpracuje,

Nie jest tym, za kogo się podaje. A jeśli to ty,

to znaczy, że Minnie i jej facet nie są u jej mamy.

Leżą gdzieś tam z tyłu martwi.

Albo jeśli to ty mały Brytolu, to

prawdziwy Oswaldo Mobray leży w jakimś rowie. I

jesteś tylko jakimś Angolem legitymującym się jego papierami.

Albo idziemy za moją teorią, czyli najbrzydszy gość jest winny.

A to znaczy ty, Joe Gage'u.

Czyli rozumiem, że wydedukowałeś że kawa została

zatruta, kiedy mordowałeś starucha?

Tak.

Cóż, mój czarny przyjacielu, podczas tego całego zajścia...

Siedziałem po tamtej stronie pokoju. Grając "Cichą Noc" na pianinie.

Nie powiedziałem, że zatrułeś kawę. Powiedziałem, że to nie ty zrobiłeś potrawkę.

Moja teoria brzmi...

współpracujesz z tym, który zatruł kawę.

I obaj zamordowaliście Minnie,

i Słodkiego Dave'a i kogokolwiek jeszcze wskazał zły los.

tego dnia i odwiedzili oni sklepik Minnie.

I w którymś momencie zamierzaliście zaskoczyć Johna Rutha i uwolnić Daisy.

Ale nie spodziewaliście się śnieżycy, i nie spodziewaliście się nas dwóch.

Dalej nie dotarłem. Jak mi idzie?

Bardzo pomysłowy z ciebie czarnuch, co?

Więc, zamierzasz zamordować mnie bazując na jakiejś naciąganej czarnuchowej teorii?

Czy możesz tego dowieść, cabron?

Nie jest taka naciągana, Senior Bob.

I to trochę więcej niż teoria.

Mówiłeś, że jak długo pracujesz już dla Minnie?

Cztery miesiące.

Gdybyś tu był 2,5 roku temu,

to wiedziałbyś o znaku, który wisiał kiedyś nad barem.

- Minnie wspomniała ci o tym? - Nie.

Wiesz co było na nim napisane, Senior Bob?

"Psom i Meksykanom wstęp wzbroniony"

Minnie powiedziała ten znak w dniu w którym otwarła sklepik.

I wisiał nad barem każdego dnia zanim go nie zdjęła

trochę ponad 2 lata temu.

Wiesz czemu to zrobiła?

Zaczęła wpuszczać psy.

Teraz Minnie lubi praktycznie każdego, ale na pewno nie znosi Meksykan.

Więc kiedy mówisz mi, że Minnie pojechała na północną stronę odwiedzić mamę?

Cóż, uważam to za wysoce nieprawdopodobne...ale OK, możliwe.

Ale kiedy mówisz mi, że Minnie Mink oddała swój sklepik,

najcenniejszą dla niej rzecz na świecie,

w ręce cholernego Meksykanina?

Cóż, to miałem na myśli, kiedy powiedziałem: "To z pewnością nie brzmi jak Minnie".

Teraz nazywam cię kłamcą, Senior Bob.

A jeśli kłamiesz, a tak jest,

to znaczy, że zabiłeś Minnie - i Słodkiego Dave'a.

Cztery marne kule i tyle po Seniorze Bobie.

Ale to wciąż nie przybliża nas do...

tego, który z was zatruł kawę.

- Czyż nie Chris? - Nie, z pewnością nie przybliża.

Jeden z was zatruł tą kawę, żeby uwolnić Daisy.

Jeśli któryś z was skurwysyny nie przyzna się do tego

szybciutko, migiem i w pośpiechu,

To wleje całą zawartość tego dzbanka kawy, prosto do gardła tej suki.

OK, czas minął.

Stój! Dobra zrobiłem to, to ja zatrułem kawę.

Kurwa wiedziałem!

Teraz umrzesz ty jebany morderco.

Majorze Warren proszę pozwolić mi wysłać tego szpetnego skurwysyna do piekła.

Zabiłeś O.B., który był wart dziesięciu takich jak ty! Warren mogę go zabić?

Powiedz adios swoim Huevos (jajom).

Majorze Warren?

Nie mam broni, szeryfie.

Rozdział Piąty Czterech Pasażerów

Wcześniej tego ranka.

- Hej Charlie, jak się masz psia mać? - Siema Ed, siema Judy-

- Ilu ich tam masz? - Dzisiaj pełna chata, przyjacielu.

Mamy tam jednego oczekującego.

To będzie musiał dalej czekać, bo nie mamy miejsca.

To musisz powiedzieć Minnie, bo on tu już jest

ze dwa dni i Minnie chce, żeby się wyniósł.

Nie mogę mu dać miejsca, którego nie mam.

Słuchaj, może weźmiesz pasażerów do środka, przedstawisz ich Minnie.

- Ogrzejecie się trochę, wypijecie kawy. - OK.

Oto jesteśmy, Sklepik Minnie.

Wyjdźcie, ty i twoi przyjaciele możecie rozprostować

nogi. Kiedy będziecie gotowi, wejdźcie do środka,

ogrzejcie się przy ogniu, wlejcie trochę kawy w siebie. Ja przedstawie was Minnie.

Cześć Minnie!

Nie próbuję ci mówić jak masz prowadzić interes.

Ale myślałam, że kawa będzie pierwszą rzeczą, jaką zrobisz.

- No dalej, wejdźcie wszyscy, nie bądźcie nieśmiali. - Kapelusze!

Wszyscy, to jest Minnie, i to miejsce należy do niej.

Za mną kurczaka skubie Gemma.

Piękny uśmiech ma, ta Gemma.

Faceta w mundurze nie znam, ale ten, z którym

gra w szachy to Słodki Dave.

- Siemasz Dave. - Hej Judy.

I Minnie, to są pasażerowie.

Cóż, to nie wystarczy.

Ściągajcie te szmaty, zobaczmy jakieś twarze, usłyszmy jakieś imiona.

Oswaldo Mobray, madame.

Joe Gage.

Bob.

A ja jestem Jody.

To miła niespodzianka, znaleźć takie ciepłe, miłe

sanktuarium, pośrodku tak zimnego piekła.

Cóż, rozgośćcie się. Ogrzejcie przy ogniu.

Ogrzejemy się przy piecu, jeśli nie masz nic przeciwko?

Piec, kominek, cokolwiek. Po prostu się ogrzejcie.

O, i Judy mówiła coś o najlepszej kawie na świecie?

Tak, wierzę, że Judy mówiła coś o najlepszej kawie na świecie.

O tym nic nie wiem. Ale powiem wam jaka jest.

Gorąca, mocna i dobra.

I w tym śniegu na pewno rozgrzewa tyłki.

Nie musisz jej zachwalać Minnie, po prostu ją zrób.

A ty musisz zabrać tyłek na zewnątrz

pomóc Charliemu z bagażami i sprowadzić

tutaj Eda. - Tak psze pani, ale przyrządź kawę. - Zaraz ciebie przyrządzę!

Sama nie wiem, jakiś staruch.

Nie wiem co ja mam niby z tym zrobić.

Po prostu ci mówię, co powiedziała.

Tak czy inaczej, wysłała mnie tu, bym pomogła Charliemu, chce pogadać z tobą.

- Trzymasz konie, Charlie? - Mam je Ed.

Panno Minnie? Skręciła by mi Panna papierosa?

Pewnie słonko, Palę Red Apple Tobacco, może być?

To moje ulubione.

Mną się panowie nie przejmujcie, Tylko patrzę.

Grywasz?

Wie pan, chyba ze dwunastu ludzi musiało próbować

nauczyć mnie tej cholernej gry. Po prostu nigdy nie potrafiłem zapamiętać ruchów w głowie.

Ale jeśli nie przeszkadzam, to chciałbym popatrzeć.

Jasne, że nie. Lubię łoić tyłek tego starca przed publicznością.

Gówno łoisz.

Merci beaucoup Mademoiselle, Minnie.

- O, to bardzo ładne, co to było? - To po francusku.

- Mówisz po francusku? - Oui-

- Oui - co to znaczy? - To znaczy "tak".

Oui - Tak.

- Hej Dave, zapytaj mnie, czy mam gruby tyłek. - Co?

- Zapytaj mnie, czy mam gruby tyłek. - Masz.

- Powiedziałam, spytaj mnie. - Po co?

- Po prostu to zrób! - Czy twój tyłek jest gruby?

Oui, spójrzcie wszyscy, potrafię mówić po francusku.

Czy to pani sprzedaje tu żelki?

Ile patyczków miętowych mogę dostać za pięć centów?

Pięć.

W porządku.

- Proszę. - Dziękuje skarbie.

OK.

Proszę pozwolić sobie pomóc, madame.

Przyniosłam wasze torby, na wypadek, gdyby ktoś chciał

się przebrać przed tym, jak wyruszymy do Red Rock.

Patyczka miętowego?

Dzięki.

Czemu w ogóle nazywają cię Sześciokonną Judy?

Bo jestem jedyną Judy jaką widziałeś, która potrafi prowadzić powóz na sześć koni?

A no tak, trochę głupie pytanie.

- Mógłby pan to dla mnie przytrzymać? - Solidne jak skała, madame.

Masz słodziutki akcent, skąd on jest, z Anglii?

- Wyrażam sprzeciw! - Z Nowej Zelandii..

- Ostrożnie, madame. - To gdzieś w pobliżu Starej Zelandii?

Auckland, co to kurwa jest Auckland?

Stamtąd pochodzę, to nasze największe miasto.

- Kawa gotowa! - Najwyższy czas.

- Najlepsza kawa na tej górze. - O tym nic nie wiem.

Woźnicowie ją lubią. Pasażerowie już mniej.

Większość uważa ją ciut za mocną.

Nie może być za mocna na tej górze.

No i? Co myślicie?

Kurwa!

Chłopie, ten stary chuj wygląda całkiem nieźle.

No nie wiem.

To niezły dodatek, jest autentyczny.

Ten starzec?

Nie możemy ufać temu staremu pierdzielowi.

Jasne, że możemy. Musisz go tylko przekonać, żeby on nam zaufał.

Bez tych dwóch grubasów, to miejsce będzie się wydawać opustoszałe.

On czegoś mu dodaje, niewiele, ale to zawsze coś.

A ty co myślisz, Pete?

Muszę przyznać, że on sprawia, że cała ta szopka jest bardziej wiarygodna.

OK, pogadam ze starym.

Zbieramy ciała i wrzucamy je do studni.

A potem zaczynamy odwiązywać konie, wstawiamy je do stodoły i nakarmiamy.

Chwila moment, odstawić konie to łatwizna.

Ale ciąganie tych grubasów w górę i w dół tej góry, jest kurwa niemożliwością, ziomek.

To jest sklep, więc musi tu gdzieś być taczka.

Zacznij od koni.

I jak tylko skończę z tym pomarszczonym typem.

Wyjdę i ci pomogę, w porządku?

Hej Pete, podaj mi płaszcz, jak możesz.

Zrozum, dopiero zacząłem tu pracować.

Cokolwiek Minnie zrobiła, żeby was wszystkich rozzłościć.

To nie miałem z tym nic wspólnego.

Cóż, staruszku...

gdybyś był kotem, to to, co się tu właśnie wydarzyło,

liczyłoby się jako jeden z twoich dziewięciu żywotów.

Zdajesz sobie sprawę, jak niewiele brakowało, by rzucono cię na stos czarnuchów?

- Tak. - I jeśli chodzi o ten stos czarnuchów jaki budujemy z tyłu,

to niewiele potrzeba, żeby zrobić cię jego generałem. Wierzysz w to?

- Niczego innego się nie spodziewam. - Nie tak szybko, staruszku.

Jeszcze możesz z tego wyjść.

Później tego dnia,

pewien brudny skurwysyn tutaj zawita.

I będzie miał ze sobą moją siostrę.

Będzie miał ją w łańcuchach.

Zabiera ją do Red Rock, by ją powieszono.

- Wiesz czemu? - Nie.

10 tysięcy dolarów.

Oto dlaczego.

I kiedy on tu dotrze.

Zabije tego gościa i uwolnię moją siostrę.

Czy jest jakiś powód, dla którego mógłbyś przeszkodzić

mi w uratowaniu mojej siostry od katowego sznura?

- Nie. - Nie masz?

- Nie, nie mam. - Jesteś pewien, że nie masz?

Mam na myśli, że właśnie zabiliśmy Minnie i Słodkiego Dave'a.

Ty i Słodki Dave wydawaliście się całkiem zbratani.

Ledwo co spotkałem tych ludzi. Mam ich w dupie, tak jak ciebie i twoją siostrę,

czy jakiegokolwiek innego skurwysyna w Wyoming.

To jest dobra odpowiedź, staruszku.

Więc jak tu dotrą,

to rozwal dupsko w fotelu. I nie rób nic.

Nic nie mów. Dzień dobry, dziękuję, dobranoc. To mniej więcej tyle.

Może swoje imię, ale to tyle.

Dzień dobry, dziękuję, dobranoc i...

- Może swoje imię. - Może moje imię.

Bądź staruszkiem, bądź stetryczały. Idź spać.

I nie mów niczego, i mam na myśli niczego,

temu łowcy nagród, który ma moją siostrę.

- Rozumiesz? - Tak.

Jak będzie bezpiecznie, zabiję go, uwolnię siostrę, a ciebie zostawię.

Zgoda?

Zgoda, dziękuję.

Przez następne 4 godziny, Jody i chłopaki wrzucili ciała do studni.

Odstawili konie.

Posprzątali u Minnie.

Ukryli broń do późniejszego użytku.

I czekali na powóz Johna Rutha i Daisy.

Jadą.

Dobra chłopcy, to jest ten moment, przygotujcie się!

Pamiętajcie, nie ma znaczenia, czy mamy czterech ludzi, czy czterdzieści,

nadal będziemy musieli stawić czoła Johnowi Ruthowi przykutemu

do mojej siostry, z rewolwerem wymierzonym w jej brzuch.

Zabicie tego typa zanim on zabije moją siostrę, nie będzie łatwe.

Ale uwierzcie, że dokładnie to zrobimy.

Więc chodzi tu o cierpliwość.

Będziemy tu uwięzieni przez 2, 3 dni, w którymś momencie on zamknie oczy,

i właśnie wtedy odstrzelicie mu czubek łba.

Pamiętaj staruszku, jak moja siostra nie zejdzie z tej góry żywa, to ty też nie.

Zrobię, co w mojej mocy.

Powodzenia, ziomek.

Co się dzieje do cholery, nie spodziewaliśmy się już dzisiaj kolejnego powozu?

Widzę, że już jeden tutaj macie.

Właśnie skończyłem odstawiać konie.

To nie jest normalny dyliżans, ale utknęliśmy po złej stronie śnieżycy, więc

wygląda na to, że jesteście na nas skazani.

Jeszcze jeden mogę upchnąć.

Minnie i Słodki Dave są w środku?

Nie ma ich. Ja prowadzę to miejsce pod ich nieobecność.

Gdzie są Minnie i Słodki Dave?

Mówi, że ich nie ma. On dogląda tego miejsca pod ich nieobecność.

- A ty kto? - Jestem Bob.

Cóż, kimkolwiek jesteś, pomóż O.B. z końmi.

Zabierz je z tego zimna, zanim uderzy je śnieżyca.

Ledwo co odstawiłem te inne konie. Jak zależy ci na czasie, to musisz pomóc.

Zajmie się tym dwóch moich najlepszych ludzi.

Słyszeliście go darmozjady, do roboty.

Dalej, do roboty!

- Otwierać! - Musisz je wykopać! - Co?

Wykop je!

Ostatni rozdział Czarny Człowiek, Białe Piekło

Jak się trzymasz staruszku?

Odstrzelili mi jaja, zamarzają i

płoną jednocześnie, krwawię jak zarzynana świnia.

Chyba umrę.

A te skurwysyny są za to odpowiedzialne.

Tak się trzymam. A ty jak się trzymasz?

Cóż, noga mnie cholernie boli.

Ale myślę, że jak postawię cały swój ciężar na prawej stopie-

Mówiłem sarkastycznie, chuj mnie obchodzi twoja noga.

Dobra, ułóż się wygodnie.

Nie martw się moją wygodą. Kurwa! Nie czuję już tyłka.

Martw się tymi bandziorami i tym skurwysyńskim odstrzeliwaczem jaj w piwnicy.

Dobra!

Ty!

Typie w piwnicy!

Albo się poddasz do czasu, kiedy doliczę do trzech,

albo strzelę Domergue w łeb.

Raz!... Dwa!...

Nie, nie, nie, nie! Nie strzelajcie do niej! Wchodzę na górę!

Chwila moment skurwysyński odstrzeliwaczu worów, ty tylko

otwórz drzwi, my powiemy ci kiedy masz wejść!

Teraz wyrzuć rewolwer!

Rzuć go w stronę łóżka!

Ma jeszcze jeden.

Teraz wyrzuć drugi rewolwer.

Nie mam drugiego!

To lepiej szybko wysraj z dupy następny!

Bo jak nie wyrzucisz tutaj kolejnego w ciągu dwóch sekund, to zabijemy tę sukę!

Widzisz, mówiłem.

A teraz...

z rękami tak, byśmy je widzieli...

powoooooli wleź na górę.

Jak się masz głuptasie?

Teraz lepiej, kiedy zobaczyłam twoją brzydką mordę.

I jak to ci się podoba? Ty jebany kastratorze!

Coś ty zrobił, on się poddawał?!!

Za długo mu to zajmowało, więc zrobiłem to za niego!

Joe Gage, przywlecz tu swoje dupsko i zamknij te drzwiczki.

Przykro mi, kochana.

Mogę usiąść na krześle?

Tak, możesz.

Trzymaj ręce płasko na stole.

I nie ruszaj ich.

Mannix!

Wybrałeś kiepski czas, żeby zmienić się w miłośnika czarnuchów!

Nie widzisz, że ten czarnuch i John Ruth wpakowali cię w sam środek niezłej kabały?

Zostaniesz zamordowany, w domu jakiegoś czarnucha

imieniem Minnie. I nie masz nawet pojęcia czemu!

Dobra, suko...

Niech ci będzie... czemu?

Współpracuje ze wszystkimi tymi trzema typami...

ale nie dlatego, że mają motylki w brzuchu z mojego powodu.

Ale dlatego, że jesteśmy członkami gangu, Gangu Jody'ego Domergue!

Facet, którego zabiliście w piwnicy, to Jody Domergue, mój brat!

Kim do cholery, jest Jody Domergue?

Chcesz mu powiedzieć, łowco nagród?

To wielki, zły kocur. Jest warty 50 tysięcy dolarów.

I każdy członek jego gangu, jest wart co najmniej 10.

Co w końcu wyjaśnia, czemu ty jesteś warta 10.

I co się stanie, kiedy wzejdzie słońce

czarnuchu, to to, że 15 ludzi mojego brata

pojedzie wprost tutaj! Powiedz im Grouch!

Jody ma 15 ludzi czekających w Red Rock.

Jeśli nie dalibyśmy rady zabić Johna Rutha i uwolnić Daisy tutaj,

Oni mieli splądrować miasto, zabić Johna Rutha i uwolnić Daisy tam.

Teraz po śmierci mojego brata, to ja stoję na czele tego gangu, racja chłopaki?

O tak.

I Chris, mówię ci, nie zrobiłeś jeszcze niczego, czego nie możemy wybaczyć.

Zatem...

- zawrzyjmy umowę? - Żadnych umów, suko!

Pozwolisz temu czarnuchowi mówić za siebie, Chris?

Chwila Warren.

Widząc, że nie ma niczego na handel, jestem

trochę ciekawy jej nawijki sklepowej, pozwól mi jej wysłuchać.

No dobra, suko.

Jaka... jest twoja... oferta?

To łatwe.

Wyjmij rewolwer i zastrzel tego czarnucha.

Potem sobie posiedzimy tutaj przez następne dwa dni.

A kiedy roztopią się śniegi...

my wrócimy do Meksyku, a ty pojedziesz do Red Rock, żeby przypięli ci tą gwiazdę na klacie.

Cóż...możemy mu dać Marco.

Prawdziwe imię Boba brzmi: "Marco Meksykanin".

Jest wart 12 tysięcy dolarów.

- To jest "Marco Meksykanin"? - Dokładnie, tak.

Choooolera, po tym, jak odstrzeliłem mu ryj, Marco nie jest wart jednego peso.

Jeśli umrę w ciągu następnych dwóch dni, co jest bardzo prawdopodobne, to możesz wziąć mnie.

Pod imieniem "Angielski Pete Hicox" jest za moją głowę

nagroda w wysokości 15 tysięcy dolarów.

- I jest cała twoja, Chris. - Mów dalej, Pete.

A zagadasz się na śmierć.

Joe Gage, a tyś kto?

- Grouch Douglass. - Słyszałeś o nim?

Ta, słyszałem o Grouchu Douglassie. Jest wart 10, tak jak Daisy.

Przypomnij mi,

czemu po prostu nie zabilibyśmy was i zgarnęli kasę?

O, możesz nas wszystkich zabić. Ale nigdy nie wydasz ani centa z tej nagrody.

i nigdy nie opuścisz tej góry żywym.

Bo kiedy ten śnieg stopnieje reszta gangu Jody'ego

- wszystkich piętnastu - którzy czekają

w Red Rock, uda się tutaj.

Powiedzmy, że nas wszystkich zastrzelicie,

jeśli naprawdę chcecie tych pieniędzy z nagrody za gang Domergue.

Wciąż musielibyście zawlec nasze zwłoki do Red Rock.

A to nie będzie takie łatwe. Bo wątpię, że potraficie powozić zaprzęgiem na 4 konie.

A tamten powóz jego za ciężki, by pociągnęły go dwa konie.

Co znaczy, że będziecie musieli wjechać z końmi na postronku do Red Rock.

I w tym głębokim śniegu po śnieżycy,

nie dacie rady załadować nic więcej niż, powiedzmy, jedno ciało na każdego konia.

A więc wam, prowadzącym ciąg 4 koni do Red Rock,

z tymi wszystkimi końmi, w tym śniegu,

samotnie, będzie ciotkę niewygodnie.

I wpakujecie się prosto w gang Domergue,

i przypomnij Grouch, ilu ich jest?

- Piętnastu wyszkolonych zabójców. - I kiedy tych piętnastu morderców,

wpadnie na was,

w posiadaniu naszych wszystkich martwych ciał, to

nie zabiją tylko ciebie i tego czarnucha.

Wrócą do Red Rock i zabiją każdego skurwysyna w tym mieście.

Naprawdę jesteś szeryfem Red Rock? Chcesz ocalić miasteczko?

To zastrzel tego czarnucha!

Nagle wierzysz w Jezusa, co, suko? To dobrze, bo zaraz go spotkasz!

Ktoś jeszcze chce się układać, co?

Umowa wciąż stoi, Chris.

Nie zrobiłeś nic, czego nie możemy wybaczyć.

Wszystko spoczywa na tym czarnuchu.

Zastrzel go, weź moje ciało

i przesiedź zamieć z Daisy i Grou-

Mannix!

Daj mi rewolwer!

Daj go tu.

Daj go tu.

Więc...

jak mówiłaś... siedzimy tu...

miło i po przyjacielsku...

przez następne dwa dni...

potem topnieje śnieg,

wy opuszczacie to miejsce, spotykacie się ze swoim gangiem i spadacie do Meksyku?

Ta.

A ja dostaje Oswaldo i Joe Gage'a?

Ta.

Ale Jody jest wart 50 tysięcy, co z jego ciałem?

Będziesz się układał z tą szatańską suką?

Nie mówię, że się ułożę z nią, tylko rozmawiamy. Spokojnie.

Więc co z ciałem Jody'ego i 50 tysiącami?

Robisz się zachłanny buntowniku, nie ma umowy.

Zabieramy ciało Jody'ego z nami, on ma dzieci.

Więc zabijam Warrena... i wszyscy jesteśmy przyjaciółmi?

Tak.

Nie ma umowy, zdziro.

Chris robisz największy błąd w swoim życiu!

Kiedy nasi chłopcy dotrą tu za parę dni, to obetną ci jaja!

I nie zostanie nawet jeden niespalony patyczek w tamtym miasteczku.

No to zdaje się, że powinienem teraz srać w gacie ze strachu, co?

Jakbyś miał choć trochę rozumu, to byś srał.

Widzisz...

tu mamy problem, Daisy.

Żebym się bał twoich gróźb,

to musiałbym wierzyć w tych dodatkowych 15 członków gangu czekających w Red Rock.

I boziu, o boziu... ani trochę nie wierzę.

To, w co wierzę, to to, że...

Joe Gage czy Grouch Douglass, czy jakkolwiek on miał kurwa na imię...

zatruł kawę...

a ty się temu przyglądałaś.

I patrzyłaś jak sobie nalewam i gówno powiedziałaś.

I wierzę...

że jesteś tym, kim zawsze byłaś...

kłamliwą suką, która zrobi wszystko,

by oszukać sznur czekający na nią w Red Rock.

Włączając w to wysranie z dupy 15 dodatkowych członków gangu.

Kiedykolwiek tego potrzebujesz.

I...

Wierzę, że wszystko co zostało z gangu Jody Doe-ming-grey'a...

Jest przed moimi oczami, w tej chwili, w tym

momencie. Martwe na tej jebanej podłodze.

To jest pierdolona prawda.

Umrzesz na tej górze, Chris.

- Mój brat prowadzi armię ludzi- - Gówno prawda!

Mój tatuś prowadził armię, armię buntowników, walczących za przegraną sprawę!

Mój tatuś trzymał pod komendą oddział liczący do 400 ludzi po wojnie,

niczym więcej, niż szacunkiem w jego dowodzenie.

Twój brat był tylko bandziorem, na czele gangu morderców!

Nie za dobrze się czuje.

O, kurwa.

Żyjesz jeszcze, biały chłopcze?

Mannix?

Kurwa!

Hej, chłopcze!

Wstawaj!

Chrisie Mannix! Jeśli twoje dupsko nie jest przybite do podłogi,

To się kurwa obudź!

Obudź się biały chłopcze!

Jeszcze nie umarłem, ty czarny draniu.

Chrisie Mannix, mogłem cię źle ocenić

Teraz doszliśmy do tej części opowieści...

- gdzie odstrzeliwuje ci twój jebany łeb! - Nie, nie, nie, nie strzelaj do niej!

Czemu nie do cholery?

John Ruth.

John Ruth był potężnym, potężnym draniem.

Ale ostatnią rzeczą, jaką

ten drań zrobił, zanim umarł?

Było ocalenie ci życia.

Umrzemy, biały chłopcze.

Nie mamy w tej sprawie nic do powiedzenia.

Ale w jednej sprawie mamy jeszcze coś do powiedzenia.

To, jak zabijemy tę sukę.

I ja mówię, że kula jest za dobra dla niej...

John Ruth mógł ją zastrzelić gdziekolwiek i kiedykolwiek po drodze,

ale John Ruth był Wisielcem...

I kiedy łapie cię Wisielec, nie umierasz od kuli.

Kiedy łapie cię Wisielec...

to będziesz wisieć.

"Tak naprawdę musisz wieszać tylko wrednych drani."

"Ale wrednych drani - trzeba wieszać".

Jako mój pierwszy i ostatni akt, jako szeryfa Red Rock,

skazuje cię, Domergue,

żebyś zawisła za kark, aż do śmierci.

Trzymaj się, Daisy. Chce popatrzeć.

No, to był naprawdę ładny taniec.

Rzeczywiście, to było piękne.

Hej...

Mogę zobaczyć ten list od Lincolna?

Drogi Marquis...

Liczę, że ten list znajdzie cię...

w dobrym zdrowiu i okolicznościach

Radzę sobie dobrze...

chociaż chciałbym, żeby dzień miał więcej godzin...

jest tyle do zrobienia...

czasy zmieniają się powoli... ale niewzruszenie...

i to ludzie tacy jak ty, zrobią różnicę...

twoja kariera wojskowa była chlubą...

nie tylko dla ciebie...ale całej twojej rasy.

Jestem bardzo dumny, kiedykolwiek dostaje o tobie nowe wiadomości...

wciąż mamy długą drogę przed sobą, ale ręka w rękę,

Wiem, że dobrniemy do końca.

Chce ci tylko powiedzieć, że jesteś w moich myślach...

z odrobiną szczęścia nasze ścieżki zbiegną się ze sobą w przyszłości...

do tego czasu... pozostaje twoim przyjacielem...

poczciwa Mary Todd mnie woła...

więc chyba czas już spać...

z szacunkiem... Abraham Lincoln.

Poczciwa Mary Todd... Niezły dodatek.

Ta...dzięki.

.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.