Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pani Reem Fethani, siostra właścicielki, wylądowała
i jedzie tu z narzeczonym, Markiem Pepo.
Sprawdźcie, czy na 7. piętrze wszystko gotowe: kwiaty,
bufet, prezenty.
Poinstruujcie cały personel. Nie chcę wpadek.
Zawiadomcie mnie, gdy tylko wejdą.
Jak tam?
Sprawdzam, czy wszystko gotowe.
Siostra nie przepuści okazji, żeby mnie wkurzyć.
Może by porwać jej samolot?
Nie wiem, co jej odbiło, że chce brać ślub w Paryżu.
W moim hotelu.
A propos, przyszło polecenie, by podawać tego szampana.
Czy na pewno tego sobie życzycie?
Nieważne.
Chodź.
Charki, już czas.
Cholera!
Déborah, serio!
Proszę pana!
Na stanowiska! Migiem!
Chodź.
Wszyscy będą potrzebni na górze.
Pośpiesz się.
Dzień dobry.
Siostro...
Czekaj... co to?
To? Wiedziałam, że ci się nie spodoba.
Panno Fethani, miło mi znów panią widzieć.
Tak.
Ładnie tu.
Dopiero przyjechałem.
Dzięki.
Wchodzę do środka. Cześć.
Amal, jak się masz?
- Dobrze. - Witam pana.
- Tędy. - Dobra.
PRZYWILEJE
Widziałem Marka Pepo.
Arogancki gnojek, tak jak myślałem.
Co wywęszyłeś?
Na razie nic. Sprawdziłem wszystkie hotele grupy.
Jakby zacierał ślady swojej bytności.
Duchy nie istnieją.
Znajdź kartę klienta...
lub recepcjonistę, któremu on nie dał napiwku.
Pogadaj z wyższym personelem. Może trafisz na kogoś ambitnego.
Negocjuj, zdobądź informacje. Masz wolną rękę.
Ja też będę się rozglądał.
Mała Adèle dziś zaczyna?
Citadel, dzień dobry.
Kurwa...
- Przepraszam. - Spokojnie, nikt nie zauważył.
Wpłaciłam 300 euro w imieniu klienta z 204.
Dziękuję.
Mogę zadzwonić?
Do chłopaka?
Do koleżanki. Nie przyjechała po mnie rano.
- Dla 237. - Wezmę.
Dziękuję.
Pędzę obwodnicą jak Verstappen, ścieram klocki hamulcowe,
żeby laska zgarnęła kasę, nie ruszając dupy.
Jak się czułeś, kiedy mnie wystawiłeś?
- A ty znowu o tym? - Zamknij się.
508. Dostarczasz i wracasz.
Dostaniesz pierwszy napiwek.
Nie weźmiesz go, bo jesteś na stażu. Okej?
- Masz czas? - Tak.
Skocz do Roissy po kompa.
Roissy? Serio? Właśnie tam byłem.
- Wściec się można. - Dziękuję.
Serwis.
Serwis!
Déborah, gdzie byłaś?
Przestraszyłam się. Obraziłaś się za wczoraj?
Kto mówi?
A ty to kto?
- Gdzie Déborah? - W szpitalu w Bobigny.
Co się stało? Daj mi ją.
Nie może mówić, wypadła z drogi, ale jest cała.
Spoko, odwiozę ją.
Ale moje auto...
jest rozwalone. Nie mogę pracować.
Naprawa będzie cię kosztowała!
Nie rozumiem. Kim jesteś?
Wyciągnij ją z tego, zanim zrobi się paskudnie.
Grozisz mi?
- Mam cię gdzieś! - Wiesz co?
Nie waż się tknąć mojej kumpeli!
Halo!
Życzę miłego dnia. Oczywiście. Dziękuję.
Proszę mi wybaczyć. Mam dla pana paczkę.
Nie denerwuj się.
W porzo, wyluzuj.
Twoi koledzy są jak roboty.
Miło zobaczyć kogoś normalnego.
Przepraszam za tę niedogodność.
- Miłego dnia. - Zaczekaj.
Nie możesz zostać?
Zagrajmy na PlayStation.
- Nudzę się. - Nie wolno mi.
Nawet jeśli ja poproszę?
I strzał...
Adèle, gdzie jesteś?
Gdzie jesteś? Odpowiedz.
- Wkurzające to. - Wyłączę.
Skup się, bo zaraz cię ogram, Adèle.
- Co robisz w życiu... - Issa.
Issa.
Wzięli mnie do pierwszego składu PSG.
W przyszłym sezonie będziesz grać moją postacią.
Jasne. Długo będziesz w Citadel?
Na razie tu mieszkam.
Na koszt klubu. Mieszkałem w Bois-Colombes, ale mnie okradli.
- Co robisz? - Chcesz pograć?
Nie ma czasu, jedziemy do klubu.
- Kto to? - Adèle, pracuje tu.
Nie możemy się spóźnić!
Spoko, zapomniałem.
Co? Z pokojówkami potrenujesz później.
Wkurzasz mnie.
- Czekasz na coś? - Zwykle są napiwki.
No tak, przepraszam.
Zapłacisz jej za gierkę na PlayStation?
Tak.
- Adèle! - Tak, idę.
Nie wyłącza się krótkofalówki. Esther cię szuka. Chodź na dół.
Zaraz będę.
Nic mi nie dali, mówię ci. Dranie.
- Przepuść mnie. - Dyrektor na ciebie czeka.
- Czemu? - Nie wiem. Idź do niego.
Teraz!
Kojarzysz Marka Pepo?
To ten Amerykanin od córki właścicieli.
Kurwa, on łazi po całym hotelu!
Wiem, kto to.
Potrzebuję informacji. Chcę wiedzieć o każdym telefonie do recepcji.
O każdych odwiedzinach.
Dokąd chodzi, jaką nitką czyści zęby, czy sypia z wyprowadzaczem psów.
Szukać czegoś szczególnego?
Słuchałaś mnie?
Będę szpiegować.
Miej oczy otwarte.
Nie zostałabym, ale klient kazał. Przecież mam wypełniać polecenia.
I kazał wyłączyć krótkofalówkę?
Tak, proszę go spytać.
Siadaj.
Od tego trzeba było zacząć, jak z każdym stażystą.
Proszę.
Ale...
Mam tu siedzieć i oglądać?
W zdrowym ciele zdrowy duch.
Hotel, założony w 1920 r.
przez przemysłowca Jean-Pierre'a Trocédo,
kupiony w 2010 przez rodzinę Fethani,
dziś zalicza się do ścisłego kręgu luksusowych paryskich placówek.
Powiedziała pani doktorowi, jaka jest prowizja?
Rozumiem. Do widzenia.
Powitanie mijających się pociągów.
Chcesz tu dalej pracować?
Tak, jasne.
Przepraszam, mogłam cię posłuchać. Głupio wyszło z 508.
Myślisz krótkoterminowo, a nad klientami pracuje się długo.
Dzwonię z Citadel.
Czy dr Lestang mógłby przyjechać do nas w ciągu godziny?
Rozumiem. Do widzenia.
- Chamka. - Co się dzieje?
Trzeba przykleić właścicielce diament do zęba.
- Tej od Amerykanina? - Tak.
Mogę to zrobić, jeśli chcesz.
- Spróbuję. - Nie rozumiesz, jak to działa?
Hotelowi lekarze to mafia. Płacą nam prowizję.
Obsługa na miarę. O klientach wiemy wszystko: alergie, rozmiar dżinsów...
A to jest efekt Dopplera, nie powitanie pociągów.
Tu Marina z Citadel...
Czy mają państwo dentystę dostępnego od zaraz?
Jutro za późno. Dziś.
Dziękuję.
Dzień dobry.
Takie kolczyki są tutaj.
Za duży wybór.
Mogę pomóc?
Zobaczyłam coś na wystawie,
- chcę spytać... - Zaczeka pan?
Dziękuję. Więc...
To...
- Umiesz to przykleić? - Tak, tak. Wystarczy klej za 4,90.
- Zrobisz mi to w czasie przerwy? - Tak, to nasza usługa.
Jak ci na imię?
- Lucie. - Adèle. Mam problem.
Chodź ze mną, dwie ulice stąd.
- Dużo zarobisz. - Serio?
Więcej niż miesięczną pensję. I nawet nie w godzinę. Chcesz?
Jeśli odmówisz, będziesz żałować.
Wszystko gra? Zrozumiałaś?
Jesteś dentystką, masz gabinet przy Champs-Elysées...
na Avenue Montaigne.
I leczysz tylko gwiazdy.
Kogo lubisz?
- Ayę Nakamurę. - Okej. Zrobiłaś jej wszystkie zęby.
Weź to.
Maska...
Trzymaj.
- A co, jak mnie opieprzą? - Nawet nie pytaj.
Uwiń się szybko.
- Gdzie my jesteśmy? - Spoko.
Dzień dobry, Adèle z recepcji.
Dr Montaigne zajmie się panią Fethani.
Dziękuję.
Wyrzuć gumę.
Dziękuję.
Dzień dobry.
- To dr Montaigne. - Dzień dobry.
Zajmie się panią.
To ten diament?
Adèle.
Trzeba go przykleić.
Okulary, dla ochrony.
- Przepraszam. - Mam go.
Uwaga...
Bez obawy, zdezynfekuję.
Zaraz wrócę.
Kim jesteś?
Przepraszam, przyszłam z dentystką
i szukam czegoś...
do dezynfekcji. Dziękuję.
Czy Wersal jest w Paryżu?
- Wersal? - Tak, fascynujące miejsce.
Nie w Paryżu, ale blisko.
Jak się nazywasz?
Charki Adèle.
Dzięki, Adèle.
- Myślałam, że zemdleję. - Byłaś świetna! Ile ci dała?
- Jak to? - Nie poprosiłaś?
Myślałam, że ty załatwisz napiwek.
- Przecież mnie nie było. - To by wyszło nieprofesjonalnie.
- Dzień dobry. - Co tu robisz?
Diament załatwiony.
Co z moimi pieniędzmi?
Zachowaj fartuch i się ciesz.
W TV było coś o giełdzie, ale chyba go to nie interesowało.
Dobrze, co jeszcze?
Oglądał Wersal na rysunku.
- Wersal? - Spytał, czy to w Paryżu.
- Ale... - Co?
Jeśli mogę coś powiedzieć... on chyba nie jest zbyt bystry.
- Dzień dobry. - Jak się pani miewa?
Dzień dobry.
W porządku.
Bardzo dobrze, Adèle.
Nie rozumiesz słowa "hierarchia"?
Kazałam odejść od biurka?
Wykonywałam swoją pracę.
- Kpisz sobie? - Marina pilnie kogoś szukała.
Pomogłam. Zadowoliłam klientkę.
Kazała mi pani być ambasadorką hotelu, więc byłam.
Przez ciebie straciliśmy pieniądze.
Dość, koniec na dzisiaj.
Spadaj.
- I tak mnie nie zwolnisz. - Słucham?
Powiedziałam: "Do jutra".
Spotkanie, które pan Tomasow chce zorganizować w hotelu,
wymaga wielkiej dyskrecji.
Naturalnie.
Wszystko należy koordynować z naszymi służbami.
Klient, z którym spotka się pan Tomasow,
chce pozostać anonimowy.
Proszę zapewnić tego pana, że znamy się na rzeczy.
Macie apartament z bezpiecznym pokojem?
Tak, z certyfikatem ministerstwa obrony.
Jest dostępny?
Oczywiście.
Nieźle mnie urządziłaś!
Teraz mam Ruskich na głowie.
A nie pracują dla UNICEF-u.
Pokaż im, że przejmujesz się jeszcze bardziej niż oni. Radź sobie.
Tomasow to cenny klient.
Zrób bezpieczny pokój w 607.
Jak kiedyś. Byle nikt się nie dowiedział.
- Jesteś najlepszy, dlatego tu pracujesz. - Dajesz mi dobę? Dowcipniś.
Widzimy się na górze?
Wiedział pan, że bezpieczny pokój zajmuje delegacja z RPA?
Luksusowy hotel radzi sobie z double bookingiem.
Niech pan zamknie 607 i skontaktuje się z ochroną.
Dobrze.
Nie narażaj się Esther.
Co robisz?
- Ona mnie nie znosi. - Nie jest przeciwko nam.
Nam, czyli komu?
Myślałaś, że kim jestem?
Pochodzę z trudnej rodziny.
Siedziałem za kradzież w markecie.
- Jesteś w programie? - Już dwa lata.
Nie wrócę do kuzynów.
Przetrwałem dzięki Esther.
Inaczej dyrektor by mnie wylał.
Ja tu jestem dzięki Edouardowi.
Przestań uważać go za kolegę.
Chłopak z programu przez jego zlecenia dostał wyższą karę.
Kiedy go capnęli, dyrektor nie pomógł.
Nie martw się o mnie.
Chcesz, żebym ci wybaczyła?
- O czym myślisz? - Chodź.
Przygotujemy apartament.
Po tej samej stronie, tej samej wielkości.
Będzie gotów jutro.
Daleko do wyjścia ewakuacyjnego?
Mniej niż 10 m.
Ultraszybka winda w 7 sekund zjeżdża na bezpieczny parking.
Tak.
Jak to?
Kiedy?
- Panie dyrektorze... - Wypytuje ich? O co?
Nie wiem. Zablokował recepcję.
- A pan co by zmienił w hotelu? - Nie wiem, czy...
Ja tu nie rządzę.
Dziękuję, Prosper. Chętnie odpowiem na pytania pana Pepo.
Jakiś problem?
Skądże.
Przejdźmy do mojego gabinetu. Będzie ciszej.
Jestem podekscytowany,
chcę zobaczyć, jak to wszystko działa.
Nie wiedziałem, że można tu nocować za darmo.
Co pan ma na myśli?
Sądziłem, że prowadzenie hotelu to biznes.
A widzę, że są klienci, którzy przyjeżdżają z rodzinami,
opróżniają barek i wyjeżdżają bez płacenia.
- Tak jest? - Gdy odwiedza nas legendarny tenisista,
to jego przyjaźń przynosi nam zaszczyt
i rozgłos.
Ilu takich przyjaciół potrzebuje hotel?
Widzi pan, we Francji cenimy gościnność.
Proszę wracać do pracy.
Pójdzie pan ze mną?
Cześć!
Interesuje pana szersza perspektywa?
Gdy Carlos przyjeżdża ze sztabem na Rollanda Garrosa,
to nie zajmuje jednego pokoju,
tylko całe piętro.
Wpada nam 200 tysięcy.
Częstujemy więc jego żonę sałatką z kiwi i chai latte.
- Tak, to ma sens. - Świetnie.
Do zobaczenia.
Niedługo wrócę.
To ja.
Już.
- Jak tam? - O, nie... Déb...
Co się stało?
Przysnęłam na moment... i bum.
- Źle wyglądasz. - Niepotrzebnie przyszłaś.
- Coś ty! - Muszę tylko trochę odpocząć.
Kto to? Co tu robi?
To Mika, przywiózł mnie ze szpitala.
Mieszka obok.
- W tym samym bloku. - Ty odebrałeś, draniu?
Przestańcie, proszę.
- Skończ ten cyrk i chodź. - Boli mnie głowa.
- Czego chcesz? - Co myślisz?
Że to był jej samochód? Jestem tu, pomagam, spoko.
Jej nazwiska w papierach nie ma.
Co zrobicie, jeśli jutro pójdę na policję?
I zgłoszę kradzież auta?
- Tak będzie. - Co zrobimy?
Chcę 8000 gotówką. Szybko.
Bo kiedy nie jeżdżę, to licznik bije, ale wam.
Rozumiemy się?
Co zrobisz?
Zdobędę 8000 euro. Muszę.
Koleżanka potrzebuje cię na wolności.
Déborah to moja siostra. Mam tylko ją.
Oboje wiemy, jak jest w więzieniu.
Teraz, kiedy pracujesz w Citadel, będzie gorzej. Musisz szybko wyjść.
Klawiszki nie dadzą ci spokoju.
Znienawidzą cię.
Za głodową pensję pracują w brudzie i hałasie,
a ty się bawisz w hotelu. Będą wściekłe.
Żeby przetrwać,
musisz je karmić. Wziąłem to dla ciebie.
Co?
Mówię poważnie.
Z początku nie będą chciały.
Będą zgrywać obrażone.
Aż raz dasz którejś mleczko do ciała, zapach podnieci jej gacha...
- Dziękuję. - Proszę.
Nie zapraszam cię do środka. Trzymaj się.
Ty też.
Z Ruskimi pograłem na czas.
Chłopcy pracowali całą noc. Zdążymy.
Mam coś na Pepo, z Nowego Jorku.
- Miałeś rację, trzeba negocjować. - Słucham cię.
Sprawa w Méridien, zamieciona pod dywan.
Myślisz, że coś mamy?
Ty mi powiesz. Facet czeka w barze.
Świetnie. A ja wyślę Pepo do Wersalu.
Nie będzie się tu kręcił.
Szeroki repertuar!
Spotkamy się na górze?
Dziękuję, Kristo.
Chciał pan ze mną rozmawiać?
- O Marku Pepo. - Co chce pan wiedzieć?
Méridien w Nowym Jorku.
Dlaczego odszedłeś?
Pod koniec zmiany
zadzwonili klienci. Skarżyli się na hałasy na 32. piętrze.
Wziąłem kolegę z ochrony i poszliśmy.
W apartamencie Marka Pepo ktoś krzyczał.
Nie wiedzieliśmy, czy wejść. Pomyślałem, że tam jest trup,
więc lepiej będzie wezwać gliny.
Jednak weszliśmy. Pepo był ważnym klientem.
Ale w apartamencie był jego wspólnik.
Wezwaliśmy pomoc.
Zatrzymaliśmy dwóch typów, którzy go pobili.
Wiesz, co było dalej?
Nic.
Pepo nie wrócił.
Posprzątano pokój, a wspólnik wycofał skargę.
Nie było śledztwa.
A mnie zwolnili z dnia na dzień i straciłem wizę.
Kiedy to było?
Miesiąc temu.
Proszę państwa, teraz chciałbym zaproponować Pomerol.
Pétrus, rocznik 1947.
Panie Pepo, mogę zająć panu trochę czasu?
- Mamy niespodziankę. - Jasne.
Emmo?
Wersal.
Zamek.
Trianon, ogrody... tylko dla pana.
I dla narzeczonej.
Proszę się tam rozejrzeć. Może tam wezmą państwo ślub?
Zwykle zamek jest otwarty dla zwiedzających, ale...
mamy układy.
Wersal.
Imponujące.
Pojedziemy jutro? Cool.
Dziękuję, Emmo.
Nie martw się i nie daj się zastraszyć Mice.
Wszystkim się zajmę.
Odpoczywaj. Kocham cię.
Ostatnio do mnie nie przychodzisz.
Kończę ważne zadanie.
Przyjdę wieczorem, po twoich spotkaniach.
Miej dużo czasu.
Nie wiem, o której trzeba wyjechać. Nie chce mi się o tym myśleć.
- Nie z narzeczonym? - Nie widziałam go.
Nie pojedzie do Wersalu?
- Zorganizujemy przejazd. - Każde z nas ma swoje życie.
Jesteśmy wolni. Chciałabyś, żebym go trzymała na smyczy, jak ty?
Idziemy.
Do zobaczenia wieczorem.
Przepraszam panów.
Zaszło nieporozumienie.
- To brak szacunku! - Bardzo przepraszam.
- Wiesz, kim jesteśmy? - Wiem i jeszcze raz przepraszam
w imieniu Citadel.
Już nas nie zobaczycie.
Jedziemy do Crillona. Oby lepiej nas tam traktowali.
Co jest z delegacją z RPA?
Obrazili się, że odebrano im bezpieczny pokój.
Jak to odebrano?
Rano dostaliśmy polecenie od dyrekcji.
- Dziękuję. - Przy okazji, panie dyrektorze,
co zrobimy z pokojem i usługami Kristy?
Jak zwykle, wrzućcie je w koszty operacyjne.
Księgowość odmówiła.
Co robić, panie dyrektorze?
Wracaj do swojej nory i nie zawracaj mi dupy.
Tak, panie dyrektorze.
Steve, przyjedź na górę. Jest problem.
- Mogę zająć chwilę? - Nie teraz.
- Pana asystentka mówiła, ale... - Byłaś u mojej asystentki?
Jest coś, o co tylko pana mogę poprosić.
To zły moment. Idź, niech cię nie zobaczą.
Robię dla pana wszystko. Może pan mi ufać.
Ale żeby zostać, potrzebuję zaliczki.
- Mam przerąbane. - Nie rozumiesz.
Ty pracujesz dla mnie, nie na odwrót.
A jeśli powiem Esther, że kazał mi pan szpiegować właścicieli?
Co to, wymuszenie?
Szkoda. Myślałem, że masz potencjał. Myliłem się.
O kawałek tortu się nie żebrze, tylko się go wyrywa.
108. Proszę odwołać rezerwację, zjem w pokoju.
McDonald's i FIFA.
Masz ochotę?
Tak, super, wchodź.
- Nie żryj syfu, chodź popływać. - Upierdliwy jesteś.
Będą cię turlać po boisku.
Smacznego. Przynieść wam deser? Zawodowstwo, Issa.
Nie zawsze jest takim palantem.
- Włączam. - Tak, a ja skoczę się odlać.
Szybka jesteś.
- Wracam do pracy. - Z torbą Issy?
- Gdzie on jest? - W łazience.
Issa! Chodź tu.
Oddaj torbę!
Co jest w środku?
Ty jeszcze tutaj?
Zostawiłem telefon. Torba!
- Dawaj, już. - Co się dzieje?
Co się dzieje? To!
Masz nas za idiotów?
Daj telefon.
Proszę z kierownikiem.
Oddaj.
Pogięło cię?
To tylko prezenty od sponsorów.
- Dałem jej tę torbę. - Jakie prezenty?
Nie łapiesz?
Ta laska jest jak reszta sępów, które koło nas krążą.
- W co pogrywasz? - Jak to?
Kryjesz złodziejkę?
Posłuchaj.
To moje rzeczy, mój pokój i robię, co chcę.
Nie rozumiesz?
Masz krótką pamięć.
- Frajer. - Spadaj.
Dziękuję.
- Bardzo przepraszam. - Nie moja sprawa.
Od teraz, kiedy zadzwonię, masz przyjść.
Spieprzaj.
Naprawdę możesz to posprzedawać?
Tak, spoko. Moi kuzyni ci to załatwią.
To tu?
Naprawdę tu mieszkasz?
Na całym piętrze są służbowe mieszkania Citadel.
Facet, o którym ci mówiłem...
Kiedy wrócił do paki, dali mi klucze.
- Nieźle tu masz. - Fakt.
Nie próżnowałaś, brawo.
Może nie wszystko sprzedam jutro,
ale w tym tygodniu kasa będzie.
Dziękuję bardzo.
Ratujesz mi życie.
W tym problem! Nie wiesz, co się dzieje w twoim hotelu?
Dowiedziałem się wtedy, kiedy ty.
Pracowaliśmy, zespół dostał polecenie...
Skąd mogłem wiedzieć?
Kiedy przyszedłem, Ruscy już tam byli.
Panie Tomasow...
Pójdzie pan ze mną?
Dziękuję, że opróżniliście bezpieczny pokój zgodnie z umową.
Aleksiej!
Jak się masz? Siadaj, proszę.
Dziękuję bardzo. Gdybyśmy czegoś potrzebowali, damy znać.
Anonimowy klient...
- Mógł pan mi powiedzieć. - Tak,
ale pewnie wiesz, że wolę działać po cichu.
Rozmawiałem z panem Fethanim.
Trzeba zwolnić szefa ochrony.
- Obraził delegację z RPA. - Wie pan, że to nie on.
I wprowadził w błąd mojego przyjaciela.
Nie nadaje się do tej pracy.
Biorę tu ślub, muszę się czuć bezpieczny.
Ale spokojnie, mam świetnego człowieka na jego miejsce.
Przestraszyłem się.
Myślałem, że cię wyrzucili.
Tak?
- Myślałeś o mnie? - Co robisz?
Pokaż, jak o mnie myślisz.
Czekaj. Spokojnie.
Powoli.
W porządku?
Tekst: Karolina Bober
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.