Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wydaje się…
To tu?
Nie wygląda na to że tu mieszka...
Chociaż,
znając jego dziwactwa…
… wszystko jest możliwe.
Coś tu…
Budynek jakiś zaniedbany.
Jednak…
Dzień dobry. Czego Panowie sobie życzą?
Dzień dobry. Dzwonili do mnie. Może to Pani?
Nie? Zapraszali w celu udzielenia konsultacji. Lekarzem jestem…
Tak.
Chwileczkę, muszę zawołać gospodynię. Ona Panu wszystko pokaże.
Proszę zaczekać, zaraz wracam…
Idę, idę…
Idę…
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Jak rozumiem, Panowie poszukują pokoju dwuosobowego.
Nie, dostałem telefon. To chyba Pani dzwoniła?
Być może, może dzwoniłam, jeśli przez telefon.
Proszę…
Zapraszam, zapraszam Panowie. Proszę wejść.
Zaraz pokażę, opowiem. Panu będzie wygodniej obserwować…
Za chwilę pokażę pokój. Wszystko zaraz zobaczymy, zobaczymy.
Chociaż może i są jakieś niedogodności, Pan rozumie, ale to... iż więcej teraz jest...
... jest tych...
Dziwactw?
Tak, wszystko jest jakieś dziwne i niezrozumiałe. Nawet niebezpieczne,
Pan się zorientuje, ale trzeba rzetelnie, szczegółowo…
Ponieważ ciężko… Gdyż mam wszystkiego pilnować, porządkować.
Załatwiać i podtrzymywać. Nie mam już sił.
Ale to wszystko uzasadnione, rozumie Pan. Ponieważ spokojniej,
tym bardziej – rodzina.
Zapraszam.
Proszę zobaczyć.
Tu Panu będzie wygodnie. Jest tu wszystko.
Pokój jest większy od tego, który Pan widział poprzednio.
Oraz tu… jak go?
Wykusz.
Widać, co się dzieje na podwórku.
Co się dzieje?
Właściwie nic, gdyby tylko pasek. Pasek – to pół biedy…
Ot…
Jest tu spokojnie, nikt nie będzie Panu przeszkadzał.
Przeszkadzał?
Tak. Przeszkadza.
Pasek z drzewa ściągnęłam…
Swój, od szlafroka. On go rozciął.
Pan rozumie?
Pasek…
- Wyszłam w nocy, a on wisi… - Kto wisi?
Kto wisi? Pasek wisi. Rozumie Pan?
Nie, nie rozumiem.
Trzeba…
Nie wiem.
Niepokoi to Panią?
Nie, martwi.
Nie mogłam rozwiązać, gdyż tam węzeł. Najpierw go rozcięłam, żeby potem zeszyć.
Wtedy będę pewna...
Ponieważ wszystko takie wątłe… Kiedykolwiek może…
Wszystko jest możliwe.
Czas upływa, upływa, lecz go nie czuję i…
I co wtedy?
Wtedy biję, biję…
Wychodzę, a tam, tam…
… tam, tam, tam…
Pan mnie słyszy?
Słyszy, słyszy, słyszy…
Słyszy!
Słyszę.
Co, znowu wisi?
Ale już na linie. I węzeł taki, niby…
A paska brak. Nie ma go.
Ciągle coś związuje, coś wiąże i zawsze ma być parzyste. Zawsze…
Wtedy postanowiłam zaprosić Pana.
Tak spokojniej…
Proszę kontynuować.
Zawsze parzyste. A jeszcze kroki wylicza tak, oby wyłącznie po czarnym,
Białe kafelki omija.
Proszę.
Zapraszam Panów na kolację.
Mogę dla siebie być nieobecny,
i żadna wola metafizyczna…
Proszę nakładać, proszę.
... nie sprezentuje mnie samego... ... mnie samemu.
Pan o sobie?
O nim.
On jest taki sam jak ja.
I głowa mu boli tam gdzie mnie.
Ale on zawsze robi to, na co nie ośmielałem się w rzeczywistym istnieniu.
Przestań! Słuchajcie, już nie potrafię jego zrozumieć...
... to mu daj, tamto mu podaj, jeszcze... Znajdź, rozetnij, zeszyj… dopilnuj,
wszystkich, za wszystkim, zawsze…
Nasz zięć też jest lekarzem, to może on w końcu czymś pomoże.
On przecież się na tym zna, a pozostali, prawdę mówiąc – robią wszystko, by nic nie zrobić... żaden nic...
Tylko ja tu sama za wszystkimi, za wszystkim. I nie było by w tym nic... lecz ostatnio...
Wymaga kuracji. Radził mi to inny specjalista. Nasz przyjaciel od lat.
Nie chce. Tyle razy jej mówiłam, że opłacę wszystkie wydatki...
- Ciociu, nie trzeba o tym… - Dobrze-dobrze…
To jego siostrzenica, chociaż i jest wieśniaczką…
Nie odwracam się od biednych krewnych, lecz u tej to tak nieestetycznie…
Pan rozumie, to wypadek. Przykry przypadek.
I kto wie…
I kto wie, kto miał rację, kto jest winny…
Ona ciągle milczy i nikomu nic nie mówi. Nawet nam. Pan wyobraża?
Od tamtej pory w ogóle przestała się odzywać…
Mówiłam mu już, iż może do szpitala ją oddać.
A on – liny, węzły, istność...
A u niej to tak nieestetyczne.
Pan rozumie, to przez przypadek.
To przykry wypadek.
No...
Nawet nie potrafię to Panu...
Ja do niej, a ona milczy… nic nie mówi...
Tylko paskiem kręci… milczy i kręci...
kręci, kręci, kręci i...
A profesor?
Ciągle o linach, pętlach…
O byciu, które obejmuje, o swoim, jakie zupełnie nie jest jego...
Ja słyszę… Ależ zdaję sobie sprawę, iż to nie jest tak do końca.
Kompletnie inaczej.
Tak…
Nie tak.
Tak...
Nie tak.
Tak...
Kompletnie inaczej.
I tu…
Wisi.
I pętla, jak…
Symptom.
Na podstawie takich drobnych oznak można cały obraz złożyć.
Anamnezę da się wymyślić oby jakoś te objawy między sobą połączyć.
Ale po co wymyślać, wszystko jest oczywiste.
On o prawdzie, ja-a-a-a...
... o wiarygodności.
Tu?
Coś mi ten budynek...
Jakieś…
Może się pomyliłem?
Lecz adres...
Mostek był...
Wszystko jak wyjaśniali.
- Dzień dobry, o-ooo… Witam! - Dzień dobry.
Panowie poszukują spokoju. Jak rozumiem dla dwóch.
Tak, lecz byłoby dobrze z wyżywieniem.
Mamy dwuosobowy pokój z wyżywieniem. Zapraszam.
Wyżywienie będzie lepsze niż w sanatorium, a opieka jak w szpitalu.
Nadmienię, iż mamy doświadczenie. Cała rodzina lekarzy.
Wszystko rozumiemy, iż pacje… goście potrzebują spokoju.
Proszę zobaczyć. Pokój jest jasny, będzie Panu tu wygodnie i przytulnie.
Innym pacje... gościom się podobało.
Tu wszyscy się uspokajają, osiągają równowagę, osiągają...
... równowagę... Nawet służąca jest przeszkoloną pielęgniarką.
Panowie odpoczną, uspokoją się.
Zapraszam, proszę...
Tylko drzwi...
... proszę zamykać.
Wiesz, chyba z tym pensjonatem mamy szczęście.
Wiedział co radził...
... nawet nalegał.
Ale dlaczego wszystko tak dziwnie się układa?
Dlaczego wszystko właśnie tak się wiąże, jedno z drugim...
Nie rozumiem.
Może odraza?
Zacząłem go denerwować. Na mój widok ogarnia go wstręt.
Nawet już nie potrafi mnie tolerować.
Przez przypadek mnie dotknie...
... i dostaje drgawki.
Zaczynasz się czuć winny, we wszystkim, zawsze winny.
Chce się uklęknąć przed wszystkimi i zawołać:
Proszę o wybaczenie. Wybacz mi, proszę!
Ale za co?
Może naprawdę go denerwuję?
Po prostu denerwuję.
I nic więcej…
A może śmierdzę?
Jakaś dysmorfofobia.
Albo autosugestia?
Indukcja!
Wszystko wygląda inaczej.
Wydaje się,
albo po prostu traci realność.
No co? Co powiesz?
Niczego nie można być pewnym.
A węzeł?
To zero.
Pętla?
I tak i nie!
Podnieś się.
Spójrz.
Obrazy się ustawiają w system definicji, a działania – w system rytuałów,
które realizują możliwości w innym czasie.
W innym wszystko by było inaczej.
Ot...
Wisi.
Węzeł...
Jak on powiedział?
Obraz koła?
Chociaż...
Jeśli ona, to odwrotnie...
Może jednak to on?
Pętla zawiązana fachowo.
Jasne, przecież jest knocistą.
Węzeł przesuwny jest najbardziej pewnym rodzajem pętli, a najprostszy węzeł cumowniczy staje się półpętlą.
Połową czego?
Sensu.
To jest zbyt skomplikowane.
Zacznijmy od początku. Wszystkie obiekty – to tylko zjawiska...
Dość tego. Już czekają na mnie.
Oczywiście, można zacząć od czegokolwiek.
Intuicyjnie...
Jest to zwykła lina bez węzłów.
Jako…
Jako koloratka.
Koło...
W kółko...
Znów tu jestem.
Dziwny budynek.
Wygląda jak ten.
Wszystko się wydaje jednakowe,
niby traci objętość i głos…
Obcy głos.
Słyszysz?
Ktoś dzwoni.
Proszę się obudzić.
Proszę się obudzić.
Telefon do Pana.
Czekają...
Tu Pana krawat.
Wcześniej wszystko było jak u innych, rozumie Pan, godnie, spokojnie...
A teraz...
Teraz u niego wszystko o linach i węzłach.
Gdzie on włożył pasek od szlafroka?
Pytałam, pytałam...
Milczy.
Wychodzę na podwórko, wisi... połowa...
Drugą niebawem przyniosła służąca.
Nie powiedziała gdzie znalazła. Wyobraża to Pan...
On rozcina,
ja zszywam.
Wszyscy oni są tacy...
Jednemu to...
... innemu tamto.
Niech Pan sobie wyobrazi, sprzątam, jak teraz,
pod łóżko, a tam...
... porozrzucane korale.
Nić później znalazłam. Całą pozawiązywaną. Wie Pan, tak związaną.
Ciągle sama.
Ciągle sama. Ciągle milczy - ani słowa.
Żadnego słowa. Nic nie mówi.
Pan rozumie?
To po tym wypadku, mówiłam Panu...
I on milczy.
Jego to kompletnie nie obchodzi. Nie obchodzi... go.
Wszyscy są obojętni. Mówię do niego: porozmawiaj z nim.
A on wciąż o tym samym: liny, węzełki, liny, węzełki...
... liny, węzełki, węzełki, węzełki...
Liny, węzełki. Węzły.
Knocistą jest... Knocistą.
Ciągle coś wiąże. Czy są to słowa, czy liny.
Słowa, to jeszcze pół biedy. Kompletnie zwariował.
Lepiej by był filatelistą – jest to jakieś bardziej zrozumiałe i bezpieczniejsze.
A tu nie wiesz, czego od niego oczekiwać. Nigdy nie jestem pewna. Nigdy nie jestem pewna.
Gdyby Pan zobaczył jego pudło po butach...
Pudło – to pół biedy... Wszystkie pudła pozajmował. Gdzie mam buty trzymać?
Przez całe dnie układa – egzemplarz do egzemplarza. Rozumie Pan?
Liny. Różne: zawiązane, rozwiązane, zawiązane, rozwiązane…
W głowie się nie mieści.
Czasami chcę mi się powiedzieć: Kochany, ocknij się, ja to twoje majaczenie...
Skasuję!
Pan mnie słucha, tak?
Tak, słucham.
Niech Pan sobie wyobrazi. Sprzątam. Jak teraz.
Symetria jednak ma znaczenie... oraz równowaga.
Wtedy zachowuje kształt i się mocno zawiązuje.
Wtedy otrzymujemy zwykłą pętlę.
Tak...
Ona musi mieć kontrolę nad wszystkim,
bez tego czynności będą się powtarzały.
Jestem ciekaw, czy ona to zauważa?
Świadome działania się ustawiają w system definicji, a jej – w system rytuałów.
Jest on kno...
Jak ona powiedziała? Lepiej by był numizmatykiem?
Liny zbiera i do pudeł...
Bądź wiąże.
Czy mogę jakoś temu zapobiec...
No właśnie. Już trzykrotnie miałam mu sznurówki prasować.
I co z tego?
Hydota!
Niech Pan się obudzi.
Gospodarze czekają, na kolację zapraszają.
Wszystko gotowe.
Nie wchodzi...
No co to...
Zwykła konfiguracja: dziureczka – lina; lina – dziureczka.
Proszę...
Nie wchodzi i już...
Cholera!
Co ty na to powiesz...
Parzyście trzeba, gdyż symetria jest ważna.
Tak, prawidłowo pan to ujął. Trafnie.
Dość. Dziękuję.
Lecz wątpliwości zawsze pozostają.
Kochanie, podaj mi, proszę, solniczkę.
Oznaczenia różnią się od tego, co oznaczają.
Sens realności jest jedynie odesłaniem do przeszłości,
która jest niemożliwa bez świadectwa uczuć, które się mieszczą poza granicami świadomości...
Dobry wieczór, Panowie.
Proszę zapoznać się, to mąż naszej córki.
Smacznego państwu.
Żeśmy się już poznali.
Już się spotkali.
Tak, w szpitalu.
Dziękuję.
Starczy. Dziękuję.
Rozumie Pan...
Podaj mi, proszę, solniczkę.
Rozumie Pan,
czyniąc bądź myśląc w pewien sposób,
wydaje się ze można zapobiec biegu wydarzeń,
lub mieć na niego wpływ.
Chociaż formalna zmiana wyobrażeń nie określa natury przeżyć.
Mam zapewnić Pana,
iż brak świadomości przyczynia się do zatracenia wszelkich przeżyć.
Generalnie, przeżycia są możliwe wyłącznie u żywych ludzi.
Śmierć oznacza, iż mnie nie ma.
Koniec.
W postaci semantycznej - zero oraz cielesny charakter jest nieobecny.
Pętla.
Koło.
Koloratka.
Już sta-aaa-rczy.
Też widziałem...
... tu wisiał, blisko domu...
Rozumie Pan, należałoby rozciąć raz jeszcze, a następnie zeszyć.
Rozciąć i zeszyć.
To rada lekarza. Rozumie Pan? Lekarz radził...
Ile razy jej powtarzałam, iż za wszystko zapłacę.
Tak to jego siostrzenica, chociaż, i jest dziwna.
Biednych krewnych się nie wyrzekam... Rozumie Pan...
Ale u niej to takie nieestetyczne.
Mamo, nie trzeba o tym.
Aha, dobrze-dobrze. Poza tym...
... przecież jest to wypadek, rozumie Pan – przykry, ale przypadek.
I kto wie, kto tam miał rację, kto nie.
Lecz dziecko dostało ataku histerii
i nic nikomu nie opowiada o tym, co się z nią stało. Nawet nam, wyobraża Pan?
Oni wszyscy są wciągnięci w to.
Czy tylko on?
A oni w ogóle nic nie podejrzewają.
Chociaż...
Koło, koloratka. Lina, węzeł.
Wszystko się ze sobą wiąże w jeden sens.
Indukcja może sięgnąć granic.
Nawet doprowadzić...
... do samobójstwa.
A syn?
I ona ciągle milczy.
Za dużo zbiegów okoliczności.
Wyłania się idea.
Jakaś gra.
Tu nawet zapach taki, jak w szpitalu.
Ona coś... kombinuje.
Inni nic o tym nie wiedzą.
On wie, lecz nie potrafi nic zmienić.
Jak uważasz?
Tok wyobrażeń umożliwia dużo możliwości dla procesu skojarzeniowego.
Jedynie niektórzy stają się fenomenami.
Zazwyczaj, pozostają niezauważeni,
lecz tworzą atmosferę i kształtują stan świadomości.
Ciebie to niepokoi?
Niepokoi,
gdyż czuję... nic.
Pozostaje jedynie wrażenie istnienia niczego.
Zacznijmy od początku.
Znów od początku?
Można od końca.
Od końca?
A jeśli kontynuować?
Z którego miejsca?
Prosto stąd.
Jaki sens mają te kombinacje?
Przeszłość straszy swą ulotnością.
Dzisiejszość nie istnieje.
Istnieje jedynie odniesienie do przeszłości.
Ruszasz się po linii prostej,
lecz zawsze zamykasz się w koło.
Przyszłość mocno ściska.
Czas się zatrzymuje.
Potem płynie znów.
Lecz ten, który się zatrzymał... nadal stoi.
Już to widziałem.
Ale nie potrafię połączyć jednego z drugim.
Obraz i dźwięk.
Jak kruk...
Krakanie...
Rozumie Pani...
Spóźniłem się, ponieważ...
Przepraszam...
Tak. Ale dlaczego Pan tak długo.
Muszę zawołać Panią. Ona czeka na Pana.
Proszę wejść. Ja szybko.
Tak...
... przytulnie.
Jednak... zapach tu jakiś...
... jak w kościele.
Słucham.
Tak... przed chwilą przyprowadzili.
Wygląda na spokojnego.
Na razie żadnych objawów.
Już schowałam wszystko...
... liny też...
Będę pilnowała, przez cały czas będę obok.
Coś powiedziałeś?
Zamknij się.
- Przecież... - Z Pańskiego pozwolenia...
... ja zacznę.
Zacznijmy.
Choroba jest absolutnie ewidentna:
stopniowa degradacja osobowości.
Proszę zauważyć – najpierw kołowate rozmowy.
Wszyscy słyszeli: czas, przestrzeń, subiekt, obiekt.
Mam tu wszystko zapisane. Dalej...
Tak...
Obiekt. Jaki obiekt?
Lina!
Rzetelnie wszystko zanotowałem.
Węzły też.
Proszę się zgodzić.
To wszystko jest bardzo wyeksponowane.
Wszystko się składa na obraz kliniczny.
Jako lekarz, jestem zmuszony...
Mam zalecić hospitalizację.
Dla wszystkich będzie spokojniej.
Zresztą, decyzja należy do was, lecz ja bym nalegał.
Kto to wszystko zrobił? Kto to zrobił, pytam?
Proszę zaczekać.
Właśnie, to jest ważne.
Aberracja jakaś.
Nie da się już wytrzymać tego zawęźlenia.
Zazwyczaj, takich rzeczy nie zauważasz,
lecz teraz to one stwarzają atmosferę dezintegracji,
indykują groźną sytuację.
Gdyż, w przypadku aberracji - żadnej...
... gwarancji.
Kto mnie przekona, iż nie jest to spisek obecnych tu przy stole osób.
Gdyż aberracji każdy zaznać może. I ja...
... i ona, i również panowie.
O spokoju wtedy mogą zapomnieć wszyscy.
Jakieś majaczenie.
Właśnie, ważne jest to, iż spisek bywa tam, gdzie zechce.
Stul pysk.
Może Pan coś doradzi?
Indukcja!
Paniusie moje, na czym polega cały cymes?
Na węzełkach.
Jakość węzlowania jest bezpośrednio uzależniona od właściwości liny.
Kochanie, cóż możesz o tym wiedzieć. Proszę.
Dziękuję.
Jestem... Knocistą jestem.
Teraz knocistą.
Według specjalnego światopoglądu,
w godzinach popołudniowych, w niedziele oraz w nocy knocę się.
Paniusiom wszystko wyjaśnię.
Zawiązany krawat jest po prostu liną z węzłem.
Węzeł jest pojmowany jako obraz koła, wpisanego do przestrzeni euklidesowej,
który może zostać poddawany ciągłemu zniekształceniu.
Zrozumieliście? Nie?
Potem zrozumiecie, zademonstruję...
Koło. Jak koloratka.
Zrozumieliście? Mówiłem przecież. Ja za-a-awsze prawdę, tylko prawdę,
nic oprócz prawdy.
Zamknij się!
Smacznego!
Pragnę przedstawić. To nasz syn, pracuje w szpitalu...
Żeśmy się już poznali.
Podaj solniczkę, proszę.
Kontynuujmy...
Weźmy ciąg podstawowy:
koło, koloratka, powięź lub pętla.
W naszym wyobrażeniu są puste, lecz nie potrafimy osiągnąć
całej głębi obserwowanej pustki.
Również widziałem.
Wisiał też tu obok...
Dlaczego zaczynasz o tym. Jest to takie nieestetyczne.
Może jest potrzebny haloperydol?
Jak to haloperydol? Co Pan bzdury opowiada,
Pan kompletnie zwariował. Przecież mam przeżycia...
Zatracenie świadomości przyczynia się do zanikania wszystkich uczuć.
Uczuć? Jakich uczuć?
Jakich?
Przeżycie strachu przed śmiercią,
w odróżnieniu do któregokolwiek innego przeżycia, nabiera szczególnego sensu...
Sensu? Jakiego?
Gdzie?
To już wynik...
Wynik – nic.
Jak nic?
Nic.
Majaczenie indukowane. Diagnoza.
Błąd.
Dezintegracja osobowości zamknęłа go w kręgu negatywnych sensów.
Zewnętrzne bodźce uczuć oraz wspomnienia nie da się między sobą rozróżnić.
Widmo.
Najpierw realność się nie różni od majaczenia.
Nonsens.
Potem staje się ich częścią.
Urojenia.
Najpierw urojenie się różni od rzeczywistości, a potem samo się staje rzeczywistością.
To jest proste, chyba nie?
Rzeczywistość w świadomości jest zredukowana jedynie do negatywnych znaków,
a świadomość się przeciwstawia rzeczywistości.
Obejmujące, które jest świadomością niby ogarnia obejmujące, które jest rzeczywistością.
No więc wszystko zamknęło się...
... w koło.
Koło, koloratka – prosty węzeł.
Nie-za-węźlona pętla.
Proszę się częstować...
Ohyda.
Niepotrzebnie, kolego, się odmawia. Pomaga... przy zaburzeniach.
Zaburzeniach?
Zaburzeniach, u kogo? To nie do mnie.
Jeszcze jedną wezmę, z Pańskiego pozwolenia.
Uspokaja...
Jak uspokaja,
gdy wszystko jest w postaci semantycznej i brakuje oznaczenia cielesnego.
A jak to u Pana?
Jak za szklaną szybą.
Jak zniekształcenie węzłowego wrażenia?
Jak kruk?
Sugestia.
Aberracja znów .
Między nimi nie ma nic wspólnego.
Między nimi przepaść i połączenie tego, iż jest on krukiem i kracze jest absolutnie niemożliwe.
Świadomość przeciwstawia się rzeczywistości.
Aberracja.
Nie potrafię połączyć jedno z drugim...
Sugestia.
... obraz i dźwięk...
Oni są ze sobą połączeni na stałe.
Między nimi przepaść.
Amen.
On wisi.
Amen.
Amen.
Dlaczego stoisz? Chodźmy.
I tak można zacząć.
Zaczekaj...
Tak...
Niby coś się wydarzyło...
Zawołali mnie.
Nie przypominam...
... lecz nie wcześniej, aniżeli wczoraj.
Nie mogłem odmówić...
Namówili.
Czy zmusił?
Może chodźmy dalej?
Czekają na Ciebie.
Niepotrzebnie się zgodziłem.
Wszystko jest takie dziwne...
Coś tu nie gra...
Po co im konsultacja?
Tak, proszę wejść.
Oczekują.
Tu niby jest spokój...
Chociaż...
... w niczym nie możesz być pewien, kiedy jesteś sam..
Gdy nie jest sam – wszyscy go słyszą.
To, co on mi powie – usłyszą wszyscy.
Lecz to ja widzę go w realności,
gdy oni śnią o nim w innym czasie.
Przeszłość i przyszłość stają się pętlą.
Przeżywam wieczność jako nic.
Przestaję pojmować sens,
rzeczy nie są do siebie podobne, bądź się wydają.
Wszystko się zawęźla…
Istniejący byt wydaje się realnością. Świadomość jej się przeciwstawia.
Oni mi się razem przeciwstawiają.
Ogarniające, którym jestem, ogarnia same bycie.
Zamknięte koło.
Nie ma wyjścia.
Brak pewności we wszystkim.
Lecz ważna jest treść, którą czuję, przeżywając przestrzeń...
... i czas...
Zamkniętość.
Zamknięty.
Zamknięty.
A może mnie nie ma?
Coś tu nie tak...
I ten materacyk pasiasto-asfiksyjny...
... i żyrandol indykuje.
Trzeba uciekać.
Potem będzie za późno.
Bądź zaczynać...
... od początku..
Wiesz...
Wszystko niby...
Objawy też...
Diagnozę można by było...
Lecz komu?
Wszyscy jacyś... wszystko się powtarza. Wszyscy powtarzają.
Ja też...
Zauważyłeś?
Zaczynam zauważać u siebie...
Ty również?
Nie?
Oni wszyscy jakoś...
... indukują.
Każdy po swojemu...
Trzeba coś...
A? Co ty na to?
Może jakichś kropli...
Wiesz, chyba kolegom nie warto opowiadać o tym wszystkim.
Rozumiesz, jest to trochę dziwne...
Ten nasz bełkot tego-owe-go...
Pomyślą, iż para głupców,
albo para paranoików bredzą.
Przecież wiesz, jak to wszystko wygląda.
Majaczenie jakieś...
Dobrze, chodźmy.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.