Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Jest!
Jest!
Przyjechał. Kto?
Zdrowiciel Wojciech.
Z Bożą łaską kilkanaście osób wskrzesił. No to Pan Jezus ze swoimi trzema
wskrzeszeniami blodziutko wypada. Na szczęście przyjechał.
Cudownej wody to już dawno nie mam, a święte powietrze to nie wiem kiedy się
skończyło.
Po śmierci Tereski pomyślałam,
że nie ma co lekarzom wierzyć.
A wy?
Pani wciąż próbuje.
Mam nadzieję, że zaczęły się w kwietniu zeszłego roku, więc to nie mógł być
Igor.
Jasne, przecież wyszedł kilka dni temu.
To tu?
Tak.
A duży był ten łańcuch?
Taki.
Mam pomysł.
Najciemniej pod latarnią.
Uzdrowiciel Wojciech sprzedaje cudowną wodę i święte powietrze. Tylko gotówka.
Chodź, chodź.
Bracia i siostry, niech dobro i miłość zagorszą w waszych sercach.
Każdy z was oczekuje w życiu cudu.
Niektórym jest on nawet bardzo potrzebny.
Tam, gdzie medycyna jest bezsilna, wkraczam ja.
Warunek jest jeden.
Głęboka wiara.
Czy na tej sali, w tym zgromadzeniu jest ktoś, kto
bezgranicznie wierzy w swoje uzdrowienie?
Ja! Ja! Ja!
Zapraszam. Bracie pomóc.
Piotro, czuję, że wierzysz. Ta moc w Cię uleczy.
Stań i idź.
Nie mogę.
Kobieto, mówię Ci, stań i idź.
Od razu mi się lżej oddycha.
Prawda?
Ja uleczę duszę, a ona
uzdrowi wasze ciało.
Kto z was jest gotowy na te prawa?
Zapraszamy Państwa na indywidualną decyzję z mistrzem Wojciechem.
Cudowna woda i święte powietrze są dostępne w ciągu sprzedaży w naszym
i na przenośnych tarcach. Chyba chcesz zapalić?
Ja też się przebieram. Ja też. Zobacz, jak tyle powietrza, tyle emocji.
Taka ruda.
No, może bardziej blond.
Ładna?
To ta, co pani była.
W jakim wieku?
Jak moja mama.
No, może trochę tak.
Wnioski?
Kobieta, 35 -60 lat, blondynka. W trakcjach szczególnych. Ciemne okulary,
kabelów.
Wysłaliście za nią liczbę?
Za kim?
Ja mam wiedzieć za kim.
Jak zwykle było świetnie.
Na jutro przyszli brata.
Ma być niewidomy.
A to chuj.
Zamówię ci taktówkę.
A ci wszyscy ludzie?
Coś trzeba z tym zrobić.
I co?
Wszystko dość pięknie spalone.
To nie była zwykła benzyna.
Tylko co?
Wygląda mi to na SP -1.
Czyli? Napta lotnicza.
Napta lotnicza.
Tysiąc pięćset?
Na coś.
Indywidualna praca z mistrzem to wielki wydatek.
Energetyczny. Proszę się spokojnie położyć. Mistrza za chwilę do pani
Kim pani jest dla pacjentki?
Opiekunką siostry.
Ma demencję i problemy jelitowe.
Czyli głowa boli? Nie jest głucha, tylko ma demencję.
A brzuch?
Proszę pokazać dokładnie gdzie.
Zajmiemy się głową.
Będzie poprawa.
W tej przypadku może być tylko poprawa.
Proszę dać mi pracować.
Mistrz pracuje tylko w systemie jeden na jeden.
Zostawiłem moc, zaraz się rozejdzie.
5 do 6 minut.
Co pani tutaj robi?
Przepraszam, ja do mistrza. Proszę stanąć w kolejce. Ale ja naprawdę,
bardzo źle się czuję. Proszę pani, tutaj wszyscy są chorzy. Proszę stanąć w
kolejce.
Dobrze.
No przykro, ale będziemy musiały tę cukrość.
Czuje pani ciepło?
Dziwne.
Moc się rozeszła.
Znaczy jest to opór i ja nie widzę możliwości, żebym mógł tu coś więcej
zdziałać.
Ale może spróbuje pan jeszcze raz. Naprawdę mnie boli.
Ale ja niczego nie czuję.
Mówił pan, że mnie pan pomoże.
Proszę zamknąć oczy.
Bardzo mi przykro, ale dodatkowa moc to dodatkowe.
Szanowni Państwo, warto odnotować kolejny wielki sukces policji.
Rozbiliśmy gang wnuczków okradających starsze osoby.
Tak. A oni to rozwinięli.
Co za świat.
Ich celem były domy opieki.
A wracając do sprawy z Muzeum Geologicznego. Czy może pan potwierdzić,
za tym gang zielonej rękawiczki?
Śledztwo trwa jeszcze. Nie potwierdzał, nie zaprzeczał. Czyli to nie pan B, mąż
pani Brykalskiej, stoi za gangiem. To na pewno jest kopia?
Nie, to jest oryginał, którego właśnie tłukamy.
A oto oryginał meteorytu. Kopia.
Oto kopia meteorytu wartego kilkaset tysięcy euro i skradzionego z muzeum.
Osoby, które widziały taki kamień, proszone są o natychmiastowy kontakt z
policją. Dziękuję.
Nie przypomnij sobie, żeśmy kradły jakiś meteoryt. Może nawet na nim stoimy.
A propos... Drodzy Państwo,
przepraszam.
Przypominam, że w sobotę mamy wernisaż Krystyny i mam nadzieję, że Państwo będą
mogli pomóc w przygotowaniach.
Oczywiście w miarę możliwości.
Za chwilę zaproponujesz mi herbatę, a ja się zgodzę.
Herbaty?
A to pozwala tak trochę głębiej wejrzeć we własną duszę, o swoich lęki.
Brali mnie moje cacko do Lidzbarka. Z
Katowic do Lidzbarka 535 kilometrów.
A to w tym Lidzbarku?
No, miasto.
Jezioro.
Moskity.
I tak.
34 lata.
I zawsze do Lidzbarka?
No, czasem my go dali, że może nad morze, może w góry, jakaś
dalej, jakaś indziej, ale to aj to.
8 czerpnia Grand Prix wytkarski.
A moja także lubiła łowić.
A u was jak?
Zimno trochę.
Tak byłam w kilku burzliwych związkach.
Ale wszyscy się mnie bali.
Nie.
Jakoś tak nie miałam szczęścia.
A może miałam, bo od początku znałam zakończenie.
Wiesz, moja matka miała taki szósty zmysł.
Ja mam to po niej.
To strasznie komplikowało jej życie.
Wojciec mówił na nią czarownica.
Tak bardzo mnie kochał, tak strasznie chciał mnie chronić, że spakował nas w
jedną walizkę i wyjechaliśmy na takie niekończące się wakacje.
Jak pewnego dnia poczułam, że mama umarła i powiedziałam o tym ojcu.
Kilka godzin później dostaliśmy już oficjalny telegram.
To ojciec tak zatrzasnął się w sobie.
Na zawsze.
Wiesz, w momentach zagrożenia intuicja nigdy mnie nie zawiodła.
To w jednej stronie dar, a w drugiej
przekleństwo.
I zostałaś sama?
Ale skąd mam? Mam aż dwie najlepsze przyjaciółki.
Ty jesteś w medium.
No,
no.
To jaka to karta?
To błagam, Stefan.
Kupiłeś te karty w Lidzbarku w 1986.
Taki mały zielony kiosk.
A dlaczego ty to tak ciągle to składasz i rozkładasz? Jak to auto działa?
No... Ja... Nie mogę stąd wyjechać.
A to jest moja rodzina.
Dzień dobry.
Akwiland Wójtka.
Pracowity dzień.
Coś mu się stało?
Dzień jak codziennie.
O której doszło do włamania?
Między czternastą a szesnastą.
Po drugiej godzinie cudów miałem sesje indywidualne.
Ile pieniędzy zginęło?
Coś w połowę może.
Pięćset, sześćset tysięcy zdążyliśmy policzyć.
A kogo pan wtedy leczył nazwisko?
Nie wiem.
No to pan zacznie na kopie rachunku czy coś.
To może opisze pan pacjenta.
Różni przychodzą.
Suchostój, alzheimer, reumatyzm, bezrobocie.
To mi chorzy?
Zdrowi to nie mój target.
Denerwuję się.
Wiedziałam, że ten wernicarz to był szatalny pomysł.
Kroś, nie denerwuję się wernicarzom.
Chciałam się i mojego byłego męża.
Strasznie u tyłu. Lubię taki.
Nie wiedziałam, że miałaś męża.
A co?
Nie pójdą do rozwód?
Elbrada?
Chciał zostać wdowcem.
Jak odkryłam, że kradnie obrazy, tak się wkurwił.
Zdenerwował. Że wrzucił mnie do wody.
A wiedział, że nie umiem pływać.
A gdyby nie za to.
Dzisiaj, jak go zobaczyłam.
W takim czasie.
Wszystkie te...
Wspomnienia wróciły.
Przepraszam. Nie gadajmy o tym.
To się jest swój dzień.
Swój dzień.
Szanowni Państwo, uzdrowiciel Wojciech, częsty gość naszego miasta, przekazał
ponad 560 tysięcy złotych na objęcie badaniami profilaktycznymi seniorów w
naszym mieście. Panie burmistrzu. Tak.
To ważny dzień dla naszych mieszkańców.
Chciałem panu serdecznie podziękować za hojność. 560 tysięcy dla naszych
seniorów. Bardzo serdecznie dziękuję w imieniu mieszkańców. Oto klucz do
miasta. Zatrzymuję pana za zawiadomienie o niepełnionym przestępstwie.
Panie burmistrzu, jak pan skomentuje tak szokujący incydent?
No, ja bym powiedział, że... Stop, stop, to są pomówienia. Oskarżacie
uczciwego człowieka.
To będzie wielka klapa, abyście tyle napracowałyście.
Krysiu, to będzie wielki sukces.
Wszystko w porządku?
Myślisz, że twoja matka przeżyje kolejny zawód?
Słucham?
Później to mówisz.
Chodzi mi o to, że nie masz na oku żadnej restauracji, że ledwie wyszedłeś
warunkowe, bo już zdążyłeś narobić dwójkę.
Tomasz, cześć! Cześć, ciocia.
Pogadamy później.
Światło zgasło. Wiem, wiem.
Ale to wszystko będzie dobrze.
Co wy światłem? Wyłączone.
A to kurwa wyłączone? Przecież zapłacony.
A ja zgodziłam się, nie?
Spraszać mi całe miasto, kogo popadnie, z policją włącznie.
Zależy ci na policji? To cię chcę sprowadzać. To się rozejrzę.
Kurwa, tobie to dopiero na policji musi zależeć. Puszcz.
To miłej zabawy. Miłej
zabawy.
Drogie koleżanki, drodzy koledzy, szanowni państwo,
zapraszam wszystkich na uroczysty wernisaż
prac Krystyny Janickiej, która postawiła nas oczarować swoim
talentem.
Często nam się wydaje, że zbiegłe lata
zatrzaskują wszystkie drzwi przed nowymi możliwościami, ale ty, Krysiu,
temu swoimi pracami zaprzeczasz i otwierasz przed nami swój świat cudownej
wyobraźni.
Wypuśćcie tego udrodziciela Aguńska.
Pieniądze się znalazły.
Zatrzymałam go do wyjaśnienia.
Guźka, my tu mamy ważne dochodzenie na głowie.
Jeszcze na nas klątwe rzuci.
Czy coś.
Wypuść tego utrowiciela.
Zaczynam.
A czy takie rzeczy mogą tracić ręce córki naszej gwiazdy? Dziękuję.
Pana przykrości.
Klient się morduje, spod łopaty ucieka.
Też ludzie, ludzie dzisiaj
tak nie umierają jak kiedyś.
Dietki, witaminki, joginki, jakieś czitnety. Kurde, co
to w ogóle jest?
Szkoda, że wiesz.
To była jakaś udziesza.
Lokalna katastrofa. Gdzie to?
Pora umierać.
Biznes umiera, Marzenka.
Co? Co?
Cieszę się, że... Cieszę się z policji.
Powiedziałaś jej?
Sam jej powiedz.
Na pewno prawdę wniesie lepiej niż kolejną wycieczkę.
Zresztą zrobisz jak zechcesz.
I wiem, że wybierzesz źle.
Chciałam ci powiedzieć, że twoja matka... Moja matka nigdy nie była
której nie było.
I ojca.
Samo. Ja pierdole.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.