Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zupełnie obcy człowiek
W rolach głównych
Moja piękna żona. Wyglądasz nadzwyczajnie.
Ty też.
Nieźle, jak na starszego pana.
Jesteś najbardziej seksownym mężczyzną w San Francisco.
To prawda. Wszystkiego najlepszego.
Tyle mi już dałeś.
Nie dość za szczęście, które ty mi dałaś przez te 5 lat.
Przepiękny. Zapniesz?
Zobaczymy, czy potrafię.
- Kocham cię. - Aja cię uwielbiam.
Mam coś dla ciebie.
-Coto? - Rozpakuj.
Elizabeth Barrett Browning?
Pierwsze wydanie „Sonetów z portugalskiego”
- Gdzie znalazłaś? - Mam swoje sposoby.
Niech je policzę...
Dziękuję. To najpiękniejszy prezent, jaki dostałem.
Proszę.
Zdjęcia
Scenariusz
Na podstawie powieści Danielle Steel
- Wspaniałe przyjęcie. Kolejne. - Dziękuję.
Oby już sobie poszli.
- Chcę cię mieć tylko dla siebie. - Ależ masz mnie. Zatańczmy.
John? Co ci jest?
Odezwij się. Niech mi ktoś pomoże.
Pięć lat później
- Toty, skarbie? - Tak.
Spodziewałeś się Sharon Stone?
Bardzo śmieszne.
Co to?
Twoje ulubione perfumy na ulubionej kobiecie.
Kombinacja nie do odparcia.
Jak spałeś?
- Świetnie. - Kiepsko kłamiesz.
Nie brak mi snu. Brak mi sił.
Co będziemy dziś robić?
Zamówimy cebulki do ogrodu?
A może zagramy w domino albo w karty?
Wygram.
Jesteś mi już winna 6 milionów 491 tysięcy dolarów.
Chwilowo. Teraz się odegram. MV co gramy”?
W cokolwiek. Ty rozdajesz. Tylko uczciwie.
Uczciwie?
Ty tutaj?
Pracuję do późna. Wpadłem coś przegryźć.
- Co podać? Chianti? - Nie, dzięki.
- Mam pyszną cielęcinę z parmezanem. - Brzmi nieźle.
Co to jest: trzy miliony prawników na dnie oceanu?
Bardzo śmieszne.
Jesteś łatwym łupem. Co słychać? Co u córki?
Doprowadza matkę do szału. Nienawidzi szkoły.
Poza tym w porządku.
To nastolatka. Uważa, że rodzice są z innej planety.
Czasem mam ochotę ją tam wysłać. Ma tatuaż.
Gdzie?
Na nadgarstku.
Mogło być gorzej.
Matka wydaje przyjęcie w Nowym Jorku.
Zobaczę Amandę.
To był błąd, że ją zostawiłem.
Oboje się sparzyliście.
Twoja żona związała się z innym, a ty postanowiłeś wyjechać.
To zrozumiałe. Annie chce cię przedstawić swojej przyjaciółce.
Uwielbiam twoją żonę, ale nie pójdę na randkę w ciemno.
- Zresztą, spotykam się z kimś. - Ukrywałeś to przede mną?
Parę tygodni temu, podczas joggingu, zobaczyłem przepiękną kobietę.
Co rano przebiegam obok jej domu, by ją zobaczyć.
Wiem.
Tak bywa, kiedy wypadasz z obiegu. Dziwaczejesz.
Coś w niej jest. Jest taka smutna.
Super. Smutna piękność. Myślisz, że to film z lat 40.?
Nie potrzebujesz smutku. Potrzebujesz zabawy, seksu.
Wiem. Odbija mi.
Posłuchaj mojej rady. W Nowym Jorku jest wiele pięknych kobiet.
Zrób to dla siebie. Umów się z którąś.
Może się napiję chianti.
Już jedziesz?
- Nie lubię zostawiać cię samego. - Nie jestem sam.
Jest siostra Ratchet. Nic mi nie będzie.
Zależy ci na tym spotkaniu w Nowym Jorku z ludźmi z muzeum.
Tak, ale...
Ale co? O co chodzi?
Odwykłam od podróżowania samotnie.
Rozmawiałem z linią lotniczą.
Zadbają o twoją wygodę, albo rzucę ich akcje na rynek.
- Nie zrobisz tego. - Zrobię.
Jak bym sobie poradziła bez ciebie?
Doskonale.
Nic mi nie jest.
Kocham cię.
Przepraszam. Czy tamto miejsce jest zajęte?
- Nie. - Mogę się przesiąść?
Witam.
Dobry wieczór. Mówi kapitan. Witam na pokładzie.
Rejs numer 359 z San Francisco do Nowego Jorku.
Chmurzy się tylko nad Chicago, poza tym czyste niebo.
- Przepraszam. Gapię się. - Owszem.
Wierzy pani w przeznaczenie?
- Pan żartuje? - Przepraszam, nie powinienem.
Wygłupiłem się.
Nie powinna pani powiedzieć: Ależ nie?
Proszę.
- Chardonay dla pani. - Dziękuję.
-I dla pana. - Dzięki.
Widzi pani? Przeznaczenie.
Już widziałem panią.
Rano przebiegam obok pani domu.
Myli mnie pan z kimś.
Nie. Jestem pewien. Broadway, tak?
Nie zapomniałbym kogoś tak pięknego.
Przepraszam, ale chcę poczytać.
Oczywiście.
Tu znów kapitan.
Po prawej stronie piękny widok poprzez chmury na Chicago.
Nie je pani w samolocie? Kurczak nie był zły.
Przyjaciel ma knajpkę przy Union Street.
Robi wspaniałego kurczaka po myśliwsku.
Ma na imię Fred.
Dużo pani czyta?
- Pasjami. - Rozumiem.
Czytuje pan książki Charlotte Brabdon?
Muszę. To moja matka.
Naprawdę?
Alex Hale, syn Charlotte. Mogę?
„Mojemu ukochanemu synowi, Alexandrowi, księciu wśród mężczyzn,
z miłością C.B.”
Widzi pani podobieństwo?
Wielu uważa, że mam jej uśmiech i oczy — orzechowe.
Jaka ona jest?
Świetnie gra w pokera, uwielbia martini, nie cierpi ośmiornic,
kocha przyjęcia, zna wszystkich.
- Co się dzieje? - Nie wiem, ale trzeba zapiąć pasy.
Tu kapitan.
Wpadliśmy w turbulencje. Proszę zapiąć pasy.
Postaramy się przebić jak najszybciej.
- Lecimy wprost w burzę. - Będzie dobrze.
Proszę zachować spokój.
To tylko burza.
Boję się.
Wiem.
Boże.
Porozmawiajmy.
Jeśli będziemy zachowywać się normalnie, nie będzie tak źle.
- Ma pani rodzinę? - Mam męża.
Jest chory. Co za ironia losu, gdybym umarła przed nim.
Rozumiem. Ja mam córkę.
Byłem w jej wieku, kiedy zmarł mój ojciec.
Rozmawiajmy. Jest pani mężatką.
- Ma pani dzieci? - Nie.
- Ile lat ma pana córka? - 15.
Miło patrzeć, jak dorasta.
Jestem rozwiedziony.
Mieszka w Nowym Jorku z matką. Tęsknię za nią.
Mamry to za sobą.
Jesteśmy po drugiej stronie burzy.
Przepraszam. Wiem, że było to trochę denerwujące.
Dziękuję.
- Podać coś państwu? - Szkocką z lodem.
Teraz mi głupio.
Sam byłem przerażony.
- Był pan spokojny. - Nie byłem.
Tak mi się wydawało.
Za szczęśliwe lądowanie.
Nie znam pani imienia.
Raphaella.
Miło mi.
Witamy w Nowym Jorku.
W imieniu całej załogi dziękuję za wspólny lot.
- Pozwolisz? - Dziękuję.
Ochrona czeka.
Ochrona?
Dziękuję, że mnie uspokoiłeś.
W razie życiowych turbulencji, zadzwoń.
Dobrze. Do widzenia.
Spotkamy się jeszcze?
Chyba nie.
Raczej nie.
Do widzenia.
Amanda! Jak się masz?
- Fajnie, że jesteś. - Też się cieszę.
- Świetnie wyglądasz. - Dzięki.
Alex...
Cześć, Kaye.
- Jak lot? - Wpadliśmy w burzę.
Amando, nie wyjdziesz tak ubrana. Przebierz się.
Tato, muszę?
Niezły pomysł.
Orany.
Dostałam list ze szkoły.
MY sprawie?
Opuściła 6 lekcji w ciągu dwóch tygodni.
- To prawda? - Nie.
Jest niemożliwa.
Ty jesteś niemożliwa.
- Przestań. - Uwzięliście się na mnie.
O co chodzi? Pogadajmy.
Chcemy ci pomóc, ale nie wiemy, co cię trapi.
Wszystko jest nie tak. Nienawidzę szkoły. Nienawidzę tego domu.
Tylko na mnie krzyczycie.
Nie nie rozumiecie. Nawet nie próbujecie.
- Porozmawiam z nią. - Zrób to.
Wpadasz tu na kilka dni co parę miesięcy. Ciebie posłucha.
Jak kampania?
Świetnie. Chyba wygram.
Co będzie z Amandą? Czeka cię mnóstwo pracy.
- George jest zajęty... - Oboje jesteśmy.
Amandzie nic nie będzie.
Wpadasz tu i mnie krytykujesz? To ty wyniosłeś się do San Francisco.
Po prostu pytam.
Ty uważasz, że obraca się w złym towarzystwie.
Ja staram się zrozumieć, o co chodzi.
Porozmawiaj z nią. Może wyciągniesz z niej więcej.
- |dziemy? Konam z głodu. - Tak lepiej.
Miłej zabawy.
Raphaella!
Jak miło!
Kopę lat.
- Jak lot? - Okropny.
- Dlaczego? - Wpadliśmy w burzę.
- Dobrze się czujesz? - Jestem roztrzęsiona. Nienawidzę latać.
Pamiętam, jak się bałaś latać z rodzicami do Europy.
Nie przypominaj mi. Zmieńmy temat.
Masz świetną fryzurę.
Podoba ci się?
Myślałam o obcięciu włosów. Co ty na to?
Masz od lat tę samą fryzurę. Nie lubisz zmian.
To prawda.
- Dobrze się czujesz? - Tak.
Jak John?
Traci siły.
Kiepsko z nim.
Przykro mi.
Nadrabia miną, ale wiem, jak mu ciężko.
A ty? Jak to znosisz?
- Nie jest tak źle. - Nie wierzę.
To nie ja choruję.
Ale tobie też musi być trudno z ciężko chorym.
Nie chcę o tym mówić.
- Dlaczego? Dobrze ci to zrobi. - Spóźnimy się na lunch.
Rozumiem, co przeżywasz.
Rozumiesz? Jak można zrozumieć, co przeszłam przez te lata?
Byłam taka samotna.
Brak mi jego pieszczot. Brak mi go.
Stara się zachować resztki godności. Serce mi pęka, kiedy na to patrzę.
Chciałabym ci pomóc.
Jestem bezradna.
Jakbym umierała wraz z nim.
Witaj, mamo.
Babcia.
Niech ci się przyjrzę.
Jesteś śliczna. I podoba mi się ten tatuaż.
Nic mnie bardziej nie cieszy niż niedzielne śniadanie z wnuczką i synem.
Bawmy się. Co byś chciała, Amando?
Przeprowadzić się do San Francisco i zamieszkać z tatą.
Co zamawiamy?
Wybaczcie.
Witam.
- A to niespodzianka. - Przysiądziesz się?
Nie, dziękuję. Jestem umówiona z przyjaciółką w sprawie muzeum.
Pracujesz tam?
W zarządzie, w San Francisco.
Przepraszam. To moja matka, Charlotte Brandon, i moja córka, Amanda.
A to Raphaella...
Phillips. Bardzo mi miło.
Dziękuję. Prosimy do nas.
Prosimy.
Tylko na sekundkę, jeśli się nie narzucam.
Skądże.
- Matu pani dom? - Nie, mieszkam w hotelu Park.
Bardzo ładny hotel.
Tak. Miło panią poznać. Czytałam pani książki.
Jest pani bardzo uprzejma.
Wszyscy cię znają.
Jesteś podobna do taty, tylko ładniejsza.
Państwo wybaczą. Jest moja znajoma. Miło mi było poznać.
Nawzajem.
Jak długo będziesz w Nowym Jorku?
Jeszcze dwa dni.
Umówimy się na drinka?
Muszę iść.
- Jest urocza. - Tak.
Znasz ją albo jej męża z San Francisco?
Poznałem ją w samolocie.
Jakież to smutne. On tak długo choruje.
- Kto jest jej mężem? - John Henry Phillips.
Phillips Enterprises. Filantrop.
Piszą o tym w gazetach. Jej ojciec i John Henry byli wspólnikami.
Młodo wyszła za mąż.
Zamówmy. Konam z głodu.
Cześć.
Zobaczysz, co mi tata kupił.
Ona tobą manipuluje.
Nie pamiętasz, jaka byłaś w jej wieku?
Może powinna pomieszkać ze mną?
Wróć do Nowego Jorku, jeśli ci na tym zależy.
Wiesz, że nie mogę. Mam kontrakt na następne dwa lata.
Jesteś prawnikiem. Zerwij.
Znam swoje błędy.
Nie pozbawię jej domu i nie wyślę tysiące mil stąd po to,
żebyś nie miał poczucia winy.
Nie chodzi o to. Chcesz mnie ukarać.
Nonsens.
Chcę w tym uczestniczyć. Pozwól mi.
Nie słuchałeś mnie.
Muszę lecieć.
Dobrze się bawiłem. A ty?
Czy ty i mama się kochaliście?
Pewnie. Bardzo.
To dlaczego się rozstaliście?
Czasem ludzie się rozchodzą.
Nie pragnęliśmy już tego samego.
Oboje cię kochamy i chcemy twojego szczęścia.
Byłabym szczęśliwa, gdybyś mnie nie zostawił.
- Nie zostawiłem cię. - To jak to nazwać?
To ty się wyprowadziłeś, a teraz wszystko to moja wina.
To nie fair.
Wiem, że kiepsko to wygląda,
ale będzie lepiej. Obiecuję.
Mówiliście tak, kiedy braliście rozwód.
Nic się nie poprawiło, tylko pogorszyło.
Bardzo cię kocham i jestem z ciebie dumny.
Musisz być cierpliwa.
Muszę lecieć.
Nie zjadł kolacji?
Jak długo spał?
Proszę go nie budzić.
Proszę powiedzieć, że dzwoniłam, iże porozmawiamy rano.
Dziękuję. Dobranoc.
Proszę numer hotelu Park.
Dziękuję.
Tu Alex.
- Alex? - Alex Hale.
Tak. Cześć.
Nie przeszkadzam?
Nie. Siedzę i użalam się nad sobą.
Jestem w pobliżu, w barze Clem.
Wpadniesz na drinka?
Zgoda. Będę za parę minut.
Możesz?
Tak. Ale na krótko.
Jasne.
Czekam.
Będę za kilka minut.
Chyba nie myślisz, że stale to robię.
- Że podrywasz nieznajome? - Właśnie.
Zaczęłam się zastanawiać.
Właściwie robiłem to już kiedyś.
- Podrywałeś? - Tak. Miałem 7 lat, ona 10.
Była ruda i nosiła strzelbę w stylu Annie Oakley.
Co się z nią stało?
Wyszła za Freddiego Hortona i została gliną.
- Zmyślasz. - Nie.
Dostaję od nich kartki świąteczne. Mają dziewięcioro dzieci.
Cieszę się, że przyszłaś.
Ja też.
Za bezpieczne lądowania.
Masz śliczną córkę.
Amanda.
Bardzo przeżyła nasz rozwód.
- Nie chciałeś rozwodu? - Nie.
Aty itwój mąż? Miłość od pierwszego wejrzenia?
Tak. Poznałam Johna, kiedy miałam 18 lat.
Tylko o 3 więcej niż Amanda. Byłaś dzieckiem.
MV pewnym sensie. Ale z drugiej strony, zawsze byłam dorosła.
Jak to?
Zawsze byłam poważna i odpowiedzialna.
Potem poznałam Johna, wyszłam za mąż po ukończeniu szkoły i prowadziłam dom.
Nigdy się nie bawiłaś?
Byłam z nim szczęśliwa. Ale od udaru nie było mi łatwo.
Nie przypuszczałam, że coś takiego go spotka.
Był silny fizycznie.
I dumny.
Jest mu ciężko.
- Tobie też. - Mnie nie. Dał mi szczęście.
To on wiele stracił.
- Przejdziemy się? - Chętnie.
Zabawne. Czuję się przy tobie swobodnie.
Cieszę się.
Ja też.
- Zrobimy zdjęcie? - Sobie?
Szybko. Gotowa?
Co my wyprawiamy?
Jeszcze raz.
- Mogę cię odprowadzić do pokoju? - Dobrze.
Nie mogę.
Wiem.
Dobranoc.
Na kogo czekasz? Od 20 minut nie spuszczasz wzroku z drzwi.
Zaprosiłem Raphaellę Phillips. Nie masz mi za złe?
Skądże. To miło.
Robi się późno. Chyba nie przyjdzie.
Jest.
- Bałem się, że nie przyjdziesz. - Mało brakowało.
To nie najlepszy pomysł.
A propos tamtego wieczoru...
Tu jesteście. Cieszę się, że przyszłaś.
Ślicznie wyglądasz. Piękna suknia.
Dziękuję.
- Dzwoniła Amanda. Nie może przyjść. -Co?
Coś jej wypadło. Poszła gdzieś z koleżankami.
Szkoda.
Nie martw się.
Pamiętam, jak to było, kiedy ciebie namawiałam na przyjęcia dla dorosłych.
Alex, musimy ustalić stawkę.
Przepraszam. Jesteś w dobrych rękach.
Jest podobny do ojca.
Alex mówił, że zmarł. Przykro mi.
Przeżyliśmy razem 16 szczęśliwych lat. I to chcę wspominać.
Nie wiadomo, co nas w życiu czeka.
Wiem.
Kiedy znajdziesz szczęście, łap je i trzymaj mocno,
bo manry tylko to, co jest teraz.
W pani nowej książce...
Opowiada o ojcu Aleksa i o człowieku, którego pokochałam, po śmierci męża.
- Żonatym. - Tak.
Skąd pani wiedziała, że to ten?
Wiemy to, gdy ktoś głęboko nas poruszy,
gdy czujemy więź, wspólnotę.
Wiemy, że chcemy przeżyć z nim życie.
- Przeszkadzam? - Skądże.
Gawędzimy sobie od serca. Ityle.
Rozumiem.
Spróbuję tego boskiego kawioru, nim pójdę spać.
Pamiętaj, co powiedziałam. To ważne.
Zapamiętam.
- Twoja matka to niezwykła kobieta. - Owszem.
- Bardzo ją lubię. - Chyba z wzajemnością.
- Szampana? - Dziękuję.
Muszę już iść.
- Jutro wyjeżdżasz? - Tak. O 10 rano.
Nie odchodź.
Mieszkam w hotelu. Wstąp na drinka. Tylko kieliszek.
Proszę.
Nie mogę.
Usiłowałem znaleźć odpowiednie słowa, żeby to wyrazić.
Wiem.
Chciałabym, żeby to był inny czas, inne miejsce.
Co?
- Boję się. Nie bój się. - Czego się boisz?
Że zakocham się w tobie.
To niemożliwe.
Wiem.
Ale widzisz...
chodzi o to...
Nie musisz tego robić.
Wiem.
- Co teraz zrobimy? - Będziemy się kochać.
Kaye?
Spokojnie. O co chodzi?
Co?
O Boże! Dobrze. Zaraz będę.
Co się stało?
Amanda została napadnięta. Jest w szpitalu. Muszę jechać.
- Postaram się... - Mną się nie przejmuj.
Skarbie...
Jesteśmy przy tobie.
Przepraszam. Pojechaliśmy posłuchać muzyki.
Nikt się na ciebie nie gniewa. Kochamy cię.
Musisz się przespać.
Poczekamy na zewnaftrz.
Wrócicie?
Oczywiście. Odpocznij.
Bogu dzięki, że nie jest gorzej.
Lekarz powiedział, że będzie spała przez parę godzin.
Jak tylko będzie mogła podróżować, wsadź ją w samolot.
- Nie pojedzie do San Francisco. - Chcę pomóc.
Wezmę wolne, dopóki nie wydobrzeje.
Jesteś w środku kampanii. Wezmę urlop i zostanę z nią.
- Czy ja wiem? - Możemy raz pomyśleć o niej?
- Nie mów tak. - Chcę zrobić, co należy.
Poczekajmy kilka dni i zobaczmy, jak się czuje.
Idę na kawę.
Będę za godzinę.
- Dobrze, że zdążyłem. -Coznią?
- Poturbowana, ale będzie w porządku. - Cieszę się.
O co chodzi?
- Ta noc to był błąd. - To nie był błąd.
Przynajmniej pozwól mi zadzwonić.
Nie. Ja też nie zadzwonię.
Czekaj.
Jeśli ci na mnie zależy, daj mi spokój.
Proszę.
Dwa miesiące później
Dodałeś kodycyl, o który prosiłem. Ale było coś jeszcze.
Zapomniałem.
Europejskie inwestycje są złożone na jednym koncie.
Nadal będziemy zarządzać portfelem. Jeśli masz pytania...
Richard, proszę. Nie musimy robić tego teraz. Innym razem.
Kochanie, chcę, żebyś wiedziała wszystko.
Żeby potem nie było komplikacji.
Rozumiesz?
John dobrze robi, załatwiając to teraz.
Myśli o tobie.
Wiem.
John, podpisz w zaznaczonych miejscach. Raphaello, ty także.
Daj znać, w razie potrzeby.
Dziękuję za pośpiech. I wybacz tę bezceremonialność.
Rozumiem. Trzymaj się, przyjacielu.
- Dziękuję. - Zaraz wracam.
- Dobrze się czujesz? - Swietnie.
Dwukrotnie odwołałaś kolację po powrocie z Nowego Jorku.
Mary i ja martwimy się.
Wiem, że ci ciężko, ale izolowanie się nie jest wyjściem.
Nie musicie się o mnie martwić.
Obiecaj, że zadzwonisz w razie czego?
Zadzwonię. Dziękuję.
Trzymaj się.
Każę kucharce przygotować wspaniałą kolację.
Nie jestem głodny.
Alex?
- Powiedziałaś, że nie zadzwonisz. - A ty obiecałeś, że się nie spotkamy.
- Obojgu nam nie wyszło. - Tak.
Nie mogę długo zostać. Chciałam cię zobaczyć.
Jak się miewasz?
Prawnicy sfinalizowali dziś testament Johna. Coraz z nim gorzej.
A coz tobą?
Staram się nie myśleć o sobie. Tylko tak mogę to przetrzymać.
Inaczej chyba bym oszalała.
Jak mogę ci pomóc?
Przytul mnie.
Amanada przylatuje jutro na parę tygodni.
-Coznią? - Lepiej.
W niedzielę idziemy do parku. Pójdziesz z nami?
Nie wiem. Nie chcę się afiszować.
Idealne miejsce. Możemy niby to wpaść na siebie.
To małe miasto. Wszyscy mnie znają.
Obiecaj, że się postarasz.
Postaram się.
Ale tylko spacer.
To staje zbyt skomplikowane. Rozumiesz?
Kocham cię.
Muszę iść.
Uważaj. Nie wpadnij do wody.
- Jak się zatrzymać? - Nie wiem.
Po prostu wpadnę na coś.
Cieszysz się, widząc ojca w takim stanie.
Pewnie.
- Możesz to robić? - Tak, nic mi nie jest.
- Na pewno? - Tak. Uwielbiam San Francisco.
Wiem.
Mogę zostać do twoich urodzin?
Daj spokój.
Proszę.
Dobrze, zapytam matkę.
Cześć.
- Cześć. Pamiętasz Amandę? - Tak, z restauracji.
Miło cię znów spotkać. To trudne?
- Nie. - Tak.
- Chce pani spróbować? - Raczej nie.
- Idziemy na lunch. Zjesz z nami? - Chętnie.
Pyszne.
Dzięki. Sam zrobiłem.
Skończyłam. ldę pojeździć.
Miłej zabawy.
Uważaj. Nie wpadnij do jeziora.
Jest cudowna.
Tęskniłem.
Ja też. Proszę. Denerwuję się.
Chcę być z tobą.
- Umówiliśmy się... - To było chwilowe szaleństwo.
Chcę się z tobą kochać tu i teraz.
Amanda! Świetnie ci idzie.
Dziękuję. Prawda, że to fajne, tato?
Bardzo. Ja dopiero się uczę.
Musimy znaleźć sposób, żeby być razem.
Raphaella!
Mary! Jak się masz?
Świetnie. Stęskniliśmy się za tobą.
Ja za wami też. Znasz mojego przyjaciela, Aleksa?
Chyba nie.
Witam.
Jestem spóźniona. Pozdrów Johna.
Dobrze.
Że też musiała się napatoczyć. To żona adwokata mojego męża.
- Wszystko w porządku. - Nie. To plotkara.
Znam ustronne miejsce na Union Street. Nikt cię nie rozpozna.
Spotkajmy się tam w czwartek. „Olive Oyl's”
- Nie wiem. - 10.30.
Dobry wieczór. Jestem Fred. W rogu.
Cześć.
Pozwoli pani?
- Pięknie wyglądasz. - Dziękuję.
Dziś bez karty. Zaufaj mi.
Ufam.
Jesteśmy tu bezpieczni.
Nikt cię nie zna. O co chodzi?
Zakochuję się w tobie, a mogę cię tylko widywać, ukrywając się przed światem.
Nie możemy być razem.
Nie chcę tak.
W miejscu publicznym parę godzin od czasu do czasu.
A jaka jest alternatywa?
Nieźle wygląda.
Mam udawać, że cię nie kocham?
Wszystko się pomieszało.
Kiedy byłem mały, nie lubiłem, gdy jarzyny się stykały.
Kiedy fasola dotykała ziemniaków, albo ziemniaki kukurydzy.
Był bałagan.
Przerażasz mnie.
Ale kiedy skończyłem 8 lat, zrozumiałem, że nie ma to wpływu na smak.
Życie bywa zagmatwane, ale poradzimy sobie.
Jak?
Nie wiem.
Ale tak jest dobrze.
Będziemy chwytać chwile.
Naprawdę cię kocham.
Ja ciebie też.
Nadal nie lubię, kiedy jarzyny się stykają.
Umiesz zrobić wieprzowinę po chińsku?
Najlepszą w San Francisco.
To będzie najwspanialsza kolacja urodzinowa, jaką miałaś.
- Zaprosiłeś Raphaellę? - Tak. To dobrze?
Tak. Pakujesz się w kłopoty?
Jak to?
Z Raphaellą.
Kłopoty? Nie. Dlaczego pytasz?
Nie chcę, żebyś cierpiał. Ityle.
- Onawie, że gotujesz? - Tak. Ufa mi.
Wszystko będzie dobrze. Dzięki, że zapytałaś.
- Jesteś super. - Dzięki.
Pyszna kolacja. Wieprzowina wyśmienita.
Jeśli ci się znudzi być prawnikiem, możesz otworzyć restaurację.
Myślałem o tym. Przed tortem, prezenty.
Ale fajny.
- Podoba się? - Piękny.
Śliczne.
Wszystkiego najlepszego.
Dziękuję. Założę.
Czas na tort.
Ja otworzę.
- Witam. - Szukam...
Dobrze wyglądają? Mama.
Moja córeczka. Wszystkiego najlepszego. Tęskniłam.
Ja też.
Tata przygotował wspaniałą kolację i kupił mi piękny sweter.
- Cześć, Kaye. - Cześć.
Ty gotujesz?
Macie gościa. Przepraszam. Nie dosłyszałam nazwiska.
Raphaella Phillips, moja przyjaciółka. Ato Kaye.
Nie wiedziałam, że masz przyjaciółkę.
Robi się późno. Muszę już iść.
- Nie zjedliśmy tortu. - Naprawdę muszę.
Przepraszam, Amando. Wszystkiego najlepszego.
- Dziękuję za kolczyki. Piękne. - Proszę.
- Kaye, miło było cię poznać. - Nawzajem.
To dla ciebie.
Zadzwoń.
- To był błąd. - Nie.
Spodziewaliśmy się ciebie jutro.
Dokończę zmywanie.
Zmywanie?
Szkoda, że nie powiedziałaś o przyjeździe.
Przepraszam. Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz.
Nie spotykam się.
Amanda ją lubi. A nadal nie znosi George'a.
Też za nim nie przepadam.
Po tak długim czasie nadal się kłócimy.
Ty masz mi za złe, że zakochałam się w George'u,
aja tobie, że wyjechałeś z Nowego Jorku, zostawiając mnie z Amandą.
To był błąd. Przesadziłem. Nie mogłem znieść myśli...
Wiem. Oboje popełniamy błędy.
Nie chcę wplątywać w to Amandy.
Zgoda. Potrzebuje nas obojga.
Zawieszenie broni?
Zgoda.
Zjedzmy tort z naszą wytatuowaną, nastoletnią córką.
Proszę. Pogadaliście? O mnie?
Tak.
Ty jej powiedz.
Musisz poprawić stopnie i zmienić swój stosunek do mnie i George'a.
Musisz wracać do domu na czas.
I mam nadzieję, że zaczniemy sobie ufać.
Dość okłamywania mnie na temat tego, dokąd idziesz.
Zgoda?
l...?
Jeśli spełnisz te warunki, możesz zamieszkać u mnie na jakiś czas.
Naprawdę? Dziękuję.
Obiecuję poprawić stopnie i nie wracać późno.
Powoli. Wszystko po kolei.
Brzmi super.
To wspaniałe urodziny.
Może tortu?
| słyszy imię twe, i widzi w oczach mych dwie łzy.
Kocham cię.
Pan Phillips śpi. Wychodzę na chwilę.
Raphaella.
Musiałam cię zobaczyć.
Wejdź.
Wszystko dobrze?
Przepraszam za tamten wieczór.
Chciałem, żebyś przyszła.
Dobrze mi z tobą.
Czuję się winna.
- Obiecaliśmy tego nie robić. - Wiem.
Muszę iść.
- Nie. - Muszę.
- Dlaczego? - Jutro lecę do Los Angeles.
Mam zebranie w muzeum.
Nie będzie mnie parę dni.
Do zobaczenia po powrocie.
Czekaj!
- Lecę z tobą. - Nie możesz.
Będziemy razem parę dni i nocy.
Nigdy nie opuszczę męża. Wiesz, że nie.
Nie proszę o to.
Spędźmy razem parę dni. Co w tym złego?
To wszystko, co mamy. Zapomniałeś?
Jak bym mógł?
Jakoś to będzie. Proszę tylko o kilka dni razem.
Nie rozumiesz. To wszystko, na co możeny liczyć.
Tak?
Pan John Henry Phillips na drugiej linii.
- Pan Phillips? - Tak.
Odbiorę.
Tak? Rozumiem.
O drugiej.
Proszę, panie Hale.
Zechce pan usiąść.
Jak się pan miewa?
Miło mi pana poznać.
Mów mi John. Usiądź. Dziękuję, że przyszedłeś.
Pewnie jesteś zdziwiony.
Wiem o twoim związku z moją żoną.
Wiem, wiem.
San Francisco, mimo swego rzekomego wyrafinowania, jest małym miastem.
Niewiele wydarzeń umyka mi nawet tutaj.
Bardzo kocham żonę.
Tak bardzo, że cierpię, widząc ją uwięzioną tu ze mną.
Nie czuje się uwięziona. Kocha cię.
Nie żałuje ani chwili przeżytej z tobą.
Powinna. Ja jej współczuję.
Nie przestała cię kochać.
A ty? Kochasz moją Raphaellę?
Tak. Z całego serca.
Wiem trochę o tobie, ale za mało.
Masz córkę.
Amandę. Skończyła 16 lat.
Proszę nie zrozumieć mnie źle, ale Raphaella ma z nią świetny kontakt.
Tak. Uwielbia dzieci.
Powinna je mieć.
Może będzie miała.
Ważne, że jest kochana.
- Ożenisz się z nią? - Jeśli mnie zechce.
Powie ci. To kobieta, która wie, czego chce.
Pozwalała mi myśleć, że ja wszystkim kieruję, ale prawda jest taka,
że zginąłbym bez niej.
Ani słowa o tym spotkaniu.
Nie może wiedzieć o naszej rozmowie.
Ani pary z ust, dopóki nie odejdę.
Masz moje słowo.
Dziękuję.
Macie moje błogosławieństwo. Oboje.
Powiedz to jej, kiedy przyjdzie czas.
Powiem.
Wredy będziesz jej potrzebny jeszcze bardziej.
Tak jak...
ja kiedyś.
- Jesteś niezwykłym człowiekiem. - Dziękuję, że przyszedłeś.
To wystawa dinozaurów.
Są ogromne i wyglądają jak żywe. To moje ulubione.
Dzieci będą zachwycone.
Jesteś cudowna.
Możesz być, kim zechcesz.
Możesz osiągnąć w życiu wszystko.
Ale najważniejsze, żebyś była szczęśliwa
i kochana.
Jestem kochana.
Bardzo cię kocham.
Chciałbym z tobą zatańczyć.
Pamiętasz?
Oczywiście.
Pamiętam wszystko.
Brak mi tego.
Cześć.
- Jak było w Los Angeles? - Swietnie.
Wejdź.
Muszę z tobą porozmawiać. Nie mogę tego więcej robić.
- Czego? - Z nami koniec.
Jesteś zdenerwowana.
Nic z tego nie będzie. Przestańmy się oszukiwać.
Teraz muszę być z Johnem.
Chcę być z nim.
Pomożesz mi?
Chciałbym znaleźć właściwe słowa.
Żadne słowa tego nie ułatwią.
Nie chcę cię stracić.
Proszę, nie dzwoń.
Nie poradzę sobie bez twojej pomocy.
Obiecaj.
Zawsze będę cię kochał.
John... Obudź się.
O Boże!
Obudź się!
Przepraszam.
John Henry Phillips nie żyje.
„Kocham cię tak szeroko,
jak tylko sięgnąć może duszy oko”.
Chcę z tobą zatańczyć.
Boję się.
Nie bój się. Jestem przy tobie.
Nigdy cię nie opuszczę.
Żadnych gości.
Nie.
Zastałem panią Phillips?
Zostawiłem dwie wiadomości.
Mówi Hale.
Proszę, żeby zadzwoniła jak najszybciej. To ważne.
„Drogi Aleksie, wyjeżdżam z kraju.
Proszę, nie próbuj się ze mną kontaktować, Raphaella”.
Powtarzam panu, ona nie chce z panem rozmawiać.
Nie chodzi o mnie.
Mam informację, która może przynieść jej pociechę.
Skąd pan może wiedzieć, co ją pocieszy?
Spotkałem się z panem PHhillipsem.
- Nonsens. - Zaprosił mnie.
- Musi mi pan pomóc. - Nie.
Mam chronić panią Phillips.
Ale tak pan jej nie chroni. Proszę mnie wysłuchać.
Proszę dać mi jej adres, żebym mógł napisać.
Prześlę list, ale nie podam panu adresu.
Od niej zależy, co zrobi z listem.
Proszę wysłać jak najszybciej.
Wybaczy pan. Jestem zajęty.
Dziękuję.
Gstaad, Szwajcaria
Dziękuję.
Tato, Raphaella odesłała list.
Na to wygląda.
Nawet nie przeczytała.
Czy to nie jej adres?
Na pewno się ucieszy.
Przynajmniej z nią pogadam. Babcia odbierze cię od Freda.
Nie martw się o mnie.
Będzie fajnie. Nie wygłup się tam. Powiedz, co czujesz.
Jeśli nie zechce wrócić z tobą, życz jej szczęścia i zmiataj.
Dobra. Muszę iść.
Kocham cię. Powodzenia.
„Droga Raphaello, to rzeczy, które znaleźliśmy, zamykając dom.
Książka leżała w sypialni Johna. Może ma dla ciebie znaczenie.
Mary przesyła całusy, ja także.
Mamy nadzieję, że nabrałaś sił. Richard”.
Ja do Raphaelli Phillips.
Kogo zaanonsować?
Nazywam się Alexander Hale.
Chwileczkę.
Musiałem cię zobaczyć.
Wejdź.
Pięknie tutaj.
Tak. Dom należy do rodziny od lat.
Nie do wiary, że stoisz tu przede mną.
Tyle mam ci do powiedzenia.
Nie mamy o czym mówić.
Mamy.
Popełnił samobójstwo.
Byłam z tobą, kiedy zmarł. On był sam.
Nie obwiniaj siebie.
Dokonał wyboru.
Zaprosił mnie.
Pamiętasz swój wyjazd do Los Angeles?
- Nie zrobiłby tego. - Zrobi.
Zadzwonił. Poszedłem do niego. Wiedział o nas. Nie gniewał się.
Chciał się upewnić, że cię kocham.
- Nie chcę o tym mówić. - Nie zabił się przez nas.
Znalazłam go.
Nie wiesz, co czułam.
Musisz sobie wybaczyć.
- Nie chciał, żebyś tak żyła. - Proszę...
Nie umarłaś wraz z nim. Chciał, żebyś żyła.
Wiem, że mnie kochasz.
Ja cię kochałem od początku.
Możemy sobie wybaczyć, albo się pożegnać.
Mogę to zrobić. Mogę wyjechać, ale to niczego nie zmieni.
Odejdź, proszę.
Proszę.
Raphaella, moja miłość.
„Moja droga Raphaello, piszę ten list z wielkim spokojem.
Postanowiłem zakończyć życie teraz, póki jestem w stanie sam decydować.
Poznałem Aleksa. Rozumiem wszystko, może lepiej niż ty.
Ale jeśli potrzebujesz mojego przebaczenia,
wybaczam ci z całego serca.
Miłość jest równie naturalna jak oddychanie.
Kieruj się sercem i wiedz, że zawsze jestem przy tobie.
Bądź szczęśliwa, kochanie. Ja byłem.
Całuję, John”.
Proszę się zrelaksować. Za godzinę będziemy w Paryżu.
Proszę zatrzymać samolot.
Wersja polska Studio Publishing na zlecenie Polskie Media Amercom
Tekst Ewa Stochwicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.