All language subtitles for poldark.2015.s05e03.1080p.hdtv.h264-mtb

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Pomógłby nam odkryć, kto cię fałszywie oskarżył.

Stawiam na tego łajdaka, Hansona.

Czy w czasie przesłuchania wspominano niejakiego Bannantine'a?

Jego zeznanie mogło wiele wnieść.

Jeśli któryś z nas, spróbuje im się postawić...

nie masz pan pojęcia, do czego są zdolni.

Istny Nelson!

I to na kredyt! Chyba że znajdę majętnego dobroczyńcę.

Wciąż zachowuje dystans?

Została tak skrzywdzona... że może nigdy nie będzie już sobą.

Jesteś pewien, George? Naprawdę tego pragniesz?

Nie mam swojego rozumu?!

Nie mogę pozwolić, by mój kuzyn to podpisał.

Co?!

Od twego połączenia z Despardem zawstydziłeś Koronę i jej urzędników.

A teraz Korona pragnie, byś to naprawił.

- Szczęśliwa? - Stąpając po kornwalijskiej ziemi...

wszystko jest na miejscu. Londyn nie może nas tknąć.

.::Project HAVEN::. facebook.com/ProHaven

Tekst polski: Nazgul, ruda666, sindar

Korekta: Shylock

POLDARK 5x03 Na motywach powieści Winstona Grahama

- Czemu się uśmiechasz? - A ty?

Wspominasz pewną noc?

Gdyś spytał, czy cię lubię?

- A lubisz? Wciąż? - Z jakichś niebywałych powodów tak!

Ja także nie wiedzieć czemu cię lubię!

To zrozumiałe.

Wszystko jest bardziej zrozumiałe, gdy jesteśmy w domu...

a Londyn ze swymi dziwactwami jest od nas tak daleko.

Kapitanie Poldark...

jeśli czytasz te słowa, znaczy to, że nie żyję.

Niech ma śmierć uprzytomni ci, z jakimi siłami masz do czynienia.

Oni są bezwzględni.

Jeśli chciałbyś ochronić siebie i swą rodzinę,

oddal się od Neda Desparda,

ażeby ów związek nie był dla ciebie fatalny, jako był dla mnie..

Bannantine nie żyje.

Co?

Jak?

Utonął!

Gospodyni mówi...

Wypadek?

Myślisz, że to prawdopodobne?

Hanson jest w Truro.

Nie wiem, czy maczał palce w śmierci Bannantine'a,

lecz jego tu obecność...

Nie polepszy mu to zdrowia.

Roztopniej dla niego, by mnie unikał.

A ty - jego.

A w zasadzie wszelkich konfrontacji.

- Mam zapaść się pod ziemię? - I to dosłownie.

Przebiliśmy się już?

Mówiłem, że trzeba użyć więcej prochu.

Pułkownik musi być cierpliwy.

- Jesteśmy tu bardzo ostrożni! - I robota trwa dwa razy dłużej.

Chodźże, człeku! Gdzież nasza brawura?

Ned i te jego fajerwerki!

Chyba zaostrzył apetyt pana Rossa na nie.

Ned uczył się tego w Ameryce. Wie, co robi.

Rosino!

Ojejku, biedny Tommy. Biłeś się z kimś?

Nie, panienko. Obawiam się, że to szkorbut.

Dr Enys ostrzegał, że może nawrócić.

Ale nie wróci, prawda?

Dziękuję, panienko.

Patrzajcie, kapitanie! Mój chłopak, Arthur, ma już 12 wiosen

i gotów jest do pracy pod ziemią.

- I dostanie ją, gdy będzie miał 14 lat. - Ale to za dwa lata.

Jak ma wyżyć za dziecięcą stawkę?

Wiesz dobrze, czemu nie pozwalam pracować dzieciom pod ziemią.

Zarabiają mało w krótkich terminach, ale długoterminowo - dużo.

Bo pożyją dłużej.

Ale teraz trza nam środków na życie, chłopak słaby z głodu!

A Demelza jest właśnie w Sawle i rozdaje zapasy.

Jemu nie trza jałmużny, jeno męskiej roboty.

I jeśli nie wy mu ją dacie, to wiem, kto da.

Pójdź, chłopcze, popytamy za pracą u Warlegganów.

Twa matka czułaby się dotknięta widząc, jak zaniedbujesz naukę.

- Ale nie zaniedbuję. - Czyż nie mam racji, najdroższa?

Zdecydowanie nie chcemy tu żadnych nieuków!

Najdroższa, zechcesz jechać ze mną do Truro? Mam sprawy w banku.

Chyba nie.

Cardy, odprowadź sir George'a, nie czuje się dobrze.

Bzdura.

Najdroższa, powiedz mu.

Cardy, weź go pod ramię.

To oburzające! Puszczajcie mnie!

Elizabeth, każ im mnie puścić!

Ma być zrobione na jutro. Panienka Poldark kazała.

Masz szczęście, że siostra ma dobre serce.

Po tym, coś zrobiła...

Niewielu dałoby ci drugą szansę.

Może to ja dałam jej drugą szansę?

Niby jak?

Myślisz, że jak długo będę służyć, czyścić i słuchać poleceń?

Tylko przeczekuję, aż przyjdzie dobre.

Dobre co?

Praca.

Płaca.

Lepsza panienka.

I lepszy pan.

Nie przychodź po to, poślę bratem Samem.

Niechaj i będzie brat Sam.

Zwierzchnik Królewskiego Szpitala Kornwalijskiego?

Cóż, dr. Enys, zasługujesz na to.

Ale więcej, niż pragnę. Dziwnie się to zbiegło.

Wkrótce po procesie Hadfielda.

Tak, ale czy ci się to podoba, czy nie, jesteś sławny.

Powinienem to przyjąć?

A nie przyjmiesz?

I opuścić moich pacjentów tutaj?

Horace uważa, że tutejsi pacjenci cię nie doceniają.

Horace wie, że jedną z zalet bycia zamożnym dziedzicem

jest możliwość leczenia pacjentów, nie licząc za to wiele.

Przemyśl to choć.

Przemyślę.

Siadaj, zostaw to.

Usiądź.

Panie Hanson!

Podoba się panu w Kornwalii?

Dwa piwa.

Jestem tu w interesach, więc mam mało czasu na przyjemności.

Na pewno nie da się ich połączyć?

Zależnie od tego, jak ktoś załatwia sprawy i jaki ma cel.

Czyż celem każdego interesu nie są profity?

Siadaj.

Podobała się broszurka?

Odrobinkę jednostronna.

Jak i raporty, które oskarżały osobę o zdradę?

Pewnie nie wiesz, kto za tym stoi?

Nie zajmują mnie cudze aferki.

Jesteś tego pewien?

Ned...

Oczekują nas gdzieś indziej.

Czego w "unikaj konfrontacji" nie zrozumiałeś?

Przepraszam.

Nie mogłem się oprzeć.

Poza tym zadaj sobie pytanie: co go sprowadza do Kornwalii?

A któż to?

Charlie i Jacob, moi czeladnicy.

Dzień dobry panom.

Stać nas na nich?

Nie. Ale co dzień przychodzą i błagają, bym ich uczył,

a ja nie umiem odmówić.

- Lepiej tu niż w kopalni. - Jakbym nie wiedział!

Zszedłem raz i nigdy nie życzyłbym takiego losu żadnemu z moich synków.

Dziękujemy.

Małżeńskie szczęście! Czyż oni nie są najlepszą rekomendacją?

Nie dla mnie!

Bez urazy, pani, lecz ja cenię swą wolność.

Przynajmniej tyle, ile mam.

Być może spotkasz kiedyś męża, który zmieni twe zdanie.

Taki człek nie istnieje!

Pokazywałeś pannie Hanson tutejsze widoki?

Odwiedziliśmy Hendrawnę...

- A świętą studnię? - Tego nie możemy przegapić.

- Nie jestem zwolenniczką religii. - To nie religia.

- To wiara. - I magia.

Muszę już iść.

Ojciec zaraz pewnie każe mnie szukać.

Cecily, a może jeszcze jeden widok?

Sir George wciąż odpoczywa?

Zostawiliśmy go w spokoju, jak pan kazał.

Kuzynie.

Skąd to masz?

Och, George, co ty wyprawiasz?

Czemu to ma służyć?

Posłuży mnie, bym pozbył się tego złodzieja!

Odłóż pistolet, George.

Uspokój się, George.

Cóż ci ukradłem?

- Nigdy nie była twoja. - Nigdy.

George, to ja.

- Współczuję ci... - To ja, twój wuj.

- ...no i proszę. - Posłuchaj! - Nie chcę twego współczucia!

- Giń w piekle! - Odłóż pistolet.

- Zawsze byłeś okropnym strzelcem! - To ja.

Przyszedł pan Ralph Hanson.

Wuju...

Sir George nie wyjdzie z tego pokoju.

- Tak jest. - Wuju...

- Czyżbym słyszał wystrzał? - Co?

Ach, tak, to nasz gajowy.

Proszę wybaczyć nagłą wizytę.

Jestem tu w interesach i zastanawiałem się,

czy możemy wznowić negocjacje naszych wspólnych interesów w Hondurasie?

Cóż, to może być trudne.

Sir George'a bowiem wezwano do Anglii Północnej.

Kiedy wraca?

Nie określono.

Te sprawy wymagają czasu, jak dobrze pan wie.

Czas jest istotny, jeśli mamy zakupić więcej niewolników

i dokonać wycinki na nowych terenach.

Młody Valentine.

Cóż za niezdarne dziecko.

Chłopak się rozbisurmanił, muszę przywołać go do porządku.

Odprowadzę pana do drzwi.

Tu była kiedyś droga, póki pan Warleggan wszystkiego nie ogrodził.

Nie można tam wejść?

- Wszak to dom Poldarków. - Może kiedyś znów nim będzie.

Ale póki co żaden Poldark nie może tam wchodzić.

Chodźmy.

Clowance!

Człek pyta: "Jak Bóg nas kocha, skoro pozwala na nieurodzaj?".

"Zamykanie kopalń i mrące z głodu dziatki?".

"Czegóż więcej żąda od nas Pan?".

Cierpliwości.

Pobłażliwości.

Męstwa.

Rumu i roboty.

Jezus mówi nam: "Jak Mnie ukochał Ojciec"...

Nie są wdzięczni. Wszyscy wiedzą, że kapitan Poldark

zatrudnia więcej, niż może i płaci więcej, niż go na to stać.

Tak.

Ale czy to wystarcza?

Kiedyś może tak, ale teraz?

Nigdy nie było takiego niedostatku.

Czy można zrobić coś więcej?

Powiedziałabym, że tak, panienko.

Póki bogacze z radością widzą sprzedające swe ciała dziewczyny w Truro Quay.

- To ich jedyna szansa? - Tak myślę, pani.

Nie wszystkie miałyśmy szczęście, by sprzedać swe ciało naszemu panu

za pierścionek na palcu!

Panienko.

Nie powinna tak do ciebie mówić.

Ma rację.

Wiedziałam, co robię, gdy szłam tamtego wieczora do pokoju Rossa.

On był szlachcicem,

a ja wykorzystałam jego chwilę słabości.

Ja też.

Dwa tygodnie opiekowałam się mym panem, gdy chorował.

Gdy zaprosił mnie do swego łoża, poszłam z chęcią.

Nim zostałaś jego żoną?

- Mamo, mogę ci poczytać? - Tak, jeśli chcesz.

Ja też, mamo! Mogę?

Jestem najlepszy! Lepszy od Tommy'ego!

On nawet słowa nie przeczyta!

Dlaczegóż, mamo?

Pewnie nikt go nie uczył.

Czemu?

Nie sądzili, że to ważne.

Gdzieś była?

Zwiedzałam.

Nie cieszy mnie, że wałęsasz się po wsi.

Znaczy sklepy, tatku.

Truro jest tak staroświeckie.

Raduj się tym, póki możesz.

Z chwilą, gdy zakończę swe sprawy tutaj,

wrócim do cywilizacji.

Co to za sprawa, tato?

Uznam, że musisz to wiedzieć, a się dowiesz.

Podziwiam twą cierpliwość.

Wobec kogo?

Twej niepokornej pokojowej.

Nie dość, że chciała puścić z dymem dom...

Zarzeka się, że nie.

A jednak nieugięcie nie zna swego miejsca.

A czy ja je znałam?

Gdym przybyła pierwszy raz?

Ona i ty to co innego.

I owszem, znałaś.

Poza tą nocką,

gdym do twej izby przyszła.

Gdybyś nie przyszła, sam bym cię sprowadził!

O Panie, ale był ze mnie urwis!

Który przypadł mi do gustu.

A gdyby ten urwis pozostał urwisem,

nie nauczył się manier,

czytania, pisania...

Mogło nie być ślubu.

Bo zależało mi, byś umiała naskrobać swe imię?

Mnie zależało!

Teraz widzę to tak, że niezbitą różnicą

między gminem a szlachtą jest właśnie to,

oświata.

Bez niej nikt się nie wzniesie ponad swój stan.

Mam myśl.

Mamy niemal 50 dzieci, pracujących pod ziemią w Wheal Grace.

Ale kapitan Poldark daje im wolne, ale płatne sobotnie popołudnie,

by uczyły się czytania i pisania.

Dziatwie nie trza szkoły, jeno jedzenia!

"Nie samym chlebem żyje człowiek", rzekł Pan!

- Uczenie się dało komuś dom albo przyodziało? - Jeszcze nie.

- Ale na dłuższą metę... - Potrzeby są już! Nie w innym stuleciu!

Córko!

Jak odbierasz kornwalijski klimat?

Zapewniam cię, jest lepszy niż w Londynie.

Zostaw go.

Niewart twej atencji.

- Przyklaskuję twej wyrozumiałości. - A ja nie!

Takich afrontów nie wolno tolerować.

Mam się z nim pojedynkować?

Musiałabym cały kraj wyzwać na pojedynek.

Taki zbór,

gdzie zawezwie się śmietankę z całego hrabstwa...

A cel jaki...?

Poszerzenie ich wąskich horyzontów!

Mówiłem, gadał dziad do obrazu...

A jednak, wybaczcie,

jak mogą ocenić, czego im brak,

nie rozumiejąc, co tracą?

Dlaczegoście się nauczyli czytać?

Bym mógł głosić Ewangelię.

Żeby się nie wstydzić w towarzystwie.

Żeby mnie nie odesłano do szkoły.

Bym mógł pisać listy do panny Morwenny Chynoweth.

Rozumiecie? Mieliście powody, by się uczyć.

A oni nie mają takich.

Albo ich nie zauważają.

Mój brat Tommy jest spragniony.

Błagamy o kubek mleka.

Oczywiście.

Wejdźcie.

Prosimy.

Poczęstujcie się ciastem.

Dziękuję.

Chciałbyś obejrzeć obrazki w książce,

gdy będziesz jadł?

...przez ekspertów w swych dziedzinach.

Znakomity Karol Linneusz. Znany państwu?

Lady Whitworth go przyprowadziła.

Najwyraźniej łączą ich interesy.

Podzielił ludzki gatunek na 4 oddzielne rasy.

Na czele, oczywiście, Europaeus Albus,

biały blondyn o niebieskich oczach, nieugięty, rozsądny, bystry.

Dystyngowany, twórczy, czysty i szlachetny...

A w ogonie?

Africanus Niger,

mały mózg w dużej czaszce...

Jak dobrze was widzieć, moi drodzy.

...cwany i chytry...

Poznajcie innych gości.

...niezdolny by zrozumieć czegokolwiek,

prócz siły i prostych poleceń.

Przedstawiam naszych przyjaciół, pułkownik Despard z małżonką.

Lady Whitworth. Doktor Penrose.

Czy dobrze słyszałam, sir?

Chytra, bezrozumna i potrzebuję bata?

Wyrażał się z perspektywy naukowej.

Droga Lady Whitworth, czuć się lepszą - to dodaje otuchy.

Czyż nie?

Zwłaszcza gdy mamy naukę po swej stronie.

Mogę tylko przeprosić.

Caroline zaprosiła miejscowych luminarzy,

lecz mogłem sprawdzić...

Proszę się nie niepokoić.

Nasze ścieżki nie muszą się krzyżować, z pewnością będzie mnie gorliwie unikać.

Czyż może być gorzej?

Może odrobina brandy?

Morwenno, cieszy mnie twa obecność.

Panie! Są nieustraszeni jak ty!

Jestem nieustraszona?

Jak inaczej dzieciak górnika stałby się wielką damą?

Jestem wielką damą?

Dlatego Tess ci zazdrości.

- Tess? Po co ją w to wciągać? - W istocie!

Jeśli o mnie chodzi, niech nie zbliża się do niczego, co kocham.

Nie zauważasz jej złośliwości.

Dałam jej kredyt zaufania.

Obyś nie dożyła rozczarowania.

Panie Warleggan. Czy sir George jest z panem?

Zawezwano go na północ w interesach.

Oby był uzbrojony! Podobnież to barbarzyński obszar.

Zna pan doktora Penrose'a? Zwierzchnika Królewskiego Szpitala?

Słyszałem, że nowy kandydat już czeka w kolejce.

Lecz jego ekscentryczne poglądy świadczą przeciw niemu.

- Poglądy? - W temacie obłędu.

Ten człowiek popiera metody,

które wykraczają poza sprawdzone terapie.

Sprawdzone?

Mogę pomówić z jaśnie panią?

Przepraszam.

Czy mogę skonsultować pewną prywatną sprawę?

Lady Whitworth, czy byłaby pani tak miła...

i zdradziła, jak się miewa John Conan?

Nie muszę ci się tłumaczyć ze stanu mego wnuka.

Przepraszam panią.

Jeśli czuła pani matczyną miłość lub stratę...

cóż to za szkoda powiedzieć jej to, czego pragnie?

John Conan to chorowite dziecko.

Ma dwóch guwernerów, trenera szermierki, instruktora jazdy konnej

oraz osobistego lekarza.

Był edukowany jak przystało na Whitwortha-Godolphina,

i jestem przekonana, że prześcignie

nawet osiągnięcia swego wybitnego ojca.

Jaśnie pani jest łaskawa.

Czy mogę...?

Czy wspomina o mnie?

Twe imię nigdy nie wybrzmiewa.

Tak jest najlepiej,

by obie strony zapomniały, że inne istnieją.

Może mi pan ufać, sir. Będę milczał jak grób.

Ciekawam, co teraz załatwia.

Szuka ci kawalera?

Pomóżmy mu! Czym mój wybranek powinien się charakteryzować?

Nieprzyzwoitym bogactwem?

Ogromną posiadłością?

Nazwiskiem z tradycjami?

Do tego - kompletną głupotą!

Bez mózgu nie zauważy, że ja go mam!

Ale jak mogłabyś go szanować?

Nie mogłabym!

Jak więc mógłby wymagać mej wierności?

Jesteś przerażająca!

Czy twa towarzyszka nie odbiera Kornwalii jako zimnej, po dżunglach Hondurasu?

Mieszka w Anglii już od jakiegoś czasu, sir.

Sądzę, że już przywykła do klimatu.

Powinna się czuć jak w domu.

Mniemam, że to tylko tymczasowy pobyt.

To nie jest mój dom, proszę pana.

Ni mego męża. Nasz dom jest w Zatoce,

zamierzamy tam wrócić tak szybko, jak tylko się da.

A to dziwne.

Tu uchodzisz za prawie cywilizowaną,

a tam muszą ci przypominać o korzeniach.

Małżonek, zanim mnie uwolnił...

kupił mnie od człeka o nazwisku O'Hara.

O'Hara...?

Pański zwierzchnik?

Moja matka prosiła go, by mnie sprzedał.

Nie chciała, byś mnie zhańbił!

Miałam 12 lat.

Czyż obowiązkiem niewolnika nie jest wykonywać polecenia?

Powinnaś być wdzięczna, że cię dostrzegłem.

A ty za to, że dowiadując się o tym

w domu mych przyjaciół, nie nadużyję ich gościnności

przez wyrwanie ci wnętrzności przy gościach.

Ned? Ned...

Nasze motto, Ned? Pozwól mi.

Już wiesz, dlaczego w Zatoce znany jest jako Szalony Ned.

Znany przez kogo? Swych kolegów?

Pracowników? Nie wydaje mi się.

Ni swego sekretarza, którego niestety już nie ma z nami.

Ale to oczywiście wiedziałeś.

Nie mam pojęcia.

Dlaczego w to wątpię?

Dlaczego sądzę, żeś maczał palce w jego śmierci?

Zapewniam cię, nic o tym nie wiem.

Jeśli nie...

to kto wie?

Stoisz pan na mej stopie.

Proszę o wybaczenie. Ależ jestem nieostrożny.

Ross! Co ty wyrabiasz? Chodź. Co w ciebie wstąpiło?

Ten człowiek zabił Bannantine'a.

Przepuśćcie mnie! Był wypadek, wypadek w Wheal Plenty!

Ogromny głaz osunął się na 30 poziom, zablokował główny szyb,

nawet 20 górników zaginęło, w tym dzieci.

W takim razie jakie są drogi wyjścia?

Żadne.

Mój Boże!

Czy Warlegganowie spróbują ratunku? Czy wieści dotarły już do sir George'a?

Te oto uwolnią zatory melancholii.

Stawianie baniek wykurzy szkodliwe nastroje.

Krwawienie wymaże zatrutą materię w krwiobiegu.

A ten wywar z opium obezwładni

zwierzęce instynkty, które opanowały pacjenta.

Z Wheal Plenty.

Przyszły współczuć, co?

Mój Arthur utknął na dole.

A wy przychodzicie, by usprawiedliwiać grzechy waszego rodzaju?

Jakiego rodzaju?

Wheal Plenty nie jest nasza.

A co to za różnica?

Który właściciel przejmuje się swemi niewolnikami? Moim Arthurem?

Skoroś pracował dla Rossa, to winieneś wiedzieć,

że nigdy nie kazałby wam robić, czego sam by nie zrobił.

Trza dać wam nauczkę!

Stracicie swe kopalnie, a z nimi swe frymuśne życie!

I cóż to zmieni? Nie przyniesie kolejnego cierpienia?

Nie mów o cierpieniu, póki nie stracisz syna!

Arthur...

Bessie, czemu nigdy nie chodzimy nad morze?

- To byłoby wszystko. - Kapitan Poldark, sir...

Co zamierzasz zrobić z Wheal Plenty?

Sztygar Carter oszacował straty i niestety,

jakiekolwiek próby oczyszczenia szybu potrwają przynajmniej 3 tygodnie.

Za długo, by ktokolwiek przeżył.

A i koszt będzie niebotyczny.

Pod nieobecność sir George'a podjąłem decyzję,

by zamknąć kopalnię.

- Całkowicie? - Tak.

A za co mają żyć ci, którzy przeżyli?

Ci, dzięki Bogu, mogą szukać zatrudnienia gdzie indziej.

To główny szyb.

Tu, jak mniemam, spadli nieszczęśnicy.

Ten pokład wyczerpał się na południu...

Dokąd prowadził wcześniej?

Kończył się mniej więcej tu, przy jaskiniach Tregunna Cove.

Można przebić się do środka?

Przebić się do 30 poziomu... stąd?

Wymagałoby precyzji.

Nie mamy pewności, jak daleko bylibyśmy od głównego szybu.

Mam pomysł.

I choć mówię to z bólem, to sama myśl jest szalona.

No i do diabła z tym.

Kto jest ze mną?

Masz wyobrażenie, jakie to ryzyko?

To nawet nie nasza kopalnia.

Zatem ta próba musi być sekretem.

Nie możemy ingerować, jeśli Warlegganowie się dowiedzą,

pozwą nas za wtargnięcie.

Mam patrzeć Morwennie i Caroline w twarz i udawać, że jesteście na rybach?

- Świetny pomysł. - Ross, błagam cię.

Kochana, gdyby to Jeremy był uwięziony na dole,

nie błagałabyś, bym go sprowadził do domu?

Tak, błagałabym.

Obiecaj, że nie pozwolisz Drake'owi i Samowi na ryzyko.

Zamierzam pozostawić całe ryzyko Nedowi.

U człeka pokroju sir George'a

konwencjonalne zabiegi nie przynoszą efektu.

Potrzebne jest bardziej zdecydowane podejście.

- Kto zna te jaskinie? - Ja.

Tędy jest najbliższe dojście do tunelu.

Idziemy za nimi?

To bezcelowe.

Zostawmy to pułkownikowi.

Macie ochotę zobaczyć książki?

I może na kawałek ciasta?

Lont podpalony.

Kryć się!

Dobra, chłopaki. Szkoda czasu, za mną.

Gdzie mój Tommy? Chcę go w domu.

Chce się uczyć czytać.

Straciłem już syna przez właścicieli kopalń.

Nie stracę kolejnego przez próżny nonsens.

Jacka, póki dzieci nie nauczą się liter,

nie mają wyboru, muszą ryzykować życie w kopalni.

- Tego pragniesz dla swego dziecka? - Nie mów, co dla niego najlepsze!

Coś się dzieje w Wheal Plenty!

Chodźcie!

Czekaj.

Musimy wpierw przejść przez to.

Mój chłopak.

Pomóżcie mu.

Przykro mi to rzec,

ale nie dojdziemy do nich, nim runie sklepienie.

Nie traćmy czasu na paplanie.

Z drogi!

Ned!

- Zważ na ryzyko. - Usuń się.

Zastanów się przez chwilę.

Nie!

Kiedy następnym razem będę umierał na polu bitwy, idź dalej.

- Sprowadź pomoc. - Dałbym radę,

ale musiałem znaleźć sposób, byś się tu dostał.

Pospieszcie się. Któryś żyje?

Tak.

Musimy coś znaleźć, by zrobić most.

Chcę rozmawiać z tatą.

"Żądać od właścicieli kopalń, by ruszyli na ratunek".

Co za ludzie!

Przeklęty ratunek.

- Żyją? - Niektórzy.

To cud, że ktoś przetrwał.

Arthur?

To Jimmy Rogers.

Billy Nanfan.

Podpory muszą być stabilne.

Mamy cię, chłopcze.

Do tyłu z tym.

Daj go tu. Połóż go.

- To Robby Kernow. - Przynieś wodę.

Jesteś bezpieczny.

Z drogi.

Gdzie cię boli?

Martwy czy żywy?

Chyba żywy.

Czy to mój Arthur?

Nie żyje?

Powiedz, nie żyje?!

Oddycha.

Co się stało?

Mogliśmy być w Wheal Plenty.

Sformowaliśmy zespół ratunkowy, by sprawdzić, czy coś się da zrobić.

I dało się?

Wyprowadzono 14 żywych.

I nie rzekłeś mi, że idziesz.

Pozwoliłabyś mi?

Wyglądałaś ostatnio na dwór?

To nieludzkie.

Jak i pacjent.

Szaleniec postradał cały rozum, co jest istotą jego człowieczeństwa.

Nad jego oswobodzoną zwierzęcością można zapanować tylko dyscypliną

i udręką.

Mógłbym spać przez tydzień.

Gdzie twój charakter, człowieku?

Kitty? Demelza?

Strawę i rum!

Czemu nie?

Spójrzcie na ten buzujący ogień.

Wybacz, jeśli nie podzielam ogólnej euforii.

- Nie lubisz Neda? - Wręcz przeciwnie.

Podziwiam go.

Zgadzam się ze wszystkim, co reprezentuje.

Ale to był akt czystego szaleństwa.

Dzięki Rossowi to skończyło się dobrze,

ale mogło się skończyć kompletną katastrofą.

Powiesz to Rossowi?

Nie jest gotowy tego wysłuchać.

W Ameryce Ned był bohaterem,

albo tak sądziłem.

Ale zacząłem dostrzegać jego lekkomyślność bliską szaleństwu.

Pomogłabym, gdybym wiedziała.

Cieszę się, że nie wiedziałaś. Ludzie stracili życie.

Myślisz, że nie widziałam śmierci?

Moja matka pielęgnowała umierających niewolników.

O czym nie wiedział mój ojciec.

Wspaniała kobieta.

Była nią.

Jak i jej córka.

- Co to dziecko porabia tu samo? - To mój brat.

Valentine.

Geoffrey Charles.

Przyszedłem pogratulować.

14 ocalonych w Wheal Plenty.

Mistrzostwo.

A sentymentalna Cecily będzie miła dla sir George'a,

jeśli uwierzy, że to jego pomysł.

Oczywiście, że był.

Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.

Znaleźliśmy go w wiosce, bez opieki.

- Valentine. - Morwenna.

Chyba ci nudno, że jesteś tu sam.

Bardzo nudno.

Cóż...

Jeremy, Clowance, chodźcie.

Możesz się pobawić z tymi przyjaciółmi.

Miło was poznać.

Wzajemnie.

Brawo.

Skoro panna Hanson jest z tobą w Truro...

W chwili, kiedy powróci George,

posuniemy sprawy do przodu z wielką prędkością.

Czemu żeś to zrobił?

Myślałem, że spadniesz.

To ma jakieś znaczenie?

Pozwolisz, bym ci towarzyszył w drodze powrotnej do Trenwith?

Wybaczysz mi na chwilę?

Lucy, odejdź.

Mogę zapytać, jak sir George doznał tych ran?

To nie rany.

To rezultat zalecanych interwencji w związku z jego stanem.

Czyli?

Zwiesz się ekspertem od chorób psychicznych?

Sir George jest w objęciach zwierzęcych duchów.

Jakich jeszcze interwencji zaznał?

Bratanek był zamrażany, przypalany, oparzany, topiony

- i krępowany. - Godzisz się na to?

Mym zmartwieniem było, by szybko wydobrzał.

Aby utrzymać jego chorobę w tajemnicy.

Sir George cierpi na ostry rozstrój z powodu straty umiłowanej żony.

Wymaga życzliwości i cierpliwości.

Jedyny szaleniec w tym pokoju jest tam.

Dla dobra twego bratanka zaniechaj tej brutalności.

Jego metody wywołują szaleństwo, nie leczą.

Chodźcie, czas do łóżka.

Ross, to dziecko musi iść do domu.

Zaprowadzę go.

Dotrzymam ci towarzystwa. W końcu Trenwith to mój dom.

- A jeśli George się sprzeciwi... - Też pójdę.

Chcę zobaczyć twą ogromną posiadłość.

Nie chcę cię zatrzymywać.

Prawie jakbyś próbował się mnie pozbyć.

Sam pomysł...

Zobacz, kto mnie odprowadził do domu.

Do domu? Skąd? Gdzie byłeś?

Znaleziono go, gdy błąkał się sam po Sawle.

Nikt nie zdał sobie sprawy, że go nie ma?

Polubiłaby mnie?

Chyba by cię uznała za...

Niesforną? Niepodobną do lady?

Odrobinę.

Ale mnie kochała.

I usiłowałaby umiłować każdego, kogo bym...

podziwiał.

Miał dobre mniemanie.

George nie dba o dobro swego syna?

Sir George wyjechał, jest w północnej Anglii.

Nieprawda.

Jest na górze. Widziałem go.

Dobry wieczór.

Tato.

- Nie spodziewałam się... - Nie.

Dostrzegam to.

Muszę panu pogratulować śmiałego ratunku w Wheal Plenty.

Sir George na piśmie

zaoferował, by pan skorzystał z domu w mieście podczas swego pobytu.

To bardzo szczodre z jego strony.

Ale z Cecily udamy się do Bristolu, gdzie mam interes.

Musimy?

Skoro sir George jest taki łaskawy,

może zechce ufundować swemu pasierbowi

pierwszy rok w akademii wojskowej?

Skoro go na to stać.

Na kogo należy wystawić weksel?

Czy Ross wspominał ci o bitwie pod James Creek?

Skąd ma swą bliznę?

Nigdy o tym nie wspomina.

Ale Ned tak.

O potyczkach, które stoczyli, o zasadzkach, które przygotowali,

jak podpuszczali jeden drugiego,

i jak nabrali przekonania, że są niezwyciężeni.

Dziwisz się, czemu tyle czasu minęło, nim do was przyszłam?

Myślisz, że nie szukałam mniej porywczego człeka,

by pomógł uwolnić mego męża?

Ale nikt nie wystąpił,

więc z wdzięcznością przyjęłam jego ofertę.

Wiem więc, czego się lękasz.

Osobno mogą być okiełznani

ale razem i w sprzyjających okolicznościach...

Ściągną sobie na głowę cały świat.

Traktuj to jako pożyczkę.

Przekaż naszą wdzięczność sir George'owi.

Geoffrey Charles!

- Odwiedzisz nas jeszcze, bracie? - Z przyjemnością.

- Mogę cię znów odwiedzić? - Jeśli masz ochotę.

Czy to przeze mnie Bannantine nie żyje?

- Gdybym nie rozdawała broszur... - Najdroższa...

Żadne z nas nie wiedziało, z kim mamy do czynienia.

Ale Wickham...

Gdy rozkazał ci donosić na Neda, co miał na myśli?

Jawną zdradę?

Czy przypadkowe czyny, zdradzające niebaczną lub nieposłuszną naturę?

Jak to, co dziś w kopalni? Albo w Killewarren?

To samo w sobie nie może być rozumiane jako buntownicze.

Lecz każe mi zastanawiać się, jak zmienny i porywczy jest Ned.

Gdy ty jesteś wcieleniem powściągliwości.

Ale Wickham nie musi wiedzieć.

Jeśli mu nie powiesz.

Słowa nie rzeknę.

Ale ktoś inny może.

Odwiedź nas: facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.