All language subtitles for tt1520211-pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

- Co robisz? - Zaznaczam drogę powrotną.

- Z lewej! - Widzę.

Daniel, Colton.

Dobrze was widzieć. Szukaliśmy was.

Widzę, że sami na kogoś natrafiliście.

- Jak długo spałam? - Jakieś dwa dni.

Gdzie jesteśmy?

Lekarz mówi, że rana się dobrze goi. Miałaś szczęście.

Zabrali twoją broń. Pomagali nam, więc nie protestowałem.

Przechowają nam ją do czasu, aż będziemy gotowi odejść.

Czyli pewnie za jakiś tydzień, może trochę później.

- Wtedy wrócimy do Alexandrii. - Co to za miejsce?

Tutejsi ludzie nazywają je Królestwem.

Zajęli się tobą, więc im pomagam.

Co powiedziałeś im o mnie oraz o nas?

- A co miałbym mówić? - Co im powiedziałeś?

Widzieli, co zrobił ci tamten człowiek i co później ja z nim uczyniłem.

Rozdzieliliśmy się, a ja przyszedłem ci z pomocą.

- To wszystko co wie. - Kto?

Człowiek, do którego cię zabieram. To on tu rządzi.

Ma jakieś imię?

- Morgan? - Pewnie.

- To król Ezekiel. - Że co?

Nie przesłyszałaś się. Król Ezekiel.

Dość nietypowy gość.

- Co masz na myśli? - Cóż...

Jesteśmy na miejscu.

Zapomniałem powiedzieć, że Ezekiel ma tygrysa.

.:: GrupaHatak.pl ::. >> Release24.pl

facebook.pl/GrupaHatak

Tłumaczenie: Igloo666

{y:u}ŻYWE TRUPY 7x02 The Well Studnia

Shiva, starczy tego!

Ta zacna niewiasta przeszła wystarczająco wiele.

- To nasi goście. - Wyluzuj trochę.

Jerry, porządny z ciebie namiestnik, lecz twe słowa ranią me uszy.

Shiva, rozumiem twe obawy. Nie poznaliśmy jeszcze Carol.

Lecz jeśli to przyjaciółka Morgana, uznamy ją za naszego sprzymierzeńca.

Jej stan poprawia się dzięki tobie i twoim ludziom.

Twój widok niezwykle mnie raduje. Jestem król Ezekiel.

Witaj w Królestwie.

Przemówił do ciebie król, a jednak nadal milczysz.

Wyczuwam nutę sceptycyzmu? A może mniemasz, że jestem obłąkany?

Może to miejsce jest dla ciebie ułudą, więc zdradź, co sądzisz o Królestwie.

I o samym królu.

Uważam, że wspaniała z ciebie osoba. Podobnie sądzę o tym miejscu.

- A twoja Shiba... - Shiva.

Shiva. Jest również wspaniała.

Gdybym od razu nie odpowiedziała, pewnie zabrakłoby mi słów.

Nie wiem, co tu się wyrabia i to w pozytywnym sensie.

Ci, którzy trafią w nasze progi, mogą korzystać z naszej gościny.

Póki sami nam pomagają.

"Pij ze studni i napełniaj studnię". Oczywiście gdy tylko odzyskasz siły.

Oczywiście. Niechaj studnia będzie głęboka.

- Ależ to było głębokie. - Jerry.

Gdzież moje maniery?

Proszę, poczęstuj się. Mamy cudowne jabłka.

A także nektarynki i granaty, pochodzące z Królestwa.

- Pora wrzucić coś na ząb. - Nie mogę.

- Skosztuj chociaż granatów. - Zawsze za dużo z nimi zabawy.

Słodkie owoce otoczone gorzką skórką. Ale warto się przemęczyć.

Czekoladę pożarłabym od razu, ale za granatami nie przepadam.

Poinformuj nas, jeśli czegoś ci potrzeba.

Jeśli lubisz muzykę, mamy gitarzystę, który wyciśnie łzy z każdego słuchacza.

- A także chórek. - Dziękuję, ale potrzeba mi odpoczynku.

No i może grzebienia.

Nikt mi nie powiedział, że otrzymam audiencję u króla.

I to chyba tyle, Wasza Wysokość. Tak pewnie powinnam się zwracać?

- To dopuszczalne. - Dziękuję, Wasza Wysokość.

- Miło cię poznać. - Przyjemność po mojej stronie, Carol.

Pozostań w zdrowiu.

- Wiem, co sobie myślisz. - To jakieś jaja, co nie?

To wiele do przetrawienia. Ten człowiek jest...

Przestań. To pieprzony cyrk.

To jakaś udawana rzeczywistość. Piaskownica dla dzieci.

A ty zachowujesz się jak...

Nie dam rady w to brnąć. Nie mogę tu zostać.

- Ci ludzie... - Nie mogę, Morgan.

Zaczekam i spadam, kiedy ani ty, ani oni nie będziecie mogli mnie powstrzymać.

- Nie mogę ci na to pozwolić. - Bo co?

Zwiążesz mnie jak tamtego Wilka?

To nie twoja decyzja.

Nie powinieneś decydować wtedy w piwnicy, w bibliotece ani teraz.

Mam w dupie, jeśli uważasz, że odkryłeś tajemnicę życia.

Nie uważam tak. I wiem, co się przeze mnie stało.

Ale nie pozwolę ci zginąć. Nie dopuszczę do tego.

Nieważne, co zrobisz.

- Dokąd się udajemy? - Na polowanie.

Na co?

Na to, co przebywało na farmach, a teraz biega wolno po mieście.

- Dobra robota, Richard. - Tego właśnie potrzebowaliśmy.

Po co ten szwendacz?

Łatwo je wyłapać, więc po co przynęta?

Bo chcę, by miały w sobie pełno zgnilizny.

W mieście można sobie strzelać, a w lesie zwabia je nawet kaszel.

Diane, zabierz ten pojazd. My wracamy.

Ben, przygotuj się. Weź maczetę.

- Postępuj tak jak na treningu. - Wiem.

Nie martw się, Benjaminie. Następnym razem sobie poradzisz.

- Nikt w domu nie musi o tym wiedzieć. - O tym, że świnie żywią się trupami?

O niczym, co tu się stało.

Obyśmy kiedyś zdjęli z was tę klątwę!

A póki co wiedzcie, że wypełniamy lukę po was.

Najedzeni, weseli, wierni sobie i wolni!

Nie do końca tacy wolni.

- Dokąd jadą? - Do innego miejsca.

Wprawnie posługujesz się kijem. Gdzie nabyłeś takich umiejętności?

Miałem przyjaciela, który był wcześniej serowarem.

Zapewne twojego towarzysza rozpierałaby teraz duma.

Uratowałeś Bena jednym ciosem.

Jest takie powiedzenie.

Pesymista patrzy w dół i uderza się w głowę.

Optymista patrzy w górę i traci grunt pod nogami.

A realista patrzy w przód i odpowiednio planuje drogę.

Młodemu Benjaminowi potrzeba tego ostatniego.

Wyszkoliłbyś go tak, jak wcześniej ciebie twój przyjaciel?

Wątpię, bym nadawał się...

Benjamin ma trudności zarówno z bronią białą jak i palną.

Być może to wina doboru broni, być może nauczyciela.

A może jednego i drugiego.

Człowiek, którego zastrzeliłem, by uratować Carol...

- Sam kij na nic by się nie przydał. - A czy uratował życie tobie?

Młody Benjamin stanie się ważnym członkiem mego dworu.

Musi... przeżyć.

Proszę cię.

Królestwo raz jeszcze zyskuje za sprawą twego przybycia!

PIJ ZE STUDNI I NAPEŁNIAJ STUDNIĘ

- Za szybko, prawda? - Nie, dam sobie radę.

Nie, pokazałem ci to zbyt szybko.

- Nad głową? - Tak.

Jeszcze raz. Do tyłu i z powrotem.

To był wspaniały aromat. Istne spełnienie kulinarnych marzeń.

Placek z owocami na śniadanie? Słów brak.

Zanim tu przyszliśmy, wcinaliśmy oposy.

- Ja wolę ciasto z lunchu. - Na lunch też je podają?

Jest przy każdym posiłku.

Po prostu... nie mogę powstrzymać wzruszenia.

- Masz chusteczkę? - Jasne, zaraz ci przyniosę.

- Co to za książka? - To traktat filozoficzny.

- Wracajmy do ćwiczeń. - Mogę ją pożyczyć?

Przeczytałem dwa razy każdą książkę, jaką tutaj mamy,

w tym instrukcję naprawy klimatyzacji.

Główną usterką w systemach HVAC nie są przecieki substancji chłodzących,

ale nie będę ci zdradzał prawdziwego problemu.

Pożyczysz?

Panowie, chodźcie z nami.

Musimy zająć się rzeczami niezwykłej wagi.

Weź pistolet, Morgan.

Świnie są zarzynane z dala od Królestwa.

Dzięki temu ich zawodzenie nie prowokuje niewygodnych pytań.

Moi poddani nie wiedzą, co tutaj czynimy.

Niektórzy uważają, że tajemnice są przywilejami rządzących.

Ale to ciężkie brzemię, a nie nagroda.

Cena, którą ponoszę.

A martwiłem się, że przyjechaliśmy za wcześnie.

Traktuję nasz układ niezwykle poważnie. I zawsze wypełniam jego postanowienia.

Nie wątpię, że tak jest i będzie.

Osiem sztuk. Całkiem dobrze.

Większe niż ostatnio. Też miło.

Zostały dobrze nakarmione. Sam o to zadbałem.

Doceniamy wasze starania. Dobrze, że mamy dwa auta.

Pomóżcie nam je załadować.

- To inna grupa. Nazywają się... - Wiem, kim są.

Uśmiechnij się trochę, łajzo. To same ochłapy.

Za bardzo się z wami cackamy.

A na pewno nie jest odwrotnie, chłopcze?

Na pewno.

Zaprzestańcie tego.

Opuśćcie broń.

Richard, zostaw go.

Nie jesteśmy tacy.

Darmowe lanie? Uwielbiam te momenty.

Gavin, każ mu przestać.

Kazał ci przestać!

Gość dobrze nam służy. Zajęliśmy mu wystarczająco wiele czasu.

Richard, pomówimy sobie o tym. A teraz wstawaj.

Widzimy się za tydzień, Ezekiel? Przed wami sporo na nazbierania.

Masz listę. Wszystko ma tu być.

Inaczej on pójdzie na pierwszy ogień.

- Spotkałeś ich wcześniej? - Tę grupę? Tak.

Zabiłeś jednego z nich, aby uratować Carol?

Zgadza się.

Dlatego mnie ze sobą zabrałeś? Abym w razie potrzeby znów to zrobił?

Nie, Morgan. Wręcz przeciwnie.

- Dokąd to? - Dziś oglądamy film.

- Chcę zająć dobre miejsce. - Najpierw wszystko zjedz.

Taka była umowa, Dutch.

Bardzo dobrze, bystrzaku. I o dziesiątej masz być w łóżku.

- Ale mogę sobie poczytać? - Pewnie.

- Dobry dzieciak. - To prawda.

Staram się go wychowywać, ale Ezekiel bardzo w tym pomógł.

- Zdajesz się być blisko z królem. - Przyjaźnił się z moim tatą.

Ojciec był prawdziwym wojownikiem. Jednym z najlepszych w Królestwie.

- Jak zginął? - Było to jakiś rok temu.

Ezekiel wysłał oddział do oczyszczenia budynku.

Było tam zbyt wiele zgnilaków, a wysłano zbyt mało naszych.

Zginęło ośmiu ludzi, w tym mój ojciec.

Ale Ezekiel stał się bardziej ostrożny.

Powiedział...

Powiedział, że utrzymuje w tajemnicy swoje układy z tamtą grupą,

ponieważ uważa, że nasi ludzie chcieliby z nimi walczyć.

I że nie moglibyśmy wygrać bez olbrzymich strat.

Uważasz, że ma rację i nie powinniśmy walczyć?

Ciężko mi powiedzieć. Chyba za mało wiem.

Może ty wiesz więcej.

W książce jest dopisek o tym, aby nie zabijać.

- Ty to dopisałeś? - Nie.

Zauważyłem też, że bierzesz sobie tylko warzywa.

Jeśli aikido nakazuje nie zabijać, to oznacza, że ty...

Tu nie chodzi o to, co myślę.

Ludzie mogą próbować odpowiednio cię nakierunkować,

ale nie mogą pokazać ci twojej własnej ścieżki.

Musisz sam ją odnaleźć.

Myślałem, że odnalazłem swoją.

Ale obecnie staram się przez to wszystko przebrnąć.

Czasami zmieniamy poglądy.

- Wpadniesz na film? - Nie mogę.

Muszę porozmawiać z Carol. Ale dzięki.

Śmiało, zacna niewiasto. Poczęstuj się.

Ten kompleks zbudowano dla odpoczynku i nauki.

A ja przekształciłem go we wspaniały ogród.

To moje ulubione miejsce w całym Królestwie.

Raduje mnie fakt, że dane ci było je ujrzeć,

zanim zdecydowałaś się na tak śpieszne odejście.

Rety, wiem, jak to wygląda. Przepraszam.

- Ale na co wam się przydam? - Jerry, mógłbyś nas zostawić?

W razie czego krzycz, panie. Będę w pobliżu.

Narazicho!

Gdybym cię tutaj nie napotkał...

Jak to się mówi?

Nie wciskaj kitu temu, który sam go wciska.

Prawda?

Całkiem umiejętnie zgrywasz niewinną cnotkę.

Początkowo ci uwierzyłem.

Zyskujesz zaufanie ludzi, zbierasz to, co ci potrzebne,

a potem znikasz tak szybko, jakby nigdy cię pośród nich nie było.

Broń, którą ze sobą miałaś, należała do Zbawców.

- Co o nich wiesz? - Niestety więcej, niż bym chciał.

Prawie cię zgładzili.

Ale ty nie tylko walczyłaś, ale zrobiłaś coś więcej, Carol.

Wygrałaś.

Trafiając tutaj?

Bawi cię ta sytuacja?

Ty i to miejsce to jakiś żart. A żarty z definicji mają rozbawiać.

Natomiast na zewnątrz mamy prawdziwy świat.

Byłam w miejscach, w których nie chciałam...

W których po prostu żyłam.

- Ty natomiast sprzedajesz im bajeczkę. - Może właśnie tego potrzebują.

Może należy zaprzeczyć tej rzeczywistości.

Z dodatkowym bonusem w postaci robienia z siebie króla?

Mogę?

Ludzie pragną przywódcy.

Leży to w ich naturze.

Chcą kogoś, kto potrafi zagwarantować im bezpieczeństwo.

Wtedy są mniej groźni, a bardziej produktywni.

A widok gościa z tygrysem?

Sami opowiadają historie o tym, jak odnalazłem go na wolności,

okiełznałem i uczyniłem swoim zwierzakiem.

Sami robią ze mnie bohatera. Dlaczego miałbym się na to nie godzić?

Chwilę później zaczęli traktować mnie jak króla.

Potrzebowali przywódcy, więc się w niego wcieliłem.

Udawałem króla tak długo, aż faktycznie się nim stałem.

Wcześniej byłem opiekunem w zoo.

Shiva wpadła do betonowej fosy, otaczającej jej wybieg.

Weterynarze byli już w drodze, ale miała poważnie zranioną łapę.

Wykrwawiłaby się. Odgłosy, jakie wydawała...

Ogromnie cierpiała.

Wiedziałem, co mi grozi, ale musiałem spróbować.

Owinąłem jej łapę własną koszulą i uratowałem jej życie.

Po tym wydarzeniu już nigdy nawet krzywo na mnie nie spojrzała.

Wiem, że utrzymywanie tygrysa jest nieopłacalne.

Je za dziesięciu.

Mogłaby zerwać się z tego łańcucha i przy okazji wyrwać mi rękę.

Ale nie zrobiła tego. I wiem, że nie zrobi.

Wiele straciłem, podobnie jak każdy.

Gdy nadszedł koniec, wróciłem do zoo.

Shiva była jednym z ostatnich zwierząt, które tam pozostały.

Była uwięziona. Głodna i samotna.

Zupełnie jak ja.

Była ostatnią rzeczą na świecie, którą kochałem.

Chroniła mnie.

Dzięki niej trafiłem tutaj i zostałem kimś.

To ja stworzyłem to miejsce.

Występowałem czasami w teatrze. Odgrywałem role władców.

Artura, Makbeta, Martina Luthera.

Ale naprawdę mam na imię Ezekiel.

Wyjawiłem ci wszystko. Nie zataiłem niczego.

Ale zatrzymaj to dla siebie przez wzgląd na pozostałych.

No i po części dla mnie.

Nie obchodzi mnie to. Rób, co chcesz.

- Po prostu chcę odejść. - Dokąd?

- Carol. - Z dala stąd.

- Przykro mi. - Dlaczego?

Z powodu złych rzeczy, które cię spotkały.

A jest ich na świecie sporo.

Zbyt wiele.

Na zewnątrz musi być beznadziejnie, zwłaszcza gdy jest się samym.

Ale nie zawsze musi być źle.

Nie może tak być. I nie jest.

Życie bywa lepsze.

Tam, gdzie jest życie, jest i nadzieja, bohaterstwo, piękno i miłość.

Życie pozostaje życiem. Obyś nie uciekała przed nim.

- A jeśli tak jest? - To nie musisz tego robić.

Stworzyłem tu własny świat.

Poradziłem sobie ze złem poprzez przesadzanie z dobrem.

Wyparłem się rzeczywistości. Może też mogłabyś na swój sposób to zrobić.

Możesz odejść... i jednocześnie zostać.

Wiem, że gadam jak szalony. Może faktycznie taki jestem.

Ale mógłbym ci pomóc, jeśli mi na to pozwolisz.

- Dlaczego obchodzi cię mój los? - Bo dzięki temu czuję się lepiej.

Zbiorę twoje rzeczy i przyślę kogoś zaufanego pod bramę,

abyś mogła odejść... i jednocześnie zostać.

Zobaczymy, czy coś jednak wiem, czy to tylko kolejne bzdury.

Co ty na to?

- Jesteś tego pewna? - Tak.

To twoja decyzja. I zawsze tak powinno być.

Poradzę sobie.

- Zostań tutaj. - Dobrze, że dotarliśmy.

Dlaczego?

Za 10 minut zaczęłabym żałować, że próbowałam tyle razy cię zabić.

Jesteś moją ulubioną osobą wśród tych, które zdarzyło mi się ogłuszyć.

Zdecydowanie trafiłaś do pierwszej trójki.

- Uważaj na siebie. - Pewnie.

- Obiecujesz. - Zawsze jestem czujna, pamiętasz?

Pamiętam.

Dziękuję.

Powinnaś spróbować.

Tłumaczenie: Igloo666

.:: GrupaHatak.pl ::.

.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.