Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Główne zmartwienie?
Dowolny wirus,
choć zapewne jakaś grypa.
W powietrzu?
Wystarczy kaszlnąć...
Pytam o ludzi w samolotach.
Tak pan pisał.
Nowy wirus z Madagaskaru
może w kilka tygodni dotrzeć do Chicago
i mamy pandemię.
To znaczy, że cały świat zachoruje naraz.
Dr Neuman też jest epidemiologiem.
Panu również nie daje spać pandemia?
- Nie. - Nie?
No to dziękujemy.
Nie, bo ludzkość walczy z wirusami od zawsze.
Czasami giniemy milionami, jak na prawdziwej wojnie,
ale w końcu zawsze wygrywamy.
Przyzna pan jednak, że mikroorganizmy stanowią zagrożenie.
I to najstraszliwsze.
- Bakterie? - Nie.
- Lubi pan mówić „nie”? - Tak.
Nie bakterie, nie wirusy, czyli...
Grzyby.
Wszyscy tak reagują.
Grzyby wydają się nieszkodliwe.
Wiele gatunków się nie zgodzi.
Są grzyby, które nie chcą zabijać,
ale kontrolować.
Mam pytanie:
„Skąd się bierze LSD?”.
Skąd pan bierze?
Ze sporyszu. Grzyba.
Psylocybina również.
Wirusy wywołują choroby,
lecz grzyby zmieniają umysły.
Pewien grzyb infekuje owady.
Dostaje się choćby do mrówki.
Wędruje układem krwionośnym
do mózgu i zalewa go halucynogenami,
naginając mrówkę do swej woli.
Zaczyna kierować jej zachowaniem,
mówić, gdzie ma iść, co robić,
jak kierujący marionetką lalkarz.
I jest coraz gorzej.
Grzyb musi się odżywiać,
dlatego pożera żywiciela od wewnątrz.
Zastępuje ciało mrówki własnym,
ale nie pozwala jej umrzeć, nie!
Utrzymuje marionetkę przy życiu, zapobiegając rozkładowi.
Jak?
- Skąd mamy penicylinę? - Grzyby.
Dr. Schoenheiss?
Taka infekcja nie może wystąpić u ludzi.
Owszem, grzyby nie przetrwają,
jeśli temperatura żywiciela jest wyższa niż 34 stopnie.
Obecnie nie mają powodu,
by adaptować się do wyższych temperatur,
ale gdyby to się zmieniło? Gdyby,
na przykład, świat się nieco ocieplił?
Grzyby znalazłyby powód do ewolucji.
Jeden gen mutuje i workowce,
bielniki, sporysze, kordycepsy, kropidlaki,
wszystkie one mogą się stać zdolne do wniknięcia do naszych mózgów
i zawładnięcia nie milionami, a miliardami ludzi.
Miliardy marionetek z zatrutymi umysłami
stale skupionych na jednym, wspólnym celu,
rozprzestrzenieniu infekcji na każdego żywego człowieka,
wszelkimi środkami.
A leczenia brak.
Nie ma profilaktyki, nie ma leków.
Nie istnieją. Nie da się ich stworzyć.
I co wtedy?
Przegramy.
Wrócimy po przerwie.
Budzik.
Budzik.
Gdzie mieszanka do pankejków?
To ja?
Tak. Przepraszam.
Miałam ci zrobić na urodziny...
Nie lubię pankejków.
Wiem.
To dla mnie.
Witamina C.
Odrobiłaś pracę domową?
Ułamki?
To ile masz lat?
36.
Niedługo pieluchy.
Może już noszę?
Skorupka.
Wapń.
Super.
Wystarczy dla wujka?
Mogłoby.
Żyjesz, skurwielu!
- Kocha cię. - Jest ode mnie zależny.
To różnica.
- Wcale nie. - Pewnie.
Nie jemy pankejków?
Kupimy ci coś po drodze.
- Ci od betonu będą? - Może.
„Może”? Bez nich nie oprawimy, czyli nie zarobimy.
Weźmy więcej ludzi.
Nie dzielę się zleceniem. Wziąłem już ciebie.
Zostaniemy dłużej.
Serio?
- Dziś? - Skończę przed 21:00.
Jasne?
Tak.
Wrócę z tortem.
Obiecuję.
Zamieszki w Dżakarcie trwają.
Odradza się...
Dżakarta. To Bliski Wschód?
Nie mam pojęcia. Jakiś kraj.
- Może część Azji? - To nie kraj.
Bycie częścią Azji nie wyklucza bycia krajem,
ale Dżakarta to stolica Indonezji.
Jeszcze dla nas nadzieja.
Dobra.
Kończ, to cię podrzucimy.
- Jem skorupki. - Masz siedem minut.
Koszulka na lewą stronę.
Cholera!
Sypie się.
Sarah!
Cześć, sąsiadko.
Cześć.
Connie o ciebie pytała.
Dawno cię nie było.
Ucieszy się.
Wpadnę na chwilę po szkole.
Będzie wdzięczna.
Możecie sobie piec albo coś.
Skoro o tym mowa,
mamy za dużo ciastek. Chcesz?
Uwielbiasz ciastka.
Wiem.
Jestem na Atkinsie.
- Na czym? - To...
Musimy lecieć.
Sarah zajrzy do was na dłużej
i opowie o Atkinsie.
Powiem Connie.
Dzięki.
To była fascynująca rozmowa.
Zgaś.
Wszystkiego najlepszego.
WETERAN PUSTYNNEJ BURZY
AUSTIN, TEKSAS 26 WRZEŚNIA
Zapiszcie dokładnie jak ja.
Zawsze podmiot i orzeczenie.
Czasownik i rzeczownik.
Zdanie brzmi: „Dokąd ty idziesz?”.
Podmiot: „Ty”.
„Ty idziesz”.
Orzeczenie.
„Dokąd” to zaimek.
Tak, musicie to wiedzieć!
Tak, to będzie na sprawdzianie!
Praca domowa na jutro do końca zajęć!
20 dolarów.
Tylko?
To 30.
Wolę 20.
To sprężyna. Wymienię od razu.
I tak cały dzień.
Słowo.
Zamykamy.
Kończymy.
Jest 15:15, nie 19:00.
- Nie skończy tego. - Już skończyłem.
Idź do domu.
Jesteś, kochanie.
Przepraszam.
Już się martwiłam.
Byłam po coś dla taty.
Cześć, Mercy.
Wszystko w porządku?
W wiadomościach?
To znaczy?
Na drogach jest dziś mnóstwo różnych służb.
Jak co dzień.
Ludzie powinni pogodzić się z Jezusem.
Trzy gwoździe i krzyż to razem wybaczenie.
Upieczemy ciasteczka.
Czekoladowe?
Z rodzynkami.
Jedz, mamo.
Uwielbiasz zielone.
Proszę.
Po co do niej mówię?
Jest głucha jak pień.
Pomożesz mi?
Idę.
Pani Adler?
Mogę pożyczyć?
Pewnie. To Danny'ego.
Niedługo wróci tata. Powinnam już iść.
- Na pewno? - Tak.
Weź ciasteczka.
Policja z w Austin nie komentuje
aktów przemocy, do których dochodzi w mieście.
Może za nie odpowiadać nowy narkotyk.
Więcej na ten temat opowie nam Manuela Sanchez.
Choć raz zamknęłaś drzwi.
Brawo.
Tak.
- Jest 22:00. - Wiem.
Dali nam niewłaściwy rozmiar główek.
To żadne wytłumaczenie. Daruj.
Gdzie tort?
W mordę.
- Nie wierzę! - Jutro przyniosę.
Przysięgnij, bo nie dostaniesz prezentu.
Masz prezent?
Przysięgaj.
Na życie.
Naprawiłam.
Serio?
- Co? - Nic nie słyszę.
Tragiczne.
- Jak ty. - Jasne.
Skąd wzięłaś pieniądze?
Z narkotyków.
- Diluję. - Lepsza robota niż moja.
Wydałam 20 dolarów.
Ukradłam ci je.
Mogłam 60, ale resztę odłożyłam.
Kradnę uczciwie.
A liczy się pomysł.
Sam byś tego nie zrobił.
Dziękuję.
Jeszcze coś.
Od Adlerów.
Wersja z usuniętymi scenami!
Muszą być tragiczne.
Wrzuć,
dopóki masz urodziny.
Nie zaśnij.
Jasne. To arcyciekawe.
Halo?
Joel, to ja. Nic mi nie jest.
Tak?
Siedzę w pace.
Cholera.
Nie moja wina.
Typowi w knajpie odbiło i rzucił się na kelnerkę.
Znokautowałem go i zjawiły się gliny.
Musisz mnie wykupić.
- Teraz? - Jest piątek.
Inaczej przekibluję cały weekend!
To dom wariatów. Wyciągnij mnie.
Areszt hrabstwa?
Na 10.
Cholera, Tommy.
Przepraszam.
Proszę.
Dobra.
Kretyn.
Tato?
Tato?
ALARM DLA KRAJU
Policja i służby ratownicze udzielą wszelkich
możliwych instrukcji.
Proszę pozostać w domach. Policja...
Spokojnie, Mercy.
Co tu robisz?
Chodź do domu.
Chodź, Mercy.
Mercy!
Pani Adler?
Pani Adler?
Pani Adler?
Pomóż mi.
Natychmiast wsiadaj! Już!
Co robimy?
Zabiłeś ją!
Przykro mi.
- Musimy iść. - Posłuchaj.
To nie tylko Adlerowie, ale będziemy dzielni.
Wyjdziemy z tego.
Idziemy!
Wsiadaj.
Joel?
Wracaj do domu, Denise!
I zamknij drzwi!
Szybciej!
Zapnij pasy.
Trzymajcie się.
Chryste!
- Siedemdziesiątką... - 71, wiem.
- Tato? - Nie wiemy.
Mówią, że to wirus. Pasożyt.
- Od terrorystów? - Nie wiemy.
- Jesteśmy chorzy? - Jasne, że nie.
- Dlaczego wszystko wybucha? - Nic nie działa.
- A chwilę temu trajkotali. - Skąd wiesz?
Co?
Że nie jesteśmy chorzy.
Mówią, że chorują w mieście.
Dlatego zablokowali autostradę.
Boże!
To Jimmy'ego.
Adlerowie wozili babcię do miasta.
Do szpitala.
Wiem. Pewnie dlatego się zaraziła.
Musiała często jeździć, prawda?
Nic nam nie jest.
Dobrze.
Tutaj!
- Co robisz? - Mają dziecko.
- My też. Jedź dalej. - Stój!
- Weźmy je do tyłu. - Nie!
Nie!
Proszę!
Zjawi się ktoś inny.
Kurwa!
Wszyscy zrobili to samo!
Nie przejedziemy.
Zastanówmy się.
- Kurwa! - Przez pole.
Wyjedziemy po drugiej stronie.
Zachodniej. Trzymajcie się.
Cholera!
- Pieprzona armia! - To źle?
Zajęli nam autostradę.
Wal na północ.
- Będzie gęsto. - Południe odpada,
wschód i zachód też. Co nam pozostaje?
Dawaj, Tommy!
Kojarzę. Damy radę.
- A co potem? - Nie wiem.
Meksyk. Jak najdalej.
Ile mamy benzyny?
Trzy czwarte zbiornika.
Jedziemy przez miasto, pole golfowe,
wyjeżdżamy za blokadą
i pryskamy.
Może to jest wszędzie?
Może nie ma dokąd uciec?
Kurwa!
Cholera! Naokoło.
Złap się czegoś.
Jedź dalej.
W mordę!
Nie zatrzymuj się.
Nie przejadę przez nich.
Serio? Jedź!
Cofaj, cofaj!
Próbuję!
Szybciej!
- Jedź! - Próbuję!
- W uliczkę. - Którą? Wszędzie są ludzie!
To ich rozjedź. Musimy stąd spadać.
- Próbuję. - Damy radę. Jedź.
Tato?
Cholera!
Jedź.
Jedź!
Sarah? Sarah?
Nie ruszaj się.
W porządku, Tommy?
Tak.
Nie patrz tam.
Tylko na mnie.
Wiem, kochanie. Wiem.
Chodź. Obejmij mnie.
Mam cię.
Mam.
Mam.
W porządku?
- Powiedz. - Kostka.
Musimy zejść z ulicy!
W mordę!
Tommy?
Tommy!
Tommy!
Idźcie do rzeki, znajdę was!
Zabierz ją stąd!
- Zostawimy go? - Da radę. Możesz biec?
Nie.
Patrz tylko na mnie.
- Dobrze? - Tak.
Tylko.
Dobra.
Już dobrze. Jesteś bezpieczna.
Stój.
Córka jest ranna.
- W kostkę. - Stój.
Dobra.
Spokojnie.
Nie jesteśmy chorzy.
Dwóch cywilów nad rzeką.
Jeden ranny.
Kostka.
A wujek Tommy?
Najpierw zadbam o ciebie.
Wrócimy po niego.
Dobrze.
Powtórz.
Kto pozwolił się ruszyć?
Tak jest.
Tak jest.
Tak jest.
Nie jesteśmy chorzy.
Proszę pana!
Jesteśmy zdrowi!
Przykro mi.
Proszę.
Boże!
Nie.
Nie, nie, nie!
Już dobrze.
Zabierz rękę, kochanie.
Zabierz.
Wiem, kochanie. Wiem!
Wiem, że boli!
Proszę.
Proszę, kochanie.
Już dobrze.
Wiem, kochanie.
Wiem, że boli.
Nic ci nie będzie.
Kochanie, posłuchaj.
Muszę cię podnieść.
Muszę.
Dobrze?
Chodź.
Wiem, kochanie.
Wiem, wiem, wiem!
Pomóż, Tommy!
Joel...
Proszę.
Muszę cię podnieść.
Dalej.
Wstań.
Proszę.
Już.
20 LAT PÓŹNIEJ
Nie chcemy, żebyś spadł.
Jak ci na imię?
Jesteś sam?
I...
Jak to się stało?
Poczujesz łaskotanie. Tutaj.
Damy ci lekarstwo, a potem poszukamy
czegoś pysznego do jedzenia.
Chcesz?
Potem znajdziemy ci ubranie
i mnóstwo zabawek, żebyś mógł się bawić.
To tylko mała igła.
Nie bój się.
Jesteś bezpieczny.
Nie mogę.
Dziesięć.
Masz coś jeszcze?
Nie dzisiaj.
Jutro zamiatanie ulic.
Albo kanały.
Za co lepiej płacisz?
Pewnie za gówno.
Zaczynasz o 16:00.
GODZINA POLICYJNA
ŁAMIĄCYCH JĄ ARESZTUJEMY
ZGŁASZAJ OBJAWY ZAKAŻENIA
KRÓTKIE SZNURÓWKI: 1 KARTA DŁUGIE SZNURÓWKI: 2 KARTY
Jason Choi, naruszenie EMC 342.3,
nieautoryzowane opuszczenie strefy kwarantanny.
Maria Elisiano,
naruszenie EMC 342.7,
nieautoryzowane wejście do strefy kwarantanny.
Zostaliście osądzeni przez sąd wojskowy,
uznani za winnych
i skazani na karę śmierci
na podstawie EMPA,
artykuł pierwszy, sekcja piąta.
Masz.
Mógłbym cię zastrzelić.
I co dalej?
O pięć za mało.
- Oxy? - Hydro.
- Stare? - Trzy miesiące.
Z Atlanty?
Wiem tylko, że prawdziwe.
Jeśli tak, to z Atlanty.
Fedra ma fabrykę w strefie kwarantanny.
Robią tam tylko dwie rzeczy.
Pigułki i kule.
Im więcej strzelasz,
tym trudniej ci zasnąć.
Serio?
Bierzesz czy nie?
Torebka do zwrotu.
- Co z wozem? - Gotowe.
Musiałem ugadać kolesia z parku maszyn.
Ile?
Czterech na zmianie i ja.
W sumie 600.
Te ciężarówki to złom.
I nie mają akumulatorów, wiem.
Powiedzmy 200 dla reszty
i 200 dla ciebie.
Stoi.
Dobra rada.
Unikaj teraz nocą ulic.
Świetliki wszystko wysadzają.
Rano trafili dwóch naszych.
Chłopcy zasuwają podwójnie.
Są nerwowi i zmęczeni.
W ciemności łatwo o błąd.
Nie daj się.
Ty też.
GDY SIĘ ZGUBISZ W CIEMNOŚCI, SZUKAJ ŚWIATŁA
Co mam powiedzieć, Tess?
Jeśli o mnie chodzi - nic.
Jasne.
Nie planowałem
cię oszukać.
Przepraszam.
Cóż,
może po prostu wyluzujemy?
Masz inny plan?
Chcesz mnie tu trzymać?
- Zabić? - Daj spokój.
To czego chcesz, Robercie?
- Żebyś o tym zapomniała. - Zgoda.
- Nie rób tak! - Jak?
To tylko akumulator.
Zapłaciłam, a ty sprzedałeś innemu i wydałeś forsę.
Myślisz, że tak nie robiłam?
- Pobili cię. - To z nimi pogadaj.
Utnij po paluchu albo coś.
To twoi ludzie.
A twój facet?
Gdy cię zobaczy...
- Kapujesz? - On mnie słucha.
Daję słowo, że cię nie skrzywdzi.
Powiem, że napadli mnie
jacyś faceci.
I będziemy mogli robić swoje.
Przez ciebie czeka mnie gówniany tydzień.
Chcę wrócić do domu i pić, aż przestanie mnie boleć twarz.
Dogadaliśmy się?
Tak.
Wszyscy obywatele muszą natychmiast opuścić okolicę.
Powrót wyłącznie za zgodą władz.
Wszyscy obywatele muszą natychmiast opuścić okolicę.
Powrót wyłącznie za zgodą władz.
Wszyscy obywatele muszą natychmiast opuścić okolicę.
Powrót wyłącznie za zgodą władz.
Wszyscy obywatele muszą natychmiast opuścić okolicę.
Powrót wyłącznie za zgodą władz.
Wszyscy obywatele muszą natychmiast opuścić okolicę.
Powrót wyłącznie za zgodą władz.
Cholera!
- Świetliki! - Naprzód!
Uwolnić Boston, skurwiele!
Strzelają!
- Strzelają do nas. - Na kolana.
Nie jestem od nich!
Nie jestem... Świetlikiem!
Powoli i wyraźnie do 10.
- 1, 2, 3, 4... - Powoli. I wyraźnie.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Cztery.
Pięć.
Sześć.
Siedem.
Osiem.
Pierdol. Się.
A teraz wystaw...
Podaj imię.
- Powoli. - Veronica.
Jak wczoraj.
I dzień wcześniej.
I wcześniej. I...
Będą mnie szukać.
I to ci z Fedry!
Wypuśćcie mnie, bo pożałujecie, skurwiele!
Nie powinno mnie tu być!
GDY SIĘ ZGUBISZ W CIEMNOŚCI
Kolejka!
„Powiedz tacie, że to dziewczynka.
I dobrze,
bo chciał mieć wnuczkę.
Kocham was, Becca”.
Powtórz wiadomość.
Zgadza się.
73-K Orlando kończy.
Nic?
A może odpowiada nocą,
a ty akurat śpisz?
Kiedy śpię, słucha Gabriela albo mój syn, ten mądry,
nie ten drugi.
Gdyby przyszło, wiedzielibyśmy.
- Rozmawiasz z wieżą? - Codziennie.
Przekazali mu wiadomość, nie odzywa się.
Tyle.
- Ma jeszcze czas. - To już trzy tygodnie.
Zwykle odpowiadał w dzień.
Nic mu nie jest.
Pokaż, gdzie ta wieża.
Żartujesz?
To Wyoming!
Dzieli was cały kraj.
Jesteś dobry,
ale tam są gorsze rzeczy niż zarażeni.
Wiem, bo słyszę.
Łupieżcy, handlarze niewolników...
A Tommy'emu nic nie jest?
To
wieża w Cody.
Q-4, nie wiem gdzie dokładnie.
Następny!
Joel!
Napadło mnie kilku drani.
- Kto? - Banda dzieciaków.
Pewnie niepotrzebnie pyskowałam.
Urodzili się już po wybuchu epidemii.
Zamiast dyskutować, tłuką.
19-letnie gnojki.
To cud, że żyjesz.
To cud, że ktokolwiek żyje.
Te nie są nowe.
Nie.
Przesiedziałam dzień w areszcie Fedry.
Nieważne.
- Zachowaj spokój. - Co?
Mów.
To były gnojki Roberta.
Sprzedał komuś nasz akumulator.
Nic straconego.
Takie gówno się zdarza.
Otrząśnijmy się
i chodźmy odzyskać karty albo akumulator.
Muszę mieć akumulator.
Bez niego nie pojedziemy,
a wtedy Tommy umrze!
Dobra, pieprzyć to. Odzyskamy wszystko, ale słuchaj.
Robert panicznie się ciebie boi.
Jeśli wypadniesz stąd jak Eastwood,
dowie się i zwieje.
Dlatego musisz się uspokoić.
Komu go sprzedał?
- Nie wiem. - To gdzie jest?
Nie wiem.
Jeszcze.
Ustalimy to, ale po cichu.
Rozumiesz?
Obiecałam Robertowi, że go nie ruszysz.
Choć bardzo bym chciała, żebyś to zrobił.
Chodźmy więc po tego skurwiela,
akumulator i ciężarówkę,
a potem po Tommy'ego.
Zgoda?
Tak.
To ma sens?
Zespół jest w Southeast 3?
Zatrzymałam ich.
Mam kilka pytań.
Dobra.
Dwa tygodnie wysadzamy w powietrze
nieważne obiekty Fedry.
Straciliśmy już czworo ludzi i...
Po co?
To twoje pytanie?
Jedno z nich.
Wykonujemy pieprzone rozkazy.
Dlaczego trzymasz tu obcą dziewczynę?
Dlaczego strażnicy nie chcą nic powiedzieć?
Nasi ludzie pytają, co się dzieje, a ja nie wiem, co mówić.
Żeby wykonywali, kurwa, rozkazy!
Zasuwać do Southeast 3.
- Kim. - Marlene.
Toczymy wojnę z wojskową dyktaturą.
Walczymy o demokrację i wolność. Zgadza się?
- Tak. - Wygrywamy?
Pokonaliśmy ich? Tu albo gdziekolwiek?
Bunt musi potrwać.
Jeśli walczysz 20 lat i nic,
to tylko hasła.
Nie atakujemy w całej strefie.
Uderzyliśmy tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.
Co teraz?
Fedra ma być wszędzie, ale nie tu.
Trzeba ich rozproszyć, bo wieczorem
wszystkie Świetliki z Bostonu zbiorą się tutaj,
a wtedy opuścimy strefę na stałe.
Uciekamy?
Zabieramy obcą dziewczynę na zachód.
Z wieży radiowej w Salem.
To prawda?
Wierzę, że tak.
Nikomu nie mów.
Rozkazuj.
Zrobię wszystko.
Zabierzemy ją tam, gdzie musi trafić.
Witaj, przyjacielu.
Nic od ciebie nie chcę.
Ale jeśli się zgubiłeś...
Wspomnij o świetle, a złamię ci szczękę.
Wydałam kilka kart, ale go mamy.
Dostarczy akumulator do czerwonego budynku.
Wiesz gdzie?
Róg Stillman i Cross.
- Tam, gdzie Miguel? - Chyba.
Możemy przejść tunelem metra,
dostać się od dołu i ich zaskoczyć.
Odpłacimy skurwielowi.
Dalej.
Kurwa!
Jeden, dwa, trzy, cztery...
Nie boisz się?
To mnie uwolnij.
Zacznijmy od „dziękuję”.
Za co?
Za uratowanie życia.
To ja zabroniłam cię zastrzelić.
Dlaczego?
To później.
A zatem, Veronico,
jak się czujesz?
Tak samo.
To się stanie?
Nie.
Czyli mogę iść?
Nie.
Nikomu nic nie powiem. Słowo.
Dokąd chcesz iść?
Wrócisz do szkoły Fedry? Chcesz być żołnierzem?
Nie wybrałam jej.
Sami mnie wpakowali.
Bo jestem sierotą.
Nie oni cię tam wpakowali.
Ja to zrobiłam,
Ellie.
Jesteś moją matką?
A wyglądam?
Zdecydowanie nie.
Jestem Marlene.
Przywódczyni bostońskich Świetlików.
Terrorystka oddała mnie Fedrze?
Byłaś tam bezpieczna,
dopóki nie postanowiłaś uciec.
Terrorystka?
Jak Riley?
Czemu nie dasz mi wrócić do domu?
Bo jesteś ważniejsza, niż sobie wyobrażasz.
Wyjeżdżamy wieczorem i zabieramy cię ze sobą.
- Jest. - Pięć minut.
Tego, co ci powiem, nie możesz powtórzyć nikomu,
bo jeśli to zrobisz,
zapewniam,
że umrzesz.
Dobra.
Gotowy?
Tak.
To ten.
Kurwa!
W mordę.
Już po nim.
Tak.
Po prostu się nie spodziewałam.
Ostatnio go tu nie było?
Nie.
Zszedł po zainfekowaniu?
Albo to stało się tutaj.
Ruszmy się.
Wszystko przebudowali.
Pewnie w latach 80.
Mniejszych mieszkań możesz sprzedać więcej.
„Kącik konstruktora z Joelem Millerem”.
Jak wysoko wchodzimy?
Tak wysoko.
To się otwiera na korytarz.
W mordę! Ktoś przystawił pianinem?
Czujesz?
Proch.
Tess.
Akumulator jest do bani,
a ty próbowałeś go sprzedać.
Dwa razy.
Chciwy kutafon.
Pomóż mi.
W mordę.
Boże.
Dobra.
Chodź.
Kurwa!
Joel?
Marlene?
- Wszystko gra? - Tak.
Ellie.
Ellie!
- Cholera! - Nic mi nie będzie.
Nie możesz działać bezmyślnie.
Dlatego nas wydymał?
Dla Che Guevary z Bostonu?
Musi wam iść do dupy,
skoro kupujecie od takich gnoi.
Faktycznie był gnojem. Miał zły towar
i nie reagował na „spieprzaj”.
- Oddaj nóż. - Po co ci akumulator?
- Nie. - Nie w nią.
We mnie.
Mam znacznie lepszy powód niż ty.
Tommy to jeden człowiek.
- Sporo wiemy. - Wiecie?
Zabraliście mi brata.
- W porządku. - Padły strzały.
- Fedra w drodze. - Wiem.
Mieliśmy zabrać Ellie ze strefy.
W tym stanie nie damy rady.
Dlatego myślę, że...
- wy to zrobicie. - Akurat!
- Nie! - Pozwól mi.
- Nie mamy czasu. - Ty nie masz?
Kim ona jest?
- Ładunkiem. - Nie przemycamy ludzi.
Mogę to zrobić.
Nie masz ucha, Kim!
Przestań.
W starym ratuszu czeka drużyna Świetlików.
Wiem, co tam się dzieje,
dlatego mieliśmy jechać wszyscy.
Teraz nie mam wozu ani ludzi,
a Fedra w drodze. Mam tylko was.
I wiem, do czego jesteście zdolni.
Na dobre i złe.
Do czego?
Dostarczcie ją całą, a dadzą wam, co zechcecie.
Nie tylko akumulator. Wszystko.
Wóz z pełnym bakiem, broń, zapasy...
Przysięgam.
Przysięgam.
Dupek!
Ufasz jej?
Ja też nie, ale wygląda na zdesperowaną.
Wóz Świetlików to przerobiony sprzęt Fedry.
Moglibyśmy dotrzeć do Tommy'ego.
Oddamy dzieciaka...
Pamiętajcie, że się wykrwawiam.
Niech będzie.
Zabierzemy ją do ratusza,
ale zanim ją przekażemy, dadzą nam wszystko, czego chcemy.
Jeśli nie, zabijemy ją.
- Zgoda. - Serio? Tak szybko?
Tylko ty się liczysz.
Nikt nie zaryzykuje.
Pamiętaj, co mówiłam. Idź po plecak.
Teraz, Ellie.
Chodźmy.
Joel!
Nie spieprz tego.
Proszę.
Daj nam chwilę.
Że co?!
Jaki jest plan?
Mamy do wyboru dwie drogi, krótką i długą.
A krótka to koszmar.
Możemy zajrzeć do Billa i Franka.
Dostaniemy zaopatrzenie.
LISTA PRZEBOJÓW BILLBOARDU
Ruszamy po zmroku. Zostań z małą.
Dlaczego ja?
Tess!
Tess!
B/F 60 - NIC
70 - NOWY 80 - X
Kim są Bill i Frank?
Radio to kod przemytników?
Kawałek z lat 60. - nic nie mają,
lata 70. - nowy towar,
a lata 80.?
Co robisz?
- Zabijam czas. - A ja?
Coś wymyślisz.
Masz zepsuty zegarek.
Mamroczesz przez sen.
Nigdy nie byłam za murem.
Strasznie tam ciemno.
Wy często wychodzicie?
- Powiedzmy. - Kiedy ostatnio byliście?
- Z rok temu, a co? - Ale znacie drogę
i nic nam nie będzie, prawda?
Tak.
A ty to co,
córeczka jakiejś szychy?
Powiedzmy.
Gdy spałeś, włączyło się radio.
Co? Jaka piosenka?
Gość ciągle powtarzał:
„Obudź mnie, zanim wyjdziesz”.
Cholera.
Mam cię.
Lata 80. oznaczają kłopoty.
Kod złamany.
Posłuchaj...
Przy Lancaster będzie dobrze.
Masz w plecaku kurtkę?
- Tak. - Włóż.
Idziemy.
Przestrzegaj godziny policyjnej, by wspomóc walkę z infekcją i rebelią.
Przestrzegaj godziny policyjnej, by wspomóc walkę z infekcją i rebelią.
W mordę! Naprawdę jestem na zewnątrz!
- Jezu Chryste. - Cholera!
Idziemy lewą stroną strefy buforowej.
Trzymaj się za mną i patrz, co robię.
Jasne.
Chodźmy.
Co jest?
Nie ruszaj się!
Stój!
Jaja sobie robisz?
Pogadajmy o tym.
- Odwróć się i na kolana. - Czekaj.
Klękaj!
- Czekaj! - Co ci mówiłem?!
Miałeś zostać w domu.
Na kolana.
Po prostu klęknij.
Pozwól nam zrobić kurs,
- a podzielimy się kartami. - Serio?
- Tak. - Super.
Ręce na głowę, patrzeć na wprost.
Ręce na głowę!
- Serio? - Zgodnie z regulaminem.
Chryste!
Trzy czwarte dla ciebie?
Nieuprawnione wyjście. Powieszą was.
Cały zarobek z kursu i tabletki za pół ceny.
Pół? Za darmo!
Mam ryzykować dla zniżki? Ocipiałeś?
- Ellie! - Kurwa!
Suka!
Odsuń się!
Załatwmy to.
Odsuń się.
Już.
Nie! Nie jestem chora.
- Joel! - Nie jestem chora!
- Joel! - Nie jestem!
Patrz! To ma trzy tygodnie.
Nikt nie wytrzymuje dłużej niż dzień! Wygląda na nowe?
Zabilibyście mnie.
I słusznie! Kiedy cię ugryzł?
Nieważne. Musisz mi zaufać.
Zaraz nas złapią.
Musimy uciekać.
Teraz, Joel!
Joel!
OSTRZEŻENIE
OBSZAR SKAŻONY NIE WCHODZIĆ
Napisy: Wojtek Stybliński
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.