Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Co jest?
- Jak leci? - Dobrze.
PONIEDZIAŁEK
- Gdzie jest telefon? - Tutaj.
- Kurwa mać... czwórka, piątka... - Taa, to ja.
- Taa, to ja. Wszystko w porządku? - Taa. Jesteśmy w drodze.
Jedziemy na granicę.
- Kurwa, czuję się świetnie. - Trzymaj kierownicę.
Cholera. Ok, jesteś świetnym kierowcą.
- Kto tam? - To my. Otwieraj drzwi.
Właśnie wysprzątałeś, co?
- To Anders. - Mów mi "Skorpion".
Co to? Widzę, że to "spluwa". Nie potrzebna ci tu.
- Oddawaj. - Jeszcze nie.
- Hej. - "Skorpion".
- "Skorpion"... a jak dalej? - Po prostu "Skorpion".
Nie celuj tym we mnie.
- Chcesz ubić interes? - Muszę wpierw sprawdzić.
- Po co? - Czystość.
- Pierdolić czystość. Skąd jest "towar"? - Nćstved.
- Kupowałeś kiedyś "towar"? - Wiele razy.
- W porządku? - Nie, nie jest w porządku.
- Jest w porządku. - To nie to co próbowałem wcześniej.
- Dam ci 45. - Kosztuje 50,000.
Pieprzyć to. Tonny...
Zaczekajcie.
Mam tylko 45,000. To wszystko co mam. Kropka.
- Ma tylko 45,000. - Należy się 50.
Ma tylko 45.
Chrzanisz z tymi 45. "Towar" wart jest 50. Masz 45 przy sobie?
Masz jakiś papier?
- Co wyprawiasz? - Patrz...
- ...tyle za 45. - To nie jest za 45.
- Dawaj 45. - Daj mu te 45 kawałków.
Powiedziałem! Dawaj mu 45 kawałków!
To nie jest warte 45,000.
Tonny.
- Na razie. - Taa, do zobaczenia.
Daj mi go.
Jak leci, Vic?
- Kurwa. - Hej, "King".
- To dla mnie, Frank? - Dla ciebie.
W porządku?
- A jak myślisz? - Myślę, że jest duży.
Co jest, Tonny?
- Co z nim zrobisz? - Będę z nim spała...
...kiedy ciebie nie będzie.
Do nogi, "King".
Spokojnie. Siad. Zostań. Do kuchni.
Na "to" zawsze znajdziesz tu miejsce, co?
Frank, jak chcesz tu przechowywać "towar", to będzie cię to więcej kosztować.
O co ci chodzi?
Mam na myśli więcej pieniędzy. Sisse, dziewczyna z klubu...
...poszła siedzieć, z powodu tego "Pakistańca".
Chował "towar" w jej mieszkaniu.
Halo? Rozumiesz? Powiedz coś.
Zamknij się, "King". Chodź.
- "King", chodź tu! - Musisz mówić do niego łagodnym tonem.
Damy jej dwa kawałki więcej?
Dwa więcej... Ok, masz dwa więcej.
- Między wami nadal coś jest? - Ja i Vicky?
Tylko ją posuwam.
- Czy to "ta" kobieta? - Nie chcę dziwki za "kobietę".
Jest dzika w łóżku?
Taa, jest całkiem dzika.
- A jęczy jak ją pieprzysz? - Nie twoja sprawa.
- Naprawdę się zakochałeś. - Nie.
- Nie powinieneś zaprzeczać. - Nie powiem ci, czy jęczy.
Chcesz wiedzieć która jęczy? Mette.
Nie, nie Mette... Louise.
Koleżanka Vic. Nawet jak "robi laskę", czy walisz ją miedzy cycki...
- To brzmi nieźle... z tymi cyckami. - I jest przyjemne.
- Nigdy nie próbowałeś? - Między cyce? Nie.
- A co z ssaniem? Znalazłeś już jakąś amatorkę? - Niech pomyślę... Taa.
A dwie dziewczyny na raz?
- Naprawdę? - Nie, dwie to za mało?
Aby było porządnie, potrzebuję do tego co najmniej czterech.
- Bo jest taki duży, co? - Jest kurwa wielki.
Jednej babie naszczałem kiedyś na twarz... ...a ona powiedziała jeszcze, bym się na nią "spuścił".
Zaczekaj. Naszczałeś jej na twarz, a później się "spuściłeś"?
Czekaj, nie... najpierw się "spuściłem", a później ją obsikałem. Prosiła mnie o to.
Obspermiłeś ją, a później prosiła cię, byś ją umył moczem? To obrzydliwe.
- Tak, sama o to prosiła. - Jesteś zboczony.
- Nie jestem. - Jesteś zboczony.
- Nie ważne, juz jej nie widuję. - To nie ma znaczenia.
To była twoja matka.
Daj spokój, stary. Wyluzuj.
Co, powiesz teraz: "Nie mów nic na moją matkę".
Co z tobą?
Frank się wkurwił.
- "Dam Square". Wiesz gdzie to jest? - Taa.
Ma sprawdzić "go" przy tobie.
Weź "towar" zanim dasz mu pieniądze. Jakieś pytania?
- Moja zapłata?
- Dostaniesz jak wrócisz. - Potrzebuję teraz.
Mogę znaleźć kogoś innego.
- Potrzebuję natychmiast, kiedy wrócę. - Tak, w piątek.
- Obiecujesz? - Wpierw kasa, później "towar".
- Pamiętaj. - Taa... nie zapomnij wpierw kasa.
Przepraszam rybko, że twój braciszek musiał zginąć.
Przełknąłbyś, którąś z nich?
- Halo? - Co to jest do diabła?
- Czy w tym jest banan? - Taa, przypalony banan.
A to co?
- "Armagnac". - Jakiś preparat do czyszczenia?
- To "cognac". - Mogę spróbować?
- Całkiem w porządku. - Nie wsadzaj mi palca do kieliszka.
Nie wsadzam ci palca do piwa, jak chcę spróbować.
Kupisz mi nowego, czy mam posmakować komu "strzelałeś palcówę" ostatniej nocy?
Dorthe?
Widzisz tą rybkę? Ona ma więcej klasy niż ty będziesz miał kiedykolwiek.
- Ta? - Tak ta.
Hej rybko, często ruchasz, hyh?
Dasz mi więcej tego "Armagnac'u"?
- Smakuje ci? - Nie, muszę tylko czymś popić.
Stary, to smakuje jak gówno.
Już nie mogę. Dzwonię po taksówkę.
- Nie mogę tu zostać. - Kupię ci nowego.
- Zdrowie. - Do dna.
- Jak leci? - Frank to Pernille.
Cześć. Piepszyć to. Nie chcę jebanych cytryn w moim drinku.
Stary, nie wsadzaj mi swojego palca do drinka.
Cześć.
- Cześć. - Ktoś mówi do nas "cześć".
Widziałem cię na parkiecie.
- Widziałem cię na parkiecie. - Naprawdę?
- Jak się nazywasz? - Bettina.
- Bettina. - Jeanette, Bettina, Jeanette.
- Mieszkasz na wsi, czy co? - A wyglądam jakbym mieszkała?
- Wszystkie Jeanette'y i Bettina'y mieszkają na wsi. - Taa, jasne.
- Więc skąd jesteś? - Z wschodniej części miasta.
- Czego się napijesz? - "Carlsberg'a".
Jeden "Carlsberg" i "Tuborg Gold" proszę.
- Dlaczego nie napijesz się "Tuborg'a"? - Nie lubię.
- To tani sposób, by się upić. - Ja nie mam zamiaru...
- Zakochałaś się we mnie? - Pyta się, czy go kochasz.
- Cholera, stary, dała mi w pysk. - To mnie walnęła nie ciebie...
- ...i bije mocniej niż ty. - Tak myślisz. To dawaj...
WTOREK
- Taa, to ja. - Cześć, to ja.
- Obudziłam cię? - Nie, w porządku, nic się nie stało.
Pamiętasz tego zboczeńca, zza ulicy, co cały czas się na mnie gapi?
Znowu to robi. Ten skurwiel znowu się na mnie gapi.
Co do diabła mam robić? Mam go rzucić butelką, czy...
Rzuć go butelką i zadzwoń, jeśli nie zadziała?
Co, jak się wkurzy, gdy rzucę go butelką?
- Cholera, Frank, nie możesz przyjechać? - Poszczuj go "King'iem".
Zajmę się ta sprawą, ale nie dziś.
Znam cię dobrze, nic nie będziesz robił, tylko wałęsał się z Tonny'm.
Frank?
- Na razie, Vic. - Taa, dobra. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia później? - Do zobaczenia później.
Jak leci?
- Tam jest jakiś Szwed. - Co za Szwed?
No, Szwed. Rozgląda się za tobą.
- Czego chce? - Masz mnie, nie rozumiem co mówi.
- Gdzie jest? - Tam na zewnątrz.
- Tam? - Tak właśnie tam.
Zostań tu.
Słyszałem, że możesz załatwić dobry "brown sugar".
- Gdzie to słyszałeś? - No wiesz... tu i tam.
Nie wiem o czym mówisz.
- Nie pamiętasz mnie? - A powinienem?
Siedzieliśmy razem.
Cztery lata temu w Vestre.
Chryste, Frank. Siedziałem obok w celi... ...za przemyt "haszu".
- Taa? - Masz nową fryzurę.
Dobrze w niej wyglądasz.
Więc... ...możesz mi pomóc?
- Gdzie o mnie słyszałeś? - Tu i tam.
- Dlaczego ja? - Mówią, ze masz dobry "towar".
- Ile potrzebujesz? - 200 gram.
- To dużo. - Sporo klientów w Alm.
- Na kiedy? - Na jutro.
Nie ma mowy. Potrzebuję dwóch, trzech dni.
Zadzwoń. Moge załatwić "kokę", "speed", "piguły" lub "hasz".
- Wkrótce będę miał dobry "biały". - Musi być "brązowy", na jutro.
Nie dam rady do jutra. Nie mogę.
700 za gram.
700... Ok?
- Zobaczę co da się zrobić. - Jak długo mam czekać?
20 minut. Zobaczymy się za 20 minut, tutaj.
Oh, Frankie, mój przyjacielu.
- Hej, Frank, jak się masz? - Całkiem dobrze.
Frank, musisz to spróbować. "Tolumbe". Sam przyrządziłem.
- Sam zrobiłeś? "Tumbe"? - Nie, "Tolumbe".
- "Tolumbe"? - "Tolumbe".
Spróbuj, Frank. Spróbuj.
Spróbuj.
Frank...
- Czy sam mogę wybrać? - Weź tą...
Masz na myśli tą?
I co powiesz? Hyh? Frank?
Mam cię nauczyć? Moge jeśli zechcesz.
To łatwe. Dwie szklanki wody, taa? Dwie szklanki mleka.
Jeszcze filiżanka oleju, taa? Gotujesz, a...
- Możemy pogadać? - Taa, możemy.
Gotujesz, a potem dodajesz sześć szklanek mąki mieszanej z wodą.
A potem jak z frytkami.
Ok? - Ok, Frank. To rozmawiamy?
- Szwed... - Jaki Szwed?
Spotkałem Szweda. Potrzebuje 200 gram "towaru", "brązowego".
Potrzebuje na jutro.
Na jutro. To trochę...
Trochę szybko, co?
- Jak to sobie wyobrażasz? - "Towar" odbieram tu jutro.
Sprzedaję i wracam do ciebie z pieniędzmi.
Wisisz mi już 50,000.
Jesteś moim przyjacielem, ale wisisz mi forsę.
A pieniędzy nie widzę, taa? Mamy więc problem.
Rozumiesz? Mamy problem. 50,000, taa?
- Nie ma problemu. Oddam kasę... - Więc chcesz na kredyt.
Wcześniej też mówiłeś, że oddasz. A teraz... nie widzę pieniędzy.
Ale w porządku. Jesteśmy przyjaciółmi.
Więc potrzebujesz 200 gramów.
To sporo, co? Czy może nie dużo? Bo już nie wiem.
To sporo szmalu, ale dobry dil. Szwed jest w porządku.
Ok, "towar" będzie jutro o 12:00.
Posłuchaj Frank, obiecujesz mi, prawda?
Zaraz po dilu, jesteś tu z pieniędzmi, taa?
600 Koron za gram.
- 550. - 600, a kiedy zobaczę resztę?
W następnym tygodniu. Przecież wiesz, że oddam w następnym tygodniu.
- Ok, a więc? - Wiec co?
Dil?
Kupiłem dla córki lodówkę. Najnowszy model.
Czy nie jest piękna? Ma również zamrażarkę.
Jeśli ożenię się z twoja córką, darujesz mi te 50,000?
Cholera Frank, dobry żart...
To dopiero dowcipniś. Pomożesz nam z lodówką?
- Oczywiście. - Wsadzimy ja do mnie do samochodu.
Zaczekaj... Hej, Frankie. Miałeś nam pomóc. Wracaj.
- Musimy wynieść lodówkę. - Obiecałeś pomóc, przyjacielu.
- Co, teraz? - Taa, teraz.
Złapię tutaj, ty weźmiesz drugi koniec.
Jak leci?
To Morten. To kumpel, jest w porządku.
Załatwione. 900 za gram.
900?
Miało być 700. Mówiłeś 700.
- Powiedzmy 800. - 900.
- To wysokiej jakości "towar". - Ok, 900.
- To 180,000 Koron. - Mogę spróbować?
Tonny, wyjdź tu na sekundkę.
- Masz "brązowe"? Potrzebuję. - Cholera stary, właśnie mi to dałeś.
- Ok? - Taa, jest w porządku.
Spotkamy się na parkingu, za supermarketem. Wiesz gdzie?
Wiesz gdzie? Ok.
- Jutro o 14:00. - Do zobaczenia.
ŚRODA
- Dzień dobry. - Frank, mój przyjacielu.
Jest 12:00.
Hej, Frank. To mój kuzyn, Branko. Branko, to Frank.
Chcesz kawałek ciasta?
Próbowałem wczoraj. Smakowało jak gówno. Ten facet nie umie gotować.
Twoja matka potrafi gotować. Robi pyszne rzeczy.
Dzięki.
- Więc się dzisiaj jeszcze zobaczymy, Frank? - Taa, około 15:00.
- Cholera muszę się wysrać. Która godzina?
- Po co jesteśmy tu tak wcześnie? - Czy to za wcześnie?
- Jesteśmy 30 minut za wcześnie. - To wcześnie?
Jakieś plany na wieczór? Wymyśl coś.
Może film? Obejrzymy dobry film w kinie.
- Wolałbym wypożyczyć kasetę. - Kasety, które wypożyczasz są ogłupiające.
- Powinieneś częściej chodzić do kina. - Kiedyś, pewna dziewczyna zrobiła mi "laskę" w kinie.
- Na co chcesz iść? - Nie wiem co grają.
Lepiej coś wypożyczyć.
Wyjdźmy na zewnątrz. Muszę złapać trochę świeżego powietrza.
Myślisz, że ta dziewczyna z "2nd-Half Sport", "uprawia sport w drugą połowę"?
- "Uprawia sport w drugą połowę". O co ci chodzi? - No wiesz, sex analny.
- Sex analny? Nie wiem, dlaczego? - Widziałem ją wczoraj i tak się zastanawiam.
Widziałeś ją wczoraj i zastanawiasz się, czy uprawia sex analny? Co z tobą nie tak?
- Myślisz, że dobrze wygląda? - Całkiem nieźle.
- Podoba mi się dziewczyna z "Koła Fortuny". - Nina.
- Nina's jest w porządku. - Mówię ci: "Uprawia sport w drugą połowę".
A co z tą czarnulą z "Eye on Entertainment"?
Wyruchał byś ją w dupę? Słyszałem, że małpy często tak robią.
- Co masz na myśli? - Mam na myśli, że jest czarna...
No i co z tego? Więc myślałeś... Nie myśl za dużo.
Witaminy?
- Lotte Larzen? - Nigdy.
Co z Line? Chodzi o tą łuczniczkę.
- Nie. A ty? - Oczywiście, że tak.
- Najapierw "Wiadaomości", a później "Dodatek Sportowy"? - I jest szczupła, ma figurę.
- Zapłać. - Co?
On płaci. Już nie mogę tego słuchać. Zapłać.
Vic i ja...
- Nigdy nie posuwałem Vic. - Nie posuwałeś?
Nie mogę.
Nie mogę się pogodzić z faktem, że musiałbym płacić.
Pierwszy raz, kiedy leżała całkowicie zaćpana...
...wsunąłem jej tylko rękę między nogi...
...ale "robi mi loda". I robi to całkiem dobrze.
- Nigdy nie wsadzaj kutasa w dziwkę. - Nie obchodzi mnie to.
- Kiedyś pobiłem jej klienta. - Dlaczego?
Tak jeździłem sobie samochodem i zobaczyłem jak wychodzi z budynku...
...a jakiś gość wyszedł za nią.
Więc zacząłem go śledzić, aż do kościoła, gdzie skręcił w uliczkę, aby się odlać.
Więc stał tam i szczał...
Podeszłem do niego i powiedziałem:
"Stary, ale masz małego fiuta, huh?!?"
Nie mógł nic zrobić, bo cały czas sikał.
I co dalej?
Powiedziałem: "Stary, to najobrzydliwszy kutas, którego kiedykolwiek widziałem."
Potem złapałem go za kark... ...i o ścianę.
Padł na ziemię...
Więc wykonałem na nim, kilka kroków "a la" Fred Astaire.
- Powinieneś go skopać. - Nie było tam na to miejsca, ani czasu.
Spójrz na to. Stój spokojnie.
Kopniaki z obrotu.
- Stój spokojnie, stary. Podejdź bliżej. - Jak mnie trafisz...
Cholera, co za gówno.
- Co się stało? - Co się stało? Też mi pytanie.
- Nie mamy na to czasu. - Cholernie mnie boli. To nie żart.
Otwórz drzwi.
Kurwa, co za ból.
- Boli? - Taa, jasne, że boli. A jak myślisz?
- Nic nie poradzę. Zdejmij buta i pokaż. - Spadaj. Sam zdejmę.
Sam zdejmę. Boli jak sam skurwysyn.
Nie mogę zdjąć tego gównianego buta.
Kurwa, boli.
- Nie tak mocno... - Siedź spokojnie.
Przyjechali.
Zostaję w wozie.
Ok, więc daj mi "towar".
Jak leci?
- Dlaczego ruszamy? - Tak jest bezpieczniej.
- Masz "towar"? - A ty masz pieniądze?
- Ja się masz? - O co ci chodzi?
- Zdajesz się być trochę nerwowy. - Chcesz wiedzieć jak się czuję?
- Pokaż mi "towar". - Najpierw pieniądze.
- Frank, najpierw "towar". - Pokaż pieniądze.
Zawsze daje się najpierw "towar".
Kurwa, jebane gliny.
Chodź tu!
Chłopaki mam go.
Podejdź tu.
- Chodź tu. - Sami ruszcie dupy i mnie wyciągnijcie.
Chcecie mnie złapać, to przyjdźcie po mnie.
Mam tu darmowe pączki..
Jestem wyczerpany.
Usiądź tutaj.
Frank Jensen, 290967-2451, oskarżony o sprzedaż nielegalnych substancji.
- Kawy? - Tak, proszę.
Rozgrzałeś się trochę?
Co robiłeś w tym samochodzie?
Tym szwedzkim wypożyczonym.
- Kim byli ci Szwedzi? - Wybiegłeś przecież z ich samochodu.
Zobaczyłeś policjanta i spanikowałeś...
...ponadto zmusiłeś funkcjonarnjuszy, aby weszli do wody i wyciągnęli cię wraz z plastikową torba.
Wiesz w jak głębokim gównie się znajdujesz?
- Co to były za narkotyki? - Mówicie trochę wolniej.
- 200 gram? - Nic nie wiem o jakichś narkotykach.
W 1991 dostałeś sześć miesięcy za posiadanie kokainy. Prawda?
- Siedziałem, ale nie pamiętam za co. - Zgodzisz się co do tego, że siedzisz po uszy w gównie?
Może nawet głębiej. Ktoś będzie chciał odzyskać pieniądze.
- Masz coś do powiedzenia? - Następnym chcę cele z prywatną łazienką.
- Damy mu czas, aby to przemyślał? - Tam jest brudno.
Płacą wam gówniane pensje, by móc zaoszczędzić dla sprzątaczki.
CZWARTEK
Czas na czyszczenie. Resztę sam umyjesz.
Skąd miałeś narkotyki? Kto chciał je kupić?
Nadal nie masz nam nic do powiedzenia? No dalej, Frank. Marnujesz tylko nasz czas.
Nie możecie mnie przetrzymywać więcej niż 24 godziny. Chłopcy, trzymajcie się przepisów.
Która godzina?
- Zostało wam jeszcze kilka minut, co. - Na zewnątrz czekają jacyś ludzie...
- Wy nic nie wiecie, prawda. - Dlatego tu jesteś, Frank.
Gówno wiecie. Chryste, wy nie macie o niczym pojęcia.
- Myślisz, że nic nie wiemy? - Pokaż mu co powiedział Tonny.
- Robisz z nim sporo interesów? - Patrz co tutaj mam.
Oświadczenie podpisane przez Tonny'ego, twojego kumpla.
- Czy to dobry kolega? - Podpis, pod protokołem zeznań...
No dalej, Frank, przełam się.
Nie zgrywaj twardziela. Dalej, Frank.
No dalej, Frank, przełam się.
Powiedz nam coś. To dla twojego dobra.
Wiemy, że na zewnątrz czeka na ciebie sporo ludzi.
- Co, nic nie powiesz, hyh? - Bierz swoje ubrania i spieprzaj stąd.
Jest 14:00, Czwartek, 22-go, zostajesz zwolniony.
Jeśli będziesz chciał pogadać to, wiesz gdzie nas znaleźć.
Milo... Przepraszam, Milo.
Frankie... Co za niespodzianka, Frankie.
Przepraszam, że nie było mnie wczoraj.
- Mieliśmy dil, prawda? Bo coś pamięć mnie zawodzi. - Miałem przynieść pieniądze ale...
Radovan, pamiętasz, czy umawialiśmy się wczoraj na spotkanie?
Podejdź tu. Usiądź, Frank.
Więc jak?
Nie mam "towaru". Nie mam też pieniędzy.
Czemu nie masz "towaru" i dlaczego nie masz pieniędzy?
- Policja mnie dorwała. - Złapali cię?
Dorwali Frank'a. Z 200 gramami "towaru", taa?
Dlaczego nie siedzisz więc w "pierdlu", czy jak to się tam mówi?
To dziwne. Co ty na to? To dziwne, nie.
Jest w stawie. Cały "towar" wysypałem do stawu.
- Cały "towar" wysypałem do stawu? - Tak, w stawie.
200 gram w stawie.
Mój najlepszy przyjaciel w Kopenhadze. Frank...
200 gram w stawie, taa? Powiedz coś wiecej.
- Nie ma nic więcej do powiedzenia... - Może tak: "Pomóż mi Milo".
Dorwali cię, czy nie?
Nie róbcie sobie jaj. Przecież mówię wam, że mnie złapali.
- Gdyby cię złapali miałbyś jakieś papiery. - Nie mam. Jakie papiery?
Nie dostaje się protkołów, jeśli nić nie znajdą.
To jakiś kiepski żart.
Mamy ci wierzyć, Frank?
Co ja mam teraz z tobą zrobić?
Wisisz mi teraz 180 kawałków.
Nie 180, ale 120.
Na ile się umawialiśmy?
Dil był na 120 kawałków, a ja winien ci jestem jeszcze 50 z zeszłego tygodnia.
Nie, nie... Nie, Frankie.
Był na 120. Był Frankie.
Ale teraz jest 180.
Chcesz zapytać dlaczego? Zapytaj.
- Dlaczego? - To za tę marną historię, co opowiedziałeś.
To właśnie z tego powodu.
Widzisz, dług rośnie. Tak więc 180 i 50 teraz.
Frank...
Dasz radę? Dasz radę oddać część kasy teraz?
Jeśli Radovan pójdzie ze mną, oddam ci 50,000.
- Ale najpierw muszę coś załatwić. - Dasz radę oddać kasę?
Jeden gość wisi mi 50. Możemy je teraz odebrać.
- A reszta? - Za tydzień.
Ok. 50 teraz.
Napijesz się kawy?
- Wrócę za chwilę. - Trzymaj się.
Co się dzieje? O czym gadasz?
Co powiedziałeś glinom?
Co ty sobie myslisz? Co do kurwy sobie myślisz?
Co powiedziałeś policji?
Pierdol się.
Frank, uspokój się. Wyluzuj.
Coś mówiłeś? Co powiedziałeś?
- Czy on jest niebezpieczny? - Nie.
To po prostu dzieciak, który kupuje, kupuje i nie płaci.
Zawsze nie ma go w domu, albo mówi, że zapłaci jutro.
Trzeba ich nękać przez 24 godziny na dobę. Przypominać im ile są ci winni.
Raz pewien "Turas" chciał orżnąć Milo na 30,000.
Więc Milo powiedział, bym się tym zajął. Pojechałem do niego kilka razy...
...i prosiłem go grzecznie o forsę.
Bez skutku. Musiałem iść do niego z nożem.
Wbiłem mu nóż w kolano. Tak mocno, że kiedy go wyciągnąłem, wyszła cała rzepka.
Powiem ci coś, Frank. Cały czas myślę, aby zająć się czymś innym.
- Rzucić to wszystko. - A co byś robił?
Milo to dobry kucharz, prawda? Szczególnie dobrze wychodzą mu ciasta.
Ale ja również całkiem dobrze gotuje. "Shish kebab". To moja specjalność.
Musisz spróbować. Mam nawet swój własny sos.
Jest naprawdę dobry.
Chodzi o to, że myślę o otwarciu restauracji.
Nikomu nie mówiłem, nawet Milo. Jesteś pierwszą osobą, więc się nie wygadaj.
Najpierw muszę znaleźć właściwe miejsce.
- W centrum? - Taa, jeśli się uda.
Wtedy Milo będzie mógł podawać desery.
Nie mów mi, że smakuje ci to co on gotuje. Nie ma mowy. On nie umie gotować.
- Sam tego nie je. - Zgadnij dlaczego!?
- Frank... - Masz pieniądze, czy nie?
- Myślałem, ze się ugadaliśmy... - Potrzebuję teraz.
- Będę miał na pierweszego. - Potrzebuję teraz, nie na pierwszego.
Nie dotykaj mnie. Pokaż lepiej te jebane pieniądze.
Od dłuższego czasu wisisz mi 52,000. Dlaczego nie oddajesz?
Mam sporo problemów. Muszę...
Myślisz, że żartuję?
- To nie jest jakaś pieprzona gra. - Uspokój się.
Jeśli mi nie oddasz, nie będę ci w stanie pomóc. Potrzebuję ich na teraz.
- Płaciłem "na spółkę" z bratem. - Czy twój brat ma pieniądze?
Więc jak może ci pomóc? Jeśli nie zapłacisz on wyrwie ci rzepki z kolan.
Dam ci zegarek.
Po co mi twój zegarek?
Pogódź się z tym, Joakim. To nie moje pieniądze. Nie mogę ci już pomóc.
Proszę uspokójcie się.
Oszust, co? Załatwisz kasę, czy nie?
Posłuchajcie, znam jednego gościa, Pakistańczyka, on pożyczy mi pieniądze.
Pierdolony kochaś "Paskistańców". To moje pieniądze, rozumiesz?
Masz pieniądze, czy nie? Na teraz? Więc mam pomysł.
- Weźmiesz kasę z banku. - On nie potrafi obrobić banku.
- Każdy potrafi obrobić bank. - On nawet nie umie tego właściwie trzymać.
- Jest 15:45. Jak ma okraść bank? - Powiedziałem i koniec. Problem rozwiązany.
On nie potrafi obrobić banku. Nie ma na to odwagi.
Czasu nam starczy. Jaki bank?
Gówno mnie to obchodzi.
- W jakim banku trzymasz pieniądze? - No, nie jego własny bank.
- Nie ma innego w pobliżu. - Obrobi pierwszy, który napotkamy po drodze.
- A co z... - Idziemy.
- Spokojnie, spokojnie. - Spokojnie, wyluzuj stary.
Zastrzelił byś jednego z nas, a drugi rozwaliłby ci łeb.
Już czas, idziemy.
Mogę najpierw wciągnąć ścieżkę?
- Taa, kiedy oddasz pieniądze. - Daj mu teraz.
- Tak po prostu... - Dostaje "ścierwo", aż wyjdzie z banku z pieniędzmi.
15:45, musimy już iść. No dawaj, kochasiu "Pakistańców".
Co teraz zrobimy?
Powiem Milo co się stało, a ty załatw kasę na jutro.
- Nie zapomnij. - Na pewno nie.
- Przepraszam. - Cześć, Frank.
- Jak leci? - Jak leci?
- Wszystko w porządku? - Taa, a jak u ciebie?
- Ok. - Wiec dobrze.
- Wiesz co słyszałam? - Co słyszałaś?
- Co zrobiłeś Tonny'emu? - A co słyszałaś?
Słyszałam, żeś go nieźle poturbował.
Co się kurwa dzieje?
Tańczysz, czy nie?
"King" rozchorował się mega-kurewsko.
Zwymiotował wczoraj całą karmę. Wpadłam w panikę.
Włożyłam go do taksówki i pojechaliśmy do jakiegoś drogiego weterynarza w centrum.
- To pech, co? - Totalnie.
Dzisiaj jest impreza. Chcesz pójść?
- Będą tam jakieś gwiazdy? - Myślę, że tak.
- Chcesz iść? - Oczywiście, że tak.
- Przyjadę po ciebie o dwunastej. - Świetnie.
- Świetnie. - Do zobaczenia.
Co to jest?
- Z Boliwii. Ile potrzebujesz? - Cztery gramy.
- 2,800. - 600 za gram.
- 2,800. - 700 za gram.
Kurwa, stary.
- Zostaw go. - Potrzebna mi karta.
- Nie będę za nią płacił jeszcze raz. - Połowa teraz. 550.
- Nie, kosztuje 700. - Więc... Chcesz kupić "spluwę"
Poważna broń, stary. To siła, Frank.
5,500 i dorzucę 100 naboi.
- Dasz radę załatwić 100 gram "białego"? - Dam, jeśli to ma być "heroina".
- Jutro mam dostawę. - Zadzwoń do mnie.
- Tylko szybko, bo potrzebuje kasy. - Nie ma sprawy. Co ze spluwą?
Po co mi pistolet? Ale przydałby mi się nowy telefon.
- 800. Na kiedy potrzebujesz? - Za godzinę.
Za godzinę... Dobra, spotkamy się tu za godzinę.
- Wtedy będę potrzebował te cztery gramy. - Cztery gramy za 2,800.
- Nie możesz poczekać z tym do jutra? - Ale jutro, kurwa "na bank".
- Telefon możesz zatrzymać. - Pieprzyć to.
Było całkiem nieźle.
Coś nie tak?
Nie, nic.
Co ten fotograf powiedział do ciebie?
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Taa.
Zapytał, czy zrobię mu laskę za 500.
Myślał, że jestem dziwką.
A nie jesteś?
Nie jestem dziwką, jestem hostessą.
Jaka różnica, czy cię rżną cię za 3,000, czy za 300?
Jest wielka różnica.
Mogłam być, kimkolwiek chciałam, a pragnęłam być hostessą.
Vic, wsiadaj.
Vic, do kurwy-nędzy właź tu, teraz.
Czy uważasz, że to co robisz, jest takie złe?
Chodzi mi o to, że dopóki jest to dla ciebie opłacalne...
...i dobrze się przy tym bawisz, nie ma co narzekać.
Nie chce mi się o tym gadać.
Będę spała w tym pokoju.
PIĄTEK
Halo? Kto mówi?
- Mówi Thies. - Thies, to ja, "Frank of Denmark".
Co?
Zaczekaj chwilkę.
Powiedziałem zaczekaj.
Odczep się. Rozmawiam przez telefon.
Powiedziałem, "Odwal się". Gadam przez jebany telefon.
Co się kurwa z tobą dzieje? Pierdolony ćpun.
Jutro?
Kurwa, stary, miało być na dzisiaj.
Ok. Do zobaczenia, Thies. Cześć.
- Jak leci, Milo? Mówi Frank. - Cześć Frank, jak się masz?
Jestem strasznie zajęty, nie dam rady przyjść dzisiaj.
- Nie spotkasz się ze mną? - Mam dużo spraw, którymi muszę się zająć.
- Wczoraj też nie przyszedłeś. - Rodovan nie mówił ci co się stało?
- To niedobrze, że nie możesz przyjść. - Posłuchaj, dzisiaj nie mogę.
- Przyjdź teraz, porozmawiamy. - Teraz nie dam rady, ok?
Jeżeli nie przyjdziesz jutro...
...i nie oddasz 50,000, wogóle nie będziesz mógł chodzić. Zrozumiałeś?
Co oglądasz?
Jakiś głupi film z Johnny'm Depp'em.
A kto to?
Czemuś taki markotny? Coś się stało?
Wkurzyłeś się na kogoś?
Co to?
- Frank, Co to jest? - Otwórz i się dowiedz.
Dzięki, Frank.
- Wystarczy. - Dzięki, do cholery.
Powiedziałem, ze wystarczy.
- Idziesz do pracy? - Taa.
SOBOTA
- Vic, gdzie masz laktozę? - Tam w środku...
Gdzie? Nie słyszałem co mówiałaś. Gdzie jest?
- Nie możesz sobie kupić własnej? - Nie mam czasu. Gdzie jest?
- O czwartej będą operować "Kinga". - Ok.
- Przeżyje? - Doktor mówi, że może umrzeć.
- Zawieziesz mnie? - Nie mam czasu.
Nie możesz tam ze mną poczekać?
Ok, zawiozę cię.
Muszę najpierw coś załatwić. Nie mogę tam zostać, a do domu możesz wrócić taksówką.
- Wysiadaj. - Co?
- Co ze mną? - Co z tobą?
Nie mogę tu tak stać. Deszcz pada.
- Do zobaczenia. - A gdzie moje pieniądze?
- Jedziemy do lecznicy. - Co?
- Będą operować "King'a". - Wiesz co?
- Jesteś łajdakiem. - On może umrzeć.
Potrzebuję na teraz. Jezu, ty miałeś to zaplanowane.
- Chcesz jechać z nami do lecznicy? - Chcę tylko swoich pieniędzy, teraz.
- Taa, ale ja ich nie mam. - Chcę tylko swoich pieniędzy.
Kto to?
Jak leci?
- Frank, co ty sobie myślisz? - O co ci chodzi?
- Zwariowałeś, czy co? - Zwariowałem?
Czy ktoś z nas zwariował?
Nigdzie nie pójdę.
Pospiesz się, Frank.
Wyluzuj, ok.
Co w ciebie wstąpiło?
Nic.
- Miałem sporo na głowie. - Nie przyszedłeś wczoraj .
Wczoraj nie miałem forsy.
Co mam zrobić, kiedy Milo mówi: "Znajdź Frank'a i odzyskaj pieniądze"?
Mamy poważny problem.
- Wpadnę później i oddam pieniądze. - Wiesz, że potrzebuję ich teraz.
Mam 100 gramów "białej heroiny" za 100,000.
Naprawdę? Skąd je wziąłeś?
- Chcesz? - Jasne, że chcę.
Chcesz dać mi laktozę?
To laktoza Vic.
Oszalałeś?
Najpierw laktoza, a później proszek do pieczenia. Powinienem wyrwać ci rzepki z kolan.
Masz jeszcze jedną szansę. 230,000 za dwie godziny. Zrozumiałeś?
Co się stało?
- Gdzie jest Rita? - Nie wiem.
Możemy jechać?
Weź taksówkę.
- Wisisz mi forsę. - Cześć, Frank.
- Chcę moich pieniędzy. - Wyluzuj.
Wiszę ci kasę, i co z tego? Nie mam. Mogłeś wcześniej zadzwonić.
- Gdzie jest telefon? - Nie ma.
- Co posiadasz? - Tylko śmieci warte jakieś 20,000 koron.
Możesz to wziąść. Gdybyś najpierw zadzwonił skombinowałbym kasę.
To jest warte tylko 20 kawałków.
Cześć, mamo.
- Jak się masz? - Dobrze.
Czym się teraz zajmujesz?
Nic szczególnego. No wiesz, różne rzeczy. Staram się znaleźć jakąś pracę.
Jesteś głodny? Na pewno?
- Moge coś zrobić. - Nie trudź się.
Masz jakieś pieniądze?
Muszę dzisiaj oddać pieniądze.
- Za co? - Jestem winien pieniądze.
- Ile? - 230,000.
- 230,000? - Chcą je na dzisiaj, lub...
Masz jakieś pieniądze?
Ci ludzie, nie możesz z nimi porozmawiać?
Oni nie chcą rozmawiac, chcą tylko swoje pieniądze.
Mam 6,000. Możesz je wziąć.
- Już idziesz? - Taa, śpieszę się.
- Gdzie jest mój "towar"? - O co ci do diabła chodzi?
- Gdzie moja "heroina"? - Przecież ci dałam.
Dałaś mi jebany proszek do pieczenia. Dlaczego dałaś mi proszek do pieczenia?
- Sprawdziłaś "towar"? - Taa, sprawdziłam.
- Więc czemu dostałem proszek do pieczenia? - Nie dostałeś.
- Dostałeś to co ja dostałam. - Gdzie byłaś wczoraj?
- Gdzie byłaś wczoraj? - Nie wiem.
- Gdzie byłaś? - Byłam u Lasse Lakken.
- Gdzie jest mój "towar"? - Nie widziałem twojego "towaru".
Frank, "towar" jest w Amsterdamie.
Chcę mój "towar". Oddawaj go.
Frank, "towar" jest w Amsterdamie. On nie miał z tym nic wspólnego.
Mój "towar" jest w Amsterdamie?
Jak leci, Frank?
- Mam kasę. - Kurwa, czas najwyższy.
- Miałeś dzwonić. - Potrzebuję trzy gramy więcej.
- Co robisz? - Chcę twoją "kokę" i pieniądze.
Zwariowałeś, czy co? Jezu Chryse.
To prawda co ludzie mówią. Masz nasrane we łbie.
Co z tobą?
Nie bądź śmieszny.
Co ty sobie myślisz?
Zabrał mi całą kasę.
Co do diabła sobie myślisz?
Jak leci?
- Dwie godziny minęły, Frank. - Cześć, Frank.
Masz spluwę, Frank?
Zwykle nie nosisz broni.
Co chciałeś z nią zrobić? Idziesz na wojnę?
- Choć, przejedziemy się. - Potrzebuję więcej czasu.
Dam wam 30,000, jak mnie puścicie.
50,000?
Halo, Frankie.
- Hej, Frankie... Cześć Frankie. - Mam 59,000.
- Jak się masz? - Mam 59 kawałków, możesz je wziąć.
Frank, wisisz mi 230,000.
Tyle jesteś mi winien. Powtórz.
230,000. Potrzebuję jeszcze dwóch dni.
- Co mówisz? - Dwa dni i wszystko oddam.
Więc jeden, daj mi tylko jeden dzień.
Ok. Masz samochód, prawda?
Daj mi klucze i powiedzmy, że oddałeś 60,000. W porządku, co?
Połóż klucze na stole.
Ile mu za to damy?
500? W porządku? 500, taa?
Ok, to dalsze 500. Masz coś na szyi?
To następne 500, co?
- Posuwamy się na przód, Frankie. - Mam 700 przy sobie.
- No i masz jeszcze 59 kawałków. - Kasa jest w hotelu.
Nie ma problemu, Frank. Radovan odbierze kasę.
Nie może. To nie zadziała w ten sposób.
- Klucz dadzą tylko mnie. - Znów mamy problem?
On po nie pojedzie. Możesz zadzwonić?
Możesz zadzwonić do hotelu?
- Zastałem Ulrik'a? - Chwileczkę. Nie, przykro mi.
- Kiedy wróci? - Nie wiem. Mam coś przekazać?
Mamy kolejny problem.
Ile masz problemów?
Ile masz problemów, Frank?
- Tylko jeden? - Nie ma problemu. Kasę trzeba będzie odebrać później.
Co teraz, Frank?
- Nic złego nie zrobiłem. - Nie słyszę co mówisz.
Może porozmawiamy?
Nie zrobiłeś nic złego, co?
Jesteś moim przyjacielem, Frankie.
Miałeś oddać 50,000 i nie wróciłeś.
- 50,000 mam w hotelu. - 50?
Powiedziałeś, że 59.
Chcesz mnie wydymać. On chce mnie wydymać.
Frank, chcesz mnie wydymać, co.
No dalej Frank, opowiedz mi kolejną bajkę.
Frank, jeśli owiniemy bezpiecznik folią aluminiową, będziemy tak mogli przez całą noc.
No chyba, że opowiesz nam kolejną historyjkę.
Amsterdam...
Sprzedać... aby oddać ci pieniądze.
Masz pieniądze. Gdzie?
Opowiedz nam historyjkę. No dalej, weź się w garść.
Amsterdam... chciałem kupić "towar", który mógłbym tutaj sprzedać i w ten sposób oddać ci pieniądze.
- Za moimi plecami. - Nie chciałem cię oszukać.
A więc to tak, Frankie, mały chujku.
Teraz ci coś pokażę, mały złodzieju.
Pokażmy mu. Pokażmy Frankie'mu, co się robi ze złodziejami.
Mały chujek.
Teraz się boisz, co?
NIEDZIELA
- Która godzina? - Dziewiąta.
- Co się stało? - Skopali mi dupsko.
- Kto? - Jacyś faceci.
- Co teraz? - Muszę opuścić to miasto.
"King" zdechł wczoraj.
Chcesz ze mną wyjechać?
A chcesz abym pojechała?
Taa, chcę żebyś wyjechała.
Dokąd?
Wszędzie, byle nie do Szwecji...
...lub Jugosławii.
A ty, gdzie byś pojechała?
Do Hiszpanii.
Hiszpania...
Ok... Pojedziemy do Hiszpanii.
Zatrzymaj się tutaj.
- Ile? - Jest twój za 10,000.
Dziewięć.
Dziewięć.
- Ok. - Zaczekaj tutaj.
Frank...
Frank, to ty?
Jak się masz?
- Dlaczego pytasz? - Do mamy problem.
My?
Sprawy zaszły za daleko. Za dużo ludzi zaczyna o nas mówić.
To źle dla ciebie, źle dla mine... ...źle dla "interesów".
Frank, mój przyjacielu...
...musimy z tym skończyć, co?
- Jaką masz propozycję? - Ile kasy masz przy sobie?
Około 70,000.
Ok, przywieź je do mnie i będziemy kwita. Co ty na to?
Do zobaczenia.
Nie jedziemy.
Już wszystko w porządku. Nie ma już problemu.
Co do diabła miałbym robić w Hiszpanii?
Best watched using Open Subtitles MKV Player
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.