Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kurwa.
( Zawisza wyłącza alarm )
Hela?
Hela!
No, wychodź!
Co?
Wychodź, śmiało!
Hela...
Gdzie jesteś?
Hela!
Nie bój się! Wychodź!
Hela!
Hela, gdzie jesteś?
Wiem o Olku.
Chodź.
Daj mi to.
Wiesz, że...
w całym moim życiu byłam szczęśliwa tylko cztery dni?
Właściwie nie dni.
Cztery momenty.
Pierwszy, jak Artur przywiózł mnie do domu na Opalową.
Z jednym plecakiem.
Bałam się waszej mamy jak cholera.
Zjadłam kolację, położyłam się do łóżka,
a Artur mnie przytulił i powiedział: "Teraz już wszystko będzie dobrze".
Drugi, jak urodziłam Wiki.
Położyli mi ją na piersi. Mój promyczek.
I znowu dałam sobie wmówić, że wszystko będzie...
Inaczej. Że wszystko będzie okej.
Trzeci, jak jemy frytki z Wiki, z Olkiem.
Wiki smaruje twarz Olkowi keczupem.
Czekamy na transport do Niemiec.
I wtedy przyjeżdża Artur...
I najpierw zaczyna bić Olka.
A czwarty? Powiedziałaś "cztery".
To jak mi Wiki dała swój numer telefonu.
Jakie to jest słabe.
Całe życie daję się nabrać, że wszystko będzie dobrze,
że wszystko będzie okej.
Wczoraj złapałam się na tym, że modlę się o Wiki.
- Powodzenia. - Nie, ty musisz wierzyć.
Musisz mieć nadzieję. Najbardziej ze wszystkich.
- Słuchałaś mnie w ogóle? - Odzyskałaś ją, rozumiesz?
Hela, ona się znajdzie, zobaczysz.
Jeszcze będziecie miały szansę.
Ja myślę, że nie.
Ja myślę, że Wiki już nie ma.
To, dlaczego jeszcze nie wyjechałaś?
Kuba...
Kuba, obudź się, proszę!
Wiki...
Przepraszam.
Przepraszam, Kuba.
Ja nie chciałam, ja naprawdę nie chciałam...
Jesteś tu, wszystko jest dobrze.
- Przepraszam. - Wszystko jest dobrze.
Nie przepraszaj, jest dobrze, jesteś tu...
Ja nie chciałam...
Cicho już.
Już. Kocham cię.
- Ja nie chciałam, Kuba... - Wiem, że nie chciałaś.
Ja nie chciałam!
Godzina 00:39, telefon Kuby loguje się w domu,
a jego auto jest na skrzyżowaniu 500 metrów od domu Zawiszy.
Mniej więcej w tym samym czasie czujki ochrony obwodowej
wykryły ruch w domu na Opalowej.
Zawisza dostaje powiadomienie.
A trzy minuty później Kuba leci za nim prosto na Międzyzdroje.
Czyli co? Wiktoria nie chciała wrócić do domu, bo bała się Kuby.
Wysiadła z auta Kłobuckiego i poszła na Opalową...
- I uruchomiła alarm. - I przyjechał Zawisza.
A zaraz za nim Kuba.
Czyli co?
- Mamy go? - Mamy go.
Dzień dobry, panie prokuratorze, komisarz Schulze.
W kontekście naszej wczorajszej rozmowy
wysyłam wniosek o aresztowanie Jakuba Bojko.
Po pierwsze, mamy go na monitoringu, zeznał nieprawdę,
śledził majora Zawiszę, po drugie dziewczyna, która wypadła z balko...
Zweryfikował pan to osobiście?
Dlaczego dowiadujemy się dopiero teraz?
Jasne, oczywiście. Jasne.
Również panu życzę miłego dnia.
Co jest?
Adwokatka załatwiła mu alibi.
Kazał go puścić?
Przytrzymaj Kubę jeszcze godzinę.
Nie czarujmy się.
Nie ma tutaj nikogo, komu by się tylko niby powinęła noga.
Prawda?
Właśnie, że nieprawda, bo mnie się powinęła.
To i tak jest postęp, bo godzinę temu mówiłeś, że byłeś niewinny.
Bo byłem! Ale mi się noga powinęła i mnie złapali.
No to musisz, Zbysiu, po prostu zacząć patrzeć pod nogi!
Żarty na bok. Panowie!
Tylko ci z nas, którzy mają jakąś strukturę,
pracę, rodzinę, rutynę,
którzy znajdują sobie jakiś cel
i biorą za siebie odpowiedzialność,
tylko oni mają jakąś szansę, żeby wyjść na prostą.
Jasne?
Ooo... Piękna pani! Dzień dobry!
Dzień dobry. Przepraszam bardzo, Klara?
Jedź dalej, Rafał. Zaraz wracam.
Dobra, panowie! Wracamy, halo!
Żyjesz? Chcesz kawy?
No.
Co będzie robić po powrocie do domu? Śmiało, ręce do góry.
Dobra, dziękuję.
A ilu z was ma plan inny niż zalanie z kumplami pały?
( wybuch śmiechu )
Jak czegoś tutaj nie schowam, to zaraz zniknie.
- Ci faceci są gorsi od mrówek. - Chyba nie tylko oni.
Jak następnym razem będziesz czytała cudze listy,
to chowaj je z powrotem na miejsce.
Ale ty mówisz o tym od Wiki? Przecież sama mi go dałaś.
- Troszkę się wczoraj zrobiłaś. - Sorry.
Luz.
- Mleko? - Nie.
Cukier?
Nie.
A co tam się dzieje?
Tam? Warsztaty readaptacyjne.
Rafał Wejman je prowadzi, były psycholog więzienny.
Też siedział. Trzy lata.
Za co?
Kilka lat temu zniknęła jego córka. I zabił gościa, który ją porwał.
Sorry.
Ale dziewczyna przeżyła.
Uratował ją w ostatnim momencie.
Nie wiem, może chciałabyś pogadać z nim, jak teraz...
...sobie radzić?
Nie, dzięki.
Ale w sumie chciałabym się z kimś spotkać
i możesz mi w tym pomóc.
Czego pani ode mnie oczekuje?
Pani Zosiu, chcę, żeby powiedziała pani prawdę.
Powiedziałam. Był ze mną w nocy.
Wie pani, o co on jest podejrzany? O zabójstwo żony i teścia.
Nie zrobił tego.
Bo... bo pani go zna?
Bo pani wie, że taki nie jest?
Nie powiedzieli pani?
Wszystko jest nagrane.
Kuba tutaj był. Wpuściłam go do środka.
Z nudów rozjebałam sobie życie.
Puść go.
Chciałem bardzo podziękować, że to się wszystko udało.
Proszę. I do widzenia.
( Helena dzwoni, otwiera się brama więzienia )
Zapraszam serdecznie! Czego się pani napije?
Dziękuję bardzo.
Proszę siadać.
Przepraszam za warunki, ale zalało mi biuro.
To jest moje tymczasowe zesłanie.
Dziękuję, że pan znalazł dla mnie czas.
W czym mogę pomóc? Klara właściwie nic mi nie powiedziała.
Chodzi mi o Aleksandra Trzcińskiego.
Chciałabym zająć się jego pogrzebem.
Jest pani z rodziny?
On nie miał rodziny.
W takich wypadkach ciężar pochówku spada na zakład karny.
A zrobi to zakładowi jakąś różnicę?
Musiałbym sprawdzić, czy to jest w ogóle możliwe.
W sensie prawnym.
Nie zależy mi na zasiłku pogrzebowym, jakby co.
Pani wybaczy ciekawość, ale...
Co panią obchodzi jakiś osadzony?
Bo go kiedyś kochałam.
I gdyby nie ja, on nigdy by tutaj nie trafił.
Bardzo mi zależy,
żeby go godnie pożegnać.
Siema.
Przyniosłem ci jakieś żarełko i motogazetkę do czytania,
żebyś cały czas tych pornosów nie oglądał.
Gadałem też z lekarzem prowadzącym.
I mówi, że...
jest dobrze, że ostrożny optymizm.
To co? Ci tu położę, będzie okej?
Masz ty trochę wstydu w sobie, co?
Stary...
Ja wiem, że grzałem,
ale to nie jest moja wina, że ci się poduszka nie otworzyła.
Jestem po rozmowie z Zosią.
Przepraszam.
Mi się...
Po prostu coś czasami...
...tak we łbie odkleja i ja nie panuję wtedy nad sobą.
Jednak dobrze się z Wiki dobraliście.
O co ci chodzi?
No co, ty nie wiesz?
Wiki dawała dupy.
Stary, to nie jest śmieszne, wiesz?
Koleś, który ją ruchał, składał zeznania u nas na komendzie.
Wszyscy o tym gadają.
( samochód hamuje z piskiem )
Mało ci, Kuba? Jeszcze kogoś chcesz rozjebać?
Krupa!
Krupa, zaczekaj!
To prawda, że ktoś się zgłosił w sprawie Wiktorii?
Masz postępowanie dyscyplinarne, jesteś zawieszony.
- Nie mogę się martwić o swoją żonę? - A martwisz się, Kuba?
- Chcę wiedzieć, kto się zgłosił. - Dlaczego miałbym ci to powiedzieć?
- Bo mógł jej zrobić krzywdę! - Ty też mogłeś.
Styczeń zeszłego roku.
Chłopak gwałci dziewczynę, dziewczyna składa zeznanie.
Chłopak jest chrześniakiem twojego kumpla. Mówić dalej?
I co? Pójdziesz do komendanta?
To jest twoje słowo, Bojko, przeciwko mojemu.
SMS-em napisałeś mi, co mam mówić.
Krupa, ja nie chcę tego użyć.
Ja chcę tylko wiedzieć, kto złożył zeznanie w sprawie mojej żony.
Proszę cię.
Proszę. Papiery.
Dzięki.
- Na razie! - Trzymaj się, Danusia!
Dzień dobry, komisarz Schulze.
Muszę z panią pilnie porozmawiać. Gdzie mogę panią znaleźć?
Dziękuję bardzo.
Szczęść Boże!
Do widzenia!
Dziękuję, że znalazła pani chwilę.
Przepraszam, żebym nie zapomniała...
Olek powiedział, że Zawisza miał skrytkę,
w której trzymał jakieś informacje czy haki na ludzi.
I uważał, że ktoś może szukał tego tamtej nocy na Opalowej.
- Powiedział coś więcej? - Nie.
Rozumiem, że to pani zajmuje się jego pochówkiem.
Jutro Zakład Medycyny Sądowej przekaże ciało.
Dziękuję.
Przepraszam.
Przepraszam panią za to, co się wtedy stało 15 lat temu.
Pani nie zmusiła mnie do złożenia fałszywych zeznań.
Pani szef to zrobił na prośbę Zawiszy.
Ale to ja przyjmowałam te zeznania. Mogłam się postawić.
Olek nie poszedłby siedzieć.
Dowiedzieliście się, kim był ten facet Wiki, z którym się spotykała?
Zgłosił się na komisariat, złożył wyjaśnienia.
Kto to?
Wiem tyle, że tamtej nocy wysadził ją z auta, bo się awanturowała.
Prawdopodobnie była pod wpływem.
Chcę z nim porozmawiać.
Przykro mi, ale nic nie mogę zrobić.
Wtedy 15 lat temu też nic nie mogłaś zrobić.
Masz, kurwa, mózg? Czy cały ci wyżarło?
Co ja mówiłem? Nie ma to nie ma.
- A kiedy będzie? - Będzie to będzie.
Idź stąd.
- Jak tam, Filipek? - Żyję.
Podobno chcą ze mnie zrobić nowego Olka.
Niby tymczasowo. Ja nie wiem, jak on łykał tyle tego gówna.
Co powiedzieć? Szkoda chłopa.
- Przecież sam go chciałeś odjebać. - No ale się z tego nie cieszyłem.
To była dobra morda. Lubiłem Olka.
Chce cię widzieć teraz.
- Dwójka wykręcona? - Tak.
- A w celi zagłuszone? - Daniel, ogarniamy sprawę.
( strażnik puka do celi )
Mam tu porucznika Bojko.
Wejść.
Już nawet nie udajemy, kto tu rządzi, co?
Jest jak jest.
Zostaw nas samych.
Unikasz mnie, Daniel.
Jak ci tak bardzo zależało na robocie Zawiszy,
to trzeba było przyjść do mnie, a ty co? Utrudniasz mi życie.
Łazisz do Surmy za moimi plecami.
Myślałeś, że się nie dowiem?
To teraz powiedz mi grzecznie, na co się z Surmą dogadaliście.
Miałem cię odciąć od kontrabandy.
Tylko tyle?
Tyle.
Kurwa! Na funkcjonariusza łapę podnosisz?
I co zrobisz?
Postawisz się?
No, postaw się.
Jeszcze będą z ciebie ludzie, Daniel.
Tylko trzeba cię trzymać za mordę jak Surmę.
Wychodzę!
Jestem!
Sekcja zwłok Trzcińskiego: 7 ciosów nożem, zabił go coś w samo serce.
Na razie nie da się ustalić, czy łykał prochy,
dowiemy się po badaniu wycinków z żołądka i jelit.
- Wołowina? - Moja!
Ja mam też coś w temacie.
Konsultowałem kartę Trzcińskiego ze szpitala więziennego.
Biegły zwrócił uwagę na jeden incydent.
Trzciński miał w karcie jelitówkę, ale leczyli go tak,
jakby się leczyło ostre zatrucie żołądka,
jakby mu pękł kondom z towarem.
Smacznego.
Odpaliłem nagrania z kamer Zawiszy. Tydzień się cofnąłem, nic ciekawego.
Ja coś mam.
Na Opalowej ktoś rozwalił ściany, jakby czegoś szukał.
I info od Heli Zdun: Zawisza trzymał jakieś haki.
Powiedziała na kogo?
A ty, Adaś, byłeś w tej przetwórni?
Olek podobno był blisko z jedną pracownicą, która, cytuję:
"przynosiła mu żarcie do roboty". Ale na mój widok się zawinęła.
Pod adresem jej nie zastałem. Do roboty też dzisiaj nie dotarła.
To puściłem jej pocztą wezwanie, co się będę za nią ganiał?
A jak się nazywa?
Surma, Katarzyna.
- Co? Czegoś nie wiem? - Nie słyszałeś nazwiska Surma?
- Nie. - Nowy. Z prowincji.
To lecisz po wodę.
- Gaz. - Nie gaz.
( ujadanie co najmniej kilkunastu psów )
Dzień dobry!
Dzień dobry!
Dzień dobry!
Czytać nie umiecie?
Teren prywatny.
Komisarz Schulze, Komenda Miejska w Świnoujściu.
Szukamy pani Katarzyny Surmy.
Kolesko, podkomisarz.
Co, młody wczoraj spękał
i tatę, i mamę przysłał?
Zastaliśmy panią Katarzynę?
- Gdzieś się szlaja. - Gdzieś konkretnie?
Następnym razem przyjedziemy już na przeszukanie i zatrzymanie.
Podstawa prawna? Powód?
Znajdą się.
Znał pan Artura Zawiszę?
Aleksandra Trzcińskiego?
Bratanica nic nie wspominała? Podobno lubili się.
Rozumiem, że to teraz pan troszczy się o nią,
odkąd brat zginął w wypadku samochodowym,
a sprawca zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach?
Nie chce pan oszczędzić Kasi stresu związanego z zatrzymaniem?
Nie lepiej od razu na komendę przywieźć i normalnie porozmawiać?
Wiecie, gdzie jest brama.
Cześć, to ja. Można?
Cześć.
Miałem zadzwonić, ale pomyślałem, że lepiej, jak wpadnę.
Schulze dzwoniła. Wiem, że Kubę wypuścili.
I tak chciałem cię przeprosić.
Twój brat. Broniłeś go, nie?
Wiesz, że możesz na mnie liczyć, niezależnie od wszystkiego.
Jutro mamy pożegnanie przed kremacją. Mówili wam?
Może pomógłbyś mi z chłopcami?
Jakoś tak dobrze ich ogarniasz.
Jasne.
- Wpadniesz? Napijesz się czegoś? - Nie, dzięki. Muszę lecieć.
Dzięki.
Już jest.
Który to jest?
Siedzi przy barze.
Przepraszam bardzo, dobry wieczór.
Czy moglibyśmy porozmawiać na osobności?
Jestem Helena Zdun, jestem mamą Wiki.
Wiem o was.
Przepraszam, pani mnie chyba z kimś pomyliła.
Dobra, Franiu, widzimy się jutro na hali, nie?
No, dzięki! Cześć!
- Wiem, że byliście blisko. - Nie wiem, o co pani chodzi.
Ja chcę tylko porozmawiać.
No i co ty, człowieku, uciekasz?
Chcę tylko porozmawiać. Poczekaj chwilę!
Mówię do ciebie!
Wiesz, co się stało z Wiktorią?
Słyszysz, co do ciebie mówię?
Hej, człowieku, mówię do ciebie! Stój!
Ej, posrało cię? Kurde!
Załatw mi jego adres.
A niby jak?
Mam do niego podejść i się zapytać: "Ej, stary, gdzie mieszkasz?"
Nie, ale kumpluje się z twoim szefem, tak?
Bardzo cię proszę.
No, chodź.
Chodź.
Wszystko będzie dobrze. Nie martw się.
- Dzień dobry! - Dzień dobry.
Ja pieprzę, znowu Majewska.
- Dzień dobry! - Dzień dobry.
Nazywam się Danuta Schulze i jestem komisarzem policji.
A to jest pani Magda, jest psychologiem policyjnym
i będzie się przysłuchiwać dzisiaj naszej rozmowie.
Zapraszam.
Usiądź.
Pani Kasiu, zajmuję się sprawą pani znajomego,
pana Aleksandra Trzcińskiego.
Przepraszam, rozmowa jest nagrywana?
Tak, oczywiście.
Tobie nie jest za ciepło?
Nie.
- Możemy zaczynać? - Tak, proszę.
Pani Kasiu, znała pani pana Aleksandra Trzcińskiego?
- Tak. - Lubiła pani go?
Ba-ba-bardzo lubiłam.
A może pani opowiedzieć, jak się poznaliście?
Moja klientka poznała pana Trzcińskiego w miejscu pracy,
w przetwórni ryb, gdzie zajmowała się pakowaniem produktów.
I tu jest jej umowa o pracę. Proszę bardzo.
Spotykaliście się też poza pracą?
Nie, spotkania były wyłącznie w miejscu pracy.
Mam prośbę.
Czy mogłaby pani Kasia sama odpowiadać na pytania?
Tu jest moje upoważnienie do reprezentowania pani Katarzyny.
Pan mi coś wytłumaczy.
Ma pan kilka swoich biznesów. Mógł pan Kasię zatrudnić u siebie.
Po co wysyłać ją do roboty w przetwórni?
Czyli to nie ma nic wspólnego z faktem,
że przetwórnia ma umowę z zakładem karnym?
Nie wstyd panu się tak za bratanicą chować?
Już po wszystkim.
Pani komisarz powiedziała, że bardzo pomogłam.
Ja wiem, będzie wszystko dobrze.
- Do widzenia. - Do widzenia!
No, dobra, panowie, gotowi jesteście?
Tak.
No to musisz mieć trochę wyżej. O, tak jak teraz.
Dobra, patrzycie, co robię i powtarzacie po mnie, dobrze?
Najpierw przechodzimy przez ulicę.
Okrążamy rondo.
Przechodzimy przez tunel.
I na koniec pod mostem.
Dajecie radę?
O!
Tak. Pokażcie.
Dobrze, dobrze, dobrze...
- Kurczę! - Co jest?
Telefon. Musiałem go gdzieś odłożyć, jak pomagałem chłopakom z krawatami.
- Ale będziesz nas odwoził. - Ja muszę być pod telefonem.
Jesteśmy za wcześnie. Chodźcie szybko obrócimy.
Dobra, jedź.
1387 kratka - kod do alarmu.
Zaraz wracam.
Schowaj to, kochanie.
Zaczynamy na dole.
Macie 40 minut.
Na co czekasz? Zapierdalaj.
Rafał?
O, cześć!
Jaki mały świat!
Przyjechałeś do mnie do roboty i nawet nie zadzwoniłeś?
Nie, Hanka zrobiła ze mnie kuriera.
Muszę za nią podrzucić jakieś papiery.
Już kończy Szczytno?
Nie. Na razie musiała wybrać miejsce na praktyki.
I wybrała u was.
Chyba dlatego, żeby mnie trochę popilnować.
A jak Gabi?
Jak się trzyma?
Ostatni raz, jak ją widziałam, to chyba szła na studia.
Nie wyszło. Źle znosiła duże miasto.
Tłum, presję.
Zaczęły się ataki paniki. Madzia robiła, co mogła,
ale w końcu dla dobra Gabi wyjechały do Niemiec.
Przykro mi.
- U ciebie dobrze? - Okej.
Skoro już cię mam, podpowiedziałbyś mi o Zawiszy
w kontekście handlu dopalaczami w zakładzie karnym.
Ale pytasz, czy był zamieszany? Czy co?
To, że był zamieszany, to na pewno wiem.
Artur miał trzech wiernych ludzi.
Krzyśka Ryszkę, Starzyka i Kłobuckiego.
Moim zdaniem wszyscy trzej handlowali,
a Artur im to umożliwiał.
Starzyk i Kłobucki. Coś więcej o nich?
Jak... jak się można spóźniać
na pożegnanie własnego ojca?
Zadzwoń do Artura.
Zwariuję z tą babą.
Mamuś... Artur jest tu i przyszliśmy go pożegnać. Pamiętasz?
Zadzwoń do niego w tej chwili. Trzeba ojcu buty zmienić.
On tych nie lubił.
Spokojnie, mamuś. Spokojnie.
Za chwilkę rozpoczynamy ceremonię
wprowadzenia trumny do komory spopielania.
- Kupiłam ci kabel do ładowarki. - Ładowarki?
- Do ładowarki? - Weź idź do pracy, bo się spóźnisz.
Dzięki!
- Kocham cię. - Ja ciebie też.
No to widzimy się! Na razie, cześć!
( trzask paralizatora )
Powiedział ci, czego chce?
Ja go pytał nie będę.
Okłamałeś mnie wczoraj.
Nie.
Podobno raiłeś dyrekcji wypuszczenie Olka na przepustkę?
Po co?
No...
Kombinuj.
Kombinuj.
Może coś wymyślisz.
Chciałem cię wkurwić.
Kłamiesz mnie.
Nie kłamię.
Miał znaleźć teczki Zawiszy, ale go zajebaliście.
No...
Widzisz?
Nie lepiej było mówić prawdę od razu.
To teraz klęknij.
- Na kolana. - Nie.
Na kolana!
No, już.
Nie mów, że tego nie lubisz.
Nie! Nie!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.