All language subtitles for Marysia I Napoleon (1966)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

KONIEC

Prosz臋 mi!

Nie.

M贸wi po polsku. M贸wi, ale francuski.

A to wasza taks贸wka stoi tam w klombie? Tak jest, to m贸j w贸z.

Dlaczego mi si臋 pan tak przygl膮da?

Nie.

Gdzie偶 ten tw贸j Francuz? No by艂 tu, no w widocznej gdzie艣.

No m贸wi臋 wam ca艂kiem jak ten.

No.

Chod藕 no tu.

Bli偶ej.

Kuchnij. Nie no, te偶 pan kierownik.

Jak rany. A wy mogliby艣cie lepiej koni dogl膮da膰.

Krowy wam posa膰. M贸wi艂em przecie偶, 偶e aeroplany ich by stracili. A tak, wy

zawsze znajdziecie jakie艣 wykr臋ty.

A przynajmniej przeprosili艣cie tego Francuza. Nie, jak by艣my przyszli od

ju偶 go nie by艂o. Tylko ta taks贸wka wsta艂a w klombie.

A c贸偶 to panna tak si臋 za艣miewa?

Podobno Francuz jaki艣 wam zgin膮艂. A ja wiem, gdzie on jest.

Pani Walewska.

No i z czym ju偶 to wasz pani tak si臋 艣miej膮?

Ciszej, m贸wi臋.

Jak to, panie Szambelanie, przecie偶 pani 艣mieje si臋 prze艣licznie. Nie, co mi to

w艂a艣nie b臋dziesz na uchy prawi艂?

Ja bardzo przepraszam, pan nie ma prawa, panie Szambelanie.

Co to za monstra?

Przepraszam, nie rozumiem.

Prosimy za jeden.

Pozwoli pan, 偶e si臋 przedstawi臋.

Jestem Napoleon Weronczek.

Napoleon?

W Walewicach?

Przecie偶 tutaj go nie ma.

Jak to mnie tutaj nie ma? No wiem, co m贸wi臋. Michel, gdzie teraz jest

M贸wi臋, 偶e w Pozna艅skim bojuje. No wi臋c.

W takim razie...

Przepraszam, gdzie bojuje?

Co?

Gdzie bojuje?

W Pozna艅skim.

Uciekaj膮. Kto ucieka?

Ju偶 ich nie wida膰.

Odwrotnie, Diorok.

Roznie艣li艣my ich doszcz臋tnie.

Wojna sko艅czona.

Nigdy nie dopuszcz臋 do tego, 偶eby 偶o艂nierze zapomnieli o swoim zawodzie.

razie mo偶emy jecha膰 do Warszawy.

Rozkaz, Sir.

Niech 偶yje cesarz!

Niech 偶yje cesarz!

Niech 偶yje!

Tak, sir. Podobno w Polsce jest wiele pi臋knych kobiet. Tak, sir.

Gdyby艣 spotka艂 co艣 zajmuj膮cego.

Zostajemy tu do wiosny.

Siadaj.

A czemu艣 to ba膰 pani jeszcze nie gotowa?

Zawsze trzeba na ciebie czeka膰.

My艣la艂am, 偶e si臋 jeszcze nie got贸w. Co powiedzia艂a?

呕e pan Szambelan jeszcze nie got贸w. A ja nie got贸w. Za dwa pacierze ma by膰

dobrodziejka gotowa do drogi. I prosz臋 si臋 nie sp贸藕ni膰.

A nie swoj膮 drog膮, 艣liczn膮 mam 偶onk臋, co?

Tak,

rzeczywi艣cie, pani Szambelanowa bardzo pasuje do pana Szambelana. Pasuje!

No my艣l臋.

Tak, jak ja si臋 ciesz臋, 偶e jedziemy do tej Warszawy, a panienka?

A bo ja wiem.

Karnawa艂 si臋 zaczyna, b臋dziemy si臋 bawi膰, ta艅czy膰.

Pan Szambelan nie ta艅czy. A kto m贸wi, 偶e Szambelan?

Ma艂o po eleganckich pan贸w w Warszawie.

Prosz臋 si臋, panienki, pan Porajski do nas jedzie.

Biegnij, zatrzymaj go przy wej艣ciu. I co mam mu powiedzie膰?

Powiedz, 偶e jedziemy do Warszawy. I co jeszcze?

Nie wiem, niech mnie szuka w Warszawie.

No tak.

Znowu si臋 stawy panu Szomelanowi zastawy.

Mo偶e pan szambelan zwo艂uje kilka 艂agodnych przysiad贸w.

Miszel, opowiedz nam, kochaciu, a po co my w艂a艣ciwie do tej Warszawy jedziemy?

Rodzina wzywa wnuka, b臋dziemy swata膰. Nie mo偶e by膰.

To ja mam wnuka?

Trzech, ja艣nie pani, trzech.

Powiada膰.

Mo偶liwe.

Mo偶liwe.

No ju偶 wcale dobrze, co?

Jestem gotowa.

A dok膮d to si臋 dobrodziejka wybiera?

Jak to dok膮d?

Przecie偶 kaza艂e艣 mi si臋 ubra膰.

Nigdzie nie jedziemy.

Nie jedziemy? Bardzo dobrze, bardzo si臋 ciesz臋.

Chcesz wita膰 si臋, 偶ebym si臋 przezi臋bi艂?

Gdzie jeste艣my?

W drodze.

A to widz臋.

A ty dlaczego on si臋 tak wlecze?

Ruszaj, no偶 wawiel!

Niech si臋 tam!

Ma艂panie!

Zrodzi, durniu! Dawaj drog臋!

Wje偶d偶aj w prawo! Nie!

Ten 艂otr wyprawia. Dlaczego stoimy?

Czemu nie jedziemy?

Z drogi! Nie przeszkadza膰! Konie dla cesarza!

Nie! Nie!

Nie! To nie 偶yje du偶o.

Cesarz Napoleon.

Napoleon nie 偶yje. No to 偶yjesz tak.

Bra偶ery by dowolewi膰.

Rad藕 tego wo藕nic臋.

Co on?

P贸jdzie pod s膮d.

Naj艣miejszy panie. Dziurok, kto jest ta dama?

To pani o艣mieli艂a si臋 zajecha膰 drog臋 cesarskiej korocy?

S艂ucham. Tak, ja.

Jak si臋 nazywasz, panienko?

Maria Walewska.

Naj艣miejszy panie. Pi臋kne kwiaty wyrastaj膮 na tym 艣niegu.

Naj艣miejszy pan?

Pami臋tasz, Diorogiu Zechin臋 ostrzega艂a nas przed Polkami.

To chyba panu nie grozi.

Jednak dobrze, 偶e nie jestem 偶onaty.

Dlaczego dobrze?

Nie ma cesarzowej, nie ma zazdro艣ci.

Cesarza te偶 nie ma.

Czy偶by?

Monsieur B茅renger.

Napol茅on.

Napol茅on. Wie pan...

Mamy wo藕nic臋, kt贸ry ma na imi臋 Aleksander.

No i co z tego?

Je艣li ma nazwisko macedo艅ski, to by ju偶 co艣 by艂o.

Pan przecie偶 nie nazywa si臋 Bonaparte.

Ale jednak na B.

Musia艂em zmieni膰 ze wzgl臋d贸w politycznych.

Rozumiem.

Zdumiewaj膮ce. Co?

Bardzo jest pani podobna... Do kogo?

Do pewnej pi臋knej kobiety. Z Pary偶a? Nie, z Walewic. Z portretu. Nikt pani

nie m贸wi艂?

Wie pan, pan te偶 jest podobny do pewnego portretu. Nie mo偶e by膰 do prawdy.

Ale tylko zewn臋trznie.

Wi臋c ona tu mieszka艂a w tym pa艂acu. W tym samym. I tu w tym parku, gdzie teraz

jeste艣my, spacerowa艂a z nim pod r臋k臋.

Jak ci si臋 podoba, moja droga, ta p艂acz膮ca wierzba?

Brzoza. Brzoza? Brzoza. Czy nie uwa偶asz, 偶e jest pi臋kna?

I tu na tej pachn膮cej 艂膮ce spotkali si臋 usta.

Jego tu nigdy nie by艂o.

Nie by艂o? Nie.

A ja nie m贸g艂bym go zast膮pi膰?

Sp贸藕ni艂 si臋 pan troch臋, tylko 160 lat.

O 160 lat si臋 sp贸藕ni艂em.

Boskie.

Czas wraca膰 do rzeczywisto艣ci. Od kilku godzin powinienem by膰... Bardzo Pani

przepraszam. Nie zatrzymuj臋 Pana.

A Pani... W艂a艣ciwie, co Pan robi w Polsce?

Teraz?

Sp贸藕niam si臋 dzi臋ki Pani Walewskiej na zjazd polonist贸w w Warszawie. Jestem

lektorem j臋zyka polskiego w Lille.

Zna Pan przepisy drogowe?

Oczywi艣cie.

Gdzie kierowca powinien trzyma膰 r臋ce podczas prowadzenia pojazdu

Niech pani rzuci to wszystko i jedzie za mn膮.

Szambelan zostanie w Walewicach i tak b臋dzie zadowolony, 偶e pozby艂 si臋

Nie zna pan przepis贸w.

Czas ucieka, 偶ycie jest tak czaruj膮ce.

Prosz臋 stan膮膰.

Co pani robi?

Pan my艣li, 偶e Francuz w Polsce to mo偶e robi膰 co chce. Gdzie si臋 pan uczy

historii?

Ale偶 prosz臋 si臋 nie gniewa膰.

Ja w艂a艣nie chcia艂bym bra膰 lekcj臋 u pani, panno Marysiu.

Gdzie ja pani膮 teraz znajd臋?

Niech mnie pan szuka. Ale gdzie?

W historii? Nie, na historii. Uniweryk Warszawa. Do widzenia.

A J贸zefina ostrzega艂a nas przed Polkami.

Do widzenia, panienko.

Zostaw, bo mnie udulisz.

Co ty tu robisz?

Wracam do Legii z rozkazami.

Jak ty wygl膮dasz, biedaku?

Wojna. B臋dziesz w Warszawie?

Nie, ja pod Gda艅sk do genera艂a D膮browskiego. Ale to u ciebie.

Poka偶 no mi si臋.

Siadaj nareszcie. Jak d艂ugo mam czeka膰?

Zaraz. Panicz, nasz pani najstary.

A to kto znowu?

Nie poznajesz?

M贸j braw.

Porucznik 艁膮czy艅ski, do us艂ug pana Szambelana.

Jeszcze porucznik? A kiedy偶 to wreszcie zostanie 偶wa膰 pan kapitanem? Tak pan

Szambelan b臋dzie marsza艂kiem Francji.

D艂ugo czeka膰. Wsiadaj, jedziemy.

Siostrzyczko, nie masz troch臋 pieni臋dzy?

Chcia艂bym jaki艣 mundur, bo ten widzisz... Nie mam.

Mo偶e by nie go poprosi膰.

Daj, siostrzyczko.

Prosz臋 ja艣nie, pa.

Co si臋 zdarza?

A to ty?

Czego chcesz?

Ubieramy si臋. Prosz臋 ja艣nie, pana.

Spokojnie, 艣wi臋ty.

Spokojnie, 艣pi膮cy.

Siostra oczekuje ja艣nie pana z powitaniem Nowego Roku.

A to niech go sobie wita.

Mnie stary te偶 wystarcza. Daj mi spok贸j.

Co to mamy dzisiaj?

Wiecz贸r sylwestrowy, ja艣pa.

A gdzie jeste艣my?

Po Warszawie. Gdzie, gdzie? W Warszawie, ja艣nie panie.

A czemu nie w Walewicach?

Wnuka b臋dziemy swata膰, prosz臋 ja艣nie pana.

Jakiego znowu?

Wnuka. To ja mam wnuka?

Trzech, ja艣nie panie.

No to co z tego?

To, 偶e ja艣nie pan idzie na wiecz贸r sylwestrowy do ksi臋偶nej siostry.

Powiedz no mi, Michel, czy ta wojna ju偶 si臋 sko艅czy艂a?

Nie wiem, ja艣nie panie, mnie to nie interesuje.

呕o艂nierzy w mie艣cie du偶o.

Jakich 偶o艂nierzy?

Pruskich? Rosyjskich?

Francuskich, ja艣nie panie. To przez tego Napoleona a偶 to lejdak.

Ca艂膮 Europ臋 zagarn膮艂.

A czy to nam 藕le by艂o?

Kiedy, ja艣nie panie?

Za kr贸la Stasia?

Ba, ba, ba.

Za kr贸la Stasia.

Za moich czas贸w zim膮 si臋 nie wojowalo.

A pan Szambelan by艂 w armii? Co, co? W armii by艂, ja艣nie pan? A nie, co to, to

nie, nie.

Ale mia艂em lepszy wzrok.

Czyta艂em gazety.

Tak, tak, tak.

A gdzie, ja艣nie pani?

Ja艣nie pani si臋 przebiera. A to przebiera si臋, a to po co?

Na wiecz贸r sylwestrowy, ja艣nie panie. A to ja si臋 na to zgodzi艂em?

Nie mieli艣my innego wyj艣cia, ja艣nie panie. A dlaczego艣 to kogaciu? Bo mamy

偶on臋.

Tak.

Michel, jeste艣 poszczelny. Nie musisz mi tego przypomina膰.

Prosz臋, jak si臋 panienki? Pan Porajski przyjecha艂. Ju偶 jest? Prosz臋.

Prosz臋 wybaczy膰. Przybywa mo偶e nie w por臋, ale przys艂a艂a mnie ksi臋偶na

Wszyscy ju偶 czekaj膮.

Nie poczuli si臋 pan trudzi艂. W艂a艣nie za chwil臋 uje偶d偶amy.

Chcia艂em pani膮 zobaczy膰 wcze艣niej.

Jaka pani 艣liczna.

Czekam tylko na ma艂偶onka. Powinien by膰 ju偶 got贸w.

No, nie tak mocno udusisz mnie, ba艂wanie.

Albo, albo, ja艣nie panie.

No jak, ja艣nie panie?

No wcale, wcale.

Ile we藕mie nam?

Najwy偶ej sze艣膰dziesi膮t, ja艣nie panie. Ile?

Siedemdziesi膮t. Dore艅.

Idiotka.

C贸偶 jest to, Wad藕 Pani, taka wystrojona?

Przecie偶 idziemy do bie偶nej.

A to po co?

Jak to?

Urodzowa膰 Pani wi臋cej, liczy膰 si臋 ze mn膮.

Ta艅c贸w nie znosz臋.

Nie musisz ta艅czy膰.

Tak, tylko przypatrywa膰 si臋.

Jak ma膰 pani klasa? Nic wi臋cej nie powiem. Ej, nie trzeba.

A ten tam w stylu to co za jeden? Ksi臋偶na siostra pana Szambelana

wst膮pi艂 i prosi艂. Nie trzeba.

Wracaj pan do ksi臋偶nej i powiedz, 偶e Szambelanowa chora. Chora. Nie

przyjedziemy.

To jaka艣 ty blada, s艂aba.

Porusz si臋, odpocz膮膰 trzeba.

To by艂o to, a to to... No czego

chcesz?

Mam zaszczyt zameldowa膰? Jego ekscelencja, pan de Talleyrand Perigord,

Beneventu i minister spraw zagranicznych jego cesarskiej mo艣ci.

No i co z tego?

Co? No nie rozumiesz.

Nie rozumiem. No powiedz, jade艣 jego ekscelencja, pan de Talleyrand Perigord,

ksi膮偶臋 Beneventu i tak dalej. No i co? I co pan Talleyrand?

Ja to co?

Co? Co?

Nic nie robi. Idzie je艣膰 pipla, czy co? Co?

Czeka膰. Czeka. Na co czeka? Gdzie czeka? Czeka w salonie, 偶eby go jasnie pan

przyj膮艂. No, widzisz, jak chcesz, to umiesz wszystko jasno wyt艂umaczy膰.

No, no.

Ech, palera艂 w salonie.

Durniu, nie mog艂e艣 tego od razu powiedzie膰.

Ja przez ciebie daj臋 mu tak d艂ugo czeka膰. Dlaczego stoisz? Prowad藕.

pr臋dzej, wst臋ga. Po艣piesz si臋, nie marud藕.

Poszed艂, ale gra艂 w szalone.

Widz膮 Francuzi, kto w Polsce si臋 liczy. No, pr臋dzej, prowad藕.

Witamy, witamy pana ministra w naszych skromnych progach.

Jako przybysze stawiamy tu pierwsze kroki. A jak na pierwszy krok, to w

progi pan trafi艂. Panie ministrze, pochwalam ten wyb贸r.

Ma艂o znamy tu co znaczniejszych przedstawicieli tego pi臋knego kraju.

Wielki, wielki to honor. Dlatego mo偶e zostaniemy tu na d艂u偶ej. A bo mi si臋

trudno. To jeszcze chcia艂em powiedzie膰, go艣膰 w dom, puk w dom.

Trzeba was jako艣 urz膮dzi膰. Znowu.

zagospodarowa膰 po tych Prusakach i Rosjanach. A pan Szambelan

na d艂ugo w Warszawie?

Je艣li trzeba b臋dzie. Je艣li obowi膮zek ka偶e. Trzeba b臋dzie?

Tak. Chcia艂em... Trzeba by膰 na stanowisku. Chcia艂em w艂a艣nie jutro

do Walewic, ale... Cesarz... Co prosz臋?

Cesarz?

Zapytywa艂 dzi艣 o pana.

Cesarz? Jaki cesarz?

Cesarz Napoleon.

A pan, panie Szambelanie, o jakim cesarzu my艣la艂?

A nie, nie.

Wiem. Cesarz Napoleon.

Jak偶e to moja ulubiona posta膰 polityczna.

Cesarz prosi pana o przybycie jutro na bal. W tym roku my otwieramy karnawa艂.

Zoba艂o je s艂usznie.

Spodziewam si臋, 偶e i pani Szambelanowa nie odm贸wi.

Abelanowa, panie, ona mia艂aby odm贸wi膰. Ile偶 tu razy chcia艂aby cz艂owiek

posiedzie膰 sobie w domu, w cieple, w malewicach, a tu nie.

Pami臋tam wczoraj... Przepraszam.

Ale c贸偶 znowu?

Pozw贸l, pozw贸l, Marysiu, 偶e ci przedstawi臋.

Pan minister Talleyrand, Talleyrand, w ci膮偶y Beneventu. Pan Talleyrand, od

cesarza? Tym sam, 艂askawa pani, cesarz. Zapraszam pa艅stwa na pal臋 noworoczny.

Cesarz? Mam nadziej臋, 偶e pani Szambelonowa nie odm贸wi.

Jest mi bardzo przykro, ale 藕le si臋 czuj臋 i niestety nie b臋d臋... No ale

jutra? Obawiam si臋, 偶e jutro b臋d臋 czu艂a si臋 jeszcze gorzej. Ale sk膮d偶e, panie

ministrze? Zapewniam pana, 偶e do jutra wszystko b臋dzie dobrze.

Nieprawda偶, Mario?

Nie b臋dzie.

Przecie偶 sam m贸wi艂e艣, 偶e jestem... B臋dzie, b臋dzie.

Przyjmujemy z wdzi臋czno艣ci膮 laskaw臋 zaproszenia. Dzi臋kuj臋.

Mam honor po偶egna膰 pa艅stwa.

Michel, odprowad藕 pana ministra.

Pani Szambelanowej 偶ycz臋 poprawy zdrowia.

Nawet nie umie si臋 zachowa膰.

Obrazi艂 si臋.

Na pewno obrazi艂 si臋. Opowie teraz cesarzowi, jak go przyj膮艂em.

Przed kwadransem sam mnie wys艂a艂e艣 do 艂贸偶ka.

Jak ty nic z tego nie rozumiesz? Przecie偶 wracam do czynnej dzia艂alno艣ci

pa艅stwowej. Sam cesarz o mnie pyta.

Kto ci to powiedzia艂?

To Lera.

殴le si臋 powiada, czuj臋 w towarzystwie tej 艣wie偶o upieczonej arystokracji.

Cesarz! Nie cisiasz, tylko taler膮.

O, wracaj膮, wracaj膮 stale.

Dobre czasy. No poka偶emy tym wszystkim wybickim, pojadowskim,

d膮browskim, kto w Polsce jest pierwszy.

I to dla pani Szambelanowej, panie Szambelanie. Postaw kwiaty i wyr贸偶nij

艁adne mi tu sukcesy odnosisz, jak na pierwszy dzie艅 pobytu w Warszawie.

Wracamy do Walewic. A cesarz? Cesarz, ty wr贸cisz, ja zostaj臋. Bardzo dobrze,

dobra.

Marysiu, poczekaj, to chodzisz.

Marszalek Girok zapowiada si臋 z wizyt膮, a dla ciebie kwiaty.

Swoj膮 drog膮 te Francuziki znaj膮 si臋 na formach, jak rzadko kto, prawda?

Ej, Walecki idzie w g贸r臋, Talera, Dirok, a jutro mo偶e nawet sam

ten... Co?

Dusko, Michel.

Pa, Dusko. Michel!

Odprowad藕 mnie do sypialni. Jak przyjdzie marsza艂ek Dirok, zawiadomisz.

Co si臋 z wami dzieje? Czekamy przecie偶.

Rozumiem, m贸j kochany braciszek.

A teraz, kochanie, powiedz mi szalenie, mnie to interesuje. Podobno by艂 wasz

taleran? Tak, by艂 i wyszed艂 przed chwil膮. A m贸j brat? Poszed艂 spa膰.

Biedne dziecko.

呕eby to by艂o dziecko. Ja te偶 nie o nim m贸wi臋, o tobie.

Wi臋c jednak...

Jednak taleran by艂.

Anastaz robi karier臋. Kto?

M贸j ma艂偶onek m贸wi, 偶e zakasuje Poniatowskiego i kogo艣 tam jeszcze.

Biedne dziecko.

Ksi臋偶a jest bardzo 偶yczliwa.

Tym razem my艣la艂am o szambelanie.

Nie rozumiem.

Przyjdzie czas, zrozumiesz.

No ale ja ju偶 musz臋 wraca膰 do moich go艣ci.

Szkoda, 偶e nie przysz艂a艣.

Co to za kwiaty?

Duroc przys艂a艂.

Marsza艂ek Duroc?

呕artujesz?

Do prawdy?

Co to jest?

Moje ty niewini膮tko. Chcesz, to ci przeczytam.

Nie, nie.

Prosz臋 mi.

Tak.

Pura belma.

Napol茅on. Prosi膰?

Pani Szambelenowa, mnie poznaje.

Znacie si臋 ju偶?

Mia艂em ten honor.

Przychodz臋 po odpowied藕.

Odpowied藕 na co?

Na list.

By艂 jaki艣 list, ale do m臋偶a.

Ale偶 to... Ale偶 to nieporozumienie, to...

Czy nie widzia艂a pani takiego ma艂ego li艣ciku tutaj?

Jakiego li艣ciku? Nie rozumiem. Sk膮d by si臋 tam wzi膮艂?

Ju偶 sam go w艂o偶y艂em.

Wi臋c to pan pozwala sobie na takie 偶arty.

Nie ja, pani.

Cesarz.

Cesarz.

Zemdla艂am. Wody. Wody.

Co robi膰?

Co ja...

Co ja powiem cesarzowi, 偶e... Powie pan, 偶e znowu ze szcz臋艣cia.

A tak, oczywi艣cie.

Jutro i tak b臋dzie na naszym balu.

Nie b臋dzie.

Jak to? Pani musi?

Nie musz臋.

呕artujesz chyba?

No i widzisz, droga siostro, co si臋 u mnie dzieje. Mam honor powita膰 pana

Szambelana. Marszale, dyrok.

A przed chwil膮 w tym samym miejscu minister Tolera艂.

A o co chodzi tym razem?

W艂a艣nie pani Szambelanowa zas艂ab艂a, wi臋c mo偶e lekarza? Nic nie szkodzi. Zaraz,

zaraz. Pan pozwoli. Musimy porozmawia膰. Tego listu prosz臋 nie bra膰 zbyt serio.

Cesarz mo偶e niezbyt fortunnie si臋 wyrazi艂. Cesarz?

W jakim li艣cie?

Albo cesarz?

Pisa艂 do pana, ale potem zrezygnowa艂. Postanowi艂 wszystko wyja艣ni膰 osobi艣cie.

masz si臋 rozumie膰 najlepiej w cztery oczy. A wi臋c jutro na bal.

K艂opot jest tylko, 偶e pani Szambelanowa zas艂ab艂a. Nic nie szkodzi.

Przyjd臋 sam.

A nie, tylko razem.

Etykieta. No ju偶 na etykiecie ja si臋 znam najlepiej.

Do jutra pani Szambelanowa b臋dzie zdrowa.

Nie p贸jd臋 na 偶aden bal.

Marysiu.

Cesarz si臋 niecierpliwi.

Trzeba b臋dzie zaczyna膰.

Mog臋 pos艂a膰 偶andarm贸w.

呕andarm贸w po jedn膮 kobiet臋?

Przez jedn膮 g臋艣 tyle k艂opot贸w. Przyjemno艣膰 bez k艂opot贸w nie jest

Ale dziwki m贸g艂by sobie sprowadza膰 przez lokaj贸w, a nie przez ksi膮偶膮t.

Ksi膮偶膮t?

A kogo pan ma na my艣li?

Siebie.

Nie wiedzia艂em, 偶e pan jeste艣 ksi臋ciem.

Za to ja wiedzia艂em, 偶e pan jeste艣 lokajem.

Tak, no wojskowi na wy偶szych stanowiskach to gro藕na rzecz.

Szamberan w prawie walewskim z ma艂偶onk膮.

Aha! Wyobra藕cie sobie, ledwie j膮 nam贸wi艂am. Nie i nie. Taka oparta.

Ale prze艣licznie wygl膮da.

Pi臋kn膮 stanowi膮 par臋. W艂a艣nie.

Przepraszam bardzo, ale ja musz臋 jeszcze co艣... Przepraszam.

Sp贸jrz, ubrana si臋 jak na odpust w Lowiczu.

C贸偶 chcesz, stary sk膮py jak harpagon. Czy ona koniecznie musia艂a p贸j艣膰 za

Musia艂a, musia艂a.

No przecie偶 nie maj膮 dziecka.

呕artujesz chyba? Sp贸jrz tylko na niego.

Widzisz? M贸wi艂em?

M贸wi艂em. Uprzedza艂em, ale ty jak zawsze uparta.

Nieboszczka Ludwika wszystko co mia艂a na siebie k艂adla.

Nie jestem nieboszczk膮 Ludwiku. To szkoda.

Chcia艂abym powiedzie膰 szkoda, 偶e nie bierzesz z niej przyk艂adu. Nie mia艂am

przyjemno艣ci zna膰 nieboszczki. A no, w艂a艣nie.

Wcale mi ludko wygl膮da.

Tylko co ona na siebie w艂o偶y艂a?

A wiesz, 偶e to do niej nawet pasuje?

To zdros艂a?

Podobno cesarz nie znosi bieli.

Podobno. A mo偶e to i w艂a艣nie dobrze?

Cesarz!

Dziurok.

Po艣rodku sali.

W prawo.

W bia艂ej sukni.

Siro. Prezentacja.

Prezentacja.

Sambelan hrabia Walewski.

Pan by艂e艣 tutaj szambelanym?

By艂em i jestem, sir.

Mianujecie i moim szambelanem. I nie zawiedziesz si臋 na ja艣niejszy, panie. A

wnuczka pa艅ska?

W艂a艣ciwie to 偶ona, sir.

To prawda. A ile偶 pan ma lat?

Si膮d dwa.

M贸wiono, 偶e osiemdziesi膮t sze艣膰.

By膰 mo偶e, Sir.

By膰 mo偶e.

Pi臋kny wiek jak na polityka i ma艂偶onka.

Nareszcie jeste艣.

Stoisz przede mn膮.

Nareszcie ci臋 znalaz艂em.

Suka艂em wsz臋dzie.

Wiedzia艂em, 偶e musz臋 ci臋 odnale藕膰.

Od pierwszej chwili, kiedy ci臋 ujrza艂em, nie mog臋 rozsta膰 si臋 z twoim widokiem.

A pan w艂a艣ciwie w jakiej sprawie?

Chcia艂em zata艅czy膰, pani膮.

Ta pani nie ta艅czy z obcymi. O, my si臋 znamy od stu pi臋膰dziesi臋ciu lat.

Od stu pi臋膰dziesi臋ciu o艣miu.

Pi臋膰dziesi臋ciu o艣miu.

Co to za facet? To jaki艣 frant贸w, przechodzi tu codzie艅.

Frant贸w.

Czekaj, ja go za艂atwi臋.

Czy pan zna taki staropolski zwyczaj odbijany?

Nie.

Widzisz tam tego oficera?

Czy mog臋 pani膮 prosi膰 do kadryla?

Rozkazami do korpusu mortiera na 艢l膮sk.

Teraz, natychmiast. Tak, sir.

Pozwol膮 si臋 pa艅stwo powita膰.

Poruczniku.

Musz臋 pana zmartwi膰. Jedzie pan zrozumie膰 do mortiera.

Teraz?

Polecenie cesarza.

S艂ysza艂a艣? Cesarz b臋dzie ta艅czy艂 z Anetk膮.

To co?

No, to kl臋ska.

Pozwoli pani zaprosi膰 si臋 do kadryla?

Jurok.

Tego tam widzisz? Tak, Jurok. Do Gda艅ska, do Dawuta.

Tak, sir.

Tak jest, panie marsza艂ku.

Daruj臋 pana, ale ju偶 obieca艂am.

Czy s膮dzi pani, 偶e pozwolono by pani ta艅czy膰 w jakim艣 stopniu poni偶ej

Widz臋 tylko Ciebie.

Zdaje si臋, 偶e nadepchn膮艂em pani na noga. B臋dzie to moj膮 relikwi膮.

Tylko nie przechowuj jej w ko艣ciele.

Gotowa jestem z艂o偶y膰 j膮 na twoim o艂tarzu, Sir.

Mam 偶on臋 w Pary偶u.

Zepsu艂e艣 mi wszystko.

Nie daruj臋 ci tego nigdy. Najja艣niejszy, panie, etykieta by艂a. Ale mam w nosie

wasz膮 etykiet臋.

Tego tam przy niej widzisz?

Widz臋, sir. Natychmiast do Poznania.

On nie s艂u偶y w wojsku, sir.

To do aresztu!

Id臋. Przyszli mi taleronda. Musz臋 co艣 postanowi膰. Tak, sir.

Co ty wyprawiasz Mario?

Sandelan si臋 niepokoi.

Prosz臋 ja艣nie panienki, pana Porajskiego Francuzi aresztowali.

Nie mo偶e by膰.

Nad czym to panowie radzicie?

Gdzie Marysia? Marysia 艣pi.

A powiedz mi, m贸j drogi, jak ty si臋 czujesz po wczorajszym balu?

Bardzo艣 zm臋czony? Ale szkodnie.

Widzisz, moja siostra, co si臋 u mnie dzieje?

Ca艂a Warszawa w moim salonie. A jak klucz膮, jak przew膮chuj膮

politycy. A c贸偶 ty na to? Ja nic.

ani mr膮 ropami z ust.

Zupe艂nie s艂usznie. Nie daj si臋 nigdzie wci膮gn膮膰. Mo偶esz, babnie, polega膰 z

Zreszt膮 ja rozmawiam tylko z cesarzem.

Ot贸偶 to.

Wiesz co my艣l臋?

By艂oby najlepiej, gdyby艣 nikomu nic nie m贸wi膮c czmychn膮艂 sobie z salonu. A

wiesz? Ty masz spryt.

Niech sobie tu w臋sz膮. Niczego nie osi膮gn膮.

Bardzo mi si臋 to podoba. Niech sobie przyw膮chuj膮.

Niczego nie osi膮gn膮艂.

Popowiem cesarzowi, jak ich podszed艂em. P臋knie ze 艣miechu.

Widzia艂a艣, moja droga, min臋 Szambelana?

Czy偶by si臋 czego艣 domy艣la艂?

No jak偶e, po wczorajszym balu.

Zadowolona z kadryla w cesarze?

Marysia pewnie szcz臋艣liwsza.

O, pewnie.

Pewnie.

A ja jestem z niej dumna.

Dzi艣 kobieta potrafi osi膮gn膮膰 wszystko.

Nie 偶yjemy w osiemnastym wieku.

Masoneria. Nie wypieram si臋 moich pogl膮d贸w.

Co do mnie, to jestem troch臋 zdziwiona.

To chyba to ju偶 nie wypada, 偶eby dama, b膮d藕 co, b膮d藕 towarzystwa, broni艂a si臋

kr贸cej ni偶 forteta w Lubece.

A ksi臋偶e Mila, podobno nie tylko Lubek臋 wzi膮艂 pierwszym szturmem.

Zdaje si臋, 偶e stoi u was na kwaterze.

Panie marsza艂ku, dowiedzia艂am si臋, 偶e aresztowano kuzyna pana Porajskiego.

co?

Kuzyna?

A偶 ta sprawa zostanie natychmiast za艂atwiona.

呕andarmeria francuska jest na pani rozkaz.

Panie, nareszcie mamy prawdziwych fancik贸w.

Wi臋kszo艣膰 pani ju偶 zdaje si臋 uczyni na wyb贸r.

A ty Marysiu?

C贸偶 ja mam przecie偶 m臋偶a.

Nie b膮d藕 艣mieszna. Jako panna nie mog艂aby艣 zrobi膰 ani kroku, a tak?

Masz nieograniczone mo偶liwo艣ci.

Nie, ja tak nie potrafi臋.

A tylko jak?

No przecie偶 ma艂偶e艅stwo.

M贸wisz powa偶nie?

Proponowa艂?

A rozw贸d?

A dwa rozwody?

Nie, ja tylko tak 偶artowa艂am.

Masz tobie.

A ju偶 my艣la艂am, 偶e mi serce z piersi wyskoczy.

Wyobra偶acie sobie, moje panie, jakby wtedy posz艂a w g贸r臋 nasza biedna

Ojczyzna?

A tak, Marii.

Ojczyzna.

Zanie艣cie do mego boku.

Widzia艂a艣 mi nie tych zazdro艣nic?

Nie masz poj臋cia, jak ja si臋 ciesz臋.

Bardzo pi臋kny.

To przecie偶 fortuna. W czapku si臋 urodzi艂a艣, Marysiu.

Chocia偶 musz臋 ci powiedzie膰 w zaufaniu, 偶e z t膮 ojczyzn膮 to one maj膮 racj臋. Tak,

ksi臋偶na, pewnie ci. No bo zatan贸w si臋 tylko.

Legendarny p艂atka Europy i... No nie gniewaj si臋, Marysia Z艂膮czy艅ski.

Nieprawdopodobne.

Cudownie ci w niej b臋dzie.

I pomy艣le膰, 偶e te kwiaty, klejnoty, to wszystko... A w艂a艣ciwie to chodzi tylko

o...

Dok膮d oni to nios膮? Do zamku!

Wybacz, ale zapytam wprost. Jak to si臋 sta艂o?

Jak to by艂o mo偶liwe, 偶e... 呕e co?

呕e odm贸wi艂a艣 samemu cesarzowi.

Czy 藕le zrobi艂am?

殴le? Nie wiem.

Post膮pi艂a艣 tak, jak ci serce dyktuje.

Tego nie wiem.

Widzisz, moja 艣liczna Marysiu, tylko my kobiety wiemy, ile trzeba po艣wi臋ce艅,

wyrzecze艅.

Tak, chyba dobrze zrobi艂a艣.

Tylko widzisz, moja mi艂a, mo偶e warto si臋 czasem zastanowi膰. Nad czym?

Nad tym, jakie to b臋dzie mia艂o skutki.

Ju偶 to s艂ysza艂am.

Ojczyzna.

W艂a艣nie.

Prosz臋 ja艣nie, panienki.

Przynie艣li przed chwil膮.

On tak偶e ju偶 wie ojczy艣膰.

S艂ucham ja si臋, panienki. To nie do ciebie.

Zawo艅 mi, Tomasz.

Ojczyzna twoja dro偶sz膮 mi b臋dzie, gdy zlitujesz si臋 nad moim biednym sercem.

Enna.

No i co ty na to?

Co on sobie wyobra偶a? To nies艂ychanie. Ja na to nie pozwol臋. Nie przerywaj. To

nie moja wina. No pewnie, pewnie, ale ty jeszcze nie wiesz o co chodzi.

Wiem niestety.

Wi臋c wiedzia艂a艣 i nic nie m贸wisz?

Jak偶e bym 艣mia艂a ci powiedzie膰.

Zbyteczna troskliwo艣膰.

To偶 to w艣ciecie. Mo偶na taki afront.

Taka konfuzja.

Dlaczego nie m贸j wnuk? Co tw贸j wnuk? No pytam, dlaczego adiutantem sztabu

g艂贸wnego zosta艂 mianowany ten Obdartus, ten Utracius, ten... Jaki

Obdartus? Tw贸j brat.

Drzwi s膮 otwarte, wprawdzono.

Zosta艂, dobrze.

Mo偶esz i艣膰.

Kto tu?

Cicho!

Co ty tu robisz?

Co i za jeden?

No?

Gadaj, kto艣 ty.

To raczej ty mi powie, kim jeste艣. O, c贸偶 to za maniery.

Przychodzi taki po nocy do cudzego domu, bez zaproszenia i jeszcze si臋 mnie

pyta膰, kim ja jestem.

Dobre sobie.

A mo偶esz by膰 z艂odziej.

P贸jd臋 zawo艂a膰 s艂u偶b臋. Nie, powiem.

Jestem ponaparty.

A z zawodu?

Cesarz.

No co, nie wygl膮dam?

No pewnie, 偶e nie.

S艂uchaj no, czy ty czasem troch臋 nie tego, nie?

Czego tu chcesz?

Przyszed艂em do pani Walewskiej. To ja jestem pani膮 Szambelanow膮 -Walewsk膮. O!

Czy mog臋 usi膮艣膰?

Jego cesarska wielmo偶no艣膰.

Niech siada.

No i?

Co s艂ycha膰 w polityce?

Nic dobrego. No pewnie. Co mo偶e by膰 dobrego w polityce?

A jak si臋 rz膮dzi?

艢rednio.

A co u pani Szambelanowej? Jak zdrowie m臋偶a?

Dzi臋kuj臋. Coraz gorzej.

Pani Szambelanowa za偶ywa.

Wasza cesarska mo艣膰?

Wybacz, maja, ale nie mog艂em d艂u偶ej czeka膰.

Ka偶da minuta bez ciebie jest dla mnie m臋k膮 nie do zniesienia. Kocham ci臋.

Cesarz Napoleon Bonaparte w roli romantycznego kochanka zakrada si臋 do

domu.

Co za bzdura. A w艂a艣nie, 偶e tak by艂o.

Masz bujn膮 fantazj臋.

I wtedy ona zadr偶a艂a, wyda艂a lekki okrzyk.

A potem zarzuci艂am o r臋ce na szyj臋.

Kocham ci臋!

Krzykn膮艂 na ca艂y dom. Kocham!

Kocham. Nie krzycz tak.

Ciotka us艂yszy. Jaka ciotka? Moja ciotka.

Jak偶e偶 mo偶na mieszka膰 z ciotk膮? Mo偶na. My艣la艂em, 偶e mnie zaprosisz na herbat臋.

ona go pocz臋stowa艂a herbat膮 i ciastkami.

Nie masz zielonego poj臋cia o historii w艂asnego kraju. Id藕 spa膰. Dlaczego?

Ledwie stoj臋 na nogach.

No to id藕 ju偶.

Zaraz id臋.

Dlaczego zaraz? Szkoda czasu.

Pewnie, 偶e szkoda.

Do widzenia.

Do widzenia.

Jeste艣 tam jeszcze?

Nie.

Musimy porozmawia膰 powa偶nie. Nie mo偶na w niesko艅czono艣膰 bawi膰 si臋 w ciuciu

babka. Musz臋 wiedzie膰, czy ty...

Czy mam wyjecha膰?

Marysia!

Czekam jutro wieczorem. Je偶eli nie przyjdziesz, wyje偶d偶am.

Jaka b臋dzie odpowied藕? Nie b臋dzie 偶adnej odpowiedzi, panie marsza艂ku.

A jednak czekamy na pani膮 jutro wieczorem. Mam honor po偶egna膰 pani膮

A na raz wdywa膰 j膮 do siebie.

Powiada mi ksi臋偶na, si臋 oskar偶owa膰, znowu jakie艣 kumory pokazujesz.

Zostali艣my zaproszeni do zamku przez samego cesarza i trzeba i艣膰 bez gadania.

Zreszt膮 etiketa wymaga. Jestem szambelanem jego cesarskiej mo艣ci. Ja

prostu do pracy.

Ty tam wcale nie idziesz. Jak to ja nie id臋?

Zaproszona zosta艂am tylko ja. Ty?

Oto dobre, ty sama?

Osobi艣cie?

Osobi艣cie, Anastazy. Nie, co艣 takiego.

M贸wisz jak dziecko.

Powiniene艣 wiedzie膰, 偶e s膮 takie sytuacje, kt贸re... Aha, czy to sprawa

polityczna? Oczywi艣cie.

Ale ja na to nie pozwol臋.

Nie musisz, ja sama tam nie chc臋 i艣膰 i nie p贸jd臋.

Anastazy! I ty jej na to pozwolisz? Nie, nie pozwalam. Marsz do zamku!

St贸j! Dok膮d idzie?

Anastazy!

Jak ty s艂u偶ysz swojemu cesarzowi?

Ca艂膮 swoj膮 osob膮.

Mam zaszczyt zameldowa膰? Jego ekscelencja, pan de Talleyrand, ksi膮偶e

Nie zawracaj g艂owy, nie porad rozna偶anty.

Pan minister chce kapsaloni臋.

To nie bra艂. Szalone durniu, dlaczego od razu w razie nie meldujesz?

Gdzie moja wst臋ga? Wst臋ga!

Wst臋ga! Ruszaj si臋, niebo!

Wst臋ga! Pr臋dzej, nie marud藕!

Chcia艂em jeszcze zameldowa膰 ja艣nie panu i to, 偶e mamy klok w salonie. Jaki znowu

klok? Co ty gadasz? Mamy go艣膰. Sk膮d si臋 wzi臋li艣cie? Jechali razem z jego

ekscelencj膮.

Anastazy, zastan贸w si臋. A mo偶e polityczny b臋dzie przyj膮膰 jego

tutaj, na osobno艣ci? Nie, nie, nie.

A wiesz, masz racj臋.

na osobno艣ci.

Cesarz zn贸w dzi艣 wspomina o panu. To prawda?

I co ju偶 m贸wi艂? Dobrze, bardzo dobrze.

I o czym to jego cesarska mo艣膰 raczy艂 m贸wi膰?

A nie wystarczy panu Szambelanie to, co powiedzia艂em.

Ale polityk z ksi臋cia. To moja specjalno艣膰.

A gdzie偶 to pi臋kna pani Szambelanowa?

Marysia? Zapewne jest u siebie.

Ale jutro wieczorem nie b臋dzie u siebie.

To prawda?

Przeciwnie. Jutro wieczorem b臋dzie u siebie.

Przepraszam, nie dos艂ysza艂em.

Powiedzia艂am, b臋dzie u siebie.

Kobieta cz臋sto m贸wi nie, kiedy my艣li tak.

Polityk m贸wi tak, kiedy my艣li nie.

A je偶eli si臋 nie my艣li, kiedy si臋 m贸wi?

Ludzie, kt贸rzy nie my艣l膮, w og贸le nie powinni zabiera膰 g艂osu.

Zaraz, zaraz, ale ja jeszcze nie powiedzia艂em ostatniego s艂owa, wi臋c

kr贸tko, nie.

Przepraszam, nie dos艂ysza艂em.

Nie odmawiam. Nie odmawiam swego udzia艂u w rz膮dzie, ale z nikim nie chc臋 si臋

dzieli膰. Wojsko oddam Poniatowskiemu, bo si臋 na tym nie znam, ale tych

Jakobin贸w, tych r贸偶nych, tych, tych, nie dopuszcz臋.

No i jak?

Osi膮gn膮艂e艣 co艣, ksi膮偶e?

Wielki uzyskaliby艣my post臋p, gdyby wreszcie... Racja.

Racja, tylko nie wiem, do czego wa偶no艣膰 prowadzisz.

Taka niecodzienna okazja marnuje si臋 przez up贸r.

Zdalne prywata.

Rzeczpospolito, ty! Ja bym si臋 tam nie waha艂. A tym bardziej ja.

Taka szkoda, 偶e to nie pad艂o na pani膮.

A m贸wili艣cie jej o ojczy藕nie?

No, tyle tylko ile same wiemy. No i?

By艂a troch臋 wzruszona, ale jako艣 jej to nie wzi臋艂o.

Mamy termin do jutra. Co robi膰?

A wiecie, moi drodzy, co wam powiem? Ja mam pewne w膮tpliwo艣ci. Jakie mog膮 by膰 tu

w膮tpliwo艣ci? Sprawa jest jasna. Ale jako艣 to wszystko nie艂adnie. 呕ona

Przes膮dy. Przes膮dy nie pierwszy to raz kobieta u boku b艂ag. Gdzie Pepi?

Ksi膮偶臋 powinien porozmawia膰 z Szambelanem.

Ta sprawa mnie nie interesuje.

Nikt nie potrafi tak z kobietami, jedynie ksi膮偶臋. Nie podej艣膰, oczarowa膰.

Podej艣膰, oczarowa膰?

To przywilej pi臋knych kobiet, kt贸偶 zdo艂a im si臋 oprze膰.

Spr贸buj臋.

S艂uchaj, no siostro, czy ten Pepi nie za wiele sobie pozwala? O czym m贸wisz? No

poszed艂 do Maryjski.

Anastazy, czy ty nie jeste艣 zm臋czony?

Poszed艂by艣 si臋 zdrzemn膮膰. By艂oby to bardzo polityczne. Co zdrzemn膮膰 si臋 w

chwili?

Pani Sandelanowej nie ma.

Wygl膮dasz prze艣licznie.

B膮d藕 rozs膮dna. B臋d臋 rozs膮dna. Prosz臋.

Charefa dajecha艂a.

Dzi臋kuj臋.

Marysiu, wst膮pisz jeszcze na chwil臋 do salonu. Po co?

Czeka ci臋 kr贸tka rozmowa.

Wybacz nam, c贸rko.

Wiek nas upowa偶nia do... Ka偶dy z nas m贸g艂by by膰

twoim ojcem albo dziadkiem.

Pom贸wmy otwarcie.

Obowi膮zkiem kobiety jest s艂u偶y膰 m臋偶czy藕nie.

Na tobie, ty jedna spo艣r贸d wszystkich kobiet naszego

biednego kraju.

Masz do spe艂nienia obowi膮zek wobec cz艂owieka, od kt贸rego zale偶y nasz los.

Ciebie wybra艂 w艂adca Europy, a ty... Ty...

winna艣... Rozumiem. Jestem gotowa to zrobi膰.

Jeste艣 dzieln膮 kobiet膮 i patriotk膮.

A teraz najwa偶niejsze.

Za to twoje... Kiedy ju偶

dojdzie do tego,

偶e on... We藕mie mnie w ramiona.

Zapytaj. O co mam pyta膰?

Zapytaj wprost, bez ogr贸dek. A Polska?

A Polska?

I to wszystko?

Tak, to wszystko.

I co dalej?

Reszt臋 ci ju偶 hrabina wyt艂umaczy.

Sta膰! Panianki do kogo? Do pana marsza艂ka Giroka. Teraz nie chc膮 godziny

przyj臋膰. Pan marsza艂ek nic panu nie m贸wi艂?

A panienki nie za wysok膮 je偶膮?

O co chodzi?

Panie oficerze, tu si臋 zniewa偶a kobiety.

Kobiety nie przychodz膮 o tej porze, aby im sk艂ada艂 ho艂dy.

Pan marsza艂ek nie wyda艂 panu odpowiednich rozkaz贸w?

A, to panie Dodiuroka.

Przepraszam, prosz臋 za mn膮.

Brawo kapitanie, sk膮d pan wytrwatn膮艂 te damunki?

To dla ma艂ego kaprala.

Obie?

Zechc膮 Panie zaczeka膰.

Zostan膮 Panie przyj臋te przez Pana Konstanta.

呕ycz臋 mi艂ej zabawy.

Kto to jest ten Konstant?

Zaufany lokaj cesarza.

On ma nas przyjmowa膰?

Uspok贸j si臋, wi臋cej on mo偶e od niejednego ministra.

Ciesz臋 si臋, 偶e jest Pani o mnie dobrego zdania, hrabina.

A, to Pan.

To dobrze.

Czy marsza艂ek i rok tu b臋dzie?

U nas ka偶dy ma sw贸j zakres obowi膮zk贸w.

Jaka mi艂a buzia.

Prosz臋 zachowa膰 swoje uwagi dla siebie.

Ze mn膮 nie warto by膰 w niezgodzie, pani Szambelanowo.

Kto wie, b臋dziemy si臋 mo偶e jeszcze widywa膰.

Tym bardziej, Marysiu.

Gdzie cesarz niech pan prowadzi?

Pani zostanie tutaj, hrebin膮.

Prosz臋 za mn膮.

To niech czeka do st贸p jarunek.

Cesarz bardzo przeprasza i prosi o cierpliwo艣膰 i sprawy pa艅stwowe. Pani

Szambelanowa rozumie.

Zaczekam. Bry膰 mi z oczu! Nie mog臋 ju偶 na ciebie patrze膰, durniu jada艅!

Najja艣niejszy panie, to nie moja wina. Milcze膰, Stanis艂awa!

Przesta艅!

Trzeba czasem ulec humorowi cesarza, nieprawda偶?

Spodziewam si臋, 偶e panowie zachowaj膮 ten drobny incydent w sekrecie.

Witam. Pani膮 Szambelanow膮, niestety cesarz dzi艣 jest w niezbyt dobrym

Widzia艂am. W艂a艣nie.

Mi艂a dziewczyna, jak uwa偶asz?

R贸偶ne to si臋 widzia艂o, ale to nied艂ugo potrwa. Co ty tam wiesz, Constan?

Przede wszystkim nie Constan, ale panie Constan.

A po drugie, on nie jest zdolny do prawdziwego uczucia. On kocha tylko mnie

star膮 Gwadi臋.

Czy偶by? A to dlaczego?

Bo on si臋 nas boi.

Panie marsza艂ku, prosz臋 mnie odes艂a膰 do domu.

Niestety to niemo偶liwe, 艂askawa pani.

St贸j tu, st贸pio! No bo艣mieli艂 si臋!

Zamknij drzwi.

Siadaj!

Siadaj!

Czelej!

A, jeste艣 tutaj.

Jestem, sir.

To dobrze.

Poka偶 si臋.

Zapracowany jestem.

Nie b贸j si臋.

Nie boj臋 si臋, sir.

I do 艣wiecy.

Jest to jedno.

Najja艣niejszy panie.

Prosz臋.

Listy z Pary偶a, najja艣niejszy panie.

Dawaj.

Dawaj, Pietro.

Mo偶esz odej艣膰.

Zga艣 艣wiec臋.

Najja艣niejszy panie.

Mia艂am ci臋 zapyta膰. A Polska?

Cicho b膮d藕. Kocham ci臋.

Wymy艣l co艣 nowego. Nie chce mi si臋 nic wymy艣la膰. Kocham ci臋, rozumiesz?

Nie krzycz tak, ludzie patrz膮. Niech patrz膮, nic mnie to nie obchodzi.

Kocham ci臋.

Ach tak, rozumiem. Ale poza tym czujesz si臋 dobrze, prawda?

Nie doprowadzaj mnie do ostateczno艣ci. Wszystko ma swoje granice.

Tak, to ju偶 wol臋. Teraz bardziej mi si臋 podobasz. Tylko b艂agam ci臋, nie zgrzytaj

z臋bami.

Przepraszam ci臋 na chwil臋.

Co ta dziewczyna ze mn膮 wyrabia? Co ja mam robi膰 na mi艂o艣膰 bosk膮?

O膰wiczy膰.

Przepraszam. Czy jego cesarska mo艣ci do mnie? Oczywi艣cie, 偶e do ciebie, m贸j

rodaku.

O膰wiczy膰? Tak.

Przecie偶 to kobieta, najja艣niejszy panie.

Pyta艂e艣 mnie o rad臋, wi臋c ci m贸wi臋. Bierz przyk艂ad ze mnie.

Cyr, ty mia艂e艣 dw贸r.

Armi臋, mundury, armaty.

Przede wszystkim by艂em m臋偶czyzn膮. Kobiety za mn膮 szala艂y.

Ja tak偶e jestem m臋偶czyzn膮, ale o膰wiczy膰?

Teraz s膮 inne czasy, najja艣niejszy pa艅. Dosy膰 tego mazgajstwa. Kompromitujesz

Francj臋. Najja艣niejszy pa艅. Milcze膰!

Ju偶 ja bym sobie poradzi艂 z t膮 twoj膮 epok膮.

To mamy szcz臋艣cie. A to dlaczego?

Mamy szcz臋艣cie, 偶e mo偶emy sobie radzi膰 bez ciebie, najja艣niejszy panie.

Bo偶e, jeste艣 bezczelny.

Nie chc臋 ci臋 zna膰 i nie odezw臋 si臋 do ciebie ju偶 nigdy.

Trudno, jako艣 to b臋dzie.

Na pewno jako艣 to b臋dzie, ale jak?

G艂owa rozpalona, masz gor膮czk臋.

Z kim rozmawia艂e艣? A ty? Widzia艂em ju偶 gdzie艣 tego pana. Kto to jest?

Kolega z uniwerku. Um贸wi艂a艣 si臋 z nim tutaj?

Znowu zaczynasz. Nie zaczynam, a ko艅cz臋.

呕egnam pani膮.

Zupe艂ny idiota.

Jak ja dzisiaj samia.

Opowiedz. Kiedy si臋 wstydz臋.

To powiedz przynajmniej, kto ci si臋 艣ni艂?

Kiedy w艂a艣nie tego nie mog臋 panience powiedzie膰.

Ja chyba nie 艣ni臋 dzi艣. O, gdzie艣 bym 艣mia艂a.

艢ni艂 mi si臋 panicz Porajs.

Ach, panienko, jak on mi si臋 podoba艂. No to ci wolno. Ale powiedz, dlaczego ty

mnie uparcie stale nazywasz panienk膮? Przecie偶 mam m臋偶a. Kt贸rego?

Szambelana?

Jej, co to za m膮偶. I ten...

Te偶 jaki艣 taki... To nie po chrze艣cija艅sku. To nie twoja sprawa.

Gdybym nie ja, dawno by panienka go艂a po kwaterze lata艂a. Prezent贸w 偶adnych nie

przyjmuje. Kocham go.

Kochasz. Kocha膰 mo偶na, ale co z tego?

O偶eni膰 to on si臋 z nami nie o偶eni. Tak my艣lisz?

Panienko, niech go panienka nam贸wi.

On z t膮 swoj膮... No jak偶e jej tam...

T膮 cesarzow膮. Nie ma dzieci. A pewnie chcia艂by mie膰.

A mo偶e panienka mu co przyniesie?

Wstyd藕 si臋. Co ty wygadujesz?

Nast臋pcy tronu potrzebujemy.

Przygotuj do 艣niadania.

Zawsze to samo.

Ludzi panienka nie widuje. Nikogo nie dopuszczaj膮.

呕yjemy tu tak okryjony. Nikt tu nikogo nie widzi. A to 藕le.

Powinien si臋 nareszcie zdecydowa膰.

Przesta艅.

Co mamy na dzisiaj?

Na dzisiaj?

Aha.

Pan senator prosi艂, 偶eby mu cesarz zwr贸ci艂 wie艣 na Pomorzu, co mu j膮

zabrali. I co jeszcze?

Jeszcze... Ujku, zapomnia艂am.

Jak mog艂a艣? Kraj potrzebuje pomocy, a ty zapominasz... Ju偶 wiem, ju偶. Te sumy...

No, ba... Bajo艅skie. No, no, no w艂a艣nie.

呕eby troch臋 opu艣ci艂. I co jeszcze?

No i pytali z Warszawy, co z t膮 Polsk膮.

B臋dzie czy nie b臋dzie, bo si臋 ju偶 doczeka膰 nie mogli.

Kocham ci臋.

Poruczniku!

Gdzie tu jest sztab g艂贸wny? Na zamku.

Daleko st膮d? Na drugim ko艅cu miasta.

Tylko tam teraz nie ma po co je藕dzi膰 o tej porze.

Mam wa偶ne papiery.

Wieczorem nie wojujemy.

Nie wiecie, dostan臋 tu jak膮艣 kwater臋?

W tym obozie?

Niemo偶liwe. Zamiast przej艣膰 naprz贸d, wykorzysta膰 okazj臋, to on urz膮dza

pod jej oknami.

B贸g wojny ma czu艂e serduszko francuskiego mieszczucha.

Powiedz si臋 mi, czym ona go tak wzi臋艂a?

Pani Waleska?

To pi臋kna kobieta. Sam bym j膮...

Co艣 ty powiedzia艂?

Czego chcesz?

Czekaj tu! Zobaczcie!

Pami臋taj si臋.

No c贸偶 to, panie oficerze?

T艂uszcz si臋 oblecia艂?

Odejd藕. Pan wybaczy, pu艂kowniku. Ten oficer nie wiedzia艂, 偶e... Pozwoli pan.

W moim i w jego imieniu przepraszam.

Aresnowa膰!

Obrat Walewski.

Sekcja, odma偶erowa膰!

Co to wszystko ma znaczy膰?

Nie z艂o艣膰 si臋, wszystko ci wyja艣ni臋.

O co gramy?

Czy ja wiem?

Mo偶e o jakie艣 kr贸lestwo?

Ej偶e, a gdybym ja wygra艂?

Wasza cesarska mo艣膰 mo偶e za mnie zap艂aci膰.

Wsz臋dzie i za wszystko p艂ac臋.

Nigdy niczego nie chcia艂am.

Tak? A te nominacje, gratyfikacje, te rozmaite wasze polskie sprawy, to co?

To nie dla siebie, Sir.

To moja lewa.

Nie, Sir, moja.

Widzia艂am dzisiaj defilad臋.

Widzia艂asz? No i jak to? Widzia艂asz moich szpone偶ek?

Nie.

Jak to?

Z tego okna niewiele mo偶na zobaczy膰. Mo偶na zobaczy膰 wszystko, co si臋 chce

widzie膰. Wspania艂y pu艂k, co? Widzia艂a艣?

Nie.

Dlaczego?

Patrzy艂am tylko na ciebie. By艂e艣 wspania艂y.

Wygra艂em! Nie.

Ja wygra艂am, m贸j kr贸l. Prosz臋.

to idzie jak mumie.

Co to za ba艂wan?

M贸j brat.

A ten drugi?

Polak, oficer.

Znam go od dziecka.

Konstant!

Kto艣 mia艂 ich tutaj wpu艣ci膰. Kto stoi na warcie?

Do aresztu!

A tego zabra膰, zdegradowa膰 i o膰wiczy膰.

Najja艣niejsze panie, nie r贸b tego.

Szar偶a, porucznik drugiego pu艂ku UAN -贸w.

Dostaniesz awans na rotmistrza i p贸jdziesz na front.

Odmaszerowa膰.

Widzisz, jak si臋 rz膮dzi?

呕eby艣cie wy tak umieli.

Nagradza膰 i kara膰.

Podnosi膰 i poni偶a膰. Awans i na front.

No. Czego chcesz?

Co to jest?

Raport genera艂a D膮browskiego, najja艣niejszy panie. Dlaczego si臋 od

meldowa艂?

Wybacz, Pawe艂.

To ja... tak zosta艂em, pu艂ko, nie wiem.

Nie jeste艣 zadowolony?

Przebaczam ci.

Nie wiesz, co czynsz.

Ja to wszystko nie dla siebie.

A poza tym on mnie kocha.

Cesarz! Ciebie!

A ty?

S艂u偶臋 ojczy藕nie.

Ty... U nas w armii s艂u偶y si臋 ojczy藕nie w艂asnym cia艂em. Rozumiesz?

A c贸偶 ja robi臋 innego?

S艂u偶臋 ojczy藕nie.

Tak mog艂e艣 do tego dopu艣ci膰?

Kocham go.

C贸偶 mog艂em na to poradzi膰?

Wida膰 tak musi by膰.

Sk膮d ten umi贸r?

Chcia艂em by膰 bli偶ej niej. My艣la艂em, 偶e si臋 mo偶e na co艣 przydam.

No to nie ma rady.

Nie ma rady.

Nie chcia艂a Niemca.

Co si臋 sta艂o?

Jeste艣 najpot臋偶niejszym z w艂adc贸w 艣wiata.

Kocham ci臋.

Tylko dlaczego tak fa艂szujesz?

Wszyscy zawsze m贸wili, 偶e 艂adnie 艣piewam. Tak?

Mo偶liwe. Ale powiedz mi, dlaczego ta wasza banda nie chcia艂a Niemca?

Bo my wolimy Francuz贸w.

Najja艣niejsze, panie.

Najja艣niejsze, panie.

Przyjechali parlamentariusze kr贸la Pruskiego.

No, nareszcie. Kto przyjecha艂?

Raczy艂a do nas przyby膰 sama kr贸lowa Ludwika. Po prawdy?

No c贸偶 w tym takiego dziwnego?

To chyba jaka艣 pomy艂ka.

Owszem, kr贸lowa Ludwika by艂a, ale nie w Ostr贸dzie, tylko w Tyldzi, to w kilka

miesi臋cy potem.

Zupe艂nie nie藕le prowadzisz.

Nie wykr臋caj si臋. No wi臋c mam racj臋 z t膮 Ludwik膮?

Tak, rzeczywi艣cie.

Ludwika by艂a jako parlamentariuszka w tym.

No tak.

Nie, nie, nie, nie, nie.

呕膮dam kapitulacji bezwzgl臋dnej.

Sam jeste艣 kr贸lem, najja艣niejszy panie. Nie mo偶esz wi臋c unicestwia膰 kr贸l贸w.

To godzi艂oby w sam膮 ide臋 panowania.

Jestem cesarzem i mog臋 robi膰, co chc臋.

Kapitulacja bezwzgl臋dna.

Losy Kr贸lestwa Pruskiego chc臋 mie膰 w swoich r臋kach.

Czy losy Kr贸lowej Prus tak偶e?

Jak mam to rozumie膰?

Musisz zrozumie膰, Sir, 偶e pod tym wzgl臋dem nie mamy do艣wiadczenia.

Pierwszy raz zdarza mi si臋 kapitulowa膰 tak bezwarunkowo.

Musz臋 si臋 nad tym zastanowi膰.

Mam nadziej臋, 偶e wasza kr贸lewska mo艣膰 zostanie u nas do jutra. A rzeczywi艣cie

jeste艣 bezwzgl臋dny, Sir.

Naj艣wie偶szy panie, mo偶e zmienimy warunki kapitulacji na cz臋艣ciowe?

Czego chcesz? No ode艣lij j膮 do m臋偶a, Sir, inaczej przegramy t臋 wojn臋.

ju偶 j膮 wygrali, teraz na nas kolej.

Pruscy nie zawiod膮 si臋 na wspania艂膮 my艣lno艣ci zwyci臋zcy.

Czy kr贸lowa Prus tak偶e?

Szczeg贸艂y om贸wimy p贸藕niej.

No i przegrali艣my wojn臋.

Od razu wida膰, ksi膮偶e, 偶e nie jest pan 偶o艂nierzem.

Na szcz臋艣cie nie.

A niestety nie jestem r贸wnie偶 pi臋kn膮 kobiet膮.

Zrobi臋 co艣 dla ciebie.

Dostaniesz wreszcie to swoje ksi臋stwo warszawskie. Dobrze b臋dzie?

Ksi臋stwo?

Zawsze mieli艣my kr贸la.

No to co to si臋 zmieni?

Czy da膰 to na 艣cian臋? Nie, tu.

Ksi臋stwo warszawskie. Wi臋cej nie mog臋. B贸g mi 艣wiadkiem.

C贸偶 ty sobie wyobra偶asz, 偶e ja sobie wszystkich 艣ci膮g臋 na g艂ow臋? Daj偶e pok贸j.

艢wiat nie ko艅czy si臋 na Mazowszu. A Galicja?

Polska bez Krakowa? Przecie偶 to niemo偶liwe.

Wi臋cej nie mog臋. Na razie ksi臋stwo warszawskie musi ci wystarczy膰.

A ja wybior臋 si臋 do Indii.

Poka偶emy tym Anglikom, gdzie raki zimuj膮.

Mia艂e艣 mi pom贸c zwija膰 we艂n臋. Albo do Ameryki. Tam jest z艂oto. Trzeba mi

偶o艂nierzy.

Mia艂e艣 mi pom贸c zwija膰 we艂n臋.

A w艂a艣nie.

S艂uchaj.

Polacy daj膮 mi za ma艂o 偶o艂nierzy.

Jak to, sir?

Przecie偶 wszyscy poszli do wojska. A w艂a艣nie, 偶e nie wszyscy.

Nale偶y mi si臋 wasza wdzi臋czno艣膰.

Kto st膮d przep臋dzi艂 krucak贸w?

Polacy licz膮 tylko na ciebie, sir.

Ot贸偶 to licz膮. Polacy nie powinni liczy膰. Ja mam w艂asnych ekonomist贸w.

No ju偶 dobrze, dobrze.

Co b臋d臋 m贸g艂, to dam.

Ale przede wszystkim jestem cesarzem Francuz贸w.

Gdzie mamy tu Francj臋? A, niedu偶a.

Ale jednak.

Tutaj si臋 urodzi艂em.

Korsyka.

Ju偶 prawie zapomnia艂em.

O mnie te偶 ju偶 nied艂ugo zapomnisz.

Ale偶 Marysiu, c贸偶 ja bym robi艂 bez ciebie.

Z nikim si臋 tak dobrze nie rozmawia o polityce.

O czym my艣lisz?

Wasza cesarska mo艣膰.

Musz臋 ci co艣 powiedzie膰.

Nie m贸w do mnie wasza cesarska mo艣膰. Przy tobie chc臋 o tym zapomnie膰.

Wasza cesarska mo艣膰?

B臋d臋 mia艂a dziecko.

To chyba jaka艣 pomy艂ka.

Najja艣niejszy panie.

No i pomyli艂a艣 si臋, widzisz?

艁adnie was ucz膮 historii. Dziecko w tyl偶y?

Przecie偶 ono urodzi艂o si臋 trzy lata p贸藕niej.

To wiem lepiej od ciebie. Ta rozmowa odby艂a si臋 w pa艂acu w Sch枚nbrunnie po

kapitulacji Austrii w 1809 roku. No widzisz. Wtedy powiedzia艂a wasza

mo艣膰.

B臋d臋 mia艂a dziecko.

I co b臋dzie?

Dobrze b臋dzie.

Je偶eli to b臋dzie syn, zostanie hrabi膮. Dam mu maj膮tek w Neapolu

trzydzie艣ci. Nie, pi臋膰dziesi膮t tysi臋cy rocznie. Dobrze b臋dzie?

A jak si臋 b臋dzie nazywa艂?

Walewski, hrabia Walewski.

A co b臋dzie ze mn膮?

Dobrze b臋dzie. Urodzisz go w Walewicach.

B臋dzie si臋 nazywa艂 Hrabia Walewski.

Co?

A potem zobaczymy.

Wio! Wio!

Pr臋dzej! C贸偶 to za uroczy bobasek. Uda艂 ci si臋. A poza tym bardzo.

Ale to bardzo przypomina mnie... Ale Anastazy jest przy tym jaki艣

Nie uwa偶asz? Przecie偶 ka偶dy inny na jego miejscu... Anastazy s艂u偶y lojalnie jego

cesarskiej mo艣ci.

O, niestety, jego cesarsk膮 mo艣ci膮 tw贸j syn ju偶 nie jest, moja droga. Francja ma

prawowitego nast臋pc臋 tron. Tak, to nie ma 偶adnego znaczenia.

Nie ma?

O, ma!

Nie potrafi艂a艣 w odpowiednim czasie wykorzysta膰 si臋 tu? I tak ksi臋偶a s膮dzi?

Dlaczego nie idziesz do Pary偶a? Cesarz pewnie chcia艂by zobaczy膰 ma艂ego.

Nie czas teraz na wyjazdy, musz臋 by膰 tutaj. Czy pani hradina przewiduje

zmiany w rz膮dzie?

Mo偶e. A czy wybrane s膮 pod uwag臋 jakie艣 zmiany terytorialne?

Zobaczymy, ale poza tym s膮dz臋, 偶e na ostatnie zmiany terytorialne nie mo偶ecie

si臋 chyba panowie uskar偶a膰.

Sk膮d? Jeste艣my bardzo wdzi臋czni, zw艂aszcza za Galicj臋.

Gdyby co艣 trzeba by艂o jeszcze takiego za艂atwi膰, to prosz臋, s艂ucham. A w艂a艣nie,

co pani, hrabino, s膮dzi o naszych dawnych wschodnich prowincjach?

S膮dz臋, 偶e dobrze by by艂oby teraz w艂a艣nie uderzy膰 na wsch贸d. Wtedy nasze

wschodnie prowincje...

Potaram si臋 to za艂atwi膰.

Zrobi臋 wszystko, co w mojej mocy, panowie.

Prosz臋 si臋, panienki, 偶o艂nierze. Pan Porajski prowadzi.

Prosz臋.

Witam, panie poruczniku.

Rotmistrzu.

Jakie nowiny?

Mam zaszczyt zawiadomi膰 pa艅stwa, 偶e wyruszamy na wsch贸d.

Cesarz postanowi艂 uderzy膰 na Rosj臋. Czy mog臋 prosi膰 o odrobin臋 wody?

A cesarz?

Jedzie przez 艁owicz, b臋dzie tu niebawem.

Ale偶 z pani膮 krabin膮 艣wietnie si臋 pracuje.

Zaledwie zd膮偶yli艣my pomy艣le膰 o wschodnich prowincjach, a ju偶... Nasza

nieoceniona dobrodziejko.

Jed藕my na spod...

Czas ju偶 po艂o偶y膰 ma艂ego.

Jeszcze wcze艣niej.

Cesarz omin膮艂 owiecz i pojecha艂 dalej.

Jeste艣 tutaj, jak偶e si臋 ciesz臋.

Czeka艂em dwie godziny.

Czy wci膮偶 za mnie mama? Nie przeszkadzaj sobie.

To mo偶e ja raczej przeszkadzam? Przecie偶 ciebie wcale tu nie ma.

Dzwoni艂am do hotelu, powiedzieli, 偶e wyjecha艂e艣.

Dzwoni艂e艣?

Nic wa偶nego, chcia艂am si臋 tylko dowiedzie膰, jak jest po francusku n臋dzny

podrywacz.

A ja chcia艂bym si臋 zapyta膰, jak si臋 nazywa po polsku osoba, kt贸ra wrzeka,

obiecuje, a potem nic z tego nie wychodzi?

Napoleon. Po prostu Napoleon.

Rozumiem, chcesz mnie zg艂臋bi膰, ale nasza historia si臋 jeszcze nie sko艅czy艂a.

Przerwali艣my j膮 w po艂owie. A co by艂o dalej?

Chcia艂am ci tego zaoszcz臋dzi膰, ale je偶eli bardzo chcesz, to mo偶emy.

Prosz臋 bardzo, bardzo prosz臋.

Wi臋c potem by艂o traszliwe lanie, powr贸t spod Moskwy.

I znowu lanie. Wystarczy?

Dzi臋kuj臋, wystarczy.

Prosz臋, wina dla wszystkich.

Dziewcz臋ta, bawimy si臋 na z艂o艣膰 tej smutnej pani.

A, witaj m艂odzie艅ce. Odbijany?

Nie, chcia艂em zamieni膰 z panem kilka s艂贸w. A p贸藕niej nie mo偶na? P贸藕niej nie

mo偶na. Mo偶e wypijemy? Nie, chod藕my, to d艂ugo nie potrwa, prosz臋.

Dok膮d oni... Poj臋cia nie mam.

Wracam z pod Moskwy.

Voil脿.

Straszliwa kl臋ska.

Mo偶e ty mi powiesz, co si臋 ze mn膮 dzieje?

Imi ojcice, a to偶 to ten Francuz, co ty ju偶 raz... Tak, wujo, przecie偶 ci

m贸wi艂am. Znowu mi si臋 w klomp wpakowa艂.

To nie on. A kto?

Ja. To on ci臋 tak nauczy艂?

Chyba tak. S艂ycha膰, co ty sobie my艣lisz?

Zwozisz mi tu jakich艣 obcych ludzi, w dodatku zalanych?

Zapaskudzi mi to samo, Walewice. Ja si臋 na to nie zgadzam. To nie hotel dla

piak贸w. Ale ja kocham tego pijaka.

Zwariowana艣? Co?

Podejd藕cie, nie ujab艂a艣. Sied藕 spokojnie. Do艣膰 mam swoich zmartwychwst.

Wykluczone. Jeste艣 spr臋偶ny pijak. Jestem.

Nienawidz臋 ci臋. Nic nie szkodzi.

Prawo, to rozumiem. To prosz臋.

Francja b臋dzie z ciebie dumna.

No po co zaraz ca艂a Francja? Ty mi wystarczysz.

Do kogo ty m贸wisz?

Jestem z niego na p... Naprawd臋 zadowolony.

Ona b臋dzie naprawd臋 szcz臋艣liwa.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.