Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku.
16 lat minęło od śmierci Kazimierza.
Każdy tu czyni co chce.
Wygnajmy Jogajłę do Wilna. Nie musi być elekcji.
Co robisz?
Zgnijesz w lochu.
Obieracie wielkiego księcia Jogajłę królem Polski.
Radzi! Radzi!
Radzi! Sama muszę zabić moją miłość.
Pani, inaczej nie będę ani dobrą żoną.
a niedobrym królem.
Orszak Litewski wjechał do Krakowa. Trzeba się przygotować. Przyniosłam
bielidło. Przestań i tak jest bledsze od płótna.
Nie lękam się.
Przecież krzywdy mi nie zrobi.
Chcę najpierw mówić zawisząc do leśnicy.
Muszę wiedzieć, czy książę jest taki, jak mówią.
Podobno jest wielki jak tur.
I dostojny.
Ludzie wiwatują Kraków.
Szaleje z radości.
Nie pójdę do księcia, póki nie stawi się tutaj mój poseł.
Pani?
Jak to nie wyjdziesz powitać księcia Jogajły? To despekt.
Wcześniej muszę pomówić z Zawiszą.
Książę dotarł do Krakowa z całym orszakiem. A mój posłaniec?
Poskąpiliście mu konia? Pani, nie miałem pojęcia, że otrzymał od ciebie zadanie.
Każdego szukać.
Pani, orszak księcia jest już prawy na Wawelu.
Posłamam go z misją.
Jaką misją?
Najwyższej wagi.
To naprawdę takie ważne?
Bardzo.
Wszędzie szukałam.
Nie może być, że człowiek nika i nikt nie wie, co się stało.
Grzymku... Ja nic nie wiem.
Mów póki dobra.
Bo pójdę do marszałka.
Dobrze. Wszystko powiem, jak na spowiedzi.
Gdzie ona jest?
Ona? Kogo pukacie, pani?
Małgorzaty. A kogo by innego?
Nic inni. Wjeżdżają na zamek, a ona akurat znika.
Jak na złość, że się tak wyrażę.
Pewnie poszła do karczmy, albo gdzieś z kimś.
Nie, nie, ona nie z tych.
To gdzie ona jest?
Wszystko gotowe.
Zabierzcie to piwo.
Jakże to?
Powiedz podczas temu, że książę pija tylko wodę. Co ty mówisz, kasztelanie?
Niemożliwe. Tylko wodę. A arcybiskup?
Czy zdąży? Tym się martwię. Jest w drodze, nie zna.
Szybko, jak trzeba.
Nie jest, jak trzeba.
Wielki mistrz.
Nie żyje? Świeć panu na wieku dużo. Gorzej.
Miał być ojcem chrzestnym. Nie chcę być chrzestnym księcia Jogajły.
Taka zniewaga na początku panowania. Jak mogłeś do tego dopuścić? Nie ja
odmawiam księciu, tylko wielki mistrz. Pewnie rzekłeś coś krzywo.
Żal mi ciebie, Dymitrze.
Dlaczego? A co nie wiecie?
Jak kończą ci, którzy przynoszą złe wieści.
Cóż to, panie, podskazi? Ręce ci drżą w przejęcie?
Ja też cała drżę. I serce tak mi bije, jak miało za chwilę wyskoczyć.
Czy ty, tak jak ja, przeżywasz tę potwarz?
Wielki mistrz odmówił księciu Jogailę.
Tyle moich starań, wszystko wniwecz.
Widocznie Bóg tak chciał.
Pewnie na ojca chrzestnego chce wybrać kogoś innego.
Czyli kogo?
A ja?
Jak nikt inny nadaje się na matkę chrzestną.
Też nie?
Nie mógłbym zaprzeczyć.
Ja wiedziałam, że ja znajdę w tobie oparcie.
Ty... Ty... Ty ruski psie!
Ale miarczu się, Władysławie! To nie moja wina. Podaj byś się!
Władysław, nie widzisz, jak mojego męża obchodzą sprawy księdza? Jakby już był
jego ojcem chrzestnym.
Po coś tu przyszedł? Skąd?
Z osłem na głowy się zamieniłeś? To ja chodzę za twoimi sprawami, a ty mi
czynisz wyrzuty?
Wiem, co żem widział, jak on patrzył na ciebie, jak głodny ogarnę kość. Nie
zwracam uwagi na takie głupoty. Dzięki mnie zostaniesz ojcem chrzestnym króla
Polski. Wybacz do szkoły, ale jak widzę, że inny mężczyzna trzyma cię za dłonie,
to... Powiedziałaś ojcem
chrzestnym?
To jedyna szansa, żebyś coś znaczył tu na Wawelu.
I no tym razem, słuchaj mnie, nie tych głupców pokroju gniewosza.
Miałeś wyjechać.
Polscy panowie się zgodzą? Ale nie oni mają się godzić, a ty.
Tylko nie odpowiadaj od razu.
Niech za tobą chodzą. Niech proszą.
Byle nie za długo, żeby się nie zniechęcili.
Przecież zastanowić się muszę. To wielka odpowiedzialność.
Jako ojciec chrzestny będę musiał prowadzić Jogajłę do Boga. Jakby był
rodzonym synem.
To przeciwpłaganie.
Władysławie.
Możemy razem wiele osiągnąć. Tylko tym razem słuchaj mnie i nie rób głupstw.
Najlepiej nie pokazuj się tak często tu na Wawelu.
Zawisto! Królowa czeka.
Nie wypełniłeś zadania. W tym sensie wypełniłem. To idź do niej! Kiedy nie
Szaleju się najadłeś? Miałem nadzieję, że jak się pobiorą, to nie będę
A z jakim zadaniem królowa cię wysłała?
Wstyd mówić.
Dobrze, idziesz ze mną podobroć... Coś tak czerwone.
Im szybciej książę się dowie, że wielki mistrz mu odmówił, tym lepiej.
Może wpierw niech ochłonie po podróży.
Poczekajmy, jestem do uczty.
Z pełnym brzuchem łatwiej przyjdzie przełknąć tę łyżkę, dzieksiu. Co za
Ja się nie mam tego wstydzić. To nie mnie ksiądz wysłał do Malborka. Niech
podskarbi tym martwem. Ale co z tego, że wielki mistrz odmówił zostania
chrzestnym Jogajły? Przecież dla nas to lepiej.
Dlaczego ten zaszczyt miałby przypaść jakiemuś krzyżakowi? Niech Jogajła
wybierze na swojego chrzestnego któregoś z polskich rycerzy.
Ale kogo?
No ty się nie masz czym martwić.
Przecież książe...
Nie wybierze na swojego ojca chrzestnego byle marszałka. Ani byle kasztelana.
Mojego rodu wywodził się święty Wojciech. A polski król zrobi po
po twojemu. Chodźmy śmiało w rodzie wszystkich świętych. Panowie, panowie!
Spokojnie!
Tak to się robi!
Krew od razu już mi płynie. Pójdziesz sprzecz.
Trzeba było powiedzieć, że chcą cię w przód obejrzeć.
Bielidlem bym cię upiększył. Różu bym w policzki wsmarował.
Teraz ty poproś o kazanie narzeczonej.
Poswięcę się i w twoim imieniu ją obejrzę.
Nie dla ciebie przecież.
Nie ciekawi cię jaka jest?
Rycerz, którego do mnie przysłała.
Powiedział, że krucha, drobna, chowana jak maleńki ptaszek w złoty klatce.
Jedną dłonią można ją zdusić.
A jeśli ją czymś zrania? Bracie, potrafisz podejść do dzikiej zwierzyny
metrów nieposzącej.
Czy z babami nie jest tak samo, a?
Powoli, spokojnie, ale pewnie, żeby strachu nie wyczuła.
Wydało mi się, że widziałem w tłumie przy bramie ragany.
Widziałeś, że to jest?
Kazałem jej odejść jak najdalej. Nie moja wina, że wybrała Kraków. I dobrze
zrobiła.
Wprowadzi ją tutaj.
Przecież zaraz twój słup.
Nie chcę jej do łoża.
Chce by mi powróżyła.
Nie dręcz jej.
Ona cię miłuje.
Moja rzecz kogoragany miłuje.
Trzeba mi wróżby.
Znajdź ją.
Sąże może się podobać.
Jest dobrze zbudowany.
Spojrzenie ma żywe, ciągle biegające.
Ciekawy jest wszystkiego.
A jego obyczaje?
Nie jest taki, jak mówią.
Ogromnie dba o tość ciała.
Stodziennie każe się golić, szykować sobie kąpiel.
Golić?
Ponoć jest błohady jak niedźwiedź.
Kłamstwa, bajdy.
Nie bardziej owłosiony niż ja.
Mówią, że gwałtownik.
Przebarbarzyńca.
Niczego takiego nie doświadczyłem, pani.
Przeciwnie.
Pozwalał się oglądać w pełnej krasie.
To jaki jest?
Szczodry. Rozrzutny?
Kulaka? Skąd? Nawet wina nie pije, jeno wodę. Wodę? To zdaje się, że więcej ma z
ryby niż niedźwiedzia.
Panie Zawiszo, widziałeś kpięcia Wilhelma. Powiedz, który ładniejszy.
O, to jak porównywać źrebie do ogiera.
Dziecięciu, pannom, taki książę jak Wilhelm mógłby się podobać, ale dorosłej
niewieście, prędzej książę liter, mężczyzna dorosły,
filny.
Dziękuję.
Czy wiesz, jak na Litwie niewiasta wita swojego narzeczonego?
Nie, pani.
Ponoć w Krakowie mieszka staruszka z Litwy, która służyła na dworze.
Spróbuj ją znaleźć i dowiedz się, jak mówić do Litwina.
Nie odchodź, panie Zawiszo.
Mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie.
To równie delikatna sprawa, jak ostatnio.
Jedna dziewuszka spadła przeze mnie ze skały.
Odczuć od ciebie oderwać nie mogliśmy.
Dawno nie gościliśmy tutaj Litwinów.
Poza Gabią oczywiście, ale on od tylu lat jest w Krakowie, że chyba już nawet
nie pamięta waszego języka.
Gabia?
Wdowa po wujcie Jegierze.
Służyła jeszcze na Wawelu, królowej Anny, pierwszej żony Kazimierza.
To mamy 200 lat.
Uważaj jaśnie, panie, bo jakby usłyszała, co mówisz, oberwałbyś ścierą.
A sługa Bia nadal ma dobry. I rękę mocną od wyrabiania ciało.
W całym wielkim Krakowie tylko jedna stara Litwinka? Żadnej innej nie było?
Nie.
Co to możesz tu?
Podać coś jeszcze, panie?
Jedno twoje słowo i uwolnię cię od tego starego osła.
Może stary i osioł, ale mój.
Niewiasty wszędzie takie same.
Drażliwe agosy.
Pauline.
Do Wilhelmu.
Najjawniejsza pani.
Jesteś mi droższa od mojego życia.
Nie, nie mogę. Wybacz.
Mam patrzeć, jak moja królowa idzie w przepaść? To tylko list.
Pożegnalny.
Twoi wrogowie mogą go wykorzystać przeciwko tobie, pani.
Idź już.
Muszę cię przekonać na własne oczy, czy Jogajwa jest tak piękny, jak mówisz.
Odmówię? Wybacz, panie. To polityka, kanclerze.
Nie ma w tym twojej winy.
Wielki Mistrz początkowo był rad, że zostanie twoim ojcem chrzestnym.
Muszę się dobrze zastanowić, kogo wybrać na chrzestnego.
Może książę opolski Władysław.
Mógłbyś nosić jego imię.
I jednocześnie imię króla Władysława.
Jego pradziada, pogromcy krzyżaków pod płorcami.
Musiałbym się więcej dowiedzieć o tym księciu.
Jego małżonka Eufemia mogłaby zostać twoją chrzestną matką.
Trzeba mi świętej patronki.
I matki chrzestnej, która by nosiła imię Polski Świętej. Taką mi
znajdź.
A teraz zostaw mnie samego.
Władysław, król Litwy i Polski.
Powiedział, kogo widzi jako swojego ojca chrzestnego?
Zdaje się, że jest przychylny, ale uparł się, żeby matka chrzestna nosiła imię
świętej.
Świętej męczennicy, jak Felicja z Nikodemii.
Polskiej świętej.
Królowa zostanie jego chrzestną matką.
Nie czas na żarty.
Nosi imię świętej Jadwigi Śląskiej.
Jak moja siostra? Znana w pobożności.
Zwyczylibyście się?
Na Jadwigę i Władysława.
Opolczyka? Nigdy.
Rąk nie starsza do nuszenia wody, panie marszałku.
A lódźwini ciągle się chcą kąpać.
Chcesz opuścić Kraków.
Kazał ci mnie szukać.
Wierzę, że to jest tam. Zostaw go w pokoju.
Tutaj stoję.
Nie pod oknem jego.
On chrześcijański zostanie królem.
Nie odpuszczę go.
Chce, żebym być królem chrześcijańskim w spokoju. Będzie potrzebował rady, to
pójdzie do kapłana albo sprowadzi sobie astronoma z Pragi, jak inni królowie.
Zabij mnie.
Ale nie każ mi odchodzić.
Chcę być przy nim również.
Choćby jako cień.
Proszę.
Czerpienie cię tu czeka, Ragano.
Zapomnij o mnie.
Panie. Panie.
Witaj w Krakowie, książe.
Jeśli pozwolisz, długo tu zabawię.
Muzyka gra na twoją część.
Poprowadzisz mnie do miejsca najdroższego w twoim sercu.
Kajp.
Jum.
Wybacz, twój język jest trudny.
Obydwoje musimy się nauczyć wspólnego języka.
Czy tego chcesz?
Tak, panie.
W twoim sercu jest miejsce dla mnie.
Całe życie byłam chowana na żonę kogo innego.
Potrzebuję czasu.
Wciąż milujesz Wilhema?
Wierzę, że Bóg mnie prowadzi.
Przyprowadzi mnie do ciebie.
To czemu się lękasz?
Nie znasz mojego Boga.
Czy będziesz umiał miłować Go tak jak ja?
I miłować Go we mnie?
Na oczu.
Kogo widzisz jako swojego ojca chrzestnego?
Poradź mi, Panie.
Kogo wybrać?
A kogo chciałbyś mieć u swego boku w najtrudniejszych chwilach?
Swojego konia?
Konia zadaniem nie jest doprowadzić Ciebie do Boga.
Nie wiem, czy wiedziałby jak dojść do raju.
Wiedziałbyś, jeśli czekałby tam na niego pełen żłób.
Wybacz, wiem, że to poważna sprawa.
I że muszę dobrze wybrać.
Pamiętaj, Jeno, że dzięki temu sakramentowi musisz związać się z tą
swoimi poddanymi.
Chyba już wiem, kogo wybrać.
Bóg dobrze doradzi.
Doprowadził mnie tutaj.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.