Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Maria Antonina jest kr贸low膮 od dziesi臋ciu lat.
Wywi膮za艂a si臋 ze swego obowi膮zku, urodzi艂a nast臋pc臋 tronu.
Zdoby艂a serca prostego ludu.
Ma jednak pot臋偶nych wrog贸w w Wersalu i w Pary偶u.
Czeka j膮 艣miertelny b贸j w obronie swego dobrego imienia.
Rok 1783, Pary偶, jedna z najsro偶szych zim w dziejach Francji.
Patrz, kolejna kr贸lewska para!
Lud wznosi twoim rodzicom pos膮gi w podzi臋ce za ich dobro膰.
Zdobi膮 ca艂y kraj.
Tylko brakuje ksi臋偶niczek.
Lubi膮 twoich rodzic贸w, ale ciebie nie.
Yolande si臋 droczy.
Wolniej!
Uwa偶am, 偶e cudownie. Poddani odp艂acaj膮 nam 偶yczliwo艣ci膮.
Na schodach le偶y cz艂owiek?
Zostaw, rozda艂y艣my wszystko.
We藕 futro, Lamballe.
Mu艣linku, zosta艅.
Wasza wysoko艣膰, ostro偶nie!
Nic nam nie zrobi, ledwo 偶yje.
Precz z koron膮!
S艂yszysz nas?
Cofn膮膰 si臋.
Jest ich wi臋cej. Te偶 oczekuj膮 wsparcia.
Mamo, patrz!
Nie uwierz膮, 偶e nic ju偶 nie mamy.
Mu艣linku!
Wracaj do powozu!
Chroni膰 kr贸low膮!
Jed藕!
MARIA ANTONINA
Z otch艂ani tej srogiej zimy
B贸g s艂yszy nasze wo艂ania.
Panie, strze偶 nas przed rozpacz膮,
gdy mozolnie brniemy przez 偶ywot doczesny.
Oddani nieustannej i daremnej pogoni za ulotnym triumfem.
Uwolnij nas od ci膮g艂ej udr臋ki...
Aury czy tego kazania?
Wied藕 nas, Bo偶e, poprzez 偶a艂osny labirynt 偶ycia,
w kt贸rym ka偶dy krok jest walk膮.
Ogrzej nasze zzi臋b艂e cia艂a
i wype艂nij wyg艂odzone brzuchy moc膮 przebaczenia...
Ob艂udnik!
Nikt tu nie jest g艂odny, a ju偶 najmniej kardyna艂 Rohan!
Chro艅 nas
przed zakusami nikczemnik贸w 艂akn膮cych naszej krzywdy.
Nie wiesz, kim jestem?
Wersalskie damy przyjmuj膮 cia艂o Chrystusa z palcem kardyna艂a.
Wybacz, pani.
Niezdara ze mnie.
Bardzo przepraszam.
Zas艂u偶y艂 na banicj臋,
a zrobili go kardyna艂em!
I 偶adna kobieta si臋 nie poskar偶y!
- Ty to robisz bez ustanku. - Nie jestem kobiet膮.
Jestem kr贸low膮.
Nie l臋kam si臋 nikogo.
Nawet Rohana?
Pa艅ski kuzyn, ksi膮偶臋 Chartres, chcia艂by rozbudowa膰 Palais Royal.
Nie.
Proponowani portreci艣ci waszej wysoko艣ci.
Dobrze.
Kardyna艂 Rohan pragnie pos艂ugi na dworze.
Po moim trupie.
To polityka.
Nazwa艂 moj膮 matk臋 n臋dz膮!
J臋dz膮.
- N臋dz膮. - Nie.
Co jeszcze?
Faworyta usiad艂a w pani obecno艣ci.
Upomn臋 Yolande, 偶e to przywilej ksi臋偶nych.
I ka偶臋 wych艂osta膰.
Wybornie.
Markiz Lafayette czeka w salonie Oeil-de-Boeuf.
A nadworny jubiler w antyszambrze.
- Mi艂ego dnia. - Ludwiku?
Zostaw nas, panie.
Potrzebuj臋 wi臋cej na biednych.
Po co? Lud wznosi nam pos膮gi z wdzi臋czno艣ci.
I zamarza na ulicach.
Wojna si臋 sko艅czy艂a, s膮 pieni膮dze.
Oczywi艣cie. Wydaj, ile trzeba.
Jeste艣 zm臋czony.
Ty te偶. Ci膮偶a, dobroczynno艣膰,
przem臋czasz si臋.
Widujesz mnie tylko na mszy.
Masz dzieci do towarzystwa.
Uca艂uj je.
Id藕 ju偶!
P臋d藕 do mamy.
Pr臋dko, nadci膮gaj膮 hieny.
Przyjd藕cie na gor膮c膮 czekolad臋. Zmykajcie.
My te偶 uciekajmy.
Masz s艂odycze? Dzidzia lubi cukier.
- Przed chwil膮 mia艂am! - Zjad艂a艣! Prosi臋!
To ma by膰 idealna prezentacja!
Nie wolno.
Panie Boehmer.
Oto Brylantowa Kr贸lowa zdobna sze艣ciuset
najcenniejszymi kamieniami.
Gdybym wyda艂a dwa miliony na naszyjnik, ozdobi艂abym latarni臋.
Wybierz co艣.
To pana uchroni przed wierzycielami do czasu znalezienia kupca.
Jak偶e uprzejmie ze strony waszej wysoko艣ci!
Na m贸j rachunek.
Do widzenia, panie Boehmer.
Nieborak, przyni贸s艂 go trzeci raz.
Jak m贸g艂 zrobi膰 co艣 tak ordynarnego?
Przej艣cie dla kr贸lowej!
- 呕ycz臋 sobie widzie膰 si臋 z kr贸low膮. - Bez wzajemno艣ci.
Jestem z Rohan贸w, rodu najwy偶szej rangi
i nie ust膮pi臋 dw贸rce lekkich obyczaj贸w.
S艂ucham dalej.
Wasza wysoko艣膰.
Promieniejesz, pani.
Suka.
C贸偶 tak pi臋knie pachnie?
Gor膮ca czekolada.
Zostawi艂y艣cie nam troch臋?
Spok贸j.
I ciep艂o.
Poka偶, co wybra艂a艣.
Rozpieszczasz mnie.
Jak wida膰, ale chronisz mnie przed ob艂臋dem.
Komu偶 innemu powierzy艂abym te diabl臋ta?
Ot贸偶 to.
A teraz zabieram potworki do bawialni.
Madame Royale ma lekcj臋 muzyki, a delfin potrzebuje drzemki.
Ty te偶, jeste艣 blada.
- Tak? - Od biegania z kocami i brioszkami.
Co艣 robi臋 dobrze, lud mnie kocha.
Chod藕my, kr贸lewski idea艂 musi odpocz膮膰.
Yolande?
Zosta艅 dzi艣 ze mn膮.
Nie mog臋.
Vaudreuil?
Jakie szcz臋艣cie, 偶e go masz.
I Jules麓a.
Do pracy!
"Najdro偶sza siostro, Austria potrzebuje twojej pomocy".
Niech si臋 ustawi w kolejce.
Gdzie piecz臋膰?
"Fersen, najdro偶szy...
pisz臋 do ciebie z sercem przepe艂nionym uczuciami,
kt贸re...
Moje informacje si臋 potwierdzi艂y.
Frontalne natarcie...
Zn贸w Lafayette. Zignorujmy go.
Wracam z Ameryki z pozdrowieniami od pana Waszyngtona.
Wolno艣膰 kosztuje, dar doda艂by blasku renomie Francji.
Renomie Francji?
Za d艂ugo tu pana nie by艂o, Lafayette.
Przodujemy w literaturze, teatrze, kuchni, modzie,
nauce i my艣li filozoficznej,
wi臋c szukanie wi臋kszej renomy by艂oby niestosowne.
Niechaj pan Waszyngton zadba o w艂asn膮,
poczynaj膮c od zwrotu miliarda liwr贸w,
kt贸re wspar艂y ameryka艅sk膮 niepodleg艂o艣膰.
Bezwstydny.
Jak to Amerykanie.
Nie wyznaczy艂e艣 kontrolera finans贸w i rynek jest chwiejny.
Mo偶e zosta艂bym twoim doradc膮 gospodarczym?
Wybacz. Ty?
Pragn臋 s艂u偶y膰 koronie.
Pragniesz dobra膰 si臋 do skarbca, by sp艂aci膰 swoje d艂ugi.
Zadbaj o w艂asny bud偶et, braciszku, a gospodark臋 pozostaw mnie.
Nie mo偶esz robi膰 wszystkiego sam!
Ale偶 zi膮b!
Gdziekolwiek si臋 zwr贸c臋, Vergennes, widz臋 r臋k臋 偶ebraka.
Za艂o偶臋 si臋, 偶e su艂tan nie ma takich k艂opot贸w.
Dw贸r w Stambule jest jeszcze chciwszy ni偶 Wersal.
Ale su艂tan cieszy si臋 艂agodniejsz膮 zim膮.
Ksi膮偶臋 ma racj臋 co do rynku?
Finansjera obawia si臋, 偶e zw艂oka w wyznaczeniu ministra
zwiastuje k艂opoty z podatkami.
Zatem nie ma czasu...
Tak.
Komu powierzy膰 sekret, kt贸ry m贸g艂by zniszczy膰 Francj臋?
Ksi膮偶臋 tch贸rzostwa
Wielbiciele zn贸w dekoruj膮 ci 艣ciany.
Wersal m贸g艂by sko艅czy膰 z k艂amstwami o mojej ucieczce z okr臋tu.
Nie ja je szerz臋.
Zawsze wyra偶am si臋 o tobie w superlatywach.
F茅licit茅, mamy go艣cia.
Mi艂o widzie膰, Prowansjo.
Powiedz to swoim kolanom.
Nie dygn臋艂y.
呕yj膮 w osobliwym przekonaniu, 偶e m臋偶czy藕ni i kobiety s膮 r贸wni.
Zaiste dziwne.
Po艣piesz si臋, Philippie, zosta艂 mi ostatni rozdzia艂.
Jest niezno艣na.
Tym si臋 r贸偶nimy.
Uwielbiam kobiety m膮drzejsze ode mnie.
Dlatego nie sypiasz sam.
Co nowego w Wersalu?
Kr贸l jest niezdecydowany.
Nadal nie wyznaczy艂 kontrolera finans贸w.
Zdecydowanie odrzuci艂 moj膮 pro艣b臋 o rozbudow臋 arkad.
Przyznaj, 偶e zmieni艂e艣 Palais Royal w lupanar.
Dworacy zw膮 ci臋 sklepikarzem.
Bardziej pasowa艂by burdelpapa.
Wykluczyli艣cie mnie.
Z czego mam 艂o偶y膰 na dzieci?
I ich matki.
Gdzie twoja formalna 偶ona? Nie widzia艂em jej od wiek贸w.
Na wsi.
D膮sa si臋, 偶e trwonisz jej wiano na nierz膮dnice?
C贸偶 za ma艂ostkowo艣膰.
Wszyscy maj膮 ci臋 za libertyna i tch贸rza.
I co z tego?
Nale偶ysz do krezus贸w.
Dobre imi臋 jest wszystkim, kuzynie.
A kr贸l mi je odebra艂.
Villette?
Pom贸偶 mi, zostaw tego ptaka.
P贸藕no wracasz.
Pi臋膰 minut wcze艣niej obs艂ugiwa艂e艣 piekarza.
Musz臋 je艣膰. A zamarz艂 mi atrament.
Czym ci zap艂aci艂 za rozkosze?
Chlebem.
Powa偶nie? Jeste艣 wart co najmniej dwa eklery.
Dzi臋ki.
- Masz co艣? - Tak.
Prosto z kieszeni faworyty.
Ksi膮偶ki...
To wszystko?
Zdr臋twia艂y mi palce.
Wr贸c臋 tam jutro. S膮 inne sposoby na zdobycie pieni臋dzy.
Nie po偶a艂ujcie grosika na kobiety upad艂e!
Puszk膮 mo偶esz potrz膮sa膰 nie tylko w Wersalu.
Tam jest 偶ycie.
Podaj ksi膮偶ki. Zaczniemy od Woltera,
d艂u偶ej si臋 pali.
Los wyry艂 granic臋 mi臋dzy nami,
lecz nie ma mocy, by odebra膰 ci臋 memu umys艂owi.
Gubi臋 si臋 w my艣lach o tobie.
Zakazane listy...
s膮 m膮 pociech膮,
wyrzutem sumienia,
rozkosz膮...
Dzie艅 dobry, wasza wysoko艣膰.
Co to?
Prezenty od wielbiciela.
Pi臋kne!
Za艂膮czy艂 li艣cik?
A jak偶e!
"Brylanty, by ukoi膰 uszy zranione mym p艂ochym s艂owem.
R贸偶e barwy rumie艅ca wstydu i kardynalskiej szaty".
- To od Rohana? - A od kog贸偶 by?
My艣li, 偶e mnie kupi?
Obrazi艂 Yolande, a teraz 艣le mi dary!
Ch臋tnie ci臋 s艂ucham, ale mam kraj na g艂owie.
Dlaczego najmo偶niejsze rody chc膮 od nas wci膮偶 wi臋cej?
Witamy w Wersalu.
Jeste艣 kr贸lem.
Zmie艅 to.
Mogliby艣my wywy偶szy膰 inne osoby.
Zwi臋kszy膰 ga偶e.
Pokaza膰 utytu艂owanym, 偶e jeste艣my nowoczesnym ustrojem
przedk艂adaj膮cym wiern膮 s艂u偶b臋 nad wysokie urodzenie.
M贸j masztalerz...
jest wiernym s艂ug膮.
Powinien mie膰 wy偶sz膮 pensj臋.
Claudine tak偶e.
Gotuje ci od zawsze.
W艂a艣nie!
A co z guwernantk膮?
O co tyle szumu? Nudy.
W kwestii rozpusty Polignac贸w nie艂atwo zadziwi膰.
Wiedziesz nieciekawy 偶ywot, Calonne.
- Podwajamy? - Stoi.
Geometria, fizyka i spryt.
20 tysi臋cy.
Jeste艣 mi 艂膮cznie d艂u偶ny 81 tysi臋cy 426 liwr贸w.
- Co? - Zaokr膮gli艂em.
Masz. Zaliczka.
Przepraszam! To po mojej matce.
- Nie nosisz go. - Nie w tym rzecz.
Na niebiosa! Zosta艂em diukiem!
Diuszeso de Polignac.
Dzi臋kuj臋!
Dzi臋ki!
Uca艂owa艂abym kr贸la, ale diuszesom nie wolno.
Pragniemy przypomnie膰 dworowi, 偶e rang臋 mo偶na osi膮gn膮膰
wiern膮 s艂u偶b膮, nie tylko wysokim urodzeniem.
Jeste艣 lojaln膮 przyjaci贸艂k膮 i oddan膮 guwernantk膮,
wi臋c w nagrod臋 otrzymujesz najwy偶szy tytu艂.
Dw贸r si臋 oburzy.
I o to chodzi.
Co robisz?
Przedstaw si臋.
Hrabina Jeanne de Valois.
Jestem zaszczycona.
Skoro pochodzisz z kr贸lewskiego rodu,
dlaczego ci臋 nie znamy?
Unikam Wersalu. Zbyt wiele os贸b ubiega si臋 tu o fawory.
A jednak jeste艣.
Owszem, lecz nie dla siebie.
Kwestuj臋 na rzecz kobiet upad艂ych,
niebo偶膮t splugawionych przez m臋ski r贸d.
Adelajdo!
Przez bestie.
Mami膮ce pi臋knymi s艂贸wkami!
Nie uwierzycie, co zrobi艂a kr贸lowa.
Winszuj臋, diuszeso.
Witamy, diuszeso.
Dzi臋kuj臋.
Niegdy艣 tytu艂 wskazywa艂 wa偶ne persony.
A dzi艣 prostaczk臋, co przepcha艂a si臋 ty艂kiem na szczyt.
Zas艂ugujesz, pani.
Dzi臋kuj臋. Kr贸lowej r贸wnie偶.
Rzuci艂a urok na jej wysoko艣膰.
呕aden czar nie jest wieczny.
Kr贸lowa si臋 kiedy艣 ocknie
i zobaczy, kim naprawd臋 jest ta de Polignac.
Daje im tytu艂 ksi膮偶臋cy, a mnie nawet nie we藕mie do Rady.
Uchybi艂e艣 jej matce.
W 偶artach. Austriacy si臋 na nich nie znaj膮.
Je艣li liczy, 偶e si臋 im uk艂oni臋, grubo si臋 myli.
Wasza wysoko艣膰...
Ksi膮偶臋 i diuszeso de Polignac...
Ksi膮偶臋 Chartres.
Czasem tu przyje偶d偶a. Chyba t臋skni.
Zostawcie go.
Niech widzi, co straci艂.
Vaudreuil? Co si臋 sta艂o?
Nic mi nie jest.
Mia艂 w ustach umow臋 z lichwiarzem Saint Jamesem.
Otrzymali艣cie tytu艂, wi臋c 偶膮da sp艂aty.
Od trupa nic nie wyci膮gnie.
Wedle umowy d艂ugi nie umr膮 wraz z nim. Przejd膮 na Jules麓a.
Nie mamy takiej sumy.
- Popro艣 kr贸low膮. - O trzy miliony?
- A masz wyb贸r? - Mam!
Upadla艂am si臋 tu latami, 偶eby uwi膰 wam gniazdko!
Mam do艣膰.
Zabij膮 mnie.
A potem przyjd膮 po niego.
- Zawie藕cie go do rodziny. - Na Santo Domingo?
Wyjedziecie wieczorem. B臋dziecie na statku, nim kto艣 si臋 spostrze偶e.
- To piek艂o! - Wr贸cisz, jak sp艂ac臋 d艂ug.
Z czego? Je艣li nie poprosisz kr贸lowej?
Kr贸l nie ma metresy.
Du Barry zbi艂a na tym fortun臋.
Ani kontrolera finans贸w.
- Nie masz kwalifikacji. - Ale ty masz.
Sp艂acisz d艂ug Vaudreuila ze skarbca.
- Kra艣膰 publiczny grosz? - Ca艂y dw贸r to robi.
Kr贸l odrzuci艂 wszystkich ch臋tnych na t臋 funkcj臋.
Czemu偶 mia艂by przyj膮膰 mnie?
Zdaj si臋 na mnie.
Pakujcie si臋.
Diuszeso...
nie zauwa偶y艂em.
Zawsze do nich zagl膮dam przed snem.
Ja te偶.
Dziwne, 偶e si臋 dot膮d nie spotkali艣my.
Kiedy marudzi, lubi to possa膰.
Jeste艣 doskona艂膮 guwernantk膮.
A pan doskona艂ym ojcem.
Ludzi bardziej obchodz膮 moje talenty jako kr贸la.
Musz臋 i艣膰.
Mam ostatnio ma艂o czasu.
Mia艂by艣 go, panie, wi臋cej, wyznaczywszy kontrolera finans贸w.
Prosz臋 zna膰 swoje miejsce.
Przychodz臋 tu, by uciec od polityki.
Przepi臋kna koronka.
Tak. Urocza.
Bez bi偶uterii, to skromne przyj臋cie u Yolande.
Dzi臋kuj臋, 偶e nie d膮sasz si臋 o jej awans.
Nie znios艂abym twojej zazdro艣ci.
O co?
Jestem ksi臋偶niczk膮 krwi, zawsze b臋d臋 przewy偶sza膰 diuszesy.
Nagradzam lojalno艣膰.
Ona jest wierna.
Na pewno.
Jestem kontrolerem finans贸w?
Jeszcze nie. Panowie spakowani?
Ju偶 w drodze.
Bez po偶egnania?
Musieli wykorzysta膰 pogod臋.
Zostaw mnie.
My艣la艂am, 偶e b臋dziemy same.
Co to?
Skromne przyj臋cie, kilkoro przyjaci贸艂.
Rohan?
Zapraszasz go?
Wprosi艂 si臋.
Chc臋 wyj艣膰.
Zatem do jutra.
Chc臋, 偶eby艣 wysz艂a ze mn膮.
Id藕, odpocznij.
Mo偶e napisz list sokiem z cytryny?
Ul偶y ci, jak zawsze.
Uwa偶aj, 偶eby艣 nie wysz艂a na niewdzi臋cznic臋.
Wszystko, co mam, da艂a艣 mi z w艂asnej woli i w艂asnych powod贸w.
Nie jestem ci nic winna.
Villette!
Widzia艂am kr贸lewskiego jubilera.
Ni贸s艂 kaset臋 wielko艣ci karety.
Niech zgadn臋 - z brylantowym naszyjnikiem?
- A czemu nie? - Bo jego nie ma.
Po co robi膰 naszyjnik, na kt贸ry nikogo nie sta膰?
Zam贸wi艂 go stary kr贸l i zmar艂 na osp臋, nie zd膮偶ywszy zap艂aci膰.
Ten l贸d to twoja stopa? Zabieraj j膮.
Zakradn臋 si臋 do apartament贸w kr贸lowej.
Tam, gdzie osoby postronne nie maj膮 wst臋pu,
gdzie naprawd臋 偶yje.
Do komnaty wysadzanej rubinami.
Za艂o偶臋 si臋, 偶e trzyma klejnoty pod 艂贸偶kiem.
A stra偶?
Daj spok贸j. Wychodzimy o 艣wicie.
Kiedy艣 posuniesz si臋 za daleko.
Toniu!
By艂am okrutna. Przepraszam.
Da艂am ci wszystko,
a nie dostaj臋 od ciebie nawet przyja藕ni.
Mam ch臋膰 ci臋 odprawi膰.
By艂am smutna! Vaudreuil i Jules wyjechali,
p艂yn膮 na Santo Domingo, uciekaj膮 przed wierzycielem Vaudreuila.
Co si臋 sta艂o?
Wszystko przegra艂 Sw贸j spadek, ca艂e nasze pieni膮dze.
Gdyby zosta艂, przegra艂by te偶 wp艂ywy z tytu艂y ksi膮偶臋cego.
Toniu...
Wybacz m贸j niestosowny ton.
Zas艂uguj臋 na gniew i rozumiem, 偶e chcesz mnie zwolni膰.
Nigdzie bym ci臋 nie pu艣ci艂a.
Tak bardzo si臋 ciesz臋 z twojej przyja藕ni...
ale nie mog臋 by膰 dla ciebie wszystkim.
- Mo偶esz. - Nie.
Tak.
Nie mog臋. Kto艣 taki jest tylko jeden.
Nie ma go tutaj, lecz wkr贸tce przyb臋dzie.
S艂ysza艂am, 偶e pu艂k kapitana Fersena
wyp艂yn膮艂 dwa miesi膮ce temu z Karaib贸w.
Tw贸j szwedzki 偶o艂nierz wraca do domu.
Bo偶e! Pomocy!
Jest pijany?
Ratunku!
Jest op臋tany!
Ma w sobie diab艂a!
Stra偶e!
Zostaw go.
Co robi膰?
Wezwij medyka.
Tak, ju偶!
Nie!
Pokoje r贸偶ni膮 si臋 od reszty Wersalu, s膮 ma艂e i ciche.
- Od razu znalaz艂am jej salonik. - Z rubinami w 艣cianach?
Nie, ale mam papeteri臋,
艣piewaj膮cego ptaka i... to.
Rysunek naszyjnika! On istnieje!
Hrabina de Valois?
Do licha! U艣miech!
Pani Wiktoria.
Pragn臋 przedstawi膰 ojca Lotha, or臋downika sprawy kobiet upad艂ych.
Pani.
Rzecz w tym,
偶e tutaj nikt nic nie daje, nie oczekuj膮c wzajemno艣ci.
My艣l臋, 偶e gdyby艣 mia艂a mo偶n膮 patronk臋,
dworzanie byliby szczodrzejsi, licz膮c na jej wzgl臋dy.
Jest pani taka m膮dra!
Lecz gdzie jej szuka膰?
Kr贸lowa cz臋sto wspiera ryzykowne przedsi臋wzi臋cia.
Napisz do niej.
C贸偶 za znakomity pomys艂!
Drobny datek na spraw臋.
Do Fersena?
Przechwytuj膮 ka偶dy pani list!
Dlatego ich nie wysy艂am.
Pisz臋 sokiem z cytryny i trzymam w szufladzie.
Je偶eli ten zwi膮zek wyjdzie na jaw...
Zwi膮zek? Nie widzia艂am Fersena od trzech lat,
odk膮d Ludwik wys艂a艂 go na wojn臋!
Prosz臋, znajd藕 z艂odzieja.
I listy.
Bo wyjd臋 na...
Kto艣 jeszcze o nich wie?
Oczywi艣cie, 偶e nie.
Nawet Yolande?
Nawet.
Wejd藕.
Powiedz Yolande... 偶eby natychmiast przysz艂a.
Idiotka!
Trawestuj膮c Figara: odwa偶y艂em si臋 napisa膰 komedi臋,
lecz cenzor nie uzna艂 jej za zabawn膮.
Niech mu tam!
Lecz dzi臋ki tobie, drogi ksi膮偶臋
i twej drukarni,
moja sztuka zyska widz贸w.
Wznie艣my toast! Za Figara!
Za ksi臋cia Chartres!
Za bajeczny i wolny Palais Royal!
Co si臋 dzieje?
Mamy skromne spotkanie.
Co tu robi Lafayette?
Saint-George? Pozbyli艣my si臋 go.
Ojciec sprowadzi艂 go z Londynu na nadwornego dyrygenta.
Bo偶e, podchodz膮.
Prowansjo! Dyskutujemy o polityce.
Kt贸ry ustr贸j jest bardziej o艣wiecony?
Ameryka艅ska demokracja.
Nie monarchia konstytucyjna?
Londyn jest najbardziej liberalnym miastem 艣wiata.
Wracaj tam, skoro to taki raj.
Nie ma lepszego ustroju nad bosk膮 monarchi臋.
Szkopu艂 w tym, 偶e mamy durnia na tronie.
I nie pozb臋dziemy si臋 go, chyba 偶e skr贸cimy go o g艂ow臋.
Uwa偶aj, z kim przestajesz.
Nie jeste艣 niedosi臋偶ny.
Krzy偶yk na drog臋.
Mamy z Beaumarchais麓m wyborny pomys艂.
Nam贸wimy Ludwika na wystawienie "Figara".
Dostan臋 rol臋?
Mia艂by si臋 zgodzi膰 na co艣,
w czym ni偶sze stany zmawiaj膮 si臋 przeciw elicie?
To g艂upiec z 偶on膮 uwielbiaj膮c膮 teatr.
Mo偶e nawet przyj臋艂aby wa偶n膮 rol臋.
Jeste艣 uciele艣nieniem nikczemno艣ci.
Oto plan: kr贸l, wychodz膮c dzi艣 od dzieci,
zastanie ci臋 na korytarzu.
Co b臋d臋 robi膰?
Co艣 zwyk艂ego. Udam zdziwion膮, przedstawi臋 ci臋,
a ty go przekonasz, 偶eby da艂 ci t臋 funkcj臋.
Nie mog臋?
Nie zepsuj tego!
Got贸w?
Od ko艂yski.
Zaj臋ta?
Co to znaczy "zaj臋ta"?
Kolejny oddzia艂 idzie w b贸j.
By膰 na zawo艂anie to jej praca!
Gdzie jest?
Gdzie?
Gdzie?
Nie!
- Minutka! - Dajcie mi spok贸j!
Nie!
Dzi臋kuj臋 pani.
To b艂ahostka.
Wasza wysoko艣膰...
Mam wybra膰 kart臋?
Prosz臋, ale nie odgadn臋 jej. Nie jestem magikiem.
Jestem niezdar膮.
Przynajmniej szczerze.
Wasza wysoko艣膰, to Alexandre de Calonne, hrabia Hannonville.
Powracam z Lille.
Mia艂em zaszczyt s艂u偶y膰 jako kr贸lewski intendent.
Z Lille?
Zwi臋kszy艂e艣 tam dochody skarbu, panie.
Mo偶e jednak jeste艣 magikiem.
Finansist臋 i sztukmistrza co艣 艂膮czy.
Obaj mami膮 widowni臋 i co艣 skrywaj膮.
Czy ich sekrety s膮 z艂e?
Wed艂ug mnie, je艣li idzie o rynki finansowe,
optymizm, cho膰by bezpodstawny, to podstawa.
Prosz臋 ze mn膮. Diuszeso, ty r贸wnie偶.
Toniu!
Toniu!
Pomocy!
Ratunku!
Stoimy w rozkroku mi臋dzy wydajno艣ci膮 naszych ziem
a rynkami zagranicznymi.
Handel pozostaje nieokie艂znanym tygrysem.
Gospodyniom wystarczy zr贸wnowa偶y膰 domowe wydatki z dochodami.
Minister finans贸w musi kreowa膰 wzrost.
Prosz臋, dolej sobie.
Ma talent, ale trzyma si臋 z Polignacami.
Przyjm膮 go nieprzychylnie.
Przebolej臋.
Chodzi o kr贸low膮! To pilne!
To by艂a dziewczynka.
Madame Royale marzy艂a o siostrze.
Teraz najwa偶niejsze, by kr贸lowa wydobrza艂a.
B臋dzie ci臋 potrzebowa膰.
Nie odst膮pi臋 jej na krok.
Widzia艂am ci臋.
Je偶eli od tego umrze,
b臋dziesz morderczyni膮.
- Co ty pleciesz? - Widzia艂a艣, 偶e tam krwawi!
Mylisz si臋.
- K艂amiesz. - Powiedz jej.
Przekonamy si臋, komu uwierzy.
Nie zapomn臋 tego wieczoru
ani tego, co zrobi艂a艣.
Powiem, gdy nadejdzie czas.
A ona mi uwierzy.
Usi膮d藕.
Przykro mi, 偶e kr贸lowa...
Przeczyta艂em twoje raporty z Lille.
Robi膮 wra偶enie.
Desygnuj臋 ci臋 bez zw艂oki.
Vergennes, zaprowad藕 kontrolera finans贸w do jego gabinetu
i udziel mu wszelkich potrzebnych informacji.
Dzi臋kuj臋, wasza wysoko艣膰.
Prosz臋 dzi臋kowa膰 diuszesie. Przeka偶 jej, 偶e plan si臋 powi贸d艂.
Wiedzia艂a, 偶e si臋 nadajesz.
Dw贸r mo偶e nie uwierzy w jej motywy, ale ja tak.
Pa艅ski gabinet.
A, tak, pami膮tka od su艂tana.
Znasz to, panie?
Klasyka.
Necker by艂 naszym najlepszym kanclerzem.
Przeprowadzi艂 nas przez cztery lata wojny bez podnoszenia podatk贸w,
a po niej zostawi艂 nadwy偶k臋 bud偶etow膮.
Necker na艂ga艂.
Sfinansowa艂 wojn臋 z tajnych po偶yczek,
kt贸re zostawi艂y nas ze stu dziesi臋cioma milionami d艂ug贸w.
- A nadwy偶ka? - Zmy艣li艂 j膮.
Ka偶dy wytworzony grosik idzie na sp艂at臋 procent贸w,
wi臋c zn贸w si臋 zapo偶yczamy, by mie膰 na podstawowe potrzeby.
B艂臋dne ko艂o.
Kto o tym wie?
On, kr贸l, ja,
a teraz pan.
To musi pozosta膰 tajemnic膮. Gdyby si臋 wyda艂o...
Francja tonie...
A pan jeste艣 nasz膮 tratw膮 ratunkow膮.
Jeszcze raz...
winszuj臋.
Tak sobie my艣l臋...
Chryste...
Za jej datek mogliby艣my rozpocz膮膰 co艣 na wsi.
Wiedliby艣my ca艂kiem zno艣ne 偶ycie.
A jeszcze lepsze w Wersalu, gdyby艣my mieli naszyjnik.
Ty wci膮偶 o tym.
Gdzie twoje ambicje?
Powinnam by艂a zostawi膰 ci臋 w tej obskurnej spelunie,
nadal sprzedawa艂by艣 si臋 za grosze.
- Nawet nie wiesz, gdzie on jest! - Wiem.
By艂 w Wersalu, ale kr贸lowa go nie kupi艂a.
Teraz jest pod stra偶膮 u Boehmera, czeka na innego kupca.
Tylko j膮 na niego sta膰, ale go nie chce.
Sk膮d wiadomo, czego ona chce?
Siedzi w Petit Trianon, w swoich apartamentach albo rodzi dzieci.
Rozmawia z garstk膮 os贸b, a i one nie maj膮 poj臋cia o jej pragnieniach.
Ani...
o zwyczajach zakupowych.
Tak ukradniemy naszyjnik!
Powiemy jubilerowi, 偶e kr贸lowa go kupi.
Nawet je艣li nas z艂api膮, wina spadnie na ni膮.
Gadasz od rzeczy! Ty dok膮d?
Po atrament. Musisz sfa艂szowa膰 dokumenty.
- Nie rozumiem. - Cierpliwo艣ci. Na razie si臋 baw.
Dlaczego nie przysz艂a艣, kiedy krwawi艂am?
Nie pos艂ali po mnie.
Nie musieli.
Twoje miejsce jest przy mnie.
Zawsze.
Szuka艂am ci臋.
Kto艣 ukrad艂 moje tajne listy.
Ja?
Nie pope艂ni艂abym takiej pod艂o艣ci!
One s膮 twoim szcz臋艣ciem, nie mog艂abym!
Dobrze, 偶e nie ch艂opczyk...
Dziewczynka by艂aby moj膮 przyjaci贸艂k膮.
Potrzebuj臋 ka偶dej 偶yczliwej duszy.
Wkr贸tce przyb臋dzie Fersen.
Masz na kogo czeka膰...
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.