Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
movie info: XVID 608x320 23.976fps 701.4 MB /SubEdit b.4056 (http://subedit.com.pl)/
Synchro do wersji: Disorder.2006.DVDRip.XviD-VoMiT
DISORDER
- Kto tam?
- To twoja wina!
- Nie wydostaniesz si臋 z t膮d. -Czego chcecie?
- 呕eby艣 umar艂. - Nie pami臋tasz Rachel'i Hammond?
- To za to co zrobi艂e艣 mojej siostrze.
- Zostaw mnie w spokoju. - Jasne.
Musisz prze偶y膰 to samo co Rachel, przed 艣mierci膮.
- Prosz臋 ci臋 mam problem. -Wiem jaki masz problem.
S艂ysza艂am o twoim problemie ka偶dego dnia.
Ale co ci臋 to obchodzi. Masz swoje 偶ycie.
Wiesz gdzie obecnie jest moja siostra?
Zakopana w ziemi !
- Nie!
O m贸j bo偶e!
- Zabij臋 ci臋!
Nie mo偶esz mnie zabi膰.
Co powiesz policji?
呕e si臋 w艂amali艣my i zabi艂e艣 nas w obronie w艂asnej.
Nie uwierz膮 w to.
Je艣li znajd膮 dwa trupy.
Stracisz zwolnienie warunkowe z Newbridge.
Co robisz?
Dzwonisz na policje?
- Dzwoni臋 do szeryfa Mitchell'a.
- Powiedz szeryfowi, 偶e chc臋 z nim rozmawia膰.
- Zamknij si臋 -A je艣li powiem, 偶e zaatakowa艂e艣 mnie i moj膮 dziewczyn臋.
I j膮 zamordowa艂e艣. Ona by艂a jej siostr膮, kt贸r膮 te偶 zabi艂e艣.
Teraz wiesz co robi膰?
Masz przer膮bane.
To nie takie proste, jak si臋 wydaje? - Zamknij si臋!
- Trza by艂o o tym wcze艣niej pomy艣le膰.
- Ja tam nie wr贸c臋. - Wr贸cisz tam.
Ale tym razem nikt ci臋 nie wyci膮gnie.
- Powiedzia艂em ci 偶eby艣 si臋 zamkn膮艂!
- Wszystko w porz膮dku?
- Tak. - Nie wygl膮dasz na takiego?
- Spa艂em.
- Twoja mama prosi艂a bym sprawdzi艂, co u ciebie. By艂em w pobli偶u, wiec zajrza艂em.
- Wszystko w porz膮dku.
- Dobrze to s艂ysze膰.
Co tam si臋 sta艂o?
- Jest potrzaskana. - Nie jestem 艣lepy przecie偶 widz臋.
Samo si臋 potrzaska艂o? Czy kto艣 si臋 w艂ama艂?
- Nie ja to zrobi艂em jak wr贸ci艂em wczoraj z pracy.
Zapomnia艂em kluczy.
- Lepiej to napraw.
- Zaprasza艂e艣 kogo艣? - Nie.
- A z pracy? - Nie.
- Na pocz膮tek lepiej sprawdzi膰 po znajomych.
A je艣li juz o tym m贸wimy. Nie powinno ci臋 tu ju偶 by膰?
- Jest 7:00. - Jest ju偶 7:30.
- Lepiej si臋 ju偶 szykuj. Podwioz臋 ci臋.
- Dobrze.
- Znowu si臋 sp贸藕ni艂e艣.
- Cze艣膰.
- Cze艣膰, Melissa.
- Jak ci min膮艂 dzie艅 ? - By艂o w porz膮dku.
- Ja by艂am strasznie zaj臋ta. - Zakupy p贸藕niej spacer.
Jak to w 偶yciu.
A ty co robi艂e艣?
- 艁owi艂em ryby. - Z艂apa艂e艣 co艣?
- Pr贸bowa艂em. - To dobrze, co nie?
Co艣 nie tak?
- Nie.
- Jeste艣 pewien? Powiedz mi co ci臋 gryzie.
- Nic mi nie jest.
- Melissa, pospiesz si臋. - Dzi臋ki, Paul.
Jak by艣 chcia艂 pogada膰 zawsze ci臋 wys艂ucham.
Id藕 si臋 przebra膰.
- Pyta艂a艣 go co mu jest? Co mu dolega?
- Jest bardzo skryty. Boi si臋.
- S艂uchaj...
Przepraszam.
Wszystko w porz膮dku?
- Tak.
- Zapomnia艂am ci powiedzie膰, 偶e widzia艂am ci臋 w sklepie.
I mia艂am nadziej臋, 偶e mnie widzia艂e艣.
A jednak nie.
- Nie, nie widzia艂em ci臋.
- Melissa, mamy mn贸stwo roboty.
- Ok, ju偶 id臋. Do zobaczenia.
- David, trzeba posprz膮ta膰 ze stolik贸w. Chod藕 ju偶.
- Rachunek.
- Cze艣膰. - Cze艣膰.
- Jeste艣 tak zaj臋ta, 偶e nie mam okazji z tob膮 porozmawia膰.
- Nie wr贸ci艂a艣 ostatnio na noc do domu.
- By艂am u Paul. - A ty co porabia艂a艣?
- Danny znowu przyszed艂.
- On ci臋 prze艣laduje. - Nie prze艣laduje.
- Zawsze tak m贸wisz. Nigdzie nie mo偶esz i艣膰 sama.
Je艣li by艣 chcia艂a wyj艣膰 sama on nagle pojawia si臋 z nik膮d.
Masz racj臋, mo偶e zadawanie si臋 z nim jest co艣 warte.
- Nie jest taki z艂y.
- Jak chcesz. -Pomaga艂 mi przez ostatni rok, wiesz o tym.
To dobry przyjaciel. - On chce by膰 kim艣 wi臋cej ni偶 przyjacielem.
-Wiem.
- Nie prze艣laduje ci臋?
- Przesta艅.
Cze艣膰. Co tu robisz?
- Chcia艂em si臋 z tob膮 zobaczy膰.
- Nie powiniene艣 by膰 teraz w pracy? - Sp贸藕ni臋 si臋.
To nic wielkiego. - Danny, potrzebujesz tej pracy.
- Sam m贸wi艂e艣, 偶e robisz u ojca.
- Teraz m贸wisz jak m贸j ojciec.
- M贸wi臋 powa偶nie.
- Tak naprawd臋 jestem tu, bo chc臋 ci co艣 da膰.
W ka偶dym b膮d藕 razie jutro rano.
- Nie to nie tak.
- Pomy艣la艂em sobie, 偶e mogliby艣my narazie spr贸bowa膰 by膰 razem.
Wiesz tylko narazie.
- Doceniam to co robisz, ale...
Mia艂am ci to wczoraj wieczorem powiedzie膰, 偶e zarazie chc臋 by膰 sama.
- Mam nadziej臋, 偶e kiedy艣 zmienisz zdanie.
Melissa, wiesz co do ciebie czuj臋.
I wydaj臋 mi si臋, 偶e czujesz to samo co ja.
Wiem, 偶e obawiasz si臋 z kim艣 ponownie zwi膮za膰, ale...
- Co panu poda膰? - Zastanawiam si臋 co z reszt膮 twojego 偶ycia.
- Reszt臋 mojego 偶ycia?
- Danny, od lat s艂ysz臋 to samo
nie udzielaj膮c odpowiedzi. - Wiem.
- Nie nie wiesz!
Ka偶dego dnia zastanawiam si臋...
Czy jestem dobra do tej pracy.
Ale to niema nic wsp贸lnego z tob膮.
- Nie to chcia艂em powiedzie膰...
Melissa. - Co jest z tob膮?
- Co jest z tob膮?
Nie umiesz m贸wi膰?
- Melissa! Laura, czy mo偶esz poprosi膰 j膮 by wysz艂a?
- Zostaw j膮 w spokoju dupku!
- Nie chcia艂em jej skrzywdzi膰.
/- Wszystko w porz膮dku. /- Jeste艣 pewna?
- Tak.
- Melissa? - Nic mi nie jest.
Przepraszam. - Czemu mnie przepraszasz?
- To ja powinienem ci臋 przeprosi膰.
Za to co ostatnio powiedzia艂em.
- Nie.
- Chcia艂em tylko powiedzie膰, 偶e chcia艂em z tob膮 narazie zamieszka膰.
- Ok.
- Hej. Podwie藕膰 ci臋?
- Zostan臋 tu jeszcze.
- Ale nie za d艂ugo, dobrze?
- W porz膮dku.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
- Dobranoc, Tom. - Dobranoc.
- Poda膰 kolacj臋? Cze艣膰.
By艂e艣 u nas rano, prawda? - Ze wzgl臋du na mi艂膮 obs艂ug臋
przyszed艂em jeszcze raz.
- Hej. Ty jeste艣 Tom Diner, prawda?
- Tak.
- Jad臋 w tym samym kierunku. Podwie藕膰 ci臋?
- Dam sobie rad臋. - Jeste艣 pewien?
Jak chcesz.
Nalegam jednak by艣 wsiad艂.
Nie pami臋tasz mnie, prawda?
- Nie.
- Jestem detektyw Mike Clayton. Zosta艂em przydzielony do sprawy.
- Co jest z tob膮? Nie umiesz m贸wi膰?
Lepiej zacznij gada膰 zanim sko艅czy mi si臋 cierpliwo艣膰.
- Pami臋tam ci臋.
- Pami臋tasz o czym rozmawiali艣my?
Tylko ty i ja.
- Nie.
- Powiedzia艂e艣 mi, 偶e widzia艂e艣 kogo艣 tego wieczora.
Nad jeziorem.
- Powiedzia艂e艣 mi, 偶e kto艣 zabi艂 te dzieciaki.
- O m贸j Bo偶e! Kevin!
Przesta艅!
- Nie!
- Rachel?
Trzymasz si臋?
Powiedzia艂em ci prawd臋.
Tam by艂 kto艣 jeszcze.
- Tylko tyle pami臋tasz?
Mo偶e doktor ci pomo偶e?
- Doktor McGruder czasami my艣li, 偶e to naprawd臋 sie zdarzy艂o.
Tak naprawd臋 to nie wierzy. - Wiem co m贸wi.
Na miejscu zdarzenia znaleziono n贸偶 z twoimi odciskami palc贸w.
My艣la艂e艣, 偶e opowiesz jak by艂o i sprawa zostanie zamkni臋ta?
Nigdy nie zw膮tpi艂em, 偶e to ty.
Wi臋c sprawdzi艂em twoj膮 opowie艣膰 o 艣mierci Rachel.
Przyjaciel powiedzia艂 mi, 偶e by艂a ze swoim ch艂opakiem.
- Co?
- Nigdy si臋 nie dowiedzia艂em kto to by艂.
- Ona nie by艂a tak膮 osob膮. -Wiem kim by艂a.
Pope艂ni艂a b艂膮d zrywaj膮c z nim.
- Przepraszam. To koniec.
- Powiedzia艂a ch艂opakowi prawd臋.
Pami臋tasz Jim'a Hannah?
- To ojciec Rachel.
- Zagin臋艂a ona 2 tygodnie temu.
- Rodzina Rachel'i pr贸bowa艂a mnie zabi膰 jak wyszed艂em.
- Wiem, dlatego przyjecha艂em zobaczy膰 czy wszystko u ciebie w porz膮dku.
Kiedy zobaczy艂em ci臋 wczoraj rano, postanowi艂em rozejrze膰 si臋 wok贸艂 twojego domu.
Zobacz co znalaz艂em.
Sprawdzi艂em rejestracj臋. Samoch贸d nale偶y do Jason'a Malek'a.
To ch艂opak Kelly Hannah.
Kelly jest siostr膮 Rachel'i.
Chod藕.
Chod藕.
Samoch贸d stoi tu ca艂y dzie艅. Sprawdzi艂em te偶 ko艂o twojego domu.
Wi臋c gdzie oni s膮?
- Nie wiem. - Nie przyszli do ciebie by ci臋 zabi膰?
- Nie. - Powiedz mi co sie sta艂o.
- W艂amali si臋 do mnie i pr贸bowali mnie zabi膰.
- I nie zadzwoni艂e艣 po pomoc?
Co艣 ty my艣la艂?
艢wi臋ty Bo偶e! Zabi艂e艣 ich?
- Nie chcia艂em zrobi膰 im krzywdy. To sie poprostu sta艂o.
- Gdzie s膮 ich cia艂a? Nadal s膮 w domu?
- Nie. - Wi臋c gdzie s膮?
- Co zrobi艂e艣 z ich cia艂ami? - Nie chc臋 wraca膰 do wi臋zienia w Newbridge.
- S膮dzisz, 偶e jak schowiesz cia艂a to nikt si臋 nie dowie?
Wracaj do samochodu.
Id藕.
Zaczekaj tutaj.
Nie podchod藕.
David... Sprowad藕 pomoc...
- David. Wszystko w porz膮dku?
- Jeste艣 pewien, 偶e to ta droga?
Rozmawia艂em w艂a艣nie z szeryfem w Mantersville.
Powiedzia艂 mi, 偶e Mike Clyton nie pracuje u nich.
A tak偶e, 偶e nikt nie prowadzi tej sprawy.
Jeste艣 pewien, 偶e tak mia艂 na imie ten m臋偶czyzna? - Jestem pewien.
- Wi臋c gdzie on jest?
- By艂 dos艂ownie tam. - Wi臋c, gdzie jest jego samoch贸d?
- Nie wiem. - Jeste艣 tego wszystkiego pewien.
- Powiedzia艂em wam co si臋 sta艂o.
- Znale藕li艣cie cos? - Nic.
- Szukajcie dalej.
Jeste艣 pewien, 偶e tu si臋 co艣 wydarzy艂o?
- Chcia艂bym sklasyfikowa膰 twoj膮 chorob臋.
Ciesz臋 si臋, 偶e do ciebie przyszed艂em.
Bierzesz lekarstwa? - Tak.
- Codziennnie? - Codziennnie.
Nie k艂ami臋 odno艣nie tego co si臋 tam sta艂o.
- Wiem, 偶e nie k艂amiesz.
To co chcesz osi膮gn膮膰 to prawda i to jest w艂a艣nie problemem.
Nie wiem po co mi to m贸wisz.
Zosta艂e艣 zwolniony z Newbridge bo taki by艂 odg贸rny rozkaz.
Rozumiem co zrobi艂e艣 z dzieciakami na jeziorem, ale dlaczego.
Mo偶e by艂 to kto艣 inny.
Mo偶e ty. - Nie zabi艂em ich!
- Powiedz mi po co mia艂bym ich skrzywdzi膰. - Nawet nie my艣l臋, 偶e m贸g艂by艣.
- Trafi臋 do szpitala znowu?
- Zrobi臋 to je艣li zauwa偶臋, 偶e zagra偶asz sobie lub komu艣 innemu.
Zr贸bmy wszystko by do tego nie dosz艂o.
- David?
Gdzie jeste艣?
Co艣 ty zrobi艂?
David!
Otw贸rz drzwi w tej chwili.
S艂yszysz mnie?
Otw贸rz drzwi!
O m贸j Bo偶e!
Co艣 ty zrobi艂?
Jest tam kto艣?
- Bardzo d艂ugo bra艂e艣 prysznic.
- Nie a偶 tak d艂ugo.
- Znowu d艂ugo spa艂e艣?
- Nie.
Mamo co ty tu robisz? - Mia艂am chwil臋 wolnego czasu.
Przyjecha艂am by sp臋dzi膰 troch臋 czasu z moim synem
w moim starym domu.
Zobacz jak tu zaros艂o. - Tyle co zacz膮艂em.
Mamo mog臋 to doko艅czy膰. Nie powinna艣 si臋 tym zajmowa膰.
- Czym dok艂adnie?
To przywo艂uje na my艣l wspomnienia.
Jak by艂e艣 ma艂y przychodzili艣my tu wiosn膮 i pomaga艂e艣 mi.
Nigdy nie by艂e艣 zm臋czony. Wyprzedza艂e艣 mnie o po艂ow臋.
Spogl膮da艂e艣 na mnie i pyta艂e艣: mamo czy ja to dobrze robi臋?
Nigdy nie m贸wi艂am ci, 偶e 藕le robisz.
By艂e艣 taki milutki.
Teraz nie wida膰 ile ja w ten ogr贸d w艂o偶y艂am kiedy艣 serca i wysi艂ku.
Teraz jedynie wida膰 co sie sta艂o z nim przez lata.
Wiele rzeczy ju偶 nie wr贸ci cho膰 by艣 tego bardzo chcia艂.
Powiniene艣 szykowa膰 si臋 do pracy . - Mo偶e ci pomog臋 w czym艣.
- Nie, id藕 do pracy, bo j膮 stracisz.
Dam sobie rad臋.
Id藕 ju偶.
- Jest tam kto艣?
Kim jeste艣?
- David?
Co ty tu robisz?
- Id臋 do pracy.
Wszystko w porz膮dku?
- Nie.
To m贸j m膮偶.
- Przykro mi.
- Spotkali艣my si臋 na przyj臋ciu w Koled偶u.
Po prostu wiedzia艂am, 偶e to z nim chc臋 by膰.
P贸藕niej si臋 pobrali艣my, gdy偶 by艂am w ci膮偶y.
Przerwa艂am studia i podj臋艂am prac臋 w kawiarni.
Nie pragn臋li艣my nic wi臋cej.
Byli艣my szcz臋艣liwi.
A偶 do zesz艂ego roku.
- Co si臋 sta艂o?
- John jecha艂 do szko艂y...
Mia艂 wypadek samochodowy. Jak by zapi膮艂 pasy wszystko by si臋 dobrze sko艅czy艂o...
Chcia艂am mu pom贸c ale go zostawi艂am.
Kocha艂am go tak bardzo.
Mo偶e jak bym by艂a silniejsza...
Byliby艣my razem i nie straci艂abym dziecka.
- Je艣li si臋 straci kogo艣 wa偶nego, trudno si臋 z tym pogodzi膰.
- Nie mog臋 si臋 z tym pogodzi膰.
Danny m贸wi 偶ebym si臋 przeprowadzi艂a i zapomnia艂a o tym...
- Mo偶e ma racj臋. - Wiem, 偶e ma racj臋.
Mo偶e jak bym znalaz艂a tego co to zrobi艂...
Wtedy mog艂abym zacz膮膰 wszystko od nowa.
- Mam ju偶 dosy膰 tego go艣cia.
- Danny, przesta艅! - Lepiej trzymaj si臋 z daleka!
-S艂ysza艂e艣? - Co si臋 z tob膮 dzieje?
- Co si臋 ze mn膮 dzieje? Wsz臋dzie gdzie idziesz on tam jest.
- Mieszka tu i szed艂 do pracy.
- Pieprzenie, wiesz co on robi w Martinsville.
- A ty co tu robisz?
- Chcia艂em sprawdzi膰 co z tob膮. - Jest dobrze.
I dlatego chcia艂e艣 si臋 ze mn膮 zobaczy膰?
- Przyszed艂em tu bo zale偶y mi na tobie.
- Jaki艣 problem? - Tak tato jest problem.
Ten cz艂owiek chodzi za ni膮.
- Przesta艅.
- To prawda, Melissa? - Nie to nie prawda.
To ma艂e miasto. - Nie a偶 tak ma艂e.
- Nie powiniene艣 by膰 w pracy? - Gus powiedzia艂 bym przyszed艂 na 9:00.
- Tak, mo偶e wezm臋 ci臋 na posterunek i sobie to przedyskutujemy.
- Co to mia艂o znaczy膰? -Zabieraj si臋 st膮d
i przypilnuj roboty a偶 do przysz艂ego miesi膮ca.
- Mo偶e porozmawiamy o tym w domu.
- Przepraszam, Melissa.
Porozmawiamy o tym p贸藕niej.
Za du偶o sp臋dzasz czasu z t膮 kobiet膮, nieprawda偶?
David, podejd藕 ze mn膮 do samochodu?
Mam nadziej臋, 偶e mi to wyt艂umaczysz.
- Tak. - Dobra wsiadaj.
Porozmawiamy po drodze.
- Prosz臋 zostaw mnie w spokoju. - Chod藕, Melissa.
- Danny, po prostu odejd藕. - Jak chcesz.
- Doceniam to, 偶e nie odezwa艂e艣 si臋 nic przy nim.
- Nie chcia艂em. - Dzi臋kuj臋.
- Wiesz, my艣la艂em wczoraj o twoim ojcu.
By艂 moim najlepszym przyjacielem.
Byli艣my razem w akademii i walczyli艣my razem.
P贸藕niej nast膮pi艂o nieporozumienie mi臋dzy twoj膮 mam膮 a nim.
I tak przez ca艂y czas.
- Pami臋tam to jak by艂em ma艂y.
Czeka艂em rano na ojca jak wr贸ci z pracy.
Chodzili艣my gra膰 w baseball.
Mama by艂a szcz臋艣liwa.
Zanim nast膮pi艂a ta noc.
- Tak... Z艂a noc.
Przypomina mi si臋 ta noc tysi膮ce razy.
- Tak jak i mnie.
Mo偶esz mi powiedzie膰 co si臋 wtedy sta艂o? Mama nigdy naprawd臋...
- Tak, rozumiem.
- Byli艣my na patrolu, gdy ko艂o komendy kto艣 wybi艂 okno.
Tw贸j tata by艂 tam wcze艣niej. I wszed艂 do 艣rodka...
Jak ju偶 przyszed艂em zobaczy艂em tego skurczybyka jak stoi z no偶em w r臋ku.
Odda艂em dwa strza艂y.
Podni贸s艂 si臋 i jakim艣 cudem uciek艂.
M贸j przyjaciel a tw贸j ojciec umar艂 na tej pod艂odze.
Nawet nie potrafi臋 go opisa膰 bo mia艂 mask臋.
Nigdy go nie z艂apali艣my.
- Po prostu sta艂 tam.
Obserwowa艂.
Przyjrza艂em mu si臋 i wygl膮da艂 jak by chcia艂 ode mnie odej艣膰.
Zostawi艂 mnie na cmentarzu.
Wygl膮da艂o na to, 偶e chcia艂 abym j膮 obserwowa艂.
- Powiedzia艂e艣 jej o nim? - Chcia艂em, ale...
Nie wiem czy on naprawd臋 istnieje.
S艂ysza艂em jego kroki jak bieg艂.
Widzia艂em go jak si臋 odwr贸ci艂em.
P贸藕niej podbieg艂 i przewr贸ci艂 mnie uderzaj膮c we mnie.
- Jak si臋 z tym czujesz?
- A jak my艣lisz, 偶e jak si臋 czuj臋?
Cz臋艣膰 mnie chce wiedzie膰 co si臋 sta艂o naprawd臋 zesz艂ej nocy
by udowodni膰, 偶e nie zwariowa艂em.
Je艣li tak si臋 nie stanie to kto艣 zginie...
- A je艣li nie to... - To mo偶e pobyt w zak艂adzie
w Newbridge b臋dzie konieczny i powr贸cenie do leczenia medycznego.
- Nie musz臋 wraca膰 do Newbridge.
- David, bra艂e艣 udzia艂 w najlepszym programie b臋d膮c tam.
- Ale teraz mam po co 偶y膰. Od d艂ugiego czasu naprawd臋 偶yj臋 pe艂ni膮 偶ycia.
Je艣li przesz艂o艣膰 nie powr贸ci...
- Co ma powr贸ci膰?
- Szeryf Mitchell podwi贸z艂 mnie od cmentarza po drodze rozmawiali艣my o moim ojcu.
W jaki spos贸b zgin膮艂.
Rano na pierwszej stronie zobaczy艂em portret cz艂owieka
w masce, kt贸ry zabi艂 mojego ojca.
To co widzia艂em zesz艂ej nocy i dzi艣 rano...
to jest ta sama posta膰 w masce.
- To nic nadzwyczajnego.
Omawiali艣my to kilka lat do ty艂u.
Nie pami臋tasz tego?
B臋d膮c dzieckiem zobaczy艂e艣 w gazecie rysunek tego cz艂owieka...
i pod艣wiadomie go zapami臋ta艂e艣.
Gdy doros艂e艣 twoja schizofrenia pog艂臋bi艂a si臋 i b臋dzie coraz gorzej,
masz halucynacj臋, 偶e twojego ojca zabi艂 cz艂owiek w masce oraz Rachel'e Hannah i jej ch艂opaka.
W twoim umy艣le ta sama osoba jej odpowiedzialna za zniszczenie twojego 偶ycia kolejny raz.
Ale w Newbridge z odpowiednimi lekami zdasz sobie spraw臋 kto jest odpowiedzialny za to co si臋 sta艂o.
Kocha艂e艣 Rachel.
Chodzi艂e艣 za ni膮 wsz臋dzie. M贸wi艂a ci, 偶eby艣 j膮 zostawi艂 w spokoju.
Tej nocy po raz pierwszy u偶y艂e艣 si艂y.
Pu艣ci艂y Ci nerwy ze wzgl臋du na to czego dozna艂e艣.
- A co je艣li si臋 mylisz?
Je艣li ta osoba naprawd臋 istnieje.
Nie mog臋 zrobi膰 nic by ochroni膰 Melisse.
- Pos艂uchaj mnie bardzo uwa偶nie.
On naprawd臋 nie istnieje.
To wszytko jest w twoim umy艣le.
Musisz zostawi膰 j膮 w spokoju.
- Czujesz si臋 dobrze, przepraszam. - Jestem ca艂y.
Odkupi臋 ci nowy. Masz co艣 by tu posprz膮ta膰?
- Zapomnij o tym, ja si臋 tym zajm臋.
- Przyszed艂em tu by ci臋 przeprosi膰 za to co rano powiedzia艂em.
殴le si臋 zachowa艂em w ten spos贸b. Wiem, 偶e to nie by艂 czas ani miejsce na to.
Jak go tylko zobaczy艂em stoj膮cego tam, ponios艂o mnie.
Pomy艣l o tym, Melissa, on zabi艂 twoje ludzi.
Sama w nocy wraca艂a艣.
- Mo偶esz mnie pilnowa膰 24 godziny na dob臋, Ok ?
- Przepraszam, chyba znowu si臋 o艣mieszy艂em.
- Danny...
Wejd藕 do 艣rodka to porozmawiamy.
- Co艣 ty narobi艂? - Przepraszam.
To koniec.
- David?
Wszystko w porz膮dku?
- Jest ok.
- Nie s艂ycha膰 tego po tobie .
- Nie!
Nie wchod藕 tu! - David?
Wszystko w porz膮dku? - 艢ni艂 mi si臋 koszmar .
- Chcesz o tym porozmawia膰?
- Z czasem mi przejdzie.
- Nie uciekniesz przed tym.
Nie ty, nie ja. Nikt nie zdo艂a.
- Rozmawia艂em dzisiaj z szeryfem Mitchell'em o tacie.
Powiedzia艂, 偶e ty masz co艣 wsp贸lnego z tym co si臋 sta艂o.
- M贸wi艂 o przesz艂o艣ci.
- O czym on m贸wi艂. -Prawdopodobnie m贸wi艂 on o relacjach miedzy nami.
- Jakich relacjach? - David, to by艂o tak dawno.
Nie dlaczego Frank zacz膮艂 t膮 rozmow臋. - Mamo...
Jakie relacje?
- Frank by艂 moj膮 sympati膮 w liceum.
Tak naprawd臋 to czym艣 wi臋cej.
Chcia艂 si臋 ze mn膮 o偶eni膰, jednak ja go nie kocha艂am.
Nie kocha艂am go, gdy偶 kocha艂 twojego ojca.
By艂o co艣 szczeg贸lnego mi臋dzy nami.
Marzyli艣my o dzieciach.
- Wi臋c co si臋 sta艂o? - Zerwa艂am z Frankiem
by by膰 z twoim ojcem.
Frank nie odezwa艂 si臋 przez wiele lat.
Wystarczy ci tyle wiedzie膰. Spr贸bujesz teraz zasn膮膰?
- Spr贸buj臋.
- Kocham ci臋, David.
- Ja ciebie te偶 kocham, mamo.
- Mog臋 z tob膮 pom贸wi膰? - Jasne.
- Chc臋 ci臋 przeprosi膰 za wczoraj. David nie mia艂 prawa Ci tego zrobi膰.
- W porz膮dku. - On nie jest taki.
Zrobi艂 to by mnie ochroni膰 przed 艣wiatem czy czym艣 tam...
Nie jest z艂ym facetem.
Na pocz膮tku by艂 wszystko ok, chodzili艣my na lancz zawsze by艂 w pobli偶u.
Kiedy John umar艂 stali艣my si臋 bli偶szymi przyjaci贸艂mi.
Nie my艣la艂am, 偶e dam rade po tym wszystkim by膰 z nim.
- Danny przyszed艂.
- Dobrze ju偶 id臋.
Ok to ju偶 p贸jd臋.
Wszystko w porz膮dku?
Ok.
- Wiesz, my艣l臋 偶e Danny mo偶e ma racj臋 i偶 jestem ostatni膮 osob膮 na 艣wiecie kt贸ra go obroni.
Ty wiesz czego chce David. - Wiem.
I to ci臋 nie dziwi?
- Nie, on tylko ze mn膮 rozmawia艂.
- On tylko ze mn膮 rozmawia.
- Wiem, to nie jest dla mnie zbyt 艂atwe.
Nie tak jak ty. - Jeste艣 suk膮?
- Co艣 w tym stylu.
- Chc臋 powiedzie膰, 偶e na twoim miejscu bym z nim zosta艂a.
Zobacz jakie 艂adne. - Naprawd臋 艂adne.
- Zapowiada si臋 ca艂kiem ciekawie.
- Nie wiem co mama robi膰.
- Zostaw obydw贸ch w spokoju. Ja bym tak zrobi艂a.
- Nie m贸wi臋 o Davidzie tylko o Danny'm.
To mi艂y facet. Zale偶y mu na mnie, troszczy si臋 o mnie.
- Ale ty nic do niego nie czujesz.
- Mo偶e to przeze mnie. 呕e nic nie czuj臋.
- Co do uczu膰 to nie zgaduj.
Nie chc臋 pope艂ni膰 wielkiego b艂臋du przy dokonywaniu wyboru.
Nigdy nie kocha艂 mojego by艂ego, ale przekona艂am mnie do siebie
poniewa偶 by艂 mi艂y, zabawny i opiekowa艂 si臋 mn膮.
Porozmawiamy o tym u mnie w domu.
Wszystko b臋dzie dobrze.
Zadzwoni臋 do Paul'a. Jest samochodem na zakupach.
- Zobaczymy si臋 wieczorem. - Przyjad臋.
- Laura?
Laura, to ty?
- Mellisa.
- To tylko ja. - Co ty robisz?
- Przepraszam nie chcia艂em ci臋 wystraszy膰. - Chwyci艂e艣 mnie od ty艂u?
Co ty robisz u mnie w domu. - Chcia艂em zrobi膰 obiad.
- W艂ama艂e艣 si臋 do mnie do domu by zrobi膰 mi obiad?
- Nie w艂ama艂em si臋 u偶y艂em klucza ukrytego na zewn膮trz.
Zaparkowa艂em samoch贸d na drodze by ci zrobi膰 niespodziank臋.
Tak na dobry pocz膮tek.
- Nie prosi艂am ci臋 by艣 tu przychodzi艂 i cokolwiek gotowa艂.
Nie jeste艣my par膮. Jeste艣my przyjaci贸艂mi.
- Mo偶e czas najwy偶szy na to by by膰 kim艣 wi臋cej ni偶 przyjaci贸艂mi.
Czas najwy偶szy przesta膰 si臋 ba膰.
- Ja si臋 nie boj臋.
To nie to mnie powstrzymuje.
Musz臋 by膰 z tob膮 szczera, Danny...
Nie czuj臋 tego samego, co ty do mnie.
Przepraszam.
- Zawsze tak post臋pujesz z przyjaci贸艂mi?
- To nie uczciwe. - Nie?
- Nigdy nie powiedzia艂am ci, 偶e b臋dziemy kim艣 wi臋cej ni偶 przyjaci贸艂mi.
- To jakie艣 pierdo艂y, zawsze wiedzia艂a艣 co do ciebie czuj臋.
I dopiero teraz mi to m贸wisz.
- Co sie dziej臋? - Nie tw贸j interes.
- 呕e co? - Co艣 ty powiedzia艂?
- To co s艂ysza艂e艣. - Ty pierdolcu!
- Ten go艣ciu mnie wkurza. - Zawsze tu przy艂azi.
- Danny! Na mi艂o艣膰 Bosk膮!
Trzymaj si臋 ode mnie z daleka. - Dobra jak chcesz.
- David?
- David, co ty tu robisz?
David, chcia艂bym z tob膮 porozmawia膰.
- Wychod藕 David, tu szeryf Mitchel. Otwieraj.
- Je艣li upora si臋 z samym sob膮, wtedy sam wyjdzie.
- David? Czy kto艣 jest przy drzwiach?
- Nie, mamo.
Nie ma nikogo.
- Czekali艣my wczoraj na ciebie pod twoim domem.
Mo偶esz mi powiedzie膰 co robi艂e艣 wczoraj ko艂o domu Meliss'y?
- Poszed艂em zobaczy膰 czy wszystko u niej w porz膮dku.
- Doktor twierdzi, 偶e chodzisz za ni膮 po mie艣cie.
- Chcia艂em si臋 upewni膰.. - Rozumiem, David.
My艣lisz, 偶e ona jest w niebezpiecze艅stwie. Ale nie mo偶esz tego robi膰.
Policja si臋 tym zajmie. - Wy nie my艣licie, 偶e kto艣 inny chce j膮 skrzywdzi膰- tylko 偶e to ja.
- David... - Musz臋 wraca膰 do pracy.
- Poczekaj. - Nie skrzywdz臋 jej.
- David, nie wchod藕 tam!
- Melissa, musz臋 z tob膮 porozmawia膰.
- Dobra idziemy. - Nie zabi艂em Rachel i jej ch艂opaka.
Najpierw by mnie zabili, chodzili za mn膮.
- David, prosz臋. - wiem, 偶e ci powiedzieli 偶e to ja
ale to nie ja. - Widzia艂am ci臋 w krzakach.
Obserwowa艂e艣 mnie. - Pr贸bowa艂em ci臋 ochroni膰.
- Przed kim? Je艣li kto艣 za mn膮 chodzi a to nie ty, wi臋c kto to jest?
- To Danny. - M贸j syn?
To masz na my艣li? - To nie David, to ty.
Chc臋 by艣 mnie zostawi艂 w spokoju. - Melissa.
- Idziemy. I to ju偶!
/- Jeste艣 pewien, 偶e co艣 si臋 tam wydarzy艂o? /- Widz臋, 偶e chcesz znowu trafi膰 do zak艂adu.
/- Je艣li kto艣 za mn膮 chodzi a to nie ty, wi臋c kto to jest?
/- To Danny.
/- Przepraszam. /To ju偶 koniec.
- Nigdy si臋 nie dowiemy kim by艂a ta osoba.
- David?
Nie mog臋 spa膰 po ci臋偶kim dniu.
Jestem tym wszystkim zm臋czona.
- Danny zabi艂 Rachel.
- Co? - Syn szeryfa Mitchell'a.
Zabi艂 ich oboje.
Ma zamiar zabi膰 Melisse.
- David, co si臋 dzieje?
- Kiedy szed艂em do domu po pracy podwi贸z艂 mnie detektyw Clayton.
- Kto to jest detektyw Clayton? - Pracuje nad moj膮 spraw膮.
Powiedzia艂 mi, 偶e Rachel zdradzi艂a swojego ch艂opaka tylko niewiedz膮 z kim.
To by艂 Danny.
Widzia艂em tego dnia Rachel w sklepie.
Powiedzia艂a mu, 偶e to koniec i dlatego j膮 zabi艂.
- Jeste艣 pewien, 偶e to by艂 on? - Jestem pewien.
Melissa powiedzia艂a mu zesz艂ej nocy by j膮 zostawi艂 w spokoju.
Zabi艂 Rachel gdy powiedzia艂a mu 偶e to koniec.
Wrobi艂 mnie.
On chcia艂 abym go zobaczy艂 w masce jak chodzi za Mellis膮.
Na wypadek jak bym chcia艂 zrobi膰 co艣 wi臋cej.
Wrabia艂 mnie od samego pocz膮tku.
Wiedzia艂 o tym, 偶e my艣la艂em i偶 kto艣 chodzi za ni膮.
My艣la艂, 偶e to ja.
Kiedy detektyw Clayton zatrzyma艂 si臋 na drodze, Danny chcia艂 bym
go powstrzyma艂. Dlatego do mnie przyszed艂.
Chcia艂 bym powiedzia艂 to co widzia艂em, bo wiedzia艂, 偶e i tak nikt mi nie uwierzy.
- Dlaczego mi to wszystko m贸wisz? - Bo tak naprawd臋 my艣l臋, 偶e si臋 to nie wydarzy艂o.
Poszed艂em po pomoc, ale jak wr贸ci艂em jego cia艂a ju偶 nie by艂o.
Nie by艂o jego samochodu my艣la艂em, 偶e to wszystko dzieje si臋 w mojej g艂owie.
- Co na to Frank i doktor Mcgrove?
Nie uwierzyli mi. Szeryf Mitchell zadzwoni艂 do Martinsville
powiedzieli, 偶e niema detektywa Mike'a Clayton'a pracuj膮cego nad moj膮 spraw膮.
- Mo偶e inaczej sie nazywa. - Mo偶e tak, nie wiem tego.
Przedtem nie wiedzia艂em co si臋 sta艂o.
Teraz ju偶 wiem.
To zdarzy艂o si臋 naprawd臋.
Mamo, Danny zamierza zabi膰 Melisse.
Oni pomy艣l膮, 偶e ja to znowu zrobi艂em.
Nie dopuszcz臋 do tego - Co masz zamiar zrobi膰?
Zamierzasz go powstrzyma膰? Co je艣li ci si臋 nie uda?
Nie chc臋 by co艣 sie sta艂o tej dziewczynie. Nie chc臋 te偶 by艣 zn贸w trafi艂 do Newbridge
za co艣 czego nie zrobi艂e艣. - Napewno tam wr贸c臋.
- Po co? Nic nie zrobi艂e艣.
- Nie rozumiesz. - Powiedz im prawd臋, to samo co mi powiedzia艂e艣.
Porozmawiam z Frankiem. - Nie potraktuje on tego na powa偶nie to co mu powiem.
- Wi臋c zadzwo艅 do doktora Mcgruder niech on tym si臋 zajmie.
Ja zadzwoni臋 je艣li ty nie chcesz.
- Sam zadzwoni臋.
- Porozmawiam z szeryfem Mitchel'em o tym co mi powiedzia艂e艣.
Jestem niedaleko twojego domu, zaraz tam b臋d臋.
- B臋d臋 czeka艂. - Musz臋 ci co艣 jeszcze powiedzie膰.
Nie chc臋 ci臋 denerwowa膰, ale musisz mnie wys艂ucha膰.
Szeryf Mitchell w艂a艣nie dzwoni艂. Powiedzia艂, 偶e znalaz艂 samoch贸d Jim Hannah
na parkingu przed kawiarni膮. - Jim Hannah?
- To ojciec Rachel Hannah. - Wiem kim on jest.
Policja jedzie do twojego domu w poszukiwaniu go.
Nie chc臋 by艣 by艂 sam jak oni przyjad膮.
-Nie b臋d臋 sam. - Zajm臋 si臋 wszystkim jak przyjad臋.
- Moja mama jest ze mn膮. - Mama jest z tob膮?
- Jest ze mn膮. - W porz膮dku.
Wkr贸tce tam b臋d臋.
- Mamo?
Mamo?
Wszystko w porz膮dku?
Mamo!
Prosz臋 wsta艅!
Mamo!
No dalej wstawaj.
Prosz臋, nie.
Nie r贸b mi tego.
Prosz臋 mamo nie r贸b mi tego.
Dlaczego musia艂e艣 j膮 zabi膰?
Doktorze Mcgruder.
Nic si臋 panu nie sta艂o? - Tak.
Wszystko Ok.
Co robi艂e艣 na drodze? - Morderca tu by艂.
- Co?
David... - Zabi艂 moj膮 mam臋.
Nie!
- Melissa? - Nie to ja David.
- Co?
- Co ty tu u diab艂a robisz? - Kto艣 obcy jest w domu.
- Powa偶nie ty por膮bany wariacie!
- Paul! - Dzwo艅 po policj臋!
O m贸j Bo偶e!
Paul! Nie!
Nie!
- To ja.
- Melissa.
- Co ty tu robisz? - Musimy z t膮d ucieka膰!
- Co? - On zabi艂 Laure i Paul'a.
- Laura i Paul nie 偶yj膮? - Chod藕 musimy ucieka膰.
- Co艣 ty zrobi艂? - Nie Melissa, to nie ja.
- Trzymaj si臋 ode mnie z daleka!
- Musisz mi uwierzy膰! - Zostaw mnie w spokoju!
- Melissa, prosz臋.
- O m贸j Bo偶e! - Uciekaj!
Nie!
- David!
- Daj jej spok贸j!
- Ratunku!
Nie!
- My艣la艂am, 偶e to on!
- To tylko ja.
- Dlaczego to wszystko si臋 dzieje? - Nie wiem.
Jest tam.
Melissa, uciekaj!
Melissa, nie!
- Gdzie on si臋 podzia艂? - Nie wiem.
- Co robisz?
- Gdzie s膮 kluczyki?
Gdzie one s膮!
No nie!
To Danny. - Nie!
Mellisa zaczekaj!
- Danny!
- Melissa, musimy sprowadzi膰 pomoc.
- Ju偶 nie 偶yjesz!
Poznajesz ten n贸偶?
- Danny!
Przesta艅. To nie on.
- Wiem, 偶e to nie on.
Przez ca艂y czas to nie by艂 David.
Ty i ja walczyli艣my o t臋 sam膮 dziewczyn臋.
- Co? - David nie chce do tego wraca膰.
Zanim si臋 urodzi艂e艣, prawda?
Twoja mama i m贸j ojciec zabili
swojego najlepszego przyjaciela opr贸cz ciebie.
To sie nigdy nie sko艅czy艂o.
- Dlatego mnie wrobi艂e艣?
- Zrobi艂em to z przyjemno艣ci膮.
Rachel ze swoim ch艂opakiem knu艂a przeciwko mnie.
Nie by艂o innego wyj艣cia jak tylko ich zabi膰.
Pozwoli艂em ci zostawi膰 odciski na no偶u i powiedzie膰 policji, 偶e zabi艂 j膮 ten sam cz艂owiek co twojego ojca.
I jak si臋 teraz z tym czujesz.
- Danny, przesta艅! Potrzebujesz pomocy.
- Ja potrzebuj臋 pomocy?
To sp贸jrz lepiej na siebie.
Kaza艂a艣 mi pracowa膰 dla siebie.
Nauczy艂em si臋 od Rachel, 偶e nie nale偶y rywalizowa膰 o dziewczyn臋.
Wi臋c zlikwidowa艂em konkurencj臋.
- John?
Zabi艂e艣 John'a? - Oczywi艣cie.
Byli艣cie blisko ze sob膮 zanim umar艂.
Teraz ju偶 go niema wi臋c mog臋 si臋 do ciebie zbli偶y膰.
- Nigdy mnie nie zdob臋dziesz.
- Mo偶e jednak zdob臋d臋?
Na pocz膮tek zaczn臋 od ciebie.
Wiem, 偶e zawsze mnie podejrzewa艂e艣.
- Wystarczy.
- Prosz臋 musisz nam pom贸c!
- Co tu si臋 dzieje? - Pr贸bowa艂 nas zabi膰
- Dlaczego oni jeszcze 偶yj膮? - A jak my艣lisz?
M贸wi艂em ci, 偶e masz ich szybko zabi膰.
- O m贸j Bo偶e! - Nie ruszaj si臋!
- Taki dok艂adnie by艂 plan.
- Pospiesz si臋 bo policja ju偶 tu jedzie.
- Jeste艣 szeryfem, jak mo偶esz?
- Powiem ci. Kiedy Danny tu przyby艂...
Zobaczy艂, 偶e nie 偶yjecie.
I 偶e David pr贸bowa艂 go zabi膰.
Powiem, 偶e jak przyjecha艂em szarpa艂e艣 si臋 z moim synem...
Przepraszam David, ale w tym wypadku musz臋 ci臋 zabi膰.
To jest najwa偶niejsze w tym wszystkim.
- Lekarz m贸wi艂, 偶e masz halucynacje.
Wiem, 偶e sobie to wszystko wyobra偶a艂e艣.
- Znajd膮 cia艂o detektywa w lesie.
I dwa cia艂a zakopane w twoim ogrodzie.
Wszystkie dowody 艣wiadcz膮 na twoj膮 nie korzy艣膰.
- Nie mog臋 zapomnie膰 widoku jak ich zakopywa艂e艣.
My艣la艂e艣, 偶e ty ich zabi艂e艣?
Dobrze, 偶e tej nocy ci臋 obserwowa艂em.
Gdy偶 m贸j plan by sie nie powi贸d艂.
- Wiesz David, tej nocy jak zabi艂em twojego ojca...
Wszystko sam zaplanowa艂em.
Jednak nie do ko艅ca.
Tylko ty wychowywa艂e艣 sie bez powodu
dla kt贸rego straci艂e艣 matk臋.
- Nie denerwuje was to?
- M贸wi艂e艣, 偶e wszyscy nie 偶yj膮.
- Bo nie 偶yj膮.
- To nie moi ludzie.
- Tato!
- Nie rusza膰 si臋.
- Doktorze, prosz臋 odda膰 mi pistolet. - Nie!
Nie! - M贸j syn zosta艂 postrzelony.
Potrzebuje pomocy. Oddaj mi pistolet!
- To wszystko moja wina. - Wiem.
- S艂ysza艂em wszystko.
My艣la艂em, 偶e dobrze robi臋. - Wiem.
- To wszystko moja wina!
- Danny!
- Oddaj mi pistolet!
Idziemy.
Melissa!
- Uwa偶aj!
- Ty pierdolcu!
- Danny!
- Nied艂ugo zobaczysz si臋 z m臋偶em.
- Nie!
- Przesta艅cie!
Przesta艅cie!
- Melissa?
- Nie zbli偶aj si臋.
- O co chodzi? - Nie zbli偶aj si臋 do mnie!
- Co艣 ty zrobi艂?
- Przepraszam. Ale to ju偶 koniec.
- Pami臋tasz Jim'a Hannah?
- To ty zabi艂e艣 moj膮 c贸rk臋!
- To ojciec Rachel. Jego 偶ona zagin臋艂a 2 tygodnie temu.
- Bior臋 swoje leki.
- Nie mog臋 uwierzy膰, 偶e to ty.
- Zabrak艂o nam paliwa.
Mo偶emy zadzwoni膰?
/- Pami臋tam ci臋. /- Nie wiem o czym m贸wisz.
/Jestem detektywem. /Wsiadaj podwioz臋 ci臋.
/- Jeste艣 w Newbridge 15 lat, a nie 5.
/Wszystko ci si臋 pomiesza艂o /jak twoja mama zmar艂a.
/- Jaki warunek?
/- Twoja mama nie 偶yje od 5 lat.
Ja ciebie te偶 kocham mamo. /Moja mama nie 偶yje.
/- Powiedzia艂 mi bym ucieka艂a. /On pr贸bowa艂 mnie zabi膰.
/Dlaczego to si臋 dzieje? /- Nie wiem.
- Ju偶 nie 偶yjesz!
Poznajesz to?
/- Danny, policja jest ju偶 w drodze.
/- Dlaczego mnie oszuka艂a艣? - Nie wiem o czym m贸wisz.
/- Mia艂em wtedy 10 lat.
Nie zabi艂em m臋偶a Mellisy.
- David, od艂贸偶 n贸偶.
- Lepiej sie pospiesz...
- Tato!
- Danny!
- To jest moja wina. - Wiem o tym.
- Daj mi pistolet nie umiesz z niego strzela膰.
- Szeryfie niech pan uwa偶a!
- David, przesta艅!
- Uciekaj Melissa, uciekaj!
}
>> Napisy pobrane z http://napisy.org >>>>>>>> nowa wizja napis贸w
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.