Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zareklamuj sw贸j produkt lub firm臋. Skontaktuj si臋 z www.SubtitleDB.org
- Chod藕my! - Idziemy.
- Szybko! - Biegnijcie!
- Ostro偶nie. - Uwa偶ajcie na dziur臋.
Szybko!
Biegnijcie!
Szybko!
Do wody!
Teraz zniszcz臋 miasto 偶o艂nierza!
Wrzu膰 wszystko do 艣rodka. Ma艂e te偶.
- Mog臋 wzi膮膰 miecz? - Nie.
Idziemy na mecz.
- A miecz Kapitana Ameryki? - Te偶 nie.
- Dlaczego? - A jak b臋dziesz kibicowa艂 bratu?
Nie chce si臋 otworzy膰.
- Gdzie? - Tutaj.
- To si臋 nie otwiera? - Tutaj. Sp贸jrz.
- Chcesz n贸偶? - Tak, przynie艣.
Ale uwa偶aj.
Masz go?
A, tutaj. Dzi臋kuj臋, synu. Zobaczymy, czy si臋 otworzy.
- Uda艂o si臋. - Tu - tak, ale na dole - nie.
Chod藕my.
- Sk膮d ta mg艂a, mamo? - Taki mamy dzie艅.
Idziemy. Raz, dwa, trzy...
Uda艂o ci si臋, Fabiano? Patrz, twojemu bratu si臋 uda艂o.
No ju偶!
- Chod藕my, dzieciaki! - Zrz臋da!
Po偶egnam si臋 ze Zrz臋d膮.
- Zostawcie go. - Pa, Zrz臋do!
Idziemy!
Mg艂a! Mg艂a!
Soniu, tu Irene.
Troch臋 si臋 sp贸藕ni艂am i ju偶 ci臋 nie by艂o.
Gdzie jeste艣? Zadzwo艅. Buziaki.
- Mamo... - Co?
Czekaj, zadzwoni臋 do taty.
- A Fabiano? - Zadzwonimy do niego. Zaczekaj.
Cze艣膰, skarbie. Nie, b臋d臋. Dzwoni艂a do ciebie Sonia?
Zadzwoni艂a?
Nie? Nie ma jej tu. Nie wiem... Czekaj.
Rodrigo, synu! Idziemy! Nie mo偶emy ju偶 czeka膰!
- Kupi艂e艣 mleko? - Nie kupi艂em.
- Sonia m贸wi艂a, 偶e kosztuje 8, 90. - Nie, 12,50.
- Cze艣膰, tatusiu! - Prze艣lij mu buziaka.
- Buziaki, tato! - Ju偶 idziemy. Chod藕, Rodrigo!
Idziemy.
Napracowali艣my si臋, 偶eby dotrze膰 do fina艂u. To ko艅c贸wka.
Je艣li wygramy ten mecz, przejdziemy do historii.
Do dzie艂a!
- Brawo, Fernando! - Super, synu!
Dobrze, Fernando!
Zatrzymaj go!
Niech to szlag!
Dawaj, synu!
Dawaj, synu!
Obroni艂!
Co si臋 sta艂o?
Oj, siostrzyczko...
Wybacz mi, dobrze?
Nie przejmuj si臋.
Wie, 偶e tu jeste艣?
Jasne, 偶e nie.
To dobrze, bo troch臋 si臋 go boj臋.
Je艣li chcesz, mo偶emy sobie i艣膰.
Przesta艅. Wiesz, 偶e nie o to mi chodzi艂o.
Poka偶 mi to.
Powinna艣 przy艂o偶y膰 sobie l贸d. Makija偶 nie wystarczy.
- A偶 tak 藕le? - Przynios臋 ci l贸d.
- Zamienimy si臋 mieczami 艣wietlnymi? - Nie!
Czemu?
- Nie lubi臋 pizzy. - Chcesz p膮czki?
Je艣li zdejmiesz bazyli臋, nie zjesz tego kawa艂ka.
Wezm臋 go, je艣li zdejmiesz bazyli臋.
A偶 tyle, Klaus? To za du偶o!
- Ja chc臋! - Fernando!
Jak to?
Synu, wszyscy na ciebie czekamy!
Jak to, Jander?
Stary, m贸wisz powa偶nie?
Jestem g艂odny!
- Chcesz du偶y kawa艂ek, skarbie? - Dam ten twojej siostrze.
Samolot wyl膮duje na tacie.
Na艂贸偶 najpierw ch艂opcom. Ja zjem p贸藕niej.
- Mo偶esz wzi膮膰 ten, Klaus. - Musisz je艣膰, Soniu.
- Braciszku! We藕 to! - Dajcie mi co艣 powiedzie膰.
Kr贸j na mniejsze kawa艂ki, synku.
Zaczekaj, ja to zrobi臋.
Mniejsze kawa艂ki lepiej si臋 po艂yka.
Ta z oliwkami jest dobra. Pr贸bowali艣cie?
Jest doskona艂a, skarbie.
- Usi膮d藕 i jedz. - Siadaj, skarbie.
- Zaraz usi膮d臋. - Mamy z kie艂bas膮?
Fernando! Z kie艂bas膮 si臋 piecze.
- Bracie! - Nie krzycz!
Dam ci 8000, je艣li przyjdziesz!
S艂uchajcie.
Musz臋 wam co艣 powiedzie膰. Zaproponowano mi gr臋 w Niemczech.
- Czekaj. Co? - Zaproponowano mi gr臋 w Niemczech!
Powa偶nie! Zaproponowano mi gr臋 w niemieckiej dru偶ynie!
Mamo! B臋d臋 gra艂 zawodowo W pi艂k臋 r臋czn膮!
- Jak to? - Zostan臋 zawodowcem!
- We藕 mnie ze sob膮! - Pewnie, 偶e wezm臋!
Pi艂ka, tato!
Jak to w Niemczech? To nie takie proste.
Gratuluj臋...
- Co si臋 sta艂o? - Nie chce si臋 zakr臋ci膰.
Czekajcie, to nie zabawa!
- Nie, pu艣膰. - Nie r贸b tego!
Zakr臋膰cie zaw贸r!
Id藕cie st膮d.
Fernando, zakr臋膰 zaw贸r!
Ja p贸jd臋. Zaczekaj.
Bo偶e!
Szybko, Klaus!
Pr贸buj臋! Czekaj!
Zaleje ca艂膮 kuchni臋! Pospiesz si臋!
Nie mog臋!
LOVELING
To b臋dzie kosztowa艂o.
- Jest inny spos贸b? - Przeprowad藕my si臋 do nowego domu.
Sk膮d we藕miemy pieni膮dze? Nie mamy za co go wyko艅czy膰.
- Wiesz, 偶e mamy. - Je艣li sprzedamy dom W Araruamie.
Agent powiedzia艂, 偶e ma ch臋tnego.
- Nie chc臋 o tym s艂ysze膰. - Dlaczego?
M贸wi艂am ci. Nie chc臋 go sprzedawa膰.
Nie sta膰 nas na dom na pla偶y Soniu, wyt艂umacz siostrze.
Musi pogodzi膰 si臋 z faktami.
- Nie chc臋 go sprzedawa膰. - Nie mamy wyj艣cia.
- Nie... - Id藕 naoko艂o.
- Po drabinie. - Tamt臋dy.
- Musisz zrozumie膰. - Nie chc臋 o tym rozmawia膰.
Ale b臋dziemy musieli. Na spokojnie.
Musimy tylko poprowadzi膰 rur臋 z zewn膮trz.
- B臋dziemy si臋 k膮pa膰, pra膰... - Dok膮d idziesz, synu?
Musz臋 i艣膰.
- Kocham ci臋. - Dok膮d idziesz?
- Ch艂opaki 艣wi臋tuj膮. - Jakie ch艂opaki?
- Z dru偶yny. - Jak wr贸cisz?
- Z Jonasem. - On pije. Nie jed藕 z nim.
- Spokojnie. - M贸wi臋 powa偶nie.
- Jutro mamy spotkanie z Janderem. - Ja p贸jd臋. S艂uchaj, Fernando...
Je艣li ten ch艂opak b臋dzie pi艂, nie wr贸cisz z nim.
Zadzwo艅 i po ciebie przyjedziemy. Prawda, Soniu? Pojedziemy kombi.
Daj mi buziaka.
Obiecaj, 偶e nie b臋dziesz z nim jecha艂, je艣li b臋dzie pi艂.
- Wyluzuj. - Obiecaj.
- Pa! - Powiedz: "Obiecuj臋, mamo!".
Kocham ci臋, synu.
艁AZIENKA
M脫J POK脫J
Irene. Tu jest tw贸j egzamin. Jeszcze go nie sprawdzi艂am.
Ale to koniec trymestru i...
- Dobrze. Mo偶esz zaczeka膰 chwil臋? - Mog臋.
- Sprawdz臋 go teraz, dobrze? - Dzi臋kuj臋.
To ten.
Dobrze odpowiedzia艂am?
Tutaj - tak.
Przyjrzymy si臋 temu na spokojnie i wkr贸tce damy odpowied藕.
Jest jaki艣 na to termin?
Im szybciej, tym lepiej. Troch臋 nam si臋 spieszy.
- Cze艣膰, skarbie. - W porz膮dku?
Przeczytamy i oddzwonimy. B臋dziemy w kontakcie.
- Wybacz, musz臋 ucieka膰. - Pan to Jander?
- To Jander, skarbie. - Moja matka, Irene.
- Przepraszam za sp贸藕nienie. - Bardzo dzi臋kuj臋.
- Ju偶 pan idzie? - Jest um贸wiony.
Odezwiemy si臋.
Zda艂am egzamin.
- Gratuluj臋, mamo! - Uda艂o mi si臋.
- Super, mamo. Gratuluj臋. - Dzi臋kuj臋, synu.
B臋dzie uroczysto艣膰.
- Gratuluj臋. - Dzi臋kuj臋.
- Chcia艂am zapyta膰 o szko艂臋... - .Ju偶 wszystko wyt艂umaczy艂.
Jak m贸wi艂em Klausowi, szko艂a jest 艣wietna.
Chodzi艂em tam, wi臋c mog臋 zapewni膰.
Prosz臋 z nimi porozmawia膰. Musz臋 ju偶 i艣膰.
- Odezwiemy si臋. - Bardzo dzi臋kujemy.
dzi臋kujemy-
- Przepraszam, 偶e si臋 sp贸藕ni艂am. - To nic. Ale nie mogli艣my czeka膰.
Patrz, jaka fajna!
Wszystko po niemiecku. Nic nie rozumiem.
Ale sp贸jrz na t臋 hal臋.
Czego艣 takiego w Brazylii nie ma.
B臋dziemy musieli za艂atwi膰 mu paszport i wiz臋...
- Pozwoli膰 na usamodzielnienie si臋. - Po co?
- Musz臋 by膰 doros艂y, 偶eby gra膰. - I podr贸偶owa膰 sam.
- B臋dziesz doros艂y! - Prze艣l膮 mu bilet e-mailem.
- Leci za 20 dni. - Za 20 dni?
- Leci za 20 dni? - Tak.
Nie mo偶e. Jest 艣rodek roku szkolnego.
- Przepadnie mu rok. - B臋d臋 si臋 uczy艂 tam.
- Musisz zna膰 niemiecki. - Wszyscy tam m贸wi膮 po angielsku.
Dostan臋 korepetytora. Szybko si臋 ucz臋.
Niemieckiego? Nawet Niemcy nie ucz膮 si臋 szybko.
- To nie takie trudne! - Zosta艂e艣 geniuszem?
- Szybko si臋 ucz臋. - My艣la艂am, 偶e wyjedzie za rok.
Mieliby艣my troch臋 czasu.
- Sko艅czy szko艂臋 i wyjedzie. - Niemcy s膮 zorganizowani.
To pocz膮tek sezonu.
Je艣li nie wyjad臋 za 20 dni, z mojej kariery b臋d膮 nici!
- Nie przesadzaj. - Nie przesadzam. To prawda.
- Dlaczego? - P贸藕niej nie b臋d膮 mnie chcieli.
To pocz膮tek sezonu. Nie mog膮 czeka膰.
Maj膮 mistrzostwa.
Nie martw si臋, mamo. To bardzo powa偶na dru偶yna.
- Przeczytamy kontrakt na spokojnie. - Aleja nie znam angielskiego.
Przeczytam i ci wyt艂umacz臋.
- Musimy ci kupi膰 futera艂. - Du偶o kosztuje.
Wiem, ale lepsze to ni偶 noszenie tego tak po ulicy.
To niebezpieczne.
- A je艣li upadnie i si臋 popsuje? - No w艂a艣nie.
- A je艣li upadnie i si臋 popsuje? - Ju偶 po nim!
- O ma艂o jej nie uderzy艂e艣! - Nawet jej nie musn膮艂em.
Chod藕 tu, Matheus. Nie oddalaj si臋 od mamy.
Na ulicy jest du偶o ludzi. Trzymaj si臋 w贸zka.
- Uwa偶aj! Id藕 przodem. - Nie chcia艂em.
Bo偶e drogi... Do cholery.
- Poprosz臋 z trenerem. - Dzie艅 dobry, Soniu.
Zestaw kosztuje 50. Halo, trenerze? Chwileczk臋.
Tu Irene, mama Fernanda. Wszystko W porz膮dku?
Kim jest ten Jander, kt贸ry by艂 wczoraj na meczu?
M贸wi艂, 偶e pan go zna.
- Przepraszam, mog臋 przerwa膰? - Chwileczk臋. Jasne.
- To troch臋 za drogie. - To najlepszy materia艂.
Najlepsza bawe艂na. Mo偶esz zap艂aci膰 za miesi膮c. Jestem.
Chc臋 piecze艅. Mam drobne.
Drobne s膮 dla mnie jak prezent!
- Dzi臋kuj臋. - To Ja dzi臋kuj臋. Pa!
Powiedzia艂, 偶e jest pana znajomym. My艣la艂am, 偶e pan wie.
Chcia艂am zapyta膰. To pa艅ski najlepszy gracz.
- Zestaw ma艂偶e艅ski kosztuje 50. - Chwileczk臋.
Daj mu rabat. Nie chc臋 straci膰 klienta.
- 45? - Sama zdecyduj.
- 45 to dobra cena. - Zna go pan czy nie?
Rozumiem. Chcia艂am wiedzie膰.
Pokaza艂 nam jakie艣 papiery. Rozmawia艂 z Klausem.
Powiedzia艂, 偶e ma tam by膰 za 20 dni.
- Musz臋 i艣膰, Soniu. - Co si臋 sta艂o?
Mam co艣 pilnego do za艂atwienia. Przyjdzie par臋 os贸b po po艣ciel.
Reszt臋 mo偶esz sprzeda膰, je艣li chcesz.
- Wszystko w porz膮dku? - P贸藕niej ci wyt艂umacz臋.
- Dobrze. - Dzi臋ki. Pa!
Powodzenia W sprzeda偶y.
- Mog臋 zagra膰 W finale. - Co ty tu robisz?
- Przyszed艂em na trening. - Nie jedziesz do Niemiec?
- Dopiero za 20 dni. - Zabieraj swoje rzeczy i id藕.
- Mog臋 zagra膰 W finale. - Nie zagrasz!
Niczego si臋 nie nauczy艂e艣. M臋stwa, gry dru偶ynowej...
Nie ma ludzi niezast膮pionych. opuszczasz nas!
Mieli艣my plan dla tej cholernej dru偶yny!
Niech pan mnie zostawi! Odbi艂o panu?
Ty gnoju!
Przesta艅cie, ludzie. Przesta艅cie!
Dosy膰!
Wypi膮艂 si臋 na nas!
Niech pan przestanie!
Pu艣膰cie mnie!
- G贸wniarz dostanie w pysk! - Fernando, przesta艅.
Chod藕my st膮d. Dosy膰.
- Co ty tu robisz? - Przysz艂am do ciebie. Nie wiedzia艂am.
- Nic ci nie jest? - Nie, a tobie?
- Wszystko dobrze? - Tak.
- Chod藕my. - Pogadam z ch艂opakami.
- T臋dy. - Dobrze, chod藕my.
Idziemy, synu.
Wszystko w porz膮dku. Waszemu bratu nic nie jest.
Wezm臋 go.
Pom贸c ci, Rodrigo? Daj mi plecak.
Nie musz臋 nic t艂umaczy膰.
To co innego.
Naprawd臋 musz臋 ci to t艂umaczy膰?
Nie mog臋.
Zr贸b co艣 dla mnie. Daj mi troch臋 czasu.
Daj mi troch臋 czasu i to przemy艣l臋.
Kto zap艂aci?
Co, mo偶e ty?
Wiesz, 偶e tego nie zrobisz.
Alan, pogadamy kiedy indziej. Teraz nie mog臋.
Raz, dwa, trzy, start!
- Zabi艂em ci臋! - Nieprawda!
No to chod藕.
Thiago!
- Synu, tw贸j ojciec. - Co?
- Chce z tob膮 rozmawia膰. - Bawi臋 si臋. P贸藕niej.
Nie chce rozmawia膰! On, nie ja!
Nie b臋d臋 d艂u偶ej rozmawia膰.
Nie mog臋, jestem zaj臋ta.
Wybacz. Przepraszam za ten ba艂agan.
Soniu, my艣l臋, 偶e powinna艣 z nim porozmawia膰.
Nie.
Nie mam o czym.
Powinna艣 to zrobi膰. Je艣li chcesz, mog臋 z tob膮 i艣膰.
Nie mog臋 na niego patrze膰!
- Kto chce pomara艅cz臋? - Ja nie!
Nie chcesz, Fabiano?
- Ja chc臋. - Chcesz, Thiago?
Matheus, chcesz pomara艅cz臋?
Gol!
Matheus!
Za chwil臋, mamo!
Uwa偶ajcie!
Gol! Matheus!
- Ja chc臋, mamo. - Chcesz, Rodrigo?
Tak.
Thiago, daj to Rodrigowi.
Dobra. Rzu膰 do mnie.
- Dawaj. - Mam wiaderko.
Ba艅ki!
Uwa偶ajcie na oczy.
Jeszcze Matheus!
Mamusia bardzo ci臋 kocha
Dlatego 艣pij
Kochanie
Ile dostanie bilet贸w? Kiedy wr贸ci?
Nie pami臋tam. Zapytam.
Klaus, musimy mu kupi膰 kurtk臋.
Lepiej kupi膰 tam.
Ile trwa podr贸偶?
Nie wiem. Troch臋 ponad godzin臋 do Rio autobusem.
A stamt膮d na lotnisko...
- Jakie艣 15 godzin. - Jejku...
Patrz, siostro.
- 艁adna. - Dobra, prawda?
- Nowoczesna. - Ile kosztuje?
50. Jak wszystko na tym wieszaku.
- Wezm臋 j膮. - Dobrze.
J膮 i k膮piel贸wki.
K膮piel贸wki s膮 nowe, jak m贸wi艂em.
Zap艂ac臋. 50 i 50...
Jest tu obok.
- Wie, 偶e przyjd臋? - Tak.
Powiedz mu, 偶e zaraz b臋dziemy. Musz臋 zap艂aci膰. Ju偶 id臋.
Trzymaj. Zapomnia艂am ci to da膰. Zaproszenie na zako艅czenie szko艂y.
Ko艅czysz studia, Irene!
- Spe艂ni艂o si臋 twoje marzenie! - Uda艂o mi si臋.
- Gratuluj臋! - Dzi臋kuj臋. Zda艂am.
- Cudownie! - Wpadniesz?
Nie mog臋 si臋 doczeka膰. Musz臋 was wystroi膰!
Nie mo偶ecie i艣膰 na zako艅czenie szko艂y W starych ciuchach!
Sp贸jrz na to, Irene.
Zobacz, ile to wa偶y.
Cudowna, prawda? Czysty glamour!
Dla ciebie te偶 co艣 mam, Soniu.
W stylu eskimoskim czy oliwkowa?
- Pi臋kne. Wr贸cimy tu. - schowam je dla was.
Sonii si臋 spieszy. Pozw贸l, 偶e zap艂ac臋.
Kurtk臋 dam ci w prezencie z okazji zako艅czenia szko艂y!
Nie ma mowy. To nawet nie dla mnie.
- Dla m臋偶a? - Nie, dla Fernanda.
.Ju偶 jest taki du偶y?
Prawdziwy m臋偶czyzna. B臋dzie gra艂 W pi艂k臋 r臋czn膮 W Niemczech.
- W pi艂k臋 no偶n膮? - Nie, w r臋czn膮. R臋kami.
To nie faul?
Najwa偶niejsze, 偶e W Niemczech. Tam jest cudownie!
Mam kuzyna, kt贸ry pojecha艂 do Berlina i ju偶 nie wr贸ci艂.
Nigdy nie wr贸ci艂 do kraju.
- Berlin jest super, tyle luksusu! - Tak my艣lisz?
Wiem, 偶e tam jest zimno.
Wszystko b臋dzie dobrze. Nie smu膰 si臋, anio艂ku.
Zap艂ac臋 ci. Sonii si臋 spieszy. Musimy ju偶 i艣膰.
Patrz.
Recepta od lekarki.
Bior臋 lekarstwa.
By艂em u niej ju偶 dwa razy i codziennie chodz臋 do ko艣cio艂a.
Uda mi si臋!
Klaus nie chce ci臋 widzie膰.
M贸wi, 偶e je艣li ci臋 zobaczy, to ci przy艂o偶y.
Wiem. I ma racj臋.
Ale to by艂y narkotyki, nie ja. Wiesz, 偶e nie jestem z艂ym cz艂owiekiem.
Bardzo t臋skni臋 za tob膮 i Thiagiem.
Alan, zrozum, zrobi艂e艣 co艣 bardzo powa偶nego.
- Musisz da膰 Sonii troch臋 czasu. - Wiem...
Je艣li si臋 do niej zbli偶ysz albo tkniesz j膮 cho膰by palcem,
j膮 albo mojego siostrze艅ca, wezw臋 policj臋.
To si臋 nigdy nie powt贸rzy-.
Dobrze. Inaczej od razu wezw臋 policj臋.
Daj mi klucz.
Daj mi klucz do mojego domu. Musz臋 tam wr贸ci膰.
Masz si臋 gdzie zatrzyma膰?
Soniu, prosz臋.
M贸j klucz.
Nie wyprowadz臋 si臋! Musisz wr贸ci膰!
Nie r贸b skandalu. Przysz艂y艣my pogada膰 na spokojnie.
- To ona si臋 k艂贸ci. - Zdenerwowa艂e艣 si臋. Spokojnie.
Przygotowa艂em dom na ich powr贸t.
- Pomog艂a mi matka. - Grzeba艂a w moich rzeczach?
- Soniu, uspok贸j si臋. - Tak by艂o?
Musz臋 i艣膰. Chcecie dalej rozmawia膰?
Chc臋 odzyska膰 swoje 偶ycie.
A ja chc臋 klucz do mojego domu!
Przesta艅!
艁adnie wygl膮dam?
Zaczekaj, synu. Pu艣膰...
Wygl膮dam 艂adnie?
Dobrze si臋 umalowa艂am? 艁adnie wygl膮dam, Fernando?
Twoje rz臋sy s膮 mniej wi臋cej...
Moje rz臋sy?
- Nie, tam. Twoje brwi. - Brwi?
- Idziemy? - Chc臋 ju偶 wej艣膰.
- Zostan臋 tutaj. - Nie, Fernando. Chod藕.
- Kto idzie ze mn膮! - Ja!
Chc臋 zosta膰 tutaj.
Chod藕my.
Matheus, Fabiano.
Wiecie, 偶e pracowa艂am tutaj, kiedy by艂am niewiele od was starsza?
Sprz膮ta艂am ca艂y ten dom. Nie le偶a艂 tu ani jeden li艣膰.
- Sprz膮ta艂am podw贸rze. - Nawet kamyczki?
Nawet kamyczki... Wszystkie musia艂y by膰 pouk艂adane.
- Zostan臋 na zewn膮trz z ch艂opcami. - Prosz臋, Uzgodnili艣my...
- Nie chc臋 tam i艣膰. - Ale p贸jdziesz, bo mi obieca艂e艣.
Szybko to za艂atwimy.
B膮d藕cie grzeczni.
- Nie chc臋, 偶eby kt贸ry艣 rozrabia艂. - Tam jest co艣 bia艂ego...
Ju偶 idzie.
U艣miechnij si臋.
- Jak si臋 pani miewa, Normo? - Dobrze.
To tuba Rodriga. Gra w orkiestrze
i nie mieli艣my czasu zostawi膰 jej w domu.
Wysoki? Ma 12 lat, wie pani?
- To jest Fabiano. - Cze艣膰!
Pami臋ta pani, 偶e mam bli藕ni臋ta? Fabiana i Matheusa. Przywitaj si臋.
A to jest Fernando, najstarszy. Ostatnim razem, kiedy tu by艂am...
- By艂 ma艂y... - Tak, by艂 malutki.
W ka偶dym razie, przynios艂am pani zaproszenie na zako艅czenie szko艂y.
Jak pani widzi, sko艅czy艂am szko艂臋 艣redni膮.
By艂abym szcz臋艣liwa, gdyby pani przysz艂a.
Wspaniale.
- Gdyby mog艂a pani przyj艣膰... - My艣l臋, 偶e nie dam rady.
Dobrze, ale gdyby si臋 uda艂o, by艂abym szcz臋艣liwa.
Co艣 jeszcze?
Nie. Przysz艂am przedstawi膰 pani ch艂opc贸w i wr臋czy膰 zaproszenie.
Nie b臋d臋 pani zaprz膮ta艂a g艂owy. Idziemy.
Po drodze w艂膮cz zraszacze W ogrodzie.
Te na dole? Dobrze.
Do widzenia, pani Normo. O ma艂o nie zapomnia艂am!
Kupi艂am co艣 pani u Ligii.
Jedwabny peniuar. Jest pi臋kny, spodoba si臋 pani.
Pani jest taka elegancka i pi臋kna. Ale to wszystko. Dzi臋kuj臋.
Niech B贸g ma pani膮 W opiece. Do widzenia. Chod藕my.
Nie chc臋, 偶eby ch艂opcy j膮 znali! Bo偶e, nigdy nie zrozumiesz?!
- Sama sobie na to zas艂u偶y艂a! - Przesta艅, Klaus.
Fernando jej nie lubi. Nie chcia艂em, 偶eby ch艂opcy tam szli.
M贸wi艂em ci milion razy!
Pada. Dok膮d idziesz?
- Nie twoja sprawa! - Wracaj tu, Klaus!
Klaus, pos艂uchaj mnie! Czekaj!
Zaczekaj, Klaus!
Klaus, wys艂uchaj mnie! Pracowa艂am dla niej, rozumiesz?
- Fernando zaczyna prac臋. - P艂aci艂a ci?
P艂aci艂a mojemu tacie. Pomaga艂am rodzinie.
Zmusza艂a ci臋 do pracy. Bi艂a ci臋.
Nale偶a艂am do rodziny By艂am dzieckiem. Wychowywa艂a mnie.
By艂a艣 niewolnic膮! Nie pracowa艂e艣 tam.
- Kaza艂a ci czy艣ci膰 toalety! - A w domu to nie czyszcz臋?
To nasza rodzina!
I co? Klaus, st贸j! Wracaj tutaj!
Klaus! S艂uchaj, co m贸wi臋!
Ta ciep艂a pieszczota
Kt贸r膮 mi nag艂e dajesz
B臋dzie ci臋 piekielnie bola艂a Moja droga
Ponosisz win臋
Za trwa艂e z艂o
Kt贸re ci zadaj臋
Jako znak mojej g艂臋bokiej mi艂o艣ci
Dzi臋kujesz mi Za to chore k艂amstwo
Kt贸re m膮ci艂o nasze chwile
Poci膮gn臋艂o ci臋 W d贸艂
Nie mog臋 ci臋 zostawi膰 Moja droga
Zabior臋 ci臋 ze sob膮
Powiedzia艂 morderca Przy aplauzie publiczno艣ci
Przy aplauzie publiczno艣ci
Nie mog臋 ci臋 zostawi膰 Moja droga
Zabior臋 ci臋 ze sob膮
Powiedzia艂 morderca Przy aplauzie publiczno艣ci
Mamo?
Mojej g艂臋bokiej mi艂o艣ci
Hej! Przy艂膮czcie si臋 do zabawy!
Usi膮d藕, Rodrigo.
Jest popcorn, ciasteczka... Mo偶esz je艣膰 wszystko. Lody...
- Gdzie jest tata? - Co?
Poszed艂 kupi膰 wi臋cej lod贸w.
Pos艂uchaj tego. Lubisz to.
Je艣li ch艂opcy si臋 obudz膮, mog膮 si臋 przy艂膮czy膰!
Nie mog臋 ci臋 zostawi膰 Moja droga
Usi膮d藕, Fernando. Siadaj. Zata艅czmy!
Powiedzia艂 morderca Przy aplauzie publiczno艣ci
Nie mog臋...
- Nie lubisz tego? - Lubi臋.
Tego s艂ucham. Siadaj.
Powiedzia艂 morderca Przy aplauzie publiczno艣ci
Mamy du偶o papier贸w do przygotowania.
Szko艂a prze艣le dokumenty prosto do Niemiec.
Musz臋 i艣膰 do notariusza po podpis,
偶eby si臋 usamodzielni艂.
Mog艂aby艣 te偶 zarejestrowa膰 sw贸j podpis.
Dzi艣 nie mog臋. Mam du偶o do za艂atwienia.
Gniewasz si臋 na mnie, Irene?
Dzi臋kuj臋.
Bo偶e, popatrz na to.
Cudownie! Pi臋kne miejsce.
Wiesz, co m贸g艂bym tu urz膮dzi膰?
To b臋dzie najfajniejsza ksi臋garnia w mie艣cie.
Ma ogromny potencja艂. Nie zna艂em tego miejsca!
Co za okazja, Bo偶e!
Klaus, opr贸cz czynszu, trzeba wp艂aci膰 kaucj臋
i zrobi膰 remont. Zobacz, jakie to wielkie!
Nie kosztuje du偶o, skarbie.
Nie, Klaus. P贸jd臋 ju偶. Dzi臋kuj臋, mo偶e pan zamkn膮膰.
Jeszcze nie!
Irene, je艣li nie tutaj, b臋d臋 musia艂 znale藕膰 inne miejsce.
Co?
Powa偶nie.
Na ksero tylko trac臋.
Dlatego zosta艂em ksi臋garzem.
Ludzie przychodz膮 tylko po to, 偶eby zapyta膰 o dobre ksi膮偶ki.
A potem kupuj膮 je w takich ksi臋garniach
albo w internecie.
D艂u偶ej si臋 nie utrzymam.
Nie da si臋 tego uratowa膰?
B臋dziemy musieli sprzeda膰 dom w Araruamie.
Nie sprzedam go. M贸wi艂am, 偶e nie chc臋 o tym rozmawia膰.
Nie interesuje mnie to.
Musimy o tym porozmawia膰.
M贸wi臋 ci, 偶e musimy go sprzeda膰.
Co b臋dziemy robili z dzie膰mi w wakacje?
Siedzieli miesi膮c W domu? Nie chc臋.
Musz臋 pracowa膰. Zarabia膰 pieni膮dze.
Wiesz, 偶e zarabiam.
Kupi臋 nowy dom. Zarobimy na tym.
- Kupi臋 domek W Angrze. - A mo偶e od razu wysp臋?
Helikopter, samolot, skuter wodny...
Zas艂ugujesz na to wszystko. Chcia艂bym ci to da膰.
- Je艣li nie zdo艂am, to nasz syn - tak. - Wiesz, na co, zas艂uguj臋?
Zas艂uguj臋 na to, 偶ebym sama zarabia艂a pieni膮dze.
Kto powiedzia艂, 偶e ci, kt贸rzy pracuj膮, maj膮 na to czas?
Kto wymy艣li艂, 偶e praca uszlachetnia cz艂owieka?
Irene? Powiedz.
Nie mam czasu na te twoje teorie.
To wymys艂 szlachty Bogaczy, polityk贸w, przedsi臋biorc贸w.
Pracuj ci臋偶ko, a odniesiesz sukces.
Nie...
- Co? - Panie Sergio, dzie艅 dobry.
- Jest pan zaj臋ty? - Troch臋. Chod藕.
- Mog臋? - Jasne.
Chcia艂am zapyta膰, czy jest dla mnie po艣ciel.
Tak. Czerwona. Wszystko przygotowane.
Mam klientk臋, kt贸ra o niczym innym nie m贸wi.
Halo?
Roz艂膮czam si臋, musz臋 pracowa膰.
- Ci臋偶ko, co? - Tak.
Chcia艂abym te偶 pana zaprosi膰 na zako艅czenie szko艂y.
- Sko艅czy艂a艣 szko艂臋! - Tak, panie Sergio.
- Cudownie! - By艂o trudno, ale sko艅czy艂am.
- O 17:00 pi膮tego? - Mo偶e pan przyj艣膰 troch臋 p贸藕niej.
M贸wi艂 pan, 偶e kiedy sko艅cz臋 szko艂臋,
znajdzie mi pan tu prac臋.
Sta艂膮 prac臋-
- To by艂o dawno temu. - Mniej wi臋cej.
Sytuacja tutaj si臋 zmieni艂a.
- Sprzeda艂em fabryk臋. - Naprawd臋, panie Sergio?
Sk膮d wezm臋 taki dobry produkt? 艢wietnie si臋 sprzedaje.
B臋d膮 robili to samo, ale te偶 b臋d膮 pakowa膰 i sprzedawa膰.
- Jasne. - Rozumiesz?
Produkt jest sprowadzany w ca艂o艣ci z Chin.
- A ja jad臋 do Sao Paulo. - T臋skni pan za rodzin膮?
Roz艂膮ka boli, wiem.
Na pewno zorganizuj膮 rekrutacj臋.
- Je艣li chcesz, za艂atwi臋 ci pr贸b臋. - Chc臋.
- Tak? ' Chc臋
Chc臋 znale藕膰 normaln膮 prac臋.
Pensja nie jest zbyt dobra.
Grafik jest ustalany.
Poradzisz sobie z dzie膰mi?
Co艣 wymy艣l臋. To wa偶ne, 偶eby mie膰 sta艂y doch贸d.
Czasem sprzedaj臋 du偶o, czasem nie a偶 tyle...
Wola艂abym m贸c planowa膰 z g贸ry.
- Chce mu si臋 pi膰. - My艣lisz, 偶e Flamengo wygra?
Rodrigo? Sko艅czy艂e艣? To zacznij zmywa膰 naczynia.
Dlaczego pokaza艂e艣 palcem?
Umyj臋 to, ale potem ka偶dy umyje sw贸j talerz.
- Zmywaj, ja wszystko przygotowa艂em. - Mam na my艣li to, co zosta艂o.
Niech to szlag... Wyla艂em na ciebie?
- Mam mokr膮 bluz臋. - Fernando...
M贸g艂by艣 mi odst膮pi膰 swoje 艂贸偶ko na g贸rze.
Jeszcze nie wyjecha艂em, a ty ju偶 chcesz moje 艂贸偶ko!
Nied艂ugo jedziesz.
Odst膮p 艂贸偶ko mnie!
Nie, mnie. Powa偶nie.
Mama nie wr贸ci do domu, dop贸ki tam b臋dzie tata.
Nie dostaniesz tego 艂贸偶ka. Nawet tu nie mieszkasz.
Teraz mieszkam.
Twoi rodzice si臋 pogodz膮.
- W膮tpi臋. . Naprawd臋.
Je艣li Rodrigo dostanie 艂贸偶ko u g贸ry,
spadnie i po艂amie 艂贸偶ko u do艂u.
Uderzysz si臋 w g艂ow臋 i zabior膮 ci臋 do szpitala.
- 艁贸偶ko si臋 pode mn膮 za艂amie. - Jeste艣cie pod moj膮 opiek膮.
Pom贸偶cie mi, prosz臋.
My艣la艂em, 偶e opiekujesz si臋 nimi dwoma.
Wami te偶, bo jeste艣cie mali.
Wr贸cisz do domu.
- Chc臋 to 艂贸偶ko. - Nie dostaniesz go!
Ten dom si臋 zawali! Nic nie b臋dziemy mieli.
- Dlaczego mia艂by si臋 zawali膰? - Widzia艂em nowe p臋kni臋cie na 艣cianie.
- Nieprawda. - Prawda.
- Zmy艣lasz. - Zmy艣lam?
Poka偶臋 ci. Zobacz! Przez nie siada pr膮d.
Przez p臋kni臋cie nie ma pr膮du...
Mo偶e zerwa艂 si臋 tam jaki艣 kabel.
Nie m贸w im! S艂yszysz?
- Nie m贸w im! - Dobra.
Cze艣膰!
W porz膮dku?
Przepraszam. Uderzy艂am ci臋?
- We藕 to! Co wy tu robicie? Nic. Tylko rozmawiamy.
- Uwa偶aj, Irene. - Czekacie na mnie?
Wszystko w porz膮dku?
Cze艣膰, Thiago. Masz si臋 dobrze?
- Pom贸c ci? - Tak, prosz臋.
Z wami wszystko w porz膮dku?
Irene, zobacz, co znalaz艂em.
- Co?
- O, nie. - Zostaw to.
Lepiej tego nie dotyka膰. To nic strasznego.
Dom mo偶e si臋 zawali膰. Czyta艂em w internecie.
- Przyda艂oby si臋 wi臋cej soli. - Nie krytykuj.
Je艣li nie zrobisz kariery w pi艂ce, mo偶esz zosta膰 kucharzem.
Zrobi臋!
- 艢wiat艂o? - 呕ar贸wka?
Pr贸bowa艂em j膮 wymieni膰, ale to nie to.
Sprawdzi艂em te偶 kable, ale nic nie znalaz艂em.
Skoro to nie 偶ar贸wka, to na pewno kable.
Sprawdzi艂em. To musi by膰 co艣 innego.
- My艣lisz, 偶e zamok艂o? - Nie s膮dz臋.
Dziwne. Zmienia艂am 偶ar贸wk臋 W zesz艂ym tygodniu.
Ciociu?
- Wiesz, kto dzwoni艂? - Kto?
Wujek Alan. Powiedzia艂, 偶e t臋skni za Thiagiem.
On k艂amie. Wcale nie dzwoni艂.
To prawda!
- Nie dzwoni艂. - Sprawd藕 po艂膮czenia.
- To by艂a tajemnica! - Nie tak si臋 umawiali艣my.
- Zadzwonisz do niego? - Od razu.
- Jeste艣 zdenerwowana. - To mi dodaje odwagi.
Soniu, wiem, 偶e tam jeste艣!
Chod藕my zagra膰 na konsoli W pokoju. Idziemy.
- Otw贸rz drzwi! - Chod藕, Fernando. Zagrajmy.
Chc臋 wszystko naprawi膰.
Wiesz, 偶e jestem czysty.
- Otw贸rz drzwi! - Przesta艅 ju偶.
Tw贸j syn si臋 ciebie boi.
Skarbie, jestem czysty. Nie szukam k艂opot贸w.
Przynios艂em ci pieni膮dze. Dosta艂em prac臋.
Nie chc臋 偶adnych pieni臋dzy. Chc臋 tylko wr贸ci膰 do domu.
Znajd藕 sobie jakie艣 lokum. Przesta艅 za mn膮 艂azi膰!
Wiem, 偶e wszystko schrzani艂em.
Zrobi臋, co zechcesz.
Chc臋 zobaczy膰 syna.
- Prosz臋. - Doskonale.
Teraz musimy tylko uwierzytelni膰 podpisy?
Tak. Wtedy prze艣lemy je do centrali
i za 7 dni roboczych dostanie dokument usamodzielnienia.
- Dopiero? - To szybko.
Nie mo偶emy tak d艂ugo czeka膰.
Naprawd臋 nie mo偶emy tyle czeka膰. Za dwa dni musimy i艣膰 na policj臋,
a bez paszportu nie dostaniemy wizy
i nie podpisze kontraktu. Nie b臋dzie m贸g艂 nawet lecie膰.
Rozumiem, ale tyle si臋 czeka.
Kupi艂 pan dzisiaj gazet臋? Niech pan spojrzy.
- To on. Wyje偶d偶a do Niemiec. - B臋d臋 gra艂 W pi艂k臋 r臋czn膮.
- 艢wietnie. Gratuluj臋. - To wielka szansa.
Prosz臋 nam pom贸c.
Ale taki jest proces.
Widzisz, mamo? To ty zwleka艂a艣 z przyj艣ciem.
- Mia艂o by膰 za艂atwione od r臋ki. - Tak czyta艂em w internecie.
Tutaj - tak.
Gdyby pa艅stwo przyszli wcze艣niej, mogliby艣my wys艂a膰 to dzisiaj.
To by oznacza艂o sze艣膰 dni. List b臋dzie szed艂 dwa dni,
a tamten urz臋dnik ma powa偶ny problem ze zdrowiem.
Biedak nie chodzi do pracy.
Dwa dni trwa podpisanie, podstemplowanie i zwrot do nas.
Najwa偶niejszy jest ich stempel.
- Nie mo偶e pan nam pom贸c? - Prosz臋...
Widzisz, synu? Popro艣 ich o ma艂膮 zw艂ok臋.
Nie mog臋 zwleka膰!
- Nie wierz臋... - Uspok贸j si臋.
Synu?
Nastolatki! Denerwuje si臋.
Tak ju偶 jest. To Brazylia.
Straszna biurokracja. B臋dzie trudno.
Zadowolona, mamo?
Fernando, jak mo偶esz tak m贸wi膰?
- Wygl膮da jak ja, prawda? - Rzeczywi艣cie.
- To pani jedyny syn? - Nie, mam czterech.
On jest najstarszy. Mam jeszcze trzech.
Zdecydowa艂am si臋 na trzecie i trafi艂y si臋 bli藕niaki.
Nie ma klaksonu?
Jak Sonia mo偶e je藕dzi膰 bez klaksonu?
Krzyczy!
Spr贸buj臋 jej go naprawi膰.
Potrafisz? Uwa偶aj, spowalniacz!
Naprawi臋 go.
- Ten widzia艂e艣. - By艂 du偶y.
- Skarbie, to naprawd臋 tutaj? - Tak.
- To tutaj? - Tak, chod藕.
Bardzo 艂adnie, skarbie.
- Opuszczone miejsce. - S艂uchaj.
Miasto zbuduje now膮 drog臋, pozb臋dzie si臋 drzew.
Otworz膮 wyci膮g narciarski.
B臋dzie nawet 艣nieg.
- B臋dziesz musia艂 wszystko odnowi膰? - Nie. W ratuszu powiedzieli...
W艂adze zainwestuj膮 w to. My tylko si臋 do艂o偶ymy.
- Rozumiem. - Widzisz?
Chcesz tu zbudowa膰 ksi臋garni臋?
Nie, anio艂ku. Nikt ju偶 nie kupuje ksi膮偶ek.
A co b臋dziesz robi艂? Nie rozumiem.
B臋dziemy sprzedawa膰 widok.
Poczt贸wki...
Kanapki...
- Rozumiem. - Na pewno?
Sta膰 nas na to, Klaus?
Z艂o偶ono nam dobr膮 ofert臋 na dom w Araruamie.
Musimy tylko si臋 zgodzi膰.
Co ty na to?
Nie wiem, Klaus. Martwi臋 si臋, 偶e to b臋dzie
jak wtedy, kiedy chcia艂e艣 robi膰 imprezy dla student贸w.
- Stracili艣my du偶o pieni臋dzy. - Sp贸jrz na ten widok.
Ka偶dy b臋dzie chcia艂 tu przyjecha膰.
Wiesz, co mi powiedzieli w ratuszu?
Wycieczka z przewodnikiem odwiedzi dom Santosa Dumonta,
Muzeum imperialne, a potem to miejsce.
Naprawd臋?
- Wi臋c to b臋dzie punkt wycieczki. - Oczywi艣cie!
Prawda, 偶e to cudowne miejsce?
Ludzie b臋d膮 przychodzi膰 na lunch, obiad, na happy hour.
Na drinka.
Je艣li sprzedamy dom, wystarczy nam pieni臋dzy?
Wystarczy, je艣li sprzedamy.
Doko艅czymy nasz dom, zainwestujemy tutaj
- i jeszcze nam zostanie. - Naprawd臋?
Tylko pomy艣l. To b臋dzie sukces.
Sp贸jrz na to, anio艂ku.
Bardzo mnie to cieszy.
My艣l臋, 偶e to b臋dzie punkt zwrotny w naszym 偶yciu.
To nam dobrze zrobi.
Oszala艂e艣, prawda? Oszala艂e艣.
Kocham ci臋.
Chc臋 wiedzie膰, co zrobimy i ile to potrwa.
Mo偶e zaczyna膰...
Jak tylko przyjedziemy do domku na pla偶y,
Klaus dostanie pieni膮dze i wszystko b臋dzie za艂atwione.
Przelej膮 je nam na konto.
Mo偶e pan zaczyna膰, b臋dziemy mieli pieni膮dze.
Chc臋 tylko zna膰 projekt.
Irene martwi si臋 drobiazgami i chce je z panem om贸wi膰.
Chc臋 wiedzie膰, ile to potrwa.
Miesi膮c, 40 dni...
- To za d艂ugo. - Ale skoro tak m贸wi...
Mo偶ecie si臋 wprowadzi膰, a potem b臋dziemy wyka艅cza膰.
- Nie chc臋 dzieci na placu budowy. - Irene chce najpierw sko艅czy膰.
- Mam racj臋, panie Juarez? - Wyt艂umacz臋 pani.
- S膮 cztery pokoje. - Zgadza si臋.
Jeden, drugi, trzeci,
艂azienka, ganek.
Czy ta 艂azienka jest we w艂a艣ciwym miejscu?
Toaleta jest za drzwiami?
- Za drzwiami? - Tak.
- Mo偶emy przenie艣膰 toalet臋 tutaj? - Tak, prosz臋 pani.
Toaleta b臋dzie tutaj, zlew -tutaj.
Tak b臋dzie lepiej.
- A g贸ra? Mo偶emy wyko艅czy膰 tanio? - To jej marzenie.
- G贸ra b臋dzie elegancka. - Osobna garderoba...
Tutaj b臋dzie g艂贸wna sypialnia,
garderoba, 艂azienka, wanna...
- I wielki taras. - Zgadza si臋.
Tak sobie my艣la艂em...
A mo偶e pozb臋dziecie si臋 mojego pokoju i zrobicie tu sw贸j?
Odpu艣膰cie sobie trzecie pi臋tro, b臋dzie taniej i szybciej.
- Chcecie szybko sko艅czy膰? - Pan Juarez zbuduje pok贸j dla ka偶dego.
Nie ma potrzeby. Wyje偶d偶am za dziesi臋膰 dni.
- A w wakacje albo kiedy wr贸cisz? - Nie wr贸c臋.
Aleja chc臋 mie膰 pok贸j dla ka偶dego z syn贸w.
A je艣li co艣 nie wyjdzie i b臋dziesz musia艂 wr贸ci膰?
O czym ty m贸wisz?
- B臋dziesz mia艂 gdzie spa膰. - Powiedzia艂a, ze mi nie wyjdzie.
Wcale nie. Fernando, to m贸j dom
i ka偶dy b臋dzie mia艂 pok贸j. Kiedy b臋dziesz mia艂 sw贸j dom...
Pr贸buj臋 pom贸c. Czemu si臋 w艣ciekasz?
- Nie mia艂a nic z艂ego na my艣li. - Nie wtr膮caj si臋!
Nie odzywaj si臋 tak do ciotki!
Tak si臋 nie m贸wi!
- Co za chamstwo! - Denerwuje si臋.
Przepraszam pana.
Co zrobimy przed domem?
- Trawnik? - Tak.
W艂a艣nie o to mi chodzi艂o, bo kiedy艣 chcia艂abym...
zrobi膰 ogr贸dek dla dzieci.
Mieliby艣my w艂asne warzywa, pomidory...
- 艁adne miejsce. - B臋dzie 艂adnie.
Ale to mo偶emy zrobi膰 p贸藕niej.
- Idziemy? - Chod藕my.
Ju偶 prawie pora.
Felipe Fran莽a.
- Teraz ty! - Na pewno ja?
Usi膮d藕, synu.
Irene Ventura Santi.
Przesta艅, Soniu. Nie chc臋 p艂aka膰.
Jestem z ciebie bardzo dumna.
Ja z ciebie te偶.
Sko艅czy艂a艣 szko艂臋.
Masz racj臋, siostro. Byle do przodu.
Byle do przodu.
Gratuluj臋!
Gratuluj臋, pi臋kna.
Wychodz臋, kochane.
Moje kochanie si臋 niecierpliwi.
Gratuluj臋! Buziaczki, anio艂ku.
- Wygl膮dacie prze艣licznie. - Jutro to oddam.
Jak chcesz. Mo偶esz nawet si臋 w niej wyk膮pa膰.
Zrobi臋 wam zdj臋cie. Pi臋knie wygl膮dacie.
Z jedzeniem czy bez?
Z jedzeniem.
- We藕 dyplom. - Jedzenie na talerzu.
U艣miech! Czekajcie...
Zaraz...
- Powa偶nie. Przesta艅cie. - Zaczekaj.
Dziewczyny, czekam.
Dobra, Irene.
W艂a艣nie. Pi臋kne.
- Nie! - Czekaj.
- Ciasteczko! - Nie dostaniesz teraz ciasteczek.
- Zjedz troch臋. - Ciasteczka.
Je艣li chcesz, zrobi臋 samolocik.
Nie, to dla dzieci!
Wcale nie. Leci samolocik.
To dla dzieci.
- Chcesz dosta膰 kar臋? - Nie.
- Ale dostaniesz, je艣li nie zjesz. - Nie zjem i nie dostan臋.
- Nie wierzysz mi? - Nie.
- Naprawd臋? - Tak.
Zabior臋 ci tablet, telewizor i konsol臋.
- Zaryzykujesz? - To mama decyduje.
Jedz.
Co my艣licie o tym nowym, Igorze? Poradzi sobie?
Jest w porz膮dku, ale z tob膮 si臋 nie r贸wna.
B臋dziesz wyrywa艂 Niemki, stary!
- B臋d臋 za wami t臋skni艂. - Dzi臋ki. Gdyby艣 potrzebowa艂 forsy...
Ca艂y dzie艅 o tym gada.
Jak leci?
- Troch臋 to kosztowa艂o. - Za艂atwi艂e艣?
Sprawd藕, czy wszystko gra.
- Na pewno za艂atwione? - Chyba tak.
- W porz膮dku? - Czekaj.
Wezm臋 piwo.
Poprosz臋 dwa piwa.
Dzi臋kuj臋.
- Dzi臋ki, tato. - Nie ma za co.
W ko艅cu wszystko si臋 u艂o偶y.
Zauwa偶y艂e艣, 偶e nam zawsze wszystko si臋 uk艂ada?
Ch艂opcy?
Jeszcze nie 艣pisz, synu? Gdzie Fernando?
- Jeszcze nie wr贸ci艂. - Nie jeste艣 艣pi膮cy?
- Zga艣 telewizor. - Ogl膮damy program.
Fabiano powinien ju偶 spa膰.
- Nie chcia艂 si臋 po艂o偶y膰. - By艂e艣 grzeczny?
Tw贸j brat ma gor膮czk臋.
- Nic mu nie jest. - Dosy膰 telewizji.
Nie zauwa偶y艂e艣, 偶e ma gor膮czk臋.
- Nie ma. - Skarbie, jad艂e艣 co艣?
- Cze艣膰, skarbie. Jad艂 co艣? - Tak.
Zostaw to! Rozmawiam z tob膮!
Zjad艂 ma艂o, wi臋c da艂em mu ciastka.
Co? Jad艂e艣 ciastka, synu?
Chod藕 tu, skarbie.
Prosi艂am ci臋 o jeden drobiazg, 偶eby艣 zadzwoni艂,
gdyby co艣 si臋 sta艂o. Sp贸jrz na brata. Jest chory.
By艂am W okolicy, Rodrigo. Mog艂am przyj艣膰 wcze艣niej.
- Nie chcia艂em ci przeszkadza膰. - No to rusz si臋 st膮d!
Mog艂e艣 zadzwoni膰. By艂am blisko.
To nie by艂o takie trudne, a i tak sobie nie poradzi艂e艣.
Nawet ich nie wyk膮pa艂e艣.
Nie nakarmi艂e艣 ich, nie umy艂e艣...
- Stara艂em si臋... - Zamknij si臋, Rodrigo!
Przepraszam, skarbie.
- Zrobi艂em kolacj臋... - Cicho b膮d藕!
Klaus, nie mog臋 si臋 do ciebie dodzwoni膰.
Gdzie jeste艣?
Niech to szlag!
Niech to szlag.
- Co si臋 sta艂o? - Mamo?
- Irene, co robisz? - Gdzie byli艣cie?
- Za艂atwia艂em usamodzielnienie. - Tak? Obaj 艣mierdzicie piwem!
- 艢wi臋towali艣my. - Tak?
Nie m贸wi艂am, 偶e wr贸c臋 p贸藕no?
Rodrigo zosta艂 sam z bra膰mi! Fabiano ma 39 stopni gor膮czki!
Sp贸jrz na ten ba艂agan!
- 艢wi臋towali艣cie! - straszysz ich.
Bo to straszne!
Fernando my艣li tylko o sobie. Interesuje go tylko jego 偶ycie.
Tw贸j brat jest chory! 殴le si臋 czuje!
Cholera, Klaus! Jestem sama. D艂u偶ej ju偶 tego nie znios臋.
Jestem zm臋czona, Klaus. Nie mog臋 wszystkiego robi膰 sama.
Nie mog臋. Jestem bardzo zm臋czona.
Bardzo, Klaus. Nie mog臋 wszystkiego robi膰 sama.
Nie mog臋.
Musimy Fabianowi da膰 lekarstwo.
15 kropli, dobrze?
Czyli pan ich te偶 trenuje? My艣la艂am, 偶e tylko szuka ludzi.
- Mam podpisa膰 na ka偶dej stronie? - .Ju偶 wystarczy.
Poka偶 mi to.
- Podpisa艂em tutaj. - Daj mu kopert臋, synu.
Dzi臋ki, Fernando.
- Sprawd藕, czy wszystko W porz膮dku. - Wszystko si臋 zgadza.
Gratuluj臋. Rodzicom te偶.
Potrzebujecie W klubie papieru, d艂ugopis贸w i tak dalej?
- Sprzedajemy je bardzo tanio. - Dobry pomys艂.
Mo偶ecie ze sob膮 wzi膮膰.
Zamykamy sklep, a mamy du偶o papieru.
- Mam kupi膰 papier? - D艂ugopisy, o艂贸wki...
- Do biura. - To niemo偶liwe.
- Dlaczego? - Na pewno ma pe艂ne walizki.
- Ty mo偶esz wzi膮膰. - Te偶 b臋d臋 mia艂 pe艂ne walizki.
M贸g艂by艣 pom贸c ojcu. Damy wam rabat.
Tak, dam wam rabat.
- Tak to nie funkcjonuje. - Nie chce pan?
- We藕miecie te kulki? - Tak.
Uwa偶aj, 偶eby ich nie zgubi膰.
Bierzesz je? Przepraszam, Rodrigo.
Daj mi to. Thiago, daj mi pi艂k臋.
- To twoja kurtka? - By艂a moja.
Przesta艅cie! Rozbijecie si臋!
- Ju偶 jest na mnie za ma艂a. - Bardzo uros艂e艣, skarbie!
Rodrigo, zobacz, czy jest dobra na ciebie.
Na twojego brata jest za ma艂a.
Nie zmie艣ci si臋 w ni膮!
Ma pistolet W kszta艂cie dinozaura!
Przymierz t臋 kurtk臋.
We藕miesz ortez臋?
- Gdzie rakieta? - Matheus!
- Fabiano, we藕miesz to? - Bierzesz tego super robota?
Moja orteza...
A pancernik?
Mam go spakowa膰?
Trzymaj, Fernando. K膮piel贸wki, kt贸re ci kupi艂am.
- U偶ywane? - Z second-handu, ale nowe.
Czy艣ciutkie. Sp贸jrz.
- Kto艣 je kupi艂 i nie u偶y艂. - Chod藕my, bo utkniemy w korku.
- Nie pasuje. Zdejmij. - Jak dla emeryta.
Nie pasuje? B臋dzie dobra na Thiaga.
Pom贸偶 mu. Utkn膮艂.
- Nie s膮 jak dla emeryta. - Na pewno ich nie w艂o偶臋!
Kolor jest 艣liczny. Rodrigo, przymierz. S膮 nowe.
- Mamo, s膮 jak dla emeryta. - Jeste艣cie niezno艣ni!
Tata b臋dzie je nosi艂.
- Potrzebujesz kurtki, synu! - Nie chc臋!
Ma艂a!
Soniu...
- Znajdzie si臋 dla mnie miejsce? - Nie 偶artuj sobie.
Spokojnie, to tylko 偶art.
Chc臋 pogada膰 z Thiagiem.
Przynios艂em tw贸j klucz do domu.
P贸jd臋 na odwyk.
To dobrze.
Thiago!
- Cze艣膰, Alan. - Cze艣膰, Irene.
Jak leci?
- Soniu, jedziemy. - Dobrze.
- Wszystko ju偶 jest spakowane. - Super.
Soniu, posprz膮ta艂em ca艂y dom.
Zobaczysz, jak wygl膮da. Chc臋 porozmawia膰 z Thiagiem.
Musz臋 z nim porozmawia膰.
Daj mi klucz.
- Pi臋knie wygl膮dasz. - Daj mi ten klucz.
- Poca艂uj mnie. - Co?
- Poca艂uj mnie. - Przesta艅.
- Jeste艣 moj膮 偶on膮. - Przesta艅.
Alan, przesta艅! Irene! Pu艣膰 mnie!
Pu艣膰 moj膮 siostr臋!
- Pu艣膰 j膮, powiedzia艂am! - Uderzysz mnie?
To m贸j dom!
Wezw臋 policj臋! P贸jdziesz siedzie膰!
- Znikaj st膮d! - Chc臋 zobaczy膰 syna.
- Mam prawo! - P贸jdziesz do wi臋zienia! Wynocha!
Przesta艅! Oszala艂e艣? To m贸j dom!
Chc臋 zobaczy膰 syna!
- Nie drzyj si臋! - Synu!
- Krzywdzisz syna! - Thiago, jest tu tw贸j tata!
Tata tu jest!
Odbi艂o ci? Przesta艅!
- Thiago! - Trzymaj go, Rodrigo!
- Rodrigo! - Trzymaj go!
Powstrzymajcie go!
Puszczaj! Ci膮gnijcie go!
Dobrze, kiedy jest tak spokojnie.
Chcesz wraca膰?
- Jest mi艂o, prawda? - Tak.
- Zimno ci? - Troch臋.
Lody! W艂a艣nie!
Rzu膰 tu to ko艂o. Synu, we藕 aligatora.
Mamo. 艂ap!
- Uratowa艂am aligatora! - Kto chce loda?
Ja!
Ten dom tylko daje nam rado艣膰. Nied艂ugo tam b臋d臋.
Wszystko b臋dzie dobrze. Cze艣膰.
Przyjemny wiaterek.
Nie ma s艂o艅ca, ale wiaterek jest orze藕wiaj膮cy.
Sp贸jrz na niego, Klaus.
Jest ju偶 du偶y. Za dwa lata b臋dzie kim艣 innym.
- Nie... - Tak.
Za dwa lata nas nie pozna, a my -jego.
Mo偶emy go odwiedza膰.
- Samolotem do Niemiec? - Tak.
Stok narciarski b臋dzie sukcesem. Zarobimy na tym.
- M贸wi臋 ci. - Dobrze, wierz臋.
Musz臋 tylko podpisa膰 umow臋.
B臋d膮 z tego pieni膮dze...
Jeste艣 zupe艂nie jak tw贸j tata. Ci膮gle by艣 co艣 kupowa艂.
Co by艣 zrobi艂 z t膮 dzia艂k膮?
Otworzy艂bym bar z grillem!
Wstyd藕 si臋! Co jesz?
Przesta艅.
Nie chc臋.
Synu, m贸wi艂em, 偶e jesz za du偶o.
Przyjemnie tu. Tam jest strasznie gor膮co.
Daj ten pudding.
Podaj mi 艂y偶eczk臋.
Mama zabroni艂a go je艣膰.
I co? Powiesz jej?
Wygl膮da apetycznie.
- Daj mi. - Nie, zjem tylko troch臋.
- To chyba Klaus. - Id藕, ja tu sko艅cz臋.
Co si臋 sta艂o?
Powiedz mi, skarbie. Co si臋 sta艂o?
- Nie wysz艂o. - Jak to?
Obni偶yli cen臋.
Chcieli zap艂aci膰 w ratach.
Przecie偶 si臋 dogadali艣cie.
Teraz wszystko jest na sprzeda偶. Zbyt wiele w艂ama艅.
- Nie wiem, co robi膰. - Spokojnie, co艣 wymy艣limy.
- Przepraszam. - Wymy艣limy co艣. Spokojnie.
- Przepraszam. - Sprzedamy go.
Mo偶emy troch臋 obni偶y膰 cen臋. Postawimy znak.
Porozmawiam z s膮siadami. Jako艣 go sprzedamy.
Spokojnie, wszystko b臋dzie dobrze.
Jedna wypad艂a. 艁ap j膮! Soniu, zobacz!
Fabiano, 艂ap! Nie pozw贸l im uciec! Matheus, Rodrigo, chod藕cie!
Matheus! Fabiano, obok ciebie!
W艂a艣nie!
Uwaga, deszcz!
O, nie, znowu pada!
Ale pada!
NA SPRZEDA呕
- Co to za film? - Z tym kolesiem.
- Widzia艂am go. - Nic nie m贸w.
Powiem ci, jak si臋 sko艅czy!
Wiesz, 偶e Ligia by艂a w Niemczech?
Fajnie.
S艂ysza艂am W radio, 偶e ci膮gle s膮 tam zamachy terrorystyczne.
- Nie ci膮gle. - Tak m贸wili W radio.
Niebezpiecze艅stwo czyha wsz臋dzie.
Wiem, ale tam podobno nie lubi膮 obcokrajowc贸w.
- Kolejne k艂amstwo. Mnie polubi膮. - Tak? Bo jeste艣 艣liczny?
- Te s艂odkie policzki... - Przesta艅.
B臋d膮 ci 艣ciska膰 policzki,
nosek i ci臋 polubi膮.
Chcia艂em i艣膰 na parad臋 Rodriga we wtorek.
- P贸jdziesz. Jak wszyscy. - Ja nie.
- Dlaczego? - Lec臋 wcze艣niej.
- Po paradzie, prawda? - Nie, lec臋 bardzo wcze艣nie.
- Nie m贸wi艂e艣 mi. - M贸wi艂em.
M贸wi艂e艣, 偶e p贸藕niej.
Pewnie powiedzia艂e艣 ojcu, bratu, ale nie mnie.
Naprawd臋 ci m贸wi艂em.
No to musimy zacz膮膰 si臋 pakowa膰. Mi艂y dzie艅 si臋 sko艅czy艂.
- Dlaczego? - Wyje偶d偶amy jutro, prawda?
No to trzeba ju偶 si臋 pakowa膰. Soniu! Musimy si臋 pakowa膰!
Nie mamy wi臋cej czasu. Wstawaj, jedziemy!
- Uspok贸j si臋. - Wstawaj, Fernando.
Wezm臋 te偶 to. Chod藕my, musimy si臋 przygotowa膰.
Synu, pom贸偶 mi! Soniu!
- Co si臋 sta艂o, Irene? - Pakuj臋 si臋, bo nie mamy czasu.
- Dlaczego? - Bo jutro wyje偶d偶amy.
Je艣li nie zaczniemy teraz, nie zd膮偶ymy. Spakujemy wszystko.
Irene, uspok贸j si臋.
Zapytaj W sklepie, czy maj膮 pude艂ka, 偶eby spakowa膰 patelnie.
To 艣wietna patelnia. We藕miemy j膮.
Zapytaj, czy maj膮 du偶e pud艂o na to wszystko.
Nie mamy czasu do stracenia. Fernando, jeszcze tu siedzisz?
Chod藕 pom贸c!
Zbieraj wszystko i k艂ad藕 tam! Nic tutaj nie zostawi臋.
Jest tu strasznie du偶o rzeczy. Nic nie zostawi臋. Wezm臋 wszystko.
To te偶 zabieram. S膮 tu gry, zabawki, pi艂ka...
Zostawimy to? Jasne, 偶e nie. To jest 艂adne. Przyda si臋 W domu.
- Wstawaj. Chc臋 wzi膮膰 ten fotel. - Ten?
Wstawaj, do cholery! M贸wi臋 do ciebie! Ruchy, Fernando!
W tym fotelu karmi艂am ci臋 piersi膮.
Lubi艂 by膰 tu karmiony.
Rodrigo, Matheus i Fabiano nie lubili. Tylko Fernando.
Ssa艂 jak ciel臋 na tym fotelu. To musia艂o by膰 tutaj.
Wezm臋 ten fotel. Soniu, pom贸偶 mi.
Pom贸偶 mi, Soniu! Nie mamy czasu do stracenia.
Cholera, ci臋偶ki.
W艂a艣nie. To te偶 we藕miemy.
St膮d te偶 wszystko zabior臋.
B臋d臋 tego u偶ywa膰 W nowym domu.
To te偶 wezm臋.
Siostrzyczko! Zaczekaj!
- Uderzy艂a艣 si臋? - Leci mi krew!
Bo偶e, Fernando!
Pom贸偶 mi! Skaleczy艂a si臋.
Spokojnie. Przytrzymaj r臋k膮. Przynie艣 czyst膮 艣cierk臋!
Jedziemy. Ruszajmy!
Jedziemy?
W drog臋.
- Po偶egnajcie si臋 z domem. - Pa, pa!
Pomo偶esz, Fabiano? Dzi臋kuj臋, synu.
- Klaus, we藕 to, prosz臋. - Oczywi艣cie.
To wszystko, synu, dzi臋kuj臋.
T臋dy
Chod藕, synu. Uwa偶aj.
Tutaj. Dzi臋kuj臋, synu.
Tylko on pomaga. Chod藕cie, ch艂opcy! Fernando!
Wszystko dobrze, panie Juarez?
- Boli mnie r臋ka. - Nie musisz ju偶 pomaga膰.
- Pobaw si臋, mama to zrobi. - Aleja chc臋 pom贸c, mamo.
To pomagaj.
Ja ci na艂o偶臋.
Wezm臋 tylko t臋 艂y偶k臋...
Gdzie jest 艂y偶ka? A, tutaj.
Prosz臋, skarbie. We藕.
- Soniu, podaj mu, prosz臋. - Kto chce troch臋? Fernando?
Rodrigo je wszystko.
Co tu robisz?
Zostawili艣my tu du偶o rzeczy.
Na przyk艂ad-to. Twoje, prawda?
Tak, ale to stare.
Nie bierzesz ze sob膮? To zostaw.
- Wyrzu膰 to. - Dam twojemu bratu.
- Uwa偶aj, synu. Chod藕 tu. - Musisz ju偶 i艣膰.
Id藕 ju偶!
Plecak!
Zadzwo艅, kiedy tam dotrzesz.
Kocham ci臋. Trzymaj si臋. I no艣 kurtk臋.
- Niech pan jedzie ostro偶nie! - Cze艣膰!
- Pobiegnijmy za nim. - Pa!
Chod藕cie. Cze艣膰, synu!
Cze艣膰, syneczku!
Biegnijcie, ch艂opcy! Cze艣膰, Fernando!
Cze艣膰, synu!
Irene, czyja to koszulka?
Fernanda.
Siostrzyczko, patrz kto idzie.
Tekst: Patrycja Miljevi膰
Wspom贸偶 nas i zosta艅 cz艂onkiem VIP, by pozby膰 si臋 reklam z www.SubtitleDB.org
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.