Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim
odcinku...
Przesz się gościa, co niezapowiedziany nocą przychodzi.
Świetnie długo, a mam sprawę.
Będzie musiała poczekać.
Święty ogień ważniejszy.
Właśnie troska o trwałość świętego ognia mnie tu przywiodła.
Mów, Tio Gajła.
Chce przymusić nas do wyrzeczenia się wiary naszych ojców i dziadów.
Ja się na to nie godzę, ale Jogawa rządzi.
A zna?
Przyjadą tu ludzie z Moskwy i Tweru i ugaszą ten ogień, którego strzeżesz.
Zabiją każdego, kto stanie im na drodze.
Krew znów popłynie rzekami.
Jak niegdy trawą i rudawą, gdy krzyżacy...
Mieczem rozgrzanym nienawiścią próbowali wypalić znak krzyża na naszej ziemi.
Jak mi pomożesz, możemy jeszcze temu zapobiec.
Kniaź Witold ukorzy się przed tobą, książę, i uzna twą władzę, jeśli
jego prośbę.
Witold mnie prosi, ale straszy. I przyszedł do was po wsparcie.
Do kogo miał się zwrócić, jak nie do przyjaciół?
Mamy przecie pokój.
Nie będę hodował węża na swoim grzbiecie. Nie oddam mu tronu. I nie
mu dziw.
Jestem marszałkiem zakonu, a to zobowiązuje, by przewidywać i
Dlatego w imię naszych dobrych stosunków mam rozwiązanie.
Twój chcesz.
Mamy biskupa w naszym obozie.
Mam się uchcić. Teraz.
Na cóż dłużej czekać?
Mamy układ, który cię obowiązuje. Czyżbyś zapomniał? Nie zapomniałem.
Za to my zapomnimy o kniaziu Witoldzie.
Jego sprawa będzie dla nas zamknięta raz na zawsze.
Dobrze się zastanów. Wielki Mistrz nas poprze.
On nie lubi długich, ciężkich wojen.
Dobrze wiedzisz.
Jako chrześcijanie będziemy mieli odtąd wspólne cele.
Razem powstrzymamy Kiełstutowicza.
Tak sobie myślę.
że nie godzi się prowadzić kraju do Boga w ten sposób, to
chyba przecie waszej religii.
Ranny z ciebie ptaszek.
Raczej ptak wyrzucony z gniazda.
Dziękuję, że mnie przygarnąłeś.
Zaraz cię wygonię.
Pojedziesz z mitnią, tak jak chciałeś.
Do zakonu?
Do Wilna.
Do wielkiego księcia Jogajły.
Zapytasz z zachowaniem szczególnej ostrożności, czy chciałby za żonę
Jadwigę. Litwinę?
Córkę króla Ludwika?
Co za pomysł.
To dzicy ludzie.
Mój ojciec przez całe swoje życie nie mógł sobie wybaczyć, że nie ubił księcia
Kiejstuta, kiedy miał ku temu sposobność. Być może czas, żeby ta kręta
wyprostowała w imię wspólnych korzyści.
Jogajła może nie okazać się dla Polski tak sennej jak królowa Anna.
I dlatego pojechać tam musi ktoś, kto ma dosyć rozumu, żeby należycie ocenić
księcia. Czy jest rozważny, jak ojciec Olgiert, czy zapalczywy i dziki, jak
który Kiejstut.
Serko, to dla ciebie.
Ty jedna prócz królowej okazałaś mi serce.
Bezinteresownie. Dlatego weź.
Z mojego majątku.
Wiesz, taka gadka może się nie powtórzyć. To jedyne, cośmy przywieźli z
kościelca. Jedną kaczkę?
Nieprawda. I trzy garstki kucmerki zjedliśmy po drodze. Nieprawda. I
na stopach?
Zostałem wielce obdarowany.
Usiądźmy.
Zanim dotarliśmy do wsi, spotkaliśmy dobrych ludzi.
Poznałem ich wszystkich. Na przykład Cierpka i Miłkę.
I ich dziadki od najstarszego.
Copka, Beniecha, Cusne, Dobrosułkę, Dziadu Miłe, Bronkę, Chupkę.
Janie, pojechałeś tam po swoją własność.
Ale jakie miałem od nich brać, jak oni sami niewiele mają.
Ale to miał być twój dochód, żebyś mógł się kształcić i pomagać ludziom takim
jak oni. Już próbowałem, esterko. Nic do niego nie dociera.
Mało tego, marszałek przedbór zawezwał go do siebie, ale on się uparł wpierw
tobie kaczkę podarować. To sprawy ważne i ważniejsze.
Czyż ty rozum postradał? Co ty tu jeszcze robisz? Marsz na zamek!
Jako możny masz nie tylko prawa i majątek, ale obowiązki.
Czas zapłacić marszałkowi za konia.
Pomyślę o tym, ale nie będzie to łatwe.
Ja nie!
Mój jest udany?
Dziece. Koń na wszystkich zrobił wrażenie. I polubiliśmy się.
Teraz znowu będzie marszałkowi dobrze służyć.
Co dać się jest?
Nie mam go gdzie trzymać zresztą. Taki koń to majątek. Nie mam jeszcze tyle.
Oddać zawsze zdolność.
A będzie ci potrzebne jak ruszymy do Melktyna.
A po cóż ja tam?
Wszystko ci wyjaśnię po drodze.
Idziemy.
Pora cię, staro, bo pogubiłam się już zupełnie.
Pomożesz mi ją złapać? Jak żyję, nie widziałam kaczki tak rozmiłowanej w
wolności. Podobno mąż pani Heleny wrócił.
A ja przecież wiem, że kto inny kupował dla niej tę piękną kosulę.
Co z tego?
To z tego, że jako chrześcijanka czuję, że powinnam to powiedzieć panu
niemierzy. A jako niewiasta, że nie powinnam.
Skoro jesteś chrześcijańską niewiastą, to masz kłopot. No właśnie, bo wiem, że
niełatwo być żoną.
Ewangelia nauczy, że za grzech pierworodny Bóg skazał niewiastę na
bólu.
Ale o udręce życia z mężczyzną nic nie mówi.
A to o wiele gorszy niż ból porodu. Bo trwa dzień po dniu do końca życia.
Więc nic nie mów.
Kiedy trzeba mówić prawdę?
Ta wiedza obciąża moją duszę, a ja chcę być zbawiona.
W tym ci nie pomogę, Urszulo.
Nie rozeznaję się, jak to jest z chrześcijańskim odkupieniem win.
Kto jej odpuszcza?
Skrzywdzony człowiek czy Bóg?
Ale jedno wiem na pewno. I krawcowa, i karczmarka. Więcej zarobią, jak umieją
trzymać język za zębami.
Pieczęć? Twoja własna.
Teraz będziesz mógł potwierdzić każde pismo, każdą umowę.
I nikt nie zaprzeczy zaś szlachetnie urodzony.
Widzisz, jakie to proste?
I pieczęcią możesz podpisać.
Choć jesteś niepiśmienny.
Umiem się podpisać.
Ojciec Wojciech nauczył mnie, jak się pisze Jan.
O imię, Panie, jest dużo trudniejsze.
Red Bull.
Nie ma porównania.
Więc pojmuję, Panie, że z pisaniem to się Tobie nie spiesz.
Ale Jan to się prosto pisze.
A od tego są pisarze.
Chcesz się zarobku pozbawić?
Boże, broń.
Nikomu od ust chleba nie chcę zabierać.
Pieczęć to jest władza i prawo.
Bez pieczęci nie ma prawa.
Zapamiętaj sobie.
Bez pisania tym bardziej nie ma prawa. Będziemy się teraz spierać o drobiazgi,
kiedy królestwo nas potrzebuje?
Nie królestwo też potrzebuje?
Naprawdę królestwo mnie potrzebuje?
Na radzie każdy głos się liczy. Każda głowa, każde słowo. Moje też?
Choć do króla Kazimierza byłoby nie do pomyślenia, żeby człowiek z plebsu miał
własną pieczęć. Chce się uczyć tylko na tyrulika.
Mniejsza z tym.
Czasy są, jakie są. Trzeba się dostosować.
Sam zobaczysz na zjeździe panów, że zostaliśmy jak sieroty po królu
Życie sieroty nie takie złe.
Jest wolny, może decydować sam o sobie.
I nikt sierocie nie mówi, kim ma być. Nam wolność nie wychodzi.
Król wszystko wiedział, rozumiał i w rządzeniu nie miał sobie równych.
Teraz sami musimy lepić do naszych królestw.
Lekko nie jest.
Nie poszło zbyt dobrze u krzyżaków. Walenrod chciał mnie ochścić.
Jak nie po dobrosti, to przez zaskoczenie. Nawet biskupa miał oboję.
Wkrótce wszystkie twoje troski skończą się. Czuję to.
Czyżby?
Nada dzień. Spodziewam się powrotu posłów z Moskwy.
Jestem pewna, że przywiozą dobre wieści.
Wkrótce ślub będzie.
Po co ten pośpiech? Dymitr leży rany po najeździe Tatarów.
Nie musimy się go obawiać. Jesteś teraz górą jogajła. To jest najlepszy moment
na ten ślub. Jak wrócą posłowie, pomówimy. Teraz chciałbym... Wtedy to
będzie nad czym się zastanawiać.
Kupiec Hanul pragnie się pilnie z tobą widzieć, wielki książę.
Proś.
Panie, nieszczęście. Właśnie się dowiedziałem.
Co się stało?
Krzyżacy zatrzymali nasze wozy.
Skąpiskowali towar. Kupców poturbowali.
Jukaila, to prawda, że chcesz oddać krzyżakom Witoldową część Litwy? Czy
zrezygnować ze Żmudzi? Nie chcę dzielić Litwę, oddawać Żmudzi. Chcię się ani
żenić się.
Chcę chwili spokoju, żeby zabrać myśli.
Wyjdźcie wszyscy!
Kodeks honorowy rycerza znasz?
Nie, nie znam.
Bez tego ani ról. Nie możesz się wypowiadać, nie znając naszych praw i
obowiązków.
Witam, panowie.
Możemy zaczynać?
Wpierw muszę poznać kodeks honorowy rycerza, panie... Wojewodo. Wojewodo. Ja
zacznę. Człowieka wszelakiego szanować, miłość w sercu nosić. Na dumę rycerską
zważać i pychą jej nie plamić.
Strzeczek nie miłować, ze skłóconymi pojednać się przed zachodem słońca.
Umysł w trzeźwości trzymać. Oręża pochopnie nie dobierać.
W rozkazaniu starszego we wszystkim być posłusznym.
Zapalczywości nie mieć.
Słowu danemu wiernym być. A no właśnie!
A po Wielkopolsce wciąż jeździ arcybiskup Bozanta i próbuje przepchnąć
kandydaturę Siemowita na króla. A myśmy dali słowo Ludwikowi. A Siemowit z
Wojskiem wjechał.
Zapalczywy psu brat.
A starosta do Marat wciąż sportuje koronowanie księcia Zygmunta. Jak potem
przekonamy wielkopolską hołotę do królewnej Adwigi? Jak?
Trzeba ich uciszyć, jak nie podobroci to siłą. Prawda. Za króla Kazimierza takie
miernoty siedziały po kątach. A teraz?
Marszałku, król nie żyje. Dałbyś już spokój. Mówię, co myślę.
Masz coś naprzeciw, Janie? Spotkamy się na dziedzińcu. Panowie!
Panowie, trzeba uradzić, jak zmusić królową z Budy, żeby królewnę przysłała.
Inaczej te siemowity, domaraty i bodzanty obrócą ten kraj w perzynę. Nie
pozwolimy. Królewna na króla!
Wychodzisz, Matka?
Szłam do ciebie.
Muszę ci coś wyznać.
Dobrze. Ale najpierw mnie posłuchaj.
Jestem szczęśliwy, że jestem tu z wami.
Mój kocha.
Wiem, że tyle łez popłynęło przez te lata.
Z oczu twoich, z oczu Heleny.
Wynagrodzę wam to.
Sam wiele wycierpiałeś.
To było strasznie, matko.
Myślałem, że nie wrócę żyw.
Że już was więcej nie zobaczę.
Ale nie mogłem odpuścić.
Musiałem zabić za śmierć mojego ojca.
A ty?
W najgorszych chwilach myślałem o ojcu, który umierając nawet nie wiedział, że
pod sercem nosisz jego synów.
To wszystko już jest za nami.
Teraz chcę żyć jak inni.
Rozpieszczać żonę.
Patrzeć, jak moje dzieci dorastają. Jak ty je tulisz.
Helena jest wspaniała.
Tyle lat na mnie czekała.
A ty co chciałaś mi powiedzieć, matko?
Jeżeli żałujesz swojego grzecia... Żałuję.
Bardzo żałuję. Ojciec wie o tym.
Rozgrzeszam cię.
Skoro Bóg mi wybaczył, to może nie muszę mówić mężowi.
Helena, nie możesz żyć w kłamstwie.
Czyniąc tak, wpuszczasz zło do swojego serca i domu.
Powiem mu zatem.
Im szybciej, tym lepiej.
Zanim to uczynisz, Helena, wpierw rozważ, jak przekazać tę prawdę, by
najmniej.
Jak zapewnić męża o swojej miłości oddaniu?
Módl się, Helenu, i proś Boga, aby pozwolił wam przetrwać tę próbę.
Litwini nie będą cię szukać, żeby się zemścić?
Tak jak szukali Egle?
Udawałem Rusina.
Więc jeżeli już w ogóle, to będą szukali Ukrzyżaków albo Narusi.
I nie mnie, tylko Rusina Cyryla.
Cyryla? Takim imieniem się posługiwałem.
A jeśli ktoś rozpozna?
Ja na Litwę nie pojadę.
A księżęta litewscy do Krakowa czy do Gołczy nie zawitają.
Oni na wschód zapatrzeli.
Z Mokwą, z Tatarami.
Przeciw Krzyżakom w to już wejdą.
Zanim królową Annę wydano za króla Kazimierza, też każdy mówił, że to już z
Litwą jest niemożliwe.
A potem w Krakowie było pełno Litwinów.
Byłem w Radomsku.
Decyzja zapadła.
Królową zostanie Andek Awęka, a królem jej mąż z Habsburgów.
Możemy spać spokojnie.
Przybywam z Sierekowa.
Proszę.
Śledz panią Heleną.
Co się stało?
Zapadli ją.
Jechała z pomocą do rodziny, której dom spaliło wojsko księcia Siemowita.
Pan Gunzel prosił, by przywieźć panienkę. Znaczy, panią Helenkę.
Niczego nie potrzebuję. Wszystko już mam. Wiem. I wiem też, że nie od męża
dostałaś tę koszulkę. Co ci do tego? Mnie nic.
Ale gdyby twój mąż się dowiedzał?
Nic nie powiem.
O ile dasz mi na mszę za moją skalę na duszę.
Kochany, układałam przemowę, ale już nic nie pamiętam. Chciałam się... Nic nie
mów. Posłuchaj mnie.
Co się stało?
Pana Matka.
Źle wiem.
W świętej pamięci królowa Elżbieta w to wierzyła.
Miłosierdzie to piękne słowo, ale w polityce trzeba być twardym.
Nie wiedz tego.
Jak ty dzwon?
Jan, Jan Sklepaga.
Na razie do polskich panów zjadają spory.
Wszędzie takie same, tu czy w Wielkopolsce. Do tych pieniaczy
nie porównuj. Jedy dobrze prawi. Ale kim ty jesteś? Nie znam cię.
Kim był twój ojciec, dziad twój?
Mamy ważniejsze sprawy na głowie.
Widocznie nikt ważny, skoro nawet kodeksu rycerskiego nie zna. Wysłałem
poselstwem do księcia Jogajły.
W Litwie?
Obcy na tronie?
Pomyśl, jak wielkim krajem włada.
Wolisz się mówita z jego księstewkiem? Niby swój, ale jednak nie nasz, bo my
swoich księstw nie mamy, a ziemi czasem więcej.
A cóż ty byś nam radził, panie Janie?
Wiem, że drwisz ze mnie, panie.
Lecz ja urazy nie chowam i powiem.
Jak dalej będziemy wzajem na siebie psioczyć, wady innym wytykać i czekać na
cud... Ktoś nam ukradnie koronę.
Stracimy koronę i przegramy królestwo.
Nie ma. Radana jest wolna. Robi co chce.
Jogaila chce się z nią widzieć.
Tu jej nie ma.
Witold ją porwał, żeby zrobić Jogailę na złość.
Dokonuł zablok, co mówił? Gadaj. Mówił, że chciałby, że Ciebie chciałby widzieć
u swojego boku, książę. Ja nie jestem zdrajcą.
A mój zdradzał Litwę, wspierając księcia Jogailę.
Czy nie widzisz, że on oszalał?
Że prowadzi nas ku przepaści?
Ty, co oszalał, bo wielkiego księcia szkalujesz, zaraz żyjesz.
Jesteś bez ognia i z miecza.
Ten ogień trzyma nas w jedności.
Twój brat chce się wyrzec z wiary przodków.
Obce prawa narzuca.
Twój stutowicz zachowa dziedzictwo Giedmina. On to silna Litwa.
On to wieczny ogień.
Ogień to ja mam w gardle, jak słyszę twoje bajdurzenie.
Daj coś do pić.
Same zioła, daj coś normalnego.
Chyba coś ważnego, skoro nie na trzeźwo.
Witolda nie znalazłeś?
Cyreliowicz, jeśli ten Polak naprawdę nazywał.
Dałeś czas na uczyszkę?
Czuję, że się znajdzie.
Albo i sam wróci.
Wtedy może trzeba będzie go zabić.
A mnie już pora, panowie.
Chcecie... To radźcie jej do świtu.
Jaki mąż najlepszy dla królewny Jadwigi.
Albo śniadka i tak zrobi.
Rzecz w tym, że ona już sama nie wie, czego chce.
Czekacie na nowego króla jak na Mesjasza?
On nie przyjdzie, panowie.
Ale ja jestem do waszej dyspozycji.
Ty?
Władysławie królem?
Nie będzie lepszego kandydata.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.