Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku. A ona tak płakała, że tego się słuchać nie dało. Pewnie
dlatego, że mama jej niedawno zmarła.
Ja naprawdę nic nie wiem.
Twoja córka chrzesta mówiła, że dwie niedziele temu przyniósł ją tutaj.
Giermek Jakuba z Biskupic.
Dam po.
To on.
Musiał wam coś powiedzieć.
Że jej matka nie żyje.
Ale potem...
Potem jak poszedł, a Helenka się uspokoiła, bo przez cały czas strasznie
płakała, to powiedziała mi, że wuj ją zabrał od matki i przywiódł tutaj.
Helenka? Tak się zwie.
Powiedziała, że jej mama też nazywa się Helenka.
Co jeszcze wiesz?
Musiała z matką mieszkać niedaleko, bo rzekła, że jej lalka nie zmęczyła się w
czasie podróży.
W następnym artykule statutu dla Wielkopolski proponujemy nakazać, aby na
własnych ziemiach rycerstwo ciągnące na wyprawy wojenne pobierało tylko taką
ilość jedzenia i paszy dla koni, jaka jest niezbędna dla pokonania drogi.
to? Królu, nie godzi się. Nie godzi się zakazać grabieży? Bo temu chcemy tu
zapobiec. Nie o grabieży tu mówię.
Jednak czym w trakcie wypraw rycerze mają karmić konie? Co mają jeść? Może
co kupią. A może w takim razie obozować też mają w cerym polu miast w gospodach
i w klasztorach? To jeszcze trzeba przemyśleć.
Ale chyba nie jest rzecz tego, panie, dla ziemi krakowskiej.
Prawo musi być jednakie dla całego królestwa. Do tego musimy dążyć.
Wielkopolska zbyt się od nas różni, aby to się mogło udać.
Masz rację, Dobiesławie. Różnice są duże.
Ale warto podejmować trudy ich znoszenia.
Jak inaczej się osiągnąć sprawiedliwość?
Królestwo jest jedno.
Panie, obróci się to przeciwko tobie.
Jak mam nakłonić możnych, żeby walczyli dla królestwa, jeśli nie będą mogli
liczyć na te udogodnienia, do których nawykli? Nie wyplenimy złych nawyków,
jeżeli prawo nie nakaże inaczej.
Ale obyczaj jest inny. Ludzie będą myśleć, że odbieramy im dotychczasowe
przywileje. Ale jeśli te przywileje wiązałyby się z ludzką krzywdą, to
ukrócić. I to wszystkie.
Lepiej bym tego nie ujął.
Nie było cię, panie, tyle czasu.
Taki żywot kupca.
Żona krawca Regina codziennie przychodziła pytać, czy cię nie
Mówiła, że jej córka całymi dniami siedzi w oknie.
Nic w domu nie robi, tylko czeka na ciebie.
To co będzie, ten ślub czy nie będzie?
Nie twoja sprawa.
Szukam kupca z tekstu. Tam siedzi.
To wyście, panie, rozpytywali o podkuchennych?
Jest pieniądz do zarobienia.
Znamy się, panie?
Nie.
Dostarczaliście wino do kuchni parę niedziel temu.
A teraz dla pani Ropiczany są smakołyki.
Zaniesiesz jej?
Jej ulubiony, dostawa prosto z Pragi. A od kogo?
Od katarza. Tak jak wino.
Lepiej nie mówić.
To ma być niespodzianka. Sama się zorientuję, jak spróbuję. Dlatego ja nie
danieść. No tak, bo wtedy od razu by się domyśliła.
Tylko dopilnuj, żeby do niej trafiły.
I nie podjadaj.
Będzie, że bym śmiał.
Jarosławie, doceniam twój trud.
Wykonałaś imponującą pracę.
Coś chciałeś rzec, Dobiesławie?
Ja lepiej zmilczę.
Nie, dlaczego? Mów. Chcę wiedzieć, czego mogę się spodziewać po możnych.
Panie.
Chcesz narzucić sądom tok potępowania. Chcesz niewiastom pozwolić dziedziczyć w
razie braku męskiego wstępnego. Chcesz kmieciom na piśmie zagwarantować prawo
wychodu. Nakładasz na możnych coraz więcej obowiązków i nic nie dajesz im w
zamian. Nic jasne, jednolite i...
Uczciwe zasady wywodzące się z prawa Bożego to nic?
Statuty dla Wielkopolski to dawne zwyczaje ujęte w ramy prawne. Nie
proponujemy w zasadzie niczego nowego.
A co będzie z naszymi ziemiami?
Z krakowską, z sandomierską?
Potrzebne będą pewne ulepszenia.
Ulepszenia? Musimy dawać przykład.
Ludzie się zbuntują albo będą czynić jak dawniej. Wspomnijcie moje słowa.
Narzucanie praw źle się skończy.
Po to jestem królem, by rządzić.
Muszę mieć do tego narzędzia.
Szkoda, że Specymira i Zbigniewa nie ma z nami.
Panie świeci nad ich duszami.
Kasztelan wspomógłby nas swoim doświadczeniem.
Kantlerz znajomością praw i obyczajów. Dużo jeszcze pracy przed nami.
Ale już widzę, że potrzeba nam odważnych i uczonych ludzi, którzy nie boją się
zmian. Trzeba zachęcić.
Do powrotu młodych, którzy wyjechali na nauki do Włoch.
Albo załóżmy wszechnicę w Krakowie.
Praga już swoją ma.
Nie możemy być gorsi.
Idź za mur, przyprowadź tamtych dwóch, kaszymić na górę.
Ej, ej, ej, ej, hej!
Dokąd tak się spieszysz, co?
Ja? Na damek. Co tam chowasz?
Nic takiego.
Pokaż.
Stąd Tomasz?
Ukradłeś? Ja w rzeczy niczego nie ukradłem, panie. Dostałem. Od jednego
parę monet za przespółkę. To podarek dla pani Krystyny.
Od Czecha?
To opowiedz mi trochę o tym Czechu.
Kim jest dziewczynka, którą ukryłeś u Tomu Kowala?
O czym mówisz, panie? To się stało z jej matką.
Zabiłeś ją.
I skrzywdziłeś jakąkolwiek niewiastę.
Twoje dni są policzone. Witaj!
Guncelu, dobrze mi się wydawało, że cię słyszę.
Panie, miałeś nie wychodzić. Przecież muszę rozprostować kości i powietrza
świeżego zarzyć. No i mamy gościa.
Czekałem na ciebie, Guncelu. Muszę ci coś powiedzieć.
To ja...
Przygotuję zioła. Tak, możesz iść.
Nie mam dobrych wieści.
Wielki Mistrz zaniemógł. Nie może Cię przyjąć, lecz jak tylko odzyska siły,
przekażę mu sprawę, którą do nas przybyłeś. Jak najlepszym cyple.
Dziękuję, przekażę królowi. Nie będzie jednak łatwo przekonać Wielkiego
Otrzymał niedawno pismo z Awinionu, w którym papież upomina go, że nie wspiera
polskiego króla w walce z Litwinami. Wielki mistrz ma żal do króla o to, że
skargi na zakon do papieża.
Gdyby zakon wywiązywał się z postanowień układu, skargi byłyby zbyteczne.
Cóż, czas na mnie.
Bywa i wkrótce.
Panie, kolejny zamach.
Zamach? To są łakocie nasączone trucizną. Dla twojej żony, panie.
Dawać go tutaj!
Złapaliśmy go na podgrodziu. Jak wszedł na zamek?
Nie wszedł.
Zapłacił Kuchcikowi. Ale ten wpadł na mnie i mi wszystko powiedział.
Kiedy któremu daliśmy łakocie, od razu zdechł.
Kolejny udaremniony zamach.
Kto ci to zlecił?
Karol? Bo nie chciała dla niego spiegować.
Mów! Nic wam nie powiem.
Możecie mnie ubić od razu.
Szkoda czasu.
Bardzo chętnie.
Basimieszu, wedle tego, cośmy napisali, to tak należy mu się uczciwy sąd.
Jeszcze nie są ogłoszone, ale będą.
Męki, sąd i śmierć.
Zabrać go.
Wyciśniemy to z niego, panie.
Moja żona wie?
Nie sądzę.
Stałej, musisz jechać.
Nie wiem, daleko gdzieś na północ.
Nigdy nie jadę bez mojej córki. Jeżeli chcesz ją jeszcze zobaczyć, to rób to,
mówię.
Przywiozę ci ją, obiecuję.
W końcu jesteśmy rodziną.
Ale teraz musisz jechać.
Stałej!
Nie, nie, dosyć, dosyć! Nie masz prawa mnie wiedzieć!
Nie masz prawa rozdzielać mnie z córką! Możesz mnie zabić, ale żywa stąd nie
wyjdę bez niej! Posłuchaj się mnie!
Pani. Wybacz, że ty nachodzisz. Cała jedynie sprawdził ci nowa służka. Dobrze
umówła pomłogi.
Gabio, nie teraz.
Jest mi wyraźnie poddenerwowana, pani. Coś się stało?
Nie, to nic.
Minie. Pogoni kustyka i każe przygotować kasię do krasa na wzmocnienie.
Skoro myśli, że pomógł złapać strudziciela i będzie mógł się obijać
boży dzień, to się myli.
Strudziciela?
Tego ciecha.
Który chciał się nakłonić do szpiegowania.
Podobno chciał się odwrócić.
Ale teraz już nic nie grozi.
A na mękach zdradzi, czy miał jakiś wspólnik, oficja i tak jest w tycie
wytropi.
A co jeśli skłami? I mnie oskarży?
Jędrzej. Na szkad. Ma niebywały talent.
Potrafi z największego kłamcy wyciągnąć prawdę.
Ale ty nic złego nie zrobiłaś, pani, prawda?
Tak długo na ciebie czekałam.
W lesie znalazłem kawałki swojej sukni krew. Jakby cię wilgi napadły. Jakbyś
nie żyła.
Ale serce temu przyczuło.
Nie chciało się poddać.
Teraz wiem, że tylko ja mu trzeba wierzyć.
Śniłaś mi się co noc.
Wołałaś mnie w tych snach.
Naprawdę nie wołałam.
Każde imno tuląc naszą córkę do snu.
Gdzie my ją teraz widzimy?
Zabrał, ukrył gdzieś, tylko on wie gdzie.
Ja też wiem, gdzie ona jest.
Wiem.
Kocham.
To najpiękniejsze koszule, jakie wyszły z naszego warsztatu.
Mój mąż to może i nic... Ale na swoim fachu to zna się jak nikt inny.
Odbijemy się od dna, moja w tym głowa. Patrz, panie, jakie cudeńka, patrz.
Płaczesz?
Może się zdarzyć, że nie będę już kupować u ciebie.
Jak to?
Teraz kiedy mogłabym stracić warsztat?
Litości, pani!
Może ktoś dał lepszą cenę?
Nie. Nie o to chodzi.
Złapali Benesza.
Tego Czecha, który chciał mnie zmusić do szpiegowania.
A ja miałam wydać swoją jedyną córkę za te kreatury.
Boję się, że z zemsty może mnie oczernić.
Może zeznać, że donosiłam. Król mnie wygna, albo... ...każe stracić.
Zaraz, zaraz, spokojnie.
Co robić?
Co robić? Co robić, panie?
Co robić? Co robić?
Gdzie ona jest?
Gdzie ona jest?
A kto tu przyszedł?
miał wziąć na męki.
Może o mnie zapomnieli.
Albo król mi darował.
Czego chcesz?
Moja Urszula to ma jednak złote serce.
Rzekła mi, oszukał mnie, ale go miłuję.
Wypuść mnie, żebym mógł z nią wziąć ślub i wyjedziemy.
Mam coś dla ciebie.
Urszuka chleb upiekła. Na pożegnanie.
Dam.
Jak rzekniesz, że na mękach ani słowa o pani Krystynie nie powiesz.
A co ci do niej?
Kupuje u mnie. Bez niej to musiałabym warsztat zamknąć.
Przyrzekam.
Masz, masz, masz.
Kasienie.
Udław. Masz, popij.
Głupia baba.
Wszystko im powiem.
Wszystko.
Teraz nic już nie powiesz.
Należało ci za moją uszulę.
Dziękuję za opiekę nad Halenką.
Za dobre serce.
Dziękuję, łaskawy panie.
To dobrze, że maleńka jej matkę i ojca odnalazła.
Żebyś ty widział, panie, jak ona za matką płakała, to aż żal serce śpiskał.
Ale czy on naprawdę małą Halenkę porwał?
Najpierw więził matkę z córką, potem zabrał małą.
Jezus, ginie w piekne ta ta podłość.
Amen.
Zawiadomisz Jakuba z biskupit.
Nie będę do niego jechał po nocy.
Chcę, żeby moja żona i córka były jak najszybciej w domu, żeby były
Tak zrobię.
Jeźdźcie z Bogiem.
Gdzie ty byłeś?
Popadł w trójniu.
Wstawaj!
Chcesz wina?
Zawołam sługę.
Nie, poczekaj.
Poleżmy tak jeszcze.
Jak najdłużej.
A co będzie z tym pojmanym Czechem?
A skąd o nim wiesz?
Słuszki gadały.
Słuszki?
One wszystko wiedzą.
A dla Czecha sąd i śmierć.
Co może czekać kogoś, kto podnosi rękę na moją żonę?
Oby tylko wyjawił, kto go nasławił i dlaczego.
Chciałabyś go uwłaskawić?
Skądże?
Mógłbym pomyśleć, że jesteś z nim w zmowie.
A co?
Chciałbyś mnie?
Nie wiem, co bym zrobił.
Miłuję cię, odkąd cię poznałam.
Panie, przynoszę wieści.
Wejdź.
Justycjariusz prosił, bym przekazał, że czeski więzień skonał.
Wyjawił coś?
Nie, panie.
Przynieś wina.
Tak.
To pewnie sprawka Karola.
Nie frasuj się tym.
Mój królu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.