All language subtitles for Korona królów odc. 219

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku.

Piękno, prawda?

Tam skąd pochodzę, panny sadzały swoich wybranków pod drzewem, na którym siadł

rój pszczół.

Jeśli pszczoły go nie dotknęły, to znaczy, że wierny i szczerze miłuje.

A Egle kiedyś opowiadała o pogańskim Bogu, który wysyłał pszczoły, żeby

szpiegowały jego wrogów.

Ze wschodu?

Tak. Od ormiańskiego kupca.

Mogę ci zamówić tysiąc. Dzisiaj z nim widzę.

Narusi znowu niespokojnie.

To dlatego chcę z tobą mówić.

Tu jest zimno. Każdy wychłostać tego sługę, co miał napalić.

Chodź.

Rozgrzeję cię.

Poczekaj. Nie obchodzi jeszcze. To jest chodka z królowej.

Podobno wprawdy nawet mieszczki chodzą w barwnych sukniach.

Tak marzę o tym, żeby założyć tę, o której mówiła Krystyna.

Mistrz Kacper powinien ją skończyć za kilka dni.

Wiem, że kosztuje majątek, ale piękne suknie żony świadczy dobrze o mężu.

nie chcę o tym słyszeć. Chcesz, żeby mówili, że jesteś skąpy?

Dobrze, sprzedam więc coś Lewkowi. Nie chodzi o suknie.

Samo wspomnienie tej baby krew mi burzy.

Król ściągnął sobie kochankę z jakiegoś praskiego rynsztoka. Bój się Boga!

Ludzie w uszy po sobie kładą, chociaż widzą, co się dzieje. Przecież to godzin

nad wszystkich, już lepiej, żeby po lupanarach chodzić. Jeszcze kto usłyszy,

gadasz na króla? Całe życie warowałem przy nim, jak pieprzy czas tego mam.

To ja powinienem objąć kasztelanie krakowską, nie Jura.

Ale wiesz, że Jan Jura był wyższy rangą.

Powinieneś być cierpliwy i uważać na słowa.

Może niepotrzebnie mógłbyś.

Chodźmy do komnaty.

Pani, miło Cię widzieć tak radosną.

Miły mi się zielone lasy Hesli i że goniłam za rączym jeleniem.

A to był taki dobrze zbudowany pyk.

Chyba udało ci się go schwytać.

I chyba spełnił twoje oczekiwania.

Przyzwięknij, że nikomu nie pichniesz ani słowo.

Będę milczeć jak grób.

Nie wiedziałam, że można być taką... taką szczęśliwą.

Bogu dzięki, że...

Kazałam wpierw napoić i nakarmić twojego gościa.

Gdyby zastałcy włożył tym rączym jeleniem, nie byłabyś taka szczęśliwa.

Mam gościa?

Biskup Krakowski chce się z tobą widzieć, pani.

Pozęta? Tutaj?

Panie, mój druh Jan Czarnkowa jedzie do Włocławka. Ma tam objąć kanonię.

Zatrzymał się na kilka dni w Krakowie.

Za każdym razem, gdy tu jestem, czuję jakbym był w nowym mieście. Tak szybko

zmienia.

Coraz bliżej mu do Pragi czy Awinionu.

Byłeś w Awinionie? Przed rokiem.

U papieża z moim protektorem arcybiskupem.

I z dumą tam mówiłem o nowych murach i zamkach, które stawiasz, by kościoły

bezpieczne. Panie czekają na ciebie. Jan jest człowiekiem uczonym w prawie,

doświadczonym. Pozwól, by dzisiaj nam towarzyszył. Król nie ma czasu.

Dobiechławie, król decyduje sam za siebie.

Widziałeś słynny most Pawiniania?

Arcydzieło.

Trudno orzec, czy dzieli świat ludzki od świata pierwszego po Bogu, czy właśnie

stala, jednoczy.

Rozpięty nad rzeką jak cięciwa łuku, jak droga, którą każdy z nas codzień musi

przebyć do Boga i z powrotem.

Jeszcze cię znalazłam. Chodźmy szybko, moja żona cię potrzebuje.

Co jej?

Źle się poczuła, kręci jej się w głodę. Mówi, że ją mdli.

Może zjadła coś nieświeżego. Nie piła przypadkiem wody z miejskiej studni? Jak

to? Od wody to możliwe?

Szkoda czasu.

O, masz jeszcze jedno.

Widziałam coś ważnego w rynku.

Co jest takie ważne?

Beneż łócił?

Owka zasłabła.

Medyk do niej poszedł.

Są dwa wyjścia.

Albo umrze, albo urodzi. A umiera nie za młoda, więc pewnie przy nadziei. Daj mi

spokój, nie mam czasu.

W czym ona jest lepsza od mojej Urszuli?

Co to jego w sobie ma?

No przecież wszystkich Pan Bóg jednak odtworzył. Ręce, nogi, oczy.

Czy to jest źle, że ja szukam dobrego męża dla Urszuli?

Źle?

Wiem, że się ludzie ze mnie śmieją. Wszystko wiem.

Ale ludziom łatwiej śmiać się z innych, niż samemu nad sobą zapłakać.

Jesteś nie do wytrzymania.

Twoje gadanie będziemy słyszeć po śmierci.

Ale jesteś najlepszą matką, jaką znam.

Oj, to cóż nie prawi. Starasz się.

Robisz wszystko z serca, byleby Urszuli było dobrze.

Miód na mój koszt.

Będziesz wrócił?

Nie sądzę.

Ważne, że ty przy niej jesteś i ona wie, że zawsze może na ciebie liczyć.

Ale gadać mogłabyś mniej.

Tu masz piwa.

Muszę iść do gości.

Omianie przyjechali do miasta.

Ja mam staraj i sadenu ogliu.

Staję przed tobą, królu, by prosić ci o laskę. Nie dla siebie, ale dla dwójki

niewinnych, których sąd wójtowski skazał na śmierć. Co złego zrobili?

Pokochali się.

Zamiłowanie? Taka sroga kara?

Myser, mój bratanek, nie jest katolik. Gdy armianin daje się w romans z

katoliczka, giną oboje.

Choć według naszego prawa Myser nie zasłużył na śmierć.

Prawo to prawo.

Zgadza się.

Ale którego prawa ma przestrzegać armianin?

Niemieckiego czy armiańskiego?

We Lwowie wójt sądzi wedle prawa niemieckiego. Dobysławie, daj mu mówić.

Prawo niemieckie srogie, zbyt srogie.

Jedyne, co nam pozostało, to błagać siebie, królu, o litość dla tych dwojga.

Choć wiem, że prawo niemieckie bywa okrutne, to jednak wszyscy mieszkańcy

sądzeni są według niego, niezależnie od wyznania.

Nie tylko mój bratanek i jego ukochane twierdzą przez prawo niemieckie i

starostę. Nie odtąd wyznacza prawa.

Lecz okrutnie ich strzeże.

Bez miłowania.

Zwłaszcza dla moich rodaków.

Miej litość dla tych dwojga.

Nie pomyśleli, że przez miłowanie mogą stracić życie.

Wszyscyśmy bezbronni wobec miłości.

Czemu chciałeś, żeby twój mąż wyszedł?

Chciałabym przy mężu o takich sprawach mówić.

O jakich?

Niewieści.

Przecież muszę wiedzieć, jeśli mam pomóc.

Jasiek mówi, że to nie pierwszy raz, że słabniesz oczach.

Na początku myślałam, że to dziecko, ale brzuch nie rośnie.

Przy poprzednich byłam tłusta jak prosie i jadłam jak prosie.

Jak rodziłam małego spytka, to łamanie pękłam, a teraz boję się.

Ciało samo się uczy.

A jeżeli ja umieram?

Jeśli jestem chora?

Przecież ja na dziecko późno już.

Owko, nie ma wątpliwości.

Co? Będzie mały rycerz.

Albo księżniczka.

Wołaj, Jaśka.

No i co?

Śmierci się nie lękam, ale ciebie nie mógłbym stracić.

Poważnych?

Biskup Krakowski, Budzęta.

Biskupie, bałam się, że wszyscy zapomnieli o mnie.

Pani, cierpienie Twe pójdzie w niepamięć, jak deszcz miniony je

Życie roztoczy blask jak południe.

Rok się przemieni w poranek, tak mówi księga Hioba.

Usiądźmy.

A ja już nie uniosę bez tej cerki.

Od kiedy dowiedziałam się, że Kazimierz tą labacznicą zatopił mnie.

Ja nie mogę przestać płakać.

Nie mogę jeść.

Nie mogę nawet spać.

Paszta twoja uzapań.

Będzie wynagrodzona. Ale kiedy?

Chciałbym cię jakoś ulżyć.

Pomów z Kazimierzem. Tylko ciebie usłucha.

Groziłem ekskomuniką i nic.

Nie chce się wyrzeć tej grzechnej miłości?

Nie.

Jak ja mam żyć, biskupie?

Modl się, Adelaido.

Cóż innego mi pozlatało?

Modlę się.

I modlę się też o Kazimierza.

To mój mąż.

Miłuję go, zawsze będę go miłować.

I wiem, że miłość ludzka jest słaba, jak tam człowiek.

Ale miłość Boga.

Bóg mnie nigdy nie zawiódł.

Nigdy mnie nie opuścił.

Szafra. Le Francis za jedną uncję płaci się tyle, co za dorodnego wieprza.

Piękne futra.

Olmianin cały majątek tutaj zostawił.

Zależy mu na życiu, bratanka.

Chce cię przekupić, panie, i wkraść się w twoje łaski.

To straszne.

To wszystko tobie się należy?

Do Biesławie?

Choćby przywiózł skrzynię pełne klejnotów.

Prawo nie znosi wyjątku.

Nie zgadzam się.

Trzeba je robić.

Ponoć jesteś doktorem prawa. Tak.

A ty?

Może uczonym? Nie.

Urzędnikiem i wiem najlepiej. Prawo to prawo. Prawo winno służyć ludziom.

winni służyć królowi, prawda, najjaśniejszy? Król winien dbać o

poddanych, niezależnie od ich wyznania.

Szczególnie, gdy dzięki tym poddanym się wzbogaca.

Widzę, że nasz gość zna się na wszystkim.

Może mógłbyś nas oświecić.

Jak się wzbogacamy dzięki Ormianom?

Są wykształceni.

Mają głowę do handlu i do rzemiosła.

Wszędzie chwalą ich tkaniny, wyroby płatnerskie i złotnicze.

Do tego znają języki.

Warto mieć w nich przyjaciół.

Jeśli ukażesz teraz ławkę Ormianom, panie, to idą inni. Niech przychodzą.

Jak prawo jest brzyłe, król powinien je zmienić. Tak.

Bo inaczej stanie się tyranem.

Panie, co zdecydujesz?

Gdzie jest Jasiek?

To ty jesteś tym Ormianinem, który był dzisiaj u króla.

Słyszałam, że handlujesz tkaninami.

Nie tylko.

Mogę dla ciebie sprowadzić najlepsze tkaniny z Flandry i Putra. W zamian za

wschodnie Jedwabie.

Kiedy tak piękna niewiasta, prało się nie w sposób odmówić.

Niewiele was, pani, stóp, kopców.

Mój mąż sprowadzał do Pragi tkaniny z całego świata.

Kiedy wracasz na Ruś?

Niebawem. Nie boisz się?

Ponadto tam zamieszki. Mówią, że wojna się szykuje. No, wojny były i będą. Jak

burza. I jak burza przychodzą i mijają.

To znaczy, że mam rację. Na Ruśi wojna.

Póki co nie przejechać kromatów.

A gdzie dostarczyć ci jedwabę, pani?

Wyślę do Ciebie mojego sługa.

Wszystko Ci wyjaśni.

O, tu jesteś.

Król Cię wzywa.

Zaraz.

Co to się stało?

Nic. No jak nic, jak widzę.

Znowu będę ojcem.

No druhu, gratul... To nie jest dzieckowskie? Nawet tak, nie

żartuj.

Na królwie?

Jeszcze nie.

A czemu?

Ma inne sprawy na głowie, Krystyna.

Książę?

Siadajcie.

Kazimierz musi podbyć się tej nałożnicy.

Ona jest niebezpieczna. A gdzie tam niebezpieczna?

To jest piękna kobieta.

Jestem przekonany, że przystoił tutaj Karol. I że jej za to zapłacił.

Musi się jakoś na niego wpłynąć.

Wybacz książę, ale to jest niedorzeczne.

Chcecie awantury, proszę idźcie do niego go pouczać. Ale jedno wam powiem,

Kazimierz na to nie zasługuje.

No co tak siedzisz? Idź, król cię wzywa.

Nie bądź taki mądry.

Musimy przygotować edykt królewski w sprawie Ormian.

Niech Zbigniew... Wybacz, kanclerzu, bardzo mi go brak.

Niech spoczywa w pokoju.

Wydywałeś mi, panie? Jaśku, co sądzisz o sprawie Ormian?

Widziałem się z Dobiesławem w Auli i wiem, o co się spieraliście.

Jestem pewien, że będzie bronił litery prawa.

A ty?

Kazimierzu, to ty stanowisz prawo i tylko ty możesz się zmieniać.

Wiem, ale chcę poznać twoje zdanie. Tu chodzi o ludzkie życie.

Wpiszmy się.

To dobry moment, akt lokaty Lwowa w przygotowaniu. Mów.

Przecież już podjąłeś decyzję, prawda?

I wiesz doskonale, że to, co ustanowisz dzisiaj, będzie obowiązywać.

Mój ojciec zawsze mawiał, że ludzie szanują prawo, jeżeli prawo szanuje

człowieka.

Dlatego Ormianie mieszkający we Lwowie muszą mieć możliwość wyboru prawa,

którego będą sądzeni.

Cieszę się, że mnie posłuchałeś, panie.

Raczej głosu rozsądku.

Przygotujemy też przywileje, które dadzą Ormianom gwarancję szanowania ich praw

w Królestwie Polskim.

Jeszcze nie wrócił? Jak to?

Ani widu, ani słychu. Obiecał małżeństwo mojej córce i tyle go widzieli.

Chciałam kupić u niego tkaniny, by pokazać je ormińskiemu kupcowi.

Poślij po mnie, jeśli się pojawi.

Regino, nie mogę dłużej walczyć z tą miłością.

Jak śmiesz!

Jak śmiesz!

Zostaw! Zostaw!

Jak śmiesz!

Co za charakter.

Wybacz mu, Regino, wypił za dużo miodu. To nie miód, to miłość, Regino.

Reż z łapami.

Nie jeden się za mną ogląda, jak idę ulicą.

Miłować możesz, ale obłapiać nie pozwalam. Jestem porządną niewiatą.

Regino, bądź moja!

Miłuję cię!

Dalej, dalej.

To za kobieta.

Piekła wodem.

A ty odbaw z daleka, bo co jedna to gorsza.

Chodź, chodź, napijesz.

Chodź, chodź, chodź.

To jest list mojej żony.

Chociaż jeden udał się prześwietlić.

To ty łagońców?

Adelaida śledz żarnowca skargi. Do swojego ojca, cesarza, a nawet samego

papieża.

Groziła, że uprzekrzyni życie i jak widać, słowa dotrzymuje.

To odpraw Krystyna.

Nigdy.

Kazimierzu, nikt nie broni się jej odwiedzać, tylko gdzieś daleko. Nie ugnę

A już na pewno Adelaida tutaj nie wróci.

Dlaczego ja nie mogę mieć, tak jak na wschodzie, nowej, lepszej żony, Freda

Missyna?

Sam wiesz, że i tak nikt nie uzna z nakrytym zanastem cytronu. A co w tym

że pragnę kobiety z krwi i kości?

Na myśl o Adelaidzie brozi mi się krew w żyłach.

Ale to nadal twoja żona.

Według prawa ludzkiego i prawa boskiego.

Nigdy nie byłeś taką kobietą.

Stanowisz prawo, a tam go nie przestrzegasz.

Przed nią możesz wszystko stracić.

Naprawdę tego nie widzisz?

Aż tak cię oślepiła.

Chcę się wyspowiadać.

Przyjdź jutro do kaplicy.

Ale ja nie zasnę, jeśli nie weznam grzechów.

Ciążą mi tak, że ledwie mogę oddychać.

Skoro tak, odmówić nie mogę.

Tu nawet nie jest mój grzech.

I przysięgałam, że będę milczeć.

Ale przy odpowiedzi chyba nie złamię danego słowa, prawda?

Chodzi o odbawienie.

Zbawienie królowej.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.