Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W UKRYCIU
艢WIAT艁O艢膯, MIMO CIEMNO艢CI.
Ten film jest inspirowany powie艣ci膮,
opart膮 na wspomnieniach z dzieci艅stwa jej autora, Christophe'a Boltanskiego.
W CZYSTYM 艢WIECIE TRZEBA BY膯 BRUDNYM.
BAKTERIE NAS CHRONI膭.
Opowiada ona o jego rodzinie
i ich mieszkaniu przy ulicy Grenelle w Pary偶u.
Cz臋sto mija艂em ich drzwi,
cho膰 nie 艣mia艂em ich otworzy膰,
zostaj膮c przy obrazach, kt贸re stworzy艂a ksi膮偶ka.
Co ty tu robisz?
Tam jest kot.
Jak kot m贸g艂 wej艣膰 pod pod艂og臋?
Jak m贸g艂 si臋 tam wsun膮膰?
Nawet palec nie przejdzie.
Nie k艂ami臋.
Tego nie twierdz臋.
Wierzysz, 偶e jest tam kot, kt贸rego nie ma.
Wierzy膰 i k艂ama膰 to dwie r贸偶ne rzeczy, rozumiesz?
No dobra...
Jeszcze dostaniesz wilka...
Nie b贸j si臋, tak si臋 m贸wi.
Je艣li wierzysz, 偶e jest tam kot,
to w pewnym sensie on tam jest.
Chod藕.
Proponuj臋 wam umow臋.
Je艣li b臋dziecie mi wierzy膰 i tylko wtedy,
obiecuj臋 m贸wi膰 sam膮 prawd臋.
Chodzi tu o jedn膮 prawd臋:
ich prawd臋.
3 MAJA 1968
OD 3 MAJA 68 GALERIA JACQUEMET-RICHARD
呕YCIE NIEPRAWDOPODOBNE
Gdzie jedziesz!
Krew ma pani w normie.
Ma艂o 偶elaza, ale nie ma si臋 czym martwi膰.
Przepisz臋 suplement diety.
Tak jest, gdy pij臋 herbat臋.
Mam po niej zawroty g艂owy.
To herbatka z pr膮dem?
Nie, panie doktorze!
S膮dzi pan, 偶e to nie od herbaty?
Nie wydaje mi si臋.
Chi艅czycy pono膰 dodaj膮 do niej opi艂ki 偶elaza,
by mogli nas u偶ywa膰 jako anteny, gdy nas zaatakuj膮.
To prosz臋 pi膰 angielsk膮.
Mam na to spos贸b.
Jaki?
Wk艂adanie 艂y偶eczki w odbyt.
To kieruje fale w stron臋 urz膮dze艅 elektrycznych.
To dlatego w ambulatorium wariowa艂y im przyrz膮dy pomiarowe.
I nie zauwa偶yli 艂y偶eczki w odbycie,
gdy robili pani lewatyw臋?
Nie!
W艂o偶y艂am j膮 ty艂em naprz贸d.
M贸j dobry kolega specjalizuje si臋 w falach.
Powinna pani go odwiedzi膰.
Jest maoist膮 i m贸wi po chi艅sku.
Prosz臋 mnie zbada膰, doktorze.
Ufam tylko panu.
Zrobimy tak: ja wyjd臋 na chwil臋
a pani pozb臋dzie si臋 艂y偶eczki.
A potem porozmawiamy przy herbacie.
Kawa jest pewniejsza.
Kuba艅czycy nie maj膮 tak rozwini臋tej technologii.
Fakt.
Nie za wygodnie?
- S艂ucham? - Auto to nie krzes艂o barowe.
Nie do wiary!
Podoba si臋?
Komplet! Dobrze!
To nie wystarczy.
Widzia艂e艣 Jacquemeta i Richarda?
- A Andrieu? - Jest.
- Berthier? - Za niskie progi.
To dobry znak. Hipsterka i tak przyjdzie
i b臋dzie rozp艂ywa膰 si臋 w zachwycie.
- Bettany? - Nic nie m贸wi艂.
Id藕 po niego.
Dzi臋ki.
A kieliszek nie by艂 pe艂ny, gdy go bra艂e艣?
Same "ochy" i "achy",
jak to na paryskim wernisa偶u.
Rzucaj膮 tekstami niczym rolnik na targu warzywnym.
"To takie 艣wie偶e, od偶ywcze, kolorowe, soczyste."
Czyli podoba si臋.
A jak si臋 ma nie podoba膰?
Wol膮, by kto艣 inny o tym decydowa艂.
Przesu艅 si臋.
Jest.
Moja droga...
Brawo, wspania艂e! Cze艣膰.
Dzi臋ki, Pierre, ale sta膰 ci臋 na wi臋cej.
Nic innowacyjnego.
Od kiedy "innowacyjne" oznacza "interesuj膮ce" lub "dobre"?
Oto bohaterowie opowie艣ci w dniu 3 maja roku 1968.
Dlaczego akurat ten dzie艅? Wkr贸tce si臋 dowiecie.
Przygl膮dajcie si臋 postaciom
na pierwszym planie, reszt臋 zostawiaj膮c w cieniu.
Nikt tak nie twierdzi.
Niebawem Wielka Historia
poka偶e w naszym filmie Maj 1968 a przez to i ca艂膮 Francj臋.
- 艢wietny tytu艂! - Dzi臋ki...
A mo偶e i naszych bohater贸w? Kto wie?
3, 2, 1...
- Mama! - Hej, b膮belku.
Hej!
Nie jeste艣 w Nanterre?
Zrobi艂o si臋 gor膮co.
Studenci protestuj膮. Policja na ulicach.
- Powa偶nie? - S膮 ranni.
Studenci robi膮 blokady.
Zr贸bmy tak samo w akcie solidarno艣ci.
A takich rzeczy nie robi si臋 z przekonania?
No tak, z przekonania. O to mi chodzi艂o.
We藕miecie go na jeszcze jedn膮 noc?
Jego zapytaj.
Co powiesz na kolejn膮 noc na ulicy Grenelle?
Dzie艅 dobry.
Rachunki.
ZABRANIA SI臉 GRY W PI艁K臉 I JAZDY NA ROWERZE
Pozw贸lcie, 偶e ich przedstawi臋.
Ch艂opca ju偶 troch臋 znacie.
Podoba si臋 nie podoba膰.
Takie sformu艂owanie jest zgrabniejsze.
To Babka.
Nawet je艣li sprzedamy tylko jeden, to co z tego...
Ale tylko w domu.
Poza domem jest Cioci膮.
Jest te偶 Dziadzio.
- Kupcom mog膮 si臋 nie spodoba膰. - I?
To Stryj Starszy, bo najstarszy.
Nie sprzedasz mi艂o艣ci, kt贸rej nie czujesz.
To Stryj M艂odszy, bo najm艂odszy.
Rodzice ch艂opca to... Rodzice i kropka.
Za kar臋, bo wyro艣li poza ulic臋 Grenelle.
Niczym guz, jak zapisa艂a Babka.
Nie kracz.
Chcia艂bym, by kto艣 szczerze powiedzia艂: "Jakie to pi臋kne!".
Jakie to pi臋kne!
Kto艣 stamt膮d.
"Stamt膮d" oznacza wszystko na zewn膮trz mieszkania.
呕yj膮 razem,
tworz膮c jedno cia艂o.
Nie trzaskaj drzwiami. Przestraszy艂e艣 mnie.
To mama Dziadzia, zwana Dawn膮 Krain膮.
Zobaczycie, dlaczego.
Zostaw w spokoju Prokofiewa, pi臋knie gra.
Prokofiew by艂 w gor膮cej wodzie k膮pany.
W klubie p艂ywackim w Odessie
pilnowa艂am dzieci podczas wakacji,
by sobie dorobi膰.
By艂 w grupie Delfin贸w.
P艂ywali艣my stylem klasycznym...
Dzi臋ki. Zapalisz? Nie, ty nie palisz.
My - stylem klasycznym, a on - kraulem.
My wychodzili艣my z wody,
a ten ci膮gle tym swoim kraulem.
Co to kraul?
- Umiesz p艂ywa膰? - Nie!
Miasto bez morza to smutne miasto.
M贸j biedny parysku!
Co tym razem wykombinowa艂e艣, by zosta膰 na noc?
Mama i tata chcieli, bym zosta艂.
Nie jestem g艂odny.
W twoim wieku te偶 nie mog艂am usiedzie膰 w miejscu.
Ci膮gle gdzie艣 ucieka艂am...
Ja nie uciek艂em...
Ojciec zamyka艂 mnie w pokoju.
Ucieka艂am oknem.
Z pi膮tego pi臋tra!
Czemu ci臋 zamyka艂?
Bo tyle by艂o do zobaczenia na ulicach Odessy,
偶e nie wyobra偶a艂am sobie siedzie膰 w domu.
Ojciec to wiedzia艂.
Wi臋cej ni偶 w Pary偶u?
Nie lubi臋 krytykowa膰 Pary偶a...
- Ale tu jest inaczej. - Jak?
By艂e艣 w porcie de la Tournelle?
I to ma by膰 port?
Nie.
Ju偶ne...
To jest port.
Tamte statki...
Okr臋ty wojenne.
Z dzia艂ami...
Marynarze na warcie.
W艂膮cz Siergieja z powrotem.
Pewnego dnia,
zabior臋 ci臋 do Odessy.
Bo inaczej, to jakby艣 nigdy nie 偶y艂.
Boursin! Boursin, Boursin!
Prawda jest nudna i 藕le si臋 j膮 maluje.
Powinien robi膰 zdj臋cia, je艣li chce realizmu.
Jak fotografia mo偶e by膰 bardziej realistyczna ni偶 malarstwo?
Wpad艂em na ni膮 w zesz艂ym tygodniu.
Wygl膮da艂a dobrze, ale... Nie by艂o o czym rozmawia膰.
Zawsze tak by艂o.
Nie by艂a dla ciebie.
Prawda jest w katalogach wysy艂kowych.
Kolor jest niepor贸wnywalny.
Zjedz camemberta, to ci dobrze zrobi.
Charles de Gaulle jest w Bukareszcie.
Genera艂a powita艂 Nicolae Ceau葯escu
oraz t艂um ludzi pe艂nych ciep艂a i entuzjazmu.
W czystym 艣wiecie cz艂owiek musi by膰 brudnym.
To chroni bakterie.
Zr贸b tak.
To wzmacnia w艂osy.
Brawo!
Z powodu studenckich agitacji w Nanterre odwo艂ano zaj臋cia.
O siedemnastej policja wkroczy艂a na Sorbon臋.
- Poka偶膮 mam臋 i tat臋? - Mo偶e.
Premier Georges Pompidou wyg艂osi艂 przem贸wienie.
Studenci!
Nie id藕cie za prowokatorami,
kt贸rzy przekonuj膮,
偶e nie o was im chodzi.
Pos艂uchajcie rozs膮dku.
Ma brwi jak nogi tarantuli!
- Co? - Nogi tarantuli. Paj膮ka!
Racja! Obrzydliwy paj膮k, kt贸ry wspina si臋,
wspina, wspina, wspina!
Mog臋 tego pos艂ucha膰?
"Dzie艅 dzisiejszy produkuje to, czego wczorajszy nie wyobrazi艂."
Dobre.
Je艣li lubisz mas艂o, wybierz Virlux.
- Leci "Ukryta kamera". - Tak!
Oto przeno艣ny sprz臋t,
kt贸rego u偶ywamy w "Ukrytej kamerze".
Wie艣ci z uniwersytet贸w: po zamkni臋ciu wydzia艂u w Nanterre,
odwo艂ano zaj臋cia tak偶e na Sorbonie,
gdzie ujawnili si臋 kolejni ekstremi艣ci.
Kampus...
Kuchnia by艂a rdzeniem rodzinnego reaktora
na paliwie Dawnej Krainy.
Szybciej, pora do szko艂y!
Ka偶dego ranka 艂膮czy艂a ich ze 艣wiatem przez 偶o艂膮dek,
niczym ptak zostawiaj膮cy piskl臋tom sw贸j zapach,
by mog艂y odnajdowa膰 gniazdo,
cho膰 nie byli ju偶 mali.
Jean-Claude Bailly idzie z manifestacj膮. Gdzie teraz jeste艣cie?
Jeste艣my na Placu de la Sorbonne.
Niezadowolenie i napi臋cie rosn膮 z ka偶d膮 chwil膮.
Od trzech godzin...
Pij swoj膮 czekolad臋!
By da膰 szanse swojej wystawie,
Stryj M艂odszy zachowa艂 koszerno艣膰,
nie odmawiaj膮c sobie jednak przyjemno艣ci goj贸w.
Po co ten sweter na koszul臋?
Ju偶 dobrze, mamo.
Pos艂uchajmy ministra edukacji, pana Alaina Peyerefitte'a.
Si艂y prawa i porz膮dku interweniowa艂y tylko dlatego,
偶e nast膮pi艂a eskalacja bezprawia.
20 funkcjonariuszy zosta艂o rannych
oraz oko艂o 30 manifestant贸w.
Wci膮偶 dochodzi do sporadycznych zamieszek.
W Dzielnicy 艁aci艅skiej policja...
Pos艂uchajcie.
"Pani Charles-Antoine Le Normand-Pichard,
jej synowie Jean-Baptiste i Samuel, jej kuzynostwo i przyjaciele
ze smutkiem donosz膮 o 艣mierci
profesora Charlesa-Antoine'a Le Normanda, kardiologa
i szacownego cz艂onka Akademii Medycyny."
Wspaniale!
Drogi Charles-Antoine, pami臋tam go i jego krawaty.
Zrobi艂 ci miejsce w Akademii.
Jak i tuzinowi moich koleg贸w.
Jeste艣 od nich lepszy. Przysz艂a kolej na ciebie.
Id藕 dzi艣 do Akademii.
- Mam pacjent贸w. - Powiem im.
- A w razie nag艂ego przypadku? - To rzadko艣膰.
- Sam nie wiem... - Przygotuj臋 ci garnitur.
- I buty. - Co si臋 tak gapisz.
Ruchy. Za pi臋膰 minut wychodzimy.
No ju偶!
O 22:30 samolot de Gaulle'a wyl膮dowa艂 w Orly.
Powr贸ci艂 z podr贸偶y do Rumunii 12 godzin wcze艣niej.
Z premierem, kt贸ry go powita艂,
spotkaj膮 si臋 z Rad膮 Ministr贸w.
Pami臋tamy or臋dzie pana Pompidou sprzed dw贸ch dni:
"Studenci, nie id藕cie za prowokatorami!
Pos艂uchajcie rozs膮dku.
Rz膮d musi broni膰 Republiki i to uczyni."
Dzi臋kuj臋. Mi艂ego dnia.
Porozmawiaj z profesorem Chabertem.
To on poci膮ga za sznurki w Akademii.
Powiedz mu:
"My艣la艂em o panu profesorze."
Dlaczego o nim?
Jak膮 ma specjalno艣膰?
Amputacje.
Tr贸jka!
No to: "M贸j drogi Chabercie,
mam pacjenta, kt贸remu amputowano obie r臋ce."
- Ale to k艂amstwo. - Tak...
Lecz k艂amstwo, jak prawda, wyst臋puje w zdaniach...
Czw贸rka!
S艂owa determinuj膮 si臋 nawzajem.
Rz膮dz膮 nimi jedynie prawa syntaktyki i semantyki.
- Czy tylko ja przesta艂am rozumie膰? - Nie.
K艂amstwa nie istniej膮 w lingwistyce.
B臋dzie dobrze.
Citro毛n Ami 6 nale偶膮cy do Babki jest cz臋艣ci膮 ruchom膮 mieszkania.
Tak d艂ugo jak s膮 w 艣rodku, czuj膮 si臋 bezpiecznie.
Od kiedy trzeba zaczyna膰 od prawej?
By膰 mo偶e brzmi to paradoksalnie,
ale - jak ju偶 m贸wi艂em - film opowiada ich histori臋.
艢mier膰 doktora to prawdziwa tragedia.
Praktykuj膮cy medycyn臋
po艣wi臋ca swe 偶ycie,
by uwalnia膰 od b贸lu i leczy膰 choroby.
Drogi przyjacielu,
pomy艣la艂em o panu,
gdy rozmawia艂em z m臋偶czyzn膮, kt贸remu amputowano r臋ce...
Drogi Chabercie,
jak si臋 pan ma?
Dobrze? Tym lepiej...
Lepiej ni偶 ten bez r膮k.
Drogi Eug猫ne,
艣wietne wyst膮pienie!
Pozw贸l, 偶e u艣cisn臋 ci r臋k臋, p贸ki mam swoj膮.
Na co czekasz? No ju偶!
I?
Za艂atwione. Idziemy.
W niedziele?
Krz膮tam si臋. Reperuj臋 odzie偶 albo...
Wystarczy tego!
Poczytajcie komiksy.
Co m贸wi艂am? Ma by膰 cicho.
O czym to ja?
Reperowanie odzie偶y w niedziele.
I telewizja... Ogl膮dam telewizj臋.
To mnie odpr臋偶a.
Lubi臋 programy medyczne i tym podobne,
operacje i og贸lnie medycyn臋.
Nie opuszczam ani jednego.
- Mamo, zobacz. - Tak, bardzo edukacyjne.
Bardzo dobrze...
Ale m膮偶 narzeka.
Lec膮 p贸藕no wieczorem.
"Je艣li chcesz si臋 uczy膰, kup sobie ksi膮偶ki medyczne."
Ale to nie to samo.
W ksi膮偶kach nie wszystko wida膰.
A w telewizji widzisz wszystko.
Nie mam czasu, by p贸j艣膰 na film,
wi臋c dla mnie to jakie艣 wyj艣cie.
Ca艂y czas siedz臋 w domu.
M膮偶 jest w fabryce. To nie 偶ycie.
Nigdy nie jeste艣my razem.
Brakuje pani tego?
Tak.
Oczywi艣cie, 偶e mi tego brakuje.
Babka nagrywa opowie艣ci o ludziach wykluczonych,
tych, o kt贸rych ju偶 si臋 nie m贸wi.
Wszystko to, by ukaza膰 艣rodowisko, w kt贸rym sama dorasta艂a:
monarchiczn膮 starofrancusk膮 rodzin臋, jej w膮skie horyzonty i uprzedzenia.
Prosz臋 cztery bagietki.
Robi si臋!
- I tarteletk臋 z truskawkami! - Nie.
Tylko cztery bagietki.
- Jak pani ka偶e! - Dzi臋kuj臋.
Nie podejdziesz mnie t膮 艣wi臋toszkowat膮 bu藕k膮.
Prosz臋!
Dobra, je艣li wygrasz - tarteletka z truskawkami.
Przyjmuj臋 wyzwanie.
Wygra艂e艣.
Tarteletka z truskawkami!
Jean-Louis Barrault powiedzia艂, 偶e ju偶 nie rz膮dzi w Od茅onie.
Nie mia艂 wyboru.
Odbije si臋 to szerokim echem.
To niesprawiedliwe. To porz膮dny go艣膰.
Swego czasu przyj膮艂 Georgesa, Andr茅 i mnie.
- S艂ysza艂e艣 o Bretonie i Bataille'u? - Nie.
- A wiesz, kim ja jestem? - Nie.
Szkoda.
Te slogany s膮 艣wietne. Pos艂uchajcie.
Ka偶dy jest wolny.
Barykady zamykaj膮 ulice, ale otwieraj膮 drog臋.
Promocje zabijaj膮 emocje.
Zabranianie zabronione.
To nie my. To Jean Yanne.
- Na pewno? - Tak.
- Kim jest Jean Yanne? - Aktorem.
Ukradnij swoje szcz臋艣cie.
Wyobra藕nia daje w艂adz臋.
Biegnij, towarzyszu, stary 艣wiat jest za tob膮.
Co za 艣wietny przyk艂ad werbowania, mobilizowania i doceniania.
Jeste艣 za m艂ody na picie.
Dobrze zna艂am Jaur猫sa.
Marny tancerz.
Co to ma wsp贸lnego z Barraultem?
Ludzie nie zawsze s膮 tacy jak ich reputacja.
- Taki P茅tain. - Co?
艢wietny tancerz.
Uratowa艂 Francj臋 w 1918. Mo偶e zrobi膰 to jeszcze raz.
Nikt jej nie powiedzia艂?
Minister m贸wi o blokadach, nie o przyczynach.
Nic nie rozumie.
- Ma racj臋. - Ca艂y ty.
Nie powiedzia艂em, 偶e si臋 z nim zgadzam.
O czym si臋 nie m贸wi, to nie istnieje.
Wiele prawd istnieje tylko dla tych, kt贸rzy ich do艣wiadczyli.
Historia jest tym, co nas 艂膮czy.
Wed艂ug niego nasza walka to uczucia, a nie prawda spo艂eczna.
Deklasuje ci臋.
Przez niego wychodzimy na dupk贸w.
- Fakt. - Co robisz?
- To dla mojego kota. - Masz kota?
- Nie. - Tak, pod pod艂og膮.
Poka偶esz mi?
Idea jest taka, by stworzy膰 kaskad臋.
By zatrybi艂o, gniew musi przelewa膰 czar臋 kolejnego i kolejnego itd.
Jak wodospad.
Mamo, P茅tain nie 偶yje.
Koniec 艣wiata!
Nie patrz, bo nie wyjdzie.
On istnieje nie dlatego, 偶e go wida膰.
Je艣li kot jest pod pod艂og膮,
to kot pana Schr枚dingera, wi臋c mo偶e by膰 lub nie by膰.
Kim jest pan Schodiger?
Pan Schr枚dinger.
Pan Schr枚dinger w艂o偶y艂 kota do pude艂ka.
Specjalny nanomechanizm atomowy pozwala艂 kotu umrze膰.
Albo prze偶y膰. To by艂o zupe艂nie przypadkowe.
Bez otwarcia pude艂ka nie by艂o wiadomo,
czy kot jest martwy, czy 偶ywy, czy jedno i drugie.
Martwy i 偶ywy.
To jakby艣my tu wszyscy byli
i nie byli.
Co si臋 dzieje?
Strzelaj膮?
Nie, to bomba.
To...
Szkopy.
Zamkn臋艂a pani drzwi, pani Lahrer?
Pewnego razu, w jeden z tych okropnych dni,
zapyta艂 j膮, jak m贸g艂by bez niej 偶y膰.
Odpowiedzia艂a, 偶e to nie pytanie.
I tak pytanie nigdy nie wybrzmia艂o.
Chod藕my spa膰.
Nie wiem, czy wci膮偶 dzia艂aj膮,
ale za艂贸偶cie je. Ochroni膮 oczy.
Najwa偶niejsze s膮 oczy, potem nogi.
- W porz膮dku? - Tak.
Hej, wiercipi臋to!
To co si臋 dzieje na ulicach, jest wa偶ne dla twojej przysz艂o艣ci.
Tw贸j 艣wiat mo偶e by膰 zupe艂nie inny ni偶 nasz.
Trzymajcie si臋.
Zadzwoni臋.
Nie p艂acz.
Smutku tu nie wpuszczamy.
Zostaje na zewn膮trz, jasne?
Przerwano rozmowy mi臋dzy zwi膮zkowcami i studentami.
M贸wi si臋 o dymisji
prezydenta Charlesa de Gaulle'a.
Jezus Chrystus rzek艂 aposto艂om P贸jd藕cie za mn膮 i艣膰 po wodzie
Nie zmoczywszy si臋 ni troch臋 Poszli wszyscy bez gadania
Tak to Jezus 艣miechem, 偶artem Stworzy艂 sporty wodne hurtem
Alleluja!
ZABRANIA SI臉 ZABRANIA膯
Ludziska!
Jezus Chrystus raz powiedzia艂 Chleb i ryby mi przynie艣cie
W r臋ce wezm臋, je rozmno偶臋 Tak Hebrajczykom dogodz臋
Tak to Jezus stworzy艂 sprytnie Samoobs艂ugow膮 kuchni臋
Alleluja!
Jezus Chrystus w ciszy g艂uchej W Getsemani m贸wi tak:
Oskar偶y膰 siebie chc臋 O niepos艂usze艅stwo me
Tak to Jezus stworzy艂 sprytnie My艣lenie samokrytyczne
Alleluja!
- Do艣膰 tego jazgotu! - Przepraszamy!
O kt贸rej zaczyna si臋 tu prac臋?
Zale偶y. Z regu艂y o si贸dmej rano.
- Jest pan tu o si贸dmej? - Tak. Po co to?
- Te pytania? - Dla mnie.
Spisuj臋 to potem.
Mo偶e pan m贸wi膰 swobodnie. Bez nazwisk, je艣li pan chce.
Prawda jest taka, 偶e ja tu 艣pi臋.
Nie tylko ja. Jest nas kilku.
艢pi臋 w Bloku C, bo jest prawie sko艅czony.
Uko艅czony.
- Jest takie s艂owo? - Tak, "uko艅czony".
Tak. Jeszcze dach...
Jest nas kilku.
Gdy potrzeba 艂azienki, tam jest bar.
W艂a艣ciciel jest wyrozumia艂y.
Po spo偶yciu!
Niekt贸rzy sobie nie 偶a艂uj膮.
Ja nie. Pij臋 tylko kaw臋.
- Z sol膮. - Sol膮?
Tak, sol臋, bo...
Przez to nie czuj臋 g艂odu.
Musz臋 lecie膰.
Pewnie. Dzi臋kuj臋 bardzo.
Teraz reszta grupy?
S艂ucham?
Nas te偶, prosimy!
Patrzcie j膮!
Dostan臋 piwo? To by艂 d艂ugi dzie艅.
Dzi臋ki.
Nie strajkujecie, jak towarzysze?
Musimy co艣 je艣膰, prosz臋 pani.
A co by to zmieni艂o?
- Nic. - Jeste艣my wolni.
- Nikt nie zabroni nam pracowa膰. - W艂a艣nie.
- Takie prawo. - Nasze prawo.
Pewnie, ale by pracowa膰, trzeba mie膰 przy czym.
Ludzie potrzebuj膮 mieszka艅.
Tacy studenci. Zima za pasem, co nie?
Stoczniowcy strajkuj膮,
a piasek sam Sekwan膮 nie przyp艂ynie.
A nawet gdyby przyp艂yn膮艂, nie ma komu go roz艂adowa膰.
Przewo藕nicy drogowi tak偶e strajkuj膮, do艂膮czyli do student贸w.
Wcze艣niej czy p贸藕niej, stracicie prac臋.
Wasi koledzy ze zwi膮zk贸w b臋d膮 was nienawidzi膰.
Strajkuj膮cy i wolni ludzie.
Bo maj膮 takie prawo.
Panowie...
Pieprzenie!
WYW艁ASZCZENIE DLA U呕YTECZNO艢CI PUBLICZNEJ
Babka nie jest nostalgiczna i ma r贸偶ne wspomnienia.
Rodzina nigdy nie 艣wi臋towa艂a urodzin
ani wa偶nych 艣wi膮t.
Czas utkn膮艂 w nieko艅cz膮cej si臋 tera藕niejszo艣ci.
Przesz艂o艣膰 nie ogl膮da si臋 za siebie.
Tego ranka Bulwar Haussmann by艂 zablokowany.
Podgardla ze 艣wie偶ym tagliatelle.
Dla mnie, dzi臋kuj臋.
Ciel臋ce m贸偶d偶ki w czarnym ma艣le i flaczki...
I stek, wypieczony.
- Smacznego. - No to jemy!
Teraz to audytorium dla Che Guevary.
呕a艂osne. Dlaczego nie Mao Zedonga?
Tego ci m艂odzi g艂upcy nie przeliteruj膮.
Nic nie m贸wisz. Co ty na to?
Wola艂bym mie膰 20 lat w 1968 ni偶 w 1917.
Nie w tym rzecz!
- Maj膮 wszystko, a my nie mieli艣my nic. - Mieli艣my jaja.
- Wielkie jak... - Alzacja i Lotaryngia!
- Smakuje panom? - Jeszcze czerwonego prosz臋.
Wiecie, kto zast膮pi
Charles-Antoine'a w Akademii Medycyny?
Kto by dzi艣 tego chcia艂?
Co z niej zostanie, gdy trocki艣ci przejm膮 w艂adz臋?
Ty ich nienawidzisz!
M贸wi膮, 偶e Languelet...
Pediatra? Nie mo偶e by膰!
To mo偶e jeszcze anestezjolog?
Albo lekarz og贸lny!
Policja! Zatrzymaj si臋!
De Gaulle, do dymisji!
Masz ci los...
C贸偶...
- Do widzenia. - Na razie.
Na razie.
Hej, wiercipi臋to, mo偶e zostaniesz tam na d艂u偶ej?
Nie.
Dlaczego?
Zmieniamy przysz艂o艣膰, a to trudne.
Barykady zosta艂y zaatakowane przez oddzia艂y CRS.
Brakowa艂o jeszcze tych z SS...
CRS, prewencja. Nie SS.
Starcie trwa艂o cztery godziny.
Eksplodowa艂y pojemniki z gazem 艂zawi膮cym...
- Jak tam? - S膮 ofiary.
Trzech z CRS.
Po jednej stronie ranni
niezidentyfikowani i odcz艂owieczeni, a po drugiej - trzech z CRS.
Co za obiektywizm.
Dlaczego oni maj膮 by膰 obiektywni, skoro my nie jeste艣my?
Teraz to ju偶 nic nie sprzedam.
To oficjalne - koniec ze sprzeda偶膮!
Zwi膮zki zag艂osowa艂y za strajkiem generalnym od poniedzia艂ku.
M艂ody rysuje lepiej ni偶 ty.
To zr贸b mu wystaw臋.
Je艣li zostajesz, potrzebujesz ubra艅,
bo czu膰 ci臋 dniem wczorajszym.
Zachowa艂am ubrania taty i stryj贸w.
Kazali mi je wyrzuci膰, ale wiedzia艂am, 偶e pewnego dnia si臋 przydadz膮.
A ten dzie艅
nadszed艂 dzi艣.
Wi臋c...
Nie.
A to?
Nie podoba mi si臋.
To jest szykowne.
Nie.
- To? - Nie.
Wybredny jeste艣...
- To! - Co?
To chc臋.
Dobrze.
Co powiedz膮 jego nauczyciele?
Kiedy艣 im to nie przeszkadza艂o...
Gwiazda szeryfa!
Zdejmij...
Nie ma ochoty. I ma racj臋!
Dzie艅 dobry.
Jaki 艂adny kostium.
Zawsze si臋 popisuj膮.
Snoby.
PA艃STWO TO JA
CHAOS TO ON!
G艁OS PANA
POWR脫T DO NORMALNO艢CI
B膭D殴 M艁ODY I ZAMKNIJ SI臉
MAJ '68: POCZ膭TEK D艁UGIEJ BITWY
PI臉KNO JEST NA ULICY
Nawet Monory sprzedaje wi臋cej ni偶 ja... Ale dno.
Powie艣my "Dziewczyn臋 w Bia艂ych Butach" w witrynie przy ulicy.
Nie, bo kto chce, i bez tego wejdzie i zobaczy wszystko za darmo.
Jeszcze nikt uczciwy nie wy偶y艂 z samej sztuki.
Mo偶e i lepiej...
Wi臋c wszystko to na darmo?
Gdyby chodzi艂o o pieni膮dze, tych nam do szcz臋艣cia nie brakuje.
Dlaczego ci膮gle m贸wisz "my"?
Ja maluj臋 i ja nie b臋d臋 na waszym garnuszku.
Tak postrzegasz rodzin臋?
- Wiesz, o co mi chodzi. - Nie, nie wiem.
Musz臋 偶y膰 swoim 偶yciem.
A ojciec i ja zakuli艣my ci臋 w kajdany?
Cz臋sto mylicie wi臋zi z wi臋zami, a tyle m贸wicie o wolno艣ci!
Ostro偶nie! Ale gor膮ce!
Tylko nie on!
Kto to?
Nie wiem. Ju偶 trzeci raz przychodzi.
Kartkuje katalog, wchodzi, ogl膮da i wychodzi.
- I tyle. - Schowaj si臋. Wezm臋 go w obroty.
Chyba oszala艂a艣...
Chcesz sprzeda膰 obrazy czy nie?
Nie!
Dzie艅 dobry. Mo偶e pom贸c?
Galeria nie jest otwarta?
W艂a艣ciciel strajkuje na wybrze偶u,
solidaryzuj膮c si臋 z robotnikami i studentami.
Cho膰 nie wiem, czy to obali rz膮d.
Interesuje pana konkretny obraz?
Nawet kilka.
Napije si臋 pan herbaty?
Dzi臋kuj臋.
Sprzedano "Purpurowe Buty"?
Tak. Dzi艣 rano.
Kupiec by艂 偶ywo zainteresowany wieloma obrazami.
To pierwsza wystawa tego artysty, a ju偶 wydaje si臋 bardzo dojrza艂y.
Przekonaniom swego pokolenia nadaje form臋 sztuki.
Prosz臋 spojrze膰.
T臋 kolekcj臋 ceni臋 szczeg贸lnie.
Ide膮 jest tu powtarzalno艣膰 mimo braku podobie艅stw.
Spodnie z fabryki zyskuj膮 charakter dopiero na ciele.
Te p艂贸tna okrywaj膮 takie cia艂a.
Niby d偶insy, a tak naprawd臋 to przeznaczenie,
przysz艂o艣膰.
Spodnie stworzone do ruchu,
tak dla m臋偶czyzny, jak i kobiety.
Autor wydaje mi si臋 przyjacielem, kt贸rego jeszcze nie znam.
Przyjacielem czy mo偶e kochankiem?
Dobry malarz m贸wi tylko do tych, kt贸rzy ceni膮 jego prac臋.
Zdaje si臋, 偶e zna pani tego tw贸rc臋.
A czy znamy tych, kt贸rych kochamy?
Pani go kocha?
Mo偶na tak powiedzie膰.
Ma szcz臋艣cie.
I talent.
- Do widzenia pani. - Do widzenia.
Co m贸wi艂am?
- 呕e jestem egoist膮. - No tak.
Je艣li chcesz opu艣ci膰 gniazdo rodzinne, droga wolna.
Ale w mie艣cie nie ma teraz ani jednego wolnego pokoju.
PO艁膭CZENIA ODRADZA SI臉 NIEPE艁NOSPRAWNYM
Informujemy pasa偶er贸w,
偶e linie 2, 3, 5, 7, 9
strajkuj膮.
Przepraszamy. Dla po艂膮cze艅 z linii 5, 3,
7 i 6
zaleca si臋 przesiadki do linii 1, 5, 3 i 2.
Niech si臋 pan nie zap臋dza. M膮偶 jest lekarzem.
Ale go tu nie ma.
Nie mog臋 pani tak zostawi膰.
Bardzo krwawi?
- To przez ruchomy chodnik? - Pani chcia艂a mnie omin膮膰.
I upad艂a.
Nie wezw臋 policji, je艣li to pani膮 martwi.
Mnie?
Napisali, 偶e nie dla niepe艂nosprawnych.
Nie jestem niepe艂nosprawna!
Dzie艅 dobry.
- W porz膮dku? - Nie pozwoli艂a, bym j膮 zbada艂.
Nie ma widocznych z艂ama艅. Sprawdzi pan?
- Tak, dzi臋kuj臋, doktorze. - Prosz臋.
Do widzenia.
Co si臋 sta艂o?
Stratowano mnie.
Boli?
Okropnie.
Czy kto艣 zechcia艂by
poda膰 mi
te przekl臋te marchewki?
Prosz臋.
Zamieszki trwaj膮 w Nantes, Lyonie, Bordeaux i Strasbourgu.
Pary偶 kipi od gniewu.
Nieformalne grupy
do艂膮czy艂y do student贸w.
A偶 tyle przemocy nie by艂o nigdy w Dzielnicy 艁aci艅skiej. 400 rannych...
Podasz tu艅czyka?
- Zosta艂o troch臋 makreli. - Samolub!
To te偶 ryba.
Nie k艂贸膰cie si臋.
Mama mia艂a ci臋偶ki dzie艅.
Dlaczego wysz艂a艣 z auta?
Mam swoje 偶ycie prywatne.
To co艣 nowego.
Kraj znalaz艂 si臋 na kraw臋dzi i prezydent Charles de Gaulle
zwo艂a艂 spotkanie Rady Ministr贸w na dzie艅 jutrzejszy.
艢mier膰 patosowi.
Gdzie si臋 podziewa艂e艣?
Z reszt膮.
Wyci膮gnij prawe rami臋 do przodu,
a gdy przyci膮gniesz je pod siebie, wyci膮gnij lewe.
W rytmie!
S艂uchaj Miko艂aja!
Jakiego Miko艂aja?
To on napisa艂 muzyk臋.
By艂 lepszym kompozytorem ni偶 kochankiem, mo偶esz mi wierzy膰.
W kraulu chodzi o rytm i oddech.
Oddychaj.
G艂owa nad wod膮!
R臋ce opadaj膮...
Jak pies, co wypad艂 z Latarni Woroncowa!
Mog臋 ju偶 przesta膰?
Przynajmniej dop艂y艅 do 艂odzi Sindbada.
- To daleko? - Do sterburty.
- A gdzie to? - Tam!
Chod藕 tu.
Gdyby nie ja i m贸j statek, uton膮艂by艣.
I jeszcze dosta艂by艣 w sk贸r臋.
Nie, gdybym uton膮艂.
Toby ci臋 odratowali i wtedy dali w sk贸r臋.
Tak m贸j ojciec uczy艂 mnie p艂ywa膰.
By艂 niedobry?
To czasy by艂y niedobre.
Trzeba by艂o umie膰 bi膰 si臋 o swoje.
呕ycie daje wiele okazji do bycia wrednym.
Daj buziaka.
- Jeszcze raz. - Nie.
Au膰!
Nie tak szybko!
Cho膰 m贸wi臋 wy艂膮cznie prawd臋, trudno b臋dzie wam w to uwierzy膰.
Wyja艣ni臋.
Najpierw fakty historyczne.
Rankiem 29 maja 1968 roku
genera艂 de Gaulle nie dotar艂 na Rad臋 Ministr贸w.
Wsiad艂 do swojego Citro毛na DS
i uda艂 si臋 w stron臋 domu w Colombey les Deux Eglises.
Ale nigdy tam nie dotar艂.
W ca艂ej Francji nikt nie wiedzia艂, gdzie jest.
Nawet jego ochrona.
Wydawa艂 si臋 roztargniony,
przygn臋biony,
przygnieciony powag膮 sytuacji.
Jak g艂osi stare 偶ydowskie przys艂owie:
"Inteligentny m贸wi, co widzia艂, a g艂upi m贸wi, co s艂ysza艂".
Wi臋c zobaczmy, co naprawd臋 sta艂o si臋 rankiem 29 maja 1968.
Albo raczej - co mog艂o si臋 sta膰.
Uwaga! 3, 2, 1...
Pomo偶esz mi, m艂ody cz艂owieku?
W kuchni jest pan z telewizji.
- Co? - Naprawd臋, zobacz.
Co on opowiada...
Genera艂, biedaczysko.
Mog臋 si臋 tu schowa膰?
Obud藕 si臋.
Sp贸jrz.
Generale...
Jest tam kto?
Halo?
Prosz臋 ze mn膮. T臋dy.
Chod藕!
Dlaczego to my zajmujemy si臋 uciemi臋偶onymi tego 艣wiata?
Mog臋 jako艣 pom贸c?
Mo偶e.
Czy dosz艂o tu do niezwyk艂ego spotkania?
Jakiego spotkania?
Spotkania...
Niecodziennego.
To "Ukryta kamera"?
Gdzie j膮 schowali艣cie?
- Nic tu nie znajdziecie. - Na pewno?
Mo偶ecie przetrz膮sn膮膰 ca艂e mieszkanie.
Jeste艣my w "Ukrytej kamerze".
Mamy problem
z bojlerem i tak sobie z tym radzimy.
Zajrzyjcie pod st贸艂.
Wasi koledzy 25 lat temu byli...
Jakby to uj膮膰?
Bardziej metodyczni.
Jest tu kto艣?
Mo偶e jest.
Nie ma.
Nie!
Chwila.
Nie tak robili.
By艂em ma艂y, ale pami臋tam.
Nie kr臋powali si臋. Szukali jak leci.
Bez skr臋powania, 艣mia艂o!
Prosz臋 za mn膮.
Jak trzepa膰, to trzepa膰 porz膮dnie!
Sprawdzali, czy nie ma tu skrytki.
I tak robili.
Cho膰 nikt by si臋 tu nie zmie艣ci艂...
Wszystko po kolei.
Prosz臋 przesta膰! Wystarczy!
Prosz臋 pana!
7 GRUDNIA 1942
Nie b臋d臋 znosi艂 tych kalumnii!
Nic tylko mi dogryzacie! Ty, rodzina!
Winisz nas za w艂asne pora偶ki!
- Nie znios臋... - A to twoja wina!
Uderzysz mnie?
- Po prostu id藕! - Byle jak najdalej od was!
- Nie znios臋 tego. - Wi臋c id藕!
Do Perpignan, S猫te, cho膰by do Chin czy Ameryki!
- Zamknij si臋! - Nie chc臋 ci臋 ju偶 nigdy widzie膰!
ZABRANIA SI臉
Powiedzia艂 jej: "Jeste艣my 偶ywi czy umarli?"
Odpowiedzia艂a:
"Jeste艣my razem."
Mo偶e pan wyj艣膰, generale.
Ochroniarze wyszli?
Tak, bez obaw.
Wol臋 tu zosta膰.
Nie mo偶e tam zosta膰. Porozmawiaj z nim.
Ju偶.
Tak lepiej.
Gdy si臋 tu w艣lizgn膮艂em,
by艂 grudzie艅 1942.
My艣la艂em, 偶e tylko na kilka tygodni, mo偶e miesi臋cy.
S艂ucha艂em pa艅skiego apelu z 18 czerwca 1940.
Pa艅ski g艂os by艂 tak blisko, a jednak tak daleko...
To by艂 g艂os mojego kraju.
Gdy chodzi艂em po Pary偶u, upokorzenie...
Strach, g艂贸d...
My艣la艂em, 偶e to tymczasowe.
Trzyma艂em si臋, bo wiedzia艂em, 偶e nie jest pan daleko.
W gruncie rzeczy...
By艂 pan tu ze mn膮, w ukryciu.
Prosz臋 spojrze膰 na prawo.
Francja nigdy mnie nie opu艣ci艂a.
By艂a ze mn膮,
tu, bezpieczna.
PRZEBIEG S艁U呕BY I WOJNA 艢WIATOWA
Dzi艣 ta Francja, generale,
jest na ulicy.
Ju偶 si臋 nie ukrywa.
Jest taka, jakiej chcieli艣my:
wolna, nachalna,
niesprawiedliwa, skar偶膮ca si臋.
Prawdziwa do cna.
Dobrze si臋 pan czuje?
Skurcz.
Mam panu pom贸c?
Wyjd臋 sam.
Na pewno?
Ch艂opiec jeszcze tego nie wie, ale pewnego dnia,
lata 艣wietlne p贸藕niej,
opowie t臋 histori臋 w ksi膮偶ce.
A z niej ja zrobi臋 film.
Ten film, w kt贸rym jeste艣my.
A ten dzie艅
nadszed艂 dzi艣.
Czekam.
Mo偶ecie wjecha膰 autem na dziedziniec.
Zobacz臋 si臋 z genera艂em Massu. On zawsze s艂u偶y dobr膮 rad膮.
Jak mog臋 wam podzi臋kowa膰 za pomoc
w tych mrocznych dla Francji godzinach?
Nie g艂osowali艣my na pana.
Czy mog臋 co艣 zrobi膰 dla pana, profesorze?
Dzi臋kuj臋, ale jak pan widzi, mam wszystko, czego potrzeba.
Odno艣nie Akademii Medycyny...
Niczego nie trzeba, generale.
Interesuje si臋 pan polityk膮, m艂ody cz艂owieku.
Interesuj膮 mnie s艂owa, a nie ci, kt贸rzy je wypowiadaj膮.
Co pan s膮dzi o wyst膮pieniu pana Pompidou?
Odpowied藕 jest na ulicach.
O, prosz臋! A co powinien by艂 powiedzie膰?
"Rozw艣cieczeni"... Nie nazbyt obrazowo?
Sk膮d偶e! Bardzo og贸lnie, nieprecyzyjnie, nieuchwytnie.
Nie ma tu namacalno艣ci, konkretu.
Obrazowe s膮 barykady, wybite okna, spalone auta.
Przez kogo? Rozw艣cieczonych? Czy偶by?
Nie.
Powinien pan m贸wi膰 o grupach zorganizowanych,
kierowanych przez kogo艣 konkretnego, polityk贸w,
kt贸rzy mog膮 kierowa膰 si臋 egoizmem.
Zorganizowany wr贸g domaga si臋 zorganizowanej riposty: de Gaulle'a.
Nigdy go nie rozumieli艣my.
Dla mnie wszystko jest jasne.
Je艣li zabior臋 g艂os, podkopi臋 autorytet Pompidou,
czego nie zrobi臋. C贸偶, nie teraz.
Trzeba podkre艣li膰, 偶e nie zmieni pan premiera,
k艂ad膮c nacisk na czasownik.
"Nie zmieni臋" w znaczeniu:
"Nie jestem elastyczny".
Nie zmieni臋 premiera.
Mocniej.
Z przerw膮.
Pan to de Gaulle, pan rozdaje karty.
Nie zmieni臋
premiera.
Dzi臋kuj臋, m艂ody cz艂owieku.
Czy偶bym co艣 sknoci艂?
Jest z wami?
Tak, mamy go.
Ta osoba w aucie wygl膮da jak...
To pacjent, kt贸ry uwa偶a si臋 za de Gaulle'a.
Prosz臋!
To musi by膰 chory!
Jestem g艂odny.
- Gdzie prababcia? - Ci膮gle 艣pi.
- Jak to: ci膮gle 艣pi? - No 艣pi.
Mam z tob膮 zosta膰?
- Trzymasz si臋? - Tak.
Rewan偶?
15 frank贸w, prosz臋 pani.
Dzi臋kuj臋.
Babciu, kto to "偶ydek"?
Przy ludziach nie m贸w do mnie "Babciu", dobrze?
Ciociu...
Dziadek jest "偶ydkiem"?
Jest...
Jest 偶ydem, bo Dawna Kraina jest 偶yd贸wk膮.
- Reszta dla pani. - Dzi臋kuj臋 pani.
A to dla m艂odego ch贸rzysty.
Dzi臋kuj臋, pani. Dzi臋kuj臋, Ciociu.
Urodzi艂 si臋 偶ydem, ale sta艂 si臋 katolikiem.
Nie chcia艂 by膰 偶ydem?
To nie tak. Nie porzuci艂 religii.
Przyj膮艂 inn膮, rozumiesz?
Nie wstydzi艂 si臋...
Ja chc臋 by膰 偶ydem!
T臋 religi臋 ma si臋 po matce,
a skoro ani twoja matka, ani babka nie s膮 偶yd贸wkami, to b臋dzie trudne.
Sk膮d te pytania?
Tata ch艂opca z g贸ry nie pozwala mu bawi膰 si臋 z takimi jak my.
Obiecaj mi co艣.
Nigdy nie pozwalaj palantom m贸wi膰 ci, kim jeste艣.
Obiecaj.
Obiecuje, 偶e palant nie b臋dzie mi m贸wi艂, kim jestem.
Je艣li chcesz by膰 偶ydem, mo偶esz nim by膰.
Niech ci臋 u艣ciskam!
Wol臋 by膰 偶ydkiem ni偶 偶ydem.
Przykro mi.
Nie pami臋tam.
Nie pami臋tam.
Zapomnia艂em...
Oszaleli!
Chcecie nas wszystkich spali膰?
Prosz臋 zadzwoni膰 po stra偶ak贸w, pani Lahrer!
Przez te barykady troch臋 poczekacie!
Doniesiemy na was!
Rozumie si臋!
To wasza tradycja rodzinna. Jaki ojciec, taki syn!
Co pan sugeruje? Nie rozmawiamy z takimi jak wy!
Wydarzenia maja 1968 przynios艂y rewolucj臋 w rodzinie.
Po raz pierwszy jej rdze艅 zmieni艂 miejsce.
Jej cz艂onkowie uzyskali autonomi臋.
Cho膰 na kilka dni.
- Miejsca nie brakuje. - Tak.
Pod jab艂kami macie jajka na twardo.
Jest pasztet.
Jest piernik, czekolada,
skondensowane mleko dla m艂odego... Macie, co trzeba.
Ciebie brakuje.
Mam co robi膰.
Kto zaopiekuje si臋 domem, gdy nie ma twojej matki?
Nie rozstawali艣my si臋 na d艂u偶ej ni偶 36 godzin.
Prawda.
Kiedy艣 to nast膮pi.
Potraktujmy to jako pr贸b臋 generaln膮.
- Pasy. - Nie!
To bez pas贸w!
Otworz臋 bram臋. Sprawuj si臋!
Wszyscy my艣leli, 偶e po Maju '68 nic we Francji nie b臋dzie takie samo.
Ale wszystko wr贸ci艂o na dawne tory.
Prawie.
Kiedy Stryj M艂odszy zrozumia艂,
偶e tajemniczy m臋偶czyzna, zainteresowany kilkoma obrazami,
by艂 wys艂annikiem Muzeum Pompidou,
zdecydowa艂 o nowej erze artystycznej.
"Nasza era instalacji", jak nazwa艂a j膮 Babka.
Francuzki i Francuzi,
w aktualnych okoliczno艣ciach
nie podam si臋 do dymisji.
Mam mandat narodu.
Wype艂ni臋 go.
Nie zmieni臋
premiera.
- Co za beton! - De Gaulle, do dymisji!
To si臋 nigdy nie sko艅czy.
To ciekawy przyk艂ad dyktatorskiej retoryki.
Przerwa mi臋dzy "Nie zmieni臋" i "premiera"
艣wiadczy o odzyskiwaniu kontroli. Obejmuje niewypowiedziane.
M贸wi: "Jestem g艂osem Francji i jej milczeniem."
Jak w 1940. Wyb贸r stacji tak偶e ma znaczenie.
"Jestem obecno艣ci膮 Francji, ale tak偶e jej nieobecno艣ci膮."
Nic nie umyka wypowiedzi de Gaulle'a.
Lingwistyka sta艂a si臋 wa偶n膮 dyscyplin膮, daj膮c swym piewcom status idoli,
zanim upodobanie do j臋zyka ust膮pi艂o zainteresowaniu komunikacj膮.
I to jest obrzydliwe.
Co znaczy "obrzydliwe"?
Szybciej, szybciej.
Czuj臋 zapach 艣wie偶ego cia艂ka!
To jest obrzydliwe.
To nie demokracja. A w rodzinie czy偶 nie wybieracie,
co zjecie na obiad albo o kt贸rej wstaniecie w niedziel臋?
W niedziel臋 o si贸dmej rano, bo musz臋 i艣膰 na msz臋.
- Tata ci ka偶e? - Nie, B贸g.
Doko艅cz臋. Napij si臋 kawy.
Dzi臋kuj臋, to mi艂e.
To jest demokracja.
Nie mie膰 pana i w艂adcy i decydowa膰 za siebie.
- Idziesz? - Mo偶e jutro.
Mam artyku艂 do sko艅czenia.
Powiedz ojcu: "Tato, jestem wolny.
Nie mam pana ani w艂adcy."
ODESSA 6
Pomy艣lmy... Je艣li akumulator to serce,
cylindry to jelita,
wydech to odbyt
i najpierw prycha艂, a potem stan膮艂,
mo偶na pomy艣le膰...
Co艣 tu 艣mierdzi.
Mo偶na pomy艣le膰,
偶e mamy przesrane.
C贸偶...
Mo偶e si臋 zamienimy?
Nie, to ja mia艂em zabra膰 j膮 do Odessy.
Nie biegnij. Przewr贸cisz si臋.
Musia艂o si臋 tu wiele zmieni膰 od jej czas贸w.
To prawie sto lat.
To co opowiada艂a ci prababcia mog艂o by膰 jedynie...
- W jej wyobra藕ni. - Tak.
Dobrze jest mie膰 wyobra藕ni臋.
Dzi臋ki niej mo偶na doda膰 偶yciu tego, czego mo偶e mu brakowa膰.
- I to staje si臋 marzeniem? - Tak.
Tak to ju偶 jest.
Zastanawiam si臋, czy id膮c dalej nie ryzykujemy zbyt wiele...
Bo dowiemy si臋, czy Dawna Kraina mia艂a racj臋, czy nie.
Rozumiesz?
Wi臋c jechali艣my na darmo?
Chcesz, bym da艂 ci rad臋,
jak to robi膮 dziadkowie dla swoich wnuk贸w?
W 偶yciu najwa偶niejsze jest mie膰 cel
i robi膰 wszystko, by go osi膮gn膮膰.
Jednocze艣nie z tak膮 sam膮 moc膮
musisz do niego nie dochodzi膰. Wiesz dlaczego?
By nie mie膰 arogancji zwyci臋zc贸w
i pogardy dla przegranych.
Arogancja to...
Brak wyobra藕ni.
Co z ni膮 zrobimy?
Mo偶emy zabra膰 j膮 tam,
na t臋 ma艂膮 g贸rk臋.
艁adnie, prawda?
Jak spojrzy na wsch贸d, zobaczy Odess臋.
A jak spojrzy na zach贸d, mo偶e dojrzy Francj臋 i jej Pary偶.
Ta rodzina ma oczywi艣cie nazwisko.
Gdyby zapyta膰, sk膮d pochodz膮,
odpowiedz膮: "Z Odessy".
To ich prawda.
A tak偶e moja.
Nic doda膰, nic uj膮膰.
Nie p臋d藕 tak!
3, 4...
Michelowi
W UKRYCIU
Lu藕no inspirowane powie艣ci膮 Christophe'a Boltanskiego
Film Lionela Baiera
T艂umaczenie: 艁ukasz Kanafa
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.