All language subtitles for Franz.2025.MULTi.2160p.WEB-DL.HEVC.H.265.DDP5.1-LEX.mkv.pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Gdy Brod przedstawi艂 mi Franza, sta艂o si臋 co艣 zaskakuj膮cego.

Nim u艣cisn膮艂 mi d艂o艅, sk艂oni艂 si臋 w tak niezr臋czny spos贸b,

偶e jego w艂osy dotkn臋艂y mego czo艂a.

By艂 pierwsz膮 osob膮, kt贸ra nie traktowa艂a mnie inaczej.

Cho膰 wiedzia艂, 偶e nie widz臋.

-Mia艂a艣 nie nosi膰 moich rzeczy. -To moja suknia.

Kupi艂am j膮 zesz艂ego lata.

Franz,

wiesz co?

Zawrzemy uk艂ad. Zostaniesz tu,

p贸ki si臋 nie uspokoisz i nie zrozumiesz,

偶e musimy si臋 wyspa膰. Nikt za nas nie otworzy rano sklepu. Zachowuj si臋

jak m臋偶czyzna, to b臋dziesz m贸g艂 wr贸ci膰 do naszej sypialni. Zgoda?

Nie mo偶emy zostawi膰 go na dworze.

Troch臋 strachu dobrze mu zrobi.

FRANZ KAFKA

Ksi臋偶yc wisia艂 ju偶 do艣膰 wysoko.

Przejecha艂 w贸z pocztowy oblany jego 艣wiat艂em. Powia艂

s艂aby wiatr. Czu膰 go by艂o nawet w grobie.

-A w pobli偶u... -Co za chamstwo!

-zacz膮艂 szumie膰 las. -Bezczelno艣膰! Rozumiesz?!

Proletariacka pazerno艣膰.

Ci wyrachowani Czesi!

Uspok贸j si臋. Jeszcze si臋 pochorujesz.

Od dawna jestem chory przez tego lewackiego 艂ajdaka!

-Co si臋 sta艂o, tato? -Kierownik sklepu wym贸wi艂.

-Znowu? -Niech idzie do diab艂a!

Chce wi臋cej pieni臋dzy?

Wi臋cej to mo偶e dosta膰 tylko kopniak贸w w ty艂ek!

Kasl nam贸wi艂 sprzedawc贸w, by przenie艣li si臋 z nim

do sklepu na Vinohradach.

-Ju偶 nikt nam nie zosta艂. -Franz?

Pos艂uchaj...

Jutro pojedziesz do Radotina i przekonasz ksi臋gowego Pinka,

-by wycofa艂 wym贸wienie. -Jutro?

Nastrasz go, 偶e p贸jd臋 do s膮du, je艣li w poniedzia艂ek nie zjawi si臋

w sklepie. Bez ksi臋gowego b臋dziemy za艂atwieni.

Ale ja...

Jutro Franz ma odczyt w Stowarzyszeniu Urz臋dnik贸w.

-Jaki odczyt? -Daj spok贸j.

Chcesz powiedzie膰, 偶e twoja pisanina jest wa偶niejsza

-od przetrwania firmy?! -Oczywi艣cie, 偶e nie.

Zaproszono go razem z Maksem i Werflem.

To nieistotne.

-Przygotowywa艂e艣 si臋 ca艂y tydzie艅. -Ottla, zamilcz.

-Nie mo偶esz teraz odwo艂a膰. -呕e te偶 musz臋 to prze偶ywa膰.

Widzisz? Twoje dzieci!

Wypruwamy sobie 偶y艂y,

by mia艂y lepiej, ale kiedy raz mog膮 pom贸c, odwracaj膮 si臋 od nas

-plecami. -M贸wi艂em, 偶e p贸jd臋 do ksi臋gowego.

-Nie mo偶esz. -Ottla, do pokoju.

Takiego syna 偶yczy艂by sobie ka偶dy ojciec.

-Porozmawiam z ni膮. -R贸wnie dobrze mo偶na m贸wi膰 do 艣ciany.

U艣miech!

Gdy zobaczysz

gr臋 Icchaka, zrozumiesz. To nie jest zwyk艂y teatr, tylko objawienie

-dotycz膮ce natury my艣lenia. -呕ydowskiego?

Te偶.

Pokazuje, co zostawili艣my za sob膮, by艣my zrozumieli, dok膮d chcemy i艣膰.

I przy okazji jest to znakomita rozrywka.

-Nie znasz jidysz. Tak jak ja. -Taki spektakl rozumie si臋 sercem.

Poratuj膮 pa艅stwo koron膮? Od trzech dni nie jad艂em.

-Dam mu co艣. -Przecie偶 zarabiam.

-Mam dwie korony. Wyda pan? -Niby co?

Przecie偶 chcia艂 pan koron臋.

Tak... Nie mam wyda膰.

-To prosz臋 odda膰 monet臋. -Co?

Pieni膮dze.

Znajd臋 koron臋.

Dostanie j膮, jak odda moje dwie korony. Poprosz臋.

-Da艂 mi je pan. -Koron臋.

-Dw贸jaka. Szanowna pani widzia艂a. -Niech zatrzyma dwukoron贸wk臋.

Nie!

Dlaczego? To b臋dzie podw贸jnie dobry uczynek.

Musi bra膰 odpowiedzialno艣膰 za to, co m贸wi. Jak my wszyscy.

Chcia艂 pan koron臋, a ja da艂em panu dwie!

Ma pan mi zwr贸ci膰 reszt臋!

S艂owa maj膮 wyj膮tkow膮 i niepodwa偶aln膮 wag臋.

Franz...

Tak m贸wi Biblia.

Czemu nikt nie rozumie, ile znaczy s艂owo?

Dlaczego?

Jeszcze tyle pragn臋 wam powiedzie膰.

A jednak

mog臋 to zawrze膰 w jednym, jedynym s艂owie.

Abnegacja!

To w艂a艣nie nap臋dza cia艂o do dzia艂ania.

Krzyk w kierunku Boga,

偶e jeste艣my gotowi.

Ja jestem gotowy.

Dziesi臋膰 dni w tej klatce to dopiero pocz膮tek.

Sztuka ascezy zaczyna si臋 dopiero w pi臋tnastym.

Po dwudziestu dniach otwieraj膮 si臋 bramy niebios,

ale dopiero po czterdziestu

wychodzisz ze swojego cia艂a i zaczynasz naprawd臋 widzie膰.

Dostrzegasz 艣wiat

w jego pierwotnej postaci,

w jakiej B贸g powierzy艂 go ludzko艣ci.

Wszyscy zostali stworzeni tak, by pozna膰 prawd臋.

Ka偶dy!

Nawet ty.

Franz?!

Szybciej!

Franz!

No, dziewcz臋ta, jeszcze troch臋!

Pchajcie!

-Prosz臋 pana? -Wszystko w porz膮dku?

To by艂 normalny, zdrowy

ch艂opak. Przyje偶d偶a艂 do mnie do Trestu na wakacje.

Interesowa艂 si臋 wszystkim, co nowoczesne. Mawia艂:

"Wujku, musisz i艣膰 z duchem czasu. Albo przegrasz".

To przez niego sprzeda艂em bryczk臋 i kupi艂em t臋 piekieln膮 maszyn臋.

To by艂 inny Franz od tego, kt贸ry w Pradze wkuwa艂 paragrafy.

My艣l臋, 偶e u mnie czu艂 si臋... szcz臋艣liwy.

-Dzie艅 dobry. -Witam.

Szybko. Czekaj膮 na ciebie ju偶 10 minut.

Bardzo przepraszam. W艂a艣ciciel fabryki mnie zatrzyma艂.

Mo偶emy zaczyna膰.

Szanowny panie dyrektorze generalny,

prosz臋 pozwoli膰, 偶e przedstawi臋 aplikant贸w: Krausa, Zenkla i Kafk臋.

Dyrektor Marschner zarekomendowa艂 ich do awansu na stanowisko

-zast臋pcy sekretarza. -Dzi臋kuj臋.

Panowie, Zak艂ad Ubezpiecze艅 Robotnik贸w od Wypadk贸w

to najwi臋ksza tego typu instytucja

w Kr贸lestwie Czech i w ca艂ym

cesarstwie.

Nie tylko tu, w Wiedniu, ale te偶 w ca艂ym kraju

wida膰 wyra藕nie, 偶e obowi膮zkowe ubezpieczenie

pracownik贸w

to najwa偶niejszy krok naprz贸d w dziedzinie ubezpiecze艅,

jaki poczynili艣my w ostatnich dekadach.

Przepraszam.

Jednocze艣nie nale偶y podkre艣li膰,

偶e ewidencja i prowadzenie poszczeg贸lnych spraw

wymaga niestrudzonego zaanga偶owania

naszych najlepszych i najbystrzejszych umys艂贸w.

Przepraszam. Prosz臋 mi wybaczy膰.

-Kafka? -P贸jd臋 po niego.

Nies艂ychane.

Bardzo mi przykro. Prosz臋 o wybaczenie.

Je艣li chc膮

si臋 pa艅stwo spotka膰 z dr. Kafk膮, prosz臋 ustali膰 termin

z jego sekretarzem. A je偶eli chodzi o jego pomys艂y dotycz膮ce

bezpiecze艅stwa pracy, prosz臋 si臋 zwr贸ci膰 do Urz臋du Patentowego.

Mo偶esz si臋 po艣pieszy膰?

Niewidomy t臋skni za r贸wnin膮.

Pust膮 r贸wnin膮.

Franz te偶 jest nieco 艣lepy,

cho膰 nie straci艂 wzroku.

Jakby po omacku obija si臋 o rzeczy i ludzi.

Nie rozumie ich.

Franz?!

Dopiero gdy ich sobie wyobrazi, zmaterializuje w my艣lach,

wtedy ich pojmuje.

Na sw贸j spos贸b.

Ju偶 chcia艂em i艣膰 do parku.

Trzy razy z rz臋du umy艂em r臋ce.

W ko艅cu co艣 si臋 dzieje.

Skupia si臋 tylko na sobie.

Ogl膮da si臋 z ka偶dej strony

jak much臋 pod mikroskopem.

I z dum膮 nam opowiada, czego si臋 o sobie dowiedzia艂.

No c贸偶...

W艂a艣ciwie to kochany z niego ch艂opak.

Musi tylko wreszcie poj膮膰, czego w艂a艣ciwie chce.

A potem b臋dziemy mogli si臋 po艣mia膰 z jego wybryk贸w.

"Wa偶ki u naszych st贸p odpoczywa艂y.

Ich skrzyd艂a w s艂o艅cu b艂yszcz膮ce, jak najdalej od 艣ciany gor膮cej.

Mia艂y nas mie膰 za kwiaty czy ska艂y?

W g贸rze wi艂a si臋 droga ca艂a w wapiennym pyle,

wypalonym na bia艂o przez s艂o艅ce. Ci臋偶kie grona ku nam wisz膮ce,

ch艂贸d z winnicy jak kobieta kusi艂 nas wytrwa艂y".

Niez艂e.

-Napisa艂em to dla ciebie. -Serio?

Najlepszy z dwudziestu jeden, kt贸re wydam u Fleischela w Berlinie.

Opublikowa艂e艣 ju偶 udan膮 powie艣膰. Pisujesz wiersze i artyku艂y.

A ty wreszcie co艣 sko艅czy艂e艣?

-Nie. -Jasne, 偶e tak.

Poka偶.

Nie musisz czyta膰.

To znaczy mam, czy nie mam?

To brednie. Musisz przyzna膰, 偶e tak jest.

Chwila... Chcesz, 偶ebym przeczyta艂 tw贸j tekst

i uzna艂 go za bzdury. Zgadza si臋?

Nie musisz go czyta膰.

Franz,

nikt tak pi臋knie jak ty nie potrafi opisa膰 steku bzdur.

-Mo偶e zrezygnujmy. -Trzymaj tempo a偶 do Wyszehradu.

"To szczeg贸lny aparat", rzek艂 oficer do podr贸偶uj膮cego badacza

-i spojrza艂... -Franz?

M贸w g艂o艣niej. G艂o艣niej.

"I spojrza艂 z pewnym zdumieniem na znany mu przyrz膮d. Zdawa艂o si臋,

偶e tylko z grzeczno艣ci przyj膮艂 zaproszenie komendanta,

kt贸ry poprosi艂 go o obecno艣膰 przy egzekucji 偶o艂nierza,

skazanego za niesubordynacj臋 i obraz臋 zwierzchnika".

Nie wiem, czy kto艣 ju偶

wyja艣ni艂 panu dzia艂anie aparatu.

To wynalazek naszego poprzedniego komendanta.

Urz膮dzenie ca艂ej kolonii karnej to jego dzie艂o. S艂ysza艂 pan o nim?

Aparat sk艂ada si臋 z trzech cz臋艣ci.

Dolna to "艂贸偶ko",

g贸rna to "rysownik",

-a ta ruchoma to "brona". -Czym zawini艂 ten cz艂owiek?

Spa艂 na s艂u偶bie.

Mia艂 obowi膮zek wstawa膰 przy ka偶dym uderzeniu zegara

i salutowa膰 przed drzwiami kapitana.

Niezbyt trudne zadanie, jednak konieczne.

A kara?

Lekka.

Tre艣膰 rozkazu, kt贸rego nie wykona艂,

urz膮dzenie wypisze mu na plecach.

-Zna wyrok? -Nie ma takiej potrzeby.

Do艣wiadczy go na w艂asnej sk贸rze.

Jasny szlag!

-Prosz臋 si臋 odsun膮膰. -"To wina nowego komendanta.

Maszyna przypomina艂a chlew. A t艂umaczy艂em im godzinami,

偶e dzie艅 przed egzekucj膮 skazanemu nie wolno dawa膰 nic

-do jedzenia. -D艂uga ig艂a

pisze, a z kr贸tkiej tryska woda, by napis

by艂 wyra藕ny.

Po dw贸ch godzinach usuwa si臋 filcowy klin,

bo skazaniec nie ma ju偶 si艂y krzycze膰.

Ch臋tnie si臋 temu przygl膮dam.

A co potem?

To wszystko. W ko艅cu brona przebija skazanego na wylot

i wyrzuca na ziemi臋.

Dawniej

ca艂a dolina by艂a pe艂na ludzi,

rozbrzmiewa艂y fanfary, zjawia艂y si臋 damy w kapeluszach,

a z przodu, by mog艂y wszystko zobaczy膰, siedzia艂y dzieci.

Pe艂ni臋 w kolonii karnej funkcj臋 s臋dziego mimo m艂odego wieku.

Pomaga艂em by艂emu komendantowi w sprawach karnych

i najlepiej znam aparat. Kieruje mn膮 zasada,

偶e wina musi by膰 bezsporna. Inne s膮dy jej nie stosuj膮,

bo orzekaj膮 zbiorowo i maj膮 nad sob膮 wy偶sze instancje.

Tu tak nie jest, a przynajmniej nie by艂o za poprzedniego komendanta".

Mog臋 powiedzie膰 panu co艣 w zaufaniu?

Knuj膮 przeciw mnie.

Znam nowego komendanta.

Od razu zrozumia艂em, co pragn膮艂 osi膮gn膮膰, zapraszaj膮c pana.

Chce pozna膰 pa艅skie zdanie. Pan, dajmy na to powie:

"W naszym kraju mamy inne kary poza kar膮 艣mierci, a tortury"...

Przecenia pan moje wp艂ywy. Nie jestem ekspertem.

-Pomo偶e mi pan przekona膰 komendanta? -Nie. Jestem

przeciwnikiem takiej kary.

Zatem ju偶 czas.

呕egnam.

Pu艣膰 go!

Spu艣膰.

To by艂o wspania艂e.

"W mroku przekl臋tej nocy onej

poca艂unkami diab艂a naznaczonej"...

Pocz膮tkowo by艂em w艣ciek艂y. Jakby najgorszy ucze艅 z ostatniej 艂awki

wsta艂 i poucza艂 mnie, nauczyciela.

Cz艂owiek chcia艂by go uciszy膰, ale im d艂u偶ej ch艂opak m贸wi艂,

tym wyra藕niej by艂o wida膰, 偶e jednym zdaniem wyra偶a to,

co mnie zaj臋艂oby kilkana艣cie stron.

Czu艂em jednocze艣nie odraz臋 i podziw.

Gdyby chodzi艂o o Werfla albo Bauma, nigdy bym si臋 do nich nie odezwa艂.

Ale Franza... nie da艂o si臋 nienawidzi膰.

Mia艂 w sobie niewinny urok m臋czennika.

Nie akceptuj臋 tego, 偶e艣 ateista, bo w膮tpisz w istnienie Boga.

W膮tpliwo艣ci dane s膮 przez Niego. By odrzuci膰 wiar臋, trzeba j膮 mie膰.

Wielu ludzi j膮 straci艂o, wcze艣niej jej nie maj膮c.

Anachronizm. Jak B贸g wymy艣li艂 co艣 takiego?

Sercem.

Wed艂ug Kierkegaarda to w膮tpliwo艣ci wygrywaj膮 z wiar膮, a nie odwrotnie.

Kierkegaard to stary gl臋da. Oszala艂, bo nie 艣wieci u niego s艂o艅ce.

呕adna religia nie kwestionuje swojego Boga. K艂ad藕 si臋.

W膮tpliwo艣ci nie bardzo da si臋 przybi膰 do krzy偶a.

Chodzi mu o to, 偶e nie wolno myli膰 wiary z 艂atwowierno艣ci膮.

Za takie gadanie sto lat temu sp艂on膮艂by艣 na stosie.

Ja sam.

Chod藕 ju偶.

Pom贸c ci?

Sens le偶y w poszukiwaniu Boga, a nie w jego znalezieniu.

Po艂贸偶 si臋 na boku.

Spro艣no艣ci s膮 dodatkowo p艂atne.

Jak ci na imi臋?

Roza.

Sk膮d jeste艣?

Pos艂uchaj...

To nie jest przes艂uchanie. Je艣li nie chcesz tego robi膰

i tak nie oddam ci pieni臋dzy.

Czemu tak si臋 na mnie gapisz?

To mi艂e...

Nie przestawaj.

Cisza...

Mam milcze膰?

Zabrali mi cisz臋.

-Sp贸藕nimy si臋, Franzi. -Co robi膮?

-Mierz膮. -Dlaczego?

-By wszystko wyburzy膰? -Czemu?

By zbudowa膰 tu nowe miasto. Tak pi臋kne jak Pary偶.

-A gdzie b臋dziemy mieszka膰? -W Pradze b臋d膮 mieszka膰 tylko Czesi.

-Czemu? -Nikt tu nie chce Niemc贸w ani 呕yd贸w.

-Tata na to nie pozwoli. Powiem mu. -A ja mu powiem, co o nim m贸wisz,

-gdy my艣lisz, 偶e nikt nie s艂yszy. -Nie mo偶esz.

Dzie艅 dobry. Dodzwoni艂e艣 si臋 do Muzeum Franza Kafki w Pradze.

Aby wybra膰 angielski, powiedz "one".

By wybra膰 niemiecki - "zwei", by wybra膰 japo艅ski - "san".

-One. -Dzi臋kuj臋.

By zam贸wi膰 bilety, powiedz "bilet", by kupi膰 pami膮tki,

powiedz "pami膮tka", je艣li chcesz osobi艣cie spotka膰 si臋 z Kafk膮,

powiedz - "Franz".

Co si臋 sta艂o?

Przemy艣la艂em to i na pocz膮tek nie damy "Drzew" tylko "M臋ki".

-Damy "Dzieci na drodze". -Infantylny tekst. Wykre艣li艂em go.

Max?

Franz, Felice. Felice, Franz.

Pan jest tym geniuszem, na kt贸rego czekali艣my?

Nie... On przyjdzie p贸藕niej.

-Jestem kuzynk膮 Maksa. -Drugiego stopnia.

Jedzie do krewnych na W臋gry i szcz臋艣ciem znalaz艂a dla mnie dzie艅.

Rzadko si臋 widujemy.

S艂ysza艂am, 偶e wydajecie razem ksi膮偶k臋.

-To w艂a艣ciwie eksperyment. -O czym piszecie?

Franz jest pisarzem, kt贸ry woli milcze膰.

Ja natomiast m贸wi臋 za du偶o.

Mo偶e je艣li nie przestaniesz, uda ci si臋

go obudzi膰.

-Mog臋? -Tak.

-Czyta艂 pan Herzla? -Pobie偶nie.

Nasz Kafka unika wszystkiego, co cho膰by troch臋 tr膮ci synagog膮.

-Ucz臋 si臋 troch臋 hebrajskiego. -I ja. Od trzech lat. Na powa偶nie.

"Przesz艂o艣膰 do droga do przysz艂o艣ci".

Pa艅skie "troch臋" jest wi臋cej warte ni偶 moje "na powa偶nie".

Herzl bardzo zrozumiale t艂umaczy, czemu ludzie nienawidz膮 呕yd贸w.

-Doprawdy? -Wszystko przez to,

偶e nie mamy w艂asnego pa艅stwa. Pa艅stwo to to偶samo艣膰.

A nar贸d bez to偶samo艣ci zawsze stanowi problem.

S艂uchaj uwa偶nie. W Berlinie s膮 bardziej post臋powi ni偶 tu.

Na lito艣膰 bosk膮! Co to by艂o?

Tu rozwi膮zujemy problem 偶ydowski, wyburzaj膮c po艂ow臋 miasta.

Przebudowa getta uczyni z Pragi klejnocik. Franz jest staro艣wiecki.

Przeciwnie. Niech nie zostanie tu kamie艅 na kamieniu.

-Czemu? -Mo偶e wtedy

znajd臋 si艂臋, by st膮d odej艣膰.

"Rozwa偶ania" pisa艂 dwa lata 'i nie m贸g艂 sko艅czy膰.

Gdy pozna艂 Felice, nabra艂 wiatru w 偶agle.

W kilka miesi臋cy napisa艂 "Wyrok", "Palacza", a potem zacz膮艂

prac臋 nad "Przemian膮".

Nagle by艂 w stanie przeku膰 w膮tpliwo艣ci w s艂owa.

Istniej膮 tylko dwa grzechy, z kt贸rych wynikaj膮 pozosta艂e:

niecierpliwo艣膰 i oboj臋tno艣膰.

Przez niecierpliwo艣膰 wygnano ludzi z raju,

a oboj臋tno艣膰 sprawia, 偶e tam nie wr贸c膮.

-B贸g to panu powiedzia艂? -Nie.

On wie, 偶e istnieje tylko jeden grzech - niecierpliwo艣膰.

Przez ni膮 zostali艣my wygnani i przez ni膮 nie wracamy do raju.

To bardzo ciekawe.

Ci膮gle do niej pisa艂. W pierwszym roku

dwa, trzy listy dziennie. Jej matka udawa艂a,

偶e z艂o艣ci j膮 ta relacja,

ale chyba w g艂臋bi duszy si臋 cieszy艂a.

Praski urz臋dnik by艂 dobr膮 parti膮 dla biednej panny z Berlina.

Felice powtarza艂a m膮dro艣ci z lektur, a Franz dawa艂 si臋 na to nabra膰.

Mam.

Przepisa艂am to wtedy z pami臋tnika Franza. Z zazdro艣ci.

"Gdy zobaczy艂em j膮 po raz pierwszy, wygl膮da艂a jak s艂u偶膮ca.

Z ko艣cist膮, pust膮 twarz膮, zdradzaj膮c膮 jej powierzchowno艣膰.

Szyj臋 mia艂a ods艂oni臋t膮, bluzk臋 z postawionym ko艂nierzem.

Nos krzywy, jakby z艂amany.

Ciemne, sztywne, nijakie w艂osy i mocno cofni臋ty podbr贸dek".

Opisa艂 j膮 tak dok艂adnie...

Dopiero p贸藕niej zrozumia艂am,

偶e to by艂o wyznanie mi艂o艣ci.

Opr贸偶nijmy magazyn na ty艂ach

sklepu i zacznijmy handlowa膰 tekstyliami na odzie偶 robocz膮.

Znakomity pomys艂.

Odzie偶 robocza do przysz艂o艣膰.

Taki interes jest jak lokomotywa parowa.

Je艣li nie dorzucasz w臋gla do kot艂a, stoisz w miejscu.

Co tam w naszej fabryce?

Franzi?

Mamy nowych kupc贸w na azbest ze wschodnich Czech.

Ch艂opcze, ju偶 czas, by艣 zaj膮艂 si臋 rodzinnym interesem.

Azbest to przysz艂o艣膰.

M贸g艂by艣 okaza膰 cho膰 odrobin臋 zainteresowania?

Zr贸b to mnie.

Powiedz co艣.

艢pi!

Zar臋czy艂em si臋 z Felice.

Naprawd臋?

Braciszek potrafi zaskoczy膰.

Latem poprosz臋 ojca Felice o jej r臋k臋,

a 艣lub mo偶emy wzi膮膰 jesieni膮.

Osobliwe...

Nie przypominam sobie, 偶eby艣 poprosi艂 mnie o pozwolenie.

To sprawa Franza.

Doprawdy?

My艣l臋, 偶e dotyczy ca艂ej rodziny.

Dziewczyna jest biedna jak mysz ko艣cielna.

Felice ci臋偶ko pracuje i ma w艂asne pieni膮dze.

I?

-Ile mo偶e zarobi膰 kobieta? -Wynajmiemy mieszkanie w Berlinie.

Wspania艂y pomys艂.

Nie masz czasu, by pomaga膰 w fabryce.

Opuszczasz si臋 w pracy.

Ale nocami 艣l臋czysz nad t膮 swoj膮 pisanin膮.

Tata tak nie my艣li.

Chcesz si臋 sparzy膰, prosz臋 bardzo.

Tyle razy mnie zawiod艂e艣, 偶e jeden mniej czy wi臋cej nie robi r贸偶nicy.

O偶e艅 si臋 z ni膮.

Zr贸b jej kilka bachor贸w.

B臋d臋 si臋 zachowywa艂 jak prawdziwy dziadek.

Czemu nic nie m贸wi艂e艣?

Pr贸bowa艂aby艣 mi to wyperswadowa膰.

Zgadza si臋.

Szwagrze, witaj w jarzmie ma艂偶e艅skim.

Wkr贸tce zobaczysz, jak ch臋tnie b臋dziesz chodzi膰 do fabryki.

Franz...

W og贸le nie chcia艂 jej odwiedza膰.

Ba艂 si臋 Felice.

Kocha艂 j膮 tylko na papierze. Tam by艂a idealna.

Fizycznie i psychicznie. Ale gdy tylko

si臋 widywali, dostawa艂 straszliwej migreny.

Panie Kafka?!

Drugie pi臋tro.

Franz?!

-S膮 ludzie od przeprowadzki. -Nareszcie.

Zobaczymy, jak d艂ugo szanowny pan wytrzyma bez s艂u偶by.

Za艂o偶臋 si臋, 偶e przed niedziel膮 wr贸cisz z podkulonym ogonem.

Zobaczymy...

Pami臋taj,

偶e do kolacji siadamy o 贸smej.

I ubieraj si臋 jak nale偶y.

Sam sobie poradz臋.

-Teraz zakr臋camy. -Dobra.

Zaczekaj...

Dzi臋kuj臋.

Nareszcie cisza.

Prosz臋 si臋 nie zatrzymywa膰. Za nami idzie kolejna grupa.

Tu widzimy

pok贸j i biurko Kafki,

przy kt贸rym napisa艂 wi臋kszo艣膰 list贸w i arcydzie艂.

Tu znajduje si臋 ponad 11 tys. list贸w.

Tak膮 hipotetyczn膮 liczb臋 m贸g艂 napisa膰

-podczas 25 lat aktywno艣ci tw贸rczej. -Nie u偶ywa艂 maszyny do pisania?

U偶ywa艂 tylko pi贸ra. Tak膮 mia艂 zasad臋.

Pisywa艂 jeden do trzech list贸w dziennie. Liczb臋 znak贸w

mo偶na by zmie艣ci膰 w czterech mailach lub tuzinie wpis贸w na Twitterze.

Z dzisiejszej perspektywy trzeba go uzna膰 za osob臋 towarzysk膮.

A fakt, 偶e wola艂 korespondencj臋 od spotka艅 osobistych,

czyni z niego osob臋 skrojon膮 pod trzecie tysi膮clecie.

Listami anonsuje swe przybycie i inicjuje fikcyjny

oraz wyobra偶ony ruch. Wysy艂ka listu, jego droga

oraz czynno艣ci listonosza zast臋puj膮 spotkanie.

Przyk艂ad kafkowskiej mi艂o艣ci: m臋偶czyzna zakochuje si臋

w kobiecie, kt贸r膮 widzia艂 raz. Pisze listy, ale nie przyje偶d偶a.

W dzie艅 po zerwaniu, gdy dostaje ostatni list, policzkuje listonosza.

Ciuciubabko, kr臋膰 si臋 kr臋膰. Z艂ap nas, je艣li masz ch臋膰!

U艣miech!

Ciuciubabko, kr臋膰 si臋 kr臋膰. Z艂ap nas, je艣li masz ch臋膰.

Franz, gdzie jestem?

Nigdy mnie nie znajdziesz.

Gdzie jestem?

Franz, znajd藕 mnie.

Gdzie mog臋 by膰?

Poszukaj mnie.

Elli!

Vali!

Elli!

Vali!

Sk膮d si臋 bierze to robactwo?

Parlograf sk艂ada si臋 cylindra pokrytego woskiem,

ig艂y i nap臋du elektrycznego. Rejestruje g艂os m贸wi膮cej osoby.

Niewiarygodne. Wyobra藕 sobie, jakie to otwiera mo偶liwo艣ci.

Nie mog臋 napisa膰 ci listu, wi臋c dyktuj臋 wiadomo艣膰.

Nie masz czasu ods艂ucha膰, wi臋c maszyna do pisania

pod艂膮czona do parlografu spisuje j膮 i zostawia na biurku.

Albo przed p贸j艣ciem spa膰 mo偶esz pos艂ucha膰 mego g艂osu.

Mo偶na by tak po艂膮czy膰 ka偶dego z ka偶dym.

-Mo偶e pewnego dnia tak b臋dzie. -Na pewno.

Nie chcesz spyta膰, jak min臋艂a mi podr贸偶?

Wybacz. Dure艅 ze mnie. Jak min臋艂a podr贸偶, ukochana?

Mo偶e powinnam pojecha膰 prosto do Berlina, jak sugerowa艂e艣.

Pomy艣la艂em, 偶e jad膮c do Pragi, nadk艂adasz drogi.

Franz?

Jeste艣my zar臋czeni. Przyje偶d偶aj膮c do ciebie nie nadk艂adam drogi.

Nie wiesz nawet, jaki jestem szcz臋艣liwy.

Rodzice chc膮, by艣 poprosi艂 o moj膮 r臋k臋 w Berlinie.

Nie sta膰 ich na wyjazd do Pragi.

Znalaz艂am kilka hoteli na przedmie艣ciach,

mam nadziej臋, 偶e na kiesze艅 twoich rodzic贸w.

-Dosta艂a艣 egzemplarz "Rozwa偶a艅"? -Tak.

Wys艂a艂am list z podzi臋kowaniem.

Naturalnie. Napisa艂a艣, 偶e mi dzi臋kujesz.

-Jeste艣 na mnie z艂y? -Ja?

Nie... Czemu mia艂bym by膰 z艂y?

Podobno sprzedano ju偶 dziesi臋膰 egzemplarzy.

Dziewi臋膰 z nich kupi艂em sam. Ciekawi mnie, kto ma dziesi膮ty.

Franz?

Felice?

Jestem przekonany,

偶e si臋 panu u nas spodoba.

Powr贸t do natury.

To motto, kt贸rym si臋 tu wszyscy kierujemy.

Chcemy przywr贸ci膰 naszym go艣ciom rado艣膰 z obcowania z natur膮.

I z w艂asnymi cia艂ami.

Zak艂adam, 偶e w艂a艣nie dlatego wybra艂 pan Jungborn.

Wkr贸tce si臋 偶eni臋.

Gratuluj臋.

Ale niestety jestem pow艣ci膮gliwy w kwestiach cielesnych.

W takim razie znalaz艂 si臋 pan w idealnym dla siebie miejscu.

Prosz臋 si臋 nie obawia膰.

Nasze sanatorium zmieni pana

na lepsze.

Raz, dwa,

raz dwa...

Do kl臋ku podpartego!

Raz, dwa...

-Mog臋 w czym艣 pom贸c? -Pan Kafka?

T臋dy. Pierwsze pi臋tro.

-Szukam dr. Kafk臋. -Jest tam.

Wszystko w porz膮dku?

Jak najlepszym. Nie s艂ysza艂a pani o Jorgenie Muellerze?

-Nie. A powinnam? -Te 膰wiczenia s膮 dobre na kr膮偶enie

-i pomagaj膮 na b贸le g艂owy. -Podobnie jak lekarze.

Zarabiaj膮 na chorobach. Czemu mieliby je leczy膰?

Felice m贸wi艂a, 偶e jest pan my艣licielem.

-Felice? -Nie przedstawi艂am si臋.

Grete Bloch, przyby艂am na targi fonograficzne. Felice prosi艂a,

-bym z panem pogada艂a. -Ze mn膮? O czym?

Oczywi艣cie o panu.

Idziemy?

-Naturalnie. -Dobrze.

-Naprawd臋 nic pan nie zam贸wi? -Unikam s艂odyczy.

Podobno jest pan te偶 wegetarianinem.

-Ma pani co艣 przeciw? -Nie.

Antropozofia g艂osi, 偶e zwierz臋ta maj膮 dusze.

W pewnym sensie unikam kanibalizmu.

Felice obawia si臋, 偶e pana urazi艂a.

Czemu mi tego nie napisa艂a?

Nie znam innej kobiety

tak idealnie pasuj膮cej do s艂ynnego pisarza.

Chyba mnie pani z kim艣 myli.

-Czyta艂am pa艅sk膮 proz臋, doktorze. -Wol臋 "Franz".

W studiu naszej firmy nagrywamy mn贸stwo tytu艂贸w:

Doeblina, Dostojewskiego, Manna...

Teksty Kafki by艂yby dla nas zaszczytem.

Przesadza pani.

-Przy pana "Requiem" si臋 pop艂aka艂am. -To napisa艂 Rilke.

Przepraszam.

P贸jdzie pani ze mn膮 do kina?

Nie podoba si臋 panu?

Wr臋cz przeciwnie.

Wygl膮daj膮 jak rodzice Felice.

Bzdura.

Co za skandaliczny pomys艂.

Kilka lat p贸藕niej Grete zasugerowa艂a w li艣cie,

偶e Kafka mo偶e by膰 ojcem jej dziecka. Franz? To niedorzeczne.

Napisa艂a, 偶e w 1914 urodzi艂a ch艂opca i da艂a mu na imi臋...

Marcel.

Martin.

Na imi臋 mia艂 Martin.

Skoro tak twierdzisz, skarbie...

Korespondowali ze sob膮,

to jest bezsprzeczne,

ale 偶eby mia艂 j膮 kiedykolwiek dotkn膮膰. Nie do pomy艣lenia.

Szybko!

Masz szcz臋艣cie, 偶e niegrzecznie jest wygrywa膰 z go艣ciem.

Dlaczego si臋 nie o偶eni艂e艣?

A czemu mia艂bym si臋 偶eni膰?

Rozejrzyj si臋.

To pi臋kno, perfekcja, harmonia...

Mia艂bym to psu膰 czym艣 tak niedoskona艂ym jak ma艂偶e艅stwo?

Franz, nie s艂uchaj mnie. O偶enek to co艣 normalnego.

Gdyby wszyscy my艣leli jak ja, ludzko艣膰 by wymar艂a.

Mo偶e tak by艂oby lepiej.

Chod藕. Co艣 ci poka偶臋.

Wskakuj.

Z 偶yciem. Nie chcesz chyba, by wujek z ma艂ego miasteczka ci臋 przegoni艂.

Chod藕.

Co to?

Wejd藕.

Usi膮d藕.

P贸艂tora tysi膮ca obrot贸w na minut臋.

Chcesz tu otworzy膰 izb臋 tortur?

Chc臋 leczy膰 ludziom z臋by.

Nie wiem czemu, ale w Czechach wszystko szybciej si臋 psuje.

Ale najwa偶niejsza jest zasada dzia艂ania tego urz膮dzenia.

Odrobina b贸lu pozwala unikn膮膰 wielkiego cierpienia.

Tak samo funkcjonuje ma艂偶e艅stwo.

A co harmoni膮?

Nie艂atwo jest by膰 samemu.

Wiem co艣 o tym.

A teraz sprawdzimy, co u ciebie.

Otw贸rz usta.

-Dzie艅 dobry panu. -Dzie艅 dobry.

Nie wystawiaj d艂oni.

Dobrze. Jak 偶aba.

Franz?

Chod藕, marynarzu.

Zobaczysz, 偶e razem damy rad臋.

Dzi艣 b臋dziesz p艂ywa膰 sam.

Jeste艣 chudy jak bezpa艅ski kundel.

Musisz je艣膰 wi臋cej mi臋sa.

Inaczej dziewczyny b臋d膮 patrze膰 tylko na mnie.

Tak...

Dobrze.

Witam pana. Przepraszam, mam mokre r臋ce.

-Pami臋tasz, jak si臋 przywi膮za膰? -Ju偶 tego nie potrzebuje.

Tylko trzy razy pr贸bowa艂 na g艂臋bokiej wodzie.

I tyle wystarczy. Nikt nie trzyma艂 mnie na dr膮gu, a p艂ywam jak ryba.

Franzi, poka偶 im, 偶e jeste艣 moim synem.

Nie! Prosz臋, nie!

Nie!

Nie...

Da sobie rad臋.

Prosz臋 za mn膮.

W miejscowej kronice czytamy, 偶e w latach 1900-1917

Kafka odwiedza艂 k膮pielisko w Cernosicach

nawet dziesi臋膰 razy w miesi膮cach letnich. By艂 dobrym p艂ywakiem.

Wygrzewa艂 si臋 na s艂o艅cu zawsze w tym samym miejscu.

W艂a艣nie tutaj.

Dlaczego?

Do dzisiaj pozostaje to zagadk膮.

Je艣li kto艣 chce wypr贸bowa膰 to miejsce,

mo偶e kupi膰 ode mnie jednorazowy r臋cznik za 2 euro.

Kochana Grete, my艣l臋 o pani ka偶dego dnia.

Z pani przybyciem otworzy艂a si臋 miedzy mn膮 a Felice

nieznana przepa艣膰. T臋skni臋 za snem r贸wnie mocno jak za pani widokiem.

I na koniec ten zwrot akcji. Nigdy nie czyta艂em czego艣 takiego.

-W tamtej chwili ci臋 nie znosi艂em. -Przykro mi.

Zastanawia艂em si臋, jak mo偶esz mi to robi膰. I kto zechce to przeczyta膰?

Gdy Georg w ko艅cu wskoczy艂 do rzeki, jak kaza艂 mu ojciec, wrzasn膮艂em.

-Serio? -Tak! "Niech to cholera!"

-Krzykn膮艂em. -Jest niewidomy.

Margarete musia艂a mnie uspokaja膰 i czyta膰 jeszcze kilka razy,

-a偶 zrozumia艂em. -Co?

-呕e Georg jest winny. -Czyli zako艅czenie by艂o zasadne?

Jest winien, bo wszystko robi tak, jak trzeba.

Post臋puje dobrze i to czyni go winnym. Jak nas wszystkich.

Tak czy siak, uwa偶am,

偶e "Wyrok" to najlepsza rzecz, jak膮 napisa艂e艣.

A ten kolor?

Pi臋kny. Pasuje ci do oczu.

Petr nie lubi jedwabiu.

A niby czemu?

Nie podoba mu si臋, 偶e produkuj膮 go owady.

A mleko mu nie przeszkadza, skoro produkuj膮 je krowy?

Powiedz mu, 偶e to szyfon. I tak si臋 nie pozna.

Poprosz臋 dwa metry.

Oczywi艣cie.

Pochowa艂am dw贸ch synk贸w.

Dlatego Franz musi znosi膰 obawy moje i Hermanna.

Czasami wyobra偶am sobie,

jakby to by艂o, gdyby moi mali ch艂opcy nadal 偶yli.

Franz mia艂by towarzyszy zabaw.

Nauczy艂by si臋 bi膰 i mocowa膰.

Jak inni ch艂opcy w jego wieku.

M贸g艂by nawet zosta膰 pisarzem.

Mo偶e by膰 o 10 centymetr贸w wi臋cej?

Niech b臋dzie.

Jak mo偶na by膰 takim durniem?!

Przyj膮艂e艣 weksel na tak wysok膮 kwot臋 bez por臋czyciela?

-Wygl膮da艂 na prawdziwy. -To bezwarto艣ciowy 艣wistek.

-Kto ci go da艂?! -W艂a艣ciwie to...

-Jak wygl膮da艂?! -M贸wi艂, 偶e jest z Linzu.

-Z Linzu? -Tak.

Wiesz, ile b臋dzie mnie kosztowa膰 twoja g艂upota?!

-Mo偶e bank go zrealizuje? -Wygl膮dam na oszusta?!

-Nie. -Co si臋 sta艂o?

Precz!

My艣l臋, 偶e ma艂偶e艅stwo dobrze mu zrobi.

Dzi臋kuj臋.

Nie 偶a艂uj mi.

Nie chc臋 mi臋sa.

To dawaj.

Po艣wi臋c臋 si臋.

Hermann?

Nie, dzi臋kuj臋.

Przyszed艂 telegram od Felice. Zam贸wi艂a nocleg w Askanischer Hof.

Poci膮gi Kilonia-Berlin kursuj膮 codziennie rano.

-Mo偶na to zgra膰 z powrotem ciotki. -Fakt.

Ty nie jedziesz?

Kto艣 musi zosta膰 w sklepie.

Ottla ma racj臋. Tak b臋dzie lepiej.

Mo偶esz w ko艅cu po艂kn膮膰?

Zr贸b to dla mnie.

Dok艂adne prze偶uwanie wspiera trawienie.

Dlatego godzinami przesiadujesz w ust臋pie?

Hermannie, jemy.

Przecie偶 to prawda!

Ju偶 zaczynam by膰 ciekaw porz膮dk贸w w twoim nowym domu.

Gdyby Felice

ju偶 teraz nie by艂a taka 艣wi臋ta, za艂o偶臋 si臋,

偶e sko艅czy艂aby jako m臋czennica.

Franz b臋dzie dobry m臋偶em.

Takim jak ty.

"Jezu", krzykn臋艂a i zakry艂a twarz fartuchem.

Ale ju偶 go nie by艂o. Wyskoczy艂 z bramy

i pop臋dzi艂 przez jezdni臋 do wody.

Ju偶 z艂apa艂 za por臋cz, jak g艂odny chwyta jedzenie.

Przefrun膮艂 nad ni膮 jak 艣wietny gimnastyk,

kt贸rym, ku dumie rodzic贸w, kiedy艣 by艂.

Jeszcze si臋 trzyma艂 s艂abn膮cymi d艂o艅mi,

gdy mi臋dzy pr臋tami dostrzeg艂 omnibus, kt贸ry zag艂uszy艂by

jego upadek. Zawo艂a艂 cicho: "Drodzy rodzice,

zawsze was kocha艂em". I spad艂.

W tej chwili mostem jecha艂 nieko艅cz膮cy si臋 sznur pojazd贸w.

-Poka偶esz mu? -Nie.

Wol臋 tego nie robi膰. Dzi臋kuj臋 za kolacj臋.

Nie pisz zn贸w przez ca艂膮 noc.

Franz?!

Dobrze.

Wyda艂 powie艣膰.

To tylko nowela.

Wspania艂a nowina.

Gratulacje.

Tato?

W Wiedniu mo偶na obstawia膰, czy wojna zacznie si臋 ju偶 w jesieni膮.

Mo偶e, chro艅 nas przed wojn膮.

Po艂贸偶 mi na szafce nocnej.

WERDYKT

Chc臋 w tym tygodniu wybra膰 kilka mebli.

Jak sobie 偶yczysz.

Co艣 jasnego. Mieszkanie jest na parterze. Mo偶e z rattanu?

Co s膮dzisz o stylu Biedermeier? Wygodniejszy od nowoczesnych mebli.

Jeszcze o tym nie my艣la艂em.

A tapety?

Franz?

-Franz? -Tak?

Do kuchni wybra艂abym ciemniejsze barwy.

Mo偶e ochr臋 z kilkoma plamami czerwieni.

Ale sypialnia i przedpok贸j powinny by膰 ja艣niejsze.

A pok贸j dzieci臋cy chcia艂bym pomalowa膰 na bia艂o.

To najweselszy kolor dla dziecka.

Erna?

My艣la艂am, 偶e przyje偶d偶asz wieczorem!

Nie mog艂am d艂u偶ej czeka膰, siostrzyczko.

Tak si臋 cieszy艂am na nasze spotkanie.

-Pi臋knie wygl膮dasz. -Serio?

Prze艣licznie.

Franz, sp贸jrz...

Moje panie...

Ciesz臋 si臋, 偶e mnie przy tym nie by艂o.

Panna Bloch chcia艂a chyba zwr贸ci膰 Franzowi listy i po艂o偶y艂a je

w jego pokoju. Przypadkowo znalaz艂a je Felice.

Franz ba艂 si臋,

偶e zostanie zamkni臋ty w mieszkaniu

z kobiet膮, kt贸r膮 od miesi臋cy sobie tylko wyobra偶a艂.

Mi臋dzy marzeniami a rzeczywisto艣ci膮 jest jednak r贸偶nica.

Franz sam da艂 jej te listy. Jestem tego pewna.

Mia艂a prawo wiedzie膰, co naprawd臋 o niej my艣li.

Nie mog艂am dopu艣ci膰, by wysz艂a za kogo艣, kto do innej kobiety

pisa艂 o niej takie rzeczy, jak Franz do mnie.

Felice?

Rodzice czekaj膮.

Co si臋 sta艂o?

Nie wstyd ci?

Nie rozumiem...

On nie rozumie. Chce si臋 o偶eni膰 z moj膮 siostr膮, ale pragnie innej.

-Erno... -Nie pisz do mnie wi臋cej.

Mo偶esz mi to wyja艣ni膰?

Bola艂a ci臋 g艂owa.

Nie mog艂e艣 spa膰.

A potem zacz膮艂e艣 pisa膰 do mojej najlepszej przyjaci贸艂ki?

Bo moje listy ci臋 nudz膮?

Moja g艂upia gadanina o tapetach i meblach?

Jestem tylko g艂upim stworzonkiem, p艂aszcz膮cym si臋

przed wielkim my艣licielem? Tak?

Dlatego zas艂u偶y艂am sobie na twoje drwiny?

Niech pan jej powie, 偶e nigdy o tym nie my艣leli艣my.

-呕e nie o to nam chodzi艂o. -Kto w to uwierzy?

-Erno, twoje zdanie ju偶 znamy. -Uwierz mi, prosz臋.

B臋d臋 najszcz臋艣liwsza, je艣li Franz si臋 z tob膮 o偶eni.

Na twoim miejscu da艂abym jej w twarz.

Powinnam.

Ale nie mam czasu na szukanie nowej najlepszej przyjaci贸艂ki.

Ani nowego narzeczonego.

Powiedzia艂e艣, 偶e rodzice na nas czekaj膮?

Erno...

Ja bym mu nie wybaczy艂a.

To spory kawa艂ek drogi.

-Jak d艂ugo trwa艂a podr贸偶 z Pragi? -Przyjechali艣my dzi艣 z Kilonii.

Odwiedzili艣my tam rodzin臋.

Nareszcie! Ju偶 prawie sko艅czy艂y si臋 nam tematy do rozmowy.

-Gdzie Grete? -殴le si臋 poczu艂a.

-Sp贸藕nili艣my si臋 z powodu... -Mojej fryzury. Przepraszam.

Franz?

Drodzy rodzice, kochani krewni, przyjaciele...

Ukochana Felice...

Zaprosili艣my was tu dzisiaj, by og艂osi膰 radosn膮 wiadomo艣膰,

偶e wkr贸tce nasze narzecze艅stwo si臋 zako艅czy.

Alleluja!

Nie jest tajemnic膮,

偶e kaza艂em Felice czeka膰 zbyt d艂ugo i tym j膮 zrani艂em.

Nie tylko j膮.

Przyczyn膮 tej zw艂oki by艂a, jakby to uj膮艂 m贸j ojciec,

-moja niezdecydowana natura. -Raczej niezno艣na.

Fakt.

Dlatego ufam, 偶e moja decyzja przyniesie wam ulg臋.

Podj膮艂em j膮 w najg艂臋bszym przekonaniu,

偶e w tej sytuacji to jedyny s艂uszny krok.

Wznie艣cie kieliszki

i wypijcie ze mn膮 za zerwanie naszych zar臋czyn.

Kto艣 taki jak ja

nie zas艂uguje na tak wspania艂膮 istot臋 jak ty, Felice.

Mam nadziej臋, 偶e mi wybaczycie.

Felice...

Idziemy.

Adolf Meier zast膮pi艂 ostatnio termin "melancholia"

terminem "depresja". Z 艂aciny "depressio" czyli "przygniata膰".

Prosz臋 wyplu膰.

Chodzi o strach, kt贸ry przyt艂acza.

Freud zakrzykn膮艂by, 偶e za tym, co dzieje si臋 z Franzem,

stoi Hermann i ten ich rodzinny cyrk. Prosz臋 otworzy膰.

Ale uwa偶am, 偶e sam tego chcia艂.

Wybra艂 to.

Jak gdy wchodzisz w ciemno艣膰 i czekasz, a偶 oczy przywykn膮.

-Tak b臋dzie lepiej dla wszystkich. -Nie powiniene艣 si臋 cieszy膰,

-偶e idziesz na wojn臋. -M贸wi膮, 偶e do zimy si臋 sko艅czy.

Ch艂opak ma racj臋. Dyscyplina nikomu nie zaszkodzi艂a.

Pisz do nas.

Franz?

Ten dure艅 w kalesonach,

kt贸ry ca艂y czas, przewraca si臋 w 艂贸偶ku...

To ja. Tak?

Przeczyta艂e艣 "Wyrok"?

Pisz do nas.

Franz?

Zachowuj si臋 tam jak m臋偶czyzna. Nie przynie艣 nam wstydu.

Oczy - niebieskie.

Zdolny do s艂u偶by.

Nast臋pny!

Wzrost?

182.

Waga?

64.

-Wiek? -30 lat.

-Oczy? -Szare.

Na lewo.

Zdolny do s艂u偶by.

Nast臋pny!

Na kr贸tko mi 艣cieli

moje pi臋kne w艂osy.

Na kolana mi spada艂y, jak pod ostrzem kosy.

Moja mama i ma luba

szlochem si臋 zanios艂y.

Mo偶e by艂o odwrotnie?

Mo偶e to Franz opu艣ci艂 ojca?

Do ko艅ca 偶ycia pozosta艂 ch艂opcem, kt贸ry zabrania艂 sobie narzeka膰.

Cierpienie...

jako nowy punkt widzenia.

Typowe dla niego.

Przepraszam... Elsa, moja 偶ona.

Jutro spr贸bujemy wyjecha膰 z kraju.

Perspektywa 艣mierci by艂a dla niego kusz膮ca. Uwa偶a艂,

偶e zawi贸d艂 jako syn, m臋偶czyzna i pisarz.

Postanowi艂 odnie艣膰 sukces jako ofiara.

Te publikacje analizuj膮 tw贸rczo艣膰 Kafki z perspektywy:

religijnej, filozoficznej, filologicznej

i semantycznej. Walter Benjamin,

Albert Camus, Hannah Arendt, Foucault, Blanchot, Adorno, Derrida

i nasz Milan Kundera.

Tu s膮 biografie.

A tutaj mo偶ecie obejrze膰 te dzie艂a Kafki, kt贸re Max Brod

w roku 1939 przewi贸z艂 z Europy do Palestyny.

Ca艂y 艣wiat jest mu wdzi臋czny za to, 偶e nie spe艂ni艂 ostatniej woli Kafki.

-Miros, wsta艅! Co ty wyprawiasz? -Dzi臋kuj臋.

R贸wnie偶 za to, 偶e nie spali艂 wszystkich r臋kopis贸w.

Jeszcze co艣, co 艂atwo zapami臋ta膰. Stosunek s艂贸w napisanych przez Kafk臋

do s艂贸w napisanych o Kafce jest jak jeden do 10 milion贸w.

Nie藕le. Co?

Dzie艅 dobry.

Moje nazwisko - Kafka. Jestem ojcem.

Chc臋 porozmawia膰 z dyrektorem.

Kafka?!

Kafka?!

-Melduj臋 si臋! -Pakuj rzeczy!

-Wieczorem opuszczasz koszary. -S艂ucham?

No ju偶!

Nie macie prawa. Zaci膮gn膮艂em si臋, by broni膰 monarchii

i honoru cesarza.

Niewiele mog臋 poradzi膰.

-Zosta艂em powo艂any. -A teraz odwo艂any.

Dlaczego?

Ka偶dy idiota mo偶e 艂adowa膰

dzia艂a, ale dobrego szefa dzia艂u szuka艂bym latami.

-Nasza firma pana potrzebuje. -Zn贸w si臋 zaci膮gn臋.

Pa艅ska sprawa. Ale p贸ki jestem dyrektorem

tego urz臋du, b臋dzie pan s艂u偶y艂 monarchii tutaj.

I zapewniam, 偶e wojna tu pana znajdzie. Jak nas wszystkich.

Wym贸wi臋 w Zak艂adzie Ubezpiecze艅.

艢mier膰 nie zrobi z ciebie bohatera.

Ale brak l臋ku przed ni膮 to pierwszy krok na drodze do o艣wiecenia.

Bzdura.

Gdyby艣 nie 偶y艂, nie t臋skni艂by艣 za tym wszystkim?

Praga jest jak kochanka ze szponami. Gdy raz ci臋 z艂apie, ju偶 nie pu艣ci.

Zdejmij p艂aszcz. Ciep艂o tu.

Kto tu mieszka?

Wynaj臋艂am to mieszkanie.

To m贸j Josef.

Otylka ci膮gle o panu m贸wi.

-Tw贸j? -Josef te偶 pracuje w ubezpieczeniach,

-ale jego nikt nie wykupi ze s艂u偶by. -Pu艣cili pana?

Ma pan szcz臋艣cie. Z Galicji nadchodz膮 z艂e wie艣ci.

-Niech pan siada. -Jest pan w og贸le 呕ydem?

Co powie ojciec na wie艣膰 o tym, 偶e prowadzasz si臋 z gojem?

Udzieli nam b艂ogos艂awie艅stwa. Na tym polega tw贸j problem.

Zadajesz mn贸stwo pyta艅, ale nie chcesz pozna膰 odpowiedzi.

Kocham Josefa. Nikt mi go nie zabierze.

Nikt.

Czy偶 nie jest wspania艂a?

Franz?

Jaka cisza...

"Ale i drugie uniewinnienie nie jest ostateczne", powiedzia艂 K.

i odwr贸ci艂 g艂ow臋. "Jasne, 偶e nie", odpar艂 malarz. "Potem nast臋puje

trzecie aresztowanie i tak dalej.

Na tym polega tzw. pozorne uniewinnienie". K milcza艂.

"Najwyra藕niej nie wydaje si臋 panu korzystne", rzek艂 malarz.

"Mo偶e bardziej przemawia do pana przewlekanie sprawy?

Wyja艣ni膰, na czym polega"?

K. kiwn膮艂 g艂ow膮. Malarz wygodnie rozsiad艂 si臋 w fotelu,

w艂o偶y艂 r臋k臋 pod rozpi臋t膮 koszul臋 nocn膮 i g艂adzi艂 si臋 po torsie".

To Pollack. Zawsze pojawia si臋 w najlepszym momencie.

-To jest 艣wietne. -Mam nadziej臋, 偶e si臋 nie sp贸藕ni艂em.

Dzi臋kuj臋.

Podsumowuj膮c wszystko, jakby chcia艂 natchn膮膰 K. otuch膮 na drog臋

do domu, rzek艂: "Obie metody 艂膮czy to,

偶e zapobiegaj膮 skazaniu oskar偶onego".

"Zapobiegaj膮 te偶 uniewinnieniu", szepn膮艂 K., jakby wstydzi艂 si臋,

偶e to poj膮艂".

To na razie tyle.

Wspania艂e.

-Jak si臋 ko艅czy? -To oczywiste.

Proces od pocz膮tku by艂 pomy艂k膮. A ci durnie b臋d膮

cz臋艣ci膮 moralnego zwyci臋stwa K. nad systemem.

Widz臋 to inaczej. Zbytnio upraszczasz.

To znaczy?

Proces czy nie,

wszyscy staj膮 si臋 odpowiedzialni.

Perspektywa, Franz.

Tak... Odpowiedzialno艣膰. Perspektywa i odpowiedzialno艣膰.

Przemy艣l to.

Chod藕 tu.

Twoje zdrowie, Franz!

Siostra Kafki wynaj臋艂a ten dom na pocz膮tku I wojny 艣wiatowej.

Kafka tworzy艂 tu dwa lata i uko艅czy艂 niekt贸re arcydzie艂a.

Niestety w艂a艣ciciele nie przed艂u偶yli umowy najmu.

Patrzcie.

G艂owa mierzy 12 metr贸w i jest wi臋ksza od g艂owy Statui Wolno艣ci.

Sk艂ada si臋 z 42 obrotowych paneli i wa偶y 39 ton.

Panele nap臋dza 21 silnik贸w elektrycznych.

To najwi臋ksze popiersie Kafki na 艣wiecie.

Franz jada艂 tu przez p贸艂 roku, gdy pisa艂 sw膮 s艂awn膮 powie艣膰

"Ameryka". Jako wegetarianin

uwa偶a艂, 偶e wo艂owina powinna pochodzi膰 od kr贸w

pas膮cych si臋 na g贸rskich 艂膮kach. Chcecie zje艣膰 to, co Kafka?

Macie okazj臋. Przepis jest ten sam od stu lat.

-Kto si臋 przy艂膮czy? -Ja.

-I frytki. -Jasne. Kafka uwielbia艂 ziemniaki.

Czemu kolacja nie jest gotowa?

Franz?

M贸g艂by艣 podej艣膰...

Co艣 tu...

Bez inwestycji fabryka nie przetrwa.

Dobrze si臋 czujesz?

Sprzedajemy teraz azbest poni偶ej warto艣ci.

Musia艂em ci powiedzie膰.

Ja te偶 trac臋 moje udzia艂y.

Pomy艣la艂em,

偶e ty mu to powiesz.

Jako jego syn.

Franz?

Nie!

Nie b臋d臋 tego jad艂. Nie jestem psem!

Przemierzy艂am p贸艂 miasta. Nie mo偶na dosta膰 wo艂owiny.

To nie znaczy, 偶e mamy je艣膰 szczury!

-To kr贸lik. -Widzia艂a艣 jego futro? Co?

Nie, bo go nie by艂o. To jest szczur.

-To ma艂y kr贸lik. -B臋dziesz mnie poucza膰?!

Prosz臋 mi wybaczy膰.

Hermannie, mamy wojn臋.

Wszystko jest na kartki, a my jednak jemy mi臋so.

Jeste艣my szcz臋艣ciarzami.

Mamy kolejnego m膮dral臋. Chod藕 tu, Franz.

Co to? Kr贸lik czy szczur?

Krzy偶贸wka kota i owcy.

Bardzo zabawne.

Cierpi臋 na gru藕lic臋.

S艂ucham?

Co?

Do u艣pienia pacjenta u偶ywamy maski oddechowej Ombredanne'a.

Niestety dzia艂anie eteru u pacjent贸w z zapaleniem p艂uc jest ograniczone.

Dlatego 艂膮czymy go z prokain膮.

Spokojnie. Wszystko b臋dzie dobrze.

Wi臋cej eteru.

Wywo艂ana odma prowadzi do zapadni臋cia si臋 p艂uca dotkni臋tego kawern膮,

a nast臋pnie do bliznowacenia.

Po艣wi臋cenie p艂uca pacjenta

to dla lekarza trudna decyzja,

ale 偶ycie jest wa偶niejsze.

Pacjent Kafka zosta艂 przyj臋ty do kliniki w Wiedniu

z post臋puj膮c膮 gru藕lic膮 krtani. Znieczulenie nerwu krtaniowego

zawiod艂o. Pacjent nie by艂 w stanie znie艣膰 laryngoskopii.

Odm贸wi艂 dalszych zabieg贸w. Terapia paliatywna

wstrzykni臋ciami alkoholu w krta艅.

Szansa na wyleczenie: nie wi臋cej ni偶 5 procent.

Lekarz m贸wi, 偶e to ci臋 wzmocni.

Przynajmniej spr贸buj.

Przestan臋 je艣膰 mi臋so zamiast ciebie.

Zgoda? I wszystko si臋 wyr贸wna.

-Zanios臋 walizk臋 do hotelu. -Jestem um贸wiony.

Prosz臋... Jestem tu najta艅sza.

Niech pani zaczeka!

-Prosz臋 odda膰 walizk臋. Musz臋 wr贸ci膰. -Nie ma co si臋 ba膰. Jestem 艣wietna.

To absurd.

Je艣li ja nie przet艂umacz臋 pana dzie艂, kto艣 inny mo偶e je zmasakrowa膰.

Madame Milena?

Nie pami臋ta pan? Poznali艣my si臋 w Arco.

-Nosi艂a pani te kolorowe szale. -A teraz nosz臋 walizki.

M贸wi pan po czesku?

Pisz臋 po niemiecku, ale czeski jest mi bliski.

-Prosz臋. -Co to?

Przek艂ad pierwszych stron "Palacza". Prosi艂am Broda,

by wybra艂 najlepiej pisz膮cych po niemiecku w Pradze.

-Wie pan, co mi przys艂a艂? -Max jak zwykle przesadza.

Swoje ksi膮偶ki. Oraz "Palacza" i "Koloni臋 karn膮".

Przet艂umacz臋 pana teksty, nawet je艣li si臋 pan nie zgodzi.

Pani Mileno?

Nie powinno si臋 kra艣膰 kwiat贸w z cmentarza.

Raczej nie powinno si臋 ich tam k艂a艣膰.

Marnuj膮 si臋 na tych, kt贸rzy i tak ich nie doceni膮.

A ja kocham kwiaty.

I chc臋, by by艂o tu by艂o mi艂o.

-Nie rozbierze si臋 pan? -Ja?

Jest pan przemoczony. Przezi臋bi si臋 pan.

-Pani m膮偶 to m贸j przyjaciel. -Widzi pan? Mamy wiele wsp贸lnego.

Prosz臋 si臋 nie obawia膰.

Nie przyjdzie tu.

Ma swoje zaj臋cia, o kt贸rych nie musz臋 wiedzie膰.

Ma艂偶e艅stwo to...

skomplikowana i m臋tna instytucja.

Kto jest pana ulubionym czeskim pisarzem?

Jedno nazwisko.

Pani Pollakova...

Tylko jedno nazwisko.

Nie jestem wielkim znawc膮.

Prosz臋 spr贸bowa膰.

Czy艅 diab艂u dobrze, a piek艂em ci wynagrodzi.

Tak to ju偶 jest na tym 艣wiecie. Jeden odchodzi, drugi przychodzi.

Nemcova. Widzi pan? Zn贸w si臋 zgadzamy.

艁膮czy poetycko艣膰 czeskiego z si艂膮 niemieckiego czasownika

na ko艅cu zdania. W ten spos贸b tworzy nowy styl.

Jest pan niezwykle inspiruj膮cy.

I ma pan pi臋kne r臋ce.

Raczej leniwe.

Jest pan dla nich zbyt surowy.

Wie pan, 偶e przed 艣mierci膮

znikaj膮 linie papilarne?

Serio? Dlaczego?

By da艂o si臋 rozpozna膰 cz艂owieka w niebie.

A jak rozpoznaj膮 nas w piekle?

Akt seksualny stanowi艂 dla Franza kar臋 za szcz臋艣cie.

P贸ki nie pozna艂 Mileny.

Zar贸wno Felice jak i Franzowi brakowa艂o do艣wiadczenia.

Ale Milena by艂a atrakcyjn膮 i niezwykle inteligentn膮 kobiet膮.

Nawet ja przez chwil臋 wierzy艂am, 偶e zatrzyma chorob臋 Franza.

Josef?

-Gdzie dziewczynki? -U moich rodzic贸w.

Z艂o偶y艂e艣 pozew?

Otylko, nie musimy si臋 rozwodzi膰.

Mo偶emy zaczeka膰.

-To by艂 tw贸j pomys艂. -Wiem.

My艣la艂em, 偶e tak b臋dzie najlepiej dla wszystkich. Dla dziewczynek.

I b臋dzie.

To nie mo偶e d艂ugo trwa膰. Potem wszystko ci wynagrodz臋.

Jeste艣 zm臋czony?

Mia艂a艣 takie wra偶enie?

Nie.

B臋dziesz moj膮 terapi膮.

Emerytowany urz臋dnik cierpi膮cy na gru藕lic臋 i migreny,

z obsesyjnym przekonaniem, 偶e nie mo偶e 偶y膰 bez pisania,

prosi m艂od膮, zdrow膮 kobiet臋, by wraz z nim zniszczy艂a sobie 偶ycie.

Nigdy nie powiedzia艂e艣 mi tak wiele jednym ci膮giem.

Pojed藕 ze mn膮 do Pragi.

Razem wybierzemy meble i tapety do jadalni.

Przepraszam.

Nic nie szkodzi.

Co ma by膰?

Prosz臋 pana?

Chc臋 wys艂a膰 telegram do Wiednia.

"Droga Mileno, niestety dzisiaj nie przyjad臋".

Dlaczego?

To dla mnie zbyt wiele.

Mo偶e usun膮膰 zwrot grzeczno艣ciowy i ten fragment?

I tak ka偶dy to zrozumie.

Jasne.

Tutaj do cz艂owieka szybko dociera warto艣膰 pojedynczego s艂owa.

Napiszemy:

"Nie przyjad臋"?

Nie przyjad臋.

Wio!

Wio!

Wi艣ta wio!

"Drogi doktorze, drogi Maksie.

Nie wiem, co zrobi膰. Jestem w desperacji.

To moja wina, czy nie moja?

Tylko prosz臋

bez pociesze艅 i zapewnie艅, 偶e nikt nie zawini艂.

Gdybym wtedy pojecha艂a z nim do Pragi,

da艂abym, mu szans臋 na to, by 偶y艂.

Ale ja...

nie by艂am w stanie odej艣膰 od m臋偶a.

Je艣li jest prawd膮,

偶e ka偶dy na ziemi jak膮艣 rol臋 do odegrania,

ja swoj膮 odegra艂em

wr臋cz fatalnie.

Dzi臋kuj臋.

Klienci wstaj膮 o si贸dmej.

艢niadanie podajemy na tarasie, obiad jest o 13.00.

Kolacj臋 jemy wsp贸lnie o 19.30.

Zabiegi lecznicze odbywaj膮 si臋 przez ca艂y dzie艅.

Po podwieczorku

zalecamy pobyt na powietrzu.

Pok贸j b臋dzie wkr贸tce gotowy.

Gdyby pan czego艣 potrzebowa艂, wystarczy zadzwoni膰.

Przepraszam.

Musz臋 dwa razy dziennie na艣wietla膰 wrzody przez p贸艂 godziny.

Ciekawi to pana?

Soczewka skupia promienie s艂oneczne na oknie

i odbija je tak, 偶e wpadaj膮 prosto do gard艂a. O tak.

Chce pan spr贸bowa膰?

Nie, dzi臋kuj臋.

Jest pan tu nowy?

Co panu zalecili?

S艂oneczne k膮piele? Zimne powietrze? P艂ukanki, inhalacje?

Mi臋so.

呕artowni艣 z pana.

Jeszcze miesi膮c temu by艂em zdrowy jak byk.

A teraz karmi膮 mnie owsiank膮.

Bez obaw, przyjacielu.

P贸jdzie to szybciej, ni偶 pan my艣li.

-Mog臋? -Naturalnie.

Pan doktor

by艂 mi winien 190 koron za czynsz,

kolejne 12 za pr膮d

i 7 za gaz.

-Reszty nie trzeba. -Dzi臋kuj臋 szanownemu panu.

Co teraz?

Prosz臋 zaczeka膰 na zewn膮trz.

Mamy te偶 innych klient贸w.

Wynocha!

Id藕 do diab艂a!

Prosz臋 zacz膮膰, gdy b臋dzie pani gotowa.

Chyba 偶aden pisarz w XX w. nie wp艂yn膮艂 tak g艂臋boko

na spos贸b my艣lenia i pisania ni偶 Franz Kafka.

Dlaczego?

My艣l臋, 偶e nikt tak naprawd臋 tego nie wie.

A wed艂ug pani?

Tw贸rczo艣膰 Kafki jest zamkni臋ta a klucz zabra艂 ze sob膮.

Nie wiemy.

Zgadza si臋.

Ma pan zapalniczk臋?

-Masz zapa艂ki? -Nie.

-Zapa艂ki? -Nie mam.

Zapa艂ki?

-Idzie do nas. -Nic nie m贸w.

Zostaw to mnie.

-Ma pan zapa艂ki? -Jasne.

M臋偶czy藕ni znaj膮 si臋 na tym, co wa偶ne.

Natomiast na ca艂ej reszcie znamy si臋 my.

Dzi臋kuj臋.

Prosz臋 je zatrzyma膰.

Idziemy.

呕YDOM WST臉P WZBRONIONY

Z komina s膮siedniego domu wylecia艂 ptaszek.

Podskoczy艂 kilka razy na kraw臋dzi

komina, rozejrza艂 si臋,

rozpostar艂 skrzyde艂ka i odlecia艂.

To nie by艂 zwyk艂y ptaszek.

Nie m贸g艂 by膰, skoro wylecia艂 z komina.

Z okna na pierwszym pi臋trze

wyjrza艂a ma艂a dziewczynka, zobaczy艂a ptaka i zawo艂a艂a:

"Tam leci".

By zam贸wi膰 bilety, powiedz "bilet", by kupi膰 pami膮tki,

powiedz "pami膮tka", je艣li chcesz osobi艣cie spotka膰 si臋 z Kafk膮,

-powiedz: "Franz". -Franz.

Ch艂odny i surowy jest ten dzie艅.

Ch艂odny i surowy jest ten dzie艅.

Chmury mr贸z 艣ciska,

wieje, wieje wietrzysko.

Ludzie zamarzaj膮, ich kroki

na kocich 艂bach metalicznie

pobrzmiewaj膮,

a oczy dostrzegaj膮

rozleg艂e bia艂e jeziora.

Rozleg艂e bia艂e jeziora.

W roli tytu艂owej:

W pozosta艂ych rolach:

Re偶yseria:

Scenariusz:

Zdj臋cia:

Muzyka:

Wersja polska: CANAL+ Tekst: Iwona Iwa艅ska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.