Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku. mandazji humor贸w.
S艂owa dekretu postrzegam jako kolejny krok do dzia艂a艅 godz膮cych w
kresie.
Zagra偶aj膮cych niezale偶no艣ci ksi臋stwa 艢widnickiego.
Dlatego prosz臋 was, chcia艂bym...
Chcia艂bym... Nie, jako艣 inaczej.
Piotrze, napisz co艣 w rodzaju o
wi臋zach przyja藕ni, jakie 艂膮cz膮 mnie z Ludwikiem i Tesbachem.
A wi臋zy rodzinne? O nich te偶 wspomnie膰? Koniecznie. I wr贸膰 do mnie, jak
sko艅czysz.
Wolko, wiem, 偶e jeste艣 zaj臋ty.
Od kilku nocy nie 艣pi臋.
Ja te偶.
Utrzyma艂 ci臋ctwo, Agnieszko.
Jeszcze si臋 nie podda艂em.
Wiem.
Teraz kolejny ruch.
Nale偶y do Kazimierza.
Wiele od niego zale偶y.
Ale ja przychodz臋 z inn膮 spraw膮.
Boj臋 si臋 o Ann臋. O Ann臋?
Jest taka wra偶liwa, a pojecha艂a sama w daleki 艣wiat.
Ale Anna nie jest sama.
Ma Ilz臋, ma s艂ugi.
To dla niej szansa, wiem.
Ale mam czarne my艣li. 呕wieta zajmie si臋 ni膮.
Wisach podkre艣la艂a to wielokrotnie. To inny 艣wiat, inne zwyczaje. Przywyknij do
tego. Moja male艅ka czuje si臋 obco i ja na to pozwoli艂am.
Ciii!
Nie fracuj si臋.
A Anna wcale nie jest taka ma艂a i krucha, jak ci si臋 zdaje.
Poradzi sobie.
To dlaczego nie mamy stamt膮d 偶adnych wie艣ci?
Mieli wys艂a膰 go艅ca i nic. El偶bieta nie napisa艂a ani s艂owa. To z艂y znak.
Ju偶 my艣la艂am, 偶e Ci臋 zgubi艂am.
Uwa偶aj, bo zniszczysz sukni臋.
Pos艂uchaj, jak pi臋knie graj膮.
Nigdy nie s艂ysza艂am tylu d藕wi臋k贸w na raz.
Co by sobie pomy艣la艂a kr贸lowa, jakby Ci臋 zobaczy艂a tak膮 rozbrykan膮?
M贸wi艂am Ci, 偶e masz si臋 zachowywa膰 godnie, 偶eby nie przynie艣膰 wstydu
艢widnicy i ksi臋偶nej Agnieszce.
A kiedy kr贸lowa mnie przyjmie?
Lec膮 nam sta膰.
A powiesz mi, jaka ona jest?
Nie mog臋 si臋 doczeka膰.
Podobno i Maja wpadnie do sobie r贸wnych.
Podobnie jak jej m膮dro艣膰.
Pobo偶no艣膰 i uroda.
To prawda, 偶e nie ma kilku palc贸w?
Ludwiku, wreszcie dotar艂a艣.
Ciebie r贸wnie偶 dobrze widzie膰, matko.
Wspaniale si臋 odpisa艂e艣.
Opanowa艂e艣 kr贸lestwo.
Ba艂am si臋, 偶e nie wr贸cisz stamt膮d jak Andrzej. Ale jestem.
Nie musisz si臋 o mnie martwi膰.
Ukara艂em winnych. Cz臋艣膰 wzi膮艂em do niewoli.
A ona?
Joanna wraz z nowym m臋偶em zbieg艂a do Awinia.
Papie偶 ukrywa morderc贸w mojego syna?
Tylko udaje, 偶e jest bezstronny. Jednak papie偶... Teraz liczy si臋 tylko to, 偶e
wr贸ci艂a艣.
B臋dziemy mogli razem powita膰 ksi臋偶niczk臋 艣widnick膮.
Przyznaj, matko, zawsze chcia艂a艣 mie膰 c贸rk臋.
Chcia艂abym m贸c przekaza膰 komu艣 swoj膮 wiedz臋.
Jak to jest by膰 matk膮, 偶on膮 i kr贸low膮.
Nie wiem, jak ci臋 przygotowa膰 na to, co chc臋 ci powiedzie膰.
To dobra wiadomo艣膰.
Ale obawiam si臋, 偶e mo偶e to ustrz膮sn膮膰. Masz zwi膮zek z Andrzejem?
Przywioz艂em. Je艣li to jakie艣 pami膮tki, nie chc臋 ich ogl膮da膰.
Mo偶e przyjdzie na to czas, ale teraz... Przywioz艂em jego syna.
Karola Martera?
Przywioz艂e艣 ma艂ego Karola?
Papie偶 w ko艅cu uleg艂 Twym 偶膮daniom i kaza艂 Joannie wyda膰 ch艂opca.
Agnieszko, Ludwik jest ju偶 kr贸lem, a Stefan nie jest ju偶 dzieckiem.
Jestem przekonany, 偶e Anna b臋dzie oczkiem w g艂owie El偶biety.
El偶bieta musi by膰 dobr膮 matk膮, skoro jej synowie s膮 w ni膮 tak zwi膮zani.
Sama widzisz.
El偶bieta umie wychowywa膰.
Jej synowie mieli najlepszych nauczycieli i wyro艣li na porz膮dnych
Byle tylko p贸藕niej nie wyda艂a Anny do jakiego艣 okrutnika.
Nie chc臋, 偶eby Anna sko艅czy艂a, jak jej syn Andrzej.
Lit do Wittelsbach贸w gotowy, panie.
A mnie wzywa艂a艣, ksi膮偶臋?
Wybacz, Agnieszko.
Doskonale, Peterze.
Znalaz艂e艣 najw艂a艣ciwsze s艂owa. 艢lij.
Jak s膮dzisz, marsza艂ku, czy kr贸l Polski wesprze nasze starania utrzymania
niezale偶no艣ci od Karola Luxemburgiego?
Czy mo偶e po艣wi臋ci nas za dobra swojej polityki?
Dod膮d kr贸l Kazimierz wywi膮zywa艂 si臋 z uk艂ad贸w. Ale nie pom贸g艂 nam, kiedy czysi
atakowali 艢widnice.
M贸g艂 liczy膰 na to, 偶e poradzimy sobie sami.
Nie na tym polega to ju偶.
Ale ostatecznie wkroczy艂 z wojskami na 艢l膮sk. Koalicji nie zerwa艂. Ale zawsze
mo偶e to uczyni膰.
Raz ja, ksi膮偶臋.
Dobrze by艂oby wybada膰, co zamierza kr贸l.
Tylko jak?
Bardzo prosto.
Zaprosimy go do 艢widnicy.
Je艣li odrzuci nasz膮 propozycj臋, b臋dziemy mieli odpowied藕.
Kr贸lu, wybacz.
S艂uga narzeka艂, 偶e nie mo偶e si臋 znale藕膰.
Ju偶 chyba wiem dlaczego.
No, nie b臋d臋 oszukiwa艂, 偶e zajmowa艂y mnie sprawy kr贸lestwa.
Rat jest ten, 偶e mnie nie zwodzi.
Chc臋, 偶eby艣 si臋 rozm贸wi艂 z Czechami.
Ja? B臋dziesz odpowiedzialny za rokowania z nimi.
Pos艂owie ju偶 jechali.
O, Czenko z Lipy, Konrad Falkenhayn.
Widzia艂em.
Podobno znasz Czenka.
Osobi艣cie go wzi膮艂em do niewoli. Dawno pami臋tasz? Stary czasy. Nie m贸g艂 opu艣ci膰
Krakowa, wi臋c upodoba艂 sobie przebywanie w Karsmach.
w obecno艣ci naszych dziewek.
Da si臋 z nim co艣 uzgadni膰?
Rycerz, prosty cz艂owiek, ale dogadamy si臋, kr贸l. I to jest w艂a艣nie twoje
zadanie. Czego mam, kr贸l, 偶膮da膰?
Na razie niech oni m贸wi膮.
Ty milcz albo odpowiadaj og贸lnie.
Wiadomo, jak papie偶 zareagowa艂 na sprawy inkorporacji ksi臋stw 艣l膮skich?
Co przekaza艂 mu legat?
Wezwa艂em suche wilka w tej sprawie.
Mam si臋 upomnie膰 o niezale偶no艣ci ksi臋stwa 艢widnickiego?
W dokumentach Karola nie ma nic. Ani o 艢widnicy, ani o Jaworze.
Sprawd藕, czy jest gotowy licy do Kazimierza i przyprowad藕 do mnie Nicela.
Oczywi艣cie, tylko... Je艣li nadal chc臋 tu wr贸ci膰.
A ty, panie?
Nikol ma znajomo艣ci we Wroc艂awiu i Pradze, kt贸re teraz si臋 przydadz膮.
Zatem nie zamierzasz go kara膰, panie.
Przyprowad藕 go.
Prosz臋.
Nie wytrzymam tego d艂u偶ej.
Wypij to.
To zio艂a ci臋 uspokoj膮.
Jeste艣 ca艂y rozpalony. Nie, nie zadam uspokoju nigdy, nawet po 艣mierci.
Gumselu, to by艂 tylko z艂y sen. Prosz臋, wypij to. To nie by艂 z艂y sen!
By艂em u heretyk贸w.
Ale do nich nie przysta艂e艣.
Powinna艣 mnie opu艣ci膰.
O siebie zadba膰.
Jeste艣 moim m臋偶em.
Nie opuszcz臋 Ci臋 w chorobie.
P贸jd臋 po medyka.
Albo po duchownego.
Nie.
Polatko, b膮d藕 przy mnie.
Chwil臋 zapami臋tam.
Wyjed藕my, prosz臋.
Nie ma dok膮d uciec.
M贸j ojciec... Zaprasza艂 nas do Sierakowa. Pojed藕my tam, prosz臋.
Zobaczysz, 偶e od razu poczujesz si臋 lepiej.
Czekasz na godnego przeciwnika?
Czekam na Nikela.
Bynajmniej nie po to, by z nim gra膰 w szachy, cho膰 nie powiem, lubi艂em
z nim partyjk臋.
Przywr贸cisz go na zamek?
Sam nie wiem, co z nim pocz膮膰.
Bardzo mnie zawi贸d艂.
Najpierw zdradzi艂 moje plany wrogowi, a potem chowa艂 si臋 jak szczur.
A wcze艣niej?
Wcze艣niej... Wcze艣niej by艂 mi oddany.
Dlatego jego zdrada tak boli. Nickel si臋 od ciebie nie odwr贸ci艂.
Przecie偶 pom贸g艂 ci odzyska膰 Kamienn膮 G贸r臋.
Na wiele lat wiernej s艂u偶by tylko raz zb艂膮dzi艂.
Je艣li tak na to spojrze膰, to... Jeden b艂膮d nie powinien przekre艣la膰 ca艂ego
dobrego 偶ycia.
Dzi臋kuj臋 ci.
Czasami pomagasz zabra膰 mi my艣li sprawniej ni偶 moi dorad.
Do us艂ug, ksi膮偶臋.
Ale mam do ciebie pro艣b臋.
M贸w. Dla ciebie wszystko przecie偶 wiesz.
Pojed藕my do Budy.
Odwied藕my Ann臋.
Tylko ty potrafisz mnie ogra膰 bez ruszenia pion贸w na szachownicy.
Zgodzisz si臋?
Tw贸j ruch.
Wygl膮da tak samo jak Andrzej, kiedy by艂 ma艂y.
Ma takie same oczy i kszta艂t uszu.
Identyczny.
Tak ci dzi臋kuj臋, 偶e go przywioz艂a艣. Niewielka w tym moja zas艂uga.
Zaprowad藕cie Karolk臋 do sypialni, zaraz do was do艂膮cz臋.
B贸g mi go zes艂a艂.
呕ebym mog艂a odpokutowa膰 swoje winy.
Niczemu nie jeste艣 winna, matko.
Jestem. Ale to male艅stwo pozwoli mi si臋 zrehabilitowa膰.
Mi艂o艣ciwa pani.
Prosz臋 mi wybaczy膰, ale ta ma艂a ksi臋偶niczka ze 艢widnicy czeka od rana na
spotkanie z tob膮. Nie teraz.
Ale co mam jej powiedzie膰?
Nie wiem, zajmijcie si臋 ni膮, od tego tu jeste艣cie.
Ja musz臋 uko艂ysa膰 wnuka do snu.
Pami臋taj, nie patrz zbyt natarczywie na kr贸low膮, bo pomy艣lisz, 偶e艣 g艂upia.
Zreszt膮 to nie wypada, to brak szacunku.
Odpowiadaj na pytania, ale nie m贸w za du偶o.
Odzywaj si臋 kr贸tko, znie藕le i na temat.
Wiem, Ilso, m贸wi艂a艣 to ju偶 wiele razy.
Kr贸low膮 zajmuj膮 teraz wa偶ne sprawy.
Niestety nie znajdzie dzisiaj czasu dla ciebie.
Ale jak to?
Ksi臋偶niczka przyjecha艂a na zaproszenie kr贸lowej.
Zosta艂a na audiencj臋, suknia, trzewiki.
M贸wiono nam, 偶e mamy czeka膰, a teraz dowiadujemy si臋, 偶e czeka艂y艣my na darmo?
Nie mog臋 nic zrobi膰.
Jak kr贸lowa znajdzie czas, to was wedwie.
To jeszcze dziecko. Jak tak mo偶na?
Ksi臋偶niczko.
Chc臋 do domu, do mate艅ki.
Papie偶 uchyla si臋 od arbitra偶u?
Tak po prostu?
Papie偶 Klemens nie widzi spornych kwestii mi臋dzy tob膮, kr贸lu, a kr贸lem
Nie ma o czym rozstrzyga膰.
Uwa偶a, 偶e obaj d膮偶ycie do tego samego. Do pokoju.
A jego warunki sami ustalicie, bo jeste艣cie zaprawieni w rz膮dzeniu.
Rad jestem, ale nie pojmuj臋.
Legat wyje偶d偶aj膮c odgra偶a艂 si臋, 偶e b臋dzie rekomendowa艂 poparcie dla Karola.
艢wi臋tej pami臋ci, biskup Grot.
Na艂o偶y艂 艣mier膰 i dyktowa艂 d艂ugi list do papie偶a.
Mo偶e to ten list przekona艂 Klemensa do odst膮pienia od arbitra偶a.
Co w nim by艂o?
Pisarz biskupa uchyli艂 r膮bka tajemnicy.
Biskup Jan pisa艂, 偶e艣, panie, porywczy, uparty i grzech nie jest ci
obcy.
Ale lepszego kr贸la kr贸lestwo mie膰 nie mog艂o.
I 偶e to on nastawi艂 nieprzychylnie legata.
W chwili s艂abo艣ci.
Za co prosi Boga o wybaczenie w ostatniej godzinie 偶ycia.
Ja prosz臋 o wybaczenie.
Nie spe艂ni臋 oczekiwa艅, Polka.
Nie stan臋 do walki z Karolem.
Odzyskanie 艢l膮ska jest ponad nasze si艂y.
Ust臋pujesz Luksemburgom?
Musz臋 si臋 pogodzi膰 z ich panowaniem na 艢l膮sku.
Masz skrupu艂y, panie.
Dobrze to tobie 艣wiadczy.
A czy dobrze o mnie 艣wiadczy, 偶e dla w艂asnego kr贸lestwa jestem w stanie
po艣wi臋ci膰 siostrze艅ca?
Kt贸ry jest dla mnie jak brat.
Mo偶e to on obejmie po tobie tron.
Przyznam, 偶e my艣la艂em o tym.
Jeste艣my to winni Andrzejowi.
Ale mamy te偶 inne dziecko na zamku. Te brata Nicebolka.
Cho膰 nie rozumiem, po co j膮 tu wci膮gn臋艂a艣. Mimo si臋 on nie odpowiedni
Anna liczy ju偶 prawie dziesi臋膰 wiosen. Pi臋膰 kolejnych minie, nim si臋 obejrzymy.
Niech wrosta w nasz r贸d.
Uczy si臋 j臋zyka i zwyczaj贸w.
Pami臋taj te偶, 偶e dobre sojusze mo偶na zawiera膰 za r臋cinami dziecka.
Zatem gdzie ona jest?
Sprawd藕my, czy w og贸le si臋 nadaje. Jeszcze b臋dzie na to czas.
Dzi艣 chcia艂abym si臋 skupi膰 na ma艂ym Karolu.
Celowo odwlekasz spotkanie z Ann膮.
Ze wszystkiego p艂ynie jaka艣 nauka.
Niech si臋 膰wiczy z cierpliwo艣ci.
Joanna prosi艂a, bym wyszed艂.
Musisz mi pom贸c.
Dla niej i dla mojej Heleny.
Wiem, 偶e trac臋 rozum.
Mam z艂e my艣li.
Bardzo z艂e.
Pom贸dlmy si臋 razem.
Potem powiesz mi, co ci臋 trafi.
Mo偶e b臋dzie... Chc臋 na pomoc.
Wszystko.
Wlepi臋 mnie tu, 偶e ciemno艣膰 mnie zagarnia.
呕e zaraz w niej uton臋.
Gunteru! Musisz mnie ukry膰.
Ju偶 mnie szukaj膮.
S膮d Bo偶y da si臋 mnie ka偶dego. Nie Bo偶y!
S膮d ludzki. S膮dz膮 s艂ugi diab艂a.
Nie! Nie chod藕!
Nie chod藕!
Nie chod藕!
Wybacz. Najwa偶niejsze, 偶e Gunther chce si臋 zmieni膰.
O tak.
Bardzo si臋 stara.
Nigdy nie by艂 specjalnie pobo偶ny, a teraz modli si臋 w ka偶dej wolnej chwili.
Prosi艂 Boga o przebaczenie.
Raczej o to, aby pom贸g艂 mu by膰 lepszym cz艂owiekiem.
Pan Rajbnik, chc臋 si臋 z tob膮 widzie膰, mi艂o艣ciwa pani.
Pani, czy Helena m贸wi艂a ci o zaproszeniu do ojca?
Wspomina艂a, 偶e nie chcesz jecha膰.
Jed藕my.
Je艣li pozwolisz, pani. Oczywi艣cie. Nie widz臋 przeszk贸d, je艣li tylko Bolko
ci臋 ze s艂u偶by. Dzi臋kuj臋, ksi臋偶na.
P贸jd臋 podyktowa膰 knicy do ojca.
Je艣li mog臋.
Dzi臋kuj臋,
pani.
Guncelu, czy to ma jaki艣 zwi膮zek z procesami heretyk贸w?
Czenko oprowadza Konrada po karczmach Krakowa.
W ko艅cu znaje, jak tam rzek艂e艣, bardzo dobrze.
Co uzgodnili?
Chc膮, aby艣 umorzy艂 kr贸lowiczewskiemu d艂ug. Nie brata艂 si臋 z jego wrogami i
zobowi膮za艂 si臋 wesprze膰 go zbrojnie.
Odpowiedzia艂em im, 偶e dop贸ki nie odzyska 偶ywiem utraconych na rzecz zakonu, co
zreszt膮 sta艂o si臋 z przyczyny Czech贸w, o takiej pomocy nie mo偶e by膰 mowy.
Bardzo dobrze.
No je艣li jednak Czesi wespr膮 nas w walce o Pomorze, nale偶y膰 im si臋 b臋dzie
wynagrodzenie. No a poza tym, od dnia podpisania umowy mi臋dzy Polakami a
Czechami przyja藕艅 b臋dzie kwit艂a po wszeczach.
Karol 艂atkawie zapomnia艂, 偶e by艂 wi臋ziony w Kaliszu.
By艂oby zabawnie podpisa膰 tam pok贸j.
Czesi proponuj膮 na mys艂贸w.
Niech b臋dzie, byle szybko.
W Piesno? Na r贸d?
Dimitry dodatkowo nie daje znak贸w 偶ycia.
No ale gdyby nie 偶y艂, wiedzieliby艣my o tym.
Nie daj臋 znak贸w 偶ycia, bo pewnie si臋 brata z likwinami i tatarami zosta艂 by膰
lojalny, bo ba膰 mnie.
Czas mu pokaza膰, 偶e zb艂膮dzi艂.
Panie, ksi臋偶e litewski Olgierd Giedeminowicz ubram.
Ludwik i ja wyra偶amy nadziej臋, 偶e rokowania pokojowe z Karolem
p贸jd膮 po twojej my艣li.
Wszyscy mamy nadziej臋 na zako艅czenie wojny.
Nie wiesz si臋 tylko udawi膰 na kr贸tka zim臋.
Nie dos艂ysza艂em.
I dobrze W艂adys艂awie, bo to nie mia艂o si臋 znale藕膰 w li艣cie.
Na tym go zako艅czymy.
Tak jest pani.
Kiejstu Tijard do艂ali艣my z bied, ale straci艂em dw贸ch braci, dwie trzecie
Do ko艅ca 偶ycia b臋d臋 pami臋ta艂 l贸d na strawie, czerwony od krwi.
Zakon to zaraza.
Szykujesz si臋 zdobywa膰 Ru艣. We Lwowie, w Haliczu gadaj膮. W pokoju z Czechami nie
mam jeszcze.
Kiejstu Tijard nie godz膮 si臋 na twoje panowanie we W艂odzimierzu, Haliczu,
w 艁贸dzku.
Zdob臋d臋 t臋 ziemi臋, Olgierdzie.
To b臋dzie wojna.
Pom贸w z bra膰mi, to nie b臋dzie.
M贸wi艂em. Jej chl贸d ci膮gli na po艂udnie, nie odpu艣膰.
Ziemie 偶yzne, a lw贸w, halicz, miasta bogate, nie odpu艣膰.
A ja nie chc臋 wybiera膰 mi臋dzy bra膰mi a tob膮.
Ogierdziet, ty nie masz wyboru.
A ja nie ust膮pi臋.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.