All language subtitles for Korona krolow odc 144

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Chc臋 pom贸c.

Wykupcie na to Jana Jur臋.

Prosz臋, Miko艂aju.

Najlepsza obs艂uga w mie艣cie.

Moja mr贸weczka.

A m贸wi艂a艣, 偶e si臋 dzisiaj nie spotkamy.

Tak, ale... Str臋skni艂a艣 si臋 za tob膮.

Str臋skni艂a艣 si臋 za mn膮?

Nie przy ludziach.

Jak nie? Jak b臋dziesz moj膮 偶on膮, to b臋d臋 ci臋 ca艂owa艂 ca艂ymi dniami.

I to podczas jarmarku. No w艂a艣nie przy ludziach.

Ca艂ymi dniami?

Ca艂ymi dniami.

To ci j臋zyk sko艂owa膰 jeje.

Ja si臋 tego nie l臋kam.

B臋d臋 by膰 ty mnie ca艂owa艂.

No powiedz, ile mam jeszcze czeka膰 na moj膮 rubeczk臋? Miko艂aj, ja ci ju偶

powiedzia艂a.

Dopiero kiedy kr贸lewna Kunegunda p贸jdzie za m膮偶.

A tak, tak. i opu艣ci Wawel i Trak贸w.

Ale w艂a艣nie, no sp贸jrz tylko, ile pi臋kno艣ci zje偶d偶a si臋 codziennie do

Ja nie zwracam na nie uwagi.

Zwyk艂o do mojej... No przecie偶 wiesz, 偶e b臋d臋 czeka艂. Cho膰by ca艂膮 wieczno艣膰.

Ale wiesz, starzej臋 si臋.

A jak nie podo艂am?

O Bo偶e, ile b臋dzie trzeba czeka膰 na ten 艣lub?

Prosz臋, prosz臋, Gabija.

Tobie te偶?

Zosta艅. Bolka z Agnieszk膮 zaraz b臋d膮.

Powinni艣my ich powita膰.

Wiesz, co tam si臋 wydarzy艂o?

Zmar艂 brat Bolka, Henryk.

Powinni艣my im serdeczne powitanie. Sp贸jrz na mnie.

P贸j艣膰 na mnie jak na 偶on臋. Ty ci膮gle por贸wnujesz mnie z Ann膮. My艣l臋 o niej,

jest matk膮 moich c贸rek. A jak ja ci mam urodzi膰 dzieci, kiedy z wi臋ksz膮

czu艂o艣ci膮 patrzysz na swoj膮 zbroj臋?

Zimniejsza jeste艣 od niej.

Bo tu jest zimno!

Panie!

Odejd藕.

Ksi膮偶臋 Bolko.

Jego orszak w艂a艣nie wjecha艂 na wal.

Zapraszam do auli, panie.

Czeka ju偶 na was gor膮cy ros贸艂.

Nie przypadam za roso艂em.

Miodu dajcie.

I dla mnie miodu, panie podczasy.

Tak, panie.

Bolko, Agnieszko. Witaj, kr贸lu.

Zm臋czeni. Od dw贸ch dni was wypatrujemy.

Straszne mrody.

Chod藕my, dogrzejecie si臋.

P贸jd臋 do kr贸lowej, je偶eli pozwolicie.

Wolka co ci?

Trudy podr贸偶y.

Przecie偶 widz臋, 偶e co艣 si臋 trafi.

Jaki偶 bym mia艂 mie膰 pow贸d.

Przecie偶 sam kr贸l prosi艂 mnie do siebie na Narodzenie Pa艅skie.

Pisa艂em do ciebie.

Nadal bolej臋 nad 艣mierci膮 Henryka.

Ale przecie偶 te偶 bym go tu zaprosi艂.

Podzi臋kowa艂bym mu za pomoc w rozmowach pokojowych. Nie wspominajmy mojego

Ale czemu o tym nie m贸wi膰? Mia艂 zas艂ugi.

Ko藕mierzu, gdyby艣 nie zaj膮艂 wschowy, gdyby艣 w og贸le nie wkroczy艂 na 艢l膮sk,

by艂oby sporu. To przez ciebie Henryk nie 偶yje. To dla mnie jak to go wype艂na

rozmow臋.

Jasne. Wola艂by艣, 偶ebym to ja zgin膮艂, je艣li si臋 dziwisz, 偶e ch艂odno si臋 witam,

tak? Nie moja wina, 偶e zgin膮艂 wracaj膮c pod Ole艣nic臋. Racja.

Moja. Moja wina, bo chcia艂em ci pom贸c i pos艂a艂em brata, 偶eby was godzi艂.

Mog艂em sta膰 za Chinowskim i Ole艣nickim i ju偶 by膰 z wojskiem na siebie.

Boleje nad 艣mierci膮 Henryka. Ale przynajmniej umar艂 jak bohater. Jak

Ty straci艂e艣 rycerza.

Ja brata.

Przecie偶 jeste艣my rodzin膮.

Pami臋tasz o tym kr贸lu, kiedy ci wygodnie.

I zaprosi艂e艣 mnie tylko dlatego, 偶e czekasz na poselstwo od sztucarza

I z chojem. Tak si臋 ciesz臋, 偶e w tym roku b臋dzie nas wi臋cej czeka膰. 艢wi臋ta

Narodzenia Pa艅skie. W ko艅cu Wawel zacznie t臋tni膰 偶yciem.

Przyjedzie tyle go艣ci.

Przyjedzie Jagna.

Cuchka z Petymier. Pami臋tasz j膮, Agnieszka?

Przyjedzie Owka, Ja艣kowa ziona, ze swoim ma艂ym spytkiem.

Pachol臋 jeszcze, a taki jest waleczny, jak pachamciwy rycerz.

My艣l臋, 偶e ma co艣 z Ja艣ka, ale Trina Owki m贸wi, 偶e z niej te偶 by艂o niez艂e zi贸艂ko.

Co艣 powiedzia艂a mnie tak?

To nie twoja wina.

Po prostu cieszy艂am si臋, 偶e te 艣wi臋ta sp臋dz臋 tul膮c w艂asne dziecko.

By艂am przed nami.

Utraci艂am dziecko Adelaidu. Ja nie wiedzia艂am. Tak mi przykro.

B贸g chcia艂 czego艣 innego ni偶 ja.

Trzeba zgadza膰 si臋 z jego wol膮.

A ty my艣lisz, 偶e to jego wola?

A nie uwa偶asz, 偶e jest przeciwnie?

Czy nie na to on uczyni艂 ciebie ksi臋偶na, a mnie kr贸lowa, 偶eby艣my rodzi艂y dzieci?

呕eby艣my da艂y nast臋pstw臋 tron?

W krzy偶u nie tylko 艂aska kr贸low膮, ale te偶 cierpienie.

Ale ja si臋 nie chc臋 mu poddawa膰. Ja nie spoczn臋, p贸ki nie znajd臋 rozwi膮zania,

jak urodzi膰 syn.

Ja ani razu nie by艂am przy nadziei.

Ani razu.

Wiesz, jak to jest?

By膰 偶ona kr贸l i ani razu nie wyda膰 plon?

Ja艂owa ziemia.

Tak na mnie patrzy kr贸l.

M贸j m膮偶.

Ale nied艂ugo spojrzy na mnie inaczej.

Co chcesz zrobi膰?

Szukam sporu.

A jak go znajd臋, to pomog臋 i tobie.

Uchodzimy naszym m臋偶om, silnych, mocnych syn贸w, kr贸l贸w.

Zobaczysz, Agnieszka.

P贸jd臋 odpocz膮膰.

Urodzimy kr贸l贸w, Agnieszka.

Urodzimy kr贸l贸w.

Mam nadziej臋, 偶e do 艣lubu Kunegundy z Ludwikiem Wittersbachem dojdzie jak

najszybciej. Ja te偶.

To ju偶 z nim jest wa偶ne dla Ancy.

Ciesz臋 mnie, 偶e pomagasz mi uk艂ada膰 si臋 z cesarem.

Robi臋 to tylko dla Kunegundy.

Nosi imi臋 po mojej matce. A dla naszych uk艂ad贸w nie?

Co do schowy, umawiali艣my si臋 zupe艂nie inaczej.

Ale ja nie robi臋 tego dla siebie. Tylko dla kr贸lestwa.

To jest powinno艣膰 wobec ojca. Spr贸buj to zrozumie膰. Ja te偶 mia艂em powinno艣膰.

Wobec brata.

Przysi臋ga艂em matce, 偶e b臋d臋 zawsze chroni艂 go i wspiera艂. Zawsze!

Chowasz jego c贸rk臋. Zawsze by艂e艣 z nim blisko.

Nawet wtedy, kiedy... No przykro to m贸wi膰, ale straci艂 zmys艂y.

Ale mia艂 dobr膮 艣mier膰.

Rycerza, a nie szale艅ca.

A wschowa to nie jest tylko skrawek ziemi. To jest misja zlecona mi przez

a twojego dziada.

Ale ja zdoby艂bym j膮 dla ciebie bez walki.

Mog艂e艣 da膰 mi wi臋cej czasu.

Niezb臋dnie wskura艂. Sk膮d wiesz?

Nie wiem, ale czasu nie cofniemy. A silne kr贸lestwo polskie to silne

艣widnickie. Musimy trzyma膰 si臋 razem.

Kazimierzu, nie nad wszystkim mo偶na panowa膰.

Nawet gdy jeste艣cie kr贸lem.

Los was ostatnio ci臋偶ko do艣wiadczy艂.

Tak blisko by艂o potomka.

Tyle rado艣ci mojej i Agnieszki.

Zbyt wiele na raz.

Najpierw 艣mier膰 brata, potem utrata dziecka.

Ten b贸l rozumiem a偶 nadto.

Daj jej czas.

Moja Anna jako艣 zwyci臋偶y艂a rozpacz.

A je艣li one cierpi膮 przez nas?

Ani ja, ani ty nie mo偶emy doczeka膰 syn贸w.

Jakby jaka kl膮twa nad nami wisia艂a.

Tylko my dostali艣my.

Jeszcze艣my nie pomarli.

Jutro 艣wi臋to narodzenia pa艅skiego. Mo偶e los si臋 odmieni.

Wypocz膮艂e艣 po tchudach podr贸偶y, panie?

Noc kr贸tka.

D艂u偶sza, gdy si臋 j膮 sp臋dz臋 samotnie.

Kiedy wy, pani, spa艂y艣cie, my wypatrywali艣my znak贸w na niebie.

Tak, na niebie.

O, i nie boczy艂a nam naszego witkupa.

Ponajd藕my najlepszego wina.

Nie odm贸wi臋.

Laudetur. Dla chwa艂y Pana przynosz臋 wie艣ci.

Znakomite. Przynosz臋 dobre wie艣ci. Oby, uwa偶aj biskupie, bo dzi艣 s艂owo cia艂em

si臋 staje.

Ot贸偶 nasi bracia i ojcowie duchowni przedstawi膮 dzi艣

rzecz o gwie藕dzie.

Na zamku? W katedrze, ale procesj臋 tu zaczniemy.

Pr贸buj臋.

Dawno nie s艂ysza艂am czego艣 tak pi臋knego.

Jakby tym 艣piewem anieli k艂adli mi d艂onie na sercu. A dlaczego to jest po

polsku, a nie po 艂acinie?

Tam dokona艂em wyk艂adu na nasz膮 mow臋.

Nie wszyscy w Krakowie m贸wi膮 po 艂acinie, a j臋zyk ko艣cio艂a wsz臋dzie jednaki.

Ksi臋偶no, nie pozwol臋, 偶eby艣 poczu艂a si臋 obco.

Ju偶 czuj臋, jak膮 rol臋 dla mnie przygotowa艂e艣.

Tylko stan duchowny mo偶e wzi膮膰 udzia艂. Ale za tw贸j wysi艂ek kr贸l musi zap艂aci膰.

Za dobra ko艣cio艂a.

Przyjm臋 i zap艂at臋.

Chod藕cie! Wchod藕cie!

Zachod藕cie!

Widzisz, w贸jcie?

艢wi臋ta ludzie bardziej ludzcy nawet i dla kata.

Ludzie zawsze b臋d膮 tylko lud藕mi.

A ty przyjd藕 do katedry.

Widowisko b臋dzie.

O gwiezdy.

Biskup Krakowski bardzo si臋 postara艂.

A ja tam nie pojmuj臋 tych 艣pieb贸w. Zostan臋 w cha艂upie.

Nie, ale po nas temu b臋dzie. Tak, 偶eby ka偶dy m贸g艂 poj膮膰.

No przecie偶 wobec Boga wszyscy r贸wni. Na s膮dzie ostatecznym i kat, i w贸jt, i

kr贸l. Jednak oznacz膮.

A my na Babel idziemy. A to my rado艣膰 na Babel przyniesiemy.

Tak, tak. Co tam was brakowa艂o? Ani mi si臋 baczy. Bo z Boga nie ma 偶artu.

W贸jcie, 艣wi臋ta gra jest dla wszystkich.

Biskup zaprasza艂 g艂upich te偶. Dok艂adnie takich jak my.

O, ale w贸jt z t膮 brod膮 to wo艂 mo偶e zagra膰, co wita wstaj膮ce bo偶e dzieci臋.

no, no.

Ani s艂owa wi臋cej.

Ani s艂owa.

A tu was mam. Tu was znalaz艂em.

Oddawaj wid艂y wsi, synu!

A gdzie on si臋 podzia艂?

Jak to gdzie?

Diabe艂 go ogonem nakry艂.

Jak podr贸偶? Zm臋czona?

Zm臋czy艂 mnie czas w Szczecinie. Co, u El偶biety?

Tyle list贸w do ojca pos艂a艂am. B艂aga艂am, 偶ebym nie wr贸ci艂 na Wawel. No i? W ko艅cu

El偶bieta zlikwidowa艂a i sama mnie odes艂a艂a. Przecie偶 wiesz, 偶e ojciec chce

dobrze. Ojciec chce, 偶ebym by艂a jak najdalej od Karla.

A w艂a艣nie, nie wiesz, czy on... No wie, czeka艂 na mnie?

List wys艂a艂, ale list cz臋sto zwodzi.

Ty chyba nie my艣lisz, 偶e ja si臋 interesuj臋 偶yciem medyka kr贸lowej.

Zabierz mnie na Wawel. Nie widzia艂a艣 si臋 jeszcze z ojcem. A on chce si臋 ze mn膮

widzie膰?

Pojecha艂am, bo tak... Chcia艂, nie jestem z tym, kt贸rego mi艂uj臋, bo tak chc臋.

Robi臋 wszystko, co mi ka偶e. Jestem coraz bardziej nieszcz臋艣liwa.

Przecie偶 wiesz, 偶e ojciec ma swoje lata. Nie dok艂adaj mu zmartwie艅. To, 偶e chc臋

szcz臋艣cia, jest dla ojca zmartwieniem. Tak, je偶eli tym szcz臋艣ciem jest Karl.

M贸wi臋 ci, 偶e ojciec chce dla ciebie jak najlepiej.

Chce, 偶eby艣 by艂a szcz臋艣liwa.

I 偶eby艣 by艂a kim艣.

呕on膮 rycerza, matk膮.

Daj nam troch臋 czasu i znajdziemy ci odpowiedniego kandydata. Na co?

A偶 mi znajdziecie kogo艣, kto ma pozycj臋 i maj膮tek?

A mi艂o艣膰 gdzie?

Mam si臋 zakocha膰 w murach i polach? Jako艣 nie widzia艂em, 偶eby Karl o ciebie

walczy艂.

Co masz na my艣li?

To, 偶e zas艂ugujesz na kogo艣 lepszego.

Sama jestem w stanie rozezna膰, Ja艣ku, na kogo zas艂uguj臋, bo to moje 偶ycie.

Moje.

Agnieszka znowu si臋 u艣miecha.

Pierwszy raz odk膮d.

Odk膮d stracili艣my dziecko?

Pami臋tam Ann臋, kiedy nasz syn urodzi艂 si臋 przedwcze艣nie i zmar艂.

Prze偶y艂a to.

Agnieszce te偶 nie by艂o 艂atwo.

Tygodniami nie spa艂a.

Trudno jemu odmusi膰, 偶eby cokolwiek zjad艂a.

Nie mog艂em patrze膰, jak si臋 zadr臋cza, wi臋c pomy艣la艂em, 偶e jak wyjedziemy ze

艢widnicy, to wr贸ci jej ch臋膰 do 偶ycia.

Bardzo j膮 mi艂ujesz.

Bardzo. Odk膮d mam Agnieszk臋, to na 偶adn膮 nawet nie spojrz臋.

Zazdroszcz臋 ci臋.

A ty masz m艂od膮 偶on臋.

Nie jest ci mi艂o?

Jest mi potrzebna. Ale nic do niej nie czujesz?

Jestem got贸w my艣le膰, 偶e ten stary Lis Luksemburski wiedzia艂, 偶e nie urodzi i

specjalnie mi j膮 podsun膮艂. W niczym nie przypominam!

W niczym nie chce mi da膰 ani syna, ani c贸rek!

Panie Kazimierzu, to ty jej masz da膰 syna.

Masz s艂uszno艣膰.

Jak tylko wydam Kunegund臋 za m膮偶, po艣wi臋c臋 wi臋cej czasu Adelaidzie. W

potomka, cho膰bym mia艂 nie wychodzi膰 z jej komnaty.

Pami臋taj tylko, to nie jej wina, 偶e nie jest Ann膮.

Gwiazda poprowadzi nas do Jezusa, tak jak prowadzi艂a m臋drc贸w i pasterzy. A ja

nie potrzebuj臋 gwiazda, 偶eby wiedzie膰, 偶e k膮d jest.

Zapraszamy do katedry. Gwiazda nas poprowadzi.

Bez czapki.

Jako艣 tak inaczej.

Ale zmizernia艂e艣.

Musz臋 spe艂ni膰 wol臋 kr贸lowej.

Da艂a mi czar do narodzenia pa艅skiego.

Kolejny raz.

Boj臋 si臋, 偶e jak nie podo艂am, dojdzie do czego艣 strasznego.

O czym m贸wisz?

Chod藕my do katedry.

Orszak rusza z zamku.

S艂yszysz?

B臋dzie widowisko na narodzenie pa艅skie.

Mam lepsz膮 my艣l.

Karol, przesta艅.

Z t臋skni艂em si臋 za tob膮.

Ka偶dego dnia by艂e艣 tam ze mn膮 i w my艣lach, i w sercu.

Ale czeka艂em zbyt d艂ugo. Mnie te偶 by艂o ci臋偶ko, ale nie musimy.

Nie przed 艣lubem.

Przecie偶 nikt si臋 nie dowie.

Ja b臋d臋 wiedzia艂a.

I B贸g to grzech.

Zmieni艂e艣 si臋.

Do ko艅ca dziesz?

Dra偶ni mnie to od g艂ocy.

Musz臋 popracowa膰.

Pi臋knie graj膮. Trzeba im to sztabicie wynagrodzi膰. Ale chcia艂abym... Nie

Adelaido.

Dzi臋kujemy, ksi臋偶e biskupie.

Pi臋kne s艂owa dzi艣 us艂yszeli艣my.

A i ca艂y Krak贸w pozna艂 dobr膮 nowin臋. Tak, tak. Zapraszamy do 艣lubnicy.

Koniecznie.

Niech s艂owo cia艂em si臋 stanie.

Kiedy艣 pewien starzec powiedzia艂 mi, 偶e nie doczekam syna.

Czy z艂orzeczenie te偶 stanie si臋 cia艂em, jak my艣lisz, Aniu?

Za Bobon贸w si臋 boisz, kr贸l? Z艂ego s艂owa?

Lepiej postaw ko艣ci贸艂 w intencji narodzin dziedzica. Wysoki strzeliscy na

chwa艂臋 pana.

Upundowa艂em ju偶 niejeden.

Wida膰 przyczyna jest gdzie indziej.

Co chcesz przez to powiedzie膰?

Nie unikajcie jedno drugiego.

Chyba, 偶e od czasu do czasu za obop贸ln膮 zgod膮, by odda膰 si臋 modlitwie. Ale

wr贸膰cie do siebie.

M贸wi臋 to z wyrozumia艂o艣ci, a nie z nakazu.

Gdzie kr贸lowa?

Wesz艂a.

W艂a艣nie o tym m贸wi臋.

Panie, jeste艣... Ja zrobi臋 wszystko.

Co m贸wi艂a艣, pani?

Wybacz mi, nie mog臋 znale藕膰 drogi.

Szmila?

Gdzie kr贸lowa?

Posz艂a do swojej komnaty.

Wid贸艂 gdzie艣 podzia艂em.

W tej masce te偶 prawie nikt nie widz臋. No m贸wi艂em ci, 偶eby艣 skr臋ci艂 wprost.

Pani, wybacz.

Szukali艣my drogi jak za gwiazd膮.

Zechci臋 pani w ten 艣wi臋ty dzie艅 przebaczy膰 g艂upcom.

Zgubili艣my si臋.

Bo艣 mi kaza艂 i艣膰 w prawo. W moje prawo.

Pani, niechaj dzisiaj zechci w t臋 艣wi臋t膮 noc wszystko.

Moim golecie.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.