Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku.
Chyba nie powzi臋艂a艣 znowu zamiaru 偶ycia w czysto艣ci.
Wielki Mistrzu.
Ludolfie.
Gospodarzu.
Co to ma znaczy膰?
Nie wiecie, kim jestem?
To m贸j rycerz.
Na rozkaz wielkiego mistrza ma nikogo nie wpuszcza膰. Nawet mnie?
Nikogo.
Trzymaj go mocno, to 艣pi臋. Mistrzu, nie poznajesz mnie?
Aleksander Pondkorny, wielki szpitalnik zakonu. Zostaw!
Wyjd藕.
Kto ci臋 nazwa艂?
Bracie, zamilcz. Tw贸j jad nie zatruje mi umys艂u.
Mistrzu, rewerca艂y ju偶 gotowe, czas rusza膰 w drog臋.
Tak, rewerca艂y.
Przejrz臋 je i dam zna膰.
Wszystko ju偶 zatwierdzone.
Jedziemy na spotkanie z kr贸lem Kazimierzem.
Pojad臋, ale potrzebuj臋 chwili na modlitw臋.
Na oczyszczenie.
Musz臋 zdj膮膰 te szaty.
Pal膮 mnie niczym piekielne ognie.
Chc臋 dosta膰 sam.
Nikogo nie wpuszcza膰.
Nikogo!
Znowu ma atak. I to w takim momencie.
Przynajmniej nie traci kontaktu ze 艣wiatem.
Powiedzia艂, 偶e pojedzie.
Nago?
W Wierzbiczanach wszystko gotowe.
Pole zabezpieczone, ch艂opi uprzedzeni.
Pewnie b臋d膮 si臋 chcieli tutaj pok艂oni膰, panie.
Zjecha艂o si臋 wielu gapi贸w. Mieszczanie z Inowroc艂awia chc膮 zobaczy膰, jak kr贸l
polski wymienia listy pokojowe z mistrzem zakonu. B臋d膮 wida膰 nas na polu?
siedz膮 po karczmach i gospodach.
Pij膮 za powr贸t kujaw do macierzy i za twoje zdrowie, kr贸l. Przeka偶
偶eby im piwa nie 偶a艂owali.
Tam te偶 si臋 napij, to wielki dzie艅.
Jest jeszcze jedna rzecz.
Chodzi o...
Orszak Krzy偶acki. Jest ju偶 na miejscu.
Kaza艂em sprawdzi膰 ka偶dy dukt. Nikt jeszcze ich nie widzia艂. Jak to?
Moi ludzie sprawdzili nawet za Inowroc艂awiem. Psa z kulaw膮 nog膮 nie
by膰 jeszcze bardzo daleko. Byli艣my um贸wieni na dzi艣. Oszukali nas? Mo偶e co艣
op贸藕nia ich przyjazd. I nie pos艂aliby go艅ca?
Spokojnie, b膮d藕my cierpliwi. Mam czeka膰? Ma艂o to by艂o spor贸w, proces贸w i s膮d贸w?
Albo b臋d膮 na czas, albo pokoju nie b臋dzie.
w ob艂臋dzie biega艂 wok贸艂 zamku? Nie wolno ci tak o nim m贸wi膰.
B贸g wyznaczy艂 go na to stanowisko i to on kierowa艂 jego czynami. To B贸g kaza艂
g艂owy spodkiem przed rycerzami 艣wieci膰. Ani s艂owa wi臋cej!
Winni艣my mu lojalno艣膰. Jeste艣my winni lojalno艣膰 zakonowi, a nie temu, kto go
niszczy. Nasz los nie jest pewny.
Musimy zawrze膰 pok贸j z Polsk膮, 偶eby mie膰 spok贸j na ty艂ach. I wreszcie rozgromi膰
t臋 poga艅sk膮 Litw臋, ten dziki koton.
Ludolf tego dokona.
Wierz臋, 偶e da rad臋 i spotka si臋 z Kazimierzem.
Musimy tylko by膰 przy nim. A je艣li nie podo艂a, to grozi wojn膮. Daj rozwi膮zanie,
zamiast tylko narzeka膰.
Wyjadmy braciom Rzemiscy za nieb贸g贸w i dokonajmy zmiany na jego stanowisku.
Zmiany? Na kogo?
呕eby艣 siebie widzia艂 na jego miejscu?
Zamawiasz mnie do buntu?
Pr臋dzej odwo艂am zjazd z Kazimierzem, ni偶 na to si臋 zgodz臋.
Co艣 nie tak, Panie?
Ars longa vita brevis.
呕ycie szybko mija.
Jedynie pi臋kno zakl臋te w sztuce jest nie艣miertelne.
Chocia偶 wiedz膮 Pani, 偶e pi臋kno jest darem, kt贸rym trzeba umie膰 si臋 dzieli膰.
Tylko cz艂owiek ma艂y, ma艂y duchem, nie jest w stanie tego poj膮膰.
Co tam nie chcesz, Gabija?
Kapelana w tej sieci 偶yrawinowej mi sama zrobi艂a.
Tego ci nie zapominam. Ale co, to ju偶 s艂u偶ek nie masz? Ochmieszczenie sama
nosi?
Nieoczywiste. To nie robota dla ochmieszczenia.
Ty podtrzymaj.
Ja p贸jd臋 po s艂u偶ki.
Ale co ty wyprawiasz, Gabija?
To kr贸lowa.
Zabieraj te tacy, ale ju偶 i b艂agaj o wybaczenie.
B艂agam o wybaczenie, kr贸lowo.
Ja nie chcia艂a ci uchybi膰.
Ja mam p艂ytki w g艂owie.
My艣la艂a, 偶e troch臋 mi si臋 rozja艣ni艂o.
Prawda jest taka, 偶e ja nic nie pami臋tam.
Ja s艂ysza艂am o tym, 偶e zaniemog艂a艣 Gabilla.
Ale spokojnie, nie gniewam si臋.
Naprawd臋?
Bo ja gniewam si臋 na ciebie.
Dzi臋kuj臋 za 艂ask臋.
Dzi臋kuj臋 za uwag臋.
Kr贸lowano i ukocha艅 si臋.
Masz dobre serce.
Pani, musz臋 z tob膮 pom贸wi膰.
Gabi, ja... Mo偶esz odej艣膰.
Nie uwierzysz, co si臋 sta艂o. Gabi, ja w艂a艣nie... Nie teraz, pani.
Musisz mnie wys艂ucha膰.
Na osobno艣ci.
W sens Bo偶e.
Wiesz czemu przychodz臋?
Melli szukam.
S艂uchaj, jak dopadn臋 to twoje babsko, dopadn臋 na pewno. Chcia艂bym j膮 dopa艣膰
przed tob膮.
呕ebym jej cho膰 powiedzia艂a, dlaczego odesz艂a. To po podgrodziu popytaj, to
dowiesz, dlaczego odesz艂a.
Prawda. Honor w贸jta ratowa艂e艣.
Cho膰 艂eb mi ma艂o nie p臋k艂.
Pijemy razem, pijemy.
Dla miasta robisz.
Ale to, 偶e wied藕m臋 ukrywasz. Nikogo nie ukrywam.
Ch艂opa pusta odesz艂a. Nie odesz艂a, tylko uciek艂a.
Proszek jaki艣 rzap zrobi艂a. Albo jakie艣 inne 艣wi艅stwa, 偶eby ludzi leczy膰.
呕eby zamiast do ty艅ca do braci podzia艂a, to 偶eby tutaj do niej przychodzi膰.
呕eby grosz 艂udzi膰 na cudzym nieszcz臋艣ciu.
Gabija te偶 tutaj przysz艂a.
Przede mnie.
Ale to twoje babsko moj膮 Gabij臋 otru艂o. Przecie偶 ona w g艂ow臋 uderzona.
Ale sk膮d wiesz, 偶e przed melem?
To偶 ci m贸wi臋, 偶e ca艂e podgrodzie a偶 huczy.
Wszystkich potru艂a, przestraszy艂a si臋 i uciek艂a.
Nie spoczn臋, p贸ki tej twojej nie znajd臋.
I pod top贸r ci nie po艂o偶臋.
Ja jej 偶ycia nie pozbawi臋.
Pr臋dzej mi 艂eb zetniesz, ni偶 na mele r臋k臋 podnios臋.
No to jak b臋dzie trzeba.
Mnie to wszystko jedno.
Czy艅 swoj膮 powinno艣膰.
W艂a艣nie zamierzam.
Jutra? Nie, niemo艣liwe. Wdzi臋czy艂a si臋 do niego.
I wygl膮da艂a bezstydnie.
Kunat przyjecha艂 na Wawel, 偶eby rze藕bi膰 nagrobek mojego dziadka, a nie ogl膮da膰
p贸艂nagiej niewiasty. Przysadzasz? Wiem, co widzia艂am.
Mo偶e tam, sk膮d pochodzi Juta, panuj膮 takie zwyczaje.
Ale nie u nas. Juta pochodzi z Helsji, tak jak ja. I nie ma lepsze wychowanie
ni偶 nasze.
Nie widzia艂a艣 Juty, pani?
Wstyd wam przynosi. Chcesz mnie dotkn膮膰 czy sprowokowa膰?
Ja tylko spe艂niam sw贸j obowi膮zek.
Powinna by艂a ca艂y dw贸r przywie藕膰 z Helsja.
呕a艂uj臋, 偶e uleg艂am na m膮 wasz ojciec i pozwoli艂am Egleita bezu偶ytecznego, aby
zosta膰 z wami.
Dzikuski Litwinki.
Pami臋taj pani, 偶e i we mnie p艂ynie litewska krew. Mo偶e dlatego masz taki
j臋zyczek. 艁atwo ci臋 obrazi膰 moje dw贸rki.
Ale nie czas na spory.
Nie teraz, kiedy kr贸l odnosi zwyci臋stwo i 艣wi臋tuje w odpisanie pok贸j ze sw贸j
odwieczny wr贸g.
Szkoda tylko, 偶e ofiary tego uk艂adu b臋d膮 Litwini.
Wszystko dla dobra Polski.
Tak mawia艂a moja matka, kt贸ra towarzyszy艂a ojcu we wszystkich wa偶nych
A ty, najjasniejsza pani, to musi by膰 przykre,
偶e nie ma przy nim dla ciebie miejsca.
Rewersa艂y, kt贸re przeka偶emy krzy偶akom, s膮 ju偶 gotowe.
Do tego, co uda艂o nam si臋 zebra膰 w Kaliszu, doszed艂 wsp贸lny dokument opat贸w
klasztor贸w w L膮dzie.
Mogilnie, strzelnie i gnie藕nie. I por臋czenie ksi臋cia S艂upskiego.
Trzeba przyzna膰, 偶e Bogus艂aw si臋 spisa艂.
Gdyby nie on, nie wiadomo, czy panowie wielkopolscy podpisaliby dokument.
Kamie艅 spad艂 mi z serca.
Wiem, 偶e El偶bieta b臋dzie z nim bezpieczna.
Co艣 jeszcze?
Jest jeszcze por臋czenie wszystkich biskup贸w. Arcybiskupa Gnie藕nie艅skiego,
biskupa Pozna艅skiego, W艂oc艂awskiego, P艂ockiego. Nie wszystkich.
Nie przejmuj si臋, panie biskupem Grotem.
Krzy偶acy zgodzili si臋 nie baczy膰 na brak jego piecz臋ci.
Osobi艣cie to ustali艂em z marsza艂kiem zakonu. Czy偶by?
A mo偶e dlatego Krzy偶ak贸w tutaj nie ma? Bzdury. Kolejni zwiadowcy szukaj膮 ich
skutku. Na nic taka dyplomacja. Ale zale偶y, im nie cofn膮 si臋. Mo偶e biskup
mia艂 racj臋? Wystarczy, Miko艂aju.
Nie ro艣niemy w si艂臋 od takiego wiadolenia.
I to trwie miarku, arcybiskupie.
Chcieli艣my pokoju, ale nie za cen臋 honoru.
A co poczniemy, jak nie przyb臋d膮?
Zawsze jest jakie艣 rozwi膮zanie.
Jakie? Zemsta, je艣li racja w tanu tego wymaga.
Dwa艂a艣 mnie, pani?
Tak.
Chc臋 wiedzie膰, jak post臋puj膮 pchace.
Gdzie s膮 twoje projekty?
Tu s膮 wszystkie.
To mia艂o by膰 gotowe na zys臋.
Kr贸l b臋dzie rada dzie艅.
A co to jest?
To bez znaczenia.
Kto to?
Nikt wa偶ny. Nie k艂am si臋, gdzie艣 widz臋. To jest moja dw贸chka, Juta.
Dlaczego ty j膮 malujesz w taka nieprzyzwoita poza?
Nieprzyzwoitym jest, 偶e mnie odrzucasz, pani. Jak 艣miesz tak do mnie m贸wi膰.
To wyraz desperacji.
Odrzuci艂a艣 mnie.
Dlatego pr贸buj臋 m贸wi膰 j臋zykiem sztuki.
Tak namalowa艂em jut臋.
Namalowa艂em, by艣... by艣 mnie dostrzeg艂a.
Nie chc臋 tego s艂ucha膰.
By艣 zrozumia艂a, 偶e to ty jeste艣 moim natchnieciem. Ani s艂owo wi臋cej!
Co by艣 lubi艂a?
Nie chc臋 wiedzie膰.
Wi臋c...
Nie ma艣 racji, jest gorzej, nic nie sta艂em.
Trzeba odwo艂a膰 spotkanie z polskim kr贸lem, niezale偶nie od konsekwencji.
go艅. Trzymaj si臋, Winryku.
Chyba wiem, jak mu pom贸c.
Na b贸l brzucha czasem najlepsze s膮 wymioty.
Gdzie by艂e艣, panie?
Machn臋 od tego czekania.
Niepotrzebnie. Ju偶 sko艅czy艂am.
Ale nie machn臋 tak bardzo.
Wytrzymam.
Ju偶 sko艅czy艂em. Lepiej wracaj do swoich obowi膮zk贸w. Kr贸lowa czeka.
Dzia艂e艣 pod kr贸low膮? Tak.
I musia艂em si臋 dla ciebie t艂umaczy膰. Za mnie?
Ale przecie偶 ja dla sztuki, prawda?
O m贸j Bo偶e, co ja narobi艂am.
Panie, musisz si臋 za mn膮 wstawi膰. Chod藕 ju偶.
Nie widzisz, 偶e szatan pr贸buje nas przyci膮gn膮膰 na swoj膮 stron臋? Widz臋.
I wiem, 偶e ty jeste艣, panie, jedynym prawdziwym obro艅c膮 naszej wiary.
Tylko w tobie nadzieja.
Wiedzia艂em, 偶e mog臋 na tobie polega膰, ch艂opcze.
Reszta to tch贸rze, kt贸rzy nie potrafi膮 stawi膰 czo艂a z艂emu.
Sami musimy zniszczy膰 ten dokument.
Wszystko, co ka偶esz, mistrzu.
Zerwali艣my pakty z diab艂em.
Teraz trzeba podpisa膰 drugi.
Z kr贸lem Polski.
Z tym ma艂opolskim nied藕wiedziem.
Przyprowad藕cie mojego konia Bucefa艂a.
Jedziemy na polowanie.
Pojedziesz w tym stroju, mistrzu?
m贸g艂by si臋 wystraszy膰.
Szaty moje przynie艣.
P贸jd臋 przygotowa膰 orszak do drogi.
Jedziemy do Nied藕wiedzia. Kr贸la Polski.
Do domu!
Ju偶 zaraz.
Gdzie masz top贸r, kumiel?
Jak to gdzie?
W cha艂upie.
To id藕, we藕 i ziel mnie w g艂upi 艂eb.
To te偶 w艂adz臋 w 艂eb. Nale偶y mi si臋.
Nale偶y. Gdybym od razu powiedzia艂 Gabii o mojej 偶onie, no ty mia艂by艣 mele,
a ja mia艂bym gwiazd臋 moj膮 najja艣niejsz膮.
I m贸g艂bym spija膰 teraz z jej ust nektar mi艂o艣ci.
Pi臋knie powiedziane.
Gdyby mo偶na by艂o, cofn膮艂 czas.
Czasu nie da si臋 cofn膮膰.
Ale skoro raz si臋 pokocha艂a, to masz szans臋.
Jak?
Powiedz o tym, 偶e... O tej wiedzie.
Nektarze.
Nawet jak zapomnia艂a to, jak je pokocha.
J臋drzej.
Tak mi smutno.
Chcia艂a艣 by膰 nagana na grobku.
Pani, to nie tak. Ja ledwie odchyli艂am rami臋. Przed obcym jeszcze zna? Nie
Ci?
Dotyka艂 ci臋? Nie, on nawet si臋 nie zbli偶a艂. Legendy, nie k艂am.
Na 艣wi臋ta El偶bieta Tchety.
Nie wymawiaj nawet jej imi臋, nie jeste艣 godna.
Pani, ale przecie偶 ty te偶 mu pozowa艂a艣.
Nie 艣miej si臋 r贸wna膰 ze mn膮.
O wybacz, ja nie s膮dzi艂am, 偶e tak ci臋 to chod藕 z艂o艣ci.
Nie ma ju偶 dla ciebie miejsca na moim tworze.
Pani, tyle lat nie zburzy艂am, a ty mnie wyrzucasz?
Sama sobie jeste艣, widz臋.
Pani, b艂agam, lito艣ci, gdy ja tak od m臋偶a znajd臋, co potn臋. R贸b, co chcesz,
zejd藕 mi z oczu!
Nieniejszym ustanawiam pok贸j wieczysty i uroczy艣cie przysi臋gam na koron臋
Kr贸lestwa Polskiego przestrzega膰 jego warunk贸w.
I ja przysi臋gam, 偶e przestrzega膰 go b臋d臋.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.