Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim
odcinku.
B臋d臋 ojcem.
Kr贸lu, wszyscy pos艂a艅cy ju偶 wr贸cili.
Panowie z Ma艂opolski i Wielkopolski zostali zawiadomieni o spotkaniu
Stawi膮 si臋.
Musz膮. Zrozumieli, jakie to wa偶ne.
Chyba wszystkim zale偶y na pokoju z zakonem.
Najbardziej panom z Wielkopolski, tylko mam obawy.
Czemu? Przecie偶 chc膮 odzywka膰 dost臋p do szlak贸w handlowych z Pomorzem. Zale偶y
im. Tak, tylko czy b臋d膮 gotowi odda膰 co艣 w zamian.
Gotowi nie b臋d膮, ale to my musimy z nimi m贸wi膰 w pytku.
Mi艂o艣ciwy panie, na zamek przyby艂 pose艂 z Malborka, Jakub Zbiskup. Spraw臋,
rych艂o w czas.
Nie powinni wiedzie膰, 偶e za wszelk膮 cen臋 zale偶y nam na pokoju. To oczywiste.
Nie mo偶emy im tego zdradzi膰.
Ale zach臋膰my do negocjacji.
Jak? Pose艂 musi pokaza膰, 偶e nie ma mi臋dzy nami zgody. 呕e decyzja jeszcze
zapad艂a. Jak chcesz to rozegra膰, panie?
Nie mierz臋. Od tej pory czar臋 nienawidzisz chryzak贸w. I nie widzisz
pok贸j. Ca艂ego serca i po moim trupie.
A ty z pytku, jako do艣wiadczony doradca, b臋dziesz par艂 ku ugodzie.
Jak sobie 偶yczysz mi艂o艣ciwie, panie.
A ty jak膮 figur臋 odegrasz?
Ja?
B臋d臋 milcza艂.
Rana by艂a dosy膰 g艂臋boka.
Musia艂em 偶y膰. 艢pi?
Powinna si臋 ju偶 wypuca膰.
Poda艂em jej wywar z li艣ci czarnego luka.
S膮 go te偶 oczami diab艂a. Ma silne dzia艂anie.
Niekt贸rzy duchownie wzbraniaj膮 si臋 przed jego u偶yciem.
Dosowany ostro偶nie. Nie narobi szkody.
Tak s膮dz臋.
Jak si臋 rana zag艂y i pami臋膰 wr贸ci?
Trudno orzec.
Pami臋ci nie da si臋 dotkn膮膰 jak... r臋ki czy nogi. Ale wiemy jedno.
Ma to co艣 wsp贸lnego z m贸zgiem. To wida膰 na przyk艂adzie ochmistrzyni. Ona na
pewno straci艂a pami臋膰 od uderzenia w g艂ow臋. Czy pami臋膰 wr贸ci?
Dowiemy si臋, jak Gabija si臋 obudzi.
O ile si臋 obudzi.
Przybywam w imieniu Wielkiego Mistrza Zakonu Szpitala Naj艣wi臋tszej Marii Panny
Domu Niemieckiego w Jerozolimie.
Wielki ministrz Ludolf von K枚nig pragnie zako艅czy膰 trwaj膮cy od lat sp贸r i
podtrzymuje wyra偶on膮 w li艣cie ch臋膰 zawarcia pokoju z Kr贸lestwem Polskim.
tym wzgl臋dzie na wzajemno艣膰.
Pok贸j mo偶na uzgadnia膰 z kim艣, kto ma pokojowe zamiary. Wy tylko potraficie
grabi膰, mordowa膰 i burzy膰 ko艣cio艂y. Nie mierz臋.
Wybacz, panie, ostry j臋zyk.
Ale m贸wi臋 to, co my艣l臋.
Pono膰 chcieli艣cie ugody.
Zapewniam ci臋, Jakubie.
偶e kr贸l z nale偶yt膮 uwag膮 przeczyta艂 list wielkiego mistrza i sk艂ania si臋 do
zawarcia postulowanego w nim pokoju.
Wielki mistrz w Twojej 艂askawo艣ci zgodzi艂 si臋 na zwrot Kr贸lestwu Polskiemu
dobrzy艅skiej, bo wie, jak bardzo bliska by艂a sercu kr贸la W艂adys艂awa.
Dobro膰 wielkiego mistrza zostanie nagrodzona w niebie, a w Polsce...
Doceniona. To偶 to o ch艂opce, kt贸ry przyjdzie nam s艂ono zap艂aci膰.
Zakon nie odda nam niczego za darmo. Panie, miarkuj si臋.
Czego wielki mistrz oczekuje w zamian?
Wielki mistrz chcia艂by, 偶eby艣 kr贸lu odst膮pi艂 od wszelkich roszcze艅 wobec
Pomorza. Tam!
Pomorze to ziemia sporna.
Papie偶 jest po naszej stronie. Mamy dokumenty. Mamy prawa.
Wielki mistrz nie chce wojny?
Tak jak napisa艂, panie. Zatem, aby wojny nie by艂o...
Pomorze mog臋 odda膰 zakonowi jedynie wieczyst膮 ja艂muln臋.
No to wielki mi ju偶 nie przystanie.
Tak i stawiam warunek.
Przekrali艣cie proces w Warszawie.
Pomorze dawno powinno by膰 zwr贸cone kr贸lestwu.
Miast wybrzydza膰.
Powinni艣cie ca艂owa膰 kr贸la po r臋kach za to, 偶e zgodzi艂 si臋 wam odda膰 t臋 ziemi臋 w
dzier偶aw臋. Cho膰 B贸g mi 艣wiadkiem, 偶e serce mi krwawi, kiedy m贸wi臋 te s艂owa.
w艂a艣nie. Jakubie, to nasze ostatnie s艂owo.
Pok贸j, czy zrywamy rozmow臋?
Pok贸j. A tanowisko wielkiego mistrza?
Wielki mistrz s艂ynie z roztropno艣ci.
I nie tylko.
Par艂 o ugod臋 jak lew.
M贸j o偶na dw贸r, kr贸lowa Anna.
By艂e艣 ochmistrzem.
Nie k艂ami膮, pani.
W takim razie chc臋, 偶eby艣 przej膮艂 obowi膮zki Gabili.
Pani... Na dworze musi by膰 porz膮dek.
Tak mnie uczono.
Niew膮tpliwie jednak.
Mam obecnie mn贸stwo obowi膮zk贸w. W przedzie艅 wyjazdu, klewny El偶bietki na
Pomorze, s艂u偶ba ma bardzo du偶o pracy.
Kto艣 musi ni膮 pokierowa膰.
Jednak... Kr贸l Kazimierz... Kr贸l Kazimierz na pewno przystanie na ten
Niemie偶o nikt inny nie zast膮pi Gabii.
Ka偶dy chcia艂by dosta膰 ten urz膮d, ale nie ka偶dy 艂atwo od niego zrezygnuje, kiedy
Gabija wychodzi do zdrowia.
Lubi臋 Gabija.
Wbrew to, co inni m贸wi膮.
Nikt nie ma co do tego w膮tpliwo艣ci.
Nie oszukuj mnie, nie mierz臋.
S艂u偶ba s膮dzi, 偶e wykorzystam chorob臋 Gabija po to, 偶eby odebra膰 jej urz膮d.
Dlatego, 偶e jest litwink膮, dlatego, 偶e ponad wszystko kocha 艣wi臋tej pami臋ci
kr贸low膮 Ann臋. Ale s艂u偶ba si臋 myli.
Zachowam urz膮d dla Gabija.
Pomo偶esz jej?
Twoja wola jest dla mnie rozkazem, pani.
Pami臋tasz jak kr贸l Kazimierz chwali艂 naszych kucharzy, kiedy u nas go艣ci艂?
przynajmniej w tej jednej kwestii mia艂 racj臋. Kiedy znowu nas odwiedzi?
A co?
T臋skn臋 ci za nim?
Polko, chyba nie jestem zazdrosny.
Urodz臋 twoje dziecko.
I to ciebie mi艂uj臋.
Agnieszko, nie przekona艂a艣 mnie.
偶eby Kazimierz dowiedzia艂 si臋, 偶e wkr贸tce b臋d臋 mia艂 syna.
Po艣lemy na Wawel kilka beczek piwa 艣widnickiego wraz z dawkowym bliscem i
rozmownym browarnikiem. Wci膮偶, panie, liczysz na to, 偶e kr贸l przeka偶e tobie
koron臋 Polski?
Przecie偶 ju偶 kr贸l W艂adys艂aw przyrzeka艂 j膮 W臋grom.
Przyrzeka艂. Ale nie wiadomo, co Ludwik zrobi z kr贸lestwem.
To jeszcze m艂okot, a Kazimierz powinien wiedzie膰, 偶e tutaj, w 艢widnicy, urodzi
si臋... Prawnuk kr贸la W艂adys艂awa. Mo偶e prawnuczka.
To b臋dzie ten.
I ufunduj臋 ko艣ci贸艂 w tej intencji.
Wszystko dla ksi臋stwa i korony. Panie, mam znakomity pomys艂, jak
powi臋kszy膰 ksi臋stwo twoje.
U偶y, Peterze.
Jest miasto do wykupienia.
Tu te偶 jej nie ma.
Chod藕 po do ogrodu.
Spocznij pani cho膰 na chwil臋.
Chc臋 utuli膰 Anna.
Zaraz j膮 przyprowadz臋. Gdzie jest? Z kim?
Z Helen膮. Pewnie posz艂y nad rzek臋.
Same?
Przecie偶 m贸wi艂am, 偶e nie wolno pod drzebnym podorem.
L臋kasz si臋 pani, 偶e Helena zabra艂a Ann臋 nad rzek臋? Milcz!
Id藕 ich szuka膰.
Helena nie jest ju偶 szalona, a to wzburzenie nie s艂u偶y ci pani.
Wi臋c co tu jeszcze robisz?
To na my艣l.
Po co ksi臋ciu Sob贸tka? Peterze, och艂o艅 troch臋 ze swojej podr贸偶y. To miasto na
drodze handlowej i to nie byle jakiej. Czech do Wroc艂awia.
I na co ono, ksi臋ciu?
Jaka korzy艣膰? B臋dzie zysk c艂a.
Zysk c艂a.
Ale na c贸偶 mi sp贸r z ksi臋ciem Zi臋bickim? No w艂a艣nie, sporu nie b臋dzie.
Sk膮d wiesz? Go艣ci艂em kilka dni u ksi臋cia Miko艂aja w Zi臋bicach. Jestem pewien, 偶e
sprzeda sob贸tk臋. On ma n贸偶 na gardle. Czyj?
Wierzycieli, mieszczan wroc艂awskich i ko艣cio艂a naszego 艣wi臋tego, kt贸ry upomina
si臋 o zaleg艂e 艣wi臋topietrze.
I to bardzo zaleg艂e.
Prawda, 偶e i ojciec ksi臋cia Miko艂aja s艂yn膮艂 z rozrzutno艣ci.
Ja tak s艂ysza艂em. Ludzie mawiaj膮, 偶e mo偶na gospodarzy膰. Byle jak?
Byle nie tak jak w Zi臋bicach. Ksi膮偶e Miko艂aj naprawd臋 ma k艂opoty.
To my艣lisz, Kicoldzie.
Ko艣ci贸艂 mu nie umorzy d艂ugu, cho膰by ze wzgl臋du na jego ojca przewiny. Zrabowa艂
dobra klasztorne w Henrykowie i Kamie艅cu, a i mieszczanie swojego darmo
oddad艂. I Miko艂aj z艂o偶y艂 ho艂d lenny Luksemburczykowi. I to zaraz po obj臋ciu
rz膮d贸w w Zi臋bicach. Teraz ledwie patrze膰, jak b臋dzie zastawia艂 swoje
sp艂aci膰 d艂ugi ojca.
M贸wi艂 o tym?
Nie chwali艂 si臋 przecie偶, ale czuj臋, 偶e oddaje za bezc臋 trzech膮.
Miko艂aj co艣 wie o trzechach?
Jego ojciec zastawi艂 u Jana Luksemburskiego Frankensteina zaraz
k膮ty. Drog臋 ma przetart膮. Z odwagi nie s艂ynie. Ksi膮偶e Miko艂aj nie ma w sobie
ducha walki jak ty, panie.
Chce jeno utrzyma膰 si臋 na zamku w Zi臋bicach.
Panie.
Nie powiedz nic.
Powiem, 偶e艣 du偶o piwa wy偶艂opa艂 z Miko艂ajem, ale nie m贸wi艂em jeszcze z nim
Ksi膮偶臋, rozwa偶 to.
Rozwa偶y膰 mo偶na, ale dobrze zliczy膰 straty.
Liczy膰 straty trzeba, Kiczoldzie.
Ale nie zapominajmy o dyskach.
Powiedziano mi, 偶e 藕le si臋 poczu艂a艣. Helena, informuj mnie, kiedy zabierasz
poza zamek.
Przepraszam, pani, ja nie chcia艂am ci臋 zdenerwowa膰.
Nie chodzi o ciebie, ale kiedy jej d艂u偶ej nie widz臋, bardzo si臋 niepokoj臋.
I t臋sknisz za jej 艣miechem?
Za jej dzieci臋c膮 paplanin膮?
I zrobi艂aby艣 wszystko, byleby tylko j膮 przytuli膰?
Bardzo si臋 ciesz臋, 偶e przyjecha艂a艣 do 艢widnicy, Helena.
Ty nie?
Czasami my艣l臋, 偶e by艂oby lepiej, jakbym zosta艂a w domu ojca i wiod艂a samotne
偶ycie.
Tak by艂oby lepiej dla wszystkich.
Helena.
B臋dziesz, ksi膮偶臋, za艂owa艂 tej decyzji. Trzeba b臋dzie troch臋 uszczupi膰 skarbit,
ale to si臋 nam op艂aci. Dydki, c艂a powinny... Dydki, peterze, jakie dydki?
Czech贸w podra偶nimy.
Niech zobacz膮, na co sta膰 pana ze 艣widnicy. Tylko Czechom chcesz do piec,
Zaszmielebie ni偶 ktokolwiek inny kicoldzie. Ja艣niej, panowie, bo ten
pomys艂 kosztowa艂 wiele piw.
O kr贸lu Kazimierzu zapominasz, peterze. Taki du偶y, z Krakowa.
Kazimierz uk艂ada si臋 teraz z Krzy偶akami, sojusznikiem Luksemburg贸w. Czy偶by m贸j
pomys艂 by艂 lepszy ni偶 to, co wymy艣li艂e艣? Lepszy, Peterze.
Znacznie lepszy.
Kazimierz zobaczy, 偶e mam twoje cele, twoje zamiary i tw贸j honor.
A zatem mi艂ujesz Gunsela.
Pani, czy to prawda, co oni m贸wi膮?
呕e nastawa艂 na cnot臋 dw贸rek, 偶e grozi艂 swoim wrogom 艣mierci膮?
A w z艂o艣ci艂by nawet zabi膰.
Wiem, co chcia艂aby艣 us艂ysze膰, Helena, ale nie mog臋 tego rzec.
Gdyby to zale偶a艂o ode mnie, Gunthera ju偶 dawno nie by艂oby na naszym dworze.
Chyba, 偶e w lochu.
Jednak Bolko bardzo go ceni. Uwa偶a, 偶e to znamienity rycerz i bardzo silny
cz艂owiek.
Niestety ta si艂a przewa偶a w nim.
Nadrozumem. Widz臋, 偶e mi艂ujesz szczerze.
Lecz je艣li rozwa偶asz w sercu, jakim jest cz艂owiekiem... W Krakowie zdarzy艂am
uczuciem cz艂owieka prawego.
On mnie nie chcia艂.
A potem zdarzy艂o si臋 wielkie z艂o.
Z艂o, kt贸re na zawsze zmieni艂o moje 偶ycie.
I teraz, kiedy...
Odwa偶y艂am si臋 otworzy膰 serce.
Okazuje si臋, 偶e kocham potwora.
O czym m贸wisz?
O uprowadzeniu kr贸lewie?
Tak.
Tak, ale zanim to si臋 wydarzy艂o, to mam pocha艅bione.
Zb艂膮dzi艂am, ale wydawa艂o mi si臋, 偶e odpokutowa艂am ju偶 swoje winy.
Pani, czy B贸g ka偶e mnie za to, 偶e jestem nieczysta? Nie ma w tym Twojej winy.
Jest!
Czy to nie jest wyznak, 偶e mi艂o艣膰 jest nam niezabroniona?
Co m贸wisz, Helena? Nie jest. No to dlaczego B贸g postawi艂 na mojej drodze
cz艂owieka, z艂ego cz艂owieka i sprawi艂, 偶e to w艂a艣nie w nim spo艣r贸d wszelkich
innych si臋 zakocha艂am?
Kto jest wi臋kszym w艂adc膮?
Ten, kto ma wi臋cej ziem, ale musi si臋 z innymi uk艂ada膰, by je utrzyma膰. Ten, kto
ma ich ma艂o, lecz rz膮dzi samodzielnie.
Wypijmy za ksi臋cia, co ma odwag臋 postawi膰 si臋 najwi臋kszym. Za Bolka.
Za Bolka ze 艢widnicy.
Jednego Kazimierzowi nie zazdroszcz臋.
呕e musi schowa膰 dum臋, zapomnie膰 o urazach i pojedna膰 si臋 z wrogiem.
A wszystko dla dobra korony.
A jego ojcu przychodzi艂o to z wi臋kszym trudem.
Prawda. Kr贸l W艂adys艂aw rzadko sk艂ada艂 miecz w imi臋 pokoju.
Ale i Kazimierz nie czyni tego lekk膮 r臋k膮.
Za to co innego przychodzi mu bardzo g艂adko.
Co?
Ba艂a mu si膰 niewiasty.
呕adna mu nie odm贸wi. 呕adna!
I musz臋 przyzna膰, 偶e co艣 w sobie ma.
Nawet moja 偶ona wspomina wieczerze z Kazimierzem sprzed roku.
I co mu z tego, skoro nie ma syna?
Wkr贸tce to on tobie, panie, pozazdro艣ci.
Cudka. Chyba, 偶e nie pozwoli艂am ci odpocz膮膰 u siebie po por贸偶, ale musia艂am
pom贸wi膰 z tob膮.
I mnie 艣pieszno by艂o na dw贸r.
Ba艂am si臋, 偶e kr贸lewna El偶bieta wyjedzie i nie zd膮偶臋 jej po偶egna膰. Na szcz臋艣cie
zd膮偶y艂a艣. Mam nadziej臋, 偶e pomo偶esz mi.
Je艣li tylko b臋d臋 potrafi艂a.
Opiekowa艂a艣 si臋 kr贸lewny od male艅ko艣ci.
Mo偶e tobie si臋 uda przem贸wi膰 do kr贸lewna El偶bieta. Ja nie potrafi臋.
Ona bardzo przyjmuje si臋 sw贸j wyjazd na Pomorze i 艣lub w ksi臋偶y Bogus艂aw.
Jest blisko za Romanie.
Nigdy nie pali艂a si臋 do zam臋艣ca.
Zadziwiam, 偶e przedwyci臋偶y艂a t臋 niech臋膰.
Oczywi艣cie pom贸wi臋 z ni膮.
Dzi臋kuj臋.
A Jolanta nie przyjecha艂a z tob膮?
Nie chcia艂a.
A ja nie nalega艂am.
A czy ona ci膮gle... S膮 dni...
Gdy jest taka jak dawniej, radosna.
I jest ich coraz wi臋cej.
Patrz, o mnie to cieszy.
Ale ty wygl膮dasz na smutn膮.
Nie my艣l臋, 偶e upier臋 si臋, by odes艂a膰 Jolant臋 do klasztoru.
Co za lor.
Pan nas taka urodzia. C贸偶 po urodzie, kiedy ludzie gadaj膮.
Jedne zara艅czenie ju偶 zerwano.
Nie my艣l臋, 偶e chc臋 jej tego oszcz臋dzi膰, ale... To niesprawiedliwe.
A mo偶e ja pom贸wi臋 sw贸j m膮偶?
Jeste艣 bardzo 艂askawa, pani.
Dzi臋kuj臋.
Ale zanim wyjdziesz, ja musz臋 wiedzie膰 jeszcze jedno.
Pami臋tasz, o czym mowa?
M贸wi膮, 偶e Jolanta jest c贸rka Kazimierz.
Powiedz mi, czy to prawda?
Panie, nie zadr臋czaj si臋 tym.
Oczywi艣cie, 偶e nie jest.
Pewnie uwa偶asz, 偶e jestem szalona.
Sk膮d偶e? Ale gdyby艣 by艂a na moim miejscu...
Ja wiem, co m贸wi膮 o Kazimierzu.
呕e ubi艂 niejedn膮 nadboj臋.
Ale... Przepraszam.
To nie tw贸j k艂opot.
To jedyne wyj艣cie, ojcze.
Nikt Jolenty nie chce.
Cudka nawet nie wie, ile odm贸wi艂o jej r臋ki.
Nawet potem pomaga.
Wszyscy znaj膮 o niej plotki i to wszystkie.
Jak to ludzie wiedz膮, to co najgorsze i jeszcze wi臋cej ni偶 jest naprawd臋.
A co na to Jolenta?
Staram si臋 to przed ni膮 ukrywa膰, ale ju偶 d艂u偶ej nie mog臋.
W klasztorze b臋dzie bezpieczna.
Klasztor nie jest dla ka偶dego.
Wi臋c dok膮d ma i艣膰?
A cudka?
Wiem, 偶e je艣li j膮 przekona miolenta, przyjdzie jej habit.
Jednak cudka nie chce o tym s艂ysze膰.
Mi艂o艣膰 matki. Ja te偶 kieruj臋 si臋 mi艂o艣ci膮 ojca.
Przybranego, bo prawdziwie jej nie chcia艂.
Jeszcze got贸w jest nas oskar偶y膰 o pr贸by otrucia.
Pok贸j zagro偶ony.
Mo偶e po prostu nie jest g艂odny.
Jakubie!
A co si臋 u was jada w Malborku?
Gustuje w rybach.
Jak dostaniecie Pomorze w dzier偶aw臋, to ryb wam nie zabraknie.
A gdzie wasza c贸rka El偶bieta, panie?
S艂ysza艂em, 偶e wybiera si臋 za m膮偶 dla ksi臋cia Bogus艂awa z Pomorza.
Czyta艂am dzisiaj pi臋kny wiersz, Jakubie. Chcesz pos艂ucha膰?
Kr贸lowo, z przyjemno艣ci膮. Jest w naszym j臋zyku.
Zaszczytem b臋dzie go wys艂ucha膰, pani.
Aby艣 zapami臋ta艂 Wawel jako go艣cinne miejsce.
Kr贸lu wie, co robi. Pi臋kniej od tego.
I ja, jak ten soku z poematu, umkn臋 do swojej komnaty.
Panowie.
Prowad藕 mnie do swojej komnaty.
M臋偶u. Co si臋 sta艂o?
Rozmawia艂em z Eliaszem o Jol臋dzie.
Czyli postanowione.
Trudno jako艣 si臋 z tym pogodz臋.
Jolanta te偶, lecz wiedzy, 偶e...
Wiele 艂ez pop艂ynie, nim si臋 to stanie.
Przekona艂 mnie, 偶e nie mo偶emy pos艂a膰 Jolenty do klesztoru.
Tylko B贸g mo偶e j膮 tam powo艂a膰.
Dzi臋kuj臋.
Szybko widzia艂a艣 moj膮 siostr臋?
Nie. Sama jej szukam.
Nigdzie jej nie ma.
I nikt jej nie widzia艂.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.