Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku.
Droga, czy to wspomnienie nocy nie daje ci spa膰?
No i?
Co tak patrzysz na mnie, jakby艣 czorta zoczy艂a za moimi plecami?
A?
Wi臋c to on zostawi艂 艣lady pazury na twoje plecy?
Tylko nie m贸w mi, 偶e to jest policja noc. Wiem, jak wygl膮daj膮 艣wiecie za taka
pania.
By艂a艣 zadziorna.
Ale to nie twoje dzie艂o.
W trakcie polowania z ksi臋ciem Bogus艂awem zbrojni znale藕li w lesie
wilczoszczenie.
Wymy艣li艂em, 偶eby zabra膰 je na Wawel i otwoi膰.
Podrapa艂o mnie w trakcie zabawy.
To gdzie ono jest?
Chce mnie zobaczy膰. Nie mo偶esz, zosta艂o w lesie. Poczu膰 mia艂bym go bra膰, skoro
by艂 nieprzyjazny wobec mnie.
Ale jak chcesz zobaczy膰 wilczka...
Zaraz go ubierzesz.
Nie p艂acujesz.
Kr贸lowa kaza艂a odnie艣膰?
M贸wi艂em Mi艂kowi, 偶e dla mi艂o艣ciwej pani tylko naj艣wie偶sze specja艂y.
Dla mnie pyszne. A kr贸lowej nie w g艂owie teraz jedzenie.
Nawet do komnaty wej艣膰 nie mog艂am, bo kr贸lowa z kr贸lem.
Mo偶e on da j膮 w 艂o偶u艂owy?
呕e niby co, 偶e on my艣liwy, a ona... A tobie co do tego?
Chod藕 w to偶pice kr贸lowej.
Musia艂am sprawdzi膰, czy nie zepsute, albo zatrute.
W艂a艣nie widz臋, zaraz o tym si臋 dowie ochmistrzyni. Pakuj tobo艂ek, dzi艣 j膮
puszcza z domek. Nie ma jej, wi臋c si臋 nie dowie.
A tylko ona mnie mo偶e ze s艂u偶by zwolni膰.
A gdzie si臋 ona znowu podzia艂a?
Bo ja wiem.
Nie ma jej ju偶.
Aha, miara si臋 przebra艂a. O wszystkim us艂yszy kr贸lowa.
Ochmistrzynie ci膮gle dnika. Nic dziwnego, 偶e na damku panoszy si臋
Wyda艂a艣 ochmistrzyni臋, 偶eby unikn膮膰 kary. Ja przynajmniej nie zwalam winy na
brata.
Ojcze, zdrad藕 co艣 wi臋cej. Nie jest stary, ale jak wygl膮da?
Zwyczajnie. Nie ma widocznych skal. To ju偶 co艣.
Ale czy jest urodziwy?
Nie ka偶 mi ocenia膰 m臋skiej urody. Nie wiem, co podoba si臋 niewiastom. Powiedz
zatem, jak ksi膮偶臋 Bogus艂aw si臋 tobie widzi.
To znacny m膮偶. Obieca艂 wystawi膰 400 zbrojnych w razie potrzeby.
Wida膰 szczodry z niego cz艂owiek.
My艣lisz, 偶e jest te偶 dzielny i prawy?
Niech ch艂opcu si臋 wypowie. Dobrze pozna艂 Bogus艂awa na polowaniu. Ja艣ku!
Na polowaniu ubi艂 dzika.
Mo偶na powiedzie膰, 偶e odwagi mu nie brakuje.
Panie, marsza艂ek czeka. Chc臋 Tob膮 m贸wi膰 na osobno艣膰.
Dzi臋kuj臋. Nie b臋d臋 Ci ju偶 wi臋cej przeszkadza膰, ojcze.
Mi艂o艣ciwa pani, prosz臋 o chwil臋 rozmowy.
Dobrze, chc臋 i艣膰 p贸藕niej do mojej komnata.
Teraz jest pierwsza na przyja藕艅ka.
Wie pan co, pi臋kna pogoda, szkoda nie korzysta膰.
Zaiste pi臋kna, ale jak tu si臋 cieszy膰 z tak s艂onecznego dnia, skoro to co si臋
dzieje na zamku wo艂a o po艂st臋 do nieba.
O czym m贸wisz, kuchmik?
O karygodnej postawie, o chimistrzyni.
S艂uszki robi膮 co chc膮, puszczone samopas, a jej znowu nie ma na zamku.
Mo偶e posz艂a po jakie艣 sprawunki?
Samowolnie opu艣ci艂a zamek, za nic maj膮c s艂u偶b臋 kr贸lowej.
Jestem pewna, 偶e mo偶na jako艣 to wyja艣ni膰. Winno by膰 jasne, za nim
zamek.
Je艣li nie chcesz pani, by ca艂y tw贸j dw贸r poszed艂 jej 艣ladem, to moja serdeczna
rada jest taka, 偶e trzeba odebra膰 jej t臋 godno艣膰, p贸ki nie jest za p贸藕no.
Wejd藕 do 艣rodka, 艣wie偶ej polepki skosztujesz.
No chod藕, nalewki nagotowa艂em. Chod藕, chod藕, chod藕.
Gotowy? Przyprowad藕 go.
Kr贸lowo.
Wsz臋dzie ciebie szukam.
Mi艣膰.
Czeka艂em na ciebie w mojej pracowni, pani.
Dzisiaj mam ochot臋 poje藕dzi膰.
Nie mog臋 si臋 doczeka膰, kiedy przedstawi臋 ci kolejne szkice.
Tym bardziej, 偶e powsta艂y one za twoj膮 spraw膮.
By艂a艣 dla mnie natchnieniem.
Musz膮. P贸藕niej.
Chcia艂bym si臋 jeszcze ciebie poradzi膰, pani. Czy widzisz ca艂o艣膰 w kolorze, czy
lepiej zostawi膰 kamie艅 nagim?
O to trzeba zapyta膰 kr贸l.
S膮dzi艂em, pani, 偶e w tej kwestii kr贸l pozostawi艂 ci woln膮 r臋k臋.
Ale do niego nale偶y ostateczna decyzja. A teraz pozw贸l mi si臋 nacieszy膰 uroda
ten dzie艅.
Przyroda i sztuka s膮 po to, 偶eby kontemplowa膰.
Czy艣nie? Natychmiast.
Pani.
Dobrze, Stachu, 偶e艣 j膮 tu przywi贸d艂.
Id臋 traktem. Patrz臋 ochmistrzyni z zamku. Ale jaka艣 dziwna.
Wod臋 ze strumienia pije. Nic nie m贸wi. To tak patrzy.
Gabino.
Panie.
Pami臋tasz mnie?
To miejsce.
A wy偶ego tu? Poszli.
Ju偶.
Gabino.
Czemu nie jeste艣 na zamku?
W drog臋 ruszy艂a艣?
Ale jak偶e to tak?
Bez cieplego p艂aszcza. Bez tobolka.
I dok膮d?
Moja rzecz dok膮d rosi艂a?
Mieli z nami.
Rozum postrada艂a.
Z pocz膮tku.
Z pocz膮tku my艣la艂em, 偶e dwochuje sobie z nas.
Ale ona nic nie pami臋ta.
Widzia艂e艣 kiedy co艣 takiego?
Jak 偶yj臋, nie widzia艂em.
Dam jej kaszy.
I to wr贸ci jej pami臋膰.
A je艣li j膮 sam czort
op臋ta艂?
Wszystko gotowe, panie.
Kr贸lewna mo偶e rusza膰 na spotkanie przysz艂ego m臋偶a.
Dwory po drodze ju偶 szykuj膮 si臋 na powitanie waszego orszaku.
Orszak albietki poprowadzi Maciek.
Ja wpierw udam si臋 do Kalisza, by z mo偶nymi om贸wi膰 warunki pokoju z zakonem.
Do艂膮cz臋 do c贸rki, gdy b臋dzie ju偶 na miejscu w Poznaniu.
Zatem po艣l臋 do Kalisza, by tam przygotowano godny monarchy nocleg.
Je艣li mi wolno, panie, chcia艂em przekaza膰, 偶e pok贸j z krzy偶akami jest
potrzebny. Zakon jest zbyt silny i ludzie ju偶 dosy膰 wycierpieli, ale...
M贸wi艂e艣 z kim艣, kto my艣li inaczej?
Ludzie gadaj膮, co im 艣lina na j臋zyk przyniesie.
M贸w, chc臋 wiedzie膰.
W karczmie dw贸ch szlachetk贸w z Wielkopolski powstawa艂o na uk艂ady z
呕e si臋 kr贸lowi nie godzi zapomina膰 o ziemiach, kt贸re zakon wydar艂. I 偶e oni
poszli na tak膮 wojn臋.
Oraz, 偶e dla kr贸la W艂adys艂awa... Do艣膰.
Nie ma innego rozwi膮zania.
Nie teraz.
Mo偶esz odej艣膰.
Wa偶na mam sprawa. Chodzi o Gabi臋. Zreszt膮 o mistrzyni臋. Co z ni膮?
Jest bezpieczna, ale nie mo偶emy jej wypu艣ci膰. Odwali艣cie j膮 dla okupu? Nie.
Zrobili 艂otry, m贸w p贸ki dobry.
B艂膮ka艂a si臋 rano przy kartce. To jest mi on z Samuelem u go艣ciu. A teraz miota
si臋 po niej jak sam diabe艂.
Nie pami臋ta swojego imienia, ale ta zazi臋ta jest jak dawniej.
To pami臋膰 straci艂a, czy diabe艂 op臋ta艂? Bo nie pojmuje.
Pewno jedno i drugie.
Zabierzcie j膮 na zamek. Sama tam nie trafi臋.
Niech wam b臋dzie.
Agnieszko, dw贸rki mi donios艂y, 偶e co艣 mi si臋 sta艂o.
Rzeczywi艣cie zas艂ab艂am podczas spaceru. Ksi臋偶na mia艂a silne zawroty g艂owy i
vomity. Co艣 ci zaszkodzi艂o? Ka偶e wych艂osta膰 kucharza, je艣li jeszcze
mu! Nie ma w tym jego winy, cho膰 teraz wiem, 偶e nie powinnam je艣膰 tak t艂usto.
Zatem i tak poniesie kar臋.
Co was tak bawi?
Agnieszko, ty jeste艣 brzemienna.
Wszystko na to wskazuje, panie.
Mo偶esz mnie dotkn膮膰, m臋偶u.
Nie mog臋 uwierzy膰. Ja te偶.
Cho膰 modli艂am si臋 o to ka偶dego dnia.
Pijemy do dna!
Za co pijemy, panie?
Inieszka prosi艂a, 偶ebym jeszcze nie rozg艂asza艂, ale... B臋d臋 ojcem.
Wspania艂a nowina. Ksi臋dztwo potrzebuje nast臋pcy. Rzeczy samej. Je艣li urodzi mi
si臋 syn, b臋d臋 kszta艂ci艂 go na w艂adc臋. Je艣li c贸rka... Rozpierdza艂. B臋dziesz
dobrym ojcem.
Dzi臋kuj臋 ci, Goncalu.
Mnie za to.
Co ty przywioz艂e艣 Helen臋 na zamek? Odk膮d ona zajmuje si臋 Ann膮, Agnieszka ma
wi臋cej czasu, jest spokojniejsza.
A wieczorami mniej zm臋czona.
Nie wiem, czy to dobrze, 偶e j膮 tu przywioz艂em.
Tak m贸wi艂e艣, 偶e to wspania艂a niemiastka.
I m贸j brat te偶 jest ci wdzi臋czny.
Nawet ostatnio wspomina艂, 偶e trzeba by Helen臋 wyda膰 za m膮偶.
I dziwnie mu si臋 do tego pali艂o.
A komu do tego?
Chce si臋 z ni膮 o偶eni膰?
Miewa r贸偶ne pomocy, sam wie.
A tobie Helena nie jest oboj臋tna, Gunselu.
Niezupe艂nie oboj臋tna.
Wodzisz za ni膮 wzrokiem, ilekro膰 jest w pobli偶u.
Ani troch臋!
Znam si臋, druku, lepiej ni偶 my艣lisz. I z serca ci radz臋.
Zajmij si臋 ni膮, zanim ci j膮 kto sprz膮tnie sprzed noca.
Nie walcz z臋b膮, a mi艂owanie nie ma rady.
Doroto!
Weroniko!
Jak potrzebne, to nigdy ich nie ma.
Pomog臋!
Trzeba to zanie艣膰 do komnaty Anny.
Ksi臋偶nej mo偶e teraz przeszkadza膰.
S艂ysza艂em, nowina.
Weronika ju偶 wszystko rozpowiedzia艂a? Sam ksi膮偶臋. Tak, jeste艣my druhami.
A ty, pani, jeste艣 w dobrych stosunkach z ksi臋偶n膮 i innymi dw贸rkami?
Oczywi艣cie. Wiesz datem, kt贸ra z dw贸rek planuje zam臋艣cie?
A jak wiem, to co?
Jeden krewniak pyta艂 mnie, czy m贸g艂by kt贸r膮艣 z was wzi膮膰 za 偶on臋.
C贸偶 za 艣mia艂o艣膰.
Przeka偶 krewniakowi, 偶e je艣li poci膮gaj膮 go niewiasty na przyk艂ad z Wielkopolski,
to ma niewielkie szanse.
A to czemu?
Wszak nasz膮 Helen膮 zainteresowa艂 si臋 sam ksi臋偶y Henryk, uj臋ty jej trosk膮 o ma艂膮
Ann臋. A to m膮偶 nieugi臋ty i ka偶dego rybala pokona. Nie by艂bym tego taki
A ja tak.
Rozniesie ci臋 w ty艂.
A zabawki?
Gabio.
Czas rzuca膰 na Wawel.
Nie mo偶esz tu zosta膰.
Kr贸lewskim medykiem.
Zwo艂 mnie Eliasz.
Kr贸lewskim medykiem kr贸la to leczci kr贸la.
Mi nic nie jest, czuj臋 si臋 dobrze.
G艂owa ci臋 nie boli?
Nie.
I tak od samiuszkiego rana.
Denerwuj臋 si臋, jak kto艣 do niej g臋by otworzy. Mo偶e jej dokuczacie?
Proponowa艂em spraw臋.
Nie wiem, czemu si臋 tak biegli.
A gdyby艣 ty, dobry cz艂owieku, nie poznawa艂 nikogo i nie rozumia艂, czego
od ciebie chc膮?
艢wiat jest dla niej teraz wielk膮 niewiadom膮.
Ot贸偶 tego wyd藕wiania. Idziemy!
Chod藕! Nie! Przesta艅!
Dogo艅 ci臋 tak z biegu!
Mia艂em ko艅czy膰 s艂u偶b臋 na dzisiaj.
Wzywa艂a艣, pani.
Nie przynios艂em jednak wina, bo... Bo?
Dostawy si臋 op贸藕niaj膮 przez wojny na 艢l膮sku, wi臋c nie mam twojego ulubionego,
wybacz.
A mo偶e uwa偶asz, 偶e za du偶o pij臋?
Id藕 do kuchni, przynie艣 艣wie偶e owoce.
Nie wiedzia艂am, czy z powodu wina.
Wczoraj, jak by艂e艣 w moja komnaca, a ja sz艂am spa膰, rzek艂e艣... Nie przytocz臋
s艂贸w dok艂adnie, ale to zrozumia艂am.
Mi艂owa艂e艣 Anna.
Z wzajemno艣ci.
Ale ja... Nie zaprzeczaj.
Twoje wyznanie da艂o mi si艂臋.
Zrozumia艂am, 偶e nie tylko ja si臋 borykam z niepok贸j i samotno艣ci膮. To nie jest
艂atwo bierze na w艂adc臋.
Z pewno艣ci膮, pani.
Anna... Kr贸lowej Annie r贸wnie doskwiera艂a samotno艣膰.
A wi臋c nie by艂a bez kary.
Ja my艣la艂am, 偶e j膮 Kazimierz kocha艂, a mnie tylko po艣lubi艂.
Dzi臋kuj臋 ci.
Gdyby kr贸l si臋 o tym dowiedzia艂... Ode mnie si臋 nie dowie, nic ci nie grozi.
Ja? Witaj.
Chcia艂bym Ci臋, Panie, prosi膰 o pomoc.
Mnie?
S膮dz臋, 偶e to... Przypadek dla ciebie.
Idzie o ochmistrzyni臋.
Co si臋 sta艂o?
Nikogo nie poznaj臋.
I sama nie wie, kim je.
Straci艂a pami臋膰.
Na szcz臋艣cie to nie op臋tanie.
Widzia艂em op臋tanych zawsze, jakby nie byli sob膮. A Gabija jest taka, jak by艂a.
Zauwa偶y艂em te偶 pod w艂osami na g艂owie ran臋.
Udyd艂a si臋 w g艂ow臋.
Tak wygl膮da.
Czyta艂em o podobnym przypadku.
Musz臋 j膮 najpierw obejrze膰.
Zapraszam do sto艂u.
Nie lubi臋 jedzca.
Najpierw obowi膮zki.
Mam list dla ksi臋cia.
Zbyszek radu.
Od kr贸la Ludwika?
C贸偶 pisze m艂ody kr贸l?
Zapewnia ksi臋cia, 偶e jest i b臋dzie jego sojusznikiem.
Wspomina te偶, jak bardzo ceni jego waleczno艣膰.
Ksi膮偶臋 b臋dzie zadowolony.
Gdzie go znajd臋?
Chcia艂 rozprostowa膰 ko艣ci w ogrodzie ko艂o domu.
Jem sam.
To i napij臋 si臋 sam.
Dowiedzia艂e艣 si臋?
Ksi臋偶e Henryk wyruszy艂 rankiem na polowanie.
W jakim kierunku?
Chyba nie chcesz, panie, jecha膰 za nim.
Pewnie tam, gdzie zawsze.
Nie mo偶esz, panie, bez pozwolenia ksi臋cia ruszy膰 z zamku.
Pami臋tasz, co艣 mu przyrzek艂 po tamtej sprawie ze skrzyni膮?
Przynajmniej na w臋gierskim tronie mamy przymierzy艅ca, kt贸rego mo偶emy by膰 pewni.
Stracili艣my t臋 pewno艣膰 co do kr贸la Kazimierza. Tak.
Kazimierz szykuje swoj膮 c贸rk臋 do 艣lubu, 偶eby zyska膰 sojusznika przeciwko
krzy偶akom.
Pytanie, czy zechce anga偶owa膰 si臋 na kilku frontach jednocze艣nie.
My艣lisz, 偶e zrezygnuje ze wschowy?
Kto go wie.
Ale warto sprawdzi膰, jak zachowuj膮 si臋 wojska stacjonuj膮ce przy granicy od
niedziel.
Dobra my艣l.
Kogo po艣lesz?
Nie wiem, bo m贸j brat Henryk znowu ruszy艂 w knieje.
Nigdy go nie ma, kiedy jest potrzebny.
Pozw贸l, 偶e ja pojad臋, panie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.