Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku. Panie, Henryk 呕aga艅ski oblega g艂og贸w. Trzeba sposobi膰
do wojny. Wiadomo, 偶e Henryk przegra z Luksemburczykiem. Przez to straci
niezale偶no艣膰. Henryk dostanie to, na co zas艂u偶y. Kuchni偶 pozwoli艂 wam sypa膰 s贸l
pod drzwiami. Krakowie jest pomiot diabelski. Dzieci臋 nienarodzone. Kim
szcz臋艣ciarz? To nasz w贸jt. Pani, nasz w贸jt ju偶 jest 偶onaty.
Prosz臋.
Nie mo偶esz tak kaka膰, bo przed nim ty podepczesz.
Nie r贸b sobie nadziei.
Helena za innym wodzi oczami.
Nie s膮dzi艂em, 偶e 呕aga艅ski najedzie g艂ok贸w.
Henryk, chc臋 odzyska膰 ziemi臋 odebranej jego ojcu. On walczy, a my... My?
Ja nie po艣wi臋ci艂bym 偶ycia, 偶eby odzyska膰 ziemi臋 zamieszkanej przez zdrajc贸w.
Bogowie, a nie bez specjalnych naglisk贸w.
z艂o偶yli ho艂d lenny Luksemburczykowi.
Bez specjalnych nacisk贸w?
Luksemburczyk zdoby艂 G艂og贸w zbrojnie, a wcze艣niej wype艂ni艂 z niego nasz膮
siostr臋.
Luksemburczyk zwolni艂 mieszka艅c贸w miasta od powinno艣ci wzgl臋dem ksi膮偶膮t
g艂ogowskich. My艣l臋, 偶e to ich przekona艂o.
My艣lisz, 偶e powinno艣ci wobec wszystkiego kr贸la s膮 dla nich mniej dotkliwe?
Zreszt膮 nie w tym rzecz.
Wiem.
呕al ci.
偶e sam nie prowadzisz wojska do boju.
O!
Zaraz si臋 dowiemy, czego chc膮 g艂ogowscy mieszczanie z wierzchnictwa rodu, kt贸ry
rz膮dzi艂 tam od wiek贸w, czy czeskiej w艂adzy.
M贸w!
Miasto broni si臋 przed wojskami 呕aga艅skiego.
Op贸r stawia za艂oga czeska i mieszcza艅stwo. Widzisz? Daj mu m贸wi膰!
Obronne sprawuj膮 jak zawsze organizacje cechowe.
Znasz jakie艣 szczeg贸艂y?
Cechy podzieli艂y mi臋dzy sob膮 cz臋艣ci miasta.
Rze藕nicy broni膮 ramy szpitalne i piekarze bramy polskiej, trzewcy i
bramy m艂y艅skiej, kowale wikhausu, krawce mur贸w przy ulicy Bo偶ego Cia艂a, tkacze
mur贸w ko艂o klarysek, a ku艣nierze i kramarze obwarowa艅 przy dworze biskupim.
To razy str贸j silniejsza. Ta lapta chyla si臋 na stron臋 ksi臋cia Henryka.
Teraz Henryk nie藕le sobie radzi, ale je艣li do miasta dotr膮 posi艂ki z Czech...
je艣li jednak to b臋dzie na to?
To Henryk b臋dzie tym, kt贸ry najsilniej przeciwstawi艂 si臋 Luksemburgom.
Wybacz, bracie.
Wiem, Henryku, co b臋dzie, je艣li 呕aga艅ski wzmacni si臋 w艣r贸d ksi臋偶膮t 艣l膮skich.
Co艣 si臋 sta艂o, pani?
Rada si臋 sko艅czy艂a?
Chcia艂abym pom贸wi膰 z m臋偶em.
Wartuj膮 mnie wie艣ci z G艂ogowa.
Walki do nas nie dotr膮.
Nie musisz si臋 obawia膰.
Podobno g艂og艂awianie to szlachetni ludzie.
To w ko艅cu 艢l膮zacy. Przykro mi.
Ale ich op贸r wobec Henryka 呕ega艅skiego wskazuje na co艣 zupe艂nie innego.
S膮dzisz, 偶e to ich wina, 偶e znale藕li si臋 pomi臋dzy wojskiem ksi臋cia ze 艢l膮ska a
kr贸lem czeskim?
Wybacz, panie.
Nie potrafi臋 si臋 opanowa膰.
Wszyscy mamy swoje s艂abo艣ci.
A mo偶e to jest w艂a艣nie ten moment? Ten moment, 偶eby wywalczy膰 co艣 dla ksi臋stwa.
Pertraktowa膰 Henrykiem, gdy prowadzi obl臋偶enie?
B臋dzie potrzebowa艂 zbrojnej pomocy.
Albo funduszy.
W zamian za偶膮dam, aby odst膮pi艂 odrocznie do Boles艂awca. A warto ryzykowa膰 wojn臋
z Czechami dla Boles艂awca?
Wiadomo, po czyjej stronie stanie Kazimierz?
Tego, co zrobi Kazimierz, nie przewidzi nikt.
Jeste艣 wojownikiem, jest wojna.
M贸w, co my艣lisz.
Wszystko, co wiem o wojnie, m贸wi mi, 偶e dop贸ki Henryk wygrywa pod G艂ogowem, nie
zechce nawet wys艂ucha膰 twojego pos艂a.
Poza tym raz ju偶 odm贸wi艂.
Tak.
Ale to si臋 mo偶e bardzo 艂atwo zmieni膰, kiedy nacieraj膮 na ciebie liczne wojska
czeskie, a ty szykujesz si臋 do pora偶ki.
Mam nadziej臋 na same dobre wieki.
Jestem raz wata wysoko艣膰, bo takich tych przynosz臋.
W skarbcu znacznie wi臋cej grosza z ce艂 i myta ze stukom rtelnych.
Dochody z samych tylko ce艂 wzros艂y do dwudziestu trzech tysi臋cy grzywien w
zimy. A z 偶up mamy nast臋pne osiemna艣cie tysi臋cy.
Zdejste, dotrzyma艂e艣 s艂owa.
Rosn膮 jednak wydatki na przebudow臋 zamk贸w w P臋cinie, Wieluniu i wie偶y w
Rapsztynie.
Chc臋 us艂ysze膰 konkretne kwoty.
Je艣li uderzysz na schow臋, to nie wytarcz, panie.
B臋dziesz musia艂 po偶yczy膰 pieni膮dze.
Ile?
To zale偶y, jak wielk膮 chcesz wystawi膰 armi臋.
Czekam jeszcze na wjechcie od Jana.
Wtedy zdecyduj臋, ile Wojewka p贸jdzie pod Wtchow臋.
B臋d臋 jeszcze w czym艣 pomocny?
Wezwij Lewka.
Niech przyjdzie z tym swoim magicznym pier艣cieniem i co艣 pomo偶e.
Jestem ciekaw, czego zarz膮dza w zamian tym razem.
Nie ufam mu, panie.
Gdyby podskarbi zarz膮dza艂 moimi pieni臋dzmi, tak jak ten 呕yd, nie
walczy膰 o Wtchow臋. Po prostu bym j膮 kupi艂.
Wo艂aj go.
Gabiriu, pozw贸l, ja pomog臋. Zostaw.
Co si臋 dzieje?
Dlaczego ty mnie uderzy艂a艣? Czym sobie zas艂u偶y艂e艣? Ci m臋sie od nic daleka
nie powt贸rz臋. Ale nale偶y mi si臋 wyja艣nienie. Nie, nic ci si臋 nie nale偶y.
Zabierz r臋k臋.
Gabiriu, prosz臋, porozmawiaj ze mn膮. Bo zaczn臋 膰wiczy膰.
Udziel mi 偶ycia przez swoje s艂owo.
Oto po偶膮dam Twoich postanowie艅 wed艂ug swojej sprawiedliwo艣ci.
Zapewni mi 偶ycie wed艂ug swojej sprawiedliwo艣ci.
Wed艂ug swojej sprawiedliwo艣ci, wed艂ug swojej sprawiedliwo艣ci.
Dzi臋kuj臋 Bo偶e, 偶e zawsze wskazujesz mi, kt贸ra droga jest w艂a艣ciwa.
To jak jeste艣 taki m膮dry, to jakby takie diabelskie dziecko wygl膮da艂o.
U st贸p mia艂oby pazury, jak u Jastrz臋bia.
I pewnie widzia艂oby w ciemno艣ciach.
Jak kot oczy by mia艂o.
No i ogon.
Czarny pewnie.
Wiedzia艂em. Dla ciebie pierwszego by takie dziecko urok rzuci艂o.
Ono w艂a艣nie by wygl膮da艂o tak jak ka偶de inne, 偶eby zmyli膰 ofiary.
Ja do 偶adnego ju偶 nie podejd臋.
Co ty by艣 b臋d臋 mnie zrobi艂?
Kupi艂em nam 艂apki kr贸lika.
呕eby odwr贸ci膰 nieszcz臋艣cie.
To woda na ros贸艂 z warzywami, tak jak zawsze.
Gabino!
Musisz mnie wys艂ucha膰.
Musisz mnie wys艂ucha膰. Nie, nie b臋d臋 ci臋 s艂ucha艂.
Porozmawiasz ze mn膮, cho膰bym mia艂 ci臋 gania膰 po ca艂ym Wawelu. Nie.
Zdradza艂e艣 si臋 rozum.
Wiesz, po co ci臋 wezwa艂em.
Domy艣lam si臋, panie.
Chc臋 po偶yczy膰 od ciebie 10 tysi臋cy grzywien.
Zawsze jestem ci rad, panie, ale... zebranie 10 tysi臋cy grzywien zajmie
czasu. Jak d艂ugo?
Do zimy.
Nie da si臋 rychlej?
Nie daj臋 obietnic bez pokrycia. Za bardzo ceni臋 sobie moj膮 reputacj臋.
I ja to ceni臋.
Poczekam.
Rozpoczn臋 od zaraz.
Spalamuci艂e艣 mnie.
My艣la艂em, 偶e tego chcia艂a艣.
Spalamuci艂e艣 mnie.
I ok艂ama艂e艣.
Ok艂ama艂em?
Masz 偶on臋.
Mog艂em si臋 domy艣li膰.
Pos艂uchaj mnie.
Urszula jest. Urszula?
Wi臋c to prawda.
Masz 偶on臋. Mam.
Mam, ale ona jest... Mo偶esz noc zostawi膰?
Prosz臋. Nie zosta艅.
Nie obchodzicie to, co mam do powiedzenia?
My艣l臋, 偶e czas na was.
W贸jcie.
Czemu pod skarbie jest nieufny wobec Lewka?
Za po偶yczk臋 nie chcia艂 偶adnych specjalnych cywilej贸w.
Gorzej, 偶e trzeba czeka膰 do zimy.
My艣l臋, 偶e 艢wi臋tos艂aw dobrze robi nie ufaj膮c Lewkowi.
Mo偶e to jest cz艂owiek dziwny w obyciu, ale mo偶na z nim zrobi膰 uczciwy interes.
Mo偶e Lewek nie chcia艂 ugra膰 nic dla siebie, bo ma co艣 na sumieniu. M贸w co
S艂ysza艂em, 偶e Lewek po偶yczy艂 pieni膮dze ksi臋偶臋tom mazowieckim.
Prawdopodobnie dlatego ka偶e ci臋 czeka膰, panie.
Boles艂aw P艂ocki jest lennikiem Luksemburga.
Chcesz mi powiedzie膰, 偶e Lewek po偶ycza pieni膮dze i mniej Czechom?
To mo偶liwe. I m贸wisz mi to dopiero teraz?
To pog艂oska, nie mam pewno艣ci, czy prawdziwa. Wi臋c trzeba to sprawdzi膰.
Wzywa艂a艣 mnie, pani?
Tak. Chc臋 z tob膮 pom贸wi膰.
Eliasz, ja... Ja wiem, 偶e ostatnio mia艂am chwil臋 zw膮tpienia.
Ale ja postanowi艂am.
B臋d臋 przestrzega膰 wszystkie twoje zasady, pi膰 wszystkie twoje miktury.
Bo ja zrobi臋 wszystko, 偶eby mie膰 dziecko.
Sk膮d ta zmiana, pani?
艢mierdziecka Egle.
Zagini臋cie Audreja.
Ja si臋 zacz臋艂am zastanawia膰.
Pisa艂am list do ojciec i przeprasza艂am go za to, 偶e nie jestem brzemienna.
Wtedy do mnie dotar艂o, 偶e to ja jestem ta osoba, kt贸rej dziecko naprawd臋 brak.
Ja.
Ja wiem, 偶e ja mam obowi膮zek wobec m膮偶, ale do tej pory my艣la艂am tylko o to.
A jak patrz臋 na Egle, zrozumia艂am, 偶e dziecko dla matka jest wa偶niejsze ni偶
ca艂e 偶ycie.
Chyba rozumiem, co chcesz powiedzie膰, pani.
Obawiam si臋, 偶e nie.
Ja zrobi臋 wszystko, 偶eby mie膰 dziecko.
Co masz na my艣li, pani?
Urodzenie dziecko to by艂by dla mnie prawdziwy cud.
I dla niego warto po艣wi臋ci膰 wszystko.
Piwa, piwa, piwa, piwa.
Ju偶 zalewam.
Posz, posz.
Najlepsza obs艂uga w mie艣cie.
Co robisz?
Pij臋. Widz臋.
Wszyscy na ciebie patrz膮.
Pami臋tasz, 偶e pe艂nisz urz膮d?
Wiedzia艂e艣, 偶e mam 偶on臋?
Co艣 mi si臋 obj臋艂o o uszy.
Urszula by艂a...
By艂a.
T膮 wy艣nion膮.
Cudowna niewiasta.
A偶 nagle zacz臋艂a chorowa膰.
Postrada艂a zmys艂y.
Teraz mnie nie poznaje.
Tak przera藕liwie krzyczy, kiedy tylko pr贸buje si臋 do niej zbli偶y膰.
Ju偶 siedem zim, jak le偶y w rodzinnym domu.
P艂ac臋, 偶eby niczego jej nie brakowa艂o.
Ju偶 prawie u niej nie bywam.
My艣lisz, 偶e jestem z艂ym ma艂偶onkiem?
Przeciwnie.
Szuka艂em ratunku u medyk贸w, zielazy u ksi臋偶y.
Gdzie ja nie by艂em, 偶eby przywr贸ci膰 j膮 艣wiatem?
Wsp贸艂czuj臋 ci.
Musisz za ni膮 t臋skni膰.
Min臋艂o tyle czasu.
Pogodzi艂em si臋.
To o co chodzi?
Ogabij臋.
Nie wierz臋, 偶e w贸jt zrobi艂 ci co艣 takiego.
A jednak.
Przecie偶 w ko艅cu by艣 si臋 dowiedzia艂a.
Gdyby mnie kto艣 tak potraktowa艂, nie darowa艂abym.
Tylko nie zr贸b nic g艂upiego.
Drugi raz nie b臋d臋 ci臋 szuka艂a.
Wiem.
Wiedzia艂em, 偶e co艣 si臋 mi臋dzy wami 艣wi臋ci, ale nie przypuszcza艂em, 偶e a偶
Nie powiedzia艂e艣 jej.
Nie.
Kto艣 musia艂 jej powiedzie膰.
I teraz nie chce mnie zna膰. A czego w艂a艣ciwie si臋 spodziewa艂e艣?
Ja nie zamierza艂em uk艂ada膰 sobie 偶ycia na nowo.
Ale kiedy...
Zobaczy艂em Gabij臋.
Pomy艣la艂em... No mo偶e... Mo偶e m贸g艂bym.
M贸g艂bym! A ty dok膮d?
To Gabija. Ona musi mnie wys艂ucha膰. Siadaj, siadaj!
Miko艂aju!
Miko艂aju!
Gabija potrzebuje ma艂偶onki.
Ustaw j膮 w spokoju.
Dla jej dobra.
Nie spodziewa艂em si臋, 偶e przyjdziesz osobi艣cie.
Jestem gotowy odda膰 si臋 straszom.
Nie chc臋 niepotrzebnej szarpaniny. Nie wyda艂em ci臋.
To, co zrobi艂e艣, by艂o z艂e.
Ale dziecko to owoc, kt贸ry powstaje na chwa艂臋 pana.
I nie godzi si臋 go kara膰 za twoje przewinienie.
Co zamierzasz?
Chc臋 Orszulu mie艣ci膰 w klasztorze.
Wierz臋, 偶e odpokotuje swoim 偶yciem tw贸j szarlata艅ski czyn.
Trzeba j膮 och艣ci膰 jak najszybciej.
Dzi臋kuj臋 ci za lito艣膰 dla tego dziecka.
Mam odej艣膰?
Twoje sumienie to nie moja rzecz.
Gdzie jest dziecko?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.