All language subtitles for Korona krolow odc 123

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku. Specjimir od pocz膮tku moich rz膮d贸w by艂 dla mnie

Wynagradzam go przychodem z wielickich 偶贸艂b solnych.

Jednocze艣nie odbieram mu klucz wsi ko艂o my艣lenic. Czym sobie zas艂u偶y艂em na kar臋?

To nie jest kara.

Jeste艣 pierwszym urz臋dnikiem w kultury.

A koro wszyscy wiedz膮, 偶e ci臋 ceni臋, zrozumiej膮, 偶e zmiany nie s膮 przeciwko

Co z mamk膮? 呕adna nie chce si臋 zgodzi膰. 呕yje dziecko w martwej matki? To sprawa

szatana. Szatan nie ma z tym nic wsp贸lnego.

Mam dosy膰 tych zi贸艂, tych pyta艅, czy si臋 uda艂o, tych spojrze艅.

Pe艂ne lito艣ci.

Rozpalona jak piec.

Noga ca艂a rozciarpana.

Czy to takie trudne, sprowadzi膰 w贸z dywci?

Musi j膮 zobaczy膰 medik.

Natychmiast. Bo inaczej... Audra prze偶yje.

Bogu nadzieja.

Dopom贸g艂 jej obroni膰 si臋 przed wilkiem. Sprawi艂, 偶e j膮 odnalaz艂a.

To i prze偶y膰 pozwoli.

A co tak d艂ugo?

Do Olkusza trafi膰 nie mog艂e艣.

Pogubi艂am drog臋, zanim trafi臋 do kopalni O艂owy.

Pierwszy raz na tych ziemiach jestem.

Szybciej!

Nie mamy czasu do stracenia.

Ostro偶nie.

Ostro偶nie.

Uwa偶aj.

Wiem, niech to wczoraj rzek艂, 偶e m贸j ojciec zachowa si臋 jak pachol臋. To bym

na pojedynek wys艂a艂, a teraz... To ojca prawisz.

Mo偶esz mi chocia偶 powiedzie膰, czym si臋 kierujesz?

Nic nie stracisz.

Pieni膮dze za klucz wsi zwr贸c膮 si臋 z 偶up solnych.

Tu nie o pieni膮dze chodzi.

Takie niskie baszownie mnie ma, nie?

Wybacz, ojcze.

Rozumiem, 偶e decyzja Kazimierza by艂a dla ciebie ciosem.

Poni偶eniem! A d艂ugo si臋 tak b臋dziesz u偶ala艂 nad sob膮, wszak tak nic nie

wskurasz.

Kr贸l przez wszystkich odebra艂 mi to, co jest nale偶ne kasztelanowi krakowskiemu.

O baj, doskonale wiemy, 偶e ma taki zamiar co do ka偶dego swojego urz臋dnika.

On nie chce ci臋 wkrzywdzi膰, Jenor.

Upokorzy膰!

Mia艂em si臋 zabra膰 na konn膮 przeja偶d偶k臋 po lewiu, a ty w 艂o偶u?

Jeste艣 chora?

殴le spa艂am. W nocy nachodzi艂y mnie z艂e my艣li.

Co nie pozwala ci spa膰 najmilsza?

Cho膰by tw贸j p贸r z kastelan.

Moja w tym g艂owa, by si臋 z nim porozumie膰 i przekona膰 mo偶nych do swoich

ty swojej nie k艂opocz.

Dobrze.

Chocia偶 przyznam, 偶e to wizyta twoja sotka najbardziej sp臋dza mi sens po

Wyczu艂am ch艂贸d, gdy m贸wi艂em o tobie.

Ch艂贸d? Ja my艣l臋, 偶e to niech臋膰, na kt贸r膮 nie zas艂u偶y艂am. Zatem dlaczego, gdy si臋

偶egnali艣my, m贸wi艂abym dwa o ciebie?

Tak, tak. Ta niewiasta m膮dro艣ci膮 i zmys艂em dyplomacji przewy偶sza niejednego

u w艂adzy. A wraz z tym synem Ludwikiem jest naszym najwi臋kszym sojusznikiem.

mo偶emy straci膰 jej przychylno艣ci.

Chc臋, 偶eby艣 zawsze pami臋ta艂a o tym.

Dobrze.

Odpoczywaj, Zalem.

A ja znajd臋 innego kompana do przeja偶d偶y.

nic nie rozumiesz.

To na twoim przyk艂adzie Kazimierz pr贸buje oswoi膰 innych mo偶nych ze

Nie, pokaza艂 jeno, 偶e nie liczy si臋 z nikim.

Za wszystkie dobra, kt贸re nam nada艂, jeste艣 mu winien. Co ty prawisz?

Kasztelanem krakowskim zosta艂em jeszcze za panowania W艂adys艂awa.

Walczy艂em z nim pot艂owcami, ko艣cianem na 艢l膮sku.

A tytu艂 艂owczego? Za st艂umienie buntu mieszczan krakowskich.

Zawsze sta艂em za kr贸lem, zawsze w obronie kr贸lestwa. Nic nie dano mi za

Pami臋膰 ci mg艂a osnu艂a?

A ta kamienica?

Przecie偶 to sam Kazimierz ci j膮 nada艂, 偶eby艣 by艂 blisko jako jego g艂贸wny

doradca. Tak.

Umia艂 korzysta膰 z mojej wiedzy. Nieraz mi wysy艂a z poselstwem do Czech贸w, a

Czch贸w pod M臋sztynem.

Przecie偶 to dzi臋ki Kazimierzowi powsta艂a tam komora celna. Ja艣ku!

Dwa lata zanim Kazimierz zosta艂 kr贸lem, to ja ju偶 w Tarnowie miasto za艂o偶y艂em.

Nie o maj膮tek mi chodzi.

Czy ty uczyni艂by艣 mi podobn膮 zniewag臋?

Ja jestem twoim synem, nie kr贸lem.

W艂a艣nie.

Ja mia艂em Kazimierza za syna.

W艂adys艂aw prosi艂, 偶ebym wychowa艂 Kazimierza na wielkiego w艂adc臋.

Spe艂ni艂e艣 obietnic臋, 偶e wychowa艂e艣 kr贸la.

Kr贸la, ojcze.

Chocia偶 Kazimierz w艂asne potrzeby stawia ni偶ej ni偶 niepotrzeby kr贸lestwa czy

poddanych.

Chocia偶by moje wesele.

Zezboli艂 urz膮dzi膰 je na Wawelu, kiedy sam by艂 w 偶a艂obie.

Ja艣ku, ja boj臋 si臋, 偶e tu dopiero pocz膮tek zmian.

Co w tym z艂ego, ojcze?

Kazimierz d膮偶y do ograniczenia wp艂yw贸w i maj膮tk贸w mo偶nych.

Pami臋tasz, jak odebra艂 kasztelanie Kalisk膮 Pe艂ce?

Wkr贸tce potem nada艂 mu nowy urz膮d.

Kazimierz wie, co robi.

Ma sw贸j plan.

Zawsze sta艂e艣 za Kazimierzem.

Nawet je偶eli jego decydie nie by艂y po twojej my艣li.

Teraz co?

Chcesz si臋 od niego odwr贸ci膰?

Uciekli艣my zbrojnym.

Ostatni raz z Ja艣kiem tak si臋 wcigali艣my. Jeszcze szybciej ni偶 teraz.

O, wybacz, panie. Na staro艣膰 robi臋 si臋 bardziej uwa偶ny.

Nie, 藕le mnie zrozumia艂e艣. Wtedy by艂em chorowity. Ojciec zabrania艂 mi takich

wyskok贸w. Ale raz w pytach nas nakry艂.

I co, doni贸s艂 do kr贸la W艂adys艂awa?

Nie. Spra艂 najpierw Ja艣ka, a potem mnie. Kr贸la?

Wtedy nie by艂em jeszcze kr贸lem. Jednak za podniesienie r臋ki na kr贸lewic臋.

Potraktowa艂 mnie jak syna.

Ojciec zapewne by temu przyklasn膮艂. Sam odda艂 mnie do zbytka na wychowanie.

Mia艂em go s艂ucha膰 we wszystkim.

Zbytek by艂 wybuchowy, ale szybko gas艂. Podobnie jak Jasiek. U melszty艅skich

jak ogie艅.

My艣la艂em, 偶e 偶upy solne za艂agodz膮 sytuacj臋.

Sam rzek艂e艣, panie, 偶e traktowa艂 ci臋 jak syna.

Pewnie poczu艂 si臋 zraniony.

Nie mog臋 przedk艂ada膰 przyja藕ni ponad dobro kr贸lestwa.

Jestem pewien, panie, 偶e podj膮艂e艣 s艂uszn膮 decyzj臋. I Spicimir to pojmie.

L臋kam si臋, 偶e go strac臋.

Rudle liwit贸w od zawsze p艂yn膮 do oddania kr贸lestwu.

Nie doradca.

Przyjaciela. Ojca.

Ja to ju偶 nigdy w 偶yciu nie uwierz臋 w 偶adne plotki. O nie, b艂agam, bo pomrzemy

nud贸w.

Czy to niby ja je rozsiewam?

Jeste艣 pani niesprawiedliwa. A nie rozsiewasz?

Jakby nie by艂o ch臋tnych do s艂uchania, to bym nie rozsiewa艂a.

No dobrze.

Zdra膰 mi, Doroto, czemu偶 to straci艂a艣 przekonanie do plotek?

Bo tyle si臋 nas艂ucha艂am o szale艅skiej pani Heleny. A ona jest ca艂kiem

I mi艂a.

Rzeczywi艣cie. Bywa mi艂a.

A ja uwa偶am, 呕e nale偶膮 si臋 jej przeprosiny.

I ty dobrze wiesz, pani, za co.

Pow艣ci膮gnij sw贸j j臋zyk, bo widz臋, 偶e nie tylko w plotkowaniu jest wi臋cej ni偶

swobodny.

Ale masz s艂uszno艣膰.

Zastanowi si臋, czy nie przeprosi膰 Heleny.

Wiesz, gdzie j膮 znajd臋?

Ksi臋偶na j膮 do siebie wezwa艂a. Chce si臋 jej poradzi膰 w jakiej艣 sprawie.

W jakiej?

Nie gniewa si臋 ju偶 na Helen臋?

Brak ci odwagi, Nikelu?

W szachach nie o odwag臋 idzie, m贸j przyjacielu, a o pomy艣lunek.

Panowie, gdzie znajd臋 ksi臋cia?

Rozmawia z mistrzem o dedekoracji mur贸w. A b臋dzie nazwana kupi臋ks膮?

No tego nie wiem, a wszak zainewo艣ci pod swoj膮 piecz膮.

Us艂ysza艂em jednak na odchodnym, 偶e ma by膰 to fresk przedstawiaj膮cy dzieje

Lancelota. Tego rycerza kr贸la Artura, kt贸ry umi艂owa艂 kr贸lewsk膮 偶on臋 Ginewr臋.

Dzi臋kuj臋 bardzo, ten pomys艂 przypad艂 do gustu.

Czy ksi膮偶臋 jest w twojej komnaty?

Prosz臋 by mu nie przeszkadza膰.

Zaryzykuj臋. My艣l臋, 偶e tre艣膰 tego listu uzna za dostateczny pow贸d. Nie trzymaj

nas niepewno艣ci.

Zaufany cz艂owiek z dworu 偶aga艅skiego donosi, 偶e ksi膮偶臋 Henryk zwiera szeregi

swego rycerstwa i niebawem ruszy do walki z Czechami og艂og贸w.

Zatem wybaczcie, panowie.

Widz臋, 偶e podstawa ksi臋cia 呕ega艅skiego i na ciebie Nikalu dzia艂a o偶ywczo.

Sama nie wiem.

Obydwa s膮 pi臋kne.

Dosta艂am pr贸bki sukna na nowe p艂aszcze i nie mog臋 zdecydowa膰, czy lepsze b臋d膮 te

z Flandry czy z Anglii. Helena m贸wi, 偶e angielskie.

Wed艂ug mnie powinna wybra膰... Podaj prosz臋 maliny.

Ten angielski wydaje si臋 mie膰 delikatniejszy splot i 偶ywsze kolory.

Helena? Nie, dzi臋kuj臋.

Helena, w takim razie p贸jd臋 za tw膮 rad膮.

Postanowione. Wspaniale.

Wiem. Ka偶e uszy膰 z tego r贸wnie偶 p艂aszcz dla Anny.

Cudowny pomys艂.

B臋dziecie pi臋knie razem wygl膮da艂y. Jak matka z c贸rk膮.

Anna b臋dzie zachwycona z艂ot膮 nitk膮.

O tak, ju偶 widz臋 jak si臋 stroi.

Tutaj b臋dzie mo偶na doszy膰 jeszcze poz艂acanych buzi.

My艣l臋, 偶e pi臋knie b臋d膮 do tego wygl膮da艂y.

Dobrze mie膰 przy sobie kogo艣 z wyczuciem smaku.

Dzi臋kuj臋 pani.

Jakie mi艂e w dotyku.

A gdyby艣my podszy艂y to od spodu jeszcze na przyk艂ad b艂臋kitnym materia艂em?

艢wietny pomys艂.

Kto艣 tutaj by艂.

Henryk nigdy nie pogodzi艂 si臋 z przej臋ciem G艂ogowa przez Jana

No mimo wszystko nie pojmuje dlaczego porywa si臋 na t臋 walk臋.

Bo jakie ma szanse?

W starciu z czesk膮 pot臋g膮?

Nie chcia艂bym by膰 z艂ym prorokiem, ale chyba 偶adne.

A i teraz, kiedy Praga jest w tak dobrych uk艂adach z Krakowem, Henryk mo偶e

spodziewa膰 si臋 i najazdu kr贸la Kazimierza.

Rzeczywi艣cie, och, mistrzu, nie chcia艂by艣 by膰 z艂ym prorokiem?

Mniej si臋 widzi, 偶e was wie艣ci 偶agania wi臋cej ni偶 weselu.

Marzy wam si臋 panowanie czekie na 艢l膮sku? Miarkuj si臋, Peterze.

jeno. 偶e przyjmuj膮c od naszego ksi臋cia Bolka urz臋dy, 艣lubowali艣cie mu wierno艣膰.

Dla zdrajc贸w nie b臋dzie mia艂 lito艣ci. Nie no, to purka ci.

No ale po c贸偶 od razu te pod艂e s艂owa, gro藕by? Bo si臋 naszemu protonotariuszowi

zdaje, 偶e sam jest nietykalny.

Szybciej! Z drogi nie wejd藕 do innego do roboty!

Cabillo! Co z ni膮?

Jasiu, b艂agam ci pom贸偶.

Wilgo rozciarpa艂 jej nog臋.

Pr臋dko nie 艣cier j膮 domku.

Wiem o tej g臋sy, co si臋 sta艂o.

T臋 nog臋 trzeba szy膰. Znowu ty i twoje szycie ran. Cz艂owiek to nie poduszka, a

dzie艂o Pana Boga.

Pozw贸l mi j膮 uratowa膰.

Dla jego chwa艂y.

Daj chocia偶 obejrze膰. Ko艣ci贸艂 pot臋pia metody, kt贸re stosuje. Bo ich nie zna.

Jednak... Do艣膰, do艣膰, do艣膰.

Nie czas teraz na spory, kiedy Audre walczy o 偶ycie.

Uratowa艂em r臋k臋 Kuchcika, cho膰 by艂e艣 przeciwny.

Id臋 po moje narz臋dzia.

Kr贸lowo, b艂agam o wybaczenie.

Zostawi艂a s艂u偶by by膰 nadzoru. Ale wpierw wida膰 policj臋.

Je艣li s艂u偶by nie wype艂nili swoich obowi膮zk贸w, ponios膮 kary.

Ale wystoisz.

Spocznij. Posil si臋 czym艣.

Jeste艣 mi艂o艣ciwa, pani.

Ja musz臋 wiedzie膰 o ciebie.

Czemu opu艣ci艂a艣 Wawel?

Zamek si臋 nie mo偶e obej艣膰 bez ochmieszczenia.

Ja musia艂am.

Odnali z Audrey.

Uda艂o si臋.

Dobrze. Tylko czemu nie rzek艂a艣 o tchazu?

Dlaczego Audrey znikn臋艂a?

Zrobi艂a co艣 z艂e i ba艂a si臋 kara?

W艂a艣ciwie to ja.

Zrobi艂a co艣 z艂ego.

Jana krzycza艂a na ni膮. Bez przycina.

Audrey jest bardzo dumna.

I dlatego odesz艂a?

Nie rozumiem.

Dlaczego nic nie rzek艂a swoja matka?

Czasem cz艂owiek najpierw zrobi po tym pomys艂.

A sk膮d ty wiedzia艂a艣, 偶e j膮 szukasz?

Audrey przyja藕ni艂a si臋 z innym ch艂opcem, kt贸ry wyruszy艂 do Czech, 偶eby odnale藕膰

ojca.

Nie wiem, jak chcia艂a go tam znale藕膰, ale droga w tym kierunku jest tylko

Chcia艂e艣 wst膮pi膰, 偶e wszystko sko艅czy艂o si臋 dobrze.

Odryblech Ci za to kupi艂 wilki.

Mo偶e nie prze偶y膰 tej nocy.

Jak to wypijam, tylko si臋 obudzi. Je艣li przyjdzie ciep艂ota, r贸b zimne ok艂ady. Na

czo艂o? W pierwszej kolejno艣ci. Ale warto ch艂odzi膰 ca艂e cia艂o. Jej stanie,

ciep艂ota jest bardzo niebezpieczna.

Rany przemywa膰?

Nie zaszkodzi.

Przygotuj bywar z rumianku.

Karol m贸wi, 偶e Audra b臋dzie znowu chodzi膰.

Sta艂 ci si臋 bliski.

Wspaniale by膰 przy kim艣, kt贸ry dzi臋ki swojej wiedzy mo偶e uratowa膰 komu艣 偶ycie.

Nie zapominaj, moje dziecko, 偶e 偶ycie ludzkie jest wielk膮 tajemnic膮.

Pochodzi od Boga.

Wiem, ojcze.

A m艂odej, bogowojnej niewie艣ci nie przystoi uczestniczy膰 w dzia艂aniach

cz艂owieka, kt贸ry...

Dzie艂o Boga traktuje jak pole do bada艅 i 膰wiczenia si臋 we w艂asnej pysze.

Uratowa艂 Audra.

Wiem, 偶e masz pysk膮 dusz臋, 偶e umi艂owa艂a艣 wiedz臋 ponad wszystko.

Ale miej baczenie.

Bowiem 偶aden jest sprytny. Umie wykorzysta膰 w cz艂owieku to, co

Za szcz臋艣liwe zako艅czenie.

Oby B贸g pozwoli艂 Audre wyzdrowie膰.

Oto s膮!

Oto s膮!

Dwaj nasiedzielni m臋偶owie. Grzymek albo Mi艂ek. Kto by tam rozr贸偶ni艂 tych

porzyglat贸w? W艂a艣nie mi powiedzieli, 偶e wr贸cili艣cie szcz臋艣liwie z Audre i z

Gabij膮. Piwa! Tylko najprzedniejszego.

Wolno zapyta膰, co 艣wi臋tujecie, panowie?

Uratowanie dw贸ch niewiast.

Albo tek, tak.

Egle nie prze偶y艂aby kraty kolejnego dziecka.

Wybacz, Miko艂aju. Ty艣 te偶 straci艂 to nienarodzone.

Ale wierz臋, 偶e jeszcze doczekasz si臋 z Egle potomka.

A ja nie.

Mia艂em wszystko i wszystko odniszczy艂em.

Pogrzeba艂em moje szcz臋艣cie z Egle.

Drochu, ale by艂e艣 szcz臋艣liwy.

A ja od ochmistrzyni nie spodziewam si臋 nawet dobrego s艂owa.

Zatem masz du偶o do zrobienia, panie.

To wy?

Wasza c贸rka zachorowa艂a? Sk膮d偶e?

Ro艣nie tak szybko, jakby sam czort j膮 poi艂 swoim mlekiem.

A czasem, to jak na mnie spojrzy, to... Takie ma艂e dzieci prawie nic nie widzi.

Ona widzi.

Czego chcecie?

Jak weszli艣cie na samek? Kto was wpu艣ci艂?

Jeden ze stra偶nik贸w jest moim krewniakiem.

Musia艂em d艂ugo czeka膰, 偶eby pe艂ni艂 nocn膮 wart臋 i chojnie go wynagrodzi膰. Widz臋,

偶e niedobre macie zamiary. 呕e noc膮 si臋 skradacie.

To dziadak ja mia艂em przyj艣膰, 偶eby si臋 ludziska zacz臋li interesowa膰, co...

Kto艣 taki jak ja za艂atwia uuczonego pana?

M贸w.

No bo, panie, obiecali艣cie, panie, na to nieszcz臋sne dzieci臋

dorzuci膰 grosza.

呕adna mamka nie chce Orszuli karmi膰. Ju偶 trzy odesz艂y. Bo si臋 ka偶da wywiedzia艂a,

jak dzieci臋 na 艣wiat przysz艂o.

A czwarta chce, 偶eby jej podw贸jnie p艂aci膰.

Kaza艂em wam milcze膰. To ludzie gadaj膮.

Ja m贸wi臋, 偶e to oszczerstwo, ale oni i tak swoje wiedz膮.

Nie trzeba by艂o, panie, tego dzieciaka ratowa膰.

Co ja mam teraz zrobi膰?

Co mam pocz膮膰, panie?

Ostatni raz.

Nic ju偶 wi臋cej ode mnie nie dostaniecie.

Nie znamy si臋.

Wachsztajtu!

Rozumiesz?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.