All language subtitles for Korona krolow odc 110

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku. Zaczn臋 wyjecha膰, to jest jakie艣 szale艅stwo. Dzie艅 dla

Ba艣ki ryzykowa艂e艣 jeszcze bardziej.

Tyle lat, odk膮d nie jeste艣my razem, a ja wci膮偶 nie mog臋 o niej zapomnie膰.

Czy podskarbi zg艂asza艂y jakie艣 problemy w zwi膮zku z przybyciem tak wielu

mo偶nych? Nie, panie.

Ale o tym lepiej pom贸wi膰 z Ligenz膮.

Nie jestem wprowadzony w szczeg贸艂y.

Wezwa膰 marsza艂ka? Nie trzeba.

Panie, chcia艂bym... Wiem, co co艣 powiedzie膰.

Zbigniewie, my艣l臋 o tym ca艂y czas.

Jak nie zrani膰 starych, wiernych druh贸w?

Znaczy prowadzi zmiany.

W kr贸lestwie potrzeba zmian. A starze urz臋dnicy wci膮偶 trzymaj膮 si臋 kursowo

swoich przyzwyczaje艅 i hamuj膮 post臋p.

Masz s艂uszno艣膰, panie.

M艂odzi b臋d膮 widzie膰 swoj膮 szans臋 w zmianach. 艁atwiej b臋dzie nimi

Umocnisz swoj膮 w艂adz臋 i poprawisz stan skarbca.

Zgadzamy si臋. Wi臋c co ci臋 trafi?

Zaleca艂bym ostro偶no艣膰 i stopniowe dzia艂anie.

Po艣piech mo偶ecie kosztowa膰, panie, utrat臋 poparcia.

Dlatego ju偶 zdecydowa艂em, Zbigniewie. Nic tych zmian nie zatrzyma.

Widzieli艣cie Miko艂aja i G臋zy?

Marsza艂ka z Wawelu? Nie.

Nie przechodzi艂 t臋dy?

Prze偶eknijcie. Co to jest szlachetna pani?

Czy ja wygl膮dam na takiego, co k艂amie?

Pewnie wypi艂 za du偶o.

Upa艂y teraz takie, 偶e mi jutro szybko uderza na g艂owy.

I pij gdzie艣 na 艂awie.

Odpi臋 si臋 i rano wr贸ci do domu. Nie ma si臋 czym frasowa膰.

Tak, pewnie tak.

Ta cha艂upina to karszma? A niby to ma.

Dzi臋ki, panie.

Nap贸j na szakonie.

Witaj, panie.

Jad艂a i piwa szykuj gospodarzu.

Tylko pr臋dko, bo mi w pie艣niach jest kr贸lem spotka膰.

Panie, udajesz si臋 na Wawel?

Ano. Zapraszam do 艣rodka.

Tylko porz膮dniej.

Egle!

Nie chc臋 przeszkadza膰. Nie, nie przeszkadzasz. Id藕cie po now膮 pociel.

Co艣 ci trafi?

Nie, to pytanie.

Zdawa艂am si臋.

Wiesz co, do mnie?

To nie znam nikogo, kto by艂by lepiej od ciebie obeznany w tym, co si臋 dzieje w

Krakowie.

Pierwsza艣 winna zna膰 zamiary w贸jta. Egle, m贸wi臋 艣miertelnie powa偶nie.

Nie wiem.

No ale to si臋 czuje, kiedy m臋偶czyzna zabiega o wzgl臋dy niewiasty.

Jak na ni膮 patrzy, co do niej m贸wi.

Kiedy do mnie m贸wi, to bywa, 偶e burcia.

I nie patrzy mi w oczy.

Dlatego ju偶 nie wiem.

Gdyby mi da艂o jaki艣 podarek, to bym wiedzia艂a, tak?

Igle?

Widz臋, 偶e smakowa艂o.

Mo偶e szepniecie komu trzeba, 偶e szukam zaj臋cia na Wawelu.

Jak pan jest samym kr贸lem do znajomiono艣膰, to ci to dla was pestka. A

odmieni.

Wa偶niejsze sprawy mam na dworze do om贸wienia.

Mela, posz艂apecz.

Panie, a mo偶e m贸g艂bym si臋 szepn膮膰 s艂owo za Samuelem Karczmarzem?

Krzywda wam si臋 dzieje?

Czy偶 za dziachrzawe karczmy ci膮偶y mi jak skazanemu lajcuch?

Ale ja si臋 nie skar偶臋. Nie, nie. Co to, to nie daj臋 rad臋.

Ale jak mi kr贸l podniesie kwot臋, koniec ze mn膮.

A wy, panie, to wojewoda?

Starosta? Czy kto?

Jeszcze nie obj膮艂em urz臋du.

Ale wkr贸tce to zrobi臋.

Przyjaciel mojej rodziny.

Jan Jura jest podkomorzym krakowskim.

Wystarczy, 偶e kr贸lowi s艂贸wko powie.

Chyba, 偶e b臋dzie mia艂 z kr贸lem wa偶niejsze sprawy do om贸wienia.

Mela, gochnicz, gotuj.

Pan potrzebuje spokoju, co by sobie dobrze w g艂owie bobel do podkomorzego

u艂o偶y膰.

kr贸l zamierza wprowadzi膰 zmiany, o kt贸rych m贸wili艣my. Wszystko mo偶e si臋

Jako or臋downik, 偶e jakbym ojciec tych ulepsze艅, powiniene艣 by膰 na siebie

Ja nie chcia艂bym, 偶eby wszyscy wiedzieli, 偶e kr贸lestwo jest jak dzban.

Im wi臋cej do niego wlejemy, tym wi臋cej b臋dziemy mogli kosztowa膰. A je艣li ten

dzban p臋knie?

Uwa偶asz, 偶e b臋dzie to kusa艂 wiele?

Kr贸l duma nad zmian膮 organizacji urz臋d贸w.

Zanim jednak wprowadzi te ulepszenia.

Mo偶emy spa膰 spokojnie.

Jednak ka偶da zmiana wymaga od偶yrze艅. I nie wszystkich na to spadnie.

Niby wszyscy wiedz膮, 偶e co艣 nale偶y zmieni膰.

Ale jak przychodzi co do czego, to lepiej by by艂o po staremu.

Wierz臋, 偶e tym razem ziarno pad艂o na podatny grunt.

B膮d藕 spokojny.

Nie musia艂a艣 po mnie wychodzi膰, matko.

Trafi艂bym na zamek.

Pragn臋 mam si臋 z tob膮 przej艣膰.

Zanim znikniesz w t艂umie urz臋dnik贸w, 偶eby prawi膰 o wielce wa偶nych sprawach,

rzeknij co u was. Dzi臋kuj臋.

Wszyscy zdrowi.

Ale wnuki t臋skni膮 za tob膮. No i ja za nimi r贸wnie偶.

I za tob膮, Andrzeju.

Mam tu w krakowie Ma艂gorzat臋 i jej c贸reczk臋.

Ale od 艣mierci Grzegorza.

Cz臋sto czuj臋 si臋 samotna. To przyjd藕 do t臋czyna.

Latale s膮.

A uwa偶asz, 偶e niewiele czasu mi zosta艂o?

Ja mam na my艣li to, 偶e szybko dzieci rosn膮.

Nie poznasz ich.

Ale skoro jeste艣 sama, to mo偶e lepiej by ci by艂o w klasztorze.

W klasztorze?

Mia艂aby艣 wok贸艂 siebie niewiasty podobne sobie, a i do Boga bli偶ej.

A jeszcze nie wybieram si臋 do najwy偶szego z wieczn膮 wizyt膮.

To dobrze, matko.

Nic takiego wszak nie mia艂em na my艣li.

Nie na to, 偶e cz臋sto starsze niewiasty zwracaj膮 si臋 ku Bogu. S膮dzi艂em, 偶e im to

pomaga upora膰 si臋.

Ze staro艣ci膮?

Z samotno艣ci膮.

Uwa偶aj, chod藕cie karzec. To co karzesz? Nie jestem byle kupcem, by si臋 tak ze

mn膮 obchodzi膰. O, wielki podkomorze, kasztelanie, a mo偶e mog臋 nazywa膰 ci臋 ju偶

kr贸lem. Mam znajomo艣ci w艣r贸d mo偶nych. Kto w karczmie nie ma znajomo艣ci?

Karczmarzu! Od taka cho膰by ja dotkn臋艂am ju偶 szaty biskupa.

Znam nawet Miko艂aja Lig臋z臋. A zamieni艂am te偶 kilka s艂贸w z Ja艣kiem z M臋偶tyna.

Karczmarzu!

Czy mi brakuje urody? To przecie偶 jako s艂u偶ka bardzo dobrze zakr臋ca si臋 ko艂o

kr贸la. B臋d臋 ja 艣wi臋tym przy tobie zostan臋, je艣li ty s艂u偶k膮 na dworze. Do

ch艂opoczy si臋 wiesz.

Skaranie boskie z t膮 bab膮.

Witamy wielmo偶nego pana.

Witajcie, panie. Druku!

Witaj, Piotrze.

Chod藕.

Matko, pomy艣l o klasztorze, p贸ki masz si艂y.

Nie n臋kaj mnie wi臋cej rozmow膮 o klasztorze.

A ju偶 teraz rozumiem.

Nie przyjecha艂e艣 na Wawel, 偶eby porozmawia膰 z kr贸lem.

Chcesz mnie nak艂oni膰, 偶ebym pojecha艂a do S膮cza?

Po moim trupie.

Witaj, Kasztelani.

Witaj, Ja艣ku.

Co s艂ycha膰 w t臋czynie? A dzi臋kuj臋, bardzo dobre plany tego lata.

Mo偶e wybierzesz si臋 do nas, tyle rady ju偶 zapraszali艣my.

My szlachetnie urodzeni powinni艣my si臋 trzyma膰 razem. A to sugerujesz, 偶e inni

nie zas艂uguj膮 na nasz膮 przyja藕艅?

Podobno Jan Jura bardzo zbli偶y艂 si臋 do kr贸la.

Jako podkomorze krakowski powinien, prawda?

Nie jest tak dodatnego rodu jak tw贸j czy m贸j. Sam kr贸l go o to prosi艂.

Nie o偶eni艂 si臋 jak dot膮d.

A powiadaj膮, 偶e za niewiastami si臋 obraca jak skrzyd艂a myna na porywistym

wietrze.

Chyba nie b臋dziemy powtarza膰 plotek, Andrzeju. S艂ysza艂em te偶, 偶e za naszymi

plecami szepcze do kr贸la o potrzebach zmian w urz臋dach ma艂opolskich. A to ju偶

powinno ci臋 zainteresowa膰.

O tym akurat wola艂bym si臋 dowiedzie膰 z ust samego kr贸la. Obawiam si臋, 偶e tak

stanie.

A wtedy wspomnisz moje s艂owa.

Do klasztoru, tak powiedzia艂.

Na dworskie 偶ycie jestem za stara.

Syn by tak matce nie rzek艂.

M贸j syn ma serce z kamienia.

Nie jeste艣 strachowo osiana.

Jeste艣 taka 艂askawa, o pani.

Ale jak by艂am w twoim wieku, to niewiastym w moim wieku uwa偶a艂am za

grobem.

Dzieci mnie ju偶 nie potrzebuj膮.

Ukochany umar艂.

Le偶y w odrawu. Do klasztoru?

Ja? Przyznam, te偶 mia艂am taki zamiar, 偶eby i艣膰 do klasztoru, ale ci膮gle

jestem potrzebna owce.

Pyta艂am biskupa Jana, kt贸ry klasztor jest najlepszy, ale szybko zorientowa艂am

si臋, 偶e 偶aden.

A poza tym tam nie maj膮 takich pyszno艣ci.

No i to by艂o zanim moje serce obudzi艂o si臋 po latach u艣pienia.

Tat臋, je艣li masz tekst, to j膮 rozp艂ucona na nowe mi艂owanie. Ale ja nie rzek艂am,

偶e na nowe.

Ja jeszcze nie po偶egna艂am Grzegorza tak do ko艅ca.

A poza tym nikt si臋 o mnie nie stara.

Bo ci膮gle wspominasz marsza艂ka Nekand臋.

A podskarbi膰 艢wi臋tos艂aw?

W艂a艣nie.

Kr贸lowa ma s艂uszno艣膰.

Ci膮gle oczami za tob膮 wodzi.

No trudno nazwa膰 to staraniem, ale pewnie go o nie 艣mielasz.

艢wi臋tos艂aw.

呕eby chocia偶 oczy mia艂y jakie艣 艂adne.

Jak mawiaj膮 w moich stronach, co tam oczy.

Sakiewk臋 ma pi臋kn膮 i urz膮d.

No niby tak.

Ju偶 fajnie wpadaje.

Janie, jak偶e艣 dotar艂 pod komodzko.

I mnie si臋 podobny urz膮d marzy, lecz czym si臋 nale偶y zas艂u偶y膰? No, 偶e fiuj

jedno!

Masz dobre serce.

Widzisz i reagujesz na krzywd臋 s艂u偶by.

Nim si臋 zjawi艂e艣 za bardzo, chwali艂 si臋 swoimi koneksjami, jakich to ja urz臋d贸w

nie obejm臋.

Wytmia艂am.

Pozwoli艂e艣 na to pomywa膰.

Mia艂a racj臋.

Urz臋d贸w nie zyskuje si臋 gadanie maczynami.

A co ja osi膮gn膮艂em?

Nic.

Jeszcze jest wszystko przed tob膮, Jutrze.

Twoje zdrowie.

Nie bierz do siebie tego, co ludzie gadaj膮.

Kr贸l pragnie zmian.

Na wszystkich szczeblach.

To pewne?

Wzpa艂em ju偶 go艅c贸w z wezwaniem na spotkanie rady.

Zatem b臋dziemy m贸wi膰 o urz臋dach. O kr贸lestwie.

To wp艂ywia na Jury?

Nasz kr贸la.

Da艂by sobie narzuci膰 cudz膮 wol臋?

Zawsze wys艂uchuje doradc贸w, ale nigdy jednego.

Chcesz mu powiedzie膰, co ci臋 trapi, to id藕 i porozmawiaj z nim.

Szczerze. Nie daj si臋 zwie艣膰 w gadaniu Andrzeja St臋czyna.

Niepotrzebnie da艂em si臋 zwie艣膰 temu, co m贸wi.

Nie p贸jd臋 do kr贸la, wie co robi.

A ja mu ufam.

Spytek powinien by膰 z ciebie dumny.

I wyznam ci, 偶e czasem bardziej ceni臋 sobie twoj膮 umiej臋tno艣膰 panowania nad

sob膮. ni偶 do艣wiadczenie twojego ojca.

A z Miko艂aju nie spodziewa艂am si臋 ciebie.

Podobno jest jaka艣 wa偶na rada na Wawelu. Kr贸l ci臋 nie potrzebuje?

Nie. Tym razem nie.

Jeste艣 chory? Nie wr贸ci艂e艣 na noc.

Jaki艣 blady zaparzezi艂.

Nie trzeba, nie jestem chory.

Ale co艣 zatruwa moje serce.

Co?

Bo musz臋 zrobi膰 co艣, co z艂amie twoje.

Hegle, my艣la艂em, 偶e jeste艣 t膮 jedyn膮 i na zawsze.

A nie jestem?

Spotka艂em Kregow臋 Niewiert臋, kt贸r膮 przed laty mi艂owa艂em w Bolonii.

Izabela, ta W艂oszka.

Chcia艂em to w sobie zwalczy膰.

Wiesz mi, 偶e chcia艂em.

Ale nie umiem.

Nie potrafi臋 偶y膰 w k艂amstwie.

Zas艂ugujesz na lepszego m臋偶a, kochana.

Zamierzam poprosi膰 kr贸la, aby zwolni艂 mnie z urz臋du.

Chc臋 wyjecha膰 do Italii.

Dom zostawiam tobie i dziecku, kt贸re urodzisz.

Niczego wam nie zabraknie, obiecuj臋.

Nie chcia艂em twojej krzywdy, Egle.

B贸g mi 艣wiadkiem, 偶e nie chcia艂em.

Co ci臋 wprowadza?

Martwi臋 si臋, panie.

Zmiany, kt贸re chcesz wprowadzi膰 w kr贸lestwie, dotkn膮 przede wszystkim

najbli偶szych ludzi.

Dotycz膮 ludzi, Pe艂ko, wi臋c na pewno ich dotkn膮.

Wina? Prosz臋.

Ty wiesz, panie...

To mo偶e by膰 koniec waszej przyja藕ni.

A czy m贸j ojciec po艣wi臋ci艂by kr贸lestwo dla przyja藕ni?

My艣l臋, panie, 偶e tw贸j ojciec nie stawia艂by przed sob膮 takiego wyboru.

Tak gdyby musia艂.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.