Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku.
艁膮czysz nas, signora?
God say thank. Bogu dzi臋ki, 偶e jestem.
Ta szwaczka mnie zam臋czy.
Signora, czy mo偶emy pom贸wi膰 na osobno艣ci?
Signora, skudate, ja przysz艂am zwr贸ci膰 pieni膮dze. Ja musz臋 zrezygnowa膰 z twoje
zlecenie. Wyje偶d偶am. Dobrze.
Ja poczekam sw贸j powk贸d. Mo偶esz zachowa膰 wynagrodzenie.
Nie wiem, czy wr贸c臋 kiedykolwiek.
Isabello.
Miopadre, m贸j ojciec zachorowa艂 i ja musz臋 si臋 nim zaopiekowa膰.
Wracam do Bolonii.
Wybacz pani, 偶e ci臋 zawiod艂am. Nie zawiod艂a艣 mnie. Gdybym ma艅fa to by艂 po
ciebie, te偶 bym pojecha艂a.
Dam ci co艣.
艢wi臋ta Elisabeth Czona艂.
Moja rodzinna Hesja.
I zakonek tej 艣wi臋tej zawsze pomaga艂 moim najbli偶szym m艂odym kreskowie.
We藕 j膮.
No bardzo.
Sta艂a艣 mi si臋 bardzo bliska.
Podziwiam i szanuj臋 kobiety, kt贸re potrafi膮 偶y膰 w samotno艣ci.
Dzielnie. Tak jak ty.
Nie zas艂uguj臋 na to. Nie odmawiaj.
艢wi臋ta El偶bieta szybko ci zdowie tw贸j ojciec. A i ty szybciej do nas wr贸cisz.
Panie!
Chcia艂bym zamieni膰 z tob膮 s艂owo.
Nie teraz, Hermanie.
Po po艂udniu musz臋 si臋 zobaczy膰 jeszcze z Wac艂awem z T臋czyna.
To wie偶a w Rapsztynie?
Budowa znowu si臋 przesuwa.
Obieca艂em sobie, 偶e zanim moje c贸rki dorosn膮, to zako艅cz臋 budow臋 wszystkich
zamk贸w.
A zawiod艂em.
A nie m贸g艂 tak, panie.
Stoj膮 ju偶 zamki w B臋dzinie, w Olkuszu, w Bobolitach, w Jeluniu.
Ale budowa ka偶dego nast臋pnego to jest potworna udr臋ka.
Potrafi臋 j膮 skr贸ci膰, panie.
Wiem, jak wzbogaci膰 kr贸lewski skarpiec.
Co ty tu robisz? Co to za pytanie?
Co艣 ci臋 trapi?
Mnie? Sk膮d?
Miko艂aju.
Miko艂aju.
Wybacz.
Nie mam czasu na rozmowy.
Kr贸l mnie wsypa.
No to o艣wie膰 mnie, Hermanie. W czym rzecz?
Tylko cz臋艣膰 czynsz贸w dociera do Ciebie, panie.
Bo wi臋kszo艣膰 bior膮 mo偶ni, kt贸rzy zarz膮dzaj膮 ziemiami. Takie ich prawo.
Czas by je zmieni膰.
Krak贸w od dawna korzysta z orta prawa miasta Magdeburg.
I to przynosi dochody.
Do mnie jako wielkorz膮dcy nale偶y 艣ci膮ganie podatk贸w.
A te, jak wiemy, zasilaj膮 skarbie.
Hermanie, jaki masz plan?
Widz臋 konieczno艣膰.
Zmiany w obszarach, kt贸re s膮 zarz膮dzane przez twoich urz臋dnik贸w, panie. To
zrodzi obawy, 偶e chce im zarz膮d nad tymi ziemiami odebra膰.
Je偶eli tego nie zrobisz, to nigdy nie b臋d膮 dobrze wykorzystane.
To jest stara zasada.
We藕my na ten przyk艂ad kasztelan krakowski.
Dzier偶y mychlenice i wszystkie pierdoliny raby.
I co, im on teraz z Pytkowi wszystkie te ziemie odebra膰 i jeszcze mu powiedzie膰,
偶e 藕le nimi zarz膮dza艂?
Czytasz mnie w my艣lach, panie?
Ja艣niej, Hermanie.
Dolina Raby to szlak handlowy przez Oraw臋 na W臋gry.
Trzeba by tchn膮膰 troch臋 偶ycia w te ziemie.
Lokowa膰 tam miata, wsie. Da膰 przywilej targowy. Tak, 偶eby karawany kupieckie
mia艂y si臋 gdzie zatrzyma膰.
Im wi臋kszy ruch przed miasta, tym wi臋cej got贸wki mo偶na zebra膰. Dop艂at dla t艂a,
daniny, takty.
My艣lenice mo偶na lokowa膰 na pramie miasta Magdeburg.
R贸wnie偶 lubie艅 albo str贸偶e?
Mo偶e niech Spytek si臋 tym zajmie.
Lepiej, je偶eli odbierzesz mu t臋 ziemi臋.
My艣l臋, 偶e wiele spraw trzeba zmieni膰.
I nie wszystko co dawne traktowa膰 za nienaruszalne.
Widz臋, 偶e masz to przemy艣lane.
Kasztelan Krakowski, kasztelan Tandomierski i inni na te potrzeby maj膮
wyznaczone okre艣lone dobra.
Zwykle to s膮 te same wsie. Ja proponuj臋 i nadej.
Niech ka偶dy kasztelan, ka偶dy wojewoda dostanie od ciebie okre艣lon膮 zap艂at臋.
to w dobrach ziemkich, czy w wrz臋cz膮cej monecie, ale tylko, tylko na czas
pe艂nienia tego urz臋du.
Jego nast臋pca m贸g艂by dosta膰 ju偶 co艣 zupe艂nie innego.
To... To da ci wielk膮 swobod臋 w gospodarowaniu kr贸lewsk膮 domen膮.
Urz臋dnicy byliby bardziej zale偶ni od mojej woli.
Wielki to plan.
Ale bardzo trudno b臋dzie go wcieli膰 w 偶ycie.
Je偶eli karta ten krakowski ugnie si臋 pod twoj膮 pol膮...
To kt贸ry z podmierza艂ych b臋dzie na tyle chcia艂y wystawi膰 Ci op贸r?
Karol.
Daj mi jeszcze tych zi贸艂.
Zduszy艂e艣 ju偶 wszystkie?
Zmora mnie m臋czy.
Nie pomaga艂o to? To i nie pomo偶e.
To mo偶e jakie艣 inne zio艂a?
Jedyne, co ci臋 teraz mo偶e uleczy膰, to spok贸j.
Tylko jak go osi膮gn膮膰? Nie pi膰 wina, nie hula膰 i zapomnie膰 o
niewiastach. Breszysz.
Mnie ze艂rzesz, ale siebie nie oszukasz.
Nie chcesz wysna膰 prawdy, to znajd藕 kogo, z kim szczerze pom贸wisz.
Mo偶e to, ta ciwulka.
Co si臋 sta艂o?
Nic. Zagapi艂em si臋.
R臋ka krwawi.
Mo偶e pomog臋? Nie, nie, nie.
Nie trzeba, ja si臋 艣piesz臋.
A ty?
Ty!
Nie wst贸j mi na drodze!
A jemu co?
Widzia艂am, jak za tob膮 odrzek patrywa艂.
W贸jt?
Z kt贸ry gadasz?
I pewnie pomy艣la艂o, 偶e my... 呕e co?
Czemu mi艂 putek?
Niech leci.
Co?
Chcia艂em wyja艣ni膰 kr贸lowi... Prze艣ledzia艂a w Kr贸lewie.
I poda艂em zak艂ad upozorzenia Urz臋du Kartelana Krakowskiego.
Odwa偶nie.
Spytek i Jasiek to najbli偶si druhowi Kazimierza.
Tym bardziej powinien wiedzie膰, 偶e ich zysk to jest jego strata.
Spytmir mo偶e pomy艣le膰, 偶e celowo chce go zdyskredytowa膰 przed kr贸lem.
Mo偶e j膮 swoich wp艂yw贸w upomnie膰.
No tym bym si臋 nie przejmowa艂.
Je艣li Kazimierzowi spodoba艂 si臋 tw贸j pomys艂, Jeste艣 nietykalny.
Ale czy si臋 spodoba艂?
To ja pycha艂am.
Mog臋 ci臋 jako艣 pocieszy膰?
M贸j bohat Oton zawsze zazdro艣ci艂 mi, 偶e ojciec sobie ceni艂 moje rady.
A w jakich to sprawach?
W wa偶nych. W prawach, tak?
Mhm. Wiem, 偶e rz膮dzenie jest trudne. Jak jednym chcesz da膰, to innym musisz
zabra膰.
Najgorzej, je艣li musisz odebra膰 co艣 najbli偶szym druhom.
A co, je艣li si臋 od ciebie odwr贸c膮?
Ale przecie偶 sami w Polsce m贸wicie, 偶e 艂y偶ka ciekie lepiej smakuje,
jak najpierw os艂onisz gard艂o mi贸d.
Czyli jak chcesz komu艣 co艣 zabra膰, najpierw musisz da膰. To ukoi b贸l straty.
Pi臋kna wolka.
bo w kasie ni膮 zachwyca艂a.
Ca艂y 艣wiat si臋 na ni膮 zachwyca艂.
Tyle lat, odk膮d nie jeste艣my razem, a ja wci膮偶 nie mog臋 o niej zapomnie膰.
A Halszka? Egle?
Nie by艂y w stanie tego zmieni膰.
Nie jestem z tego dumny.
Chcesz z ni膮 wyjecha膰? To jest jakie艣 szale艅stwo.
Ty dla Ba艣ki ryzykowa艂e艣 jeszcze bardziej.
Chcesz zostawi膰 dziecko? Nie.
Zawie艣膰 kr贸la, kt贸ry ci臋 przygarn膮艂? Do diab艂a nie.
M贸wi臋 ci, odpu艣膰, bo kr贸l drugi raz ci臋 nie wybaczy艂.
Ale Izabella... Pozw贸l jej odjecha膰.
Nareszcie jeste艣.
Przeczytaj to.
Powiedzia艂em, przeczytaj. Znowu czego艣 brakuje na budowie g艂贸wnej naby w
katedrze wawelskiej. No przecie偶 nie zaczn膮 przed Bo偶ym Cia艂em. Wuj
ale co ma do tego arcybit?
Chcia艂e艣, abym odwiedzi艂 ci臋 przed wyjazdem.
Nie wys艂ucham, co ci臋 trafi, drogi Janie.
Jaros艂awie.
Mo偶e poleci膰 ci moich cie艣ni? Ach, co tam budowa.
Chcia艂bym z tob膮 porozmawia膰 szczerze, bez obecno艣ci Kazimierza.
Ba艂e艣 si臋 go pozbawi膰 z艂udze艅, ale mnie mo偶esz powiedzie膰 prawd臋.
Co b臋dzie z krzy偶akami?
Zapomnia艂a wzi膮膰 od was ma艣ci na nagniotki, kumie. A, od艂o偶y艂em j膮.
Rano.
Dwa grosze.
Drogo.
O, a dla naszego w贸jta za p贸艂 ceny.
Najlepsza mikstura na gojenie rany. Za p贸艂 ceny.
Dwa grosze.
Rany ju偶 si臋 nie opatrz膮, no.
W艂a艣nie. Miksztur臋 kupuj臋.
Pokrzywa? Tak, pokrzywa.
Dobrze. Ale d艂ugo si臋 goi.
Znam co艣, co lepiej da艂a.
M贸j krewny wita艂 nas.
Tymczasem? Tak.
M贸wi艂, 偶e z was...
Ja wiem, 偶e krzy偶acy nie podpisz膮 pokoju. A ty?
A ja ufam, 偶e B贸g napchnie m膮dro艣ci膮 zakon i papie偶a Klemensa.
Czyli czekamy.
Cierpliwo艣膰 to jest cnota, biskupie, nie grzech. Do艣膰 ju偶 czeka艂em. Chc臋
dzia艂a膰. Zatem mam dla ciebie zadanie.
Miej baczenie na obyczajne zachowanie kr贸la.
Napi臋tnowa艂e艣 go kiedy艣 i s艂usznie.
Teraz wsp贸lnie musimy dba膰 o to, aby nic nie skala艂o jego dobrego imienia.
Zakon wykorzysta...
Ka偶dy argument przeciw nam.
Tak膮 widzisz dla mnie rol臋. Panie, Orszak czeka. W sam膮 por臋,
m艂odzie艅cze. Arcybiskup w艂a艣nie chce wyj艣膰.
Jestem do us艂ug, biskupie.
S艂uga arcybiskupa.
Janusz ze Strzelc, ziemi sandomierskiej, z rodziny Grzyma艂贸w.
Zwany Suchym Wilkiem.
Ale co mnie to obchodzi?
No suchy to on mo偶e i jest, pewnie go s艂abo karmi膮.
Ale dlaczego wilk?
Pewnie niebawem si臋 przekonamy.
Rozes艂a艂a艣 ju偶 go艅c贸w? Tak.
Wezwa艂em wielkorz膮dc臋 krakowskiego, kasztelan贸w bitwickiego i
wojewod贸w krakowskiego i sandomierskiego.
Za dwie niedziele od dzi艣 zbierze si臋 rada, by pom贸wi膰 o odmianach, kt贸re
wprowadzi膰. Tak jak kaza艂e艣, panie.
Mo偶esz odej艣膰.
My艣la艂em o tym, co m贸wi艂e艣, kr贸lu.
Herman ma racj臋.
Czas na zmian臋 w zarz膮dzaniu kr贸lewsk膮 ziemi膮.
Doceniam to, co m贸wi, Pe艂ku.
Ale obawiam si臋, 偶e innym mo偶nym si臋 to nie spodoba. Nie sprzeciwi膮 ci si臋.
Nieraz to robili.
To prawda, nie lubi膮 traci膰 swoich praw, ale jestem pewien, 偶e dobro kr贸lestwa
jest u nich na pierwszym miejscu.
Mo偶e dla ciebie. Nigdy nie dba艂e艣 o urz臋dy i maj膮tki.
Ale mam pomys艂, jak ukoi膰 strat臋.
Dam kasztelanowi krakowskiemu zapis w 偶upach wielickich.
Zbytkowi si臋 nale偶y za biegn膮 s艂u偶b臋, chojne wynagrodzenia.
Tak samo zrobimy z innymi urz臋dami. Ale nie nale偶y dzia艂a膰 zbyt po艣piesznie.
S艂usznie?
Wielu urz臋dnik贸w to dawni druhowie twojego ojca.
Nie zosta艂o im wiele czasu.
Dlatego poczekam na wakans臋.
Nowi kandydaci nie b臋d膮 mieli w膮tpliwo艣ci, 偶e to, co wydarzy艂o si臋 u
Krakowskiego, ich r贸wnie偶 dotyczy.
Wygl膮dasz pi臋knie.
Chcia艂em podzi臋kowa膰 Ci za rad臋.
M贸j ojciec mia艂 za mnie po偶ytek. Ja te偶.
Widzia艂am te偶 plany Twoja twierdza w Rapsztynie, kt贸re stawili Twoja komnat臋.
To to na budowie zamk贸w te偶 si臋 znasz? Nieraz wita艂am, jak m贸j facet... Nie
zaprz膮taj sobie tym swojej 艣licznej g艂贸wki.
Mam od tego zaufanych ludzi.
W艂a艣nie zwo艂a艂em ich na narad臋. Wkr贸tce tu b臋d膮.
Ja tylko chcia艂am powiedzie膰, 偶e... Mo偶esz odej艣膰.
To s膮 moje dwie smuk艂e wie偶e w Rapsztynie.
Nie mi chce si臋 teraz zaj膮膰.
Uwa偶aj, Piotrku.
Zapakujcie na zi臋cia dowoz贸w i zamknijcie warsztat, jak sko艅czycie.
No ju偶.
Wi臋c jednak wyje偶d偶asz.
Kiedy? Nie zaprz膮taj sobie tym g艂owy.
呕yj, jakby mnie tu nigdy nie by艂o.
Nikolo.
呕ycz臋 ci wszystkiego najlepszego. Kon tutur quorum.
Lasza.
Puszcz臋.
Ale musz臋 wiedzie膰, musz臋 by膰 pewien, 偶e nic do mnie nie czujesz, 偶e jestem ci
oboj臋tny.
B臋dziesz tego 偶a艂owa膰. Ja nie, a ty?
Jak mi艂uj臋, to nie 偶a艂uj臋.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.