All language subtitles for Korona krolow odc 106

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku.

Chata musi by膰 blisko, skoro tutaj si臋 posilasz.

Ksi臋dz twojego nie wi臋kszy ni偶 lipa znokie膰. Jakie on mo偶e stawia膰 warunki?

Odpotkanie wyznaczymy na pocz膮tek nadchodz膮cego roku.

Po c贸偶 g艂owi膰 si臋 teraz nad planami Kazimierza, skoro zaraz przepadnie nam

ksi臋dz twoje aworty. Nie ucz mnie 偶膮dzenia.

Chol膮 od tej kambiatu werni臋te.

Troch臋 jednak si臋 zmieni艂em.

Czy 艂膮czy膰 je co艣 pani mo偶e z naszym marsza艂kiem dworu? C贸偶 za 艣mia艂o艣膰.

Co to za przes艂uchanie? Jezus Maria.

Jolenta.

Mam dobre wie艣ci.

Panienka Jolenta si臋 odnalaz艂a.

Ja w艂a艣nie wiedzia艂am, jak pan niemierza j膮 ni贸s艂. Mi艂a trasy, El偶bietko. Nasze

modlitwy zosta艂y wys艂uchane.

Pan B贸g si臋 ulitowa艂.

P贸jd臋 j膮 przywita膰.

Jolenta mo偶e by膰 teraz w z艂ym stanie.

Tyle czasu jej nie by艂o.

A to prawda?

殴le wygl膮da艂a.

Bez but贸w by艂a brudna, wychudzona.

Wiedactwo. Chc臋, 偶eby widzia艂a, 偶e na ni膮 czeka艂y艣my. Ale dowie si臋.

Teraz wszak偶e najlepiej da膰 jej czas, 偶eby wydobrza艂a.

Oj tak, tak.

Tak niedobrze z ni膮.

Pokazali ojca Eliasza wezwa膰.

Co si臋 jej dolega?

Najwa偶niejsze, 偶e si臋 odnalaz艂a.

Wobec tego p贸jd臋 przygotowa膰 jej odzienie.

Kachno, b臋dziesz mi potrzebna.

Znajdziemy 艂adn膮 sukni臋 i czyst膮 bielizn臋.

Chc臋, 偶eby poczu艂a si臋 na Wawelu jak w domu.

Jakiekolwiek wie艣ci przewozisz Jaros艂awie, rad jestem widzie膰 ci臋 na

Bartkili艣my si臋.

Oceniam kr贸lu, jednak wydaje mi si臋, 偶e krzy偶acy z bliska nie s膮 a偶 tak gro藕ni,

jak mogliby艣my sobie to...

Tutaj wyobra偶a膰. Czy chcesz powiedzie膰, 偶e zgodzili si臋 na rozwi膮zanie pokojowe?

Pisemnie i deklarat nie przywo偶臋, ale ufam, 偶e niebawem zjawi si臋 tu goniec

Malborka. Doskona艂a wiadomo艣膰.

Pos艂uchanie Niemierzy to by艂 b艂膮d.

Powinienem by艂 przewidzie膰, 偶e Wielki Mistrz nie b臋dzie chcia艂 rozmawia膰 ze

zwyk艂ym rycerzem. Niemierza przygotowa艂 mi grunt.

Wielki Komtur i inni zakonnicy poczuli nacisk.

I przypadkiem odkryli przede mn膮 swoj膮 tajemnic臋.

Tajemnic臋? Z zagadkami dzi艣 m贸wi w Jaros艂awie.

Jak przebiega艂y rozmowy, m贸w, jakie ma oczekiwania wielki mistrz.

Nie widzia艂em si臋 z wielkim mistrzem, podobnie jak nie mierz臋. Jak偶e, to

to oczek艂e艣?

Zapewnienia o planowanym pokoju.

Uzyska艂em od najwa偶niejszych braci zakonu, jednak nie od wielkiego mistrza.

Ale przywo偶臋 co艣 wi臋cej ni偶 s艂owa.

kt贸re wszak zawsze mog膮 okaza膰 si臋 k艂amstwem. C贸偶 takiego?

Absencja wielkiego mistrza by艂a dla pozosta艂ych zakonnik贸w bardzo nie w

Pr贸bowali udawa膰, 偶e nic si臋 z艂ego nie sta艂o.

Ale widzia艂em zak艂opotanie, a potem pop艂och w ich oczach.

M贸wisz mi, 偶e maj膮 problem.

I to niebagatelnie.

Nie ma modliwo艣ci.

W takim razie nie zaryzykuj膮 ataku na m臋臋.

R贸偶ki, panie. 艢mile, przeka偶 Idiemu, 偶eby przygotowa艂 najlepsze wino. Tak,

panie. Kup grot. W takim razie pro艣b臋, 艣mile.

M贸wi膮c dziewi膮tym, gdyby si臋 nie zjawi艂.

Kr贸lu.

Ekscelencjo.

Dobre wino, by uczci膰 dobre wie艣ci.

Pozw贸l mi ci臋 zbada膰.

Bole ci臋 co?

Jeste艣 ranna?

Kaza艂em piwa przynie艣膰.

Wygl膮dasz na wycie艅czono, to ci臋 wzmocni.

na Babelu.

Bezpieczna. Tu ci nic nie grozi.

Nie trw贸偶 si臋.

Powiedz, czy kto艣 ci臋 skrzywdzi艂.

Ja mam brat Eliasz.

Pami臋tasz mnie?

Nie spotka膰 si臋 z najwy偶szym dostojnikiem ko艣cio艂a polskiego, kt贸ry

specjalnie, 偶eby om贸wi膰 tak wa偶ne kwestie. To jawna zniewaga. To

niemal wypowiedzenie wojny. Przeciwnie, Janie. Krzy偶acy wojny b臋d膮 teraz unika膰

jak ognia. Je艣li Ludolf nie le偶a艂 na 艂o偶u 艣mierci, nic nie jest w stanie go

usprawiedliwi膰. Zwa偶, 偶e z艂amanie ceremonia艂u...

Daje nam bardzo cenn膮 wiedz臋 na temat kondycji wroga.

Wiemy, 偶e jest bardzo z艂a.

A je艣li to sprytne mydlenie oczu, arcybiskupie? Je艣li to gra, aby u艣pi膰

nasz膮 czujno艣膰? Masz prawo do swojego os膮du, Janie.

Jednak ciebie tam nie by艂o.

Ale ja by艂em w Warszawie, gdzie krzy偶acy zrobili dok艂adnie to samo. Nie stawili

si臋. Taka jest ich taktyka. Z Warszaw膮 prawda.

Jednak nie w tym wypadku.

Idzie o to.

偶e nie pad艂y 偶adne wi膮偶膮ce deklaracje. A je艣li pad艂y, to takie, z kt贸rych 艂atwo

si臋 wycofa膰.

Biskupie, je艣li przy艣l膮 obiecany list, b臋dziemy mie膰 pewno艣膰, 偶e to nie

sztuczki, lecz w istocie maj膮 powa偶ny problem.

Na razie musimy czeka膰.

Kr贸lu, jak d艂ugo?

A偶 ujrzysz ich chor膮 wie na swojej ziemi?

Gadatej wy ten tw贸j spiek.

Ju偶 dawno winien przynie艣膰 jakie艣 wie艣ci. A mo偶e mrtuj tak si臋 boi

nawet swoim ludziom nie m贸wi z wyprzedzeniem, kiedy po艣le sk贸ry do

Mimo, 偶e nigdy si臋 nie dowiemy, 偶e wyjechali z Krakowa, jak si臋 temu

pomocnikowi zapomni przyj艣膰 do nas?

Marcin to poczciwy ch艂op, nie zapomni.

Je偶eli przeoczymy transport sk贸r, na nast臋pny b臋dziemy czeka膰 ze trzy

Wiem. A ten zb贸jcy z艂upi膮.

Kolejnego w wo藕nic臋, nie daj Bo偶e, zabij膮.

Ciep艂ym kr贸lowim.

呕e na Marcina czeka艂em.

Wiem, wiem. Poczciwie m贸wisz.

Do wygadania.

Tam znajd臋 tego twojego Marcina.

A ty zosta艅 na zamku. Jakby si臋 tutaj 艂atkawie pofatygowa艂, chocia偶 艣miem w to

w膮tpi膰.

Miej dobry dzie艅, panie.

Ranna?

Straci艂a pami臋膰? Co si臋 dzieje? To by akurat nie by艂o takie z艂e.

M贸w ja艣niej.

Cia艂o dzi臋ki Bogu bardzo nie ucierpia艂o.

Jolanta jest os艂abiona. Ma kilka zadrapa艅. Tu wystarcz膮 zio艂a, jad艂o i

odpoczynek.

Ale... Ale s膮 ranek. kt贸rych zio艂a

nie zalecz膮, te na duszy.

Co 偶yczysz?

Twoja c贸rka jest zal臋kniona i skryta, bo zosta艂a pocha艅biona.

Nie umia艂em jej ochroni膰.

Nie zadr臋cz臋 si臋, b膮d藕 przy niej.

Jolanta potrzebuje teraz troskliwej opieki. Nic nie rozumiesz.

W tym 艣wiecie lepiej jest niewie艣cie nie 偶y膰, ni偶 偶y膰 z pi臋tnem poch臋bienia.

Kr贸lawna El偶bietka prosi艂a, 偶ebym... ...przekaza艂 ci te ubrania.

To jej najlepsza suknia.

Powinna na ciebie basowa膰.

Goniec pojecha艂 do Go艂czy.

Wkr贸tce do batytmatki.

Wydzia艂a od zmys艂贸w, jak ci臋 nie by艂o.

Kachnada chwil臋 przygotuje ci ciep艂膮 k膮piel i... i... nios膮 ko艂acz z miodem.

Eliasz m贸wi, 偶e musisz du偶o spa膰 i odpoczywa膰 i niebawem poczujesz si臋

Chyba pom贸g艂.

Dobrze po mnie pos艂a艂a艣. Wasz ojciec teraz ma bez arcybiskup.

Co mog臋 zrobi膰, Guncia?

Ale偶 Piotrka modli si臋 od 艣niadana.

Wiem, 偶e jest g艂臋boko wierz膮cy, wi臋c je艣li ma tak膮 potrzeb臋, to nie jest

pragnienie.

Szpytka, m艂ody si臋 ju偶 kilka godzin, da si臋 zgin膮膰. To wystarczy.

Zatem, co uczyni艂a Jolencie, winnam ca艂膮 wieczno艣膰 si臋 modli膰.

To 藕li ludzie porwali Jolenta. Nie ma w tym twoja wina.

Gdyby z mojego powodu nie wyjecha艂a tak nagle, nie dosz艂oby do porwania.

Nie zosta艂aby pocha艅biona.

Jeste艣 pewna, 偶e... Tak.

Widz臋, 偶e si臋 starasz. Czeka ci臋 nagroda.

Pojedziesz do Poznania.

Ruszasz z Ziemkiem zaraz.

Ja? Mam do ciebie zaufanie. Nikogo innego bym nie pos艂a艂. Przecie偶 Ziemek

sam jecha膰. Zmieni艂em zdanie. I tak zaraz? Przecie偶 ja musz臋 najpierw... O,

nie pasuje.

Chyba umiesz powozi膰, co?

Mistrzu, sam pojad臋.

Ja o tym decyduj臋.

Czy on twoje sk贸ry obroni, mistrzu?

Przecie偶 on ma rodzin臋 na utrzymaniu.

Siostra wdowa, dw贸jk膮 dzieci i rodzice trurowani.

Jak go ubij膮 po drodze, to kto si臋 nimi zajmie?

Postanowi艂em. Chc臋 nale偶e膰 do cechu, wykarmi膰 rodzin臋, musz臋 si臋 wykaza膰.

Po艣l臋 z wami dw贸ch pomocnik贸w, pojad膮 wieszk臋. Mistrzu, ale ja musz臋 kogo艣

zawiadomi膰.

Jak mi艂uje, to puceka.

Nie o dziewk臋 idzie. No to w czym rzecz?

Wy艣l臋 pomocnika zaraz do rodziny.

Gotowe, mistrzu. Ruszajcie!

Uczyni艂abym wszystko, 偶eby cofn膮膰 Cz臋艣膰.

Niestety to niemo偶liwe.

Jak ona musi si臋 teraz czu膰?

Pewnie strasznie.

Nie mog臋 sobie nawet tego wyobrazi膰.

Musimy wesprze膰 Jol臋ta.

Musimy pom贸c jej odzyska膰 spok贸j ducha i rado艣膰 偶ycia.

Poprosi艂a mnie Mierze, 偶eby zani贸s艂 jej odzie艅.

To 艂adnie z twoja strony.

Ale zapomnia艂am o butach. Zani贸s艂 jej teraz i Jol臋ta zobaczy ci臋 zap艂akana.

pomo偶esz.

Przeciwne. B臋dzie s膮dzi艂a, 偶e jest jej szkoda i poczuje si臋 jeszcze koszej.

Masz s艂uszno艣膰.

Niech Kachna zaniesie buty.

Jolanta b臋dzie wiedzia艂a, 偶e na ni膮 czeka艂y艣my.

Kr贸lewno, pozw贸l prosz臋, 偶e ja zanios臋 te buty.

A Kach nie ka偶e p贸j艣膰 do kuchni, bo zia艂a na uspokojenie. Dla ciebie.

Pani?

To gdzie ja mam te zio艂a zanie艣膰?

Do komnaty. A je艣li kr贸lewian tam nie ma, to prosz臋 poszukaj ich w kaplicy. To

musi by膰 straszne dla niewiasty.

Co?

S艂ysza艂am, 偶e panienka Jolanta zosta艂a poch臋biona.

Straszne. To jest to, 偶e ludzie czerpi膮 przyjemno艣膰 z rozpowiadania o cudzym

nieszcz臋艣ciu na prawo i lewo.

Nikomu ani s艂owa.

Rozumiesz?

L臋to.

Stawa艂o mi si臋, 偶e widz臋 co艣 mi臋dzy drzewami. Aha, inne drzewa. Jak to w

Ciekawe, czy ci b臋dzie do 艣miechu, jak na to zb贸jcy napadn膮.

Mistrz winie nam da膰 wi臋cej ludzi do obrony.

Zanim dotrzemy do Poznania, sam si臋 wyko艅czysz ze strachu.

Zb贸jcy nie b臋d膮 mieli za wiele do roboty.

S艂ysza艂e艣, co si臋 na traktach dzieje?

Nic, a nic si臋 nie boisz? Co ma by膰, to b臋dzie.

Na chwil臋 b贸luj i odejd藕 na zawsze, bo stamt膮d nie ma powrotu.

Marnowa膰 najwi臋kszy dar od Boga, jakim jest 偶ycie, to jest grzech 艣miertelny.

Pomy艣la艂a艣 wtedy o ojcu, o matce. Jakiego cierpienia by艣 im przetworzy艂a,

rozpacy.

Ciep艂a ci臋 rozumiem.

Wtedy bliska szale艅stwa.

Kto wie, mo偶e naprawd臋 wtedy zmys艂 straci艂am.

Ale wszystko by艂o lepsze ni偶 b贸l, strach, wstyd.

I to oparte milczenie Boga, kt贸ry na to wszystko pozwoli艂.

P艂acz.

P艂acz, dziecko.

Tylko b艂agam nigdy wi臋cej nie podda膰 na siebie r臋ki.

To jest jako艣 si臋 wydarzy艂o.

Nie twoja to chra艅, bo lecz tego, kto ci to uczyni艂.

Ale dop贸ki ludzie tego nie zrozumiej膮, to nic si臋 nie zmieni.

Ale pami臋taj, ty艣 niewinna.

W garbarni zasi臋gn膮艂em j臋zyka, gdzie Marcin Mieszka.

Od jego siostry dowiedzia艂em si臋, 偶e rano wyjecha艂 ze sk贸rami do Poznania. Po

porannej mszy.

I co masz teraz swojego spiega?

Co proponujesz?

W贸z jedzie wolno. Wiesz, Hem, mo偶emy ich dogoni膰.

Zw艂aszcza, 偶e wiemy, gdzie jad膮.

Zostaw!

Mistrz nam nie zap艂aci, jak sk贸ry tracimy. Potom chorowa艂 ca艂ymi dniemi,

teraz zosta膰 z mistrzem? Woli 偶ycie straci膰, durniu!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.