Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednim odcinku... Są jakieś wieści o Jelencie? Wysłałem dodatkowy oddział
do pomocy w poszukiwaniach.
To jest Zofia, żona Jowka z Malchtyna.
Witaj, Helena.
Tęskniłam na Krakow. Jak sytuacja z zakonem? Są wieści od Bogorii? Cisza,
kim zasiął. Czy wielki mistrz w końcu do nas dołączy? Jest zajęty. Aż tak, żeby
nie przyjąć arcybiskupa Gnielna? Wysłannika polskiego króla?
Mistrzu!
Obejrzyj, że tu nie ma pacyjko!
Za nim!
Ten ostatni bandyt konał.
Potwierdził, gdzie jest chata, w której trzymali Joentę.
Mówił to samo, co ten Arnoszt?
Tak, panie.
Napali na nas.
bo myśleli, że to my ją mamy.
Zatem jest nadzieja, że Jolanta żyje.
Dalej!
Na wstód!
Posak winien być odpowiedni do stanu panny.
Dlatego proponuję pięć tysięcy kopu groszy.
Posak Elżbietki powinien być okazały. To nie posada.
Przecież nie puścimy jej samymi sukniami.
Ma ile nas stać?
Jeśli spytasz podskarbiego, odpowie zapewne, że 500 kop wystarczy.
Pilna.
Z takim posagiem od razu zrodzą się plotki, że nasz król jest męzarzem.
Świętosław znany jest z tego, że pilnuje skarbca jak pies.
No wiem, ale cenię go za to, że nie szasta cudzymi pieniędzmi.
Gdyby ojciec Adelaide zapłacił posag, chmielibyśmy z czego.
Każe przygotować podskarbiemu odpowiednie wyliczenia i wtedy pomówimy.
Idź jak myślisz.
Ja, panie?
A co pod czaszy może wiedzieć o królewskich posagach?
Ile byś żył, mój córka?
Życzyłbym, by znalazła szczęście.
I miłowanie u boku męża.
To jest bezcenne.
Sprawisz jak nie wiatr.
Gdyby na zamku był ilustrator, też bym kazała sprawić sobie podobiznę.
Brzydka.
Spójrz, to ty.
Zupełnie niepodobna.
Włosy nie te.
Ale może.
Niedługo je ujrzysz.
Przeczytaj, co podpisano. A kto ci będzie czytać, gdy opuszczę Wawel?
Jagna. I tak ze spokojem o tym prawisz.
Nie zdajesz sobie sprawy, co to dla nas oznacza?
Będę cię odwiedzać. Raz do roku albo rzadziej.
Możliwe, że nie ujrzymy się przez kilka zim.
Albo nawet nigdy. Nie lękasz się tego?
Lękam.
Lecz wolę myśleć o tym, jak będziesz rada widząc morze.
Że dostaniesz księżną z własnym dworem, a Bogusław miłować cię będzie więcej niż
ja. I obyś cię miłował, ako szczerze.
Nie przestanę ciebie miłować.
To się nigdy nie stanie.
A jeśli bym nie mogła ciebie odwiedzić, będę słać
długie listy.
Ciekawaś, jak on wygląda?
Stary. Przeżył dwadzieścia osiem zim.
Wywróżmy.
Kolejna ilustracja przedstawiać będzie twojego przyszłego małżonka.
Należałoby zaprosić księcia Bogusława na Wawel. Trzeba nam się poznać.
Panie, nie śpieszmy się. W tak delikatnej sprawie jak małżeństwo
córki zalecałbym powściągliwość. A czemu z tym?
Idź i słuchasz nas?
Nie, panie. To słuchaj.
Bogusław może uznać, że wielce zależy nam o tym związku i zażądać większego
posadu. Bzdura.
Na małżeństwie z córką króla jen odzyskuje.
Księstwo jego nie większe niż lipa znokieć. Jakie on może stawiać warunki?
Mariasz daje królestwu sojusznika w walce z krzyżakami.
Bogusław zdaje sobie z tego sprawę. Zalecałbym jakiś ukłon w jego stronę.
że to zbyteczne.
No ale jeżeli już trzeba, to może na miejsce spotkania wyznaczyć Poznań, nie
Wawel.
Poznań to drugie co do wielkości miasto w królestwie. Leży bliżej Słupska.
Bogusław zapewne doceni ten gad. Niech tak będzie.
Wielkopolanie będą radzi.
A spotkanie wyznaczymy na początek nadchodzącego roku.
Niech książę pożyje trochę w niepewności.
To osłabi jego wszelkie obiekcje.
Tak się właśnie rodzi królewskie miłowanie.
Myśmy z Kachną przechodziły koło warsztatu, pani.
Boże, ile ja bym dałaby choć jeden taki wisior mieć.
Ile? Wszystko, co mam.
Ale nic nie mam.
Przepraszam, seniora, to jest trochę tropopoko, za mało.
Błagam, pani.
Pozwól choć spojrzeć na wichor, który przygotowała królowej.
Basta. Anonsuj mnie królowa.
Ale jesteś.
Buongiorno, Niccolo.
Buongiorno.
Co robisz w Krakowie?
Świetnie wyglądasz.
Czas się dla ciebie zatrzymał. Mam warsztat w lotnicy.
Radzisz z małżonkiem?
Nie, umarł.
Ja też jestem autowcem.
Ty masz.
Jakbyś czegoś potrzebowała... I kolon
on sobie kambia do wernięty.
Trochę jednak się zmieniłem.
Ciągle coś ci umyka.
Jak na przykład to, że inna niewiasta spodziewa się...
Twoje dziecko.
Darmo.
Pulno.
Darmo, ty!
Ślady końskich chłopet.
Chata musi być blisko, skoro tutaj się posilali.
Gdzie ona jest?
Panie, wybacz mi śmiałość, ale znajdziesz ją. Jestem tego pewien.
Roku pańskiego 1342.
Po co mi to pisanie?
Przecież jestem królewną.
Nic się nie stało.
Spróbuj jeszcze raz.
Żywiutko, wyjdźmy do ogrodu. Mam dosyć.
Nie chcesz pisać do mnie listów, gdy będę w Słupsku? Chcę i będę.
Dyktować je Bartłomiejowi.
Od tego mamy piserza na dworze.
Kiedyś lubowałaś się w książkach.
To było dawno. Byłam mała.
Teraz już nic nie pamiętam.
To jest jak zjazd do Okonno. Tego się nie zapomina.
Nie chcę.
Czekaj.
Tu jest zapisana tajemnica.
Przeczytaj mi. Nie. Sama musisz.
Może ta wiadomość dotyczy Jagny?
Mnie? Jak dasz jej przeczytać, to się nam nie obrazi.
To Bartłomiej mi przeczyta.
Nie pojmujesz.
Kondziu, wiesz dlaczego niewiasty nie uczy się pisać ani czytać?
Bo nam to zbędne? Bo te umiejętności przynoszą władzę.
Królewskie pochodzenie daje władzę.
Umiesz czytać i pisać, ale to ja mogę dawać ci rozkazy. Ale pochodzenie nic ci
nie da, jeśli nie umiesz z niego korzystać.
Sądzisz, że ciotka Elżbieta doszłaby do takiej władzy, gdyby była niepiśmienną?
Twoja ciotka jest też wielce oczytana, stąd płynie jej mądrość. I nikt nie jest
w stanie jej oszukać, mówiąc jej nieprawdę, przekłamując zapisane dla
wiski.
A ty coś robisz na dworze, czy jeno korytarzami się przechadzasz? Ja właśnie
mnie szła.
Jeśli marszałek ma problem z służbą, słucham.
A boby ochmistrzyni jakieś zajęcie jej znalazła.
Kachna do jadalni.
Pomożesz podłogę mieć.
O, już do jadalni.
A marszałek czeka tu na kogo?
Czy tylko służbie dogląda?
Zmierzałem do kancelarii, kiedy mnie ta służba...
A ja się nie muszę przed Gabiną tłumaczyć.
Niech lepiej ochmistrzyni swoich służek pilnuje, nie mnie.
Wybacz, panie.
Signora, volevo ringraciarla.
Chciałam dziękować za okazane mi serce. Znaczy już tych podziękowań. Ten
podarek, zobacz, jest cenniejszy niż ich tysiące.
A ja dziękuję Ci za to, że mój dzień tak rozpromieniłaś.
Sądziłam, że to me pieśni poprawiły Ci humor, Pani.
Zawodzisz jako wilk w czas pełnia księżyca. Ja jestem kontenta, że rada,
podarek podoba się Pani. Ja?
Przepiękny.
Lecz kolia, którą przybył król z Wyszehrad, zdaje się bardziej
Każdy złotnik ma swoją metodą. Metodę.
Lepszą lub gorszą.
Myślałam nad podahek dla mojego małżonka.
Może piechtyń?
Jakie już to wynoszą teraz włosy, panowie? Bardziej są strojni niż
Polscy? Och, o wiele.
Z chudem przychodzi odróżnić męża od pawia. Ta zmierz nie jest próżny.
Nie potrzeba mu złocenia czy klejnoty. Bardziej coś solidne i trwałe, jak dwie
miłowanie pani.
Juta. In gioiello più bello.
Najzacniejszy klejnot dla mąż to uroda żony.
To może kwestię medalionu. Może medalion z portret pani.
Miałbym je zawsze przy sobie. Tak jak rzekłam.
Dobrze.
Byłabyś w stanie uczynić dla mnie coś takiego?
No, ja nie jestem biegła w sztuce portretowania, ale znajdę majstro.
Mistrz, majstro, brawo. Dobrze.
A na kogo Marszałek tak dzisiaj czeka?
Na nikogo przechodziłem jeną. Lecz jasno, że jeszcze się nie zdążył panie
odnieść.
A co to za przesłuchanie?
O chmiczczyniu nie tyszy sędzią dworskim.
Bo mnie się zdaje, panie, że ty na tę złotniczkę czekasz, co dzisiaj u
gości.
Bzdura. Tak? Nie wiedziałem nawet.
Słuszka mówiła, żeś był przy tym, jak wchodziła do komnaty.
Miejle przebaczenie na swoje blotkary, bo im każe języki odjąć.
Panie, nie ma jej tu.
Wygląda, że od kilku dni nikogo tu nie było.
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma.
Nie ma.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma.
Nie ma. Nie ma.
Nie ma.
Pani poczekaj, proszę.
Czy my się znamy?
Och, mi się nie gabija.
Pozwolisz pani na słowo?
Skuza, signora, nie mam zbyt dużo czasu.
To się świetnie składa, bo ja mam tylko jedno pytanie.
Nie wiem, czy to dobrze, że tak, ale... To sprawa życia i
śmierci.
Czy łączycie się z Pani może z naszym marszałkiem dworu, Mikołajem Ligięzą?
Co za śmiałość.
Nie, to nie o plotki chodzi, a nie o babską ciekawość.
Dla Egle pytam.
Prosiła od? Nie, nie, nie, nie.
Jedno podzielila się ze mną swoim lękiem.
Ja nie dałam powód o to.
Widzisz Pani, kiedy wspominałyście w rozmowie naszego marszałka, Mikołaja
Ligięzy, Egle zauważyła na Waszej twarzy Pani.
Zmiany.
Nie znam ten Ligęza.
Mój Amory... Umiłowany jest z rodu Ligęzów, ale to jest zupełnie
ktoś inny.
Egle wiele w życiu przeszła.
Lot nie był dla niej laskawy.
Lękam się, że kolejny cios może okazać się ostatni, dlatego pytam.
Będziesz mi towarzyszyć przy posiłku?
Jadłem już razem z innymi.
Gdzie byłeś?
Wszędzie i nigdzie.
Który bierzesz u konia?
Siwucha.
Twój ulubieniec sam prowadzi drogę znam.
Miałeś wiele czasu na przemyślenia. Czyżbyś w głowie układał li do naszego
stryja Henryka?
Nie nad tym się głobiłem.
Niezbyt rozsądnym jest porzucać najważniejszą dla księstwa sprawę.
Uznaliśmy, że list do naszego stryja z zaproszeniem na polowanie wyśle.
To wyśle. Czemu zwlekasz? Nie pojmuję.
Mam swoje powody.
Martwi mnie, że Kazimierz spotkał się z księciem litewskim.
Po cóż głowić się teraz nad planami Kazimierza, skoro zaraz przepadnie nam
księstwo Jaworskie. Jeśli będziesz ociągać się... Nie uczy mnie rządzenia.
Okazać się może, że w razie swojej bezpodobnej śmierci Stryli ziemię
Luksemburgą.
Nie może.
Ma spad kobierców. Książę Wrocławki też miał. I to brata, a nie bratanków.
A po jego śmierci?
Ziemie wypadły Czechom.
Apetyt mi odjęło to twoje gadanie.
Iworski już podpisał z Luksemburczykami układ. Tak, pięć lat temu.
Właśnie.
Zobowiązał się ich wspierać.
I o czym według ciebie to świadczy?
Skoro poszedł na układ, to i może... Dura.
Dzięki temu układowi Czesi trzymają się zdalawiego księstwa.
Ktoś miałby zapisywać im swoje ziemię po święcie.
A niech mnie.
Masz rację.
Ślij natychmiast z gońca do stryja. Do ziemi muszą przypaść nam.
Jacku, my do ciebie.
Z pilnego kwietna.
Zechmistrz Mstryj szykuje kolejny transport szkół. A jeśli wokalizm nie
wybrazują czasami zbóje, to...
No, to potrzebna wam solidna ochrona. Otóż tak. I o kilku zbrojnych
prosić.
Wezmę zbrojnych.
Kiedy ruszamy?
Jak to, ty z nimi? Już od dawna obiecałem sobie, że doprowadzę tych
topór. Lecz my nawet nie wiemy, kiedy te skóry chcą wywieźć.
Zapytajcie Garbarza.
Nie darzę go zaufaniem.
Tego właśnie nie rozumiem. Według mnie mszczuj to przez Wojtyczka. Lepiej, żeby
on też nie wiedział.
Im mniej osób wtajemniczymy w nasz plan, tym lepiej.
Jak wtedy dowiemy się, kiedy oni te skóry wywożą? Ja mam swego człowieka.
I on nas powiadomi.
O, witajcie, wujcie!
Samuelu, podajcie piwo. Już.
Kiedy skóry wywożą?
Nie wiem jeszcze.
Wujcie, a z trawy nie chcecie?
Nie, nie trzeba.
Śledzie przywieźli.
No to niech będzie.
Tak myślałem, że będziecie radzić wujcie.
A coś ciszej u was w karczmie.
Mierkuje, żeście tę babę pogonili precz. Gdzież by tam się dała?
Jedno kazałem jej z kuchni nie wychodzić. I tam jej miejsce.
O!
A kiedy będziesz wiedział?
Jak się dowiem, kiedy ruszają, dam znak.
Do tego czasu cicho siedź i nie narażaj się nikomu.
Panie, radziłbym zawracać. Dalej nie mogła dojść.
Jeszcze parę wiorstw.
Jezu Sławie.
Jurek.
Córeczko.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.