All language subtitles for Korona krolow odc 101

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku... Rozwa偶y艂e艣 nam, 偶e p贸j艣cie Kunji? Kunja nie p贸jdzie za

Litwin膮. Wszyscy szepcz膮 o pos艂ach z Wielkopolski, kt贸rzy pojechali na

uzgadnia膰 tw贸j 艣lub z ksi臋ciem Bogus艂awem. Jeszcze nic nie jest pewne.

z tob膮 pom贸wi膰. Idzie mi o Ann臋. Pyta艂a o ciebie, nie wiedzia艂am, co jej rzek艂.

Dla niej lepiej, je艣li b臋dzie mnie widywa膰 jak najmniej takiego jak ja,

nie mi艂owa膰.

Porwano mnie.

Potrzebny mi ko艅.

Ko艅?

Zostali艣cie oskar偶eni o porwanie c贸rki pana niemierzy.

Wybacz, Janie, 偶e kaza艂em ci czeka膰. Jeszcze wiem nadziej臋, 偶e przeja偶d偶ka

dobrze ci zrobi艂a.

Ka偶 poda膰 piwa. A w kuchni niech przygotuj膮 jak膮艣 traw臋. Byle pr臋dko.

A偶 mile.

Sprawczy pod艂owczy ju偶 tu zmierza. Pospiesz go.

Tak, panie.

I po c贸偶 panie mnie tu wyzwa艂e艣?

W siodle najlepiej mi si臋 my艣li. A wezwa艂em ci臋, bo za du偶o pospolitych

przest臋pstw i rozboj贸w uchodzi p艂azem w ziemi krakowskiej i sandomierskiej. No

c贸偶, my艣la艂em o tym i wydaje mi si臋, 偶e kr贸lestwu przyda艂oby si臋 nowej styfiali.

Co tam masz najlepszego, ka偶 poda膰? Tak, panie.

Mam odpowiedniego kandydata.

Kr贸lu, wzywa艂e艣.

Te偶 to jedno pod艂owczy.

Wierny i oddany s艂uga.

A bezro艣ci膮 umys艂u nie ust臋puje rycerzom.

No nie kreguj si臋 jak panna.

Macieju, chc臋, 偶eby艣 zosta艂 justicjariuszem.

To wasz szczyt.

A wiesz cho膰 co nale偶y do obowi膮zk贸w?

Chwytanie z艂oczy艅c贸w.

Tak, ale nie tylko.

Trzeba przeptywa膰 ludzi, szuka膰 艣lad贸w, posz艂a. Trzeba przes艂uchiwa膰

oskar偶onych. Zaczniesz od dzi艣.

Wiesz, 偶e porwano c贸rk臋, nie mierz臋.

Z艂apano trzech.

Przes艂uchaw ich. Razem z Katem.

Katem? A ty jeste艣 pewien, 偶e chcesz tej podrody?

Ciebie偶em si臋 tu nie spodziewa艂.

Nie donie艣li ci, 偶e z justycariuszem masz oskar偶onych przes艂uchiwa膰?

Donie艣li, donie艣li.

Oj, Manieju.

To kabat.

Zamyka si臋 w nim cz艂owieka, a te kolce go drapi膮.

D艂ugo w tym wytrzyma膰 idzie?

Spr贸buj.

Mrugni臋cie znie艣膰 nie mo偶na.

A mo偶na tam siedzie膰 i do samej 艣mierci.

Tego b臋dziesz dzi艣 u偶ywa膰?

Madzieju, te偶 tu weso艂k贸w z艂apali.

Ja nie mam serca by膰 tak okrutnym dla nich.

Ja no ich przypal臋.

W czym, 偶e przypalanie ma by膰 艂otkawsze?

Bicze, kolce.

Rany po nich gnij膮 i goi膰 si臋 nie chce. A przypalanie... Tylko ty nie my艣l, 偶e

tu jakie艣 komaterstwo uprawiam.

Przyjaciel, nie przyjaciel, jak b臋dzie trzeba, to i ko艣ci po艂amie.

Nie, ptasz!

B艂agam, b艂agam, ja nic nie zrobi臋. M贸w, 偶e艣cie szlachciank臋 wywie藕li.

Kogo? C贸rk臋 rycerza nie wierzy! Na w艂asne uszy s艂ysza艂em, jak jeszcze

jej porwaniu.

Nie, nigdy.

Ja nic o tym nie wiem. A co z nim?

Nic o dw贸rce nie wiem!

B艂agam, b艂agam!

B艂agam. Czy Justyc Jariusz ma jeszcze jakie艣 pytanie?

B艂agam.

Na co czekasz?

P艂akam.

Zaraz stracimy przytomno艣膰.

Strasz!

Czego? Prowad藕 z艂ot贸w, kt贸rzy porwali mi c贸rk臋.

Nie mog臋, pani. Czemu? Sprowad藕!

To nie jest miejsce dla niebiast. Cudko, czy ci rozum odj臋艂o?

Po co tam chcesz i艣膰? Chc臋 dowiedzie膰 si臋, gdzie Jolenta.

Zostaw to Katu. Pomog臋 mu. Mog臋 mu i top贸r poda膰. Oby im tyle b贸lu zada艂, ile

moje dzieci臋 musia艂o znie艣膰. 呕ebym wszystkie ko艣ci po艂ama艂, wszystkie w艂osy

powyrywa艂, wszystkie z臋by powybija艂. Naprawd臋 tego pragniesz? Chc臋, 偶eby

艣mierci膮 wyznali, gdzie jest Jolenta.

Je艣li co艣kolwiek wiedz膮, na torturach powiedz膮 Katu.

Znajd膮 ni膮.

Ty tam na nic.

Wracajmy.

Nie pozwoli艂e艣 go wyprowadzi膰. Niech nast臋pny widzi, co go czeka, jak pr臋dko

rzeknie prawdy.

Katia, no... My艣my przy jednym stole wysiadowali.

My teraz nie przy stole.

M贸wcy si臋 zrobili ze szlachet膮 i olent膮.

Przecie偶 ja nic nie wiem. Nie czas na bajdurzenie.

Tw贸j przyjaciel ju偶 nam rzek艂 wszystko.

Jego za to rzekn膮艂 toporem.

Dobra to i szybka 艣mier膰 bez b贸lu. Ale ciebie...

Przewioz膮 w krowy i sk贸rze po ca艂ym Krakowie. Ca艂y lud b臋dzie rad pom艣ci膰

niewiast臋. A 偶eby b贸l zada膰, ludzie czasami gorsze pomys艂y od chata maj膮.

Czeknij prawd臋, szybciej si臋 to sko艅czy. My z sart贸w 偶yjemy, z bajek teatrum

robimy, 偶eby si臋 Gabi膰 radowa艂a. Jak b臋d膮 w ciebie kamieniami rzuca膰, te偶

si臋 radowa膰.

Podobno 偶e艣cie planowali porwanie.

Nie no, my tak tylko, 偶e...

偶e panna bogata 偶yczy okup.

Przecie偶 to 偶art by艂. Ju偶 my nawet miecza nie mamy.

Ani jeden z was by nawet w muchy nie... Czekaj!

Czekaj! Czekaj!

Ten, kt贸rego sta艂 obok nas, zapytajcie.

Ten szlachcic potwierdzi wam, 偶e to by艂 偶art.

No to ju偶 to 偶art by艂!

Wybacz, panie, ale ja... Jak uwa偶asz?

I mnie te偶 si臋 zdaje, 偶eby so艂kowie tego nie uczynili, panie.

Mog臋 jeszcze szuka膰 tego Czecha, o kt贸rym prawie... Nie, nie, nie. Nie

si臋, 偶eby to by艂o konieczne. Tego wolnie. Panie, nie daliby rady pokona膰

zbrojnych, kt贸rzy towarzyszyli Jelencie.

Za same takie 偶arty nale偶膮 im si臋 baty. Za bajdurzenie, cho膰by nawet g艂upie, nie

mo偶na trzyma膰 w locha. Cho膰 szkoda.

Mo偶e warto zaczeka膰, a偶 Maciek znajdzie 艣wiadka. To jedyny trop.

Panie, potwierdzi艂by jedynie to, co ju偶 wiem.

To s膮 艂achudry.

Ani to waleczne, 偶eby samemu odbi膰 Jolent臋, ani to maj臋tne, 偶eby wynaj膮膰

zb贸jc贸w.

Ka偶dy ich uwolni膰.

Tak.

Rulu, nie wydaje ci si臋, 偶e Maciek jednak za m艂ody na t臋 posad臋?

Tutaj trzeba do艣wiadczenia. Ja mam nawet kandydata.

Jeden z moich krewnych. Jolentka je zdob臋dzie.

Do tej pory 偶ywi臋 w nadziei, 偶e Jolent臋 porwa艂 jaki艣 szlachcic, 偶eby j膮 zmusi膰

do rynku.

Nie, taki narzeczony dawno ju偶 by si臋 zg艂osi艂.

Ale je偶eli mnie o okup i nie o orzenek chodzi, to l臋kam si臋, 偶e napadli j膮

zb贸jcy i taki to cios dla niej mierzy.

Wielki b贸l straci dzieci.

Nie tra膰my wiary.

Panienko!

Co taka urodziwa niewiasta robi sama po艣rodku lasu?

Zgubi艂a艣 si臋?

Nie. Z bra膰mi tu jestem.

Z bra膰mi?

Poczekaj.

To gdzie oni s膮?

Jedz臋 tu ju偶 od dawna i nikogo 偶em nie widzia艂.

Nieopodal. Ja艣ko!

Ju偶 id膮 do mnie.

To mo偶e ci臋 podwioz臋, co?

Nie, nie, zostaw mnie.

Spokojnie, zaj膮czku.

My艣lisz, 偶e j膮 znajd膮?

W boku nadziej臋.

Teraz trenujmy.

Pewnie.

Albo pomy艣l, co ona chce w tym czatnym teaterze.

Je艣li w og贸le... A mo偶e nic jej nie jest?

Wszak dobra by艂a.

A bo dobrym ludziom si臋 krzywdy nie zdarzaj膮?

Znajd膮 j膮.

Znajd膮 ca艂膮 jej zdrow膮.

Przesta艅 ty g艂upoty gada膰.

B臋d臋 gada膰, co mi si臋 podoba.

Lepiej rzeknij, czy z niej widzia艂 Audrey.

Mo偶e uciek艂o od ciebie, bo jej zaprawiasz m贸wi膰.

Ju偶, nie ubruszaj si臋 tak.

Mo偶esz m贸wi膰 wszystko.

Tylko po co brednie? Z Maciekiem j膮 widzia艂em.

Pod艂owczym? On ju偶 nie pod艂owczy.

Ju... Ju... Ja... Ja... Ju...

Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju...

Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju...

Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju...

Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju...

Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju...

Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Ju... Z ludzi sk贸ry

zdejmuje.

Ko艣ci 艂amie.

Z Katem si臋 teraz przyja藕ni.

Wida膰 Audr臋. Takie towarzystwo pasuje.

Ty wola艂by艣 jej wybiera膰 towarzystwo?

Tak? Mo偶e tobie winno pomaga膰? Z tymi torturami nie przesadzaj.

Maciek ma w g艂owie pouk艂adane.

Ja tam wol臋 moje marchewki skarba膰.

To si臋 dobrze sk艂ada.

Chod藕, co przyjdzie do ko艅ca, 偶e zarobi臋.

Karpu mnie zapytaj.

Mo偶e tam s膮.

Powinni艣my to dok艂adnie om贸wi膰, panie. Oczywi艣cie.

Jak mog艂e艣, panie?

Rzutko. Masz do kogo m贸wi膰. Wypu艣ci艂e艣 porywacza mojej c贸rki.

Zbigniewie, spotkamy si臋 w Auli.

Nic nie wiedzieli.

To by艂 nasz jedyny 艣lad.

Nie pomogliby, to nie oni. Trzeba by艂o mnie do nich wpu艣ci膰!

Zdobi艂aby艣 wi臋cej ni偶 likad?

Cudko, wiem, 偶e odchodzisz od zmys艂u. Nic nie pojmujesz, panie.

Odda艂e艣 j膮, a ja j膮 mi艂uj臋.

Trzymaj jeszcze troch臋, cudko.

P贸ki mrzewa b臋d臋 ich szuka膰.

M贸j kochany kwiatku.

Rokowania Bolka z Henrykiem 呕aga艅skim, dawno winny do bied ko艅ca, panie. No ale

skoro do tej pory nie wys艂a艂 pos艂a艅ca, znaczy, 偶e nie wysz艂y.

Znam Bolka.

To mnie podobne.

A ja sam nie skor臋 chwali膰 si臋 przegran膮.

W艂oka tutaj nic nie da.

Nie chc膮, 偶eby ksi膮偶臋 tak si臋 zachowa艂.

Bolko nie zwleka, szykuje nowy plan.

To jedno rozwa偶ania, panie.

Mo偶e goniec w艂a艣nie zmierza na wawel. I to z dobrymi, od Bolka wyj艣cia.

Mo偶e tak, a mo偶e nie.

Trzeba nam wys艂a膰 Siko艅ca do 艢widnicy i to pr臋dko. Tak, panie.

A jak powr贸ci i oka偶e si臋, 偶e mia艂em racj臋, niezw艂ocznie ruszamy na wschow臋.

Zajm臋 na chwil臋.

Nie daje rady.

Mog艂a艣 powiedzie膰 kuchmistrzowi, 偶e to nie ty naczynia pot艂uk艂a艣, a Guncej.

On jej ze skrzyni powyrzuca艂, widzia艂am.

Kuchmistrz jeno r贸zg膮 przez plecy mi da艂.

A Guncej, jakby si臋 dowiedzia艂, 偶e z艂e s艂owo na niego rzek艂am, j臋zyk okaza艂by

wyrwa膰, jak wtedy tej praczce. Sama sobie winna. Ona od razu polecia艂a do

ochmistrza si臋 poskar偶y膰.

Nie do艣膰, 偶e j膮 poha艅bi艂, to jeszcze j臋zyka pozbawi艂.

To ja ju偶 wol臋 r贸zgi.

Och, mistrz, to i za Guncelem, ale ksi臋偶na pani jest po naszej stronie.

Mo偶e to... Nie!

Nie m贸w nikomu b艂agam.

Nikomu.

Wybacz pani.

Co to jest? Nic pani, wybacz.

Zbi艂 ci臋 kto?

Wiesz co艣 o tym?

Ruzgi dosta艂a艣, tak?

Tak. Do艣膰 zas艂u偶enie, bo naczynia pot艂uk艂a.

Kt贸re?

Te, co w tej nowej kliniku tej sta艂y.

Ile艣 ich st艂uk艂a?

Wszystkie. Jak to mo偶liwe? Przecie偶 ca艂ej skrzyni by艣 nie unios艂a.

M贸w, co tu si臋 dzieje.

To nie ona, pani. M贸w!

To rycerz Gunzel.

Naczynia pot艂uku skrzyni臋 zabra艂.

Kuchmistrz j膮 oskar偶y艂.

B艂agam pani, ja to odpracuj臋.

Jak si臋 rycerz Kunzel dowie, 偶e bym na niego naskar偶y艂a, to ka偶e mnie

wybatorzy膰. J臋zyk wyrwie.

Ubij臋.

Nic ci si臋 nie stanie. Zajm臋 si臋 tym osobist膮.

Bo偶e i zrobi艂a.

Przez ciebie zgin臋.

W艂a艣nie ci臋 szuka艂am, Kicsoldzie.

Czym mog臋 s艂u偶y膰, ksi臋偶no? Wyrzucisz Guncela z dworu.

Zn贸w ob艂apia艂 jak膮艣 niewiast臋.

Komu偶 to przeszkadza? Mnie. W swych w艂o艣ciach dopuszcza si臋 gwa艂t贸w. Ch艂op贸w

m臋czy dla zabawy. Ko艅 mi ka偶e w艂贸czy膰. Psa mi szczuje. Co si臋 dzieje we

w艂o艣ciach Guncela jest jego spraw膮.

Dw贸rki wci膮偶 mi donosz膮, 偶e si臋 z nimi nieprzystojnie obchodzi.

S艂owo rycerza przeciw s艂owu dw贸rki.

Sama ksi臋偶na wie, jak one mi艂uj膮 plotki.

Mnie obrazi艂 ksi臋偶n膮.

Tym ju偶 co艣 musisz zrobi膰.

C贸偶 ci rzek艂, pani?

Nic nie rzek艂.

Moj膮 w艂asno艣膰 zniszczy艂. St艂uk艂 naczynia, a skrzyni臋 zabra艂.

Odkar偶am was! Skrzyni臋?

Kt贸r膮? Sosnow膮 kut膮.

Te naczynia by艂y... Pani, zajm臋 si臋 tym bez z艂ogi.

Jak wam przy tym my艣le膰?

W 偶yciu ta gra na my艣leniu nie napolega.

Ludzi mnie to.

Mieli艣my rozmawia膰, jak wybada膰 komu艣, kt贸ry ksi臋stwo przeka偶e.

G艂ow臋 w pierwszy spok贸j.

Co艣 wymy艣limy.

Drugi do kolekcji.

A mo偶e by艣my tak urz膮dzili polowanie?

Trojda艅 w lipcu pada.

By艂aby sposobno艣膰, by z nim o dziedziczeniu pom贸wi膰.

I podpowiedzie膰, 偶e jestem najlepszym nast臋pc膮.

Szachmat.

Ksi膮偶臋, Gunzel pojecha艂 porwa膰 Henryka, ksi臋cia 偶aga艅skiego.

Co za bzdura.

M贸w偶e. Pan m贸j, Gunzel wczorajszego wieczora ruszy艂 z wieloma zbrojnymi i z

wozem z pust膮 skrzyni膮 w stron臋 偶agania, panie.

Niemo偶liwe. Na co偶 mu pusta skrzynia?

G艂upiec bawi si臋 w G艂ogowczyka.

Pewnie chce go zamkn膮膰 jak kiedy艣 G艂ogowczyk ksi臋cia Legnickiego.

I wymusi膰 sojusz z nami.

Szala艂?

Teraz mamy inne czasy.

Nic z tym nie wsk贸ra.

Wi臋cej.

Zniszczy膰 mo偶e wszystko.

Nie daj臋 wiary.

Jak mo偶na by膰 tak g艂upim?

Trzeba natychmiast ruszy膰 za nim w pogo艅. Tak jest. Przeka偶臋 tra偶nikom.

dwudziestu najlepszych. Ja pojad臋 ze zbrojnymi.

Pewny?

Musimy go dopa膰. On dopadnie ksi臋cia.

Inaczej on ju偶 przepadnie.

Dobrze. Zatem ruszaj.

A je艣li Gunzel b臋dzie stawia艂 op贸r?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.