All language subtitles for Korona krolow odc 100

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

W poprzednim odcinku... Sztawcianki nie widzia艂e艣? W samiute艅ka, w lesie? A to

tyle wilk贸w, od razu by j膮 zw膮k艂aby bestia jedna.

Zatem ka偶臋 otworzy膰 skarbiec i wyp艂aci膰 jej pieni膮dze.

Ja od niczego nie odst膮pi艂em.

Wr臋cz przeciwnie, teraz jestem wi臋cej ni偶 pewny, 偶e musz臋 go odzyska膰.

偶e Anna 艣mia艂o chwyci艂a za 艂uki. Ojcze!

Specymirze, nie bro艅 kr贸la. Nic, czego by艣my o nim nie wiedzieli, nie rzek艂em.

Wielkie s艂owa i wielka sprawa.

Czas szykowa膰 si臋 do wojny.

A mnie ju偶 czas.

Poje偶d偶asz.

Z艂amiesz serca moim c贸rkom?

Przyznaj, 偶e nie o c贸rki tu idzie. Tylko o rewan偶 przy tarcy strzelniczej.

Z 艂ukiem czy na polowaniu.

Zawsze mo偶esz na mnie liczy膰.

Mam nadziej臋, 偶e nie tylko na polowaniu.

Rozwa偶y艂e艣 za m膮偶 p贸j艣cie kundzi?

Gdyby litewskiego ksi臋cia i polsk膮 kr贸lewn臋 obsadzi膰 na tronie Rusi.

Kunzio nie p贸jdzie za Litwin臋.

Nie do艣膰 dobra partia?

Przypominam ci, 偶e p艂ynie w niej tak偶e krew litewska. I w艂a艣nie dlatego to jest

z艂y pomys艂.

Ka偶dy z Wiedeminowicz贸w by艂by bliskim krewnym dla mej c贸rki.

Musia艂bym prosi膰 papie偶a o zgod臋 na taki 艣lub. A Klemens si臋 na to nie zgodzi艂.

D偶ego!

Panie!

O co艣 tak za nie m贸wi艂? Wszystko gotowe do drogi.

Nie ukrywam, 偶e liczy艂em na co艣 wi臋cej ni偶 tylko na s艂owa o wzajemnym wsparciu.

Dzi艣 jest, jutro go nie ma.

Nie wycofasz jednak swojego?

uzna膰 twoje s艂owa za zniewag臋 po tym, jak sam zagarn膮艂e艣 rusz po 艣mierci

Trojdenowicza, nie czekaj膮c na mnie.

Uk艂ad. Nawet tysi膮c uk艂ad贸w nie zmieni tego, 偶e wi臋ksze prawa do Halicza maj膮

dzieci Giedymina ni偶 Lipiastowie.

O tym, 偶e przekupi艂e艣 Bojara Dymitra Dietko nie wspomn臋.

Nic by tak nie ucieszy艂o wielkiego mistrza, jak roz艂am mi臋dzy nami.

Nie damy mu tej satysfakcji.

Wstawaj. Do roboty jak chcesz je艣膰. Na pole.

呕ywe trzeba kopa膰.

Nie umiem.

Dzi臋kujemy za nauk臋 strzelania z 艂uku, wuju.

Dawno艣my si臋 tak nie bawi艂y jak z tob膮. Zawsze jestem got贸w.

Wywo艂a膰 u艣miech na waszych twarzach.

By膰 mo偶e widzimy si臋 ostatni raz.

Jak to?

Nie przyjedzie ju偶 wujna Wawel?

Wierz臋, 偶e przyjad臋, ale was mo偶e nie by膰. Nied艂ugo p贸jdziecie za m膮偶.

Wci膮偶.

Wielce jestem rada, 偶e ci臋 pozna艂am.

Wzajemnie, tak.

Teraz rozumiem rado艣膰 kr贸lewny i dobry nastr贸j m贸j m膮偶.

Nie spodziewa艂em si臋 us艂ysze膰 tylu mi艂ych s艂贸w.

Wachum?

Czy艣 by艣 s艂ysza艂, 偶e ja sk膮pi臋, dobre s艂owo?

Nie, sk膮d, panie?

Olgierdzie, je艣li moja 偶ona tak m贸wi, to znaczy, 偶e艣 mi艂y ch艂op.

Mi艂y?

Ale dzikus!

Bywaj s艂贸w, ksi膮偶臋.

Kulewny, chod藕my do kapnicy pomodli膰 si臋 o dobry powr贸t dla wuj.

艁adne.

We藕.

Pom贸偶 mi.

Daleko st膮d na Wawel?

Albo do Go艂czy?

Porwano mnie.

Z grzebnymi ko艅mi.

Kuni? Gdy mnie tam kunia szuka膰?

Chc臋 wr贸ci膰 do domu.

Do matki.

Podobaj膮 ci si臋?

No to moje.

Tylko obiecaj, 偶e mi pomo偶esz.

Pomo偶esz mi.

Jeszcze raz pod Twoj膮 obron臋.

A ta rajda ju偶 posz艂a. Mo偶esz przesta膰.

Chcesz, 偶eby moja spotka艂a jakie艣 nieszcz臋艣cie po drodze?

Nie.

A偶, Piotrku, my艣lisz, 偶e ojciec ju偶 wie, kogo mnie wyda? Nie dasz mi sko艅czy膰.

Jak tylko wyobra偶am sobie, 偶e nie mieszkam ju偶 na Wawelu albo 偶e ciebie tu

ma, taki mnie l臋k ogarnia. Na razie 偶adna z nas si臋 nigdzie nie wybiera.

Wszyscy szepcz膮 o pos艂ach z Wielkopolski, kt贸rzy pojechali na

tw贸j 艣lub z ksi臋ciem Bogus艂awem. Jeszcze nic nie jest pewne.

Nie zastanawiasz si臋, jaki on jest, ten ksi膮偶臋?

Jak wygl膮da kraina, kt贸r膮 w艂ada?

Je艣li wol膮 ojca b臋dzie m贸j 艣lub z ksi臋ciem, tak si臋 stanie.

Co mam o nim my艣le膰, gdybym go na oczy nie chcia艂a?

Znajmniej zobaczysz morze.

Podobno to niezwyk艂y widok.

Ksi膮偶臋 偶egna Henryka i zaraz do nas do艂膮czy.

Jak znam naszego ksi臋cia, jeszcze pr贸buj臋 Henryka przekona膰.

Obawiam si臋, 偶e to niewiele da.

Nie ma jakiego艣 sprytnego po sob膮 na tego 艂ajdaka?

Chyba tylko to, co jego w艂asny dziadu czyni艂 ksi臋ciu Legnickiemu Henrykowi.

Co takiego?

Je艣li nie s艂ysz膮, opowiem.

Ku przestrodze.

Dziad ksi臋cia, Henryk G艂ogowski, dosta艂 w przypadku Wroc艂aw.

Tamtejszym mieszczanom to si臋 nie podoba艂o, wi臋c wygnali go z miasta i na

miejsce osadzili Henryka Legnickiego.

G艂ogowczyk tak si臋 upar艂 we Wroc艂awiu rz膮dzi膰, 偶e n臋ka艂 ksi臋stwo najazdami, a偶

ko艅cu zagarn膮艂 tereny na p贸艂noc od miasta.

Ale nie do艣膰 mu by艂o.

I tak porwa艂 z 艂a藕ni Henryka Legnickiego i przez wiele miesi臋cy wi臋zi艂 go w

G艂ogowie. W specjalnie przygotowanej na t臋 okoliczno艣膰 skrzyni. A w艂a艣ciwie

klatce.

Wi臋zie艅 nie m贸g艂 w tej go艣cinie nawet wygodnie usi膮艣膰 ani si臋 po艂o偶y膰.

B贸jcie si臋 Boga.

Henryk P艂ugowski Boga si臋 nie ba艂. To pewne.

Za艂amany wi臋zieniem ksi膮偶臋 zgodzi艂 si臋 przekaza膰 siemi臋偶ycielowi kolejne

Na prawym przeg艂adrze. A tak偶e wesprze膰 go zbrojnie wobec wroga. I zap艂aci膰

ogromny okup. Prze偶y艂 wi臋zienie.

Co z tego?

Nigdy nie by dobrze.

Po偶egna艂 si臋 ze 艣wiatem kilka zim p贸藕niej.

Henryk zdania nie zmieni艂. 呕膮da Boles艂awca.

W艂a艣nie wspominali艣my, jaki to metod ima艂 si臋 jego dziad, chc膮c odzyska膰

Wroc艂aw.

Mo偶e i on 偶adnych innych argument贸w za gro藕bowym nieczym przyj膮膰 si臋 potrafi.

Do uk艂ad贸w, panie, trzeba troch臋 rozumu w g艂owie.

Wybaczcie, musz臋 zebra膰 my艣li.

Henryku!

Chcia艂am z tob膮 pom贸wi膰.

Idzie mi o Ann臋.

Co z ni膮?

Bardzo si臋 przestraszy艂a, kiedy spad艂a w kuc臋, a ty艣 do niej nawet nie zajrza艂.

Pyta艂a o ciebie, nie wiedzia艂am, co jej rzec. Dla niej lepiej, je艣li b臋dzie mnie

widywa膰 jak najmniej.

Takiego jak ja lepiej nie mi艂owa膰.

P贸ki jest ma艂a, przywyknie.

Rozpyta艂em medyka o jej zdrowie i wiem, 偶e ma si臋 dobrze.

M贸wisz, panie, o tym, co wida膰, ale cz艂owiek to wszak偶e co艣 wi臋cej.

Odda艂em Ann臋 pod twoj膮 opiek臋, pani. Dlatego jestem spokojny, 偶e mi艂owania

jej nie braknie.

Co was tak rozbawi艂o?

Pr贸buj臋 sobie wyobrazi膰 szanownego ksi臋cia, znanego ze s艂usznej postury w

skrzyni, jak膮 dla nich Henryk G艂ogowski wyszukowa艂.

Wyniesie to widzi ma艂o zabawnym. Ale i w rodzie naszego pana miewano przecie偶

takie pomys艂y.

呕eby wspomnie膰 Boles艂awa Legnickiego, pradziada po mieczu. Tego, co m贸wi艂 tak

szybko, 偶e nikt go zrozumie膰 nie m贸g艂? To mo偶na mu wybaczy膰.

Ale porwa膰 ksi臋cia wroc艂awskiego Henryka?

A wcze艣niej samego biskupa Tomasza? I uwi臋zi膰 ich we wleniu?

W Leniu?

Czy to nie tam, panie Burgrabion, jest wasz ojciec Kuneman?

Owszem. I nie s艂yszy po nocach j臋k贸w biskupa i ksi臋cia?

Uwolnijcie mnie!

Na ksi臋cia Legnickiego na艂o偶ono kl膮tw臋.

Zreszt膮 by艂o ich kilka.

To dla ciebie gunc lub ob贸d do dworowania?

Sk膮d偶e? Po prostu podziwiam odwag臋 przodka naszego ksi臋cia.

Tego mu wszak odm贸wi膰 nie spos贸b.

Dzi臋ki temu potrafi skaka膰.

Jakby艣 przeci膮艂 u Szyfego, okula艂by.

A u cz艂owieka?

Te偶.

Ale jakby szy膰, przywr贸ci sprawno艣膰.

A powiedz mi, m膮dry cz艂owieku, dlaczego, gdy g艂owa spada z katopkiego pie艅ka, to

偶yje?

呕yje. A偶 si臋 wykrzywia i oczy mrugaj膮.

Jakby sam diabe艂 nie chcia艂 wyj艣膰 z cz艂owieka. Jakby nie chcia艂 o niego

Diabe艂 nie ma z tym nic wsp贸lnego.

To dobrze, bo strach mnie bierze, jak to widz臋.

Du偶o g艂贸w ostatnio spad艂o pod twoim toporem?

Dzi臋ki Bogu nie i niech tak zostanie.

Ale tego 艁otra, co to ostatnio t臋 panienk臋 na Wawelu porwa艂.

Co to ludzie powiadaj膮, 偶e...

Nie艣lubna c贸rka i samego kr贸la.

Ch臋tnie g艂owy bym podbawi艂.

R臋ka by nie drgn臋艂a.

Widz臋, 偶e szczeg贸lnie policie, gdy kto艣 krzywdzi niewiasty.

Siostr臋 moj膮 pocha艅bi艂 jeden taki.

Ojciec go powiesi艂. Ale ja bym najpierw wszystkie ko艅czyny poobcina艂 i dopiero

wtedy.

A niech to oni.

Nie. To m贸w, 偶e ja艣niej.

Przypomnia艂o mi si臋 trzech takich, co komedi臋 wystawiaj膮 w karczmach. Oni

rozprawiali o pannie Jolencie.

Jak nie chcesz pracowa膰, to wynos臋!

Pom贸偶cie mi, dok膮d ja mam i艣膰?

Czy masz moje budy? Obieca艂a艣.

Pachnij, odrzut, precz!

uchowa, gdy w贸jt szczerze krawowa.

Za kradzie偶 gar艣ci krok贸w ch艂op zim臋 sp臋dzi艂 w lochu. Odt膮d

cz臋sto powiada, 偶e krok贸w on nie jada.

呕adne z艂o si臋 nie uchowa, gdy w贸jt szczerze

Dzi艣 m贸wi tylko pacierze.

Zostali艣cie oskar偶eni o porwanie c贸rki pana niemieszej.

No i ju偶.

Koniec Igorc贸w.

Chcia艂a艣 mnie widzie膰, pani. Ja? Komu?

Chcia艂 偶adny wizyt.

Niestety.

Cudka. A mo偶e chcesz wyjecha膰 do Go艂cza?

Je艣li pozwolisz, pani.

Nie jestem dla ciebie dobr膮 towarzyszk膮.

Nie doradz臋.

Nie zabawi臋 rozmow膮. Ja wcale tego nie oczekuj臋.

Wiem.

Domy艣lam si臋, co prze偶ywasz.

Dzi臋kuj臋, pani.

Jeste艣 pewna, 偶e lepiej ci b臋dzie w ko艂cze ni偶 tu?

Nigdzie nie b臋dzie dobrze, dop贸ki Jolanta si臋 nie odnajdzie.

Nie umiem tak siedzie膰 i czeka膰.

I nie wiem, co ja powiem El偶unie i pachnie, kiedy spytaj膮 o siostr臋.

Gdzie si臋 podzia膰?

Chc臋 tylko, 偶eby wr贸ci艂a ca艂a i zdrowa. Wszyscy tego chcemy.

Musimy wierzy膰, 偶e Pan B贸g wys艂ucha nasze b艂aganie.

Ucisz si臋, babo, bo mi go艣ci wystraszysz.

Masz tu piwa na pisie.

Musz膮 mie膰 s艂uszne dowody.

P贸jd膮 pod top贸r jak nic.

A mi si臋 nie chce wierzy膰, 偶eby to oni mieli pochwa膰 szlacheck膮 c贸艂k臋.

Mo偶e i hultaje z nich, ale przecie nie zbiry.

Co by w tym mieli za cel?

No bo to poznasz ludzi.

Bela!

Przem贸w jej do rozumu jak baba babie, bo inaczej b臋d臋 musia艂 j膮 za drzwi

wyrzuci膰.

Cicho masz by膰.

A jak go b臋d膮 ko艂em 艂ama膰? Albo przypala膰 pochodni膮? Jak jest delikatny,

szybko straci przytomno艣膰. Ale na twoim miejscu 偶yczy艂abym mu d艂ugich cierpie艅.

Jak to? Ja go mi艂uj臋.

A jak on t臋 panienk臋 nie dla okupu porwa艂?

Tylko, 偶eby za 偶on臋 si艂膮 wzi膮膰?

No, na co pykacie darmo z wiady? Bierzcie j膮!

Panie! Odst膮p, p贸kim dobry. Zostawcie!

Lecz!

呕ebym widzia艂 艂zy na twym policzku, bracie? Zreszt膮 uciechy to i艣膰 i znajd藕

sobie jakiego艣 s艂uga, 偶eby si臋 nad nim patrze膰. 殴le zrobi艂em i wstydli.

Ale teraz wyjd臋 si臋 ze brata, kt贸ry u偶ala si臋 nad twym losem. Mia艂bym si臋

cieszy膰, 偶e d艂u偶ej nie musi uk艂ada膰 si臋 z 艂otrem.

Co ty wiesz?

Wa偶niejsze jest dla ciebie polowanie ni偶 sprawy ksi臋stwa.

Niech ksi膮偶e 呕ega艅ski 偶a艂uje, 偶e odrzuci艂 twoj膮 ofert臋.

Tak tylko gadasz, czy masz co艣 konkretnego na my艣li?

Nasz stryj Henryk, ks. Jaworski, ma swoje lata i 偶adnego potomka.

Trzeba zadba膰, 偶eby jego ziemia trafi艂a w nasze r臋ce, kiedy pan wezwie go przed

swe oblicze.

Kt贸ry jeszcze mo偶e dziedzica sp艂odzi膰?

Na wypadek, gdyby tak si臋 nie sta艂o, musisz by膰 przygotowany.

Chyba nie chcesz, 偶eby odda艂 ziemi臋 Czechom.

Ho艂du dot膮d im nie z艂o偶y艂.

Lecz zdarza si臋, stryjowi wchodzi z nimi w uk艂ady.

To jeszcze kalkulacja czy ich przyja藕艅?

Radzisz zawrze膰 z nim uk艂ad o prze偶ycie?

Zrobisz, co uznasz za najlepsze.

Henryku!

Dlaczego nie mo偶emy zawsze tak rozmawia膰?

By艣 gotowy mnie wys艂ucha膰 tylko gdy s艂aby.

A to s膮 zakwitwile.

Zabra艂e艣 wszystkich, o kt贸rych m贸wi艂em?

Prawie. Tylko dw贸ch si臋 wym贸wi艂o, panie.

Nerbot, bo macha艂 m膮 nog臋. I Hartum, bo wypi艂 tyle piwa, 偶e nie m贸g艂 utka膰

prosto. Ze dwudziestu b臋dzie?

Wi臋cej. Zaraz nas dogoni膮.

Tylko pytaj膮, dok膮d jedziemy i z jakiej przyczyny.

Nie chc膮 od tego, 偶eby zadawa膰 pytania, tylko s艂u偶y膰.

Do 偶agania.

Ksi臋cia odwiedzi.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.